niedziela, 26 marca 2017

Carpe diem - Diane Rose (NASZ PATRONAT MEDIALNY - PRZEDPREMIEROWO)

Zacznę nietypowo, bo od tego, że czekałam na wydanie tej książki naprawdę dobrych kilka(naście) miesięcy. Doskonale pamiętam dzień w którym Diana napisała do mnie i w tajemnicy zdradziła, że ma szansę wydać swoją pierwszą powieść. Kibicowałam jej w tym od samego początku, czytałam fragmenty, miałam zaszczyt doradzać w wyborze okładki i razem z Dianą przeżywałam cały proces wydawniczy. Może dlatego czuję się trochę jak matka chrzestna Carpe diem i nie pozostaje mi nic innego, jak serdecznie zaprosić Was na moją opinię na temat powieści, która od samego początku skradła moje serce. 

Rosalie Heart to młoda kobieta, której zostało jedynie 600 dni życia. Nasza bohaterka nie jest jednak typem osoby, który użala się nad sobą, a wręcz z sarkazmem i dystansem podchodzi do swojej choroby. Dziewczyna nie planuje dalekiej przyszłości, bo doskonale wie, że najpewniej jej nie doczeka. Jej chore serce jest przeszkodą, by mogła korzystać z życia tak jakby chciała, ale pewnego dnia na jej drodze pojawia się czarujący i przystojny lekarz o imieniu Daniel i... wszystko się zmienia. 

I żeby Was to nie zmyliło, bo Carpe Diem to nie jest przesłodzony romans z happy endem. Carpe diem to powieść z przesłaniem, pełna mądrych życiowych prawd oraz ukazująca, jak wielka i ważna jest siła miłości, braterstwa i przyjaźni. Autorka bardzo pięknie opisała nie tylko rodzące się między głównymi bohaterami uczucie, ale także relacją Rosalie z jej bratem Jamesem, który jest postacią bardzo pogodną, ma boskie poczucie humoru i cały czas wspierał naszą bohaterkę oraz motywował ją do działania. Ja przeżywałam wszystko co dzieło się w powieści, a pod koniec tak płakałam, że miałam ochotę zamordować Dianę za to co mi zrobiła. I dokładnie tak jej napisałam chwilę po tym, jak skończyłam czytać, a było to koło czwartej nad ranem, a ja z emocji nie mogłam zasnąć. To doskonały dowód na to, że ta historia żyła we mnie i nadal tak jest, bo w myślach układam sobie dalsze scenariusze i nawet pytałam Dianę czy planuje drugą część, ale napisała mi, że niestety nie. Takie jest jednak prawo autora i ja serdecznie gratuluję Dianie za to, że stworzyła tak niezwykłą i wciągającą powieść, która wywarła na mnie ogromnie wrażenie oraz wywołała we mnie cały wachlarz tych najlepszych emocji, jakie możemy przeżywać podczas czytania. 

Język i styl autorki jest naprawdę dobry, ale niczego innego się nie spodziewałam, bo czytam teksty Diany i wiem, że są one świetnie. Wyjaśnię, że Diana jest także (a może przede wszystkim) blogerką, a nasza znajomość zaczęła się właśnie w taki sposób. Ja ogromnie cenię sobie jej zdanie i fajnie było zamienić się miejscami, a to, że miałam przyjemność czytać książkę przedpremierowo i co więcej, napisać do niej rekomendację i objąć patronatem medialnym, to dla mnie największe wyróżnienie. 


Dodam jeszcze, że w Carpe diem najbardziej podobało mi się to, w jaki sposób Diana poruszyła problem walki z chorobą. Zrobiła to w sposób naprawdę budujący i pokazujący, że warto walczyć i wierzyć w to, że wszystko może się wydarzyć, zmienić, że może stać się cud, bo cuda naprawdę się zdarzają. I tego musimy się trzymać! 

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po debiutancką powieść Diane Rose, której premiera odbędzie się już 6 kwietnia.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Videograf. 

7 komentarzy:

  1. Kasiu, wspaniała recenzja :D Dziękuję i czekam na Morfa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mnie zaciekawiłaś tą książką teraz muszę czekać do kwietnia.
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  3. Początek opinii bardzo mnie zaciekawił do momentu kiedy dotarłam do słów "I żeby Was to nie zmyliło, bo Carpe Diem to nie jest przesłodzony romans z happy endem." Niestety jestem fanką szczęśliwych zakończeń i gdy takiego nie ma raczej po książkę nie sięgam, więc tą chyba sobie podaruję. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja lubię różnorodność, nie wszytko musi kończyć się słowami "długo i szczęśliwie", więc chętnie po nią sięgnę

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.