wtorek, 15 marca 2016

Misja wywiad z Martyną Senator

Przyszedł czas na wyczekiwany wywiad z Martyną Senator, autorką książki pt. "Ósmy kolor tęczy"! Która przesłała nam również kilka dodatkowych słów do Was: 
Bardzo Wam dziękuję za pytania J Cieszę się, że mogłam podzielić się z Wami kulisami powstawania „Ósmego koloru tęczy”. Wiele z pytań obudziło we mnie piękne wspomnienia – za co również Wam dziękuję.
Osobą do, której powędruje egzemplarz „Ósmego koloru tęczy” jest Edyta Chmura. Serdecznie gratuluję i życzę przyjemnej lektury JPozdrawiam Was gorąco!
Martyna Senator
My Edytę Chmurę prosimy o kontakt na naszym fp, gratulujemy!


Natalia Rzepka
Jest faktem powszechnie znanym, że John Green bardzo długo przygotowywał się do stworzenia książki o raku. Bycie niewidomym a bycie chorym na raka to niby dwie różne kwestie, ale chciałabym zapytać, jak długo przygotowywała się Pani do stworzenia "Ósmego koloru tęczy" i na czym owe przygotowania polegały.
Pomysł na napisanie tej książki pojawił się zaraz po tym, jak skończyłam pracę nad „Kiedy wolność mówi szeptem”, czyli jakieś siedem, osiem lat temu. Chłonęłam wówczas każdy artykuł i każdą informację związaną z byciem niewidomym, ale czułam, że to nie wystarczy. Miałam wrażenie, że temat, który sobie wybrałam zaczyna mnie przerastać. Dlatego odłożyłam go na bok i zabrałam się za pisanie innej powieści. Jednak niewidoma Lilka nie dawała mi spokoju. Nieustannie zastanawiałam się, co czuje człowiek niewidomy, jak postrzega życie i wreszcie: jak sobie z nim radzi. Po dość długiej przerwie na dobre powróciłam do „Ósmego koloru tęczy”. Zaczęłam od prostych rzeczy: zamykałam oczy i godzinami słuchałam muzyki, grałam na gitarze i oglądałam filmy. Potem zaczęłam „uczyć się na pamięć” swojego rodzinnego domu. Poruszałam się po nim z zamkniętymi oczami: liczyłam kroki, sunęłam dłonią po ścianie i szukałam charakterystycznych elementów, które mogłyby mi pomóc w sprawniejszym przemieszczaniu się.  Oczywiście początkowo wchodziłam w meble i przewracałam się na schodach, ale z każdym kolejnym podejściem szło mi coraz lepiej. Teraz, kiedy czasami w nocy idę do kuchni po szklankę wody, nie musze nawet zapalać światła. Po prostu wiem, gdzie co się znajduje. Ale to tylko dom, a świat jest przecież ogromny! Dlatego poprosiłam męża, żeby wziął mnie na spacer po mieście. Przez cały czas miałam zamknięte oczy. Mimo, że szliśmy trasą, którą przemierzałam niemal codziennie, a mąż cały czas trzymał mnie za rękę czułam, że huk miasta mnie przytłacza. Każdy dźwięk wydawał mi się spotęgowany i już po paru minutach pękała mi głowa. Dopiero po kilku kolejnych spacerach, powoli zaczęłam się do tego przyzwyczajać. Później przyszła pora na ćwiczenie pamięci i wyobraźni. W tej dziedzinie robiłam wszystko to, co Lilka: pisałam w pamięci wiersze, oglądałam wschody słońca z zamkniętymi oczami , piekłam babeczki z opaską na oczach, a nawet leżałam na trawie i liczyłam pochodne. Oczywiście nie obyło się bez rozmowy z ludźmi, którzy stracili wzrok albo byli niewidomi od urodzenia. Ich niezwykła postawa i pogoda ducha przekonały mnie, że życie bez tak ważnego zmysłu, jakim jest wzrok wciąż może być piękne i wartościowe.  

W jaki sposób wpływa na Panią pisanie książek? Uspokaja, pozwala oczyścić myśli, czy może pobudza do działania?
Wszystko zależy od tego, co przeżywają moi bohaterowie. Jeśli są smutni, ja również jestem smutna, jeśli płaczą, z moich oczu również płyną łzy, jeśli są szczęśliwi , ja także się uśmiecham, no a jeśli akurat wpadają w szał, to podobnie jak oni mam ochotę rzucać talerzami o podłogę (czego oczywiście nie robię J ). Kiedy piszę, staję się konkretną postacią, żyję jej problemami i czuję to, co ona, dlatego praca nad książką to dla mnie emocjonalny roller coaster J

Monika Hetz
Czym dla Pani jest szczęście?
Często powtarzam, że szczęście jest dla mnie taką dojrzałą formą radości, podobnie zresztą jak miłość jest dojrzałą formą zakochania. Wbrew pozorom nie kojarzy mi się ono z wybuchami euforii i chwilami uniesień, bo one dość szybko przemijają, a prawdziwe szczęście trwa. Przypomina dom wzniesiony na solidnym fundamencie, którego nie zniszczy byle podmuch. Każdego dnia czuję się szczęśliwa, bo każdego dnia na nowo uświadamiam sobie, jak wiele w życiu mam i za jak wiele rzeczy powinnam być wdzięczna.

Czy myśli Pani już o napisaniu kolejnej książki. Jeśli tak, to jaką problematykę chciałaby Pani w niej poruszyć?
Tak naprawdę myślenie o napisaniu kolejnej książki nigdy mnie nie opuszcza. Nawet kiedy jestem w trakcie pisania jednej powieści i znienacka przyjdzie mi do głowy pomysł na inną historię, to natychmiast go spisuję, a później do niego wracam. Jeśli zaś chodzi o problematykę, to wolałabym nie zdradzać zbyt wielu szczegółów. Mogę jedynie powiedzieć, że zawsze kieruję się tą samą zasadą: piszę o rzeczach, które są dla mnie ważne i dbam o to, aby z każdej mojej książki wypływało „coś dobrego”.

Iza Wyszomirska
Co było najtrudniejsze w przedstawieniu postaci niewidomej Lilki z "Ósmego koloru tęczy"?
Najtrudniejszym aspektem było przedstawienie świata z perspektywy Lilki. Wiele można sobie wyobrazić, ale nie da się z dnia na dzień doświadczyć tego, co czuje niewidomy człowiek. Minęło dość dużo czasu, zanim udało mi się postawić na miejscu Lilki. To był okres ciągłego szukania informacji, wielu rozważań, eksperymentów i „patrzenia” na świat z zamkniętymi oczami.

W jednej z recenzji "Ósmego koloru tęczy" przeczytałam, że Lilka jest dziewczyną, która budzi w czytelniku całą gamę emocji: od współczucia i litości aż do szacunku i podziwu. Które z tych emocji było dla Pani największym wyzwaniem?
Najłatwiej było mi oddać podziw i szacunek, bo to są przede wszystkim uczucia, które budzą we mnie ludzie niewidomi. Czasami patrząc na ich zaradność, determinację i niesamowite podejście do życia zaczynam się zastanawiać, czy oni rzeczywiście nie widzą więcej niż my – ludzie dysponujący kompletnym pakietem zmysłów.  Litość i współczucie pojawiły się dopiero wtedy, gdy  całkowicie weszłam w postać Lilki. Patrzyłam na niepełnosprawność z jej perspektywy i natychmiast zaczęłam dostrzegać te wszystkie ograniczenia, z których zdrowy człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy. I chociaż mogłam malować przed oczami najwspanialsze krajobrazy to i tak natychmiast rodziła się we mnie tęsknota za tym, co zwyczajne: widokiem z okna, szarym niebem, twarzami najbliższych… To pragnienie ściskało mi serce, dlatego w książce rzeczywiście pojawiają się momenty, kiedy współczujemy Lilce.

Czy myśli Pani, że takie uczucie jak empatia jest jeszcze w dzisiejszym świecie możliwe, zwłaszcza wśród ludzi młodych?
Oczywiście, że tak! Jestem pewna, że pod tą lawiną nieprzyjemnych informacji, jakie spływają na nas każdego dnia wciąż można odnaleźć świat, w którym ludzie wiedzą czym jest miłość, dobroć i empatia.

Marta Korycka
Bardzo podoba mi się Pani imię. Jaką jego wersję lubi Pani najbardziej i dlaczego?
Moja rodzina i znajomi wiedzą, że nie przepadam za przesadnym zdrabnianiem imion, dlatego najczęstsze formy z jakimi się spotykam, to „Martyna” i „Martynka”. Wyjątkiem jest moja babcia, która od zawsze mówi do mnie „Martyniu”. I chociaż nie cierpię tego zdrobnienia, to muszę przyznać, że w jej ustach brzmi to niezwykle uroczo i nie wyobrażam sobie, żeby mogła nazywać mnie inaczej J

Nazwisko zobowiązuje. Kiedy zasiądzie Pani w Senacie?
Mam nadzieję, że nigdy J

Alka Pachut
Co uważa Pani za swój ósmy kolor tęczy?
Ósmy kolor tęczy to wszystko, czego nie widzą oczy, a dostrzega serce.

Czy postacie z Pani książek wzorowane są na bliskich Pani osobach?
Tworząc bohaterów w dużej mierze polegam tylko i wyłącznie na swojej wyobraźni. Ale zdarza się, że niektórym z nich przypisuję cechy bliskich mi osób. Przykładowo: kiedy pisałam o ojcu Lilki, wyobrażałam sobie swojego tatę. Myślałam o tym, jak bardzo mnie kocha i jak wiele jest w stanie dla mnie zrobić.

Agnieszka Kosińska
 Czy był taki moment w trakcie pisania tej książki, gdy zabrakło myśli i nie wiedziała Pani co dalej?
Myśli mi raczej nie brakowało, natomiast nie zawsze wiedziałam, jak ubrać je w słowa. Uwielbiam dopieszczać zdania, sprawiać, żeby jedno niemal niezauważalnie łączyło się z drugim, tak aby czytelnik mógł z przyjemnością przepływać przez kolejne akapity. Podczas pracy nad „Ósmym kolorem tęczy” niektóre fragmenty pisałam wielokrotnie: na kilka bądź kilkanaście sposobów, tylko po to, żeby znaleźć ten właściwy J

Kto lub co jest Pani siłą i motorem do działania?
Radość, jaką daje mi pisanie jest tak ogromna, że nie potrzebuję dodatkowej zachęty J To taki rodzaj pasji, która sprawia, że życie nabiera zupełnie innych barw, staje się pełniejsze, a człowiek jest po prostu szczęśliwszy.

Maria De
Czym dla Pani jest tęcza? Czy tak jak w przyrodzie jest oznaką nadziei ku lepszemu po burzy?
Tęcza jest dla mnie nie tylko symbolem nadziei, ale również wyrazem siły i determinacji, bo jej widok oznacza, że udało nam się przetrwać najgorsze. To coś w rodzaju nowego początku, punktu, w którym życie zmienia się na lepsze.

Skąd pomysł na taki tytuł? Czy właśnie rzeczony ósmy kolor tęczy to kolor jakim "patrzy" na świat bohaterka?
Chciałam, aby tytuł w pewien sposób przypominał, że pewne rzeczy i zjawiska pozostają niewidoczne dla oczu. Niektóre z nich możemy zobaczyć tylko sercem, niektóre musimy sobie wyobrazić, a w niektóre po prostu uwierzyć.

Daga Janik
Do jakiej postaci książkowej porównałabym Pani swój charakter ?
Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy czytałam „Dumę i uprzedzenie”, przemknęło mi przez myśl, że mam w sobie wiele cech głównej bohaterki. Podobnie jak Lizzy stawiam na szczerość, podchodzę z uśmiechem do życia, kocham piesze wędrówki i nigdy nie wyszłabym za mąż bez miłości.

Edyta Chmura
"Ósmy kolor tęczy" opowiada m.in. o pokonywaniu własnych granic - lęków i ograniczeń. Myślę, że dla każdego takie "przełamanie się" jest źródłem wielkiej satysfakcji. Czy Pani również ma za sobą jakąś przekroczoną granicę, gdy niemożliwe okazało się możliwe?
W moim przypadku dokonanie „niemożliwego” wiąże się z pisarstwem. Jak to często bywa, moja droga do wydania debiutanckiej powieści nie była usłana różami. Pojawiła się pierwsza odmowna odpowiedź, druga, trzecia, potem kolejna… Aż w końcu zaczęłam odnosić wrażenie, że to wszystko nie ma sensu, że nie jestem wystarczająco dobra… Ale mimo negatywnych myśli nie zmieniałam kierunku. Uparcie stałam na tej samej drodze i nieustannie szukałam w sobie siły, aby postawić kolejny krok naprzód. To była niezwykle trudna wędrówka, pełna zwątpień i ciągłej walki o swoje marzenia.  Wielokrotnie miałam ochotę się poddać, ale tego nie zrobiłam. Aż w końcu się udało. Po dziesięciu latach w końcu dotarłam do miejsca, w którym tak bardzo pragnęłam się znaleźć. Zrozumiałam wówczas, że każdego dnia trzeba pokonywać przeszkody, jakie stawia nam los i konsekwentnie iść w kierunku swoich marzeń. Bo one się same nie spełnią J

Czym jest dla Pani pisanie? Wyobraża sobie Pani swój dzień bez myślenia o fabule, spisywania ulotnych pomysłów czy wytrwałego klikania w klawiaturę?
Dla mnie pisanie to coś więcej niż zwykła pasja. To element, bez którego moje życie nie byłoby kompletne. Nie wyobrażam sobie dnia bez myślenia o fabule, bez żonglowania słowami i tworzenia kolejnych historii.

Izunia Raszka
Jakie niespodzianki szykuje Pani dla nas w najbliższym czasie? Bez zdradzania fabuły oczywiście.
Już w maju ukaże się moja kolejna powieść: „Zanim zgasną gwiazdy”. Nie ukrywam, że pisząc tę książkę całkowicie puściłam wodze fantazji, dlatego jestem ogromnie ciekawa, co na taką historię powiedzą czytelnicy J

Natalia Kapela
Trudniej napisać pierwszą książkę czy drugą?
W pełni zgadzam się z powiedzeniem, że praktyka czyni mistrza, jednak w pisarstwie stopień trudności nie zależy tylko i wyłącznie od tego, którą książkę z kolei się pisze. Bardzo ważnym (o ile nie decydującym) elementem jest problematyka, którą się porusza. Ósmy kolor tęczy” jest trzecią powieścią, jaką napisałam, ale wymagał ode mnie najwięcej pracy i wysiłku.

Ania Lebioda
Najpierw pisze Pani fabułę czy wymyśla tytuł ?
Pierwsza zawsze jest fabuła. Tytuł pojawia się dopiero później. Zależy mi, aby te trzy, cztery słowa nie tylko oddawały charakter książki, ale również skrywały w sobie pewną magię i tajemnicę.

Pani książka drogowskaz ?
Biblia.

Grażyna Wróbel
Jak wypełnia Pani swój wolny czas prócz pisania?
Jeśli akurat nie piszę, to najczęściej czytam, gram na gitarze, maluję albo spotykam się ze znajomymi.

Karolina Chalcarz
Jak przebiega Pani proces twórczy - czy jest jasno określony i wypunktowany, czy tez twórczo-chaotyczno-bezsenno-nocny?
Zdecydowanie lepiej oddaje go drugi z opisów J Proces twórczy przypomina żywy organizm. Wciąż się zmienia, ewoluuje, dojrzewa. Nie sposób zamknąć go w sztywnej formie i z góry wszystko zaplanować. Bywają chwile, kiedy wena ponosi mnie do tego stopnia, że zupełnie przestaję panować nad tym, co piszę. Ale nieprzewidywalność, to chyba element, który kocham najbardziej.

Justyna Ernest
Jak wspomina Pani swoje studenckie czasy?
Wspominam je niezwykle milo J To chyba jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Poznałam wówczas cudownych ludzi, przeżyłam z nimi mnóstwo niezapomnianych chwil i bardzo często wracam do nich myślami.

Kto jako pierwszy czyta napisane przez Panią książki?
MamaJ To mój pierwszy czytelnik, recenzent, krytyk i doradca. Bardzo podoba mi się to, że nigdy nie owija w bawełnę i zawsze dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami. To bardzo pomaga w dopracowywaniu książki zwłaszcza, że jako autor patrzę na opisywaną historię z zupełnie innej perspektywy.

Agnieszka Średnicka
Gdyby mogła Pani przeżyć jeszcze raz jeden dzień swojego życia to jaki byłby to dzień I dlaczego?
Pamiętam takie popołudnie, kiedy siedziałam z dziadkiem w pokoju, a on grał kolędy na dziecięcych organach. Śpiewaliśmy na całe gardło, a babcia złościła się, że słyszy nas całe osiedle J Przeżyłabym ten dzień jeszcze raz, bo to jedno z piękniejszych wspomnień związane z moim dziadkiem.

Ulubiona książka dzieciństwa to....
Każda, którą czytał mi tata.

Iwona Walkiewicz
Skąd Pani czerpie pomysły do napisania książki?
Inspiracją może stać się dosłownie wszystko: ludzie, których mijam na ulicy, własne przeżycia, opowieści znajomych, film, zasłyszana piosenka… Wszystko J

3 komentarze:

  1. Bardzo intrygujący wywiad, daje do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Martyno skladam hold :) Ludzie, ktorzy tak bardzo wgłebiaja sie w swiat innych żeby potem opisac ich zycie zasluguja na najwiekszy szacunek. Zycze wielu sprzedanych kopii, ja na pewno przeczytam Pani ksiazke!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.