wtorek, 17 października 2017

Prezent - Louise Jensen

Czasami tylko przeszczep może uratować komuś życie. Ale co zrobić, gdy wraz z życiodajnym organem otrzymujemy wspomnienia dawcy oraz jego strach i lęk...

„Uważaj, o co prosisz, bo możesz to otrzymać”

Jenna dzięki przeszczepowi serca, dostała od życia kolejną szansę. Niestety kobieta nie potrafi w pełni cieszyć się odzyskanym zdrowiem, bo od jakiegoś czasu ma na przebłyski czyichś wspomnień, czuje strach, lęk, a jej głowę nawiedzają dziwne myśli. Jenna łamie wszelkie zasady i odnajduje rodziców swojej dawczyni. Na pozór idealna rodzina skrywa wiele mrocznych sekretów, a śmierć Callie wydaje się niezwykle podejrzana. Jenna mimo ogromnego ryzyka postanawia dojść prawdy. Czy jej się to uda? Czy dowie się, jak naprawdę zginęła dziewczyna? Czy narzeczony Callie coś ukrywa? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„Próbuję, ale nie mogę zapomnieć. Za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę jej twarz.”

„Louise Jensen jest autorką bestsellerowych thrillerów psychologicznych. Jej debiutancka powieść „Siostra” w trzy tygodnie od wydania dotarła na szczyt list sprzedaży brytyjskiego i amerykańskiego Amazona oraz znalazła się na liście bestsellerów „USA Today”. Do tej pory sprzedano niemal pół miliona egzemplarzy, a prawa do książki kupiło 10 krajów. Jej kolejna książka „Prezent” ma ogromne szanse, by powtórzyć ten sukces.”

Muszę przyznać, że „Prezent” to książka, która bardzo miło mnie zaskoczyła, gdyż niestety debiutancka powieść autorki w ogóle mnie nie porwała. Cieszę, że zawsze daję drugą szansę, bo tym razem książka wciągnęła mnie od pierwszej strony i czytałam ją z zapartym tchem. Rzadko kiedy zdarza się, bym thriller przeczytała za pierwszym podejściem, ale tutaj musiałam czytać, by jak najszybciej dotrzeć do końca i poznać zakończenie, które dzięki Bogu mnie nie rozczarowało. Fabuła książki jest niezwykle ciekawa, pełna tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów akcji, czyli dokładnie taka, jaką lubię. Autorce kilkakrotnie udało się mnie zaskoczyć, a to już samo w sobie świadczy o tym, że książka jest naprawdę dobra, choć nie ukrywam, że akcja mogłaby się toczyć zdecydowanie szybciej, niestety dzieje się tak dopiero pod sam koniec. Nie jest to jakimś wielkim mankamentem, ale osoby, które lubią wartką i szybką akcję, mogą mieć z tym problem. To, co najbardziej przypadło mi do gustu, to momenty, gdy Callie wkradała się do umysłu Jenny, przyznam, że wtedy czasami odczuwałam przerażenie.

Autorka porusza w książce temat pamięci komórkowej, który na całym świecie wywołuje wiele kontrowersji. Bo czy jest możliwe, by po przeszczepie wraz z organem otrzymać wspomnienia i przyzwyczajenia dawcy? Temat niezwykle kontrowersyjny, ale zarazem ciekawy. Ja odnośnie niego mam mieszane uczucia, ale wiem, że są takie przypadki. Tylko, czy to na pewno wspomnienia dawcy, czy może po prostu ludzka wyobraźnia...

„Prezent” to powieść, którą oceniam dobrze. Nie jest nie wiadomo jak mrocznym thrillerem, ale momentami potrafi wywołać lęk i przerażenie. Książka zdecydowanie wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać aż do ostatniej strony, więc mogę Wam ją jedynie polecić.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.




sobota, 14 października 2017

W maratonie życia - Anna Harłukowicz - Niemczynow

42 kilometry to dystans, który pokonuje każdy maratończyk i tyle właśnie rozdziałów zawiera książka Anny Harłukowicz – Niemczynow „W maratonie życia”. Myślę, że każdy człowiek  podczas swojego życia biegnie swój własny maraton i tylko od niego zależy, jak będzie wyglądał jego finisz. Gdy przeczytałam opis tej powieści, wiedziałam, że muszę ją przeczytać, bo uwielbiam książki, które mówią o prawdziwym życiu. Byłam bardzo ciekawa, czy pani Annie uda się trafić do mojego czytelniczego serca, a niestety droga do niego nie jest łatwa... Czy jej się udało? Zapraszam na recenzję.

Matylda to kobieta, której życie nie oszczędzało ciosów. Kobieta wie, czym jest nieodwzajemniona miłość, wie, czym jest romans, który miał być wielką miłością, wie też, czym jest strata dziecka i jaki towarzyszy temu ból. Pomimo tylu razów, które zaserwowało jej życie, Matylda ma siły, by wstać, otrzepać kolana, biec dalej i wierzyć, że to, co dobre dopiero czeka gdzieś na nią. Czy Matylda wygra w maratonie swojego życia? Przekonajcie się sami.

„Anna Harłukowicz – Niemczynow to pasjonatka świadomego życia. Piecze chleb, smaży konfitury, lubi biegać. Wstaje wczesnym rankiem, by medytować, modlić się i śpiewać mantry. Wierzy w przeznaczenie i lubi się uśmiechać. Prywatnie jest żoną, mamą dwójki dzieci i właścicielką psa.”

„W maratonie życia” to powieść, która moim zdaniem skierowana, jest to żeńskiej części czytelników. Autorka opowiada nam historię Matyldy w bardzo prawdziwy i wiarygodny sposób, myślę, że niejedna z nas mogłaby się z nią utożsamić, bo każda z nas ma za sobą jakieś problemy, kłopoty, czy dramaty. Najważniejsze w tej książce jest to, że autorka nic nie ubarwia, nic nie idealizuje, wszystko przedstawia w niesamowicie prawdziwy sposób, ale przecież życie, to nie tylko pasmo sukcesów, to także pasmo porażek, z których tylko i wyłącznie możemy wyciągać wnioski. Ta powieść to taki rachunek sumienia głównej bohaterki, Matylda wraca do przeszłości, opowiada swoją historię i wybacza sobie swoje błędy. Chyba ostatnio brakowało mi takiej książki, bo ta powieść nie ma grama lukru i opowiada o prawdziwym życiu, które czasami ma gorzki smak.

Niezwykle pozytywnie zaskoczyła mnie postać Matyldy, bo to kobieta, która pomimo wielu ciosów, które dostała od życia, jest osobą bardzo, ale to bardzo silną, która się nie poddaje. Uczy się na swoich błędach i pokazuje, jak walczyć o siebie i o swoje życie, a także dąży do spełniania własnych marzeń. Strasznie sobie cenię takie osoby w prawdziwym życiu, więc Matylda bardzo szybko zyskała moją sympatię. Oczywiście w książce pojawiają się postacie drugoplanowe, ale wszystko i tak skupia się na głównej bohaterce.

Na pewno nie jest to powieść, którą można przeczytać w jeden wieczór, bo tę historię trzeba sobie stopniowo dawkować, by zrozumieć wszystko to, co autorka chciała w niej przekazać. W tej książce najważniejsze są odczucia i emocje, których jest naprawdę sporo i wszystkie z nich trafiały do mojego serca. Jest to powieść niezwykle mądra, bardzo prawdziwa, pełna życiowych porad, z których naprawdę warto skorzystać.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

piątek, 13 października 2017

Pierwszy dotyk, Ostatni pocałunek - Laurelin Paige

Laurelin Paige uwiodła moje czytelnicze serce serią Uwikłani i myślałam, że żadna z jej książek nie wywrze już na mnie tak dużego wrażenie. Ale wiecie co? Pomyliłam się i to bardzo, bo gdy przeczytałam „Pierwszy dotyk” i „Ostatni pocałunek” diametralnie zmieniłam zdanie na ten temat. Te książki mnie po prostu wchłonęły w głąb siebie i ponad tysiąc stron przeczytałam w niespełna dwa dni. W tym czasie nie istniałam dla nikogo, interesowała mnie tylko historia Emily Wayborn i Reeve'a Sallisa. Chyba już domyślacie się, że moja recenzja będzie pełna ochów i achów? No ale po prostu inaczej nie mogę, bo to książki, które zapewniły mi niesamowitą, namiętną i mroczną przygodę w głąb ludzkiej seksualności. Miałam mały dylemat, bo nie wiedziałam, czy pisać dla Was dwie osobne recenzje, czy może jedną wspólną. Postanowiłam, że będzie jedna wspólna i mam nadzieję, że uda mi się w niej przekazać, to co najważniejsze. Zapraszam.

Emily Waybor wreszcie czuje się kobietą na właściwym miejscu. Zostawiła przeszłość za sobą i buduje swoje nowe życie, w którym nie ma miejsca na nieudane związki i nieodpowiednich mężczyzn, którzy wyrządzili jej wiele krzywd. To rozstanie się z przeszłością, było także rozstaniem z najlepszą przyjaciółką, Amber. Kobiety nie widziały się od lat, ale pewnego dnia Emily otrzymuje dziwną wiadomość właśnie od Amber. Choć zostawiona na sekretarce wiadomość brzmi neutralnie, kobieta wie, że wydarzyło się coś złego i jej dawna przyjaciółka potrzebuje pomocy. Emily postanawia, że za wszelką cenę odnajdzie przyjaciółkę. Misją kobiety staje się uwiedzenie milionera Reeve'a Sallisa, z którym ostatnio była widywana Amber. Emily ma nadzieję, że odkryje jego sekrety i dowie się, co stało się z jej przyjaciółką. Intuicja podpowiada jej, że to mężczyzna niebezpieczny, ale po pierwszym spotkaniu czuje do niego ogromne przyciąganie. Tylko, czy może zdradzić Amber? Czy Reeve okaże się jej wrogiem, czy sprzymierzeńcem? Co tak naprawdę stało się z jej przyjaciółką? Czy mężczyzna ma z tym coś wspólnego? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

"Problem z ludźmi, którzy naprawdę są niebezpieczni, Emily, polega na tym, że nigdy nie wiesz, jak bardzo są groźni, dopóki nie jest za późno."

Przybliżyłam Wam tylko fabułę „Pierwszego dotyku”, bo w drugim
tomie tyle się dzieje, że musiałabym Wam strasznie zaspoilerować, a nie taki mój zamiar, więc myślę, że mi to wybaczycie. 

Laurelin Paige niesamowicie mnie zaskoczyła tym cyklem, bo choć w Uwikłanych pokazała, na co ją stać i jak bujną ma wyobraźnie, to myślę, że dopiero teraz rozwinęła skrzydła i dała popis swoich literackich umiejętności. Chyba wiecie, jak to jest, gdy po przeczytaniu dwóch może trzech stron mówicie... O RANY, TO JEST WŁAŚNIE TO. NA TAKĄ KSIĄŻKĘ CZEKAŁAM. Ja tak miałam i naprawdę uwielbiam ten stan, bo wiem, że każda kolejna strona przyniesie mi nowe doznania. Dawno żaden z erotyków nie dostarczył mi aż tylu emocji. Jest ich naprawdę wiele i to w każdej części, a co najważniejsze są one wręcz namacalne i odczuwałam je naprawdę całą sobą. Pojawiał się strach, lęk, obawa, czasami przerażenie. To wszystko w otoczce niewyobrażalnej namiętności i pożądania, które rozpędzało moją wyobraźnię na najwyższe obroty. No po prostu przepadłam z kretesem! Na pewno nie są to erotyki jakich wiele i osoby, które nie lubią mrocznych, klimatycznych i perwersyjnych książek mogą mieć z nimi problem. Chociaż nie ukrywam, że ta historia tak wciąga, że warto po nią sięgnąć. Oprócz mroku znajdziecie w nich także wątek sensacyjny, pełno tajemnic, kłamstw i niedomówień. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest, to, że scen seksu nie ma aż tak wiele, ale jak się pojawiają, to potrafią rozpalić do czerwoności. Na pewno nie brakuje wszechogarniającego pożądania, które cały czas iskrzy pomiędzy bohaterami.

Kreacja bohaterów wyszła autorce rewelacyjnie, każdy z nich był dla mnie bardzo wiarygodny w swoim zachowaniu. Nic nie zostało przekoloryzowane i mimo że książka jest mocnym erotykiem wyszło to naprawdę bardzo naturalnie. Emily to bohaterka, która ma dość ekscentryczną przeszłość, i za bardzo nie może się nią chwalić. Jednak spotkanie Reeve'a obudziło w niej ukryte i perwersyjne pragnienia, które dawno temu pochowała na dnie własnej duszy. To także bohaterka, która ma bardzo małą wiarę w siebie. Poza tym to lojalna przyjaciółka i chyba właśnie ta lojalność względem Amber najbardziej mnie w niej irytowała. Wiele razy miałam ochotę krzyknąć, potrząsnąć nią, by wreszcie przejrzała na oczy i zawalczyła o własne szczęście. Jeżeli zaś chodzi o Reeve'a to bohater niezwykle mroczny, tajemniczy, arogancki i pewnie siebie. Czasami niemiłosiernie mnie wkurzał, ale ja strasznie lubię takich złych bohaterów, bo dzięki nim czytana książka nabiera ogromnego wyrazu i pozostaje w pamięci czytelnika na długi czas. Niezwykle ważne jest, to, że w drugiej części nie robią się z niego ciepłe kluchy, bo choć zachodzi w nim zmiana, to nie dotyka ona wszystkich sfer jego charakteru. W drugiej części pojawi się bohater ogromnie ważny w całej tej historii, ale na ten temat cicho sza.

 "Jego słabością byłam ja. Pragnął mnie i nienawidził tego może nawet tak bardzo, jak ja nienawidziłam jego." 

Nie ma ani jednej rzeczy, która nie spodobałaby mi się w tych książkach. Wszystko jest dopieszczone, dopracowane na ostatni guzik i tworzy świetną całość. Obydwie części napisane są na tym samym poziomie i według mnie są po prostu rewelacyjne. Spędziłam przy nich kilkanaście wspaniałych godzin i na pewno kiedyś jeszcze powrócę do tej historii, by kolejny raz poczuć to napięcie, dreszczyk ekscytacji i uczucie, jakie pojawia się między bohaterami.

Jeżeli lubicie mocne erotyki, nie ma dla Was tematów tabu, nie przeraża Was brutalność ani wulgaryzmy, to cykl First and Last Laurelin Paige będzie dla Was idealny. To książki, które niesamowicie zapadają w pamięci, a po przeczytaniu pojawia się książkowy kac.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

czwartek, 12 października 2017

Przeszłość - Tessa Hadley

„Kiedy rodzeństwo spotyka się po latach, staje między nimi przeszłość.”

Czwórka rodzeństwa postanawia spędzić wspólnie urlop, ma to być ich ostatni pobyt w domku odziedziczonym po dziadkach. Ten urlop ma być inny i wyjątkowy, bo rodzina chce go spędzić tylko w swoim gronie. Fran przyjeżdża z dwójką dzieci, Roland z córką i nową żoną. Hariett jak zwykle jest sama, a Alice przywozi ze sobą syna swojego byłego partnera. Dom dziadków pełen jest wspomnień, a przeszłość przypomina o sobie na każdym kroku. I choć wspomnienia są bolesne, to rodzeństwo nie może się z nimi rozstać. Napięcie powiększają relacje między rodzeństwem i niestety atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Czy z tego może wyniknąć coś dobrego? Czy uda się im odbudować nadszarpnięte więzy rodzinne? O tym musicie przekonać się sami.

„Tessa Hadley to brytyjska pisarka. Za wydaną w 2015 roku Przeszłość otrzymała nagrody Windham – Campbell Literature Prize for fiction i Hawthornden Prize. Jej powieści były także nominowane do Orange Prize oraz Wales Book of the Year. Opowiadania Hadley regularnie ukazują się w The New Yorker, zostały także opublikowane w dwóch zbiorach: Sunstroke (2007) i Married Love (2012). Autorka mieszka w Londynie, naucza kreatywnego pisania w Bath Spa University.”

„Przeszłość” to powieść, która zafascynowała mnie swoim opisem i zaintrygowała okładką. Niestety po skończonej lekturze mam mieszane uczucia odnośnie do tej książki. Liczyłam, że dostanę całkiem coś innego, niż dostałam w rzeczywistości. Nastawiłam się na przejmującą i chwytającą za serce historię czwórki rodzeństwa, w której emocje będą grały pierwsze skrzypce. Niestety jak dla mnie to tych emocji było, jak na lekarstwo i przez to nie mogłam za bardzo wczuć się w tę historię i utrudniało mi to poczucie bliskości z bohaterami. Uważam, że emocje są najważniejszym elementem każdej powieści, więc strasznie mnie zabolał fakt, że ich nie czułam. Może ktoś inny będzie miał odmienne zdanie po przeczytaniu „Przeszłości” , wtedy będę mu strasznie zazdrościła. Akcja książki płynie powoli i nie jest to niczym szczególnym, bo wiele powieści jest tak napisanych, jednak tutaj bardzo często odczuwałam znużenie.

Oczywiście pojawiają się także plusy. Autorka podzieliła książkę na trzy części. Najpierw poznajemy teraźniejszość, później przeszłość i na koniec znów wracamy do teraźniejszości. Muszę przyznać, że część opisująca przeszłość bardzo mi się spodobała i najbardziej mnie zaciekawiła. W tej części wracamy do czasów, kiedy żyli jeszcze dziadkowie rodzeństwa i dzięki temu dostrzegamy, co łączy przeszłość z teraźniejszością.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że autorka dość dobrze ich opisała. Każdy z czwórki rodzeństwa jest inny, ma inny charakter i w tym przypadku Tessa Hadley sobie poradziła. Jednak żaden z bohaterów nie przypadł mi do gustu. Niestety przez całą powieść nie poczułam więzi z żadnym z nich i strasznie nad tym ubolewam, bo bohaterowie, tak jak i emocje są najważniejszym fundamentem każdej powieści.

„Przeszłość” to powieść, która niestety trochę mnie zawiodła, oczekiwałam po niej dużo więcej. Jednak nie będę Was zniechęcać, bo jeszcze nie urodził się taki, coby wszystkich zadowolił. Myślę, że książka znajdzie i swoich zwolenników, ale mnie niestety nie porwała.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wab.

wtorek, 10 października 2017

Morze kłamstwa - Joanna Jax (Nasz Patronat Medialny)

I znowu stanęłam przed nie lada wyzwaniem, bo jak tu napisać koleją recenzję do czwartej już części cyklu "Zemsta i przebaczenie" i nie powtarzać się? Od pierwszego tomu zapałałam uwielbieniem dla tej serii i moje dotychczasowe recenzje przepełnione są zachwytami nad tą książką, oczywiście zasłużonymi. Seria jest rewelacyjna i przed przeczytaniem tej części zastanawiałam się, czy autorka mogła jeszcze podnieść poprzeczkę? Mogła, a jakże!!!

„Czwarty tom cyklu »Zemsta i przebaczenie« Sytuacja polityczna na świecie zaczyna przybierać niespodziewany dla III Rzeszy obrót. Państwa sprzymierzone oraz Związek Radziecki powoli ujarzmiają niezwyciężone dotychczas Niemcy. W Polakach budzi się nadzieja, jednak niektórzy patrzą z niepokojem na poczynania Stalina. Nadchodzi czas powstania warszawskiego, zdobycia Berlina przez Armię Czerwoną i dramatycznych dla Polski konferencji w Teheranie i Jałcie. Bohaterowie kolejny raz stają przed trudnymi wyborami, a ich siłą napędową są miłość i przyjaźń. Czy uda się pozostać wiernymi wyznawanym dotychczas wartościom, czy też kolejny raz zwycięży egoizm i chęć chronienia życia za wszelką cenę? A może ludzkie tragedie pozwolą inaczej spojrzeć na drugiego człowieka i wyzwolić nowe pokłady altruizmu?”

Joanna Jax ponownie "przetasowała karty" i powierzyła niektórym ze swoich bohaterów nowe role. Jedną z moich ulubionych postaci Alicję Rosińską postawiła przed wyborem między dwoma mężczyznami, swoją wielką miłością Julianem Chełmickim, dla którego nie wahała się zaryzykować nawet własnego życia, a Karym, który okazał się godnym zaufania przyjacielem. Walter von Lassow próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, Igor Łyszkin targany rozterkami i wątpliwościami stara się jak najlepiej wykorzystać sytuacje, w jakiej się znalazł do realizacji własnych planów. Hanka za wszelką cenę usiłuje przetrwać, choć strach o życie swoje i dzieci towarzyszy jej przez cały czas. Czy los w końcu okaże się łaskawszy i pozwoli naszym bohaterom na odrobinę szczęścia?

Odniosłam wrażenie, że „Morze Kłamstwa” to część, która chyba najbardziej mnie pochłonęła i trzymała w niepewności. Joanna Jax doskonale potrafi dawkować napięcie i emocje. Każda z części była arcyciekawa, jednakże "Morze kłamstwa" zachwyciło mnie przede wszystkim opisem Powstania Warszawskiego. Temat bardzo mi bliski i muszę przyznać, że pani Joanna zrobiła to po mistrzowsku. Moim zdaniem niejeden nawet najlepszy film, czy serial na temat powstania nie oddał tego klimatu w taki sposób, w jaki zrobiła to autorka. Wykazała się ogromną znajomością tematu i z pietyzmem opisała tę kartę naszej historii. I choć spór o Powstanie Warszawskie trwa, myślę, że po przeczytaniu tej książki każdy będzie mógł wyciągnąć swoje własne wnioski.

Jak zwykle pozostałam z niedosytem w oczekiwaniu na kolejną część. Jestem bardzo ciekawa, co jeszcze autorka przewidziała dla swoich bohaterów, ale po przeczytaniu czterech części, jestem święcie przekonana, że nie zawiodę się i tym razem. Polecam gorąco! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.

Czego pragnie mężczyzna - Sabrina Jeffries

Ostatnio postanowiłam, że będę czytać więcej romansów historycznych, bo to naprawdę fajna odskocznia od bardziej ambitnej literatury. Wydawnictwo Bis bardzo ułatwia mi sprawę, bo co chwila podsyła mi jakieś fajne tytuły. Jako że staram się spełniać swoje postanowienia, zapraszam Was na recenzję „Czego pragnie mężczyzna” Sabriny Jeffries.

Lisette to nieślubna córka wicehrabiego i francuskiej aktorki. Jako nieślubne dziecko nigdy nie miała łatwego życia, a wszystko pogorszyło się jeszcze bardziej po śmierci ojca. Przyrodni brat, George odmówił pomocy dziewczynie i jej matce, a brata oskarżył o kradzież. By Tristan nie skończył na szubienicy, musieli przeprowadzić się do Francji. Po latach dziewczyna wróciła do Anglii, by pomóc młodszemu przyrodniemu bratu, Domowi prowadzić agencję detektywistyczną i właśnie wtedy na jej drodze pojawił się Maxymilian Cale, książę Lyons, który poszukiwał Tristana. Książę uważał, że brat Lisette ma informacje na temat jego brata, który przed laty został porwany, a nim został odnaleziony, to zginął w pożarze. Lisette nie wie, gdzie podziewa się Tristan, ale postanawia towarzyszyć księciu w podróży do Francji. Czy odnajdą braci? Czy ujarzmią budzące się między nimi pożądanie? O tym musicie przekonać się sami.

„Zmysłowe i dowcipne romanse historyczne Sabriny Jeffries stale goszczą na amerykańskich listach bestsellerów, mają też już wiele wielbicielek w Polsce. Autorka nie tylko jest wielbicielką Jane Austin, ale posiadaczką doktoratu z literatury angielskiej, doskonale więc zna świat XIX-wiecznej Anglii, w której salonach umieszcza akcję swoich książek. Bohaterki jej powieści są zwykle pełne pasji, niezależne i nie podporządkowują się konwenansom, a gdy spotkają prawdziwą miłość, odważnie decydują się poznać jej smak.”

„Czego pragnie mężczyzna” to pierwszy tom cyklu Książęcy detektywi. Na całe szczęście posiadam wszystkie części i niebawem będę mogła je przeczytać. Twórczość Sabriny Jeffries poznałam już jakiś czas temu i muszę przyznać, że każdy jej romans historyczny bardzo mi się podobał. Każda z jej książek jest bardzo ciekawa, ciągle coś się w nich dzieje, pojawiają się intrygi, tajemnice no i oczywiście gorące i namiętne romanse między bohaterami. Oczywiście to samo tyczy się tej powieści, gdyż autorka stworzyła naprawdę bardzo ciekawą fabułę, w której wątek miłosny miesza się z wątkiem detektywistycznym. I choć możemy się domyślić, jak zakończy się znajomość Lisette i Maxymiliana, to w wątku z braćmi obojga bohaterów autorka sporo namieszała i prawie do samego końca nie wiadomo, jak wszystko się potoczy.

W książce naprawdę sporo się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. Jest ognisty romans, jest tajemnicze zaginięcie, porwanie sprzed lat i pojawiają się rodzinne tajemnice. Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani i choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że Lisette i Maxa wiele dzieli i że różnią się od siebie diametralnie, to im bardziej ich poznawałam, zmieniałam zdanie, gdyż oboje okazali się do siebie bardzo podobni, a status społeczny w ich relacji stał się nieważny. Bardzo ich polubiłam i myślę, że z Wami będzie podobnie.

Jeżeli lubicie romanse historyczne, to zachęcam Was do poznania twórczości Sabriny Jeffries. Ja uwielbiam jej książki i czasami mam wrażenie, że czytają się one same, gdyż to lektury na godzinę lub dwie. Dobrze, że mam pod ręką kolejne tomy, gdyż teraz kolej na trzech przystojniaków i jestem przekonana, że i z nimi nie będę się nudziła.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bis.

poniedziałek, 9 października 2017

Ciotka Poldi i sycylijskie lwy - Mario Giordano

„Ciotka Poldi i Sycylijski lwy” Mario Giordano to pierwszy tom przygód zwariowanej „pani detektyw w spódnicy”. Już teraz mogę Wam napisać, że spędziłam przy tej książce świetnie czas, więc na pewno sięgnę po kolejne części, by poznać dalsze przygody Poldi, czyli zwariowanej starszej pani. Zapraszam na recenzję.

„Bawarski wulkan w cieniu Elity”

W dniu sześćdziesiątych urodzin Poldi postanowiła opuścić Monachium i przenieść się na słoneczną Sycylię. Uznała, że to tam uda jej się umrzeć z klasą, ale kobieta w swoich planach nie uwzględniła troskliwej rodziny, jej zmarłego eksmęża. To Sycylijczycy z krwi i kości, którzy chcą ją nauczyć zasad dolce vita. I tyle ze spokoju i umierania. Na dodatek, jakby tego było mało, pewnego dnia przepada bez wieści Valentino, który pomagał Poldi w domu i ogrodzie. Szalona kobieta postanawia sama rozwikłać zagadkę jego zniknięcia. Podczas prywatnych poszukiwań na drodze Poldi staje atrakcyjny commissario Montana, który nie chce, by kobieta wtykała nos w nie swoje sprawy. Ale czy można zatrzymać bawarski wulkan, kiedy już wybuchnie? Przekonajcie się sami.

„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” to bardzo fajna komedia kryminalna. Napisana jest niezwykle lekko i z wielką przyjemnością się ją czyta. Niestety nie będę ukrywała, że początek miałam ciężki i nie mogłam za bardzo wkręcić się w fabułę, jednak gdzieś po pięćdziesięciu stronach przepadłam z nieginącym uśmiechem na ustach, śledziłam przygody zwariowanej Poldi. W książce dzieje się sporo, Poldi na swojej drodze spotyka wiele osób i jak na wytrawnego detektywa przystało, każda wydaje się jej podejrzana, dzięki temu powstaje wiele zabawnych sytuacji. Muszę także wspomnieć, że pojawia się także wątek romantyczny, „starszej pani” od zawsze podobali się mężczyźni w mundurach, więc commissario Montana, to idealny kandydat do romansowania. Oczywiście prym w książce wiedzie wątek kryminalny i jest on naprawdę super poprowadzony. Cały czas coś nie dzieje, nie wieje nudą, a kolejne fakty są przed nami odkrywane. W pewnym momencie, tak jak Poldi zaczęłam prowadzić własne śledztwo, ale trudno było mi wytypować mordercę, bo autor tak wszystko poprowadził, by prawie do końca czytelnik pozostał w niewiedzy. Pod koniec książki wpadłam na właściwy trop, ale myślę, że jednak marny byłby ze mnie detektyw.

Postać Poldi została bardzo dobrze przedstawiona. Jest to osoba o niebywale wyrazistym charakterze, dzięki któremu momentalnie obdarzyłam ją sympatią. Poldi nie gardzi dobrym alkoholem i lubi dobrze zjeść. Po prostu łebska z niej babka, a takich bohaterów to ja uwielbiam.

Ta historia całkowicie mnie kupiła, dostarczyła mi wielu emocji i ogromną dawkę dobrego humoru. Naprawdę jestem zdziwiona, że tak polubiłam perypetie zwariowanej Poldi, bo nie ukrywam, że nie przepadam za książkami, w których bohaterka „ma już swoje lata”. Jednak Poldi podbiła moje serce i gdy w wyobraźni widziałam sześćdziesięcioletnią kobietę, która ugania się po całej Sycylii za mordercą, to blisko mi było, do płakania ze śmiechu. To naprawdę bardzo fajny i lekki kryminał, w którym znajdziecie wiele humoru i myślę, że tak jak ja nie będziecie mogli doczekać się zakończenia, by poznać finał tej historii.

Jeżeli lubicie zagadki kryminalne podszyte dużą nutą humoru, to ta powieść jest dla Was idealna. Ja spędziłam przy niej świetnie czas i czekam na kolejną część, by śledzić dalsze szalone przygody Poldi i jestem pewna, że znów się nie zawiodę.

Polecam!



niedziela, 8 października 2017

Louise Jensen - Siostra

Dziś zapraszam na recenzje książki, nad którą długo rozmyślałam nie wiedząc za bardzo, jak ugryźć ten temat. Wydaje mi się, że w końcu jestem gotowa, więc nie przedłużając...

"Grace, zrobiłam coś strasznego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.

Grace nie potrafi się pogodzić ze śmiercią swojej najbliższej przyjaciółki Charlie. Nie może spać ani skupić się w pracy, a jej związek z Danem powoli się rozpada. Dręczą ją ostatnie słowa przyjaciółki.

Szukając wskazówki, znajduje stare pudełko należące do Charlie. Gdy je otwiera, staje się jasne, jak wielu rzeczy o niej nie wiedziała…

W jej życiu pojawia się Anna, która twierdzi, że jest siostrą Charlie. Grace czuje się tak, jakby odnalazła nową rodzinę. Wkrótce dziewczyna zadomawia się u Grace i jej chłopaka Dana.

Coś jednak zaczyna być nie w porządku. Z domu znikają przedmioty, Dan zachowuje się dziwnie, a Grace jest przekonana, że ktoś ją śledzi.

Czy to tylko złudzenia? Czy w miarę jak Grace zbliża się do odkrycia prawdy o Charlie i Annie, zaczyna grozić jej coraz większe niebezpieczeństwo?

Nie mogła nic zrobić, żeby uratować Charlie… Ale czy na pewno?"


Louise Jensen ma bardzo przeciętny styl, który niestety nie do końca mi się spodobał. Fabuła powieści "Siostry" w ogóle mnie nie wciągnęła.  Autorka za bardzo rozwodziła się w momentach, które można było opisać w kilku zwięzłych i ciekawych zdaniach. Czasami takie lanie wody wcale nie pomaga, a zniechęca czytelnika, i tak było w moim przypadku. Sam pomysł na tę książkę był obiecujący, niestety coś tutaj nie zagrało, przez co kompletnie nie odczuwałam radości z lektury. Zdarzenia mnie nie wciągnęły, a w niektórych momentach były mocno przerysowane, przez co nie potrafiłam podejść poważnie do tej książki. 



Bohaterka jest przedstawiona bardzo pobieżnie, ale to i tak jedne z "lepszych" fragmentów tej powieści, uwierzcie mi na słowo. Często bywa bardzo irytująca, oraz zachowuje się jak typowa blondynka z tych słabych kawałów opowiadanych przez starszych panów. Do tego cała jej rozpacz jest tak strasznie przerysowana, że aż nie chciało się czytać niektórych momentów. 


Wiem, że to bardzo krótka recenzja, ale ogólnie nie mam tutaj nic więcej do dodania. Ta książka jest słaba. Możliwe, że swoich fanów znajdzie, ale ja do nich stanowczo nie należę. Czy polecam? Ja nie, ale jeśli chcecie wyrobić sobie zdanie sami, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby ją przeczytać.

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Burda Książki


Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność. - Iwona Kienzler (Patronat Medialny)

Pałac Buckingham. To na balkonie tego pałacu świat ujrzał pierwszy raz księżną Walii, Dianę
Dzień, w którym zginęła księżna Diana to jeden z takich dni, które na długo pozostają w pamięci. Jeden z tych dni, kiedy chyba każdy z nas potrafi sobie przypomnieć, co robił. To była leniwa niedziela, którą spędzałam przed telewizorem, nadrabiając zaległości filmowe, nie wiedząc, co się dzieje na świecie. Dopiero wieczorem siostra uświadomiła mi, co się wydarzyło. Szok i niedowierzanie. W tym dniu cały świat wstrzymał oddech.....

„Kiedy oświadczał się jej brytyjski następca tronu, zrobił to w ogrodzie swojej wieloletniej kochanki. Czuję się jak owca prowadzona na rzeź i wiem, że nic nie mogę zrobić. To wesele to najgorszy dzień w moim życiu. Gdybym to ja mogła decydować – chciałabym, żeby zabrał swoją kobietę i zniknął z mojego życia – zwierzała się jeszcze przed ślubem, na który czekał cały świat. Stała się prawdziwą inspiracją i natchnieniem dla setek milionów ludzi, ale w życiu prywatnym przez kolejnych piętnaście lat żyła w cieniu innej kobiety, którą w poczuciu rozpaczliwej bezradności nazwała rottweilerem. Jej tragiczna, tajemnicza śmierć, kiedy w końcu odnalazła miłość u boku innego mężczyzny, do dziś budzi olbrzymie kontrowersje. Zazdroszcząc Dianie przepychu królewskiego dworu, warto pamiętać jak bardzo trudno o szczęście w blasku fleszy. Ta pasjonująca biografia, pierwsza pisana z polskiej perspektywy, to swoisty hołd złożony tej wspaniałej kobiecie. Pozostanie w sercach i naszej pamięci na zawsze.”

Iwona Kienzler jest autorką ponad osiemdziesięciu książek. Są to między innymi leksykony, słowniki, reportaże podróżnicze, artykuły dotyczące spraw gospodarczych, ale przede wszystkim historia, opisana z punktu widzenia kobiety i często od tak zwanej alkowy.

Przyszła na świat jako Diana Frances w hrabiowskiej rodzinie Spencerów. Odkąd wyszła za mąż za następcę brytyjskiego tronu księcia Karola, jej życie zmieniło się diametralnie i bardzo szybko okazało się, że wcale nie na dobre. Obwarowana „skostniałymi” zasadami dworskiej etykiety u boku męża, który od samego początku nie był jej wierny, wiodła życie dalekie od tego, o jakim marzyła. Cała ta sytuacja doprowadziła Dianę do rozchwiania emocjonalnego, kobieta cierpiała na bulimię, popadała w stany depresyjne i  autodestrukcyjne. Jednak w sytuacjach publicznych zawsze była uśmiechnięta i doskonale ubrana, z tego powodu szybko została obwołana ikoną mody. Kochana przez wszystkich za dobro, jakie potrafiła okazywać najzwyklejszym ludziom, nie była obojętna na krzywdę słabszych, angażowała się we wszelkie akcje charytatywne i dobroczynne. Kochała swoje dzieci i starała się je wychować na normalnych chłopców pomimo tego, że królowa niejednokrotnie nieprzychylnie patrzała na sposób, w jaki Diana traktuje synów i na swobodę jaką starała się im zapewnić.
Niewierność męża i poczucie odrzucenia pchała ją w ramiona innych mężczyzn. Diana uwikłała się w kilka romansów, jej małżeństwa z Karolem nie dało się już uratować i chyba nie było nawet sensu. Pomimo grożącego skandalu doszło do rozwodu. Po rozwodzie Diana poświęciła się działalności dobroczynnej, między innymi brała udział w kampaniach przeciwko minom stosowanym przez różne armie na całym świecie. Spotykała się z chorymi na Aids, pomagała zbierać pieniądze na badania diagnozujące raka piersi.
Jej życie osobiste, a co za tym idzie, nowi partnerzy, nadal wzbudzało spore zainteresowanie. Ostatnim z jej partnerów był Dodi Al-Fayed, syn egipskiego biznesmena Mohameda Al-Fayeda, ówczesnego właściciela londyńskiego Harrodsa. To właśnie z nim Diana odbyła swoją ostatnią podróż. Samochód, którym jechali, uległ wypadkowi w jednym z paryskich tuneli, obydwoje zginęli. Do dzisiaj śmierć Diany i okoliczności wypadku budzą wiele kontrowersji.

Książka Iwony Kienzler to pierwsza polska biografia Diany. Autorka  poświęciła w niej sporo uwagi również rodzinie królewskiej, w niektórych momentach moim zdaniem aż za dużo.
Iwona Kenzler znana jest z tego, że w swoich książkach i publikacjach przedstawia fakty dotyczące znanych osób i wydarzeń od tak zwanej alkowy, i tym razem nie było inaczej. Możecie liczyć na kilka pikantnych smaczków :) Życie Diany przedstawiła dosyć obiektywnie, nie pomijając i tych faktów, które nie przysparzają chluby „królowej ludzkich serc”. 

 Szczerze mówiąc nigdy specjalnie nie interesowałam się Dianą, ani za jej życia, ani po śmierci. Książka ta przybliżyła mi trochę tę postać i kilka istotnych faktów z jej życia. „Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność” to książka przede wszystkim dla fanów księżnej, ale również dla miłośników biografii. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona. 

sobota, 7 października 2017

Tysiąc odłamków ciebie - Claudia Gray

„Tysiąc odłamków ciebie” Claudii Gray to powieść, która oczarowała mnie swoją tajemniczą okładką. Nawet nie czytałam opisu, po prostu wzięłam ją w ciemno, mając nadzieję, że i wnętrze mnie zauroczy. Czy miałam rację? Czy to książka, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie? O tym dowiecie się, czytając moją recenzję.

„Tysiąc istnień
Tysiąc możliwości
Jedno przeznaczenie”

Marguerite Caine to córka wybitnych fizyków. Jej matka wynalazła zdumiewające urządzenie, które umożliwiało przeskakiwanie do innych rzeczywistości i „wcielanie się w inne wersje swojej osoby”. Gdy jej ojciec został zamordowany, wszystkie poszlaki wskazywały, że dokonał tego jeden z jego młodych asystentów – Paul Markov. Jednak nim dopadła go sprawiedliwość, chłopak wykorzystał Firebirda i przeskoczył do innego wymiaru, by uniknąć kary. Tylko że Marguerite i Theo, drugi asystent jej ojca postanowili nie dopuścić, by chłopaka ominęła kara i ruszyli za nim w pościg, skacząc za nim pomiędzy różnymi światami i kompletnie rożnymi wersjami siebie. Czy dopadną Paula? Czy unikną niebezpieczeństw? Co okaże się prawdą, a co fałszem? Przekonajcie się sami.

„Zabij Paula Markova.”

„Claudia Gray to pseudonim mieszkającej w Nowym Orleanie pisarki Amy Vincent, autorki bestsellerowej serii Wieczna noc. Amy Vincent pracowała jako prawniczka, dziennikarka, DJ i wyjątkowo niezdarna kelnerka. Za jej fascynację tajemniczymi i niewyjaśnionymi zjawiskami odpowiada najprawdopodobniej książka Mysteries of the Unexplained, należąca do jej dziadków.”

Twórczość Claugii Gray do tej pory była mi obca, więc naprawdę książkę brałam zupełnie w ciemno. Jednak i tym razem moja intuicja mnie nie zawiodła, bo dostałam bardzo fajną powieść sci- fi, przy której spędziłam świetnie czas. „Tysiąc odłamków ciebie” to książka, która w szczególności przeznaczona jest dla młodzieży, ale jako że w moim „starym” ciele młody duch, to bawiłam się przy niej przednio.

Historia wciągnęła mnie już od pierwszej strony, a to za sprawą tego, że autorka przeniosła mnie do świata, w którym podróżowanie między wymiarami stało się możliwe. Każdy z wymiarów jest inny, owiany tajemnicą i czyhającym niebezpieczeństwem. Razem z bohaterami przenosimy się do zaawansowanego technologicznie Londynu, do Rosji za czasów cara oraz do świata, w którym niektóe osoby mieszkają pod wodą. Marguerite w każdym z tych światów musi odnaleźć się na nowo, poznać nową rodzinę, ale także dowiaduje się wielu nowych rzeczy o sobie i o osobach, które są bliskie jej sercu. Szkoda tylko, że autorka tym wymiarom poświęciła mało uwagi, mogła tutaj bardziej popuścić wodze fantazji, wyszłoby to książce zdecydowanie na plus. Na całe szczęście jest to tylko drobiazg, który w ogóle nie ma wpływu na moją ocenę tej powieści. 

Oczywiście w książce pojawił się także wątek miłosny, który został bardzo fajnie poprowadzony, niestety nie mogę napisać Wam kto z kim i jak, bo popsułabym Wam całą radość z czytania. Musicie uwierzyć mi na słowo, że to wątek bardzo ciekawy i intrygujący i w sumie do samego końca nie wiadomo jak się potoczy. 

W książce znajdziemy także ciekawą zagadkę kryminalną, która w połączeniu z romansem i podróżami między wymiarami tworzy świetną całość. Niektórzy w swoich recenzjach piszą, że domyślali się, że to wszystko tak się potoczy, ale dla mnie jej rozwiązanie okazało się zaskoczeniem.

Autorka uświadamia także nam czytelnikom, że szybki postęp technologiczny nie zawsze musi być pozytywny, czasami może przynieść niewyobrażalne niebezpieczeństwo, które może zagrozić całemu światu.

„Każdą wynalezioną technologię ludzkość zaczyna zwracać przeciwko sobie, to tylko kwestia czasu.” 

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze, bo choć prawie cała uwaga skupia się na Marguerite, to reszta ważnych bohaterów nie została potraktowana po macoszemu. Zawsze zwracam na to uwagę, bo to właśnie bohaterowie są najważniejsi w każdej historii.

„Tysiąc odłamków ciebie” to powieść, która na pewno przypadnie do gustu młodzieży zaczytującej się w książkach sci-fi, ale jestem także przekonana, że i starsi czytelnicy spędzą przy niej miło czas, sama jestem tego najlepszym przykładem. To wciągająca opowieść, w której znajdziecie gorący romans, podróże między wymiarami, niezapomnianą przygodę i mnóstwo tajemnic, które jak najszybciej chce się odkryć. Mnie ta historia niesamowicie zaciekawiła i cieszę się, że mam drugą część, którą właśnie zaczęłam czytać.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

piątek, 6 października 2017

Najlepsza książka 2017

Kochani, dziś mamy dla Was post, w którym wypowiedziały się inne blogerki... cudowne blogerki. Każda z nich napisała o książce, która jej zdaniem okazała się najlepsza w 2017 roku. Zapraszamy!

Dirty Duet – Laurelin Paige
Długo zastanawiałam się nad wyborem najlepszej książki, jaka wyszła w tym roku. Chodził mi po głowie „Tycoon” od Katy
Evans, a także „Racer”, który dopiero wyjdzie, ale mogę w ciemno postawić, że będzie to świetna książka. Końcem końców wybrałam Laurelin Paige oraz jej najnowszą dwutomową serię „Dirty Duet” składającą się z „Dirty Filthy Rich Men” oraz „Dirty Filthy Rich Love”.
Historia Donovana Kincaida oraz Sabriny Lind, którzy spotykają się ponownie kilka lat później jest oklepanym schematem w literaturze. Jednak wplecenie w to fikcyjnego małżeństwa, które ma być zyskiem dla całego biznessu trzeciego z bohaterów – Westona oraz zrobienie z Sabriny pracownicy firmy Kincaid-King dodaje ogromnego pazura całej serii. Myślałam, że „Pierwszy dotyk” był książką powalającą, ale tutaj Paige przeszła samą siebie i pokazała, że potrafi pisać agresywnie z nutką subtelności, przy czym ta agresja nie irytuje, ani nie zniechęca.
„Dirty Duet” to seria, która zdecydowanie zasługuje na miano najlepszej książki 2017 roku, przynajmniej w kategorii obcojęzycznej, gdyż u nas w Polsce jeszcze nic o niej nie wiadomo. Z całego serca Wam ją polecam. Wkroczcie w świat biznesu, przyjaźni, która zmienia się w głębsze uczucie oraz tajemnic, które potrafią zniszczyć wszystko, co zostało wcześniej zbudowane.
Emilia z Po drugiej stronie okładki





Po cichu przypuszczam, że pozostali twórcy tego wpisu polecą nowości, książki wydane w ostatnich miesiącach, no maksymalnie rok temu. Ale kto powiedział, że musi tak być? Nie musi! Na księgarskich i bibliotecznych regałach, pod warstwą kurzu, też możemy odnaleźć perełki. I właśnie taką, nieco zapomnianą już perełkę, chciałabym Wam polecić.
Mili Państwo, tego roku jedną z książek, które bezapelacyjnie podbiły moje serce, była "Samotność bogów" Doroty Terakowskiej.
Głównym bohaterem powieści jest Jon - chłopiec, mieszkający w małej wiosce na skraju lasu. To właśnie tu żyje ostatni pogański szaman, strażnik starego porządku, a w ciemnym lesie za rzeką stoi pomnik Światowida, pod którym kiedyś składano ofiary. Dziś jednak nikt już o to nie dba - kapłani nowej religii ochoczo ukazują prostym ludziom łaskę Boga Dobroci, nakazują tępić "bałwany" i zapomnieć o przeszłości. Właściwie prawie się to udaje. Prawie, bo okazuje się, że jest ktoś, kto pamięta...
Pewniej wiosny mały Jon gdzieś w głębi serca słyszy tajemniczy przekaz. Choć nie jest w stanie go zrozumieć, wie, co to znaczy - oto skryty w lesie bóg wzywa go do siebie. A takiego wezwania nie można zignorować. Od tej chwili chłopiec zostaje Jonem W Drodze, a droga ta - wyboista i kręta - wiedzie wprost do Światowida. Bóstwo poprowadzi dorastającego bohatera przez czasy i wymiary, próbując przekonać do wypełnienia pewnej misji. Czy Jon w porę zrozumie przekaz? Czy wykona zadanie? I kim tak naprawdę stanie się dla starego Światowida?
"Samotność bogów" to współczesna filozoficzna baśń o drodze, odwadze i trudnych wyborach, ale także o wypieraniu starego przez nowe i nieuniknionej śmierci. No i, jak podpowiada nam tytuł, właśnie o samotności. Bo nieważne, czy człowiek, czy bóg - nikt z nas nie chce być sam. Szczególnie, gdy wie, że jego czas się kończy.
Szczerze polecam.
Kasia
https://herbaciane-mysli.blogspot.com/
Mail: blog.herbacianemysli@gmail.com



W tym roku przeczytałam sporo ciekawych książek, które w mniejszym lub większym stopniu skradły moje serce. Jestem pewna, że do końca roku znajdzie się jeszcze kilka tego typu. Jednak, jeśli już muszę wybrać jedną z nich, zdecydowanie stawiam na „Aced. Uwikłani” K. Bromberg. Ta książka to dla mnie 

po prostu tegoroczna petarda. Długo przeze mnie wyczekiwana kontynuacja serii Driven. Serii, po którą rok temu sięgnęłam właściwie przypadkiem, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo skradnie moje serce. „Aced” jest najbardziej dojrzałą powieścią z całej serii. Zarówno pod względem językowym, stylistycznym, jak i tematyki, którą porusza. To już nie jest historia wyłącznie o szaleńczym pożądaniu i rodzącym się wbrew woli Rylee i Coltona uczuciu. To opowieść o dojrzałej miłości, opartej na zaufaniu, wzajemnym wsparciu, pracy nad sobą, walce ze słabościami i własnymi demonami z przeszłości. To wejście na wyższy poziom. Inne problemy, dużo poważniejsze, z którymi trzeba się zmierzyć i uporać, by móc spokojnie żyć. Kristy Bromberg pokazała przemianę nieco zagubionego i przerażonego Coltona, człowieka z wielkim bagażem doświadczeń i trupami w szafie, w odpowiedzialnego, walczącego niczym lew o swoich bliskich, dojrzałego mężczyznę. Czułego, troskliwego i wytrwałego, walczącego o Rylee, miłość jego życia, bez względu na koszty i konsekwencje. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa całym sobą, płacząc i śmiejąc się wraz bohaterami. A po jej skończeniu pozostaje wielki książkowy kac…
Kasia Olchowy, redaktorka portalu Kulturantki.pl




Napisać o najlepszej książce nie jest wcale łatwo. Bardzo ciężko wybrać tę jedną, dlatego postanowiłam tego nie robić. Sylwia, nie uduś.
Najlepszą książką polskiego autora, a raczej autorki jest „Luonto”, Melissy Darwood. Wiem, wiem, o tej książce słyszeliście ode mnie tyle razy, że pewnie wam się to znudziło, ale nie mogę tego nie robić. „Luonto” to powieść niezwykła, z niestandardową fabułą, świetnymi bohaterami, z TAKIM twistem w momencie, w którym czytelnik się tego nie spodziewa, że nie można odłożyć tej książki. Melissa Darwood nie bawiła się w pół środku, uderzyła w czytelnika olbrzymim ładunkiem emocji, kierując apel do ludzi, nie osładzając tej brutalnej prawdy, której nie chcemy sobie uzmysłowić. Ta historia nie ma szansy na szczęśliwe zakończenie…
Pora na zagraniczną perełkę, najlepszą z najlepszych… Chyba nikogo nie zdziwi, że powiem, że najlepszą książką jest
„Consolation” Corinne Michaels, a raczej seria „Consolation duet”. Te książki są cudowne, pisząc tę notkę mam kaca książkowego po przeczytaniu ich. Historia Natalie i Liama jest bolesna, trudna, ale i piękna. „Consolation” to romans w najlepszym wydaniu. Autorka stworzyła cudownych bohaterów, Natalie to kobieta z krwi i kości, wie, czego chce, jest silna i nie chce polegać na mężczyźnie. Liam to taki mężczyzna, którego każda kobieta chciałaby mieć w swoim życiu – lojalny przyjaciel, wierny partner a do tego wszystko połączone w miłą dla oka całość. „Consolation duet” to książki, które pokochałam i jestem pewna, że czytelniczki bloga Kobiece recenzje również je pokochają.
Ewelina Nawara
www.myfairybookworld.blogspot.com




Najlepsza książka moim zdaniem w tym roku to „Grzech pierworodny” Anny Szafrańskiej. Jest to opowieść o trudnej miłości, która zdaniem rodziców i rodzeństwa nie powinna się
przydarzyć. Choć Nel próbowała odepchnąć od siebie ukochanego to tylko doprowadziło do tragedii, która mogła się wydarzyć a nie powinna mieć miejsca. I właśnie w tym momencie młodzi uświadamiają sobie darzące w nich uczucia i postanawiają głośno wypowiedzieć słowa kocham cię. Miłość nas ulecza, lecz plotka może nas zranić a zwłaszcza tak niedoświadczoną Nel, ale pamiętajmy, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w najgorszych momentach naszego życia. Tajemnice skrywane przez zwaśnione rodziny wychodzą na jaw a dziewczyna będzie zmuszona dokonać wyboru między ukochanym a rodziną. Autorka kolejny raz zafundowała nam fenomenalną książkę, która rozpala, wzrusza i porusza nawet te najtwardsze serca. Porusza trudne tematy o miłości zakazanej, mafii i tajemnicy, która dotyczy dwóch zwaśnionych rodzin. To właśnie dzięki tym, co zawiera w sobie ta książka jest tak pociągająca, elelktyzująca i ma w sobie coś takiego, dzięki czemu nie można jej odłożyć aż przeczytasz ostatnią stronę. Serdecznie polecam.
Beata Matuszewska
www. recenzje-beaty.blogspot.com




Według mnie najlepszą książką 2017 roku jest "Jutro będziemy szczęśliwi" Anny Dąbrowskiej. Historia Zuzy i Adama wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji. Z jednej strony rozumiałam decyzję
Adama, który zataił przed ukochaną prawdę i urwał kontakt, z drugiej strony byłam zła, że nie walczy o swoją miłość. A Zuza ? Chcąc odciąć się od przeszłości, postanawia wyjechać z miasta. Czy coś lub ktoś przekona ją do  zmiany decyzji ? Ja z każdą przeczytaną stroną tej historii byłam urzeczona warsztatem literackim autorki, która potrafiła tak interesująco opowiadać, że nawet  nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca tej historii. Były momenty, że śmiałam się, ale także momenty, gdy płakałam, przeżywając perypetie bohaterów.
Róża Em
http://www.lawendowa-kraina.eu




Do jednej z najpiękniejszych i jednocześnie najlepszych historii, jakie udało mi się już przeczytać w tym roku zaliczam książkę
Nataszy Sochy Apteka marzeń. Z tego miejsca chciałabym ją Wam polecić z czystym sumieniem i z całego serca. Ta historia prócz tego, iż wydarzyła się naprawdę, to także jest niesamowita, nieprzewidywalna, wyjątkowa, przejmująca i wywołująca dreszcze. Porusza najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy. Wywołuje całą paletę różnorodnych emocji. Wzrusza. Pobudza do stworzenia osobistej i indywidualnej refleksji. Czytałam i płakałam... Jak nigdy.
To historia o dwóch dziewczynkach, które zmagają się z rakiem. To historia o walce o życie, które jest tak bardzo kruche i ulotne. To także historia o ogromnej miłości matki do córki, o poświęceniu, chęci niesienia pomocy innym. Tej historii nie da się czytać obojętnie. W moim subiektywnym odczuciu, ta historia angażuje, absorbuje, frapuje czytelnika już od pierwszych stron. Zagłębiając się w treść tej publikacji przeżywamy i analizujemy wszystko to co znajduje się na kartach tej historii. Na domiar tego Apteka marzeń posiada w sobie piękne i jednocześnie bardzo ważne przesłanie. BĄDŹMY DAWCAMI. Ta powieść jest naprawdę niesamowicie wyjątkowa, mądra i wartościowa. Otwiera oczy na wiele istotnych i priorytetowych spraw, o których z reguły nie myślimy. Na domiar tego Apteka marzeń odsłania przed czytelnikiem ogromną wartość ludzkiego życia. Zabiegani zapominamy o tym co najważniejsze... Bowiem człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą... Natasza Socha, Apteka marzeń, s. 71.
Muszę jeszcze nadmienić, iż już od pierwszych stron widać, iż Natasza Socha włożyła w tę historię całe swoje serce. Ponadto, łatwo można zaobserwować, iż Autorka dokonała rzetelnego research'u. Wszystko jest napisane przekonywająco, z niebywałą dokładnością, jednocześnie z ogromną naturalnością, autentycznością i lekkością.
Polecam z całego serca. Tę historię trzeba poznać, poczuć i przeanalizować. Coś pięknego.
Hanna Smarzewska
www.nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com




Książka numer 1 w tym roku to dla mnie „W rytmie passady” Anny Dabrowskiej. Dlaczego? Ta książka totalnie mnie zaskoczyła
i zauroczyła. Pozornie banalna historia dwojga młodych ludzi, których połączył taniec, stała się emocjonalnym rollercoasterem.  To historia o dorastaniu. O walce z przewrotnym i złośliwym losem, walce o każdy dzień, o każdy oddech, o uśmiech i zaufanie. To historia o tolerancji i wybaczaniu... To „wieloelementowe puzzle”, które podczas czytania chcemy jak najszybciej ułożyć, by zobaczyć jak wygląda w całości „namalowany” przez autorkę obraz. Tak wielobarwny, kolorowy ale nie pozbawiony szarości, bieli i czerni ... 
Książka ta spowodowała, że moje myśli, emocje i oczekiwania rozpadły się jak lustro na miliony maleńkich kawałeczków, zostawiając mnie z pustką...tą wszechogarniającą pustką, której nic nie jest w stanie wypełnić. Autorka „wytatuowała moją duszę emocjami” i sprawiła, że za każdym razem kiedy spojrzę na półkę i zobaczę jej książkę, będę pamiętać jak wiele zostało mi ofiarowane …
Joanna Wolf – NIEnaczytana
https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com





Magdalena Pioruńska - Twierdza Kimerydu

Dzisiaj muszę Was zapoznać z książką, która musi się znaleźć na półce u każdego fana fantastyki. Tak, wiem, powinnam Wam dozować, stworzyć powoli napięcie, ale... Walić to! Zapoznam Was z powieścią polskiej autorki, która kupiła mnie całą sobą, która zostawiła mnie z poczuciem jeszcze większego czytelniczego "łaknienia". Książka, która nie tylko ma super fabułę, ale przepiękną grafikę na okładce, a całość jest wydana naprawdę świetnie.
Zapraszam Was do "Twierdzy Kimerydu", która mieści się w Afryce i jest przepiękna (oczywiście w moich wyobrażeniach, możliwe, że w waszych też taka będzie) oraz bardzo malownicza. Gdzie spotyka się tak wiele kultur, że nie wiadomo za czym się rozglądać! 

"Czasem badania genetyczne są przyczyną katastrofy, a nie przełomu.


Gdy w Mieście Krokodyli dochodzi do krwawego stłumienia pokojowej konferencji asymilacyjnej, nikt jeszcze nie podejrzewa, do czego doprowadzi konflikt między Miastem Krokodyli a Twierdzą Kimerydu. Organizatorce konferencji, Annie Guiteerez, antropolog z Uniwersytetu Krokodyli, udaje się zbiec z samego centrum zamieszek i uratowana przez strażnika wąwozu Tyrsa Mollinę, pół człowieka, pół raptora, trafia do rezydencji burmistrza Twierdzy – Teobalda. W obliczu niedawnej rzezi i wiszącej w powietrzu rewolucji nawet zatajenie prawdziwego powodu przybycia pani profesor do Twierdzy Kimerydu wydaje się nieistotnym szczegółem. Na jaw wychodzą bowiem znacznie bardziej przerażające fakty, sprawiające, że żadne z miast Afryki Południowo-Wschodniej nie może dłużej pozostać obojętne wobec krzywdzących wpływów Europy i hegemonii cesarza Brytanika. Usilna chęć przypodobania się Cesarstwu Europy nagle gaśnie zastąpiona determinacją i pragnieniem odzyskania autonomii kraju Złocistych Piasków."






Magdalena Pioruńska, ma talent. Ma talent do tworzenia chwytliwej, różnorodnej fabuły. Ma też bardzo dużą wyobraźnie, przez co połączenie tych dwóch ważnych dla siebie czynników, które moim zdaniem są nieodłącznym elementem każdej dobrej powieści, zrodziło bardzo dobrze napisaną powieść fantasy, osadzoną w niedalekiej przyszłości. Styl był młodzieżowy, autorka zachwycała barwnymi opisami, ale również bardzo dobrze przekazywała czytelnikowi emocje. Do tego to bardzo oryginalna powieść, której tematyki, raczej nie znajdziecie na rynku wydawniczym. Gdy czytałam "Twierdzę Kimerydu" miałam wrażenie, że stoję za plecami bohatera i jestem z nim, przeżywam to wszystko z nim, a nie gdzieś obok. (Mam nadzieje, że rozumiecie doskonale ten stan :D ). Bardzo muszę pochwalić autorkę za to jak świetnie odmalowała swoim piórem świat otaczający Twierdze Kimerydu. Otóż powieść dzieje się w Afryce, ale jest to zupełnie inna Afryka, którą my znamy, gdzieś tam też majaczy Europa, która jest przemianowana jako "Cesarstwo" i Ameryka, którą nadal osiedlają rdzenni mieszkańcy Ameryki - Indianie. Europa była najbardziej tutaj zarysowana i w sumie najwięcej się o niej dowiedzieliśmy. Jednak chciałabym dowiedzieć się jeszcze więcej o tym dlaczego tak, a nie inaczej się stało.

Uwielbiam mówić o bohaterach - więc nie mogłam o nich nie wspomnieć! Bohaterów których poczynania obserwujemy, to trzej przyjaciele Tyrs, Tycjan i Tuliusz. Ja zwykłam na nich mówić podczas czytania powieści "potrójne T". Każdy z tych bohaterów był inny, każdy wyróżniał się czymś innym i każdy miał bardzo dobry rys psychologiczny. Uwielbiam mocne kontrasty w powieściach i tutaj to trafiłam. Mamy Tyrsa, który wiele musiał przeżyć, aby znaleźć się tu gdzie jest. Charyzmatycznego, z instynktem przywódcy, zabawnego, ale i trzeźwo myślącego - idealny samiec Alfa, ale mamy też takiego Tuliusza, który nie dość, że różni się fizycznie to jest oczytany i ma pewien rodzaj takiej miękkości, której raczej się nie daje bohaterom płci męskiej (nie wiem zupełnie dlaczego, przecież faceci to nie tylko mięśnie i podły charakterek). Mamy też Tycjana, który jest takim wypośrodkowaniem pomiędzy poprzednimi bohaterami o których Wam powiedziałam. Mamy też bardzo dobrze opisanych bohaterów drugoplanowych takich jak Aneta, Terra, Teobald. To jedne z osób, które zyskały moją sympatię i czekam na ich dalsze losy w kolejnej części.

Podsumowując moje wywody, jest to idealna pozycja pełna trzymającego w napięciu fantasy, ale i historii o sile przyjaźni i walce o przetrwanie. Przepiękna historia, która chwyciła mnie za serce, ale też dopieściła pragnienie poznania dobrego fantasy. POLECAM!

Dziękuję za przeczytanie Autorce, oraz za piękne grafiki! Wyczekuje na kolejną część i mam nadzieje, że długo nie będziemy czekać :)