reklama

wtorek, 31 stycznia 2017

Księga snów - Nina George (PRZEDPREMIEROWO)

„Księga snów” Niny George, to książka, która zachwyciła mnie swoją okładką i intrygującym opisem. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale na pewno nie ostatnie. Przyznam szczerze, że miałam obawy przed lekturą tej książki, gdyż śmierć, umieranie, czy lęk przed utratą bliskiej osoby, to tematy przed którymi zawsze się bronię. Jestem osobą, która bardzo długo analizuje przeczytane książki, więc bałam się, że zatracę się w tematach smutnych i bolesnych. Czy moje obawy się sprawdziły? Zapraszam na recenzję.

Henri Skinner, to były reporter wojenny. Mężczyzna ma trzynastoletniego syna Sama, z którym niestety od lat nie miał kontaktu. Więc gdy Sam zaprasza go na spotkanie w szkole, Henri bez zastanowienia zgadza się. W drodze na spotkanie z synem mężczyzna zauważa jak mała dziewczynka wpada do rzeki i bez wahania postanawia jej pomóc. Na całe szczęście ratuje ją, jednak później, sam zostaje potrącony przez jadący samochód i w stanie śpiączki trafia do szpitala. Sam o wypadku ojca dowiaduje się od matki i mimo jej zakazów cały czas przebywa w szpitalu. Do Henri'ego przychodzi także jego była partnerka Eddie, która niespodziewanie dowiedziała się, że jest jedyną osobą odpowiedzialną za leczenie mężczyzny. Bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Samem i razem zaczynają walkę o powrót jego ojca do świata żywych. Henri także walczy do końca i uwięziony między życiem, a śmiercią przeżywa wiele nowych wersji własnego życia.

"Utknąłem między światami. Między brakiem końca i brakiem początku.

„Księgę snów” skończyłam czytać już jakiś czas temu i cały czas zastanawiam się, czy kiedykolwiek czytałam tak piękną książkę, jak ta. To naprawdę niesamowita książka, która od samego początku wzrusza i rozszarpuje serce na pół. Ta książka trafia w głąb duszy i wywołuje ogromną ilość emocji, wzruszenie, żal, smutek a nawet rozpacz.

Autorka w przepiękny sposób pokazała nam wędrówkę Henri'ego, między światami, między życiem, a śmiercią i przedstawiła nam wiele wersji jego życia, które mogłoby tak wyglądać gdyby w danym momencie podjął całkiem inną decyzję. Żyjąc w ciągłym biegu nie zdajemy sobie sprawy jak jedna decyzja, zła bądź dobra, potrafi zmienić nasze życie. W sumie nie tylko nasze, bo czasami od naszych decyzji zależy los innych osób. Nasze całe życie składa się z wyborów, które niestety nie zawsze są właściwe, ale to dzięki nim jesteśmy tym, kim jesteśmy.

"W którym zmierzasz kierunku? Z samotności w samotność? A może chcesz zniknąć i dołączyć do rodziny? Być z nimi gdzieś tam, w miejscu, którego istnienie przeczuwamy, choć nie wiemy, czy na pewno istnieje."

Nina George stworzyła historię bardzo wiarygodną i prawdziwą, która na pewno trafi do każdego czytelnika. Bez ceregieli pisze o życiu i śmierci. Śmierci, która de facto dotyka każdego z nas.

Przyznam Wam szczerze, że powieść ta długo siedziała mi głowie, bo choć szybko się ją czyta, to szybko się jej nie zapomina. Skłania do wielu refleksji nad naszą egzystencją i zmusza do zadawania sobie bolesnych i trudnych pytań, dotyczących śmierci, umierania, pozostawiania bliskich oraz zastanawiamy się co tak naprawdę jest po drugiej stronie. Ja, bardzo boję się śmierci i myślę, że wielu z Was też jej się lęka. Przecież na śmierć nigdy nie ma odpowiedniego czasu, a może lepiej by było, gdybyśmy byli na nią przygotowani?

„Księga snów”, to powieść po którą warto sięgnąć i przeczytać, bo choć jest smutna i wzruszająca, to zarazem jest bardzo piękna.

Czy smutek i ból można pokazać w niesamowity i piękny sposób? Nina George, to potrafi.

Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Książkę możecie zamawiać na Emik.com

Danka Brown - Krwawy medalion

Dzisiaj opowiem Wam o powieści, po którą sięgnęłam przypadkiem. Mam tutaj na myśli książkę Danki Braun- Krwawy medalion. Jak juz na pewno wiecie, moją miłością od niedawna są kryminały, a tytuł aż sam do mnie krzyczał, że to książka godna uwagi. Oczywiście opisu nie czytałam, zrobiłam sobie kompletną niespodziankę. Czy była ona udana? Czy Danka Braun spełniła moje dość wygórowane oczekiwania wobec kryminałów? Zapraszam Was na moją opinię.


Opis:

  Pod kołami samochodu ginie pacjentka Roberta Orłowskiego, nazywana przez mieszkańców Żurady Świętą Zośką. Okazuje się, że to lekarzowi zapisała w testamencie drewniany dom w lesie i… stary srebrny medalion. Chociaż medalion nie przedstawia znaczącej wartości rynkowej, był dla kobiety wyjątkowo cenny. Pewnego wieczoru Marta, nieślubna córka Orłowskiego, idąc na przyjęcie w Wiedniu, zakłada go na szyję. Medalion wzbudza duże zainteresowanie gości, co wkrótce spowoduje serię tragicznych w skutkach wydarzeń.
Mark Biegler, próbując rozwikłać zagadkę medalionu Świętej Zośki, odkrywa historię zakazanej miłości swojego ojca – czystej krwi Aryjczyka – do młodziutkiej Żydówki. Słuchając opowieści macochy, poznaje losy młodej Gretchen i jej rodziny na tle burzliwych wojennych wydarzeń, których doświadczyła Europa w pierwszej połowie dwudziestego wieku.

Jaką tajemnicę skrywa w sobie niepozorny wisior, skoro ktoś jest gotów dla niego zabić? Co łączyło prostą wiejską kobietę spod Olkusza z jedną z najbogatszych żydowskich rodzin przedwojennego Wiednia? 


O samej autorce nie wiedziałam nic i to pierwsze moje spotkanie z jej twórczością. Muszę przyznać, że swoim warsztatem pisarskim nie rozkochała mnie w swojej twórczości. Powieść była dobrze napisana, prostym i przejrzystym językiem. Sama fabuła, która łączyła w sobie retrospekcje z drugiej wojny światowej i teraźniejszości była niesamowicie ciekawa (szczególnie wątki  z II WŚ). Akcja toczyła się na samym początku dość ślamazarnie, po czym nagle runęła z zawrotną prędkością do przodu. Niestety, czegoś mi w niej stanowczo brakowało i mimo tego, że widzę wiele plusów, to jednak nie mogę powiedzieć, że było idealnie.


Jak wspomniałam w książce pojawia się wiele retrospekcji i przyznam szczerze, że wyszły one autorce zdecydowanie lepiej niż opisy teraźniejszości. "Pożerałam" je bardzo szybko, szczególnie, że ten temat, jak i cała II WŚ jest bardzo ciekawy, i wiele się tam działo. Dodam, że były one opisane bardzo obrazowo, dzięki czemu czuło się klimat tamtych czasów.


Co do bohaterów, nie mogę powiedzieć, że byli dobrze nakreśleni. Byli z lekka nijacy i nie za bardzo podobało mi się to, jak autorka poprowadziła ich narracje. Jedyną bohaterką, która zapadła mi w pamięć, to Gretchen. Była bardzo wyrazistą postacią, najlepiej rozplanowaną i opisaną. Gdy pojawiła się w książce, historia od razu nabrała rumieńców. Pozostali bohaterowie bardzo mnie rozczarowali, wydawali mi się prawie tacy sami i wpadli w utarte schematy rodem z powieści tego typu.


 Jeśli szukacie kryminału, pomieszanego z powieścią obyczajową, który ma świetnie przedstawione retrospekcje, to polecam Wam tę książkę. Ja osobiście chcę poznać więcej książek tej autorki, mimo tych kilku minusów, które opisałam. Sama książka jest dobra, ale jednak brakuje jej kilku istotnych, jak dla mnie elementów.

