Tam, dokąd zmierzamy - B.N. Toler (PATRONAT MEDIALNY)

Tam, dokąd zmierzamy - B.N. Toler (PATRONAT MEDIALNY)

Po śmierci brata, życie Charlotte wywraca się do góry nogami. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie ze stratą ukochanego brata, a na dodatek zaczyna widzieć duchy, które potrzebują jej pomocy. Rodzina uznaje ją za wariatkę, faszeruje lekami, a na koniec wspaniałomyślny tatuś daje jej trzydzieści tysięcy dolarów i każe wyprowadzić się z domu. Po pięciu latach pomagania zmarłym dziewczyna jest na skraju załamania nerwowego i jedyną drogą ratunku jest dla niej samobójstwo. Postanawia skoczyć z mostu, jednak na jej drodze pojawia się kolejny duch, który prosi ją o pomoc, ale w zamian sam także chce jej pomóc. Ike to żołnierz, który zginął w Afganistanie, a jego brat bliźniak po jego śmierci stacza się coraz bardziej na samo dno. Ike widzi w Charlotte ostatnią deskę ratunku i ma nadzieję, że dziewczyna zdoła pomóc Georg'owi, a on sam będzie mógł wtedy spokojnie przejść na drugą stronę i spocząć w spokoju. Jednak pojawia się jeden problem, bo Ike staje się Char ogromnie bliski i zaczyna łączyć ich uczucie. Najgorsze jest to, że dziewczyna wie, że kiedy uda jej się pomóc Georg'owi, Ike odejdzie już na zawsze. Jak zakończy się ta historia? Czy dziewczyna poczuje także coś do Georga? Tego wszystkiego musicie dowiedzieć się sami.

„Samobójstwo to wyraz egoizmu. To policzek wymierzony tym, którzy umarli, choć chcieli żyć.”

„Tam, dokąd zmierzamy” to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i aż ciężko zebrać mi myśli, by coś sensownego o niej napisać. Na usta cisną mi się wyłącznie same słowa uznania, ale naprawdę tylko na to zasługuje ta historia. Trochę powzdycham, trochę posłodzę i tak będzie wyglądała moja recenzja, bo ta powieść jest tak piękna, tak chwytająca za serce, że naprawdę nie mogę inaczej. Przyznam się Wam szczerze, że nie byłam przygotowana, na to, co dostałam w tej książce, czytając opis, byłam przekonana, że historia Char, Ike’a oraz Georga będzie cudowną czytelniczą ucztą, ale rzeczywistość przerosła wszelkie moje oczekiwania. Jeszcze nigdy nie czytałam książki z takim wątkiem, więc już samo to, jest dla mnie ogromnym atutem. Autorka z niebywałą lekkością napisała historię, która szturmem podbiła moje serce i mogę Was zapewnić, że to jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Sztuką jest stworzyć coś tak ciekawego i pochłaniającego bez reszty, bo naprawdę udaje się to niewielu autorom. Śmiało mogę napisać, że B.N. Toler może być cholernie dumna z historii, którą napisała, ja naprawdę zostałam zauroczona, a łzy wzruszenia nie raz ściskały mnie za gardło. To książka godna polecenia i będę o tym trąbiła na lewo i prawo, bo trzeba promować tak piękne historie, które zakorzeniają się w głowie i nie dają o sobie zapomnieć.

Autorka stworzyła niesamowitą plejadę bohaterów i to oni są głównym autem tej książki. Każdy z nich jest inny, niepowtarzalny i wyjątkowy. Nawet postacie drugoplanowe zostały przedstawione przez autorkę w taki sposób, iż momentalnie obdarzyłam ich sympatią. Tak prawdę powiedziawszy, to nie ma w niej zbyt wielu złych bohaterów, bo nawet Misty nie jest taka zła, bardziej jest wredna i przebiegła, ale przecież w każdej historii musi być jakieś urozmaicenie. Jeżeli chodzi o głównych bohaterów, to naprawdę w ich kreację autorka włożyła ogrom pracy. Poznajemy ich od podszewki i razem z nimi dzielimy ich ból, który jest dominujący w tej historii. Nie będę Wam ich opisywać, bo musicie sami dobrze ich poznać, ale jestem przekonana, że bracia McDermott zdobędą niejedno czytelnicze serce. Mnie trudno było wybrać jednego z nich, bo obaj mieli złote i dobre serca, a o takich właśnie mężczyznach marzy każda dziewczyna. 

„Chwile przychodzą i odchodzą; są jak szybkie przebłyski czasu. A jednak mogą mieć największy wpływ na nasze życie. Albo je złapiemy i wykorzystamy do naszych potrzeb, albo wypuścimy. Te, którym pozwalamy odejść, wiążą się z nami najsilniej – ponieważ żal jest czymś, co nigdy nas nie opuszcza.”

Książka jest niebywale emocjonująca, wzrusza, bawi i przede wszystkim daje do myślenia. Autorka uświadamia, jak ciężko pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego, jak ważna w naszym życiu jest miłość oraz bliskość drugiego człowieka, a przede wszystkim pokazuje jakim darem jest życie. 
Gorąco polecam Wam tę powieść i jestem przekonana, że tak jak ja zatracicie się w tej historii. Zapomniałam napisać, że książka ma jeden minus…
ZA SZYBKO SIĘ JĄ CZYTA!!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo NieZwykłe.
Misja Wywiad z Anitą Scharmach

Misja Wywiad z Anitą Scharmach


Zapraszamy na Misję Wywiad z Anitą Scharmach. Miło nam ogłosić, że zwycięskie pytanie zdała Dorota Wilk Drapała. Swoje dane  do wysyłki nagrody prosimy wysłać na adres: stawska19@gmail.com.
Na maila czekamy trzy dni, po tym czasie nagroda przepada.



Mam wrażenie, że obecnie modne są podziały, tworzenie kategorii, zaszufladkowanie, np. dzielenie literatury na kobiecą i tą dla mężczyzn. Co Pani o tym sądzi? Do kogo kieruje Pani swoje książki? I czy w zasadzie to coś złego pisać "dla kobiet"?

AS. Mam zupełnie inne zdanie. Często czytam kryminały , koleżanka ubóstwia wręcz pióro Mroza, a mój mąż obecnie zaczytuje się w mojej najnowszej książce i wszyscy są szczęśliwi… Drugiej części Pani pytania nie rozumiem. Nie widzę nic złego ani dziwnego tworząc powieść z gatunku obyczajówki, wręcz przeciwnie. Życie bowiem dostarcza tyle tematów;-)

Julia straciła narzeczonego w wypadku i skupiła się na karierze. Czy praca może być skutecznym lekarstwem na złamane serce?

AS. Z tym rożnie bywa. Chyba najlepszym lekarstwem jest czas, jak mawiała moja babcia.

W nawiązaniu do tytułu, co oznacza dla Pani sukces?

AS. Odpowiedź znajdzie Pani na pierwszej stornie powieści  „Sukces rysowany szminką” (dedykacja).

Gdyby Pani miała taką możliwość, komu ze znanych ludzi podarowałaby swoją książkę "Sukces rysowany szminką"?

AS. Miałam taką możliwość i moją powieść ofiarowałam wielu pisarzom, z którymi się przyjaźnię lub sympatyzuję, doskonałą okazją ku temu były Warszawskie Targi Książki.

Czym ta książka wyróżnia się od innych, czym chce mnie Pani, jako czytelnika zaskoczyć?

 AS. Lubi Pani huśtawkę emocjonalną, taki rollercoaster?  To zapraszam do lektury.

Jakie cechy, według Pani powinien posiadać idealny czytelnik?

AS. Nigdy w ten sposób nie myślałam…. Idealny=szczery.

Jakie to uczucie stworzyć, napisać książkę, a potem moc ja trzymać, nowa, wydrukowana i oprawiona w swoich dłoniach? Pamiętam jak napisałam pracę magisterska na 130 stron, oprawiłam ją w twarda okładkę i do tej pory biorę ja w dłonie i rozkoszuję się, że ja coś stworzyłam. Czy pani ma podobnie?

AS. To cudowne uczucie. Kiedy otworzyłam pierwszy karton z Wydawnictwa zaraz po moim  debiucie, nie umiałam nazwać tego uczucia. Pierwszy raz na zmianę płakałam i śmiałam się, ręce drżały a nogi się trzęsły. Cudownie. Tak samo było przy kolejnej, kolejnej i kolejnej….i od razu wącham.

Czy pisząc ma pani odczucie ze zostawia po sobie namacalny ślad dla innych i to na długie lata?

AS. Mąż mi kiedyś to uświadomił, powiedział: „Kiedy ja odejdę nic po mnie nie zostanie, a po Tobie zostaną książki”… i tak smutno mi się zrobiło….;-)

Ile szminek ma Pani w swojej kosmetyczce?

AS. Po WTK całą masę. Czytelniczki przyniosły mi szminki w prezencie. Mam każdy kolor! Cudowne te moje Czytelniczki…

2.Ile czasu poświęca Pani na makijaż?

AS. Maluję się od święta, więc nawet nie pamiętam ile czasu mi to zajmuję. Teraz korzystam z tych szminek, które otrzymałam – a to trwa  sekundę.

Będąc małą dziewczynka kim chciała Pani być?

AS. Zawsze marzyłam, aby pisać. Nie miałam pojęcia, że się spełni.

2. Z kim w duecie chciałaby Pani napisać książkę i o jakiej tematyce?

AS. Nie zdradzę;-) Mogę tylko napomknąć, że plany już są…

Czy lubi Pani kontynuacje, czy zamierza Pani napisać część 2 i część 3, a może woli Pani całkowicie zaskoczyć czytelników i stworzyć książkę zupełnie nie podobną do poprzednich. Może np. kryminał lub powieść retro?

AS. Pisząc powieść „Zaraz wracam” nie spodziewałam się, że otrzymam tyle wiadomości od Czytelników z prośbą o kontynuację. I zrobiłam to. Napisałam. Dlatego nigdy nie wiem, co nastąpi. Co zaś tyczy się tematyki: Póki co,  dobrze czuję się na swoim podwórku.

Sukces pisany jest szminką, a czym i jak zapiszesz porażkę i niepowodzenie, gdy ,,odpukać,, trafi się??

AS. Łzami.

1.Czy uważa Pani, że sukces można zawdzięczać właśnie dzięki pomalowanym ustom? 

AS. Julii się udało, więc dlaczego nie?

2.Ile czasu poświęca Pani na pisanie? 

AS. Kocham pisać a zakochani czasu nie liczą. ;-)

Która z twoich powieści jest najbliższa Twojemu sercu?

AS. Wszystkie. To jakby zapytać, które z moich dzieci kocham najbardziej.

Pewnie jesteś z tej grupy kobiet, które nawet ze śmieciami wychodzą z pomalowanymi ustami.Róż, a może krwista czerwień?..... W nawiązaniu do premiery.

AS. To jakieś pomówienia (hahhaha). Bardzo rzadko się maluję. Swego czasu nawet otrzymałam reprymendę od swojej przyjaciółki, powiedziała wówczas, że powinnam o siebie bardziej zadbać i w prezencie dała mi piękną, czerwoną szminkę.

Kiedy stwarzasz nową postać, co jest dla Ciebie istotne w kreowaniu jej, na czy się skupiasz? Na charakterze, wyglądzie, historii z którą wiąże się Twój bohater(ka)? I czy postać powstaje w Twojej głowie najpierw jako całość, czy kreuje się podczas pisania?

AS. Wszystkie wyżej wymienione cechy są istotne. Najdziwniejsze jednak jest to, że moi bohaterzy czasem się mnie nie słuchają. Myślę  o czym innym a ręką tworzy inną historię.

Jakiego koloru szminkę preferuje Pani na co dzień, a jaki na specjalne wyjścia? Musi być to ważny kosmetyk w Pani kosmetyczce skoro taki tytuł książki?

AS. Szminka w powieści to tylko symbol i jako symbol jest rzeczywiście bardzo ważna, jako kosmetyk mniej. Im jestem starsza, tym częściej jej używam.

Pamięta Pani swoją pierwszą szminkę? ,,Podkradła" Pani ją swojej mamie czy to była już Pani własna?

AS. Pierwszy raz maznęłam usta szminką babci. Babcia wychodziła do przyjaciółki i kiedy tylko zatrzasnęła za sobą drzwi, ja ćwiczyłam sztukę makijażu. Z marnym skutkiem. W efekcie połamałam babci pomadkę.

Kochana Anitko, czy jak piszesz to zauważasz kurz w domu na meblach?(bo wiesz,  jak leży równo to go nie widać!) I czy nie rozprasza cię słońce i świergot ptaków za oknem?? Bo jak ja miałam się skupić nad wypracowaniem w czasach szkolnych to moje ADHD nie pozwalało mi na nic za dnia, dopiero wieczorem i w nocy, gdy bodźce zniknęły mogłam się skupić...No więc, jak???

AS.  Muszę Cię zaskoczyć, otóż jestem bardzo zorganizowana i ogarniam wszystko. I odprawienie dzieci do odpowiednich placówek (szkoła, przedszkole), pranie, sprzątanie, gotowanie i pisanie. Zawsze znajdę czas na pasję. A jak zdarzy się bałagan, to też korona nikomu z głowy nie spadnie, posprząta się później, kiedy wena teraz.

Skąd Autorka czerpie inspiracje do swoich książek?                                
AS. Z życia Joanno, z życia. I z mojej wyobraźni.

 Skąd pomysł na tytułową szminkę? Nie wiem może mówiłaś o tym i mi umknęło ale bardzo mnie to intryguje.

AS. Tytuł powstał na początku, potem ułożyłam fabułę. A skąd do głowy przyszedł mi pomysł na tytuł? Pewnie go zobaczyłam w głowie i już!

I bardzo chciałabym się dowiedzieć o to jaka jest Twoja najukochańsza książka do której zdarza Ci się wracać.

AS. „Ołówek”- powieść tkana życiem. Niestety życie później postawiło kropkę…

 Odniosę się do tytułu Pani książki. Skoro "szminka" , to jaki jest jej ulubiony Pani kolor i odwrotnie, jakiego koloru szminki nigdy by Pani nie użyła?.

AS. Teraz kiedy otrzymałam mnóstwo szminek, uwielbiam eksperymentować. Doskonale czuję się w kolorze bordo, czerwieni i taki lekko wpadający we fiolet. Natomiast zrezygnuję z żółtego i beżu.

 Dziękuję za wszystkie pytania i fajną zabawę. Pozdrawiam serdecznie.

Przystań nadziei - Irene Hannon

Przystań nadziei - Irene Hannon

„Tracy Campbell nigdy nie chciała wyjeżdżać z Przystani Nadziei w pochmurnym Oregonie ani opuszczać należącej do jej rodziny od trzech pokoleń sielskiej plantacji żurawiny, na której dorastała. Jednak perypetie życiowe (i miłosne) pokrzyżowały jej plany. Kiedy tragiczne wydarzenia ponownie wywracają jej świat do góry nogami, postanawia wrócić do rodzinnego miasta i dźwignąć kulejącą plantację. Nie ma w planach kolejnej miłości…

…nie ma jej też Michael Hunter. Turysta z Chicago skrywa w swym sercu mroczne sekrety. Gdy jednak Tracy werbuje go do pomocy w miejscowej organizacji charytatywnej, w Przystani Nadziei daje się wyczuć powiew zmian, przynoszących pocieszenie i nadzieję wielu ludziom – w tym także Tracy i Michaelowi.”

Z twórczością Irene Hannon nie miałam wcześniej styczności, a autorka ma na swoim koncie naprawdę sporą ilość napisanych powieści. Jak możecie się domyślić, książkę do recenzji wybrałam po opisie, który bardzo mi się spodobał i tak prawdę powiedziawszy, oczekiwałam, że dostanę fajny i lekki romans, który umili mój czas. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy po zagłębieniu się w lekturę, odkryłam, jak prawdziwa i wartościowa jest to powieść. Książka skłoniła mnie do wielu refleksji i uświadomiła mi naprawdę wiele spraw. Autorka w niewyszukany sposób opisała spotkanie dwójki poranionych i doświadczonych przez los bohaterów. Im dalej czytałam, tym bardziej odnosiłam wrażenie, że ich spotkanie  nie było przypadkowe, myślę, że ktoś z góry właśnie tak poprowadził ich ścieżki, by w pewnym momencie się złączyły. Mówi się, że naszym życiem rządzi przeznaczenie i jestem w stu procentach przekonana, że tak właśnie było w przypadku głównych bohaterów. 

Autorka wykreowała świetnych bohaterów, bo Tracy i Michael są niezwykle ludzcy, prawdziwi i nie ma w nich krzty przerysowania. Od razu obdarzyłam ich sympatią, a nawet pokochałam, bo po prostu nie mogłam inaczej. Jak wiemy, dla każdego trudne są nowe początki, ciężko ponownie zaufać i otworzyć serce na nową miłość, a przed bohaterami była długa droga, pełna niepewności i lęku. Czy mają szansę odnaleźć swoją własną, małą PRZYSTAŃ NADZIEI? 
Powieść pochłonęła mnie już na samym początku, z ciekawością obserwowałam zmagania bohaterów i oczywiście trzymałam kciuki, by udało im się zostawić przeszłość za sobą, by z nadzieją spojrzeli w przyszłość i by udało im się otworzyć na nowe uczucie.

„Przystań nadziei” to powieść, którą naprawdę warto przeczytać. Książka skłania do refleksji i uświadamia, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. 

Polecam! Dla mnie czas spędzony przy tej książce, był po prostu wspaniały.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dreams.

Miała dzikie serce - Atticus

Miała dzikie serce - Atticus

„O miłości mówi tak, że natychmiast pragniesz się zakochać.
Gdy pisze o smutku i samotności, dostajesz gęsiej skórki – bo wydaje ci się, że czytasz o sobie.

Bezczelnie i szczerze wyraża, co czuje, a ty wiesz, jak wyglądają wtedy jego oczy. 
A może to oczy kogoś innego, o kim teraz myślisz?

Atticus jak nikt inny ubiera emocje w słowa, a słowa w emocje. Jego utwory poruszają
tak bardzo, że stały się najczęściej tatuowaną poezją na świecie.

Sprawdź, który wiersz najlepiej wyraża ciebie.”

Jeszcze nigdy nie pisałam recenzji tomiku wierszy, ale przecież zawsze jest czas na ten pierwszy raz. Przyznam też szczerze, że dawno nie czytałam wierszy, które zrobiłyby na mnie tak piorunujące wrażenie, jak te, które znalazłam w tym tomiku. Atticus trafił nimi wprost do mojego serca i choć przeczytałam je już kilka dni temu, to często wracam do nich myślami. Kilkanaście z nich zapisałam sobie na kartce i na pewno je gdzieś wykorzystam. Mogłabym nawet napisać, że autor obdarł mnie z emocji oraz odsłonił moją duszę i serce, bo naprawdę te wiersze są tak piękne, tak prawdziwe, że niejednokrotnie czułam się tak, jakby autor znał mnie na wlot i pisał właśnie o mnie. To przedziwne, ale i zaraz cudowne uczucie i jestem przekonana, że i Wy podczas czytania tych krótkich, ale jakże pięknych wierszy, poczujecie to samo co ja. Tomik zawiera wiersze białe, czyli takie, które zawsze najbardziej do mnie przemawiały i choć ostatnio nie mam czasu, by czytywać poezję, to dla Atticusa zrobiłabym jeszcze niejeden wyjątek. Autor pisze sercem i przelewa uczucia na papier, czuć to naprawdę w każdym słowie, które zostało przelane na papier. Wszystkie jego utwory są o czymś ważnym, prawdziwym i tylko od nas zależy, jak zostaną zinterpretowane i co w nich znajdziemy, bo jestem przekonana, że każdy czytelnik spojrzy na nie innym okiem i sercem.

Tomik podzielony jest na trzy części i by troszkę przybliżyć Wam każdą z części, wkleję Wam przykładowe wiersze, byście mogli zobaczyć, o czym tak naprawdę piszę cały czas. 

Część pierwsza
MOJA MIŁOŚĆ

„Miłość
to nurkowanie głową w dół
w cudzy chaos
i odkrywanie,
że ma to sens.”

Część druga
DZIEWCZYNA

„Mieszkała we mnie
jak pierwsze kilka dni
lata:
ciepła
i nowa
i
nieskończenie
możliwa."

Część trzecia
DZIKIE SERCE

"Nasze wiersze
były liścikami,
które zostawialiśmy
naszym
zdezorientowanym
młodszym
wcieleniom.”

Prawda, że są piękne? Mam nadzieję, że tak uważacie i sięgniecie po ten tomik, by zachwycić się nimi tak jak ja. To piękna, emocjonująca i magiczna poezja, która wciąga swoim pięknem i zarazem prostotą. Każdy wiersz ma sobie głębię, niejeden wzrusza i chwyta za serce. Ja pokochałam twórczość autora i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała okazję czytać jego wiersze. Nadmienię także, że książka jest obłędnie wydana, już sama okładka zachwyca, a środek jest jeszcze dużo lepszy. Piękne wiersze, piękne zdjęcia. Nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Uważam, że nie trzeba kochać poezji, by zatracić się w tych pięknych wierszach.

Polecam i mam nadzieję, że tak jak i ja znajdziecie w środku wiersze, które w stu procentach wyrażają Waszą osobę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Sylwia
Laleczki - Snoekstra Anna

Laleczki - Snoekstra Anna

„Gdy spłonął budynek sądu i zginął lubiany powszechnie nastolatek, całe miasteczko pogrążyło się w żałobie. Panika wybucha, kiedy kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki łudząco podobne do swoich dzieci. Część mieszkańców uważa, że w ten sposób pedofil oznacza przyszłe ofiary, mnożą się spekulacje i wzajemne oskarżenia. Już nikt nikomu nie ufa, każdy ochoczo zdradza cudze sekrety, nawet te najbrudniejsze. Miejscowa policja jest bezradna, jednak ta sprawa to woda na młyn pewnej ambitnej dziewczyny, która marzy o karierze dziennikarskiej. Rose zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. Zadaje zbyt wiele pytań i niektórzy uważają, że zasłużyła na karę.”

Moja recenzja tej książki będzie bardzo krótka, a to dlatego, że nie znalazłam w niej nic, co mogłoby mi się spodobać. Bardzo żałuję, że tak się stało, bo opis zapowiadał naprawdę świetną i trzymającą w napięciu historię. Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę, jednak w moim odczuciu nie wykorzystała go w ogóle. Liczyłam na książkę, która dostarczy mi wielu wrażeń, że będzie to świetny thriller, a dostałam, sama nie wiem co. Czy była to kiepska powieść obyczajowa? Tez raczej nie.

Najgorsze, że po przeczytaniu tej książki, po prostu nie wiem nic, autorka zostawiła mnie zdezorientowaną i z ogromnym mętlikiem w głowie. Powieść przeczytałam już dawno temu, ale nie mogłam zebrać się w sobie, by napisać recenzję. Cały czas miałam nadzieję, że może po czasie dojdę do jakichś wniosków i cokolwiek zrozumiem z tej historii. Niestety tak się nie stało!

Nienawidzę pisać tak dosadnych złych recenzji, bo zawsze staram się wychwycić z książki jakiekolwiek pozytywy, ale niestety według mnie tutaj nie ma nic, co mogłoby obronić tę powieść. Najgorsze jest to, że wątek o tytułowych laleczkach został przez autorkę wrzucony na drugi tor, a ona sama skupiła się na irytującej głównej bohaterce. Nie wiem, co chciała tym osiągnąć, może miało to być ciekawe, może interesujące? Dla mnie było nijakie i tak prawdę powiedziawszy bez sensu.

To chyba tyle, bo nie chcę za bardzo popłynąć, a i tak wydaje mi się, że napisałam to, co najważniejsze. Osobiście książki nie polecam, ale wiem, że każdy z Was ma inny gust, więc może lepiej, jak ocenicie ją sami.

Za możliwość przeczytania książko dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska.

Sylwia
Piekielna miłość - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

Piekielna miłość - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

„Nicole

Czasami jedna chwila już na zawsze odmienia nasze życie. Kto powiedział jednak, że powinniśmy poddawać się temu, co przyniósł nam los? Dlaczego nie możemy się zbuntować, powiedzieć dość i zrobić wszystko po swojemu? Może dlatego, że nie mamy na to sił?

Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że nie poznaję samej siebie. W lustrze widzę zupełnie obcą kobietę. Jedynie czego pragnę, to zapomnieć o tym, co mnie spotkało. Niestety każdy dzień przypomina mi, że tak naprawdę nic nie znaczę. Nie mam nic. Nie mam serca. Duszy. Przyszłości. Teraz jestem przecież po prostu zwykłą dziwką.

Marcus

Dojdę do samych bram piekieł, by ją odnaleźć, i wyrwę ją ze szponów tego, który chce nas zniszczyć. Poświęcę wszystko, co mam. Oddam duszę, która znowu żyje właśnie dzięki niej.

Zmieniłem się. Kiedyś wszystko, co robiłem, robiłem ze złości i poczucia niesprawiedliwości. Żyłem nienawiścią, pragnąłem zemsty na tych, którzy tak naprawdę nie powinni mnie obchodzić. Dobiłem do dna, a wtedy poznałem Nicole i to ona sprawiła, że zacząłem piąć się w kierunku światła. Teraz robię wszystko z miłości do tej jedynej. Nicole to moja miłość. Piekielna miłość.”

Jak pewnie większość z Was wie, moją ulubioną serią K.N. Haner jest seria Na szczycie, do której mam ogromny sentyment, znam ją prawie na pamięć, a bohaterów uwielbiam, mimo tego, że mają wiele za uszami. Jednakże jeżeli chodzi o najlepszą serię, jaką napisała Kasia, to zdecydowanie jest to Mafijna miłość, czyli „Zakazany układ” oraz „Piekielna miłość. Naprawdę jestem pod wrażeniem tej serii i tego, jak została napisana. Warsztat Kasi jest już według mnie idealny i naprawdę zasłużyła na to, że jej książki stają się bestsellerami. Kasia pisze lekko i prosto, trafiając słowami prosto w serca czytelników, więc czytając „Piekielną miłość”, przygotujcie się na niezłą jazdę bez trzymanki, w której emocje będą Wam towarzyszyć na każdej stronie. Mam wrażenie, że to całkiem nowe oblicze twórczości Kasi, bo ta powieść różni się od jej pozostałych książek. Na pewno jest bardziej brutalna, bardziej przerażająca, bardziej niebezpieczna, a zdecydowanie mniej przewidywalna. To taka perła w koronie jej twórczości i wiem, że książki, które są już w planach wydawniczych, są tak samo dobre, a może nawet i lepsze.

„Piekielna miłość” to powieść, która nie daje spokoju, nie można się od niej uwolnić, jest niczym rzep na psim ogonie, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. To książka, której nie można odłożyć na półkę, trzeba ją doczytać do końca, by od razu poznać finał tej historii. To nie jest słodka bajeczka dla grzecznych dziewczynek, to brutalna historia, w której miłość miesza się z niebezpieczeństwem. To po prostu kawał dobrej literatury na najwyższym poziomie.

Znam Kasię od lat i cały czas zastanawiam się, co siedzi w jej głowie, że tworzy tak różnorodne historie. Czasami wydaje mi się, to przerażające, że nawet i mnie potrafi zaskoczyć, a jest to naprawdę nie lada wyczynem i rzadko, któremu autorowi się to udaje. Pokłon w Twoją stronę Kochana, ale przecież już wiesz, co myślę o każdej Twojej książce.

Narracja jest naprzemienna, więc pojawiają się rozdziały z perspektywy Marcusa i Nicole, ale głos zabierają także inni bohaterowie. Jak wiecie, uwielbiam ten zabieg stosowany przez autorów, bo dzięki niemu mogę bardziej zbliżyć się do bohaterów, ale także pozwala mi on bardziej zrozumieć postępowanie różnych postaci i niejednokrotnie  usprawiedliwić ich decyzje oraz wybory. 

Jak zauważyliście, nie pisnęłam nic o fabule i absolutnie nie napisałam niczego o bohaterach. Uważam, że tak będzie najlepiej, bo chyba wolę, żeby ta część była dla Was totalnym zaskoczeniem i żebyście nie raz podnosili szczękę z podłogi. Nadmienię tylko, że w tej części Marcus i Nicole pokażą swoje prawdziwe twarze i rozpoczną walkę o to, co jest dla nich najważniejsze.

„Piekielna miłość” to powieść, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. To książka przepełniona emocjami tymi złymi, ale także i dobrymi. Myślę, że wielu z Was uwielbia historie, które fascynują, intrygują i nie pozwalają o sobie zapomnieć, a uwierzcie mi, że taka jest właśnie ta książka. To opowieść o miłości w brutalnym świecie gangsterów, którzy za nic mają uczucia drugiego człowieka, a miłość jest towarem deficytowym. Gorąco polecam i jestem na sto procent przekonana, że się nie zawiedziecie.

Czy w tej historii może być HAPPY END? Przekonjacie się sami!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Kasi oraz Editio Red.

Sylwia
Stage Dive. Lick. Play - Kylie Scott (PATRONATY MEDIALNE)

Stage Dive. Lick. Play - Kylie Scott (PATRONATY MEDIALNE)




Lick
„Wyobraź sobie, że po hucznej imprezie w Las Vegas, na potężnym kacu, budzisz się obok gorącego, wytatuowanego mężczyzny, a na palcu dostrzegasz pierścionek z wielkim diamentem. Tak właśnie czuła się Evelyn Thomas, która tamtej nocy obchodziła swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Nie pamiętała z nich zupełnie nic, w przeciwieństwie do leżącego obok niej rockmana, który pamiętał każdy detal...
Evelyn wkrótce poznała całą prawdę. Ubiegłego wieczoru została żoną Davida - utalentowanego idola, autora hitów i głównego gitarzysty kapeli rockowej Stage Dive. Po pierwszym szoku postanowiła wyplątać się z tego dziwnego małżeństwa. Już wkrótce okazało się jednak, że chemia między nimi jest zbyt silna, aby po prostu się rozstać. Mimo że oboje pochodzili z różnych światów, zaczęli odnajdywać coraz więcej łączących ich spraw. Postanowili zawalczyć o siebie i dla siebie, choć zdawali sobie sprawę, że będzie to od nich wymagać poświęcenia. Małżeństwo z gwiazdą rocka nie może być nudne!


„Gdy serce gra jak struna szarpnięta miłością...”

Play
„Evelyn i David — główny gitarzysta topowej kapeli rockowej Stage Dive — znaleźli szczęście. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy kolejny członek zespołu wdał się w romans. Tym razem Mal, perkusista Stage Dive, postanawia nieco poprawić swój wizerunek. Dochodzi do wniosku, że u jego boku powinna być budząca sympatię fanów dziewczyna. Odpowiednia kandydatka pojawia się na prywatce u Evelyn i Davida. Ma na imię Annie i poważne problemy finansowe. Mal składa jej propozycję, aby przez jakiś czas za stosowną zapłatę grała rolę jego ukochanej. Annie przyjmuje ją z wahaniem — przecież Mal był jej idolem i bardzo, ale to bardzo się jej podobał... Choć od samego początku ustalili, że ten układ jest tylko czystą grą, już wkrótce okazało się, że ich serca grają razem mocniej niż perkusja w najlepszym kawałku Stage Dive...”

"Gdy serce zaczyna bić w rytmie rocka...”

Jak możecie zauważyć, kolejny  raz postanowiłam napisać recenzję dwóch tomów serii. Na początku miałam zamiar zrobić dwie oddzielne recenzje, ale w sumie byłyby one do siebie bardzo podobne, więc stwierdziłam, że nie miałoby to zbyt dużego sensu.  Myślę, że wiecie, o co mi chodzi, więc już kończę przynudzać. ;)

W pierwszym tomie tej serii poznajemy Evelyn i Davida, którzy po prostu po pijaku wzięli ślub w Vegas. Niestety „panna młoda” nie pamięta nic, co wydarzyło się w nocy i gdy dowiaduje się o ślubie, postanawia raz, dwa go zakończyć. Historia tej dwójki wciągnęła mnie w głąb fabuły już od samego początku, a im dalej czytałam, tym bardziej byłam zafascynowana tą historią. Autorka w przepiękny, ale i prosty sposób opisała miłość, taką prawdziwą miłość, nie od pierwszego spojrzenia, ale może od drugiego i na pewno od trzeźwego spojrzenia. ;) Zdecydowanie jest to książka zwariowana, w której dobry humor pojawia się w wielu dialogach i wywołuje uśmiech na twarzy. Poza tym, czy jest ktoś, kto nie lubi czytać o seksownych gwiazdach rocka? Dla mnie to najlepszy i chyba najbardziej gorący typ bohaterów. David może nie jest ideałem, ale jest mężczyzną wrażliwym, kochanym i przede wszystkim o złotym sercu, którego w przeszłości zraniła kobieta. Za to Evelnym to dziewczyna z zupełnie innego świata, która spełnia marzenia, ale niestety nie swoje marzenia. Całe życie starała się zadowolić rodziców, dopiero David uświadomił jej, jak dużo traci, nie myśląc o sobie i starając się tylko zadowolić innych. Uważam, że naprawdę warto poznać tę historię, bo świetnie spędzicie przy niej czas. Ten tom rozbudził moją ciekawość na kolejne części tej serii i dzięki Bogu, że pod ręką miałam „Play”, bo myślę, że w innym wypadku mogłabym coś komuś zrobić. Wiedziałam, że będzie ona o Malu, czyli o perkusiście zespołu, a jego postać spodobała mi w momencie, kiedy tylko pojawił się w fabule.

Jak już możecie się domyślić, drugi tom przybliża nam Mala, niegrzecznego perkusistę zespołu, który nie cieszy się zbyt dobrą reputacją. Chcąc poprawić swój wizerunek, mężczyzna dogaduje się z byłą sąsiadką Evelyn i razem zaczynają udawać parę. Cała ta mistyfikacja ma drugie dno, ale o co chodzi, oczywiście Wam nie zdradzę. Jeżeli podobał mi się tom pierwszy, to część druga pochłonęła mnie bez reszty, zakochałam się w Malu, a jego historia w pewnym momencie doprowadziła mnie do łez. W ogóle uważam, że „Play” jest ociupinkę lepszą częścią tej serii i myślę, że Wy również podczas czytania odniesiecie takie wrażenie. „Play” to powieść pełna namiętności, pożądania i bez wątpienia humoru przed duże H. Nie raz zabawne dialogi doprowadzą Was do niekontrolowanych wybuchów śmiechu, ale taki po prostu jest Mal, który bardzo rzadko potrafi być poważny i często wygaduje durnoty i głupoty. Taki jego urok i czar. Malcolm to taki bohater, który sam mierzy się z ogromną tragedią i ukrywa ją za maską obojętności. Odniosłam wrażenie, że był z tym wszystkim sam, tylko dlatego, iż miał nadzieję, że niewypowiedziane słowa odwrócą przyszłość i odmienią los. To także mężczyzna szalony, zwariowany i lubiący dobrze się zabawiać, ale jeżeli kocha to na zabój. Anna to dziewczyna, którą oszukała najbliższa przyjaciółka, przez co jej przyszłość nie maluje się w zbyt różowych kolorach. Poznanie Mala jest dla niej ogromnym szokiem, a za wydarzeniami, które następują po tym, czasami nie potrafi nadążyć. Świetna z nich udawana para, ale prawdziwe życie jest przebiegłe i często za nas dokonuje wyborów. Myślę, że historia tej dwójki, tak jak i mnie przypadnie Wam do gustu i niecierpliwie będziecie wyczekiwać kolejnego tomu i kolejnej gorącej historii.

Fabuła obydwu części rozgrywa się bardzo szybko, wszystko dzieje się w bardzo małym przedziale czasowym, ale nie bójcie się, nie wydaje się to ani odrobinę sztuczne. Myślę, że podczas czytania wystarczy pamiętać, że jest to fikcja literacka i na wszystko trzeba zerkać delikatnie przez palce. „Lick” i „Play” to naprawdę ciekawe książki, przy których świetnie spędziłam czas, dużym plusem jest to, że już w pierwszym tomie poznajemy całą męską część bohaterów i powoli możemy zaobserwować zmiany, które w nich zachodzą. Jeżeli chodzi o Davida, Eveleyn, Mala oraz Anne, to autorce udało się ich przedstawić idealnie. Każda z postaci jest inna, boryka się z problemami, a panowie mimo sławy i pieniędzy nadal pozostali normalni i przede wszystkim ludzcy, sodówka nie uderzyła im do głowy i tak ja my mieli swoje wady, ale nie były one zbyt istotne. Oczywiście cały czas piszę tylko o Davidzie i Malu, bo na resztę zespołu przyjdzie odpowiednia pora. Jeżeli chodzi o dziewczyny, to autorka wykreowała je naprawdę super, obydwie miłe, sympatyczne, ale i umiejące pokazać pazurki.

Oczywiście w książkach tych znajdziecie również sporo odważnych scen seksu, jednak nie są one wulgarne, czy niesmaczne. Autorce udało się je opisać z ogromnym smakiem i tak, by wyobraźnia czytelnika zaczęła pracować na najwyższych obrotach. Udało się jej w stu procentach, bo moja krew nie raz została doprowadzona do wrzenia.

Z czystym sumieniem mogę polecić Wam dwa pierwsze tomy serii Stage Dive i jestem przekonana, że kolejne będą tak samo świetne. To dwie rewelacyjne książki, w których znajdziecie namiętność, pożądanie, miłość i przede wszystkim przyjaźń, która jest najważniejsza dla każdego człowieka.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.
Tamta dziewczyna - Erica Spindler

Tamta dziewczyna - Erica Spindler

„A gdyby tobie nikt nie chciał uwierzyć?”

 „Miranda Rader, funkcjonariuszka policji w Harmony w stanie Luizjana, cieszy się opinią prawej, uczciwej i opanowanej. Ale nie zawsze tak było. Miranda pochodzi z niewielkiego, prowincjonalnego miasteczka Jasper, w dodatku z jego gorszej, biedniejszej części. Szacunek kolegów i koleżanek oraz lokalnej społeczności zdobyła swoją ciężką pracą. Kiedy Miranda i jej partner zostają wezwani na miejsce przestępstwa, ofiarą okazuje się znany i lubiany wykładowca miejscowej uczelni. Zaskakuje ich rzadko spotykana brutalność zbrodni. Gdy Mirandzie wydaje się już, że tego dnia nie może się wydarzyć nic gorszego, przypadkiem trafia na coś, co mrozi jej krew w żyłach – wyblakły wycinek z gazety z artykułem o nocy sprzed piętnastu lat, tamtej nocy, którą usilnie stara się wyprzeć z pamięci, tak jak swoją przeszłość.”

Z twórczością Ericki Spindler spotkałam się już dawno i nawet udało mi się przeczytać każdą jej wydaną w Polsce książkę. Nie ukrywam, że jedne były lepsze, inne gorsze, ale zawsze miło spędzałam przy nich czas. Tym razem w moje ręce wpadła „Tamta dziewczyna” od wydawnictwa Edipresse Książki. Opis niesamowicie mnie zaciekawił i byłam przekonana, że lektura tej książki dostarczy mi wielu emocji. Czy tak się stało? Oczywiście, że tak, bo choć książka nie jest może zbyt wymagająca i dość szybko rozwikłałam całą intrygę, to jednak autorka w naturalny i nieprzerysowany sposób potrafiła mnie zaciekawić.

Akcja książki od samego początku jest dość dynamiczna i sporo się dzieje. Pojawia się napięcie, które mimo tego, iż szybko domyśliłam się co, gdzie i jak, było dla mnie bardzo namacalne, a na moim ciele nie raz pojawiała się gęsia skórka. Poza tym uważam, że nie każdy od razu rozgryzie fabułę książki i dla wielu końcówka może być zaskoczeniem. Autorka naprawdę wie, jak zbudować klimat, który trzyma w napięciu i jak wywołać w czytelniku całą gamę emocji. W książce pojawia się także wątek miłosny, który na całe szczęście nie jest nachalny , jest tylko fajnym dodatkiem, który pojawia się w fabule. „Tamta dziewczyna” to powieść, w której znajdziecie pełno tajemnic, sekretów i kłamstw z przeszłości, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. 

Fabuła książki toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, więc poznajemy teraźniejszość oraz przeszłość głównej bohaterki. Było to świetnym posunięciem, bo dzięki temu mogłam zaobserwować zmiany, jakie w niej zaszły i dokładnie przyjrzeć się jej portretowi psychologicznemu, który de facto wyszedł autorce świetnie. Widać, że Erika Spindler włożyła w tę postać naprawdę dużo pracy i jest to ogromnym plusem tej powieści.

„Tamta dziewczyna” to powieść, która może mocno mnie nie zaskoczyła, okazała się dla mnie dość przewidywalna, ale bezapelacyjnie świetnie spędziłam przy niej czas. 

Odzyskane dzieciństwo - Zuzanna Arczyńska (PATRONAT MEDIALNY)

Odzyskane dzieciństwo - Zuzanna Arczyńska (PATRONAT MEDIALNY)


Każdy czytelnik ma swój ulubiony gatunek literacki, taki z którego bierze książkę nawet bez czytania jej opisu. Są też jednak takie, za którymi nie przepadamy i staramy się unikać go jak ognia. Prowadząc  książkowego bloga bywa to chwilami problematyczne. Takim typem literatury za którym ja nie przepadam jest obyczajówka. Mimo iż bardzo często czytam i recenzuje książki z tego gatunku, jakoś w dalszym ciągu nie znalazła się taka, która by sprawiła, iż na długo zaprzyjaźnię się z obyczajówką. To zmieniło się jednak w pewien majowy dzień.

Gdy wydawnictwo Szara Godzina zaproponowało nam objęcie patronatem najnowszą książkę Zuzanny Arczyńskiej pt. „Odzyskane dzieciństwo”, przeczytałam blurb i tak zaczęła się moja przygoda z tą niesamowitą rodziną.

Nikt nie wybiera sobie rodziców ani dzieciństwa. Jedni od urodzenia mają szczęście, dom pełen miłości, to, co powinien dostać każdy. Niestety nie zawsze tak jest. Jednak czasami zdarzają się takie momenty  w życiu, że  i do takich osób może uśmiechnąć się szczęście. O tym właśnie jest „Odzyskane dzieciństwo"

Siódemka dzieci po przejściach trafia do domu zastępczego w Gorzowskich Lubniewicach. W gospodarstwie agroturystycznym znajdują spokój, o który tak ciężko było w ich dotychczasowym życiu. Tam czekają na nich ludzie, którzy są gotowi poświęcić wszystko, by pomóc zagubionym małym człowieczkom poradzić sobie z trudem dzieciństwa, jakiego żadne dziecko nie powinno mieć. Maman i Papa, bo tak na przybranych rodziców wołali wszyscy, byli dla nich wybawieniem. Aniołem stróżem w ludzkiej postaci, lepszych rodziców nie mogli sobie wymarzyć. Żaneta, Klaudia, Ola, Ola, Ola (tak trzy Ole w jednym domu) Paweł oraz Kamil, są już dorośli. Prowadzą własne (nie zawsze super ułożone) życie, ale jak to w życiu bywa historia lubi się powtarzać. 

Do gospodarstwa Maman i Papy trafia kolejna piątka dzieci, tym razem to rodzeństwo mające wielkie szczęście, że ich nie rozdzielono. Jednak to, co zgotował im własny dziadek odcisnęło na nich swoje piętno. By im pomóc Maman prosi o wsparcie tych, którzy z jej gniazda już wyfrunęli. Młodzi wracają do Lubniewic, by odwdzięczyć się swoim przybranym rodzicom, by asystować i być ich wsparciem w walce o kolejne „Odzyskane dzieciństwo”.

Jak już zapewne zdążyliście się zorientować w tej książce mamy bardzo wiele postaci. W pewnym momencie postanowiłam je policzyć, ale przy kolejnej próbie dałam sobie z tym po prostu spokój. Zbyt dziwne wyniki wychodziły, mogę jednak was zapewnić, że jest ich ponad dwadzieścia. Najważniejsze jest to, że każda z nich to odrębnie przedstawiona osobowość, jednak wszystkie tworzą spójną całość, uzupełniając się wzajemnie we wszystkich aspektach. I to zasługa talentu autorki.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie mogę nie wspomnieć. Do tej pory sądziłam, że w obyczajówce nic nie może mnie zaskoczyć, wielkich zwrotów akcji nigdy się nie spodziewałam. I wtedy stało się coś, co sprawiło, że raz na zawsze zmieniłam zdanie o książkach z tego gatunku. Nie powiem Wam co, ale wiem zaskoczy Was na pewno równie mocno, jak mnie.

Jeśli szukacie książki, która pokaże Wam, że wystarczy odrobina chęci i działania, by zmienić swój los. Że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, trzeba tylko otworzyć oczy i po nie sięgnąć. Bo to pokazuje nam Zuzanna Arczyńska w „Odzyskanym dzieciństwie”

Za możliwość przeczytania dziękuje wydawnictwu: Szara Godzina

Moje miejsce na ziemi - J. Daniels

Moje miejsce na ziemi - J. Daniels

Dziś zapraszam Was na recenzję pierwszego tomu serii Alabama Summer „Moje miejsce na ziemi” J. Daniels. Wcześniej czytałam już inne książki autorki, które nawet mi się podobały, były fajnymi romansami, przy których miło spędziłam czas. Czy i tym razem udało się autorce mnie zaciekawić? Tego dowiecie się z mojej recenzji.

Mia Corelli wraca do Alabamy, by spędzić wakacje z najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa. Perspektywa spędzenia kilku miesięcy razem bardzo ją cieszy, ale jest jedna rzecz, która spędza jej sen z powiek. Dziewczyna obawia się spotkania z bratem przyjaciółki, który przez lata ją dręczył i zrobił z jej życia istne piekło. Mia ma jeszcze jeden problem. Jej przyjaciółka ma na swoim koncie liczne erotyczne podboje, którymi często się chwali, a Mia jeszcze nigdy nie była z żadnym mężczyzną, więc przed przyjazdem do przyjaciółki postanawia to zmienić. Zatrzymuje się w przydrożnym barze z nadzieją, że znajdzie w nim mężczyznę, który rozprawi się z jej problemem. Czy uda jej się go znaleźć? Co się stanie, gdy w jej życiu kolejny raz pojawi się brat przyjaciółki? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„Moje miejsce na ziemi” to powieść, która zapowiadała się naprawdę świetnie. Fajny i ciekawy opis zwiastował naprawdę dobry romans, który umili mi czas. No, ale niestety wszystko skończyło się na nadziejach, bo autorka sknociła świetnie zapowiadającą się historię. Początek był fajny, taki inny, wciągający i naprawdę byłam przekonana, że dalej może być tylko lepiej. Tylko jak na złość, wcale tak nie było. Romans to taki gatunek literacki, który nie jest dość wymagający, nie przeszkadzają mi powtarzające się wątki, nie musi być bardzo realny, ważne, by historia bohaterów mnie pochłonęła i wciągnęła w wir wydarzeń. Wszystko musi być opisane, tak by mnie zaciekawić, a nie zanudzić na śmierć. Niestety na tym polu autorka poległa i spłyciła tę opowieść i bohaterów do potęgi entej. No może niektórzy bohaterowie się jako tako obronili, ale główna bohaterka kojarzyła mi się tylko z pustą dziewczyną, która myśli tylko i wyłącznie o seksie. Naprawdę nie mogę napisać o niej nic dobrego, bo chociaż jej mama chorowała i na pewno nie było jej z tym łatwo, to nie potrafiłam jej współczuć, a sytuacja, która wydarzyła się pod koniec książki, i która de facto dotyczyła właśnie jej rodzicielki, definitywnie przekreśliła Mię w moich oczach i tylko potwierdziła to, że zdanie, jakie wyrobiłam sobie o niej, gdzieś w połowie książki, było w stu procentach trafione. Napiszę także troszkę o Benie, który nie był taki zły, ale czasami to jego wchodzenie w tyłek Mii strasznie mnie denerwowało i drażniło. Na jego miejscu pewnie dawno kopnęłabym ją w cztery litery i dała sobie z nią święty spokój. Wiem, że miał sporo grzechów do odkupienia, ale co za dużo, to niezdrowo. Teraz tak to pisząc, znalazłam jeden plus, dotyczący głównej bohaterki. Zdecydowanie miała podejście do dzieci, ale niestety, to za mało, by obronić tę powieść, jak i samą bohaterkę.

W książce znajdziecie sporą dawkę humoru i to chyba taki jedyny plus, który znalazłam w tej powieści. Nie raz śmiałam się pod nosem i chyba tylko dlatego udało mi się skończyć tę historię. Poza tym książkę czyta się szybko, jest to zasługą stylu, jakim została napisana, niestety mnie czytało się ją bez większej przyjemności.

Zapomniałam dodać, że w książce znajdziecie także sporo erotycznych scen, które nie były złe i myślę, że w pewnym stopniu działały na moją wyobraźnię.

Jestem przekonana, że niektórym czytelnikom książka ta przypadnie do gustu i na pewno się spodoba. Niestety ja nie należę do tego grona, bo nawet po romansie oczekuję czegoś więcej. Pamiętajcie tylko, że ta recenzja to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia, więc to od Was zależy, czy dacie tej historii szansę. Z ciekawości sięgnę po kolejną część, bo zapowiada się ciekawie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. ;)

Domek na drzewie - K.K. Allen

Domek na drzewie - K.K. Allen

„Chciałam jedynie podążać za głosem swojego serca.
Zamiast tego zgubiłam swoją duszę… 
Chciałam wyznać mu swoje sekrety, a przypadkowo stał się jednym z nich.

Chloe Rivers nie sądziła, że będzie miała tajemnice przed swoim najlepszym przyjacielem, ale nie mogła też przypuszczać, że się w nim zakocha. Kiedy w końcu zdecydowała się wyjawić mu swe uczucia, chłopak ją odrzucił.
Gavin Rhodes nie spodziewał się zdrady. Chloe od zawsze stanowiła jedynie zakazaną fantazję – była słodka, piękna, kusząca. Jednak, gdy w końcu nadarzyła się okazja, chłopak popełnił swój największy błąd.
A teraz jest już za późno…

Cztery lata po katastrofalnej tragedii ścieżki życiowe Chloe i Gavina ponownie się krzyżują. Młodzi, ścigani błędami przeszłości, muszą pogodzić się z tym, co ich spotkało. Walczą przy tym z emocjami, które prowadzą ich wprost do miejsca, w którym rozpoczęła się cała ta historia… 
Do domku na drzewie…”

„Domek na drzewie” to powieść, która skusiła mnie piękną okładką, a opis jeszcze bardziej rozbudził moją ciekawość. Czułam, że ta książka wręcz do mnie krzyczy, bym ją przeczytała i poznała historię, która została opisana na jej kartach. Ostatnio moje czytelnicze przeczucie kilka razy mnie zawiodło, ale tym razem byłam na 101 procent pewna, że historia ta chwyci w swoje szpony moje serducho. Czy miałam rację? Oczywiście, że tak, bo książka okazała się dla mnie emocjonującą czytelniczą ucztą i mimo tego, że nie znalazłam w niej nic odkrywczego, a wątki w niej zawarte opisał już niejeden autor, to na mnie historia Chloe i Gavina wywarła ogromne wrażenie. Myślę, że to dzięki stylowi, jakim została napisała, który jest lekki i przyjemny w odbiorze i choć książka ma ponad czterysta stron, to tak niesamowicie wciąga, że czyta się ją raz, dwa, bo ciężko rozstać się z bohaterami. Kolejnym plusem są emocje, emocje i jeszcze raz emocje, które potrafią wyszarpać czytelnikowi serce, znajdują się prawie na każdej stronie i naprawdę dają nieźle popalić. Bywały momenty, że musiałam przerywać lekturę, by ochłonąć i uporać się z całym ładunkiem emocjonalnym, który przekazała mi autorka. Niedawno czytałam inną książkę z podobnym wątkiem, ale K.K. Allen swoją historię opisała zdecydowanie lepiej, bardziej zżyłam się z bohaterami oraz bardziej przeżywałam ich historię.

„Wszystko czego chciałam, to podążać za głosem serca. Zamiast tego zgubiłam swoją duszę.”

Kolejny plus to bohaterowie, którzy według mnie zostali nakreśleni przez autorkę idealnie. To postacie wielowymiarowe, które momentalnie kradną serce czytelnika. Niesamowicie ich polubiłam, a Gavin stał się kolejnym moim ulubieńcem. Nie będę ich Wam opisywać, ale myślę, że tak samo, jak ja obdarzycie ich ogromną sympatią. Napiszę tylko, że Chloe to dziewczyna bardzo zamknięta w sobie, ale jak możecie się domyślić, w jej zachowaniu będą zachodzić zamiany, Gavin to chłopak spokojny, wrażliwy i przede wszystkim troskliwy, no i mamy jeszcze Devona, bliźniaka Gavina, który jedynie z wyglądu przypomina brata. Devon uwielbia robić szalone rzeczy i kocha ryzyko. To właśnie w związek z nim wplątuje się Chloe, choć jej serce należy do drugiego z braci...

Autorka porusza w książce także trudne, bolesne i prawdziwe tematy, takie jak trudne dzieciństwo, czy znęcanie się pomiędzy rówieśnikami. Bardzo osobiście to odebrałam, bo przecież dręczenie w szkole, to temat rzeka, który nie ma końca i niestety dotyka wiele dzieci oraz nastolatków, moja córka także tego doświadczyła. Autorka w brutalny sposób uświadomi Wam, jak bardzo takie sytuacje wpływają na życie i odbijają się na przyszłości.

„Domek na drzewie” to powieść wyjątkowa, która chwyta za serce, wzrusza i daje do myślenia. To przepiękna historia o miłości i przyjaźni, która wciąga już od pierwszej strony. Na pewno o niej nie zapomnę…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.

Syn zakonnicy - Joanna Jax (Przedpremierowo, Nasz patronat medialny)

Syn zakonnicy - Joanna Jax (Przedpremierowo, Nasz patronat medialny)

"Szkoda, Boże, że nie dajesz nam drugiej szansy na przeżycie naszego losu. Bo kiedy nasze serca są młode, uczciwe i otwarte, jesteśmy głupi, niedojrzali i nie idziemy za głosem naszych serc, ale za głosem innych ludzi. Wierzymy w ich mądrość, nieomylność i dobroć, porzucając własne uczucia. A przecież jest jak wół napisane „tak więc trwają te trzy: wiara, nadzieja i miłość, z nich zaś największa jest miłość”.

Czy zastanawialiście się kiedyś nad istotą powołania? Czy nie nurtowało was nigdy pytanie, w jaki sposób ludzie go doświadczają? Czy miłość do Boga może być większa niż na przykład miłość matki do dziecka? Czy w ogóle można je porównywać? I odwieczny dylemat ludzkości: rozsądek czy głos serca?
Na to i na wiele innych pytań starałam się znaleźć odpowiedzi w najnowszej książce Joanny Jax "Syn zakonnicy", którą spróbuję Wam teraz przybliżyć.

„Historia fikcyjna, dla której inspiracją były wydarzenia, które mogły mieć miejsce w rzeczywistości. Zakazana miłość z czasów wojny, między oficerem niemieckim i siostrą zakonną. Owocem tego związku jest dziecko, które po latach dowiaduje się prawdy o swoich rodzicach i próbuje odzyskać tożsamość, jednak wciąż napotyka na mur milczenia. Kluczem do rozwiązania zagadki jest pamiętnik zakonnicy, który pisała przez niemal całe życie, a który po jej śmierci znika w tajemniczych okolicznościach. Komu zależy na tym, by człowiek będący owocem trudnej i niespełnionej miłości nigdy nie poznał prawdy? Czy ma to związek z ogromnym majątkiem? Co kierowało rodzicami, którzy oddali własne dziecko pod opiekę obcych ludzi? Czy zdołali odkupić swoją winę? W tej opowieści nic nie jest czarno-białe ani oczywiste, a autorka kolejny raz prowadzi nas przez meandry ludzkiej duszy i trudnych życiowych wyborów.”

"Dopóki nie zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy równi wobec Boga, jednakowoż wyposażeni w ułomności i dar odczuwania, dopóty wojny będą trwać. A tak naprawdę nie walczymy ze złem tkwiącym w drugim człowieku, ale tym żyjącym w nas samych, tylko przyznać nam się do tego trudno. Nienawiść do drugiego człowieka jest w istocie nienawiścią do samego siebie. Mamy wszelkie prawo, by się bronić, ale nie na oślep i bez refleksji, bo w tym tłumie podłych ludzi, możemy skrzywdzić jedynego prawego. Wolę więc nie zastanawiać się, czy ratuję życie szubrawcom i naszym wrogom, czy ludziom o dobrym sercu. Ratuję życie wszystkim. Na wypadek, gdyby pośród niesprawiedliwych trafił się jeden sprawiedliwy.”

Kolejny raz Joanna Jax stworzyła niebanalną historię, choć tak różną od tego, co do tej pory zostało przez nią napisane. Temat powieści jest bardzo kontrowersyjny, a smaczku dodaje i intryguje fragment z opisu o tym, że to fikcyjna historia, do której inspiracją stały się wydarzenia, które mogły się wydarzyć w rzeczywistości. Cokolwiek by to nie znaczyło.
Książka została podzielona na dwie części. W pierwszej z nich akcja toczy się w czasie teraźniejszym i opowiada o tytułowym synu zakonnicy, na którego jak grom z jasnego nieba spada wiadomość, że tak naprawdę nie należy do rodziny, w której się wychował. Rozpoczyna poszukiwania biologicznych rodziców i tym samym własnej tożsamości. Druga część to pamiętnik siostry Judyty w którym, opowiada o swoim życiu. To kolejna książka Joanny Jax w której tłem historycznym częściowo jest druga wojna światową, jednak tym razem nie ma to chyba dużego znaczenia. Raczej nie zdradzę Wam niczego więcej z fabuły, jeślibym to zrobiła, niechybnie odebrałbym Wam przyjemność z czytania.

Tak jak już napisałam, starałam się znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, nie jestem jednak pewna czy je odnalazłam. Jedno mogę powiedzieć z całą pewnością. Ta książka potwierdziła, że mój brak zaufania do instytucji Kościoła wcale nie jest taki nieuzasadniony i utrzymała mnie w przekonaniu, że religia jest ludzkim wytworem, powstałym po to, aby móc sprawować kontrolę nad "maluczkimi". Ja wiem, że taka teoria nie spodoba się zapewne wielu, ale takie jest moje zdanie, co jednak nie zmienia faktu, że Kościół ma w swoich szeregach wielu zacnych członków, którzy czynią wiele dobrego dla innych. Moja recenzja zmierza chyba w niewłaściwym kierunku :)

Autorka jak zwykle w swoich dziełach zadbała o każdy szczegół. Historia jest przemyślana od początku do końca i dopracowana w każdym calu. I choć bardzo trudno było mi się utożsamić z bohaterami, gdyż wielokrotnie ich postępowanie nie było zgodne z moimi zapatrywaniami na świat, to jednak muszę przyznać, że Joanna Jax stworzyła mocno zarysowane i bardzo przekonujące postacie.

"Syn zakonnicy" to książka, która na pewno zapada w pamięci. Pozostawia nas z pytaniami, na które odpowiedzi nie są proste i jednoznaczne. Wywołuje refleksje i z pewnością niejedno z Was będzie się zastanawiało, jakbym postąpił na miejscu bohaterki? I choć teraźniejszość zdecydowanie odbiega od tego, co było w tamtych czasach, a my sami diametralnie różnimy się od naszych przodków, to jednak niektóre dylematy pozostają takie same. Polecam.

Wyniki konkursu: Niczyja

Wyniki konkursu: Niczyja



Kochani, miło nam ogłosić że 
egzemplarz książki
 Anny Creven pt. "Niczyja" wędruje do


nr 31 Kasia Kot!









Serdecznie gratulujemy, oraz prosimy o kontakt pod adresem @: stawska19@gmail.com
w ciągu trzech dni po tym czasie, nagroda przepada.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger