czwartek, 31 grudnia 2015

Czarci Most - Anna Bichalska

     Po książkę Anny Bichalskiej "Czarci Most" sięgnęłam z tak zwanej "nudy książkowej". Zazwyczaj w tym okresie, wydawnictwa nie wydają ciekawych pozycji dla mojej uciechy, więc zabrałam się po prostu za pozycję po które zazwyczaj nie sięgnęłabym. Od razu mówię, że nie wiem jaki Czort mnie podkusił aby zabrać się za tą akurat książke, ale powiem jedno: Zemszczę się :D
Do tego co najlepsze! Książka sama sobie wystawiła "recenzję" albo można powiedzieć, że bardzo mi pomogła w usytuowaniu jej dokładnie w moich myślach i cytaty wykorzystam w swojej wypowiedzi.
      "Czarci Most" to książka fantasy której też bym dała kategorię lekkiego kryminału, plus "coś tam" wzięte z horroru, jak oczywiście kiedy już przeczytacie opis.
      Książka opowiada o młodym pisarzu książek dla dzieci, Mikołaju Osadniku, który po śmierci babki przyjeżdża do rodzinnego miasteczka, które opuścił jako dziecko - Czarciego Mostu. Na miejscu Mikołaj spotyka Jagę, która jest jego znajomą z dzieciństwa, redaktorką w lokalnej gazecie (która opowiada o rzeczach nadprzyrodzonych) oraz opiekunką babci, naszego głównego bohatera. Po jakimś czasie siostra Jagi zostaje zamordowana (ooo!) a dziecko znika. Okazuje się też, że miasteczko nie jest normalne jak każde inne, miejscowe legendy i opowiastki mają w sobie więcej prawdy co jest lekko podejrzane a w jego pobliżu działają tajemnicze siły i mieszkają postacie z baśni i mitów (których po tej książce mam dosyć.)

     Początek książki, moje pierwsze zetknięcie z tą historią, powiem szczerze, plusowało, chociaż nie jestem jakimś wielkim fanem fantasy. Pomysł był ciekawy i zapowiadało się naprawdę, świetnie. Dopiero po mniej niż nawet 1/4 książki, zaczęła się robić dziwna, ale okej to też przełknęłam (bo czytało się dziwniejsze książki), potem moją jedyną rozrywką stało się "ile stron zostało do końca". Książka miała potencjał tylko, że Autorka nawet go nie wykorzystała. Dlaczego tak się stało? Po prostu książka zaczęła mieć tak dużo informacji i nowych słów oraz nawarstwiających się wątków, które były porozrzucane i nawet mi było ciężko przetworzyć tyle dziwnych informacji, że zaczęłam się po prostu gubić. Co jak co, ale gdy się wymyśla coś takiego jak myślodrzewa, myśloptaki i inne "myślocośtam", człowiek zaczyna się gubić. (Liczyłam już nawet na to, że pojawi się "myślokwiatek" albo "myślogrzyb". Bo dlaczego by nie? Co do grzybków, przygotujcie się, myślę, że jakby najeść się grzybów "halucynków" to ta książka byłaby bardzo zabawna. Nawet do tego dobrać muzykę, jakiegoś porządnego rosyjskiego "hard basa" i można się wczuć.
    Autorka w niektórych momentach próbowała być śmieszna, ale tak jak mówię "próbowała". Może kogoś by śmieszyła sytuacja ze Smolakiem, ale ja nadal miałam w głowie "boże jeszcze x stron i skończę".

"- "Zmarnowany potencjał"?
- Oczywiście.
(...)
- "Papierowi i nieciekawi bohaterowie"?
- Niewątpliwie.
- "Wymuszony humor"?
- Oczywiście."

   To jest jeden z tych
cytatów, które zaznaczyłam, gdzie książka sama sobie robi recenzję a raczej mi to idealnie pasowało do zawarcia w mojej recenzji. Oczywiście gdybym pokazała Wam swój egzemplarz to znaleźlibyście dużo więcej podkreślonych cytatów.
   Morał mojej recenzji jest taki, że książka Anny Bichalskiej "Czarci Most", nie trafiła na listę tych "
fajnych książek". Raczej wiem tylko tyle, że nigdy nie spojrzę nawet na okładkę. Nie polecam Wam jej z całego serca a jeśli nie będziecie mieli pomysłu co przeczytać i myśleliście o tej pozycji, to... na prawdę nie polecam.


Dziękuję mimo wszystko za przeczytanie, autorce.

piątek, 18 grudnia 2015

Stalowe serce - Laven Rose

Długo się zastanawiałam jak napisać recenzję do tej książki. Bo jak to zrobić, kiedy masz przed sobą intrygująca i wciągającą historię od której momentami nie możesz się oderwać, aby po chwili przewracać z irytacją oczami i zarzekać się, że więcej nie biorę do ręki tej cholernej książki? I co ja mam teraz zrobić? Czuję, jak zwoje mojego mózgu, układają się w wielki znak zapytania. ;) Zacznę od krótkiego streszczenia, tak będzie chyba najprościej.
Emilię poznajemy podczas przygotowań do własnego ślubu, kiedy to dopadają ją wątpliwości, czy aby dobrze robi wychodząc za Anatola. Nie przynoszący satysfakcji związek w którym nie ma miłości, i partner dla którego bardziej liczy się zdanie jego własnej matki, to nie jest to o czym marzyła. Podczas służbowej podróży do Stanów, Emilia poznaje w samolocie przystojnego Amerykanina Krisa. Strzała Amora dosięga oboje w tym samym momencie. Emilia zrywa zaręczyny i rzuca się w wir romansu z tajemniczym Krisem. Obydwoje doświadczeni przez okrutny los, skrywają tajemnice z przeszłości, które nie pozwalają jednak na stworzenie harmonijnego związku.  Czy wielka miłość, jaka spadła na nich niespodziewanie, będzie w stanie pokonać piętrzące się przeciwności losu?  Czy Emilia będzie potrafiła stawić czoła tajemnicom, które skrywają prawdziwe oblicze Krisa

Urzekła mnie okładka Stalowego serca, która kojarzy mi się z najlepszymi powieściami Sparksa. Niestety to już chyba wszystko co tak naprawdę urzekło mnie w tej książce. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron, pomyślałam: wow, będzie się działo. Zapowiadało się dokładnie tak jak lubię. Na moje nieszczęście im bardziej zagłębiałam się w historię Emilii i Krisa, tym bardziej byłam rozczarowana. Sama fabuła może nie jest zbyt nowatorska, ale mimo wszystko bardzo dobra. Autorka jednak, nie wykorzystała potencjału swoich, skądinąd bardzo dobrych pomysłów. Niektóre ze zdarzeń są zbyt mało rozbudowane i pozostawiają niedosyt, a nawet nie posiadają logicznego zakończenia. Sami bohaterowie są zbyt "przerysowani", rozchwianie emocjonalne Emilii jest bardzo irytujące. Nie przesadzając, co dwie, trzy strony zalewa się łzami co w pewnym momencie sprawiło, że nie potrafiłam jej współczuć, a nawet zaczęłam się zastanawiać, o co tej kobiecie tak naprawdę chodzi? Wiem jak działają łzy kobiece na kochającego ją mężczyznę, zawsze dodaje to smaczku powieści, ale Emilia zdecydowanie przesadzała. I choć łzy bohaterki jeszcze jakoś zniosłam, to kiedy okazało się, że Kris (Matt) również zaczyna chlipać po kątach, częstotliwość mojego przewracania oczami osiągnęła apogeum. Sposób w jaki główni bohaterowie prowadzili dialogi między sobą, wyznawali sobie miłość i okazywali uczucia był, zbyt przesłodzony (momentami obawiałam się o niebezpiecznie podnoszący się poziom cukru w mojej krwi ;) ). Mam wrażenie, że autorka jest niepoprawną romantyczką co oczywiście nie jest absolutnie przedmiotem do dyskusji, aczkolwiek nie zrobiło to dobrze tej historii i sprawiło, że stała się mało realna. Lubię utożsamiać się z bohaterami, nawet jeśli są to tylko bohaterzy ckliwego romansu, jednak w tym wypadku utożsamianie się szło mi opornie. Za duży plus uważam zakończenie i śmiem nawet twierdzić, że to jedynie słuszne zakończenie, choć podejrzewam, że nie każdemu się spodoba.
Podsumowując, chciałam wyrazić swoje powątpiewanie w szczerość intencji innych recenzentów (być może narażę się komuś, ale nie dbam o to), którzy wygłaszają peany pochwalne na temat tej książki. W niektórych przypadkach okazuje się, że to nie jest ani dobre, ani pomocne dla autora. Niemniej jednak absolutnie  nie skreślam autorki. W świecie wydawniczym jest sporo miejsca dla ludzi , którzy mają coś do powiedzenia i którzy mam taką nadzieję, potrafią wznieść się ponad przekonanie o własnej nieomylności i potrafią konstruktywnie wykorzystać krytykę. Laven Rose to debiutantka co daje jej ogromne pole manewru. To skarbnica nieograniczonych pokładów dobrych pomysłów. I wiecie co? Mimo, że moja recenzja nie była może  przychylna, to wierzcie albo nie, ale przeczytam kolejną część na którą autorka daje nadzieję w prologu i mocno wierzę, że będę mile zaskoczona.

środa, 16 grudnia 2015

Zwyczajny dzień - Nina Majewska Brown

"Zwyczajny dzień", to kontynuacja powieści "Wakacje" Niny Majewskiej Brown. Książka ta zmusiła mnie do wielu refleksji oraz przemyśleń. Czy "Zwyczajny dzień" wywarł na mnie podobne wrażenia? O tym poniżej w mojej recenzji.

Uwaga, jeśli nie czytałeś części pierwszej pt, "Wakacje", to moja recenzja zawiera spoilery. 

Nina Braun po śmierci syna oraz męża próbuje poukładać swoje życie na nowo. Oczywiście nie jest to łatwe. Dlaczego? Okazuje się, że Nina spodziewa się dziecka (którego ojcem jest jej zmarły mąż), a na dodatek na jaw wychodzą różne jego sekrety. Bartek nie był tak idealnym mężem jakby mogło się wydawać. Miał kochankę z którą dorobił się córki - Marianki. I choć Nina stara się o tym zapomnieć, to niestety przykra rzeczywistość wraca do niej jak bumerang, a niespodziewany telefon od Joanny (kochanki Bartka) znów wywróci życie Niny do góry nogami. Poród, pojawienie się Joanny, świadomość, że jej córeczka Klara i malutki synek, mają przyrodnią siostrę... Czy to nie za wiele dla kobiety, która jeszcze nie pogodziła się ze śmiercią męża oraz syna?

"Zwyczajny dzień", to kolejna książka autorki poruszająca życiowe problemy. Cios za ciosem dosięgają głowy Niny, bo kochanka wraz z córką zagości w życiu Niny można powiedzieć, że już na zawsze. Oczywiście nie będzie to wyborem bohaterki, ale jak się okazuje życie lubi być przewrotne. Czytając "Zwyczajny dzień" zastanawiałam się ile jest takich kobiet jak Nina? Ile osób musi borykać się z tak wieloma problemami.
Tęsknota oraz ból po stracie bliskich towarzyszą Ninie niemal dzień w dzień, ale ona wie, że musi być silna dla siebie oraz dla dzieci.
Po porodzie nasza bohaterka nie ma zbyt wiele czasu dla siebie, a obowiązków przybywa w zastraszającym tempie. Jest jej tym bardziej ciężko, bo jak wiadomo Nina jest teraz samotną matką, a swój czas musi dzielić między opiekę nad dziećmi, domem oraz pracą, i choć ma do pomocy Anię, siostrę znajomego księdza, to i tak jest jej bardzo trudno zapanować nad wszystkim. Nie będę zdradzała Wam wszystkich problemów oraz trosk, które spadną na ramiona tej kobiety, ale jej  życie to pasmo wielu zawirowań. Na szczęście nie zawsze negatywnych.

"Zwyczajny dzień", to powieść napisana zdecydowanie inaczej niż "Wakacje". I choć również jest emocjonują lekturą, to jednak te emocje są opisane w całkiem inny sposób. Nie miażdżą i nie zwalają człowieka na kolana.
Troszkę zabrakło mi w całej fabule kochanki męża – Joanny, a myślę, że powinno być jej zdecydowanie więcej. Tym bardziej, że to ona kolejny raz wywraca życie naszej bohaterki do góry nogami. Mimo tych małych minusów jestem książką zachwycona. Opowiada ona o życiu. O życiu wielu z nas. Problemy Niny są naszymi problemami, bo wszystkich nas spotkała bądź spotka śmierć najbliższych osób. Ilu z nas doświadczyło zdrady? I w końcu, ilu z nas ma problem z teściami?
Na duży plus zasługuje także styl jakim operuje autorka. Książka ta porusza trudne tematy, ale  napisana jest w prosty sposób i bardzo łatwo trafia do czytelnika. Nie mogę również zapomnieć o humorze, który przewija się na kartach tej powieści. Nawet raz popłakałam się ze śmiechu i za to autorce serdecznie dziękuję. 

Jako całość książkę oceniam bardzo dobrze i wnioskuję po zakończeniu, że będzie kolejna część. Więc nie pozostaje mi nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i czekać na dalsze losy Niny Braun, z nadzieją, że i u niej kiedyś zaświeci słońce.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 06.10.1015

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wyniki konkursu mikołajkowego!!!

Wczoraj zakończyliśmy konkurs mikołajkowy w którym do wygrania była książka "Zaryzykuję dla Ciebie" N. Coori.
Miło mi ogłosić laureata nagrody : and the winner is.....etka4@op.pl

Serdecznie gratulujemy!
Ze zwycięzcą skontaktujemy się drogą mailową.  


Szukając szczęścia - Aneta Krasińska

"Szukając szczęścia", to  druga powieść Anety Krasińskiej. "Finezję uczuć" wspominam do tej pory, gdyż bardzo mocno zapadła w mojej pamięci. Czy najnowsza powieść Pani Anety jest równie dobra co jej poprzedniczka? Odpowiedz znajdziecie w mojej recenzji.

Malwina i Artur od trzech lat są bardzo szczęśliwym małżeństwem. Oboje spełniają się zawodowo, mają swój własny wymarzony dom i oczekują przyjścia na świat swojego pierwszego dziecka. Idealne małżeństwo? Na pewno tak, ale wszystko komplikuje się po porodzie, gdy okazuję się, że córeczka Malwiny i Artura urodziła się ciężko chora. Czy rodzice podołają opiece nad chorym dzieckiem? Czy w tym wszystkim znajdą czas dla siebie? 

"Szukając szczęścia", to bardzo wzruszająca historia. Obok losów bohaterów nie można przejść obojętnie, trzeba przystanąć i zadać sobie jedno podstawowe pytanie: co ja bym zrobiła w sytuacji gdyby moje dziecko urodziło się ciężko chore?  
Malwina poświęca cały swój czas córce, robi wszystko co w jej mocy, by jej dziecko miało w miarę normalne dzieciństwo i mogło samodzielnie funkcjonować w otaczającym ją świecie. Ciągłe wizyty w szpitalach, zajęcia z fizjoterapeutą. To jednako za dużo dla młodej matki, gdyż można powiedzieć, że została z tym wszystkim sama. Artur od czasu narodzin córki, zmienił się. Większość czasu spędza w pracy, nie interesując się ani żoną, a tym bardziej córką, której nigdy nie chce brać na ręce tłumacząc to tym, że nie chce jej zrobić krzywdy. Oboje samoistnie odsuwają się od siebie, w ich związku zaczyna brakować czułości, miłości oraz zaufania. Czy uda im przezwyciężyć trudności? Czy oboje zaczną zajmować się małą córeczką? O tym musicie przekonać się sami.

"Szukając szczęścia", to kolejna książka w dorobku Anety Krasińskiej, która porusza naprawdę bardzo trudne tematy. Wychowywanie dziecka niepełnosprawnego jest nie lada wyzwaniem, dlatego też podczas lektury tej powieści, nie oceniałam zachowania Artura. 
Autorka za to pięknie opisała poświęcenie Malwiny względem córki. Widzimy jak z roku na rok Dagmara się zmienia, zaczyna chodzić, mówić. To wszystko tylko i wyłącznie zasługa Malwiny, której czas dzielony jest między dom, pracę i ciągłe wizyty w gabinetach lekarskich. 
W tej książce nic nie jest przerysowane czy wyidealizowane, to po prostu samo życie. Myślę, że gdybyśmy się dobrze rozejrzeli, to wokół nas jest na pewno niejedna taka Malwina, i niejeden Artur. Bardzo mi się podobało jak autorka opisała relacje między główną bohaterką, a jej rodzicami. Matka zimna jak lód, za to ojciec ciepły i czuły, mający zawsze czas dla swojego jedynego dziecka. 

Oczywiście w powieści tej wydarzy się o wiele więcej, ale ja nie chce psuć Wam przyjemności z czytania i nic więcej nie zdradzę.

Styl jakim operuje Aneta Krasińska jest prosty czyli taki jaki lubię najbardziej. Jej książki to samo życie, a bohaterowie to osoby takie jak my, ze swoimi radościami, smutkami oraz problemami. Tak właśnie jest w jej najnowszej powieści. Bohaterowie są jak żywi i bardzo łatwo było mi współodczuwać te wszystkie emocje jakie oni przeżywali.  Nie raz ocierałam łzy podczas lektury tej książki, ale inaczej się nie dało, gdyż Aneta Krasińska wie jak trafić do czytelnika i chwycić za serce. 

"Szukając szczęścia", to przepiękna historia o życiu, o poświęceniu, o naszych wyborach, raz lepszych innym razem gorszych. Historia piękna i pięknie napisana. Teraz tylko czekam na kolejną powieść, którą napisze Pani Aneta. Ze swojej strony serdecznie polecam Wam twórczość Anety Krasińskiej. Na pewno się nie zawiedziecie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce.

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 04.12.2015

niedziela, 6 grudnia 2015

Wakacje - Nina Majewska - Brown

"Wakacje" to debiut literacki Niny Majewskiej Brown. Tytuł jak i piękna okładka sugerują, że to idealna pozycja na szare jesienne popołudnia. Ale czy na pewno? Zapraszam na recenzję.

Nina Braun, wraz z mężem oraz swoimi dziećmi - siedemnastoletnim synem Jaśkiem oraz ośmioletnią Klarą, wybiera się na wymarzone wakacje do słonecznej Barcelony. Liczy na odpoczynek i miło spedzony czas w gronie najbliższych. Jednak nie jest jej dany spokój podczas tej podróży. Problemy w pracy, ciągłe telefony od siostry, która właśnie porzuciła męża, przyjazd nielubianych teściów, ale to nic w porównaniu z tym co dopiero ma się wydarzyć.! Finał tego wyjazdu będzie tragiczny i zmieni życie naszej bohaterki diametralnie.

Zaczynając swoją przygodę z powieścią Niny Majewskiej Brown, byłam przekonana, że to pozycja na kilka wieczorów, która rozświetli mi szare, pochmurne jesienne dni. A jednak pomyliłam się na całej linii. Ta książka to dramat, w którym znajdziemy odrobinę humoru, szczególnie na początku książki, gdy poznajemy głównych bohaterów, podczas czytania wspomnień Niny z wcześniejszych lat małżeństwa oraz po przybyciu "ukochanych teściów". Jednakże niespodziewany zwrot akcji zmienia bieg powieści o 180 stopni. 
Nasza bohaterka po powrocie z wakacji będzie musiała układać swoje życie na nowo, choć nie będzie to proste. Z dnia na dzień kolejne życiowe kłody będą lądować pod jej stopami, lecz Nina jest twardą kobietą i niełatwo da się pokonać przeciwnościom losu.

Przyznam się Wam szczerze, że moje początki z tą powieścią były ciężkie, kilkadziesiąt pierwszych stron dłużyło mi się niemiłosiernie, do czasu gdy....? Tego Wam nie zdradzę. Ogólnie ani książka, ani autorka mnie nie zawiodły i z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić.
Nigdy bym się nie spodziewała, że Pani Nina tak rozwinie fabułę tejże książki, w pewnych momentach czytelnik zostaje po prostu wgnieciony w fotel z wyrazem niedowierzania na twarzy. 
Autorka zadbała w tej powieści o wszystko: śmiech, łzy, złość, gniew, rozczarowanie, to wszystko dostaniemy właśnie podczas czytania "Wakacji". Prócz tego piękne opisy Barcelony, jej zabytki, urocze kafejki, restauracje. Zamykając oczy bardzo łatwo możemy sobie wszystkie te miejsca dokładnie wyobrazić. 
Nie mogę również zapomnieć o świetnych kreacjach bohaterów, są idealnie wyraziści, ze swoimi wadami oraz zaletami. Widać, że autorka każdemu z nich poświęciła wiele uwagi.

Mimo, że w tej powieści znajdziemy wiele dramatów oraz smutków, jest ona napisana naprawdę bardzo przystępnym językiem, i choć początkowo miałam problem by przebrnąć przez początek, to później fabuła mnie porwała i czytałam bez wytchnienia. Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło i już zabrałam się za czytanie kolejnej części o losach Niny, pt. "Zwyczajny dzień".

Bardzo długo zabierałam się za napisanie tej recenzji, ale ta książka naprawdę bardzo mnie poruszyła i musiałam wszystko dokładnie przemyśleć. "Wakacje" skłaniają człowieka do refleksji nad kruchością naszego życia. Zastanawiamy się również czy osoby nam bardzo bliskie potrafią nas oszukiwać w perfidny sposób, czy warto bezgranicznie ufać naszej drugiej połówce.?

Ja jestem zachwycona powieścią, którą zadebiutowała Pani Nina i mam nadzieję, że Wy również skuście się na lekturę "Wakacji", gdyż to piękna, życiowa książka.

Polecam!!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 16.06.2015


sobota, 5 grudnia 2015

Mikołajkowy konkurs!!!

Kochani, jako że jutro Mikołajki, postanowiłyśmy zrobić również konkurs na blogu. Nagrodą jest egzemplarz książki "Zaryzykuję dla Ciebie" N. Coori. Oczywiście książka ta jest pod naszym patronatem medialnym, z czego jesteśmy bardzo dumne.
Mam nadzieje, że z chęcią zawalczycie o tą cudowną powieść.
By zdobyć "Zaryzykuję dla Ciebie" wystarczy:

* być obserwatorem naszego bloga
* lubić nasz fan page Literatura kobieca - co czytać?
* w komentarzu pod postem napisać "Biorę udział" oraz wpisać swój adres poczty internetowej




Konkurs trwa do jutra tj. 06.12.2015 do godz. 23.59. Zwycięzcę wyłonimy drogą losowania w ciągu pięciu dni od daty zakończenia konkursu.
Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Novae Res.

czwartek, 3 grudnia 2015

Ostatnia Spowiedź - Nina Reichter


Jest takie jedno słowo, które w pełni oddałoby mój zachwyt nad tą książką. Niestety jest ono zbyt kolokwialne, żebym mogła się nim tutaj posłużyć. A może jednak?.....nieeee (Benia, ogarnij się nie wypada!!!)

No cóż, jeśli jednak domyślacie się o jakie słowo mi chodzi, to nie pozostało nic innego jak wciągnąć buty, kurtkę, (koniecznie czapkę) i udać się w kierunku najbliższej księgarni w wiadomym celu. Jeśli jednak Was nie przekonałam, spróbuje zachęcić Was w inny sposób.  Nie będę ukrywać, że trylogia Ostatnia spowiedź to jedna z moich ulubionych książek, a na pewno najlepsza w kategorii New Adult. Książka która "sponiewierała" mnie emocjonalnie. Historia przy której miałam ochotę rzucać czym popadnie i nieraz walić łbem o ścianę. Jeszcze chyba żadna powieść nie wywołała u mnie  tak skrajnych emocji i choć uwielbiam czytać po kilka razy swoje ulubione książki, nie wiem czy w tym przypadku odważę się zrobić to sobie jeszcze raz.


On, Braden Rotchild dziewiętnastoletni lider zespołu rockowego za którym szaleją nastolatki w całej Europie. Ona,  Ally Hanningan młoda amerykanka uwikłana w toksyczny związek wspierany przez jej nielojalnych rodziców. Dwoje młodych ludzi, których los stawia sobie na drodze. Wspólnie spędzona noc na lotnisku, uwalnia głęboko skrywane tęsknoty i zbliża tych dwoje do siebie. Ally nie wie kim jest Braden, co daje Bradenowi nadzieję na znajomość nieopartą na podziwie jego wizerunku scenicznego, a jego samego. Młodego człowieka stojącego w światłach rampy, uwielbianego przez tłumy, a tak naprawdę samotnego i szukającego choć namiastki normalności w tym zwariowanym świecie z którym przyszło mu się zmierzyć. Co się stanie kiedy Ally odkryje kim jest Braden? Czy Braden postąpi wbrew  kontraktowi którym jest związany, a który wyraźnie mówi "żadnych dziewczyn"? Czy tych dwoje ma szansę na wspólną przyszłość?


"Mówią, że w życiu tylko raz można przeżyć miłość. Tylko raz coś zrywa cię do biegu, każe gnać przed siebie, choćbyś nie widział wtedy początku ani końca, coś sprawia, że nigdy nie zapomnisz chwil i miejsc, w których ostatni raz czułaś to, co odeszło... Dla mnie ten "raz" już minął. Od tamtej pory codziennie staram się odnaleźć w tym, co zostało."

Ostatnia spowiedź pierwotnie funkcjonowała w internecie jako fanfiction  Tokio Hotel, dopiero po pewnym czasie Nina Reichter postanowiła wydać ją jako książkę. Sporą część swojego życia spędziłam w Niemczech, więc nie udało mi się uciec przed  szaleństwem związanym z tym zespołem. Chociaż nie zostałam wciągnięta w wir tego szaleństwa i nie zapałałam sympatią do tej grupy, nie przeszkadzało mi to w czytaniu książki i jestem skłonna przyznać, że spoglądam teraz  przychylniejszym wzrokiem na Tokio Hotel. ;) To czym lub kim inspirowała się autorka pisząc tę powieść nie ma właściwie dużego znaczenia, ważna jest sama historia miłości Bradena i Ally i sposób w jaki została przedstawiona. Historia można powiedzieć jakich wiele, a jednak wyjątkowa. Opowieść o rosnącym uczuciu dwojga ludzi, którym przewrotny los stawia na drodze niejedną przeszkodę. Ludzi, żyjących w dwóch różnych światach co powoduje, że są zmuszeni dokonywać trudnych wyborów. Autorka stworzyła bohaterów, których trudno nie kochać. Nie są idealni, co czyni ich bardziej realnymi. Opowieść obfituje w zaskakujące zwroty wydarzeń, co niejednokrotnie przyprawiało mnie o stan przedzawałowy ;) Przemyślana i dopracowana w każdym calu. Wciągająca już od pierwszych stron.  Prosty język, świetny styl i wrażliwość autorki to duży plus dla książki. No i to zakończenie po którym zbierałam szczękę z podłogi, a które sprawi, że będziecie zmuszeni sięgnąć po kolejną część, co z kolei stawia pod wielkim znakiem zapytania sens pisania recenzji do kolejnych części. :)

Mimo tego, że żyję na tym świecie już dobrych "kilka" wiosenek, wiele widziałam i z niejednego pieca chleb jadłam, to nadal pozostaję niepoprawną romantyczką (nie wierzę ,że to napisałam i tak pewnie co niektórzy nie uwierzą ;) ) i kocham ckliwe romanse. Z czystym sumieniem polecam Wam tą romantyczną i poruszającą historię. Zaopatrzcie się w pokaźną ilość chusteczek zanim zabierzecie się za ten emocjonalny rollercoaster. Polecam!!!!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję  autorce.




niedziela, 29 listopada 2015

Angielskie lato - Małgorzata Mroczkowska

Za oknami coraz zimniej i mroźniej, więc dziś podsunę Wam lato, nie byle jakie lato, bo „Angielskie lato”autorstwa Małgorzaty Mroczkowskiej.

Angielskie lato to historia jednego pracowitego lata na wsi położonej niedaleko Londynu...

Anna to czterdziestoletnia Polka która od 20 lat mieszka w Anglii. Jest piękną, szczęśliwą (?) żoną Waltera, szanowanego lekarza medycyny estetycznej. Jej mąż to typowy Anglik, zamknięty w sobie, nie lubi mówić o swoim dzieciństwie. Gdy pewnego dnia umiera jego matka, chcąc nie chcąc, Walter wraz z żoną wybiera się pod Londyńską wieś na pogrzeb. Nie chce nawet odwiedzić swojego domu rodzinnego, a także rozmawiać na ten temat z Anną. Postanowił jak najszybciej pozbyć się problemu (starego domu). W tym samym czasie do Anny dzwoni przyjaciółka ze szkolnych lat z pytaniem, czy nie pomogłaby jej synowi - 20 letniemu Wojtkowi i jego dziewczynie - Marcie, znaleźć pracy gdzieś w Anglii. Kobieta wpada na genialny plan: młodzi pomogą wyremontować dom przed sprzedażą, a Walter zyska czas, w którym być może zmieni zdanie co do odziedziczonego spadku. Jest to niestety ostatni dobry pomysł Anny tego słonecznego „Angielskiego lata”.

Przyznam szczerze, że chyba nigdy nie czytałam książki, w której to Ona jest starsza od Niego. To On pokazuje Jej, czym jest przysłowiowe życie pełną piersią, jak można poczuć wolność, mimo, że w dalszym ciągu jest się lekko na uwięzi.

Książka ta pokazuje jak łatwo zapomnieć, albo raczej odsunąć od siebie myśli, że w naszym życiu jest ktoś ważny. Nie byle jaki ktoś.......a mąż! Czy łatwo jest zapomnieć o własnym mężu po kilku dniach spędzonych z innym mężczyzną? Ba!!! Z innym mężczyzną obok którego jest inna kobieta!


„(…)Zamienić wszystko, co mam, na nic, które stanie się wszystkim. Wszystko stanie się niczym, a nic zamieni się we wszystko, co najważniejsze. Zniszczyć, zrównać z ziemią, by zbudować od początku, od podstaw. To znaczy: żyć raz jeszcze. To właśnie druga szansa od losu.(…)”

Jednak chyba nie dziwie się Annie. Urokliwe opisy plaż, pięknych piaszczystych terenów nad wodą, uroczych zakamarków angielskiego świata, potrafi zawrócić w głowie. W końcu wakacje to czas szaleństwa, swobody, odpoczynku, okres by naładować w słońcu baterie na cały następny rok, który okazał się dla Anny najgorszym w jej życiu. Poczynania z tego lata zostawiły swój ślad w jej sercu i ciele na zawsze.

Małgorzata Mroczkowska potrafi tak zbudować swoich bohaterów, że czytelnik się z nimi zżywa. Zżyłam się z Wojtkiem i było mi go szkoda, bardzo szkoda, nie wiem dlaczego po wstępie się nie zorientowałam! Polubiłam Martę, mimo, że później okazała się wyrachowaną kobietą dla której liczą się tylko pieniądze. Zżyłam się z Margaret, jak nie zżyć się z tą uroczą kobietą. I w końcu zżyłam się z Anną, której szczerze współczułam, czytając ostatnie strony „Angielskiego lata”. Nie wiem czy sama poradziłabym sobie z utratą ukochanego mężczyzny… Jednak dla Anny pojawiła się iskierka nadziei, że ta miłość nigdy nie zginie.

Jeśli lubicie niekonwencjonalne powieści w których pełno zwrotów akcji, to ta pozycja jest idealna dla Was. Polecam ją Wam z całego serca. Bo przecież nie tylko dwudziestolatki mogą się zakochać prawda?!

Za możliwość przeczytania dziękuje wydawnictwu: Autorce.

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 20.05.2015

sobota, 28 listopada 2015

Turkusowa Dusza - Marta Kopeć

     Widzicie tę okładkę? Ładna, prawda?
Też zwróciłam uwagę na "Turkusową Duszę" Marty Kopeć. Przykuła wzrok i zachęciła do przeczytania. Jesienna aura w której najlepiej jest czytać książki przy kubku gorącego kakao, skarpetkach frote i za dużym swetrze. Złapałam więc za książkę aby zająć czymś te leniwe popołudnia i po kilku dniach po przeczytaniu książki, postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią.
 

      Książka opowiada historię młodej 17-letniej dziewczyny, Pameli, która nagle pewnego dnia pod wpływem jednej chwili, decyzji - która zaważyła nad dalszą akcją postanawia podpisać pakt z Demonem - Lewiatanem albo jak wolicie Dagonem. Oczywiście jej Anioł Stróż - Fabian, ma za zadanie przekonać i bronić ją przed Dagonem. Oczywiście Pamela chce być i z Aniołem jak i z Demonem, niestety Fabianowi i Dagonowi nie podoba się to a więc zaczynają po prostu walczyć o Pamelę i jej względy. Znajdujemy też tutaj romans, komedie i parę refleksji nad życiem. I tyle powinniście wiedzieć. Fajnie się zaczyna, prawda?
 

     Cóż część się zgadza. Znajdujemy tutaj romans, znajdujemy tą całą walkę między "dobrem" a "złem". Niestety dla mnie tutaj nie było nic śmiesznego. Raczej wkurzała mnie cały czas bohaterka i wieczny "mecz tenisa" który rozgrywał się pomiędzy Fabianem a Dagonem. Książka bardziej mnie zirytowała niż dała przyjemność a gdzieś po połowie książki nawet nie chciałam do niej zajrzeć na sekundę. Jestem zawiedziona tym co dostałam, bo liczyłam na, naprawdę fajną historię po której powiem "Kupię tą książkę i z dumą położę ją na półce". Rozumiem, że to debiut autorki i cieszę się, że jej się udało, ale do mnie ta książka nie trafiła. Zepsuła mi tylko uzębienie od ciągłego zgrzytania zębami na zataczające się wciąż i wciąż koło. Owszem, osoby z którymi dzieliłam poglądy wiedzą, że do pewnego momentu książka mi się podobała, niestety szybko znalazłam się na ziemi. Połowa książki to jest powtarzająca się wkoło ta sama historia, która do mnie nie przemówiła jako całość w ogóle.

    Naprawdę gratuluję Pani Marcie debiutu, że udało się wydać książkę, ale ja niestety powiem tutaj stanowcze "nie". Jest wiele innych dużo fajniejszych książek na takie wieczory, ale zdecydowanie tą do nich nie zaliczę




Dziękuję autorce za możliwość przeczytania tejże książki.

Jarosław Wilk „P@n Wilk i Tajemnice Tajemnic ”

Druga część Pana Wilka, „P@n Wilk i Tajemnice Tajemnic ” zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie niż pierwsza. Jestem mile zaskoczona przemianą jaka nastąpiła w głównym bohaterze. Czyżby dojrzewał? Czy faceci się zmieniają?

Zacznijmy jednak od początku. Autor zamiast zacząć klasycznym wstępem, postanawia powalić czytelnika od razu na kolana.  Jak przekazać dziecku wiadomość, że się umiera? Że więcej już może nie zobaczyć ukochanego tatusia? Ta część to pozamykanie przeszłości, wyrównanie teraźniejszości i plany na przyszłość.

Poznajemy kolejne kobiety, które Wilk poznał w sieci i nie tylko. Nie każdy jego wybór był dobry, ale on przecież przyciąga „wyjątkowe" kobiety. Widać, że już nie szuka jednorazowych przygód, a zaczyna odczuwać potrzebę bliskości drugiej osoby, która będzie tylko jego. Pusty sex bez uczuć już go nie satysfakcjonuje. Jego myślenie się zmienia (czyżby przez wiek?) Czy to dlatego, że w jego życiu dzieją się rzeczy których nie rozumie ? 

Pierwsza część książki charakteryzowała się specyficznym humorem/sarkazmem, którego tutaj również nie zabrakło. Czytać o różnych wyczynach mężczyzn (nie pierwszej młodości), którzy myślą że, nadal mają po naście lat i są Bogami ... to tutaj tak się uśmiałam.

Oczywiście pojawiły się kolejne „mądrości życiowe”  i opowieści drugoplanowe „aniołków”. Drogie Panie, tu dla nas wszystkich pocieszenie, bo okazuje się, że nie tylko my musimy: katować się dietami, ćwiczeniami i innymi wymysłami, a poprawy i tak nie widać.

„- Jak mnie to wkurwia…- westchnąłem z rezygnacją, patrząc na swoje odbicie. Setki kilometrów na rowerze, baseny, fitnessy, diety. I co? I gówno. ”

Podczas lektury będziemy mieli czas na przemyślenia. Cofniemy się również do nie tak dawnych zamieszek na Ukrainie. Sama często zatrzymywałam się w jakimś fragmencie i dumałam nad życiem. Nad zachowaniami, nad wojną, czy czegoś się boję, jak moje życie może zmienić choroba?

Mimo że książkę zaliczam do erotyków, mocno dała mi do myślenia. Każdy  z nas odbierze tę książkę inaczej i chylę czoła przed autorem, że umiał nam tak to wszystko przekazać. Co w danych czasach najbardziej się liczy? Na to pytanie odpowiedź znajdziecie w książce. Nigdy nie wiadomo kto jest po drugiej stronie w Internecie. Jak wielkie znaczenie mają pieniądze i sukcesy w życiu? Czym tak naprawdę jest miłość?
 

Jeśli ktoś liczy na to, że w tej części znajdzie tyle pikantnych szczegółów co w pierwszej, to się rozczaruje. Mnie osobiście bardzo to ucieszyło. Styl autora się poprawił, dzięki czemu książkę czyta się lekko i przyjemnie.



Jeśli ktoś przeczytał P@na Wilka i Kobiety, to serdecznie zapraszam do sięgnięcie po drugą część tej serii.  Na pewno się nie rozczarujecie. Do tego paczka chusteczek, kieliszek (możliwe, że nie jeden) wina, ciepły kocyk i lektura idealna na jesienne wieczory.
 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje autorowi.

Wydawnictwo : Pro-wizja

Data premiery : 2015

niedziela, 22 listopada 2015

Seks - pozycja dla praktykujących - Joanna Milewczyk

Seks - pozycja dla praktykujących - Joanna Milewczyk 

 

Nigdy wcześniej nie czytałam żadnego rodzaju poradników na jakikolwiek temat. To pierwsza książka/poradnik z jaką zdecydowałam się zapoznać. Kompletnie nie wiedziałam co myśleć o tego typu literaturze i powiem szczerze, że nadal nie wiem. Po okładce myślałam, że to jakieś kolejne wydanie Kamasutry... Myliłam się.

W książce poruszane są przeróżne tematy. Wiele z nich w ogóle mnie nie dotyczy, więc po prostu ominęłam kilka rozdziałów jak np. seks po porodzie czy po 60 roku życia (nie chciałam się wystraszyć ;) ) Podoba mi się jak przystępnie i prosto opisane są  nasze problemy w sferze seksualnej. To takie prawdziwe. Zapiski z rozmów ze specjalistami oraz wypowiedzi radiowych słuchaczy sprawiają, że to wszystko nabiera wiarygodności. Na pewno jest to super książka dla osób nieco wstydliwych, bojących się szczerze i otwarcie rozmawiać z partnerem o seksie, ale także dla tych zagubionych i nie akceptujących wielu seksualnych aspektów życia. Można zdziwić się jakie prawdziwe i realne rady są przekazywane w treści zapisków rozmów z Radiowej Trójki. Niektóre tematy są smutne i boleśnie prawdziwe, jak na przykład seks po zdradzie. Jakie zmiany zachodzą wtedy w naszym umyśle i ciele także, to ogromnie mnie zaciekawiło.

Nie ma co streszczać każdego rozdziału po kolei. Książka jest naprawdę godna polecenia. Nie jest wulgarna, a prawdziwa i myślę, że wielu osobom mogłaby pomóc.  

Bo o intymności, seksie, uczuciach z nim związanych trzeba nauczyć się rozmawiać. 

Ja serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak

Zimowa opowieść - Stephanie Laurens

Zbliżają się Święta  Bożego Narodzenia, dlatego postanowiłam przeczytać "Zimową opowieść" - Stephanie Laurens. Od lat uwielbiam książki o rodzinie Cynsterów, więc nie mogłam opuścić również tej historii. Zapraszam na recenzję.

Daniel Crosbie i Claire Meadows, opiekują się dziećmi w rodzinie Cynsterów. Oboje mieli już okazję poznać się podczas licznych spotkań tejże zamożnej rodziny. Tym razem spotykają się podczas Świąt Bożego Narodzenia w wielkiej posiadłości Casphairn Manor w Szkocji. Daniel, który już niebawem przestanie być guwernantem i obejmie inne stanowisko, postanawia zawalczyć o serce Claire. Oczywiście nie będzie to łatwe gdyż Claire jest wdową i nie chce już zaufać innemu mężczyźnie. Ale Daniel tak łatwo się nie podda, tym bardziej, że klan Cynsterów ma po swojej stronie. Czy magia świąt pozwoli tej dwójce odnaleźć drogę do swoich serc?

"Zimowa opowieść" jest idealną książką na teraz. Na czas kiedy święta zbliżają się wielkimi krokami. Jest to lekka, prosta oraz piękna powieść. Zawiera wszystko co powinien zawierać romans historyczny. Święta to magiczny czas, a święta w połączeniu z miłością są jeszcze piękniejsze. 
Powieść ta opowiada nam o miłości, ale autorka również bardzo pięknie opisała święta w dawnych czasach, gdyż wszystko dzieje się w 1837 roku. I uwierzcie mi na słowo, że nasze teraźniejsze święta nijak się mają do tamtych. To był czas celebracji, czuć było tę miłość, radość, podniecenie tym, że trzeba przystroić dom, wybrać się na polowanie. Poznajemy piękne szkockie świąteczne zwyczaje, które mi ogromnie się podobają.
Bardzo fajnie są również opisane zmagania Daniela, który w różne sposoby próbuje zwrócić uwagę Claire na jego osobę. Przypadkowy dotyk, uścisk ręki, to jest to co uwielbiam w takich historiach najbardziej. Nic nigdy nie jest podane na tacy, wszystko otacza nutka tajemniczości.

"Zimowa opowieść" to książka dla nas kobiet, a w szczególności dla fanek twórczości Stephanie Laurens. Ja uwielbiam tę autorkę jak i również uwielbiam wszystkie książki o rodzinie Cynsterów, więc nie mogło stać się inaczej i musiałam przeczytać również i tę opowieść, opowiadającą o rodzącym się uczuciu dwójki pracowników. Miło było również kolejny raz zobaczyć co dzieje się u tych krezusów oraz poznać ich dorastające dzieci.
Polecam tę książkę tym, którzy lubią taką literaturę, jestem pewna, że się nie rozczarujecie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję HarperCollins Polska.

Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 04.11.2015

wtorek, 17 listopada 2015

Oddawaj różdżkę, Phong! - Łukasz Wasilewski

Zdarzają się Wam czasami takie książki, które czytacie, czytacie i nic? Po prostu nic? Nie przeskakuje żadna iskra, nie wciąga, nie porywa, nie przykuwa na tyle uwagi aby przeczytać dziennie więcej niż dwie strony? Tak niestety miałam z tą książką.... do pewnego momentu.  Gdyby ktoś mnie spytał o czym czytam nie potrafiłabym chyba odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Nie wiem czy takie było zamierzenie autora czy to mój okropny mózg, który został spaczony pewną kategorią książek, która mnie pochłonęła bez reszty ostatnimi czasy. Ta "bestia" w mojej głowie domaga się cały czas odpowiedniej pożywki i ani myśli przyswajać czego innego.  Oczami wyobraźni już widzę jak w tym momencie moje koleżanki kiwają głowami z przekąsem (o ile można kiwać czymkolwiek z przekąsem) na potwierdzenie mojej teorii ;)  Wiedziona jednak instynktem nie przerwałam czytania i całe szczęście. Początkowe kłopoty zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dalej było już tylko lepiej, a nawet patrząc z perspektywy czasu w ogóle nie było tak źle :)

"Zosia ma problem ze skonsumowaniem sukcesu, Tatiana zbyt rezolutnie wycenia swoje wdzięki, a Natalia próbuje żyć z piętnem geeka. Wydawałoby się, że dziewczyn nic nie łączy, ale wtedy do ich życia wkracza tajemniczy Szatyn, który dryfując na obrzeżach moralności, próbuje zmierzyć się ze swoją przeszłością i przyszłością. Problem w tym, że nie zawsze radzi sobie z tu i teraz. Ale od czego ma się przyjaciół?"



"Oddawaj różdżkę Pong", debiut autorski Łukasza Wasilewskiego to świetny komedio-romans (żeby nie powiedzieć komedia romantyczna) z dużą dawką inteligentnego humoru. Niekonwencjonalne metody na zdobycie serca kobiety, a w szczególności pomysłowość w tej materii przyjaciół Piotrka (Szatyn) wywoływały u mnie salwy śmiechu. (Jeśli kiedykolwiek autorowi przyjdzie do głowy umieścić Jarka i Stasia w swojej kolejnej książce to będę najwierniejszą fanką ever!!! ;) ) Plejada "dobrze skrojonych" postaci i absurdalne czasami zdarzenia (aczkolwiek przy moim nieogarnięciu absurd nie jest niczym nadzwyczajnym ;) ) to ogromne plusy tej historii. Zachwyciło mnie w jaki sposób autor rozsiewa aurę tajemniczości poprzez odkrywanie w odpowiednich momentach, faktów z przeszłości Piotrka. Faktów, które niejednokrotnie wprawiały mnie w osłupienie. Akcja toczy się dosyć wartko i barwnie, a wszystko z współczesną Warszawą w tle. Liczne nawiązania do szeroko pojętej popkultury sprawią, że młodzi czytelnicy będą się czuli jak przysłowiowa "ryba w wodzie", ale myślę, że takie uniwersalne wartości jak miłość, przyjaźń, zaufanie, nadzieja na których w dużej mierze oparta jest cała historia, czynią tę lekturę przystępną dla każdego. Choć zakończenie pozostawia pewien niedosyt, polecam tą książkę wszystkim tym, którzy cenią sobie relaks z lekką i zabawną lekturą.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.


poniedziałek, 16 listopada 2015

Morderstwo na Korfu - Alek Rogoziński

"Morderstwo na Korfu", to kontynuacja przygód popularnej pisarki romansów Joanny Szmidt oraz jej menadżerki Betty. Pierwsza część tej serii czyli "Ukochany z piekła rodem", bardzo mi się podobała i rozbawiła mnie do łez. Jak jest tym razem? Zapraszam na recenzję.

Wiemy o tym, że nasza bohaterka – Joanna Szmidt, to najpopularniejsza polska pisarka romansów. Po ostatnich przeżyciach postanawia odpocząć i wyrusza na urlop na słoneczne Korfu. Ma nadzieję, że uda jej się zrelaksować, ale także dokończyć powieść ponieważ terminy gonią, a wydawca się niecierpliwi. Jak można się domyślić, nie będzie jej dany ani odpoczynek ani relaks, a tym bardziej Joanna nie znajdzie czasu na pisanie powieści. A to wszystko dlatego, że zostaje zamordowany właściciel hotelu gdzie zatrzymała się nasza bohaterka. Mordercą najprawdopodobniej jest jeden z urlopowiczów, którzy razem z Joanną przybyli na Korfu, a najdziwniejsze jest to że każdy z nich mógł mieć motyw, by zabić Stefanosa. Nasza pisarka wraz z Betty postanawia prowadzić swoje własne śledztwo, by zdemaskować mordercę. Czy jej się to uda? Tego Wam nie zdradzę.

"Morderstwo na Korfu" w pełni zasługuje na miano genialnej powieści. To zabawny kryminał, który potrafi rozbawić do łez, a Pan Alek Rogoziński, to mistrz zabawnych dialogów. Tak jak w poprzedniej części na samym początku mamy wymienionych wszystkich bohaterów, co w dużej mierze ułatwia nam sprawę podczas czytania, gdyż wiemy kto jest kim, co i jak.
Styl autora jest lekki oraz zrozumiały dla odbiorcy, nie zdajemy sobie sprawy jak szybko kartki tejże powieści uciekają mam podczas czytania. Autor skrupulatnie opisuje nam każdego z bohaterów, są więc oni bardzo dopracowani i nadają całości powieści spójności oraz wiarygodności. I choć czytając "Ukochanego z piekła" rodem uśmiałam się co niemiara, to jednak "Morderstwo na Korfu" powoduje niekontrolowane wybuchy śmiechu. Na okładce powinno  zamieszczone być ostrzeżenie o zakazie czytania książki w miejscach publicznych. Myślę, że dopiero w tej części Pan Alek pokazał to wszystko na co go stać i rozwinął w pełni swoje skrzydła.

Ta powieść to świetna komedia, która rozbawi Was do łez, oraz kawał dobrego kryminału, nad którym musimy troszkę pogłówkować gdyż autor utkał trudną do rozszyfrowania zagadkę morderstwa. Wątek zabójstwa jest dokładnie przemyślany oraz dopracowany, widać, że autor włożył wiele pracy by nie łatwo było nam rozpoznać zabójcę oraz by wszystko na końcu zostało skrupulatnie wyjaśnione. 
W powieści tej poznajemy również mentalność Greków, która jest opisana przez autora oczywiście z lekkim przymrużeniem oka. I tak poznajemy ich zwyczaje oraz przyzwyczajenia, które dla nas mogą być lekko dziwne. Nie zabrakło również wspaniałych opisów cudownych miejsc, które autor przedstawił tak, że aż zapragnęłam wybrać się na taką wycieczkę. Oczywiście bez trupów oraz morderstw. ;)

Kiedyś zastanawiałam się się czy można napisać dobry kryminał, który ocieka humorem. Teraz już wiem, że można, a tym bardziej gdy pisze go Alek Rogoziński.
Polecam Wam tę powieść z całego serca, tym bardziej, że za oknem szaro i smutno, a czytając "Morderstwo na Korfu" ogrzejecie się cudownym greckim słońcem i oczywiście  humor poprawi się Wam już po kilku przeczytanych stronach.
Zasiadając do tej recenzji chciałam się z Wami podzielić kilkoma zabawnymi dialogami, ale chyba lepiej nie będę psuć Wam niespodzianki, bo jestem przekonana, że przygody Joanny oraz Betty rozbawią Was do łez. Uwielbiam styl jakim operuje Pan Alek i czekam niecierpliwie na kolejne szalone przygody Joanny. Mam nadzieję, że nastąpi to już niebawem. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi.

Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 23.09.2015

niedziela, 15 listopada 2015

A potem przyszła wiosna - Agnieszka Olejnik



A potem przyszła wiosna - Agnieszka Olejnik

 

A  potem przyszła wiosna, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Olejnik. Przyznam szczerze, że w tym przypadku urzekła mnie okładka i nawet nie czytając opisu, zdecydowałam się wziąć tę książkę pod swoje skrzydła. Sam opis, gdy już go przeczytałam, sprawił, że byłam przekonana o tym iż ta powieść trafi w mój gust. Czy faktycznie tak jest?


Pola Gajda, a tak naprawdę Katarzyna Pietras, to znana aktorka, której życie kręci się głównie wokół kariery. Zawrotne tempo, plany zdjęciowe, imprezy… Można by pomyśleć, że kto by tak nie chciał? Pola dodatkowo żyje w związku z mężczyzną, który także należy do showbiznesowego światka. Grzegorz jest jej wielką miłością, w której nasza bohaterka jest bardzo zakochana. Pewnego dnia wszystko się wali, gdy Pola dowiaduje się o tym iż jej ukochany nie jest jej wierny. Zdrada sprawia, że kobieta załamuje się i postanawia popełnić samobójstwo. Los jednak chce inaczej i od tej pory życie Poli całkowicie się odmienia. 

Agnieszka Olejnik stworzyła bardzo piękną i poruszającą historię. Powiem szczerze, że dawno nie czytałam tak dobrej obyczajowej powieści, za którymi tak naprawdę nie przepadam. W tym przypadku zostałam jednak urzeczona stylem autorki, tym jak trafnie potrafi opisać i przekazać emocje bohaterów. Fabuła wciągnęła mnie od samego początku i tak było do końca.

Autorka zadaje wiele ważnych pytań o to, co w życiu najważniejsze. Kariera? Miłość? Dążenie do celu za wszelką cenę? Pola żyła w świecie, który wymarzyła sobie od dzieciństwa, jednak nie jest szczęśliwą kobietą. Rola w popularnym serialu sprawia, że bohaterka oszukuje samą siebie z tym, że tak jest jej dobrze, że jest spełniona, a tak naprawdę codziennie popada w coraz większą rutynę i depresję. Pozorne szczęście, wymuszone uśmiechy, brutalny świat show biznesu chciał ją pochłonąć i prawie mu się to udało. Na jej drodze pojawiają się ludzie, których w pierwszej chwili szczerze nienawidzi, mam tu na myśli jednego natrętnego paparazzo – Konrada, a potem okazuje się, że nie można oceniać ludzi pochopnie. Bo w życiu chodzi o to, by trafić na tych ODPOWIEDNICH ludzi, a potem… przychodzi wiosna. Pomoc ze strony drugiego człowieka może mieć zbawienną moc dla każdego. Próba samobójcza okazuje się dla Poli/Kasi początkiem nowego życia, którego w pierwszej chwili bohaterka może nie chce zaakceptować, ale potem jest już tylko lepiej.


A potem przyszła wiosna, to powieść idealna na ponurą aurę, którą teraz mamy za oknem. Można z niej wynieść wiele cennych, a zarazem tak prostych życiowych rad, dzięki którym żyje nam się lepiej, łatwiej. Dzięki tej książce zrozumieć można co tak naprawdę powinno być dla nas ważne i jakich wyborów powinnyśmy dokonywać. Te wybory nie zawsze są łatwe, czasami w pierwszej chwili myślimy, że już nic nie może być dobrze, ale po burzy zawsze wychodzi słońce. A po zimie zawsze przychodzi wiosna.


Szczerze polecam tę cudowną, ciepłą i mądrą powieść. To książka dla każdego. Zachęcam do zapoznania się z tą historią i przekonania o tym, że należy walczyć o własne szczęście i o siebie. Nie poddawać się i nawet jeśli nie widzimy odpowiedniego wyjścia, to zawsze może stać się cud. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Data premiery: 21 października 2015