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Prozami.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Gracz - Vi Keeland

Na mojej czytelniczej liście, przeważają ostatnio romanse i erotyki. I wiecie co? Jestem z tego bardzo zadowolona, gdyż to chyba mój ulubiony gatunek literacki. Uwielbiam historie miłosne, które okraszone są nutą erotyki. Kiedy, więc w moje ręce wpadł „Gracz” Vi Keeland wiedziałam, że to dla mnie książka idealna. Moje przeczucia mnie nie zawiodły i zarwałam dla niej noc, a nieczęsto mi się to ostatnio zdarza, gdyż ostatnio, bardzo lubię spać. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że to bardzo fajna książka, a Vi Keeland oficjalnie mogę zaliczyć do moich ulubionych autorów. Zapraszam na recenzję.

„Ostra rozgrywka zmysłów, w której wszystkie chwyty są dozwolone.”

Delilah zawsze marzyła, by zostać reporterką sportową, a przecież marzenia się spełniają. Przed nią pierwszy wywiad z gwiazdami futbolu. Gdy wraz z innymi reporterami znajduje się w szatni zawodników, wszystko idzie sprawnie i po jej myśli. Jednak, gdy staje oko w oko z seksowną gwiazdą drużyny Brody'm Easton'em jej pewność siebie znika. Brody postanawia wytrącić Delilah z równowagi, a co może być bardziej rozpraszającego, od nagiego męskiego ciała? Gdy zrzuca ręcznik, który odrywa wszystkie jego karty, Delilah nie wie co powiedzieć, lecz stara się być profesjonalistką i jakoś udaje jej się skończyć wywiad. Na co liczy ten seksowny gracz? Na niezobowiązujący flirt, czy może po prostu chce ją zaliczyć? Delilah uważa Brody'ego za aroganckiego dupka i uświadamia mu, że nigdy się z nim nie umówi. Jednak Brody, to wytrawny GRACZ, który nigdy się nie poddaje. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.

„Gracz”, to bardzo fajnie napisany romans z nutą erotyzmu, bo choć okładka krzyczy do nas, że dostaniemy soczysty erotyk, w którym sceny seksu pojawiają się prawie na każdej stronie, to tak nie jest. Osobiście uważam to za ogromy plus, gdyż bardziej możemy skupić się na relacjach pomiędzy bohaterami, a uwierzcie mi na słowo, że będzie się działo. Sceny seksu, które pojawiają się w książce są niezwykle namiętne, pobudzają naszą wyobraźnie i są opisane z niewyobrażalnym wyczuciem oraz smakiem. Mi niejednokrotnie puls przyspieszał, a ciało stawało w płomieniach. W ogóle muszę stwierdzić, że kręcą mnie przekleństwa w ustach mężczyzn (tych książkowych) i to nie tylko podczas seksu. Brody przeklinał w taki sposób, że po prostu wymiękałam.

Tak jak wspominałam wyżej, w książce nie ma zbyt wielu scen seksu, autorka skupiła się bardziej na bohaterach i pozwoliła nam zajrzeć w głąb ich dusz oraz serc. Poznajemy ich myśli, uczucia i dręczące ich lęki. Oboje mają za sobą związki, w których kochali i byli kochani, i każdy z tych związków ma swoją smutną historię. Czy otworzą się na nową miłość?

Delilah i Brody, to bohaterowie, których polubiłam już na samym początku (Brody'ego chyba nie tylko polubiłam ;)) Naprawdę nie sposób ich nie polubić, są bardzo sympatyczni, uroczy i zabawni. Delilah, to kobieta piękna, pewna siebie, która nie lubi okazjonalnego bzykanka, zależy jej na związku i na wszelkie możliwe sposoby opiera się przystojnemu Brody'emu. Brody, to mężczyzna gniewny, lubiący kontrolę, który czasami zachowywał się jak arogancki dupek. Delilah wpadła mu w oko już podczas pierwszego wywiadu i za wszelką cenę chciał ja zaciągnąć do łóżka. Nie dla niego związki, randki, serduszka, czy kwiatki. Ale, czy na pewno?

„Każda chciałaby go zmienić, ale nie każda wie, że on szuka kobiety, dla której warto się zmienić.”

W powieści tej pojawiają się dwie postacie, którym miałam ochotę urwać głowy, ale nic o nich nie wspomnę, by zbyt wiele Wam nie zdradzić.

W „Graczu” spodobał mi się szczególnie jeden wątek, który dotyczył relacji Brody'ego z Marlene. Starszą kobietą, z którą nie łączyły go więzy krwi, a była niczym jego babcia. Otoczył ją ogromną opieką, był troskliwy, wyrozumiały, po prostu kochał ją całym sercem. Czyżby mężczyzna idealny? Myślę, że tak.

Jestem tą książką zachwycona. Podobało mi się w niej dosłownie wszystko, fabuła, bohaterowie, każdą stronę czytałam z zapartym tchem. To piękna książka o miłości, pełna pożądania, namiętności oraz humoru, który rozbawia do łez.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

niedziela, 29 stycznia 2017

Bez szans - Mia Sheridan (PRZEDPREMIEROWO)

Chyba każdy z nas ma marzenia i wierzy w to, że kiedyś się ziszczą. Jednak nie zdajemy sobie sprawy o jakich rzeczach marzą ludzie, którym codziennie wiatr wieje w oczy i dla których każdy dzień jest walką o przetrwanie. Dla nas pełna lodówka i ogrzany dom, to normalność i pragniemy rzeczy bardziej luksusowych, ale ludzie, którzy żyją w skrajnej biedzie, mają właśnie tak przyziemne marzenia i robią wszystko, by się spełniły. Zapraszam na recenzję „Bez szans” Mii Sheridan i już teraz napiszę Wam, że warto sięgnąć po tę książkę, gdyż Mia pisze tak, iż zapiera dech w piersiach, a emocje buchają z każdej strony. Uwielbiam wszystko co wychodzi spod jej pióra i myślę, że nie jestem w tym osamotniona. „Bez szans”, to powieść, która bezapelacyjnie dorównuje „Bez słów”. Uważam, że jest to najlepsza rekomendacja.

„Nawet tam, gdzie nie ma nadziei, jest miejsce dla miłości.”

W małym górskim i zapomnianym przez boga miasteczku, w stanie Kentucky, mieszka Tenleigh i Kyland. Oboje znają się tylko z widzenia, jednak to się zmienia, gdy dziewczyna pomaga chłopakowi. Od tej pory często na siebie wpadają, rozmawiają ze sobą i każde z nich ceni sobie towarzystwo tej drugiej osoby. Czują, że coś ich do siebie przyciąga jednak wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na miłość. Oboje chcą zdobyć stypendium Tyton Coal i nie oglądając się za siebie opuścić miasto, w którym nie ma perspektyw na godne życie i bolesna przeszłość cały czas daje o sobie znać. Tylko, czy można uciec przed przeznaczeniem? Czy wystarczy im tylko sama przyjaźń? Czy będą potrafili rozejść się bez żalu i goryczy? Ja Wam tego nie zdradzę, musicie przekonać się sami.

„- Kylandzie – przerwałam mu – co powiesz na to, żebyśmy byli po prostu przyjaciółmi? Przydałby mi się chyba przyjaciel. - Zamilkłam, żeby pomyśleć. - A kiedy oboje stąd wyjedziemy, w jakichkolwiek okolicznościach to nastąpi, kiedy już oboje będziemy dobrą partią, wspomnimy ciepło przyjaciela, którego mieliśmy kiedyś w rodzinnych stronach, i tyle. Okej? Proste. - Oczy znów wypełniły mi się łzami, choć nie byłam nawet pewna czemu.”

„Bez szans”, to kolejna książka Mii Sheridan, która powaliła mnie na kolana, a z mojego serca zrobiła emocjonalną miazgę. To powieść, która niejednokrotnie doprowadza do łez, chwyta za serce i nie chce puścić. Tej książki nie można zapomnieć. Po przeczytaniu zostaje ona w głowie i sercu, chyba już na zawsze. Skończyłam ją czytać już jakiś czas temu, a cały czas rozmyślałam o tej historii, bo nie umiem o niej zapomnieć i chyba nigdy nie zapomnę, a Kyland, to bohater, który odebrał mi kolejny kawałek, mojego i tak już małego serca.

Mia Sheridan posiada po prostu dar, który objawia się pisaniem przepięknych i wzruszających historii. Jej książki pozbawiają tchu, doprowadzają na skraj zawału i cały czas chce się więcej. Każde słowo w jej książkach jest jak smagnięcie emocjonalnym biczem, który rani nasze serca i dusze. Jednak pomimo tego, że odczuwamy ból wraz z bohaterami, to nie chcemy, by te historie były inne. Osobiście uwielbiam te emocje, które prześlizgują się po mojej duszy, dzięki takim książkom zatracam się w fikcyjnym świecie bez reszty. Opowieść o Tenleigh i Kylandzie jest piękna i porusza najgłębsze pokłady wrażliwości. To opowieść pełna bólu, ale zarówno niosąca niesamowitą nadzieję.

Mia Sheridan we wspaniałym stylu potrafi pisać o rzeczach trudnych i bolesnych, wie jak poruszać nasze serca i jak się wbić w naszą pamięć, by jej historie towarzyszyły nam przez długi czas. Sztuką jest także stworzenie tak prawdziwych i naturalnych bohaterów, jakimi są Ci zagubieni nastolatkowie. Tenleigh, to piękna, bystra, pełna nadziei i czuła dziewczyna, która nigdy nie chciała się zakochać. Najważniejsze dla niej było zdobycie stypendium i zapewnienie swojej mamie oraz siostrze lepszego życia niż wegetacja w tym małym górniczym miasteczku. Jednak przewrotny los postanowił inaczej i na jej drodze postawił zabójczo przystojnego Kylanda. Kyland, to chłopak piękny w swojej prostocie, z sercem na dłoni, który jest skory do ogromnych poświęceń. Nigdy nie myśli o sobie, najważniejsze są osoby bliskie jego sercu. To także chłopak, który po śmierci ojca oraz brata żył w samotności i mroku. Dla niego stypendium jest przepustką do lepszego świata, chce uciec z rodzinnego miasta, nie oglądając się za siebie, by zapomnieć o smutnej przeszłości, która towarzyszy mu każdego dnia. To Tenleigh rozgoni ciemność w jego życiu i przyniesie mu spokój. Tylko co się stanie, gdy nadejdzie dzień rozstania? Co zrobić, gdy rozum mówi jedno, a serce podpowiada całkiem coś innego?

„Miedzy rozpaczą a nadzieją.
Między bólem a ekstazą.
Między smutkiem a radością.
Między zgubą a zbawieniem.”

Są książki piękne i piękniejsze, ale „Bez szans” jest jedyna w swoim rodzaju. To przepiękna historia o trudnej miłości, ale niewątpliwie o miłości krystalicznej jak łza. To także książka o ogromnym poświęceniu dla ukochanej osoby oraz o nadziei, która zawsze umiera ostatnia. W książce znalazłam ukryte przesłanie... Pieniądze szczęścia nie dają, najważniejsi są ludzie, którzy nas kochają. Na tym buduje się świat.

„Bez szans”, to powieść, która rozdarła moje serce. A jak będzie z Wami?


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Książkę możecie zamawiać na    Empik.com

sobota, 28 stycznia 2017

Piętno - Sierra Cartwright (Patronat Medialny)

Literatura erotyczna, to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Uwielbiam czytać o gorących i namiętnych romansach między bohaterami. Wiem, że wiele osób ma problem, by przyznać się do tego, że czytują erotyki, jednak ja się tego nie wstydzę. Im mocniej i goręcej, tym lepiej. Takie książki niejednokrotnie mogą stać się inspiracją, rozwiać łóżkową nudę i na nowo rozpalić namiętność w związku. Czy Sierra Cartwright pobudziła moją wyobraźnie i zainspirowała mnie do łóżkowych eksperymentów? Zapraszam na recenzję.

„On chce, by całkowicie poddała się jego woli. Ona się boi, że już nigdy nie będzie pragnąć niczego innego.”

Gdy Sofia McBirde podejmuje się zorganizowania imprezy rocznicowej na ranczu Cage'a Donovan'a, nie zdaje sobie sprawy, że to zlecenie odmieni jej całe życie. Od samego początku oboje czują do siebie silne przyciąganie i mimo tego, że Cage ostrzega kobietę przed sobą, Sofia nie ma zamiaru posłuchać tej rady. Bo choć czuje, że powinna się trzymać od niego z daleka, to jednak nie potrafi tego zrobić, a ciekawość jest zbyt silna i kobieta tak, jak jej przyjaciółka Lara chce zatracić się w zmysłowym świecie BDSM. Czy, pożądanie może zamienić się w uczucie jakim jest miłość? Czy, Cage zdradzi Sofii arkana BDSM? Oraz, czy ten samotny mężczyzna pozwoli jej zajrzeć w głąb swej poranionej duszy? Przekonajcie się sami.

„Sierra Cartwright urodziła się w północnej Anglii, a wychowywała się na Dzikim Zachodzie. Jest autorką powieści równie dzikich co Góry Skaliste, które nazywa swoim domem. Pierwszą książkę napisała w wieku dziewięciu lat i od tamtej pory nieprzerywanie tworzy kolejne. Sierra zabiera czytelników w złożony świat miłości i pożądania, poddania i zobowiązania. Własne doświadczenia nauczyły ją, że zaufanie wymaga odwagi, a jej książki są ucztą dla każdego, kto nie boi się podjąć tego ryzyka.”

„Piętno”, to niewątpliwie bardzo, ale to bardzo gorący erotyk. Scen seksu i to na dodatek odważnych scen seksu jest co niemiara, więc myślę, że fani tego gatunku literackiego będą w pełni zadowoleni. Sierra Cartwright na pewno nie boi się pisać o seksie i choć większość scen jest dość mocna, i odważna, to nie są one wulgarne, i w niesamowity sposób rozpalają naszą wyobraźnię. Jednak nie spodziewajcie się serduszek oraz kwiatków, gdyż relacja Sofii oraz Cage'a od samego początku będzie typowym układem na podłożu BDSM, nawet wtedy gdy w ich świat wkroczy niechciane uczucie. Oczywiście zauroczony Cage także miejscami będzie ustępował Sofii, ale nie liczcie na typowy cukierkowy romans.

To co najbardziej podobało mi się w tej powieści, to, to, jak autorka przedstawiła relacje między panem, a jego uległą. Osobiście nie mam doświadczenia w takich praktykach seksualnych, ale uważam, że ten obraz, który przedstawiła Sierra jest bardzo prawdziwy. Dodatkowo autorka w bardzo naturalny sposób przedstawia nam arkana takich związków i poznajemy wszystko od A do Z. Dla mnie było to ciekawym doświadczeniem, gdyż w innych książkach tego typu, nie ma tego tak szeroko opisanego, a przynajmniej ja na taką chyba nigdy nie natrafiłam.

Głównym przekazem tej powieści jest zaufanie, które niewątpliwie jest fundamentem udanego i szczęśliwego związku, a tym bardziej związku, który oparty jest na namiętnych ścieżkach BDSM.

Kreacja bohaterów wyszła autorce dobrze. Sofia, to kobieta spełniona zawodowo, twardo stąpająca po ziemi i niesamowicie uparta, która będzie próbowała na wszelkie możliwe sposoby dostać się do wnętrza Cage'a. Za, to Cage, to mężczyzna skory do poświęcenia, stanowczy, także uparty i na swój sposób kochający swoją rodzinę, od której nieustannie się odcina. Bardzo polubiłam tę dwójkę i cały czas im kibicowałam.

Na pewno nie jest, to książka dla każdego, gdyż nie każdy lubi czytać o tak perwersyjnym i wyuzdanym seksie. Jednak mi się podobało i Wam tę książkę polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda.



piątek, 27 stycznia 2017

Układ doskonały - Jennifer Probst

„Układ doskonały” Jennifer Probst, to książka, o której myślałam, że już dawno mam ją za sobą. Więc domyślcie się jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jeszcze jej nie czytałam. Oczywiście ucieszyłam się z tego powodu, gdyż bardzo lubię książki tej autorki. Czy i tym razem zostałam usatysfakcjonowana? Zapraszam na recenzję.

„Ich układ doskonały zakładał małżeństwo z rozsądku; o miłości nie było mowy.”

Aleksa McKenzie, to porywcza właścicielka księgarni, w wolnym czasie, maluje obrazy, pisze wiersze i pomaga psom, które trafiają do schronisk. By pomóc rodzicom nad którymi wisi groźba sprzedaży rodzinnego domu, postanawia znaleźć bogatego męża, który rozwiąże wszelkie problemy finansowe. Nick Ryan, to brat najlepszej przyjaciółki Aleksy. To również bogaty architekt, który w ogóle nie myśli o małżeństwie. Jednak jeżeli chce odziedziczyć firmę stryja, musi znaleźć żonę i to bardzo szybko. Więc gdy dowiaduje się, że koleżanka z dziecięcych lat jest w dramatycznej sytuacji finansowej, składa jej propozycję nie do odrzucenia, małżeństwo na niby, które dla obu stron będzie korzystne. On będzie miał firmę, a ona pieniądze, które tak bardzo są jej potrzebne. Będzie, to oczywiście związek czysto biznesowy, żadnej miłości, zero uczuć oraz seksu. Małżeństwo ma trwać rok, później ich drogi mają się rozejść. Tylko, czy tak starannie ułożony plan ma szansę na sukces? Czy, dwójka tak różnych osób, ma szansę na coś więcej, niż zwykły biznesplan? O tym musicie przekonać się sami.

„Jennifer Probst napisała swoją pierwszą książkę mając dwanaście lat. Później zrobiła krótką przerwę, aby wziąć ślub, zajść w ciążę, kupić dom, ponownie zajść w ciążę, zrobić magistra z literatury angielskiej. Teraz pisze ponownie. Probst jest dzisiaj autorką bestsellerów, publikuje romanse zarówno erotyczne i seksowne jak i współczesny romans. Pisze także książki dla dzieci.”

„Układ doskonały”, to książka jakiej właśnie teraz potrzebowałam. Lekka, przyjemna w odbiorze, miejscami bajkowa, a przede wszystkim pełna humoru. Jest, to idealna powieść na odprężenie i zapomnienie o szarej rzeczywistości. I choć fabuła jest dość przewidywalna, to nie zmienia to faktu, że spędziłam przy niej wspaniałe godziny, wypełnione niekontrolowanymi wybuchami śmiechu, a i wzruszenie kilkakrotnie ściskało mnie za serce. To gorący romans wypełniony namiętnymi scenami seksu, które opisane są z niebywałym smakiem oraz wyczuciem. 

Na uwagę zasługują także bohaterowie, których kreacja, wyszła autorce bardzo dobrze. Oboje są pełni sprzeczności i różnią się od siebie jak ogień i woda. Bardzo ich polubiłam, a ich wszechobecne sprzeczki wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Aleksa, to niewątpliwie szczera, sympatyczna i twarda kobieta, która marzy o kochającym mężu i dzieciach. Jednak z powodu widma utraty domu przez ukochanych rodziców, poświęca się i dobija targu z mężczyzną, który w dzieciństwie złamał jej serce. Nick jest typowym przeciwieństwem Aleksy, układ jaki zawarł z kobietą jest mu rękę, gdyż nigdy nie chciał miłości oraz rodziny. Wszystko to za sprawą relacji jego rodziców, którzy nie byli zgodnym małżeństwem i nie spełnili się w roli rodziców. Nie wyobraża sobie, że jakaś kobieta mogłaby na stałe zagościć w jego sercu oraz życiu. Jednak co poradzić, na fakt, że już podczas pierwszego spotkania po latach polecą iskry i połączy ich silne przyciąganie? Co wygra rozum, czy serce? Przekonajcie się sami.

„Układ doskonały”, to książka, którą Wam polecam. To kilkugodzinna przygoda ze wspaniałymi bohaterami i historią, która wywołuje uśmiech i wzrusza. To bajeczna opowieść, przy której każdy się odpręży, zrelaksuje i zapomni o przyziemnych sprawach. Przyjaźń, miłość, zmysłowy romans i humor w najlepszym wydaniu, to właśnie znajdziecie w tej powieści.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akapit Press.



niedziela, 22 stycznia 2017

Sto milionów dolarów - Lee Child

Powieść „Sto milionów dolarów” Lee Childa, to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, więc domyślcie się jaka była moja reakcja, gdy odkryłam, że książka ta, to już 21 cześć cyklu o świetnym bohaterze jakim jest Jack Reacher. Oczywiście w niczym mi to nie nie przeszkadzało, bo każda część tego cyklu, to zupełnie odrębna historia. Zostałam tak zafascynowana tym bohaterem, że na pewno przeczytam wszystkie wcześniejsze tomy, jak i inne książki tego autora. Zapraszam na recenzję.

„Rok 1996. Jack Reacher nadal służy w wojsku i w ciągu jednego dnia otrzymuje medal, po czym niczym uczniak zostaje odesłany do szkoły. W szkolnej klasie zastaje dwóch mężczyzn: agenta FBI oraz analityka CIA. Każdy z nich jest wykwalifikowanym człowiekiem do zadań specjalnych i każdy z nich zastanawia się, co, do diabła, tutaj robią…

I wreszcie się dowiadują, że uśpiona komórka dżihadystów w Hamburgu przyjęła pod swe skrzydła nieoczekiwanego gościa – kuriera z Arabii Saudyjskiej. Mężczyzna szuka bezpiecznego schronienia, w którym mógłby się spotkać z nieznanym człowiekiem. Okazuje się, że pracujący pod przykrywką agent CIA podsłuchał kuriera, gdy ten szeptał mrożącą krew w żyłach wiadomość: „Amerykanin chce sto milionów dolarów”.
Sto milionów. Tylko za co? I kim jest tajemniczy nieznajomy? Reacher i jego dwaj nowi koledzy mają za zadanie odnaleźć tego mężczyznę. Zadanie nie jest łatwe, a atmosferę niepokoju podgrzewa wisząca nad ich głowami groźba: jeśli nie złapią człowieka, który za tym stoi, dojdzie do zamachu terrorystycznego, jakiego świat jeszcze nie widział. Reachera i jego współpracowników czeka pełen przygód, zdradzieckich terytoriów, fałszywych tożsamości i nowych okrutnych wrogów wyścig z czasem.

” Sto milionów dolarów”, to świetna powieść sensacyjna, która wciągnęła mnie w głąb fabuły już od pierwszej strony. Żałuję, że tak późno poznałam tę serię wydawniczą, bo jeżeli każda z części jest tak dobrze napisana, to są one dla mnie idealne pod każdym względem.

Ogromnym atutem powieści jest akcja, która jest bardzo dynamiczna , ani przez chwile nie wieje nudą, a my zostajemy momentalnie wciągnięci w wir wydarzeń. Tajemnice, wiele niewiadomych, to rzeczy, które uwielbiam w powieściach sensacyjnych, a tutaj tego nie zabrakło i nie mogłam odłożyć książki, póki jej nie skończyłam. Osobiście uważam, że jest to powieść na wysokim poziomie i choć nie mam żadnego porównania z wcześniejszymi częściami tego cyku, to myślę, że każdy fan twórczości Lee Child'a będzie usatysfakcjonowany. Ja przepadłam, a Jack Reacher został moim bohaterem, jak komiksowy Batman.

Jack Reacher, to postać barwna i bardzo charakterystyczna. Jest odważny, bystry i zawsze potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. To także bohater dla którego sprawiedliwość zawsze jest na pierwszym miejscu i który, gdy musi nie boi się przywalić w twarz. Jeżeli książka trafi w damskie rączki, to gwarantuje Wam drogie panie, że pokochacie go, za jego inteligencję, błyskotliwość i poczucie humoru.

Gdzieś przeczytałam, że to najpopularniejsza seria sensacyjna na świecie i wiecie co? Ja się z tym zgadzam, mimo tego, że przeczytałam tylko jedną część. Wszystko przede mną i na pewno nadrobię lekturę pozostałych tomów.

Polecam tę książkę wszystkim fanom powieści sensacyjnych, kryminalnych oraz szpiegowskich. Myślę, że każdy z Was znajdzie w niej coś dla siebie. To powieść o walce z czasem, gdzie stawką jest życie ludzi, prawie na całym świecie.


Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

piątek, 20 stycznia 2017

Kółko się zakochuje - Zyta Kowalska

Uwielbiam czytać debiuty i ostatnio miałam do nich dużo szczęścia, gdyż żaden mnie nie zawiódł, a niektóre z nich okazały się literackimi perełkami. Jednak dobra passa niestety zawsze musi się kiedyś skończyć i przychodzi czas na lekturę, która... No właśnie, która co? Zapraszam na recenzję powieści Zyty Kowalskiej pt. „Kółko się zakochuje”.

„Jakie są dziewczyny żyjące w kraju, w którym Paweł Deląg uchodzi za najprzystojniejszego Polaka?

Poznajcie Kółko: oto Czikita, zwana w pewnych kręgach Bonitą, romansująca z niewysokim, ale jurnym Latynosem. Ruda – łamaczka męskich serc i romantycznych porywów wewnątrz Kółka. Madzia, która w poszukiwaniu Idealnego Mężczyzny wyprawia się aż za Ocean. Pola, wieczna doktorantka, i dziewica. Ania, nieszczęśliwa narzeczona zabójczo ufryzowanego Kuby. I Zyta, Siostra Przełożona Kółka, rozdarta uczuciowo między członkiem Mensy a fanem motoryzacji.”

Kółko odważnie zgłębia meandry męskiej filozofii życia, potyka się na zbyt wielu nieudanych związkach, staje w szranki na szybkich randkach i portalach, udaje się nawet do wróżki, by na koniec zrozumieć, że nie ma facetów idealnych... Jest za to wyjaśnienie raz na zawsze: czego pragnie kobieta, jak być piękną i o czym rozmawiają przyjaciółki.”

Sześć kobiet, sześć różnych charakterów i jeden wspólny cel... poznać mężczyznę idealnego.

Nie lubię, nienawidzę pisać złych opinii o książkach, jednak jeżeli chcę być wiarygodna w tym co robię, to muszę napisać Wam prawdę o książce, która zachwyciła mnie swoją okładką oraz ciekawym i zabawnym opisem, jednak wnętrze było zupełnie inne.

Jedno, jedyne słowo jakie ciśnie mi na usta po skończeniu lektury książki „Kółko się zakochuje”, to CHAOS wszechobecny CHAOS. Tak prawdę powiedziawszy, to z książki tej nie pamiętam zbyt wiele i mam okropny mętlik w głowie. Pomysł na powieść był naprawdę super, jednak w moim odczuciu coś poszło nie tak. Wydaje mi, że książka ta miała być fajną i zabawną odskocznią od codzienności, niestety ja się przy niej dobrze nie bawiłam, a to chyba dlatego, że cały czas próbowałam połapać się w tym co czytam i o kim czytam.
Pierwszy rozdział w książce nosi nazwę „Tytułem zapoznania się siostrami. Mały przewodnik po Kółku dla inteligentnych inaczej”, ten rozdziała zdecydowanie był dedykowany dla mnie, ale jak na złość i tak mi nie pomógł.

Uwierzcie mi, że naprawdę jest mi przykro, że książka mi się nie spodobała, tym bardziej, że u pani Zyty Kowalskiej widać niesamowity potencjał, tylko został źle wykorzystany. Jej styl jest bardzo lekki i można z nim zrobić bardzo wiele, więc na pewno przeczytam kolejną książkę, która wyjdzie spod jej pióra.

Niestety książka ta okazała się być, pozycją nie dla mnie. Jednak nie odradzę Wam jej, gdyż każdemu podoba się coś innego, więc moi drodzy, przeczytajcie, oceńcie i dajcie mi znać jak Wasze wrażenia.

Jeszcze nigdy nie napisałam tak krótkiej recenzji, ale nie lubię pisać o rzeczach niemiłych.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.







Boys from Hell - Agnieszka Lingas-Łoniewska (nasz patronat medialny - PRZEDPREMIEROWO)

Agnieszka Lingas-Łoniewska jest jedną z tych autorek, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Na swoim koncie ma już ponad dwadzieścia powieści w klimatach od romansów po kryminały. Nazywana jest "dilerką emocji", bo książki Pani Agnieszki wywołują w czytelniku skrajne i silne doznania. Uważam jednak, że to właśnie w takich klimatach autorka wypada i czuje się najlepiej, a Boys from Hell skradło moje serce. Chcecie dowiedzieć się dlaczego? Zapraszam na recenzję.

Anna ma dość swoich rodziców, którzy skupiają się głównie na karierze politycznej jej ojca. Zmuszona jest jednak powrócić do rodzinnego miasta, a co za tym idzie, zmienić szkołę z prywatnej na publiczną i nie jest z tego powodu zadowolona. Pewnego dnia na jej drodze pojawia się Jax, szef motocyklowego gangu o nazwie Boys from Hell, i choć wydaje się, że tych dwoje nie łączy zupełnie nic, to młodzieńcza miłość i silne zauroczenie są silniejsze niż wszystkie zakazy świata. Romans przeradza się w żarliwe uczucie, które daje kochankom nieźle popalić. 

Historia Anny i Jaxa wciągnęła mnie od pierwszej strony. Już na początku autorka wyraźnie daje czytelnikowi znać, że emocji w tej powieści nie zabraknie. Wszak mamy tu na pozór naiwną, ale jakże drapieżną i potrafiącą okazywać swoje zdanie Annę, oraz Jaxa, który jest liderem w swojej grupie, a cechuje go nadopiekuńczość i silna osobowość. Ja bardzo lubię połączenia tak skrajnych charakterów, bo to gwarancja, że na pewno nie będzie nudno. I nie było! 

Boys from Hell, to nie tylko romans z pewną dawką erotyki, która przedstawiona jest w bardzo subtelny i niewulgarny sposób. Sceny zbliżeń rozpalają, ale są tak delikatnie opisane, że czytanie ich to czysta przyjemność. Romantyzm, namiętność i siła młodzieńczego uczucia, to coś czego w tej powieści na pewno nie zabraknie. 

Autorka porusza też temat rodzicielskiej miłości, która jest bardzo ważna w życiu każdego młodego człowieka. Jax stracił rodziców, gdy miał sześć lat, ale Anna mimo że jej rodzina jest kompletna, to w jej domu brak ciepła i miłości, która jest siłą i podstawą każdej rodziny. 

Bohaterowie są bardzo realistyczni i choć chwilami miałam wrażenie, że Jax powinien być bardziej "brutalny" jako szef gangu, to całościowo wypadł naprawdę dobrze. Urzekła mnie Anna, która jest dziewczyną bardzo odważną, wrażliwą i pragnącą miłości. Na pochwałę zasługują także postacie drugoplanowe, które napędzają akcję, a intrygi, zazdrość i nieczyste zagrywki dodają tej historii dramaturgii i dostarczają czytelnikowi ogrom emocji.

Historia stworzona jest na znanym schemacie, a autorka na pewno inspirowała się chociażby serialem telewizyjnym Synowie Anarchii, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Po pierwsze, nie oglądałam tego serialu, ale wiele o nim słyszałam, a po drugie Pani Agnieszka doskonale wiedziała co chce przekazać w tej książce i do jakich czytelników chce trafić. Do mnie trafiła i moim zdaniem Boys from Hell, to jedna z lepszych powieści autorki.

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę powieść w której nie brak młodzieńczej namiętności, kłopotów i emocji, a zakończenie w pełni satysfakcjonuje. 

Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res. 





czwartek, 19 stycznia 2017

Sweet Ache. Krew gęstsza od wody - K. Bromberg

„Sweet Ache. Krew gęstsza od wody”, to kolejny tom świetnej serii Driven. Ja jestem zachwycona tą serią i z wielką przyjemnością zabrałam się za czytanie kolejnego tomu, który opowiada historię Quinlan Westin – siostry Coltona oraz Hawkina Playa – seksownego wokalisty zespołu rockowego. Czy i tym razem K. Bromberg przeniosła mnie do świata gorącego seksu i nieokiełznanej namiętności? Tego dowiecie się z mojej recenzji. Zapraszam.

Hawkin Play, to sławny muzyk, który kolejny raz ratuje tyłek swojemu młodszemu bratu. Niestety tym razem Hunter przesadził i Hawkin może trafić do więzienia. Aby zdobyć przychylność sędziego, muzyk zgadza się poprowadzić serię wykładów na miejscowej uczelni. Tam poznaje Quinlan, która została jego asystentką. Pewny siebie Hawkin zakłada się z kolegą z zespołu, że raz dwa zaciągnie dziewczynę do łóżka. Jednak Quinlan, to twarda sztuka i na wszystkie możliwe sposoby broni się przed czarem jaki roztacza Hawkin. Jednak ciężko uciec przed przeznaczeniem i tę dwójkę połączy coś naprawdę pięknego i prawdziwego. Na domiar złego Hunter wyczuje, że Hawkin czuje coś do dziewczyny i postanowi to wykorzystać. Czy historia, która zaczyna się zwykłym zakładem może mieć szczęśliwie zakończenie? Do czego posunie się Hunter, by zniszczyć brata? Przekonajcie się sami.

K. Bromberg cały czas trzyma poziom, a może nawet z każdą kolejną książką podnosi sobie poprzeczkę wyżej, gdyż „Sweet Ache. Krew gęstsza od wody” jest książką wspaniale napisaną, wciągającą i hipnotyzującą. W żadnym razie, nie można jej odłożyć na półkę póki nie skończy się czytać. Fabuła wciąga już od pierwszej strony i z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów. Myślałam, że Colton Donovan już na zawsze zostanie moim ulubieńcem, jednak autorka zrobiła mi psikusa i stworzyła kolejnego bohatera, który skradł kawałek mojego serca.

„Sweet Ache. Krew gęstsza od wody”, to niewątpliwie najgorętsza część serii Driven, gdyż namiętność, pożądanie i zwierzęce przyciąganie Quinlan i Hawkina odczuwamy prawie na każdej stronie, a gorących scen jest naprawdę mnóstwo. Oczywiście autorka nie skupiła się tylko na cielesności i łóżkowych ekscesach bohaterów, ta powieść ukazuje także obraz skrzywdzonego małego chłopca, który nawet w dorosłym życiu mierzy się z demonami przeszłości. Czy to właśnie Quinlan będzie dla tego zagubionego mężczyzny lekiem na całe zło?

Tym, co uwielbiam w książkach K. Bromberg, jest naprzemienna narracja, która pozwala czytelnikowi na dogłębne poznanie bohatera. Wtedy jego myśli i przemyślenia są dla nas na wyciągnięcie dłoni, a bohater staje się bliski naszemu sercu. Zawsze wtedy widzę dwie strony medalu i rozumiem czym każda postać kierowała się w danej sytuacji. Myśli kłębiące się w głowie Hawkina, będą pełne bólu oraz cierpienie i jestem pewna, że wzruszenie nieraz chwyci Was za serce.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze, zarówno z punktu fizycznego jak i psychologicznego. Hawkin został rozłożony na części tak dokładnie, że jego ból oraz cierpienie było dla mnie bardzo namacalne, a łzy lały się po mojej twarzy. Jest to postać, którą bardzo szybko idzie polubić, mimo tego, że nie robi dobrego pierwszego wrażenia. Ja go po prostu pokochałam w dużej mierze za to, że jest seksowną, jak diabli, gwiazdą rocka. Uwielbiam niegrzecznych i niesamowicie gorących chłopców. Jednak u Hawkina ta zadziorność i pewność siebie, to tylko fasada, za którą skrywa się mały chłopiec próbujący dotrzymać słowa ojcu. Czyste serce z piękną duszą, to cały Hawkin. Jeżeli chodzi o Quinlan, to na samym początku miałam z nią mały problem, nie podobało mi się jej podejście do seksu i kojarzyła mi się z niewyżytą kotką. Jednak na całe szczęście, było to tylko wrażenie, które bardzo szybko odeszło, gdyż Quinlan okazała się wspaniałą kobietą, która dostrzegła w Hawkinie dobrego człowieka, a nie tylko gwiazdę rocka.

„Sweet Ache. Krew gęstsza od wody” to powieść, która wciąga już od pierwszej strony, ale nie ma co się dziwić kiedy autorką jest K. Bromberg, gdyż jej książki, to emocjonująca jazda kolejką górską. To co jest ogromną zaletą tej książki, to, to, że nigdy nie wiemy czym autorka zaskoczy nas na kolejnej stronie, a ja lubię być zaskakiwana z każdej strony. Przygotujcie się na ostrą jazdę, bo będzie się działo...

Powieść tę polecam Wam z czystym sumieniem. Uważam, że każdy fan romansów i erotyków znajdzie w tej książce coś dla siebie. Będzie namiętnie, będzie gorąco, a wasza krew nieraz zostanie doprowadzona do wrzenia. K. Bromberg nie boi się pisać o seksie i robi to z niesamowitym wyczuciem oraz smakiem.


„Skomplikowana, pełna namiętności – od pierwszej do ostatniej kartki.”

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.

Barbara Freethy - Bez wytchnienia

Dzisiaj na nasz książkowy dywanik weźmiemy powieść Barbary Freethy - Bez wytchnienia. 

Coś Wam już tytuł mówi? Otóż, to druga powieść z cyklu SILENT. Pierwszą książkę z tego cyklu również miałam przyjemność recenzować i jak dobrze pamiętacie, bardzo czekałam na tę część. Ciekawa byłam co się wydarzy między Dylanem i Catherine, których poznajemy w "Bez pamięci", gdzie nie grali jeszcze "pierwszych skrzypiec". Zapraszam do recenzji!

OPIS:

Dylan Sanders na przyjęciu weselnym swojego brata, odbywającym się w górskim kurorcie, niespodziewanie spotyka kobietę, z którą przeżył niedawno łóżkową przygodę. Ulegając namowom, wybiera się z nią na przechadzkę… i budzi się w lesie otumaniony i zdezorientowany. Nazajutrz okazuje się, że dawna kochanka zniknęła, a on jest oskarżony o morderstwo. Pomóc mu może tylko piękna, lecz nieco dziwna Catherine, która poznał, gdy usiłował pomóc bratu odnaleźć zaginioną córkę. 


 Barbara ("Baśka" jak wolę na nią mówić :) ) Freethy, kupiła mnie już wcześniej swoim stylem i lekkością pióra. Zawsze wiedziała jak zgrabnie stworzyć fabułę, aby nas zszokować i rozkochać w historii. Barbara Freethy i w tej książce umiała rozkręcić machinę akcji, kosztem niestety wątku miłosnego, który troszkę kulał. Między Dylanem, a Catherine, słabo było czuć tą "rodzącą się miłość", trochę mi się to nie podobało, bo w końcu na ich związek najbardziej liczyłam. 

Tak jak mówiłam, akcja tutaj jest na bardzo przyzwoitym poziomie, świetnie się przy niej bawiłam. Autorka ma bujną wyobraźnie, moim zdaniem nawet za bardzo, przez to książka stała się jakimś paranormalem, a nie obyczajówką z wątkiem miłosnym. Troszkę przeszkadzało mi, to "przekombinowanie". Wiem, podobno są osoby, które "przepowiadają przyszłość", ale w tym przypadku było to strasznie naciągane i nieciekawe. Moim zdaniem, tutaj autorka popełniła największy błąd. Mam nadzieje, że następna część cyklu będzie lepsza pod tym względem.

Polecam, chociaż jeśli czytaliście wcześniejszą część, to nie zdziwcie się wątkiem "paranormalnym". Ja oceniam tę książkę dobrze, chociaż nie była tak dobra jak "Bez pamięci".

Dziękuję wydawnictwu BIS.

środa, 18 stycznia 2017

Szept wiatru - Sylwia Trojanowska

„Szept wiatru”, to powieść na którą czekałam bardzo niecierpliwie. Po przeczytaniu zakończenia poprzedniej części, czyli „Blisko chmur” cały czas trwałam w zawieszeniu i nie mogłam się doczekać, by poznać dalsze losy Kaśki oraz Maksa. Po prostu byłam bardzo ciekawa zakończenia tej historii. Jest to także powieść od której oczekiwałam bardzo wiele i przyznam szczerze, że miałam pewne obawy, czy Sylwia Trojanowska może napisać książkę jeszcze lepszą niż wcześniejsze, gdyż poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Jednak, moje obawy były zupełnie bezpodstawne, a Sylwia Trojanowska zasługuje na to, by jej książki czytać i przeżywać wraz z bohaterami. „Szkoła latania”, „Blisko chmur” i „Szept wiatru”, to książki, które mojej pamięci zostaną już na zawsze i przykro mi, że to już koniec, ale uważam, że „kropka nad i” została postawiona w odpowiednim momencie.

W związku Kaśki i Maksa, kolejny raz źle się dzieję, a wszystko to za sprawą Karoliny Burskiej, która nie próżnuje, cały czas knuje i kombinuje jak odzyskać chłopaka. Kiedy już wydaje się, że Kaśka jest na straconej pozycji z pomocą przychodzi jej niezastąpiona przyjaciółka Zośka, która uświadamia dziewczynie, że Karolina gra nieczysto i oszukuje Maksa. Dziewczyny spróbują uzyskać dowód, który będzie asem w walce o miłość. Czy Karolina zostanie zdemaskowana? Czy Kaśka i Maks mają szansę na szczęśliwy związek? Przekonajcie się sami.

Sylwia Trojanowska mówi o sobie, że jest marzycielką twardo stąpającą po ziemi. Kiedy nie pisze spełnia się jako trenerka biznesu i coach. Pasjonatka gór, muzyki filmowej i aktywnego wypoczynku. Jest autorką powieści obyczajowych oraz sztuk teatralnych. W swojej twórczości stara się zarażać optymizmem i pozytywnym spojrzeniem na to, co przynosi życie. Wraz z rodziną mieszka w Szczecinie, na skraju Puszczy Bukowej.

Na samym wstępie muszę Wam napisać, że historia Kaśki Laski ma w sobie coś wyjątkowo, podczas czytania każde słowo wpada wprost do naszego serca i już tam zostaje. Ostatnia część perypetii Kaśki zauroczyła mnie tak samo jak wcześniejsze części i po prostu kolejny raz zakochałam się w tej opowieści. Dziękuję Ci Sylwio za tę przygodę i niezapomniane emocje.

To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce, to to, że nic nie zostało na siłę przekoloryzowane ani wyidealizowane. Każde słowo, każde zdanie bije blaskiem najzwyklejszej prawdy. To po prostu książka, piękna książka o prawdziwym życiu, które nie zawsze ma różowy odcień, a problemy dotykają zarówno ludzi młodych jak i starych. Ta historia, którą Sylwia Trojanowska ożywiła przelewając ją na papier, mogłaby wydarzyć się w prawdziwym życiu, a może nawet się wydarzyła?
Dzięki tej historii dostrzegamy także to, co w życiu powinno być najważniejsze... Nieważne jaki jest nasz status społeczny, jak wyglądamy, kogo znamy. Najważniejsza jest rodzina, przyjaźń, no i oczywiście miłość. To są fundamenty naszego człowieczeństwa.

Sylwia Trojanowska pisze niesamowicie lekko i już od pierwszej przeczytanej strony wciąga czytelnika w głąb fabuły. Ja po prostu przepadłam, odpłynęłam i prze kilka godzin byłam niedostępna dla otaczającej mnie rzeczywistości. Uwielbiam zatracać się w czytanych książkach, a „Szept wiatru” jest właśnie taką powieścią, która swoimi mackami przenosi czytelnika na karty powieści.

Jest to ogromnie romantyczna powieść, ukazująca obraz walki o miłość i szczęście. Autorka w przepiękny i emocjonujący sposób pokazuje historie dwójki młodych ludzi, którzy pokochali się miłością prawdziwą i czystą jak łza. Jednak przewrotny los nie był dla nich łaskawy i na ich drodze do szczęścia położył wiele kłód. Czy sobie z nimi poradzą? Ja Wam tego nie zdradzę.

Na ogromne brawa zasługuje kreacja bohaterów i to wszystkich bez wyjątku. Są oni bardzo prawdziwi w swoim zachowaniu i bardzo łatwo jest nam się z nimi identyfikować. Oczywiście na największe uznanie zasługuje Kaśka, która jest wręcz doskonała w swojej niedoskonałości. Nie jest ideałem, posiada szereg wad, kompleksów i popełnia wiele błędów, z których jednak potrafi wyciągać wnioski. Dzięki temu, że nie jest idealna, bardzo szybko zyskuje naszą sympatię i cały czas jej kibicujemy. Na kilka słów zasługują także postacie drugoplanowe, które są istotną częścią tej powieści i każdy z nich wnosi wiele do całej opowieści. Zośka, to przyjaciółka, jaką chciałby mieć każdy z nas, dla Kaśki gotowa jest zrobić wiele i zawsze z chęcią służy pomocą. Na całe szczęście i ją trafi strzała amora, i pozna uczucie jakim jest miłość. Maks, to mężczyzna doskonały, którego nie sposób nie polubić. Jednak jest trochę zagubiony w tym czego chce, a co powinien. Otworzy się przed Kaśką i zdradzi jej wszystkie bolesne tajemnice. Duża zmiana zachodzi w rodzicach Kaśki, mama staje się pewna siebie i potrafi bronic swoich racji, a ojciec wreszcie zaczyna zauważać i doceniać żonę i córkę.

„Szept wiatru” to idealne uwieńczenie historii Kaśki Laski. Historii, która niejednokrotnie wywoływała mój uśmiech na twarzy, ale także doprowadzała mnie do łez. Zakończenie tej powieści zadziwi Was, gdyż autorka napisała je aż dwa i to od nas zależy, które zakończenie wybierzemy. Jednak zapewniam Was, że cokolwiek wybierzecie, to pojawi się lawina łez.

Przy recenzji „Szkoły latania” napisałam, że to świetna książka, przy „Blisko chmur”, że to książka rewelacyjna. Więc przy „Szepcie wiatru” napiszę tylko, jedno ogromne WOW!

Katarzyna Laska uświadomi Wam, że zawsze trzeba walczyć do końca, słuchać swojego serca i zawsze gonić swoje własne pragnienia.

Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Gorzej być (nie) może - Małgorzata Falkowska (PRZEDPREMIEROWO NASZ PATRONAT MEDIALNY)

I oto doczekałam się kontynuacji zabawnej komedii romantycznej Małgorzaty Falkowskiej o perypetiach sześciu zwariowanych przyjaciółek.  W pierwszej części mieliśmy okazję kibicować Berce w zmaganiach ze znalezieniem męża, w drugiej zatytułowanej "Gorzej być (nie) może" poznajemy losy kolejnej z przyjaciółek, Zośki. Po raz drugi z ogromną przyjemnością nasz blog obejmuje tę powieść patronatem medialnym.

"Życie Zosi wydaje się wręcz idealne. Bogata dziedziczka nie ma w zwyczaju się niczym przejmować. Przyziemne problemy zdają się ją omijać szerokim łukiem, jednak los, a w zasadzie bliscy postanawiają to zmienić. Kiedy wydaje się, że gorzej być już nie może, Zosia uświadamia sobie, w jak wielkim jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, których nie są w stanie rozwiązać pieniądze jej ojca? Nadeszła pora, aby rozpocząć walkę egocentryzmu, pieczołowicie pielęgnowanego od urodzenia, z uśpionym głęboko ziarnem altruizmu, które chce wykiełkować."

Małgorzata Falkowska niewątpliwie trzyma poziom, a może nawet delikatnie podniosła poprzeczkę. Odniosłam wrażenie, że warsztat pisarski pani Małgorzaty cały czas rozwija się i ewoluuje, a to dobrze wróży.

Pamiętacie serial Brzydula i jedną z głównych bohaterek Wioletkę Kubasińską i jej "mądrości życiowe"? To właśnie z nią kojarzy mi się Zośka, główna bohaterka  powieści "Gorzej być (nie) może". Zośka to egocentryczna, absolutnie zakochana w sobie, córeczka bogatego tatusia, stereotypowa blondynka, choć kolor jej włosów odbiega od stereotypu, ale sposób zachowania, a przede wszystkim sposób myślenia i wysławiania, jest typowy dla "blondynek". ;)
Skoncentrowana przede wszystkim na sobie "panna dziedziczka", najchętniej spędzałaby czas na zajmowaniu się własną osobą i nieograniczonym korzystaniu z dobrodziejstw ojcowskiej "kieszeni", co w jej mniemaniu absolutnie jej się należy. Jednak okazuje się, że Zośka ma również ambicje, a mianowicie chce studiować seksuologię kliniczną i uważa, że posiada wystarczającą wiedzę zarówno teoretyczną jaki i praktyczną, aby w przyszłości zostać terapeutą par z problemami intymnymi.
W wyniku intrygi w uknucie, której zamieszana jest nad wyraz inteligentna mała siostrzyczka naszej bohaterki, Zuzia, Zośka trafia jako wolontariuszka do domu dziecka. I tu okazuje się, że na swój pokrętny sposób, potrafi utożsamić się i wczuć w położenie dzieci przebywających w tym domu, a nawet okazać im empatię. O perypetiach Zośki związanych z synem sąsiadów, Sebastianem, który okaże się dla niej kimś wyjątkowym, przeczytajcie sobie sami, nie będę odbierać Wam tej przyjemności, a gwarantuję Wam, że będziecie się dobrze przy tym bawić.

Małgorzata Falkowska po raz kolejny stworzyła plejadę
wyrazistych, wielobarwnych, a zarazem bardzo charakterystycznych postaci. Posiada fajny styl i świetne poczucie humoru, które nie opuszcza jej i tym razem.

"– Dzwoń! – nakazał Sebastian, kiedy wróciliśmy do Warszawy.
– Najpierw muszę się przebrać! Śmierdzę końskim bagnem –
dodałam z przerażeniem.
– Gnojem.
– Sam jesteś gnojem, nie obrażaj mnie, bo nie zadzwonię –
zdenerwowałam się.
– Koński gnój, nie bagno.
– Wiesimieszek się znalazł!
– Kto?
– Wiesimieszek, mieszkaniec wsi, baranie – wytłumaczyłam."


"Gorzej być (nie
) może" to kontynuacja debiutu i tak jak napisałam w recenzji pierwszej części, bardzo dobrego debiutu. To lekka, przyjemna i optymistyczna lektura, która nastroi Was pozytywnie na dłuższy czas. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.








 

Monika Zajas - Autodestrukcja

"Tylko człowiek nieszczęśliwy może być artystą" 

Autodestrukcja, Moniki Zajas to powieść, która od razu zachwyciła moje czytelnicze gusta. 
Niby taka oczywista a i tak wbija w fotel! Zapraszam do recenzji!

 Opis:
Alan, niedoszły reżyser filmowy, marzy o wolności, wrażliwa artystka Anja nie może pokonać strachu przed publicznym występem, a Patryk chce wreszcie być bogaty. Mimo starań ich życie coraz bardziej zaczyna przypominać tworzony przez Anję obraz, który pokrywa czarna maź. Pogoń za oddalającymi się marzeniami i nieustanne zderzenia z rozczarowującą rzeczywistością stopniowo powodują poczucie coraz większej utraty kontroli nad życiem. Alan nie wytrzymuje napięcia i zabija żonę… Niepokojąca książka o emocjach, naiwności i marzeniach.

O czym jest ta książka?
Optymista rzekłby, że o spełnianiu najskrytszych marzeń.
Pesymista – że o obsesjach, które mogą spowodować targnięcie się na swoje życie.
Realista – że należy wytrwale dążyć do celu, bo jeśli gdzieś po drodze utracimy wiarę we własne możliwości, możemy za to słono zapłacić.
A Ty kim jesteś? 


Monika Zajas, stworzyła coś bardzo oczywistego, gdzie poznajemy zakończenie już na samym początku. Mimo tego, że jest to książka tak oczywista... umiała wbić porządnie w fotel i wywoływała ogrom emocji. Styl autorki, był prosty i tak naprawdę nie jakiś wyjątkowy, jednakże czytało się dobrze i ani przez chwilę nie wiało nudą. Dialogów było stosunkowo mało, to opisy dominowały w powieści, dzięki nim jeszcze bardziej mogłam wejść do "głów" bohaterów. Narracja zastała podzielona na 3 trzy postacie, pojawiły się 3 historie, ale z jednym zakończeniem. Bardzo ten zabieg mi się spodobał.

 "Żyje się tylko raz, ale jeśli robisz to właściwie, jeden raz wystarczy"

Tematy poruszane w książce, dotykają coraz więcej ludzi. O depresji, samobójstwach, mówi się coraz częściej, bo niestety coraz więcej osób popada w takie stany. Ta książka idealnie pokazuje powolne wyniszczenie psychiczne, prowadzące do targnięcia się na swoje życie.
Myślę, że jeśli ktoś pasjonuje się psychologią, to będzie to dla niego powieść idealna. Autorka bardzo dobrze opisała ten trudny temat, a dodatkowym plusem są świetne zwroty akcji, które w książce pojawiały się bardzo często. 


Tym razem nie będę oceniać bohaterów. Napiszę tylko, że każdy był inny i każdy momentami potrafił wkurzyć do tego stopnia, że chciało się rwać włosy z głowy, jednak były też momenty, że nie sposób było im nie współczuć w ich niedoli. Każdy z nich miał swoją mocną jak i słabą stronę i naprawdę trudno byłoby mi ich ocenić, dlatego tutaj powiem jedno: przeczytajcie książkę i sprawdźcie, jacy byli bohaterowie.


"A ja kim jestem?" - To pytanie, na samym końcu zadawałam sobie cały czas. 

Polecam, mam nadzieję, że spodoba się Wam ta powieść tak jak mi. 

Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Czarna Kawa.

Wzburzone fale - Nora Roberts

Nora Roberts, to autorka, w której twórczości zaczytuję się już od lat. Jeszcze żadna z jej książek mnie nie rozczarowała i cały czas odkrywam kolejne perełki. Dziś zapraszam Was na recenzję „Wzburzonych fal” pierwszego tomu cyklu Sagi rodu Quinnów. Czy i tym razem Nora Roberts stanęła na wysokości na zadania?

"Stali się rodziną, choć nie łączyły ich więzy krwi."

„Cameron, Ethan i Philip mają za sobą trudne dzieciństwo. Bici i wykorzystywani przez biologicznych rodziców, znaleźli prawdziwy dom u Stelli i Raymonda Quinnów. Cameron został kierowcą wyścigowym. Mieszka w Europie i wiedzie beztroskie życie. Niespodziewanie otrzymuje wiadomość, że ojciec – człowiek, który go wychował i pokochał – leży na łożu śmierci. Ray Quinn zobowiązuje synów do opieki nad przygarniętym przez niego czwartym chłopcem. Jako pierwszy wychowaniem małego Setha ma zająć się właśnie Cameron.”

„Wzburzone fale” to kolejna powieść Nory Roberts, która mnie zachwyciła. To przepiękna historia o braterskiej miłości, oddaniu oraz przyjaźni. W powieści pojawia się oczywiście także wątek miłosny, jednak to więź między mężczyznami, a później też małym chłopcem okazała się w książce najważniejsza. Quinnowie pokazują, że nie liczą się więzy krwi, nie ważne kto nas spłodził, najważniejsze w naszym życiu są osoby, które potrafią sprawić, że zapomina się o bolesnej przeszłości, a każdy kolejny dzień wita się z coraz większym uśmiechem na ustach.

„Zadrzesz z jednym Quinnem, a zadrzesz ze wszystkimi.”

Stella i Ray nie mieli własnych dzieci i całe swoje życie poświęcili dla trójki zbuntowanych chłopców, a przed śmiercią Ray postanowił uratować kolejne skrzywdzone dziecko. Cameron, Ethan i Philip zostali wychowani na trójkę wspaniałych mężczyzn, a przed śmiercią ojciec poprosił ich o to, by zaopiekowali się Sethem i stali się dla niego rodziną.

„Każda powieka zdawała się ważyć kilka kilogramów, zmusił się jednak do otwarcia oczu i z trudem skupił wzrok. Moi synowie, pomyślał. Trzy cudowne dary od losu. Zrobił co mógł, by pokazać każdemu z nich, jak zostać mężczyzną. Teraz byli mu potrzebni do uratowania jeszcze jednego chłopca. Musieli utworzyć jeden zespół, już bez niego, i zająć się dzieciakiem.”

Mężczyźni postanowią spełnić obietnicę jaką złożyli ojcu na łożu śmierci, jednak nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo zmieni się ich życie i jak trudnym przeciwnikiem okaże się Seth, który w każdym widzi wroga, boi się dotyku i nigdy nie zaznał prawdziwej rodzicielskiej miłości.

W życiu mężczyzn pojawi się piękna i ponętna pracownica opieki społecznej Anna Spinelli, która będzie zajmowała się sprawą chłopca i to w dużej mierze, od niej będzie zależało, czy Seth zostanie u Quinnów. Już podczas pierwszego spotkania Cameron zrozumie, że ta kobieta jest wyjątkowa i na wszelkie możliwe sposoby będzie próbował ją uwieść. Czy mu się to uda? Przekonajcie się sami.

To chyba pierwsza książka Nory Roberts, która zawiera w sobie tak dużą dawkę bólu oraz cierpienia. Każdy z bohaterów ma bolesną przeszłość, nawet panna Spinelli. Niestety takie rzeczy jak przemoc fizyczna, molestowanie seksualne, gwałt zdarzają się w rzeczywistości bardzo często, więc tym bardziej czytając o przeszłości bohaterów, ból chwyta za serce. Nikt nie powinien przeżywać takiego piekła, a tym bardziej bezbronne dzieci. Dzięki bogu nasi bohaterowie trafili na wspaniałych ludzi jakimi byli Ray i Stella Quinn, którzy dokonali cudu i za to byli im dozgonnie wdzięczni.

Styl Nory Roberts jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze. ”Wzburzone fale” to powieść, którą czyta nadzwyczaj szybko, mimo tego, że porusza trudne i bolesne tematy. Wątek miłosny Camerona i Anny jest wisienką na torcie i śledzimy go z zapartym tchem. W tej części nie wyjaśnia się zbyt wiele spraw związanych ze śmiercią Raya, nie wiemy kim dokładnie jest Seth, a plotki mieszkańców miasteczka mącą w głowie. Teraz z ogromną przyjemnością zacznę czytać kolejny tom tej serii, by poznać niektóre rozwiązania i zobaczyć, który z braci Quinn zostanie tym razem trafiony strzałą amora.

Polecam Wam tę powieść z całego serca. To naprawdę wzruszająca historia o braciach, których nie łączą więzy krwi, jednak jeden za drugim wskoczyłby w ogień. To także piękna opowieść o miłości, która spada jak grom z jasnego nieba i nie ma przed nią schronienia, wtedy trzeba otworzyć serce i dać się ponieść żywiołowi. Zapewniam Was, że będzie wzruszająco, zabawnie i namiętnie. Czyli tak jak lubię.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica.