środa, 30 listopada 2016

Fragment powieści Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu Joanny Jax



Julian nie był przyzwyczajony do długiego marszu, nawet w wojsku poruszał się głównie konno, a buty, które dostał od felczera, były ciasne i niewygodne. Od czasu do czasu zatrzymywał furmanki, trafiały się nawet ciężarówki i podróż wydawała się znośna. Przywykł już nieco do polowych warunków, dlatego noc w stodole nie była dla niego niczym dramatycznym. Gdy skończyło mu się jedzenie, kupował od chłopów chleb, kiełbasę, a czasami nawet dostał miskę ciepłej zupy. Te posiłki, chociaż proste i mało wykwintne, były o niebo lepsze od żołnierskiego wiktu.
Do Zakopanego dotarł na trzeci dzień i swoje pierwsze kroki skierował do willi Pod Giewontem, gdzie zawsze zatrzymywali się z ojcem, gdy przybywali w góry, poszusować na nartach.
– Wszelki duch pana Boga chwali, wyście som syn Antoniego. – Gaździna złożyła dłonie jak do modlitwy. – Włyź że do chałpy, dychniesz trochę.
– Dzień dobry, pani Halembowa. – Julian wszedł do środka i uściskał starszą kobietę.
Jej willa, skromna, ale okazała, świeciła pustkami. Nie był to sezon ani na narty, ani na piesze wędrówki, poza tym wojna nie sprzyjała urlopom, chyba że oficerom SS.
– Stary chybnął się kasik, ale jak flasecke zwącha, to psyjdzie. A ja grule zrobie, dyć Julian głodny, a juści.
– Pani Halembowa, Niemcy już tu są?
– A dyć som. Skoda godać. Wojna, zebyk ich… – Halembowa wygrażała pięścią. – A i te Słowaki tyż pieklarze jedne.
– Pani Halembowa, sprawę mam, ale taką delikatną i dyskretną… – zaczął nieśmiało.
– A dyć godaj, ukwalujemy co, a co ja, bajcorka jaka? – obruszyła się Halembowa.
– Muszę za granicę się dostać, na Węgry. Jak by to powiedzieć, górami, no wie, Halembowa, nie tak normalnie… – wyjąkał Julian.
– No głuptok z Juliana! Goda kaj zamraćkany. Toć ja wim, przewodnika ci trza. Abo ty jeden ceper, co na raty kce na Węgry. Tera na skijach nijak, iść trza. – Hambelowa poczuła się urażona, że Julian rozmawia z nią jak z głupią babą.
– Wiem, pani Halembowa. Ale młody, zdrowy jestem, dam radę – przepraszająco powiedział Chełmicki.
Staruszka zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów.
– Trza ci nowe gacie dać, z parzenicami. Serdok, kłabuk. Wsyndy Miemcy, trza iść gościńcem, kie się zaćmi – niemal rozkazującym tonem powiedziała kobieta.
Potem wyszła z kuchni, gdzie siedzieli i jedli, by wrócić z naręczem ubrań. Chełmicki przebrał się i dokonał prezentacji.
– Piknie, tyko nie godaj za wiela, bo zrazu cię Miemcy capną.
Gdy nastał zmierzch, piechotą udali się na skraj miasta, do jednej z chat. Niewiele różniła się od innych, była okazała i zapraszała turystów na noclegi. Halembowa porozmawiała chwilę ze starszym mężczyzną siedzącym na ławce przed domem i ten po kilku minutach dał znać Julianowi, żeby wszedł do środka.
Wewnątrz kilku młodych mężczyzn siedziało przy stole i grało w karty. Jeden z nich wstał od stołu, podszedł do Juliana i uścisnął mu dłoń.
– Z wiecora wyrusamy – powiedział krótko.
O zmierzchu wyruszyli w kierunku Doliny Chochołowskiej i zatrzymali się w niewielkiej chatynce jednego z górali. Nie był to dom mieszkalny, ale coś w rodzaju szopy, gdzie można odpocząć, zgromadzić zapasy jedzenia czy zostawić grabie lub łopaty. Stały tam dwie prycze przykryte owczymi skórami. Janek zapalił małą oliwną lampkę i zapytał:
– Skądsik uciekł?
– Spod Warszawy. Wycofywaliśmy się z północy, żeby wesprzeć oddziały broniące stolicy. Dziabnął mnie jeden w ramię i tak leżałem, póki mnie leśnicy do miejscowego felczera nie zanieśli. Jak się ocknąłem, to Polski już nie było. Nie miałem zamiaru się poddać i postanowiłem wyjechać za granicę. A ty żołnierz, baca? – rzucił pytanie Julian, trochę z ciekawości, trochę z obawy, że jego kurier, chociaż patriota, może być zbytnim amatorem na taką wyprawę. 
– Po gimnazjum poszedłem na jednoroczny kurs podchorążych do Cieszyna, a potem odbyłem praktykę w I Pułku Strzelców Podhalańskich. I tak zostałem pogranicznikiem. Wysłano mnie na służbę niedaleko Komańczy. I tam dowiedzieliśmy się, że wybuchła wojna. Niemcy ze Słowakami zaatakowali Przełęcz Dukielską i szli na Lwów…
– Ciebie chociaż zrozumieć można, bo jak Halembowa zocyna godać, to nijak nie wiem, co mówi. – Julian uśmiechnął się i jednocześnie odetchnął z ulgą, że nie ma do czynienia z amatorem.
– A to w Cieszynie byłem, a to nawet dwa lata w Krakowie na uniwersytecie, to i normalnie godać zacąłem, bo się wszyscy ze mnie śmiali. Każdy myśli, że jak ktoś z Podhala, to już należy mieć tłumacza ze sobą.
– I jak się uchowałeś? Przecież wszyscy żołnierze mieli złożyć broń i do niewoli iść? – zdziwił się Julian.
– Chciałem walczyć, nie podobało mi się to, co się dzieje, więc pojechałem do naszych, do Rawy Ruskiej. W Uhercach zawinąłem karabin maszynowy i waliłem w niemieckie samoloty, aż wizg szedł. Ale zaraz i tam zrobiło się gorąco. Z resztą niedobitków dotarliśmy do Tarnopola, bo tam jeszcze była jakaś nadzieja. Liczyliśmy na pomoc Sowietów, ale niebawem okazało się, że to zdrajcy, psubraty. Stoimy my sobie, a tu nam jeden z miejscowych ulotkę przynosi. A w niej Ruskie piszą do Ukraińców, że się z Timoszenką dogadali i żeby Ukraińcy nas, Polaków, mordowali. W pierwszej kolejności z wojskowymi, nauczycielami i duchownymi mieli się rozprawić. Po kilku godzinach wjechały ruskie czołgi i wojsko, i zaczęli nas rozbrajać. Musieliśmy klęczeć na szosie, jak pątnicy przed kapliczką Matki Boskiej, a oni nas łagrami straszyli. Uciekłem… Co było robić? – westchnął Janek.
– Wszyscy przeciw nam. Ale przecież my nikomu Polski nie oddamy. Nie wierzę, że to tak się skończy, i albo do Rosji nas dołączą, albo do Rzeszy – niemal płacząc, powiedział Chełmicki, trochę wstydząc się swojej słabości.
– Ja też płakałem, jak siedziałem na takim wysokim drzewie i patrzyłem, jak naszych prowadzą i do ciężarówek wsadzają. Zanim do Zakopanego wróciłem, jeszcze trzy razy śmierci spod kosy uciekałem. Dotarłem do domu i znalazłem starych kumpli. I tak się zebraliśmy i przerzucamy na Węgry tych, co ocaleli. Słowaki to też psubraty, ale trafiają się i porządni. Toż my tyle lat sąsiadami byli, na halach razem gorzałkę piliśmy, to jak tak teraz mielibyśmy strzelać do siebie albo donosić jeden na drugiego – dokończył ze smutkiem Janek.
Obaj popadli w zamyślenie. Sytuacja była wyjątkowo dramatyczna. Wszyscy dookoła to byli wrodzy, Ukraińcy i wielu Słowaków, a przede wszystkim dwa silne mocarstwa. Jednak dwaj młodzi mężczyźni wciąż wierzyli, w jakimś dzikim uporze, że to jeszcze nie koniec. Wbrew logice, wbrew wszystkiemu.
Przewodnik odczekał, aż nastanie późny wieczór i zrobiwszy krótki rekonesans po okolicy, nakazał wymarsz. Szli wzdłuż Czarnego Dunajca, by kawałek dalej po kładce przejść na drugi brzeg. Podążali marszowym krokiem, niemal bez wytchnienia, by jak najszybciej przekroczyć pas graniczny. Jedynie gdy słyszeli jakieś podejrzane dźwięki, zatrzymywali się, kryjąc się za wyłomami skalnymi i czekając na rozwój sytuacji. Pogranicznicy jednak poruszali się utartymi szlakami i rzadko z nich schodzili, nie czując ani zagrożenia, ani też przesadnie nie zajmowali się tropieniem ewentualnych uciekinierów. Był początek wojny, nikt nie wiedział, jak będzie, a rozkazy przychodziły codziennie inne. Jedne mówiły o wzmożonej czujności, pozostałe o zachowaniu spokoju i wykonywaniu rutynowych patroli.
Kiedy znaleźli się po drugiej stronie, kilka kilometrów od granicy, Julian odwrócił się jeszcze i popatrzył na ciemne kontury Tatr, które w świetle księżyca wydawały się złowrogie. Jego góry, gdzie każdego roku spędzał kilka tygodni u dobrotliwej Halembowej. Patrzył z jej domu na Giewont, przechadzał się po Krupówkach i szusował na stokach. Poczuł złość, że to miejsce jest teraz pełne hałaśliwych, nadętych Niemców, którzy nawet nie są w stanie docenić soczystości języka górali, ich obyczajów i tego, że Zakopane jest symbolem Polski w tej części kraju.
W jednej z wiosek spotkali znajomego Słowaka, który za odpowiednie wynagrodzenie zabrał ich zdezelowaną półciężarówką w dalszą podróż, do Różniawy, miejscowości oddalonej kilkanaście kilometrów od Koszyc. Tam Julian pożegnał Janka i wsiadł do pociągu zmierzającego w kierunku Budapesztu. Chełmicki nie wiedział, co zrobi, gdy tam dotrze, ale Janek powiedział mu, że rząd Telekiego jest Polakom przychylny i będzie się tam czuł bezpiecznie. Gdy żegnali się na dworcu, Julian spontanicznie krzyknął do Janka:
– Pamiętaj o wiadomościach do mojej rodziny!
– Na pewno dotrą, gdzie trzeba. Mam znajomych ceprów, to załatwią sprawę – odpowiedział gromko Janek.
– Do zobaczenia w wolnej Polsce!
– Jeszcze Polska nie zginęła! – Młody otarł łzy.

Kolejny fragment powieści przeczytacie już jutro na blogu Książki w eterze.

wtorek, 29 listopada 2016

Klamki i dzwonki - Magdalena Knedler

„Klamki i dzwonki” Magdaleny Knedler, to powieść, od której zaczęłam swoją przygodę z jej twórczością. Czytałam dużo pozytywnych opinii o książkach pani Magdy, więc liczyłam na wiele. Czy zostałam zauroczona jej najnowszą powieścią? Zapraszam na recenzję.

Eliza Ostaszewska pracuje na pół etatu w bibliotece i właśnie wydała tomik poezji, który cieszył się dużym uznaniem, podczas jej pierwszego spotkania autorskiego. Jednak radość z sukcesu nie trwa zbyt długo, gdyż wszystko niszczy dziwny telefon ze szpitala. Okazuje się, że jej dawna przyjaciółka zachorowała na raka i potrzebuje od niej pomocy. Wtedy właśnie dramatyczna przeszłość wkrada się w jej życie i całkowicie je zmienia. Czy Eliza jest gotowa na takie zmiany. Czy sobie poradzi z odpowiedzialnością za dorastającą nastolatkę. W jej życiu pojawi się także mężczyzna – Albert Dębski, do którego kobieta kiedyś czuła coś więcej, niestety mężczyzna obecnie ma żonę, choć w jego małżeństwie nieciekawie się dzieje. Czy Eliza będzie potrafiła dokonać trafnych wyborów? Przekonajcie się sami.

„Magdalena Knedler, to autorka powieści „Pan Darcy nie żyje”, „Winda” i „Nic oprócz strachu”. Za powieść „Pan Darcy nie żyje” otrzymała nominację w kategorii debiut do nagrody Emocje 2015, przyznawanej przez Radio Wrocław Kultura za najciekawsze lokalne wydarzenie kulturalne roku i nominację do nagrody WARTO 2016 przyznawanej przez wrocławską Gazetę Wyborczą. Recenzentka i redaktorka współpracująca z portalami kulturalno – informacyjnymi. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.”

„Klamki i dzwonki” to bardzo ciekawa powieść obyczajowa z wątkiem miłosnym, który na całe szczęście nie jest przesłodzony i nie przytłacza całej opowieści. Jest idealnie wyważony i wplątany w fabułę książki. Na pewno jest to powieść oryginalna, a zarazem bardzo naturalna, napisana nietuzinkowym językiem, która wciąga czytelnika już od pierwszej strony.

Powieść ta jest wielowątkowa i już na samym początku poznajemy losy kilkorga bohaterów, którym życie nie szczędzi przykrości. Helena, która boryka się z chorobą, Agata, dwunastoletnia dziewczynka, która musi zmierzyć się z chorobą matki, Dagny, kolejna nastolatka, która wplątała się w romans ze starszym od siebie mężczyzną, i który niestety miał tragiczny finał. Jest też Albert, prawnik, który zajmuje się sprawą nastolatki, a jego małżeństwo powoli staje się fikcją, no i oczywiście Eliza, która będzie musiała podjąć trudne życiowe decyzje. Każdy z bohaterów jest z bagażem własnych doświadczeń i popełnionych błędów, ale każdy z nich patrzy z nadzieją w przyszłość i walczy o lepsze jutro. Losy tych postaci będę się splatać i łączyć ze sobą, i dzięki temu autorka pokazała mi jak przewrotny potrafi być los oraz, że naszym życiem zawsze rządzi przeznaczenie.

Niestety jest jedna rzecz, która nie podobała mi się w tej powieści, mianowicie opisy, które miejscami zdominowały tę historię. Tak naprawdę, to trzy czwarte książki stanowią opisy, a dialogów jest jak na lekarstwo. Uważam, że gdyby autorka skróciła je o połowę, to książka zyskałaby na tym i nabrałaby uroku oraz przejrzystości. Niemniej jednak książkę oceniam dobrze i na pewno nie odradzę Wam jej, gdyż uważam, że warto ją przeczytać i poznać historię Elizy i reszty bohaterów.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie, to zwyczajne osoby z problemami, jakich wiele chodzi ulicami naszych miast. Jednak autorka przedstawiła ich w taki sposób, że dla mnie stawali się oni wyjątkowi w tej swojej zwyczajności. Bardzo mi się to podobało i dzięki temu jeszcze bardziej mogłam się z niektórymi z nich utożsamić i choć na moment wejść w ich skórę.

„Klamki i dzwonki” to powieść obyczajowa, której fabuła nieraz Was zaskoczy. Ciekawi bohaterowie i miłość, która nie zawsze musi być pokazana w otoczce kwiatków, serduszek i cukierkowej scenerii. Jedyny minus, to te nieszczęsne opisy, które momentami doprowadzały mnie na skraj znudzenia. Jednak uważam, że osoby, które lubią powieści obyczajowe powinny skusić się na lekturę tej powieści, bo na pewno miejscami zostaną mile zaskoczeni.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


poniedziałek, 28 listopada 2016

Wyniki konkursu z powieścią Jolanty Kosowskiej "W labiryncie obłędu"



Miło nam ogłosić, że egzemplarze "W labiryncie obłędu" Jolanty Kosowskiej wędrują do nr 6 oraz 26, czyli do Raphael oraz Agnieszki Wisz. Zwycięzcom serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp, w ciągu trzech dni.




Stefania Jagielnicka - Amfetamina

Dziś zapraszam Was na recenzję książki, która zaintrygowała mnie opisem i wspaniałą okładką. Czy "Amfetamina" Stefanii Jagielnickiej, to powieść po którą naprawdę warto sięgnąć? 

 Opis:
Jest to thriller psychologiczny z zaskakującym zakończeniem, równie specyficzny, jak jego bohaterka. Dla Izy, słynnej diwy operowej, na pozór nic i nikt się nie liczy się poza karierą. Rezygnuje z małżeństwa i posiadania dziecka, łamie serca uwielbiających ją mężczyzn. Jednak w końcu zagląda jej w oczy widmo samotności, kiedy aktualny kochanek znajduje przystań w ramionach młodszej śpiewaczki, która namawia go do zatrucia Izy amfetaminą, bo pragnie ją zastąpić nie tylko w łóżku, lecz również na scenie. Iza traci głos i halucynuje diabła z opery „Faust”, w której gra rolę Małgorzaty. Szatan składa jej propozycję odzyskania głosu w zamian za pozbycie się hamulców moralnych, tkwiących w głębi jej duszy, w gruncie rzeczy szlachetnej i spragnionej miłości. 

Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach książkę Stefanii Jagielnickiej, od razu pomyślałam, że będzie to powieść mroczna i bardzo tajemnicza. Czy miałam rację? Wszytko znajdziecie w mojej recenzji.

Stefania Jagielnicka w swojej książce stworzyła właśnie to, czego oczekiwałam. Mrok powieści, wylewał się z każdej karty książki, a sama fabuła stawała się miejscami tak zakręcona, jak jazda na rollercoasterze. Autorka ma prosty, ale nietuzinkowy styl, który bardzo wciąga. Książka w niektórych momentach była przepełniona napięciem, które mnie wręcz pochłaniało i miałam problem, by odłożyć książkę na półkę. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy i już w połowie książki miałam problem żeby się wczuć w całą akcję. Dlaczego tak się stało? Po prostu z czasem, mrok, który tak bardzo mi się podobał, został zastąpiony "wielką miłością" do wszystkiego, przez co książka straciła moc thrillera. 


Powieść w niektórych momentach była mocno pogmatwana, a akcja zmieniała się tak szybko, że czasami musiałam przystopować i na spokojnie "przetrawić" wszystko w swojej głowie. 

Często przez ten zabieg, sama czułam się chora, jak bohaterka.

Co do samej fabuły, nie była ona taka zła. Piszę "taka zła", bo mi czytelnikowi, średnio się podobało to, jak losy bohaterki się potoczyły. Całe to oparcie w Bogu, było dla mnie mocno naciągane, ale każdy inaczej to zinterpretuje :) 



Bohaterka ach... bohaterka. Piękna, mogąca wszystko diva operowa. Izabela to postać, którą nie do końca umiałam zrozumieć. Niektóre z jej wyborów doprowadzały mnie wręcz do białej gorączki. Jest to bohaterka, którą z początku po prostu nie polubimy, a nawet szczerze zaczniemy jej źle życzyć.

Co mi się najbardziej nie podobało w książce? Pewien wątek. Był mocno naciągnięty i dotyczył on mężczyzny. Po prostu czułam przy tym niesamowite obrzydzenie. (Ze względu, że to spoiler nie mogę dokładnie napisać o co chodziło. Mogę Was tylko nakierować... w połowie książki znajdziecie ten wątek :) )


Amfetamina to książka dobra, ale z niedociągnięciami. Mimo wszystko zachęcam Was do przeczytania jej i wypowiedzenia się na ten temat, bo chętnie podyskutuję :)

Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Psychoskok.

niedziela, 27 listopada 2016

Joanna Bagrij - Oddech śmierci

Niedawno w moje ręce wpadła książka Joanny Bargij - Oddech śmierci. Książka, ta jest debiutem, ale już na odległość dało się odczuć, że to bardzo dobrze zapowiadający się kryminał. Opis do tego stopnia mnie zaintrygował, że niemal od razu powiedziałam "Biorę!".


Chcecie dowiedzieć się więcej? Zapraszam do przeczytania recenzji.


 "Uciszenie plotek jest trudniejsze niż złapanie psychopaty."


Opis:
"W mieście grasuje seryjny morderca. Działa w sposób wyrafinowany i bezwzględny. Nie pozostawia żadnych śladów oprócz symbolicznych znaków i tajemniczych informacji. Ambitni, ale nie zawsze działający zgodnie z prawem policjanci z wydziału kryminalnego prowadzą intensywne śledztwo, jednak sprawca wciąż ich przechytrza, a potencjalni podejrzani wymykają się z braku dowodów.

Czy uda się zapobiec kolejnym ofiarom i w porę schwytać zabójcę?"


Cała otoczka książki opiera się na sztuce i mimo tego, że masa powieści kryminalnych jest już na rynku z tym tematem, ta zdecydowanie stała się moją ulubioną. Jednocześnie autorka umiejętnie wprowadza nas w świat brudnych interesów, który dodaje jeszcze więcej tajemnicy i doprowadza nas dodatkowo w kilkanaście ślepych uliczek w dochodzeniu.

Autorka ma nieprzeciętny styl, umie nas zainteresować  już od pierwszej strony i umiejętnie dawkuje napięcie. Co mi się podobało najbardziej? Ogólny zarys psychologiczny książki. Cała część psychologiczna, była bezbłędnie opisana i wykreowana. Połączona z tajemnicą, pełna niedomówień, dała efekt, którego oczekiwałam.

Bohaterzy książki byli różnorodni. Nie było dwóch takich samych charakterów, przez co książka stawała się o wiele ciekawsza. Różne osobowości z najprzeróżniejszymi cechami. Jedną z takich postaci był Ethan, w którym mogłam zobaczyć trochę siebie (szczególnie z tym roztrzepaniem :) ). Zaskarbił on moją sympatię tak jak i Natalie - siostra Ethana, o której nie mogłam tu nie wspomnieć. Ethan i Kate, razem byli jak dwie połówki jabłka, które stanowiły jedną nierozerwalną całość.  Cała ich zażyłość była bardzo fajnie opisana (właśnie tak wyobrażałam sobie idealne rodzeństwo).



Powieść ta, jest dla mnie świetnym debiutem tego roku, chyba nawet jednym z najlepszych. Pani Joanna, żongluje wszystkimi wątkami tak sprawnie, że niestety nie udało mi się odkryć kto jest zabójcą i kto za tym wszystkim stoi. Mogę śmiało polecić Wam tę książkę i jestem 99% pewna, że spodoba się i Wam! :)

Dziękuję serdecznie za przeczytanie Wydawnictwu Czarna Kawa.

Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu - Joanna Jax

Czytając "Zemstę i przebaczenie. Narodziny gniewu" miałam  trochę skojarzeń  z "Jeźdźcem miedzianym" Pauliny Simons. Spotkałam się jednak z opinią, że autorzy nie przepadają za  porównywaniem ich do innych autorów (pani Simons mogłaby wypaść blado ;) ), więc tego nie zrobię. Jestem absolutnie "wniebowzięta", że to kolejna bardzo dobra książka polskiej autorki, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że na polskim rynku wydawniczym dzieje się dobrze.

"Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu to pierwsza część nowego cyklu powieściowego Joanny Jax – autorki sagi o rodzinie von Becków. Podobnie jak w swych poprzednich książkach pisarka osadziła fabułę powieści w kilku krajach, pokazując losy dwóch spokrewnionych z sobą mężczyzn i ich potomków na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Julian Chełmicki i Emil Lewin są przyrodnimi braćmi, ale oprócz wspólnego ojca dzieli ich wszystko – pozycja społeczna, stopień zamożności, wyznawane wartości. Dzień, w którym dwaj młodzi chłopcy dowiadują się o swoim istnieniu, diametralnie zmienia ich życie, kładzie się cieniem na ich losie i wpływa na przyszłe pokolenia. Bracia muszą zmierzyć się z rzeczywistością, wzajemną niechęcią i trudną historią swojego kraju. Na drodze Juliana i Emila stanie także miłość i namiętność. Czy uczucie pozwoli zapomnieć o zadrze w sercu i zemście, czy wyzwoli kolejne demony?"

Joanna Jax to pochodząca z Olsztyna absolwentka uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Pasjonatka malowania na szkle i czytania biografii. "Zemsta i przebaczenie" to jej kolejna książka po  jej powieściowym debiucie "Dziedzictwie von Becków".

Minęło już kilka dni odkąd skończyłam czytać książkę, ale jak do tej pory nie mogę się jeszcze pozbierać, a o czytaniu czegoś innego nawet nie wspomnę. Książka cały czas siedzi mi w głowie i nie wiem jak doczekam wydania kolejnej części. Takie perturbacje zdarzają mi się tylko po książkach, które chwytają za serce i robią zamieszanie w głowie, a "Narodziny gniewu" takową jest bez wątpienia.
Autorka bowiem, stworzyła przepiękną, niesamowicie ekscytującą i emocjonalną opowieść. Wielowątkową historię o zwykłych ludziach, którzy wystawieni na ciężką próbę zmuszeni są do dokonywania trudnych wyborów, kiedy w obliczu wojny zacierają się granice moralne, warunkujące działania bohaterów. To opowieść o poświęceniu, zemście, niespełnionych ambicjach, ludzkich słabościach i w końcu to historia o miłości, która jak się okazuje nie jedno ma imię.

Joanna Jax wykreowała plejadę nietuzinkowych, wielobarwnych i nad wyraz autentycznych postaci. O żadnej z nich nie można powiedzieć, że jej zachowanie jest przewidywalne i do końca jednoznaczne. Okazuje się, że nawet taki czarny charakter jak Emil Lewin, posiada odruchy człowieczeństwa i również on na swój sposób próbuje odnaleźć się w trudnych czasach, choć jego wybory nie do końca są trafione. Każdy z bohaterów charakteryzuje się czymś wyjątkowym i historia każdego z nich w równym stopniu zasługuje na to, aby czytelnik śledził jego losy.

Autorka posiada bardzo sugestywny styl, którym nadała powieści niepowtarzalnego kolorytu i charakterystycznego klimatu, rewelacyjnie oddając ducha epoki. Oprowadza nas po rozpasanej międzywojennej Warszawie i zabiera w podróż do wielu ciekawych zakątków Europy i nie tylko.
Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni ponad dwudziestu lat, dzięki czemu możemy obserwować poczynania naszych bohaterów od najmłodszych lat, aż po dorosłość, która  przypada na czas drugiej wojny światowej. Taka rozpiętość czasowa powoduje, że historia toczy się wartko, a to natomiast sprawia, że trudno się od niej oderwać.
Na szczególną uwagę zasługuję umiejętne połączenie fikcji literackiej z wydarzeniami historycznymi i bynajmniej nie mam zamiaru odstraszyć tym tych, którzy nie przepadają za powieściami historycznymi, bo to nie jest w żadnym wypadku powieść historyczna, a jedynie posiadająca takowe tło.

"Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu" to pierwsza część bardzo dobrze zapowiadającego się cyklu, który najprawdopodobniej będzie posiadał 6 tomów, co mnie ogromnie cieszy. Joanna Jax, zapamiętajcie  nazwisko tej niezwykle utalentowanej autorki, bo jestem przekonana, że jeszcze nieraz o niej usłyszymy! Polecam z czystym sumieniem :)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Videograf.


piątek, 25 listopada 2016

Joanna Opiat - Bojarska - Niebezpieczna gra

Właśnie nadeszła chwila, kiedy mogę powiedzieć "nareszcie", przecież czekałam na tę książkę prawie 9 miesięcy! 

Przedstawiam Wam drugą część serii "Aleksandra Wilk" a zarazem 10 powieść z dorobku Joanny Opiat - Bojarskiej.
(Jeżeli nie czytaliście recenzji pierwszej części "Gra pozorów" to zapraszam Was w tutaj http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2016/02/gra-pozorow-joanna-opiat-bojarska.html :) )

"Kiedy do rozwiązania sprawy dzielą sekundy, nie ma czasu na logiczne myślenie, a górę bierze instynkt"

Opis:
  Mężczyzna w ciężkim stanie trafia do łódzkiego szpitala. Nie pamięta, jak się nazywa ani co się stało. Powtarza tylko imię Aleksandry Wilk.
 

Poznańska psycholog na prośbę znajomego lekarza przyjeżdża pomóc pacjentowi. Jednak nie tylko ona usiłuje dociec, kim jest tajemniczy NN i dlaczego wzywa Aleksandrę…

Legendarna aktorka przed laty została brutalnie zabita we własnym domu. Mordercy nie odnaleziono, śledztwo dawno zamknięto, a akta kurzą się w policyjnym archiwum. Ten, kto ją zabił, dziś wciąż jest na wolności.

Czy uda się powiązać te sprawy, odkryć prawdę, uniknąć niebezpieczeństwa?





Zacznijmy od tego, że akcja powieści została przeniesiona z Poznania (gdzie toczyła się  pierwsza część) do Łodzi. Akurat dla mnie to nie było zaskoczeniem - dzięki FP autorki jestem zawsze na bieżąco. Mogę powiedzieć jedno, to była bardzo dobra decyzja. Książka zyskała nowe miejsce, pełne tajemnic - miasta, ale i przeszłości naszej głównej bohaterki - Aleksandry. Autorka bardzo fajnie opisała Łódź i śmiało mogę powiedzieć, że gdy tylko trafię do tego miasta, to ruszę śladami Aleksandry Wilk :) 


Joanna Opiat - Bojarska, już wcześniej kupiła mnie swoim niesamowicie wciągającym stylem. Jej książki zawsze są idealnie dopracowane. Dzięki autorce mogłam się poczuć niczym śledczy, który musi pomóc Aleksandrze oraz policjantce z łódzkiego "Archiwum X", Urszuli Zimińskiej. Co do samej narracji autorka stosuje tutaj zabieg "z kilku perspektyw", dając Nam, czytelnikom wgląd na sytuację z każdej strony, a jednocześnie jeszcze bardziej mieszając nam w głowie, gdyż zagadka, która jest misternie uwikłana, staje się jeszcze bardziej zaplątana niż była. Czasami miałam lekkie "ogłupienie" przez to, bo niektóre z moich teorii, które miały więcej niż 60% zgodności, nagle rozsypywały się jak domek z kart, a ja znów byłam w ślepej uliczce i kolejny raz na oślep poszukiwałam mordercy.

Aleksandra Wilk, główna bohaterka nadal jest trochę wycofana, ale ma swoje momenty przebojowości i brawury, aż czasem jej nie poznawałam. Im dalej czytałam, tym bardziej Aleksandra wychodziła ze swojej skorupy. Oby tak dalej, bo zdecydowanie wolę przebojową Aleksandrę.


Polecam, polecam, polecam. Nie zawiedziecie się, jak i ja się nie zawiodłam - gwarantuję to Wam! Ja, już nie mogę się doczekać trzeciej części!

(A teraz coś ekstra! Tak wyglądała "Niebezpieczna gra" gdy skończyłam czytać :). Te wszystkie karteczki to tylko moje notatki i teorie :D )


Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Czwarta Strona.

czwartek, 24 listopada 2016

Misja Wywiad z K.N. Haner

Kochani, zapraszamy do lektury Misji Wywiad z K.N. Haner. Kasia wybrała także osobę, do której powędruje egzemplarz "Na szczycie. Gra o miłość". Tą osobą jest...
Zuzanna Jeziorska. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp, w ciągu trzech dni.




Małgorzata Wójcik

1. Czy Pani partner czytał powieści Pani autorstwa? Co sądzi o scenach pełnych namiętności i pożądania?

Mój M. czasami zerknie we fragmenty, ale całości nigdy nie czytał. To po prostu nie jego tematyka. On woli Wiedźmina czy jakiś dobry horror, a nie dramatyczne i ckliwe romanse przeplatane scenami erotycznymi  Czasami czyta mi na głos moje własne fragmenty, ale zawsze kończy się to kupą śmiechu.

2. W jakim wieku pozwoli Pani przeczytać swoje powieści własnym dzieciom? Dopiero gdy będą pełnoletnie?

Nie mam dzieci, ale może kiedyś będę je miała, to wtedy raczej zasugeruję im, by wstrzymały się z lekturą moich powieści do czasu, aż będą dorosłe. Oczywiście nie wszystkich, bo w planach mam nie tylko romanse erotyczne 


Iza Wyszomirska

1. Nie da się nie zauważyć, że Pani książki są bardzo emocjonujące. A czy w życiu, czy może jednak w książkach woli Pani przeżywać ten emocjonalny rollercoaster? Gdzie jest go więcej?

W życiu raczej nie przepadam za emocjonalnym rollercoasterem, bo ważna jest dla mnie stabilizacja. Może dlatego tak wiele jest tego w moich książkach?  Funduję moim bohaterom takie przeżycia, by czytelnik się nie nudził. Dramatyczne wydarzenia przeplatane erotycznymi uniesieniami. Moje czytelniczki już się do tego powoli przyzwyczajają 

2. Była Pani na tegorocznych Targach Książki w Krakowie. To tak na gorąco jeszcze spytam czym one dla Pani są, co dają, jak je Pani wspomina?

Targi to dla mnie ogromne przeżycie. W tym roku byłam na nich jako autor dwóch Wydawnictw i czułam się naprawdę wyjątkowo. To wiele dla mnie znaczy, że mogę uczestniczyć w tak ciekawym wydarzeniu i spotkać się bezpośrednio ze swoimi czytelnikami. Oprócz tego jestem książkoholikiem, a zobaczyć tyle książek w jednym miejscu, to jest naprawdę coś 


Jagoda Gindera

1. Czy pisarze mają jakieś przesądy? Czy Pani również jest przesądna i np. nie kończy pisania książki na stronie 13? Czy raczej nie wierzy Pani w takie rzeczy? :)

Nie, takie przesądy raczej mnie nie dotyczą. A na pewno nie w tej „pisarskiej” sferze 

2. Jakie książki Pani najchętniej czyta? Czy ma Pani swoich ulubionych autorów? :)

Od długiego czasu najchętniej sięgam właśnie po romanse różnego rodzaju. Lubię twórczość Colleen Hoover, Mii Sheridan czy Tillie Cole – ta ostatnia skradła mi serce swoją powieścią pt. Raze. Zdarza mi się też sięgnąć po kryminał, lub obyczajówkę, ale to naprawdę rzadko w ostatnim czasie. Nie pogardę też dobrym horrorem, ale na to muszę mieć odpowiedni nastrój.


Ania Lebioda

1. Banalne może pytanie, czy trudno jest pani pisać tak gorące sceny, się zabiera pani do ich pisania ?:))

Akurat taki ze mnie przypadek, że pisanie takich scen przychodzi mi z łatwością. Nigdy nie miałam z tym problemu, a pisanie scen miłosnych, to jeden z moich ulubionych momentów podczas pisania danej powieści.

2. Czy czerpie pani inspiracje z innych książek z erotycznym pieprzem, z teledysków, prasy? Czy to pan wyobraźnia tylko i wyłącznie ?

Moja wena to połączenie inspiracji i tego co siedzi mi w głowie. To taka mieszanka wybuchowa – naprawdę!  Tego jest tak dużo, że chwilami trudno wszystko ogarnąć, ale ciszy mnie to, gdyż mam pomysły na kolejne powieści w których raczej nie wieje nudą.


Aleksandra Południkiewicz

1. Czy Pani rodzina popiera tematykę Pani książek?

Szczerze, to nie wiem czy popiera, ale na pewno nie neguje. Wszyscy mnie wspierają, kibicują i cieszą się, że się rozwijam. To dla mnie ogromnie ważne, by w tych najbliższych mieć takie ogromne wsparcie.

2. Kto jest Pani mentorem jeśli chodzi o tematykę oraz sposób pisania?

Nie mam mentora. Nie mam guru czy idola. Staram się pisać po swojemu. Chcę wyrobić styl K.N.Haner, a nie wzorować się na kimś innym. Na tym mi zależy, bo po co mam kogoś kopiować? Już tyle nasłuchałam się oskarżeń o plagiat Sinnersów, że nie mam już ochoty na wdawanie się w takie dyskusje. Piszę jako JA i tak już zostanie 


Zosia Szczerbińska

1. Jaka jest Pani ulubioną książką? A może seria książek?

Mam sentyment do całej serii Harrego Pottera i chyba to jest dla mnie takie ON THE TOP. Oprócz tego uwielbiam Greya, bo to też mój sentyment 

2. Zdecydowała się Pani na zostanie pisarką po przeczytaniu jakiejś konkretnej powieści? Czy przeczytane książki nie miały z tym nic wspólnego?

Wspomniany wyżej Grey był dla mnie impulsem do tego, by zacząć pisać, więc książki miały zdecydowanie wiele wspólnego z tym, że zaczęłam to robić. Gdyby nie to, że pewnego dnia koleżanka z pracy namówiła mnie do przeczytania 50 Twarzy Greya, to zapewne nigdy nie zaczęłabym pisać 


Kamila Wysocka

1. Skąd czerpie Pani inspiracje do tworzenia tak cudownych książek ?

Dziękuję! Cieszę się, że uważasz, że moje książki są cudowne. Wszystko jest dla mnie inspiracją. Muzyka, film, inne książki, ludzie, wydarzenia ze świata. To jest świetne, bo ziemia cały czas się kręci, a to oznacza, że inspiracji na dłuuugo mi nie zabraknie 

2. Jakie to uczucie kiedy dowiaduje się Pani, że napisana przez Panią książka jest cudownie przyjęta przez czytelników i dzięki niej zdobyła Pani jeszcze nowych czytelników ?

To najlepsze z możliwych uczuć dla autora. Wiadomo, że przed wydaniem każdy ma obawy, jak czytelnicy odbiorą daną powieść, ale gdy dostajesz wiadomość za wiadomością i są w nich prawie same superlatywy, to po prostu serce rośnie, dusza się raduje, a wena podpowiada „A nie mówiłam?” 

Justyna Ernest

1. W jednym z odcinków serialu "Sex w wielkim mieście pisarka Carrie Bradshaw podczas zakupów ze swoją przyjaciółką przekłada książki na wystawie aby to właśnie jej powieść bardziej rzucała się w oczy klientom księgarni. Czy Pani również zdarza się tu przestawić , tam wysunąć aby to właśnie Pani książki były w "centrum" ?

Cholera, aż wstyd się przyznać, ale ja również tak robię. Oczywiście jeśli książka stoi w mało widocznym miejscu! 

2. Czy był jakiś nauczyciel w szkołach do których Pani uczęszczała na zajęcia który poznał się na Pani talencie i wspierał Panią w rozwijaniu go?

Niestety nie, ale w liceum miałam taką nauczycielkę od języka polskiego, która totalnie zniechęciła mnie do nauki, lektur i pisania wypracowań. Ot, taki tam koszmar z dzieciństwa 


Zuzanna Jeziorska

1. Pani książki są bardzo odważne. Czy spotkała się Pani z krytyką z tego powodu?

Moje książki ciągle ktoś krytykuje, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Tak jak mówisz, są odważne i to także jest powód, że nie podobają się one każdemu. Taką tematykę trzeba lubić, czuć, ale ja nie zmuszam nikogo do czytania moich powieści.

2. Nasz naród jest nadal ograniczany tematami tabu. Czy nie bała się Pani, że taka książka wydana właśnie w Polsce nie osiągnie dużego sukcesu?

Nie nastawiałam się na sukces, więc nie obawiałam się, że tematyka może być przeszkodą w jego osiągnięciu. Na fali popularności romansów, które w ostatnich latach okupują listy bestsellerów, nie trudno było mi zdecydować się na taką tematykę, bo jest ona teraz niezwykle popularna. Wydaje mi, że paradoksalnie, to właśnie te tematy tabu i kontrowersja przyczyniły się do mojego sukcesu. Bądź co bądź, nie było u nas w kraju autorki, która pisałaby o sprawach seksu i intymności w tak otwarty sposób, jak ja.


Barbara Pawlik

1. Co największą radość sprawia pani czy fani czy sprzedane książki czy coś innego ?

Na radość składa się kilka czynników. Najpierw muszę napisać książkę, by się ona sprzedała, a wtedy zyskam fanów  To takie błędne koło, ale tak, to sprawia mi wielką radochę. Pisanie.

2. Jak długo pisała pani ostatnia książkę i czy ma pani pomysł na następna ? Pozdrawiam

Na szczycie. Grę o miłość pisała pewnie około kilku miesięcy. Nie pamiętam konkretnie, bo było to ponad dwa lata temu, a tekst całości i tak podzieliłam. A co do pomysłów na kolejne powieści, to mam ich mnóstwo, więc bez obaw, będziecie miały co czytać. 

Odroczone nadzieje - Aneta Krasińska (Nasz Patronat)

Twórczość Anety Krasińskiej poznałam już jakiś czas temu. Miałam przyjemność przeczytać i zrecenzować jej dwie wcześniejsze książki, które ogromnie mi się podobały. Aneta Krasińska to autorka, której książki koniecznie musicie poznać. To nie są słodkie opowieści, to mądre oraz życiowe historie. Jestem dumna, że nasz blog patronuje jej najnowszej książce pt. „Odroczone nadzieje”. Zapraszam na recenzję.

Aldona to kobieta z trudną przeszłością. Już jako nastolatka musiała stać się osobą dorosłą i odpowiedzialną, by opiekować się swoją młodszą siostrą, Lidką. Później nie było wcale lepiej. Gdy dziewczyna chciała wyjechać na studia do Krakowa, spotkała się kolejny raz z niezrozumieniem ze strony rodziców. Wyjazd równał się z utratą rodziny, lecz dziewczyna postanawia walczyć o swoje pragnienia i marzenia. Kiedy myślała, że wszystko będzie dobrze, przewrotny los kolejny raz rzuca jej kłody pod nogi. Kobieta, by nie myśleć o przeszłości oddaje się pracy zawodowej, jednak niespodziewana choroba matki kolejny raz popycha ją ku przewartościowaniu swojego życia i sposobu myślenia. Aldona walcząc z nieuleczalną chorobą swojej rodzicielki, uświadamia sobie, że w jej sercu oraz życiu zapanowała pustka. By nie zwariować zaczyna prowadzić blog, który w pewnym sensie jest jej rozrachunkiem z przeszłością.

„Nigdy nie przypuszczałam, że w wieku 48 lat zacznę prowadzić pamiętnik, a już na pewno nie sądziłam, że będę to robić w sieci. Nigdy nie lubiłam obarczać kogoś swoimi problemami. Uważałam, że potrafię sobie poradzić z wszystkimi przeciwnościami. Wolałam słuchać tego, co inni chcą mi powiedzieć, przyjmując ich problemy jako bagaż, który czasami bardzo mi ciążył. Nie skarżyłam się na to. Żyłam ich troskami, nie dostrzegając własnych. Dzisiaj sama potrzebuję rozmowy, choć zupełnie nie wiem, od czego mam zacząć...”

Czy w życiu Aldony zagości spokój oraz szczęście? Przekonajcie się sami.

„Odroczone nadzieje” to kolejna książka Anety Karasińskiej, która szturmem podbiła moje serce. Po prostu jestem zachwycona tą opowieścią. Autorka po raz kolejny udowodniła mi, że każda powieść, która wychodzi spod jej pióra ma niesamowitą głębię, chwyta za serce oraz wzrusza. Cieszę się, że Aneta nie boi się pisać o trudnych, a czasem nawet kontrowersyjnych tematach. Jej najnowsza powieść porusza temat poświęcenia względem drugiej osoby, w tym przypadku matki, która może nie była idealną rodzicielką, ale to ona dała Aldonie życie i w pewnym stopniu to ona i relacje między nimi ukształtowały jej charakter. Z trójki dzieci, to właśnie ona potrafiła odłożyć na bok swoje sprawy i otoczyć matkę najlepszą opieką, jaką mogła jej zapewnić. Byłam pełna podziwu dla tej dzielnej kobiety i wiem, że na pewno nigdy nie chciałabym podzielić jej losu. Tym bardziej, że emocje opisane w książce są bardzo namacalne i wraz z Aldoną odczuwałam jej żal, ból oraz strach.

„Złe wieści potrafią przygnieść nawet najtwardszych, pozbawić ich energii i obnażyć głęboko skrywane lęki. Histeria pozbawia świadomości, usypia duszę, a z ciała wysysa siły witalne.”

To co najbardziej cenię w książkach Anety Karasińskiej to, to, że są one bardzo prawdziwe. Dotyczą prawdziwego życia oraz ludzkich dramatów, które każdego dnia rozgrywają się w czyimś domu, może nawet tuż obok nas, za naszą ścianą. Jej książki są bardzo zwięzłe, a żaden wątek nie jest ciągnięty na siłę. Tak oczywiście jest także w przypadku „Odroczonych nadziei” z kart powieści wylewa się prawdziwe życie, które czasami ma gorzko - słodki smak. W książce nie ma przypadkowych wątków, wszystko jest spójne oraz na temat. Po prostu tworzy piękną całość.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą lubię w książkach Anety, są to przeskoki czasowe, które w moim odczuciu niesamowicie budują napięcie i dzięki nim autorka, od razu nie odkrywa wszystkich kart. Cała historia buduje się powoli oraz w napięciu, niejednokrotnie skłaniając nas do refleksji.

Ja jestem wielką fanką twórczości Anety Krasińskiej i polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem.
„Odroczone nadzieje” to powieść o prawdziwym życiu, ludzkich słabościach oraz dramatach, które mogą dotknąć każdego z nas.

Obok tej książki nie można przejść obojętnie.

Gorąco polecam!


P.S. Aneto pisz jak najwięcej!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Videograf.

środa, 23 listopada 2016

Słodkie więzy - J. Daniels

Miłość słodka jak babeczka!

Każdy kto czytał wcześniejszą część tego cyklu, ten wie, że związek Dylan oraz Reese'a zaczął się od ich seksualnej przygody na weselu jej byłego chłopaka. Od tamtej pory oboje nie mogli o sobie zapomnieć, a pożądanie zamieniło się w szczere i trwałe uczucie, czyli miłość. Teraz ta dwójka planuje ślub, który ma się odbyć już za dziesięć dni. Gorączkowe przygotowania, natrętne matki, przyciasna suknia i niechciany adorator. Narzeczeni mają teraz sporo na głowie. Czy przedweselna gorączka doprowadzi ich do szaleństwa? Czy coś lub ktoś stanie im na drodze do szczęścia? Przekonajcie się sami.

„Słodkie więzy” to gorący erotyk. Scen seksu jest naprawdę bardzo dużo. Autorka poświęciła im wiele uwagi, są bardzo dopracowane, rozbudowane i niejednokrotnie doprowadzały moją krew do wrzenia. Autorka w tych scenach zawarła wszystko – namiętność, pożądanie, oddanie, zaufanie, ale przede wszystkim pokazała mi MIŁOŚĆ pomiędzy bohaterami.

Książka jest także pełna humoru, a wszystko to za sprawą Dylan oraz jej przyjaciół. Dialogi między mini nieraz wywoływały uśmiech na mojej twarzy, a czasami nawet niekontrolowane wybuchy śmiechu. Tak przezabawne sytuacje mogły się zdarzyć tylko im.

„[...]
- Gdzie byłaś? - pyta Juls. - I na cholerę ci krople?
Przewraca jednym okiem, ponownie rozcierając drugie.
- Wpadła mi sperma do oka.
Wszystkiego mogłabym się w tej chwili spodziewać, ale nie czegoś takiego. Juls i Joel też, sądząc po ich reakcji. Zasłaniam usta dłonią, tłumiąc atak śmiechu. Tymczasem Juls bez skrępowania odchyla głowę do tyłu i zarykuje się do łez, a Joel zakrywa twarz dłońmi, trzęsąc się spazmatycznie.
Brook czerwieniej na twarzy, cały czas pocierając oko nadgarstkiem.
- Bardzo śmieszne. Jakby żadnemu z was nikt nigdy nie spuścił się na twarz i źle trafił. Cholera, jak piecze! Przemywałam oko chyba przez godzinę."


To tylko przedsmak, bo tak zabawnych sytuacji jest o wiele więcej. Więc przygotujcie się na dużą dawkę humoru, bo będzie niesamowicie zabawnie. Miejscami będzie również wzruszająco, a gorące sceny seksu rozpalą Was do czerwoności.

Ten tom różni się od poprzedniego. Jest mniej słodyczy, a więcej prawdziwego normalnego życia. Autorka poświęciła także więcej uwagi bohaterom drugoplanowym, a tego w poprzedniej części mi brakowało. Bardziej wnikamy do ich życia i możemy ich lepiej poznać. Jednak po skończonej lekturze czuję lekki niedosyt – zabrakło mi jakiegoś spektakularnego dramatu, który troszkę wywróciłby życie bohaterów do góry nogami. Uważam, że dodałoby to książce troszkę więcej dynamizmu. Niemniej jednak książka mi się podobała i miło spędziłam przy niej czas.

Styl jakim operuje autorka jest bardzo prosty, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko. Historia Dylan oraz oraz Reese'a czasami jest słodka, czasami gorzka, ale na pewno wciągająca. Bohaterów polubi każdy z Was, bo nawet Brook, która w poprzedniej części była typową zołzą, przeszła niesamowitą metamorfozę i nawet ja zapałałam do niej sympatią.

J. Daniels kolejny raz funduje nam zwariowaną powieść, pełną zabawnych dialogów oraz gorących i pikantnych scen seksu, w której nie zabraknie pożądania, namiętności i oczywiście miłości.

Książka idealna na szare jesienne popołudnia!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.


Wygraj Shadow!

Dziś zapraszamy na konkurs, w którym możecie wygrać "Shadow" Sylvain,a Reynard,a, wspaniałą kontynuację "Raven". Dla niezdecydowanych polecamy przeczytać naszą recenzję
                                                           Shadow

Żeby zdobyć egzemplarz tej cudownej powieści, wystarczy, że:

*zgłosisz się w komentarzu pod postem
*dodasz nasz blog do obserwowanych
*polubisz nasz fp Literatura kobieca - co czytać?

Konkurs trwa do 1 grudnia. Zwycięzcę wyłonimy drogą losowania, a wyniki pojawią w ciągu trzech dni od dnia zakończenia konkursu. Zastrzegamy sobie prawo do zmian w regulaminie konkursu.

Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Akurat.

Powodzenia!




wtorek, 22 listopada 2016

Antonia Senior - Córka rewolucji

Dzisiaj chcę Wam przedstawić kolejną książkę, która wpadła mi w oko podczas robienia październikowych zapowiedzi. 

Fabuła powieści pt."Córka Rewolucji" Antonii Senior, osadzona jest w czasach angielskiej wojny domowej. Do tej pory nie interesowałam się za bardzo tym tematem, więc postanowiłam, że trzeba to zmienić, a ta powieść będzie idealna na sam początek mojej przygody z tamtymi czasami. 


Opis:

Najlepsza powieść historyczna 2014 według magazynu BBC History Extra!

ZDRADA, MIŁOŚĆ I IDEAŁY W CZASACH REWOLUCJI ANGIELSKIEJ.

Londyn, 1640 rok. Henrietta Challoner nie wiedzie beztroskiego życia kupieckiej córki. Owdowiały ojciec nadużywa alkoholu, babka odmawia dostępu do wykształcenia, a bracia walczą po przeciwnych stronach barykady. Na dodatek dziewczyna zakochuje się w mężczyźnie, którego jej rodzina nie chce zaakceptować.

Henrietta angażuje się w spór parlamentarzystów z rojalistami, próbując równocześnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w burzliwym okresie rewolucji kobiecie przyda się wykształcenie? I jak ocalić ludzi, których kocha, pozostając jednocześnie lojalną i wierną ideałom?


Wątek historyczny tej powieści jest bardzo dobrze opisany, jak i wydarzenia, które się działy właśnie w tamtym czasie. Autorka ma bardzo lekki styl i książkę czyta się naprawdę szybko, jednak historia jej bohaterów... nie za bardzo mnie porwała.

Książka mimo historycznych wątków, ma również  wątek miłosny, który  jednak nie zdominował książki, ale był miłą odskocznią, od zdrady i konfliktu w państwie. Bardzo przypadło mi to do gustu, gdyż czasami mam dość czytania ckliwych romansów. Dzięki temu, że romans jest tylko ciekawym dodatkiem w całej tej historii, książka na pewno przypadnie do gustu także męskiej części czytelników.


Narracja powadzona jest naprzemiennie. Narratorami w różnych momentach są - Henrietta i jej dwaj bracia, co daje nam możliwość spojrzenia na dwie strony konfliktu, który zrodził się w Anglii. Moim zdaniem najlepiej czytało mi się narracje jednego z braci - Sama. Zyskał moją przychylność przekonaniami politycznymi i swoim wyborem, przez co, cały czas czekałam na rozdział z jego perspektywy.

Moim zdaniem, głównej bohaterce, dużo brakowało do miana "córki rewolucji". Oprócz pomagania ojcu, oczytaniu i większej wiedzy niż inne kobiety w tamtych czasach, wcale nie była taką osobą, jaką sobie wyobrażałam. Jednak nie można jej było odmówić waleczności, odwagi i tego, że miała wielkie serce. Henrietta jest postacią, której nie da się nie lubić. (zresztą przeczytacie, to zobaczycie o co dokładnie mi chodzi :) )

Polecam Wam tę powieść, jeśli lubicie książki historyczne. Jest to "must have" dla osób, które interesują się historią Anglii :)

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Czwarta Strona.


poniedziałek, 21 listopada 2016

Już zawsze razem - Abbi Glines

Abbi Glines, to autorka, której chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Ja uwielbiam jej twórczość i każdą jej książkę biorę w ciemno. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i mam nadzieję, że tak pozostanie już zawsze. „Już zawsze razem” to kolejny tom wciągającej serii „Rosemary Beach”. Zapraszam na recenzję.

„Miłość na przekór całemu światu”

Reese i Mase są wreszcie szczęśliwi. Ich związek kwietnie, a Reese ma jeszcze jeden powód do radości. Po latach odnalazł ją jej prawdziwy ojciec i dziewczyna ma wreszcie normalną rodzinę, o której istnieniu nic nie wiedziała. Jedak ich uczucie zostanie wystawione kolejny raz na ciężką próbę. W ich związku zacznie mieszać kuzynka Mase'a – Aida, z którą nie łączą go więzy krwi, ale wychowywali się razem. Dziewczyna jest w nim zakochana, a sprawianie Reese przykrości, będzie dawało jej dużo satysfakcji. Czy Mase dostrzeże drugą twarz kuzynki? Reese także zdobędzie niechcianego adoratora, który także spróbuje zamieszać w jej związku. Czy uczucie jakie łączy tą dwójkę jest wystarczająco silne, by pokonać wszystkie przeciwności losu? O tym musicie przekonać się sami.

„Już zawsze razem” to już jedenasty tom wspaniałej serii „Rosemary Beach” i mam takie marzenie, by ta seria nigdy się skończyła. Na szczęście pozostało jeszcze kilku bohaterów, którym Abbi musi ułożyć życie, więc mam nadzieję, że tomów będzie jeszcze sporo. Ja uwielbiam każdą opowieść, która wychodzi spod jej pióra, a bohaterowie, w szczególności ci męscy kradną kawałek mojego serca. Więc pisz Abii, pisz jak najwięcej.

W tej części kolejny raz dostajemy sporą dawkę erotycznych scen, które potrafią rozpalić do czerwoności. Reese dzięki Mase'owi zmieniła się, stała się bardziej otwarta i zrozumiała, że nie każdy mężczyzna musi być zły. To Mase pokazał jej czym jest delikatność, zrozumienie oraz miłość. Ich historia chwyta za serce i niesamowicie rozczula. Chyba każda kobieta chciałaby mieć u swojego boku, takiego mężczyznę jakim jest Mase. To młody mężczyzna niezwykle czuły, delikatny, opiekuńczy, który pokochał tę zagubioną dziewczynę i oddał jej całe swoje serce. Bardzo spodobała mi się ta zmiana, gdyż pokazała mi jaki wpływ mają na nas ludzie – ci źli oraz ci dobrzy. Mase sprawił, że Reese rozkwitła niczym kwiat i stała się pewną siebie kobietą. Czy ktoś będzie w stanie zabić w niej tę pewność siebie? Tego Wam nie zdradzę.

„Rosemary Beach” to seria, której każdy tom elektryzuje i zachwyca. Historie bohaterów są pełne dramatyzmów, emocjonujące i niezwykle chwytają za serce. Postacie są dopieszczone w najdrobniejszych szczegółach i nie sposób ich nie polubić. Oczywiście w każdej z części znajdzie się bohater, którego będziemy mieli ochotę udusić. Tutaj to była Aida, której zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. To rozkapryszona dziewucha, która zawsze chciała postawić na swoim, a Mase za często jej ustępował. Jednak na niego nigdy nie mogłam się długo gniewać... chyba za ten nieziemski uśmiech, który rozbrajał Reese.

Powtórzę się kolejny raz... UWIELBIAM twórczość Abbi Glines. Jej książki wywołują uśmiech na twarzy, chwytają za serce i niejednokrotnie wzruszają do łez. Każdy fan Abbi koniecznie musi przeczytać tę część, a jeśli ktoś nie zna jej książek, to gorąco zachęcam do lektury. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

niedziela, 20 listopada 2016

W labiryncie obłędu - Jolanty Kosowskiej KONKURS

Dziś zapraszamy na konkurs z najnowszą powieścią Jolanty Kosowskiej pt. w labiryncie obłędu. Dla niezdecydowanych polecamy przeczytać naszą recenzję KLIK

Żeby zdobyć jeden z dwóch egzemplarzy tej niesamowitej powieści, należy:

*zgłosić się w komentarzu pod postem, 

*być obserwatorem naszego bloga oraz, 

*polubić nasz fan page oraz fan page Autorki.



Konkurs trwa do 27 listopada do godziny 23.59, a wyniki podamy na blogu w ciągu pięciu dni od daty zakończenia konkursu. Nagrodą są dwa egzemplarze, które rozdamy drogą losowania. 

Powodzenia!


piątek, 18 listopada 2016

Shadow - Sylvain Reynard




Książek o wampirach powstało mnóstwo i wydawało mi się, że zostało już napisane wszystko w tym temacie. Autorzy prześcigają się w wymyślaniu historii o istotach żywiących się ludzką krwią, lecz nie każdy jest w stanie mnie zaciekawić i zadowolić. Jednak to co wymyślił Sylvain Reynard w swoim w cyklu "The Florentine" zasługuje na ogromne brawa. Niesztampowa fabuła, ciekawe postacie i przepiękny wątek miłosny na tle mrocznej i tajemniczej Florencji, powalił mnie po prostu na kolana. Jestem wdzięczna autorowi za napisanie "Raven" i "Shadow" - dzięki tym książkom poczułam niesamowity powiew literackiej świeżości i na nowo zakochałam się w krwiopijnych bohaterach. Zapraszam na recenzję.

Raven i William, znów są razem. Potężny książę Florencji nigdy nie podejrzewał, że zakocha się w śmiertelniczce. Jednak Raven jest wyjątkowa i William wie, że to ona jest jego światłem w ciemności. Żadne z nich nie wyobraża sobie życia bez siebie, chociaż wiedzą, że ten dzień kiedyś nadejdzie, gdyż Raven nie chce zostać wampirem. Dziewczyna chce przeżyć wszystkie lata z Williamem i zestarzeć się u jego boku. Jednak kochankowie nie przewidzieli tego, jak wiele osób postanowi ich rozdzielić. Inspektor Batelli cały czas uważa, że Raven ma coś wspólnego z kradzieżą bezcennych dzieł sztuki z galerii Uffizi. Źle dzieje się także w mrocznym świecie Williama, zdrajca knuje i chce pozbawić księcia tronu, a Kuria, czyli odwieczny wróg wszystkich wampirów w każdej chwili może najechać na Florencję. Niestety w tej rozgrywce kartą przetargową będzie Raven, a wróg uderzy w najmniej odpowiednim momencie.

Sylvain Reynard jest niezwykle tajemniczą osobą, bo choć cały czas utrzymuje kontakt ze swoimi czytelnikami, oczywiście kontakt internetowy, to do tej pory nie wiadomo, czy jest mężczyzną, czy kobietą (dla mnie to bez różnicy, jeśli dalej będzie pisać tak zachwycające powieści). Jego debiutancka powieść „Piekło Gabriela” w jednej chwili stała się światowym hitem i wszystkie książki, które wydaje powtarzają ten ogromny sukces. Jestem przekonana, że „Shadow” podzieli losy poprzedniczek.

„Shadow” to genialnie skonstruowana powieść fantasty, w którą z ogromnym smakiem wplątane są sceny erotyczne. Autor każde zbliżenie dwójki głównych bohaterów opisał w piękny i subtelny sposób. Można by nawet rzec, że każdy akt seksualny był czczony, zarówno przez autora, jak i przez jego bohaterów.

Powieść ta to niewątpliwie emocjonalny rollercoaster, a czytelnik już od pierwszej strony zostaje wciągnięty w wir wydarzeń. Akcja książki nie zatrzymuje się nawet na chwilę i jest wiele zwrotów akcji. Ja nieraz zostałam zaskoczona, gdyż książka nawet w jednym miejscu nie jest przewidywalna, a to bardzo sobie cenię w czytanych powieściach.

W tej części autor bardziej skupił się na Williamie i wprowadził nas w jego mroczny świat. Odkrył także wiele tajemnic skrywanych prze księcia oraz w pewnym stopniu poznaliśmy jego długowieczną przeszłość. Oczywiście nie myślcie sobie, że Raven została potraktowana przez autora po macoszemu. Absolutnie tak nie jest! Widzimy jak radzi sobie, gdy musi spojrzeć w oczy swojemu oprawcy z przez lat oraz jak usiłuje naprawić swoje stosunki z siostrą, która wyparła z pamięci koszmarne wspomnienia z dzieciństwa. I to właśnie dzięki niej William dostrzega światło w mroku.

Kreacja bohaterów jest bardzo dobra i taka bardzo prawdziwa. Autor złamał wszelkie stereotypy i odrzucił obraz pięknych i powalających bohaterów. Raven jest kobietą niepełnosprawną, która jest pogodzona z własnym losem i mimo że wie, że dzięki krwi wampirów mogłaby naprawić swoje niedoskonałości cielesne, to nie chce tego zrobić. To osoba wrażliwa, posiadająca szczere serce i zakochana w istocie, która powinna budzić w niej przerażenie. Dla Williama, Raven jest ucieleśnieniem doskonałości i piękna. Czekał na nią tak długo, że nie wyobraża sobie, że mógłby ją stracić. William też nie jest bohaterem idealnym, bo choć jest piękny oraz seksowny, to wieki żył w ciemności i zapomniał już jak to było być człowiekiem. Kieruje się własnymi zasadami, a karą za nieposłuszeństwo względem niego, może być tylko śmierć. Poprzysiągł też, że każdy kto skrzywdził i skrzywdzi Raven zasłuży również na unicestwienie. To bohater, który nie zmienia się w jednej chwili, zmiany zachodzą w nim bardzo powoli, a dla miłości swojego życia jest gotowy zrobić wiele.

Styl jakim operuje Sylvain Reynard jest prosty i niezwykle przyjemny w odbiorze. Autor nie ubarwia nic na siłę, pisze zwięźle i na temat, co odzwierciedla się w krótkich rozdziałach, a takie lubię najbardziej.

Jest to powieść wciągająca, zachwycająca, a jednocześnie budząca niepokój. Będzie tajemniczo, mrocznie, a momentami nawet przerażająco. 

„Shadow” to niezwykle wciągająca kontynuacja historii miłosnej Williama oraz Raven. Kolejny raz przeniosłam się do przepięknej Florencji, pełnej wampirów, niebezpieczeństw oraz tajemnic.

Ta powieść, to po prostu wampiryzm w nowej odsłonie.


Gorąco polecam i niecierpliwie czekam na kolejną część!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.

czwartek, 17 listopada 2016

WYNIKI KONKURSU Z KSIĄŻKĄ "MORZE POMYSŁÓW NA BEZMIAR SZCZĘŚCIA"

Witajcie, kochani :)

Miło nam ogłosić, że konkurs z książką "Morze pomysłów na bezmiar szczęścia", po dość długich rozmowach, zdecydowałyśmy, że książkę wygrywa...

...Paulet!




Gratulujemy i prosimy o kontakt z naszym FP w ciągu 3 dni :)

środa, 16 listopada 2016

Uwikłani. Hudson - Laurelin Paige

„Uwikłani. Hudson” Laurelin Paige to powieść, po którą bałam się sięgnąć i cały czas odkładałam ją na później. Chyba obawiałam się tego, co ma do powiedzenia Hudson. Wiedziałam, że autorka obnaży jego wnętrze i pozwoli nam zajrzeć w głąb jego duszy oraz serca. Jednak teraz wiem, że moje obawy były na wyrost i cieszę się, że poznałam tę historię z perspektywy samego Hudsona Pierce'a. Zapraszam na recenzję.

Chyba każdy kto poznał trylogię „Uwikłani” zadawał sobie pytanie dlaczego Hudson jest jaki jest. Dlaczego manipuluje ludźmi, prowadzi z nimi swoje gry i dlaczego w jego życiu tak ważną rolę odgrywa Celia. W czwartej części, która jest niewątpliwym smaczkiem dla fanów tej serii, autorka odkrywa wszystkie karty i pokazuje prawdziwą twarz Hudsona Pierce'a. Czy Wam się ona spodoba? Tego nie wiem, ale wiem, że koniecznie musicie poznać jego punk widzenia.

Laurelin Paige podzieliła swoją książkę na dwie części – PRZED i PO. Oczywiście PRZED to wszystkie wydarzenia, które wydarzyły się zanim Hudson poznał Alaynę. Jest to przeszłość, której do tej pory nie znaliśmy. Hudson przedstawiony jest jako mężczyzna zimny, niedostępny, którego serce zastępuje kawałek lodu. Nie interesują go bliższe relacje z kobietami, wystarcza mu sam seks bez zobowiązań. W tej części pojawia się także bardzo rozbudowany wątek z Celią, z którego dowiadujemy się co tak naprawdę wydarzyło się między nimi i jak rozpoczęła się ich gra.

Część PO, rozpoczyna się w momencie kiedy Hudson po raz pierwszy widzi Alaynę i co wtedy czuje...

„[...]
-Ona się nazywa Alayna Withers.
Wzdycham, wkurzony tym, że Celia zauważyła moje zainteresowanie. W tej samej chwili czuję uścisk w piersi. Znam jej imię! To nic wielkiego, a poza tym wszyscy w tym pomieszczeniu też na pewno to wiedzą. Ale mnie wystarcza ta jedna, drobna informacja o niej. Wymawiam to imię cicho pod nosem. Zaznajamiam się z nim. Czuję jego smak na języku.
Pomieszczenie nadal jest zaciemnione, a scena stanowi jedyne oświetlone miejsce. Ja jednak mam wrażenie, że otaczająca mnie ciemność się rozprasza.
I nagle widzę światło.”

Nie nastawiajcie się, że w tej części dostaniecie same „odgrzane kotlety”, bo choć pojawia się wiele sytuacji, które były w poprzednich częściach, to są one okrojone, a za to pojawia się wiele nowych scen, które pokazują Hudsona w zupełnie innym świetle. Oczywiście nie zabraknie też Celi, która misternie uknuła całą intrygę przeciwko Alaynie. Przyznam się Wam, że ta postać cały czas mnie irytowała, ale teraz już wiem, że gdyby nie ona, to miłosna historia Hudsona i Alayny nie byłaby tak intrygująca oraz fascynująca.

Laurelin Paige cały czas trzyma poziom, a książka wciąga już od pierwszej strony. Teraz żałuję, że tak długo czekałam, by poznać męski punkt widzenia tej całej opowieści. Przykro mi także, że to już moje ostatnie spotkanie z tymi bohaterami, ale jestem przekonana, że autorka jeszcze nieraz mnie zaskoczy w swoich innych powieściach.

Jeżeli jesteście ciekawi jaki naprawdę jest Hudson i chcecie poznać jego mroczną przeszłość, to koniecznie musicie przeczytać tę część, która da Wam odpowiedzi na wiele pytań.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.