Sweet Cheeks. Zapach namiętności - K. Bromberg (PATRONAT MEDIALNY)

Sweet Cheeks. Zapach namiętności - K. Bromberg (PATRONAT MEDIALNY)




K. Bromberg podbiła serca polskich czytelniczek serią Driven, którą ja pokochałam całym sercem, w szczególności historię Coltona i Rylee, którym autorka poświęciła aż cztery tomy tej serii. Niecierpliwie czekałam na kolejną książkę, która ukaże się na naszym rynku wydawniczym i wreszcie, nareszcie się doczekałam. Zapraszam na recenzję „Sweet Cheeks. Zapach namiętności”. Czy i tym razem K. Bromberg dostarczyła mi wielu emocji? Pobudziła wyobraźnie i wzburzyła krew? Przekonajcie się sami.

„A co jeśli wielka miłość jest bardziej niezwykła i zaskakująca niż hollywoodzki scenariusz? I do tego smakuje jak słodka babeczka?”

Można by rzec, że Saylor zostawiła swojego narzeczonego prawie przed ołtarzem, gdyż zerwała zaręczyny wtedy, gdy przygotowania do ślubu były już dopięte na ostatni guzik. Po tym wszystkim kobieta rzuciła się w wir pracy i zaczęła spełniać swoje marzenia. Jednak po kilku miesiącach jej względny spokój został zaburzony w momencie, gdy otrzymała zaproszenie na ślub swojego byłego narzeczonego. Saylor pod wpływem emocji zdecydowała się na niego pójść, ale niestety nie miała na oku żadnego mężczyzny, który mógłby jej towarzyszyć. Wtedy to właśnie kolejny raz w jej życiu pojawił się Heyes Whitley, którego Saylor znała od lat i który dziesięć lat wcześniej złamał jej nastoletnie serce. Czy to mądry wybór, żeby ten seksowny gwiazdor Hollywood, był jej weselnym partnerem? Czy kobiecie uda się zapomnieć o przeszłości? Tego musicie się dowiedzieć sami.

„Stał się moim pierwszym zauroczeniem.
Później moją pierwszą miłością.
A potem... moim pierwszym zawodem miłosnym.” 

No i cóż mogę napisać o tej książce? Oczywiście tylko to, że to kolejna powieść K. Bromberg, która jest po prostu świetna, która wchłonęła mnie w głąb fabuły, w której zafascynowali mnie bohaterowie i która mogłaby się w ogóle nie kończyć. No ale właśnie takie są książki taj autorki, nie można się od nich oderwać, a historie miłosne, które opisuje na kartach swoich powieści, są piękne, zmysłowe, zabawne, ale i także momentami wzruszające. Znajduję w nich zawsze wszystko to, co powinien zawierać każdy romans, czyli świetną fabułę, genialnych bohaterów oraz ich radości, rozterki i troski. Zadziwiające jest, to, że autorka za każdym razem opisuje wszystko niezwykle subtelnie, z wyczuciem oraz smakiem, dzięki temu moje każde spotkanie z jej twórczością, jest niczym niezwykła podróż do świata pełnego uczuć i emocji. „Sweet Cheeks. Zapach namiętności” to powieść, w której znajdziecie miłość, przyjaźń, ogromne przyciąganie, namiętność, no i oczywiście ogniste pożądanie.

„Bo miłość jest jak magia. Możemy się zastanawiać nad tym, jak i kiedy do niej dochodzi, dlaczego przewraca nasz świat do góry nogami i jak mogliśmy bez niej żyć, gdy już nam się przytrafi. Ale to nie oznacza, że uzyskamy jakiekolwiek odpowiedzi.” 

K. Bromberg jest dla mnie mistrzynią w kreowaniu bohaterów. Zawsze udaje jej się stworzyć postacie, które są niby zwyczajne, ale jednak wyjątkowe. Bardzo łatwo jest się z nimi utożsamić, bo to osoby takie jak my, które mimo sukcesów, dóbr materialnych, czy sławy, są normalni, nieprzerysowani, którym życie nie raz daje w kość. Mają swoje wady, zalety i niejednokrotnie na swoich barkach dźwigają wiele problemów i trosk. Dzięki temu naprawdę stają się nam niewyobrażalnie bliscy, niczym przyjaciele i martwimy się o ich los. To także dlatego męska część bohaterów stworzonych przez K. Bromberg jest obiektem westchnień wielu czytelniczek, sama jestem jedną z nich ;). Muszę przyznać, że Heyes od razu zaskarbił sobie moją sympatię, to taki typ mężczyzny, o którym marzą i śnią kobiety, do tego inteligentny i niezwykle przystojny. Za to Saylor to kobieta, niezwykle silna, która nawet przeciwności losu potrafiła wykorzystać na swoją korzyść. Polubiłam Saylor, polubiłam Heyesa i z ogromną przyjemnością śledziłam ich historię.

Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo spodobała się mi w tej historii. Mianowicie chodzi mi o to, że nic w tej książce nie dostajemy na tacy, autorka umiarkowanie serwuje nam informacje i powoli odkrywa wszystkie karty. Jest to dla mnie ogromnym plusem, bo nienawidzę, gdy już na samym początku książki znajduję większą część informacji.

Polecam Wam tę powieść z całego serca, bo ja w tej historii się zakochałam. Więc jeżeli lubicie twórczość K. Bromberg, jeżeli lubicie świetne napisane romanse i jeżeli lubicie dobrą czytelniczą ucztę, to koniecznie musicie poznać tę historię. Może Was zaskoczę, a może nie, ale to nie tylko opowieść o miłości, to także historia o tym, jak w życiu każdego człowieka ważne są marzenia i jak ważna jest ich realizacja. A i jeszcze jedno… nigdy nie martwcie się tym, co ludzie powiedzą ;)

Ta historia jest niczym słodka babeczka, ale nie bójcie się, o skok cukru we krwi Wam nie grozi. Autorka o to zadbała i dorzuciła do tej opowieści garść goryczy, która wprowadziła w fabułę idealną równowagę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.


Jedno z nas kłamie - Karen M. McManus

Jedno z nas kłamie - Karen M. McManus


Na książkę "Jedno z nas kłamie" natknęłam się przy okazji robienia zapowiedzi i mając w pamięci bardzo dobrą powieść od tego wydawnictwa, czyli "13 minut" postanowiłam, że wezmę ją do recenzji, bo z opisu przypominała właśnie wyżej wymienioną lekturę. Jesteście ciekawi, czy kolejna pozycja tego wydawnictwa mnie do siebie przekonała? Od razu tak tylko szybko nadmienię, że tytuł jest dla mnie mocno intrygujący a okładka książki mistrzowsko pasuje do tej historii. A no i jeszcze tak wspomnę, że podobno prawa filmowe zostały wykupione, więc warto teraz się zaczaić na tę pozycję ;) No! A teraz  zapraszam na recenzje.

W zwykłym jakby się wydawało liceum Bayview, 5 uczniów zostaje zatrzymanych po lekcjach w "kozie", aby poddać się karze za trzymanie telefonów na lekcji. Każdy z innej bajki, ale łączy ich jedna wspólna chwila. Zbrodnia. Jeden trup - 4 uczniów na których spada wina. Kto zabił? Komu wierzyć? Przekonacie się sami sięgając po "Jedno z nas kłamie"

Moim zdanie to bardzo ciekawa książka, która na początku zaczyna się jak zwykła młodzieżówka. Jednak miała ona w sobie coś więcej, taką obietnice naprawdę dobrej intrygi, która miała się dopiero rozpocząć. Nie powiem, to co autorka wymyśliła, było bardzo ciekawe, a ta intryga bardzo przypasowała mojemu czytelniczemu sercu. Książkę czytało się bardzo szybko, dzięki czterem spojrzeniom na całą tę sytuację. Każda z postaci wnosiła coś nowego do śledztwa, a ja prowadziłam je razem z policjantami. Nie mówię już o tym, że każda z postaci czyli Bronwyn (idealna "pani Perfekcja"), Addy (słodziutka i głupiutka dziewczyneczka), Nate (diler i po prostu typowy "badass") oraz Cooper (który równie dobrze mógłby być sportowym przykładem dla każdego z nas) byli inni, po prostu na pierwszy rzut oka, nie pasowali do popełnionej zbrodni, ale wraz z poznawaniem fabuły, nie byłam już tego taka pewna. Co muszę od razu powiedzieć, to, to, że jeśli dobrze się wczytacie w tę książkę, to już na samym dosłownie początku możecie wyczytać, kto tak naprawdę popełnił tę zbrodnię. I wiecie co? Właśnie gdybym słuchała tych podszeptów i nie zmieniała swojego myślenia, to już dawno miałabym rozwiązaną zagadkę! Ale to nic, i tak świetnie się bawiłam!

Jestem bardzo ciekawa ekranizacji książki i tego, którzy aktorzy zostali dobrani do ról. Ponieważ miałam wrażenie, że postacie Bronwyn jak i Coopera były bardzo spłycone, przez co nie za bardzo ich poznałam i nie przekonałam się do nich. Były dobre, ale uważam, że autorka trochę je skrzywdziła takim spłycaniem ich historii. Dlatego mam małe życzenie, aby w ekranizacji książki w te postacie wcieliły się naprawdę charyzmatyczne postacie, które nadadzą im głębi.

Polecam tę książkę i uważam, że spodoba się ona młodszym i starszym czytelnikom. Ode mnie tylko taka notka, abyście naprawdę dobrze się wczytali, bo rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki!

Dziękuję za przeczytanie wydawnictwu Prószyński

Przyciąganie - Elżbieta Rodzeń (PRZEDPREMIEROWO, PATRONAT MEDIALNY)

Przyciąganie - Elżbieta Rodzeń (PRZEDPREMIEROWO, PATRONAT MEDIALNY)

Pamiętam jak dziś, co się ze mną działo, gdy czytałam „Dziewczynę o kruchym sercu” Elżbiety Rodzeń. Było to wtedy moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej książce i nie byłam przygotowana na cały ten ładunek emocjonalny, który w niej znalazłam. To właśnie wtedy Elżbieta Rodzeń zawładnęła moim czytelniczym sercem i wiedziałam, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Dziś zapraszam Was na recenzję jej najnowszej powieści, która swą premierę będzie miała 16 kwietnia, a mój blog objął ją patronatem medialnym.

Nadia zmuszona jest zacząć wszystko od nowa. Ucieka od życia i mężczyzny, który miał być jej całym światem. Z silnej kobiety zmienia się w osobę, która ze strachem ogląda się za siebie. Gdy otrzymuje propozycję pracy, jako osobista pielęgniarka niepełnosprawnego Garretta, ma nadzieję, że wreszcie odzyska spokój i będzie bezpieczna. Jednak Garrett młody i przystojny prawnik nie jest zadowolony, że ktoś ma go niańczyć i przeszkadzać mu w jego dość ekstremalnym stylu życia, więc postanawia jak najszybciej pozbyć się Nadii ze swojego domu. Tylko czy będzie to takie proste? O tym przekonajcie się sami.

W recenzji, którejś z powieści Elżbiety Rodzeń napisałam, że warto zapamiętać to nazwisko, bo to autorka, która wyda jeszcze wiele pięknych powieści. Nie pomyliłam się, bo naprawdę za każdym razem dostaję historię, która dostarcza mi mnóstwa emocji, radości i wzruszeń. Każda jej powieść nie jest zwykłą opowiastką, bo autorka przemyca w treści wiele ważnych spraw i porusza trudne i bolesne tematy. Tym razem skupiła się na niepełnosprawności i uświadomiła mi, że nie jest to żadną karą, czy wyrokiem, bo nawet poruszając się na wózku inwalidzkim, można spełniać marzenia i przekraczać granice. Można normalnie żyć, pracować, cieszyć się życiem i przede wszystkim kochać i być kochanym. Jednak nie tylko na tym skupiła się autorka, bo został także poruszony temat przemocy domowej oraz przemocy na tle seksualnym, czyli coś, co niestety dzieje się w niejednym domu za zamkniętymi drzwiami. Oczywiście głównym wątkiem jest rodzące się pomiędzy bohaterami uczucie najpierw przyjaźń, która z czasem zmienia się w miłość. Autorka w bardzo piękny sposób opisała ich relację, ich postrzeganie siebie nawzajem oraz uczucia kłębiące się w ich sercach. To taka historia, o której się nie zapomina, i która długo zostaje z czytelnikiem. W sumie Elżbieta Rodzeń to jedna z nielicznych autorek, której książki zapadają mi w pamięci, pamiętam ich fabułę oraz zakończenie. To naprawdę sztuka tak wbić mi się w głowę i moje myśli, przy tak dużej ilości książek, które czytam. Myślę, że to zasługa tego, że Ela w każdą swoją powieść wkłada całe serce i kocha to, co robi, po prostu dba o każdego czytelnika.

Oczywiście bohaterowie zostali wykreowani świetnie. Nadia to taka dziewczyna, którą polubiłam już na samym początku. Miła, serdeczna, zagubiona, chcąca od życia tylko stabilizacji, bezpieczeństwa i spokoju. Jeżeli chodzi o Garretta to nie od razu obdarzyłam go sympatią, na początku wydał mi się totalnym dupkiem, ale bardzo szybko zmieniłam o nim zdanie, bo arogancja i niezbyt miłe zachowanie względem Nadii, było tylko maską, pod którą skrywał się człowiek dotknięty przez los, który nosił w sercu ogromną tajemnicę. Oboje dotknięci przez los, tak różni, a jednak tacy sami.

„Nie miałam pojęcia, co mnie czekało, ale wiedziałam jedno. Przyciąganie między nami było tak silne, że nie mogłam go zignorować. Pragnęłam poddać się tej miażdżącej sile i przekonać na własnej skórze, jak to jest być z tym mężczyzną. Nie myślałam już o żadnych kosztach, które miałabym za to ponieść. Po prostu musiałam znaleźć się w jego ramionach.”

"Przyciąganie", to kolejna powieść Elżbiety Rodzeń, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Autorka przyzwyczaiła mnie do tego, że jej książki przepełnione są całą paletą emocji, które chwytają za serce, za dusze, a problemy bohaterów stają się moimi problemami i wraz z nimi toczę walkę o nową i lepszą przyszłość. "Przyciąganie" to historia, jakiej nie powstydziłoby się napisać prawdziwe życie. To opowieść prawdziwa do bólu, emocjonująca, skłaniająca do refleksji, ale także dająca nadzieję na lepsze jutro. To piękna powieść o miłości, przyjaźni, o błędnych decyzjach i ich konsekwencjach, o trudnych wyborach i o nadziei, która zawsze umiera ostatnia. Polecam Wam ją z czystym sumieniem, bo Elżbieta Rodzeń, to jedna z najlepszych autorek, której twórczość do tej pory poznałam. Zatraciłam się w tej historii i mam nadzieję, że z Wami będzie podobnie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Trudne światło - Thomas Gonazlez

Trudne światło - Thomas Gonazlez

„Nieszczęście jest jak wiatr. Zjawia się w sposób naturalny i nieprzewidziany. Wystarczy chwila, by podmuch połamał gałęzie drzew, ale nie jest w stanie wyrwać ich z korzeniami. Ta metafora doskonale oddaje życie Davida.

David, uznany malarz, w swoim domu w Kolumbii wraca do chwil, które wszystko zmieniły. Wypadek Jacobo. Podróż do kliniki w Portland. Ostatnie dni z Sarą.
Jaki będzie jego ostatni obraz: czarno-biały czy jednak pełen barw?”

Czasami trafiamy na swojej drodze na książki, które w sercu zostawiają ślad i o których ciężko zapomnieć. Dla mnie taką książką okazało się „Trudne światło” Tomasa Gonzaleza. Powieść, którą wzięłam zupełnie w ciemno, nie znając autora, sugerując się tylko i wyłącznie dość tajemniczym opisem. Przepadłam w tej historii już na samym początku, a im dalej czytałam, tym bardziej byłam wzruszona, a moje serce krwawiło z bólu. Głównym bohaterem i narratorem książki jest David, malarz, który opowiada nam historię swojego życia. Wspomina swoją żonę Sarę, która była miłością jego życia, ale przede wszystkim opowiada o wypadku swojego syna Jacobo. Nie mogę Wam niestety nic  więcej zdradzić, ale uwierzcie mi na słowo, że dawno nie czytałam tak pięknej i chwytającej za serce prozy. Podczas czytania wiele razy czułam się, jakbym została wrzucona w emocjonalny wir, który szalał w moim sercu, w mojej duszy i w głowie. Książka jest krótka, bo ma zaledwie dwieście stron, ale autor zawarł w niej wszystko, to co najważniejsze i otulił to ogromnym ładunkiem emocjonalnym, który na całe szczęście całkowicie mnie nie przytłoczył. 


„Smutek jest czymś nieruchomym: jest płynny, zmienny, a jego płomienie, bardziej niebieskie niż pomarańczowe i czerwone, czasem przeraźliwie bladozielone, torturują człowieka raz z jednej strony wewnątrz ciała, raz z drugiej, czasem palą całe wnętrze, i to tak mocno, że zaczynasz krzyczeć w milczeniu jak na sławnym obrazie Muncha, gdzie człowiek stojący na moście wydaje z siebie krzyk.”

Trudne światło to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam w tym roku. To przepiękna historia o najpiękniejszym uczuciu jakim jest miłość, o bólu, o stracie i o przyjaźni. Sztuką jest pisać tak pięknie, jak Tomas Gonzalez, tak zachwycać i wkradać się do czytelniczych serc. Ja przepadłam w tej historii i myślę, że z Wam będzie podobnie.
To genialna nowość wydawnictwa Znak. 

Gorąco polecam!
Misja Wywiad z Sylwią Trojanowską

Misja Wywiad z Sylwią Trojanowską

Zapraszamy Was na Misję Wywiad z Sylwią Trojanowską.



„Serdecznie dziękuję za zadane pytania! Przyznam, że niektóre zmusiły mnie do głębokiego zastanowienia się nad odpowiedzią. Trudno mi było wyróżnić jedno z pytań, dlatego zrobiłam losowanie. „A gdyby tak…” trafia do EP EP. Pozdrawiam Was ciepło! Wasza Sylwia”

Sylwia Waligóra
1. Zadam bardziej osobiste pytanie: nosimy takie same imiona, ale ja swojego nie lubię, nie podoba mi się, nie akceptuję go w odniesieniu do własnej osoby. Jak to wygląda w Pani przypadku?
Szczerze mówiąc, bardzo lubię swoje imię, choć jako mała dziewczynka żałowałam, że nie nazywam się Klaudia, Karina lub Kinga. Jakoś imiona na literę „K” bardziej mi odpowiadały. 

Sylwio, nasze imię jest piękne, symbolizuje silne kobiety, mocno związane z naturą. 
Pozdrawiam Ciebie ciepło!

Hanna Artychowska
1. Kiedy jest brak pomysłu co dalej u bohaterów pisanej książki albo po prostu, zwyczajnie po ludzku, brak chęci do pracy/pisania (a każdy takie dni ma! nawet jeśli lubi to co robi) czym wypełnia Pani wtedy czas?

Czasami jestem bardzo zmęczona i brakuje mi sił na pisanie. Zdarza się. Wówczas oddaję się innym czynnościom: czytaniu, oglądaniu filmu, ćwiczeniom fizycznym, a przede wszystkim rozmowie z kimś bliskim.

Sylwia Szczepańska
1.W literaturze obyczajowej czuje się Pani jak ryba w wodzie. Czy jest może inny gatunek z którym chciałaby się Pani zmierzyć? Albo może jakiś szczególny nurt, a którym chciałaby Pani spróbować swoich sił? A jeśli tak, to jaki i dlaczego, i dlaczego jeszcze nie....?

Moja pierwsza powieść, nieopublikowana jeszcze, to powieść fantasy dla młodzieży młodszej. Bardzo lubię ten gatunek i wierzę, że „Tajemnice Krainy Lunitów” ujrzą kiedyś światło dzienne.

Ewelina Łukawska
1. Gdyby ktoś dał Pani propozycję zekranizowania jednej z Pani książek zgodziłaby się Pani? 2. Ma Pani jakiś ulubionych aktorów, których chciałaby Pani mieć w obsadzie?

Ekranizacja. Który autor o tym nie marzy ;) Byłoby cudnie! Nie zastanawiałam się nad obsadą, ale moje Czytelniczki robiły to już kilkakrotnie. Przyznam, że bawiłam się przy tym wybornie!

EP EP
1. Pani Sylwio. Proszę powiedzieć skąd pomysł by zostać pisarką,
bo z tego co kojarzę dotychczas życie zawodowe toczyło się innym torem?

Moje obecne życie toczy się dwutorowo. Z jednej strony jestem trenerem biznesu oraz coachem, a z drugiej autorką powieści obyczajowych i sztuk teatralnych. Jak na razie udaje mi się połączyć obydwie aktywności dość dobrze. A co najważniejsze, z obydwu czerpię mnóstwo dobrej energii.

Joanna Wiewióra
1. Czytając Pani książki, czytelnik przenosi się w świat bohaterów. Czy te historie, które są opisane w książkach to pisze Pani trochę na podstawie świata rzeczywistego czy raczej stara się Pani je ubarwiać?

Niektóre wątki w moich powieściach są inspirowane sytuacjami, które zaobserwowałam lub o których gdzieś usłyszałam. Wprowadzając je na karty powieści zmieniam je, ubarwiam lub tych barw pozbawiam. Wszystko zależy od okoliczności.

Maria Skibińska
1. Gdyby mogła się Pani przenieść w dowolne miejsce na świecie to dokąd? A może właśnie nie?

Uwielbiam Szczecin, ale gdybym miała się gdzieś przenieść, chciałabym przede wszystkim, żeby było tam odrobinę cieplej. Lato w Szczecinie, zima w Australii, południowej Italii, Fuertaventurze.

Magdalena Chęcińska 
1. Piszesz bo...?

Przynosi mi to dużo pozytywnych emocji.

2.Czy czyta Pani swoje książki, tak papierowo?

Nie. Nie przeczytałam żadnej z mojej książek po otrzymaniu egzemplarza papierowego. Czytam jedynie fragmenty na spotkaniach autorskich.

Agnieszka Ewelina Rowka
1. Skąd wziął się pomysł na napisanie trylogii historii Kasi Laski?

Powiedziałabym, że z życia. Pracowałam kiedyś przy projekcie zmiany stylu życia osób otyłych i swoje obserwacje przelałam po prostu na papier.

Ewa Recka
1. Czy chciałabyś aby ta powieść została zekranizowana?

Ekranizacja. Który autor o tym nie marzy ;) Byłoby cudnie! Nie zastanawiałam się nad obsadą, ale moje Czytelniczki robiły to już kilkakrotnie. Przyznam, że bawiłam się przy tym wybornie!

Daria Skiba
1.A gdyby tak... nie pisać, to co? :)

Cieszyć się życiem! Pisanie to nie wyrok, lecz potrzeba serca. Jeśli przestanę czerpać z tego radość, jestem pewna, że pojawi się na mojej drodze coś nowego, co napełni moje serce emocjami i dobrą energią.

Dorota Zaborska
1.W jaki sposób/słowami zachęci, przekona Pani czytelnika, którzy nie znają Pani twórczości, nie czytali żadnej książki do sięgnięcia po nią? I czy takiej osobie poleci Pani książkę wyjątkową, taką, która powinna być przeczytana jako pierwsza?

Jeśli lubisz czytać książki o poszukiwaniu szczęścia, o dążeniu do tego, by stawać się szczęśliwszą, to z całego serca polecam Tobie moje powieści. To nie są lukrowane historie, lecz takie z życia wzięte, które oprócz przyjemnej rozrywki zapewnią Tobie możliwość przemyślenia życiowych spraw I wyborów oraz swoich priorytetów.
Bądź przy mnie zawsze - Agata Przybyłek

Bądź przy mnie zawsze - Agata Przybyłek

Jeżeli śledzicie naszego bloga, to wiecie, że bardzo lubię twórczość Agaty Przybyłek. W swojej biblioteczce mam wszystkie jej książki, choć przyznaję się bez bicia, że mam trochę zaległości i nie każdą z nich jeszcze przeczytałam. Na szczęście sukcesywnie je nadrabiam i dziś zapraszam Was do lektury recenzji „Bądź przy mnie zawsze”.

„Laura, świeżo upieczona absolwentka psychologii, poznaje chłopaka ze wsi. Alek prowadzi odziedziczone po rodzicach gospodarstwo rolne. Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wzajemna sympatia bardzo szybko przeradza się w głębsze uczucie. Ona, zdolna i ambitna, ma przed sobą wyjazd na zagraniczny doktorat. On, prostolinijny i wielkoduszny, nie zamierza zostawić spuścizny po nieżyjących rodzicach. Czy łączące ich uczucie będzie w stanie przetrwać rozłąkę?

Róża, urocza starsza pani, po latach emigracji powraca do ojczyzny. Z braku innej możliwości zatrzymuje się w domu u nieznajomej rodziny. Chociaż Róża nie znajduje porozumienia z właścicielką, jej wielką sympatię zyskuje nastoletni syn kobiety. Rodząca się między nimi nić porozumienia sprawia, że staruszka postanawia pierwszy raz w życiu opowiedzieć komuś swoją historię. Jest to opowieść o stracie, bólu i cierpieniu, ale także o ponadczasowej miłości przezwyciężającej nawet śmierć.

Jak splotą się te dwie historie? Czy to, co zdarzyło się kiedyś, może w jakikolwiek sposób wpłynąć na gnającą do przodu przyszłość?”

„Bądź przy mnie zawsze” to kolejna książka Agaty Przybyłek, która mnie nie zawiodła. Powieść ta sporo czasu przeleżała na mojej półce, ale jak wiecie, moja recenzyjna kolejka nie ma końca. Teraz troszkę żałuję, że tak długo zwlekałam z lekturą tej powieści, bo to piękna historia, o miłości, o trudnych wyborach, o bólu i stracie. Autorka uświadomiła mi także, jak wielką siłę ma wybaczanie. To opowieść, w której historia z przeszłości miesza się z tą z teraźniejszości, w której miłość ma ogromną moc i pokazuje, że jest w stanie przezwyciężyć nawet śmierć. To, co spodobało mi się w tej książce najbardziej, to to jak autorka ukazała rodzące się uczucie między Laurą i Alkiem, którzy swoją wspólną przygodę rozpoczęli od przyjaźni, od miłych spotkań, od wspólnych spacerów i randek, takich normalnych bez zbędnego blichtru. Było to niezwykle naturalne i prawdziwe, że aż sama zapragnęłam cofnąć się w czasie, by znów stać się młodą dziewczyną, która spotyka swoją pierwszą i tą jedyną miłość. Takiej książki było mi trzeba, by zobaczyć prawdziwie oblicze miłości, tak silnej, że nie bała się miesięcy rozłąki, która potrafiła przetrwać najgorszy sztorm i dla której nie liczył się status społeczny. Naprawdę przepadłam w tej powieści i myślę, że z Wami będzie podobnie.

"Są takie miłości, z których nie da się wyleczyć. Co więcej, nie ma nawet sensu próbować." 

Agata Przybyłek przyzwyczaiła mnie do książek lekkich, pełnych humoru, ale także traktujących o rzeczach ważnych i życiowych. „Bądź przy mnie zawsze” to książka troszkę inna, bo choć i w niej pojawia się humor, to nie jest on na pierwszym miejscu. W moim odczuciu to powieść bardziej dojrzała i przede wszystkim bardzo wartościowa. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to każdemu z nich autorka poświęciła wiele czasu i uwagi. Każdy z nich był bardzo wyrazisty i charakterystyczny. Bardzo polubiłam postać Alka, chłopaka prostolinijnego, którego serce było ze szczerego złota. Sympatią obdarzyłam także panią Różę, kobietę, która przed śmiercią postanowiła pożegnać się z miejscem bliskim jej sercu. Wspomnę jeszcze o Konradzie młodym chłopku, który mimo okropnego losu, jaki zgotowali mu rodzice, był wspaniałym nastolatkiem z ogromnym talentem. 

Polecam Wam tę powieść i jestem pewna, że miło spędzicie przy niej czas. To książka bardzo wartościowa, która ukazuje siłę prawdziwej miłości, bawi oraz wzrusza. Zaskoczyła mnie autorka zakończeniem, które było inne, ale niezwykłe ciekawe.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Misja wywiad z Justyną Chrobak

Misja wywiad z Justyną Chrobak

Przed Wami kolejna Misja wywiad, tym razem mieliście okazję przepytać autorkę "Córki lasu" Justynę Chrobak. Autorką pytań, które najbardziej spodobały się pani Justynie, jest Aneta Ciurkot. Aneta zdobywa "Córkę lasu", gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.
Zapraszam na wywiad.

Dorota Zaborska

1.W snach bohaterkę powieści nawiedza nieznajomy, którego pewnego razu spotyka w realu - deja vu. Czy pamięta Pani taki sen, w którym widziała zdarzenie, które później przeżyła?

Nie pamiętam, żebym miała sen, który potem stał się rzeczywistością. Ale faktycznie deja vu jest mi bardzo znane i raz za czas mam takie właśnie momenty, że jestem pewna, że dana sytuacja miała miejsce... Może o tym śniłam ale tego nie pamiętam... no bo inaczej jak to można wytłumaczyć :) ?

2. Okładka książki jest cudna, ja się w niej zakochałam. A czy Pani jest nią zauroczona, czy coś by zmieniła?

Z okładką wiąże się dość ciekawa historia. Zakochałam się w całej sesji zdjęciowej wykonanej przez moją siostrę - najlepszą panią foto :) - zdjęcie oryginalne, które posłużyło za okładkę jest cudne. Okładka to efekt pracy grafika, który ja zaakceptowałam. Nie do końca tak miało być, stało się to w sumie przez moje niedopatrzenie... czy też niedogadanie w mailowej korespondencji z grafikiem. Wolałabym, żeby zdjęcie było nie rozmyte, tylko ostre. Ale, że jest takie z mojej winy to i tak okładkę kocham :D


Anna Bednarek Zawisza

1. Czy jest książka, którą zaczęła Pani czytać i nigdy jej nie skończyła?


Było ich trochę... niektórych nie doczytałam ponieważ były nudne i nawet ich nie pamiętam, ale są też takie, które zaczęłam i ciągle czekają na półeczce do przeczytania ;) A stosik na tej półce jest dość duży :)

2. Co wywołuje u Pani uśmiech na twarzy?

Mój syn, mój mężczyzna i mój pies :) 


Ewa Recka 

1. W jakim otoczeniu przyrody :gór, jezior czy morza czuje się pani bardziej zrelaksowana? 

Urlop jak najbardziej mogę spędzić nad morzem lub jeziorkiem, ale na co dzień nie wyobrażam sobie mieszkać gdzieś gdzie nie otaczałyby mnie góry, jak teraz :)

2. Jest Pani typem człowieka, który lubi wzrost adrenaliny we krwi, czy przeciwnie?

Można powiedzieć, że lubię skok adrenaliny, ale jeżeli atrakcja, która to powoduje jest bezpieczna :D z natury jestem strachliwa i do rzeczy skrajnie ekstremalnych mnie raczej nie ciągnie.


Agnieszka Ewelina Rowka

1. Jaki gatunek literacki byłby najtrudniejszy, Pani zdaniem do napisania i czy podjęłaby się Pani takiego zadania gdyby padła taka propozycja?


Jakby ktoś wyznaczył mi jakieś zadanie i postawił konkretne powody, dla których powinnam się go podjąć pewnie i bym spróbowała napisać coś trudnego. A co by to mogło być? Poezja... Dla mnie abstrakcja :)

2. Idealne miejsce do twórczości to...? 

Nie przywiązuję wagi do tego gdzie piszę. Musi być wygodnie :)


EP EP 

1. Czy już jako mała dziewczynka postanowiła Pani, że wyda Pani kiedyś książkę?


Nie. Jako mała dziewczynka zaczęłam pisać pamiętniki, nawet jako nastolatka nie chciałam tego porzucić i dalej przelewałam swoje smutki i radości na kartki papieru. Pomysł na książkę zrodził się nagle, sam z siebie. I jakoś tak się potoczyło :)

2. Czy musi się Pani jakoś szczególnie mobilizować do pisania, np wyznaczając sobie jakieś godziny, czy pisze Pani kiedy nadchodzi wena?

Nigdy nie byłam zbytnio systematyczna. Potrafiłam do czegoś przysiąść i wtopić się w pisanie a potem mieć długą przerwę. Obecnie tyle się rzeczy dzieje, że całkowicie nie mam czasu na to by pisać dalej. I chyba nadchodzi czas gdy będę musiała sobie narzucić jakąś regularność i minimum normy do wyrobienia bo czas leci strasznie szybko :) 


Iwona Malinowska

 Pani Justyno, co zainspirowało panią do napisania "Córki lasu" ?

Uwielbiam fantasy i taką bardziej kobiecą, lekką fantastykę z rozbudowanymi wątkami romantycznymi. Często czytając inne książki denerwowałam się gdy historia wpadała na inne tory niż sama bym tego chciała. Zapragnęłam stworzyć swój świat, ze swoją własną wymyślona fabułą. Tak też zrobiłam, a teraz historia pisze się dalej.


Joanna Wiewióra 

1. Ile czasu zajęło Pani napisanie ,,Córka lasu"?


To były ponad trzy lata. Ale z bardzo dużymi przerwami. Pisania samego w sobie było tam pewnie kilka miesięcy gdzie aktywniej pracowałam nad książką.

2. Jakie to uczucie jak się wydaje książkę i trzyma się ja już w rękach?

Jak dla mnie cudowne. Jest duma, radość, ekscytacja i niepokój. U mnie wszystko jest zwielokrotnione, gdyż włożyłam w samo wydanie Córki lasu masę pracy i energii.


Aneta Ciurkot 

1. Czy pisząc nową powieść zaczyna Pani od tytułu czy od fabuły?


Tytuł zazwyczaj pojawia się na końcu. Przy moim debiucie sama wymyśliłam tytuł " Miłość w sieciówce" to wydawnictwo zmieniło nazwę na bardziej... komercyjną?

2. Gdyby miała się Pani zmienić w leśne zwierzę lub drzewo cóż by to było i dlaczego akurat to?

Hmmm... Tyle jest fajnych zwierzaków, że aż ciężko wybrać. Ale w pierwszej kolejności pomyślałam o niedźwiedziu czy innym misiu :) A dlaczego? Mogą dużo jeść i są super futrzaste :)
Miłość w kolorze bieli - Magdalena Trubowicz

Miłość w kolorze bieli - Magdalena Trubowicz

Uwielbiam twórczość Magdaleny Trubowicz i każdą z jej książek mogę brać w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę. To autorka, która pisze w niezwykłą lekkością, a jej książki pochłania się na jednym wdechu. Zapraszam na recenzję „Miłości w kolorze bieli”.

„Dla kogo zabiją dzwony kościelne?

Salon sukien ślubnych „Embarras” to miejsce jedyne w swoim rodzaju. To właśnie tutaj przeplatają się radości i smutki przyszłych panien młodych, co przyprawia o niejeden ból głowy jego właścicielki: Laurę, Elę i Kaję, które prowadzą rodzinny biznes.

Do salonu przychodzi właścicielka biura matrymonialnego „Kupidyn w spódnicy”, Wanda, w towarzystwie Barbary – narzeczonej swojego byłego męża. Mają wspólnie wybrać suknię dla Barbary, która szykuje się do ślubu. Sprawa może wydawać się dziwna, ale tylko na pierwszy rzut oka, „Embarras” gości bowiem tylko osobliwych klientów. Oprócz nich, w pobliżu uroczych bohaterek kręcą się różni, szczerze zainteresowani nimi kawalerowie."

„Miłość w kolorze bieli” to drugi tom cyklu Kupidyn w spódnicy”, ale bez obaw możecie czytać go osobno, gdyż dotyczy on innych bohaterów. Tym razem poznajemy trzy kobiety, które prowadzą  rodzinny biznes, czyli salon sukien ślubnych „Embarras”. Przyznam się Wam szczerze, że na samym początku myślałam, że to dalsze losy Wandy z poprzedniej części tego cyklu, ale te dwie książki łączy jedynie wątek Wandy i Barbary, które pojawiają się w salonie. Ale wracając do naszych bohaterek, Laura matka Elżbiety, a babcia Kai, chce oddać salon w ręce młodszych kobiet, ale cały czas towarzyszy jej strach. Kobieta obawia się, że podejmując ten krok, skaże się na samotność, ale także nie wyobraża sobie życia bez kontroli nad rodzinnym biznesem oraz nad córką i wnuczką. Elżbieta to samotna matka dorosłej już Kai, to kobieta dość zwariowana, która stale poszukuje miłości. Najmłodsza z pań, czyli Kaja ma niezwykły talent, a projekty jej sukien ślubnych zachwycają niejedną klientkę. Kobiety dostarczyły mi wiele rozrywki i według mnie to po prostu tercet doskonały.

Jak można się było spodziewać Magdalena Trubowicz kolejny raz mnie nie zawiodła i stworzyła świetną komedię romantyczną, która zapewniła mi godziny świetnej rozrywki. Naprawdę nie raz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem, ale to nic dziwnego, bo Magda świetnie odnajduje się w  komedii, choć nie tylko, bo na swoim koncie ma także powieści obyczajowe, które również Wam polecam. Nie ukrywam, że na początku delikatnie się rozczarowałam tym, że to nie kontynuacja przygód Wandy, ale suma summarum uważam, że jednak tak było lepiej, bo dostałam historię świeżą, zabawną i z genialnymi bohaterkami.

„Miłość w kolorze bieli” to ciekawa i zabawna powieść o miłości nie tylko w kolorze bieli ;) To świetna powieść na jednen dzień, bo kiedy zaczniecie ją czytać, to bardzo szybko znajdziecie się na ostatniej stronie. Ciekawa fabuła, genialnie skonstruowani bohaterowie i humor, który uwielbiam. Mnie nic więcej do szczęścia nie było potrzebne. To lektura miła, lekka i przyjemna.
Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.
Blogerzy polecają - Marzec

Blogerzy polecają - Marzec

Czasami jest tak, że poznajemy twórczość pewnego autora i już nie możemy się od niego uwolnić. Książki chcemy, aby pisał najlepiej na wczoraj i dawał nam co chwilę mnóstwo emocji. Albo chcemy, aby jego książki się nie kończyły, dla mnie takim autorem stała się Anna Dąbrowska. Po przeczytaniu W rytmie passady chciałam więcej i więcej, ale doczekałam się, ponieważ 14 marca swoją premierę miał Nauczyciel tańca. Książka tak samo dobra, albo nawet i lepsza od swojej poprzedniczki.
Taniec w tej książce odgrywa naprawdę ogromną rolę. Wylewają się ze stron gniewne kroki krumpu, które wsiąkają w nasze serce i nie chcą nas zostawić. 
Dominik, czyli główny bohater jest 33 letnim mężczyzną, który wychował się w domu dziecka i nie zaznał prawdziwej miłości przez całe swoje życie. W tym momencie jest dorosłym wytatuowanym tancerzem krumpu, bo tylko w ten bezpieczny i nieszkodliwy sposób może pozbyć się gniewu. Przez to, że nigdy nie zaznał uczucia miłości unika go jak ognia i spotyka się z kobietami tylko na jeden raz, no może ewentualnie dwa. Jego przeszłość jest naprawdę ciężka, teraźniejszość mało przyjemna, a na przyszłość nie liczy. Pewnego dnia poznaje Kaję, naszą główną bohaterkę, aspirującą fotografkę i kobietę, która stała się matką dla swojej siostry po tragicznej śmierci ich rodziców. Dziewczyna stąpa bardzo twardo po ziemi, najważniejszym jej celem jest Sara i jej szczęście, a także to, aby znów zaczęła mówić, ponieważ Sara zmaga się z mutyzmem po traumatycznych przeżyciach i od trzech lat nie powiedziała ani słowa. 
Historia przedstawiona przez Anię jest pełna emocji, napięcia i zwrotów akcji, które wbijają nas w fotel i nie wiemy co mamy ze sobą zrobić. Autorka zostawiła serce w tej książce. Postawiła na emocje, które tak bardzo kocham i na taniec, który przewija się cały czas i napędza całą akcję. Bohaterowie są prawdziwi, tacy z którymi moglibyśmy się zaprzyjaźnić, ci pierwszoplanowi , a także drugoplanowi nie giną w tle, a są naprawdę wyraziści. To przepiękna historia o chłopaku z dzielnicy rapu i dziewczynie, która nie chce jego miłości, ale życie... życie weryfikuje wszystko samo. 
Gorąco polecam! To książka na miarę zagranicznych bestsellerów, nie dobiega od nich ani trochę! 

Dominika Emilia Lewandowska
Life by Bookaholic



Jeśli szukacie przepisu na powieść wciągającą, zaskakującą, ze świetnymi bohaterami — jednym słowem idealną — zwróćcie się do Victorii Schwab, ponieważ Okrutna pieśń właśnie taka jest.Kreacja bohaterów — genialna Pomysł na fabułę — rewelacyjny Poprowadzenie fabuły — zaskakujące Klimat książki — niesamowity, tajemniczy Styl — lekki, plastyczny Zakończenie — nie do przewidzenia Tak w telegraficznym skrócie mogłabym opisać tę książkę. Poważnie, mam problem z napisaniem moich wrażeń po przeczytaniu Okrutnej pieśni, ponieważ nie spodziewałam się czegoś tak dobrego. Ta książka jest tak dobra, że aż nie potrafię tego opisać. Okrutna pieśń to mroczna, tajemnicza i zaskakująca powieść rozpoczynająca serię Świat Verity. Byłam kompletnie nieprzygotowana na coś takiego, a zakończenie zostawiło mnie w takim zawieszeniu, że już teraz chciałabym dostać w swoje ręce drugi tom. Jeśli szukacie świetnej i zaskakującej powieści, która jest powiewem świeżości w fantastyce, to gorąco polecam Okrutną pieśń. 

Ewelina Nawara My fairy book world


Po bardzo obfitym w ilość przeczytanych książek, lutym, przyszedł dużo słabszy marzec. Zdecydowanie najlepszą książką, którą przeczytałam w tym miesiącu jest ta, którą praktycznie znam na pamięć, czyli „Slammed” Colleen Hoover. Historia Layken i Willa wciąga od pierwszych stron. Na dodatek po krótkim czasie od rozpoczęcia lektury, autorka serwuje nam zwrot akcji, który jest niczym strzał z liścia w twarz. Taka mała sytuacja, która nagle doprowadza do przetasowania w fabule. Myśleliście, że przeczytacie słodką historię o parze niczym z bajki? Bardzo się myliliście. Znajdziecie tu wiele rewolucji w fabule. Uwielbiam postaci Lake i Willa, ich rozterki, życiowe dramaty. Z bohaterami związałam się bardzo emocjonalnie. A wprowadzone przez autorkę slamy, czyli charakterystyczne wiersze, wygłaszane na scenie, całkowicie skradły moje serce. Szczególnie te, napisane przez Willa. Powieść nie jest ani zbyt przesłodzona, ani nie ma w niej milionów dramatów. Nie jest to także typowa książka o miłości, mimo, że ta wydaje się być właśnie na pierwszym planie. To historia o szybkim dorastaniu do nowych, niekoniecznie chcianych ról. O poświęcaniu siebie i swoich planów, na rzecz bliskich osób. O podejmowaniu ważnych, życiowych decyzji. A także o radzeniu sobie ze stratą bliskich osób.

Katarzyna Olchowy Kulturantki.pl


Najlepsza przeczytana książka w marcu? Oczywiście Nauczyciel tańca autorstwa Anny Dąbrowskiej! Cóż to były za emocje! Nauczyciel tańca, opowiada historię Dominika Antasa, do którego szczęście niestety się nie uśmiechnęło. Chłopak wychowywał się w domu dziecka, zaś później w rodzinach zastępczych. Z czasem nauczył się tańczyć krump, który stał się jego ucieczką od rzeczywistości. Poznajemy także Kaję Jemioł, który samotnie wychowuje swoją młodszą siostrę Sarę. Sara Jemioł cierpi na mutyzm, który pojawił się w jej życiu w wyniku traumatycznych przeżyć. Pewnego dnia drogi tej trójki krzyżują się i od tej pory już nic nie jest takie samo. Dominik zaczyna uczyć Sarę tańczyć, zaś pomiędzy nim a Kają zaczyna sukcesywnie i stopniowo kiełkować silne uczucie. Tematyka poruszona przez Annę Dobrowską, jest bardzo wartościowa i refleksyjna. Mutyzm, wychowywanie się w domu dziecka, silny ból po stracie rodziców, miłość do tańca, a wszystko to przyozdobione niesamowicie lekkim, hipnotyzującym, bogatym językiem, a także dynamicznymi dialogami. Autorka z niebywałą wnikliwością i empatią, zobrazowała nam świat Dominika, Kai i Sary. Świat gdzie dominuje ból, smutek i walka ze złością i taniec, ale także świat, pełen radości, uśmiechu, tęsknych spojrzeń, wybaczania i pojednania. Rozpoczynając zagłębianie się w ich historię, nie mamy ochoty jej kończyć. Każda scena przewijająca się przez karty niniejszej historii, jest intrygująca, refleksyjna, niezapomniana. Ta książka jest godna uwagi. Tę książkę trzeba przeczytać. Wyśmienita uczta literacka! Gorąco polecam!
Całą recenzję możecie przeczytać tutaj → http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/2018/03/181-nauczyciel-tanca-anna-dabrowska.html#comment-form

Hanna Smarzewska,
www.nie-oceniam-po-okladakch.blogspot.com


Spodziewałam się, że książka będzie naprawdę dobra, ale nie, żeby aż tak. Autorka ma wspaniały styl pisania. Jest on lekki, ale jednocześnie owiany nutką baśniowości i tajemniczości. Czytając miałam wrażenie jakbym uczestniczyła w tych wydarzeniach, albo oglądała naprawdę dobrze wykonany film. Księżniczka Lia to postać, która bardzo ewoluuje i dorasta wraz z upływem kolejnych kartek. Przeżywa swoje pierwsze zauroczenie, miłość, ale nie jest przy tym typową nastolatką, która myśli tylko o przyjemnościach. Narracja odbywa się również z perspektywy odtrąconego księcia oraz zabójcy, który ma zabić księżniczkę. Czy uczucia są w stanie przeszkodzić w wykonaniu zadania? Cały czas akcja trzyma w napięciu i pojawiają się wątki, które sprawiają, że chce się czytać dalej i poznawać wszystkie ukryte w niej zagadki. Po przeczytaniu "Fałszywego pocałunku" dopadł mnie kac książkowy. Zdecydowanie polecam Wam ten tytuł, ale ostrzegam! Może się Wam bardzo spodobać.

Kinga Iskra Ksel iskraczyta.blogspot.com



Najlepszą książką, którą przeczytałam w marcu to ,,Cudowny chłopak" autorstwa R.J. Palacio. Jest to w skrócie historia chłopca, którego Bóg obdarował zniekształconą (bardzo) twarzą. Przez ten fakt, bohater ma częste nieprzyjemności, obcy ludzie potrafią go tak poniżyć czy wzywać, że dla mnie jest to nie do pomyślenia. Jest to pozycja wzruszająca, w pewnych momentach smutna i wymusza na czytelniku chcąc nie chcąc nagłe współczucie kierowane w stronę Augusta - głównego bohatera. Poleciały mi łzy, to muszę przyznać. Nie dałam rady trzymać w sobie emocji, które mną zawładnęły w trakcie czytania. ,,Cudowny chłopak" to ważna książka, jest w stanie nas dużo nauczyć. Porusza temat, który nie jest łatwy i mnóstwo ludzi się z nim spotyka - brak tolerancji ze strony innych. Czy to przez wygląd czy cokolwiek innego. Świetnie pokazano w tej książce, że nie można się poddawać i wierzyć we wszystko co powiedzą ludzie. Trzeba walczyć z całych sił jeśli ktoś specjalnie utrudnia nam życie przez docinki i ciągłe poniżanie. Trzeba chociaż próbować i mieć tę iskierkę nadziei, że wszystko będzie dobrze. Bo przecież po burzy zawsze wychodzi słońce. Bohaterzy tej książki, nie tylko Auggie, na każdym kroku udowadniają, że się da i jest możliwe pokonanie zła, które nas otacza, a przynajmniej w jakimś stopniu. Napewno nie raz jeszcze wrócę do tej książki  www.bookowa-pisze.pl ZDJĘCIE JEST MOJEGO AUTORSTWA.

Klaudia Hrynczyszyn   www.bookowa-pisze.pl
Małżeństwo do poniedziałku - Denise Hunter

Małżeństwo do poniedziałku - Denise Hunter

„Małżeństwo do poniedziałku” to ostatni tom cyklu Chapel Springs. Poprzednich części nie czytałam, ale nie jest to żadnym problemem, gdyż każdy tom to osobna historia, która dotyczy innego bohatera. Zapraszam na recenzję.

Ryan McKinley usiłował zapomnieć o byłej żonie, którą cały czas kochał. Nie było to łatwe, tym bardziej że mężczyzna kupił dom, o którym ona zawsze marzyła. Gdy pewnego dnia odebrał telefon on swoich byłych teściów, nie wiedział, czego oni mogą od niego chcieć. Okazało się, że Abby, która nigdy nie była w dobrych stosunkach ze swoimi rodzicami, nie poinformowała ich, że rozwiodła się z Ryanem. Teściowie zaprosili mężczyznę na swoją rocznicę ślubu, a Ryan z chęcią przystał na ich propozycję, bo zobaczył w tym szansę na odzyskanie uczuć byłej żony. Czy mu się to powiedzie? Czy Abby zdecyduje się, udawać przed swoimi rodzicami kochające się małżeństwo? I najważniejsze pytanie, dlaczego kobieta przez lata okłamywała swoich rodziców? O tym wszystkim musicie przekonać się sami.

Myślę, że każda z nas kobiet uwielbia piękne historie o miłości, o uczuciach tych dobrych i tych złych oraz przeznaczeniu, przed którym nie da się uciec. Mogłoby się wydawać, że problemy w takich książkach są oklepane, błahe i nic nie znaczące, ale to mylne wrażenie, bo jeżeli autor potrafi opisać wszystko w przekonujący sposób, to taka książka nabiera ogromnej wartości. I taka właśnie jest książka Denise Hunter, czyli „Małżeństwo do poniedziałku”. Historia, która momentalnie wchłonęła mnie w głąb fabuły, i która dostarczyła mi niezapomnianej rozrywki. To taka powieść, z którą ciężko się rozstać, którą od razu trzeba przeczytać do końca i nie jest to żadnym wyczynem, bo dzięki stylowi, jakim została napisana, pochłania się ją w ciągu kilku godzin. W książce został poruszony jeden bardzo ważny i trudny temat, o którym niestety nie mogę Wam nic napisać, gdyż byłby to spoiler nad spoilerami. Jest to naprawdę ważny element tej historii, dzięki któremu dowiadujemy się, dlaczego np. wcześniej rozpadło się małżeństwo dwójki głównych bohaterów.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to muszę przyznać, że bardziej do gustu przypadła mi postać Ryana, bo niestety, Abby bardzo często irytowała mnie swoim niezdecydowaniem. Za to Ryan to bohater konkretny, zdecydowany, który wie, czego chce od życia. Za cel postawił sobie odzyskać Abby i wszystkimi możliwymi sposobami dążył do jego osiągnięcia. Oczywiście zachowanie Abby ma podłoże w jej przeszłości i trzeba na jej decyzje nie raz przymknąć oko.

„Małżeństwo do poniedziałku” to powieść, przy której fantastycznie spędziłam czas. To powieść lekka, mimo tego, że porusza naprawdę bolesny problem, z którym boryka się niejedno dziecko, a także i osoba dorosła. To piękna historia o miłości, o wybaczaniu i o dawaniu drugiej szansy.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dreams.

Dopóki biegnę - Terri Blackstock

Dopóki biegnę - Terri Blackstock

„Casey zna prawdę. Ale prawda jej nie uwolni.”

Casey Cox zostaje oskarżona o morderstwo przyjaciela. Na miejscu zbrodni jest pełno jej śladów, ale kobieta wie, że nie ma sensu wyjaśniać niczego policji, na której już kiedyś się zawiodła, więc postanawia, jak najszybciej uciec. W ślad za nią wyrusza Dylan Roberts, kombatant wojenny, który potrafi wejść w umysł drugiej osoby, patrząc tylko i wyłącznie na dowody zbrodni. I chociaż fakty na miejscu przestępstwa mówią jedno, to szczegóły zabójstwa są niespójne i Cassie niezbyt pasuje do profilu mordercy. Tylko jeśli Casey jest niewinna, to dlaczego uciekła? O tym przekonajcie się sami.

Z twórczością Terri Blackstock nie miałam wcześniej styczności i nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po „Dopóki biegnę..”. Jednak jak wiecie, opis książki ma niesamowitą moc i oczywiście dzięki niemu wzięłam tę powieść do recenzji. Czy się zawiodłam? Oczywiście, że nie, bo książka usatysfakcjonowała mnie w stu procentach. Już od samego początku przepadłam w fabule, a z każdą przeczytaną stroną wsiąkałam w nią coraz bardziej. Moim zdaniem autorka jest mistrzynią w dawkowaniu napięcia, serwowania emocji oraz wodzeniu czytelnika za nos. To genialny kryminał, który jednak różni jedna rzecz od innych książek z tego gatunku. W tej powieści to nie złapanie mordercy jest priorytetem, tutaj chodzi o dojście do prawdy i tej prawdy cały czas szukają bohaterowie. Jednak nie jest to łatwe, bo kolejno ginące osoby cały czas od tej prawdy ich oddalają. Jednakże główni bohaterowie są tak bardzo zdeterminowani, że żadne przeszkody nie są w stanie ich powstrzymać i zmienić ich obraną wcześniej drogę.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów, Casey za jej spryt, za jej przebiegłość, którą wodziła wiele osób za nos oraz za jej upartość, która w wielu postaciach mnie irytuje, ale tutaj było zupełnie odwrotnie. Dylana polubiłam za to, jak walczył ze stresem pourazowym oraz za to, że cały czas szedł drogą prawdy i ani razu nie zatracił poczucia sprawiedliwości. Oboje bohaterów łączy trudna i bolesna przeszłość, z której demonami zmagają się cały czas, i która jednak nie zabiła w nich ani krzty człowieczeństwa.

Uwielbiam takie książki jak „Dopóki biegnę...”, które dostarczają wielu emocji, trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, które wymagają ode mnie skupienia, przy których muszę myśleć i używać szarych komórek. To wszystko dostałam w tej powieści i wiem, że przeczytam inne książki autorki, bo jeżeli każda jest tak niesamowicie wciągająca, to koniecznie musi się znaleźć na mojej półce. Niestety troszkę rozczarowało mnie zakończenie, ale wiem, że to nie koniec przygód Dylana i Casey, więc na pewno kolejna cześć mi to zrekompensuje. Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem, bo jestem pewna, że się nie zawiedziecie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dreams.

Suren Cormudian - Wędrowiec

Suren Cormudian - Wędrowiec


Z uniwersum Metro 2033 jak i podstawą znam się od dawna, moja miłość zaczeła się od przeczytania właśnie Metro 2033 Dimitra Glukhowskiego. Świat który wykreował był idealną, zaspokojającą moje destrukcyjne zapędy historią. Tak właśnie sie to zaczęło, potem poznałam rozrastające się uniwersum metra i właśnie jedną z tych książek się zajmiemy. Ostatnio od wydawnictwa Insignis dostałam książkę Surena Cormudiana - Wędrowiec. Musicie wiedzieć, że to nie jest pierwsza książka tego autora, która została wydana na polskim rynku. "Dziedzictwo przodków" bo taki nosił tytuł poprzednia książki, którą również miałam okazje czytać, kiedy jeszcze nie dotykałam recenzyjnego światka, była ciekawa, wciągająca i ogólnie bardzo mi się podobała... Musze tutaj od razu nadmienić, że w rosyjskich wydaniach to "Wędrowiec", o którym będzie dzisiaj mowa został wydany jako pierwszy, a nie "Dziedzictwo przodków" jak to u nas właśnie się stało. Nie przynudzając więcej zapraszam Was na recenzję "Wędrowca"!

"...Ale zadziwiające było to, że człowiek stworzył to wszystko... ze strachu. Ze strachu, że zostanie zabity i pożarty. Człowiek przez tysiące lat wzbudzał przerażenie w zwierzętach, tępił owady, które były tysiące razy mniejsze od niego, i rośliny, które nie mogły się ruszać, właśnie dlatego, że sam się ich bał. Gnany swoim strachem, podbił świat i w efekcie go unicestwił..."

Akcja "Wędrowca" dzieje się w tunelach dawnego moskiewskiego metra, które zresztą niektórzy mogą już znać z "podstawki", którą napisał sam Dmitry Glukhowski. Głównym bohaterem powieści jest stalker Sergiej Minimalny, zwanym również Papiernikiem, przez to jakie rzeczy znosi z powierzchni. Gdy schodzi na swoją macierzystą stacje - Tulską, po dość udanym wypadzie, spotyka dziwnego człowieka, który zachowuje sie jak szaleniec. Jednocześnie na stacji zaczynają dziać się dziwne rzeczy, przez które Minimalny oraz nowo napotkany "Wędrowiec" wyruszają w przygodę życia, która szybko zmienia się w misję samobójczą...

Mam dość mieszane uczucia do dzisiaj po przeczytaniu tej książki. Z jednej strony mamy dobrze rozbudowany podziemny świat w który można idealnie się wczuć. Dobrze skonstruowane opisy, które są barwne, ale jednocześnie zwięzłe. Jednocześnie mam wrażenie, że bardziej podobało mi się przedstawienie moskiewskich tuneli i stacji przez Dmitriego w Metro 2033, tam było to wszystko tak bardziej obrazowo przedstawione i było czuć taką swoistą magie tych miejsc, tutaj natomiast mimo tego, że te opisy są barwne, to nie oddają tej magii jak w książkach Dmitriego.

Może i moja ocena jest taka, ponieważ przed wzięciem się za "Wędrowca" przeczytałam bardzo dobrą książkę z tego uniwersum, chodzi mi tutaj o "Prawo do życia" Denisa Szabałowa, która była krwawa i brutalna, przez co fabuła w "Wędrowcu" wydała mi się taka troszkę spłycona. Suren postawił na bardzo lekkie moim zdaniem pokazanie tej historii. Znajdziemy w niej dużo różnych żartów i takiej swoistej lekkości, którą wprowadza tutaj postać Sergieja Minimalnego. Jednocześnie pod powłoką takiego "śmieszkowania" jest przedstawione bardzo piękne przesłanie, które definiuje tak naprawdę całą naszą ludzkość, więc tu co się kryło głębiej było zdecydowanie na plus. Chociaż nie ukrywam, że przez te "śmieszkowanie" czułam się troche jakbym słuchała stalkerskiej bajki dla najmłodszych.

Jeśli miałabym wskazać bohatera, który mi zaimponował to byłby to zdecydowanie "Wędrowiec", którego postać jest tajemnicza, może sie wydawać też momentami śmieszna, ale nie dajcie sie zwieźć pozorom, ponieważ to on jest siłą napędową tej książki i to właśnie dzięki niemu jest ta powieść wyjątkowa. Co do postaci Minimalnego, raczej go przemilcze, bo czasem załamywałam nad nim ręce... :)

Czy polecam? Tak, polecam. Książka mi sie podobała, ale mam kilka bardzo dużych zastrzeżeń do niej. Gdybym znała tylko tę książkę z uniwersum, mogłabym śmiało powiedzieć, że jest ona świetna. Ale znając właśnie większość książek z uniwersum metro 2033, musze powiedzieć, że są dużo lepsze książki. Tak samo uważam, że druga książka tego Autora, jest zdecydowanie LEPSZA :D



Bad boy's girl - Blair Holden

Bad boy's girl - Blair Holden

Miłość i nienawiść to motyw, który znajdziemy w naprawdę wielu książkach. Jednakże nie każdy autor potrafi posługiwać się nim w sposób, który zaciekawi czytelnika. Czy Blair Holden się to udało? Zapraszam na recenzję Bad boy’s girl.

„Nienawidziłam cię, teraz cię kocham.”

Tessa nie ma łatwo w życiu i chyba nigdy łatwo nie miała. Od lat gnębiona jest w szkole przez swoją byłą najlepszą przyjaciółkę oraz jej świtę. Życia miłosnego nie ma, bo chłopaka, w którym się kochała, także zawłaszczyła sobie Nicole. Jej rodzina to tylko pozory, rodzice się nie dogadują, brat popadł w alkoholizm, a na domiar złego do miasta wrócił Cole Stone, chłopak, który przez lata był jej największym koszmarem i który doprowadził do wielu jej upokorzeń. Tymczasem powrót Cole'a wywrócił do góry nogami jej w miarę poukładane życie, ale nie w sposób, jakiego się spodziewała. Czy dziewczyna będzie w stanie mu zaufać? Przekonajcie się sami.

„Bad boy’s girl to fenomen wattpada, który osiągnął aż 183 mln pobrań. Ja jednak nigdy nie sugeruję się liczbami, czy opiniami innych i tak oczywiście było i tym razem. Do przeczytania tej książki zachęcił mnie jej opis, bo bardzo lubię historie, które oparte są na motywie miłości i nienawiści, które dzieli naprawdę bardzo cienka granica. Obawiałam się, jak autorka sobie z tym poradziła, bo nie ukrywam, że bardzo łatwo w takich historiach popaść w banał. Na całe szczęście Blair Holden tego uniknęła i stworzyła bardzo ciekawą historią, która porusza wiele trudnych tematów, między innymi znęcanie psychiczne i fizyczne, alkoholizm, trudne relacje rodzinne, a także brak akceptacji. I choć czasami odnosiłam wrażenie, że te problemy zostały trochę przez autorkę przekoloryzowane i wyolbrzymione, to nie wpłynęło to w ogóle na zmianę mojej opinii o książce. 

Na pewno na ogromny plus zasługuje kreacja bohaterów. Tessa to dziewczyna niepewna siebie, nieśmiała, zakompleksiona, która wiele razy chciała stać się niewidzialna. Jednak za sprawą Cole'a w dziewczynie z czasem zachodzi ogromna przemiana, nabiera pewności siebie i niejednokrotnie potrafi postawić się swoim prześladowcom. Nie ukrywam, że bardzo ją polubiłam, choć momentami mnie irytowała, szczególnie w sytuacjach, kiedy pozwalała wrednej Nicole sobą pomiatać, tak jakby uważała, że sobie na to zasłużyła. Jeżeli chodzi o Cole'a, to jest to chłopak wręcz idealny, któremu naprawdę daleko do tytułowego złego chłopca. Ale jeżeli spojrzymy na jego przeszłość, to wiemy, jaki był kiedyś względem Tessy, no i zakończenie książki także stawia go w innym świetle. W ogóle jak już jestem przy zakończeniu, to muszę Wam napisać, że strasznie mnie ono zaskoczyło, chyba też rozczarowało i według mnie zostało przekombinowane. Wiem, że autorzy, jak i czytelnicy lubią dramaty, ale tutaj mnie to jakoś nie pasowało. Nic więcej na ten temat nie napisze, ale jestem ciekawa, jak Wy je odbierzecie.
Jeżeli chodzi o postacie drugoplanowe, to im także nie można nic zarzucić, autorka naprawdę każdemu z nich poświęciła dużo uwagi i dała nam ich poznać od podszewki.


„Bad boy’s girl” to powieść, która bardzo mi się podobała i świetnie spędziłam przy niej czas. Zdecydowanie jest to powieść, która dostarczy Wam wielu emocji i razem z bohaterami będziecie przeżywać ich historię.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Jaguar.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger