piątek, 15 grudnia 2017

Zdążyć z miłością - Beata Majewska (PATRONAT MEDIALNY)



"Czy można zwlekać z miłością?"

Trzydziestoletnia Olga to kobieta bardzo atrakcyjna, wykształcona i majętna, która niestety zmaga się z wieloma życiowymi problemami. Kobieta choruje, a jej życie miłosne to pasmo niepowodzeń. Wszystko się zmienia, kiedy poznaje Kamila, samotnego ojca Maksa i Faustyny. Pomiędzy nimi rodzi się miłość, po krótkim czasie para pobiera się, ale niestety ich szczęście nie trwa zbyt długo. Czy uda się im przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu?

Chyba wiecie, że Beata Majewska (Augusta Docher) to jedna z moich ulubionych autorek, która niejednokrotnie potrafiła mnie zaskoczyć i tak samo było tym razem. Bardzo byłam ciekawa tej historii, gdyż pokochałam Hugona i Łucję, a niestety Olga była bohaterką, która nieźle namieszała w ich życiu. Jednak autorka postanowiła i jej dać szansę i dlatego powstała ta powieść. Bałam się, że ja nie dam Oldze szansy i nie uda mi się jej polubić, jednak na szczęście nie było to takie trudne, bo Olga mimo swoich wad okazała się naprawdę sympatyczną osobą. Beata w tej książce skupiła się na kilku trudnych tematach, między innymi na chorobie nowotworowej, której poświęciła naprawdę sporo miejsca w książce i nie opisała jej tylko po łebkach, ale również  na wierze, temacie dość kontrowersyjnym i na czasie. Wszystko zostało naprawdę idealnie dopracowane i dopieszczone, ale spod pióra Beaty mogła wyjść tylko tak perfekcyjna książka.

Na samym początku akcja toczyła nieśpiesznie, ale im dalej brnęłam w tę historię, tym coraz więcej się działo, pojawiało się coraz więcej emocji, zaskoczeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Książka bawi, ale także niesamowicie wzrusza, a ja czułam się jak niemy obserwator tej słodko - gorzkiej opowieści. 

Beata kolejny raz mnie nie zawiodła i wiem, że jej książki mogę brać w ciemno. To autorka, która w każdy możliwy sposób stara się zadowolić czytelnika, a ja mogę tylko i wyłącznie polecić Wam jej twórczość. W każdej jej powieści się zatracicie i przepadniecie w wirze emocji. Historia Olgi i Kamila jest kolejnym dowodem na to, że warto czytać polskich autorów, bo są wśród nich takie perły jak Beata, których historie pochłaniają bez reszty i sieją w sercach zamęt. 

"Zdążyć z miłością" to powieść, którą z czystym sumieniem Wam polecam. Autorka uświadomiła mi, że każdy ma prawo do szczęścia i do miłości, bo przecież po każdej burzy wychodzi słońce...

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Książnica.

czwartek, 14 grudnia 2017

Pudełko z marzeniami - Magdalena Witkiewicz, Aleksander Rogoziński



Uwielbiam twórczość Alka Rogozińskiego, więc gdy zobaczyłam, że napisał powieść razem z Magdaleną Witkiewicz "Pudełko z marzeniami" musiałam ją przeczytać. Najlepsze jest to, że pani Magda to autorka, która ma rzeszę fanów, lecz ja niestety jeszcze nie miałam przyjemności spotkać się z jej twórczością. Z tego powodu jest mi aż głupio, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że w ostatnich latach czytam tylko to, co mam z różnych wydawnictw. Czy Magdalena Witkiewicz dołączyła do grona moich ulubionych autorów? Zapraszam na recenzję.


Trzydziestoletni Michał został zdradzony przez narzeczoną i oszukany przez wspólnika i gdy zaczął marzyć o nowym życiu, dowiedział się, że podczas II wojny światowej jego rodzina w małym miasteczku na północy Polski ukryła skarb. Mężczyzna postanowił go poszukać i wyruszył na poszukiwania. Gdy dotarł na miejsce, okazało się, że w miejscu ukrycia skarbu znajduje się teraz restauracja, którą prowadzi jego rówieśniczka Malwina. Dziewczyna ma własne problemy, jej chłopak po wyjeździe zagranicę już nie wrócił, a babcia, która po wielu latach powróciła z Francji chciała, by restauracja serwowała francuskie specjały. Jednak Michała to nie zraziło, postanowił zaprzyjaźnić się z dziewczyną i zdobyć jej zaufanie, by później odnaleźć wymarzony skarb. Tylko co może się stać, gdy w sprawę wmieszają się dwie wścibskie staruszki, dwoje dzieciaków i święty Ekspedyt? Chyba wtedy nic nie może pójść zgodnie z planem...

Zdradzę Wam, że nie przepadam za książkami pisanymi w duecie, tylko garstce autorów udało się mnie w tej formie zadowolić, więc z drżącym sercem zabrałam się za lekturę "Pudełka z marzeniami", na całe szczęście moje obawy były na wyrost, bo powieść pochłonęła mnie już od samego początku. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta historia tak mi się spodoba i przypadnie do gustu. Znam styl Alka Rogozińskiego i byłam pewna, że mnie nie zawiedzie, ale jestem także pod ogromnym wrażeniem pióra pani Magdy i teraz już wiem, że przeczytam inne książki tej autorki, bo naprawdę warto. Wiem, że ta dwójka autorów przyjaźni się w życiu realnym i myślę, że można to odczuć podczas czytania właśnie tej powieści. Mam nadzieję, że Alek i pani Magda jeszcze nie raz połączą swoje siły, bo ja z chęcią przeczytam ich kolejne wspólne dzieło.

Jestem tą książką zachwycona, a co najważniejsze pokochałam bohaterów i jestem przekonana, że nigdy o nich nie zapomnę. Chyba najbardziej przypadła mi do gustu babcia Malwiny, która zawładnęła moim sercem. Wiem, że w tej książce pojawiają się bohaterowie innej książki pani Magdy, więc fani jej twórczości, będą mieli tym bardziej wielki uśmiech na twarzy. 

Niewątpliwie jest to książka pełna humoru, pełna ciepła i nadziei na lepsze jutro. Autorzy uświadamiają nam, że trzeba spełniać swoje marzenia. Świetny pomysł na książkę, świetne wykonanie, czy potrzeba czegoś więcej? Myślę, że nie. Czekam na kolejną książkę tego duetu, bo po prostu mi mało. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Filia.

Jej ostatni oddech - Robert Dugoni

Ostatnio dziwnym trafem biorę do recenzji książki, które są kolejnym tomem jakiejś serii bądź cyklu. Nie jest to dla mnie jakimś wielkim problemem, jeżeli każda część opowiada o czymś innym. Tym razem taką książką okazała się powieść Roberta Dugoni "Jej ostatni oddech", która była drugim tomem cyklu Tracy Crosswhite. Zapraszam na recenzję.

Detektyw Tracy Crosswhite, która odkryła prawdę o zniknięciu swojej siostry Sary, prowadzi nowe śledztwo, przez które jej kariera zawiśnie na włosku. Północna część Seattle to rewir seryjnego mordercy, nazywanego przez policję Kowbojem. Poluje on na młode kobiety nocujące w tanich motelach. Tracy ma prawo przypuszczać, że będzie jego kolejnym celem... Ma do dyspozycji niezbyt jasne wskazówki, ale przeczuwa, że kluczem do powstrzymania szaleńca może być dochodzenie sprzed 10 lat. Okazuje się jednak, że kolegom Tracy bardzo zależy na tym, by tamta sprawa pozostała zamknięta. Czy nieustraszona policjantka zdoła znaleźć dowód, który pozwoli jej schwytać psychopatę, czy też sama wpadnie w jego sidła? Kowboj już rozpoczął łowy!

Na samym początku muszę nadmienić, że wydawnictwo Albatros niesamowicie trafia w mój czytelniczy gust, po prostu każda książka, którą od nich dostaję do recenzji, jest strzałem w dziesiątkę i dostarcza mi wielu wrażeń. Za to oczywiście dziękuję. Jeżeli chodzi o "Jej ostatni oddech", to tak szczerze powiedziawszy, początek miałam dość trudny, książka bardzo mi się dłużyła i nie mogłam wkręcić się w fabułę. Trochę winy jest w tym, że nie czytałam pierwszego tomu i nie wszystko od razu było dla mnie zrozumiałe. Jednak po kilkudziesięciu stronach wszystko stało się  jasne i jak można było się spodziewać, przepadłam z kretesem. W książce dzieje się naprawdę bardzo dużo, więc gdy wkręciłam się w fabułę, to nie było mowy, żebym choć przez chwilę się nudziła. Akcja była wartka, śledztwo prowadzone bardzo intensywnie, a dreszczyk emocji pojawiał się prawie na każdej stronie. Dodatkowo cały czas podczas lektury towarzyszyło mi ogromne napięcie, które nie opuściło mnie już do ostatniej strony. Autor w świetnym stylu zwodził mnie za nos, a zakończenie okazało się dla mnie totalnym zaskoczeniem, a to niezwykle sobie cenię w tego typu książkach.

Ogromną zaletą książki jest to, że autor naprawę włożył w nią dużo pracy i bardzo realistycznie przedstawił pracę policji. Poza tym portret psychologiczny mordercy okazał bardzo ciekawy, autor nie skupił się tylko na jego teraźniejszości, ale niejednokrotnie powracał do jego przeszłości, by bardzo dokładnie ukazać nam, co sprowadziło go na tę przestępczą drogę. 

Bardzo spodobała się mi postać Tracy Crosswhite, czyli głównej bohaterki. Tracy była taką prawdziwą policjantką z "jajami". Niezwykle silną, pewną siebie, niebojącą się ryzyka, która borykała się nie tylko z trudami śledztwa, ale i z własnymi problemami. Osobiście bardzo lubię, gdy poznajemy bohaterów kryminałów także od strony prywatnej i tutaj tego właśnie nie brakuje. 

"Jej ostatni oddech" to moje pierwsze spotkanie z autorem, ale zapewniam Was, że nie ostatnie. Jeżeli lubicie kryminały, to ta książka dla Was idealna. Może nie znajdziecie w niej nic nowego, ale autor potrafił mnie bardzo zaciekawić, więc myślę, że z Wami będzie podobnie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros.

wtorek, 12 grudnia 2017

Czasami kłamię - Alice Feeney


„Nazywam się Amber Reynolds. Są trzy rzeczy, które powinniście o mnie wiedzieć:
Jestem w śpiączce.
Mój mąż już mnie nie kocha.
Czasami kłamię. „

Takimi oto słowami poznajemy Amber Reynolds, trzydziestopięcioletnią kobietę, która w dzień Bożego Narodzenia trafia do szpitala. Kobieta jest w śpiączce, ale w pełni świadoma otaczającego ją świata. Jej świadomość miesza się z koszmarnymi snami, ale Amber musi przypomnieć sobie, co doprowadziło ją do takiego stanu i do miejsca, w którym się znalazła. Dojście do prawdy nie będzie zbyt łatwe, bo jak wiecie Amber... KŁAMIE...

Długo czekałam na taki thriller psychologiczny, naprawdę długo i aż trudno mi uwierzyć, że jest on debiutem Alice Feeney. Autorka stworzyła powieść genialnie skonstruowaną, która już od pierwszej strony chwyta w swoje szpony.  To powieść, dzięki której w mojej głowie rozszalał się chaos, zamęt i która poruszyła moje ospałe szare komórki do myślenia. Nic w tej książce nie jest takie, jakie wydaje się na początku, autorka oszukuje nas na każdym kroku i ciężko dojrzeć światełko prawdy, bo gdy wydaje się nam, że coś już wiemy, to za chwilę okazuje się, że tak naprawdę nie wiemy nic. Ja tę książkę czytałam dwa razy i dalej nie jestem pewna, czy mój punk widzenia jest właśnie tym dobrym. W książce prym wiodą retrospekcje sprzed dnia wypadku oraz pamiętnik „głównej bohaterki”. I to chyba właśnie ten pamiętnik trzeba czytać najdokładniej, by wyłapać wszystkie istotne szczegóły. Dla mnie to powieść, która owiała mnie literacką świeżością i jestem przekonana, że i wy nic takiego do tej pory nie czytaliście.

To książka przepełniona bólem, szaleństwem, w której nic nie jest podane na tacy. Trzeba ją czytać uważnie, by nie przegapić nic istotnego. Dla mnie to książka idealna, nieszablonowa, inna i niesamowicie pochłaniająca. To powieść, która już od pierwszej strony unosi nad nami aurę tajemniczości, a napięcie jest naszym towarzyszem do samego zakończenia. Autorka naprawdę włożyła w tę historię dużo pracy i widać to w każdym zdaniu. Ja sama zarwałam dla niej noc, a ostatnio nieczęsto mi się to zdarza. Zdecydowanie warto dla niej poświęcić każdą chwilę, bo to historia, o której niełatwo się zapomina. Sama na pewno wrócę do niej jeszcze kiedyś, by ze świeżym umyłem zmierzyć się opowieścią Amber. 

Gorąco polecam, naprawdę warto!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu WAB.

Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta - Bruce Cameron

Gdy Wydawnictwo Kobiece zaproponowało mi do recenzji najnowszą powieść W. Bruce Camerona „Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta” od razu wiedziałam, że to książka idealna dla mnie. Kupiła mnie okładka ze słodkim szczeniaczkiem, a opis dopełnił resztę. Jestem strasznym zwierzolubem i naprawdę kocham książki, w których zwierzęta są na głównym planie. Czy moja decyzja była słuszna? Zapraszam na recenzję.

Życie Josha wywróciło się do góry nogami, kiedy jego sąsiad podrzucił mu ciężarną suczkę Lucy. Mężczyzna nigdy wcześniej nie miał psa, więc nie był z tego zbytnio zadowolony. Jednak Lucy bardzo szybko udało się podbić serce mężczyzny. Jednak Josh nigdy wcześniej nie opiekował się ciężarnym psem, a tym bardziej małymi szczeniaczkami. Szukając pomocy, trafił do schroniska, w którym pracowała Kerri. Kobieta zaczęła pomagać mu w opiece nad zgrają psów i razem z nim przygotowywała szczeniaki do adopcji. Tylko, czy można było przewidzieć, że Josh pokocha całą gromadkę i Kerri? 

„Bruce Cameron od dziecka był miłośnikiem psów. Jego ukochana suczka z dzieciństwa – Cammie – zainspirowała go do napisania książki Był sobie pies, która stała się światowym fenomenem przeniesionym na ekrany kin. Urocze czworonogi są bohaterami jego wielu powieści, które podbijają listy bestsellerów i cieszą się ogromnym zainteresowaniem czytelników.”

„Psiego najlepszego” to powieść idealna właśnie teraz, gdy wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. To książka niezwykle ciepła i niosąca nadzieję. Mnie aż żal było rozstać się ze śnieżnym Evergreen, z bohaterami no i oczywiście z niesamowicie słodkimi psiakami. Autor wie jak pisać, by bawić, ale także jak chwycić za serce, sama nie raz chichotałam pod nosem, by za chwilę wzruszyć się do łez. Jednak to nie tylko książka o kochanych zwierzakach, jakimi są psy, to powieść, która uświadamia nam jak czasami trudno podjąć właściwe decyzje, jak zostawić przeszłość za sobą oraz jak zacząć żyć na nowo u boku tej jednej jedynej ukochanej osoby.

W tej powieści podobało się mi naprawdę wszystko, fabuła, bohaterowie no i oczywiście zakończenie, które było takie, jak sobie wymarzyłam. Bardzo polubiłam Josha, który był mężczyzną bardzo zamkniętym w sobie, roztrzepanym i ogromnie uroczym. To taki mężczyzna, w którym bardzo łatwo można się zakochać. Postać Kerri też obdarzyłam sympatią, bo to kobieta, która twardo stąpała po ziemi i nie raz pomagała Joshowi w podejmowaniu trudnych decyzji. To tacy bohaterowie, którzy byli niczym dwie połówki pomarańczy i naprawdę idealnie się uzupełniali.

To powieść, którą mogę Wam polecić naprawdę z czystym sumieniem. Mnie ta historia porwała w głąb fabuły i czułam się tak, jakbym naprawdę uczestniczyła w życiu Josha, Lucy i jej słodkiej, uroczej gromadki. To idealna książka na święta i jestem przekonana, że zauroczy Was tak jak i mnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

niedziela, 10 grudnia 2017

O zmierzchu - Ewa Ostrowska

Z twórczością Ewy Ostrowskiej nigdy nie miałam styczności, a to autorka, która wydała kilkadziesiąt książek w tym powieści obyczajowych, kryminałów oraz książek dla dzieci i młodzieży. Ja przygodę zaczynam z jej ostatnią powieścią, którą napisała przed śmiercią, czyli z „O zmierzchu”. Zapraszam na recenzję.

„Studium zdrady, pogardy i wszechogarniającej ciemności”

To powieść o trzech przyjaciółkach, które znają się od najmłodszych lat. Historia trudna i do bólu prawdziwa, która opowiedziana jest z perspektywy jednej z nich, czyli chorej na depresję Małgorzaty. To historia, która mogłaby przydarzyć się każdemu.

„Ewa Ostrowska (1938 – 2012) – pisarka i dziennikarka, tworząca także pod pseudonimem Brunon Zbyszewski oraz Nancy Lane. Autorka kilkudziesięciu książek, w tym wielu dla dzieci i młodzieży, a także powieści obyczajowych, kryminałów i thrillerów.”

Małgorzatę poznajemy, gdy jest już sześćdziesięcioletnią staruszką, cierpi na depresję i nie ma ochoty żyć. Jej życie było pasmem nieszczęść i kobieta została sama.  Za sprawą jej wspomnień wracamy do czasów PRL-u. Ja sama zdążyłam liznąć tego ustroju, bo kiedy się on zakończył, to miałam dziewięć lat. Dla wielu był to niedobry czas. I właśnie do tych lat wracamy z Małgorzatą i poznajemy ją i jej przyjaciółki...

Początek książki miałam straszny, był on dla mnie straszny chaotyczny i nie mogłam w ogóle wkręcić się w fabułę, na całe szczęście po kilkudziesięciu stronach wszystko stało się dla mnie jasne, przejrzyste i przepadłam z kretesem. Na pewno nie jest to książka dla każdego, bo nie jest ona łatwa, trzeba ją czytać w dużym skupieniu i nie bać się trudnych bolesnych tematów i lat PRL-u. Ja lubię zagłębiać się w historii naszego kraju, a nie często mam okazję czytać takie książki, które zawierają wiele ciekawych historycznych faktów. To powieść niewątpliwie ciężka, melancholijna, smutna i niewątpliwie strasznie realistyczna. To taka historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę, a Małgorzata to bohaterka, którą mógłby być każdy. W książce dzieje się naprawdę dużo i zapewniam Was, że trzeba czytać ją niezwykle uważnie, na pewno nie można przeczytać jej na  jeden raz, tylko trzeba dawkować ją sobie powoli, bo ta historia potrafi przytłoczyć. To książka ukazująca wszelkie oblicza depresji, zdrady,  miłości matki do córki i przyjaźni, takiej prawdziwej przyjaźni, do przysłowiowej grobowej deski.

Nie chcę zbytnio pisać Wam o samej fabule książki, bo sami wiecie, że tego nie lubię, ale zapewniam Was, że ta historia dostarczy Wam mnóstwa emocji, bo to powieść, która bardzo porusza, ale na całe szczęście daje także nadzieję.

Mnie ta książka zachwyciła i skłoniła do wielu refleksji. Nie polecam jej każdemu, bo nie każdy się w niej odnajdzie. Myślę, że to najlepsza lektura dla osób, które lubią historię, lubią lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte, a przede wszystkim osobom, które nie boją się trudnych tematów i emocji, które niejeden raz potrafią niesamowicie przytłoczyć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

Nowe życie - Ewelina Kościelniak (PATRONAT MEDIALNY)

„Droga do zrozumienia, czym jest życie, bywa długa i kręta”

„Ania i Daniel poznają się na wakacjach. Ona jest młodą, skromną nauczycielką, on – dobrze zarabiającym lekarzem. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna kochają swoją pracę, w której z oddaniem poświęcają się dla dobra drugiego człowieka. Zakochują się w sobie i wszystko wskazuje na to, że ich miłość zakończy się happy endem. Okazuje się jednak, że dobro drugiego człowieka postrzegają zupełnie inaczej, a ich światopoglądy znacznie się różnią. Ta odmienność dotyczy nie tylko wizji świata, sposobów patrzenia na rzeczywistość, ale przede wszystkim systemów wyznawanych wartości. Ich relacja przeradza się w wojnę sumień…" 

Uwielbiam książki, które są dla mnie totalnym zaskoczeniem, a niestety rzadko na takie trafiam. Jednak powieść „Drugie życie” Eweliny Kościelniak zaskoczyła mnie totalnie, bo po opisie nastawiona byłam na powieść o trudnej miłości pomiędzy bohaterami. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to faktycznie książka o miłości, ale jednocześnie książka poruszający bardzo trudny i kontrowersyjny temat, jakim jest... no cóż, tego Wam nie zdradzę. Nadmienię tylko, że to temat, o którym w ostatnim czasie jest dość głośno i który dotyczy moralności i naszego własnego sumienia. Książka oczywiście zaskoczyła mnie na plus i jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Powieść tę mogłabym podzielić na dwie części, pierwsza z nich jest dość spokojna i ukazuje nam uczucie między bohaterami, ale druga jest zupełnie inna, tutaj dostajemy całą gamę emocji, a akcja nabiera tempa. Pojawiają się problemy, trudne decyzje, walka z własnym sumieniem  i moralne dylematy. Nie spodziewałam się także takiego zakończenia, które dla mnie okazało się niezwykle piękne i wzruszające.

Głównym atutem tej powieści są bohaterowie, który zostali nakreśleni przez autorkę bardzo wiarygodnie i autentycznie. Przyznam szczerze, że bardzo ich polubiłam, nawet Daniela. Nie potępiałam go i w pewnym sensie rozumiałam to, czym się zajmował. Bardzo spodobała mi się także jego przemiana i całkowite przewartościowanie swojego życia. To bohaterowie, którzy dostarczyli mi naprawdę wielu emocji, tych dobrych, ale także tych złych i to właśnie dzięki ich trudnym i niezwykle autentycznym decyzjom książka nabrała ogromnego realizmu.

„Stwierdziła, że świat zupełnie już zatracił wszelkie wartości w tym ciągłym pędzie  do szczęścia, spełnienia i kariery. Wielu z jej znajomych tak bardzo buntowało się i okazywało sprzeciw w sprawach dotyczących zakładania rodziny, że z czasem wszystko stanęło na głowie. To ci, którzy postanowili zostać rodzicami, stawali się obiektem kpin i współczucia...”

Na pewno nie jest to powieść jakich wiele, nie ma w niej nic przekoloryzowanego, czy wyidealizowanego, to po prostu prawdziwe życie, które często ma słodko – gorzki smak, bo problemy, które dotykają bohaterów nie są błahe, lecz niezwykle istotne i tylko od nich zależy, jak podejmowane decyzje wpłyną na ich przyszłość i całe późniejsze życie. To powieść, którą pokochacie, albo znienawidzicie, ale zapewniam, że naprawdę warto ją przeczytać i poznać piękną, ale i smutną historię Ani i Daniela.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

sobota, 9 grudnia 2017

Spisek scenarzystów. Paloma - Wojciech Nerkowski


Ostatnimi czasy nie miałam za wiele okazji do czytania kryminałów i w końcu nadarzyła się sposobność. „Spisek scenarzystów. Paloma” to komedia kryminalna, której tłem jest plan filmowy pewnego serialu. Niecodziennie mamy okazję do podpatrywania telewizji „od kuchni”, a ta książka jak najbardziej daje ku temu sposobność.

„Producentka serialu kryminalnego, zwana przez współpracowników Palomą, popełnia samobójstwo. Dwójka scenarzystów nie wierzy w oficjalną wersję zdarzeń. Zbyt wiele osób z ekipy filmowej miało motyw, żeby ją zabić. Scenarzyści rozpoczynają prywatne śledztwo, w którym pomaga im znany aktor celebryta. Krok po kroku odsłaniają sieć powiązań w show-businessie, skrzętnie skrywane skandale i namiętności. Rzeczywistość miesza się bohaterom z serialową fikcją, a wszystko pół żartem, pół serio. Policja nie traktuje ich poważnie, do czasu aż w ekipie serialu dochodzi do kolejnego morderstwa.

Czy trójka detektywów amatorów okaże się skuteczniejsza od policji?”

Wojciech Nerkowski jest scenarzystą filmowym i telewizyjnym, współtworzył tak popularne seriale, jak „Brzydula”, „Singielki”czy „Na Wspólnej”. Zajmuje się również tłumaczeniem literatury anglosaskiej i jest wykładowcą scenopisarstwa. To tłumaczy dużą znajomość kulis powstawania seriali i programów telewizyjnych, co na pewno okazało się bardzo pomocne przy pisaniu tej powieści.

Muszę przyznać, że na początku wynudziłam się okropnie i byłam bliska zrezygnowaniu z czytania. Brak dynamizmu dawał się bardzo we znaki. Jednak po jakimś czasie, akcja zaczęła się rozkręcać i postanowiłam dać szansę książce. Głównym atutem tej powieści jest dobrze skonstruowana intryga kryminalna. Klucząc i zapędzając niejednokrotnie czytelnika w ślepe uliczki, autor poprowadził ją tak, aby do końca nie było łatwe rozwiązanie zagadki, a zakończenie zaskakujące.

Jestem osobą z dużym poczuciem humoru, co wcale nie znaczy, że łatwo mnie rozśmieszyć, dlatego nie bardzo przekonało mnie nazwanie tej książki komedią kryminalną. W tej kategorii mam swoich faworytów i jak do tej pory nikt nie był w stanie ruszyć ich z czołowych miejsc mojego prywatnego rankingu ulubionych komedii kryminalnych i ich autorów. Mimo to z niekłamanym zaciekawieniem dałam się ponieść autorowi przez meandry szołbiznesu, który został opisany zabawnie, z lekką ironią i przekąsem, jednak nie wyrządzając nikomu krzywdy.

Nie mogę nie wspomnieć o całkiem przyzwoitej kreacji bohaterów. Lekko postrzelone rodzeństwo Leśniewskich, celebryta Artur i wielu innych bohaterów drugoplanowych to pełnokrwiste i wielobarwne postaci, które Wojciech Nerkowski swoim lekkim stylem osadził w powieści i które mają w niej swoje nienaruszalne miejsca.

„Spisek scenarzystów. Paloma” to lektura z tych lekkich i przyjemnych, niestety nie za wiele wniosła do mojego życia i zapewne mogłabym się bez niej obejść. Jednak to tylko moja subiektywna ocena i jestem pewna, że książka znajdzie swoich odbiorców. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Dziewczyna mojego brata - K.A. Linde

„Dziewczyna mojego brata” to powieść, której opis bardzo mnie zaintrygował, więc oczekiwałam po niej sporo dobrego. Liczyłam na gorący romans pełen namiętności, miłości i oczywiście kilku dramatów, po których mógłby nastąpić szczęśliwy happy end. Czy to dostałam? Zapraszam na recenzję.

Emery kiedyś była dziewczyną jednego z braci Wright – Landona, który jednak rzucił ją i wyjechał na studiach. Po latach, gdy jej życie znów się posypało, Emery wróciła do rodzinnego miasteczka i wtedy swój urok rzucił na nią najstarszy Wright, czyli Jensen. Przy pierwszym spotkaniu mężczyzna nie rozpoznał w Emery byłej dziewczyny swojego brata, ale wiedział, że to kobieta, którą musi zdobyć. Jednak nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie Emery wywróci jego życie do góry nogami i na pewno nie będzie przygodą na jeden raz. Tylko co na to wszystko Landon? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„K.A. Linde to nowa gwiazda wśród autorek poruszających powieści obyczajowych. Dotychczas napisała serię Avoiding, która znalazła się na liście bestsellerów „USA Today” oraz serię All That Glitters, a także siedem innych powieści. Zapalona podróżniczka, czytelniczka i amatorka okazyjnych zakupów, mieszka w Chapel Hill w Karolinie Północnej, z mężem i dwoma cudownymi psami.”

