Pan idealny - Anna Dolatowska

Pan idealny - Anna Dolatowska

"Olaf Larsson to dobrze sytuowany i zajmujący wysokie, kierownicze stanowisko w międzynarodowej korporacji singiel. W jego życiu brakuje miejsca na poważny związek. Liczy się jedynie praca. Wkrótce jednak jego życie zaczyna diametralnie się zmieniać za sprawą jednej z podwładnych – młodej mężatki, Izabelli."

Na samym początku napiszę, żebyście nie sugerowali się opisem, który sugeruje, że ta powieść to romans, w którym pierwsze skrzypce gra zakazane uczucie pomiędzy Olafem a Izabellą. Bowiem, że jeżeli ktoś nastawi się na historię miłosną, to niestety sromotnie się rozczaruje. Według mnie to raczej powieść obyczajowa z wątkiem miłosnym w tle, choć nie ukrywam, że ten wątek jest istotnym elementem całej tej opowieści. Poza tym muszę nadmienić, że jest to debiut Anny Dolatowskiej i na dodatek debiut udany, bo choć mam kilka małych zastrzeżeń, to nie ukrywam, że autorce udało się mnie zaciekawić, a zakończenie wywołało dość spory szok na moje twarzy.

Prawie cała historia rozgrywa się w firmie, w której pracują bohaterowie. On jest dyrektorem wysłanym z Norwegii, który został oddelegowany do Polski, by postawić tutejszy oddział na nogi, a ona jedną z wielu jego podwładnych. I właśnie tutaj troszkę się zatrzymam i pomarudzę, bo według mnie całej tej firmy i problemów z nią związanych było dla mnie za dużo. Ja wiem, że autorka chciała jak najdokładniej przedstawić nam wielki korporacyjny świat, ten wyścig szczurów i różne nieczyste zagrywki ze strony udziałowców, no ale dla mnie niestety było tego za wiele. Nie jest to jakiś znaczący minus, bo mimo tego cała historia niesamowicie mnie pochłonęła i nawet przydługie opisy czytałam z dużym zaciekawieniem. Jak możecie się domyślić, pomiędzy tą dwójką nawiązuje się romans, jednak Izabella nie jest do końca pewna intencji przystojnego dyrektora, a późniejsze dość przykre wydarzenia związane z firmą przekonują ją, że była w jego rękach tylko zabawką... Czy miała rację? Tego musicie już dowiedzieć się sami. 

Akcja książki nie jest dość szybka, na początku miałam problem, żeby w ten cały zawiły korporacyjny świat się wkręcić, ale im dalej czytałam, tym było lepiej. Troszkę zabrakło mi dialogów, bo jednak autorka bardziej postawiła na opisy, ale na całe szczęście były one ciekawe i nie nudziły. Poza tym uważam, że warto tę książkę przeczytać, chociażby dla samego zakończenie, które naprawdę było dla mnie totalnym zaskoczeniem.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam Olafa. To mężczyzna idealny, perfekcyjny, dla którego liczy się bardziej praca niż życie osobiste. To wzorowy pracownik i wymagający przełożony, ale dzięki temu wszystko to za co się zabiera, zawsze kończy się sukcesem. Nie dla niego są związki, wystarcza mu praca, dla której poświęcił całe swoje życie. Jednak wszystko się zmienia w dniu, w którym poznaje młodą mężatkę Izabellę, która wywraca jego poukładany świat do góry nogami... Niestety z Izabellą miałam mały problem, bo wiele razy nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania i chyba tak do końca nie umiałam obdarzyć jej sympatią.

Pan idealny to powieść, która może nie jest debiutem idealnym, ale myślę, że mogę ją Wam polecić.
Niszczący sekret - K. Bromberg

Niszczący sekret - K. Bromberg

„Dalszy ciąg emocjonującej historii Eastona Wyldera, gwiazdy baseballu, i Scout Dalton — zadziornej, odważnej i wyjątkowo ślicznej fizjoterapeutki. Scout dzięki swoim umiejętnościom doprowadziła Eastona do formy po poważnej i bardzo bolesnej kontuzji. Co więcej, przekroczyła nieprzekraczalną dla terapeuty granicę, sięgnęła po zakazany owoc i... zakochała się w swoim pacjencie bez pamięci. Easton otrzymał od niej więcej miłości i czułości, niż kiedykolwiek mógłby zapragnąć.

Mimo wszystko to ciągle zakazana, sekretna i bardzo trudna miłość. Niestety, chłopak nie wie o nieczystej grze, jaką prowadzi szef jego klubu. Nie bacząc na jego lojalność, przywiązanie i ogromną klasę, postanawia się go pozbyć. Scout podejmuje wielkie ryzyko i... przyczynia się do zmiany przez niego barw klubowych. Easton czuje się zdradzony i sponiewierany. Zawiedli go wszyscy, łącznie ze Scout, którą uważał za swoją ukochaną i najlepszą rehabilitantkę. Nagle jego świat się zawalił, a kariera stała się wielką niewiadomą. Własny klub go zniszczył, a kobieta rozczarowała. Jakby tego było mało, niebawem okazuje się, że problemy Wyldera wcale się na tym nie kończą. Chłopak będzie musiał zmierzyć się z pewnym mrocznym rodzinnym sekretem.”

Większość z Was już wie, że uwielbiam książki K. Bromberg. To autorka, która nigdy mnie nie zawodzi, a jej każda powieść trafia do mojego serducha. Oczywiście jak większość z Was przepadam za serią Driven, ale muszę przyznać, że seria The player nie jest wcale gorsza. To historia, którą czyta się ogromną przyjemnością, sama zatraciłam się w fabule i razem z bohaterami przeżywałam ich wzloty oraz upadki.  Myślę, że ta część jest bardziej emocjonująca, bo bohaterowie jeszcze bardziej odsłaniają przed nami swoje twarze i ujawniają swoje kolejne słabości. W życiu Eastona pojawi się jeszcze więcej zawirowań, które sprawią, że stanie się jeszcze silniejszy i zupełnie inaczej spojrzy na czekającą go przyszłość.

„Nadejdzie taki dzień, synu, że ktoś pokocha w tobie to, czego nikt inny nie potrafił pokochać.”

Nadal uważam, że kreacja bohaterów wyszła autorce po prostu idealnie. To bohaterowie niezwykle wyraziści, którzy momentalnie zyskali moją sympatię. Easton mężczyzna, dla którego baseball jest całym światem i nie wyobraża sobie, że mógłby w życiu robić cokolwiek innego. Jednak niestety czasami jest tak, że przez przeciwności losu musimy przewartościować swoje życie i szukać innych ścieżek, które dostarczą nam spełnienia. Easton stanie przed trudnymi wyborami, ale na całe szczęście przy jego boku cały czas będzie stała kobieta, która go kocha i która poprze każdą jego decyzję. Scout to dziewczyna, która ma serce na dłoni, jest szczera, lojalna i oddana, a dla mężczyzny, którego kocha, jest w stanie zrobić wiele. Polubiłam ją i Eastona, no i oczywiście trzymałam kciuki za to, by ich pełna emocji historia miała szczęśliwe zakończenie.

Książka wciąga, elektryzuje i hipnotyzuje. Ja przepadłam z kretesem i żałuję, że to już koniec. To historia, która wciąga w głąb fabuły, pokazuje, jak piękna jest miłość i odkrywa sekrety, tajemnice oraz słabości bohaterów. K. Bromberg jest dla mnie mistrzynią, kocham jej książki i z czystym sumieniem zawsze mogę je Wam polecić. Polecam Wam tę powieść i mam nadzieję, że tak jak i ja zatracicie się w tej pełnej miłości historii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.
Miasteczko Worthy - Marybeth Mayhew Whalen (PATRONAT MEDIALNY)

Miasteczko Worthy - Marybeth Mayhew Whalen (PATRONAT MEDIALNY)

„Zakłócające zimną jesienną noc wycie syren w Worthy, małym miasteczku w stanie Georgia, zmienia tryumf w tragedię. Zaledwie kilka godzin po tym, jak drużyna Wildcats zwyciężyła, miasteczko zostaje dotknięte śmiercią trzech cheerleaderek, których pełne perspektyw życie zostało ucięte w tragicznym wypadku. Wypadek podobno spowodował kierujący drugim pojazdem chłopak — jedyny ocalały. Gdy zaczynają krążyć plotki i oskarżenia, zawiązują się sojusze, a na jaw wychodzą długo skrywane sekrety.

W centrum wydarzeń znajdują się cztery kobiety. Każda z nich boryka się ze stratą, żalem, wstydem i kłamstwami: Marglyn, rozpaczająca matka, Darcy, której syn siedział za kierownicą, Ava, nauczycielka na zastępstwie ukrywająca skandaliczne zdarzenia i Leah, cheerleaderka, która powinna wtedy jechać z przyjaciółkami, ale zrezygnowała. Czy jeśli prawda wyjdzie na jaw, przyniesie tym czterem bohaterkom odkupienie, czy upadek?”

„Miasteczko Worthy” to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Ta niepozornie wyglądająca książeczka, zawiera w sobie wielki ładunek emocjonalny, który trafia wprost w serca czytelników. Historie poznajemy z perspektywy czterech kobiet, których na początku nie łączy ze sobą prawie nic. Jednak w momencie, w którym dochodzi do tragicznego w skutkach wypadku, losy kobiet zaczynają się ze sobą łączyć. Na jaw wychodzą brudne sekrety i tajemnice, które są w stanie zniszczyć naprawdę wiele…

„Czasami wydaje się, że wciąż jesteśmy w tym pokoju-szczęśliwe, młode, podekscytowane rozpoczynającą się nocą i pełne oczekiwań względem tego, co może nam przynieść. Nawet przez moment nie przyszło nam wtedy na myśl, że może nam przynieść tragedię. Wyobrażałyśmy sobie, że ta noc nigdy się nie skończy, i – jak się okazało – w pewnym sensie tak właśnie się stało.”

