czwartek, 31 grudnia 2015

Czarci Most - Anna Bichalska

     Po książkę Anny Bichalskiej "Czarci Most" sięgnęłam z tak zwanej "nudy książkowej". Zazwyczaj w tym okresie, wydawnictwa nie wydają ciekawych pozycji dla mojej uciechy, więc zabrałam się po prostu za pozycję po które zazwyczaj nie sięgnęłabym. Od razu mówię, że nie wiem jaki Czort mnie podkusił aby zabrać się za tą akurat książke, ale powiem jedno: Zemszczę się :D
Do tego co najlepsze! Książka sama sobie wystawiła "recenzję" albo można powiedzieć, że bardzo mi pomogła w usytuowaniu jej dokładnie w moich myślach i cytaty wykorzystam w swojej wypowiedzi.
      "Czarci Most" to książka fantasy której też bym dała kategorię lekkiego kryminału, plus "coś tam" wzięte z horroru, jak oczywiście kiedy już przeczytacie opis.
      Książka opowiada o młodym pisarzu książek dla dzieci, Mikołaju Osadniku, który po śmierci babki przyjeżdża do rodzinnego miasteczka, które opuścił jako dziecko - Czarciego Mostu. Na miejscu Mikołaj spotyka Jagę, która jest jego znajomą z dzieciństwa, redaktorką w lokalnej gazecie (która opowiada o rzeczach nadprzyrodzonych) oraz opiekunką babci, naszego głównego bohatera. Po jakimś czasie siostra Jagi zostaje zamordowana (ooo!) a dziecko znika. Okazuje się też, że miasteczko nie jest normalne jak każde inne, miejscowe legendy i opowiastki mają w sobie więcej prawdy co jest lekko podejrzane a w jego pobliżu działają tajemnicze siły i mieszkają postacie z baśni i mitów (których po tej książce mam dosyć.)

     Początek książki, moje pierwsze zetknięcie z tą historią, powiem szczerze, plusowało, chociaż nie jestem jakimś wielkim fanem fantasy. Pomysł był ciekawy i zapowiadało się naprawdę, świetnie. Dopiero po mniej niż nawet 1/4 książki, zaczęła się robić dziwna, ale okej to też przełknęłam (bo czytało się dziwniejsze książki), potem moją jedyną rozrywką stało się "ile stron zostało do końca". Książka miała potencjał tylko, że Autorka nawet go nie wykorzystała. Dlaczego tak się stało? Po prostu książka zaczęła mieć tak dużo informacji i nowych słów oraz nawarstwiających się wątków, które były porozrzucane i nawet mi było ciężko przetworzyć tyle dziwnych informacji, że zaczęłam się po prostu gubić. Co jak co, ale gdy się wymyśla coś takiego jak myślodrzewa, myśloptaki i inne "myślocośtam", człowiek zaczyna się gubić. (Liczyłam już nawet na to, że pojawi się "myślokwiatek" albo "myślogrzyb". Bo dlaczego by nie? Co do grzybków, przygotujcie się, myślę, że jakby najeść się grzybów "halucynków" to ta książka byłaby bardzo zabawna. Nawet do tego dobrać muzykę, jakiegoś porządnego rosyjskiego "hard basa" i można się wczuć.
    Autorka w niektórych momentach próbowała być śmieszna, ale tak jak mówię "próbowała". Może kogoś by śmieszyła sytuacja ze Smolakiem, ale ja nadal miałam w głowie "boże jeszcze x stron i skończę".

"- "Zmarnowany potencjał"?
- Oczywiście.
(...)
- "Papierowi i nieciekawi bohaterowie"?
- Niewątpliwie.
- "Wymuszony humor"?
- Oczywiście."

   To jest jeden z tych
cytatów, które zaznaczyłam, gdzie książka sama sobie robi recenzję a raczej mi to idealnie pasowało do zawarcia w mojej recenzji. Oczywiście gdybym pokazała Wam swój egzemplarz to znaleźlibyście dużo więcej podkreślonych cytatów.
   Morał mojej recenzji jest taki, że książka Anny Bichalskiej "Czarci Most", nie trafiła na listę tych "
fajnych książek". Raczej wiem tylko tyle, że nigdy nie spojrzę nawet na okładkę. Nie polecam Wam jej z całego serca a jeśli nie będziecie mieli pomysłu co przeczytać i myśleliście o tej pozycji, to... na prawdę nie polecam.


Dziękuję mimo wszystko za przeczytanie, autorce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.