„Dziewczyna mojego brata” to pierwszy tom serii Mrs. Wright, który  niestety nieco mnie rozczarował. Pomysł na fabułę książki był naprawdę super, ale niestety z wykonaniem sprawa ma się zupełnie inaczej. Początek był bardzo fajny i nawet nie przeszkadzało mi to, że Emery nie okazała prawie żadnych emocji po zakończeniu trzyletniego związku, po prostu przymknęłam na to oko, ale niestety później było coraz więcej takich momentów, które były dla mnie dziwne i mało prawdopodobne. Nie będę o nich tutaj pisać, ale naprawdę było ich sporo. Poza tym problemy i tajemnice bohaterów były bardzo, ale to bardzo przerysowane, często w tego rodzaju książkach jest dużo przekoloryzowań, które mi nie przeszkadzają, ale niestety w tej powieści było to dość nienaturalne. Kolejna rzecz to dialogi między bohaterami, które jak dla mnie były na poziomie uczniów szkoły średniej i często miałam wrażenie, że to książka o nastolatkach, a nie o osobach dorosłych, bo sam Jensen miał ponad trzydzieści lat. Nie tylko dialogi między głównymi bohaterami były właśnie takie, bo chyba najbardziej irytowały mnie rozmowy Emery i jej przyjaciółki Heidi, w których bardzo często nazywały siebie sukami i zdzirami i choć wiem, że to miały być żarty, to było to dla mnie dość niesmaczne. Przez to wszystko nie poczułam żadnej więzi z bohaterami i właśnie nad tym chyba najbardziej ubolewam, bo gdybym obdarzyła ich jakimikolwiek uczuciami, to wiele minusów poszłoby w niepamięć.

Może Was zaskoczę, ale przeczytam kolejną część z nadzieją, że będzie dużo lepsza i już w ogóle nie będę musiała pisać o tym, co mnie się nie podobało, a jak widać wyżej, było tego naprawdę sporo. Jedyna taka prawdziwa rzecz, która znalazłam w tej książce to namiętność i pożądanie między bohaterami, które było naprawdę silne i wręcz namacalne.

Oczywiście każdy z Was może tę powieść odebrać zupełnie inaczej, więc ja oczywiście nie zniechęcam Was do lektury i z chęcią nawet chętnie podyskutuję, jeżeli ktoś z Was odbierze tę historię w całkiem inny sposób. Nie przekreślam autorki i na pewno przeczytam kolejne tomy, by poznać dokładnie wszystkich braci Wright.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.



piątek, 8 grudnia 2017

Misja Wywiad z Ewą Dudziec

Tym razem na Wasze pytania w Misji Wywiad odpowiedziała Ewa Dudziec, autorka powieści pt. Wizaż śmierci. Egzemplarz za najciekawsze pytanie trafia do Karoliny Adamczak. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt z naszym fan page.

Zapraszamy do lektury wywiadu.

Ewelina Łukawska


1. Czy trudno było zacząć pisanie powieści? A może to nie początek był najtrudniejszy?

Ma Pani rację, to nie początek był najtrudniejszy. Kiedy w głowie pojawiła się pierwsza scena i nabrała określonego kształtu, wystarczyło założyć nowy plik i zacząć pisać. Trudniej
było wytrwać do końca, znaleźć siłę, żeby pisać dalej i nie rzucić tej historii w połowie.  Najtrudniejsza jednak jest promocja książki już po wydaniu, szukanie księgarni, organizacja spotkań, pilnowanie sprzedaży, itd.

2. Broń i Kobieta to ciekawe połączenie, mężczyźni różnie na nie reagują. Uważa Pani, że kobiecie wypada używać broni, choćby hobbystycznie na strzelnicy?

Nie widzę już nic nadzwyczajnego w takim połączeniu. Kobieta to też człowiek :) i nie wiem, dlaczego ktokolwiek ma odmawiać nam robienia tego, w czym jesteśmy dobre lub sprawia nam przyjemność, bez różnicy, czy jest to strzelanie, pisanie książek, gotowanie, czy naprawa samochodów, etc.

Karolina Adamczak
 1.Gdyby wylądowała Pani na bezludnej wyspie, jaką książkę chciałaby Pani mieć przy sobie?

W tej chwili zabrałabym cały komplet książek o Wiedźminie. Już od dłuższego czasu przymierzam się do ponownego przeczytania sagi. Jednak najchętniej wzięłabym wielki
zeszyt i zapas atramentu. 

2.Gdyby na jeden dzień (może tydzień) mogłaby Pani wcielić się w wybraną postać literacką (niekoniecznie swojego autorstwa) to kto by to był i dlaczego?

W książkach jeszcze nie trafiłam na taką postać. M.in. dlatego zaczęłam pisać, bo czasami chcę być wszechstronną czarodziejką i za „pstryknięciem palcami” rozwiązywać problemy.

3. W jaki sposób zachęciłaby Pani osobę, która rzadko sięga po książki (tak, tak są tacy), aby zapoznała się z Pani twórczością?

Mam takiego jednego w domu. :) Nie lubię nikogo do niczego zmuszać, ale chyba najlepszą zachętą dla innych niech będzie fakt, ze mój „anty-czytelnik” „Wizaż śmierci” przeczytał w dwóch podejściach, a opowiadania wchłania nawet w kilkanaście minut.


Kinga Grabowska 
1. Czy pisząc książkę wie Pani od początku, jaki będzie nosiła tytuł, czy przychodzi to z czasem?

Tytuł przychodzi z czasem. Najpierw jest zarys fabuły, postaci, początkowe rozdziały, czasami luźne sceny, które potem układają się w całość. Czasami wymyślam sobie jakiś roboczy tytuł, żeby łatwiej było nazwać pliki z tekstem. Dopóki powieść lub opowiadanie nie zostanie opublikowane, tytuł może się zmienić.

2. Czy jest jakiś temat, sprawy o których nigdy by Pani nie napisała? Jeśli tak, to jakie?

Polityka.

Barbara Pawlik

1. Co jest pani największym marzeniem odnośnie książek?

Bardzo proste marzenie, które przewija się niemal na każdym szkoleniu zawodowym – czyli stwierdzenie, żeby robić to, co się lubi. Chciałabym się utrzymywać ze swoich książek. I żeby
inni pisarze i artyści też mogli godnie żyć ze swojej pracy twórczej.

2. Czy sprawiała pani ta książka jakieś trudności w pisaniu?

To nie jest moja pierwsza książka, którą zaczęłam pisać, ale pierwsza, którą skończyłam i doprowadziłam do wydania. Trudnością było niepoddanie się i wytrwanie do samego końca.

Joanna Wiewióra
1. Czy widziałaby się Pani w pracy jako detektyw i miała na tyle odwagi, by kogoś śledzić potajemnie i robić zdjęcia?

Po odpowiednim przeszkoleniu pewnie nie miałabym z tym problemów. Teraz jednak bez uprawnień nie chciałabym się narażać na oskarżenia o stalking. 

2. Jak wyglądają Pani przygotowania do wydania nowej książki czy jest Pani spokojna czy pełna nerwów zanim książka trafi na półki księgarń?

Aktualnie redaguję nową książkę we własnym zakresie, więc do wydania jeszcze długa droga. I w tej chwili nie myślę o dalszych krokach. Jednak w niedługim czasie chcę przygotować dwa zbiory opowiadań. Jeden – to już dawno obiecana antologia tekstów z bloga „Czekoladki z pieprzem”. Oczekiwanie na odpowiedź od wydawców chyba zawsze jest stresujące.

Agnieszka Ewelina Rowka

1. Czy marzyło się Pani dostać do wymarzonego zamku na świecie z kilkoma najbliższymi osobami na poznanie tajemnic? Tylko Pani, pani towarzysze i zamek. 

Należę do fanów cyklu powieści fantasy „Miecz Prawdy”. Organizujemy co roku przynajmniej jeden zlot, czasami udaje się również zrobić jakiś larp, podczas którego np.: trzeba zająć teren drużyny przeciwnej. Przy każdym naszym spotkaniu jest coraz więcej osób, które mają własne stroje fantasy, zbroje itp. Sama mam suknię czarodziejki, gorset, a teraz poluję na skórzane spodnie i buty. O odbijaniu zamku z przyjaciółmi za jakiś czas będę pisać w powieści fantasy.

2. Jak Pani wspomina swój pisarski debiut?

Jeszcze nie wspominam, dla mnie on ciągle trwa. Chociaż minęło już prawie pół roku od premiery, cały czas pracuję nad promocją „Wizażu śmierci”.

Tomasz Roszczenko
1. Jaką piosenkę metalową puściłaby Pani po zdobyciu Góry Kościuszki na jej szczycie, i dlaczego?

Niedawno redagując nową powieść, trafiłam na cytat z mojego ulubionego utworu METALLIKI, który jest dobry chyba na każdą ważną okazję - „And nothing else matters”.

Marzena Konczerewicz 

1. Czy w Pani powieści są wątki związane z Podlasiem?

„Wizaż śmierci” Podlasiem stoi. :) Spora część akcji rozgrywa się w Białymstoku, okolicznych Sowlanach i w Puszczy Białowieskiej, wspominam także o Puszczy Knyszyńskiej koło Supraśla. To moje rodzinne rejony, które znam najlepiej i tam właśnie najłatwiej było mi umieścić bohaterów. Jednak wspominam też o innych wschodnich regionach Polski.

Kasia Godefroy
1. Co dalej z Beatrycze i tajemniczym panem od telefonu?

Na ostatnim spotkaniu autorskim przyznałam się, że napisałam półtorej strony potencjalnego początku drugiej części, jednak na tym fragmencie się zatrzymałam i jeszcze nie wiem, co dalej.
W tej chwili skupiam się na następnej książce, która jest zupełnie odrębną historią, w innym klimacie, świecie i z innymi bohaterami.

czwartek, 7 grudnia 2017

Przyrodni brat - Penelope Ward

„Dziewczyna nie powinna pragnąć tego, kto ją dręczy...”

Greta była cichą i spokojną nastolatką, której życie miało swój własny miarowy rytm. Jednak wszystko się zmieniło, gdy do jej rodzinnego domu wprowadził się Elec, jej przyrodni brat. Chłopak od samego początku wziął sobie dziewczynę za cel i jak tylko mógł, to uprzykrzał jej życie. Greta nienawidziła tego jak Elec się do niej odnosił, ale jednocześnie czuła do niego dziwne przyciąganie i fascynację jego osobą. Mogłoby się wydawać, że chłopak nie czuł nic do Grety, ale było zupełnie inaczej. Pewnej nocy oboje przekroczyli granice, która zmieniła ich życie już na zawsze. Niestety następnego dnia Elec wyjechał... Po siedmiu latach niespodziewana tragedia doprowadziła do spotkania, które wywróciło ich życie do góry nogami...

„Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę: moja przeszłość spotkała się z teraźniejszością. Ta, która nie była mi pisana, stała twarzą w twarz z tą, która poskładała moje serce.
Lewa dłoń Grety była wolna od biżuterii; na jej palcu nie było pierścionka z diamentem. Gdzie był jej narzeczony, albo mąż...”

Penelope Ward to autorka powieści, które zajmują wysokie miejsca na listach bestsellerów czasopism „New York Times”, „USA Today” i „Wall Street Journal”. Jej książki sprzedały się w ponad milionie egzemplarzy, a jej czwarta powieść „Przyrodni brat” zajęła pierwsze miejsce na liście serwisu Amazon za rok 2014 w kategorii niezależnie publikowanych książek w wersji elektronicznej.

Mówi się, nie oceniaj książki po okładce i przy powieści Penelope Ward to powiedzenie sprawdziło się idealnie, bo gdybym sugerowała się okładką, to nigdy przenigdy nie przeczytałabym tej książki i straciłabym naprawdę świetną historię. Penelope Ward zapewniła mi ogrom emocji już od samego początku i nie opuszczały mnie one do ostatniej strony. Historia Eleca i Grety okazała się naprawdę wspaniałą czytelniczą ucztą i rewelacyjnie spędziłam przy niej czas. To świetnie skonstruowany romans, który opisany został na dwóch płaszczyznach czasowych, najpierw poznajemy bohaterów, którzy jako nastolatkowie czuli do siebie niechęć, ale także wzajemne przyciąganie, później mamy spory przeskok czasowy, bo dopiero po siedmiu latach doszło do ich kolejnego spotkania, które wprowadziło do ich ustabilizowanego życia zamęt. Dużym plusem jak dla mnie okazało się to, jak autorka w pewnym momencie przedstawiła mi punkt widzenia Eleca, była to dla mnie chyba najbardziej emocjonującą częścią książki i pozwoliła zrozumieć decyzje, które podejmował chłopak w młodym wieku.

„Byłeś najlepszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mogła powiedzieć, że byłeś jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu, ale jak do tej pory mam tylko ciebie.” 

Naprawdę nie spodziewałam się, że ta historia tak mocno mnie pochłonie, bo choć to typowy romans, to jednak autorce udało się napisać go tak, że przepadłam z kretesem. Sama kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze i szybko zyskali oni moją sympatię. 

Jeżeli lubicie romanse, w których prym wiodą trudne relacje między bohaterami, to ta powieść jest dla Was idealna. Autorka uświadomiła mi, że przed przeznaczeniem nie można uciec nawet, jeżeli bardzo by się chciało. Jedynym minusem tej książki jest, jej długość, bo 270 stron to zdecydowanie za mało.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.

środa, 6 grudnia 2017

Casanova. W świecie uwodziciela - Laurence Bergreen

Chyba każdy chociaż raz w życiu słyszał o Casanovie, czyli największym uwodzicielu w dziejach świata. Na jego temat nakręcono wiele filmów i napisano wiele biografii. Dziś zapraszam Was na recenzję najnowszej z nich „Casanova. W świecie uwodziciela“, którą napisał Laurence Bergreen.

„Nad wszystko kochał kobiety. I kłopoty. Mało brakowało, a jego barwne życie zakończyłoby się w Polsce“

Giacomo Casanova urodził się 2 kwietnia 1725 roku w Wenecji, mieście, które wówczas było kolebką rozpusty. Jako małe dziecko uchodził na opóźnionego w rozwoju i nikt nie podejrzewał, że zostanie pisarzem, wynalazcą, szpiegiem i przede wszystkim najsławniejszym uwodzicielem swoich czasów. Legenda głosi, że wystarczyło ponoć kilka minut , by przypadkowo poznana panna chciała spędzić upojne chwile z tym wspaniałym uwodzicielem. Jednak to nie żadna kobieta była najwierniejszą towarzyszką życia Giacomo Casanovy, bo była nią choroba weneryczna. Chyba to wcale nie jest dziwne. Casanova zmarł   4 czerwca 1798 roku na zakażenie układu moczowego.

„Gdyby sam papież przyłapał ich in flagranti, nie przestaliby. Pobłogosławiłby ich przecież, czyż nie? Znaleźli odpowiednie miejsce w altanie, gdzie darń uformowana była na kształt łóżka „Patrzyliśmy na nią i roześmialiśmy się. Bez wątpienia było to łoże“. Nadeszła ich chwila „Spoważnieliśmy, popatrzyliśmy sobie w oczy, rozpięliśmy ubrania. Serca waliły nam w piersi, a dłonie pospieszyły, by ugasić naszą niecierpliwość“.“

Laurence Bergreen podczas pisania biografii Casanovy posłużył się napisanymi przez niego pamiętnikami, które sprzedano Bibliotece Francuskiej za dziewięć milionów dolarów, to rekordowa kwota, ale to nic dziwnego, gdyż uznano je za francuski skarb narodowy. Giacomo Casanova swoje pamiętniki napisał kilka lat przed śmiercią i udokumentował w nich swoje normalne życie i wszystkie podboje miłosne. Najdziwniejsze jest to, że Casanova wcale nie był zbyt urodziwym mężczyzną, ale jednak żadna kobieta nie potrafiła mu się oprzeć. Na milion sposobów potrafił wykorzystać swój urok i czar.

Przyznam się Wam szczerze, że nigdy nie interesowała mnie zbytnio historia tego uwodziciela, znałam suche fakty, które zna większość z Was. Do książki podchodziłam także bardzo sceptycznie, gdyż biografie nie są gatunkiem literackim, po który sięgam z wielkim uśmiechem na twarzy. Jednak powiedziałam sobie, że Casanova to taka postać, której trzeba dać szansę i wiecie co, cieszę się, że tak zrobiłam, bo Giacomo okazał się bardzo ciekawym i interesującym człowiekiem. Naprawdę nie wiedziałam o nim wielu rzeczy. Nie wiedziałam, że był pisarzem, nie wiedziałam, że przetłumaczył na francuski Iliadę, nie wiedziałam, że napisał kilka tomów o historii Polski i nie wiedziałam, że był geniuszem matematycznym. Niewątpliwie był to człowiek niezwykle inteligentny o duszy uwodziciela, hazardzisty i awanturnika. Cieszę się, że przeczytałam tę powieść, bo dzięki niej całkiem inaczej spojrzałam na tego mężczyznę. Zawsze kojarzył się mi tylko z romansami, hulankami i uwodzeniem, a nie wiedziałam o nim wielu istotnych faktów. 

Wspomnę także o tym, że autor nie posiłkował się tylko na pamiętnikach Casanovy. By napisać książkę, korzystał z wielu innych historycznych źródeł, dzięki temu stworzył bardzo ciekawy i wyrazisty obraz ówczesnej Europy.

Cieszę się, że dałam tej książce szansę. Na pewno o niej nie zapomnę, bo autor zafundował mi niesamowitą przygodę podczas, której poznałam historię tego intrygującego uwodziciela. Książka zapewniła mi wiele godzin niesamowitej rozrywki. To powieść pełna pikanterii, erotyki i dobrego humoru, Myślę, że fani powieści historycznych będą w stu procentach usatysfakcjonowani. Dla mnie rewelacja!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Horyzont.

wtorek, 5 grudnia 2017

Zabójcza podświadomość - Mary Sue Ann

Dziś mam dla Was jeszcze jedną recenzję tym razem kryminału paranormalnego „Zabójcza podświadomość“ Mary Sue Ann. Książa zapowiadała się bardzo ciekawie, ale jaka okazała się w rzeczywistości? Zapraszam na recenzję.

"W Los Angeles dochodzi do serii brutalnych zabójstw. Śledztwo prowadzą doświadczeni detektywi i FBI. Wzięta agentka nieruchomości Laura Kowalsky pewnego dnia odbiera dziwny telefon, który zmienia jej ustabilizowany świat w gwałtowną burzę. Czy leżący w szpitalu mały chłopiec ze zdolnościami paranormalnymi zdoła pomóc jej i detektywom?"

„Mary Sue Ann to miłośniczka podróży, interesuje się dobrą kuchnią i malarstwem. Do jej ulubionych lektur należą powieści z dreszczykiem.“

Nie lubię, nienawidzę pisać niepochlebnych recenzji, no ale niestety czasami trzeba i taką napisać. Jak wiecie, uwielbiam kryminały, a jak jest w nich zawarty wątek paranormalny, to jestem wniebowzięta, ale nie zawsze każda książka musi trafić w mój gust i tak niestety było z „Zabójczą podświadomością“. Autorka miała bardzo fajny pomysł, ale niestety coś poszło nie tak. Nie jestem kobietą, którą odrzucają okropności, brutalne sceny morderstw, ale trzeba przedstawić to tak, by czytelnik podczas czytania czuł się z tym dobrze. Mary Sue Ann to nie wyszło i naprawdę nie raz miałam ochotę odłożyć książkę na półkę, gdyż była ona dla mnie po prostu obrzydliwa, a brutalne, a może lepiej jakbym napisała sadystyczne sceny, przesłoniły w tej książce wszystko to co wartościowe.

W tym wszystkim nawet bohaterowie się nie obronili, bo jak dla mnie byli oni płytcy, bez charakteru i bez wyrazu. Nie poczułam z nimi żadnej więzi i po prostu byli mi obojętni.

Autorka naprawdę zmarnowała coś, co mogło być świetnym i wciągającym kryminałem, gdyż potrafi pisać, a jej styl jest naprawdę przyjemny w odbiorze. Więc gdyby bardziej skupiła się na rozwiązaniu zagadki brutalnych morderstw, gdyby odpuściła sobie watek paranormalny, który według mnie był w ogóle w tej książce niepotrzebny, to byłby to kawał fajnego kryminału. Niestety wyszło, jak wyszło i dla mnie książka okazała się totalną klapą.

Oczywiście nie zniechęcam Was do tej powieści, bo to, co nie spodobało się mojej skromnej osobie, może przypaść do gustu komuś innemu. Mnie ta powieść odrzuciła i wątpię, żebym jeszcze kiedykolwiek sięgnęła po inne książki autorki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

Na krawędzi wszystkiego - Jeff Giles

„Szczęście i cierpienie, światło i ciemność.
Dwa światy i ludzie na ich krawędzi.“

Zoe to normalna siedemnastoletnia dziewczyna, która ma za sobą trudny rok. Wtedy to zmarł jej tata, a zaprzyjaźniona para staruszków została zamordowana. Gdy pewnego razu podczas burzy śnieżnej dziewczyna musiała wyruszyć na poszukiwania młodszego brata, została zaatakowana przez dziwnego mężczyznę. Na całe szczęście jej i bratu nic się nie stało, uratował ich tajemniczy chłopak, który jak się później okazało, był Łowcą Głów i pochodził z tajemniczego miejsca zwanego Niziną, którym rządzili bezwzględni Lordowie. Chłopak, ratując Zoe i jej brata złamał wszystkie zasady Niziny i poniósł tego naprawdę brutalne konsekwencje. Pomiędzy tą dwójką zrodziło się wzajemne uczucie, które nie miało racji bytu. Tylko czy można wygrać z sercem? Czy łamiąc zasady Iks naraził na niebezpieczeństwo Zoe i jej rodzinę? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Na samym początku muszę Wam napisać, że po przeczytaniu kilkunastu stron odkryłam, że to powieść z elementami fantastyki, a naprawdę czytając opis z tyłu okładki, w ogóle się tego nie spodziewałam. Oczywiście bardzo mnie to ucieszyło, bo uwielbiam fantastykę, a niestety ostatnio za często jej nie czytam. Niestety moja radość bardzo szybko się ulotniła, bo za diabła nie mogłam wkręcić się w fabułę. Autor bardzo lubi opisy i od samego początku zostałam nimi przytłoczona, było ich dla mnie za dużo, ale z jednej strony rozumiem, że autor chciał czytelnikowi wszystko bardzo dokładnie przybliżyć. Na całe szczęście, gdzieś około setnej strony tak się wkręciłam w tą niesamowitą historię, że przepadłam na kilka ładnych godzin i nie było mowy, żebym odłożyła książkę na półkę, póki nie dojdę do ostatniej strony. I tutaj znów czekało na mnie zaskoczenie, bo byłam święcie przekonana, że to jednotomówka i od razu dowiem się, jak ułożyło się życie bohaterów. No ale cóż, teraz pozostaje mi tylko czekać na kolejny tom.

Bardzo podobał mi się pomysł, że autor w swojej książce połączył ze sobą dwa światy tak od siebie różne, bo o ile znamy świat, na którym żyjemy, to Nizina jest dla nas zupełną tajemnicą. To dość ryzykowne posunięcie ze strony autora, ale myślę, że wyszło mu to idealnie. Nizina przypominała mi trochę piekło, która prosperowała na innych zasadach, a Jeff Giles idealnie pokazał nam jej mroczne oblicze, pełne bólu, cierpienia i potępionych dusz.

„Na krawędzi wszystkiego“ to powieść, która łączy w sobie kilka gatunków literackich. Znajdziemy w niech trochę z powieści obyczajowej, z romansu młodzieżowego i sporą dawkę fantastyki. Dla mnie to bardzo fajne połączenie, wyważone tak, że nic niczego nie przytłacza.

Bardzo spodobała mi się kreacja bohaterów. Zoe na pierwszy rzut oka wydaje się dziewczyną jakich wiele, jednak im dalej ją poznajemy, to przekonujemy się, jak jest silna i odważna. Za to Iks, to taki bohater, który rozmiękczył moje serce. Zagubiony, obdarty z godności i człowieczeństwa, uważał, że zasługuje na los, jaki zgotowali mu Lordowie. Dopiero Zoe udowodniła mu, że jest wartościową osobą, o dobrym sercu, która zasługuje na szczęście.

Na pewno nie jest to książka dla każdego, bo ktoś, kto nie przepada za fantastyką, będzie niezadowolony, ale myślę, że fani gatunku spędzą fajną przygodę z Zoe, Iksem i pozostałymi bohaterami. To powieść, w której znajdziecie rodzące się uczucie, wiele tajemnic, dobro, zło, a nawet humor.

Jeżeli lubicie książki fantasty z romansem w tle, to koniecznie musicie przeczytać „Na krawędzi wszystkiego“. Ja mimo kiepskiego początku naprawdę świetnie spędziłam przy niej czas i niecierpliwie czekam na kolejną część.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI.

Dziewczyna na miesiąc. Październik - Listopad - Grudzień

Niecierpliwie wyczekiwałam ostatniego tomu Dziewczyny na miesiąc, bo strasznie byłam ciekawa, jak dalej potoczą się losy Mii Saunders i czy zakończenie tej historii będzie dla mnie satysfakcjonujące. Czy ostatni tom serii dostarczył mi dostarczającej ilości emocji i niespodziewanych zwrotów akcji? Zapraszam na recenzję.

Jeżeli czytaliście wcześniejsze tomy tej serii, to wiecie, że Mia ostatnie dziewięć miesięcy swojego życia spędziła, pracując jako luksusowa dziewczyna do towarzystwa. Wszystko po to, by spłacić dług ojca, który zaciągnął u mafii. Jednak za sprawą odnalezionego brata, który postanowił do końca spłacić dług ojca, dziewczyna może zacząć nowe życie i rozpoczyna pracę w telewizji. W tej części pojawia się także Wes, jej pierwszy klient, z którym połączyło ją prawdziwe uczucie. Niestety Wes jest już całkiem inną osobą, porwanie i śmierć współpracowników odcisnęło na mim niemałe piętno. Czy razem z Mią uda się mu o wszystkim zapomnieć? 

Naprawdę bardzo, ale to bardzo czekałam na tą część, bo byłam ciekawa jak autorka zakończy moją przygodę z Mią. Muszę się Wam przyznać, że zostałam zaskoczona, bo ten okazał się zupełnie inny od trzech poprzednich. Jest on bardziej romantyczny, namiętny i niestety nieco przekoloryzowany i przekombinowany. W książce dzieje się naprawdę dużo i czasami miałam wrażenie, że autorka niektóre wątki poupychała w książce na siłę. Oczywiście nie jest, to czymś strasznym, bo mimo tego książka mi się podobała, tym bardziej że wreszcie Mia mnie nie irytowała. To naprawdę dobra seria, która dostarczyła mi wielu emocji. 

W recenzji trzeciego tomu pisałam, że jest w nim dużo mniej scen seksu, za to teraz autorka nadrobiła to z nawiązką. Seksu jest naprawdę dużo, ale na całe szczęście autorka ukazała go w ciekawy i urozmaicony sposób. Mogłoby się także wydawać, że przy takiej ilości seksu, będziemy mieć jego przesyt lub okaże się on nużący, ale zapewniam Was, że tak nie jest. Poza tym Wes, to cały czas seksowne ciacho...

Seria ta na pewno nie przypadnie do gustu każdemu, ale najważniejsze, że mnie się podobała i fajnie spędziłam przy niej czas. Jest to lektura lekka i miła w odbiorze, co zapewnia nam świetny styl autorki. Ta część jest zdecydowanie inna, ale na pewno nie gorsza, więc jeżeli zainteresowała Was historia Mii, to koniecznie musicie poznać jej zakończenie.
I, mimo że książka niektórym osobom wyda się banalna, to niesie ona w sobie jedno ważnie przesłanie... Że zawsze mimo wielu przeciwności losu, warto walczyć o miłość i ukochaną osobę.


Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Booksenso.

niedziela, 3 grudnia 2017

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie - Janusz Leon Wiśniewski

Z twórczością Janusza Leona Wiśniewskiego miałam przyjemność spotkać się już niejeden raz, ale od czasu, gdy zaczęłam prowadzić bloga, czyli gdzieś od około trzech lat cały czas mijałam się z jego powieściami z przyczyn prozaicznych tj. brak czasu, czy inne zobowiązania recenzyjne. Więc gdy dostałam maila z propozycją zrecenzowania jego najnowszej powieści ani chwili się nie zastanawiałam i szybko napisałam wiadomość zwrotną, w której poprosiłam o egzemplarz. Nadmienię jeszcze, że twórczość pana Wiśniewskiego  nigdy mnie nie zawiodła i przeczuwałam, że tym razem będzie tak samo. Czy miałam rację? Zapraszam na recenzję.

On to bardzo ceniony naukowiec, któremu wydawało się, że wszystko da się wyjaśnić, zapisać w liczbach, równaniach, a życiem rządzi prawdopodobieństwo i logika. Tak było do momentu, kiedy po miesiącach w śpiączce obudził się w klinice w Amsterdamie. Mężczyzna otarł się o śmierć i przeżył szok, gdy dowiedział się, że przespał ostatnie pół roku. Podczas dochodzenia do siebie w szpitalnym łóżku, zaczął rozmyślać nad swoim życiem i kobietach, które były dla niego ważne, a które skrzywdził, zdradził i upokorzył. Wszystkie te kobiety odwiedziły go, gdy trwał w śpiączce... Dlaczego postanowiły czuwać przy jego łóżku?

"Kim był dla nich? Kim one były dla niego? Której był coś winien, której kiedyś podarował za mało, a która była mu wdzięczna?

"Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" to kawał świetnej powieści obyczajowej i myślę, że miłośnicy tego gatunku literackiego (szczególnie kobiety) będą tą książką zachwyceni. Ja uwielbiam takie powieści, które są niezwykle osobiste, ogromnie realistyczne i emocjonalne, choć zapewniam Was, że autor nie zagrał na moich emocjach. One są, pojawiają się tak samo, jak w prawdziwym życiu, ale przy czytaniu nie wyciskają łez. Akcja książki toczy się spokojnym tempem i nie ma co liczyć na jakieś spektakularne wydarzenia, czy nieoczekiwane zwroty akcji. W tej powieści na wszystko jest czas i wszystko płynie stałym rytmem, który na pewno nie jest nużący, jest wręcz zupełnie odwrotnie, bo historia życia bohatera i jego kobiet, jest niezwykle ciekawa i pochłaniająca. Zdecydowanie nie jest to książka, którą przeczytacie w kilka godzin, mnie samej zajęło to kilka dni, ale ja mam tak z każdą książką pana Wiśniewskiego, zawsze je chłonę całą sobą i dawkuję sobie przyjemność czytania, więc może jednak z Wami będzie zupełnie inaczej. Ale i tak uważam, że to powieść, w którą warto się zagłębić, by dobrze zrozumieć postępowanie głównego bohatera. Uwielbiam styl, jakim posługuje się autor, jest on piękny, niepowtarzalny po prostu jedyny w swoim rodzaju, który zapewnia mi ogromną przyjemność podczas czytania.

Powieść ta pełna jest refleksji nad relacjami damsko - męskimi, nad miłością i ogólnie nad uczuciami. To także książka o ludzkich błędach i życiowych porażkach. To po prostu słodko - gorzka historia o prawdziwym życiu i relacjach międzyludzkich.

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem, bo obok tej historii nie można przejść obojętnie. To opowieść, która zapada w pamięci i robi wrażenie, no ale przecież napisał ją Janusz Leon Wiśniewski, więc wszystko jasne.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak.


sobota, 2 grudnia 2017

Gwiazdkozaur - Tom Fletcher


Jakiś czas temu dostałam od wydawnictwa Zysk i Ska tajemniczą przesyłkę, w której znalazłam egzemplarz pięknie wydanej książki dla dzieci „Gwiazdozaur” i dziwne jajo, z którego sama miałam sobie wyhodować dinozaura. A jako że we mnie cały czas drzemie dziecko, to zabawa przy tym była przednia. Jeszcze nigdy nie pisałam recenzji książki dla dzieci, ale zawsze musi być ten pierwszy raz, więc zapraszam Was na moją krótką opinię „Gwiazdkozaura”. 


"Dawno dawno temu naszą planetę zamieszkiwały dinozaury!
Niestety dziś nie możemy ich już oglądać, ponieważ w wyniku katastrofy naturalnej wyginęły. :( Kiedy przed milionami lat w ziemię uderzył bolid, przetrwało tylko jedno jajo, które wpadło do morza i zawędrowało aż na biegun północny. Znalazły je Elfy Świętego Mikołaja, ale nie wiedziały, co z nim zrobić, więc wysłały je właśnie do Ciebie.
Jeśli chcesz poznać Gwiazdkozaura i jego opowieść, musisz pomóc mu wykluć się z jaja!" 

„Gwiazkozaur” to książka dla dzieci, ale ja kobieta dobiegająca już czterdziestki świetnie spędziłam  przy niej czas i bawiłam się naprawdę genialnie. Poza tym książkę przeczytały także moje dzieci, które są już nastolatkami. W przypadku mojego syna, to naprawdę wyczyn, bo on czytać po prostu nie lubi.

Tom Fletcher to znany brytyjski muzyk, który po latach tworzenia piosenek dla swojego zespołu McFly, zaczął pisać opowiadania. Wraz z kolegą stworzył bestsellerową serię „Dinosaur That Pooped, która na całym świecie sprzedała się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy. „Gwiazdkozaur” to pierwsza powieść dla młodych czytelników, która odniosła niebywały sukces, zajmując drugie miejsce na liście dziecięcych bestsellerów 2016 roku.

Książka ta opowiada nam historię chłopca o imieniu William, którego wychowuje sam tata, bo jego mama umarła kilka lat wcześniej. William jeździ na wózku, nie ma przyjaciół, a życie uprzykrza mu Brenda, najwredniejsza dziewczyna w całej szkole. Chłopiec tak jak i jego tata kocha Boże Narodzenie, a pisanie listów do świętego Mikołaja jest u nich tradycją. William uwielbia dinozaury, więc postanawia, że o to właśnie poprosi Mikołaja. Czy to dobry prezent? Zapewniam Was, że tak, bo życzenie chłopca wprowadzi w jego życie niemały zamęt, który będzie niesamowitą przygodą.


„Gwiazdkozaur” to książka, która niesamowicie bawi, sama czasami zaśmiewałam się tak, że rodzina spoglądała na mnie, jak na wariatkę, ale jest w niej tyle zabawnych tekstów, że inaczej nie mogło być. Książka także uczy, bo porusza trudne tematy tj. niepełnosprawność, samotne rodzicielstwo, co mnie osobiście do głębi poruszyło. To idealna książka na ten zbliżający się magiczny świąteczny czas, bo znajdziemy w niej bliskość, ciepło, czyli to co tak ważne jest każdego dnia, ale szczególnie podczas świąt Bożego Narodzenia. To idealny prezent dla każdego dziecka, więc może warto już teraz pomyśleć, co Mikołaj w tym roku przyniesie Waszym dzieciom pod choinkę. Mój egzemplarz znajdzie pod choinką siostrzenica, która tak jak Willy uwielbia dinozaury.

Muszę także napisać kilka słów o samym wydaniu książki, które jest po prostu piękne. Twarda oprawa w pięknej i kolorowej obwolucie prezentuje się naprawdę pięknie, a złoty grzbiet i czcionka dodają jej ogromnego uroku. W środku znajdują się śliczne rysunki, które pobudzą wyobraźnię każdego dziecka. Dla samego wyglądu warto mieć na półce tak cudowną książkę. Ja się zakochałam.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i Ska.


Zapowiedzi grudzień

Zastanawiacie się pewnie co dać komuś na prezent pod choinkę?
Ja wam pokażę na co zawiesić oko w tym miesiącu! :D

 
 
Wydawnictwo:

Szósty Zmysł

Corinne Michaels - Consolation Duet. Tom 2. Conviction

 

Druga część bestsellerowej powieści "Consolation".
Znakomita powieść dla fanek Colleen Hoover. Poruszająca historia, którą pokochały tysiące czytelniczek!
Jeżeli myślisz, że zakończenie "Consolation" zwalało z nóg, przeczytaj "Conviction" i przekonaj się, że Corinne Michaels jest w stanie dostarczyć jeszcze większych emocji i zaskoczeń! Druga część duetu "Consolation" rozdziera serce, wzrusza i zachwyca, czyniąc tę literacką przygodę niezapomnianą i zapierającą dech w piersi.
Po raz kolejny autorka złamie ci serce. Ale czy poskłada je na nowo?

"Zakochałam się w Liamie tylko po to, aby moje serce znów pękło na milion kawałków. Paraliżuje mnie świadomość życia bez niego, ale rzeczywistość wygląda tak, że odszedł. On tego nie rozumie, a ja nie mogę go do niczego zmusić. Gdyby tylko dostrzegł pewność kryjącą się za moimi słowami... Wtedy nadal bylibyśmy razem".

"»Consolation« i »Conviction« były niesamowite! Michaels zabrała mnie w porywającą podróż składającą się ze smutku, nadziei, radości i jednych z najcudowniejszych zdań, jakie miałam okazję przeczytać. Przejmujący i niezapomniany – duet »Consolation« poruszył moje niebo i ziemię."
A.L. Jackson, autorka bestsellerów "New York Timesa"

"Emocjonalna podróż, której szybko nie zapomnę. Corrine Michaels przeszła samą siebie w zakończeniu historii Natalie. Ta książka zachwyci was od pierwszej strony i zabierze w cudowną podróż, której końca nie będziecie chcieli zobaczyć."
Elisabeth Grace, autorka bestsellerów "USA Today"

"Jeszcze wiele dni po przeczytaniu tej książki rozmyślałam o jej bohaterach. Corrine stworzyła opowieść o druzgocącym zawodzie miłosnym, odnalezieniu wewnętrznej siły i walce o własne szczęście. Nigdy nie zapomnę tej historii. Jedna z najlepszych książek roku!"
Beverly, Reading is Sexy Book Blog


PREMIERA:05.12.2017


 
Wydawnictwo:

Warbook

  

Marcin Ciszewski - Mgła

Polska. Nadchodzi zmiana.
Wybory wygrywa partia opozycyjna. Podinspektor Jakub Tyszkiewicz, szef Biura Zwalczania Terroryzmu CBŚ, nie był ulubieńcem urzędującego ministra, a już na pewno nie będzie nowego...
Tymczasem podczas lądowania na Okęciu rozbija się samolot wiozący ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej. 
Dzień wcześniej ludzie podinspektora aresztują dwóch pochodzących z Bliskiego Wschodu terrorystów, którzy zamierzali dokonać zamachu na terenie Warszawy. Zeznają oni, że w mieście przebywa jeszcze jedna podobna im grupa.
Tyszkiewicz stara się znaleźć połączenie pomiędzy katastrofą rosyjskiego samolotu a terrorystami.
Musi się śpieszyć, bo w kolejnym tygodniu do Polski ma przylecieć prezydent Stanów Zjednoczonych...
Nie zdaje sobie także sprawy, że jego żona, światowej sławy malarka, pada ofiarą szantażu... 

 Premiera:06.12.2017

 
 
Wydawnictwo:

Znak 

Carrie Fisher - Pamiętnik księżniczki

 NIE WSZYSTKIE KSIĘŻNICZKI ŻYJĄ W WYSOKICH WIEŻACH. NIEKTÓRE KRĘCĄ GWIEZDNE WOJNY

Kiedy Carrie Fisher po latach odnalazła swój pamiętnik prowadzony podczas kręcenia pierwszych Gwiezdnych Wojen sama była zaskoczona tym, co tam znalazła. Wydawało się, jakby pisały go dwie osoby - wrażliwa romantyczka i młoda, energiczna dziewczyna szukająca silnych wrażeń.
Dla młodziutkiej Carrie rok 1977 okazał się przełomowy. Otrzymała rolę, która na zawsze stała się jej alter ego. Po latach sama powiedziała, że księżniczka Leia to część jej osobowości.
Zadurzona w filmowym partnerze – Harrisonie Fordzie spełniła swój sen i przeżyła płomienny romans z kapitanem Sokoła Millenium zarówno na jak i poza ekranem. W swojej ostatniej książce rozwiewa plotki i zdradza, co się wtedy wydarzyło.
Fisher z rozbrajającą szczerością pisze o swoim szalonym życiu w Hollywood, olbrzymich pieniądzach i cenie sławy. „Pamiętnik Księżniczki” to ostatnia książka Carrie Fisher i opis jej drogi przez ciemną i jasną stronę mocy.

Premiera:06.12.2017

  

Lisa Eldridge - Face Paint. Historia makijażu

 Szminka, puder, tusz do rzęs. To z nimi zaczynamy poranki. Tak jak miliony kobiet przed nami. Makijaż nie jest nowym wynalazkiem. Jego długą i pasjonującą historię pokazuje Lisa Eldridge, światowej sławy makijażystka, rozchwytywana przez takie domy mody, jak Prada i Chloé. Wykonuje makijaż Kate Winslet, Keiry Knightley czy Emmy Watson. W książce odsłania przed nami sekrety kreowania wizerunku ikon mody od Audrey Hepburn po Madonnę i Amy Winehouse. Pokazuje, dlaczego tak wiele z nas się nimi inspiruje. Być może Ty sama malujesz oczy w taki sam sposób jak Marilyn Monroe.
Ta książka to także niesamowite opowieści o ludziach, którzy z tworzenia piękna uczynili swoją życiową misję. O twórcach współczesnego przemysłu kosmetycznego, takich jak Helena Rubinstein, Max Factor, Elizabeth Arden czy Estée Lauder.
Poznaj pełną urzekających fotografii biografię makijażu. Odkryj, skąd bierze się jego intrygujący czar, który tak nas fascynuje i pociąga. 

 Premiera:06.12.2017


Wydawnictwo:

Wydawnictwo Pascal


Aleksander Baron, Łukasz Klesyk - Między wódką a zakąską

TA KSIĄŻKA WZIĘŁA SIĘ Z NIEZGODY. Niezgody z twierdzeniem, że każda wódka smakuje tak samo, że na próżno szukać w niej indywidualnego charakteru. Nieprawda! Każda ma swój aromat, zapach, fakturę. Są wódki ascetyczne, pikantne, słodkie i gładkie jak miód... Autorzy biorą na warsztat kilkadziesiąt gatunków polskich wódek czystych – degustują i dobierają do nich najlepsze potrawy. Testują zaskakujące połączenia, obalając przekonanie, że dobra zakąska to jedynie ogórek i śledź. Między wódką a zakąską to coś więcej niż książka kulinarna. To rzecz o historii i współczesności polskiej wódki (prawdziwa, bez ściemy!), sekretach produkcji i sztuce degustacji – pokazująca, że ten trunek, choć tak powszechny, jest w gruncie rzeczy całkiem nieznany. Aleksander Baron – szef kuchni młodego pokolenia, restaurator, współwłaściciel warszawskiej restauracji Solec 44, w której eksploruje granice kuchni polskiej, odświeża dawne przepisy i redefiniuje klasykę. Autor bestsellerowej książki Kiszonki i fermentacje. Łukasz Klesyk – dziennikarz kulinarny i alkoholowy, ekspert od alkoholi mocnych, które zawodowo degustuje i opisuje od kilkunastu lat. Członek honorowy The Scotch Malt Whisky Society. Redaktor i felietonista, pisze m.in. do magazynów „Wino” i „Whisky”. Wódka jest naszym alkoholem narodowym. Ale, gdy chcemy o niej opowiedzieć, okazuje się, że wiemy tak niewiele. Smak, nuty zapachowe, temperatura, gatunki? Baron i Klesyk spieszą na ratunek. M O N I K A B R Z Y W C Z Y, redaktor naczelna magazynu „Usta” Szukając Świętego Graala, w kieliszku i na talerzu, autorzy kilka razy ocierają się o doskonałość. Kto miałby zrobić to lepiej jak nie ci dwaj giganci smaku? G I E N O M I E N T K I E W I C Z, promotor naturalnych smaków


Premiera:07.12.2017


 Wydawnictwo:

 MUZA SA

Katarzyna Misiołek - Julia zaczyna od nowa  (PATRONAT)


Julia wciąż balansuje pomiędzy potrzebą zadbania o siebie, a nieustającymi problemami własnej rodziny. Jest od kilku lat po rozwodzie, ma dwie dorosłe córki, wnuczkę, narcystyczną i bardzo absorbującą matkę, nękaną poczuciem winy siostrę i byłego faceta, który zdaje się nie rozumieć słowa "koniec". Praca, dom, sprawy córek i opieka nad matką - dni Julii są niemal bliźniaczo do siebie podobne. Jednak jakiś impuls, a może przyjaźń z mieszkającym po sąsiedzku muzykiem sprawia, że Julia zaczyna myśleć o czymś więcej. O czymś tylko dla siebie, o życiu, w którym można odciąć się od całego świata i powiedzieć "teraz ja!". O chwilach samotności, które porządkują myśli, o dalekiej podróży i o znalezieniu miejsca gdzie nikt nie będzie jej mówił co ma robić, jak żyć i kim być. I Julia w tę podróż wyrusza, ale czy tęsknota za wolnością wygra w niej z poczuciem obowiązku i miłością do rodziny? Czy można nagle popędzić przed siebie, nie oglądając się na swoich bliskich? I czy ta upragniona wolność naprawdę smakuje aż tak słodko?


 Premiera:06.11.2017

 

 Wydawnictwo:

Novae Res

"31 korytarzy" - Agata Rybka (PATRONAT)


Kiedy wszystko bezlitośnie dzieli, warto zamknąć oczy i poszukać głębiej!


16-letnia Amelia zaczyna naukę. Wiecznie rozdrażniona uczennica wyróżnia się wśród koleżanek wyzywającym ubiorem i mocnym makijażem. Przez problemy z chorą mamą, strach przed kontaktami z rówieśnikami oraz konflikt z nauczycielką geografii dziewczyna trafia do szpitala. Z pomocą przychodzi Ula, jej przyjaciółka, oraz 38-letni nauczyciel matematyki, Witold. Mimo że Amelia z początku nie pała sympatią do profesora, między głównymi bohaterami rozwija się silne uczucie.

Premiera: grudzień 2017