Dzięki naprzemiennej narracji jesteśmy w stanie poznać każdą z bohaterek dogłębnie i stajemy się powiernikami ich nie zawsze czystych myśli. Poznajemy ich sekrety, tajemnice, rozterki, a także pragnienia. Jest to zdecydowanie książka, której fabuła daje do myślenia i skłania do głębszych refleksji nad naszym postępowaniem, zachowaniem oraz o decyzjach, które podejmujemy. Sama wiele razy zastanawiałam się, jakbym zachowała się, gdybym była na miejscu, którejś z kobiet, czy potrafiłabym kłamać, by uchronić ukochanego syna, jakbym przeżywała stratę córki, czy potrafiłabym wyjawić najbliższym, to co zrobili mi rówieśnicy. Tych pytań w mojej głowie było mnóstwo i nie wiem, czy znalazłam na nie odpowiedzi. Wiem tylko na pewno to, że nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć się w takich sytuacjach jak główne bohaterki. 

„Miasteczko Worthy” to powieść, która porusza do głębi, która skrada myśli i skłania do refleksji. To bardzo ciekawa historia ze świetnie zarysowaną fabułą i bardzo charakterystycznymi oraz prawdziwymi bohaterami. To rozrywająca serce historia o niewyobrażalnej tragedii, która niespodziewanie łączy losu wielu osób. To powieść pełna kłamstw, sekretów i tajemnic, na końcu, której nadchodzi czas na przebaczenie…

Gorąco polecam!

 Żona nazisty. Jak pewna Żydówka przeżyła Zagładę - Edith Hahn (Premierowo Nasz Patronat Medialny)

Żona nazisty. Jak pewna Żydówka przeżyła Zagładę - Edith Hahn (Premierowo Nasz Patronat Medialny)

Po raz kolejny miałam, można powiedzieć farta, ponieważ w udziale przypadło mi przeczytanie i zrecenzowanie książki o wyjątkowej jak dla mnie tematyce, jaką jest druga wojna światowa. Jak zwykle nie zawiodłam się.

„Edith Hahn była młodą, niezależną studentką prawa, gdy gestapo zamknęło ją wraz z matką w wiedeńskim getcie i wydało im dokumenty oznaczone literą „J”. Niedługo później Edith została wywieziona do obozu pracy. Choć udało się jej uprosić nazistowskich funkcjonariuszy, by oszczędzili jej matkę, gdy wróciła do domu, dowiedziała się, że matka została deportowana. Edith zdarła z ubrań żółte gwiazdy i zeszła do podziemia, choć wiedziała, że skazuje się na los poszukiwanej. Żywiła się tym, co udało się jej znaleźć, każdej nocy szukała bezpiecznego noclegu. Jej chłopak, Pepi, za bardzo się bał, by jej pomóc, ale pewna chrześcijańska przyjaciółka znalazła w sobie dość odwagi: podarowała Edith własne dokumenty, dzięki którym ta przedostała się do Monachium. Tam poznała członka Partii Nazistowskiej Wernera Vettera, który się w niej zakochał. Choć protestowała, choć w końcu wyznała mu, że jest Żydówką, Werner ożenił się z nią i zachował jej tożsamość w tajemnicy.”

Żona nazisty Edith Hahn to kolejne już naoczne świadectwo nazistowskiego terroru i zagłady narodu żydowskiego. Przejmująca historia walki o przeżycie na tle brutalnych realiów ówczesnej rzeczywistości, kiedy nie każde ludzkie życie miało taką samą wartość. Takich historii rozegrało się wiele w czasie drugiej wojny światowej, wszystkie naznaczone są strachem, bólem, krzywdą, niesprawiedliwością i brakiem poszanowania ludzkiej godności. Każda z nich wydaje się wręcz nieprawdopodobna i niewyobrażalna.
Główną bohaterką i zarazem narratorką powieści jest młoda żydówka Edith Hahn, która opisuje swoją heroiczną walkę o przetrwanie. Od niezależnej studentki prawa poprzez ciężką pracę w obozach pracy w Niemczech, przez małżeństwo z członkiem niemieckiej partii nazistowskiej, aż po koniec wojny, kiedy Edith zostaje sędzią w wyzwolonych Niemczech. Książka ukazuje cały wachlarz zachowań ludzkich, wyborów moralnych dokonywanych w ekstremalnych warunkach, jakimi jest pożoga wojenna. Autorka daje w swej książce również dowód na to, co nie jest aż takim częstym przypadkiem, że i wśród Niemców byli ludzie, którzy nie wierzyli ślepo w propagandę Hitlera, byli gotowi do pomocy i poświęceń. Jedną z takich osób była niemiecka przyjaciółka Edith Christl, która dała jej swoje dokumenty tożsamości, w ten sposób narażając własne życie, uratowała Edith. Za swój czyn Christl otrzymała w 1985 roku medal za heroizm od państwa Izrael i pozwolenie na zasadzenie drzewa w Ogrodzie Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata w Jad wa-Szem w Jerozolimie. Edith spisała swoją historię za namową córki, pod koniec swojego życia, zachowała wiele dokumentów oraz zdjęć z tego okresu, które były prezentowane na wystawie w waszyngtońskim Muzeum Holokaustu.

Tak się złożyło, że książkę skończyłam czytać 27 stycznia w Międzynarodowym Dniu Pamięci o Holokauście. To dzień symboliczny, to właśnie wtedy został wyzwolony obóz koncentracyjny Auschwitz – Birkenau. Ważne jest, aby nie tylko w ten dzień pamiętać o Holokauście, bo to właśnie naszym fundamentalnym zadaniem jest ocalić od zapomnienia te tragiczne wydarzenia, które pochłonęły miliony ludzkich istnień i nie dopuścić do tego, aby ludzkość doświadczyła ich ponownie. Dlatego bardzo polecam i zachęcam do przeczytania tej książki. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu NieZwykłe.

Wyniki konkursu

Miło nam ogłosić, że nasz konkurs blogowy, w którym do rozdania były nasze dwa patronaty medialne wydane nakładem Wydawnictwa Novae Res, wygrywa Dominika Jastrzębska i fankaladypanka24!!!! Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na maila stawska19@gmail.com. W treści maila prosimy wpisać tytuł książki, dane do wysyłki oraz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez osoby prowadzące fp. Na wiadomość czekamy trzy dni, po tym czasie nagroda przepada.
Birthday girl (Fragment książki) - Penelope Douglas

Birthday girl (Fragment książki) - Penelope Douglas

Usadawiamy się wygodnie w fotelach i bierzemy z pudełka po pączku. Światła w końcu gasną. Z obu stron sali rozlega się dźwięk. 
Przez następne dziewięćdziesiąt minut jemy i śmiejemy się, a ja kilka razy chowam twarz, gdy przeczuwam, co się stanie. W niektórych momentach podskakuję i śmieję się z niego, kiedy reaguje tak samo, bo wygląda na zawstydzonego. Po pewnym czasie zdaję sobie sprawę, że przechyliłam głowę w jego stronę, a on położył nogę na pustym krześle przed nami i oparł głowę o swoje siedzenie. Czujemy się ze sobą całkowicie swobodnie. Nawet nie przyszło mi do głowy, by zachować jakikolwiek dystans.
Nie oglądam zbyt wielu filmów w towarzystwie. Nie jestem przyzwyczajona do siedzenia w ciszy z kimś obok. Mój grafik nie zawsze pokrywa się z grafikiem Cole’a, a moja siostra Cam nie ma już w ogóle wolnego czasu. Większość moich licealnych przyjaźni nie przetrwała szkoły, którą skończyłam rok temu. Fajnie jest z kimś posiedzieć.
Na ekranie pojawiają się napisy końcowe, a ja nie jestem pewna, czy cokolwiek z tego filmu zapamiętałam. Od dawna nie byłam tak zrelaksowana. Śmiałam się, żartowałam i zapomniałam o bożym świecie. Bardzo tego potrzebowałam. Naprawdę nie chcę jeszcze wracać do domu.
Światła znów się zapalają, a ja powoli prostuję się w siedzeniu. Zsuwam stopy z powrotem na podłogę i przełykam ślinę, zerkając na przypadkowego towarzysza. On też się wyprostował, ale unika mojego wzroku.
Wstaję i przerzucam pasek torby przez głowę, po czym podnoszę z podłogi swoje śmieci.
– Za kilka tygodni będą pokazywać "Ducha" – mówi zza moich pleców, wstając i sprzątając po sobie. – Jeśli cię zobaczę, usiądę gdzieś wyżej.
Uśmiecham się pod nosem, przypominając sobie rozlane wino. Wychodzimy spomiędzy siedzeń i idziemy do drzwi wejściowych. Zauważam, że miejsca Jaya i jego dziewczyny są puste. Musieli wyjść wcześniej, ale tak naprawdę zdążyłam zapomnieć, że w ogóle tu byli.
"Duch". Czy to oznacza, że on wtedy tu będzie? Czy chce mi w ten sposób dać o tym znać, gdybym zupełnie przypadkowo też chciała tu przyjść? 
Nie, przecież on wie, że mam chłopaka.
Jednak nie mogę przestać się nad tym zastanawiać. Jeśli za miesiąc rozstałabym się z Cole’em, to czy przyszłabym tutaj, wiedząc, że on też tu będzie?
Mocno zaciskam powieki, czując, jak zalewa mnie poczucie winy. Idę wzdłuż alejki między siedzeniami. Pewnie przyjdę. W tym mieście nie ma zbyt wielu dobrych „partii”, a tej nocy dobrze się bawiłam. Facet jest ciekawy.
I przystojny.
I ma pracę.
Powinnam umówić go ze swoją starszą siostrą. Nie mam pojęcia, jakim cudem przez cały ten czas umknął jej uwadze.
Wychodzimy przez drzwi do lobby, gdzie wyrzucamy nasze śmieci do kosza.
Zerkam na niego. Serce bije mi mocniej, gdy mam okazję zobaczyć go w jaśniejszym świetle. Ma piwne oczy. Zdecydowanie piwne, ale z nutą zieleni dookoła tęczówek.
Jego fryzura jest utrwalona minimalną ilością żelu, a włosy są wystarczająco długie, by zanurzyć w nich palce. Zerkam na jego gładką, opaloną szyję, ale nie widzę, czy ta opalenizna kończy się za kołnierzykiem koszulki.
Może jest opalony na całym ciele? Mój umysł, nieproszony, pokazuje mi wizję, w której nieznajomy rąbie i nosi drewno bez koszulki. I…
Zamykam oczy i potrząsam głową. Dobra, okej, wow.
– Ekhm, muszę już lecieć – mówię, ściskając pasek torby. – Mam nadzieję, że mój chłopak czeka na mnie w barze, by mnie odebrać.
Głód zabijania - Alice Blanchard

Głód zabijania - Alice Blanchard

„16 lat temu, Savannah, młodsza siostra Kate Wolfe, została brutalnie zamordowana. Zmuszona do życia z permanentnymi wyrzutami sumienia, po tym jak przez swoje samolubstwo straciła młodszą siostrę, Kate czuła lekką ulgę na myśl, że człowiek odpowiedzialny za ten czyn czeka na wykonanie wyroku śmieci. Ale kiedy spotyka emerytowanego policjanta, który jest przekonany, że jej siostra była tylko jedną z wielu ofiar seryjnego mordercy, Kate musi się zmierzyć z myślą, że morderca Savannah uniknął kary i znajduje się na wolności.

Odkopując niepokojące rodzinne sekrety w poszukiwaniu prawdy, Kate zaczyna być pewna, że odkryła zdeprawowany umysł kryjący się za tymi śmierciami. Ale pochłonięta polowaniem na zabójcę nie wie, że zabójca właśnie zastawia sidła na nią…”

„Głód zabijania” to bardzo dobry thriller, którego fabuła wciąga już od pierwszej strony. I choć może ktoś się przyczepi się do tego, że na początku jest mało mrocznie, mało intrygująco, jednak dla mnie nie miało to żadnego znaczenia, gdyż od razu wsiąkłam w fabułę i niczym niemy bohater oglądałam wszystko z boku. Ogromnym plusem tej książki jest jej nieprzewidywalność i wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Autorka do samego końca wodzi za nos i rzuca strzępki informacji, które i tak nie ułatwiają wpadnięcia na odpowiedni trop i trudno odgadnąć kto stoi za wszystkimi mordercami. Uwierzcie, że ja pod koniec podejrzewałam już wszystkich, nawet chłopaka głównej bohaterki, który raczej nie miałby możliwości, by przed laty zabić jej siostrę. Naprawdę jestem pod wrażeniem tej książki, bo niełatwo zrobić mi wodę z mózgu, a autorce bez żadnego problemu się to udało.

Bardzo spodobała się mi postać głównej bohaterki, która mimo traumatycznych przeżyć z przeszłości nie była słabą i delikatną kobietą. Ona twardo stąpała po ziemi i nawet postanowiła kolejny raz zmierzyć się z przeszłością, co doprowadziło do tego, że wplątała się w chorą grę z prawdziwym zabójcą siostry. Drugoplanowi bohaterowie również zasługują na uwagę, bo ich postacie mieszają, plączą, zbijają z tropu i wnoszą wiele do całej opowieści.

Styl, jakim została napisana książka lekki, prosty i przyjemny w odbiorze, dzięki temu książkę czyta się w ekspresowym tempie. Dla mnie to dobry thriller, który może nie trzyma cały czas w napięciu, ale autorowi do tego stopnia udało się mnie zaciekawić i zainteresować, że nie będę się tego czepiać. Myślę, że najwięcej emocji i napięcia pojawia się pod koniec książki, kiedy główna bohaterka dowiaduje się, kim jest morderca i musi walczyć o własne życie. Wtedy akcja nabiera tempa i zapartym tchem czeka się na finał. Czy Kate przeżyje? Czy mordercę dosięgnie ręka sprawiedliwości? Tego musicie dowiedzieć się sami.

"Głód zabijania" to powieść, która przydanie do gustu niejednemu fanowi gatunku. Według mnie to dobry thriller, przy którym świetnie spędziłam czas.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję HarperCollins Polska.
Krople deszczu (Fragment książki) - Kathryn Andrews

Krople deszczu (Fragment książki) - Kathryn Andrews

Minął już tydzień, odkąd rozmawialiśmy, ale widuję ją codziennie i to nie tylko w szkole. Okno pokoju Ali znajduje się centralnie naprzeciwko mojego, przez co mam wrażenie, jakbym obserwował ją przez godziny. Stałem się podglądaczem, może nawet stalkerem, jak zwał tak zwał, ale mam to gdzieś. Ponoć pragnie się tego, czego nie można mieć, a ja… Ja pragnę właśnie jej. 
– Jak ci się dzisiaj pływało?
Słyszę pytanie, kiedy wychodzę na brzeg i głos dziewczyny natychmiast wypełnia moją duszę. Czemu wcześniej jej nie zauważyłem? Przygląda się, jak przesuwam dłonią po włosach i twarzy, by strząsnąć z nich wodę.
– Dobrze. A twój bieg? 
Dziś ma na sobie tylko skąpy sportowy stanik i parę szortów do biegania. Opiera ręce o biodra i wbija spojrzenie w piasek, wciąż oddychając nieco ciężej. Wygląda wspaniale z Ma zarumienioną od wysiłku twarzą, szyją i dekoltem.
– W porządku, chociaż zastanawiam się, skąd w powietrzu tyle dymu. Gdzieś musiało się palić.
Na porannym niebie nie widać ani jednej chmurki, ale nad wyspą unoszą się ciemne opary i nic nie wskazuje na to, by miały się rozwiać. Ali zaczyna pocierać oczy, pewnie podrażnione przez dym.
– Stawiam na to, że na północnym krańcu wyspy zapalił się jakiś dom. Nie wiem, co jest nie tak z tamtym miejscem, ale co kilka miesięcy coś się tam zaczyna palić. Prawie jak w zegarku, zresztą sama zobaczysz. Początkiem przyszłego roku będzie to samo. – Znów przesuwam dłonią po włosach, a jej wzrok podąża za tym ruchem.
– Wow, czemu tak się dzieje?
Pochyla się, by ściągnąć buty i skarpetki, po czym zakopuje w piasku stopy z pomalowanymi na różowo paznokciami.
– Nie mam pojęcia, niektórzy mówią, że to jakiś podpalacz, a inni, że wyspa jest nawiedzona. Przypuszczam, że to jednak wina nieodpowiedzialnych turystów.
– Trochę to przykre. 
Ściąga z włosów gumkę i przeczesuje je palcami. Czuję uścisk w brzuchu, chciałbym, żeby użyła do tego mojej dłoni.
– Taa. Znowu idziesz dryfować? – Wskazuję w kierunku fal, bo wiem już, że po każdym biegu kładzie się na plecach na wodzie. 
Uśmiecha się do mnie.
– Lubię dryfować. Chcesz się przyłączyć?
Co? Nie oczekiwałem, że zaproponuje, byśmy spędzili razem więcej czasu. Też czuje to przyciąganie między nami?
– Właściwie to muszę uciekać do domu. Mam coś do załatwienia.
Widzę, jak nieco opuszcza ramiona i podobny los spotyka żołądek w moim brzuchu.
– Och, w porządku. – Patrzy w stronę zatoki, a przez jej piękną twarz przemyka rozczarowanie. – To może innym razem?
A teraz czuję się, jakby ktoś dźgnął mnie prosto w serce. Odwracam się w kierunku domu i zamykam oczy. Maska, jaką zwykle przybieram, opadła i gdyby dziewczyna mi się teraz przyjrzała, zobaczyłaby tego prawdziwego mnie. Muszę od nowa przypomnieć sobie, dlaczego nie możemy być razem i dlaczego odchodzę.
Mikołaj na zamówienie - Marie Jordan, Snow Jenika

Mikołaj na zamówienie - Marie Jordan, Snow Jenika

„Firma Nicka specjalizuje się w spełnianiu grzesznych fantazji. Zasady są proste i zakładają tylko uwodzenie i flirt.
Kiedy tuż przed świętami Nick ma odegrać rolę niegrzecznego mikołaja, nie spodziewa się, że pozna najseksowniejszą kobietę w życiu.
Rudowłosa Holly elektryzuje go tak bardzo, że mężczyzna łamie wszystkie swoje zasady. Wkrótce żadne z nich nie będzie chciało, aby te święta się skończyły.
On jest bardzo niegrzecznym mikołajem, ona jest bardzo niegrzeczną dziewczyną, która zdecydowanie zasłużyła na rózgę.”

„Mikołaj na zamówienie” to książka, a może raczej nowelka, o której za dużo Wam nie napisze, bo tak prawdę powiedziawszy, to nie ma za bardzo, o czym pisać. Cała historia rozgrywa się na 150 stronach, a i one w pełni nie zostały wykorzystane, więc możecie się domyślić, że jest to tylko dość obszerne opowiadanie. Na okładce napisano, że to najbardziej niegrzeczna świąteczna historia tego roku i ja się z tym w stu procentach zgodzę, choć i tak uważam, że ze świętami łączy tę książkę tylko postać Nicka, czyli „Mikołaja”. Prawie cała fabuła opiera się na wyuzdanym seksie, więc zdecydowanie jest to książka, która spodoba się tylko bardzo niegrzecznym dziewczynom, które lubią czytać o niegrzecznych rzeczach. Osobiście mam dość neutralny stosunek do tej historii, ale tak szczerze, to wiele się po niej nie spodziewałam. To książeczka, której poświęciłam zaledwie godzinkę swego czasu, gdyż czyta się ją ekspresowo i choć nie znalazłam w niej niczego wartościowego, to myślę, że jako tako umiliła mój czas.

Jeżeli jesteś niegrzeczna i lubisz niegrzecznych Mikołajów, to śmiało możesz zabrać się za to opowiadanie... ;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
Krople deszczu - Kathryn Andrews (PATRONAT MEDIALNY)

Krople deszczu - Kathryn Andrews (PATRONAT MEDIALNY)

„Ali Rain
Czasami zastanawiam się, jak znalazłam się w miejscu, w którym teraz jestem, ale gdy ból powraca, od razu sobie przypominam… wszystko przez to, że odeszła. Mieszkam teraz w nowym mieście, chodzę do nowej szkoły i powinnam ruszyć dalej ze swoim nowym życiem. Problem w tym, że sama już nie wiem, kim jestem. Został mi tylko taniec, a z każdym kolejnym dniem czuję się coraz bardziej samotna. Cisza stała się motywem przewodnim mojego życia. Ona kazała mi odnaleźć radość i światło, ale nie mam pojęcia jak, skoro przez większość czasu otacza mnie mrok… do czasu, aż poznaję jego.

Drew Hale
Mam w życiu tylko jeden cel: za dwieście dziewięćdziesiąt osiem dni wyjechać z tego miasteczka i nigdy nie wrócić. Wszyscy uważnie mnie tu obserwują, zbyt uważnie, i mam już dość ciągłego ukrywania się pod maską obojętności. Potrzebuję wolności. Pływanie to moja przepustka do lepszego życia i codziennie powtarzam sobie, by się nie wychylać, trzymać ustalonej rutyny i pod żadnym pozorem nie pozwolić, by cokolwiek mnie rozproszyło. Wbrew powszechnej opinii, nie jestem chodzącym ideałem – każdego dnia tonę w poczuciu winy. Nie mam pewności, czy kiedykolwiek przestanę czuć się bezwartościowy, niechciany i przepełniony wstydem… do czasu, aż poznaję ją.”

„Krople deszczu” to powieść, która na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale to tylko pozory, bo ta historia niesamowicie mną poruszyła i wyryła w moim sercu ślad...

W książce poznajemy dwójkę młodych i zagubionych w życiu bohaterów. Ali nie może pogodzić się ze śmiercią swojej matki. Poza tym po przeprowadzce na Florydę, czuje, jakby straciła także ojca, który również zatracił się w żałobie i zamiast wspierać córkę, rzucił się w wir pracy. Mimo bólu w sercu dziewczyna walczy o każdy dzień i dąży do spełnienia marzenia, czyli do dostania się na jeden z lepszych uniwersytetów w Nowym Jorku, w którym dalej będzie mogła robić to, co kocha, czyli tańczyć. Drew to złoty chłopak, z którym chciałaby być każda dziewczyna. To niezwykle przystojny i utalentowany pływak, którego serce przepełnione jest strachem i poczuciem winy. Każdego dnia musi mierzyć się z lękiem o braci i swoją mamę. Gdy ta dwójka przypadkowo się poznaje, ich życie zaczyna się diametralnie zmieniać. Drew wie, że nie powinien się z nią spotykać, ale jego serce się do niej wyrywa. Przy niej nie musi udawać, czuje spokój i rozumieją się bez słów. Czy ich historia będzie miała happy end?

„Krople deszczu” to bezapelacyjnie jedna z lepszych powieści tego roku. To książka, która chwyta za serce, wzrusza i dostarcza wielu skrajnych emocji. Nietrudno zakochać się w tej historii, bo autorka w lekki i przystępny sposób opisała fragment życia dwójki bohaterów, którzy musieli się spotkać, bo tylko dzięki temu stanęli na nogach i poukładali swoje nastoletnie życie na nowo. To przepiękna historia o przyjaźni, o miłości, w której radość i szczęście miesza się z niewyobrażalnym bólem, strachem i cierpieniem. To książka, o której się nie zapomina, ona zostawia w sercu ślad i przez długi czas się o niej myśli. Podczas czytania wylałam morze łez, ale uwierzcie mi na słowo, że życie bohaterów, jest tylko na pozór idealne, każdy z nich dźwiga na swoich barkach wiele tajemnic i sekretów, które już dawno powinny ujrzeć światło dzienne. Niecierpliwie czekam na kolejną część, w której poznam historię Beau, młodszego brata Drew, który nosi blizny nie tylko na ciele, niestety najwięcej ma ich na sercu oraz duszy. Myślę, że ta część będzie jeszcze bardziej emocjonująca.

„Czas mija… 
Sekundy, minuty, a może nawet godziny – sama nie wiem, zresztą w ogóle o to nie dbam. Całe światło, jakie myślałam, że odnalazłam znika i widzę jedynie ciemność.
Poddaje się. Jestem załamana.
Gdyby tylko krople deszczu mogły mnie stąd zmyć, pozwoliłabym im na to bez żadnego sprzeciwu.”

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem, bo uważam, że obok niej nie można przejść obojętnie. To książka pełna emocji, o której naprawdę przed długi czas nie zapomnicie. Mnie autorka uwiodła oraz zafascynowała i teraz niecierpliwie czekam na kolejną część. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.
Do wigilii się zagoi - Agnieszka Błażyńska

Do wigilii się zagoi - Agnieszka Błażyńska

„Czasami myślimy, że święta w cudowny sposób rozwiążą nasze problemy.
Niektórzy jednak mają umiejętność pakowania się w takie kłopoty, że nawet cud im nie pomoże… 
Wszystko zaczyna się od niewinnego zdjęcia zrobionego z ukrycia na lotnisku w Pyrzowicach.

Finka Ślęczka w samolocie z Londynu zauważa mężczyznę o oryginalnej urodzie i nieobecnym spojrzeniu -– z hipsterską brodą i tatuażami mógłby być zarówno kryminalistą, jak i modelem awangardowych projektantów. Kiedy później z przyjaciółką Martyną próbują go odnaleźć przez Facebook, sprawiają, że Rafał staje się bohaterem wielkiego internetowego zgrywu. Jego przyjaciel Heniek, młody adwokat-casanova, specjalizujący się w piorunującym wrażeniu i niebanalnym uwodzeniu kobiet, chce wytoczyć dziewczynom proces stulecia. Ale szybko okazuje się, że od nienawiści do miłości droga jest bardzo krótka, a mieszanie uczuć z interesami może nieźle nabałaganić w życiu.”

„Do wigilii się zagoi” to powieść, która uwiodła mnie klimatyczną okładką i bardzo ciekawym opisem. Historia ma bardzo duży potencjał, fabuła jest bardzo ciekawa i przede wszystkim oryginalna, a bohaterowie są niezwykle sympatyczni, sama raz dwa ich wszystkich polubiłam. Niestety uważam także, że ten potencjał nie został w pełni wykorzystany, bo choć naprawdę historia jest bardzo ciekawa i przez ponad trzy czwarte książki jest fascynująco i intrygująco, to samo zakończenie bardzo, ale to bardzo mnie rozczarowało. Odniosłam wrażenie jakby zostało napisane na kolanie, szybko i byle jak. Jeżeli autorka ma zamiar napisać drugą cześć, to jej to wybaczę, ale jeżeli to koniec historii, to naprawdę jestem rozczarowana i czuję ogromny niedosyt. Jest to jedyny minus tej książki, ale w moim odczuciu dość poważny, bo zakończenie każdej książki powinno wywoływać w czytelniku efekt wow i co najważniejsze zaskakiwać. Tutaj mi tego zabrakło i bardzo nad tym ubolewam. Niemniej jednak spędziłam przy tej historii bardzo fajnie czas, poza tym autorka zaserwowała mi dość dużą dawkę humoru i nie raz sytuacje i dialogi pomiędzy bohaterami wywoływały u mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu.

Książkę oceniam dobrze, a gdyby było bardziej rozbudowane zakończenie, to oceniałabym ją bardzo dobrze. Jednak nie narzekam, bo tak jak napisałam wyżej fajnie spędziłam przy niej czas.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.
Morderstwo na święta - Francis Duncan

Morderstwo na święta - Francis Duncan

Kiedy detektyw-amator Mordecai Tremaine przybywa do posiadłości swojego znajomego, by spędzić święta Bożego Narodzenia tradycyjnie i z dala od londyńskiego zgiełku, zastaje na miejscu kilkanaście barwnych gości, każdy z których skrywa własne tajemnice. Jako wnikliwy obserwator ludzkiej natury, Tremaine wyczuwa napięcie ukryte pod powłoką sennej świątecznej atmosfery.
Jego najczarniejsze przypuszczenia sprawdzają się, kiedy głęboką nocą goście zamiast prezentów znajdują pod choinką zwłoki ubrane w kostium Świętego Mikołaja. Pada śnieg, powietrze jest ciężkie od wzajemnych podejrzeń, a na Tremaine’a spada zadanie znalezienia świątecznego mordercy.”

„Morderstwo na święta” to powieść, względem której miałam spore oczekiwania. Mroczna okładka i interesujący opis sprawiły, że liczyłam na kawał dobrego rasowego kryminału. Niestety wszystko zakończyło się na oczekiwaniach, bo książka mnie rozczarowała…

Gdybym miała opisać ją jednym słowem, to napisałam NUDNA. Przez prawie połowę książki trzeba czekać, by cokolwiek zaczęło się dziać, a i nawet po tym, gdy dochodzi do morderstwa, to akcja wcale nie  nabiera tempa. Wszystko ciągnie się jak flaki z olejem i naprawdę ciężko wciągnąć się w fabułę. Przez ponad sto stron autor próbuje przybliżyć nam postacie bohaterów, którzy niestety nie wyróżniają się niczym szczególnym, odniosłam wrażenie, że każdy był taki sam i według mnie nie wnosił nic znaczącego do całej powieści. Jedynym wyjątkiem był ekscentryczny właściciel dworku, którego sekrety okazały się dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie mogę też odmówić autorowi tego, że widział jak zbijać z tropu, bo prawie do samego końca nie wiedziałam, kto był mordercą. Niestety nie zmienia to faktu, że jako całość oceniam książkę dość kiepsko, bo jednak kryminał powinien intrygować, zaciekawiać i dostarczać wielu emocji, a tego tutaj nie dostałam.

Pomysł na fabułę był bardzo fajny, jednak nie został w pełni wykorzystany i coś, co zapowiadało się na naprawdę dobry kryminał, okazało się nudną i małą interesującą historią, przy której sporo się namęczyłam. Mnie ta powieść nie przypadła do gustu, ale może z Wami będzie zupełnie inaczej i historia amatora detektywa dostarczy Wam wielu wrażeń.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska. 
Zapowiedź patronacka - Inna Kobieta - Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska

Zapowiedź patronacka - Inna Kobieta - Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska

Ona, on, ona. Bo w życiu nic nie jest czarno-białe…

Dwie kobiety. Żona i kochanka. Różni je wiele. Poglądy, charakter, styl życia. Inaczej widzą też mężczyznę, którego kochają. Po czyjej stanąć stronie? Żony, z którą on ma przeszłość i dzieci? Czy może kochanki, która daje mu to, czego dawno nie miał? Można wybaczyć? A może nie tylko on jest winny? Poznajcie dwie wersje tej samej historii, w której w końcu każdy musi zadać sobie pytanie: odejść czy zostać? Poddać się czy walczyć? Ważniejszy jest namiętny seks czy przywiązanie i bezpieczeństwo? Romans, który wciąga jak kryminał. Zwłaszcza że każdy uważa się za niewinnego…

„Inna kobieta” to wciągająca od pierwszej strony opowieść, w której każda kobieta odnajdzie echa własnego życia.

Nowa książka autorek powieści „Dwanaście życzeń”!

Wydawnictwo W.A.B.
Żona nazisty (Fragment książki) -  Edith Hahn-Beer

Żona nazisty (Fragment książki) - Edith Hahn-Beer


Polskich Żydów odesłano już z powrotem do Polski. Teraz, w lecie 1941 roku, usłyszeliśmy, że niemieccy i austriaccy Żydzi też będą musieli tam pojechać. Te deportacje – czy Aktionen, jak je nazywaliśmy – napełniały nas trwogą. Nie wiedzieliśmy wówczas, co oznaczała deportacja do Polski, przeczuwaliśmy jednak, że to nic dobrego. Myśleliśmy o tym kraju jako o niecywilizowanej dziczy, gdzie Niemcy kolonizują i podporządkowują sobie miejscowych chłopów. Gdyby Mamę wysłali do Polski – myślałam – musiałaby być służącą u niemieckich kolonistów: zmywać naczynia, szorować podłogi, prasować ubrania. Nie mogłam znieść myśli, że znalazłaby się w takich warunkach. Moja mama służącą? Niemożliwe!
Frau Fleschner i nadzorca zapewnili nas, że póki pracujemy, nasze rodziny nie zostaną deportowane. Odniosłam wrażenie, że z biegiem czasu starają się bardziej o nas dbać. Pewnej niedzieli nasza szóstka poszła na spacer. Podczas naszej nieobecności przyjechała na przeszpiegi policja. Nadzorca powiedział, że pracujemy daleko na polach i żeby nie zawracać nam głowy. Po naszym powrocie zachichotał i powiedział:
– Podziękujcie mi, moje panie. Znów wyciągnąłem was z gówna.

Na obrzeżu gospodarstw powstał obóz dla robotników przymusowych z Polski. Zatrudniano ich do usuwania głazów z pól, przebudowy domów, czyszczenia chlewów. Polacy wołali do nas, gdy szłyśmy do pracy, niosąc motyki i szpadle.
– Nie zwracajcie na nich uwagi – powiedziałam moim młodym towarzyszkom.
Ale wesoła ciemnowłosa dziewczyna, Liesel Brust, chciała wiedzieć więcej o tym miejscu, do którego wysyłano teraz tak wielu Żydów. Przysunęła się więc bliżej do jednego z mężczyzn.
– Jaka jest ta Polska? – spytała.
– Piękna – odparł. Był młody. Uśmiechnął się. Nie miał przednich zębów.
– A Warszawa?
– Piękne pałace, muzea, opera, biblioteki, uniwersytety pełne profesorów… akurat takie miejsce, jakie spodobałoby się takiej ładnej młodej Żydóweczce jak ty. Wejdź do środka, serdeńko, to ci opowiem więcej o Warszawie.
Odciągnęłam Liesel od niego.
– Spotkałam kiedyś w Wiedniu Chińczyka, który opowiadał mi takie same rzeczy – ostrzegłam ją. – Gdybym z nim poszła, byłabym teraz w burdelu w Koulunie. Jeśli pójdziesz do polskiego obozu, nigdy nie wrócisz, zapewniam cię.
Myślałam wówczas, że mówię o gromadzie głodnych kobiety więźniów na niemieckich równinach. Skąd mogłam wiedzieć, że równie dobrze mogłam mówić o samej Polsce?
Im ciężej pracowałam, im się robiłam chudsza, im bliższa byłam utraty nadziei i wyobrażeń o śmierci, tym bardziej przenikała mnie czułość dla każdej żywej istoty. Nie czyniłam już rozróżnień między ludźmi. Nie miałam nic nikomu za złe i ceniłam każdego. Znalazłyśmy w baraku myszy. Zamiast je zabić, zostawiałyśmy im okruszki. W kurniku urodziło się kulawe kurczę. Przyniosłam je do pokoju i karmiłam przez trzy dni, zanim zdechło.
Napisałam do Pepiego, że walczą we mnie dwie dusze. Pierwsza czuje, że to cierpienie nigdy się nie skończy, że wszystkie umrzemy tu w błocie. Druga wierzy, że stanie się cud: RAF zrzuci bombę wprost na Hitlera i Goebbelsa, narodowy socjalizm zniknie, znów stanę się wolną kobietą, pobierzemy się i będziemy mieli dużo dzieci".
Między nami chaos - Samuel Miller

Między nami chaos - Samuel Miller

„Życie osiemnastoletniego Arthura wali się w gruzy, kiedy dostaje sądowy zakaz zbliżania się do swojej byłej dziewczyny, traci stypendium i szansę na dobre studia. Chcąc ukrócić nieco jego destrukcyjne zachowanie, ojciec wysyła go na pewien czas do wujostwa. Tam Arthur odkrywa dziennik swojego dziadka, słynnego pisarza, który pięć lat wcześniej na tydzień przed śmiercią wyruszył nagle w zagadkową podróż. Jej celu nie znał nikt z rodziny, a co gorsza – nikt nawet nie próbował się dowiedzieć, co się w tym czasie wydarzyło. 

Podążając za wskazówkami, które znajduje w dzienniku, Arthur próbuje odtworzyć ostatnie dni życia swojego dziadka. Chce się dowiedzieć, kim naprawdę był, czego szukał tysiące kilometrów od rodzinnego domu i… czy rzeczywiście nie żyje. Nie wie, że na końcu drogi poza bolesną tajemnicą odkryje prawdziwego siebie.”

„Między nami chaos” to powieść, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autor zachwycił mnie fabułą, choć nie ukrywam, że początki były ciężkie. Nie mogłam wciągnąć się w tę historię, ale ciesze się, że nie zdecydowałam się odłożyć jej na półkę, bo później przepadłam w fabule, zatraciłam się w opowieści Arthura Pullmana i razem z nim poszukiwałam odpowiedzi na wiele dręczących go pytań.

„Czasami jedyny sposób, żeby nauczyć kogoś doceniać to, co ma, to mu to zabrać.”

Jestem przekonana, że autor włożył w tę historię wiele serca oraz pracy. Wszystko zostało dopracowane, dopięte na ostatni guzik, dzięki temu historia Arthura tak bardzo ciekawi. Poza tym autor wplótł w fabułę wiele wątków historycznych, które idealnie łączą się z całą fabułą. W tej opowieści nie ma nic przekoloryzowanego, od niej czuć autentyczność i cały czas odnosi się wrażenie, że taka historia mogłaby wydarzyć się naprawdę. Książka chwyta za serce, wzrusza i nie daje o sobie zapomnieć.

„Na końcu życia historia człowieka jest napisana słowami, których nigdy nie wypowiedział.”

„Między nami chaos” to jedna z takich powieści, którą mogę polecić naprawdę wszystkim. To bardzo dojrzała powieść, przy której nie raz należy się zatrzymać i zastanowić nie tylko nad historią bohatera, ale również nad własnym życiem.  W tej książce nie liczy się wiek Arthura, najważniejsza jest jego podróż, jego przeżycia oraz walka o prawdę. Mogę również zapewnić Was, że to jedna z lepszych książek, którą udało mnie się przeczytać z początkiem tego roku. 

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Burda Media.
Lidia Liszewska, Robert Kornacki - Zaczekaj na mnie

Lidia Liszewska, Robert Kornacki - Zaczekaj na mnie


Pierwsza część tej książki podrażniła wszystkie moje zakończenia nerwowe do granic możliwości, druga przetrzymała w niepewności przez prawie 360 stron. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut autorski i do tego duetu pisarskiego mogę z całą stanowczością powiedzieć, że to debiut doskonały, doskonałego duetu!

"Kontynuacja najgłośniejszego debiutu 2018 roku!
Po burzliwym rozstaniu Matyldzie został tylko jeden list, który czekał w skrzynce od roku. Zawarte w nim wyjaśnienia Kosmy wszystko komplikują, bo przez ten czas życie kobiety całkowicie się zmieniło. Jej nową codzienność wypełnia samotne macierzyństwo i powracające myśli o ukochanym. Czy Matylda będzie nadal na niego czekać, gdy obok pojawi się inny mężczyzna?
Kosma musi teraz poświęcić wszystkie swoje siły na walkę o własne zdrowie. Jak pogodzi porywczy temperament z przestrzeganiem zaleceń lekarzy?
Czy drogi tych dwojga jeszcze się zejdą?"

Historia Matyldy i Kosmy to książka, o której śmiało mogę powiedzieć, że jest jedną z lepszych, jakie przeczytałam w ubiegłym roku. „Zaczekaj na mnie” to drugi tom tej historii, na który czekałam z niecierpliwością. Autorzy w tej części zaskakują znacznym spowolnieniem akcji, książka ma bardziej refleksyjny charakter, składa się z wielu przemyśleń i wewnętrznych monologów bohaterów. Przepełniona bólem i rozpaczą, ale również wszechobecną nadzieją. Twórcy skupiają się na walce Kosmy z chorobą, ukazując jego samopoczucie i wiarę w wyzdrowienie jako swoistą sinusoidę. Lepsze dni przeplatają się na zmianę z chwilami totalnego załamania. Matylda również próbuje na nowo poskładać swoje życie do kupy. Każdy kolejny dzień  to konfrontacja z tęsknotą i wspomnieniami.
I choć ta część charakteryzuje się, tak jak już wcześniej wspominałam, znacznym spowolnieniem akcji, to autorzy nie poskąpili również niespodzianek, którymi zdołali mnie mocno zaskoczyć, ale tu nie puszczę pary z ust, musicie przekonać się sami.


Zakończenie książki może nie jest zaskakujące, ale raczej nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inne. Jednak trzeba przyznać, że daje twórcom wiele możliwości na przyszłość. Cóż teraz nie pozostaje mi nic innego tylko czekać na kolejną część i mam nadzieję, że autorzy tak jak dotychczas staną na wysokości zadania, nie spuszczą z tonu i w krótkim czasie dostaniemy satysfakcjonujące zwieńczenie historii Matyldy i Kosmy.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.




















Serce z cierni - Bree Barton

Serce z cierni - Bree Barton

„Mia to siedemnastoletnia dziewczyna, która trenuje, aby polować na czarownice. Mówią na nie Gwyrach. To kobiety, które potrafią zabijać ludzi przez dotyk. Prawdopodobnie tak zginęła matka Mii, a teraz przyszedł czas na zemstę.

Nieoczekiwanie ojciec dziewczyny postanawia wydać ją za mąż. Tajemniczy książę Quinn nie jest tym, czego spodziewała się przyszła łowczyni. W świecie, w którym tylko kobiety władają magią, bliskość może być śmiertelnie niebezpieczna.

Dziewczyna ucieka, aby znaleźć morderczynie matki. W trakcie swojej misji dowiaduje się, że może władać magią. Czy to znaczy, że łowca staje się zwierzyną? Czy uda jej się zmierzyć z tajemnicami rodziny, na których odkrycie nie była przygotowana?”

„Serce z cierni” to powieść, którą wzięłam do recenzji pod wpływem impulsu. Pamiętam, że był to okres, w którym byłam przejedzona fantastyką, ale jednak postanowiłam zaryzykować. Niestety książka i tak musiała swoje odleżeć na stosiku recenzyjnym, bo czułam, że muszę trochę odpocząć od magii, wiedź i dziwnych rzeczy. Myślę, że dobrze zrobiłam, bo teraz, gdy już przeczytałam książkę, mogę śmiało powiedzieć, że jest to świetna historia, która już na samym początku wciągnęła mnie w głąb fabuły i przeniosła na karty powieści.

Głównym atutem tej książki jest jej nieprzewidywalność. Autorka na każdym kroku mnie zaskakiwała, a co za tym idzie, wywoływała we mnie wiele skrajnych emocji. Naprawdę nie spodziewałam się wielu wydarzeń, a pod koniec czytałam wszystko z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Zakończenie było zaskakujące, szokujące i teraz niecierpliwie czekam na kolejną część, by dowiedzieć się, jak autorka rozwiąże problemy Mii i młodego księcia. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że autorka świetnie poradziła sobie z ich kreacją. Oczywiście na największą uwagę zasługuje Mia oraz książę Quin, ale i postacie drugoplanowe zastały stworzone perfekcyjnie i w taki sposób, by wkraść się w naszą sympatię i dopiero pod koniec pokazać swoją prawdziwą twarz. Jeżeli chodzi o Mię i Quina to myślę, że polubicie ich już od samego początku i zainteresowaniem będziecie śledzić ich pełną niebezpieczeństw i nieoczekiwanych zwrotów akcji historię.

„Serce z cierni" to obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów fantastyki młodzieżowej. I choć do młodzieży już się nie zaliczam, to i tak świetnie spędziłam przy niej czas. Autorce udało się mnie przenieść do świata, w którym magia jest tematem tabu, a niebezpieczeństwo może nadejść z najmniej spodziewanej strony. To historia, która fascynuje i zachwyca i od której nie sposób się oderwać. Naprawdę niecierpliwie czekam na kolejny tom, bo zakończenie bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyło. Nie byłam przygotowana na taki obrót spraw, więc kochane wydawnictwo pośpieszcie się…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
Uśpiona - Anka Mrówczyńska

Uśpiona - Anka Mrówczyńska

„Brutalny i mroczny thriller psychologiczny, pełen nagłych zwrotów akcji. Stopniowo poznajemy kolejne postaci, które wydają się być ze sobą niepołączone. Nic bardziej mylnego.

Dlaczego prokurator PRL ściga ukrywającą się dziewczynę? 
Kto zabił rodziców Jagody? 
Jak Bromski stał się bezwzględnym psychopatycznym pedofilem? 
Czy Andrzej zemści się na prokuratorze? 
I w końcu, który wariant rzeczywistości okaże się tym prawdziwym?”

Recenzja tej książki miała ukazać się dopiero w przyszłym tygodniu, ale autorka zrobiła mi taką sieczkę z mózgu, że muszę już o niej napisać. Na samym początku wydaje się, że nic w tej książce nie łączy się ze sobą, ale są to tylko pozory, bo im dalej czytamy, tym więcej ze sobą łączymy, a na światło dzienne wychodzą brudne i przerażające sekrety bohaterów. Poznajemy Andrzeja, Redaktora, Rylskiego, Majkę, Komisarza, Szybkiego, Jagodę, Komisarza, Bromskiego i Artura, mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam, ale bohaterów jest naprawdę sporo. Przyznam szczerze, że na początku gubiłam się w wydarzeniach, w czasach, w miejscach i oczywiście w samych bohaterach, ale  myślę, że taki właśnie zamiar miała autorka. Ona w perfidny i wyrachowany sposób zrobiła mi wodę z mózgu, bym czytając, czuła się jak dziecko we mgle. Poza tym na samym początku wydaje się, że żaden z bohaterów nie jest ze sobą powiązany, że to tylko przypadkowe osoby, ale uwierzcie mi moi drodzy, że autorka tak namieszała, tak powiązała losy bohaterów i przede wszystkim tak wodziła mnie za nos, że tego nie da się opisać słowami. Najlepsze jest to, że gdy już jako tako wszystko poukładałam sobie w głowie i z zadowoleniem doszłam do ostatnich stron, to przeżyłam taki szok, oczy wyszły mi z orbit, a szczęka kilkukrotnie odbiła się od podłogi. Znów poczułam się jakbym dostała obuchem w głowę i tak prawdę powiedziawszy, znów nie wiem nic. Nie wiem, co było prawdą, co kłamstwem, czy to właśnie zakończenie ukazało prawdziwe twarze bohaterów. No kurde oszalałam i czuję się jak jeden z bohaterów tej książki. 

„Uśpiona” to genialny thriller psychologiczny, który mami, zwodzi i przeraża. To książka, która dostarczy Wam mnóstwa emocji i wrażeń. To historia, która zryje Wam głowę, pełna brutalności, okrucieństwa, a także i obrzydliwości. Ja wiem, że długo o niej nie zapomnę, bo przez długi czas będę się zastanawiała, co tam się odpierdzieliło.

Polecam wszystkim fanom tego gatunku!

P.S. Aniu zastanawiam się ile jeszcze popieprzonych rzeczy siedzi w Twojej głowie :D

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.
KONKURS PRZEDPREMIEROWY

KONKURS PRZEDPREMIEROWY

Kochani, dziś mamy dla Was konkurs, w który możecie przedpremierowo wygrać dwa nasze cudowne patronaty medialne. Zasady konkursu są bardzo proste, wystarczy, że:

*dodacie nasz blog do obserwowanych
*w komentarzu odpowiecie na pytanie konkursowe
Będzie nam także miło jeżeli polubicie nasz facebookowy fan page Literatura kobieca-co czytać? oraz fp sponsora nagrody Wydawnictwo Novae Res.

Konkurs trwa do 28 stycznia, a wyniki pojawią się w ciągu trzech dni. Czas oczekiwania na nagrody to trzydzieści dni i wysyłamy je tylko na terenie Polski. Zastrzegamy sobie prawo do zmian w regulaminie konkursu. Wygrywają dwie osoby. Biorąc udział w konkursie, wyrażacie zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez osoby prowadzące bloga. Powodzenia!



Niechciany gość - Shari Lapena

Niechciany gość - Shari Lapena

„W Catskills panuje zima, a Mitchell’s Inn, hotel ukryty wśród górskich lasów, jest miejscem doskonałym na niczym niezmącony weekendowy wypoczynek albo na romantyczną schadzką. Gdy wokół pogarsza się pogoda, a burza śnieżna powoduje awarię elektryczności oraz uniemożliwia wszelką komunikację ze światem zewnętrznym, gościom nie pozostaje nic innego, jak tylko cierpliwie czekać na możliwość skontaktowania się ze światem za murami budynku. Tymczasem jednak niespodziewanie ginie jeden z gości Mitchell’s Inn. Śmierć wygląda na efekt wypadku, ale gdy życie traci kolejna osoba, ludzie uwięzieni w hotelu na odludziu zaczynają wpadać w panikę. W odciętym od świata luksusowym hotelu coś lub ktoś uśmierca jego mieszkańców, zabijając ich w kolejności, której reguł nikt nie jest w stanie odgadnąć. Przerażonym ludziom pozostaje czekać na śmierć lub na cudowne wybawienie, które wydaje się jednak bardzo odległe.”

Już troszkę mnie znacie i wiecie, że uwielbiam różnego rodzaju thrillery i kryminały, więc co miesiąc staram się kilka przeczytać. Tym razem w moje ręce wpadła powieść „Niechciany gość” Shari Lapeny. Do tej pory nie znałam twórczości tej autorki, ale po lekturze tej książki, wiem, że wszystko nadrobię. 

Zabierając się za czytanie, nie robiłam sobie zbyt dużo nadziei, gdyż ostatnio wiele książek z tego gatunku niemiłosiernie mnie rozczarowało. Jednak już po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, wiedziałam, że w tym przypadku będzie inaczej. Historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że czytałam non stop bez przerwy, by jak najszybciej, dowiedzieć się kto z bohaterów jest mordercą. Autorka wie jak dawkować napięcie, ja cały czas siedziałam jak na szpilkach i z przejęciem i uwagą przewracałam strony, by znaleźć najdrobniejszy szczegół, który pomógłby mi wpaść na trop mordercy. Oczywiście nic takiego nie znalazłam, ale teraz, gdy wiem kto zabił, zdaję sobie sprawę, że było kilka wskazówek, które w połączeniu z innymi faktami mogły mnie nakierować na właściwy trop. Jednak w książce tyle się dzieje, że bardzo łatwo to wszystko przegapić. Autorka z mistrzowską wprawą wodziła mnie za nos i naprawdę uwierzcie mi na słowo, że ciężko odgadnąć kto jest mordercą, jeżeli Wam się to uda, to dajcie mi znać, wtedy będę pod naprawdę dużym wrażeniem.

W książce naprawdę sporo się dzieje, ale to nic nadzwyczajnego, bo i bohaterów jest dużo. Na samym początku troszkę się gubiłam w tym, kto jest kim, ale później każdego z nich poznałam bardzo dobrze i nie było mowy o żadnych pomyłkach. Niektórzy z bohaterów wysuwają się na pierwszy plan, ale są i tacy, którzy prawie cały czas siedzą gdzieś z boku i mało mamy z nimi do czynienia. Jednak niech Was to nie zwiedzie, bo każdy z gości hotelowych jest ważny dla całej opowieści. Poza tym muszę nadmienić, że każdy z nich jest inny, każdy ma swoje problemy i niestety tajemnice, które tak czy inaczej będą musiały ujrzeć światło dzienne. 

To bardzo dobra powieść, w której znajdzie wiele emocji, a napięcie będzie się wylewać z każdej strony. Finał Was zaskoczy, ale przecież właśnie o to chodzi w tego typu literaturze. To idealna książka na długie zimowe wieczory, więc przenieście się do Mitchell,s Inn i podążajcie śladem mordercy.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.
Misja Wywiad z Anetą Krasińską

Misja Wywiad z Anetą Krasińską

Serdecznie zapraszamy na Misję Wywiad z Anetą Krasińską. Najciekawsze według autorki pytanie zadała Aleksandra Miczek.

Aleksandrę prosimy o kontakt na maila stawska19@gmail.com. Na wiadomość czekamy trzy dni, później nagroda przepada. W treści wiadomości prosimy wpisać dane do wysyłki oraz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.



Kinga Salamon 

Czy uważa Pani, że nadzieję należy mieć do samego końca, zawsze i wszędzie czy są takie sytuacje, że należy przestać się łudzić? 

Osobiście uważam, że nadzieję trzeba mieć do samego końca. Czasem to co pozornie wydaje się niemożliwe, okazuje się realne. 

 Na co ma Pani nadzieję w najbliższym czasie?
    
W najbliższym czasie premierę będzie miała moja najnowsza książka “Gdy opadły emocje”. Jest inna od poprzednich, dlatego mam nadzieję, że Czytelnicy sięgną po nią z jeszcze większym zainteresowaniem. Uwielbiam pisać o emocjach, którymi przesycone jest nasze całe życie i wierzę, że te emocje udało mi się dobrze nakreślić. 

Henryka Bieranowska 

Doczytałam się, że najlepiej odpoczywa Pani w obecności przyrody i zabytków. Jeśli tak, to poleca Kotlinę Kłodzką, która zajmuje pierwsze miejsce w moim sercu. A jaki zakątek kraju Pani by poleciła? 

Mam skrajne upodobania. Kocham góry i piesze wędrówki mało uczęszczanymi szlakami. Uwielbiam mieć wrażenie, że jeden krok dzieli mnie od tego, aby dosięgnąć nieba. Z drugiej strony, kocham też morze, szum fal, ich niesamowite kolory i gorący piasek parzący stopy. Tęsknię za Krakowem, jego różnorodnością oraz kolorytem, który wciąż mnie zdumiewa, ale jednocześnie utwierdza w przekonaniu, że mieszkam w pięknym kraju. 

Grażyna Stando 

Wierzy Pani w przypadki czy też wg. Pani nie ma przypadków? 

Zdecydowanie wierzę w przypadki i czasem są one tak zaskakujące, że jestem przekonana, iż nawet najbardziej pomysłowy autor książki nie wymyśliłby lepszej i bardziej skomplikowanej fabuły. 

Ulubiona książka dzieciństwa i bohater, którego do dzisiaj nosi Pani w sercu?

W młodości, pewnie jak wszystkie nastolatki, z uwagą i zapartym tchem śledziłam losy Ani z Zielonego Wzgórza. Uwielbiałam ją za to, że była roztrzepana a jednocześnie tak stanowczo i zdyscyplinowana. Dążyła do określonego celu i nie podawała się nawet wtedy, gdy upadała. Być może to stąd wziął się mój upór w dążeniu do celu. 

Katarzyna Kejtterr Witek 

Pani Aneto czy "Nadzieje Olgi" skończą się tak samo nietypowo jak poprzednia część? :)  

Jak wiadomo wszystkie moje książki kończyły się w dość nietypowy, często zaskakujący sposób. Nie chcę dawać łatwych odpowiedzi Czytelnikom. Wolę, aby sami interpretowali zakończenie. “Nadzieje Olgi” na pewno zachęcą do refleksji, na pewno zaskoczą i pozostawią pytanie, czy to na pewno już koniec. 

Czy przewidywana jest kolejna 4 część ? A jeśli nie to jakiej tematyka znajdzie się w kolejnej Pani książce? 

Kontynuacji sagi “Małe tęsknoty” nie przewiduję. Teraz realizuję nowy projekt. To nowa trylogia. Pierwsza część poświęcona jest spotkaniu po latach. Paczka znajomych wspólnie uczących się w liceum urządza przyjęcie. Dwadzieścia lat później powracają do przeszłości, która miała ogromny wpływ na to, kim są obecnie. Budzą się emocje. Powracają uczucia, dawne animozje, żale, pretensje i jedno pytanie: czy wszystko musiało się tak potoczy? 

Emi Lia 

W jaki sposób motywuje się Pani do pisania, czeka Pani na wenę, czy narzuciła Pani sobie jakieś stałe godziny pisania? 

W pisaniu tak naprawdę liczy się dyscyplina. Można mieć mnóstwo pomysłów i brak czasu, żeby je zapisać. Natomiast kiedy wiem, że mam określoną godzinę na to, aby usiąść i tworzyć i jestem do tego dobrze przygotowana, bo mam w głowie pełno pomysłów, jestem w stanie się całkowicie wyłączyć i poświęcić tworzeniu. 

Czy bohaterowie i wątki w Pani książkach są całkowicie zmyślone, czy czerpie Pani inspirację ze znanych sobie osób i sytuacji? 

Zawsze twierdzę, że lubię obserwować ludzi, ich zachowania, emocje. Wsłuchuję się w słowa i spostrzeżenia. To mnie motywuje do pisania, do łączenia pewnych wątków i tworzenia nowej historii. 

Aleksandra Miczek 

Nadzieje... Marzenia... Pragnienia... O czym marzy, czego pragnie, na co ma nadzieję autorka poczytnych książek? 

“Autorka poczytnych” książek ma nadzieję, że te książki wciąż będą poczytne i dobrze odbierane przez Czytelników. Marzę o tym, abym wciąż miała nowe, ciekawe pomysły i by wystarczyło mi sił, żeby tworzyć. Przy tym, by nigdy nie zabrakło mi zapału i nadziei na to, że jestem w stanie robić to, co kocham i co sprawia mi nieopisaną radość. 

Dorota Falęcka 

Czy podjęłaby się Pani napisania powieści osadzonej w czasie "okołobożonarodzeniowym", to taki wdzięczny temat? W jakich okolicznościach przyrody powstają pomysły na nowe powieści, jakie warunki sprzyjające pani pracy twórczej? 

Nie lubię pisać czegoś, do czego nie jestem przekonana. Nie zastanawiam się nad czasem akcji. To przychodzi ot tak, po prostu. Rzeczywiście jedna z części sagi “Małe tęsknoty” rozgrywa przed Bożym Narodzeniem i było to zamierzone, gdyż tego wymagała cała historia. Nie wiem, czy napiszę książkę bezpośrednio nawiązującą do okresu przedświątecznego. Nie planuję tego, ale czasem wynika to wprost z fabuły i wtedy jest bardziej naturalne a tym samym ciekawsze dla czytelnika. 

Bardzo dziękuję za wszystkie pytania, które sprawiły, że na chwilę przysiadłam na kanapie i zajrzałam w głąb siebie. 

Najbardziej ujęły mnie swoją prostotą połączoną z przenikliwością pytania zadane przez Aleksandrę Miczek. Gratuluję. 

Czasem najtrudniejsze okazuje się to, co pozornie wydaje się banalne. 

The raven king - Fragment książki

The raven king - Fragment książki

Zagadkowy komentarz Aarona był jedyną odpowiedzią, jaką uzyskali od niego podczas treningu. Sprawy przybrały bardziej osobisty charakter, więc Wymack przestał naciskać i domagać się wyjaśnień. Neil sądził, że koledzy poruszą ten temat, gdy nie będzie z nimi trenera, jednak najwyraźniej podzielali uczucia Wymacka, ponieważ taktownie milczeli. Od czasu do czasu rzucali Aaronowi oraz Nicky’emu zaciekawione spojrzenia, ale nikt o nic nie pytał. 
Bez Setha, wszczynającego bójki z Kevinem lub Nickym, czy Allison, która wykłócała się z każdym, kto był akurat pod ręką, albo Andrew, ucinającego sobie pogawędki z kolegami podczas stania na bramce, ich trening przebiegał w pełnej napięcia, przytłaczającej ciszy i niezakłóconym spokoju. Gdyby nie Kevin i Dan, trening byłby kompletną stratą czasu. Główny napastnik Lisów był zbyt uparty, żeby pozwolić, by cokolwiek rozproszyło jego uwagę, gdy znajdował się na boisku. Natomiast Dan, jako ich kapitan, doskonale znała swoją rolę. Dopingowała ich, jeśli zwalniali i mówiła do nich, przerywając tym samym niezręczne milczenie. Mimo wysiłków, jaki oboje włożyli, Neil pomyślał, że i tak wszyscy odczuli ulgę, kiedy w końcu Wymack zakończył trening. 
Wszyscy opuścili stadion w tym samym czasie, ale ponieważ Nicky zazwyczaj nie przestrzegał przepisów drogowych, to jako pierwsi dotarli do Fox Tower. Chłopak znalazł miejsce na tyłach parkingu przeznaczonego dla sportowców, po czym całą grupą skierowali się do akademika. W połowie drogi zauważyli osobę czekającą na nich na chodniku. Andrew siedział na krawężniku ze skrzyżowanymi nogami oraz rękami opartymi na kostkach i patrzył jak się zbliżają.
– Nie powinieneś siedzieć tutaj, jeśli czujesz, że coś ci dolega – odezwał się Kevin.
– No proszę, cóż za troska. – Andrew uśmiechnął się szeroko, słysząc chłodny ton Kevina. – Nie dramatyzuj. To nic takiego. Wystarczy, że się zdrzemnę, wezmę witaminę C, a wszystko wróci do normy.
Nicky przykucnął przed Andrew.
– Hej. Wszystko w porządku?
– Zadajesz dziwne pytania, Nicky.
– Martwię się o ciebie, to wszystko.
– To chyba twój problem. Och, no i proszę, w końcu przyjechali. 
Neil obejrzał się w chwili, gdy Matt skręcał na parking. Zrobił
dwa okrążenia, zanim znalazł w końcu miejsce dla swojej ciężarówki. Andrew mrugnął do Nicky’ego w milczącym żądaniu, by zszedł mu z drogi, więc jego kuzyn wstał i odsunął się na bok. Bramkarz zaczekał, aż Dan, Matt i Renee podejdą bliżej, a następnie podniósł dłoń na powitanie i powiedział:
– Renee, jesteś wreszcie! Chcę, żebyś poszła ze mną. Nie masz nic przeciwko, prawda? Wiedziałem, że nie odmówisz.
Renee przytaknęła skinieniem głowy.
– Muszę coś ze sobą zabrać?
– Nie ma takiej potrzeby. Już wszystko załatwiłem.
Andrew zerwał się na równe nogi i ruszył przez parking.
Renee zrobiła w tył zwrot i podążyła za nim, doganiając go po kilku krokach. Neil spojrzał na Dan. Jej usta były mocno zaciśnięte, tworząc cienką linię, ale nie wyglądała na zaskoczoną takim obrotem sprawy i nie odezwała się ani słowem. Matt otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz wziął przykład z Dan i również milczał. Wszyscy stali w bezruchu, dopóki Andrew i Renee nie znaleźli się w odległej części parkingu. Dopiero wtedy Aaron ruszył z miejsca, jednak zamiast wejść do akademika, oddalił się.
– No dobra – odezwał się w końcu Matt. – Pogadamy o tym w środku?
Nicky potarł swoje ramiona, jakby chciał odpędzić nagły chłód, chociaż na dworze było około trzydzieści siedem stopni, i wskazał brodą drzwi. 
– Bez drinka nie damy rady.
Uczelniana drużyna Exy miała przydzielone trzy pokoje na trzecim piętrze, które były małymi mieszkaniami. Do grupy Andrew należał pokój znajdujący się najbliżej schodów, dziewczęta mieszkały pośrodku, a Matt z Neilem na końcu. Gdy zbliżyli się do zamkniętych drzwi, Dan ścisnęła dłoń Matta tak mocno, aż pobielały jej kłykcie. Neil odniósł wrażenie, że chłopak wcale nie czerpie siły z jej wsparcia. Wpatrywał się pustym wzrokiem w breloczek z kluczami, jakby nie mógł sobie przypomnieć, który z nich służy do otwarcia drzwi. 
– Był takim dupkiem – wykrztusił cicho Matt.
– Wiem – odparła Dan.
Matt odetchnął powoli i w końcu przekręcił klucz w zamku. Pchnął drzwi, wzdrygając się przy tym, i mocniej ścisnął dłoń swojej dziewczyny, nie będąc pewnym, czy chce przekroczyć próg. Ponura mina Dan sprawiła, że Neil zrobił krok do przodu, ale trudno mu było cokolwiek zobaczyć, ponieważ Matt wciąż blokował przejście. Nie musiał jednak długo czekać. Dan zebrała się w końcu na odwagę i weszła do środka, ciągnąc za sobą Matta. Neil przystanął w drzwiach, chcąc ocenić zmiany, jakie zaszły pod ich nieobecność.
Forever my girl - Heidi McLaughlin (PATRONAT MEDIALNY)

Forever my girl - Heidi McLaughlin (PATRONAT MEDIALNY)

„Nigdy nie myślałem, że zostanę gwiazdą rocka. Będąc w college’u, planowałem grać w futbol, następnie dostać się do drużyny ligi zawodowej i poślubić ukochaną z liceum, z którą wiódłbym długie i szczęśliwe życie.

Informacją o wyjeździe złamałem serce nie tylko jej, ale i sobie. Byłem młody. Podjąłem tę decyzję, mając na względzie swoje a nie nasze dobro. Mimo że oddałem duszę muzyce, nie zapomniałem o zapachu czy uśmiechu tej dziewczyny.

Po dekadzie wracam pełen nadziei, że uda mi się to wszystko wyprostować. Wciąż pragnę, aby była moja na zawsze.”

„Forever my girl” to pierwsza powieść Heidi McLaughlin wydana w Polsce, więc za bardzo nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. To także pierwszy tom serii The Beaumont i mam nadzieję, że wydawnictwo postanowi wydać kolejne części, bo czuję, że i życiowe perypetie kolejnych bohaterów mogą być bardzo ciekawe. Jak możecie zauważyć, opis książki jest dość skąpy, a jak wiecie, ja nigdy nie lubię psuć Waszej przyjemności z czytania, więc tylko troszeczkę przybliżę Wam fabułę tej pięknej historii.

W książce poznajemy Josie i Liama, którzy byli parą w liceum. Kochali się i myśleli, że razem spędzą życie. Jednak życiowe wybory Liama rozdzieliły ich na dekadę. Gdy kolejny raz się spotykają Josie ma już na nowo ułożone życie i nie ma w nim miejsca dla Liama. Jednak jak wiemy… stara miłość nie rdzewieje, więc możecie się domyślić, że mimo tego, iż Liam opuścił dziewczynę, ta nie będzie potrafiła o nim zapomnieć i odsunąć go od siebie. Poza tym na światło dzienne wyjdą długo skrywane tajemnice, które przewartościują życie Liama i mimo niechęci oraz obaw złączą tę dwójkę na długi czas…

„Forever my girl” to jedna z takich książek, która wzrusza, chwyta za serce i pokazuje, jak silnym uczuciem jest miłość. Jej nie potrafią zniszczyć lata rozłąki, sekrety, czy tajemnice. I mimo tego, że próbujemy nie kochać, otaczamy się murem, to uczucie jest w stanie przetrwać wieki. Wystarczy jeden dotyk, jedno spojrzenie, by obudzić uczucia pogrzebane na dnie serca. Niestety niełatwo jest wybaczyć i zapomnieć o przeszłości, która złamała serce i pozostawiła w nim żal. Czy Jodie da kolejną szansę Liamowi? O tym musicie przekonać się sami.

Jestem przekonana, że polubicie głównych bohaterów, gdyż autorka nie przerysowała ich, a tym bardziej nie wyidealizowała. To osoby takie jak my, które mają swoje tajemnice, popełniają błędy i nie zawsze podejmują słuszne decyzje. Zafascynowała mnie postać Liama i podziwiałam jego determinację w walce o serce ukochanej kobiety.

„Forever my girl” to powieść, którą polecam Wam z czystym sumieniem. To słodko-gorzka opowieść o przyjaźni, o miłości i przede wszystkim o drugich szansach. Mnie autorka uwiodła i niecierpliwie czekam na kolejne tomy. Mam nadzieję, że i Wy świetnie spędzicie przy niej czas.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger