niedziela, 22 kwietnia 2018

Uwolnij mnie - Daria Skiba (PATRONAT MEDIALNY)

„Jak bardzo miłość może zaślepić? 
Diana przekonała się o tym, wpadając w sidła bezwzględnego Patryka. Jak wiele musiała przejść dziewczyna, by w końcu podjąć decyzję o wyrwaniu się z objęć szaleńca i czy wymarzone wakacje będą pierwszym krokiem do uwolnienia? Diana będzie zmuszona do podjęcia egoistycznych decyzji, by po raz pierwszy od wielu lat postawić siebie na pierwszym miejscu. Czy rodzące się w jej sercu nowe uczucie przetrwa próbę czasu? Przeszłość nigdy nie odchodzi w niepamięć, czuwa, by uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. Pewnego dnia demony upomną się o dziewczynę…
Daj się porwać w wir wydarzeń i emocji, by poczuć na własnej skórze to, co musiała przejść Diana. Myślisz, że jesteś w stanie tego dokonać?”

Daria Skiba urodziła się w 1991 roku, więc to jeszcze całkiem młoda dziewczyna, która pochodzi ze Stronia Śląskiego, a obecnie mieszka w Irlandii, Z wykształcenia jest technologiem żywności i żywienia człowieka, ukończyła Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu. Wielką pasją Darii jest blog Kraina książką zwana, który osobiście Wam polecam, bo znajdziecie tam wiele opinii o książkach naszych polskich autorów. Prywatnie uwielbia Within Temptation , taniec z ogniem i czekoladę. Kieruje się zasadą „wszystko jest możliwe, trzeba w to tylko mocno wierzyć”.

Jeżeli śledzicie naszego bloga, to wiecie, że uwielbiam debiuty literackie, przede wszystkim debiuty naszych rodzimych autorów. Darię poznałam już jakiś czas temu, ale nie zdawałam sobie sprawy, że oprócz prowadzenia książkowego bloga, pisze także książki. Zdziwiłam się, kiedy poprosiła mnie o patronowanie nad jej debiutem, ale czy mogłam odmówić? Oczywiście, że nie, tym bardziej kiedy zapoznałam się z fabułą, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że wielu z Was będzie pod dużym wrażeniem tej powieści, tym bardziej że jest to pierwsza książka Darii, jej debiut, a napisana została tak, jakby Daria siedziała w literackim świecie od bardzo dawna. Mogę tylko chylić czoła nad jej talentem, nad jej dokładnością, nad dbałością o szczegóły, a przede wszystkim nad tym, w jaki sposób przelała na papier wszelkie emocje, które muskały mnie i oplatały podczas czytania. To nie jest lektura łatwa, lekka i przyjemna, ale takie właśnie bardzo często jest prawdziwe życie, które momentami ma gorzki smak i to tylko od nas zależy, od naszej odwagi, czy coś w nim zmienimy, by pozbyć się bólu, goryczy i czy pozwolimy sobie na nowy start.

Daria w swojej książce poruszyła temat, który w Polsce i pewnie w wielu innych krajach jest tematem tabu. Kobiety boją się, a przede wszystkim wstydzą się o tym mówić, przez co czasami przez wiele lat milczą, bojąc się o własne życie, ale także wstydzą się tego, co ludzie powiedzą. Niestety milczenie jest dla oprawcy i kata przyzwoleniem na wyrządzanie kobiecie coraz to większej krzywdy i nie piszę teraz tylko o przemocy fizycznej, bo przemoc psychiczna boli tak samo, a czasami nawet i bardziej. Najgorsze jest to, że każda kobieta myśli, że uda jej się zmienić swojego partnera, ale niestety tylko mały odsetek mężczyzn potrafi zrobić pierwszy krok ku zmianom i przy tych zmianach wytrwać. Taki los spotkał główną bohaterkę, ale czy jej udało się wyrwać z rąk szaleńca, tego już musicie dowiedzieć się sami.

Według mnie Daria stworzyła świetnych bohaterów. Każdy z nich jest inny, charakterystyczny, niezwykle wyrazisty, a ja takich bohaterów lubię najbardziej. Dzięki nim książka zyskała głębi i wiarygodności, a o to właśnie chodzi, by historia bohaterów w jakimś stopniu stała się i moją historią, bym mogła przeżywać ją razem z nimi i bym mogła czuć to, co czują w danej chwili. Emocji mnie nie zabrakło i jestem przekonana, że z Wami będzie podobnie.

