czwartek, 22 lutego 2018

Pragnienia Elżbiety - Kalina - Aneta Krasińska (FRAGMENT)

Kalina

W kuchni nastawiła wodę na herbatę i za­brała się za krojenie chleba. Jak każdego dnia nie miała ochoty na śniadanie, ale przestała walczyć z Kamilem, który wciąż jej powtarzał, że musi jeść.
Kiedy kilka minut później wszedł do kuchni ubrany w popielaty garnitur i śnieżnobiałą ko­szulę, śniadanie już na niego czekało. Kalina usiadła naprzeciwko i obserwowała, jak nad­gryza pierwszą kromkę chleba.
– Nie będę jadł sam – ponaglił ją.
– Wiem – odparła z wyraźną rezygnacją w głosie.
– Smacznego.
– Nawzajem. – Sięgnęła po kanapkę.
Uszczknęła niewielki kęs i przez chwilę żuła go, zupełnie nie czując smaku.
– Może wyjdziesz na spacer? – zaproponował Kamil, patrząc na nią z troską. – Zapowiada się ładny dzień.
– Może – rzekła bez przekonania.
– Spróbuj spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu – zachęcił, choć w jego głosie po­brzmiewała nutka rezygnacji.
– Postaram się – obiecała niechętnie.
– Biegnę, kochanie, żebym się nie spóźnił – oświadczył, próbując odzyskać spokój ducha. – Jeszcze tylko cztery dni, a później nie będę już musiał przed nikim się tłumaczyć.
– Zasłużyłeś na to. – Podniosła głowę znad talerza. – Będziesz świetnym szefem, mę­żem już jesteś, tylko masz beznadziejną żonę – dokończyła.
– Jeśli jeszcze raz coś takiego usłyszę, to obiecuję, że…
– Zostawisz mnie? – spytała natychmiast, a jej dolna warga zaczęła lekko drżeć.
– Nie licz na to. – Ukląkł przed nią i ukrył jej dłonie w swoich. – Nigdy tak o mnie nie myśl, bo sprawiasz mi ogromną przykrość.
– Przepraszam – zaczęła. – Ostatnio tylko to potrafię.
– Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie, że mógłbym cię stracić. Nie­ważne, co się stanie, jesteśmy razem i wspólnie przez to przejdziemy. – Mocno ją objął i pocało­wał w czubek głowy.
Szybko przywarła do jego ciała. Nawet przez koszulę i marynarkę poczuła ciepło i na­pięte mięśnie. Chciała tak trwać jak najdłużej, jednak czas ponaglał, dlatego po chwili bez słowa się odsunęła i podeszła do zlewu, by umyć naczynia.
– Do zobaczenia wieczorem!
– Cześć – odparła, nie odrywając wzroku od łyżeczki, którą właśnie płukała.
Kiedy drzwi trzasnęły, zapanowała komplet­na cisza. Kalina przyzwyczaiła się do samotno­ści. Mogła wtedy odpoczywać, choć nigdy tego nie robiła, mogła przemyśleć swoje położenie, choć nie dawało jej to nowych perspektyw. Mo­gła też snuć plany na przyszłość, choć nie wi­działa w tym celu.
Od momentu, gdy wyszła ze szpitala, myśla­ła o tym, by spotkać się z dwoma ofiarami wy­padku. Wiedziała od policjantów prowadzących śledztwo, że starsza kobieta w ciężkim stanie wciąż przebywa w szpitalu na ulicy Banacha w Warszawie, nastolatka zaś po kilkudniowym pobycie na oddziale ortopedycznym ze złama­niem kości piszczelowej w lewej nodze i kilkoma otarciami opuściła szpital i powróciła do opie­kunów. Właśnie ta ostania informacja nie da­wała jej spokoju. Zastanawiała się, ile musiała znieść tak młoda osoba w swoim krótkim życiu, a teraz jeszcze wypadek.
Kalina wiedziała, że nie ma prawa burzyć spokoju którejkolwiek z kobiet, ale czuła, że dłużej nie zdoła się przed tym bronić. Jej serce drżało, gdy wyobrażała sobie, ile bólu im spra­wiła. Wiedziała, że dopóki nie stawi temu czoła, nie odzyska spokoju.
Wyszła do przedpokoju. Na moment zawie­siła wzrok na swoim odbiciu w lustrze. Zbyt długie blond włosy bezładnie opadały na czo­ło, zasłaniając piwne oczy. Cera pozostawała blada mimo letnich upałów. Choć ostatnio się nie ważyła, to i bez tego potrafiła stwierdzić, że schudła kilka kilogramów. Kości policzkowe uwydatniły się, dodając jej twarzy kilka dodat­kowych lat. Odruchowo dotknęła brzucha, który wciąż był płaski.
Weszła do salonu i zaczęła nerwowo prze­szukiwać górną szufladę stojącej w rogu ko­mody. Po chwili odnalazła kopertę, która kilka tygodni temu była biała. Teraz jej kolor balan­sował pomiędzy beżowym z wyraźnymi ślada­mi odcisków palców a brunatnym od plam po kawie. Wysunęła z niej kilka połączonych ze sobą czarno-białych kartoników. Przez dłuż­szy czas się w nie wpatrywała. Niewielka sza­ra kropka w centralnej części wydruku przez niewprawionego obserwatora mogłaby nie zo­stać dostrzeżona. Ona jednak wiedziała, czym, a w zasadzie kim była. Doskonale pamiętała chwilę, gdy podczas badania USG doktor Sta­chlewski potwierdził to, o czym od pięciu lat marzyła. Wreszcie miała szansę poczuć się matką i ta myśl sprawiła jej nieopisaną ra­dość, której zdawało się, że nic nie jest w sta­nie przyćmić. Oczyma wyobraźni widziała, jak jej dziecko się do niej uśmiecha, zachłannie wyciąga swoje małe, pulchne rączki, by się przytulić. Chciała je objąć, osłonić przed całym światem, ale to marzenie nie miało już szans na spełnienie.
Nie czuła, gdy bezradnie osunęła się na podłogę. Z rąk wysunęły się wydruki ultraso­nografu, które były jedynym dowodem, że nie oszalała i nie wymyśliła sobie istnienia dziecka. Przez chwilę jej ciało drżało z zimna, a może z emocji, po czym poddało się konwulsjom, połączonym z coraz głośniejszym szlochaniem. Nie była w stanie zapanować nad uczuciami, które rozdzierały jej duszę na coraz mniejsze kawałki. Czuła się jak pogrążona w spazma­tycznym tańcu, napędzanym przez cierpienie, z którym nie potrafiła się uporać.
Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, ile minęło czasu. Starannie złożyła plik kartek i wsunęła je z powrotem do koperty. Całość ukryła w szu­fladzie pod obrusami. Nigdy nie przyznała się przed Kamilem, że posiada wydruki z ultraso­nografu. To było coś, co należało wyłącznie do niej, co sprawiało, że choć przez moment czuła, że jej życie nabrało znaczenia.
Kalina nie miała siły marzyć. W jej głowie panował chaos, a myśli podążały w dwóch kie­runkach: ku ofiarom wypadku i ku nienaro­dzonemu dziecku, jednak obydwie sprawy na końcu splatały się ze sobą w jedno słowo: ból.

środa, 21 lutego 2018

Begin Again - Mona Kasten (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)

„On ustanawia zasady – a ona  łamie każdą po kolei.”

Allie Harper ucieka przed przeszłością i  zaczyna wszystko od nowa. Opuszcza Denver i przenosi się do małego miasteczka Woodshill. Zaczyna studia i poszukuje pokoju do wynajęcia. Na swoje nieszczęście albo i szczęście trafia do mieszkania Kadena White'a. Kaden nie jest zachwycony, że Allie to dziewczyna, ale postanawia wynająć jej pokój. Od razu także informuje dziewczynę, o kilku zasadach, które mają między nimi obowiązywać:

- po pierwsze: nie zwracasz mi głowy swoimi sprawami. 

- po drugie: trzymasz buzię na kłódkę. 

- Po trzecie: między nami nigdy do niczego nie dojdzie.  

Czy uda się utrzymać dystans? Zapewniam Was, że nie, bo już pierwszej nocy Alli zaprzyjaźni się z przyjaciółkią Kandena. Oczywiście tego, co będzie dalej, już Wam nie zdradzę.

Nie wiem dlaczego, ale bardzo lubię książki dla młodzieży i o młodzieży. Uwielbiam czytać o pierwszych prawdziwych miłościach, nastoletnich problemach, które czasami przytłoczyłyby niejednego dorosłego oraz o ich wzlotach, oraz upadkach. To wszystko dostałam od Mony Kasten, która napisała piękną historię o miłości, o walce z przeszłością i potrzebie wolności. Zakochałam się w tej książce i w jej bohaterach, bo Kaden i Allie to takie postacie, których nie sposób nie polubić. Cały czas kibicowałam im, by odnaleźli drogę do swoich serc i by zrozumieli, co jest najważniejsze w życiu, bo przecież serca nie obowiązują żadne reguły.

Dużym plusem tej historii są bohaterowie, autorka naprawdę przyłożyła się do ich kreacji. Kaden i Allie na pierwszy rzut oka różnią się od siebie diametralnie. On to złośliwy i gburowaty dupek, ale to tylko fasada, za którą skrywa się wspaniały młody mężczyzna. Kaden wbrew sobie zbliża się do Allie, choć uważa, że nie jest dla niej odpowiednim facetem. Ona za to, to zagubiona dziewczyna, która uciekła, zostawiając przeszłość za sobą. Mimo tego, że żyła w luksusie nigdy nie była szczęśliwa. Dopiero Kaden pokazał jej, czym tak naprawdę jest prawdziwe życie, miłość i wolność. 
Tak w ogóle, Kanden to bardzo skomplikowany bohater i myślę, że nie raz będziecie chciały go udusić ;) 

Fabuła intryguje i wciąga już od samego początku. Autorka miała naprawdę świetny pomysł na tę powieść i w pełni go wykorzystała. Znajdziemy w niej przyjaźń, miłość, tajemnice, namiętność i ogromne pożądanie. Poza tym powieść okraszona jest sporą dawką humoru, więc dobra zabawa gwarantowana. Mnie ta powieść ogromnie się spodobała i z bólem serca obserwowałam, jak zbliżam się ku końcowi. Mam nadzieję, że i na Was ta piękna historie wywrze dobre wrażenie i tak jak z bijącym sercem będziecie obserwować trudną drogę do szczęścia bohaterów.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

Premiera: 28.02.2018

wtorek, 20 lutego 2018

Dziewczyna z Krakowa - Alex Rosenberg (Premierowo, nasz patronat medialny)

Tak się ostatnio złożyło, że przeważająca część książek, które czytam i recenzuje to książki z historią w tle. I wcale nie piszę tego, żeby się pożalić ;), wręcz przeciwnie, bardzo lubię książki historyczne szczególnie te, których fabuła osadzona jest w czasie drugiej wojny światowej. Lubię historię i kiedy sięgnę pamięcią do czasów szkolnych, to muszę przyznać, że nigdy nie sprawiała mi kłopotu (może poza zapamiętywaniem dat :) ). Pewnie zabrzmi to trochę niefortunnie, ale uważam okres drugiej wojny światowej za najciekawszą kartę naszej historii. I choć na jej temat powstały już setki książek i wydawałoby się, że nie można napisać już niczego nowego w tej materii, to jednak powieść Aleksa Rosenberga, jak dla mnie, rzuciła nowe światło na wiele kwestii dotyczących wojny.

„W ostatnich latach przed wybuchem II wojny światowej Rita Feuerstahl studiowała na krakowskim uniwersytecie. Cieszyła się wolnością i snuła plany na przyszłość. Chciała zostać prawniczką. Tymczasem los zesłał jej romans i dziecko. I tajemnicę, tak wielką, że jej ujawnienie może zmienić oblicze świata, i tak potężną, że daje Ricie niezwykłą, ogromną wolę ocalenia w piekle, które zgotowali naziści. Aby przeżyć, Rita uczy się kłamstw i pilnie strzeże swoich tajemnic. Zmienia swoją tożsamość i przybiera fałszywe nazwisko. Zamieszkuje wśród Niemców, w samym sercu nazizmu. Robi wszystko, aby przetrwać. Przekracza swoje własne granice — konsekwentnie i z determinacją.

Akcja tej niezwykle intrygującej powieści toczy się w wielu miejscach Europy u progu wojny i podczas niej. To książka o kłamstwach i tajemnicach polityków, które niepostrzeżenie przenikają relacje kobiety, jej męża i jej kochanków i decydują o ich najbardziej intymnych posunięciach. Równocześnie to historia o doświadczaniu wojny, o przerażeniu, o poświęceniu, o tym, jak daleko można się posunąć, zanim nie utraci się istotnej cząstki siebie. A wszystko ma swoją cenę. Również przetrwanie”.

Alexander Rosenberg jest amerykańskim filozofem i wykładowcą uniwersyteckim. Jest autorem książek i artykułów na temat filozofii społecznej i ekonomicznej, a także na temat teorii związanych z ewolucjonizmem. „Dziewczyna z Krakowa” to jego debiut jako powieściopisarza.

W przeważającej części powieści „Dziewczyna z Krakowa” obserwujemy losy Rity Feuerstahl, Żydówki, która zmieniając kilka razy tożsamość, próbuje za wszelką cenę przetrwać wojnę. Jeden z przyjaciół, którego spotyka na swojej drodze, powierza jej wielką tajemnicę dotyczącą wojny, która daje jej nadzieję i powód do tego, aby za wszelką cenę utrzymać się przy życiu i doczekać końca wojny. Drugim wątkiem powieści są zmagania wojenne kochanka Rity, lekarza, który również zmieniając tożsamość, doświadcza wojny, przemierzając Europę.

Alex Rosenberg napisał książkę, która jak żadna inna o tej tematyce, wywarła na mnie niebywałe wrażenie i zmusiła do wielu refleksji i przemyśleń. Autor bez posługiwania się drastycznymi opisami sprawił, że moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach i nawet teraz po skończeniu książki, każdego wieczora przed snem to właśnie ona zaprząta moje myśli. Sprawił, że w zupełnie inny sposób i według innych kategorii zaczęłam oceniać tę wojnę.

„ (...) Był pan w domu na przepustce z jednostki? — Niestety, nie. Najgorsze zadanie, jakie można dostać blisko frontu wschodniego, i trafiło się mnie. — Przerwał. — Moja jednostka pełniła wartę w dzielnicy żydowskiej. — Użył oficjalnej nazwy. — Dlaczego najgorsze? — Rita próbowała nie wyglądać na zainteresowaną. — Z powodu miejsca… Obrzydliwe. Nie można w nim wytrzymać. Na ulicach leżą rozkładające się zwłoki, wokół biegają zdesperowani ludzie. Ich zapach, zapach żywych trupów. Ale najgorsze są głodujące dzieci. Bez względu na to, jak ważne jest, żeby oczyścić świat z tych ludzi, to jest trudna i bardzo nieprzyjemna praca. Nawet członkowie partii czasami się zastanawiaj?, czy to cierpienie jest naprawdę konieczne?”

Bardzo dużo uwagi autor poświęca polityce, strategi wojennej polityków i demaskuje ich kłamstwa. Stawia dosyć śmiałe tezy, a biorąc pod uwagę fakt, że jego artykuły naukowe spotykają się ze sporą krytyką, myślę, że nie każdy będzie zgadzał się z jego teoriami. Niemniej jednak jego powieść to dobry sposób na pogłębienie wiedzy historycznej, którą przybliża w bardzo fachowy sposób i z dużą znajomością tematu.

Towarzysząc Ricie w trudnej walce o przetrwanie, jesteśmy konfrontowani z całą okropnością wojny i ze wszystkimi jej konsekwencjami, które odzwierciedlają się w postępowaniu ludzi nie rzadko takim na granicy moralności.
Ciekawostką jest fakt, że Rosenberg opierał się na wojennych doświadczeniach ludzi, których znał, co niewątpliwie uwiarygadnia zdarzenia zawarte w książce, a całą powieść czyni jeszcze bardziej interesującą i godną uwagi.
Książka zawiera również elementy romansu z nutką erotyki, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, ale zapewniam, że sceny te opisane są bardzo subtelnie i w żadnym wypadku nie dominują treści.

„Dziewczyna z Krakowa” to książka, która wywołuje przeróżne emocje i pozostawia po sobie niemałe wrażenie. Poraża, szokuje, zasmuca, ale i daje szersze spojrzenie na drugą wojnę światową. Polecam z czystym sumieniem!

Tutaj możecie kupić książkę:http://bit.ly/dziewczyna_z_krakowa_Editio

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Editio.

poniedziałek, 19 lutego 2018

31 korytarzy - Agata Rybka (PATRONAT MEDIALNY)

„Kiedy wszystko bezlitośnie dzieli warto zamknąć oczy i poszukać głębiej!”

„16-letnia Amelia zaczyna naukę. Wiecznie rozdrażniona uczennica wyróżnia się wśród koleżanek wyzywającym ubiorem i mocnym makijażem. Przez problemy z chorą mamą, strach przed kontaktami z rówieśnikami oraz konflikt z nauczycielką geografii dziewczyna trafia do szpitala. Z pomocą przychodzi Ula, jej przyjaciółka, oraz 38-letni nauczyciel matematyki, Witold. Mimo że Amelia z początku nie pała sympatią do profesora, między głównymi bohaterami rozwija się silne uczucie.”

Bardzo, ale to bardzo zaintrygował mnie opis tej książki, bo niesamowicie lubię kontrowersyjne tematy, a romans uczennicy z nauczycielem oczywiście do takich należy. Mimo, że to debiut Agaty Rybki, byłam pełna nadziei i wiecie co, w ogóle się nie zawiodłam. Autorka napisała do bólu prawdziwą i przepełnioną emocjami historię nastoletniej Amelii i dojrzałego mężczyzny Witolda. Jak wcześniej napisałam, ta historia mogłaby wydarzyć się naprawdę, bo czy nie słyszymy o takich sytuacjach kiedy to dorosły mężczyzna interesuje się nastolatką, czy nie słyszymy, że jakaś nastolatka zadurzyła się w swoim nauczycielu. Ja sama chodząc do szkoły miałam taki obiekt westchnień, ale tylko na westchnieniach się zakończyło. Tutaj było inaczej, bo pomiędzy tą dwójką zrodziło się uczucie i nawiązali romans. Czy to coś złego? Według mnie tak, gdyż ja patrzę przez pryzmat matki, a moja córka jest właśnie w wieku Amelii. Dla mnie taka sytuacja jest nie do pomyślenia, ale wiem, że nie jest to nic nowego i świat przepełniony jest takimi sytuacjami.

Autorka jest młodziutka, bo urodziła się w 1995 roku i naprawdę jestem pełna podziwu dla jej odwagi i do tego, że nie bała się rozpocząć swojej pisarskiej przygody od tak kontrowersyjnej książki. Jednak jeżeli mam być tak do końca szczera, to ten temat, ten romans, to jedynie takie tło całej tej historii. Uważam, że najbardziej autorka skupiła się na trudnych relacjach rodzinnych bohaterów, na potrzebie miłości i byciu kochanym i potrzeby bycia dla kogoś najważniejszym na świecie. 

Glówni bohaterowie nie są idealni, mają wady, problemy i troski. Amelia to nastolatka, która wychowywała się bez ojca, mieszkała z matką i z psem. Dziewczyna miała swój styl, który nie odpowiadał jej matce. Codziennie rano dochodziło do awantur, a matka potrafiła wyzywać ją od dziwek. Kiedy dziewczyna zaprzyjaźniła się Ulą, doświadczyła tego, czego nigdy nie zaznała od własnej matki. To tam poczuła czym jest miłość i rodzinne ciepło. Jeżeli chodzi o Witolda, to autorka przedstawiła go jako postać negatywną, ale ja chyba tak do końca nie potrafiłam odebrać go w ten sposób. Momentami było mi go po prostu szkoda. Mężczyzna tkwił w małżeństwie, które zostało zawarte pod presją rodziny, a teraz przechodzi ogromny kryzys. Już teraz wiecie dlaczego szukali ciepła w swoich ramionach? Mam nadzieję, że tak. Oboje przekroczyli granicę, której nigdy nie powinni przekroczyć. Czy poniosą konsekwencje swoich decyzji? Tego Wam nie zdradzę.

Naprawdę jestem pod wrażeniem tej książki. Autorka nie boi się pisać o trudnych i kontrowersyjnych tematach, o scenach seksu, które są opisane dosadnie i niezwykle prawdziwie. To zdecydowanie najlepszy debiut jaki do tej pory czytałam i mam nadzieję, że Agata Rybka wyda więcej książek. Powieść ta nie należy do najłatwiejszych, ale warto dla niej poświęcić czas, tym bardziej, że zakończenie powaliło mnie na kolana, wbiło w ziemię i odebrało mi mowę. To świetna powieść obyczajowa z wyraziście zarysowanym wątkiem erotycznym. Chcę więcej takich książek.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.


niedziela, 18 lutego 2018

Kryształowe serca - Augusta Docher (PATRONAT MEDIALNY)

Zapraszam na recenzję naszego patronatu medialnego „Kryształowe serca” Augusty Docher. Mam nadzieję, że autorka mnie nie zabije, za to, że recenzja jest dopiero teraz ;) 

Fabiana to studentka, która zarabia jako fotomodelka. Ma chłopaka, z którym niestety dzieją się dziwne rzeczy i przez to oddalają się od siebie. Gdy dziewczyna dostaje propozycję kilkutygodniowej sesji zdjęciowej na Ukrainie, odrzuca ją, bo nie chce nigdzie wyjeżdżać sama. Od tego momentu w jej życiu zaczyna się źle dziać, a na końcu zostaje porwana. Zostaje wywieziona na Lazurowe Wybrzeże i co tu dużo mówić, jest traktowana jak księżniczka. Porywacz okazuje się kazachskim miliarderem i gangsterem w jednym, który dba, by dziewczynie nigdy niczego nie brakowało. Fabiana może mieć wszystko prócz wolności i prawdy, dlaczego została porwana. Jednak Fabiana to uparta osóbka i się nie poddaje w dążeniu do prawdy. Czy prawda okaże się wybawieniem? Co dziewczyna zrobi, gdy zrozumie, że zakochała się w swoim porywaczu? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Jak wiecie, czytam wszystko, co napisze Augusta Docher i dałabym sobie rękę uciąć, że już niczym mnie nie zaskoczy, bo przecież pisze świetne powieści obyczajowe, fantastykę, a nawet erotykę. Ale jednak tak się stało i mogę tylko pochylić czoła, bo jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem „Kryształowych serc”. Każda jej książka jest świetna, ale ta jest genialna. Poza tym ostatnio u mnie na topie są właśnie takie książki brutalniejsze, mroczniejsze i pełne tajemnic. Tutaj dostałam wszystko i naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem nieprzewidywalnej fabuły i świetnie skonstruowanych bohaterów. Przez połowę książki dumałam, dlaczego Karim ją porwał, dlaczego otaczał ją taką opieką i choć na jeden trop wpadłam dość szybko, to reszta była dla mnie totalnym zaskoczeniem. W tej książce znalazłam wszystko, co lubię, więc Augusto jak będziesz pisać takie książki, to Cię po prostu ozłocę.

Akcja książki nie pędzi na łeb na szyję, ale toczy się własnym miarowym rytmem, by w odpowiednim momencie przyspieszyć i wywołać dreszcz grozy. To naprawdę świetnie skonstruowana historia o przestępczym świecie, w którym nie każdy musi być tym złym. To także opowieść o uczuciu, które samo zaskoczyło bohaterów i od którego nie potrafili uciec. Bardzo mi się spodobało, że to wszystko między nimi rodziło się powoli, a nie spadło jak grom z jasnego nieba.

Na uwagę zasługują także bohaterowie, którzy zapadają w pamięci i to nie tylko Ci główni, ale i drugoplanowi. Autorka wykreowała ich w naprawdę świetny sposób, każdego z nich poznajemy z wielu stron, każdy z nich jest wielowymiarowy i pełen sprzeczności. Przez większość cześć książki każdy z nich jest dla nas zagadką i nigdy nie wiemy, jak zachowają się w danej sytuacji. Ta książka nie jest typowym romansem ani erotykiem, bo choć jest miłość, pojawiają się sceny seksu, to także pojawia się wątek sensacyjny, a nawet obyczajowy. Dla mnie to powieść idealna i czekam na więcej, bo choć uwielbiam inne książki Augusty, to jednak ta idealnie trafiła w mój gust i do mojego serca. Karim to bohater, który swoim postępowaniem nie raz doprowadzał moją krew do wrzenia, ale tak jak pisałam już w niejednej recenzji, lubię takich złych bohaterów, bo wywołują oni we mnie wiele skrajnych emocji.

Polecam Wam tę powieść z całego serca i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie. To Augusta Docher, jakiej jeszcze nie znacie, więc jeżeli jeszcze nie czytaliście tej książki, to szybko naprawiajcie ten błąd, bo koniecznie musicie poznać trudną i tajemniczą historię Fabiany i Karima.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Siostra Cienia - Lucinda Riley

Siedem sióstr to jedna z najlepszych sag rodzinnych, jakie do tej pory czytałam. Za sobą mam już trzy tomy i każdy z nich napisany jest na takim samym poziomie. Autorka wie jak zaciekawić czytelnika, by ten cały czas chciał więcej. Zapraszam na recenzję „Siostry cienia”

„Sześć sióstr. Choć urodziły się na różnych kontynentach, wychowały się w bajecznej posiadłości Atlantis na prywatnym półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec, nazywany przez nie Pa Saltem, nadał im imiona mitycznych plejad.

Każda ułożyła sobie życie po swojemu  i rzadko mają okazję spotkać się wszystkie razem. Do domu ściąga je niespodziewana śmierć ojca, który zostawił każdej list i wskazówki mogące im pomóc w odkryciu własnych korzeni. I odpowiedzieć na pytanie, co się stało z siódmą siostrą.”

W tej części bliżej poznajemy Star, a właściwie Asterope. Dziewczyna całe swoje życie przeżyła w cieniu jednej sióstr – CeCe. CeCe zawsze nad nią dominowała, a Star podporządkowywała jej się we wszystkim. I choć dziewczyna nigdy nie narzekała, to dało się wyczuć, że relacja z siostrą stała się dla niej toksyczna. Na całe szczęście Star dorosła do decyzji, że najwyższy czas wziąć życie w swoje ręce. List, który zostawił dla niej ojciec, tylko utwierdził ją w tej decyzji. Idąc za jego wskazówkami kobieta trafiła do małego londyńskiego antykwariatu, którego właścicielem był Orlando Forbes. Star rozpoczęła tam pracę i trafiła na ślad Flory MacNichols, która najprawdopodobniej była jej krewną.

„Lucinda Riley w wieku dwudziestu czterech lat, napisała swoją pierwszą powieść, "Lovers and Players", w oparciu o swoje doświadczenia jako aktorki. Następnie napisała siedem kolejnych powieści pod pseudonimem Lucinda Edmonds, które zostały przetłumaczone na czternaście języków .
Na czas odchowywania czwórki dzieci zawiesiła karierę pisarską. 
Następna książka "Dom orchidei", została opublikowana przez Penguin w listopadzie 2010 roku. Osiągnęła nr 1 w Norwegii , Danii i Niemczech i oczywiście lista bestsellerów New York Timesa. Do tej pory sprzedała ponad półtora miliona egzemplarzy na całym świecie .
Lucinda z rodziną mieszka w Norfolk, w Anglii i na południu Francji.”

Gdy kończę czytać każdą z części tej wciągającej, hipnotyzującej i pełnej tajemnic sagi, czuję się jak narkoman na głodzie, bo wiem, że znów muszę czekać na kolejny  tom, ale warto czekać, bo Lucinda Riley stworzyła genialne historie, które wciągają już od pierwszej strony. Oczywiście ta część również rozłożona jest dwóch płaszczyznach czasowych i równolegle poznajemy historię Star i jej krewnej Flory MacNichols. Ta historia z przeszłości pomoże Star wyjść z cienia siostry i otworzyć się na miłość.

Autorka w każdym tomie odkrywa przed nami kolejne karty, ale także dokłada pytań i tajemnic. Osobiście uwielbiam takie tajemnicze i zagadkowe  książki. Poza tym powieść ta napisana jest pięknym językiem, który wręcz hipnotyzuje i zachwyca. Tym razem także wraz z Star przeżywałam jej historię i chłonęłam ją całą sobą. Uwielbiam, gdy duszą mogę przenieść na karty powieści i jako niemy obserwator uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. 

Nie będę już bardziej przybliżać Wam fabuły książki, bo wszystko, co bym napisała będzie spojlerem. Musicie uwierzyć mi na słowo, że historia Star jest tak samo fascynująca, jak jej sióstr. Lucinda Riley kolejny raz mnie nie zawiodła i zaserwowała mi dwie niesamowicie interesujące historie. Autorka bardzo zgrabnie połączyła ze sobą wątki obyczajowe, romantyczne i historyczne i dzięki temu to wszystko stworzyło idealną i spójną całość. Mnie ta powieść urzekła i oczarowała.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


piątek, 16 lutego 2018

Tyran - T.M. Fraizer





Na tę powieść czekałam jak na zbawienie. Byłam ogromnie ciekawa, jak autorka dalej poprowadziła fabułę i co tym razem czekało na bohaterów. Zapraszam na recenzję „Tyrana” T.M. Frazier.

„Doe zaczyna sobie przypominać kim jest.
King ze wszystkiego na świecie najbardziej pragnie dwóch rzeczy: Doe i zemsty.”

Po odejściu Doe, King zrozumiał, że popełnił największy błąd w życiu. Stracił ukochaną, a i tak nie odzyskał córki. Poza tym kolejny raz zaczęło grozić mu niebezpieczeństwo, gdyż Isaac nie był jego jedynym wrogiem. Mężczyzna postanowił rozprawić się ze swoim wrogiem, a potem sprowadzić do siebie Doe, jedyną kobietę, która potrafiła rozpalić w nim uczucia i nie wyobrażał sobie bez niej dalszego życia. Dla Doe powrót do domu okazał się bardzo trudny. Dziewczyna nie pamiętała nikogo, a jakąkolwiek więź czuła jedynie do swojego małego synka. Jej serce rwało się do Kinga, ale nie potrafiła wybaczyć mu tego, że ją przehandlował. Tanner cały czas próbował odzyskać jej względy, ale Doe wiedziała, że kocha tylko Kinga. Gdy zaczęły wracać do niej wspomnienia, Doe zaczęła przeczuwać, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy King kolejny raz ją uratuje? Czy w ogóle jest szansa, by byli jeszcze razem? O tym musicie przekonać się sami.

Nie zdajecie sobie sprawy, jak czekałam na tę powieść. Autorka zostawiła mnie w takim zawieszeniu, że momentami myślałam, że wyjdę z siebie. Mój stos książek do recenzji sięga nieba, ale i tak musiałam zabrać się „Tyrana”, by poznać dalsze losy Kinga i Doe. Przeczytałam ją w kilka godzin i aż żal było mi się z nimi rozstać. Śmiem nawet twierdzić, że ta część jest lepsza niż poprzedniczka i nie chodzi mi tutaj o styl, który według jest na takim samym poziomie, ale o dynamiczną akcję, dramaty i sporą dawkę tajemnic. Cały czas coś się dzieje i co chwila czytelnik zostaje zasypywany ważnymi informacjami z życia bohaterów. Ja przepadłam i zatraciłam się w tej historii, ale naprawdę czasami lubię taką ostrą jazdę bez trzymanki, dziki i perwersyjny seks i wulgarny język, a tego tutaj mi nie zabrakło. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to jestem nimi po prostu zachwycona. Oczywiście na pierwszym miejscu był i będzie King. Mężczyzna o mrocznej przyszłości, który dla ukochanej kobiety był w stanie nawet zabić. To taki bohater, który momentami nawet mnie potrafił wystraszyć i na moim ciele pojawiała się gęsia skórka. Cóż poradzić, ale od zawsze uwielbiałam takich złych, niebezpiecznych i mrocznych mężczyzn. Nawet teraz, gdy sięgam pamięcią do czasów, kiedy byłam piękna i młoda, to zawsze w moim otoczeniu było więcej łobuzów niż miłych i grzecznych chłopców. Jeżeli chodzi o Doe, to bardzo podobało mi się jej zachowanie. Dziewczyna nikomu się nie podporządkowała, potrafiła postawić na swoim i wiedziała, czego pragnie od życia. W tym tomie pojawił się nowy, ważny bohater, czyli Tannera, chłopak, z którym Doe miała syna. Nie mogę zbyt dużo o nim napisać, ale uwierzcie mi na słowo, że będzie on odpowiedzialny za wiele złych sytuacji.

Historia Doe i Kinga mnie oczarowała i przepadłam w niej z kretesem. Nie znajdziecie w niej serduszek, kwiatków, ani przesłodzonych wyznań miłosnych, bo King to bardziej taki jaskiniowiec, który prędzej by coś obsikał zaznaczając swoją własność ;) Mam nadzieję, że pozostałe książki autorki będą tak samo świetne, bo już teraz czekam aż Wydawnictwo Kobiece, wyda kolejną z nich. Jeżeli lubicie książki mroczne, miejscami brutalne, ale opowiadające także o pięknej i prawdziwej miłości, to King i Tyran będą dla Was idealne. Autorka zaskoczyła mnie samym zakończeniem, bo naprawdę nie spodziewałam się, że wszystko tak się ułoży.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu. 

czwartek, 15 lutego 2018

Zakazany układ - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY RECENZJA PREMIEROWA)



Dziś zapraszam Was na premierową recenzję „Zakazanego układu” K.N. Haner. Wiem, wiem, znów pewnie ktoś powie lub napisze, że moja recenzja jest mało obiektywna, bo Kasia to moja przyjaciółka, ale wiecie co, mam to w nosie, bo „Zakazany układ” to powieść, która obroni się sama, bez moich ochów, achów i wychwalań. Jeżeli mi nie wierzycie, to przekonajcie się sami. Naprawdę warto!

Nicole żyła w chorym i toksycznym związku z mężczyzną, który zaopiekował się nią po śmierci jej rodziców. Lecz pewnego dnia, gdy kolejny raz została pobita, nie wytrzymała i postanowiła ze sobą skończyć. Samobójstwo wydało się jej jedynym rozwiązaniem jej problemów. Dziewczyna udała się nad urwisko, by z niego skoczyć. W tym samym czasie, w tym samym miejscu grupa gangsterów dokonywała egzekucji, a Nicole stała się jej naocznym świadkiem. Oszołomiona dziewczyna próbowała uciec, ale nie miała żadnych szans w starciu z niebezpiecznymi mężczyznami i siłą została zabrana do domu szefa mafii – Marcusa Accardo. Początkowo była tam więźniem błagającym o śmierć, ale z czasem jej strach oraz niechęć zamienił się w fascynację przystojnym gangsterem. Koniec końców zgodziła się na układ, który zaproponował jej Marcus, dotyczący wyeliminowania jego największego wroga – Aleksandra Modano. Niestety mafijny świat rządzi się własnymi prawami i gdy w grę zaczną wchodzić uczucia, wszystko się pokomplikuje. Niebezpieczeństwo będzie się pojawiać na każdym kroku, a jeden błąd może doprowadzić do strasznej tragedii.

Czy Nicole i Marcus mają szansę na miłość? Czy w bezwzględnym świecie mafii jest miejsce na głębsze uczucia? 

„Nigdy nie byłem zakochany, ale ja nie jestem zdolny do miłości. Miłość to słabość, a ja nie mogę sobie na nią pozwolić.” 

WOW, tylko takie słowo ciśnie mi się na usta po lekturze „Zakazanego układu” i uwierzcie mi na słowo, że z tym nie przesadzam. Czytałam już tę powieść dawno temu, kiedy Kasia podsyłała mi pojedyncze rozdziały, a teraz jeszcze raz ją sobie przypomniałam i mogę z ręką na sercu oznajmić Wam, że to najlepsza książka, jaką do tej pory napisała Kasia. Normalnie aż ciężko mi to pisać, bo jak wiecie, dla mnie zawsze numerem jeden było Na szczycie, do którego mam ogromny sentyment, ale takie są fakty i myślę, że każdy kto zna jej całą twórczość, po prostu ze mną się zgodzi. Ta powieść jest całkiem inna od wszystkiego, co wyszło spod jej pióra, bo choć w Morfeuszu pojawia się wątek mafii, to w żadnym stopniu nie można tych książek do siebie porównać. Tutaj przesiąkamy brutalnym, gangsterskim światem, w którym rozlew krwi i śmierć, jest czymś zupełnie normalnym. Zostało to przez Kasie naprawdę idealnie przedstawione i jak dołożyć do tego romans między bohaterami, ich zawiłe uczucia i trudne decyzje, to stworzyło to genialną całość, która pochłania czytelnika i wciąga do tego niebezpiecznego świata. A i może wielu z Was zadziwię, ale „Zakazany układ” nie jest przepełniony scenami seksu, aż trudno w to uwierzyć, bo Kasia przyzwyczaiła nas do tego, że jej książki ociekają erotyką, a tu taki psikus. Osobiście jestem z tego zadowolona, bo wszystko w tej powieści jest wyważone, idealnie dopracowane i nic niczego nie przytłacza. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to jestem ich kreacją zachwycona. Każdy nich jest wyrazisty, charakterystyczny, ma wady oraz zalety. I nie puszę tutaj tylko o głównych bohaterach, bo tak samo zostały potraktowane postacie drugoplanowe, jak np. Gaz. Oczywiście najwięcej uwagi dostało się Nicole i Marcusowi i powiem Wam, że to pierwsza bohaterka Kasi, która mnie nie irytowała, a jak wiecie, Kasia lubi tworzyć bohaterki, które ma się ochotę zabić ;) Nicole jest całkiem inna i choć też czasami mnie denerwowała, to i tak ją polubiłam, ba nawet ją podziwiałam za jej odwagę, za charakterek, ostry język i pazurki. Jeżeli chodzi o Marcusa, to już na samym początku poznajemy go jako bezwzględnego szefa mafii, który nie wierzy w miłość, a seks nie jest dla niego problemem, bo kobiety czytaj dziwki, same rozkładają dla niego nogi. Gdy poznaje Nicole, kobieta go fascynuje i nie może uwierzyć, że jedynym czego pragnie, jest śmierć. Tak na moje oko Marcus tak do końca nie był zły, bo w niektórych momentach widać było jego inną twarz. Ja uwielbiam takich bohaterów twardych, złych i bezwzględnych, więc jak dla mnie był on idealnym książkowym bohaterem. 

„Zakazany układ” to powieść, która trzyma w napięciu od samego początku, aż do ostatniej strony. To książka przepełniona emocjami tymi złymi, ale także i dobrymi. Osobiście uwielbiam takie książki, które mnie fascynują, intrygują i nie pozwalają o sobie zapomnieć. To historia o miłości w świecie brutalnych gangsterów, którzy za nic mają uczucia drugiego człowieka. To powiem literackiej świeżości, którą musicie poczuć na własnej skórze. Zakończenie wbije Was w fotel i myślę, że niejedna z Was będzie miała ochotę udusić Kasię.

Gorąco polecam!

Na koniec walnę jeszcze trochę prywaty, a co mi tam! 

Cieszę się Kasiu, że Cię poznałam, że zostałyśmy przyjaciółkami i cieszę się z Twoich sukcesów. Mam nadzieję, że będzie ich tylko więcej <3

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Kasi i Editio Red.

środa, 14 lutego 2018

Cudowny chłopak - R.J. Palacio




„Wszyscy jesteśmy wyjątkowi”

August to chłopiec, który jest niezwykle inteligentny. Jednak jego życie jest zupełnie inne niż większości z nas, bowiem urodził się on ze zmutowanym genem, przez który miał zdeformowaną twarz i zanim skończył dziesięć lat, przeszedł aż dwadzieścia siedem operacji. Chłopiec cały czas otoczony był opieką i bezwarunkową miłością rodziny, ale nadszedł czas, kiedy musiał pójść do szkoły i musiał zmierzyć się ze światem pełnym chamstwa,uprzedzeń i ludzkiej podłości. Na całe szczęście nie tylko to spotkało go w szkole, bo poczuł tam także, czym jest prawdziwa przyjaźń. Szkoła bardzo odmieniła Augusta, ale czy jeszcze ktoś na tym skorzystał i inaczej spojrzał na świat?  O tym przekonajcie się sami.

„R.J. Palacio mieszka z mężem, dwoma synami i psami w Nowym Jorku. Przez ponad dwadzieścia lat pracowała jako dyrektor artystyczny i grafik, projektując okładki książek, czekając na odpowiedni moment w życiu, by samej stać się pisarką. Pewnego dnia, kilka lat temu, przypadkowe spotkanie z niezwykłym dzieckiem przez sklepem z lidami zainspirowało ją do napisania "Cudownego chłopaka".” 

„Cudowny chłopak” to powieść, o której nie zapomnę chyba nigdy. To prawdziwa i pięknie napisana historia o chłopcu, który mimo swojej ułomności i ludzkiej podłości, potrafił zjednać sobie ludzi, bo choć wiele razy było źle to on potrafił się podnieść i być ponad docinkami, ponad podłymi komentarzami. Szkoła okazała się dla niego prawdziwym wyzwaniem, musiał bardzo szybko dorosnąć i stać się samodzielnym. To była dla niego nowość, bo wcześniej widział siebie tylko oczami najbliższych, którzy go kochali.

Przyznam się Wam szczerze, że powieść tę odebrałam bardzo osobiście i wróciłam wspomnieniami do czasów kiedy moja córka chodziła do gimnazjum, a jak wiecie, przeważnie każda klasa musi mieć chociaż jednego kozła ofiarnego. Wtedy akurat trafiło na moją córkę i szkoda, że ona nie potrafiła być taka jak August i że nie miała takich obrońców jak on.

Książka jest bardzo emocjonująca i naprawdę nie raz polały się z moich oczu łzy. Płakałam nad porażkami Augusta, ale także cieszyłam się z jego sukcesów. Myślę, że jest to książka, która powinna zostać lekturą obowiązkową w szkołach podstawowych, by uczyć młodzież empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Przecież każdy z nas jest inny, każdy inaczej wygląda. Nie powinno mieć to dla nas żadnego znaczenia, bo najważniejsze jest wnętrze, więc nie oceniajmy ludzi po wyglądzie, nie krzywdźmy ich, tylko najpierw ich poznajmy i wtedy wystawiajmy oceny. Mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce i tak samo jest z nami. Inne niż nasze ciało, może skrywać prawdziwe piękno, które nie jest widoczne na pierwszy rzut oka, wystarczy trochę wysiłku z naszej strony, by je dostrzec. 

"Może przyjmiemy w życiu nową zasadę... zawsze bądź ciut lepszy niż trzeba."

Powieść ta niewątpliwie skłania do refleksji i nie pozwala o sobie zapomnieć. Na pewno dam ją moim dzieciom do przeczytania, mimo tego, że oglądali film. To piękna, pełna ciepła i humoru opowieść  przywracająca wiarę w drugiego człowieka. Pamiętajcie… każdy z nas jest wyjątkowy, nieważne jak wygląda, gdzie mieszka i ile ma na koncie… każdy z nas jest cudem. 

"Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat."

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros.

Cud na Piątej Alei - Sarah Morgan

Pewnie już nie raz pisałam, że bardzo lubię twórczość Sarah Morgan, ale co mi tam napiszę to jeszcze raz. BARDZO LUBIĘ TWÓRCZOŚĆ SARAH MORGAN ;) „Cud na Piątej Alei” to trzeci tom cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Poprzednie tomy przypadły mi do gustu, a jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Eve to nieuleczalna romantyczka i wieczna optymistka, która patrzy na życie przez różowe okulary. Gdy umiera jej babcia, kobieta zdaje sobie sprawę, że nie ma już żadnej bliskiej rodziny i czuje się samotna. Eve chce znaleźć prawdziwą miłość tak jak jej przyjaciółki, które są szczęśliwie zakochane. Na domiar złego nadchodzi Boże Narodzenie, które jest trudnym czasem dla osób samotnych. Eve postanawia napisać list do Świętego Mikołaja, w którym prosi go o romans. Kobieta przekonuje się, że czasami trzeba uważać, o co się prosi… Zbieg okoliczności sprawia, że śnieżyca nad Nowym Jorkiem więzi ją w mieszkaniu z cynicznym autorem kryminałów, których nie cierpi. Co może wyniknąć ze spotkania dwóch tak różnych osobowości? O tym przekonajcie się sami.

Sarah Morgan kolejny raz mnie nie zawiodła, choć przyznam szczerze, że początek książki był dla mnie mało ciekawy. Na całe szczęście im dalej tym było lepiej, więc ogólnie jestem bardzo usatysfakcjonowana. Jak to zwykle w takich książkach bywa, fabuła nie jest zbyt skomplikowana ani odkrywcza, ale została napisana tak, by zaciekawić czytelnika. Lubię, gdy w książkach pojawia się motyw, w którym bohaterowie są razem gdzieś uwięzieni i tutaj dostałam tego namiastkę.

Najciekawszą postacią był dla mnie Lucas, pisarz kryminałów cierpiący na stały brak weny, dopiero spotkanie z Eve ją w nim obudziło. Oczywiście kobieta stała się dla niego kimś więcej i bardzo fajnie obserwowało mi się o rodzące się pomiędzy nimi uczucie. Jeżeli chodzi o Eve to momentami mnie irytowała, była zbyt ufna i płaczliwa. Sama taka nie jestem i nawet w życiu realnym takie cechy denerwują mnie u ludzi. Mimo tych wad i irytacji, w które mnie wpędzała i tak ją polubiłam i kibicowałam jej w drodze do szczęścia.

„Cud na Piątej Alei” to bardzo fajna komedia romantyczna, przy której miło można spędzić czas. Mogłabym nawet napisać, że to taka współczesna opowieść o Kopciuszku, który nagle trafił na swojego księcia. Oczywiście na zabraknie w niej bohaterów z poprzednich części, bo dziewczyny to takie przyjaciółki aż do śmierci. Ja mimo małych zgrzytów świetnie spędziłam przy niej czas, więc mogę ją Wam tylko polecić. Mam nadzieję, że i Wam spodoba się historia romantycznej Eve i cynicznego Lucasa.

Na sam koniec przyczepię się do jednej rzeczy, mianowicie do okładki, która w ogóle nie współgra z treścią. Święta, zamieć śnieżna, a na okładce wiosna. Strasznie mnie to uwierało podczas czytania i do tej pory mi nie przeszło. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

wtorek, 13 lutego 2018

The Perfect Game #2. Zmiana - J. Sterling (PATRONAT MEDIALNY RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)




„Jeśli przegapia się miłość, przegapia się życie.”

„Jack pojawił się u mnie w nocy, po sześciu miesiącach braku kontaktu. Trzymał dwanaście czerwonych róż. Powiedział, że jest mu przykro, że mnie kocha i chce wszystko naprawić. Cała moja złość o jego planowane małżeństwo i udawaną ciążę z Chrystle, postanowienie, że nie chcę więcej widzieć tego faceta, ulotniły się na sam jego widok. Zapragnęłam zaprosić Jacka z powrotem do swojego życia, ale musiałam wiedzieć jedno – że tym razem zostanie ze mną na zawsze.” 

Po zakończeniu „Rozgrywki” byłam święcie przekonana, że to już koniec i nie ma więcej żadnych tomów. Na całe szczęście się pomyliłam, bo okazało się, że autorka na prośbę fanów napisała kolejną część. Ja jestem z tego zadowolona, ale wiem, że niektórzy twierdzą, że jest to część napisana na siłę. Nie zgodzę się z tym, bo w tym tomie autorka bardzo dużo nam wyjaśniła i uzupełniła istotne luki z tomu pierwszego. Książka zaczyna się w momencie, w którym Jack kolejny raz pojawił się w życiu Cassie i w pierwszej kolejności dowiadujemy się co się z nim działo przez ostatnie sześć miesięcy, jak tęsknił oraz w jaki sposób starał się unieważnić swoje małżeństwo, by z czystą kartą wrócić do ukochanej. Pomiędzy wspomnieniami obserwujemy, jak ich związek rozkwitał na nowo i widzimy kolejne przeszkody, jakie los rzucał im pod nogi. Bo choć Jack to teraz zupełnie inny człowiek, to nie miał wpływu na wiele spraw i nie zawsze mógł chronić Cassie. Jack dostał się NY Mets, a jego życie stało się pożywką dla tabloidów i szukających sensacji paparazzi, na każdym kroku był obserwowany, a co za tym idzie także i Cassie. Kobieta nie mogła sobie z tym poradzić, a gwoździem do trumny okazało się pojawienie byłej żony Jacka. Czy ich związek przetrwał? Czy poradzili sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

„Zmiana” to powieść, która na pewno jest bardziej dojrzała niż „Rozgrywka”, przede wszystkim za sprawą głównych bohaterów, którzy dojrzeli do pewnych decyzji i postanowili na nowo sobie zaufać i zbudować trwały i pewny związek. Największa zmiana zaszła w Jacku, który dla Cassie był w stanie zrobić naprawdę wiele. To ona była kobietą jego życia, dla której był nawet gotów zrezygnować z własnych marzeń. Jeżeli chodzi o Cassie, to dziewczyna, która mimo tego, że miała u swojego boku miłość życia, nie potrafiła się odnaleźć w jego świecie. Ciągle śledziła portale plotkarskie i przejmowała się każdą niepochlebną opinią na swój temat. Nie raz było mi jej szkoda, bo każdy z nas wie, jak okrutni potrafią być ludzie w internecie. Oczywiście w książce nie mogło zabraknąć brata Jacka i przyjaciółki Cassie, pomiędzy którymi także zrobiło się gorąco, ale to już chyba temat na inną książkę.

Książka napisana jest lekko i z ogromną przyjemnością płynie się przez jej karty. To idealna powieść na długie zimowe wieczory, która opowiada o prawdziwej miłości, która potrafi znieść wiele, która uskrzydla i dodaje siły. To także opowieść o nowym niełatwym początku, o przyjaźni, która jest równie ważna, jak miłość, o zaufaniu oraz walce z przeciwnościami losu. Wszystko to zostało okraszone ogromną dawką namiętności i pożądania, które nie raz doprowadzało moją krew do wrzenia. W książce dużo się dzieje, jest wiele zawirowań i kilka dramatów. We mnie historia tej dwójki bohaterów wywołała wiele emocji i nie potrafiłam odłożyć jej na półkę. Mam nadzieję, że z Wami będzie podobnie.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Premiera 15.02.2018

Na dnie duszy - Anna Sakowicz (PRZEDPREMIEROWO, PATRONAT MEDIALNY)

W końcu i moje ukochane miasto rodzinne Stargard doczekało się swojego piewcy, a właściwie piewczyni w osobie stargardzianki Ani Sakowicz. W swojej najnowszej powieści „Na dnie duszy” autorka umieściła akcję fabuły w dużej mierze w Stargardzie, przybliżając wygląd miasta, ale również zabierając nas w sentymentalną podróż po Stargardzie sprzed 30 i 40 lat.
Nasz blog ma przyjemność jako jedyny obejmować książkę patronatem medialnym, choć łatwo nie było go zdobyć, ale tym większa satysfakcja z jego posiadania.

„Rozalia, Donata i Inga.

Trzy pokolenia kobiet żyjących w różnych czasach. Mają swoje rodziny, domy, codzienność. Każda z nich ma też swoje emocje, pragnienia, radości… Kiedy ich marzenia zderzają się z rzeczywistością, myślą, że tak musi być, że takie jest życie, że jest to, co jest.

Jednak z biegiem lat zauważają, że jest o wiele więcej. To, co naprawdę ważne, jest głęboko ukryte na dnie każdej duszy… Często zostaje tam na zawsze. A czasem trzeba je znaleźć i wydobyć za wszelką cenę i ze wszystkich sił. Nieważne bowiem, ile błędów popełniliśmy, ale że wciąż chcemy je naprawiać.

Pozornie zwyczajna historia, jakich wiele, a jednocześnie pełna niespodziewanych zwrotów akcji, dawnych tajemnic i zaskakujących wyborów.

Ta intrygująca opowieść pochłonie cię bez reszty i zadziwi niejeden raz! Bo dla każdego ta sama przeszłość wygląda inaczej… „

No i w końcu nadszedł ten dzień! Dzień, w którym mogę powiedzieć, że piszą o mnie w książkach!!! Czas umierać! :D Oczywiście to żart grubymi nićmi szyty, ale w jakimś stopniu między innymi moja skromna osoba, zainspirowała autorkę do umieszczenia w książce kilku wpisów.
Zapewne nie jest już żadną tajemnicą, że znamy się z Anią od najmłodszych lat. Wychowałyśmy się na tym samym osiedlu, w tym samym bloku, na jednym piętrze dosłownie drzwi w drzwi po sąsiedzku.:) Dzielimy wiele cudownych wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to nasze podwórko (ale nie tylko) stawało się areną dla naszych dziecięcych fantazji tych zwyczajnych, jak i tych, które przyprawiały naszych rodziców o bezsenne noce :)

„Inicjacja nastąpiła tuż za blokami, na poligonie wojskowym. Ktoś wyciągnął paczkę papierosów. Zaśmiali się, że teraz czas na sporty, bo sport to samo zdrowie. Jeden papieros odpalony przez dziewczynę o krótkich jasnych włosach w koszulce w paski wędrował z ust do ust. Co chwilę rozlegało się kaszlnięcie, ale najważniejsze, że za papierosem szła torebka z cukierkami. Czekoladopodobny wyrób o lekko miętowym zapachu smakował wtedy najlepiej na świecie. Każdy chciał zagryźć nikotynę. Od tego dnia Inga i Paweł zostali członkami osiedlowej bandy składającej się z czterech dziewczyn i dwóch chłopaków w różnym wieku – od siedmiu do dwunastu lat.”

Śmiem twierdzić, że ta „dziewczyna o krótkich jasnych włosach” to mogłam być ja, a nasza „banda podwórkowa” to były właśnie cztery dziewczyny i dwóch chłopaków. Jak widać, tworząc fabułę do tej książki, Ania miała sprawę ułatwioną, wystarczyło sięgnąć pamięcią wstecz do czasów dzieciństwa i przelać wspomnienia na papier. ;)
I choć okres naszego dzieciństwa przypada na siermiężne lata PRL-u to gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym niczego ani jednego dnia, ani nawet jednej godziny. To był świetny czas i cieszę się, że dzieliłam go z kimś takim jak Ania Sakowicz. Ehh marzy mi się wehikuł czasu….

Pomijając Stargard i moje koligacje z autorką oraz fakt, że w związku z tym bardzo trudno być obiektywnym, rzetelnie i uczciwie chcę przyznać, że Ania stworzyła naprawdę świetną historię. Książka różni się od tego, co do tej pory wyszło spod pióra autorki, ale napisana jest w takim samym charakterystycznym dla niej stylu. Niebanalna historia rodzinna opowiadana przez babkę jej córkę i wnuczkę. Historia, w której seniorka rodziny, na swój pokrętny sposób, poprzez uknutą przez siebie intrygę, próbuje przekazać rodzinie, aby nie zapomnieli o tym, co jest w życiu najważniejsze.
Anna Sakowicz stworzyła nietuzinkowych, pełnokrwistych bohaterów, którzy potrafią wywołać najprzeróżniejsze emocje, nie pomijając tych najbardziej skrajnych. Od wzruszenia, przez zażenowanie, aż po najprawdziwszą złość.

„Na dnie duszy” to bardzo mądra książka mówiąca przede wszystkim o wybaczaniu. O tym, jak ważne jest rozliczenie się z przeszłością po to, aby żyć w zgodzie z samym sobą. Opowiada również o tym, jak daleko idące konsekwencje ma to, w jakich relacjach rodzinnych byliśmy wychowywani. Pokazuje jak czasy i kultura, w jakiej dorastaliśmy, niejednokrotnie definiuje nas samych i to jakimi zostajemy rodzicami.

Ta książka nie pozostawi Was obojętnych, ale również sprawi, że zaczniecie zadawać sobie pytania. Pytania, na które odpowiedzi musicie szukać na dnie własnej duszy…

"Kiedyś czytała wiersz Ericha Frieda Co jest. Pamiętała
go doskonale. Można się bać, podawać wszystko
w wątpliwość, twierdzić, że to bez sensu, ale miłość
zawsze uparcie i niezmiennie powtórzy, że „jest, co
jest”. I może właśnie o to chodzi, by doceniać to, co się
ma, a nie szukać dziury w całym? Gdyby mogła, powiedziałaby
to babce. Jest, co jest, i trzeba się z tego
cieszyć!"

Polecam gorąco! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Edipresse Książki.

niedziela, 11 lutego 2018

Tajemniczy mężczyzna - Kristen Ashley (PATRONAT MEDIALNY)

„Zjawia się tylko nocą, znika o świcie.”

Czy potraficie wyobrazić sobie taką sytuację, że Wasz wymarzony mężczyzna przychodzi do Was tylko w nocy i znika nad ranem? Nie znacie jego imienia, nie wiecie gdzie mieszka, jest dla Was jedną wielką tajemnicą. Jedyna rzecz, która jest Wam znana, to to, że potrafi dać niewyobrażalną rozkosz. Poszłybyście na taki układ? Myślę, że nie, ale Gwendolyn Kidd tkwi w takim dziwnym związku już od półtora roku i nie robi nic, by to zmienić. Dopiero gdy w życiu kobiety zaczynają dziać się dziwne rzeczy i grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo, mężczyzna zjawia się w świetle dnia, by chronić kobietę. Tylko, czy to nie za późno? Poza tym wtedy w jej życiu pojawia się dwójka mężczyzn, którzy są zafascynowani kobietą i oni też chcą ją chronić. Przystojny przywódca gangu motocyklowego oraz uroczy policjant. Każdy z nich chce, by to na niego kobieta zwróciła uwagę, więc czy Tajemniczy Mężczyzna ma jeszcze szansę? O tym musicie przekonać się sami.

Trzech samców alfa i ona jedna. Kogo wybierze? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

„Tajemniczy mężczyzna” Kristen Ashley to powieść, która ma aż 542 strony, ale uwierzcie mi na słowo, że czyta się ją w ekspresowym tempie. Mnie wystarczyło pięć godzin, bym zakończyła przygodę z Gwen i Hawkiem. Przyznam się Wam szczerze, że po przeczytaniu opisu myślałam, że dostanę tylko i wyłącznie gorący erotyk, ale autorka mnie zaskoczyła i wplotła w fabułę wątek kryminalny, który przewija się przez całą powieść i dzięki niemu książka zyskała na wyrazistości. Oczywiście sceny łóżkowe pojawiają się, ale nie dominują w książce, przez co bardzo łatwo możemy się skupić na mafijnych porachunkach, w które została wplątana główna bohaterka. Akcja książki jest niesamowicie szybka i dynamiczna, naprawdę wiele się dzieje i nie ma czasu na nudę. Dramaty, strzelaniny, porwania to tylko małe co nieco z tego, co znajduje się w książce. Osobiście lubię, gdy dużo się dzieje, więc zostałam przez autorkę usatysfakcjonowana. 

Książka przepełniona jest testosteronem za sprawą trzech przystojniaków, którzy walczą o względy Gwen. Oczywiście Hawka, czyli Tajemniczego mężczyzny jest najwięcej, bo to on najbardziej zawrócił kobiecie w głowie i mimo tego, że chciała, żeby mężczyzna zostawił ją w spokoju, to on zawsze pojawiał się, wtedy kiedy go potrzebowała. Ja sama najbardziej go polubiłam, bo to mężczyzna, który skrywał wiele tajemnic, a los nie raz obszedł się z nim w okrutny sposób. Jeżeli chodzi o pozostałych mężczyzn, to aż tak bardzo ich nie poznałam, bo autorka bardziej skupiła się na ich fizyczności niż portrecie psychologicznym. Za to Gwen to kobieta, którą albo pokochacie, albo znienawidzicie. Ja na samym początku miałam z nią ogromny problem, ale z czasem przyzwyczaiłam się do jej irracjonalnego zachowania i podejmowania nieodpowiednich decyzji.

Jeżeli lubicie zagadki, tajemnice i niebezpieczne wydarzenie, które wraz z magnetycznym pożądaniem i gorącą namiętnością tworzą świetną całość, to ta powieść jest dla Was idealna. To świetna odskocznia od szarej rzeczywistości, która umili Wam zimowy wieczór. Teraz czekam na kolejny tom, który mam nadzieję, również mnie nie zawiedzie.

Until Trevor - Aurora Rose Reynolds

Zapraszam na recenzję drugiego tomu serii Until Aurory Rose Reynolds „Until Trevor”.

„A gdy tchu w piersi zabraknie...”

Piękna, ale i nieśmiała Liz nigdy nie miała szczęścia w miłości, a każdy mężczyzna, którego kochała, odchodził. Jej ukochany tata zmarł wiele lat temu, ten, któremu oddała serce, po prostu ją rzucił, a ukochany brat ją okradł i uciekł. Dziewczyna, by mieć gdzie mieszkać, ale także i utrzymać swój wymarzony interes i spłacić raty kredytu musiała podjąć dodatkową pracę w klubie ze striptizem. I wtedy właśnie kolejny raz w jej życie wkroczył Trevor, który postanowił, że teraz nie zmarnuje szansy i Liz już na zawsze będzie jego. Na pewno nie będzie to łatwe, bo mężczyzna już raz odrzucił dziewczynę, łamiąc jej serce. Czy Liz mu wybaczy? Czy kolejny z braci Maysonów znajdzie przystań u boku wspaniałej kobiety? Przekonajcie się sami.

Jak wiecie, bardzo podobał mi się pierwszy tom tej serii i przeczytałam go z ogromną przyjemnością. Niecierpliwie wyczekiwałam historii o Trevorze i Liz z nadzieją, że to kolejna książka, przy której świetnie spędzę czas. Niestety odniosłam wrażenie, że ten tom był troszeczkę gorszy, choć nie ukrywam, że tak przeczytałam go z uśmiechem na ustach. Najbardziej rozczarował mnie wątek sensacyjny, który według mnie został mało dopracowany, naciągany i tak naprawdę, gdyby go nie było, to książka byłaby dla mnie dużo lepsza.

Niewątpliwie jest to powieść lekka i przyjemna w odbiorze, która nie raz doprowadzi Was do uśmiechu na twarzy. Pojawia się w niej także sporo scen seksu, więc osoby, które lubią, gdy ich krew zostaje doprowadzana do wrzenia, to na pewno będą usatysfakcjonowane.  Bardzo spodobała mi się kreacja Trevora, gdyż uwielbiam takich samczych bohaterów, którzy lubią postawić na swoim, a kobiety traktują jak własność i najcenniejszy skarb. Taki właśnie jest Trevor i myślę, że to właśnie jego postać dodaje niezwykłego wyrazu książce. 

Jeżeli podało się Wam Until November, to myślę, że i ten tom przypadnie Wam do gustu. Ja mimo kilku niedociągnięć miło spędziłam czas z Trevorem, Liz i resztą braci. To powieść o miłości, namiętności i przyjaźni, która niepostrzeżenie potrafi zmienić się w coś więcej. Na pewno przeczytam kolejny tom z uwagi na seksowych i męskich braci.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.

czwartek, 8 lutego 2018

Baśnik - Beata Majewska (PATRONAT MEDIALNY)

„Nigdy nie jest za późno, by szukać szczęścia”

Trzydziestokilkuletnia Barbara mocno przeżywa rozwód. Przytłacza ją otaczająca samotność i odrzucenie, jej syn jest w Stanach, a córka postanowiła zamieszkać z ojcem i jego nową kobietą. Jednak Basia cały czas stara się nie poddawać i próbuje na nowo ułożyć swoje życie, choć wcale nie jest to łatwe. Kobieta postanawia zając się prowadzeniem klubu fitness, który zostawił jej mąż. Zabiera się ostro do pracy, wprowadza zmiany i zatrudnia nowych pracowników. Jednym z nich jest dwudziestokilkuletni Marcin, który zakochuje się w swojej szefowej. Baśce, Marcin też nie jest obojętny, ale kobieta obawia się związku z młodszym mężczyzną i boi się kolejnego zawodu. Czy Barbarze uda się otworzyć na nową miłość? O tym przekonajcie się sami.

"A może powinnam poddać się fali szczęścia i cieszyć chwilą, choćby miała trwać krótko i przynieść ze sobą żal, że Ją utraciłam? A może żadnej straty nie będzie? Chyba lepiej choć przez moment być tak naprawdę bardzo szczęśliwym, aż po koniuszki palców i najgłębiej jak można, niż całe życie drżeć ze strachu przed ewentualną porażką?"

Jak już wiecie, bardzo lubię twórczość Beaty Majewskiej (Augusty Docher) i czytam wszystko, co uda się jej napisać. Jeszcze nigdy się nie zawiodłam i mam nadzieję, że pozostanie tak już zawsze. 

„Baśnik” to powieść, która jest niezwykle życiowa i prawdziwa. Autorka porusza w niej tematy, które nie są obce wielu z nas. Czasami sami ich doświadczamy, czasami dotykają one kogoś nam bliskiego lub tylko znajomego. Słyszymy o nich cały czas. Osobiście uwielbiam książki, które traktują o prawdziwym życiu, a prawie każda książka Beaty jest właśnie taka. W „Baśniku” porusza autorka temat zdrady, rozwodu, miłości do młodszego mężczyzny, przemocy domowej oraz śmiertelnej choroby, z którą rzadko kiedy można wygrać. Tych smutnych tematów jest sporo, ale nie obawiajcie się, bo są one opisane lekko, więc nie przytłaczają czytelnika podczas czytania. Przynajmniej ja ich tak nie odczulam. Na pewno książka jest emocjonująca, co do tego nie ma wątpliwości, nie raz się wzruszałam nad losem bohaterów, bo naprawdę nie mieli oni łatwo. Autorka cały czas rzuca im kłody pod nogi, niczego nie ułatwiając i nie upraszczając. Ale czy prawdziwe życie tylko i wyłącznie usłane jest różami? Oczywiście, że nie i taka właśnie jest ta historia. Miejscami radosna, miejscami wzruszająca. To taka słodko-gorzka opowieść o miłości, stracie, nadziei i trudnych wyborach.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to bardzo spodobała mi się ich kreacja, są oni niezwykle prawdziwi i ludzcy. To takie postacie z krwi i kości z zaletami, ale także i z dziesiątkami wad. Marcin to młody chłopak, którego dzieciństwo nie rozpieszczało. Swoją obecną szefową poznał przed laty i już wtedy jako młody chłopak się w niej zakochał. To romantyk, który dla swojej kobiety był w stanie zrobić wiele. Czasami jego zachowanie było dość dziecinne, ale nie zapominajmy, że to chłopak, który ma dopiero dwadzieścia kilka lat. Natomiast Barbara to bohaterka, z którą łatwo było mi się utożsamić, gdyż jesteśmy w podobnym wieku i podczas czytania, wiele razy zastanawiałam się, jakbym postąpiła w danej sytuacji. Bardzo często nie zgadzałam się z jej decyzjami i czasami myślałam, że jest bardzo naiwna i wielkoduszna, ale na koniec zrozumiałam, że prawie każdy jej wybór dyktowany był dobrem jej dzieci. Zapewniam Was, że bohaterowie dostarczą Wam wielu emocji tych dobrych, ale także i tych złych.

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie. To opowieść, która uświadamia, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć na nowo i otworzyć na nową miłość. Wystarczy tylko zrobić pierwszy krok.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica.

wtorek, 6 lutego 2018

To nie jest twoje dziecko - Małgorzata Falkowska (Przedpremierowo)

Małgorzata Falkowska dała się poznać jako autorka lekkich powieści obyczajowych o komediowym zabarwieniu, które zdobyły wielu fanów, wśród których jestem i ja. :) Tym razem autorka pokusiła się o wypróbowanie sił w innym gatunku literackim (do czego sama ją namawiałam w jednej z pierwszych moich recenzji) i napisała powieść, powiedzmy  obyczajową z elementami thrillera. Nie wiem, czy dobrze  skategoryzowałam książkę, ale tak ją odebrałam. Mowa tu o powieści „To nie jest twoje dziecko”, którą spróbuję Wam przybliżyć.

„Jak wysoka może być cena macierzyństwa? Troje bohaterów: dobrze sytuowane małżeństwo, Anna i Paweł, oraz studentka Michalina, podejmuje brzemienną w skutkach decyzję, która nieodwracalnie zaważy na losie każdego z nich.

"To nie jest twoje dziecko" jest mroczną opowieścią o jednym z największych pragnień ludzkości i o tym, że złe wybory są często początkiem końca. Intryga, niespełnione nadzieje dwóch matek i umiejętnie budowane napięcie sprawią, że lektura tej książki nikogo nie pozostawi obojętnym.”

Tak jak wspomniałam wcześniej bardzo lubię twórczość Małgorzaty Falkowskiej dlatego z bólem serca muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej pozycji. Zacznę od tego, że historia ma bardzo ciekawą fabułę, która wciąga już od samego początku i trzyma w napięciu do samego końca. Fabuła książki skupia się wokół bardzo kontrowersyjnego tematu, ale autorka udowodniła już nieraz i to z dużym powodzeniem, że nie obawia się kontrowersji i trudnych tematów, za co chapeau bas.

Małżeństwo lekarzy ginekologów, które prowadzi własną klinikę, przyjmuje nową pacjentkę, młodą studentkę, która zaszła w niechcianą ciążę. Para proponuje młodej kobiecie układ. Ona urodzi dla nich dziecko, oni zapłacą jej odpowiednią sumę pieniędzy i zapewnią byt na czas ciąży.
Wydawałoby się, że można przewidzieć, jakie będzie zakończenie, ale nic z tego. Małgorzata Falkowska uknuła skomplikowaną intrygę i wodzi czytelnika za nos, aż do ostatniej strony, co również dobrze rokuje.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedno ale. Moim zdaniem, nagromadzenie komplikacji, dramatów i „trupów w szafie” z przeszłości bohaterów jest zbyt duże i całkowicie niepotrzebne. Gdyby okroić i dopracować niektóre wątki to jestem pewna, że cała fabuła i intryga nie straciłyby niczego ze swojej oryginalności i nadal wywoływałyby zamierzony efekt.

Niemniej jednak Małgosia Falkowska niezmiennie pisze w swoim lekkim, dopasowanym do odpowiedniej grupy odbiorców stylu, który posiada charakterystyczne tylko dla niej niuanse. Jestem święcie, przekonana, że książka będzie miała rzesze fanów (jak to u Falkowskiej już jest :) ) i zbierze dziesiątki dobrych opinii. Moja recenzja to moja subiektywna opinia i być może się mylę, wytykając błędy autorce. Jeśli tak się stanie, to obiecuję, że odszczekam ;), a Wam proponuję,  abyście sięgnęli po tę powieść i przekonali się sami!  

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Lira i autorce.

King - T.M. Frazier

Dziś zapraszam Was na recenzję powieści, która bardzo, ale to bardzo mi się spodobała. Ta powieść okazała się świetną odskocznią od przystojnych miliarderów i szarych zagubionych myszek. Gdy zaczniecie czytać „Kinga” T.M. Fraizer wkroczycie do mrocznego przestępczego świata, w którym strach i ból miesza się z namiętnością, pożądaniem i miłością. Zapraszam.

„Bezdomna, głodna i zdesperowana Doe nie pamięta, kim jest i skąd pochodzi.
Owiany złą sławą przestępca King właśnie opuszcza więzienie.
Jak to spotkanie odmieni życie obydwojga?”

Doe nie pamięta, kim jest, skąd pochodzi, ani jak naprawdę ma na imię. Dziewczyna, by przeżyć postanawia, że zostanie „dziewczyną” motocyklisty, by za seks i uległość mieć codziennie pełny brzuch. Wraz ze znajomą trafia na imprezę do domu Kinga, który właśnie wyszedł z więzienia. Pierwsze spotkanie tej dwójki nie jest zbyt udane, gdyż King właśnie wtedy posuwa jakąś przypadkową pannę. Kolejną jego zdobyczą ma być właśnie  Doe, ale King widzi, że to nie jest dla niej codzienność i sobie ją odpuszcza. I wtedy gdy ich drogi powinny się rozejść znajoma dziewczyny, postanawia go okraść i uciec z pieniędzmi. Jej się to udaje, a wystraszona Doe zostaje więźniem Kinga. Co się stanie gdy między nimi wybuchnie pożądanie? Czy bezwzględny przestępca może mieć serce stworzone do miłości? O tym przekonajcie się sami.

„King” to powieść, która wchłonęła mnie do swojej mrocznej fabuły już na samym początku. Dawno nie czytałam, tak dobrze napisanego romansu z elementami erotyki, który zadziwia, rozśmiesza, wzrusza, a także napawa lękiem. Ostatnio przejedli mi się troszkę przystojniacy z milionami na koncie, więc z ogromną przyjemnością zatraciłam się w przestępczym świecie bohaterów. To książka, z którą nie potrafiłam się rozstać i czytałam w każdej wolnej, by jak najszybciej poznać zakończenie, które de facto wbiło mnie w fotel i przez długi czas nie mogłam pozbierać myśli. Okazało się ono naprawdę ogromnym zaskoczeniem i uwierzcie mi na słowo, że nigdy w życiu nie domyśliłabym się, że właśnie takim czymś autorka dowali na sam koniec. Lubię takie zakończenia, bo wtedy jeszcze bardziej wyczekuję kolejnej części.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to bardzo spodobała mi się ich kreacja. King to typowy bad boy, którego ukształtowało ciężkie dzieciństwo. Więzienie nie raz było dla niego domem, to przestępca i morderca, który potrafił zabić z zimną krwią, przede wszystkim, wtedy kiedy ktoś ruszał jego własność, a taką własnością była dla niego Doe. Jednak King miał także drugą twarz. Jaką? Tego nie mogę Wam zdradzić. King bardzo szybko zorientował się kim jest Doe i miał w planach wykorzystać ją do własnych celów, ale nie przewidział tego, że dziewczyna stanie się dla niego kimś ważnym. Jeżeli chodzi o Doe, to bardzo ją polubiłam, zapunktowała  u mnie tym, że mimo tego, iż była w ogromnym niebezpieczeństwie potrafiła walczyć i nie uległa mężczyźnie. Z przyjemnością obserwowałam także, jak jej strach zamieniał się w fascynację, pożądanie, a na końcu miłość. Jednak nie myślcie, że znajdziecie w tej książce serduszka i kwiatki, co to to nie, tego możecie być pewni. Na uwagę zasługuje także Preppy najlepszy przyjaciel Kinga, który bardzo szybko stał się powiernikiem i przyjacielem Doe. On i King mieli okropne dzieciństwo, ale każdego dnia spełniali swoje marzenia. Bardzo go polubiłam i myślę, że z Wami będzie podobnie.

Jeżeli lubicie książki o niegrzecznych chłopcach, którzy stoją na bakier z prawem. Jeżeli nie przeszkadzają Wam wulgaryzmy. To ta powieść będzie dla Was idealna. To genialna mieszanka, w której brutalny świat miesza się miłością, magnetycznym pożądaniem i wyborami, które potrafią złamać serce. Ta książka uświadamia, że naprawdę prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie i uzmysławia, że naprawdę nie warto oceniać człowieka po wyglądzie, bo nigdy nie wiadomo co siedzi w jego wnętrzu.

Teraz niecierpliwie czekam na kolejny tom, bo niezmiernie jestem ciekawa, co autorka tym razem zaserwuje bohaterom!

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Dwadzieścia minut do szczęścia - Katarzyna Mak (PATRONAT)

Cześć! Dzisiaj przedstawię Wam książkę, która swoją premierę miała w listopadzie i jest naszym patronatem. Mam tutaj na myśli debiutancką powieść Katarzyny Mak pt. Dwadzieścia minut do szczęścia. Jako, że rzadko mam okazje przeczytać coś z gatunku romansideł, od razu zgłosiłam się do przeczytania tej książki i byłam bardzo optymistycznie nastawiona. Chcecie wiedzieć czy książka mi się podobała? Zapraszam do dalszej recenzji.

Katarzyna Mak ma bardzo lekki oraz porywający styl przy którym dobrze się bawiłam, oraz bardzo się uśmiałam. Książkę czytało mi się bardzo szybko, ale  "Dwadzieścia minut do szczęścia" jest dość krótką powieścią i przy bardzo szybko rozwijającej się akcji, jaką dostarcza książka, po prostu leci w zawrotnym tempie, przez co nawet nie wiemy kiedy jesteśmy już przy końcu książki. Sama fabuła miała w sobie dużą dawkę romantycznej historii, która była słodka i tak troszkę niewinna (chociaż z tego, co się dowiedziałam przed przeczytaniem, to erotyka też tutaj była wliczana). Co do erotyki to myślałam, że będzie jej troszkę więcej w książce, ale teraz po ochłonięciu historią, stwierdzam, że to co dostałam w książce było wystarczające i nie przekombinowane. Sceny były napisane z namiętnością, ale i bez dłuższego i niepotrzebnego rozciągania ich do nie wiadomo jakiej ilości stron. Sama historia przypominała mi książki o seksownych kowbojach, które swego czasu namiętnie czytałam. Jedyne, co ja sama sobie zmieniałam w głowie to miejsce gdzie była prowadzona akcja. Takie osobistości jak główny bohater Mikołaj (nad wyraz seksowne) raczej nie pasują mi do takich polskich wsi, więc tutaj moja wyobraźnia wyimaginowała sobie inne otoczenie, przy którym bardziej i lepiej go widziałam.

Mamy tutaj dwa skrajne typy bohaterów. Michalina "Misia" to moim zdaniem narwana, pełna energii, trochę dziecinna bohaterka, która najpierw robi potem zaczyna myśleć, przez co jej zachowania mogą nas jednocześnie rozśmieszyć, jak i wkurzyć. Ma coś w sobie, dzięki czemu ta "dziecinność" nie jest tak nachalna i nie męczy czytelnika. Po drugiej stronie mamy rozsądnego Mikołaja, który jest arogancki, szarmancki, czasem apodyktyczny, ale w środku ma wielkie serce i masę cierpliwości. Dzięki tym dwóm charakterom ta powieść działała jak magnes, który scala tę dwójkę i pasują do siebie (mimo tych różnic) idealnie. Co prawda Mikołaj jest trochę ciut za bardzo wyidealizowaną osobą, ale po to są książki, aby stworzyć idealnych bohaterów.

Polecam Wam tę książkę, jest to zdecydowanie za krótka, ale jednocześnie bardzo radosna powieść, która rozśmieszy was w najbardziej ponure dni i chwile. Ja jestem na tak i oby tak dalej!


Dziękuję za przeczytanie Autorce :)

niedziela, 4 lutego 2018

Anti-stepbrother. Antybrat - Tijan

„Jeden przystojny facet, o którym nie można zapomnieć, może być problemem.
A co, jeśli jest ich dwóch?”

Życie Summer zmieniło się w dniu, kiedy jej ojciec ponownie się ożenił. Wtedy dziewczyna zamieszkała pod jednym dachem z Kevinem, w którym już od jakiegoś czasu się podkochiwała. Niestety Kevin był playboyem i cały czas skakał z kwiatka na kwiatek. W dniu, kiedy Summer skończyła liceum, między nimi do czegoś doszło, ale na drugi dzień chłopak wyjechał. Zakochana dziewczyna postanowiła studiować na tej samej uczelni co Kevin z nadzieją, że wtedy jeszcze bardziej się do siebie zbliżą. Niestety dziewczyna bardzo się rozczarowała, gdyż chłopak już zabawiał się z inną. Wtedy na horyzoncie pojawił się niegrzeczny chłopiec Caden, który z dnia na dzień stawał się jej bliższy. Czy Summer przejrzała na oczy i dostrzegła, jaki naprawdę jest Kevin? Czy Candenowi udało się podbić jej serce? O tym przekonajcie się sami.

Uwielbiam wydawnictwo Kobiece, uwielbiam dziewczyny, które w nim pracują i uwielbiam książki, jakie wydają. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, abym musiała napisać niepochlebną recenzję, którejś z ich książek. Niestety nadszedł ten czas… Na Antybrata czekałam niecierpliwie, uwiodła mnie jego okładka, opis niesamowicie mnie zaciekawił i byłam na milion procent przekonana, że ta książka na pewno mnie nie zawiedzie. Niestety rzeczywistość okazała się zupełnie inna…

„Anti–stepbrother. Antybrat” to powieść, w której został zmarnowany cały jej potencjał, bo historia bohaterów była naprawdę fajna i ciekawa. Jednak w moim odczuciu została ona niedopracowana. Coś, co powinno być głębokie i niezwykle emocjonujące, dla mnie było płytkie i nijakie. W książce panował duży chaos i czasami odnosiłam wrażenie, że bohaterowie rozmawiali ze sobą szyfrem, który tylko oni rozumieli. Było to dla mnie kłopotliwe, bo naprawdę wiele razy wracałam do początku ich rozmowy z nadzieją, że coś przeoczyłam i jak przeczytam jeszcze raz, to wszystko stanie się dla mnie jasne. Niestety nigdy tak się nie stało. Poza tym w książce pojawiało się wiele niespójności i sprzeczności, podam Wam jeden taki przykład, ale było tego więcej. W pewnej scenie Summer rozmyśla o Cadenie i stwierdza, że nie widziała się z nim od niemal tygodnia, a już na następnej stronie Caden pyta się jej, gdzie była przez ostatnie dwa tygodnie. Może wielu z Was w ogóle tego by nie zauważyło, ale ja przykładam dużą wagę do takich szczegółów i gdy takie coś pojawia się raz, to mogę przymknąć na to oko, ale niestety tutaj takich smaczków było za dużo, bym mogła je przemilczeć. Najgorsze jest to, że nie wiem, czy książka była już taka w oryginale, czy po prostu z tłumaczeniem poszło coś nie tak.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to z nimi też miałam niemały problem, bo chyba tylko Caden zasłużył na jakąkolwiek uwagę i tylko jego postać w jakiś sposób obroniła tę powieść. Summer okazała się „DZIWNĄ” osobą, której postępowania w większości przypadków nie potrafiłam zrozumieć i choć rozumiałam jej sytuację, to, że straciła mamę, to, że jej ojciec bardzo szybko założył nową rodzinę, to i tak nie potrafiłam jej współczuć. Jeżeli zaś chodzi o Kevina, to na jego temat mogę tylko napisać kilka brzydkich epitetów: kretyn, debil, idiota i dupek. Myślę, że każdy, kto przeczyta tę książkę, będzie miał o nim podobne zdanie. Za to Caden to w tej książce to taki głos rozsądku. Chyba nawet nie nazwałabym go bad boyem, bo to chłopak uczynny, pomocny z sercem na dłoni. To naprawdę jedyny bohater, który wywołał we mnie same pozytywne uczucia i chyba tylko dla niego tę książkę przeczytałam do końca.
Każdy z bohaterów zmagał się z problemami, ale niestety nie potrafiłam się w nie wczuć i czytałam wszystko bez większych emocji.

Jest mi naprawdę przykro, że historia z tak dużym potencjałem została zmarnowana, niedopracowana i potraktowana po macoszemu. Tak jak pisałam wyżej, nie wiem, czy to wina autorki, czy tłumaczenia, a szkoda, bo taka informacja byłaby dla mnie bardzo przydatna. Oczywiście to tylko moja ocena, którą w ogóle nie musicie się sugerować, bo wiem, że Antybrat ma wielu fanów. Przede mną teraz inna książka autorki i mam nadzieję, że tym razem się nie zawiodę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.