"Rysunkowy chłopak" K. N. Haner (Patronat medialny)

"Rysunkowy chłopak" K. N. Haner (Patronat medialny)

"RYSUNKOWY CHŁOPAK" K. N. HANER (PATRONAT MEDIALNY)






Głowna bohaterka, Diana, przeżywa trudne chwile. Tragiczna śmierć brata pchnęła ją w kierunku nasilającej się depresji, która odbiera jej czerpanie radości z czegokolwiek. Jakby tego było mało, wypadek na uczelni powoduje, że jedyne na co ma teraz ochotę to rezygnacja ze wszystkiego, nawet ze studiów, które były jej marzeniem. Tkwi w niej silne przekonanie, że nie ma siły walczyć o swoją przyszłość. A o sobie i swoich potrzebach jest gotowa całkowicie zapomnieć. Będąc na tym życiowym zakręcie, poznaje mężczyznę. Ta znajomość to moment, od którego wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Ryan wydaje się być inny niż wszyscy, a przede wszystkim służy Dianie pomocną dłonią. Jednak jak to w życiu bywa, nic nie jest takie, jak się wydaje. Chwile są ulotne, wydarzeń nie można cofnąć, a czasu nie da się zatrzymać.

„Rysunkowy chłopak” to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. I przyznaję, że należy ono do tych udanych. Jak to bywa z nowymi znajomościami, początki są różne. Tak było i w przypadku poznawania historii zawartej w tej książce. Przez kilka pierwszych stron nie mogłam dać się porwać fabule. Wydawała się zbyt prosta i przewidywalna. Jednak z czasem akcja wciągnęła mnie na tyle, że trudno było mi się od niej oderwać.

Książka porusza ważne tematy. Opowiada o żałobie, stracie, miłości i tęsknocie. Autorka dostarcza nam wielu emocji i doznań. Jest miłość, wzruszenie, ciepło, ale i strach, cierpienie, żal i ból.

Powieść napisana jest przystępnym językiem, który jest prosty w odbiorze. Dzięki temu czyta się ją bardzo szybko. Plusem jest też ciekawie stworzona narracja i dobrze skonstruowani bohaterowie. Jednak największą zaletą jest samo zakończenie. Wzbudziło we mnie ogromne zaskoczenie i dostarczyło wielu emocji, których i tak nie brakowało w trakcie całej lektury. Finał książki jest nieprzewidywalny i pozwala spojrzeć na poprzednie wydarzenia z innej perspektywy. Po odłożeniu książki na półkę, w głowie czytelnika kłębią się myśli, które skłaniają do głębszych refleksji.

„Rysunkowy chłopak” to książka godna polecenia. Myślę, że spodoba się szczególnie wielbicielom gatunku. Lektura w sam raz na długie i pochmurne wieczory, które towarzyszą nam o tej porze roku. Dzięki niej staną się przyjemniejsze i cieplejsze. 

"Sami sobie nigdy" Anna M. Brengos

"Sami sobie nigdy" Anna M. Brengos

"SAMI SOBIE NIGDY" ANNA M. BRENGOS


Książka „Sami sobie nigdy” to moje drugie spotkanie z panią Anną M. Brengos i kolejny raz jest ono udane. Z wielkim bólem odłożyłam skończoną książkę na półkę i zostałam z głową pełną myśli i emocji. Uwielbiam ten stan!

O czym jest powieść „Sami sobie nigdy”? Najogólniej można ująć, że o życiu, jego blaskach i cieniach. O anonimowości w blokowiskach, samotności w kłopotach i poszukiwaniu
bliskości, o chorobie i uzależnieniach. Brzmi znajomo? Zapewne, bo to są problemy, z którymi mamy do czynienia my i nasi sąsiedzi, choć zza ściany wydawać by się mogło, że ich życie jest lepsze od naszego.

Trzy historie. Troje ludzi, których los postawi na jednej drodze. On, Ona i Ono – tacy zwyczajni, niczym się niewyróżniający, anonimowi.

Bohaterami powieści są kobieta, mężczyzna i dziecko. Bezimienni. On – prawnik, który tym razem walczy w sądzie o swoje prawa, a mianowicie o możliwość opieki nad córką. Ona – samotna kobieta zmagająca się z problemami zdrowotnymi, które są skutkiem korporacyjnego pędu. Ono – ofiara nieudanego małżeństwa rodziców, która na swoich dziecięcych barkach niesie zbyt duży ciężar trudnych doświadczeń, starając się zrozumieć je dziecięcą logiką. Pewnego dnia bohaterów łączy los, w którym jest pełno dramatu i nie mniej nadziei na lepsze jutro…

Przedstawiony przeze mnie opis fabuły może jest zbyt ogólny, ale celowo nie chcę zdradzać więcej, żeby nie odebrać przyjemności z odkrywania historii. Z resztą, w tej książce wiele kwestii nie jest do końca sprecyzowanych, np. imiona bohaterów. Dzięki temu każdy z nas może interpretować fakty ze swojej perspektywy. A być może i podstawić pod danego bohatera znaną sobie osobę z najbliższego otoczenia.

Anna M. Brengos daje nam historię, którą czyta się z zapartym tchem. Ta książka mimo małej objętości to trafne studium psychologiczne trzech przypadków. I właśnie z tylu perspektyw czytelnik poznaje historię. Autorka doskonale oddaje rzeczywistość, obrazowo przedstawia tragedię każdej z osób. Rzetelnie opisuje drogę, którą pokonują  w celu pomyślnego zakończenia dramatu. A na koniec niemal wstrząsa finałem.

Język powieści nie jest może wysublimowany, ale mimo to jest urzekający. W prosty, ale wciągający sposób przedstawia punkt widzenia każdego z bohaterów. W książce brak jest rozdziałów, o czym już wspomniałam przy okazji recenzji wcześniejszej powieści pani Anny. Teraz widzę, że taki zabieg to znak rozpoznawczy twórczości tej autorki. Mimo to, czytelnik nie ma prawa zagubić się w narracji.

Z serca polecam Wam tę powieść.  Kolejny raz zachwyciło mnie pióro Anny M. Brengos i żałuję, że jej powieści liczą tak mało stron. Zaczytując się w nich, chce się więcej i więcej. Pozostaje życzyć autorce wielu inspiracji do kolejnych tak ciekawych powieści.


"Mało brakowało" Monika B. Janowska (patronat medialny)

"Mało brakowało" Monika B. Janowska (patronat medialny)

"MAŁO BRAKOWAŁO" MONIKA B. JANOWSKA (PATRONAT MEDIALNY)



Bohaterkami powieści są Magda i Blanka. Dwie młode kobiety, których życie obfitowało w liczne zakręty. Na szczęście na tej wyboistej drodze nie straciły chęci do życia i pogody ducha. Magda cierpi na nietypową przypadłość, która daje o sobie znać w stresujących momentach. Wtedy jej głos odmawia posłuszeństwa i nie jest w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Blanka zaś, posiada zdolność do wplątywania się w dziwne sytuacje. Pierwsza wpada w oko przystojnemu architektowi, druga właśnie kończy swój związek, bo jej mąż porzuca ją dla innego mężczyzny. Jedna z nich jest hydraulikiem, a druga sprawia wrażenie typowej blondynki z kawałów. Los sprawia, że te dwa tak odmienne charaktery i życiorysy spotykają się na jednej drodze życia. I połączy je nie tylko przyjaźń. Duży udział będzie w tym miała również genetyka. Sporo zamieszania wprowadza również tajemnica babki Władysławy, a wątek kryminalno-detektywistyczny dorzuci jeszcze więcej komplikacji.
W tej historii bowiem wszystko może się zdarzyć i nic nie jest takie oczywiste.

„Mało brakowało” to najnowsza powieść w dorobku Moniki B. Janowskiej. Autorka kolejny raz oddała w ręce czytelników historię, którą czyta się z przyjemnością i uśmiechem. Wszystko to za sprawą ciekawie skonstruowanych postaci, które potrafią bawić mimo, że ich doświadczenia wcale takie zabawne nie są. Bohaterki są przykładem na to, że problemy życiowe nie muszą kłaść cienia na całe życie. Warto zauważać i doceniać blask, jaki w nim pozostał. A z każdej trudnej sytuacji można wybrnąć. Wystarczy poszukać odpowiedniego wyjścia.

Obie bohaterki wzbudzają sympatię. Jednak ja bardziej polubiłam Blankę. I nie dlatego, że obie mamy blond włosy. Blanka dowodzi, że bycie blondynką to nie jest stan inteligencji. To styl życia, który wyróżnia się beztroską i nie ma w nim za dużo miejsca na jakikolwiek stres. Z kolei w Magdzie podziwiam to, że przeciwstawiła się niezadowoleniu matki i podjęła się zawodu, który kojarzy się jako typowo męski. Jak widać, obie bohaterki łamią tkwiące w ludzkich opiniach stereotypy.

Powieść napisana jest lekkim piórem. Styl autorki jest pogodny i wprowadza w optymistyczny nastrój. „Mało brakowało” to pozycja w sam raz na umilenie długich wieczorów jesienno-zimowych. Czas przy niej mija radośnie i szybko. Mimo wielowątkowości fabuła porywa już od początku i trudno oderwać się od zajrzenia na kolejne strony.

Szczerze polecam tę książkę tym, którzy chcą zatracić się w lekkiej i przyjemnej lekturze, która niejednokrotnie wywoła uśmiech na twarzy. A bogata fabuła sprawi, że czytelnik będzie biegać od wątku do wątku, od bohatera do bohatera. Jeśli jesteście gotowi na taki maraton to nie ma co zwlekać i trzeba sięgnąć po „Mało brakowało”. Tu naprawdę dużo się dzieje!

"Nasze własne piekło" Natalia Nowak-Lewandowska

"Nasze własne piekło" Natalia Nowak-Lewandowska


"NASZE WŁASNE PIEKŁO" NATALIA NOWAK-LEWANDOWSKA


Czy dzwoniąc po taksówkę spodziewamy się czegoś więcej niż tylko dotarcia do wyznaczonego miejsca? Czy przebyta nią droga może nas o coś wzbogacić, a nie tylko zubożyć o wskazaną opłatę? Bohaterka powieści miała okazję się o tym przekonać.

Pewnego dnia Nina zamawia taksówkę. Czyniąc to, nie jest świadoma, że ten jeden kurs zapoczątkuje ważne zmiany w jej życiu. Podobnie Artur, kierowca taksówki, nie spodziewa się, że kobieta, która wsiadła do jego samochodu, na długo zajmie również miejsce w jego myślach. Jego dorosłe życie nie jest proste, bo poprzedziło je bardzo trudne dzieciństwo.
Życie Niny też nie jest kolorowe, ale na pewno inne niż jego.
Wydawać by się mogło, że dwojga tak różnych ludzi nic nie jest w stanie połączyć. A jednak. Okazuje się, że przeciwieństwa naprawdę się przyciągają. Tylko czy są w stanie złączyć się na dłużej i wytrwać w kiełkującym uczuciu? Dużo zależy od tego, czy uda im się pokonać przeciwności losu, nieprzychylność ludzi i dającą o sobie znać przeszłość.

„Nasze własne piekło” przeczytałam bardzo szybko. Już od pierwszych stron trudno było mi się oderwać od tej książki. Ta z pozoru lekka i zabawna historia, zawiera w sobie wiele trudnych wątków, które dotykają ludzkich problemów. Mamy tu miłość, pożądanie i namiętność do drugiego człowieka. Opisana została również miłość bohaterki do muzyki, która jest jej życiową pasją. Na przedstawionym przykładzie widać, że pasja może być równocześnie pracą. Taka sytuacja to przecież marzenie dla wielu ludzi. Nawet jeśli nie idzie to w parze z dobrym zarobkiem. Paradoksalnie Nina kocha muzykę równie mocno, jak nienawidzi. Autorka doskonale oddała obraz życia twórców, którym trudno żyje się w środowisku bez zrozumienia.

W powieści poruszony został również wątek toksycznych relacji matki i córki. I to właśnie on wzbudził we mnie najwięcej emocji. Niejednokrotnie poczułam złość do matki, która przelała swoje niespełnione ambicje i kompleksy na córkę. Postawa zaborczej matki doprowadzała mnie do szału, ale również bierność córki nie pozostawała mi obojętna. Zadawałam sobie pytanie, jak można doprowadzić do tego, że dorosła i inteligentna kobieta jest tak uzależniona od swojej rodzicielki i pozwala sobie na taką kontrolę z jej strony? Zastanawiałam się, czy w końcu zbierze w sobie tyle odwagi, żeby przeciwstawić się temu wszystkiemu? 

Cenię w tej książce to, że jej fabuła została skonstruowana tak, by wzbudzać całą gamę emocji, a czytelnik staje wraz bohaterami przed trudnymi decyzjami. Podobała mi się również narracja, która była prowadzona z perspektywy kilku bohaterów. Dzięki temu, możemy poznać odczucia i myśli każdego z  nich.

Zastanawiające było dla mnie samo zakończenie, które sprawia wrażenie otwartego. Pozostawia czytelnika z pytaniami „Jak to?, „I co dalej?”. Być może powieść doczeka się swojej kontynuacji i stąd takie wrażenie. Jeśli tak, chętnie sięgnę po drugą część historii.

Podsumowując, szczere polecam Wam tę książką, która w swojej prostocie potrafi nieźle namieszać w głowie.

River Samantha Towle (Patronat medialny)

River Samantha Towle (Patronat medialny)



W życiu Carrie Ford przychodzi taki dzień kiedy dowiaduję się, że zostanie matką. Ta wiedza jest motorem do ucieczki od dotychczasowego życia, zmiany miasta oraz tożsamości.Trafia do małego miasta w teksasie, gdzie poznaje swojego nowego sąsiada.
River Wild to humorzasty dupek, który nie ma najmniejszej ochoty poznawać Carrie, a wręcz ją ignoruje. Do czasu, kiedy pomaga jej przy małym piesku, od tej chwili zaczynają się do siebie zbliżać. Z czasem zostają przyjaciółmi a nawet pojawia się głębsze uczucie ale czy można uciec od przeszłości? Nasi bohaterowie zmagają się ze swoimi demonami, On po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa odciął się od ludzi, Ona uciekła od brutalnego męża, chce w końcu spokojnego życia. Czy uda im się pokonać demony z przeszłości a może przekreślą ich wspólną przyszłość?
Samantha Towle stworzyła piękną historie, choć momentami dość brutalną, która wciąga od pierwszej strony aż do ostatniej kartki Porusza w niej tematy jak bicie kobiet czy molestowanie seksualne dzieci, mimo ciężkich tematów książkę czyta się bardzo dobrze. Są momenty gdzie można się wzruszyć jak i można się pośmiać.
Moim zdaniem autorce udało się stworzyć bardzo dobre dzieło, które porusza bardzo trudne tematy a jednak książkę czyta się bardzo lekko. Bardzo polecam tę pozycję na pewno nikt nie będzie zawiedziony.       
"Nigdy nie będziesz ze mną" - Anna M. Brengos (patronat medialny)

"Nigdy nie będziesz ze mną" - Anna M. Brengos (patronat medialny)


"NIGDY NIE BĘDZIESZ MNĄ" - ANNA M. BRENGOS (PATRONAT MEDIALNY)

Rodzicielstwo to trudne zadanie, do którego nie da się przygotować z wyprzedzeniem. Nawet jeśli wydaje nam się inaczej, pojawienie się dziecka szybko zweryfikuje pokładane nadzieje w naszą wychowawczą mądrość. Możemy czytać różne poradniki, podręczniki, słuchać wskazówek, ale przyswojona teoria niekoniecznie przekłada się na efektywną praktykę. Wychowanie to najważniejszy egzamin, którego wyniki pojawiać się będą w trakcie życia naszego potomka. Taką tematykę porusza właśnie w swojej książce Anna M. Brengos.

 Główna bohaterka, Julia, nie zaznała szczęśliwego i beztroskiego dzieciństwa. Odkąd pamięta wszystkiego jej brakowało: uwagi i ciepła rodziców, a bieda odebrała jej nowe ubrania, zabawki, a nawet koleżanki. Nie wie, co to miłość, bo najczęstszym uczuciem, które jej towarzyszyło był wstyd i upokorzenie. Dużo musiała z siebie dać, żeby jej przyszłość wyglądała nieco lepiej. Teraz Julia ma dobrą pracę i swoją rodzinę - kochającego męża, i córkę. Jako mama pragnie by dzieciństwo Karoliny wyglądało inaczej. Chciałaby, aby było ono idealne… za wszelką cenę. Postanowiła, że jej córka będzie najlepsza we wszystkim, co robi. A robi naprawdę wiele. Karolinka chodzi do szkoły, uczestniczy w dodatkowych zajęciach, realizuje się w sporcie, gra na instrumencie. Czy w nawale tylu obowiązków, można znaleźć jeszcze czas na bycie dzieckiem? Czy rzeczywiście Karolina woli takie zajęcia od zwykłej zabawy z rówieśnikami? Gdzie w tym wszystkim jest jej tata, który widzi, jak jego żona przekłada na dziecko swoje ambicje i kompleksy? Czy Julia w porę opanuje swoje pragnienia, żeby jej córka była najlepsza i przestanie zachowywać się w myśl zasady „nigdy nie będziesz mną”?

Najnowsza powieść autorki to historia matki i córki o rozbieżności pomiędzy ich marzeniami, o dążeniu do doskonałości i jej cenie. O tym, jak własne cele, pragnienia, i kompleksy przekładają się na nasze dzieci i jakie mogą być konsekwencje projektowania dla dziecka idealnego dzieciństwa.

Autorce udało się przedstawić temat w poruszający sposób. Na stronach powieści znaleźć można fragmenty kontrowersyjne, irytujące, ale również takie, które wzruszają i wzbudzają współczucie. Czytając tę historie czułam oburzenie wobec postawy matki. Julia grała mi na nerwach i zdecydowanie jej nie polubiłam. Jej ambicje przelewane na córkę powodowały u mnie złość do takiego stopnia, że na głos upominałam ją i wylewałam swoją frustrację. Możecie sobie wyobrazić miny moich domowników :-) Nie potrafiłam znaleźć w sobie tak dużego pokładu empatii, żeby okazać bohaterce zrozumienie. Nawet znając źródło jej zachowania nie byłam w stanie traktować go jako usprawiedliwienia. Myślę, że emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury tej książki dowodzą temu, że miałam w ręku wartościową pozycję.

Jedynym minusem, jaki zauważyłam to brak podziału książki na rozdziały. Dla innych może to być nawet niezauważalne, bo w końcu na powieść składa się jedna historia, ale ja wolę, gdy opowieść zawiera jakiś „przystanek”. Choćby dla zachowania zasady czytelnika „Jeszcze jeden rozdział i idę spać” :-)

Podsumowując, powieść jest niezwykle wartościowa. Ukazuje rodzicielstwo od trudnej strony. Dotyka kwestii macierzyństwa, ojcostwa, relacji różnych pokoleń i uświadamia, że nadmierne starania mogą wywołać odwrotny skutek. Chcąc dla kogoś dobrze, czasem zapominamy o udzieleniu głosu tej osobie i uwzględnieniu wypowiedzianych przez nią potrzeb. Z serca polecam!

Rozdroża Augusta Docher (Patronat medialny)

Rozdroża Augusta Docher (Patronat medialny)



Jane Eyre to młoda dziewczyna pochodząca z ameryki, która postanawia zatrudnić się jako opiekunka do dziecka u Edwarda Fairfoxa Rochestera właściciela majątku Thornfield Hall.
Nasza bohaterka to sierota, która została wychowywana w rodzinach zastępczych, dlatego trudno jej patrzeć na to jak jej przełożony odnosi się do swojej córki. Nie morze zrozumieć dlaczego nie chce On zajmować się małą Adelką.
Już od pierwszego spotkania między Jane a Edwardem dochodzi do spięcia, młoda opiekunka nie boi się wyrażać swojego zdania, czym zaczyna imponować swojemu szefowi.
Z czasem między naszymi bohaterami zaczyna rodzić się uczucie, ale czy można budować nowy związek na kłamstwach?
Na to pytanie znajdziecie odpowiedź czytając tę historię.
Rozdroża to powieść napisana na motywach Dziwnych losów Jane Eyre Charlotte Bronte, autorka na wstępie napisała, że pisząc tę książkę popełniła profanację. Czy tak jest? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie miałam okazji czytać powieści Charlotte Bronte, ale oceniając dzieło Augusty Docher jestem skłonna powiedzieć, że stworzyła bardzo dobre dzieło pełne tajemnic i zwrotów akcji.
Przede wszystkim książka bardzo mnie pochłonęła, wręcz nie mogłam się od niej oderwać, autorka jak zawsze umiała stworzyć bardzo dużą huśtawkę uczuć oraz umiała trzymać czytelnika w napięciu, ale jedno trzeba oddać autorce, że umie napisać zakończenie, aby o książce myśleć jeszcze długo po jej zakończeniu.
Polecam Rozdroża dla osób, którzy lubią literaturę klasyczną w nowym odświeżonym wydaniu.   
"Nie pozwól mu odejść" - Tomasz Kieres

"Nie pozwól mu odejść" - Tomasz Kieres

"NIE POZWÓL MU ODEJŚĆ" - TOMASZ KIERES



„Nie pozwól mu odejść” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Tomasza Kieresa. Niejednokrotnie słyszałam porównania tego pisarza do Nicholasa Sparksa, który jest jednym z najpoczytniejszych autorów popularnych powieści obyczajowych. Jako osoba, która swojego czasu zachwycała się książkami Sparksa, sięgnęłam po powieść pana Tomasza. Z jednej strony tak bardzo chciałam ponownie zanurzyć się w klimacie romantycznej miłości i przeżyć wzruszające chwile, a z drugiej strony byłam pełna obawy, czy inny autor może dorównać temu amerykańskiemu pisarzowi. O czym jest książka i jakie były moje finalne wrażenia?

Bohaterów historii połączyło wielkie uczucie, a jego nadejście było nader niespodziewane. Rzeczy nieplanowane najczęściej bywają niechciane i niepotrzebne. Nawet w przypadku wielkiej miłości, która jest wspaniałym darem. Jednak niekiedy i ona potrafi przynieść dużo bólu.
Lena i Kamil poznają się wtedy, kiedy nie powinni. Nie chodzi wcale o miejsce, ale o czas. Bowiem ich znajomość z góry skreślona jest na niepowodzenie. Miłość to związek dwojga ludzi, ale miłość to też wolność. A wolnemu człowiekowi trzeba czasami pozwolić odejść. Tym bardziej, jeśli związek nie ma przyszłości. Taka sytuacja to dramat dwóch stron. Cierpi porzucony, ale ten, który porzuca też nie ma lżej. Musi podjąć decyzję, skrzywdzić szybciej czy później? Kiedy ból będzie choć trochę mniejszy? Bo jedno jest pewne, los już zdecydował, że rozstanie będzie nieuniknione.

Opis fabuły na okładce nie zdradza zbyt wiele kwestii, o czym dokładnie jest książka. Dlatego i ja nie będę tego robiła. Nie wiedząc zbyt dużo, czytelnik ma możliwość stopniowego odkrywania historii, której nie brakuje emocji. Wraz z bohaterami odbywa się podróż pełną wzruszeń, podczas której pojawia się sporo pytań o sens życia, o granice możliwości decydowania o losie drugiej osoby.

Styl autora jest adekwatny do opowiadanej historii. Przedstawia obraz trudnej miłości w taki sposób, że czytelnik nie czuje przekombinowania w żadną ze stron. Nie ma tu zbyt wielkiego melodramatu, który ocieka cierpieniem, choć łza w oku może zakręcić się niejednokrotnie. Nie ma też zbyt ogólnikowego potraktowania tematu. Jest też miejsce na zdrowy żart, który wywołuje uśmiech. Pisarzowi udało się stworzyć piękną powieść, która jest pełna tajemnic. Czyta się ją z zapartym tchem, a po jej skończeniu na długo zostaje jeszcze w pamięci.

Tę pozycję polecam szczególnie kobietom, które stronią od oklepanych opowiastek o miłości. Bowiem biorąc do ręki „Nie pozwól mu odejść” mamy do czynienia z dojrzałą pozycją, która skłania do refleksji i nieśpiesznego czytania.

"Matki i córki" - Ałbena Grabowska

"Matki i córki" - Ałbena Grabowska


"MATKI I CÓRKI" - AŁBENA GRABOWSKA

Ałbena Grabowska to autorka, której nazwisko jest bardzo dobrze znane w świecie polskiej literatury. Stworzyła ona znaną sagę „Stulecia Winnych”, na podstawie której powstał serial. Przyznam szczerze, że nie czytałam jeszcze wspomnianej trylogii. Jednak, gdy dotarła do mnie zapowiedź najnowszej powieści, wiedziałam, że jest to książka dla mnie. A przynajmniej na to wskazywał jej opis. I tak oto doszło do mojego pierwszego spotkania z panią Ałbeną Grabowską.  Jakie wrażenie pozostawiło? O tym za chwilę…

Książka przedstawia historię czterech kobiet, które łączą więzi krwi - prababka, babka, matka i córka. Łączy je jeszcze jedno. Wszystkie zmagają się z przeszłością. Maria podążyła za mężem, który został zesłany na Sybir. Sabina była więźniarką obozu koncentracyjnego Ravensbruck. Przydzielono jej miejsce, gdzie dokonywano eksperymentów medycznych na kobietach. Magdalena straciła ukochanego i samotnie wychowywała córkę w czasach PRL- u. Z kolei najmłodsza z kobiet, Lila, żyje z piętnem dziecka niekochanego i uwikłanego w rodzinne tajemnice. Każda z nich staje przed trudem macierzyństwa w innych okolicznościach i dla każdej stanowi to doświadczenie przełomowe. W tym matriarchalnym domu pełno jest niewyjaśnionych tajemnic. Jedne sekrety mają jeszcze szanse ujrzeć światło dzienne, inne zaś zostały już zabrane do grobu. Lila zdobywa się na odwagę i postanawia rozwikłać historię rodzinną. Chce to zrobić nie tylko dla własnego dobra, ale przede wszystkim z troski o to, co przekaże swoim dzieciom. Na drodze do prawdy napotyka wiele przeszkód i kłamstw. Czy wystarczy odkryć własną przeszłość, żeby przezwyciężyć strach przed bliskością?

„Matki i córki” to historia czterech kobiet, których losy przeplatają się z historią XX wieku. Te kobiety to matki, które noszą na swoich barkach brzemię traumy. To w końcu też córki, które borykają się z przykrymi wspomnieniami, rodzinną historią i próbują odkryć własne korzenie.

Gdybym miała jednym wyrazem określić, jaka jest ta powieść to uznałabym, że jest ona po prostu piękna. Jednak i to słowo nie do końca mi pasuje, bo czy można tak określać historię pełną bólu i cierpienia? Piękny jest na pewno sposób przekazania smutnej historii. Styl i język Autorki jest bowiem wysublimowany. Ta niełatwa powieść składa się z czterech przeplatanych ze sobą narracji. Właśnie taki zabieg lubię w literaturze. Czytelnik ma możliwość poznać punkt widzenia wszystkich bohaterów i stopniowo odkrywać prawdę.

Z całego serca polecam książkę tym, którzy chcą odbyć emocjonalną podróż w czasie i poznać losy rodziny, w której relacje są pełne komplikacji. Lektura tej pozycji daje również możliwość obserwowania zmian w sposobach wychowania dzieci na przestrzeni lat.

"Świetnie się bawię w twoich snach" - Izabela Skrzypiec-Dagnan

"Świetnie się bawię w twoich snach" - Izabela Skrzypiec-Dagnan


"ŚWIETNIE SIĘ BAWIĘ W TWOICH SNACH" - IZABELA SKRZYPIEC DAGNAN



Kilka słów o fabule…
Bohaterami historii są Jula i Krystian. Dwoje ludzi, których łączy ogromna miłość. Wydawać by się mogło, że skoro jest uczucie to  nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tworzyć udany związek. Jednak w tym przypadku nic nie jest udane. A już na pewno nie związek, bo … ten nawet nie istnieje.  Jula kocha Krystiana, a Krystian kocha Julę. Niestety mimo to nie potrafią być razem. Dlaczego? Przez jeden nieprzemyślany krok, który wpłynął na ich życie.   Oboje podejmują próby poradzenia sobie z sytuacją. Ona stara się ukoić smutek, choć nie do końca jej się udaje. On tęskni, ale stara się ułożyć sobie życie na nowo. Na ich drodze pojawia się ktoś inny. Ktoś, kto ma być kołem ratunkowym w morzu miłosnych rozterek. Każde z nich stanie przed pytaniem, czy warto postawić wszystko na jedną kartę.

Gdy wzięłam do ręki książkę i zapoznałam się z opisem zamieszczonym na okładce, moje nastawienie było nieco sceptyczne. Nakreślenie fabuły jest krótkie i nie mówi zbyt wiele, a do tego objętość książki również nie jest duża. Stąd też moja pierwsza myśl, że może to być książka o „niczym”. Ot tak, z grubsza nakreślona historia, która z dużym prawdopodobieństwem nie poruszy mnie do głębi. Przeczytam szybko i równie szybko zapomnę. Jednak moje założenia okazały się niesłuszne, bowiem powieść zaskoczyła mnie swoim urokiem.

Książka należy do gatunku obyczajowego z dużą dawką romansu. Jednak wbrew pozorom nie sięgamy po banalną powieść o sielankowej miłości. Zamiast tego poznajemy historię o wygaszaniu uczucia, o pogodzeniu się z przeszłością i budowania na nowo swojej teraźniejszości. Poruszone zostają trudne wątki: skomplikowane relacje, popełniane błędy, tęsknota, stracone szanse i leczenie złamanego serca. Motywy tak znane z życia każdego człowieka, bez idealizowania. Dlatego też czytając historię bohaterów można poczuć z nimi bliższą więź.

Styl, jakim posługuje się Autorka jest dość nietypowy. Zdania są krótkie, pozbawione szczegółowych opisów. Rozdziały nie liczą wielu stron, bo zaledwie dwie-trzy. Książkę czyta się dobrze i bardzo szybko. Dodatkowy plus zyskała u mnie narracja, która prowadzona jest w pierwszej osobie. Dzięki temu poznajemy historię z punktu widzenia każdego z bohaterów.

Autorka stworzyła ciekawych bohaterów i wprowadziła czytelnika w ich historię. Książkowe postacie wzbudziły we mnie różne uczucia. Pierwszy raz w powieści tego gatunku to bohaterka irytowała mnie swoją osobą, a męska postać zyskała w moich oczach sympatię. To ona była tą złą, a on tym lepszym, choć miał też swoje za uszami. Dlaczego taka rozbieżność? Jula jest młodą dziewczyną, która w głowie ma mnóstwo szalonych pomysłów. Jest bardzo rozrywkowa, nie stroni od alkoholu, a przede wszystkim daleko jej do potrzeby stabilizacji. Z kolei Krystian to mężczyzna o spokojniejszym uosobieniu. To człowiek z pasją i ambicjami. Nie dało się go nie lubić.

Problem mam z oceną samego zakończenia powieści. Zdecydowanie było ono dla zaskoczeniem, ale czy pozytywnym? Sama nie wiem. Chyba wolałabym nieco inny kierunek finału.

Podsumowując, książka „Świetnie się bawię w twoich snach” to udany debiut Autorki. Lektura powieści była przyjemnie spędzonym czasem, dlatego szczerze polecam tym, którzy lubią zaczytywać się w obyczajówkach.


Walcząc z cieniami - Aly Martinez (PATRONAT MEDIALNY)

Walcząc z cieniami - Aly Martinez (PATRONAT MEDIALNY)


Pochodzę z rodziny wojowników. Od zawsze myślałem, że podążę za ich cieniami, stając się niepowstrzymany na ringu. Zmieniło się to w dniu, kiedy uratowałem życie kobiecie, którą kochałem, ale której nigdy nie mógłbym mieć.

Brat okrzyknął mnie bohaterem, a moją nagrodą stał się wózek.

Kiedy zostałem sparaliżowany, moje życie zamieniło się w koszmar.
Dopóki nie spotkałem jej.
Ash Mabie miała zapierający dech w piersiach uśmiech, który poskramiał moją wściekłość i żal. Pokazała mi, że nawet w najciemniejsze noce istnieją gwiazdy, chociaż czasami trzeba było leżeć w chwastach, żeby je zobaczyć.
Byłem zgorzkniałym dupkiem, który zakochał się w dziewczynie skłonnej do uciekania. Nie mogłem nawet chodzić, ale byłem gotowy spędzić całe życie, goniąc za nią.
A teraz prowadzę najcięższą walkę swojego życia i znalazłem się na skraju porażki.
Walczę z cieniami naszej przeszłości.
Walczę o odzyskanie swojej przyszłości.
Walczę dla niej.

„Walcząc z cieniami” to drugi tom cyklu On the Ropes. Tym razem poznajemy historię środkowego z trójki braci, czyli Flinta i dziewczyny o imieniu Ash. Przyznam się szczerze, że po skończeniu pierwszej części tego cyklu, byłam przekonana, że to właśnie ten tom będzie moim ulubionym, jednak teraz zmieniłam zdanie, gdyż historia Flinta skradła moje czytelnicze serducho. Flint jak reszta jego braci nie miał w życiu łatwo. Ciężkie dzieciństwo, nieszczęśliwa miłość, a na koniec wypadek, przez który zaczął jeździć na wózku. Chłopak się poddał i nie widział sensu, by walczyć o swoją przyszłość. Jednak wszystko zmieniło się w momencie, w którym na jego drodze pojawiła się tajemnicza Ash… Dziewczyna wywróciła jego życie do góry nogami i przede wszystkim nadała mu sens. Czy ta dwójka będzie razem? Czy pokonają wszystkie przeciwności losu i zapomną o przeszłości? Tego musicie dowiedzieć się sami.

 No i cóż ja mogę napisać o tej książce? Chyba tylko to, że autorka mnie zauroczyła, oczarowała i że po prostu zakochałam się w tej historii.  Autorka wiele razy złamała moje serce na pół, by na końcu poskładać je do kupy i całkowicie uleczyć. To historia, która zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny, która wzrusza, bawi i dostarcza niesamowitych wrażeń. Historia bohaterów jest pełna bólu, strachu, obaw i cierpienia. Lecz te wszystkie złe i pełne smutku chwile wymieszane są z momentami szczęścia i ogromnej radości. Podczas czytania nie raz wzruszenie ściskało mnie za gardło, a łzy pojawiały się w moich oczach. Ta historia niesamowicie Was poruszy i na pewno przez długi czas o niej nie zapomnicie.
Jestem pewna, że polubicie bohaterów, bo to osoby, których po prostu nie da się nie obdarzyć uczuciem, mimo tego, że Flint czasami był niezwykle irytujący i wkurzający, a i Ash potrafiła doprowadzić mnie do szewskiej pasji. Jednak pomimo tego wszystkiego pokochacie ich całym sercem, jestem o tym święcie przekonana.

 Polecam Wam tę powieść z całego serca. To przepiękna historia o miłości, o walce o lepsze jutro, ale przede wszystkim o nadziei, która zawsze umiera ostatnia. Obok tej książki nie możecie przejść obojętnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe. 
"Miłość na gigancie" - Anita Scharmach

"Miłość na gigancie" - Anita Scharmach


"MIŁOŚĆ NA GIGANCIE" - ANITA SCHARMACH

Zapraszam Was serdecznie na recenzję książki „Miłość na gigancie”. Czego się spodziewałam, a co dostałam wraz z lekturą powieści? O tym w dalszej części wpisu.

Magda Lewicka jest księgową, która odbiega od obrazu stereotypowej pani na tym stanowisku. Jej nosa nie zdobią wielkie okulary z grubym szkłem, a jej ciała nie odziewa garsonka z broszką. Ona jest kobietą atrakcyjną i zabawną, która zbliża się do trzydziestki. Jest też właścicielką kota Manfreda. Razem zamieszkują wynajmowaną kawalerkę. Futrzak Magdy to typ wędrownika, który lubi uciekać i zwiedzać okolice. W trakcie kolejnych poszukiwań czworonoga dziewczyna poznaje przystojnego Jakuba. Ogarnięta radością, że w jej życiu w końcu pojawił się ktoś płci przeciwnej, poznaje smaki szczęścia, którego od dawna poszukiwała. Okazuje się, że czasem wystarczy zgubić kota, żeby życie stanęło na głowie.

Wyrażenie swojej opinii zacznę od kilku słów o okładce i tytule. Biorąc do ręki książkę byłam niemal pewna, że sięgam po humorystyczną powieść, w której aż roić się będzie od śmiesznych i oderwanych od rzeczywistości sytuacji. I nie pomyliłam się aż tak bardzo, bowiem „Miłość na gigancie” to ciepła i zabawna opowieść. Jednak w tej lekkiej fabule pojawiają się również trudniejsze wątki. Przykładem tematu, który porusza serce może być historia matki, która sprawuje opiekę nad dorosłym, niepełnosprawnym synem. 

Na stronach powieści poznajemy życie młodej osoby. Jej świat, w którym jest miejsce na spontaniczną radość, ale i na troski codzienności. Wraz z bohaterami stajemy przed poważnymi problemami: nieplanowana ciąża, intrygi w pracy, brak własnego mieszkania, trudności finansowe, walka o życiową stabilizację, a przede wszystkim miłosne rozterki. Jednym słowem, sytuacje z życia wzięte, bez wybielania i cukrowania.

Plusem jest umiejętne wplatanie przez Autorkę humoru i satyry. Dialogi bohaterów niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy czytelnika. Wszystko to sprawia, że podczas lektury tej książki nie da się nudzić. Raz towarzyszy uśmiech, by po chwili uronić też łzę wzruszenia. Można tu znaleźć wszystkiego po trochu, ale z jednoczesnym zachowaniem odpowiednich proporcji.
„Miłość na gigancie” to książka mała objętościowo, której styl pisania dodatkowo sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Polecam tym, którzy szukają lektury umilającej długi jesienno-zimowy wieczór.

Powiedz tak! - Anna Szafrańska (PATRONAT MEDIALNY)

Powiedz tak! - Anna Szafrańska (PATRONAT MEDIALNY)

„Miłość to nie wszystko. Trzeba jeszcze zdobyć sympatię rodziny...

Wygląda na to, że Stefania w końcu odnalazła swoje miejsce na ziemi. Zdecydowała się na przeprowadzkę do Drzewicy, przyjęła oświadczyny Michała i stworzyła prawdziwą, rodzicielską więź ze swoją pasierbicą, małą Melanią. Tymczasem na kilka godzin przed uroczystym przyjęciem zaręczynowym w domu Michała pojawia się jego siostra, która najwyraźniej nie pała do Stefanii sympatią. Niechęci do kandydatki na synową nie kryją także rodzice Michała. A to dopiero początek problemów, które mogą okazać się początkiem końca tego związku...”

 „Powiedz Tak!” to książka, w której znajdziecie kontynuację losów Stefci oraz Michała. Jak zapewne już wiecie, uwielbiam twórczości Ani Szafrańskiej, a każda jej kolejna książka niebywale mnie zaskakuje. Ania przyzwyczaiła mnie do tego, że w jej książkach znajduje się dużo emocji, wrażeń i uczuć, które zalewają czytelnika z każdej strony. Oczywiście i tym razem mi tego nie zabrakło i z zapartym tchem śledziłam historię miłosną tej dwójki wspaniałych bohaterów.

W tej części w życiu bohaterów pojawia się wiele nowych zawirowań, bo choć kochają się nad życie, to rodzina Michała nie jest z tego zadowolona. Poza tym kolejny raz pojawia się była żona Michała, która próbuje odzyskać rodzinę. Oczywiście w książce pojawia się także kilka wątków pobocznych, które moim zdaniem idealnie wpasowały się w całość i jeszcze bardziej urozmaiciły całą historię.

Według mnie książka jest genialna, świetna, cudowna i wspaniała. Historia Stefani i Michała wciąga i fascynuje, ja zatraciłam się w niej już na samym początku i z bijącym sercem śledziłam poczynania tej dwójki bohaterów. Myślę, że jednym z głównych atutów tej powieści są lekkie i niewymuszone dialogi oraz bohaterowie, których obdarzyłam wielką sympatią. W książce pojawia się także kilka scen zbliżeń, które rozbudzają wyobraźnię, są gorące, namiętne, przepełnione erotyczną fascynacją i przede wszystkim pełne prawdziwej miłości.

Uwielbiam styl, jakim operuje Ania. Jest on niezwykle lekki, przejrzysty i przyjemny w odbiorze. Jej książek się nie czyta, tylko pochłania w całości, cały czas chcąc więcej i więcej. 

Ania opisała także pięknie relację, która połączyła Stefcię i Melanię, córkę Michała. Stefcia pokochała tę małą dziewczynkę całym sercem i to samo dostała od niej w zamian.

Polecam Wam tę powieść z całego serca, bo w moim odczuciu to najlepsza historia Ani, w której znajdziecie prawdziwe życie. Jestem przekonana, że historia Stefci oraz Michała przypadnie Wam do gustu i zapewni Wam moc niezapomnianych wrażeń. To książka o przyjaźni, o trudnej i bolesnej przeszłości i przede wszystkim o poszukiwaniu szczęścia, spokoju oraz miłości, która jest niesamowicie ważna w życiu każdego człowieka.

Gorąco, gorąco polecam! 
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger