Lato z ciotką spirytystką - Danuta Korolewicz (PATRONAT MEDIALNY)

Lato z ciotką spirytystką - Danuta Korolewicz (PATRONAT MEDIALNY)

„Magda, studentka z Torunia, spędza wakacje u ciotki spirytystki w malowniczym miasteczku, pracując na zastępstwo w miejscowej bibliotece. Spokój letnich dni zaburzają przerażające wydarzenia, w których centrum nagle znajduje się dziewczyna. Wraz z przyjaciółką rozpoczynają ryzykowne śledztwo na własną rękę…

Czy w sennym miasteczku nad Wisłą działa przestępczy gang?

I czy Magda oprócz rozwiązania zagadki kryminalnej znajdzie… miłość?”

Najnowsza powieść Danuty Korolewicz to bardzo fajna komedia z wątkiem kryminalnym. To taka książka, przy której nie sposób się nudzić i tylko i wyłącznie świetnie spędza się przy niej czas. Jest to naprawdę zabawna historia, która opowiada perypetie Magdy, która spędza wakacje u swojej ciotki spirytystki. Tak naprawdę nie są to takie normalne wakacje, gdyż dziewczyna dostaję pracę w małej bibliotece. Jej ciotka Waleria w każdy czwartej organizuje seanse spirytystyczne, na których spotyka się miejscowa elita. Zapowiada się ciekawie prawda? Na jednym z takich seansów dzieje się coś dziwnego… Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co takiego się wydarzyło i co wspólnego ma z tym wszystkim Magda, musicie przeczytać tę wciągającą i zabawną powieść.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze. Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje Waleria, która jest bohaterką oryginalną i dość nietypową, a jej niecodzienne zainteresowania wnoszą do książki coś nowego i niesamowicie ciekawego. Autorka nie poskąpiła uwagi żadnemu z bohaterów, bo zarówno główne postacie, jak i te drugoplanowe są wyraziste oraz charakterystyczne i każda z nich wnosi do tej opowieści coś swojego i zarazem ważnego.

W książce pojawia się także wątek miłosny. Jaki? Tego już Wam nie zdradzę ;) Opisując go, za dużo bym Wam zdradziła, a nie taki jest mój zamiar.

Lato z ciotką spirytystką to powieść, przy której naprawdę będziecie się świetnie bawić, a uśmiech do samego końca nie będzie schodził Wam z twarzy. To świetna komedia z zaskakującym wątkiem kryminalnym. Będzie tajemniczo, będzie zaskakująco, a nawet i emocjonująco, czyli tak jak lubię najbardziej. To lektura idealna na każdy czas. Dobra zabawa gwarantowana!

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lucky.
Echo - E.K. Blair (PATRONAT MEDIALNY)

Echo - E.K. Blair (PATRONAT MEDIALNY)

„Podobno najdłuższe zarejestrowane echo rozbrzmiewało siedemdziesiąt pięć sekund, ale zapewniam cię, że tym razem potrwa to o wiele dłużej. Ogłuszający huk stłumił wszystkie dźwięki i pogrążył otaczający mnie świat w ciszy, pozwalając, by echo zniszczeń przetrwało znacznie, dłużej niż było to zamierzone.

To echo będzie podążać za mną wszędzie, niszcząc mnie… i niszcząc ciebie. Chcesz odpowiedzi? Ja też.”

O Echo, czyli drugim tomie serii Czarny Lotos nie napiszę Wam nic, oczywiście chodzi mi o to, że nie napiszę nic z fabuły książki, bo wszystko byłoby ogromnym spoilerem, a nie chcę psuć Waszej przyjemności z czytania. 

Początek książki jest dość spokojny, a nawet rzekłabym nostalgiczny, gdyż do głównej bohaterki dociera, że swoimi diabelskimi czynami i okropnym planem zemsty zniszczyła wszystko… Straciła nie tylko znienawidzonego męża, ale także przyrodniego brata, który był dla niej opoką i ostoją w najmroczniejszych momentach życia oraz mężczyznę, który był jej niespodziewaną miłością i wprowadził do jej mrocznego życia odrobinę światła i nadziei. Przyznam się Wam szczerze, że ten początek bardzo mnie zaskoczył, bo w swojej głowie miałam ułożony całkiem inny scenariusz. Jednak po kilkudziesięciu stronach nastąpiło wielkie BUM i znów zaczęło się dziać…

Myślę, że ta część jest jeszcze bardziej pokręcona, a emocji jej w niej tyle, że starczyłoby na pewno na wypełnienie nimi kilku książek. Akcja nieziemsko dynamiczna, momentami czułam się, jakbym pędziła kolejką górską, która nie może wyhamować. Z każdej strony byłam bombardowana informacjami, jedne tajemnice zostały wyjaśnione, ale na ich miejscu pojawiały się nowe. Ta książka naprawdę namiesza Wam w głowach i na pewno nie tak łatwo o niej zapomnicie. Autorka znów postawiła na zakończenie, które zostawiło mnie w zawieszeniu, ale niestety cierpliwie muszę czekać na kolejny tom.

Echo to powieść, która przetoczyła się przez mnie niczym emocjonalne tornado. To naprawdę dobra książka pełna mroku, brutalności, intryg i kłamstw. Znajdziecie w niej także wątek miłosny, który ja nazwałabym chorym, bo relacja między bohaterami do normalnych nie należy. Ale przecież jak wiemy, miłość ma wiele twarzy, a poza tym miłość od nienawiści oddziela naprawdę bardzo cienka granica. Tylko, czy na pewno można kogoś kochać i nienawidzić zarazem?


„Echo” to powieść, która szokuje, wprawia w osłupienie i na pewno dostarcza wielu mocnych wrażeń. Spodoba się osobom, które mają dosyć mdłych romansów z cukierkowatymi bohaterami. Skoki adrenaliny gwarantowane. Jestem przekonana, że przez długi czas nie zapomnicie tej historii. Ja czekam na kolejny tom, bo znów chcę trafić do tego mrocznego i popieprzonego świata.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.
Sponsor - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

Sponsor - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

„Kalina wiedzie niemal idealne życie. Ma cudownych rodziców, energiczną rezolutną siostrę i wiele planów na przyszłość. Oprócz tego nie wdaje się w relacje damsko-męskie, bo najnormalniej w świecie nie ma na to ani czasu, ani ochoty. Wszystko się zmienia pewnego dnia, gdy jadąc rowerem na uczelnię, wjeżdża w auto pewnego mężczyzny.

Nathan na pozór nie ma żadnych problemów. Pieniądze, własna firma i wysoki status społeczny ułatwiają mu kontakty z kobietami. Nie zależy mu jednak na stałym związku, ale raczej na spełnianiu własnych zachcianek i fantazji. Nie spodziewa się, że najzwyklejsza dziewczyna na świecie wywróci jego świat do góry nogami.

Co się stanie, gdy serce przestanie słuchać rozumu? Kalina i Nathan będą błądzić w krainie niedomówień i niepewności, ale rodzące się między nimi uczucie przyniesie nadzieję na lepsze jutro. Czy to wystarczy, by Nathan zmienił swoje przyzwyczajenia? Może to Kalina będzie dyktować warunki? W tej grze nie ma jasnych zasad, są tylko najciemniejsze zakamarki miłości, która wbrew pozorom nie jest prosta.

Historia o dziewczynie, która oprócz miłości nie ma nic, i o mężczyźnie, który ma wszystko oprócz miłości.”

„Sponsor” to jedna z tych książek Kasi, którą miałam przyjemność czytać wcześniej we fragmentach. Oczywiście teraz jeszcze raz przypomniałam sobie tę historię , bo jak wiecie, dobre książki można czytać dwa razy, trzy razy, albo i więcej…

Czy Kasia Haner może nas jeszcze czymś zaskoczyć? Zapewniam Was, że tak, bo jeżeli każdą swoją kolejną książką zaskakuje mnie, to na pewno zaskoczy i Was. Sponsor to powieść, która znów ukazuje zupełne inne oblicze Kasi, inne i oczywiście lepsze. Jednak nie bójcie się, bo tak naprawdę to ta sama Kasia, która jest niekwestionowaną Królową Dramatów i która wywołuje w czytelniku ogrom emocji. Jestem przekonana, że i tym razem podczas czytania, będzie kląć na czym świat stoi, będzie rwać sobie włosy z głowy i nie raz będziecie zbierać szczękę z podłogi. No, ale przecież Hanerowa pisze tak, by obudzić w czytelniku mordercze instynkty, na tym polu nic się nie zmieniło ;)
Pisząc recenzje jej książek, zawsze podkreślam, że Kasia cały czas szlifuje swój warsztat i nie osiada na laurach. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

Głównym atutem tej historii są jej bohaterowie. Kalina to skromna, wrażliwa i czasami dość naiwna młoda dziewczyna, która musiała objąć opiekę nad czteroletnią siostrą. Chyba nikogo nie zdziwię, pisząc, że to bohaterka niezwykle irytująca, ale przecież to znak rozpoznawczy Kasi ;) Jednak to także dziewczyna, która bardzo dzielnie walczy z przeciwnościami losu i stara się zapewnić byt swojej młodszej siostrze. Kalina chciałaby zawsze mieć kontrolę nas własnym życiem, ale jak wiemy, życia nie idzie zaplanować... Nathan to drań, arogancki dupek i kobieciarz lubiący sprawować kontrolę. Boi się zaangażowania, bo uważa, że nie umie kochać. Woli mieć utrzymanki, z którymi uprawia tylko nieobowiązujący seks. Czy poznając Kalinę, nieczuły drań odkryje w sobie nieznane pokłady miłości? 
I Nathan i Kalina wzbudzają w czytelniku wiele skrajnych emocji. Dzielimy z nimi ich smutki i radości, wzruszamy się oraz kibicujemy im w pojawiającym się między nimi uczuciu. I mimo tego, że każdy z nich ma wady, każdy z nich potrafi wkurzyć, czy zirytować, to ja ich naprawdę polubiłam, a Nathan skradł kawałek mojego serca.

Ta historia to naprawdę rollercoaster emocji i wrażeń. Zakończenie Was zaskoczy i na pewno od razu będziecie chciały poznać dalszy ciąg tej hipnotyzującej, magnetycznej i wciągającej opowieści. 

Sponsor to powieść, w której oczywiście znajdziecie dramaty, gorące sceny seksu oraz wyrazistych i charakterystycznych bohaterów, którzy nie raz doprowadzą Was do szewskiej pasji. Muszę jeszcze nadmienić, że książka jest dość nieprzewidywalna, więc naprawdę przygotujcie się na wiele niezapomnianych wrażeń. Do lektury polecam winko lub inne trunki wyskokowe, wtedy łatwiej nie zwariować ;) Kasia wie, jak banalną historię zamienić w coś wyjątkowego, o czym przez długi czas nie można zapomnieć. To kolejny literacki sztos…, który gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Kasi i Editio Red.
Until Nico - Aurora Rose Reynolds

Until Nico - Aurora Rose Reynolds

„Gdyby nie zgubiony telefon, Sophie Grates nigdy nie poznałaby Nica Maysona. Chłopak mógł wzbudzać lęk umięśnioną, wysportowaną sylwetką i licznymi tatuażami. Natomiast skromna, nieco nieśmiała, pracowita i bardzo poukładana Sophie zupełnie do niego nie pasowała. Była cichą szkolną bibliotekarką o trudnej przeszłości, podkochującą się w filmowym gwiazdorze i marzącą tylko o spokojnym życiu. Gdy pojawił się Nico, mroczny łowca nagród, który zwrócił jej telefon i za chwilę skradł jej serce, jej uporządkowany świat stanął do góry nogami.

Dla Nica od początku było jasne, że Sophie jest kobietą jego życia. On, który dotąd nie umawiał się z dziewczynami, tylko z nimi sypiał, stał się nagle łagodny, cierpliwy, kochający. Otoczył dziewczynę opieką i czułością, pragnąc tylko, by czuła się przy nim bezpiecznie. Ta słodka istota już po krótkim czasie zdała sobie sprawę, że poza tym wytatuowanym mięśniakiem nie istnieje dla niej żaden inny mężczyzna. I że dla niego może wyjść poza swoje ograniczenia, okazać odwagę, zmierzyć się z mroczną tragedią, która kiedyś zniszczyła jej pierwszą miłość...”

Until Nico opowiada historię ostatniego z braci Mason. Bardzo czekałam na ten tom, bo Nico wydawał się mnie tym najbardziej niepokornym i tajemniczym bratem… Tak jak i Asher, Trevor i Cash nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, ale czy miał szansę z rodzinną legendą?

„Nigdy wcześniej nie pozwoliłem, by jakaś kobieta na mnie wpływała, nigdy nie obchodziło mnie, co one mylą, mówią lub robią. Przez całe życie słuchałem o poznaniu tej jedynej i zawsze myślałem, że to stek bzdur. To znaczy do czasu, aż Asher poznał November, Trevor się ogarnął i zdobył Liz, a potem Cash zaczął być z Lilly. A później poczułem to na własnej skórze, gdy zobaczyłem Sophie.” 

Niewątpliwie jest to powieść lekka i przyjemna w odbiorze, która nie raz doprowadzi Was do uśmiechu na twarzy. Pojawia się w niej także sporo scen seksu, więc osoby, które lubią, gdy ich krew zostaje doprowadzana do wrzenia, na pewno będą usatysfakcjonowane. Bardzo spodobała mi się kreacja Nico (jak i każdego z braci), gdyż uwielbiam takich samczych i władczych bohaterów, którzy lubią postawić na swoim, a kobiety traktują jak własność, ale i najcenniejszy skarb. Postać Sophie także została bardzo dobrze nakreślona, dziewczyna cały czas borykała się z demonami z przeszłości i to właśnie Nico pomógł jej się z nimi rozliczyć i je odgonić. Razem tworzyli świetną parę i z uśmiechem na ustach czytałam ich historię.

„Until Nico” to książka, przy której na pewno miło spędzicie czas. To historia, która opowiada o miłości, przyjaźni, o trudnej i bolesnej przeszłości oraz przede wszystkim o sile przebaczania. Poruszająca, emocjonująca, idealna na jesienne wieczory. 

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.
Księżniczka popiołu - Laura Sebastian

Księżniczka popiołu - Laura Sebastian

„Theodosia miała sześć lat, kiedy jej kraj został zaatakowany, a jej matkę, Królową Ognia, zamordowano na jej oczach. Tego dnia Kaiser odebrał jej rodzinę, kraj i imię. Theo została koronowana na Księżniczkę Popiołów, otrzymując hańbiący tytuł, miała się wstydzić w nowym życiu spędzonym jako więzień.

Przez dekadę była niewolnicą we własnym pałacu. Znosiła niezliczone akty przemocy i kpiny ze strony Kaisera i jego dworu. Była bezsilna, a przeżyć w nowym świecie udało jej się tylko dzięki zakopaniu głęboko w swoim wnętrzu dziewczyny, którą była wcześniej.

Pewnej nocy Kaiser zmusza ją do zrobienia czegoś niewyobrażalnego. Z krwią na rękach i nadzieją na odzyskanie utraconego tronu, Theo zdaje sobie sprawę, że przetrwanie już jej nie wystarczy. Posiada przy tym broń – umysł ostrzejszy niż jakikolwiek miecz. Przez dziesięć lat Księżniczka Popiołów patrzyła, jak plądrowano jej kraj i niewolono naród. Teraz to wszystko ma się jednak skończyć…”

„Księżniczka popiołu” to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i świetnie spędziłam przy niej czas. To książka przepełniona emocjami, które dla czytelnika stają się wręcz namacalne. Odczuwamy ból, cierpienie i zmagamy się z wszystkimi dylematami bohaterów. Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i już teraz niecierpliwie czekam na kolejny tom. 

Akcja książki jest według mnie taka w sam raz. Nie wlecze się zbytnio, ale też nie pędzi na łeb na szyję, bombardując czytelnika wydarzeniami i informacjami. Autorka wszystko wyważyła i rozłożyła w czasie, a to bardzo przypadło mi do gustu. Poza tym nie liczcie na jakieś spektakularne zwroty akcji, bo ich tutaj nie znajdziecie. Nie jest to żadnym minusem, gdyż autorka położyła nacisk na działania wedle planu i akurat tutaj bardzo się to sprawdziło. 

W książce pojawia się także wątek miłosny, który jednym przypadnie do gustu, a innym niestety nie. Dlaczego tak piszę? Ponieważ będzie to trójkąt miłosny, który nie wszystkim zawsze odpowiada. Sama czasami mam z tym problem, jednak do tej opowieści pasował mi on idealnie. Jak możecie się domyślić, to Theo będzie miała dylemat, bo poczuje uczucie do dwóch niesamowicie różnych od siebie młodych mężczyzn. Jeden z nich to przyjaciel z dzieciństwa, który stoi po tej samej stronie co dziewczyna, a drugi to syn jej największego wroga. Ten wątek okazał się dość nieprzewidywalny i z chęcią zabrałabym się już za kolejny tom, by przekonać się, jak dalej autorka to wszystko pociągnęła.

Bardzo spodobała się mi kreacja głównych bohaterów i każdego z nich obdarzyłam sympatią, choć nie ukrywam, że Theo nie raz irytowała mnie swoim niezdecydowaniem. 

Myślę, że Księżniczka popiołu przypadnie do gustu fanom powieści młodzieżowych, w których pojawiają się elementy fantastyki. Zdecydowanie jest to książka, która dostarcza wielu emocji i wrażeń. Przepadłam w tej historii z kretesem i już teraz chcę więcej.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.
Misja Wywiad z Alicją Wlazło

Misja Wywiad z Alicją Wlazło

Serdecznie zapraszamy na Misję Wywiad z Alicją Wlazło. Najciekawsze według autorki pytanie zadała Jolanta Ostaszewska. 

Izę prosimy o kontakt na maila stawska19@gmail.com. Na wiadomość czekamy trzy dni, później nagroda przepada. W treści wiadomości prosimy wpisać dane do wysyłki oraz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.




Ewelina Nawara 

Droga Alicjo, nieśmiało pytam, kto jest Twoim ulubionym, polskim pisarzem. Drugie pytanie, w podobnym klimacie, kto jest Twoim ulubionym blogerem książkowym? Odpowiadaj śmiało, ani ja, ni Maria nie będziemy zaglądać do odpowiedzi.

Tak, jestem pewna, że nie zajrzycie! (śmiech) Oczywiście uwielbiam Was obie, Ewelinko i Marysiu, mam nadzieję, że w to nie wątpicie!

Odpowiem po kolei, jeśli chodzi o ulubionego polskiego pisarza odpowiedź nasunęłam mi się bardzo szybko. Mianowicie jest to Michał Gołkowski – nie dość, że uwielbiam jego „Komornika“ to ogromnie podoba mi się sposób, w jaki promuje siebie i swoje dzieła. Jest otwarty, pewny siebie, a zarazem przystępny w stosunku do swoich fanów. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie, ponieważ do tej pory nie było mi dane spotkać go osobiście.

Jeśli natomiast chodzi o blogera, nie potrafię jednoznacznie stwierdzić – uwielbiam blog Eweliny, oczywiście, ale również Kasi z Niekulturalnie, gdzie porusza naprawdę interesujące kwestie, a także recenzuje mangi. Kocham Papierową Łowczynię oraz Dominikę z Atramentowych Książek za optymizm obu dziewczyn i miłość do literatury. Cenię Aleksandrę 
z Demonicznych Książek, która jest jedyna w swoim rodzaju… Mogłabym długo wymieniać!


Lenka Schleigther 

Co Cię ujęło w literaturze fantasy, że zdecydowałaś się napisać książkę właśnie  w tym nurcie?

Literatura fantastyczna istnieje w moim życiu odkąd skończyłam dwanaście lat i nie wyobrażam sobie, że kiedyś jej zabraknie. W pewnym momencie zdecydowałam, że sama pragnę tworzyć historie pełne magii i przygód, bohaterów, którzy nie poddają się przeciwnością losu, nawet jeżeli oznacza to przeniesienie do obcego świata.

Jednak najbardziej ujmuje mnie w fantasy fakt, iż tak naprawdę nikt nie narzuca żadnych reguł czy granic – to my, twórcy, sami je tworzymy, a dzięki temu odczuwamy wolność w pełni. Kocham to uczucie, gdy siedzę przed pustą kartką i wiem, że mogę dosłownie wszystko!


Marcin Litwiniuk 

Gdyby znalazła się Pani w świecie wykreowanym w mroku, to w jakiej roli?
Byłoby miło gdyby uzasadniła Pani swą odpowiedź.

Powiem szczerze, że to trudne pytanie. Z jednej strony chciałabym oczywiście wstąpić w szeregi Zaprzysiężonych, jednak wiedząc, jaką cenę trzeba zapłacić za przynależność do ich grupy, zastanowiłabym się dwukrotnie. Magia kusi, ale nie jest warta tak wielkich poświęceń. Dlatego chyba mimo wszystko wolałabym zostać człowiekiem, ale silnym, który w razie zagrożania, 
poradzi sobie w każdej sytuacji. Chociaż nie powiem, z chęcią odwiedziłabym Apon i usłyszała krzyk wielobarwnych pawi, a może przeszłabym przez portal do rodzinnego świata Bolvarka i odkryła, jakie tajemnice skrywa jego przeszłość.

Beata Musiał 

Czy uważa Pani, ze literatura fantasy bardziej przyciąga mężczyzn, zarówno pisarzy, jak i czytelników, jaki jest sekret książek tego typu i ich popularności wśród płci przeciwnej?

Bardzo możliwe, że dzieje się właśnie tak, jak napisałaś. A może jest to spowodowane tym, iż my, kobiety chcemy tchnąć zbyt wiele emocji i przeżyć do książek fantastycznych, podczas gdy niekoniecznie takie podejście może okazać się właściwym? Mam wrażenie, że książki napisane 
przez mężczyzn są konkretniejsze, pełne mięsa, że tak powiem, a zarazem – właśnie dzięki braku nadmiernego roztkliwiania się nad bolączkami bohaterów – pozostawiają spore pole dla wyobraźni czytelników. Przyznam, że sama często wolę sięgać po literaturę pisaną przez mężczyzn, co więcej próbuję czerpać jak najwięcej z ich dzieł i połączyć nowe doświadczenia wraz z moim indywidualnym kobiecym stylem pisania. Ciekawa jestem mieszanki, jaka z tego powstanie. Z pewnością będzie wybuchowa! (śmiech)

Czy pisanie opowieści o magicznej stronie życia daje twórcy większą przyjemność, niż pisanie historii o romantycznej miłości?

Ostatnio pisałam właśnie oba typu historii i dzięki temu jestem na świeżo z tematem. Przyznam,  że muszę odpowiedzieć – nie wiem. Każdy typ powieści daje inny rodzaj przyjemności, co więcej każdą historię, czy to fantastykę, czy romans (choć również nietypowy), dostosowuję do własnego charakteru. Mieszam, dodaję, dopisuję sceny, wzmacniam atmosferę, tak aby opowieść wciągnęła mnie do granic – wtedy zyskuję pewność, że czytelnikom również się spodoba.

Jednak rzeczywiście w fantastyce jest coś takiego, pewna wolność, można rzec - niezmierzona, 
której nie doświadczymy podczas odwzorowywania świata rzeczywistego w historii 
romantyczniej osadzonej w obecnych realiach. Fantastyka pozwala nam, twórcom, rozwinąć 
skrzydła i wznieść się niezwykle wysoko, niebo zostawiając daleko w tyle.

Krzysztof Piersa 

Gdyby Netflix zekranizowałby "Mrok" to kogo widziałabyś w obsadzie.

Wreszcie mogę się podzielić nowym pomysłem! Powiem Ci, że wcześniej miałam spory 
problem z aktorką, która mogłaby zagrać Laureen, żadna nie pasowała mi w stu procentach. 
Ostatnio  jednak przeglądałam sieć i natrafiłam na zdjęcia z filmu Wonder Woman. I to właśnie odtwórczynię  głównej roli, Gal Gadot, obsadziłabym jako Lori. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego – wystarczy spojrzeć na jej świetną grę, a także nieprzeciętną urodę.

Natomiast jeśli chodzi o Sigarra – pozwolicie, że skupię się na tych dwóch głównych postaciach 
– nie mam jednego typu, natomiast uważam, że jego rolę mogli by z pewnością zagrać: Jason 
Momoa, Aidan Turner czy też Kit Harington.


Jolanta Ostaszewska 

Czy jest jakaś bajka ogólnie znana, którą zmieniłaby Pani w mroczną historię?

Raz próbowałam zmienić kopciuszka, jednak nie za bardzo mi to wyszło – miało to miejsce, gdy dopiero zaczynałam pisać. Teraz jednak z chęcią wzięłabym na warsztat bajkę o dziewczynce z zapałkami, chociaż nie wiem, czy wyszłaby mrocznie, czy może raczej utrzymałaby się bardziej 
w konwencji fantastycznej.

Co do mrocznej wersji z pewnością mogłabym zamienić w nią Czerwonego Kapturka, Małą 
Syrenkę czy też Pocahontas. Och, chciałabym napisać również kiedyś wersję Mulan, jednak 
obawiam się, że nie umiałabym stworzyć strasznej historii – zbyt mocno lubię główną 
bohaterkę oraz cenię jej odwagę.

Czy chciałaby Pani udać się w wyjątkową podróż, niekoniecznie w realne miejsca, mogą być 
z książki,filmu, jeżeli tak to dokąd i dlaczego?

Oczywiście, że bym chciała! Jak pewnie większość czytelników nie pogardziłabym podróżą do Hogwartu, Shire czy też Narnii. Jednak muszę przyznać, że najbardziej kuszą mnie moje własne powieści i światy w nich wykreowane, chciałabym się po prostu przekonać, czy opisałam 
wszystkie szczegóły wystarczająco dobrze i czy bohaterowie kiedyś się nie skrzykną i nie 
wypomną mi, że mogłam postarać się bardziej! (śmiech)

Klaudia Saternus 

Witaj, Alicjo. Co cię natknęło, aby napisać właśnie tę, a nie inną książkę?

Witaj, Klaudio!

To był impuls. Siedziałam na macierzyńskim i odczuwałam nudę, czytałam wtedy sporo książek, głównie fantastycznych. Większości nie pamiętam, ale z pewnością wśród ich autorów 
znaleźliby się: Trudi Canavan, Terry Pratchett cz też Cassandra Clare. Pewnego dnia poczułam, 
że pragnę tworzyć, zostawić coś po sobie, spróbować swoich sił, a w jakim innym gatunku 
miałabym spróbować, jeżeli nie w fantastyce? „Mrok“ jest powieścią o tyle dla mnie ważną, ponieważ jest pierwszą napisaną przeze mnie książką i to właśnie na nim uczyłam się warsztatu. Sądzę, że  dobrze się stało, iż zadebiutowałam właśnie tym tytułem.

Jakie ciekawe przygody i zdarzenia spotkały cię podczas jej tworzenia, które wpłynęły na losy bohaterów i które pomogły ci stworzyć coś o czym nawet nie pomyślałaś podczas jej tworzenia?

Niestety muszę cię zmartwić, ponieważ podczas pisania jestem zazwyczaj zamknięta w świecie książki i zwyczajnie nie pozostaje mi czasu na nic poza nią. Jednak przygody przeżywane 
na równi z bohaterami, zarowno „Mroku“, jak i innych powieści, wystarczają mi w zupełności.

Katarzyna Jankowska-Nelup 

Alicja, dołączam. Kiedy przyszli do Ciebie bohaterowie i jak to wyglądało?

Z „Mrokiem“ i jego bohaterami było inaczej niż z innymi powieściami. Tak naprawdę nie wołali mnie, nie nęcili, a przynajmniej nie z początku. Odnoszę wrażenie, że to raczej ja musiałam ich skusić, by zdecydowali się przyjść właśnie do mnie. Jednak dopiero stawiałam pierwsze kroki w pisarskim świecie i nie wiedziałam, jaki system jest tym najlepszym dla mnie. Teraz to do 
bohaterów należy zadanie, by zwrócić moją uwagę na tyle długo, bym zdecydowała się 
wrzucić jakiś tekst przed szereg innych. Pracuję teraz nad jedną powieścią, którą po prostu 
muszę napisać po ukończeniu „Obleczonych“, a tym samym przed rozpoczęciem prac nad 
trzecią księgą „Zaprzysiężonych“. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że jeśli jej nie napiszę, moje zdrowie psychicznie może poważnie przy tym ucierpieć! (śmiech)

I czy możesz zdradzić nam jaka była pierwsza wersja Mroku? Czy mocno różniła się od obecnej?

Pierwsza wersja „Mroku“ była straszna. Gorzej, tragiczna, a przynajmniej jeżeli chodzi o 
poziom językowy. Ukończyłam ją w ciągu około ośmiu, może dziesięciu miesięcy, jednak 
okazało się, że miałam tak niewypracowany styl, iż musiałam przepisywać całość od nowa. 
Dodam, że całość została napisana w pierwszej osobie liczby pojedynczej z perspektywy 
Laureen. Inni  bohaterowie nie zyskali wtedy jeszcze prawa głosu. Jestem w stanie stwierdzić, że pierwsza  wersja diametralnie różni się od powieści, którą znacie – na szczęście!


Ewelina Łukawska 

Gdyby mogła Pani cofnąć się w czasie zrobiłaby to Pani? Jeśli tak czy wykorzystałaby Pani to, by coś zmienić?

Miałam odpowiedzieć, że nie, ale potem przyszła do mnie jedna myśl, a wraz z nią jedno 
wydarzenie. W wieku dwunastu lat, próbowałam napisać powieść kryminalną, jednak 
przez słowa krytyki porzuciłam projekt. Tym razem bym tego nie zrobiła, ponieważ życie
 nauczyło mnie, by walczyć o swoje, chociażby nie wiem, jakie przeciwności zgotował nam przewrotny los!

Małgorzata Żebrowska 

Co robisz, gdy nie piszesz?

Czytam, rysuję, oglądam seriale, anime, czytam mangi, spędzam czas z rodziną, zajmuję się 
domem i na dodatek pracuję na pełen etat. Trochę się tego uzbierało, ale kocham każdy 
aspekt z mojego życia, czuję się spełniona, a przecież o to chyba w życiu chodzi, prawda?
Pan perfekcyjny - Jewel E. Ann

Pan perfekcyjny - Jewel E. Ann

„Ellen Rodgers wydawała się idealną kandydatką do zamieszkania nad biurem Flinta Hopkinsa. Miła, dobrze wyglądająca kobieta sprawiała przy tym wrażenie cichej i spokojnej. Tymczasem dziewczyna okazała się… bardzo energiczną muzykoterapeutką. Teraz Flint, zamiast skupić się na pracy, musi wysłuchiwać dźwięków bongosów, gitar i śpiewania. 

Co gorsza, Ellen jest wkurzająco szczęśliwa i odczuwa ciągłą potrzebę naruszania przestrzeni osobistej Flinta – bez przerwy poprawia mu krawat, zapina guziki w koszuli i robi wiele innych rzeczy, wprowadzających w głowie mężczyzny niezły zamęt. Na dodatek kobieta trzyma w charakterze zwierzątek domowych… szczury. Tak, szczury! 
Choć Flint marzy o wręczeniu Ellen wypowiedzenia najmu, jego autystyczny syn Harrison zdaje się przepadać za kobietą. Tych dwoje jest więc chwilowo na siebie skazanych, a z czasem ich miłosno-nienawistna relacja zaczyna się przeradzać w coś jednocześnie pięknego i tragicznego.”

Pan perfekcyjny to powieść, która bardzo, ale to bardzo mnie się podobała, bo choć na pierwszy rzut oka może wydawać się, że to kolejny banalny romans jakich wiele, to według mnie tak nie jest. Oczywiście bezapelacyjnie jest to dość przewidywalna historia miłosna, w której to właśnie uczucie między bohaterami gra pierwsze skrzypce, ale nie znajdziemy w niej tylko tego, gdyż autorka przemyciła do niej kilka ważnych, trudnych, a także i nieprzyjemnych tematów. Pojawia się bardzo obszerny wątek dotyczący niepełnosprawności i wychowywania dziecka z autyzmem, znajdziemy w niej także temat dotyczący straty bliskiej osoby, złych wyborów, zżerającego od środka poczucia winy, czy odrzucenia. Uważam, że autorka bardzo dobrze wszystko to połączyła i dzięki temu nie oddała nam do rąk cukierkowej i mdłej opowiastki, ale historię, która w realny sposób opowiada o miłości i ludzkich dramatach.

„Uczucia są naszym najlepszym kompasem. Zawsze zaprowadzą cię do prawdy.”

Ogromnym atutem tej powieści są jej bohaterowie. Niebywale wyraziście, charakterystyczni i wzbudzający w czytelniku mnóstwo emocji. Ellen to taka postać, którą od razu obdarza się sympatią. To rudowłosa piękność z ognistym temperamentem, zwariowana i pozytywnie zakręcona. I choć po niej tego nie widać, to Ellen zmaga się z bolesnymi wydarzeniami z przeszłości. Jeżeli chodzi o Flinta to muszę przyznać, że to bohater, który skradł moje serce, bo choć jest on troszkę chamski i irytujący, to nie sposób nie obdarzyć go ciepłymi uczuciami. To bohater, który o kilkunastu lat żyje w poczuciu winy, które cały czas podsyca w nim była teściowa. Sam wychowuje dwunastoletniego syna i próbuje być dla niego najlepszym ojcem na świecie. Muszę przyznać, że naprawdę autorka świetnie wykreowała bohaterów. Oboje na swoich barkach dźwigają bagaż doświadczeń i żyją z demonami przeszłości. Oboje tworzą wybuchową mieszankę i choć są niczym ogień i woda, to jednak idealnie do siebie pasują. Muszę także wspomnieć o Harrisonie, cudownym chłopcu, który cierpi na autyzm. Autorka przedstawił go niezwykle naturalnie i prawdziwie, a co za tym idzie, uświadomiła mi, że autyzm to nie koniec świata i z odrobiną poświęcenia da się z nim normalnie żyć. Pokochałam tego małego i dzielnego bohatera i myślę, że z Wami będzie podobnie.

Kolejnym atutem tej historii jest świetne poczucie humoru. Uwierzcie mi na słowo, że nie raz będziecie boki zrywać. Scena z szafą to mistrzostwo i czytając ją, płakałam ze śmiechu…

To książka, która wywoła u Was wiele emocji i uczuć. Pojawi się wzruszenie, ale i śmiech. To naprawdę historia, której warto dać szansę, bo mnie autorka bardzo pozytywnie zaskoczyła. Myślałam, że odstanę historię jakich wiele, ale ta książka nie jest jak inne. To genialny romans, w którym znajdziecie prawdziwe życie, ludzkie troski i dramaty…

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.
Bad Boy's Girl 4 - Blair Holden (PATRONAT MEDIALNY)

Bad Boy's Girl 4 - Blair Holden (PATRONAT MEDIALNY)

„Tessa O’Connel, dziewczyna o silnym temperamencie, który pozwala jej pokonać wszelkie przeciwności losu, postanawia, że podczas pierwszego roku w college’u da z siebie wszystko. A to oznacza, że musi nauczyć się żyć sama w Nowym Jorku, wykazać się w nowej pracy oraz poradzić sobie z tęsknotą za chłopakiem. Dzięki niewzruszonej miłości Cole’a jest gotowa podbić świat i zawalczyć o szczęśliwe życie z ukochanym, którego zamierza poślubić. Niepewności i lęki niszczące kiedyś ich relację, zmieniły się w uczucie tak silne, że nie złamie go nawet związek na odległość. Po pięciu cudownych, wspólnie spędzonych latach nie wyobrażają sobie, że coś mogłoby im przeszkodzić. Ale czy na pewno?

Tessa i Cole, każde w innym mieście, muszą odnaleźć własne drogi w zmieniającej się rzeczywistości. Z pomocą starych przyjaciół, zwariowanej Nany, przyrodnich braci i złośliwych współpracowników, przygotowują się na wspólne wkroczenie w dorosłość.”

Seria Bad Boy’s Girl skradła moje czytelnicze serducho i zawsze niecierpliwie wyczekuję kolejnych części. Dziś mam dla Was recenzję czwartego tomu tej serii, który mój blog objął patronatem medialnym.

Życie Tessy i Cole’a to pasmo ciągłych wyzwań, zawirowań, wzlotów i upadków, z którymi radzą sobie raz lepiej, a innym razem gorzej. Ciągle dużo się u nich dzieje, niektórzy nadal marzą o tym, by się rozstali, ale oni wiedzą, że nigdy się nie rozstaną, bo ich miłość przezwycięży wszystko. Tylko, czy na pewno? Tym razem bohaterowie stawiają pierwsze kroki w prawdziwej dorosłości. Tessa zaczyna pierwszą poważną pracę, która jest pierwszym małym krokiem, ku jej karierze, a Cole rozpoczyna studia. No i może wszystko byłoby fajnie i pięknie, ale para przepracowuje teraz związek na odległość, bo dziewczyna przeprowadziła się do Nowego Jorku. Teraz spotykają się dużo rzadziej, bo każdy ma swoje własne obowiązki i jak możecie się domyślić, znów pojawiają się problemy i na domiar złego tajemnice… Czy i tym razem uda im się wszystko przezwyciężyć? Tego Wam nie zdradzę.

Autorka stworzyła bohaterów, którzy wywołują w czytelniku wiele emocji. Irytują, wkurzają i czasami ma się ochotę nimi potrząsnąć, by przestali robić głupstwa i zastanowili się nad decyzjami, które podejmują. Nie zmienia to jednak faktu, że już podczas czytania pierwszego tomu bardzo ich polubiłam. Tessa cały czas się zmienia, dorośleje, choć niestety bardzo ciężko jej to idzie. Muszę stwierdzić, że w tym tomie takich momentów, kiedy mnie irytowała, było zdecydowanie mniej, a jak już się pojawiały, to się z nich śmiałam i w duchu powtarzałam sobie, że to przecież Tessa, więc to normalne. Jeżeli chodzi o Cole’a, to odniosłam wrażenie, że zaszedł u niego regres i chłopak kolejny raz dźwigał na barkach problemy innych, zupełnie pomijając siebie. No, ale cóż taki właśnie jest Cole, który chciałby zbawić cały świat. 

W Bad boy’s girl 4 kolejny raz dostaniecie solidną dawkę dramatów oraz wzlotów i upadków bohaterów. Oczywiście wszystko jest troszeczkę podkoloryzowane, ale moim zdaniem dzięki temu otrzymujemy jeszcze więcej emocji, które towarzyszą nam podczas czytania. Zapewniam Was, że będziecie się wściekać, będziecie się irytować, ale przede wszystkim kolejny raz będziecie trzymać kciuki za głównych bohaterów. Po zakończeniu czekam na kolejny tom, by dowiedzieć się, co znów wymyśliła dla nich autorka. Napomknę tylko o tym, że Blair Holden cały czas ma pomysły na tę historię, więc jestem pewna, że i tym razem mnie nie zawiedzie.

Za możliwość przeczytania książko dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
Nasze jutro - Daria Skiba (PATRONAT MEDIALNY)

Nasze jutro - Daria Skiba (PATRONAT MEDIALNY)

„Czy normalne życie po straszliwej traumie jest możliwe? Diana próbuje ze wszystkich sił. Pragnie szczęścia u boku ukochanego, jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. W ich życie wkradają się tajemnice, które wychodzą na jaw w najmniej odpowiednim momencie. Czy Diana odnajdzie w sobie siłę, by po raz kolejny zawalczyć o lepsze jutro?

Maja, nastolatka, całym sercem pokochała taniec i... ogień! To właśnie dzięki niemu pozna Szymona, który z każdym kolejnym dniem będzie odsłaniał przed nią karty przeszłości. Czy dziewczyna okaże się na tyle silna, by stawić czoła przeciwnościom i wpuścić do serca miłość?”

Daria Skiba uwiodła serca czytelników swoim debiutem Uwolnij mnie. Mnie osobiście historia zawarta w tej powieści skradła serducho i niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji, by poznać dalsze losy bohaterów. Muszę przyznać, że autorka i tym razem mnie nie zawiodła, bo Nasze jutro, to powieść jeszcze lepsza niż Uwolnij mnie. Tym razem dostałam jeszcze więcej emocji, które nie raz rozdzierały moje serce i jeszcze więcej  niezapomnianych wrażeń. To kolejna piękna książka, która wyszła spod pióra Darii, w której znajdziecie ogromny ładunek emocjonalny, a łzy wzruszenia nie raz pojawią się na Waszej twarzy. Uważam, że to literatura na bardzo wysokim poziomie i czekam na kolejne książki Darii.

Tym razem fabuła została poprowadzona aż przez czterech bohaterów. Dwójka z nich to oczywiście Alan i Diana, których poznaliśmy już w poprzednim tomie (tak na marginesie napiszę, że uwielbiam tę dwójkę), ale oprócz nich głos zabierają także nowi bohaterowie, Majka córka Diany oraz Szymon, chłopak, z którym Majkę połączy uczucie. Bardzo lubię, gdy w książkach głos zabiera większa liczba bohaterów, bo dzięki temu stają się mi oni bliżsi i traktuję ich niczym najbliższych przyjaciół. Jeżeli jestem już przy bohaterach, to muszę nadmienić, że ich kreacja wyszła Darii perfekcyjnie, bo każdy z nich jest bardzo wyrazistą i charakterystyczną osobowością. Każdego z nich obdarzyłam sympatią i razem z nimi przeżywałam ich wzloty oraz upadki. Dzięki temu wszystkiemu książka zyskała głębi i wiarygodności, a o to właśnie chodzi, by historia bohaterów w jakimś stopniu stała się i moją historią, bym mogła przeżywać ją razem z nimi i bym mogła czuć to, co czują w danej chwili. Emocji mnie nie zabrakło i jestem przekonana, że z Wami będzie podobnie. 

Nasze jutro to kolejna piękna i niebywale emocjonująca historia, która wyszła spod pióra cudownej młodej kobiety, jaką jest Daria. To historia, która ukazuje ludzkie dramaty i pokazuje, jak przeszłość może namieszać w życiu. Końcówka książki doprowadziła mnie na skraj załamania nerwowego i naprawdę nie wiedziałam co znajdę na ostatniej stronie…

Ta historia wyryje w Waszych sercach ślad!

Gorąco polecam, bo to książka obok, której nie można przejść obojętnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Darii oraz Wydawnictwu Vectra.
Drugie życie Izabel - J.A. Redmerski (PATRONAT MEDIALNY)

Drugie życie Izabel - J.A. Redmerski (PATRONAT MEDIALNY)

„Zdesperowana, by wieść życie u boku płatnego mordercy, który pomógł jej uciec z niewoli, Sarai postanawia na własną rękę wyrównać rachunki z okrutnym sadystą, Arthurem Hamburgiem. Jednak brak doświadczenia w zabijaniu sprawia, że jej plan spełza na niczym, a ona sama ledwo uchodzi z życiem.
Lekkomyślne decyzje Sarai sprowadzają ją na ścieżkę, z której nie ma odwrotu. Dlatego stawia Victorowi ultimatum: albo nauczy ją zabijać i da jej szansę na przeżycie w okrutnym świecie, do którego chce przynależeć, albo pozwoli, by sama zrealizowała plan zemsty, nie zważając na konsekwencje. Victor wie, że Sarai nie stanie się bezwzględną zabójczynią z dnia na dzień, postanawia więc udzielać jej lekcji. Ich skomplikowana relacja staje się coraz to bardziej zażyła. 
Gdy prawa ręka Arthura Hamburga, Willem Stephens, zaczyna deptać Sarai po piętach, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że porwała się z motyką na słońce. Mimo to, przyjmując rolę Izabel Seyfried, wciąż ma w rękawie kilka śmiertelnych sztuczek, które zapewnią jej miejsce u boku Victora.
Izabel czeka jednak test, który może zniszczyć wszystko, na co tak ciężko pracowała i podać w wątpliwość zarówno jej decyzję o prowadzeniu tak niebezpiecznego życia, jak i zaufanie do Victora Fausta.”

„Drugie życie Izabel” to drugi tom wciągającej i mrocznej serii W towarzystwie zabójców. Tom pierwszy był genialny, ale ta część rozłożyła mnie na łopatki. Tym razem dostałam jeszcze więcej brutalności, jeszcze więcej mroku i zdecydowanie więcej namiętności i pożądania. Książkę przeczytałam na jednym wdechu i żałowałam, że tak szybko nadszedł koniec. Odniosłam wrażenie, że ta część jest całkiem inna od poprzedniczki. Akcja jest bardziej dynamiczna, cały czas coś się dzieje, poza tym pełno w niej niepewności, co rodziło w mojej głowie multum pytań. Cenię sobie nieprzewidywalność w książkach, a tutaj naprawdę tego mi nie zabrakło, czasami z przerażeniem czytałam kolejne strony, bo nie byłam pewna, jak dalej potoczy się akcja, kto zginie, kto zostanie ranny, kto jest zdrajcą, a komu można zaufać.  Namieszała autorka okrutnie, oj namieszała ;) Ale to dobrze, bo dzięki temu lektura tej książki będzie dla Was istną przyjemnością i nie raz będziecie zbierać szczękę z podłogi. To, co również różni te dwie części, to, to, że autorka bardziej skupiła się tym razem na uczuciu, które pojawiło się między bohaterami. Oboje zaczynają się przekonywać do tego, że łączy ich coś tak pięknego, jak miłość. To wszystko najbardziej widoczne jest u Victora, który cały czas uważał, że zatracił całe swoje człowieczeństwo, że był tylko maszyną do zabijania, niezdolną do głębszych uczuć. Jednak nie martwcie się, bo ten wątek nie przesłania wszystkich innych mrocznych i niezałatwionych spraw. Nie raz poleje się krew, nie raz poczujecie dreszczyk grozy i nie raz z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy, będziecie przewracać kolejne strony. Poza tym sama Sarai nie raz Was zadziwi, bo w dziewczynie obudzi się głód zabijania...

"Jesteśmy dla siebie stworzeni. Jesteśmy niczym dwa kawałki układanki, które na pierwszy rzut oka wcale do siebie nie pasują, ale kiedy spojrzy się na nie pod innym kątem, pasują idealnie."

Ta książka to wulkan emocji, w którym miesza się strach, cierpienie, przerażenie ból, niepewność, ale i także namiętność i pożądanie. Nie jest to historia miła, lekka i przyjemna, nie znajdziecie w niej kwiatków i serduszek, ale na pewno znajdziecie w niej brutalność, nieplanowane i trudne uczucie i przede wszystkim wszechobecną śmierć. Naprawdę miło jest czytać tak dobre i dopracowane książki, które dostarczają niezapomnianych wrażeń, które chłonie się całym sobą i w których czytelnik staje się niemym bohaterem, który z boku spogląda na wszystkie wydarzenia i razem z głównymi postaciami przeżywa ich historię. Kolejny raz biję brawa autorce, za napisanie tak niebanalnej i wyjątkowej powieści. Jestem pod ogromnym wrażeniem! 

Nadmienię jeszcze tylko, że w tej części poznajemy bardzo dokładnie Fredrika, który jest „przyjacielem” Victora. Ten bohater, do samego końca, była dla mnie ogromną zagadką i już teraz cieszę się na kolejny tom, który właśnie przybliży nam jego osobę. Tylko mogę się domyślać, co będzie się w nim działo…

W towarzystwie zabójców to seria, którą Wam serdecznie polecam, bo to genialnie napisane i skonstruowane powieści, które uwiodą swoim mrokiem i brutalnością niejednego czytelnika. Koło tych książek nie można przejść obojętne. To naprawdę solidna dawka emocji i niezapomnianych wrażeń.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.

Odrobina blasku - Shari L. Tapscott

Odrobina blasku - Shari L. Tapscott

„Po skończeniu szkoły średniej Riley przeżywa lekki kryzys tożsamości. Kiedyś była najpopularniejszą uczennicą i główną cheerleaderką, a teraz jest… właśnie, kim? Brak planów na najbliższą przyszłość trochę ją przeraża.

Dziewczyna postanawia jednak korzystać z pogody i cieszyć się wakacjami, które spędza u swojej ciotki. Zwłaszcza że w oko wpadł jej Zeke, przystojny artysta, który ma swój własny stragan na letnim targu. Aby mu się przypodobać, kłamie, że też ma zdolności manualne. Podobno jest niesamowita w wytwarzaniu mydła!

Czy Riley zdąży z nauką nowej umiejętności, aby wystawić się na stoisku obok Zeke’a? Może uda jej się przekonać chłopaka, że robi to całe życie. Przecież takie drobne kłamstwo, nie powinno zaszkodzić ich relacji. Prawda?”

„Odrobina blasku” to drugi tom serii  Glitter and Sparkle. Pierwszy tom był naprawdę fajny i miło spędziłam przy nim czas, ale uważam, że ta część jest zdecydowanie lepsza. Tym razem miałam okazję poznać historię miłosną Riley, czyli najlepszej przyjaciółki Lauren. Przyznam się Wam szczerze, że gdy potkałam się z nią w poprzedniej części, dziewczyna czasami dość mocno mnie irytowała, jednak teraz, gdy ją lepiej poznałam, okazało się, że Riley to cudowna dziewczyna, która mimo tego, że jest śliczna, to także jest bardzo niepewna siebie. Gdy Riley wyjeżdża na wakacje do ciotki, poznaje dwóch całkiem różnych chłopaków. Zeke to typowy bad boy, za którym ugania się pełno dziewczyn, a Linus to taki prawdziwy chłopak z sąsiedztwa, kochany, uczynny i o dobrym sercu. Oczywiście Riley wpada w oko Zeke, przez niego kłamie i stara się być kimś, kim nie jest. Linus też się do niej zbliża, jednak dziewczyna traktuje go bardziej jak przyjaciela, bo przy nim nie musi udawać, że jest kimś innym.

Już trochę mnie znacie i wiecie, że lubię, gdy w książkach pojawiają się bad boy’e, bo tacy bohaterowie wywołują we mnie najwięcej emocji. Jednak tym razem było zupełnie inaczej, bo to spokojny Linus skradł moje serce, Zeke strasznie mnie denerwował i już na samym początku go skreśliłam. A kogo wybrała Riley? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

Jeżeli lubicie lekkie i przyjemne w odbiorze książki, to Odrobina blasku jest dla Was idealna. To zdecydowanie idealna książka na długie i zimne jesienne wieczory. Ja świetnie spędziłam przy niej czas i niecierpliwie czekam na kolejny tom, który będzie o bracie Lauren i siostrze Riley, myślę, że będzie się tam sporo dziać.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu. 
Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)

Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)

„… trudno jest przyznać, że małżeństwo może dobiegać końca, gdy miłość nie wygasa. Ludziom się wmawia, że małżeństwo kończy się tylko wtedy, gdy nie ma już miłości, kiedy w miejsce szczęścia pojawia się gniew, a w miejsce rozkoszy pogarda. Ale ja i Graham się na siebie nie złościmy. Po prostu jesteśmy innymi ludźmi niż dawniej...”

Quinn i Graham poznali się w dość dziwnych i na pewno nieprzyjemnych okolicznościach, bo wtedy właśnie nakryli swoich partnerów na zdradzie. To spotkanie było inne, intensywne i na pewno w jakiś sposób połączyło bohaterów. Nie widzieli się pół roku, ale przez przypadek lub przeznaczenie wpadli na siebie w restauracji i od tego dnia byli nierozłączni. Ich miłość była piękna, niewinna i na pewno bardzo intensywna. Wiedzieli, że chcą spędzić ze sobą resztę życia, więc był szybki ślub, ale niestety po kilku latach w ich małżeństwie zaczęło się źle dziać. Czy i ich związek się rozpadnie? Czy może jednak w ich przypadku zwycięży miłość, która nie wygasła? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Nic więcej nie zdradzę Wam z fabuły książki. Może nie mogę tego zrobić, może nie chcę tego zrobić, a może po prostu nie umiem tego zrobić… Naprawdę nie wiem…

Pięć minut temu skończyłam czytać tę książkę, więc moja recenzja jest pisana na gorąco. Może będzie trochę chaotycznie, ale wiem, że mi to wybaczycie. Piszę ją tak szybko, bo po prostu muszę wszystko wyrzucić z siebie, inaczej bym się chyba udusiła. Miliony myśli kołacze się po mojej głowie i czuję, że muszę dać ujście emocjom, które gotują się w moim wnętrzu.

„Wszystkie nasze obietnice” to powieść, która jest spełnieniem marzeń każdego czytelnika. Piękna, przejmująca, wzruszająca i przede wszystkim traktująca o problemach, które mogą dotknąć każdego z nas. Dawno żadna książka tak mną nie wstrząsnęła i tak mnie nie poruszyła. Autorka każdym słowem trafiała do mojego serca, które podczas czytania nie raz stawało w miejscu i rozpadało się na kawałki. Ta powieść jest tak przepełniona bólem, smutkiem, rozgoryczeniem i straconymi pragnieniami, że czytanie jej momentami boli. Mnie ból bohaterów przeszywał na wskroś, czułam ich strach, lęk, gniew, czy rozgoryczenie. Jednak nie bójcie się, że ta historia jest tylko smutna i przejmująca, nie, nie, tak nie jest. To przepiękna opowieść o miłości, o miłości czystej i krystalicznej jak łza. Ja wiem, że taka miłość istnieje, może i zdarza się bardzo rzadko, ale istnieje i łączy ludzi już na zawsze…

Kreacja bohaterów wyszła autorce perfekcyjnie. To osoby z krwi i kości, które mają swoje zalety, ale także i wady. Pokochałam ich całym sercem i do samego końca wierzyłam, że znów odnajdą drogę swoich serc. Kurcze choćbym chciała, to nie mogę Wam zbyt dużo o nich napisać, bo niestety za dużo by Wam to zdradziło. Zapewniam Was, że polubicie i Grahama i Quinn i razem z nimi będziecie przezywać ich przejmującą historię. Nadmienię tylko, że Graham, to mężczyzna prawie idealny, który w pewnym momencie pobłądził, ale umiał przyznać się do błędu i przeprosić. Poza tym on tak jak i my to tylko człowiek, który ma swoje słabości, a sytuacji, w której się znalazł nikt, by mu nie pozazdrościł. Niesamowicie im współczułam i nigdy przenigdy nie chciałabym być na miejscu Quinn, choć nie ukrywam, że chciałabym mieć przy swoim boku takiego mężczyznę, jakim był Graham.
Tę dwójkę dotknął poważny problem, z którym zmaga się wiele kobiet na całym świecie. I może w ich związku nie byłoby wcale źle, gdyby Quinn otworzyła się przez mężem i zwierzyła mu się z tego wszystkiego, co zatruwało ją od środka. Ona jednak obwiniając się o wszystko, postanowiła dusić wszystko w sobie. Nie było to zdrowe ani dla niej, ani dla Grahama, a tym bardziej dla ich związku. Autorka uświadomiła mi, że miłość to nie wszystko, że mimo tego, iż kogoś kochamy to jednak w związku potrzeba czegoś więcej... sama miłość niestety nie wystarczy.

Muszę Wam się przyznać do tego, że czytając tę powieść miałam ochotę udusić Colleen Hoover. Ja naprawdę uwielbiam, gdy w książkach przeplata się teraźniejszość z przeszłością bohaterów, ale tym razem czułam się przez to rozchwiana emocjonalnie. W jednej chwili czytałam o ich cudownym życiu sprzed lat, a za chwilę wracałam do rzeczywistości przepełnionej smutkiem i rozdzierającym serce bólem. Oczywiście ja wiem, że te rozdziały były konieczne, bo dzięki nim tak naprawdę mogłam poznać bohaterów i z boku przyjrzeć się jak rozwijał się ich związek i jak zaczęła się rodzić pomiędzy nimi miłość. Jednak naprawdę, gdy wracałam do rozdziałów dotyczących teraźniejszości, to moje serce krwawiło i z bólem serca czytałam o tym wszystkim, co musiało ich spotkać.

"Obiecuję, że będę kochał Cię bardziej w czasie burz niż w czasie słonecznych dni.
Obiecuję, że będę kochał Cię bardziej, gdy będziesz w rozpaczy, niż wtedy, gdy będziesz szczęśliwa.
Obiecuję, że będę kochał Cię bardziej, kiedy będziemy biedni, niż wtedy, gdy będziemy opływać w bogactwa.
Obiecuję, że będę kochał Cię bardziej, gdy będziesz płakać, niż wtedy, gdy będziesz się śmiać.
Obiecuję, że będę kochał Cię bardziej, kiedy będziesz chora, niż wtedy, gdy będziesz zdrowa.
Obiecuję, że będę kochał Cię bardziej, gdy będziesz mnie nienawidzić, niż wtedy, gdy będziesz mnie kochać."

Colleen Hoover kolejny raz udowodniła mi, że jest mistrzynią w serwowaniu emocji. Lektura tej książki była dla mnie literacką ucztą, choć nie urywam, że teraz, gdy mam ją za sobą czuję się jak emocjonalny wrak. Polecam ją wszystkim, bo to Hoover, którą znamy i kochamy. Zapewniam Was, że pokochacie tę historię i pokochacie jej bohaterów. To książka, której na pewno nie zapomnicie, w moim sercu historia Quinn i Grahama wyryła znaczący ślad i jestem pewna, że kiedyś do niej jeszcze powrócę. Zapomniałabym dodać, że zanim zabierzecie się za jej lekturę, zaopatrzcie się w zapas chusteczek, bo jestem przekonana, że, jak i ja wylejcie morze łez. Na sam koniec dodam jeszcze, że gdy dotarłam do ostatniej strony, to z moim ust wymsknęło się… ja pierdzielę, to było coś ;)

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
Zapisane w chmurze - Beata Majewska (PATRONAT MEDIALNY)

Zapisane w chmurze - Beata Majewska (PATRONAT MEDIALNY)

„Magda ma przedsiębiorczego męża, który przyzwyczaił się, że gra pierwsze skrzypce w związku, a zarabiająca grosze na nauczycielskiej posadzie żona ma mu być posłuszna. W Magdzie rośnie sprzeciw, który znajduje ujście w czasie wakacji: Magda wyrusza na samotną wyprawę. Znajduje przez internet Julię – Rumunkę, która zgadza się zostać jej przewodniczką. Na miejscu jednak Julia okazuje się Iulianem – młodym chłopakiem. Magda jest wściekła, ale postanawia dać chłopakowi szansę i tak wyruszają w podróż, podczas której Magda poznaje Rumunię, a Iulian – Magdę...”

Beata Majewska to autorka, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Na swoim koncie ma romanse, erotyki, paranormal dla młodzieży oraz powieści obyczajowe, których zdecydowanie napisała najwięcej. Osobiście uwielbiam każdą z jej książek, ale to chyba właśnie powieści obyczajowe dostarczają mi największej dawki emocji, gdyż autorka opisuje w nich prawdziwe życie, które często ma gorzko-słodki smak.

„Zapisane w chmurze” to powieść, w której poznajemy Magdę, kobietę, która pracuje jako nauczycielka, ma męża, który uważa się za pana i władcę, a córki nie chcą z nią rozmawiać. Kobieta czuje się bardzo samotnie, jest przytłoczona zachowaniem narcystycznego męża i dochodzi do wniosku, że chyba właśnie nadszedł czas na zmiany. Kobieta wyrusza w samotną podróż do Rumunii, gdzie poznaje przystojnego przewodnika Iuliana. Jak możecie się domyślić, pomiędzy tą dwójką rodzi się zakazane uczucie… Jak potoczą się ich losy? Czy mąż kobiety, wreszcie przejrzy na oczy i zawalczy o Magdę? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Jeżeli chodzi bohaterów, to muszę przyznać, że ich kreacja wyszła autorce bardzo dobrze. Oczywiście prym w książce wiedzie Magda oraz Iulian, bo to na nich skupia się prawie cała historia. Przyznam, że bardzo ich polubiłam, chociaż to Iulian tak w stu procentach skradł moje serce. Nie będę Wam ich opisywać, bo myślę, że najlepiej będzie, gdy poznacie ich sami. Nadmienię tylko, że moja sympatia do Juliana nie była taka oczywista od samego początku, ale im lepiej go poznawałam tym bardziej wkradał się do mojego serca, a koniec końców doprowadził do tego, że bardzo mu współczułam... Wspomnę jeszcze tylko o Łukaszu, mężu Magdy, którego postawa na samym początku strasznie mnie wkurzała i nie raz miałam ochotę nim potrząsnąć. Jednak z czasem mężczyzna zaczął się pokazywać z innej strony, a epilog, w którym to właśnie on zabrał głos, bardzo mnie poruszył. 

„Zapisane w chmurze” to kolejna książka Beaty Majewskiej, która dostarczyła mi wiele emocji i poruszyła do głębi. Jak wiemy o miłość i o każde uczucie cały czas trzeba dbać, nie można poddawać się po pierwszym lepszym kryzysie, bo może doprowadzić to do ruiny. Rutyna oraz zwykła codzienność także mogą doprowadzić do zawieszenia uczuć, do oziębłości oraz niestety do początku końca… W takiej patowej sytuacji znalazła się właśnie Magda, która wraz z mężem wpadła do schematycznego świata, w którym oboje działali jak na autopilocie, z każdym dniem popadając w coraz większą rutynę. Kiedy czara goryczy się przelała, kobieta postanowiła uciec i zrobiła sobie małe wakacje, a mężczyzna, którego tam poznała, w pewnym stopniu wywrócił jej świat do góry nogami. Czy w takiej sytuacji jest jeszcze szansa, by odbudowała związek z mężem? Tego kochani już Wam nie zdradzę. 

„Zapisane w chmurze” to powieść, którą koniecznie musicie przeczytać. To historia, które ukazuje wiele odcieni miłości i uświadamia, jak ważne jest dbanie i podsycanie uczucia w związku. Myślę, że po lekturze tej książki inaczej spojrzycie na wiele spraw i może nawet bardziej docenicie swoją drugą połówkę. Dla mnie lektura tej powieści była czystą przyjemnością i niecierpliwie czekam na kolejne książki autorki.

P.S. Ja wyniosłam z tej książki jedną ważną lekcję… Nie zaniedbujmy miłości, bo niestety potem możemy tego bardzo żałować. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger