Blogerzy polecają - Marzec

Podobno każda pliszka swój ogonek chwali, każda matka dumna jest z sukcesów swoich dzieci, tak i ja jestem dumna z antologii „Siła jej piękna”. To książka, w którą włożyłam naprawdę kawał serca, którą szczerze polecam i z której jestem bardzo dumna. To nie był łatwy projekt — osiem autorek piszących tak różnie, spora rozpiętość gatunkowa i czas, który nas gonił. Od początku wiedziałam, że premiera tej książki musi wypaść na 8.03, w Dzień Kobiet — taki nasz prezent od kobiet dla kobiet. Każde z opowiadań przedstawia zupełnie inny obraz kobiety, każde opowiada zupełnie inną historię, jednak łączy je to, że pokazują kobiety jako silne i piękne. Widać, że autorki włożyły w tę antologię sporo pracy i serca, opowiadania są prawdziwe, brak w nich sztuczności. Tę antologię czyta się niesamowicie szybko, bo historie opowiedziane przez autorki wciągają od pierwszych zdań.

„Siła jej piękna” to zbiór wyjątkowych opowiadań, przedstawiających różne strony kobiecej natury. Autorki tej antologii pokazały, że choć różnimy się od siebie, w każdej z nas tkwi wewnętrzna siła, którą wystarczy odkryć. To idealna książka na prezent. Gorąco polecam!
Ewelina Nawara My fairy book world


„Kryształowe motyle” to opowieść otwierająca czytelnikom oczy na to, że wśród nich są osoby cierpiące zniewyobrażalnej tęsknoty za utraconymi dziećmi. Dzięki tej historii może odważą się odezwać, poszukać podobnych sobie, odnaleźć iskrę nadziei. Bo śmierć dziecka, mimo swojej potegi, nie jest końcem życia jego matki. Przychodzi taki czas, że i ona ma ochotę się uśmiechnąć, czerpać radość z drobnych przyjemności, poszukać szczęścia. I ma do tego prawo.
Podobnie jak u Jodi Picoult, zakończenie zaskakuje i szokuje. Sprawia, że przez myśli galopują zarówno pozytywne jak i ciemne odczucia. Doświadczamy radości,nadziei, ale też porażki i czarnej otchłani rozpaczy. Historia Anny, Elżbiety i Izabeli pozostanie ze mną na długo i będę ją polecać przy każdej nadarzającej się okazji. „Kryształowe motyle” – opowieść o kruchości życia i delikatnych skrzydłach optymizmu – wyjątkowa, przejmująca i napisana tak, że nie sposób się od niej oderwać. A po lekturze gwarantowany kac książkowy i stosy zapłakanych chusteczek…
Dorota Lińska-Złoch Przeczytanki 


Kolejny miesiąc za nami. Kolejne książki przeczytane. A jaka była najlepsza? Tym razem chciałabym Wam zachęcić do sięgnięcia po „Zawsze i wszędzie” autorstwa Brittainy C. Cherry. 
Wyobraź sobie, że wiedziesz spokojne i ułożone życie u boku wspaniałego męża. Wasze małżeństwo trwa już piętnaście lat, jesteście szczęśliwi, choć nie zawsze się Wam układało. Z czasem zaczynasz odczuwać pewnego rodzaju pustkę, potrzebujesz coraz więcej ciepła, uwagi, bezpieczeństwa i miłość, ale nagle wszystko to, co dotychczas Cię scalało zostaje Ci odebrane. Mąż Cię zostawia. Jednak Ty nadal pragniesz jego miłości. On karmi Cię kłamstwami, a potem na jaw wychodzi prawda, która załamuje Cię jeszcze bardziej. Kolejny cios. Ile jesteś w stanie znieść? Jesteś zdruzgotana, zrozpaczona i masz już wszystkiego dość. Tracisz wiarę w miłość, ludzi i życie. Pragniesz zmian. Jesteś przekonana, że powrót w rodzinne strony pozwoli Ci uleczyć złamane serce. Ale tam spotykasz się ze swoją zaborczą i kontrolującą matką, która uważa, że rozwód to ośmieszenie całej rodziny. Na szczęście masz wsparcie w siostrze i ojcu. Jak sobie poradzisz w takiej sytuacji? Wkrótce poznajesz Jego. Mężczyznę, który nie ma dobrej reputacji w mieście. Mężczyznę, z którego wszyscy szydzą, drwią i oceniają przez pryzmat ojca alkoholika. Oceniają za błędy młodości, za to, że chciał zapomnieć o najboleśniejszych fragmentach swojego życie. Nikt nie dostrzega, że Jack się zmienił. Nikogo nie obchodzi, jaki Jackson Emery jest naprawdę. Ile przeżył, ile krzywd mu wyrządzono, jak wiele razy chciał się poddać, ale jednak wciąż walczył. Ale Ty pragniesz go zrozumieć. Pragniesz dostrzec jego prawdziwe barwy i dobro, które w nim tkwi, choć jest poharatany wewnętrznie.  Pomiędzy Wam pojawia się wzajemna nić fascynacji. Zaczynacie spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Poznawać się. Otwierać duszę. Mówić o swoich zmartwieniach, bólu i dylematach. Ale czy miłość jest Wam pisana? To miał być tylko wakacyjny romans... Oboje tak różni, ale prawdziwi. Oboje skrzywdzeni, ale silni. Oboje pełni smutku, ale pełni wiary w lepsze jutro. Ile jeszcze musicie przeżyć, by być razem? Czy w ogóle możecie być razem? 
To opowieść o straconej i odnalezionej miłości. O odkrywaniu samego siebie. Ta książka łamie serce, by za moment je uleczyć i scalić na nowo. Wyśmienita uczta dla duszy. Jestem pewna, że "Zawsze i wszędzie" skradnie Wasze serca, poruszy dusze i zostanie w myślach jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Ja to poczułam.
REASUMUJĄC: Pozwolę sobie podsumować "Zawsze i wszędzie" cytatem, który znalazłam w tej książce: "To jedna z tych historii, gdy ma się ochotę jednocześnie krzyczeń i płakać. - Była to ta powieść, od której bolało za mostkiem, a nawet jeśli chciało się ją odłożyć, by zaczerpnąć tchu, przerzucało się następną stronę, nie martwiąc się czymś tak prozaicznym jak oddychanie".
Hanna Smarzewska Nie oceniam po okładkach



„Skaza” otwiera trylogię z Bernardem Gossem, śledczym, którego los bardzo mocno doświadczył. Chociaż jak tak myślę o powieści jako całości, to tam nie ma bohatera, który nie miałby jakiejś skazy — Goss, jego syn, Tarasewicz, Otręba... każdego z nich autor obdarzył bagażem złych doświadczeń czy nietrafionych decyzji. Co by było, gdyby....? Na to pytanie, podobnie jak bohaterowie, nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, a czasu cofnąć się nie da.

Fabuła „Skazy” jest mocno zaplątana i w przeciwieństwie do wielu innych powieści, Małecki nie daje czytelnikowi odczuć, że ten wie więcej niż pracujący policjanci. Cały czas kluczy, nie dopowiada, a wraz z Gossem łapiemy kolejne tropy, które prowadzą donikąd, a może wcale nie? W powieści bieżąca akcja przeplata się z wydarzeniami sprzed 10 lat, kiedy to w tajemniczych okolicznościach zaginął lokalny, chełmżyński biznesmen wraz z żoną. W toku aktualnych czynności komuś bardzo zależy, aby zaginięcie nadal pozostało sprawą niewyjaśnioną.

Nawet nie zauważyłam, że „Skaza” ma ponad 500 stron! Śledztwo, życie prywatne, a właściwie prywatne pasmo nieszczęść i dość oryginalne hobby Bernarda Gossa pochłonęło mnie raptem na dwa wieczory, więc to świadczy samo za siebie 🙂 Ta książka jest świetnie napisana, wątki tak różnorodne, że choć dotyczą tej samej sprawy, bardzo ciężko je powiązać. Ja utonęłam w wykreowanym przez Małeckiego świecie i myślę, że Was też to czeka. Polecam!
Sylwia Prus Z książką na kanapie



„Kalendarz z dziewuchami” autorstwa Ady Johnson to wyjątkowo ciepła, pełna humoru opowieść o niezwykłej sile przyjaźni, miłości. Pełna charyzmatycznych, wielowymiarowych postaci. To książka o kobietach takich jak każda z nas. O naszych słabościach i o tym, co daje nam siłę. Jeżeli szukacie powieści, przy której będziecie się mogli odstresować i naładować akumulatory, to „Kalendarz z dziewuchami” nadaje się do tego idealnie.
Justyna Leśniewicz Książko, miłości moja

3 komentarze:

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger