poniedziałek, 17 października 2016

Misja Wywiad z Magdaleną Trubowicz

Dziś zapraszamy Was na Misję Wywiad z Magdaleną Trubowicz autorką "Drugiego życia Matyldy". Zwycięskie pytanie tym razem zadał mężczyzna Marcin Kannenberg. Prosimy o kontakt z naszym fan page w ciągu trzech dni. Gratulujemy!







Iza Wyszomirska 

"Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, co jest w stanie zrobić kobieta, by walczyć o rodzinę, podpowiem wam – kobieta jest w stanie zrobić wszystko." Matylda zawalczy o tę rodzinę, ale sposób jaki wybierze będzie katastrofalny. Tyle wiem z recenzji. Ciekawi mnie natomiast czy Pani podobnie jak Matylda potrafiłaby zrobić dosłownie wszystko, aby ratować swoją rodzinę, małżeństwo? Czy są w tym wszystkim jakieś granice? 

Zawsze kieruję się zasadą „znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono”.. Moja rodzina (w sensie mąż + dzieci) istnieje już niemal dekadę.. (no, najpierw był tylko mąż).. Nie jest to może długi staż, ale akurat tak się zdarzyło, że po brzegi wypełniony różnymi sprawami, nie zawsze oczekiwanymi i nie zawsze pozytywnymi. Wiele razy zostaliśmy wystawieni na poważną próbę, czy ją zdaliśmy? Pewnie czas jeszcze pokaże.. Już dziś wiem jednak, że jestem sporo w stanie zrobić, by o tę rodzinę walczyć.. I to nie dlatego, bo tak trzeba.. po prostu bez nich nie ma mnie.  Nie wiem jak zachowałabym się gdyby w grę miały wejść jakieś sprawy nielegalne, żeby nie powiedzieć „kryminalne”. Myślę, że broniłabym się rękami i nogami, by jednak znaleźć inne rozwiązanie. Dodam jeszcze, że w stosunku do „rodziny” w rozumieniu rodziców i rodzeństwa mam podobne odczucia – wszyscy są dla mnie niezwykle ważni. 

 W "Drugim życiu Matyldy" pokazuje Pani, że to przeznaczenie rządzi naszym życiem, że nic nie zdarza się przez przypadek. Czy osobiście wierzy Pani w moc przeznaczenia, a może jest Pani osobą twardo stąpająca po ziemi? :)

Odpowiem jeszcze inaczej – wierzę w Boga. Wierzę, że wszystko co nam się przydarza jest jego wolą i przyjmuję to. Czasami jak każdy denerwuję się, płaczę, żalę, tupię nogą.. daleko mi do ideału.. Staram się myśleć o tym, że we wszystkim czego doświadczam jest jakiś cel.

Izunia Raszka 

Jakie jest Pani ulubione danie? Jeśli już przy tym jesteśmy, załóżmy, ze proces napisania i wydania książki to potrawa, jakie powinna mieć składniki? 

Myślę, że porównanie książki do potrawy, a pisania do gotowania jest czymś fenomenalnym. Podoba mi się to również dlatego, że gotowanie jest moją drugą, obok pisania, wielką pasją. Książka nie jest potrawą.. Książka jest jak cały, uroczysty obiad. Najpierw przystawka, takie rozbudzenie apetytu na ciąg dalszy.. Potem syty, dobrze przyprawiony obiad, a na koniec wisienka na torcie – deser. Potrawy, które przygotowuje i książki, które piszę muszą być wyraziste. Potrawy trochę pieprzne, ostre.. trochę słodkie, a chwilami cierpkie. Książka zaś ma bawić, wzruszać, ciekawić, zapadać w pamięć.

 Jaka była mała Madzia? Lubiła Pani zdrobnienia swojego imienia? Jakie nawyki zostały Pani do dziś?

To ciekawe pytanie, chociaż myślę, że lepiej byłoby zapytać o to moich rodziców i siostry. Na pewno bardzo uparta i ogromna gaduła, w dodatku często wypowiadająca się trochę za głośno (Mój tata ma problemy ze słuchem i jak zaczęłam do niego mówić głośniej, to mi w krew weszło na stałe. Zawsze podkreślam, by mnie upominać kiedy już przesadzam). Moim „nawykiem” od zawsze jest wybujała fantazja, jeśli chodzi o marzenia. To nigdy nie są sprawy przyziemne, tylko takie totalnie abstrakcyjne. Nigdy nie wyrosłam z tego, by wyobrażać sobie, że np. lecę na Księżyc ;) Co do imienia.. Miałam być Tomasz Wojciech.. jestem Magdalena. Nie przepadam, gdy ktoś zwraca się do mnie pełnym imieniem, inne wersje „Magdy” są okej.

Agnieszka Kosińska

Gdyby miała Pani szansę na drugie życie, skorzystałaby Pani z niej? Co by Pani wtedy chciała zmienić?

Ja w ogóle czasami sobie myślę, że jestem kotem, który ma dziewięć żyć. Chociaż nie ukrywam, że za kotami akurat nie przepadam. Było w moim życiu kilka sytuacji, które stanowiły takie poważne punkty zwrotne, takie znaki „STOP” i powodowały wielkie zmiany – dla mnie były to zdecydowanie rewolucje w stylu „zaczynam nowe życie”.  Gdybym jednak miała dziś uczynić rachunek sumienia i podjąć decyzję, czy cofam się, coś zmieniam, czegoś żałuję, idę inną drogą.. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Jestem pewna, że nawet gdybym poszła inna drogą, wcześniej czy później doświadczyłabym spraw, które dla mnie przewidziano. Jeśli mi faktycznie doskwiera coś z przeszłości, staram się rehabilitować teraz.

Matylda aby zyskać, musi stracić - czy jest coś czego nie potrafiłaby Pani poświęcić dla spełnienia swoich marzeń?

Na pewno nie poświęciłabym rodziny i przyjaciół. Nie umiałabym się cieszyć z osiągniętego celu w samotności, a poza tym moja rodzina i przyjaciele, relacje z nimi – to też w pewnym sensie jakieś marzenie, które cały czas spełniam. Są rzeczy, które sprawiają mi radość, dają przyjemność, satysfakcję.. ale są też i priorytety. Dla spełnienia swoich marzeń nie umiałabym też wyrzec się wartości, którymi kieruję się w życiu. Gdyby ktoś zaproponował mi sposób nie do końca „legalny” lub opierający się na zasadach, których nie pochwalam, nie zdecydowałabym się. Nie dążę po trupach do celu.

Barbara Pawlik 

Jak długo powstawała książka „Drugie życie Matyldy” i skąd pomysł na taka książkę ?

„Drugie życie Matyldy” powstawało przez pół roku. Pewnie nie będę oryginalna kiedy przyznam się, że inspiracją do napisania tej książki było samo życie. Czytelnicy pewnie złapią się za głowę po lekturze i zapytają „jak to możliwe?” Od razu dementuję nie jest to niczyja biografia, ani tym bardziej autobiografia, natomiast prawdą jest, że kilka wątków nie jest w stu procentach zmyślonych. Ze mną jest tak, że najpierw odczuwam emocje jakie chciałabym przekazać, a potem ubieram je w konkretne zdarzenia. Dlatego też być może kilka pomysłów siedzi jeszcze w szufladzie..

Grażyna Gutowska 

Gdyby na podstawie książki powstał film to która z polskich aktorek mogłaby zagrać rolę Matyldy ? Jaką muzykę wybrałaby Pani jako podkład?

Takie pytania mocno oddziałują na moją wyobraźnię J Co do aktorki bezapelacyjnie byłaby to Agnieszka Grochowska, którą po prostu uwielbiam. Muzyka na pewno polska, bardzo nastrojowa, mimo że prywatnie preferuję mocniejsze, cięższe granie. Wiadomo trendy, moda, gusty się zmieniają, muzycy serwują nam wciąż to nowe hity. Kilka dni temu usłyszałam w radiu najnowszą piosenkę Janka Borysewicza „Na drugi raz” i doznałam olśnienia, że to byłaby idealna nuta przewodnia dla „Drugiego życia Matyldy”. A może moja zaprzyjaźniona legnicka kapela Miasto Gniewu zgodziłaby się napisać jakiś podkład. Chłopaki są fantastyczni w tym co robią.

Lidia Derdzińska

Co musi się zdarzyć by Pani poczuła potrzebę przelania na papier danej historii, czy są to zasłyszane rozmowy ,czy własne przeżycia.

To są sprawy, których nie potrafię do końca zdefiniować. Prawdą jest, że największy zryw pisarki mam wtedy, kiedy siedzą we mnie jakieś emocje. Po powrocie z urlopu rozpiera mnie energia, radość, wolność, swoboda i wtedy piszę coś lekkiego, wesołego, pokrzepiającego.. Potem przychodzi jesień, nostalgia i klimat w głowie się zmienia. Czasem długo nie piszę, bo blokują mnie jakieś sprawy prywatne, a potem te emocje nawarstwiają się i muszą znaleźć swoje ujście. Czy jeśli główny bohater jest sfrustrowany to znaczy, że autor był sfrustrowany? Nie, ale na pewno pokazuje to, że w jego życiu coś się działo, miał jakieś dylematy, zawahania, lęki.. Ja nie umiałabym chyba pisać smutnej powiastki, w chwili gdy w sercu maj i radość.. Pisanie to jest taka trochę autobiografia duszy..

Daria Przychodzeń 

Jakich Pani uczyła się języków obcych?

W podstawówce, przez siedem lat uczyłam się języka francuskiego. W liceum był niemiecki i angielski, z angielskiego zdawałam pisemną maturę. Na studiach był angielski, a do pracy przyjeżdżał lektor niemieckiego. 

Gdzie Pani studiowała i na jakim kierunku?

Ukończyłam Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Legnicy na kierunku Zarządzanie Inżynierskie, specjalność logistyka. Tam zdobyłam tytuł inżyniera. Później kontynuowałam edukację na Politechnice Wrocławskiej na kierunku Zarządzanie i Marketing, specjalność zarządzanie logistyką. Tym sposobem uzupełniłam tytuł inżyniera przedrostkiem mgr.

Marcin Kannenberg

 Poproszę o wskazanie jednej jedynej rzeczy, bez której nie wyobraża sobie Pani dnia codziennego. Pytanie dotyczy czegoś w czym odnajduje Pani moc sprawczą swojego działania i pracy twórczej. Nie może to być jednostka ludzka. :) 

Jakkolwiek to zabrzmi i zostanie zinterpretowane powiem – modlitwa. Nie jestem żadnym wzorem cnót, do ideału chrześcijanina też mi raczej daleko, ale modlitwa jest faktycznie takim elementem stałym dnia codziennego, a wiara umacnia mnie  i prowadzi przez życie.

 Czy zastanawiała się Pani kiedyś nad tym jak znaczący wpływ Pani twórczość wywiera na jej odbiorców. Czyli inaczej mówiąc, czy zdarzyło się Pani że książka Pani autorstwa stała się motorem do działania dla drugiego człowieka? Być może ktoś za sprawą lektury którejś z książek Pani autorstwa postanowił przewartościować swoje życie? 

Do tej pory nie spotkałam się z taką sytuacją, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Doświadczyłam za to czegoś innego. Spotkałam na swojej drodze kilka osób, które również mają swoje jakieś pasje artystyczne i które po spotkaniu ze mną i przekonaniu się, jak same twierdzą, że jestem takim samym zwykłym człowiekiem jak oni.. zdecydowali się te swoje pasje pokazać światu. Odważyli się zawalczyć o swoje marzenia.

Jeżeli zaś chodzi o oddziaływanie książki na życie ludzkie jestem w trakcie realizacji charytatywnego projektu o nazwie NIE BÓJ SIĘ POMAGAĆ – dzieje się obok nas. Jest to książka będąca zbiorem wywiadów z osobami działającymi społecznie w różnych organizacjach pomocowych na terenie mojego miasta, miast sąsiadujących i okolic. Zgodnie z zamierzeniami ma ona zostać bezpłatnie dostarczona do placówek oświatowych, bibliotek, domów kultury, ognisk młodzieżowych i innych miejsc. Celem jest właśnie pobudzenie ludzi do zmian, do przewartościowania życia, do większej wrażliwości na drugiego człowieka.

Jagoda Gindera 

Czy ma Pani swojego ulubionego pisarza/pisarkę? Jakie książki królują na Pani regale? :) 

Musiałabym sięgnąć do początków mojej „kariery” czytelniczej. W młodości przeczytałam chyba wszystkie książki Lucy Maud Mongomery, Krystyny Siesickiej i Małgorzaty Musierowicz. Bardzo lubię też Joanne Chmielewską. Ostatnio zaczytuję się w Remigiuszu Mrozie i Katarzynie Bondzie. Ogólnie jestem bardzo otwarta na literaturę polską. Czytam około 3-4 książki w miesiącu. Lubię kryminały, obyczajówki, ale też literaturę faktu czy biografie. Jeśli chodzi o regał to ostatnimi czasy jest to głównie regał wirtualny. Sporo z moich książek w momencie przeprowadzki podarowałam bibliotece. Często też przeczytane książki przekazuję na różne licytacje charytatywne. W wersji papierowej na mojej półce zdecydowanie królują książki kucharskie,  wśród nich prym wiedzie „Kuchnia Polska” z 1988 roku, którą dostałam od mamy w posagu. Jedną z moich ulubionych książek jest też „Księga rekordów Guinessa”, którą dostałam w prezencie. Niezwykle mnie fascynuje.

Jakie cechy charakteru przydają się w pracy pisarza? :)

Gadatliwość, umiejętność nawiązywania kontaktów, otwartość, dociekliwość, rozbudowana wyobraźnia, spostrzegawczość, umiejętność myślenia abstrakcyjnego, ale też determinacja i anielska cierpliwość. Duże znaczenie ma też dystans, nie można dać się zwariować.

Edyta Chmura 

W książkach prawda miesza się z fikcją i to od autora zależy, co osiągnie przewagę. Nawet jeśli nie opisuje się własnych doświadczeń, wzorem bohatera nie jest ktoś nam znany, to i tak w pewnym stopniu przelewa się na papier swoje przemyślenia, poglądy, obserwacje. Jak dużo siebie przekazuje Pani czytelnikom w swoich powieściach?

Naprawdę bardzo dużo. Szczerze, czasami zastanawiam się czy to nie podchodzi pod jakiś duchowy ekshibicjonizm. Nie chciałabym żeby czytelnicy zaraz doszukiwali się analogii pomiędzy treścią książek, a moim życiem osobistym, bo tak jak autorka pytania słusznie zauważyła, i ja potwierdzam, nie są to żadne biografie czy autobiografie. Emocje są jednak jak najbardziej prawdziwe. Jeżeli coś mnie w życiu boli, uwiera to mój bohater w książce doświadczy takich sytuacji, które wywołają u niego właśnie takie emocje. Czytelnicy muszą jednak wziąć pod uwagę, że proces wydawniczy książki trwa pół roku, czasem dłużej.. dlatego w momencie ukazania się książki autor może być już w zupełnie innym nastroju duchowym.. Czasami zarzuca mi się, że „kreuję się” na wesołą optymistkę, a w książce piszę o ludzkich dramatach.. Prawda jest taka, że po wylaniu na papier odczuwa się po prostu ulgę.. To jest jak wygadanie się przyjaciółce przy kawie.

Pani motto życiowe brzmi: Piszę, więc jestem! Jak zatem wyobraża sobie Pani swój dzień bez myślenia o fabule, spisywania ulotnych pomysłów czy wytrwałego klikania w klawiaturę?


Dni, kiedy piszę lub nie piszę układają się mniej więcej proporcjonalnie. To jest naturalne, chociaż moje reakcje są różne w zależności czy stan taki jest zaplanowany, czy nie i czy jakaś historia uwiera mnie aktualnie w głowie i domaga się wylania na papier. Zdecydowanie gorzej jest z tym nie myśleniem o historii, o fabule, o bohaterach.. Bardzo często jest tak, że gotuję, sprzątam czy siedzę z dziećmi w kolejce do lekarza, a tak naprawdę jestem nieobecna. Dużo czasu spędzam a aucie, ponieważ mieszkam w miejscu, z którego niestety do większości miejsc trzeba po prostu dojechać. Podczas jazdy obowiązkowo przygrywa mi radio, a im bardziej nastrojowa muzyka, tym większą ochotę mam włączyć dyktafon w telefonie i nagrać chociaż parę zdań do książki. To absolutnie nie jest tak, że gdy spotykam się z koleżanką to przytakuje, kiedy ona mi coś opowiada, ale tak naprawdę wcale jej nie słucham. Nie jest też tak, że słucham jej uważnie, a w głowie mam niecny plan wykorzystania jej zwierzeń w książce.  Ja myślę, że w wielu zawodach jest tak, że nawet po wyjściu z pracy mamy gdzieś z tyłu głowy sprawy zawodowe. Zwłaszcza jeśli zawodowo robimy to, co naprawdę lubimy, co daje nam satysfakcję. I z pisaniem też tak jest.   Kiedy piszę, skupiam się na pisaniu, kiedy nie piszę – też zdarza mi się o tym myśleć. Analogicznie w trakcie pisania też zdarza mi się, że na chwilę się rozpraszam, bo nagle przypomni mi się np. „Ooo, syn jutro ma być w szkole na galowo. Muszę wyprasować koszulę”.. Zapisuję sobie przypomnienie i wracam do pisania. 

Dziękujemy za tyle ciekawych pytań, a Autorce za poświęcenie czasu, by odpowiedzieć na każde z nich. 

4 komentarze:

  1. Bardzo interesujący wywiad,gratuluję ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujący wywiad,gratuluję ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję za zaproszenie i gratuluję Panu Marcinowi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za zaproszenie i gratuluję Panu Marcinowi!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.