Pojedynek uczuć - Krystyna Mirek

Pojedynek uczuć - Krystyna Mirek

„Jak jeszcze może zaskoczyć nas życie? 
Trzydziestoletnia Maja mieszka ze swoim synkiem Krzysiem w apartamencie kupionym za namową ojca dziecka, prezesa dobrze prosperującej firmy. Spełnia się zawodowo, od lat jest w trwałym związku, czy może zatem chcieć czegoś więcej? Może tylko tego, by ta sielanka trwała wiecznie, a przede wszystkim żeby nie okazała się złudzeniem…
Pojedynek uczuć, napisany lekkim piórem, porusza ważne tematy. Humor, życiowa mądrość i akcja osadzona w realiach pracy w polskich firmach, które stawiają wiele kobiet przed trudnymi osobistymi wyborami. Lektura, która wzrusza i bawi, a jej bohaterowie na długo zostają w naszej pamięci.”

Na samym początku przyznam się ze wstydem, że do tej pory nie znałam twórczości Krystyny Mirek. Nie powiem, czytałam wiele pochlebnych opinii o jej książkach, ale zawsze było mi z nimi jakoś nie po drodze, a niestety czasu na czytanie swoich prywatnych książek nie mam w ogóle. Wszystko zmieniło się, gdy zaczęłam współpracę z wydawnictwem Filia i do recenzji wybrałam sobie właśnie książkę pani Krysi. Już po przeczytaniu kliku stron wiedziałam, że mój wybór był strzałem w dziesiątkę, a czytając dalej, coraz bardziej się w tym przekonywałam. Poza tym polskim autorom coraz bardziej podnoszę poprzeczkę, a mimo to ostatnio mnie nie zawodzą, to świadczy tylko i wyłącznie o tym, jak zdolnych i cudownych mamy autorów, a pani Krystyna Mirek od teraz znajduje się w mojej pierwszej dziesiątce najlepszych pisarzy i na pewno przeczytam pozostałe jej książki, oczywiście jak czas mi na to pozwoli. 

Uwielbiam książki, które traktują o prawdziwym życiu, nie są przekoloryzowane i wyidealizowane i przede wszystkim takie, z których mogę wynieść jakąś naukę. Historia Mai jest niesamowicie prawdziwa i myślę, że mimo tego, że jej opowieść to fikcja literacka, to na pewno taka historia gdzieś miała miejsce, bo to proza życia w najczystszej postaci. Naprawdę lubię takie życiowe książki, kiedy niejednokrotnie mogę się identyfikować z główną bohaterką i razem z nią przeżywać jej historię, wyobrażając sobie, że to ja znajduję się na jej miejscu. W tej książce nie jest to trudne, przekonacie się o tym podczas czytania. Autorka porusza w niej wiele trudnych i ciężkich tematów, z którymi boryka się niejedna kobieta, między innymi trudy macierzyństwa, dobre i złe strony związków partnerskich oraz wyzysk w pracy, inaczej mówiąc mobbing. 

Autorka stworzyła plejadę bardzo wyrazistych bohaterów. Niektórych polubiłam, innych znienawidziłam, ale przecież właśnie o to chodzi, by każdy bohater wzbudzał w nas emocje niekoniecznie tylko te dobre. Oczywiście prym wiedzie Maja, główna bohaterka, której niestety życie nie rozpieszcza. Nie będę opisywać Wam jej osoby, bo myślę, że lepiej jeżeli poznacie ją sami. Uważam, że niejedna z Was odnajdzie w niej cząstkę siebie i nie zawsze będzie to ta dobra część Waszego charakteru.

Polecam Wam tę powieść z całego serca i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie. Czekam na kolejną książkę pani Krystyny, a w międzyczasie muszę wyczarować chwilę, by poznać inne jej książki.
To piękna powieść o miłości o prawdziwym życiu, które często ma słodko-gorzki smak.

"Nie wiadomo, na czym polega ten fenomen, i choć wielu próbowało, nikomu nie udało się stworzyć pełnego opisu zjawiska. Jak to się dzieje, że w jednej chwili człowiek ma wolne serce, a sekundę później ktoś wbija w nie hak i od tej pory, czasem nawet przez całe życie, trzyma go na uwięzi? Można się szarpać i bronić, ale osiągnie się tylko tyle, że będzie mocniej bolało, a hak wbije się głębiej."

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.
Wyniki konkursu!

Wyniki konkursu!

Kochani, miło nam ogłosić, że Szeptać oraz Zdążyć z miłością wygrywa numer 13 czyli Ilona Ciesla. Ilonie serdecznie gratulujemy i prosimy o przesłanie danych do wysyłki na adres stawska19@gmail.com. Po upływie trzech dni nagroda przepada.
Zaginieni - Patricia Gibney (PATRONAT MEDIALNY)

Zaginieni - Patricia Gibney (PATRONAT MEDIALNY)

„Kiedy w katedrze zostaje odnalezione ciało kobiety, a drugie, tym razem młodego mężczyzny, zawisa na drzewie przed jego domem, detektyw inspektor Lottie Parker rozpoczyna śledztwo. Oba ciała mają na nogach charakterystyczny, nieudolnie wykonany tatuaż. Niewątpliwie ofiary coś łączyło. Ale co? Trop prowadzi Lottie do Domu św. Angeli, dawnego przytułku dla dzieci, z którym wiąże się mroczna przeszłość rodziny inspektor Parker. Teraz to sprawa osobista. Podczas gdy Lottie zaczyna dostrzegać związek pomiędzy nowymi zbrodniami a morderstwami sprzed dziesięcioleci, znika bez śladu dwóch nastolatków. Lottie musi wytropić zabójcę, nim ten uderzy ponownie, ale czy tym samym nie narazi swoich dzieci na śmiertelne niebezpieczeństwo? Wkrótce Lottie stanie twarzą w twarz z szaleńcem, który ma zdecydowanie inne niż ona pojęcie sprawiedliwości.”

„Zaginieni” to bardzo dobrze napisana i skonstruowana powieść kryminalna z elementami thrillera, osobiście uwielbiam takie książki, choć muszę szczerze przyznać, że w ostatnim czasie nie czytam ich za dużo, gdyż częściej sięgam po powieści obyczajowe, czy romanse. Więc to oczywiste, że z ogromną radością zabrałam się za lekturę tej powieści. To pierwszy tom cyklu Inspektor Lottie Parker i już teraz mogę Wam napisać, że na pewno sięgnę po kolejne części. Bardzo przypadł mi do gustu styl pisania autorki, podobało mi się, jak budowała napięcie, jak kluczyła, jak motała, wodząc mnie za nos, bym przypadkiem nie za szybko wpadła na to, kto stoi za zbrodniami i kto ma krew na rękach. Akcja książki nie pędzi na łeb na szyję, jest akurat w sam raz, by zaciekawić czytelnika. Autorka z umiarem serwuje wszelkie informacje, mało zdradza, a pomiędzy prowadzonym śledztwem poznajemy życie prywatne pani inspektor, które niestety nie jest usłane różami. Kobieta zmaga się z własnymi demonami, ze słabościami i czuje, że nie sprawdza się jako matka. Na całe szczęście u jej boku jest cały czas jej policyjny partner, który czuje do kobiety coś więcej niż tylko przyjaźń, jednak Lottie boi się znów być szczęśliwa i za każdym razem odpycha mężczyznę. Przeważnie nie lubię, gdy w kryminałach pojawia się wątek jako tako miłosny, ale tutaj autorka opisała to naprawdę minimalistycznie i bardzo subtelnie. To tylko taki zarys czegoś, co może kiedyś przerodzi się w głębokie uczucie, ale o tym zapewne przekonam się dopiero w kolejnych częściach tego cyklu.

Bohaterów jest sporo, ale oczywiście to Lottie jest najważniejsza i to wokół niej toczy się akcja. Większość rozdziałów napisana jest z perspektywy pani inspektor, ale także i inni bohaterowie zabierają głos. Bardzo lubię, gdy właśnie w taki sposób poprowadzona jest fabuła, bo dzięki temu pojawia się coraz więcej niewiadomych i każdy choć przez chwilę staje się dla mnie podejrzanym. Tak jak wspomniałam wyżej, akcja książki nie toczy się zbyt szybko, wszystko ma swój czas i nie trzeba się spieszyć, tylko z uwagą zatracać się w fabule. Sama wyłapywałam najdrobniejsze detale i szczegóły z nadzieją, że naprowadzą mnie na odpowiedni trop i choć w pewnym momencie domyśliłam się, kto stoi za tym wszystkim, to jednak na sam koniec autorce i tak udało się mnie zaskoczyć. Poza tym końcówka jest bardzo dynamiczna, dużo się dzieje i niestety nie wszystko potoczyło się po mojej myśli, ale nie w każdej musi być wszystko, tak jak jak chcę.

Nadmienię jeszcze, że w książce pojawiają się retrospekcje sprzed kilkudziesięciu lat i kurcze to właśnie one były najmocniejszy akcentem tej historii. Podczas czytania ciarki przechodziły mi po ciele, czułam odrazę  i nie mogłam zrozumieć, jak ktoś oddany bogu może być tak podły i okrutny. Oczywiście nie napiszę, czego dotyczyły te retrospekcje, ale myślę, że czytając, będziecie mieć podobne odczucia jak ja.

„Zaginieni” to książka godna uwagi i myślę, że fani kryminałów i thrillerów świetnie spędzą przy niej czas. Dlatego nie czekajcie i zamawiajcie książkę, a ja czekam już niecierpliwie na kolejną część.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo NieZwykłe.
Fallen Crest. Rodzina - Tijan

Fallen Crest. Rodzina - Tijan

„Czy Samantha znajdzie w Fallen Crest kochającą rodzinę, jakiej nigdy nie miała?”

Sam i Mason są już oficjalnie razem. Niestety nie wszystkim to odpowiada, dziewczyny są zazdrosne i z chęcią dokopałyby Sam za to, że udało się jej usidlić jednego ze sławnych braci Kade. Ale największy problem ma z tym matka dziewczyny, która jest zagorzałym przeciwnikiem miłości jej córki z Masonem. Kobieta nie cofnie się przed niczym, by rozdzielić zakochanych. Czy jej się to uda? Czy Sam znajdzie w sobie dość siły, by przeciwstawić się szalonej kobiecie? Czy Mason będzie walczył o ukochaną? O tym wszystkim musicie przekonać się sami.

Jak już pewnie wiecie, moje pierwsze spotkanie z twórczością Tijan było dość nieudane, ale jako że zawsze twierdzę, że po przeczytaniu jednej książki nie można wyrobić sobie zdania o autorze, to z ogromną ciekawością zabrałam się za „Fallen Crest. Akademia” i wiecie co? Przepadłam w tej książce, tak bardzo, że realne życie dla mnie nie istaniało, liczyła się tylko ta książka, ale cóż poradzić, jak lubi się takie poplątane i mało wiarygodne historie, które zawsze czytam z lekkim przymrużeniem oka. Oczywistością więc było to, że przeczytam także drugi tom, by poznać dalsze losy nie tylko dwójki głównych bohaterów. A wiecie co, jest najlepsze w tym wszystkim? Ubzdurałam sobie w tej mojej małej głowie, że część druga jest częścią ostatnią, naprawdę nie wiem, skąd mnie się to wzięło, ale naprawdę tak było, więc możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy podczas czytania dotarło do mnie, że to zdecydowanie nie jest koniec. Oczywiście jest to duży plus, bo czeka mnie jeszcze niejedna godzina spędzona z bohaterami. 

Uważam, że ta część jest lepsza, zdecydowanie bardziej dopracowana i na pewno jest w niej mniej przerysowanych i przekoloryzowanych sytuacji. Oczywiście nie martwcie się, bo w książce nadal wiele się dzieje, nie ma chwili na oddech, dramat goni dramat, a w środku tego miszmaszu toczy się walka o miłość. Uwierzcie mi, że podczas czytania nie raz podnosiłam szczękę z podłogi, ale zanim ochłonęłam po jednej sytuacji, to już działo się coś nowego. Naprawdę lubię, kiedy w książkach tak wiele się dzieje, lubię tę plątaninę sytuacji i niepewność, z której strony nadejdzie coś. Sam cały czas musi się mieć na baczności, bo jest wiele osób, które nie chcą by była z Masonem i zrobią naprawdę wszystko, by do tego doprowadzić.

W recenzji poprzedniego tomu napisałam, że poznałam tylko Sam, bo na niej najbardziej skupiła się autorka. Teraz na całe szczęście dane było mi poznać bardziej Masona, który okazał się cudownym młodym chłopakiem. Byłam bardzo zaskoczona tym, jaki był w stosunku do Sam, jak się o nią troszczył i jak o nią dbał. Oczywiście doprowadziło to do tego, że kolejny bohater trafił do mojego serca, no ale co poradzę na to, że lubię niegrzecznych chłopców, którzy kochają na zabój, a kobiety ich serca są dla nich najważniejsze na świecie. Taki jest właśnie Mason i taki jest jego urok i czar. Muszę także napisać o tym, że mimo tego, że jako tako polubiłam Sam, to niestety w tym tomie strasznie mnie momentami irytowała, a chyba najbardziej irytowała mnie jej ciągła ochota na seks. Ja rozumiem, że krew nie woda i że młodość rządzi się swoimi prawami, no ale serio cały czas…?

Jeżeli lubcie historie niczym Moda na sukces w wersji young, to seria Fallen Crest będzie dla Was idealna. Mnie oba tomy bardzo się podobały i niecierpliwie czekam na kolejną część. Zapewniam Was, że podczas czytania emocji Wam nie zabraknie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
Deadline na szczęście - Anna Tabak

Deadline na szczęście - Anna Tabak

Ewa, ambitna menedżerka, nie waha się ani sekundy, gdy na horyzoncie pojawia się szansa awansu czy choćby nagrody. W biurze spędza długie godziny, bez żalu rezygnując z życia towarzyskiego i powoli tracąc kontakt z własnym mężem. Zupełnie nie spodziewa się nadchodzącego huraganu, który zburzy jej uporządkowaną codzienność. Jeden nieszczęśliwy wypadek, jeden telefon, jedna szybka decyzja. Co ma z tym wspólnego zwariowana siedmiolatka, niesforny labrador Browar i wszystko gryzący chomik Hubert? I czy cokolwiek może się okazać ważniejsze od dotrzymania deadline’u w pracy?” 

Ogromnym plusem blogowania jest to, że ciągle odkrywam nowych autorów. Do tej pory nie znałam twórczości Anny Tabak, a wiem, że „Deadline na szczęście” to już druga książka autorki, więc na pewno w wolnym czasie postaram się przeczytać jej debiut i mam nadzieję, że będzie on dla mnie tak samo wciągającą lekturą, jak wyżej wymieniona książka. Przyznam się szczerze, że nie miałam zbyt dużych oczekiwań w stosunku do tej książki, chciałam tylko fajnie spędzić przy niej czas i odsunąć na bok szarą rzeczywistość. Oczywiście książka spełniła w stu procentach swoje zadanie, a na dodatek autorka miło mnie zaskoczyła świetnym lekkim stylem, dzięki któremu czas spędzony z lekturą, był bardzo fajną i odprężającą przygodą. Na samym początku myślałam, że dostałam banalną historię, która bardzo szybko wywietrzeje mi z głowy, ale dość szybko musiałam na ten temat zmienić zdanie, gdyż historia Ewy okazała się niezwykle prawdziwa, a na świecie znajdziemy wiele osób, które mogłyby utożsamić się z główną bohaterką, które żyją tylko pracą, a wyścig szczurów jest dla nich normalnością. Niestety ja nie do końca ją polubiłam, może dlatego, że jestem od niej zupełnie inna i chyba nie potrafiłabym dla kariery wszystkiego poświęcić. Nie zmienia to oczywiście faktu, że to bardzo ciekawa postać i myślę, że wielu z Was będzie mieć o niej zupełnie inne zdanie niż ja. 

"Czasami nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo ci na czymś zależy, dopóki się nie dowiesz, że nie możesz tego dostać."

„Deadline na szczęście” to bardzo ciekawa, wciągająca i autentyczna powieść, w której zostały poruszone tematy ważne, te mniej ważniejsze i która zmusi Was do refleksji nad tym, co w życiu każdego człowieka jest najważniejsze.

Polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.
Wyniki konkursu z Miłością w rytmie rocka

Wyniki konkursu z Miłością w rytmie rocka



Kochani, miło nam ogłosić, że egzemplarze  trzeciej i czwartej części serii Miłość w rytmie rocka K.N. Haner wędruje do:









nr 25 Hanna Wasyk



Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt przez nasze fp w ciągu trzech dni, po tym czasie nagroda przepada.
Dziesięć poniżej zera - Whitney Barbetti

Dziesięć poniżej zera - Whitney Barbetti

„Nazywam się Parker. Moje ciało jest oszpecone bliznami, pamiątkami ataku, którego nie pamiętam. I nie chcę pamiętać. Wolę obserwować życie, niż go doświadczać.
Ludzie dookoła śmieją się, całują, rozmawiają – a ja jestem sama, w kącie, obserwując, jak żyją. Nie zależy mi na nikim i niczym. Czuję tylko jedną emocję. To irytacja. I czuję ją bardzo często.

Jeden SMS wysłany pod niewłaściwy numer okazał się moją zgubą.

Ma na imię Everett i jest wrednym, natrętnym, aroganckim facetem, który narusza moją osobistą przestrzeń. A co najgorsze: sprawia, że znów coś czuję.
Zawsze jest ubrany na czarno, jak gdyby wybierał się na pogrzeb. Pewnie dlatego, że tak jest. Everett umiera. Z tego powodu chce spędzić ostatnie chwile swojego życia żyjąc, naprawdę żyjąc. I zmusza mnie do tego samego. Abym zmierzyła się z demonami, które zdusiłam głęboko w sobie. Rani mnie, pomaga mi, uzupełnia mnie. Umiera.”

Macie czasami tak, że już sam opis książki wzrusza i porusza Was do głębi? Mnie spotkało coś takiego dopiero pierwszy raz. Biorąc do recenzji „Dziesięć poniżej zera”, nie wiedziałam o tej książce zupełnie nic, nie przeczytałam opisu, po prostu zaintrygował mnie tytuł i tajemnicza okładka. Później także zbytnio się nią nie interesowałam i grzecznie leżała na kupce, czekając na swoją kolej, w tym czasie także nie rozmawiałam o niej z nikim innym, a czasami zdarza się tak, że pytam się innych blogerek, jak odebrały daną książkę lub po prostu czytam jedną lub dwie recenzje, by wiedzieć, na czym stoję. Tym razem jednak poszłam na żywioł i gdy wreszcie nadszedł dzień, kiedy zabrałam się za czytanie tej historii, to po prostu moje serce przestało bić, a szczękę wiele razy podnosiłam z podłogi. Już sam opis  wywołał we mnie lawinę uczuć i wiedziałam, że to jedna z takich książek, która na pewno mnie nie zawiedzie. Oczywiście wyszło tak, jak myślałam i teraz pisząc tę recenzję, cały czas jestem w świecie bohaterów, a wzruszenie bezustannie ściska moje gardło. To powieść, którą zdecydowanie warto przeczytać, ja przepadłam w tej historii i nie odłożyłam jej na półkę, póki nie dotarłam do ostatniej strony. Poza tym znajduje się w niej wiele pięknych cytatów, które cholernie mnie poruszały i niejednokrotnie doprowadzały do łez.

„- Jesteś zimna jak lód. Nie pozwalasz sobie czuć. Nie dbasz o nikogo. Nawet o siebie. - Przybliżył twarz jeszcze bliżej. - Tutaj – powiedział, naciskając nieco powyżej mojego serca – tutaj masz dziesięć poniżej zera. I jesteś bliższa śmierci niż ja.”

„Dziesięć poniżej zera”  to powieść, którą mogę określić tylko jednym słowem PIĘKNA. Autorka posługuję się prostym i przyjemnym w odbiorze stylem, dzięki czemu książkę się po prostu wciąga, bo nie sposób się od niej oderwać. W tej powieści zostało zawarte wszystko, co najważniejsze, czyli wszystko to, co jest niezbędne dla każdego czytelnika, by historia opisana przez autora, okazała się dla niego niezapomnianą ucztą literacką. Dawno nie znalazłam w książce tak dużego ładunku emocjonalnego, naprawdę ja te emocje czułam całą sobą i wszystko przeżywałam wraz z bohaterami. Strasznie się z nimi zżyłam i kibicowałam ich „przygodzie” oraz ich uczuciu, które mimo tego, że się do niego nie przyznawali, było ogromnie silne i przede wszystkim prawdziwe. 

„Każdy kto popatrzy na to zdjęcie, będzie widział nas. Ale kiedy ty na nie spojrzysz, zobaczysz kanion i wodę i całe piękno, które roztacza się przed nami. Pamiętaj o tym, Parker. Kiedy popatrzysz na to zdjęcie, przypomnij sobie, jak razem oglądaliśmy czyściec. Wszyscy inni patrzyli na łuk. Ale my nie.”

W moim odczuciu kreacja bohaterów wyszła autorce po prostu perfekcyjnie. Byli niezwykle wyraziści, ale co najważniejsze prawdziwi, na próżno było mi w nich szukać jakiegoś przerysowania, czy wyidealizowania. Oboje po przejściach z trudną i niepewną przeszłością, no może niezupełnie z niepewną, bo o tym, że Everett umiera, wiemy od samego początku. W książce prócz głównych bohaterów pojawia się także kilka postaci drugoplanowych, ale są oni tylko i wyłącznie tłem dla tej historii, nie wnoszą do niej nic istotnego i w sumie zaraz o nich zapominałam. To historia tylko dwójki głównych bohaterów, odniosłam wrażenie, że autorka stworzyła ich mały zamknięty świat i choć czasami drażni mnie, kiedy wszystko toczy się tylko koło wybranej grupy osób, to jednak myślę, że tutaj sprawdziło się to idealnie. Dzięki temu mogłam lepiej poznać bohaterów, a ich emocje i przeżycia były także i moje, przeżywałam je razem z nimi, śmiałam się razem nimi i płakałam razem z nimi. Ta powieść jest emocjonująca niczym jazda rollercoasterem i zdecydowanie jeszcze nie raz do niej powrócę.

„Czy przeżyłeś kiedyś taki moment, który chciałbyś zatrzymać na wieki? To moment tuż przed tym, kiedy wszystko trafia szlag. Ach, gdybyśmy tylko mogli wiedzieć, kiedy on nastąpi. Dopiero później orientujemy się, że to była nasza ostatnia spokojna chwila. I za całego serca pragniemy cofnąć czas, by jak najwięcej zapamiętać. W teraźniejszości żyjemy nieświadomi. Nie wiemy, że cały nasz świat wisi na włosku.”

„Dziesięć poniżej zera” to książka, w której zostało poruszonych wiele naprawdę trudnych tematów, tematów bolesnych i prawdziwych. Zdecydowanie powieść ta składnia do refleksji, po przeczytaniu jej uświadomiłam sobie, jak kruche jest życie i jak ważne są wspomnienia, z których składa się nasza przeszłość. Polecam Wam tę historię z całego serca, mnie autorka oczarowała, niejednokrotnie doprowadziła do łez i przede wszystkim poruszyła do głębi. To przepiękna historia, która nie raz złamie wasze serca.

„Ten świat ma dla nas tylko jedną, słodką chwilę.”

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo NieZwykłe.
Zieleń szmaragdu - Kerstin Gier

Zieleń szmaragdu - Kerstin Gier

„Co robi dziewczyna ze złamanym sercem? To jasne – godzinami wisi na telefonie z najlepszą przyjaciółką, obżera się czekoladą i wypłakuje sobie oczy. Problem w tym, że Gwendolyn, podróżniczka w czasie mimo woli, musi wziąć się w garść, by stawić czoło niebezpiecznemu hrabiemu de Saint Germain, który jest coraz bliżej realizacji swojego planu. Przed Gideonem i Gwenny huczne bale, ucieczka w przeszłość i zagadka nieśmiertelności.”

„Zieleń szmaragdu” to już ostatni to genialnej Trylogii czasu, którą wręcz uwielbiam i mogłabym ją czytać naprawdę wiele razy, bo chyba nigdy mi się nie znudzi. Autorka stworzyła historię, która niesamowicie wciąga już od pierwszej strony, a tom ostatni jest według mnie najlepszą częścią. I mimo tego, że trylogia przeznaczona jest przede wszystkim dla nastolatków, w której wątek miłosny jest dość naiwny i powinien mnie denerwować, to ja w tych książkach przepadłam i świetnie spędziłam przy nich czas. Dla mnie to naprawdę jedna z lepszych serii fantastycznych dla młodzieży i polecam ją każdemu z czystym sumieniem.

W tej części autorka odkryła wszystkie karty i wszystkie wątki, które zostały poruszone w poprzednich częściach, zostały wyjaśnione. Jest to ogromnym atutem, bo czasami zdarza się tak, że autorzy o niektórych sprawach zapominają lub specjalnie pomijają pewne wątki, które według nich nie zasługują na wyjaśnienie, a ja później siedzę i myślę, dlaczego tak się stało i dlaczego nie uzyskałam wszystkich odpowiedzi. Tutaj na całe szczęście autorka się spisała i dopracowała oraz dopieściła tę ostatnią część w najdrobniejszym szczególe, więc choćbym chciała, to nie mam się do czego przyczepić.

Jestem także zadowolona z kreacji bohaterów, którzy z tomu na tom się zmieniali, można było to zauważyć w ich zachowaniu i decyzjach, które podejmowali. Ciężko mi się z nimi rozstawać, ale wszystko, co dobre, kiedyś musi się skończyć. Na pewno jeszcze nie raz powrócę do tej serii, choć już teraz czytałam ją drugi raz, ale chyba każdy z nas ma w swojej biblioteczce książki, do których lubi wracać i do których czuje wielki sentyment. U mnie właśnie tak jest z Trylogią czasu, trylogią świetną, pełną zwrotów akcji oraz dobrego poczucia humoru. 

Jeżeli lubicie książki lekkie, zabawne, w których podróże w czasie nie są czymś niezwykłym, to ta trylogia będzie dla Was idealna. Zdecydowanie polecam ją młodszym czytelnikom, ale i starsze osoby, takie jak ja też miło spędzą przy niej czas.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
Lustereczko, powiedz przecie - Aleksander Rogoziński

Lustereczko, powiedz przecie - Aleksander Rogoziński

„Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci, gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku...”

Aleksander Rogoziński to naprawdę niekwestionowany Książę komedii kryminalnych powie to każdy, kto przeczytała choć jedną jego książkę. Za każdym razem, gdy piszę recenzję jego książki, nadmieniam, że to najlepsza część, najbardziej zabawna i porąbana ;) No, ale kurcze jeżeli czytając śmieję się jak głupi do sera, to chyba coś w tym musi być. „Lustereczko, powiedz przecie", to drugi tom serii o zwariowanej pisarce kryminałów, która zawsze ma to szczęście, że wplątuje się świadomie w sprawy dotyczące morderstw, bo choć w tym tomie jest przekonana, że widzi samobójstwo pewnego przystojnego mężczyzny, to myślicie, że mogłoby być tak prosto i samobójstwo, było samobójstwem? Zapewniam Was, że nie, a jej szalone, zwariowane perypetie doprowadzą Was do łez. 

Oczywiście główną bohaterką jest Róża, kobieta po trzydziestce, której życiowe motto powinno brzmieć… lubię pakować się w kłopoty. Doskonale to do niej pasuje, bo naprawdę Róża nie lubi nudy, a gdy usłyszy o jakiejś ciekawej sprawie, to wiadomo, że i ona zacznie prowadzić swoje małe, prywatne śledztwo, które niekoniecznie musi się dla niej dobrze skończyć. Kobieta lubi pakować się w tarapaty, ale to taka jej natura i bez tego nie byłaby tak interesującą bohaterką. Róży nie można nie polubić, a jej wewnętrzne monologi naprawdę doprowadzają do łez. W prywatnych śledztwach pomagają jej zawsze przyjaciele, czyli menadżer Pepe, z którego także jest niezły model oraz agentka Betty, która potrafi mieć równie zwariowane pomysły. I  choć w tej części w pewnym momencie Róża sama postanawia kontynuować swoje śledztwo to i tak nie zostaje całkiem sama, bo w pewnym stopniu pomaga jej w nim,  nikt inny, jak sam Rafał Maślak, którego chyba zna każdy z nas.

Ogromnym atutem książek Alka, jest ich nieprzewidywalność, dużo sytuacji jest dla mnie sporym zaskoczeniem i prawie nigdy nie potrafię wpaść na to kto jest mordercą. Naprawdę to duży plus, bo nie ukrywajmy, że i w komediach kryminalnych ważnym elementem jest właśnie zaskoczenie, a Alek potrafi mieszać i plątać w taki sposób, że ciężko wpaść na odpowiedni trop i każdy pasuje na przestępcę.

„Lustereczko, powiedz przecie” to kolejna świetna książka Alka Rogozińskiego, to genialny antydepresant, który rozgoni znad głowy nawet najczarniejsze chmury. To powieść pełna humoru, dobrego dowcipu i ciętych ripost, a w tym wszystkim świetnie skonstruowana zagadka kryminalna.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.

Następne życie - Atticus Lish

Następne życie - Atticus Lish

„Nowy Jork. Zou Lei żyje na marginesie społecznym jako nielegalna imigrantka. Próbuje przetrwać, pracując ponad siły w podrzędnych chińskich restauracjach w niebezpiecznej okolicy. Każdego dnia zasypia na brudnym materacu w przeludnionym pensjonacie. Brad Skinner zmaga się z niestabilnością, traumą i zniszczoną psychiką po trzykrotnym pobycie w Iraku. Podróżując autostopem do miasta, ma nadzieję na wypędzenie z siebie demonów przeszłości. Gdy pewnego razu spotykają się na skraju Queens, oboje znajdują w tej drugiej osobie coś, czego od dawna szukali i pragnęli.”


Muszę Wam się przyznać, że biorąc tę powieść do recenzji, nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Wzięłam ją tylko dlatego, że opis niesamowicie mnie zaintrygował, ale gdy tak się dzieje, to koniecznie muszę taką książkę przeczytać. Cieszę się, że dostałam ją w propozycjach do recenzji, bo w innym wypadku na pewno bym jej nie przeczytała, a byłaby to dla mnie niepowetowana strata, bo choć jest to powieść trudna, przejmująca, melancholijna, to daje też nikłą nadzieję. Autor z brutalną szczerością odmalował prawdziwą twarz Nowego Jorku i rozprawił się z mitem o amerykańskim śnie, o którym marzy tak wiele osób. To książka o miłości dwojga odludków, bardzo pokrzywdzonych przez los, niezwykle prawdziwa, przepełniona bólem oraz goryczą.


To powieść bardzo naturalistyczna, napisana reporterskim stylem i przyznam szczerze, że właśnie tego stylu najbardziej się obawiałam, jednak po przeczytaniu kilku stron, wiedziałam, że nie będzie to dla mnie żadnym problemem, bo autor niesamowicie mnie zaciekawił swoją historią. Nie czyta się jej szybko, sama spędziłam przy niej ponad pięć dni, ale to taka książk, z którą nie można inaczej, po prostu trzeba czytać ją uważnie, a z drugiej strony powieść momentami przygnębia, więc to normalne, że trzeba robić sobie przerwy podczas czytania. Nie martwcie się jednak, że książka Was wynudzi, zdecydowanie tak się nie stanie, bo to porywająca historia, która dostarczy Wam dobrej literackiej rozrywki. Poza tym książka naszpikowana jest emocjami, a to każdy czytelnik potrafi docenić.


Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem, bo to piękna powieść, którą naprawdę warto ją przeczytać.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.
Konkurs

Konkurs

Kochani, dziś mamy dla Was konkurs, w którym możecie wygrać  Szeptać Huberta Frycza oraz zdążyć z miłością Beaty Majewskiej. Zasady konkursu jak zawsze są bardzo proste, wystarczy, że:

- w komentarzu zgłosicie się do zabawy
- dodacie nasz blog do obserwowanych
- polubicie fp Literatura kobieca - co czytać?
- polubicie fp autora Huber Fryc - profil autorski
- polubicie fp autorki Augusta Docher vel Beata Majewska
- polubicie fp sponsora nagrody Wydawnictwo Książnica

Konkurs trwa do 10 maja, a wyniki pojawią się w ciągu trzech dni. Czas oczekiwania na nagrodę to trzydzieści dni. Powodzenia!
Anonimowe komentarze nie będą brane pod uwagę.



Promyk słońca - Katarzyna Michalak

Promyk słońca - Katarzyna Michalak

„Zagubiona wśród mazurskich lasów wioska stała się dla Nataniela spokojną przystanią. 
I nie tylko dla niego. To tutaj swój nowy dom znalazła mała Emilka, 
tutaj walczą o swoje szczęście inni życiowi rozbitkowie. 
Czy Senna stanie się miejscem, gdzie spełniają się marzenia?

Nataniel nie może przestać myśleć o tajemniczej dziewczynie, którą uratował w wigilijną noc. Marta pragnie odbudować relacje z córką, a Mateusz kocha kobietę, która niestety nie jest mu przeznaczona. Wszyscy spalają się w pogoni za tym, czego pragną ich serca, nie wiedząc, że marzenia często spełniają się nie w porę i nie tak, jak to sobie wyobrażamy.
Okazuje się, że szczęście to droga do celu, a nie sam cel.”

Z twórczością Katarzyny Michalak jest tak, że albo się ją lubi, albo nienawidzi, albo po prostu jest się wobec niej obojętnym. Ja należę do tej trzeciej grupy, po prostu jej twórczość ani mnie ziębi, ani parzy, choć nie ukrywam, że gdy byłam młodsza, z przyjemnością zatapiałam się w jej książkach. Teraz po prostu chyba dorosłam i oczekuję od powieści obyczajowych czegoś więcej niż tylko chwytającej za serca historii, przede wszystkim szukam w nich realizmu i autentyczności. Pewnie teraz się dziwicie, dlaczego w takim wypadku wzięłam książkę Kasi Michalak do recenzji, ale odpowiedź jest bardzo prosta, bo po prostu dostałam ją przez przypadek i choć jestem zawalona książkami, które już dawno powinny być przeczytane, to postanowiłam dać autorce szansę. Żeby móc przeczytać tę książkę, musiałam także nadrobić część pierwszą tej serii i o dziwo muszę przyznać, że książka mimo kilku małych minusów przypadła mi do gustu, była prawdziwa, nieprzerysowana, mogłabym rzec, że taka akurat, więc naprawdę miałam nadzieję, że w tomie drugim dostanę do samo. Niestety moja euforia opadła bardzo szybko, gdyż te dwie książki to niebo i ziemia, woda i ogień. Dawno nie czytałam książki, która tak strasznie by mnie irytowała, była tak mało wiarygodna, przerysowana, a momentami nawet absurdalna. Na dodatek napisana została dość kwiecistym językiem, który czasami wręcz mnie śmieszył. Miałam nawet zaznaczonych kilka takich „kwiatków” ale nie chcę do nich znów wracać, więc sobie to odpuszczę. Przez to wszystko z książki zrobiła się taka sentymentalna breja, która w ogóle nie trafiła w moje gusta.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to moim zdaniem byli bez wyrazu, po prostu tacy bezpłciowi, nie polubiłam żadnego z nich, przez co niestety nikt nie stał mi się bliski i z nikim nie mogłam się utożsamić. Jest to dla mnie ogromnym minusem, gdyż bohaterowie są najważniejsi w każdej książce i to od nich zależy, jak odbiorę ich historię. Dzięki bohaterom nawet nudna, jak z flaki z olejem książka, może nabrać jakiegokolwiek wyrazu, niestety tutaj byli oni nudni, jak cała historia. 

Moja recenzja nie ma na celu nikogo obrazić, są to tylko moje odczucia, które towarzyszyły mi podczas lektury tej książki. Wiem, że autorka ma ogromne grono fanów i szanuję każdego z nich, bo czytelnicze gusta są bardzo różne, a poza tym nie urodził się jeszcze nikt taki, który dogodziłby każdemu. Na pewno nie sięgnę już po żadną książkę autorki, bo nie chcę się męczyć i nie chcę pisać kolejnych złych recenzji. Uważam, że jeżeli lubicie książki autorki, to i ta przypadnie Wam do gustu, mnie niestety nie oczarowała.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Niepewność Violet i Luke'a - Jessica Sorensen (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PRZEDPREMIEROWA))

Niepewność Violet i Luke'a - Jessica Sorensen (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PRZEDPREMIEROWA))

„Czy Violet i Luke'owi uda się odzyskać spokój, by mogli przezwyciężyć swoje lęki i stwierdzić, co naprawdę do siebie czują?

Życie Violet Hayes to katastrofa, ma wrażenie, że zaraz straci kontrolę nad sobą. Niespodziewane informacje spadają na nią jak grom z jasnego nieba i okazują się ostatnią kroplą, która przelewa czarę. W rezultacie Violet robi coś, przez co prawie traci życie. Całe szczęście, próba kończy się fiaskiem. Obiecuje sobie, że odtąd jej rzeczywistość będzie wyglądała inaczej. Próbuje więc dowiedzieć się, co tak naprawdę czuje do Luke'a Price, jedynej osoby, która zawsze oferowała jej pomoc…

Ale Luke to alkoholik i hazardzista, który dopiero zaczyna zdrowieć i sam musi zmagać się ze swoimi demonami. Zakochał się w Violet, lecz boi się jej to powiedzieć, bo może ją tym wystraszyć, albo co gorsze, odkryć, że ona nie odwzajemnia jego uczuć, tym bardziej, że na jej życiu nadal mrocznym cieniem kładzie się chłopak z jej przeszłości…”

„Niepewność Violet i Luke’a to powieść, na którą bardzo, ale to bardzo czekałam. Byłam niesamowicie ciekawa, jak autorka postanowiła zakończyć ich historię, która do tej pory była pełna mroku, demonów przeszłości, bólu, smutku, błędnych decyzji i rozczarowań. Trudno było dopatrzyć się światełka nadziei w tej opowieści, a przyszłość bohaterów naprawdę malowała się w ciemnych kolorach, bo choć Luke postanowił zmienić coś w swoim życiu, stał się lepszy, bardziej odpowiedzialny, skończył z nałogiem, to Violet stanęła w miejscu i coraz bardziej zatracała się w mroku. Nie potrafiła pogodzić się z tym, co stało się przed laty, nie widziała dla siebie szansy, była na straconej pozycji. Jej depresję pogłębiał fakt, że mordercy jej rodziców cały czas byli na wolności, a i Preston cały czas nękał ją telefonami i esemesami. Na całe szczęście miała Luke’a, który był jej ostoją i zawsze mogła się chwycić niego niczym koła ratunkowego, bo tylko on potrafił, choć na chwilę rozgonić jej mrok. Tylko czy chłopak, który sam mierzył się z własnymi problemami, był w stanie uchronić zdesperowaną i zagubioną dziewczynę przed utonięciem? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale naprawdę zabierając się za lekturę tej książki, przygotujcie się na to, że nie raz zostaniecie przygnieceni emocjami, przede wszystkim tymi złymi, bo historia Luke’a i Violet nie jest słodka i cukierkowa, to opowieść, w której przeważają ciemne kolory, a demony przeszłości czają się na każdej stronie. To historia pełna bólu, ale na całe szczęście dająca także nadzieję, uświadamiająca, jaką moc ma prawdziwa miłość, która potrafi zmienić życie diametralnie oraz pokazująca, że osoba bliska naszemu sercu potrafi sprawiać cuda, to dzięki niej się uśmiechamy i to przy niej łatwiej poradzić sobie z przeszłością. To powieść, która na zawsze zostanie w moim sercu i na pewno jeszcze nie raz do niej powrócę, by kolejny raz wraz z bohaterami przeżyć ich smutną, ale pełną nadziei historię.

Jestem pod ogromnym wrażeniem kreacji bohaterów, którzy ewoluowali w każdym tomie. Na ogromną uwagę zasługuje Luke, którego zmianę zauważamy już na samym początku książki. To młody mężczyzna, który ponad swoje dobro stawiał dobro dziewczyny, którą kochał całym sercem. Był dla niej w stanie zrobić wszystko, ona była dla niego najważniejsza i to dla niej starał się być lepszy. Polubiłam go już w części pierwszej, ale teraz po prostu go pokochałam za jego dobroć i piękne szczere serce. Jeżeli chodzi o Violet, to strasznie jej współczułam, dziewczyna nie potrafiła poradzić sobie ze straszną i bardzo bolesną przeszłością, żyła przez to nad krawędzią i nie raz, by poczuć adrenalinę, ryzykowała własnym życiem. Myślę, że gdyby nie miała Luke’a obok siebie, to skończyłaby ze sobą, bo tylko w taki sposób mogłaby pozbyć się bólu, który rozrywał ją od środka. Jej postać także się zmieniła, ale trwało to naprawdę bardzo długo, bo Violet uparcie twierdziła, że nie jest osobą, która zasługuje na jakiekolwiek szczęście. Nie umiała kochać, ale Luke był cierpliwy oraz wytrwały i małymi kroczkami zdobywał jej serce.

Narracja została poprowadzona naprzemiennie i jest to dużą zaletą tej powieści, bo dzięki temu mamy wgląd w głowy obojga bohaterów, a według mnie jest to niezmiernie ważne. Ich myśli i przemyślenia są bardzo istotne i cieszę się, że możemy poznać także perspektywę Luke’a, bo bez niej nie odczuwalibyśmy tych wszystkich emocji.

„Niepewność Violet i Luke’a to kolejna świetna książka w dorobku twórczym Jessiki Sorensen. To przepiękne i emocjonujące uwieńczenie historii tej dwójki skrzywdzonych przez los bohaterów. To piękna, ale bolesna opowieść o trudnym wkraczaniu w dorosłość, o trudnej przeszłości, ale chyba przede wszystkim o miłości, która jest lekiem na całe zło. Autorka dostarczyła mi wielu wrażeń, zapewniła ogrom emocji i niecierpliwie czekam na jej kolejną książkę, która ukaże się u nas w Polsce. To wartościowa powieść, która porusza, wstrząsa, daje do myślenia i niesie nadzieję. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i Ska.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger