wtorek, 7 czerwca 2016

Misja Wywiad z Jolantą Kosowską


Dziękuję wszystkim za pytania. Każde z nich było ciekawe.

Poczułam się tak, jakbyśmy usiedli gdzieś razem i znaleźli czas,

żeby porozmawiać o książkach.

Pani Jolanta postanowiła przeznaczyć dla Was, aż trzy swoje 

książki, za co serdecznie dziękujemy.

Zwyciężczyniami zostały:

Iza Bella Szafel - Nie ma nieba

Małgorzata Harasim - Niemoralna gra

Edyta Bat - Deja vu

Gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech 

dni. 


Edyta Chmura


- Mam wrażenie, że obecnie modne są podziały, tworzenie 

kategorii, zaszufladkowanie, np. dzielenie literatury na kobiecą i tą

dla mężczyzn. Co Pani o tym sądzi? Do kogo kieruje Pani swoje 

książki?



- Rzeczywiście istnieje tendencja do dookreślania rzeczy i zjawisk,

których a priori nie da się do końca określić, do szufladkowania 

tam, gdzie nie powinno się tego robić. Najbardziej dziwi mnie, jak

niektórzy próbują traktować literaturę kobiecą, jako coś gorszego.

Myślę, że napisanie dobrej powieści dla kobiet jest olbrzymim

wyzwaniem. To cała gama uczuć, emocji i hormonów, doprawiona

hartem ducha, niczym nie skrępowaną wyobraźnią, drzemiącymi

gdzieś w środku marzeniami, śmiałymi celami, dziecięcą ufnością,

wyjątkową wrażliwością, które często muszą się konfrontować z

rzeczywistością i szarością dnia codziennego. Marzę o tym, żeby

napisać dobrą powieści dla kobiet. W zamierzeniu powieścią dla

kobiet jest „Niepamięć”.



- Osoby niewidome mają wyostrzone inne zmysły, dzięki czemu

potrafią doskonale dostosować się do swojej sytuacji. Czy u pisarza

również następuje wyostrzenie słuchu, wzroku czy innego zmysłu,

umożliwiające wyłapywanie z otoczenia ciekawych rozmów,

zdarzeń bądź cech u nieznajomych, które po zapamiętaniu zostają

wykorzystane w książkach? Czy umysł autora może odpocząć od

pracy, kiedy na każdym kroku czyha...inspiracja?


- Ja odpoczywam pisząc, odpoczywam wymyślając fabułę, ciszę

się, jak dziecko tworząc swoich bohaterów. Lubię rozmawiać z

ludźmi, podróżując zbieram materiały do następnych książek,

uwieczniać aparatem miejsca i szczegóły, w obawie, że mogę coś

zapomnieć, coś, co może okazać się później bardzo ważne. Lubię

wchłaniać atmosferę miejsc, w których jestem.



Iza Wyszomirska


- „Przeczytaj! Być może nagle w swoim lekarzu zobaczysz

zupełnie innego człowieka...” - takie słowa możemy przeczytać z

opisu Pani książki. Czy "Nie ma nieba" było dla Pani rozliczeniem

z trudną lekarską praktyką? I jak się Pani wydaje, jakim Pani jest

lekarzem-człowiekiem?


- „ Nie ma nieba” to bardzo osobista powieść. Jej bohaterzy są mi

bliscy. Gdzieś tam ukryłam się za ich plecami w tej powieści.

Każdy, kto zna mnie choć odrobinę spotka mnie na wielu stronach

tej książki.

Jakim jestem lekarzem ?

Jestem zbyt empatyczna i za mało asertywna. Nie potrafię się

zdystansować. Czasami wydaje mi się, że ten zawód mnie zabije.

Po paru dniach urlopu nie potrafię już żyć bez swoich pacjentów.

Lubię swoją pracę, lubię ludzi.


- W charakter Pani pracy wpisana jest śmierć, cierpienie. Lekarz 

powinien umieć wyznaczyć sobie widoczną granicę empatii, 

posiąść umiejętność przeobrażania się w profesjonalistę, 

trzymającego swoje uczucia zarezerwowane jedynie dla bliskich 

mu osób. Czy Pani, jako lekarz potrafi oddzielić sprawy 

zawodowe 

od prywatnych? Czy w ogóle jest możliwe, aby wyzbyć się emocji 

mając do czynienia z ludzkim cierpieniem?


- Oczywiście, że nie jest to możliwe. Nie da się oddzielić 

emocji od 

ludzi. Tam, gdzie są ludzie, tam zawsze są emocje. Tak jest i tak

powinno być też w medycynie. Myślę, że niewielu lekarzy potrafi 

zdystansować się od towarzyszących temu zawodowi emocji. W

każdym razie ja tego na pewno nie potrafię. Tak jak kiedyś, tuż po

studiach, tak i teraz, sprawia mi radość każdy uśmiech na twarzy 

pacjenta, każdą chorobę traktuję jak wyzwanie, cieszę się z każdej 

wygranej walki z chorobą, każde pogorszenie przeżywam jak 

porażkę, każdy zgon uważam za moją osobistą totalną klęską. Pod 

tym względem bardzo podobna jestem do bohaterów mojej 

książki, a może oni są podobni do mnie…




Edyta Bat


- Czasem po przeczytaniu książki ktoś jest nią rozczarowany, 

znudzony, zażenowany, co skutkuje zniechęceniem do czytania w 

ogóle. Jaką Pani, jako lekarz-pisarz, wystawiłaby receptę 

pacjentowi- czytelnikowi na przypadłość „nieczytania”?


- Kochany pacjencie-czytelniku.

Wśród nałogów istnieje wiele tych, które wyraźnie skracają życie i 

jeden, który bez wątpienia przyczynia się do wydłużenia życia o

dziesiątki, setki, tysiące lat, na które składają się życia 

poszczególnych bohaterów wszystkich przeczytanych książek. To 

jedyny sposób, żeby przeżyć swoje życie dziesiątki, setki a może i 

tysiące razy.


- Dzieci pragną być dorosłymi, dorośli niejednokrotnie chcieliby 

powrócić do dzieciństwa. A jeśli Pani posiadałaby niezwykłą 

możliwość przemienienia się na jeden dzień w część garderoby, to 

co by Pani wybrała?


- Kapelusz, bo jest najbliżej obłoków .



Joasia Rutkowska


- Dlaczego tytuł „Nie ma nieba” ?


- Z przekory, z przewrotności, z chęci sprowokowania, z zamieram

zbulwersowania, a przede wszystkim jako przyczynek do dyskusji.

I jak widać udało się .


- Czy to zamierzony efekt stosowania tytułów zaczynających się 

na 'Nie?' za wyjątkiem 'Deja vu' oczywiście.


-To czysty przypadek. Ale spostrzeżenie jest bardzo ciekawe.


Małgorzata Harasim


- Czy kiełkuje może w Pani gdzieś w środku pomysł, taka mała 

iskierka, żeby napisać książkę zupełnie nie związaną z praktyką 

lekarską?


- Oczywiście. Na chwilę obecną może wyglądać trochę tak, jakbym

nie mogła oderwać się od tego mojego zawodu, jakby on mnie

omotał i więził. Nic z tych rzeczy. „ Nie ma nieba” to mój 

prywatny rozrachunek z tym moim zawodem i na tym koniec.

Jesienią tego roku ukaże się powieść – thriller, w której głównym

bohaterem jest szalony psycholog, psychoterapeuta.


- I może to banalne pytanie, ale jednak mnie ciekawi - kto jest Pani

ulubionym bohaterem/ką literacką i dlaczego?


- Nie mam ulubionego bohatera literackiego i nigdy go nie 

miałam. 

Za każdym razem, kiedy czytam dobrą książkę to utożsamiam się 

jej bohaterami. Książka się kończy, a mi trudno wyjść z tej roli. 

Bohaterowie jeszcze długo żyją gdzieś obok mnie. Później 

przychodzi następna książka, następni bohaterowie i następne 

rozstania. Jest tle cudownych książek i tyle świetnie 

wykreowanych postaci…



Alka Pachut


- Pani książka nosi tytuł "Nie ma Nieba". Jeśli niebo jest to jak

sobie je Pani wyobraża?


- Widzę niebo każdego dnia w każdym napotkanym człowieku.


- Skąd czerpie Pani pomysły na książki? Czy z miejsc na świecie

(odnoszę się tu do Wenecji, w której toczy się akcja Deja Vu), czy z

natury, a może z życia codziennego?


-Za każdym razem jest inaczej. Najczęściej to kontakty z ludźmi są 

inspiracją do pisania kolejnej powieści, ale bywa też zupełnie

inaczej. Na przykład pomysł napisania „Deja vu” zrodził się w 

Wenecji. Pojechałam ze znajomymi kolejny raz do Wenecji.

Odpoczywałam, siedząc na schodach przy Canal Grande. Nagle 

wydało mi się, że to sen, że nic nie dzieje się naprawdę. Nierealny,

nierzeczywisty świat, pełen iluzji, aktorów zmieszanych z tłumem,

przygodnych widzów, sprytnie wciąganych w wymyślony przez 

kogoś, jeszcze niezrozumiały i nielogiczny scenariusz… 

Pomyślałam, że to miasto jest z pogranicza snu i rzeczywistości, 

tak nierealne i wyjątkowe, że aż teatralne i sztuczne. Czas tu 

biegnie jakby zupełnie niezależnie, setki lat splatają się ze sobą

tworząc niesamowitą atmosferę tego niepowtarzalnego miasta. I 

nagle przyszło mi na myśl, że w tym mieście może wydarzyć się 

wszystko… Tak zrodził się pomysł na powieść Déjà vu.



Iwona Pietrucha


- Trzy z czterech Pani książek mają w tytule przedrostek "nie" - to 

przypadek, czy celowy zabieg?


- Czysty przypadek , ale ,jak już pisałam, spostrzeżenie jest bardzo 

interesujące.


- Czy zdarzyło Pani przeżyć deja vu?


-Tak. Było to przed paru lat. Byłam w Asyżu. Szłam ulicą
 prowadzącą od Bazyliki świętej Klary w kierunku Bazyliki 
świętego Franciszka. Raptem jedna brama przykuła moją uwagę.
Prowadziły do niej trzy nierówne, nadszarpnięte już zębem czasu 
schody, obok rosła olbrzymia malwa. Raptem te wrota wydały mi 
się znajome. Kołatka na drzwiach w kształcie głowy lwa wydała 
się przywoływać wspomnienia, podobnie jak ciężka kuta z żelaza 
klamka. Raptem wszystko przestało mnie interesować. Jakaś 
tajemna siła ciągnęła mnie już tylko ku tej bramie. Wydawało mi 
się, że wiem, co jest z jej drugiej strony. Byłam pewna, że wrota 
prowadzą na rozległy kamienny dziedziniec, otoczony ze 
wszystkich stron krużgankami, że po prawej stronie znajduje się 
stara kamienna studnia, a obok niej kamienna ławka, że na ścianie 
po prawej stronie jest wyciosany z kamienia żłób. Nacisnęłam 
klamkę, pchnęłam wrota i raptem stanęłam zaskoczona, bo
wszystko było na swoim miejscu. Nigdy wcześniej nie byłam w
Asyżu. Wytłumaczyłam to sobie grą wyobraźni, zmęczeniem, 
upałem i przerzuconymi setkami przewodników. Przecież czymś 
trzeba było to sobie jakoś wytłumaczyć.


Monika Hetz


- Napisała Pani książkę o tytule "Nie ma nieba". Czy sądzi Pani, że 

istnieje gdzieś niebo, raj.


- Na pewno. W każdy razie, ja widzę cząstkę nieba w każdym 

napotkanym człowieku.


- Która z Pani książek jest dla Pani najważniejsza.


- Wszystkie są równie ważne, każda na swój sposób. „Niepamięć” 

była debiutem. Już choćby z tego powodu ma stałe miejsce w 

moim sercu. ”Deja vu” rozgrywa się w mojej ukochanej Wenecji. 

„ Niemoralna gra” wiedzie do bliskiej memu sercu Saksonii. „Nie 

ma nieba” jest bardzo osobistą powieścią. Tak naprawdę to lubię 

wszystkie moje książki.


Maria Urbańska


- Czy gdyby nie było fb i innych łączników z czytelnikiem, i 

gdyby nie znała Pani reakcji na swoje książki, czy z taką

samą energią i radością pisałaby Pani kolejne ?


Kiedyś pisałam tylko dla siebie. Powieści lądowały na dnie 

szuflady. To było takie antidotum na wszelkie zło. Taka

odskocznia od codzienności. Po kilku latach odważyłam się 

pokazać światu swoją pierwszą książkę. Raptem wszystko się 

zmieniło i teraz potrzebuję kontaktu z czytelnikami jak powietrza.


- Jeśli z jakiś przyczyn nie mogłaby już Pani wydać żadnej książki, 

to czy pisałaby Pani nadal, czy zmieniła formę ekspresji i przekazu 

na jakąś inną? Na jaką?


Pisałabym nadal, publikowała na blogu, prowadziła stronę .



Paulina Laskowska


- Jak wszyscy biorący tutaj udział wiedzą, że jest Pani Lekarzem. 

Ma Pani do czynienia z różnymi ludźmi, różnymi sytuacjami, 

chorobami. Czy miała Pani do czynienia z ludźmi, którzy przeżyli 

śmierć kliniczną ?


- Praktykuję już wiele lat i miałam już paru pacjentów, którzy 

przeżyli śmierć kliniczną. Być może kiedyś zbiorę się i napiszę 

takie moje „Życie po życiu”



- Jaki był prawdziwy powód napisania książki?


- Pierwszej , czy kolejnych ? Za każdym razem inny. Myślę, że 

najważniejsze jest to, dlaczego napisałam pierwszą książkę. 

Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy zaczęłam pisać. Miałam 

ciężki dyżur, w trakcie którego musiałam stwierdzić zgon 

osiemnastoletniego samobójcy, który powiesił się na haku od 

lampy, podczas gdy jego rodzice spali w pokoju obok. Wróciłam 

do domu, na dworze padał deszcz, świat wydawał się rozmyty i 

zapłakany, a we mnie wszystko krzyczało. W mojej głowie 

rozszalała się burza uświadomionych i nieuświadomionych 

emocji, racjonalnych i pozbawionych sensu uczuć, żal do całego 

świata i do Pana Boga, bezsilność i złość, bunt i rozpacz. 

Pomyślałam sobie, że „mam gdzieś” ten mój piękny zawód, ten 

biały fartuch i czyste ręce… Że nie potrzebuję takich emocji. 

Zamarzył mi się świat spokojny, poukładany, pełen ciepła i uczuć, 

daleki od chorób, bólu, cierpienia i śmierci. Nie mogłam zasnąć. 

Usiadłam przy biurku i spróbowałam przelać to, co czułam, na

papier… Pomogło.



Piotek Klotek


- Akcja kolejnej książki rozgrywa się w Toskanii, mam więc 

pytanie - jakie ma pani plany na kolejne wakacje czyli gdzie 

możemy spodziewać się osadzenia fabuły książki?


- Przed dwoma tygodniami wróciłam z krótkiego wiosennego 

urlopu w Toskanii . Brakowało mi paru szczegółów do książki. Na 

wakacje jadę do Chorwacji. Zresztą jak zawsze. Jesienią wybieram 

się blisko, bo do Pragi.


Czy mała Jola marzyła o tym żeby zostać pisarką czy lekarką?


– Większość moich znajomych uważa chyba, że od zawsze chciałam być lekarzem. Na pewno tak też myśli duża grupa moich pacjentów… To nieprawda. Byłam zażartym humanistą, marzyłam o humanistycznych studiach, wyżywałam się w konkursach literackich, w szkole średniej brałam udział w humanistycznych olimpiadach. Marzyło mi się studiowanie archeologii. Później marzenia ewaluowały w kierunku polonistyki. Chciałam być nauczycielem. Miałam w szkole średniej niezwykłego polonistę, który nie tylko rozkochał całą naszą klasę w literaturze, ale próbował nas również nauczyć niezależnego myślenia, wyciągania śmiałych wniosków, bronienia swoich poglądów, nieprzejmowania się tym, co wypada i jak wypada powiedzieć, jasnego i odważnego wyrażania tego, co się myśli i czuje. Miałam szczęście trafić na wyjątkowego człowieka. Raptem zapragnęłam być podobna do niego, a może nawet z czasem taka jak on. Życie jednak napisało swój własny, zupełnie nieoczekiwany scenariusz. W maturalnej klasie trafiłam do szpitala. Spędziłam tam wiele tygodni. Pomogli mi i ja nagle zapragnęłam pomagać innym. Dostałam się na medycynę, zaczęłam studiować i tak prawie przypadkiem znalazłam to coś, co do dziś dnia wypełnia prawie całe moje życie.



Ewa Kłobuch


- Będąc lekarzem, pisząc książkę ma Pani jakieś pomoce naukowe

 z dziedziny, medycyny?


- Nie, chyba już nie muszę. Chociaż pisząc książkę , która ukaże 

się jesienią tego roku spędziłam mnóstwo czasu z podręcznikiem 

psychologii .


- Niemoralna- czy zdarzyła się w Pani życiu taka gra, a może z 

pacjentem, prywatnie?


- Nie. Jestem zdania, że życie trzeba przeżyć tak, żeby stojąc przed 

lustrem zawsze móc sobie spokojnie spojrzeć w oczy.



Iza Bella Szefel


- Jak wiele z życia prywatnego udaje się Pani "przemycać" do 

swoich książek i czy traktuje to Pani jako swego rodzaju 

oczyszczenie, spowiedź?


- Dużo ze mnie jest w mojej ostatniej powieści. Kiedy zaczynałam 

ją pisać próbowałam przekonać samą siebie, jak bardzo nie nadaję 

się do zawodu, który wykonuję. Skończyłam ją, moi bohaterowie 

odeszli z zawodu, a ja nadal jestem lekarzem. Nie potrafiłabym 

żyć bez pacjentów.


- Pani największa tęsknota.


- Samotnie stojący dom na szczycie wzgórza w Toskanii, zielone, 

bezkresne przestrzenie, cisza, spokój, czas, który nagle zwolnił,

 myśli, które zaczęły biec leniwiej …



Małgorzata Omelańska


- Czy jest coś o czym bardzo chciała Pani napisać, ale coś stanęło 

na przeszkodzie?


Tak. Chciałabym kiedyś napisać powieść o polskiej nowej 

emigracji. Zbieram się w sobie. Zapewne ją kiedyś napiszę.


- W jakim innym zawodzi Pani by siebie widziała, uważa że 
wykonywanie go sprawiał by przyjemność?

- Jest wiele takich zawodów. Fotoreporter, dziennikarz, nauczyciel, podróżnik, psychoterapeuta… 

3 komentarze:

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.