Styl autorki jest lekki i dzięki temu przez książkę wręcz się płynie, nie odczuwając ubywających stron, sama była zdziwiona, jak szybko dotarłam do końca. A samo zakończenie zaskakuje i od razu ma się ochotę na więcej. 

Polecam Wam tę powieść z całego serca, bo to historia, którą mogłoby napisać prawdziwe życie (a może już gdzieś ją napisało), świat jest okrutny i myślę, że po tym świecie stąpa niejedna Diana, niejeden Patryk i na całe szczęście niejeden Alan. To powieść o życiu, która naprawdę zmusza do wielu refleksji, a także zmusza do wyciągnięcia wielu wniosków. Zawsze, gdy czytam książki, które dotykają tak trudnych tematów, uświadamiam sobie, ile zależy od nas ludzi, więc reagujmy, gdy widzimy, czy słyszymy, jak komuś dzieje się krzywda.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Darii oraz wydawnictwu Vectra.

sobota, 21 kwietnia 2018

Samobójstwo na raty - Anka Mrówczyńska

"Samobójstwo na raty" to nowa powieść Anki Mrówczyńskiej. Poprzednie części tej serii były dla mnie bardzo mocne i emocjonalne, a po przeczytaniu ich stwierdzilam, że muszę przeczytać i tę część. Zapraszam Was na recenzję!

"Po dzienniku ze szpitala psychiatrycznego i wspomnieniach z pierwszej psychoterapii indywidualnej, nadszedł czas na pogłębienie wiedzy o przeszłości autorki. Anka Mrówczyńska powraca z trzecią częścią cyklu „Młody bóg z pętlą na szyi”, polecanego przez czołowe magazyny psychologiczne i psychiatryczne. Książka będzie szczególnie przydatna studentom studiów medycznych, klinicystom, początkującym terapeutom oraz innym specjalistom zajmującym się szeroko pojętą ochroną zdrowia psychicznego.

Ramy czasowe książki to początek związku Mrówczyńskiej z narzeczonym oraz pierwsze konsultacje u psychoterapeuty indywidualnego. Powieść stanowi cenne źródło wiedzy o sposobie myślenia, zachowaniu, impulsywnym podejmowaniu decyzji, zaburzeniach depresyjnych, przyczynach autoagresji i autodestrukcji u osób z pogranicznym zaburzeniem osobowości. Mrówczyńska wprost, bez ogródek i jakichkolwiek hamulców opisuje świat wewnętrzny oraz życie osoby cierpiącej na borderline."

Ta część jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się na samym początku, że Autorka w"Samobójstwie na raty" opisze ten konkretny okres czasu. Całość narracji jest prowadzona w stylu wpisów na blogu. Wraz z datami - mogliśmy zobaczyć walkę między autodestrukcją, a chęcią zdrowego trybu życia. Książka była istną karuzelą emocji, bardzo wczułam się w to, co Anka Mrówczyńska opisywała w swojej powieści szczególnie, że to nie jest lektura, która idzie w czytaniu gładko i lekko. Analizowałam każde zachowanie opisywane w tej książce, często po przeczytaniu paru stron, wgapiałam się po prostu w sufit i myślałam o  tym jakby to było postawić siebie w takiej sytuacji. I wiecie co? Po tej powieści jestem jeszcze bardziej pełna podziwu dla osób, które mają takie zaburzenia i chcą się leczyć. Zazwyczaj my jako społeczeństwo albo ignorujemy takie osoby, albo odcinamy się od problemu zamiast nieść pomoc i zrozumienie. Cała twórczość Anki Mrówczyńskiej to taka podróż wgłąb umysłu chorego. Jest ona pełna bólu, niezrozumienia, ale i niekiedy chwil radości, których właśnie zaznajemy w "Samobójstwie na raty".

Polecam Wam serdecznie tę książkę. Jest mocna - to fakt, ale zdecydowanie warta, aby poznać tę chorobę, aby wiedzieć, co czuje chory, aby można było postawić się w takiej sytuacji. Polecam wszystkim, których interesuje psychologia i psychiatria. Tę książkę zapamiętacie na długo.

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce. 

piątek, 20 kwietnia 2018

B.D.B - Numero Uno



Uwaga! Jeśli nie jesteście tolerancyjni jeśli chodzi o osoby o odmiennej orientacji seksualnej,  to nie powinniście czytać tej recenzji.

Dzisiaj mam dla Was książkę autorki bloga Byle Do Brzegu, tytułowaną jako B.D.B "Numero Uno". Nie powiem, bo zaciekawiła mnie mocno ta pozycja i ten temat, a to dlatego gdyż uważam, że jest zdecydowanie za mało książek poruszających temat odmiennej orientacji seksualnej. Sama trafiłam tylko na jedną taką książkę w całym swoim "czytelniczym życiu", i jak dla mnie takiej literatury powinno być dużo więcej, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie coraz więcej mówi sie o tym i nagłaśnia powszechną tolerancję. Ale już nie będę przynudzać! Zapraszam Was na recenzję "Numero Uno" od B.D.B!

W książce mamy dwóch młodych, wkraczających w dorosłość chłopaków - Tymka oraz Unirada, którego nazywają po prostu Radkiem, albo "Uno". Spotykają się w ośrodku rehabilitacyjnym i po pewnym czasie zaczynają coś do siebie czuć. Obserwujemy ich związek, to jak się rozwija oraz to jakie przeszkody Autorka stawia im na drodze.

Bardzo podobała mi się historia opisana w tej książce, ale wykonanie moim zdaniem pozostawia troszkę dużo do życzenia. Pierwsze, co mnie bardzo mocno "zirytowało", było to to jak Tymek i Radek się poznali. Nie czułam tutaj jakiejś  chemii między bohaterami (dopiero potem w trakcie ta chemia się rozwija i można ją  wyczuć). Brakuje mi w tej powieści takiego prawdziwego zapoznania i tego jak chłopaki ukradkowo zaczynają coś tam do siebie czuć. Tutaj to jest dokładnie tak przedstawione -> "Ale z niego dupek!" -> kilka kartek dalej już się zaczynają całować i zachowują się jak stare małżeństwo. Trochę szkoda, że autorka nie rozwinęła tego wątku, bo moim zdaniem to byłoby po prostu ciekawe.

"Byliśmy chosem, który nitka po nitce zaczynał łączyć się i splatać w coś pięknego, czemu sami dopiero nadamy kształt. Nie od dziś wiadomo, że z wszechogarniającego chaosu powstaje coś idealnego. Byliśmy swoją własną miarą ideału"

Potem było już coraz lepiej. Książkę bardzo przyjemnie się czytało, Autorka ma bardzo dobry styl, umiała mnie zaciekawić swoją powieścią i fabułą, która potem bardzo się rozkręciła oraz nabrała tempa. Co muszę jeszcze dopowiedzieć, to bardzo podoba mi się to jak Autorka rozrysowała nam bohaterów i ich problemy. To było takie prawdziwe i nie przerysowane, nie to co niestety w romansach, które opisują związki heteroseksualne. Tutaj nie ma, jak to się mówi "wybuchów, pościgów i masy hollywoodzkich akcji" (no dobra, jedna scena jest bardzo dla mnie hollywoodzka), ale nadal ta książka ukazuje tak naprawdę najprawdziwszą miłość, bez otoczki takich mega "krzykliwych" akcji. To moim zdaniem najbardziej wyróżnia tę książkę na tle innych. Ta prawdziwość i brak tych przerysowanych dramatów.

Bardzo polecam! Tak jak mówiłam książka ma lekkie niedociągnięcia, ale nadal uważam ją za fajną lekturę, która pięknie opisuje miłość homoseksualnej pary. Z chęcią też będę doglądać bloga Autorki i patrzeć jak się rozwija 😊

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Richard Paul Evans - Hotel pod jemiołą

Richard Paul Evans to bestsellerowy amerykański pisarz, laureat wielu nagród literackich, jego powieści wydawane są w milionowych nakładach.
Hmmm, chyba zaczęłam poznawanie jego twórczości od niewłaściwej książki. "Hotel pod jemiołą" bowiem ma się nijak do tak zachęcającej notatki biograficznej autora. Albo miałam to nieszczęście trafić na książkę, którą pan Evans "popełnił” w jakimś słabszym momencie swojego życia. Jest jeszcze jedna ewentualność: może to ja zabrałam się zaczytanie w nieodpowiednim momencie ;)

„Nawet w najbardziej szarym życiu może zdarzyć się historia jak z najpiękniejszej powieści.

Kimberly prawie się poddała. Śmierć matki, dwukrotnie zerwane zaręczyny i nieudane małżeństwo sprawiają, że nie wierzy już w szczęście. Pozwala sobie tylko na jedno marzenie – pragnie napisać, powieść o miłości.

W urokliwym hotelu "Pod Jemiołą" organizowany jest kurs dla początkujących pisarzy. Kim poznaje tam tajemniczego Zeke’a, z którym nawiązuje wyjątkową więź. Taką, jaka zdarza się tylko ludziom, którzy podobnie patrzą na świat.

Czy przypadkowe spotkanie będzie dla Kimberly początkiem wielkich zmian?
Czy do najważniejszej powieści – jej własnego życia – los dopisze szczęśliwe zakończenie?

„Hotel pod Jemiołą” to wyjątkowy prezent od Richarda Paula Evansa. Tym razem bestsellerowy autor przypomina, że jeśli nie tracimy wiary, najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami.”

Akcja powieści w większej części rozgrywa się na kursie dla początkujących pisarzy, mamy więc możliwość przyjrzeć się z bliska światkowi pisarskiemu. Sam pomysł moim zdaniem niegłupi, jest w nim spory potencjał, ale mam wątpliwości czy autor wykorzystał go do końca.
Historia początkującej pisarki Kim to typowy romans, z Bożym Narodzeniem w tle, co zapewne miało nas wprowadzić w klimat tego wyjątkowego święta. W moim wypadku nie zadziałało.:)
Główna bohaterka Kim to jak dla mnie dosyć irytująca postać, nie usprawiedliwia jej nawet fakt, że życie nie poskąpiło jej niepowodzeń. Z kolei Zack jest idealny pod każdym względem. Hmm, czy są w ogóle idealni faceci? Raczej nie. Jednak muszę przyznać, że bardzo poruszyła mnie jego historia z przeszłości, co było jedynym chyba plusem całej książki.
Szczerze mówiąc, nie wiem, co jeszcze mogłabym Wam napisać o tej powieści i nie wiem, czy nawet mam ochotę. Może tylko tyle, że jest po prostu  nudna i nijaka. Nie zachęcam Was wcale do jej przeczytania, bo uważam, że szkoda czasu, a jak wiecie, jest tyle świetnych książek, którym naprawdę warto poświęcić uwagę. Mam tylko nadzieję, że nie zraniłam uczuć fanów twórczości  Richarda Paula Evansa, bo jemu samemu na pewno nie zaszkodziłam ;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

środa, 18 kwietnia 2018

Tryjon - Melissa Darwood (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

Kiedy od wydawnictwa SQN dostałam propozycję objęcia patronatem medialnym najnowszą powieść Melissy Darwood, od razu wiedziałam, że się zgodzę, bo każda książka, która wychodzi spod pióra Melissy jest po prostu genialna, więc nie miałam żadnych wątpliwości i wiedziałam, że i tym razem będzie tak samo. Czy miałam rację? Oczywiście, że tak! Zapraszam na recenzję „Tryjonu”, książki, która swą premierę ma właśnie dzisiaj.

Mila to nastolatka, która bardzo często ma zaniki pamięci. Czasami nie pamięta kilku godzin, innym razem tygodni, a nawet lat. Czemu tego nie pamięta? Bo jej życiem czasami kieruje ktoś inny, całkiem inna osobowość, wszystko zależy od tego, jakich uczuć w danej chwili doświadcza Mila. Oczywiście dziewczyna nie zdaje sobie z tego sprawy, ale całej prawdy dowiaduje się w momencie, gdy trafia do Tryjonu, czyli zaświatów. Jest oskarżona o morderstwo, którego w ogóle nie pamięta i musi dowieść swojej niewinności, by nie trafić do piekła. Na miejscu towarzyszy jej szok i niepokój, a na domiar tego wszystkiego każda z osobowości dziewczyny daje o sobie znać. Czy Mili uda się dowieść niewinności, skoro nie pamięta ostatnich pięciu lat? O tym musicie przekonać się sami.

Melissa Darwood to naprawdę jedna z nielicznych polskich autorek, której twórczość mogę brać w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę. Często zastanawiam się, jak bujna jest jej wyobraźnia, bo uwierzcie mi na słowo, że wymyśla takie historie, które są świeże, fascynujące i przede wszystkim zapadające w pamięci. Jej książki są inne, są niepowtarzalne, a pomysły na fabułę nowatorskie. Ja zatracam się w każdej z nich i oczywiście tak samo było i tym razem. Historia Mili jest po prostu genialna, hipnotyzująca i niesamowicie wciągająca, od książki nie potrafiłam oderwać się nawet na chwilę i z ogromną ciekawością wczytywałam się w fabułę. 

„Tryjon” to powieść, która wciąga w wir wydarzeń już od pierwszej strony, bo choć akcja książki nie pędzi na łeb na szyję, to i tak dużo się w niej dzieje, pojawia się mnóstwo tajemnic i pytań bez odpowiedzi. Im dalej czytałam, tym bardziej byłam zaintrygowana wszystkim tym, co wymyśliła autorka, nie raz moja buzia była otwarta z wrażenia, ale bardzo często tak mam, gdy czytam książki Melissy, która potrafi i chyba lubi zadziwiać czytelników. Wiecie co, jest najlepsze w jej książkach? Myślę, że wiecie, ale i tak Wam to napiszę. Każda z historii, które zawiera w swoich powieściach, wydaje się na pierwszy rzut oka błaha, ale to tylko pozory, bo każda z nich jest niewyobrażalnie mądra, każda z nich niesie jakieś przesłanie, zmusza do zadawania pytań, do przemyśleń, a przede wszystkim skłania do refleksji. Tym razem autorka pokłoniła się przed życiem oraz śmiercią, ja do tej pory mam mętlik w głowie i cały czas myślę o wielu kwestiach. O tym, jak wielki wpływ na życie mają nasze czyny, o tym, co czeka nas po śmierci, czy nasze wybory, decyzje i uczynki będą miały wpływ na to, gdzie trafimy po śmierci i czy przed kimś odpowiemy za każdy grzech. Przyznam szczerze, że nigdy nie prowadziłam sama ze sobą takich rozmyślań, ale ta książka zmusiła mnie do tego. To nie wszystko, czego możecie spodziewać się po „Tryjonie”, ale ja już milczę i nic więcej Wam nie zdradzę. Zapewniam Was, że to lektura, która dostarczy Wam wielu emocji oraz wrażeń i na pewno nie raz będziecie zaskoczeni tym, jak toczy się akcja.

"Skupmy się może na tym, co posiadamy obecnie, a nie martwmy się tym, że możemy to stracić. Nic nie trwa wiecznie, kiedyś doznamy strat, o których nawet nie chcemy myśleć. Wówczas będziemy musieli się pogodzić z tym, co nas spotkało. Ale to jest przyszłość, a my jesteśmy w teraźniejszości."

Ogromnym atutem tej powieści są bohaterowie, czyli Mila, każda jej twarz oraz Zachary, którego niesamowicie polubiłam. Bardzo, ale to bardzo podobało się mi jak Melissa ukazała jego postać, jego charakter oraz zmiany, które w nim zachodziły.

Polecam Wam tę powieść, jak i inne książki autorki z całego serca i z czystym sumieniem. Melissa Darwood pisze świetnie, potrafi zainteresować czytelnika, a jej książki są inne i wyjątkowe. Myślę, że każdy w nich znajdzie coś dla siebie. Ja w każdej jej historii przepadam z kretesem.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Strażnicy Ga'Hoole. Porwanie - Kathryn Laski

„Gdy świt przykryją skrzydła zła, nadejdą strażnicy, którzy pod osłoną nocy dokonają wspaniałych czynów”

Gdy Soren wypadł z gniazda, został skazany na pewną śmierć. Na całe szczęście lub może nieszczęście uratowali go członkowie Akademii Osieroconych Sów. Gdy mała sówka tam trafiła, od razu odebrano jej imię i nadano numer, co było dość dziwne. W Akademii Soren zaprzyjaźnia się ze sprytną i uszczypliwą Gylfie i razem z nią odkrywa prawdziwe przeznaczenie tej szkoły. Od tego dnia sówka ma tylko jeden cel… jak najszybciej opuścić to złe miejsce. Czy jej się to uda? Czym tak naprawdę jest Akademia? O tym przekonajcie się sami.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak świetnie spędzę czas przy tej książce, bo choć dedykowana jest ona dzieciom i młodzieży, to naprawdę i starszy czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie i na pewno pochłonie go ta historia. Ze mną tak było i z ciekawością śledziłam perypetie Sorena i jego przyjaciółki. Kiedyś uważałam, że książki, w których to zwierzęta grają pierwsze skrzypce, nie są ciekawe, ale przekonałam się, że jest zupełnie odwrotnie. Poza tym moim zdaniem bardzo trudno stworzyć zwierzęcego bohatera, który będzie potrafił, zaciekawić swoją historią. Kathryn Laski się to udało i wiem, że na pewno przeczytam kolejne tomy tej serii. Wiem także, że w 2010 roku powstała adaptacja trzech pierwszych tomów tej serii, więc na pewno film obejrzę.

Dużym atutem tej książki jest styl, jakim została napisana oraz czcionka, która naprawdę jest sporych rozmiarów, więc każde dziecko nie powinno mieć żadnego problemu podczas czytania. Dla mnie też było to dużym ułatwieniem, gdyż wzrok już nie ten, co dziesięć lat temu.

Gwarantuję Wam, że ta historia wciągnie Was w głąb fabuły tak jak mnie. W szczególności polecam ją miłośnikom fantasty tym mniejszym, ale także i dużym. To świetna i wciągająca historia  o bohaterskie, o walce dobra ze złem. W książce dużo się dzieje, fabuła zaskakuje i wywołuje w czytelniku niepewność. Nigdy nie spodziewałam się, że książka o sowach, tak mi się spodoba. Na pewno przeczytam kolejne tomy.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Nowa Baśń.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Czwarta Małpa - J.D.Baker



Dzisiaj mam dla Was recenzję książki "Czwarta Małpa", thrillera z elementami kryminału, który wstrząsnął całym Instagramem.

Gdy wchodziłam na bookstagrama, to widoczna była tylko ta okładka, a ja już wtedy zaczytywałam się w jej historii, która jednocześnie niesamowicie mnie wciągnęła, ale i zmroziła krew w żyłach. Po prostu nie sądziłam, że ta książka może być tak dobra. Czytałam ją z wielkimi wypiekami na twarzy, ciekawa dalszej strony. Ale od początku. Zapraszam Was na recenzję!

Pięć lat tropienia zbrodniarza, który ciągle się wymykał. Sprawca tak sprytny, zawsze o krok przed policją. Czy kiedykolwiek powinie mu się noga? W wreszcie nadchodzi ten dzień. Łapią seryjnego morderce. Nieuchwytnego, działającego można powiedzieć w wyższym celu. Właśnie tak zaczyna się prawdziwe dochodzenie w sprawie najbardziej przerażających zbrodni...


Czwarta Małpa to kryminał troszkę nietypowy, bo zaczyna się tak, że mamy wrażenie, że właśnie poznaliśmy zakończenie. W miarę jak czytałam książkę pojawiało się jednak coraz więcej niewiadomych. Powstawały one poprzez sięgnięcie głównego bohatera po pamiętnik mordercy w którym opisywał bardzo nietypowe dzieciństwo. Niejednokrotnie zmroziło mi to krew żyłach, a ja łapałam się za włosy z wrażenia. Nie będę ukrywać, że w tej książce bardziej wyczekiwałam tych "pamiętnikowych" opowieści, niż głównej fabuły. Co było powiedzieć chwilami przytępiające, ponieważ dużo rzeczy mi umknęło przy czytaniu tej pierwszorzędnej historii. Bardzo podobało mi się to, że autor bawi się nami i naszym osądem jeśli chodzi o morderce. To taka psychologiczna przepychanka, gdzie na początku autor podsyca w nas nienawiść do #4MK, a potem wzbudza w nas litość i poczucie winy w stosunku do skrzywdzonego chłopca, którym w jakimś stopniu nadal ten morderca jest. Właśnie takim bardzo skrzywdzonym dzieckiem rządnym sprawiedliwości.

Bardzo podobało mi się nawiązanie autora do jednego obrazu/posążków wywodzących się z Japonii, które ukazują "Trzy mądre małpy". Cała książka postawiona na tej właśnie idei, była bardzo ciekawa i bardzo zadziwiająca. Świetnie wplątane morderstwo w japońskie przysłowie:

 "Nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego."

Polecam Wam  tę powieść z ręką na sercu! To jest bardzo dobry kryminał, który na pewno zagrzeje swoje miejsce w moim TOP tego roku. Możliwe, że na podium zestawienia!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca ❤️

Ułamek sekundy - Douglas E. Richards (PATRONAT MEDIALNY)

„Co jeśli znalazłbyś sposób, by wysłać coś w przeszłość? Nie tę sprzed tygodni, dni, czy nawet minut. Co jeśli mógłbyś to przenieść zaledwie o mgnienie oka? Czy mogłoby się to w ogóle do czegoś przydać? Nie zdążyłbyś naprawić wyrządzonego zła, zmienić biegu wydarzeń, skreślić odpowiednich liczb na loterii.” 

Nathan Wexel to genialny fizyk, który sądził, że udało mu się znaleźć sposób na wysłanie materii w przeszłość. Niestety mężczyzna nie zdawał sobie sprawy, że jego teoria będzie niezwykle ważna dla wielu osób i przez to on i jego narzeczona Jenna Morison staną twarzą w twarz z niewyobrażalnym niebezpieczeństwem. Gdy mężczyzna zostaje zamordowany z rąk porywaczy, Jenna wie, że musi uciekać i zrobić wszystko, by dowiedzieć się, co tak ważnego wymyślił Nathan. Czy jej się to uda? Czy będzie, potrafiła stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom? Dlaczego teoria o przeskoczeniu w przeszłość o ułamek sekundy jest tak ważna? O tym przekonajcie się sami.

„Douglas E. Richards jest autorem bestsellerów z list New York Timesa oraz USA Today, takich jak WIRED i wiele innych. Zanim zaczął karierę jako pisarz, zajmował wysokie stanowisko w firmie biotechnologicznej. Ukończył mikrobiologię na Uniwersytecie Stanowym Ohio, a następnie zdobył tytuł magistra z inżynierii genetycznej na Uniwersytecie w Wisconsin (gdzie zaprojektował kilka zmutowanych wirusów, obecnie nazwanych jego imieniem). Uzyskał również dyplom MBA na Uniwersytecie w Chicago. 
W uznaniu dla jego twórczości, Richards został zaproszony jako „gość specjalny” na festiwal San Diego Comic-Con International, obok takich legend, jak Stan Lee i Ray Bradbury. Jego artykuły były publikowane w National Geographic, BBC, Australian Broadcasting Corporation, Earth & Sky, Today's Parent i wielu innych.
Pisarz mieszka obecnie w San Diego w Kalifornii, wraz z żoną i dwójką psów.”

Zabierając się za czytanie tej powieści, nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Opis ogromnie mnie zafascynował, a cegiełkę do mojej ekscytacji dołożyła piękna i tajemnicza okładka, poza tym chyba nigdy wcześniej nie czytałam science fiction połączonego z thrillerem. Sama tym faktem jestem zaskoczona, bo wydawało się mi, że zaliczyłam już każdy gatunek literacki. No, ale skończę już pisać o tym co czytałam, a czego nie i przejdę do ważniejszych spraw, czyli do tego, jakie emocje i wrażenia wywołała we mnie ta książka.

Powieść ta wciąga już od pierwszej strony, ja przepadłam z kretesem w świecie fizyki, astronomii, czy biotechnologii i choć jakoś szczególnie nigdy nie uważałam na lekcjach fizyki (w sumie to był to dla mnie jeden z najgorszych przedmiotów), to lektura tej książki była dla mnie czymś świeżym i porywającym. Autor bardzo skrupulatnie przyłożył się, by przybliżyć czytelnikowi arkana tych dziedzin, więc książka obfituje w wiele pojęć oraz opisów, które może nie dla każdego będą zrozumiałe, ale o niektórych z nich na pewno każdy choć raz słyszał. Powieść tę zdecydowanie trzeba czytać bardzo uważnie, by nie przegapić pewnych ważnych i istotnych niuansów. Na końcu autor umieścił tekst, w którym opisał, co było prawdą, a co fikcją literacką i za to mu bardzo dziękuję, bo choć nie wszystko było dla mnie czarną magią, to nigdy jakoś szczególnie nie interesowałam się tematami dotyczącymi czasu i wszechświata, więc raczej na pewno nie połapałabym się w tym, co jest prawdą, a co nie. Muszę się Wam także przyznać do tego, że nigdy zbytnio nie zastanawiałam się nad konsekwencjami podróży w czasie, zawsze uważałam, to za coś fajnego i ekscytującego, co mogłoby przynieść wiele dobrego, ale autor uświadomił mi, że niestety także i wiele złego. 

Książka zaczyna się mocnym akcentem i w pierwszych rozdziałach naprawdę wiele się dzieje, później akcja przycicha, a wszystko zaczyna się toczyć miarowym i powolnym tempem. Ale nie myślcie, że robi się nudno, bo mimo tego, że między działaniami Jenny i prywatnego detektywa Aarona Blake’a pojawia się wiele technicznych opisów to książka i tak porywa i z zapartym tchem śledzi się poczynania bohaterów. W ogóle to chylę czoła przed autorem, za to ile pracy włożył w tę książkę i ile czasu musiał jej poświęcić, bo niełatwo jest przedstawić naukowe rzeczy w sposób interesujący i porywający, dokładając do tego ciekawą fabułę i świetnie wykreowanych bohaterów. 

„Ułamek sekundy” to kawał dobrej literatury i ja tę książkę z czystym sumieniem Wam polecam. Powieść wciąga w głąb fabuły, jest ciekawa, fascynująca, a przede wszystkim zaskakująca i nieprzewidywalna.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Kiedy przyjdzie czas - Natalia Jagiełło-Dąbrowska

Jakiś czas temu wpadła w moje ręce debiutancka powieść Natalii Jagiełło – Dąbrowskiej „Nasze kiedyś”. Książka mimo kilku mankamentów bardzo mi się podobała, więc gdy tylko dowiedziałam się, że wychodzi druga część historii Julii i Hektora, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Czy książka mnie usatysfakcjonowała? Zapraszam na recenzję.

„Urlop na Majorce był najlepszym urlopem w życiu Julii. I zakończył się w najgorszy z możliwych sposobów. Julia wraca do Londynu przekonana, że Hektor, jej wielka miłość, oszukał ją, że była tylko jego zabawką. Pragnie o wszystkim zapomnieć, pogodzić się ze stratą i bólem. Tęsknota jest jednak silna, a Hektor nie ustępuje, nieustannie szukając z nią kontaktu. W nadziei na odnalezienie spokoju Julia wyjeżdża w swoje rodzinne strony. Tu będzie musiała się zmierzyć ze swoją przeszłością i podjąć decyzje, które zaważą na jej dalszym życiu…”

„Kiedy przyjdzie czas” to powieść, która w moim odczuciu jest dużo lepsza niż część pierwsza. Jest bardziej dopracowana, dopieszczona i na pewno bardziej emocjonująca. Myślę, że każdy, kto rozpoczął przygodę z historią Julii i Hektora, będzie w pełni usatysfakcjonowany jej zakończeniem. Książka jest sporych gabarytów, bo ma aż ponad 450 stron, ale czyta się ja naprawdę bardzo szybko, myślę, że dzieje się tak za sprawą stylu, jakim została napisana, który jest niezwykle lekki i przyjemny  w odbiorze. Dużym plusem jest także narracja poprowadzona w pierwszej osobie, dzięki której mogłam zagłębić się w przemyśleniach i uczuciach głównej bohaterki. Według mnie ta część jest dużo cięższa, na pewno bardziej wzruszająca i poruszająca trudne i bolesne tematy. Autorka skupiła się na wielu aspektach z życia bohaterki, z którymi kobieta będzie musiała sobie poradzić. Książka pełna jest realizmu, nic w niej nie zostało przekoloryzowane czy wyidealizowane, a takie historie lubię najbardziej, bo wtedy łatwiej jest mi się zidentyfikować z bohaterami.

Jeżeli jestem już przy bohaterach, to muszę napisać, że wreszcie udało mi się polubić Julię, w poprzedniej części miałam z tym problem i choć teraz nie raz denerwowała mnie swoim, można by rzec dziecinnym zachowaniem, to jednak udało się mi, obdarzyć ją sympatią. Za to jeżeli chodzi o Hektora, to teraz zdecydowanie go polubiłam i nie raz zaimponował mi swoją wytrwałością i dążeniem do celu.

Historia Julii nie należy łatwych, prostych i przyjemnych, ale takie właśnie jest prawdziwe życie, które często ma słodko-gorzki smak. To przepiękna opowieść o miłości, o przyjaźni, która nie raz Was wzruszy, rozbawi, ale przede wszystkim chwyci za serce. Polecam Wam z czystym sumieniem obydwie książki Natalii Jagiełło – Dąbrowskiej i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.