reklama

czwartek, 28 kwietnia 2016

Będzie dobrze - Michał Leśniak

„Musiało minąć kilkanaście lat i wiele się wydarzyć, abym zrozumiał, że to nie cały świat zawziął się na mnie i nie ja znajduję się w jego centrum. Nie szukam już winnych moich niepowodzeń i nikogo za nie nie obwiniam. Nikogo poza samym sobą. Ta książka jest próbą rozliczenia się z przeszłością i publicznym wyznaniem win. Uważam, że lepiej uczyć się na cudzych niż na swoich błędach, więc skoro popełniłem ich tak wiele, to może ktoś na podstawie tego, co napisałem, uchroni swoje dziecko przed destrukcją. Potępiajcie mnie, drwijcie ze mnie... Ale nie traćcie życia na pogoń za pieniędzmi kosztem rodziny. Straconego czasu i miłości nie da się odkupić, nawet jeśli ciągle będziecie słyszeć w głowie, żeby się nie przejmować, bo „będzie dobrze”...”

Michał Leśniak urodził się 02.03.1974 roku w Warszawie. Podczas odbywania kary, zainteresował się prozą oraz poezją, i sam zaczął pisać wiersze, scenariusze oraz opowiadania. Od kilku lat jego artykuły są publikowane w miesięcznikach „Znaki czasu”, „Głos adwentu” oraz na portalu ejoba.pl.
Cały czas stara się o zmniejszenie wyroku.

To chyba pierwsza taka książka, która została napisana przez osadzonego, przy świetle więziennej żarówki. Nie wiem czy tę książkę można nazwać biografią, ale w moim odczuciu to zwierzenia mężczyzny, który próbuje rozliczyć się ze swoją przeszłością. Autor opisuje nam najważniejsze wydarzenie ze swojego życia już od najmłodszych lat. Widzimy jak za sprawą braku zainteresowania ze strony rodziców, którzy są pochłonięci własną karierą, chłopiec z tak zwanego „dobrego domu” staje się tym kim się staje. Sam sobie jest panem. Zaczynają się drobne oszustwa, wszystko się kręci wokół pieniędzy. Niestety tak samo wyglądało późniejsze życie Michała. Krótko mówiąc, całe jego życie było jednym wielkim oszustwem. Ale niestety najgorsze było dopiero przed nim, i skończyło się wyrokiem 25 lat pozbawienia wolności, za najgorszą zbrodnię, czyli zabójstwo.

Jestem pod wrażeniem tej książki. To w pewnym sensie spowiedź człowieka, którego życie potoczyło się w bardzo złym kierunku. To przestroga dla wszystkich ludzi, że za własne błędy trzeba płacić, bo one nigdy nie pozostaną bez echa. Takie czyny dzielą i potrafią odebrać nam o wiele więcej niż tylko pieniądze. Szczerość z jaką autor przedstawia nam swoje życie, jest bardzo wzruszająca, i łatwo jest spostrzec, jak cienka granica oddziela dobro od zła.
Mimo że pan Michał próbował opisywać swoje życie na sucho, bez żadnych emocji, to czasami mu się to nie udawało, bo sama odczuwałam ten gniew i ból, który w danym momencie mu towarzyszył.

Jest to pierwsza książka Michała Leśniaka, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. Książka napisana bardzo dobrze. Nie jest nudna, ale to chyba nikogo nie dziwi. Zwierzenia pana Michała wciągają i nie pozwalają nam nawet na chwilę odsapnąć.

Przyznam szczerze, że na początku byłam sceptycznie nastawiona do lektury tejże powieści, ale teraz wcale nie żałuję, że miałam możliwość poznać losy Michała Leśniaka.

Koło tej książki nie wolno przejść obojętnie. Ta książka wstrząsa oraz porusza do głębi.
Myślę, że warto przeczytać ją ku przestrodze..... życie po prostu lepiej smakuje na wolności niż zza kratami więziennych okien.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PWN.

Data wydania: 16.03.2016



środa, 27 kwietnia 2016

Laura - J.K. Johansson (pierwszy tom cyklu Miasteczko Palokaski)

Bardzo, bardzo dawno nie czytałam kryminałów. Moja fascynacja literaturą dla kobiet na długi okres skreśliła ten gatunek literacki z listy książek jakie czytałam w ostatnim czasie. O cyklu Miasteczko Palokaski wcześniej nie słyszałam nic, ale przyciągnęła mnie okładka ostatniej części i takim sposobem postanowiłam zapoznać się z całością. J.K. Johansson to pseudonim wielu fińskich pisarzy, którzy publicznie nie chcą ujawniać swoich nazwisk. Zaciekawiło mnie to  jeszcze bardziej i z przyjemnością zabrałam się za lekturę pierwszej części tej serii pt. Laura.

Tytułowa Laura, to uczennica miejscowego liceum, która znika pewnej nocy podczas szkolnej imprezy. Całe miasteczko aż huczy od plotek i spekulacji w jakich okolicznościach mogło do tego dojść. Laura była dobrą, popularną uczennicą i pięknie grała na pianinie, ale miała też na swoim koncie wiele grzeszków. Narkotyki oraz podejrzane znajomości ze starszymi mężczyznami są skazą na jej reputacji.

Dzień wcześniej do miasteczka wraca Mia. Kobieta pracowała jako policjantka, głównie w sprawach przestępstw internetowych. Wychowała się tutaj i jest znana miejscowym, ale nikt jej nie ufa. Zwłaszcza młodzież, która uważa nową panią pedagog za wtykę policji. Mimo to bohaterka postanawia pomóc w śledztwie, by dowiedzieć się prawdy o zaginięciu Laury. 

Jest też brat Mii, Nikke, który w przeciwieństwie do siostry jest bardzo lubiany wśród uczniów liceum. Niestety pewnego dnia zostaje jednym z głównych podejrzanych i wtedy wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Cała historia przypomina rodzeństwu ich dramatyczną przeszłość, gdy to ich siostra -Venla, zaginęła w równie dziwnych okolicznościach jak Laura. Brzmi interesująco, prawda? I uwierzcie mi, że tak właśnie jest.

Cóż mogę napisać? Otrzymałam naprawdę fajną historię, ale nie do końca mogę nazwać ją kryminałem. Moim zdaniem, to raczej powieść obyczajowa z wieloma zwrotami akcji i tajemnicą zaginięcia dziewczyny, która przewijać się będzie przez całą serię książek o miasteczku Palokaski. Cieszę się, że całą trylogię mam pod ręką i mogę bez przeszkód zabrać się za drugi tom. Jestem ogromnie ciekawa jak to wszystko potoczy się dalej, bo w pierwszej części niewiele się wyjaśniło. 

Niewiele mogę powiedzieć o głównej bohaterce, bo Mia jest dla mnie jedną wielką zagadką. Trudno mi też określić czy ją polubiłam, ale na pewno nie jest mi obojętna. Byłam ogromnie ciekawa co zaraz wymyśli i jaki trop obierze w śledztwie. Bardzo ważnym elementem tej powieści są portale społecznościowe, które pokazane są w sposób skrajnie negatywny, ale niestety prawdziwy. Młodzież teraz bardzo często zatraca się w sieci, bo ich rodzice nie poświęcają im wystarczającej ilości uwagi. Mamy tu obraz małego społeczeństwa, które ma swoje przyzwyczajenia, tajemnice, a zaginięcie Laury otwiera jedynie Puszkę Pandory

To moje pierwsze spotkanie z literaturą fińską, ale na pewno nie ostatnie. Zaraz zabieram się za tom drugi pt. Noora, a w kolejce już czeka Venla - czyli ostatnia część, która mam nadzieję wszystko wyjaśni. 

"Świetnie skonstruowany, przejmujący obraz świata, tak bliski, a jednocześnie obcy, bo wynaturzony."

Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackie



Nic oprócz strachu - Magdalena Knedler

„Nie oceniaj książki po okładce”, stare przysłowie wedle, którego postępują wszyscy miłośnicy książek, również ja. Jednak gdy któregoś dnia na fan page Magdaleny Knedler zobaczyłam okładkę jej nowej książki pt. „Nic oprócz strachu” pomyślałam, że świetna okładka zwiastuje świetną książkę. I nie pomyliłam się!


Anna Lindholm jest komisarzem policji w Szwedzkim Ystad, pół roku temu wsadziła do więzienia seryjnego mordercę ps. Narcyz. Można by to uznać za życiowe osiągnięcie policjantki, jednak dopiero wtedy zaczęły się jej prawdziwe problemy. Pewnego wieczoru gdy Anna wraz ze swoim mężem Vidarem wracała do domu, nieznany sprawca spowodował wypadek, w którym ucierpiał mężczyzna. Życie państwa Lindholm zmieniło się o 180 stopni. Vidar obwiniał Anne o swoje kalectwo, bo przecież za „sznurki” pociągał Narcyz… Kobieta zawiesiła swoją służbę, by zająć się pokrzywdzonym mężem i ich firmą.

Względny spokój w ich życiu zostaje zburzony w dniu, w którym Narcyz zostaje otruty. Anna w roli konsultanta postanawia pomóc Ingvarowi w rozwikłaniu przedziwnej zagadki. Kto i po co otruł osadzonego?  Tajemnica powiększa się, gdy chwilę później w taki sam sposób zostaje otruta śpiewaczka operowa. Te dwie postacie łączy ze sobą osoba Pani komisarz, i jej mąż. Niedługo potem ofiarą truciciela pada kolejna osoba… I może nie było by w tym nic dziwnego (w końcu to kryminał) jednak do zabójstw dochodzi w dwóch różnych krajach oddzielonych od siebie Morzem Bałtyckim… Czy truciciel jest aż tak sprytny? Czy wymiarowi sprawiedliwości uda się go złapać zanim ofiar będzie więcej?

„Nic oprócz strachu” Magdaleny Knedler to bardzo dobry kryminał, jednak udaje znaleźć się w nim wątek miłosny… Anna ma męża, ma też Ingvara, mężczyznę, którego kocha od dawna, lecz czuje się w obowiązku pozostać przy niepełnosprawnym mężu - w końcu wini siebie za to co się stało. Czy słusznie? Ingvar kocha Anne od lat, jednak nie chce zniszczyć jej małżeństwa, które i tak przechodzi trudne chwile, ona o tym doskonale wie. Gdy Anna wraca w rodzinne strony na ślub starszej siostry, spotyka Lajona- w którym kochała się będąc w podstawówce, ten jednak nie odwzajemniał jej uczucia. Po latach stał się dla niej wsparciem w trudnych chwilach, i zrozumiał jak wielki błąd wtedy popełnił… I żeby nie było że kobiety są takie złe, zdradzę Wam, że Vidar też nie był do końca fair wobec żony przed wypadkiem.

Akcja książki dzieje się w Szwecji, Polsce zahacza nawet o Wenecje! Ale nie o tym chciałam pisać. Pierwszą rzeczą jaką robię gdy otrzymuję nową książkę jest otwarcie jej na pierwszej lepszej stronie, czytam dowolne zdanie, czasem dwa, które zapisuje w swoim notesie. Dzięki temu nawet  po długim czasie wracam do książki, i świetnie się w niej odnajduję. Tym razem padło na stronę nr 296, i dwa zdania o Annie- no jakżeby inaczej. Podniosłam wzrok odrobinę wyżej i zobaczyłam „Ystad- Malmö”. Malmö, w którym mieszka mój wuj, i to był sygnał dzięki któremu upewniłam się, że to książka dla mnie.

Z twórczością Magdaleny Knedler spotkałam się już wcześniej, w zeszłym roku czytałam jej debiutancką książkę pt. „Pan Darcy nie żyje”, i zakochałam się w niej. „Nic oprócz strachu” pogłębiło moje uczucie uwielbienia do jej pióra!  Przez ani jedną minutę, którą spędziłam z tą książką w dłoni, nie miałam ochoty odłożyć jej na półkę. Fabuła wciąga tak, że potrafiłam siedzieć z nią do 2 w nocy, oczy się kleiły, mózg mówił –Klaudia idź spać, a serce –jeszcze jeden rozdział! Tym bardziej że uwielbiam zagadki, a w tej powieści było ich pełno.

To wszystko składa się na fantastyczną serię powieści kryminalnych. Jedną mam za sobą, i chce kolejnych! Najlepiej jak najwięcej i jak najszybciej! Jednak jeśli będę musiała czekać, będę to robić cierpliwie bo wiem że warto.
Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Czwarta Strona.

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Data premiery: 13.04.2016r.

Druga runda - Caren Lissner

„Druga runda” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Caren Lissner. Czy udane? Zapraszam na recenzję.

Gert ma dwadzieścia dziewięć lat, mieszka w Nowym Jorku i jest wdową. Półtora roku wcześniej jej mąż zginął w wypadku samochodowym. Po tych wszystkich szczęśliwych latach, powrót na rynek matrymonialny jest dla Gert prawdziwym koszmarem.

„Jeeez... To chyba jakaś kpina. Naprawdę, czy ja wykształcona kobieta, muszę znów bawić się w te bzdury?”

Po wielu namowach przyjaciółek, Gert w końcu wychodzi z nimi do baru. Tam poznaje sympatycznego Tooda. Tylko czy Gert będzie potrafiła pokochać po raz drugi? Czy Tood będzie w stanie uleczyć udręczone serce Gert?

„Ktoś powinien wymyślić pigułkę, po której przestajesz kochać ludzi, których nie możesz mieć, a zaczynasz interesować się tymi dostępnymi.”

Zaczynając czytać "Drugą rundę" byłam przekonana, że trzymam w dłoniach fajny romans o wesołych perypetiach młodej wdowy, która próbuje odnaleźć się w roli singielki. Już po kilku stronach stwierdziłam, że jednak się myliłam. Ta książka to dobra powieść obyczajowa z miłością w tle. Poznajemy młodą kobietę, która próbuje nauczyć się żyć na nowo po śmierci męża. Nie jest to łatwe gdyż Mark był miłością jej życia. Autorka umieściła w książce wiele wspomnień z małżeńskiego życia naszej bohaterki. Jedne wspomnienia są zabawne, a inne bardzo wzruszające, które trafiają w największe pokłady naszej wrażliwości.

Podczas wypadu do jednego z nowojorskich barów, Gert poznaje Tooda, miłego i sympatycznego maszynistę pociągów towarowych. Mimo wielu niepewności, Gert postanawia umówić się z nim na randkę, ale jak to wszystko potoczyło się dalej, musicie dowiedzieć się sami.

Autorka w swej opowieści ukazuje nam również życie singli przed trzydziestką. Takimi singielkami są dwie przyjaciółki Gert - Erica i Hallie, które desperacko poszukują mężczyzn swojego życia. Czasami miałam wrażenie, że są opętane szaleństwem w tych poszukiwaniach. Dziwne zasady oraz reguły nie przynosiły jednak oczekiwanych rezultatów. Czyżby syndrom singla?

Kreacja bohaterów jest bardzo dobra. Caren Lissner nie skupiła się jedynie na głównej bohaterce, która cały czas przeżywa śmierć swojego męża, i próbuje być na nowo szczęśliwa u boku innego mężczyzny. Poznajemy bardzo dobrze także przyjaciółki Gert, których niestety nie polubiłam nawet na chwilę. Kojarzyły mi się one z osobami zapatrzonymi w siebie, miejscami zazdrosnymi o to, że Gert powoli zaczyna się wszystko układać. I choć na koniec widać jakąś zmianę w ich zachowaniu, to niestety, to nie przekonało mnie do zmiany zdania na ich temat.
I na sam koniec został mi Tood, mężczyzna naprawdę przesympatyczny, miły, no wręcz ideał. Miejscami przyłapywałam się na tym, że myślę... Takiego faceta to ja bym chciała mieć!
Ukłony w stronę autorki za tak realny obraz bohaterów swojej powieści.

Książka ta zmusza nas do wielu refleksji. Każdy z nas przecież spotkał się ze śmiercią kogoś bliskiego, więc wiemy jaki ból temu towarzyszy. Jednak mimo wszystko życie toczy się dalej i trzeba to życie budować na nowo. Osoba, którą kochaliśmy zawsze pozostanie w naszym sercu. W przypadku Gert jest to jej młody mąż. Gert musiała dorosnąć do decyzji, by otworzyć się na nową miłość, i przejść przez życie z prawdziwym uśmiechem na twarzy...

"Spokojniejsza miłość też jest w porządku, pomyślała. Inna niż miłość pełna namiętności. Nie gorsza. Po prostu inna."

"Druga runda" to książka warta uwagi. To słodko - gorzka opowieść o życiu, bólu, stracie, ale również o nadziei i drugiej szansie na życie w miłości. Przecież powiadają, że po każdej burzy wychodzi słońce.

Nigdy nie zapominajmy o tym, by swoim bliskim często mówić co do nich czujemy, gdyż nie znamy dnia ani godziny...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

Data wydania: 13.04.2016





poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Misja Wywiad z Magdą Mila

Zapraszamy Was serdecznie na wywiad z Magdą Mila, autorką powieści "Tonąca w błękicie".
Osobą, która zadała najciekawsze pytania według pani Magdy jest Edyta Chmura!
 Do Edyty powędruje egzemplarz "Tonącej w błękicie". Zwyciężczyni gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fan page.






Ania Lebioda

1. Jestem bardzo ciekawa, jak to jest u Piszących, więc zapytam. Tytuł nadaje Pani książce na początku, w trakcie pisania, na koniec? :))

Zaczęłam szukać w trakcie pisania i udało mi się go wymyślić, zanim skończyłam.

Ale chyba nie ma reguły. Od kilku lat mam w głowie pewien tytuł – pojawił się od razu, kiedy tylko natknęłam się na historię, która mnie zaintrygowała. Tej książki jeszcze nie zaczęłam pisać, więc w tym przypadku zdecydowanie tytuł jest pierwszy.

2. Czy jest książka, która wywołała u Pani rumieniec zawstydzenia ? :))

Jeszcze na taką nie trafiłam. Bywałam zażenowana lub zdegustowana, ale zawstydzona – na razie nie.


Iza Wyszomirska

1. W literaturze erotycznej spotykamy się raczej z bohaterami dwudziestoletnimi. Pani natomiast zaserwowała nam opowieść o trzydziestolatkach, którzy są strasznie bogaci, przystojni i wydawałoby się poważniejsi, doświadczeni, i do tego wszystkiego maja jeszcze rodziny. Dlaczego zdecydowała się Pani akurat na starszych bohaterów?

Z racji wieku bliżsi mi są trzydziestolatkowie niż bohaterowie o dekadę młodsi – i to pewnie podstawowy powód. Poza tym – pisałam o nich właśnie dlatego, że takich bohaterów jest mniej, a ich przeżycia mogą być równie interesujące dla czytelników. Ludzie po trzydziestce, ba, nawet dużo, dużo starsi, też uprawiają seks, i to czasem znacznie bardziej satysfakcjonujący, niż gdy są młodzi i mniej doświadczeni ;-)

2. Ciekawi mnie, dlaczego zdecydowała się Pani na osadzenie akcji w realiach polskich? Bo zazwyczaj mamy do czynienia z Ameryką itp.

Z tego samego powodu, który podałam wyżej – polskie realia są mi bliższe, bo jestem Polką i mieszkam w Polsce.

Edyta Chmura

1. Lila jest singielką z wyboru. Nie chce wplątywać się w kolejny związek, ale układ bez zobowiązań, który ma wyłącznie zaspokoić żądze ciała, czemu nie? Okazuje się jednak, że w ten układ wkrada się miłość. Czy chciała Pani w ten sposób pokazać, że bliskość fizyczna nie może pozostawić człowieka obojętnym na uczucia? Czy taki układ bez zobowiązań jest w ogóle możliwy na dłuższą metę?

Fizyczna bliskość bez uczuć jest jak najbardziej możliwa, ale tylko na chwilę. Prędzej czy później pojawiają się jakieś „zobowiązania”. To nie musi być wielka miłość aż po grób, ale przywiązanie, odpowiedzialność za drugą osobę, zaufanie, przyjaźń… Moi znajomi funkcjonują już kilka lat w układzie podobnym do tego, który  opisałam  w książce, i jest im dobrze. Jest to układ bez zobowiązań – tych w postaci obietnic, obrączek, dzieci, kredytów itd., ale na pewno nie jest pozbawiony jakichkolwiek uczuć.

2. Czy zszokowała Pani swoje najbliższe otoczenie wydaniem powieści erotycznej i to jeszcze o tak śmiałej treści, dotyczącej seksu w trójkącie? Czy to nasze pruderyjne społeczeństwo nie zaczęło na Panią podejrzliwie zerkać ?
Pozdrawiam!

Osoby, z których zdaniem się liczę, znają mnie i oczywiście nie widzą nic złego w takim pisaniu.

A opinie pozostałych – cóż, chyba mnie nie interesują :-)

Nie chwalę się książką wśród ludzi, którzy mają inne niż ja podejście do erotyki i seksualności. Nie obnoszę się z tym, podobnie jak nie próbuję nikogo przekonywać, że mój styl życia jest tym jedynym, właściwym i najlepszym. Szanuję innych i ich poglądy (nawet jeśli są bardzo konserwatywne), i tego samego oczekuję w zamian. Więc jeśli ja nie zerkam podejrzliwie na niektórych, to oni nie powinni zerkać na mnie ;-)

Oczywiście to trochę takie myślenie życzeniowe, bo zdaję sobie sprawę z tego, w jakim społeczeństwie żyję. Na szczęście wiele różnych sytuacji już za mną, dzięki czemu mam naprawdę duży dystans do pewnych rzeczy – również do opinii innych na mój temat i na temat tego, co robię.



Grażyna Wróbel

1. "Z dystansem do świata i siebie, zwykle poza granicami i schematami" - tak jest Pani przedstawiona na portalu lubimyczytac. Jak zatem wyglądało pisanie "Tonącej w błękicie"? Nie było żadnych schematów, planów, ani nic z tych rzeczy? W jaki sposób więc powstała książka?

Ten cytat dotyczy przede wszystkim życia osobistego – ono jest „zwykle poza granicami i schematami”. Natomiast w pracy jestem
raczej poukładana, obowiązkowa, czasem zasadnicza (choć też niekoniecznie schematyczna, bo akurat taka jest specyfika tego, czym się zawodowo zajmuję).

Pisanie „Tonącej w błękicie” było moim osobistym wyzwaniem, ale podeszłam do tego, jak do kolejnego projektu – czyli „zawodowo” :-). Po wstępnym „rozpisaniu się”, kiedy powstało kilkadziesiąt pierwszych stron, stworzyłam plan, opracowałam życiorysy bohaterów, opisałam lokalizacje. Zresztą chyba nie da się inaczej? Bez takiego przygotowania książka prawdopodobnie byłaby wielkim, pozbawionym logiki chaosem... To jednak nie znaczy, że wszystko toczyło się zgodnie z planem – czasem bohaterowie mnie nie słuchali i musiałam zmieniać wcześniejsze założenia, ale mam nadzieję, że wyszło to książce na dobre.

2. Jest Pani kolekcjonerką doznań. Jakie trzy doznania były tymi najgłębszymi, które wśród Pani kolekcji stanowią ścisłą czołówkę?

Te najgłębsze doznania są zbyt osobiste, żebym mogła je szczerze opisać ;-)

Izunia Raszka

1. Czym najbardziej do tej pory zaskoczyło Panią życie?


To banalne, co napiszę, ale chyba najbardziej życie zaskoczyło mnie swoją nieprzewidywalnością. Tym, jak wiele energii możemy włożyć w plany i w ich realizację, a wszystko i tak może się potoczyć zupełnie inaczej – poza naszą kontrolą i wpływem, znacznie lepiej, lub – niestety - dużo gorzej.

2. Jakie jest Pani ulubione danie? Jeśli już przy tym jesteśmy, załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa. Jakie powinna mieć według Pani składniki?

Jako autorka powieści erotycznej pewnie powinnam napisać, że lubię dania gorące i pieprzne?
Choć właściwie może i tak jest, bo uwielbiam kuchnię meksykańską, także w wersji mocno pikantnej. Ulubione danie?
Pewnie jakieś tacos z trochę nieoczywistymi składnikami...


A składniki „książkowej” potrawy... Na pewno dwa główne to dobry pomysł i mnóstwo samozaparcia. Oba są absolutnie niezbędne, bez nich książka nie powstanie i nie zostanie wydana. Potrzebne są też umiejętności pisarskie i jakiś stopień wyrobienia literackiego. I jeszcze przyprawy – moim zdaniem niekonieczne, ale wzbogacające smak ;-): duuużo czasu, wsparcie innych, trochę szczęścia...


Marta Daft

1.Tonąca w błękicie kojarzy mi się z wodą głębinami i nurkowaniem czy boi się Pani wody czy jest jakiś inny lęk ?

Trochę nurkowania jest w książce, ale raczej w pozytywnym kontekście.  Bohaterka tonie na szczęście tylko w przenośni, a ja nie boję się wody – wręcz przeciwnie :-)


2. Czy odnalazła by się Pani w sytuacji swoich bohaterów a ich życie potoczyło by się tak jak w powieści czy coś zrobiłaby Pani lepiej, szybciej?


Na pewno przynajmniej w niektórych momentach podejmowałabym inne decyzje. Czy mądrzejsze – nie wiem, ale np. zwykle kiedy mam wybór – ucieczka czy konfrontacja –  wybieram konfrontację (inaczej niż główna bohaterka). Muszę przyznać, że Lilka czasem mnie denerwowała, ale w końcu to książka o niej, a nie o mnie, więc musiałam zagryźć zęby i pozwolić jej działać po swojemu.
 
Justyna Ernest

1. Który moment w książce wywołał w w Pani sercu największe emocje i przyśpieszone bicie serca?

Chyba moment najbardziej dramatyczny – czyli sytuacja na tarasie w Grecji.


 2. W czego błękicie tonie bohaterka: nieba, jedwabiu, morza, kwiatów a może swych marzeń lub jeszcze czegoś innego?

Odpowiedź na to pytanie jest w książce, nie chcę zdradzać treści :-)

Artur Kurka

1. Dlaczego tonąca,a nie tonący?

Bo tonie (na szczęście tylko w przenośni) główna bohaterka :-)

2. Miała Pani jakieś złe wspomnienia głębinowe ?

Nie, wręcz przeciwnie. Uwielbiam wodę i wszystkie związane z nią formy aktywności.


Eda Mc


1. Jeśli zgłosi się kiedyś  do pani Hollywood , i będą chcieli nakręcić film na podstawie pani książki, kogo widziałaby pani w rolach swoich bohaterów? To tak trochę pół żartem, pół serio, ale kto wie, kto wie.....? ;)


Żartem (a może nie?) – nie oddałabym nikomu praw do sfilmowania tej książki. Jako filmowa maniaczka (nie tylko oglądam, ale czasem próbuję też tworzyć) oczywiście sama chciałabym nakręcić ten film. Więc jeśli jest ktoś, kto cierpi na nadmiar gotówki i chciałby zainwestować w produkcję świetnego polskiego filmu erotycznego… to zapraszam :-)

A ewentualna obsada – oczywiście mam w głowie swoje typy, ale nie napiszę żadnych nazwisk. Nie chcę odbierać potencjalnym czytelniczkom i czytelnikom przyjemności wyobrażania sobie bohaterów. Sama tego nie lubię i zawsze staram się najpierw czytać, a dopiero potem oglądać ewentualną adaptację.
 
Halina Sz.

1. O czym będzie Pani kolejna książka? Czy możemy spodziewać się erotyku, czy jednak pójdzie Pani w zupełnie innym kierunku?

Zaczęłam pisać drugą część „Tonącej w błękicie”, więc na razie zostaję w klimatach erotycznych. Książka będzie o bardzo skomplikowanej relacji, która połączy przyjaciół Lilki i Tomka (podobno po przeczytaniu „Tonącej...” dość łatwo domyślić się, kim będą bohaterowie :-) ).


2. Co Panią inspiruje? Z czego czerpie Pani pomysły na swoje powieści? 

Znowu banał, ale przede wszystkim inspiruje mnie życie. Chłonę wszystko, co mnie otacza, czego doświadczam i czego doświadczają inni. Jestem świetną obserwatorką i słuchaczką, więc mnóstwo historii i obrazów plącze mi się po głowie. „Materiału” mam na naprawdę dużo książek, i to nie tylko powieści
erotycznych, niestety czasu może mi nie wystarczyć :-)



Pytanie dodatkowe od K.N.Haner 

1. Czy myślałaś o tym, by napisać wspólną powieść razem z innym autorem?

Po moich różnych życiowych doświadczeniach wiem jedno – ostatnią rzeczą, do której jestem zdolna, jest praca zespołowa. Jestem indywidualistką, która zawsze wszystko wie najlepiej, więc niestety, obawiam się, że z takiej współpracy nic dobrego by nie wyszło...