Raw - Belle Aurora - Fragment powieści

Raw - Belle Aurora - Fragment powieści

Prolog
Dwadzieścia lat temu…

Znów ich słyszę.
Awantura u sąsiadów. Mały chłopiec krzyczy do ojca, żeby przestał.
Klękam przy oknie, zaciskam powieki, zakrywam uszy i nucę pod nosem.
Nie podoba mi się to.
Nagle robi się cicho.
Nasłuchuję uważnie, po czym odsłaniam uszy.
Odwracam się, unoszę lekko i wyglądam przez okno, by zobaczyć, jak syn sąsiadów przemyka szybko po trawniku. Potyka się, upada, po czym odczołguje i znika mi z oczu.
Jest ranny.
Serce mi przyspiesza.
Mogę mieć przez to duże kłopoty. Tatuś może być bardzo zły.
Klękam na chwilę, po czym wstaję szybko i zakradam się do drzwi.
Wytężam słuch. 
Gra telewizor, słyszę, jak tata chrapie.
Budzi się we mnie nadzieja. 
Na paluszkach schodzę po schodach, wślizguję się do kuchni. Biorę krzesło od niewielkiego stołu z jadalni, staję na nim, a chwilę później sięgam do wysokiej półki.
Biorę to, czego potrzebuję, odstawiam krzesło i idę do tylnych drzwi. 
Sięgam do klamki, łapię ją i… zamieram. 
Mogę mieć przez to duże kłopoty. 
Serce wali mi w piersi. 
Naciskam klamkę: piszczy lekko, a ja czuję strach. Dociskam tak wolno, że mam wrażenie, że zajmuje mi to wieczność. Gdy w końcu słyszę kliknięcie zamka, popycham drzwi. Zdejmuję kapcie i wkładam je między futrynę a drzwi, żeby się nie zamknęły. 
Na boso, ubrana jedynie w białą koszulę nocną, zakradam się na podwórko. Czuję pod palcami zimną trawę, gdy podążam za odgłosami ciężkiego oddechu oraz cichego płaczu. 
Znajduję go na tyle domu pod drzewem. Chowa twarz w dłoniach, cały się trzęsie. 
Choć ukrywa się w ciemności, i tak nie chce, by ktokolwiek zobaczył jego łzy.
Stara się być silny.
Serce mnie boli. 
Powoli podchodzę bliżej, staję na gałązce. Pęka, a on podrywa głowę i na mnie patrzy.
Wstaje gwałtownie, wołając:
– Nie zbliżaj się do mnie!
Kładę na ziemi rzeczy, które przyniosłam, szepcząc:
– Jesteś ranny.
Obserwuje mnie uważnie, jego wzrok wędruje między rzeczami, które przyniosłam a moją twarzą, zupełnie jakby szukał jakiegoś znaku, że to wszystko żart. Krzywi się, po czym mówi cicho:
– Ja zawsze jestem ranny. – Choć jest ciemno, dostrzegam nienawiść w jego oczach. Lśni wyraźnie. 
Policzki mu ciemnieją. Z szeroko otwartymi oczami robię krok w przód.
– Krwawisz. 
Sięga do policzka, dotyka palcami rany, po czym odsuwa je, by spojrzeć na krew. Rozciera ją powoli kciukiem oraz środkowym palcem. Łagodnie, jakby przepraszająco. 
– M-mogę ci pomóc – jąkam.
Unosi zimne spojrzenie, po czym warczy:
– Nikt nie może mi pomóc. 
Nie będzie mi rozkazywał.
Kładę dłoń na biodrze, posyłając mu mordercze spojrzenie.
– Mogę mieć przez to kłopoty – syczę. – Tata może być bardzo zły. A jednak… przyszłam ci pomóc. – Nagle bojąc się o siebie samą, mówię zduszonym głosem: – Proszę, pozwól mi sobie pomóc.
Muszę wrócić, zanim tata zorientuje się, że nie ma mnie w łóżku.
Pewnie widać na mojej twarzy strach, bo chłopiec odpręża się nieco.
– W takim razie dlaczego chcesz mi pomóc?
Nie jestem pewna. Wzruszam ramionami.
– Bo jesteś ranny.
– Nikogo innego to nie obchodzi.
Serce mi przyspiesza.
– Mnie obchodzi – szepczę. 
Stoimy tak, patrząc się na siebie przez długi czas.
W końcu podchodzi bliżej i pyta:
– Jak masz na imię?
– Alexa. Alexa Ballentine.
Kiwa głową, ale nic nie mówi.
– A ty?
Kopie kamień.
– To bez znaczenia. Zapomnisz je, od razu, kiedy zniknę.
Żołądek mi się ściska. Muszę się dowiedzieć, jak ma na imię.
Podchodzę bliżej.
– Nie zapomnę – obiecuję.
Unosi głowę, odgarniając z twarzy potargane brązowe włosy. Patrzy na mnie jeszcze przez chwilę.
– Antonio Falco.
Chcę powiedzieć, że miło mi go poznać, ale wydaje mi się to nie na miejscu. 
Przestępuję z nogi na nogę, po czym pytam:
– Ile masz lat?
Opiera się o drzewo.
– Osiem.
Wygląda na starszego.
– A ty?
– Sześć. – Urywam. – Niedługo będę miała siedem – kłamię. 
Marszczy brwi.
– Wyglądasz na starszą. 
Wow. Dopiero co pomyślałam to samo o nim.
– Dlaczego tata cię bije? – wypalam bez zastanowienia. 
Zaciska szczękę.
– To mój ojczym – wyjaśnia. 
Gdy słyszę hałas dobiegający z domu, odwracam się ze zgrozą w oczach. Patrzę na Antonia. 
– Proszę, pozwól sobie pomóc – szepczę. 
– Okej – mruczy, spuszczając wzrok.
Ogarniają mnie ulga i radość.
Gdy robi krok w przód i pada na niego światło księżyca, zamieram. Na jego policzku widnieje dziura. 
Przełykam z trudem ślinę, starając się nie zwymiotować. 
Wyciągam gazę oraz płyn antyseptyczny, ostrzegając:
– Może zapiec.
Ale gdy dotykam jego rany, ani drgnie. Nawet na chwilę nie odrywa ode mnie wzroku.
Naklejam mu plaster na policzku. Nie jest za bardzo pomocny. Rana jest zbyt duża. Ale on i tak mówi:
– Dzięki.
Podskakuję, gdy słyszę kolejny hałas. Patrzę w jego brązowe oczy, po czym szepczę nagląco:
– Muszę iść. Zobaczymy się niedługo, Antonio. 
Wlepia wzrok w ziemię.
– Nie. Nie zobaczymy.
I mówił prawdę.
Już nigdy więcej go nie widziałam.



I
Lexi
Sydney, Australia, 2014

Pukanie do drzwi nie cichnie.
Wciskam się mocniej w materac i nakrywam szczelniej kołdrą. Czuje, że ciągle jeszcze jestem na granicy snu i jawy.   
Puk, puk, puk.
– Alexa, wyłaź z łóżka! Zapomniałaś, jaki dziś dzień? – To chyba Drew.
Gwałtownie otwieram oczy i wzdycham.
– Cholera. – Wyskakuję spod kołdry jak poparzona. – Cholera!
Biegnę korytarzem do drzwi, odblokowuję zamek, po czym otwieram je. Po drugiej stronie stoi poirytowany Drew. Gdy zauważa, w jakim stroju otwieram mu drzwi, aż rozdziawia usta.
– Cholera! – wołam ze zmarszczonymi brwiami, spuszczając wzrok.
Nie lubię ubierać się zbyt grubo do łóżka. Zwykle śpię w koszulce na ramiączkach i w samych majtkach. Kiedy biegnę z powrotem do swojego pokoju, słyszę podśmiewanie się Drew.
– Śmiej się do woli, Drew! Dostaniesz za swoje.
Drew to kolega z pracy. Zapomniałam – kurwa, zapomniałam – że dziś rano mieliśmy jechać do sądu. 
Przeprowadziłam się ze Stanów do Australii, kiedy miałam osiemnaście lat. Moja zastępcza matka opiekowała się mną, odkąd skończyłam szesnaście, a kiedy zdrowie zaczęło jej szwankować, chciała się przeprowadzić tutaj, żeby być bliżej rodziny. Jako że urodziła się w Australii, właśnie ten kraj był celem jej podróży. Zrozumiałam wtedy, że nasze wspólne chwile dobiegają końca. Ja zostanę, a ona wyjedzie. 
Jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. 
Przez wiele dni chodziła przygnębiona swoim nieuchronnie zbliżającym się wyjazdem, aż w końcu stwierdziła:
– Musisz spakować swoje rzeczy do pudeł, żeby dotarły przed nami. Ze sobą weź tylko walizkę z ubraniami. Nie będę się spieszyła z ich wysyłaniem zbyt wcześnie, ale chciałabym, żeby już na nas czekały, kiedy dotrzemy na miejsce.
Spojrzałam na nią oszołomiona.
Że co?
Mama posmutniała, widząc moje zaskoczenie. 
– Nie chcesz jechać ze mną?
Mrugając przez moment, wydałam z siebie radosny krzyk. Po chwili byłam już przy niej.
– Tak! Tak! Chcę, mamo!
I taki był koniec moich obaw, że zostanę w Stanach sama.  
Rozbieram się, spryskuję dezodorantem przez dobrych trzydzieści sekund, po czym odrzucam go na bok i zaczynam rozglądać się za jakimś przyzwoitym ubraniem. Decyduję się na białą koszulę z długim rękawem, którą wkładam w czarne spodnie, a do tego dodaję cienki, czarny pasek.
Zdecydowanie wyglądam jak laska z sądu. 
Nakładam buty na niskim obcasie, przecieram powieki, by pozbyć się resztek snu, po czym rozpuszczam włosy, rozczesując je przy tym palcami. Spoglądam na siebie w lustrze.
Nie jest źle. Mogło być o wiele gorzej. 
Kiwam głową z aprobatą, ściągając wargi. 
Będzie musiało wystarczyć. Na nic więcej nie mam czasu. 
Gdy wychodzę z pokoju, Drew odwraca się i kolejny raz obrzuca mnie wzrokiem. Otwiera jeszcze szerzej swoje niebieskie oczy.
– Poważnie, zrobiłaś to wszystko – wskazuje dłonią na moje ciało – w mniej niż piętnaście minut? 
Ruszając do kuchni po torebkę, przytakuję.
Potrząsa głową z niedowierzania.
– Będę musiał poważnie porozmawiać ze swoją dziewczyną. No naprawdę. Komu trzeba dwóch godzin na przygotowania przed wyjściem do kina?
Faktycznie długo.
Wreszcie udaje mi się zlokalizować torebkę oraz teczkę z aktami. Wracam do Drew. 
– Nie zaczynaj niczego, co może się obrócić przeciwko tobie. Ona przygotowuje się tyle czasu tylko dlatego, że chce ładnie dla ciebie wyglądać.
Krzywi się, gdy idziemy do drzwi.
– Wolę ją bez tego całego gówna na twarzy.
Zatrzymuję się, kładę rękę na biodrze i przechylam głowę. 
– A powiedziałeś jej o tym? 
Drew marszczy się z oburzeniem.
Tak, jak myślałam. Nie mówił.
Unoszę brwi, celując w niego palcem.
– Musisz jej powiedzieć. 
Wychodzimy z mojego mieszkania, po czym kierujemy się do samochodu. W drodze do sądu Drew pyta:
– Wiesz, co masz mówić?
Kiwam głową.
– To prosta sprawa. Wchodzimy i wychodzimy. Tahlia potrafi zadbać o siebie lepiej, niż robią to jej rodzice. Poza tym ma siedemnaście lat. Jeśli chce się usamodzielnić, myślę, że ma na to duże szanse. Nie jest już przecież trzynastolatką. Ma siedemnaście lat, a w wieku piętnastu opuściła dom, znalazła pracę oraz mieszkanie. Sama. Jest odpowiedzialna i… – Odwracam się do Drew, po czym dodaję z uśmiechem: – Jest taką miłą dziewczyną. Uroczą i czarującą. Myślę, że uda jej się wyrwać z systemu. 
Drew z uśmiechem kieruje wzrok na ulicę. 
– Mamy zwycięstwo w kieszeni. 
Na mojej twarzy pojawia się pełen zadowolenia uśmiech.
– Wiem. 
I już nie mogę się doczekać. 

*

Gdy tylko wchodzimy do sądu, porzucam swój pokerowy wyraz twarzy i spieszę do Tahlii.
– Gratulacje, skarbie!
Śmieje się cicho, pozwalając się przytulić. Trzymam ją mocno, nie przestając się uśmiechać.
Kocham swoją pracę.
– Dziękuję – mruczy w moją koszulę. – Naprawdę. Bardzo dziękuję.
Odsuwam się, zakładam jej włosy za ucho, po czym mówię:
– Cała przyjemność po mojej stronie. – Puszczam ją. – No dobrze, to teraz jesteś wolna i możesz robić, co tylko zechcesz. Ale nie myśl sobie, że zachęcam cię do zarywania nocy i picia, co to to nie, zrozumiano?
Tahlia przewraca oczami.
– Tak, mamo.
Chichoczę. Mówi to w taki specyficzny sposób, a ja uwielbiam australijski akcent. 
Z uśmiechem kładę jej dłoń na ramieniu i ściskam. 
– Wiesz, że możesz dzwonić do mnie o każdej porze? Nawet jeśli nie będziesz miała żadnej ważnej sprawy. – Wzruszam ramionami. – Możesz dzwonić z głupotami, na przykład, jeśli będziesz potrzebowała porady sercowej albo nie będziesz widziała, jakiego detergentu użyć do wywabienia plam. – Śmieje się, a mój uśmiech łagodnieje. – Dzwoń ze wszystkim. Już nie zajmuję się twoją sprawą, ale możesz zostać moim kolejnym dzieckiem. 
Uśmiech znika jej z twarzy. Oczy lśnią.
– Dziękuję, pani Ballentine – szepcze.
– O nie – stwierdzam poważnie, potrząsając głową. – Jesteś już prawie dorosła. Mów mi Lexi.
Przeciera oczy, by powstrzymać łzy.
– Dziękuję, Lexi. 
Idąc tyłem do samochodu Drew, rzucam:
– Nie ma za co.
Drew czeka cierpliwie na siedzeniu kierowcy, bawiąc się telefonem. Gdy zbliżam się do samochodu, czuję, że On mnie obserwuje.
Wstrząsa mną niespodziewany dreszcz. Czuję to na całym ciele. 
Zatrzymuję się gwałtownie, próbując zachować zimną krew. Otwieram torebkę i udaję, że szukam czego ważnego.
Serce mi przyspiesza.
Gdzie on jest?
Staram się dyskretnie rozejrzeć. Patrzę na jedną z kafejek po drugiej stronie ulicy. Szukam znajomej czarnej kurtki z kapturem. Już mam się poddać, gdy go dostrzegam. 
Obserwuje mnie spod kaptura, wyciągnięty na kawiarnianym krzesełku. 
Wiem, że powinnam to zgłosić. 
Jest wszędzie. Dosłownie wszędzie. Wydaje się wręcz, że wie lepiej niż ja, dokąd się udam w następnej kolejności. 
Unosi głowę, nasze oczy się spotykają.
Nigdy dotąd nie pokazywał, że mnie dostrzega. Nie zrobił nic, żeby mnie poznać.
Po prostu…był. Nigdy nie wykonując żadnego ruchu, który świadczyłby o tym, że czegoś ode mnie chce. 
Właściwie za każdym razem, kiedy go widzę,  coś się we mnie zmienia.  
Ten nieznajomy mężczyzna jest w mojej podświadomości. Pojawia się w moich snach. Co jest niedorzeczne. Wiem. 
Jego oczy są dzikie. Pełne ognia. Nie wiem, co o tym myśleć.
– Gotowa, Lex? – woła Drew. 
A ja potrząsam głową, gdy zdaję sobie sprawę, że od blisko pięciu minut stoję, gapiąc się na nieznajomego po drugiej stronie ulicy. Z płonącymi policzkami odpowiadam:
– Wracajmy do biura. 
Ponownie wędruję wzrokiem w jego stronę.
Ostatnie spojrzenie.
Ale go już tam nie ma. Jak zwykle. 
Śledzona przez ducha. 
Wzdycham po cichu.
Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. 

*

Gdy dojeżdżamy do pracy, żegnam się z Drew i po raz tysięczny przyjmuję gratulacje w związku z wygraną sprawy Tahlii. 
Uśmiech nie schodzi mi z ust, gdy idę do biura. Kiedy do niego wchodzę, okazuje się, że ktoś siedzi na moim krześle.
Cóż, w zasadzie to rozpiera się na nim jak jakiś milioner, z nogą na moim biurku.
– Michael, zabieraj tę nogę. Natychmiast.
Odzywanie się surowym, matczynym głosem nie jest specjalnie pomoce, jeśli robię to z szerokim uśmiechem na twarzy. 
Ale z Michaelem jest inaczej. Jest dobrym dzieciakiem.
Zabiera nogę, uśmiechając się krzywo.
– Masz dla mnie jakieś nowe wieści?
Cholera.
Mina mi rzednie. A kiedy to zauważa, jemu też. 
Michael ma prawie siedemnaście lat. Wychowuje się w rodzinie zastępczej, ale problem w tym, że jego biologiczna matka niespełna sześć miesięcy temu wyszła z więzienia, a on chce znów z nią zamieszkać.
Ale ona…
– Nie chce mnie z powrotem. – Ze złością patrzy w podłogę.
Podchodzę bliżej, kładę torebkę na biurku i z westchnieniem siadam na drugim krześle.
– Och, skarbie. To nie tak. Nie chodzi o to, że cię nie chce, bo chce. Tu chodzi o coś zupełnie innego. 
Unosi wzrok. 
– Powinnaś być po mojej stronie.
Nachylam się, żeby spojrzeć mu prosto w oczy.
– Jestem zawsze po twojej stronie. Nigdy w to nie wątp. 
To najwyraźniej trochę go uspokaja, ale nadal wygląda na wkurzonego.
– Dlaczego? – pyta cicho. 
Odchylam się na krześle, po czym wyjaśniam:
– Gdy ktoś wychodzi z więzienna, dzieje się wiele rzeczy naraz. Zwykle mieszkanie, które państwo zapewnia takiej osobie, nie jest zbyt dobre. Otrzymuje jedynie podstawowe środki do życia. Potem musi znaleźć pracę. I ją utrzymać. Twoja mama co tydzień musi chodzić na terapię, a przez jakiś czas będą jej też co miesiąc robić testy na obecność narkotyków. I, mówiąc szczerze, kotku… – unosi wzrok ­– według niej zasługujesz na coś lepszego. Ja też tak uważam. Obawia się, że odzyska cię tylko na kilka miesięcy, a potem skończysz osiemnaście lat i się usamodzielnisz. Bo tak będzie, prawda?
Twarz Michaela łagodnieje.
– Tak. Tylko najpierw muszę zarobić trochę kasy.  
Wyginam wargi w lekkim uśmiechu.
– Dobrze, więc znajdziemy ci pracę. 
Kiwa głową, a potem pyta:
– Jak poszło z Tahlią?
Mały gno…
Wie, że nie mogę mu udzielić takiej informacji.
Przybieram nieodgadniony wyraz twarzy.
– Nie wiem, o czym mówisz.
Szczerzy się.
– Właśnie, że wiesz. Dziś miała rozprawę. A ty pracowałaś nad jej sprawą. 
Bez emocji wzruszam ramionami. 
– Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś o Tahlii, sugeruję, żebyś zapytał właśnie ją. 
Patrzy na mnie z rozmarzeniem.
– Jest niezłą laską. Widywałem ją w szkole, ale nigdy nie miałem okazji zagadać. A chciałbym.
To takie urocze. Coraz trudniej jest mi utrzymać pokerową minę. 
– Cóż, w takim razie może się postaraj. Zaproś ją gdzieś. Idźcie do kina czy coś w tym stylu.
Na jego twarzy pojawia się stoicki spokój.
– Zaproszę gdzieś dziewczynę tylko wtedy, kiedy będę wiedział, że mogę o nią zadbać. A w tej chwili nie mogę. Więc randki nie wchodzą w grę.
Boże, zlituj się. Rośnie nam tu idealny materiał na męża.
Uśmiecham się łagodnie. 
– Dobry z ciebie chłopak, Mikey. Znajdziemy ci pracę. Wkrótce. 
Wstaje nagle, zabiera plecak, po czym rusza do drzwi.
– Do zobaczenia, pani Ballentine. 
Odwracam się za nim i wołam:
– Do zobaczenia, skarbie!
Zaraz po wyjściu Michaela wchodzi Charlie. Charlie to mój szef, a przy tym niesamowity facet. Jest Maorysem i pochodzi z Nowej Zelandii. Co za tym idzie, jest wysoki i gruby, ma oliwkową skórę, a do tego tak słodki i wysoki głos, że gdy z nim rozmawiam, czuję się, jakbym mówiła z owcą w skórze wilka. 
– Możemy zamienić słówko, Lex?
Zapraszam go gestem dłoni.
– Pewnie. Co mogę dla ciebie zrobić?
Siadam za swoim biurkiem, a on zajmuje miejsce naprzeciwko mnie i wręcza mi ulotkę wraz z dokumentami. Kiwam głową, wiedząc już, o co chodzi.
Test na narkotyki, powtarzany co roku. 
Na moim stanowisku jest to obowiązkowe. W Australii nie ma żadnej tolerancji dla narkotyków wśród pracowników opieki społecznej. Co mi nie przeszkadza. I tak ich nie biorę. 
Charlie nachyla się, po czym mówi cicho:
– W tym roku przyszły wcześniej. Dostaliśmy cynk, że ktoś z biura bierze. 
Na myśl, że ktoś z moich współpracowników został przyłapany na zażywaniu narkotyków, zaczyna swędzieć mnie skóra, a włoski na karku stają dęba.
– Och – szepczę z szeroko otwartymi oczami. 
Charlie kiwa głową na moją reakcję.
– Dokładnie. Zastanawiamy się, czy nie zacząć robić testów dwa razy do roku. By ludzie nie czuli się zbyt pewnie.  
Całkowicie się z nim zgadzam.
– Jeśli zaczynają sobie folgować, to może być dobry pomysł. Szczególnie że ktoś z naszych, bierze. 
Wściekam się na myśl, że jednym z moich dzieci miałaby opiekować się osoba, która zażywa dragi.
Wiele z nich widziało już zbyt dużo złego w swoim życiu, a za większością z tych rzeczy stały narkotyki. Chcę ochronić te dzieci. Chcę, żeby miały dzieciństwo, którego ja nie miałam. Chcę przy nich być, żeby chwycić ich dłoń, gdy zdarzy im się upaść.
Ale muszę uważać.
I będę uważać. 
Na tyle, na ile osoba, która ma stalkera, jest w stanie. 

*

W drodze powrotnej śpiewam razem z radiem. Świadoma, że nie mam niczego, ale to niczego w lodówce, zatrzymuję się przy restauracji z okienkiem, żeby zamówić burgera. Potem wracam do domu.
Parkuję tam, gdzie zwykle, marszcząc brwi. Obie latarnie oświetlające parking są zepsute. Zwykle działają na zmianę. Siedzę przez chwilę w aucie.
Dziwne, wczoraj świeciły obie. 
Dyskretnie otwieram drzwi i się rozglądam. Wszystko wydaje się w porządku.
Więc dlaczego serce bije mi tak szybko?
Sama się nakręcasz. 
Parskam pozbawionym humoru śmiechem, po czym przesuwam dłonią po twarzy. Naprawdę sama się nakręcam. Światła nie działają, a ja już panikuję. Potrząsam głową na własną głupotę, a potem z westchnieniem otwieram drzwi. Sięgam pod siedzenie po swój posiłek.
– Cholera! 
Napój wylatuje mi z dłoni i wylewa się na fotel. 
Z westchnieniem sięgam na tylne siedzenie, gdzie zwykle trzymam ręcznik na siłownię. Rzucam go na przednie siedzenie i staram się wytrzeć tyle, ile się da. Gdy się cofam, ktoś nagle jedną ręką zakrywa mi usta, a drugą łapie mnie w talii. Mocno. 
Słyszę dyszenie przy uchu.
– Krzyknij, a zerżnę cię bez gumki. Mam AIDS. Chcesz AIDS, suko? 
Z całych sił staram się nie panikować, gdy kręcę szybko głową, a napastnik śmieje się przy mojej twarzy.
Pachnie źle. Naprawdę źle. Cuchnie zgnilizną.
– Pójdziesz ze mną. Nie będziesz walczyć. Będziesz grzeczna, prawda? 
Kiwam głową, zamykając oczy. Ale gdy ciągnie mnie wzdłuż budynku, zaczynam płakać. Łzy płyną mi po twarzy, a ciało trzęsie się ze strachu. Nic nie mogę na to poradzić. Wiem, że zgodziłam się, że nie będę walczyć, ale zapieram się obcasami i wbijam mu paznokcie w ramię. Nie chcę, by zabrał mnie w jakieś ciemne miejsce na uboczu. 
To kawał chłopa. Nie poradzę sobie z nim sama. Gdy zdaję sobie z tego sprawę, zaczynam płakać jeszcze bardziej, rozumiejąc w pełni, w jak beznadziejnej znalazłam się sytuacji. 
Wzdrygam się z odrazy, gdy ciepłym, mokrym językiem liże skórę na mojej twarzy.
– Och, cicho. Będzie ci się podobało. Obiecuję. 
Na pewno nie, ty chory pojebie! 
– Zamknij oczy! – rozkazuje.
Nie słucham. Zaczynam się stawiać. Oczy mam ciągle otwarte. 
I wtedy dźga mnie nożem w bok. Głęboko. Gdy czuję, jak czubek przebija moją skórę, szlocham w jego brudną dłoń.
– Zamknij, kurwa, swoje oczy szmato. 
Dygoczę, opuszczając powieki, a potem czuję, jak wolną ręką ciągnie moje spodnie w dół. Pasek go powstrzymuje.
– Rozepnij pasek i ściągaj majtki – warczy. – Natychmiast. 
Moje trzęsące się dłonie nie chcą ze mną współpracować, kupując mi trochę czasu, ale to trwa do chwili, gdy napastnik zaczyna ciągnąć mnie mocno za włosy. Wyję z bólu. Nóż znika, a chwilę później czuję nacisk ramienia na mojej szyi. Ręką rozpycha moje uda, a ostrze przenosi pod ucho. Choć jestem roztrzęsiona, jakoś udaje mi się rozpiąć pasek oraz guziki. Odwraca mnie, by wcisnąć mój policzek w zimne cegły. Ostrze spoczywa teraz na moim gardle. Szarpie moje spodnie w dół, a ja instynktownie zaciskam uda. Wciska między nie rękę i pociera mnie przez majtki, przez co płaczę jeszcze głośniej. Gdy czuję na tyłku jego fiuta, wzdrygam się tak mocno, że moje ciało zaczyna się telepać. 
Zalewa mnie obrzydzenie. To jest obrzydliwe. 
Mocniej ściskając moją szyję, syczy:
– Zamknij mordę i nie wydawaj żadnego, kurwa, dźwięku. – Jego zapach otacza mnie ze wszystkich stron, płaczę tak mocno, że się krztuszę. 
Zabiera rękę spomiędzy moich nóg, po czym wsadza ją pod koszulę, by ścisnąć pierś.
Serce mi krwawi przy każdym odrażającym dotyku. Dotyka mnie tam, gdzie mu się podoba, zupełnie jakbym była zabawką, a nie człowiekiem. Zsuwa dłoń po żebrach, opiera ją na biodrze, po czym stwierdza:
– Niech mnie, trafiłem na ślicznotkę. 
A potem wkłada mi ręce w majtki i mocno ściska tyłek. Moim ciałem wstrząsają kolejne dreszcze. Marzę tylko o tym, żeby to przetrwać. 
Nigdy nie byłam ofiarą napaści. Ale wielu z moich podopiecznych, było. I teraz wiem, że za każdym razem, gdy mówiłam do któregoś ze swoich dzieci „rozumiem”, nie miałam pojęcia, o czym mówię.
Ani trochę.
Niemal czuję, jak łamie mi się teraz serce. 
Naglę, zostaję gwałtownie odciągnięta do tyłu. Ląduję na twardym betonie z głuchym łupnięciem i z niepokojem obserwuję rozgrywającą się przede mną scenę. 
Twarz mojego wielkiego napastnika zostaje wciśnięta w cegły przez równie wysokiego mężczyznę. 
Czarny kaptur.
To on.
Trzyma tego bydlaka za szyję i wali jego głową w ścianę, unosząc przy tym kolano.
Łup, łup.
Robi to znowu i znowu. Żołądek mi się wywraca na widok jego zaciekłości. W końcu słyszę cichy brzdęk upadających na ziemię zębów i zdaję sobie sprawę, że zbok, który mnie zaatakował, właśnie parę ich stracił. 
O Boże. 
Mężczyzna w kapturze nadal kontynuuje swój atak bez jednego słowa. Rzuca gościa na ziemię, a następnie kopie w żebra, jakby to była piłka. Robi tak kilka razy, aż w końcu nasze spojrzenia się krzyżują.
Zamiera zdyszany, po czym zbliża się do mnie.
Przerażona patrzę przez łzy, jak podchodzi coraz bliżej. Jest o krok ode mnie, gdy słyszę swój własny szept. 
– Proszę, nie zbliżaj się. 
Łokcie mnie pieką, z pewnością zdarłam sobie skórę. Kiedy usiłuję się podnieść, z moich ust wyrywa się bolesny jęk.
I wtedy mój stalker robi coś, o czym marzyłam od dawna.
Zdejmuje z głowy kaptur. 
Zapowiedź patronacka - Ring Girl - K.N. Haner

Zapowiedź patronacka - Ring Girl - K.N. Haner

Nowa gorąca powieść Królowej Dramatów!

Pełna żaru, energetyczna opowieść o miłości w brutalnym świecie boksu.

"W miłości nie ma kompromisów. Można się temu poświęcić i walczyć o uczucie albo bawić, ignorować, a potem zostać z pustym i niezdolnym do miłości sercem".

Ona – córka boksera o międzynarodowej sławie. On – pretendent do tytułu Mistrza Świata.

Ona trzyma się jak najdalej od ringu i bokserskiego świata. On żyje tylko po to, by walczyć i zwyciężać. Przypadek sprawia, że dwójka dawnych znajomych spotyka się ponownie. Czy odnajdą się w świecie, który oboje równie mocno kochają, co nienawidzą? Czy tajemnice, które mają przed sobą, nie przeszkodzą im w drodze do szczęścia? 
Ilias - Małgorzata Falkowska

Ilias - Małgorzata Falkowska

„Gorący romans na jednej z greckich wysp
Miłość nie szuka podobieństw, wystarczy jej wzajemne przyciąganie!
Gabi ma dziewiętnaście lat, niedawno zdała maturę. Równocześnie z egzaminami maturalnymi zakończyła się jej znajomość z Markiem — dwuletni związek, w którym pokładała nadzieje. By nie myśleć o niepowodzeniu, prosi ciotkę pracującą w biurze podróży o pomoc w znalezieniu zajęcia z dala od domu. Kobieta proponuje Gabi pracę animatora w jednym z hoteli na wyspie Kos. To właśnie tam dziewczyna poznaje Iliasa, który w ramach kary musi pierwszy raz w życiu pracować. Jednak jako syn właściciela hotelu postanawia się nie przemęczać — żyć beztrosko, jak dotychczas, i wciąż szukać seksualnych wrażeń. Mimo niechęci do pracy zgadza się pomóc Gabi — i skrada jej serce. Przemilcza tylko kilka tajemnic. Tymczasem przeszłość obojga nie da o sobie zapomnieć.
Jak skończy się historia, której bohaterowie rzucili na szalę miłość i kłamstwo?”

Swoją recenzję zacznę dość nietypowo, bo od informacji dla wszystkich autorów, którzy wymyślając zakończenia swoich książek, miażdżą przy tym moje serce. Zapamiętajcie sobie jedno, nadejdzie dzień, nadejdzie pora, że spotkamy się twarzą w twarz ;) Ty wiesz Gosiu, że teraz w tym przypadku mowa o Tobie ;) No ale wiecie, co? Zakończenie Iliasa rozłożyło mnie na łopatki, a niedowierzanie malowało się na mojej twarzy i tak sobie pomyślałam, co ta Falkowska znów naodpierdzielała… I choć podejrzewam, jak dalej potoczy się ta historia, to nadal nie mogę pogodzić się z finałem części pierwszej.

Małgosia Falkowska to autorka, która pisze bardzo fajne komedie, wciągające obyczajówki oraz pełna napięcia kryminały, które uwielbiam. Jednak jeżeli chodzi o Iliasa to jest to debiut autorki z gatunku erotyki. Przyznam się Wam szczerze, że obawiałam się tej książki, bo napisać dobry erotyk wcale nie jest tak łatwo. Bałam się, że dostanę kolejną ociekającą seksem historię, którą raz, dwa przeczytam i jeszcze szybciej o niej zapomnę. Jednak Małgosia bardzo miło mnie zaskoczyła i oddała w moje ręce opowieść prawdziwą, naturalną i przede wszystkim wzruszającą i chwytającą serce. To jedna z tych książek, które biorą we władanie umysł czytelnika i jeszcze długi czas po przeczytaniu nie można o niej zapomnieć. Książka jest naprawdę świetna i już od samego początku wciąga w głąb fabuły. Znajdziecie w niej momenty z życia wzięte, które dostarczą Wam wielu emocji oraz wrażeń. Historia Iliasa i Gabi jest bardzo ciekawa i interesująca, już po kilkudziesięciu przeczytanych stronach wiedziałam, że to coś właśnie dla mnie, wiedziałam, że nawet przez chwilę nie będę się nudzić i że razem z bohaterami przeżyję przygodę życia na greckiej wyspie Kos. Tylko niestety nie wiedziałam, że wszystko tak tragicznie się potoczy…

Jeżeli chodzi o bohaterów, to myślę, że polubicie ich tak jak ja. Ilias to złoty chłopiec, któremu wszystko zawsze uchodziło płazem. Gdy po kolejnej stłuczce sam musi odpracować naprawę samochodu, jest wściekły na ojca, bo przecież teraz nie znajdzie czasu na imprezy i wyrywanie dziewczyn. Jednak wakacje, które miały być najgorsze w jego życiu okazały się nie takie złe, a wszystko za sprawą gorącej polki, która  przyleciała na Kos do pracy. Gabi to dziewczyna, która postanowiła zapomnieć o przeszłości i o chłopaku, który zostawił ją dla innej. Wyprawa na Kos miała być jedynie ucieczką od przeszłości, dziewczyna nie szukała nowej miłości, ale ta i tak pojawiła się na jej drodze. Od samego początku Ilias nie przypadł jej do gustu i kiedy tylko mogła, unikała go na wszystkie możliwe sposoby. Jednak dziewczyna miała coś takiego w sobie, że chłopak nie mógł o niej zapomnieć i tylko dla niej postanowił się zmienić. Mimo młodego wieku oboje dźwigali na swoich barkach bagaż nieprzyjemnych doświadczeń, który cały czas im ciążył. W momencie, kiedy mogli być szczęśliwi, los rozdał im inne karty. Co się wydarzyło? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale zapewniam Was, że nikt z Was tego nie będzie się spodziewał.

Piękna książka, którą tylko i wyłącznie mogę Wam polecić. Jestem przekonana, że finał tej historii doprowadzi Was do łez…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.
Odcień północy - L.J. Shen

Odcień północy - L.J. Shen

„To miało być łatwe. Potrzebowałam pieniędzy. On potrzebował opiekunki, która powstrzyma go przed zaćpaniem się na śmierć. Zostałam wybrana specjalnie dla niego. Jestem odpowiedzialna. Optymistyczna. Ciepła. Niewinna. Powinnam być mądrzejsza. Alex Winslow. Brytyjska gwiazda rocka. Seryjny łamacz serc. Casanova o oczach w kolorze whiskey. „Nie zbliżaj się do diabła w skórzanej kurtce. On cię wykorzysta i zostawi”. I wiecie co? Nie posłuchałam. Podpisałam umowę. Trasa koncertowa po całym świecie. Trzy miesiące. Cztery kontynenty. Sto występów. Nazywam się Indigo Bellamy i zaprzedałam duszę wytatuowanemu bóstwu. Problem w tym, że Alexowi Winslowowi moja dusza nie wystarczyła. Wziął również moje ciało. A potem serce. Zabrał mi wszystko.”

„Odcień północy” to kolejna książka L.J. Shen, przy której świetniej spędziłam czas. Autorka znów uwiodła mnie fabułą i z ogromnym zaciekawieniem śledziłam losy bohaterów. W książce poznajemy Indigo Bellamy, dziewczynę, która będąc w trudnej sytuacji życiowej, przyjmuje pracę, jako opiekunka nieznośnego, kapryśnego, wrednego i uzależnionego od alkoholu oraz narkotyków Alexa Winslowa. Nie jest to dla niej praca marzeń, jednak Indigo postawiona pod ścianą, dla dobra swoich bliskich, jest w stanie znieść bardzo wiele. Współpraca z Alexem nie będzie łatwa, a wszystko jeszcze bardziej zaczną komplikować pojawiające się między nimi uczucia. Czy spokojna i stroniąca od używek Indigio odnajdzie się w szalonym rockowym świecie? Czy zapatrzony w siebie Alex będzie, potrafił stać się lepszym człowiekiem? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„Odcień północy” to według mnie bardzo fajna książka. Wiem, że opinie o niej są bardzo różne, jednak mnie się bardzo podobała. To zwariowana, namiętna i gorąca opowieść, w której autorka porusza problem uzależnienia od narkotyków i alkoholu. Jest to problem bardzo poważny i jak wiemy, dotyka wielu ludzi na całym świecie. Autorka przedstawiła go bardzo naturalnie oraz prawdziwie i ukazała, jak ciężko walczy się z uzależnieniem i wyzbywa starych nawyków. Jednak pokazała także, że dla ukochanej osoby jesteśmy w stanie zrobić naprawdę wiele.

Bardzo polubiłam Alexa, bo mimo tego, że był typowym bad boyem, zapatrzonym w siebie dupkiem, którego ego nie miało końca, to ja jednak widziałam w tym facecie dużo więcej. Jego problemy nie wzięły się znikąd, ale co wpędziło go w uzależnienie, już Wam nie zdradzę. Jeżeli chodzi o Indigo, to mam względem niej mieszane uczucia. Dziewczyna bardzo często mnie irytowała, ale koniec końców i ją obdarzyłam sympatią. Myślę, że ta dwójka mimo różnic, które ich dzieliły, pasowała do siebie idealnie.

W książce znajdziecie także sporą dawkę humoru, który idealnie współgra zresztą fabuły. Świetnie bawiłam się czytając tę historię, więc tylko i wyłącznie mogę ją Wam polecić.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Edipresse Książki.

Zapowiedź patronacka - Raw - Belle Aurora

Zapowiedź patronacka - Raw - Belle Aurora

Nie wszystkie potwory czają się w ciemnościach. Niektóre kryją się w świetle dnia.

Alexa Ballentine, gdy tylko skończyła 16 lat, uciekła z domu. Wolała mieszkać na ulicy, niż dłużej żyć z ludźmi, którzy nie potrafili jej pokochać. Teraz w wieku 26 lat, mimo trudnych życiowych doświadczeń, ma pracę, którą kocha, jest wykształconą, młodą kobietą i może pomagać innym ludziom, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ona.

W jej życiu jest pewien mężczyzna. Alexa nie wie, kim on jest. Zwykle ma na głowie kaptur i obserwuje ją z daleka. Dziewczyna wie, że powinna zgłosić tę sprawę policji, ale wbrew zdrowemu rozsądkowi, czuje się bezpieczna, kiedy jej stalker jest w pobliżu. Jest wręcz zafascynowana nieznajomym mężczyzną.  

Kiedy zostaje napadnięta, to właśnie on przychodzi jej na ratunek. W ten sposób Alexa będzie w końcu mogła dowiedzieć się kim jest nieznajomy mężczyzna w kapturze. Wkrótce dowie się również, że nie chodził za nią bez powodu i że wbrew pozorom nie jest ani bezdomny, ani nie kierują nim szlachetne pobudki.

Będzie chciał, żeby Alexa zapłaciła za coś, co zrobiła w przeszłości i zrobi to na jego zasadach.
Tacet a mortuis - Amo Jones

Tacet a mortuis - Amo Jones

„Zazdrość, tajemnice i obezwładniające pożądanie – trzeci tom mrocznej serii Elite Kings Club

Kolejne tajemnice z przeszłości Madison i te związane z jej własną rodziną zostaną ujawnione, zadając dziewczynie ból, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła

Dziewczyna czuje się zdradzona zarówno przez własnych rodziców, jak i Bishopa. Rozumie, że zawsze jest i będzie tylko marionetką w rękach ludzi, którzy ją otaczają.

Tymczasem w życiu Bishopa pojawia się dziewczyna z przeszłości, która ma niego oko.. Madison jest zazdrosna i zraniona, a to prosta droga do popełnienia błędu.

Czy to, co łączyło Madison i Bishopa było prawdziwe? A może to kolejne kłamstwo, w które uwierzyła?”

 „Tacet a mortuis” to trzeci tom świetnej i zarazem pokręconej i popieprzonej serii Elite King’s Club. Osobiście uwielbiam takie książki, więc lektura tego tomu była dla mnie ogromną przyjemnością. W tej części dzieje się naprawdę wiele pojawiają się kolejne zawirowania w życiu bohaterów oraz kolejne tajemnice, które mogą zniszczyć uczucie łączące Madison oraz Bishopa. A jak wiemy, ich relacja nigdy nie była łatwa. Jednak na całe szczęście dowiadujemy się też wszystkiego, co ukrywają główni bohaterowie. Gwarantuję, że zaskoczeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji w tym tomie Wam nie zabraknie.

Autorka kolejny raz stworzyła świetną fabułę osnutą aurą tajemniczości, która cały czas kręci się wokół legendarnego Elite Kings Club, którego członkowie są niebezpiecznymi ludźmi, od których dobrze trzymać się z daleka, którzy ustalają swoje własne zasady, a przede wszystkim decydują o życiu innych osób. Książka pełna jest mroku, niepokoju, niebezpieczeństwa, ale i także magnetycznego pożądania. Uwielbiam historie, które dostarczają mi dreszczyku grozy, w których nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem, w których jest mnóstwo niewiadomych, a bohaterowie nie są ideałami, są brutalni, nieprzewidywalni i nigdy nie wiem, jaki będzie ich kolejny ruch. To wszystko znalazłam w kolejnym tomie serii, który znów porwał mnie w głąb fabuły. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że ich męska część została przedstawiona idealnie. Każdy z nich jest tajemniczy i od każdego od razu czuć niebezpieczeństwo. To taki typ, przed którym matki przestrzegają swoje córki, ale tych chłopaków naprawdę trzeba się bać. Łączy ich jedna wielka tajemnica i wszyscy należą do klubu, o którym krążą legendy. Ja naprawdę polubiłam chłopków, mimo ich brutalności, chamstwa i nieprzewidywalności. W tej części zaszła też największa zmiana w Bishopie i choć chłopak nadal był tym, kim był, to jednak pokazał się też z tej dobrej strony i udowodnił wszystkim, że potrafi kochać. Jeżeli chodzi o Madison, to nadal uważam, że była najsłabszym ogniwem tej książki. Okropnie mnie irytowała, a czasami jej zachowanie wydawało mi się absurdalne i irracjonalne. Często nie wiedziała, czego chce i swoim zachowaniem doprowadzała mnie do szewskiej pasji.

Polecam Wam całą serię Elite King’s Club. Mnie historia Madison i Bishopa wchłonęła do swojego dziwnego, pokręconego i zagmatwanego świata pełnego niebezpieczeństwa, tajemnic i mroku. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
Misja Wywiad z Magdą Milą

Misja Wywiad z Magdą Milą


Zapraszamy na Misję Wywiad z Magdą Milą. Nagroda za najciekawsze pytanie wędruje do Monika Dęst. Gratulujemy i prosimy o wiadomość prywatną, na którą czekamy trzy dni.

Wiola Marcinkiewicz 
Skąd czerpie Pani pomysły na książki, wymyślane są przez Panią czy inspirowane życiem?

Zdecydowanie inspiruję się życiem. „Kolekcjonuję” przeróżne historie, które potem wykorzystuję w książkach. Oczywiście zmieniam szczegóły, łączę kilka wątków, dodaję coś od siebie, ubarwiam albo wręcz przeciwnie – łagodzę ;-), ale w większości opisuję rzeczywistość.



Ewa Recka 
Jaki jest Pani ulubiony autor i dlaczego? 

Nie jestem w stanie wymienić jednego autora, nawet stworzenie listy kilku ulubionych mnie przerasta. Głownie dlatego, że czytam bardzo dużo książek, lubię prawie wszystkie gatunki – więc autorów, których cenię jest naprawdę wielu. 



Ewa Recka 
Gdzie lubi Pani pisać najbardziej?
Honorata Jamroży 
Gdzie najlepiej się Pani pisze? W domu, na świeżym powietrzu, w pracy?
Monika Brombosz 
W jakich warunkach lubi Pani pisać najbardziej?

Zdecydowanie w domu, wtedy najłatwiej mi się skupić i zmobilizować do pracy. Mam swój pokój  „do pisania” – z  bardzo wygodnym fotelem i ścianą, na której wiszą dziesiątki karteczek, zdjęć i bazgrołów, czyli rozpiski moich książek.

Natomiast do wymyślania i planowania książki świetny jest plener – na najlepsze pomysły wpadam podczas biegania, chodzenia po górach, albo jazdy na rowerze.



Daria Kowalczyk 
Co jest dla Pani ważniejsze - iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki i jakie uczucia Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?

Ukończenie książki to na pewno ulga, euforia i ogromna satysfakcja. Moment, kiedy po raz pierwszy trzymam w rękach gotowy tom jest bardzo przyjemny. To jednak nie znaczy, że samo pisanie takie nie jest, choć tu bardziej pasowałoby określenie „bywa”. Zwykle piszę z autentyczną radością, ale czasem mam dni, kiedy to męczarnia – gdy brakuje mi jakiegoś pomysłu, bohaterowie nagle wydają się beznadziejni, a termin oddania tekstu wydaje się zdecydowanie zbyt bliski.

Miała Pani problemy w trakcie pisania "Tonąca w błękicie"? Jakąś blokadę bądź chwile zwątpienia, że czytelnicy odrzucą Pani książkę?

„Tonącą w błękicie” pisało mi się najłatwiej. To moja pierwsza książka, więc nie czułam wtedy żadnej presji. Pisałam po prostu to, co czułam i co chciałam. Oczywiście nie miałam żadnej pewności, że książka spodoba się czytelnikom, ale nic nie ryzykowałam, jedynie poświęcałam swój czas. Znacznie więcej blokad i zwątpień mam teraz, nie tylko z powodu oczekiwań czytelniczek, ale też dlatego, że sama coraz wyżej wieszam sobie poprzeczkę.



Anna Grzebalska 
Dlaczego Pani nadała takie tytuły swoim książkom ?

„Tonąca w błękicie” to powiązanie pasji Lilki, czyli nurkowania oraz koloru oczu Tomka, w których utonęła. „Tańcząca w ogniu” była konsekwencją całego cyklu – po prostu kolejny żywioł.
Natomiast w przypadku drugiego cyklu zaczęło się od tytułu. Wiedziałam, że bohaterem książki o klimatach BDSM musi być Wolf – i do niego już dopasowywałam kolejne, czyli „Cat” i „Tigera”.



Kinga Grabowska 
Jakie książki czyta Pani najchętniej? o jakiej tematyce?
Jolanta Ostaszewska 
Jakiego gatunku lektury przeważają na Pani półce?
Monika Brombosz 
Jakie tematyki książki najczęściej Pani czyta?

Właściwie wszystko poza fantastyką. Dużo literatury faktu – reportaże, historia, bardzo lubię kryminały, thrillery, oczywiście także książki obyczajowe, erotyki, romanse historyczne...



Kinga Grabowska 
Co sprawia Pani największą trudność podczas pisania swoich książek? 

Chyba właściwe umotywowanie działań bohaterów. Samo napisanie książki, czyli wklepanie do komputera odpowiedniej ilości znaków opisujących jakaś historię, nie jest trudne. Wyzwaniem jest dopracowanie tekstu, nadanie mu sensu, zadbanie o logikę i o to, by to, co opisuję, brzmiało przekonująco. 



Monika Dęst 
Gdyby miała Pani moc zaczarowanego ołówka, to czy chciałaby Pani żeby kreowana przez Panią fikcja literacka stała się rzeczywistością?

Tak, choć może bez tych największych dramatów, które czasem są w moich książkach. Miłość, namiętność, różne doświadczenia seksualne – czemu nie?
Co ciekawe wiele historii, które opisuję, sytuacji, ludzi to nie fikcja – zmieniam szczegóły, przenoszę akcję w inne miejsce, dodaję coś od siebie, ale zwykle tak naprawdę opisuję rzeczywistość. Na przykład nawet Jonatan istnieje w realu – swoją Inez poznał w odrobinę mniej dramatycznych okolicznościach, ale też połączyła ich nieruchomość i też Inez była na początku jego kontraktową uległą. Więc w sumie może zaczarowany ołówek jest zbędny? ;-)



Jolanta Ostaszewska 
Czy uważa Pani, że literatura erotyczna może poprawić intymne życie czytelniczek, że stają się bardziej otwarte i bardziej wymagające?

Myślę, że tak.  Na pewno może wpłynąć na wyobraźnię i zainspirować, czasem pokazać coś nowego, innego niż to, co dotychczas znane. Znam wiele osób, które na fali popularności „Pięćdziesięciu twarzy Greya” zaczęły sięgać po taką literaturę, a potem odwiedzać seks-shopy. Sama literatura jednak życia intymnego nie poprawi – potrzebna jest edukacja, bo te książki takiej roli nie pełnią, a brak rzetelnej wiedzy na przykład w dziedzinie BDSM może doprowadzić nawet do sytuacji zagrażających zdrowiu czy życiu. 




Agnieszka Ewelina Rowka 
Czy chciałaby Pani napisać książkę w duecie (z kim?) albo opowiadanie do antologii ostatnio coraz bardziej modnej?

Dostaję takie propozycje, ale na razie wszystkie musiałam odrzucić. Główną przeszkodą jest brak czasu, a w przypadku pisania w duecie – także mój charakter. Zawsze pracuję samodzielnie i nie jestem pewna, czy odnalazłabym się w pracy zespołowej. Ale to kuszący pomysł, bo takie pisanie mogłoby być ciekawym doświadczeniem. Może kiedyś się odważę.

Jaki gatunek literacki nastręczałby Pani trudności gdyby padła tak propozycja - podjęłaby pani wyzwanie czy raczej odpuściła?

Na pewno fantastyka. Przypuszczam, że nie podjęłabym takiego wyzwania – nie czytam fantastyki, więc nie odważyłabym się jej pisać.



Sandra Oleszczuk 
Jeździsz na rolkach od dziecka? Uprawiasz jakiś inny sport?

Nie, zaczęłam jeździć już jako osoba dorosła. Poza tym sportu w moim życiu jest dużo, ale od lat uprawiam go już wyłącznie rekreacyjnie – pływam i nurkuję, bardzo dużo jeżdżę na rowerze, zawsze też dam się wyciągnąć na siatkówkę albo ściankę wspinaczkową.



Bożena Osowiecka 
Kiedy myślę o tej serii przychodzą mi na myśl słowa Alberta Einsteina: "Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Pani tak nie robi, nie powtarza, nie powiela... Co Panią motywuje, co daje odwagę do łamania schematów, obalania tematów tabu i wytyczania nowych trendów?

Po prostu piszę książki, które sama chciałabym przeczytać. Poza tym we własnym życiu nie znoszę wtłaczania w role, nie lubię ograniczeń (poza tymi wyznaczonymi przez prawo i dobro drugiego człowieka) – więc siłą rzeczy także w pisaniu takie podejście nie sprawia mi trudności.



Emilia Gałązka 
Co dla Pani znaczy "dobra książka"?

Dobra książka to taka, do której chcę wrócić. Którą chcę mieć w wersji papierowej, albo kupuję ebooka po przeczytaniu jej w Legimi. Niestety ostatnio mam wrażenie, że im więcej jest miesięcznie nowości, tym mniej wśród nich takich książek.

Czy zdarzyło się Pani, że po kilku miesiącach od napisania książki chciałaby Pani zmienić jej zakończenie?

Często mam ochotę trochę poprawić jakąś scenę, albo dopisać coś, co z perspektywy czasu dodałoby książce wyrazistości. Zakończeń jednak na razie to nie dotyczy, wszystkie lubię.



Magdalena Faltyn 
Czy pisząc książki "posiłkuje się" pani np. filmami erotycznymi czy internetem?

Nie, filmy erotyczne oglądam wyłącznie dla własnej, prywatnej przyjemności. Natomiast z internetu oczywiście korzystam – czasem muszę sprawdzić jakiś szczegół, przypomnieć sobie, jak dokładnie wygląda jakieś miejsce itd. Nigdy jednak nie piszę czegoś wyłącznie na podstawie wiedzy z internetu.

Dlaczego książki o takiej tematyce?

Bardzo lubię czytać literaturę erotyczną, więc piszę to, co sama chciałabym mieć na półce. Jest to dość mocna erotyka – dlatego, że moim zdaniem takiej literatury na rynku jest za mało.



Beata Musiał 
Kiedy można się spodziewać kolejnych części serii "Żywioły" - opowieści o Ewie i Lilce, czy pojawią się też inne bohaterki?

Kolejna część – „Błądząca we mgle” – jest na etapie redakcji. To opowieść o Kate, nastoletniej córce Tomka. Natomiast część druga „Tańczącej w ogniu” czeka na dopisanie zakończenia. Mam na nie kilka pomysłów, więc muszę dać sobie czas, by wykrystalizował mi się w głowie ten najlepszy.

W jaki sposób lubi Pani wypoczywać?

Bardzo często wybieram aktywny wypoczynek – najchętniej ciepłe morze, plaża z boiskiem do siatkówki, albo góry z jakimś wymagającym szczytem. Ale czasem lubię się po prostu lenić – wtedy leżę z książką, albo oglądam seriale. 



Honorata Jamroży 
Jak reaguje Pani na krytykę? Motywuje Panią do działania, czy może jednak zniechęca?

Konstruktywna – zdecydowanie motywuje. Taką bardzo szanuję i jestem za nią wdzięczna, bo między innymi dzięki niej się rozwijam. Natomiast inne opinie krytyczne, te pozbawione konkretnych argumentów, czy po prostu hejt – ignoruję. 



Aleksandra Miczek 
Bohaterowie Pani książek wchodzą w związki oparte na więzi fizycznej, odnajdując satysfakcję w doznaniach erotycznych. Dlaczego nie szukają więzi duchowych i nie zależy im na trwałości związku? Czy uważa Pani, że życie erotyczne człowieka nie wiąże ze sferą jego duchowych doznań?

Wszyscy moi bohaterowie szukają więzi duchowych, niektórzy wręcz rozpaczliwie, choć nie zawsze od razu zdają sobie z tego sprawę ;-) Generalnie uważam że życie erotyczne może, ale nie musi być ściśle związane z doznaniami duchowymi. Znam ludzi, którzy bardzo precyzyjnie oddzielają seks dla czystej przyjemności od tego związanego z miłością. Znam i takich, dla których seks bez uczucia nie istnieje. W obu wariantach ludzie mogą mieć bardzo szczęśliwe związki, czasem wieloletnie, jak i takie, które kończą się dramatami i rozczarowaniami. 
Nie jest tak, że jedyną właściwą drogą do satysfakcjonującego związku jest monogamia, albo wręcz przeciwnie – rozwiązłość i pełna seksualna otwartość. Każdy człowiek jest inny i nie ma jednej recepty na szczęście. 
Nigdy nie wygrasz - Karolina Wójciak (PATRONAT MEDIALNY)

Nigdy nie wygrasz - Karolina Wójciak (PATRONAT MEDIALNY)

„Majką wszyscy pomiatają. Gdy wygrywa miliony na loterii, ma szansę odmienić swój los. Naiwna, ściąga jednak na siebie szereg kłopotów. Darek ma dość beznadziejnej pracy i kiszenia się w małżeństwie, dla którego poświęcił młodzieńcze marzenia. Gdy pojawia się szansa na karierę, postanawia w końcu zrobić coś dla siebie. Czy szczęście można kupić? Czy ambicja może zaślepić?”

„Nigdy nie wygrasz” to czwarta książka Karoliny Wójciak. Wcześniejszych książek autorki nie znam, ale teraz wiem, że muszę ten błąd koniecznie naprawić, bo jeżeli jej wcześniejsze książki są tak samo dobre, jak ta, to grzechem byłoby ich nie przeczytać. 

W książce poznajemy Majkę, kobietę po trzydziestce, której życie to pasmo nieszczęść, upokorzenia i smutku. Nikt jej nie szanuje, pracuje jako kelnerka, a wszyscy wkoło uważają ją za dziwaczkę. Wydawać by się mogło, że jej życie nie może się już bardziej skomplikować, a jednak tak się stało. Podczas jej zmiany w barze doszło do morderstwa, do którego kobieta w pewnym stopniu się przyczyniła. Jednak nadszedł dzień w życiu Majku, który powinien wszystko zmienić, kobieta trafiła szóstkę w totka i z biednej szarej myszki stała się milionerką. Niestety decyzje, które podjęła kobieta, kolejny raz doprowadziły do nieoczekiwanych i tragicznych w skutkach wydarzeń. Poza tym w jej życiu pojawił się Adam, w którym Majka się zakochała. Tylko, czy płatny zabójca może mieć uczciwe zamiary?
Drugą postacią w książce jest Darek, dziennikarz, który pracuje w lokalnej gazecie. Mężczyzna za namową przyjaciela próbuje spełnić swoje największe marzenie i nakręcić chwytliwy reportaż o ludziach, którzy wygrali w totka. Oczywiście najbardziej interesującą postacią jest Majka, za którą rusza w pościg. By spełnić marzenie, będzie musiał wybrać, co w jego życiu jest najważniejsze… kochająca rodzina, czy może szansa na spektakularną karierę. Co wybierze mężczyzna? Tego oczywiście Wam nie zdarzę.

„Nigdy nie wygrasz” to książka, która rozłożyła mnie na łopatki. Autorka stworzyła genialny thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu do ostatniej strony, a samo zakończenie wywołuje niedowierzanie na twarzy czytelnika. To książka, której nie powstydziły się bestsellerowe autorki New York Timesa, więc droga autorko czapki z głów, jestem pod ogromnym wrażeniem. W tej powieści wszystko jest dopracowane, doszlifowane i na najwyższym poziomie, a  historia Majki i jej pełnego nieoczekiwanych zwrotów akcji życia, chwyta w swoje szpony już od pierwszej strony. Autorka w brutalny sposób ukazała prawdziwe życie i ludzkie twarze, które pod maskami obłudy i kłamstwa skrywały swoje prawdziwe emocje, charaktery i zamiary. 

Akcja książki jest bardzo dynamiczna, cały czas coś się dzieje, intryga goni intrygę, pojawiają się nieoczekiwane zwroty akcji, a my w pewnym momencie nie wiemy, co jest prawdą, a co kłamstwem. Autorka z niebywałą lekkością mąci i wodzi czytelnika za nos, a na koniec serwuje taką petardę, że włos jeży się na głowie. To książka intensywna, pełna emocji i napięcia, które nie opuszcza nas na krok. W tej historii nic nie jest oczywiste, autorka nic nie podaje nam na tacy i tylko dzięki uważnemu zagłębieniu się w lekturę jesteśmy w stanie wyłowić niezwykle istotne znaki. 

To niezwykle intensywny thriller psychologiczny, który dostarczy Wam niezapomnianych emocji oraz wrażeń. Jednym z plusów tej książki, jest niewątpliwie jej wielowątkowość. Autorka wplotła w fabułę elementy sensacji, kryminału, romansu, a nawet erotyki. Według mnie dzięki temu książka zyskała jeszcze więcej wyrazistości i charakteru. Podczas lektury tej książki nawet przez chwilę nie będziecie się nudzić. W tej historii nic nie jest przekoloryzowane, czy wyidealizowane, autorka nie ułatwia życia swoim bohaterom i nieźle daje im w kość. Zapewniam Was, że to książka, po którą powinien sięgnąć każdy fan dobrych thrillerów psychologicznych.

Mocna, brutalna i nieprzewidywalna. Taka właśnie jest ta książka. Ja tylko i wyłącznie mogę ją Wam polecić, bo obok takiej książki, po prostu nie można przejść obojętnie.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.
Blogerzy polecają - Maj

Blogerzy polecają - Maj

When Forever Changes to wyjątkowa powieść, pokazująca, że czasami coś, co bierzemy za miłość do grobowej deski, niekoniecznie ją jest. Ta książka pokazuje wszystkie możliwe odcienie i typy miłości, pokazuje piękno i brzydotę tego uczucia. Świetny pomysł na fabułę, bardzo dobre wprowadzenie go w życie, rewelacyjni bohaterowie i najprawdziwsze emocje — znacie lepszy przepis na świetną książkę? Gorąco polecam!
Ewelina Nawara My fairy book world



Ostatnio na rynku wydawniczym pojawiają się kolejne pozycje z tematyki obozowej, każda na swój sposób ciekawa, ale na takie perełki jak „Czerń i purpura” naprawdę warto zwrócić uwagę. Napisana z wyczuciem, ale niepozbawiona mocnych akcentów, komory gazowe, piece krematoryjne i ułuda, którą karmieni są przybywający do Auschwitz więźniowie, że łaźnia, że do pracy... prawda tak przerażająca, że łzy pieką pod powiekami, a to, o czym czytamy ciężko ubrać w słowa, ciężko się pozbierać. Końcówka, która na zawsze zapadnie mi w pamięć, bo jak można dokonać wyboru, tego właściwego, kiedy w grę wchodzi życie najbliższych? 


W tym piekle zakazane uczucie, które pozwala przetrwać w dosłownym znaczeniu. Lżejsza praca, lepsze warunki, przemycane jedzenie i leki — to wszystko dzięki Franzowi może otrzymać Milena. Oboje uwikłani, oboje do końca niemogący odnaleźć się w tej sytuacji, oboje w sprzecznych uczuciach, ale jednak przyciągani do siebie. Kat i ofiara, a może ofiara i kat? Straszne i piękne w jednym, kiedy uświadomimy sobie, że to nie fikcja. Polecam.
Sylwia Prus Z książką na kanapie



W maju przeczytałam wiele książek, ale to „Trzy kroki od siebie” najbardziej zapadły mi w pamięć. Stella Grant jest typową nastolatką, która lubi spędzać czas przy laptopie, a także spotykać się ze swoimi przyjaciółkami. Jednak w odróżnieniu od większości dziewczyn w jej wieku niemal cały czas przebywa w szpitalu, z uwagi na swoją chorobę - mukowiscydozę. Szpital jest jej drugim domem, odkąd skończyła sześć lat. Jej życie to przede wszystkim zabiegi, wszelkiego rodzaju procedury, zażywanie lekarstw, ograniczenia i samokontrola. Każda minuta jest podszyta lękiem, że coś złego może się przydarzyć. Ale wszystko to, co dotychczas stanowiło jej rytuał może stać się nieważne, gdy pewnego dnia w szpitalu poznaje czarującego, zabawnego pacjenta, Willa Newmana. 
Pomiędzy bohaterami zaczyna iskrzyć już od samego początku. Problem polega jednak na tym, iż Will oprócz tego, że choruje na mukowiscydozę, to jeszcze jest zarażony bakterią B.cepacia. Surowe lekarskie zalecanie nakazuję Stelli i Willowi zachować dystans trzech kroków. Mimo to, z każdą kolejną chwilą uczucie pomiędzy bohaterami narasta. Popycha ich nawet do tego, by zapomnieć o zakazach. Czy odrobina bliskości i dotyku to wyrok śmierci dla nastolatków? Czy rzeczywiście jedno dotknięcie może stać się przyczyną nieodwracalnej tragedii? 
Najpierw przeczytałam książkę, a potem obejrzałam film. Czytając książkę płakałam, oglądając film nie mogłam powstrzymać łez. Z reguły nigdy nie płaczę na książkę, ale "Trzy kroki od siebie" tak bardzo do mnie przemówiły, że dałam upust emocjom i pozwoliłam sobie na łzy. To historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę. To historia, której nie da się czytać (ani oglądać) obojętnie. To historia, która porusza, rozczula, angażuje i po prostu wywołuje wiele emocji - smutek, radość, złość i nostalgię. 
"Trzy kroki od siebie" czytałam z ogromną przyjemnością i nieustannie zastanawiałam się, w jaki sposób ta historia może się zakończyć. Czy Stella i Will przekroczą granice, złamią zasady, zapomną o dystansie i dadzą się ponieść uczuciu? Czy może będą żyć według rygorystycznych zaleceń i po prostu każde z nich będzie dążyć do tego, by zrobić wszystko, aby żyć dłużej? W książce wiele się dzieje, a każda ze stron to uczucia i emocje. Nie zawsze łatwe. Momentami bolesne, druzgoczące i tragiczne. Oboje skazani na życie z nieuleczalną chorobą, mukowiscydozą, walczą o każdy oddech. Rytm dnia Stelli i Willa wyznaczają godziny zażywanie lekarstw i zabiegów. Oboje są pozbawieni wielu rzeczy. Zmaganie się z chorobą nie jest proste. Jednak Stella nie traci nadziei i próbuje sprawić, by Will również odzyskał radość życia, którą już dawno stracił. Czy jej się to uda? 

"Trzy kroki od siebie" to wyjątkowo piękna, poruszająca i zarazem bolesna historia o chorobie, przyjaźni, miłości, przemijaniu, trudnych decyzjach i wyborach, a także o niekończącej się walce o własne szczęście i zdrowie. Chwyta za serce, wywołuje emocje, wzrusza, zmusza do refleksji, daje nić nadziei i nie pozostawia obojętnym. Ta historia na długo pozostanie w moim sercu. Serdecznie polecam!
Hanna Smarzewska Nie oceniam po okładkach



Złączeni honorem – Cora Reilly
„Złączeni honorem” to najlepsza powieść z wątkiem mafijnym, jaką do tej pory miałam okazję przeczytać. I absolutnie nie będzie to z mojej strony w żaden sposób naciągane. To historia, którą koniecznie musicie przeczytać, jeśli choć trochę lubicie mroczne, gangsterskie klimaty. Porachunki pomiędzy mafijnymi klanami, niebezpieczne wydarzenia, rozlewy krwi. Brutalność bije ze stron powieści w wielu miejscach. A to wszystko przeplecione zostało zabawnymi sytuacjami z udziałem Arii, Luci i ich bliskich.

Wow, wow i jeszcze raz wow. Już dawno nie przeczytałam romansu, który aż tak bardzo trzymałby w napięciu. Wielokrotnie trafiam na takie, przy których trudno się oderwać od książki, jednak Cora Reilly jest jeszcze lepsza. Napięcie, jakie odczuwałam podczas lektury „Złączonych honorem”, mogę porównać wyłącznie z tym, którego doświadczyłam podczas lektury „Driven”. A to znaczy, że jest dużo lepiej niż standardowo.
Kasia Olchowy Kulturantki.pl
Misja Wywiad z Małgorzatą Falkowską

Misja Wywiad z Małgorzatą Falkowską

Zapraszamy na Misję z Małgosią Falkowską. Nagroda za najciekawsze pytanie wędruje do Marysi Wawer. Marysię prosimy o wiadomość prywatną. Czekamy na nią trzy dni.


Monika Cieluch 

Gosiu, podjadasz w trakcie pisania? Czy może zasiadasz do pracy tylko z herbatą lub kawą? 

Jak piszę to jestem kompletnie oddana bohaterom i wręcz zapominam, że trzeba jeść. Mój mąż często wyrywa mnie z tego świata przypominając, że nie samym pisaniem człowiek żyje.

Czy podczas pisania książki zdarzyło Ci się nie polubić wykreowanego przez siebie bohatera, czy wręcz przeciwnie, kochasz wszystkich, bo każdemu oddałaś jakąś cząstkę siebie? 

Oj są tacy, których nie lubię. Między innymi Marcin z Palety marzeń. Jak mam scenę z nim, to aż kipię ze złości, ale jest potrzebny w książce. Chyba w każdej z pozycji jest ktoś, kogo nie lubię. Lubię tworzyć czarne charaktery. 



Emilia Gałązka 

Pracuje Pani w Środowiskowym Domu Samopomocy Fundacji im. Brata Alberta w Toruniu. Jest Pani wykładowcą na kierunku terapia zajęciowa oraz oligofrenopedagogika. Pisze Pani powieści obyczajowe oraz książki dla dzieci. Jak Pani znajduje na to wszystko czas?

Doba ma tyle ile z nije jesteśmy w stanie wyciągnąć. 



Aneta Królak 

Czy od młodzieńczych lat wiązała Pani swoją przyszłość z pisaniem książek, czy na początku to było tylko hobby.? 

Na początku pisałam pamiętniki. Oj gdyby ktoś je znalazł teraz, to byłby niezły ubaw. Jakoś nie czułam, że potrafię pisać. Miałam wrażenie, że to takie normalne i każdy tak ma. Do dziś powtarzam, że skoro ja coś potrafię, to znaczy, że każdy to potrafi. 

Czy przywiązuje się Pani do swoich bohaterów?

Chyba najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest sprawdzenie lubimyczytac.pl, gdzie widać, że jestem fanką kontynuacji. Tak ciężko mi się z nimi rozstać. 



Karolina Kasprzak 

Proszę sobie wyobrazić, że dostaje Pani szansę na to,by jedną swoją książkę napisać raz jeszcze. Którą powieść by Pani wybrała, co by Pani w niej zmieniła i dlaczego? 

Chyba nie skorzytstałabym z takiej okazji. I nie chodzi o to, że sądzę, że moje książki są genialne I bezbłędne, ale o to, że każda historia kształtowała mój warsztat. Fajnie spojrzeć na to, jak się rozwijam z każdą książką. 

Gdyby miała Pani do wyboru: żyć w przeszłości czy w przyszłości, jaki byłby wybór i dlaczego?

To za trudne pytanie. Lubię moje tu I teraz. Przeszłość…zależy, jak odległa, ale jeśli bez wojen i zamieszek to wybieram ją, bo przyszłości się boję, obserwując dokąd zmierza ten świat. A nie zmierza w dobrym kierunku.




Ewa Recka 
      
Czy rozważała Pani kiedykolwiek pisanie pod pseudonimem? 

Tak, nawet się śmiałam, że Vera Falski (taki duet) to pseudonim mój i Darii Skiby. Fal od mojego nazwiska, a Ski od jej. Ktoś jednak nas ubiegł. Co do pseudonimów, to są one hmm teraz modne. Często łatwiej sprzedać coś w Polsce brzmiąc zagranicznie. 
       
Jak reaguje Pani na negatywne opinie o Pani książkach?

Zależy czy to negatywne opinie o książce czy psychoanaliza mnie. Za te pierwsze staram się dziękować, bo przecież każdy ma inny gust. Jedni narzekają, że za krótkie rozdziały, inni widzą w tym plus. Nie dogodzimy wszystkim. Za psychoanalizy mojej osoby nie dziękuję, lecz czasem piszę, że czytanie informacji na skrzydełku (gdzie zazwyczaj jest mój biogram) nie boli. 



Justyna Grzesikowska-Szewczyk  
      
Pani Małgorzato który gatunek literacki jest Pani najbliższy i dlaczego? 

Patrząc na mój dorobek to chyba ciężko wybrać jeden. Lubię zabijać, zaskakiwać, ale też wzruszać. Może stworzę kiedyś własny gatunek i nazwę go Falkowskie misz-masz. 
      
Czy pisząc książkę bohaterami są wymyślone postaci, czy wzoruje się Pani na swoich bliskich i przyjaciołach?

Wymyślam bohaterów, ale często wkładam w ich życie sytuacje, które są mi bliskie. Jak te moje flamingi, które ponoć są w każdej książce.

Jeżeli otrzymała by Pani propozycję ekranizacji Pani jednej książki, którą by Pani wybrała i dlaczego?, od jakiego reżysera/ki przyjęłaby Pani taką propozycję i dlaczego?

Wybrałabym Iliasa, bo to oznaczałoby darmowe greckie wakacje  a reżyser? Czekam na oferty :P



Daria Kowalczyk

Co jest dla Pani ważniejsze - iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki i jakie uczucia Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?

Dojść. Zawsze wyznaczam sobie cel i to jest moje minimum w każdej sferze. Gdy kończę książkę to czuję…smutek, bo tak dużo czasu spędziłam z bohaterami, a teraz znów trzeba wrócić do rzeczywistości i dać szansę innym. Ale gdy zaczynam nową historię, to jestem znów szczęśliwa. Bo ja po prostu kocham pisać. 

Miała Pani problemy w trakcie pisania? Jakąś blokadę bądź chwile zwątpienia, że czytelnicy odrzucą Pani książkę?

Zawsze są te obawy, co według mnie jest dobrym znakiem. 



Emi Lia 

Bardzo ciekawi mnie od czego zaczęła się Pani przygoda z pisaniem? 

Od śmierci… Dosłownie. To była moja własna terapia na radzenie sobie w trudnej sytuacji, jaką było powolne umieranie teściowej. Wtedy żyłam, jak w transie. Praca do 15, potem szpital do 20, szybka kolacja w domu i po nocy pisałam wylewając żal. Spałam czasem po 2/3 godziny (a jestem strasznym śpiochem), lecz najważniejsze było to, że jest mi lżej. 

Czy Pani bohaterowie bywają czasem odzwierciedleniem prawdziwych, spotkanych przez Panią osób?

Dosłownych nie. Choć pewnie ktoś powie, że bajka o Zuzi taka jest, ale ja pisałam ją dokładnie w noc przed jej narodzeniem więc wtedy jeszcze była ona moim wyobrażeniem. 



Agnieszka Piszczatowska 


Gosiu ,czy w każdej książce starasz się umieścić jakieś przesłanie dla nas kobiet,byśmy goniły marzenia, rozejrzały się wokoło, uwierzyły w siebie, może podjęły jakieś decyzje i zrobiły krok do przodu? 

Staram się wrzucić coś swojego. Przesłanie, ważny według mnie temat, jak zaburzenia psychiczne, choroba czy dylematy moralne. 

Twoja praca w ŚDS oznacza,że zawsze zauważasz człowieka, wszędzie -uważasz, że każdy jest w stanie się zmienić, że każdemu należy dać szansę,  że z każdego człowieka można wydobyć ,,okruchy dobra i piękna", ale los przewrotnie sprawił, że są jacy są?

Naiwna wersja mnie tak właśnie myśli, ale rzeczywistość pokazuje, że są ludzie źli. Niestety. Choć ja nawet nie powinnam mówić źli, oni po prostu w ten sposób leczą własne kompleksy i jest mi ich szkoda. Bycie szczęśliwym to ważna rzecz, a ja się tak czuję. 



Monika Brombosz 

Co jest najważniejsze w Pani życiu?

Rodzina. Nie ma nikogo ani nic ważniejszego. 

Z jakim Pisarzem/Pisarką którzy tworzyli w przeszłości chciałaby Pani porozmawiać?

Pewnie z Remkiem Mrozem, jak będą do niego mniejsze kolejki 



Henryka Bieranowska 

Uwielbiam Toruń - to jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Kogo zaprosiłaby Pani na spacer krętymi uliczkami toruńskiej starówki?

Ale, że ja miałabym prowadzić? Jak tak to męża, żeby był przewodnikiem  Mieszkam w Toruniu 11 lat, a on wciąż jest dla mnie zaskakujący i chyba to mi się w nim najbardziej podoba. Nigdy nie wiem, co podczas spaceru (nawet stałą ścieżką) zauważę. 



Magdalena Faltyn 

Który bohater pani książek jest tym naj, najbardziej ulubionym?

Naj, naj? Chyba najbardziej lubię te moje dzieci. 

Skąd pani czerpie inspiracje do wydarzeń opisanych w książkach?

Najłatwiej powiedzieć z życia, ale ja miewam najlepsze pomysły w nieodpowiednich momentach. Na przykład, kiedy gotuję, a warto podkreślić, że nie jest to moja ulubiona czynność, czy wtedy gdy leżę w łóżku i czas na sen. Oj jakie to jest straszne, gdy próbujesz wygrać z bohaterami, ale oni nie dadzą ci żyć, gdy nie zapiszesz w zeszycie tego, co ci dyktują. I może brzmi to dziwnie, ale ktoś kto pisze mnie zrozumie. Mam przynajmniej taką nadzieję.



Martyna Stachulec
      
Jaki jest Pani ulubiony gatunek literacki?

Chyba jestem otwarta na większość gatunków, choć kiedyś czytałam w większości kryminały. 

Jakie rzeczy przypominają Pani o dzieciństwie (gra w klasy, gumy donaldy, kolorowe kartki do segregatora, którymi się wymieniało z innymi)?

Jejku, ja to wszystko miałam. I jaka byłam szczęśliwa. Dorzućmy jeszcze oranżadę pitą z jednej butelki przez całe podwórko, grę w wojnę, chowanego i to ciągłe dzwonienie domofonem. Teraz już tak nie ma i dzieciaki nie wiedzą, jak wiele tracą. 



Sylwester Włodarczyk 

Ma Pani niewątpliwie talent pisarski; Jakie inne talenty Pani posiada i na ile jest prawdopodobne, że kiedyś to one będą odgrywały znaczącą rolę w Pani artystycznym życiu?

Talent? To za dużo powiedziane. A co do innych? Czy to, że dużo mówię jest talentem? Bo innego nie znajduję.



Aleksandra Miczek 

Tematyka Pani książek skupia się na obyczajowych problemach szarych ludzi i widać, że jest ona Pani bliska niczym przysłowiowa koszula ciału, bo przedstawiona bardzo realistycznie, w przystępnej każdemu czytelnikowi formie. Czy przeszła Pani przez głowę myśl o stworzeniu książki zupełnie innej "maści", np. thrillera, kryminału czy fantasy?

Ależ ja mam już takie w dorobku. Znaczy thriller obyczajowy i kryminał, który wyszedł 15 maja. Fantastyka…no cóż mam pewien pomysł, który chyba pod ten gatunek podchodzi, choć nie mam tam wampirów, wilkołaków czy zombie.



Dorota Falęcka 

Czy zdaniem Małgorzaty Falkowskiej miłość jest w stanie wygrać z kłamstwem i tajemnicą?

Miłość jest w stanie wygrać ze wszystkim, pod warunkiem, że jest ona połączona z przyjaźnią. 

Jest Pani z wykształcenia pedagogiem z bogatym doświadczeniem zawodowym, czy uważa Pani , że jedna lekcja wystarczy , aby dostać nauczkę na całe życie?

Na całe życie nie. Bo według mnie warto dawać szansę i próbować. Nie wyobrażam sobie, co by musiało się stać, bym odebrała to jako życiową nauczkę. 



Emilia Gałązka 


Co sprawia, że czuje się Pani szczęśliwa?

Na to składa się szereg rzeczy, ale ja należę do optymistów więc łatwo mi być szczęśliwą. 



Kinga Grabowska 

Czy jest coś co sprawia Pani największą trudność podczas pisania swoich powieści?

Imiona. Te nieszczęsne imiona i nazwiska w zasadzie. Chyba dlatego robię castingi na moim fp.

Czy pisze Pani kilka książek jednocześnie czy woli się Pani skupić na tworzeniu jednej powieści?

Zazwyczaj piszę jedną, ale czasem zdarza się, że muszę, ale to muszę coś napisać w innej. Jak tego nie zrobię nie zasnę, a przecież sen jest potrzebny. 



Agnieszka Ewelina Rowka 

Pisanie w duecie - tak czy nie bo opowiadanie do antologii juz było ;) 

Duet będzie w lipcu  I to wyjątkowy duet na polskim rynku, bo relacja moja i Skibki (Darii Skiby) opiera się na przyjaźni, co potwierdzi wiele osób. Dla nas to nie była praca, a zabawa i wierzę, że czytelnicy też to zauważą. 

Czy leży w szufladzie może jakaś książka kiedyś spisana a jeszcze niewydana - z jakiego gatunku, czy ujrzy światło dzienne?

Tak, mam taką książkę. Nawet wysłałam ją lata temu do wydawców (przed debiutem) i kilku z nich odpisało, że jestem zbyt młoda, aby poruszać takie historie, bo ona jest trudna. Trudna dla innych, bo dla mnie to po prostu życie, gdyż pracuję z ludźmi chorymi psychicznie. 



Kinga Salamon 

Którą z napisanych przez siebie książek darzy pani szczególnym sentymentem?  

Nie ma jednej takiej. Chyba łatwiej byłoby mi wybrać tą, do której nie mam sentymentu.

Czy jakiś gatunek literacki darzy pani niechęcią i nigdy nie sięgnie pani po książkę z tego gatunku?

Nauczyłam się już, żeby nigdy nie mówić nigdy. I tego się będę trzymać. 



Marysia Wawer 

Czy była jakaś historia, która Cię szczególnie poruszyła i którą umieściłaś lub chcesz umieścić w swoich powieściach?

Tak, jedna z nich już jest napisana, a inną kiedyś napiszę, jak dojrzeję do tego, bo dotyczy trochę mnie. Ta napisana to Nagranie. Historia, która mnie poruszyła to zaginięcie kolegi mojego męża i te całe wręcz dla mnie śmieszne poszukiwania. Chyba dlatego w powieści jest tak przedstawiona policja. 

Czy Twoi znajomi, rodzina, przyjaciele odnajdują się na kartach Twoich powieści?

Tak, a najlepszy w tym jest mój brat.  Mam w portfelu nawet takie kartki z “tekstami”, które kiedyś wykorzystam w książkach. 



Zuzanna Bluszcz 

Gosiu co robisz jak nie piszesz?

Ciężko napisać jedną rzecz, bo ja potrafię sporo nie pisać. Wtedy oglądam seriale, czytam, spędzam czas z mężem. 

Masz w planie napisać książkę świąteczną?

A co charakteryzuje taką, bo mam wrażenie, że tylko to, że akcja dotyczy świąt. Jeśli tak to już mam takie, bo w kilku książkach piszę o świętach, choć nie mają one takich choinkowych okładek, a taka też mi się marzy. 
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger