niedziela, 10 lipca 2016

Brian Staveley - Miecze cesarza

"Miecze cesarza" Briana Staveleya to książka, która wpada w oko i to nie za sprawą samej okładki, ale dzięki krótkiej notce, którą znalazłam, że "czytelnicy Georga R.R. Martina, będą nią zachwyceni" :)
Uwielbiam cykl Pieśni Lodu i Ognia,dlatego  sięgnęłam po tę pozycję, aby zobaczyć czy to stwierdzenie się spełni i czy rzeczywiście będzie ona dobra.

"Kaden, dziedzic Nieciosanego Tronu, spędził osiem lat w odległym górskim klasztorze, poznając tajemne nauki mnichów służących Niememu Bogu. Ich rytuały zawierają klucz do starożytnej mocy, nad którą musi on zapanować.

Za morzem jego brat Valyn odbywa brutalny trening w Kettralu, elitarnej jednostce, której członkowie dosiadają gigantycznych czarnych ptaków. Przed nim ostatnia, śmiertelnie niebezpieczna Próba Hulla.

W stolicy zaś minister finansów Adare, wyniesiona na to stanowisko jednym z ostatnich zarządzeń cesarza, próbuje wykazać się przed swoim ludem. Jest także przekonana, że wie, kto zamordował jej ojca. Nie cofnie się przed niczym i uczyni wszystko, żeby sprawiedliwości stało się zadość."


Zacznijmy od stylu autora. Autor jak na literaturę fantastyczną pisze bardzo prostym językiem, mimo wszystko umie stworzyć niebywałe napięcie. Nawet nie możecie sobie wyobrazić ile  nerwów "zjadłam" w niektórych momentach przez co moje paznokcie uległy dość poważnemu uszczerbkowi :)
 W książce jest na prawdę dużo humoru, przez co książkę czyta się szybko i nawet osoby, które raczej nie sięgają po taką literaturę, będą się dobrze bawiły.

Plan świata, wszystkie opisy, które pojawiły się w książce były bardzo ciekawe, autor nie rozpisywał się nad jedną rzeczą, tak, że można było się zanudzić, co uznaję za wielki plus.

Moją zdecydowanie ulubioną postacią pozostał Valyn. Był on najbardziej ciekawą postacią pod względem charakterologicznym, a to najbardziej cenię i lubię w książkach. Sposób w jaki został opisany, trudy szkolenia i cała zagadka owiana wokół niego przyczyniła się do tego, że  szybko zapałałam do niego sympatią. Adare na początku nie mogłam zdzierżyć, czytając o niej miałam przed oczami cały czas Cersei z Gry o Tron i właściwie sama nie wiem dlaczego. Mimo wszystko gdy nastał koniec książki i poznałam "tajemnice", po prostu ją polubiłam, chociaż nie było łatwo :)

Kaden, Kaden, Kaden, nowy Cesarz, który został wysłany do zakonu, co mogę powiedzieć aby przypadkiem czegoś nie zaspoilerować? Liczę na to, że w drugiej części będzie dużo więcej akcji związanych z nim :) 

Podsumowując książka jest warta przeczytania, nawet jeśli ktoś nie bardzo "jara" się fantastyką. Fanom dzieł Georga R.R. Martina, polecam podwójnie, na pewno się nie zawiedziecie. Książka trzyma poziom i już nie mogę się doczekać,aż złapię za  jej drugą część! :) 

Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Rebis. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.