reklama

niedziela, 31 lipca 2016

"Nie dzwoń do mnie" - Alice Clayton

Chyba każdy pamięta Caroline i Simona, bohaterów, którzy zapoczątkowali cykl wciągających powieści pt. „Coctail”. „Nie dzwoń do mnie” to książka, która dopełnia perypetie wszystkich przyjaciół, a smaczku dodaje fakt, że to nasza ulubiona dwójka kolejny raz jest w centrum uwagi. Jesteście gotowi, by poznać dalsze losy bohaterów tego wciągającego cyklu? Zapraszam na recenzję.

Caroline i Simon cały czas tworzą udany i szczęśliwy związek. Jednak życie pędzi do przodu, a ich wspólni przyjaciele stają na ślubnym kobiercu, wyruszają w podróż poślubną oraz oczekują narodzin dziecka. Czy Caroline i Simon podążą śladami przyjaciół? Czy oboje dorośli do tak poważnej decyzji jaką jest ślub? Jeżeli jesteście ciekawi wyborów jakich dokonają bohaterowie, to bezapelacyjnie musicie przeczytać „Nie dzwoń do mnie”.

„Nie dzwoń do mnie” to krótka książka, która w szczególności dotyczy dalszych losów Caroline i Simona, czyli moich ulubieńców. Myślę, że Waszych też, no bo jak nie kochać Wallbanger'a? Chyba się nie da. ;) W tej opowieści znajdziemy wszystkich bohaterów, których poznaliśmy we wcześniejszych częściach, czyli... Chloe, Lucasa, Viv, Clarka, Sopię, Ryana, Mimi, Nelia i oczywiście Jillian oraz Benjamina. Każdy z tych bohaterów jest wspaniały na swój własny sposób i nie sposób ich nie lubić. Tym razem było tak samo jak zawsze, a paczka zwariowanych przyjaciół miejscami doprowadzała mnie do łez. Będzie wesoło, namiętnie, ale także dramatycznie. Z jakiego powodu, tego już Wam nie zdradzę, ale jestem przekonana, że każdy fan tej serii będzie zadowolony z tego co zaserwowała autorka naszym bohaterom.

„Patrzyłyśmy na naszych chłopaków. Poluzowane krawaty, zmierzwione włosy. Chryste, ależ oni byli przystojni!

- Idę zabrać męża do apartamentu dla nowożeńców w hotelu Palace – powiedziała rozmarzona Mimi, a w jej głosie było słychać nutkę lubieżności.

- A ja idę po Simona i zamierzam robić z nim różne rzeczy w limuzynie, która zawiezie nas z powrotem do Sausalito.

- No to ja idę po Neila i kilka kawałków ciasta, które będę jadła, gdy on... będzie jadł mnie.”

Alice Clayton każdą swoją książką potrafi niezmiernie zaciekawić czytelnika i tak oczywiście było także w przypadku „Nie dzwoń do mnie”. Książka ta, to 198 stron przy których na pewno nie będziecie się nudzić. Historia miłosna Caroline i Simona, to miłość w najczystszej postaci, pełna wzruszeń, radości oraz łez.

Musicie koniecznie przeczytać ten tom, by poznać dalsze losy swoich ulubieńców!

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.









Brian Staveley - Boski ogień

Boski ogień to druga część książki Briana Staveleya. Jeśli nie czytaliście recenzji pierwszej części, która była debiutem autora, to serdecznie zapraszam do zapoznania się z nią na naszym blogu :)

Po przeczytaniu pierwszej części książki tak mocno zapragnęłam kontynuacji, że niezwłocznie zabrałam się za część drugą, żądna wiedzy o dalszych losach Kadena, Adare i Valyna.



"Drugi tom "Kroniki Nieciosanego Tronu". Troje dzieci cesarza, trzy ścieżki do władzy. Ceną za zwycięstwo może być zagłada.

Adare ucieka z Pałacu Brzasku, aby stawić czoło spiskowi wymierzonemu w jej rodzinę. Gdy roznosi się wieść, że jest ulubienicą bogini-patronki cesarstwa Annuru, znajduje zwolenników, którzy pomagają jej zawładnąć stolicą. Groźba inwazji barbarzyńskich hord każe jednak rywalom zjednoczyć siły przeciwko wspólnemu wrogowi.

Nieuchronnie narasta też konflikt Adare z jej bratem Valynem, dezerterem z elitarnej cesarskiej jednostki wojskowej - Kettralu. Ich brat Kaden, prawowity dziedzic Nieciosanego Tronu, toczy własną walkę i przedostaje się do stolicy przy pomocy niezwykłych sojuszników."

Co mogę powiedzieć o drugiej części?
Autor trzyma nadal poziom! A nawet, moim zdaniem, wyżej podniósł poprzeczkę. Jeszcze nigdy tak dobrze nie czytało mi się książki fantasy. Bardzo szybko pochłaniałam stronę za stroną przez zakręconą, tajemnici pełną niedopowiedzeń fabułę.

Pamiętacie jak mówiłam, że nie zapałałam sympatią do Adare? Druga część utwierdziła mnie tylko w tym przekonaniu i obawiam się, że raczej już jej nie polubię. Żeby wyjaśnić Wam dlaczego tak się stało musiałabym porządnie zaspoilerować, a to mogłoby  zepsuć Wam całą zabawę.
Postać Kadena tym razem bardziej się rozkręca, chociaż nie za bardzo podobało mi się jego postępowanie w niektórych momentach, przez co pod nosem wyklinałam jego osobę.
Valyn w książce miał swoje wzloty i upadki, a za jedną rzecz go prawie znienawidziłam i wzruszyłam się jak głupia (Dać babie książkę fantasy! :))
Oczywiście pojawiło się dużo nowych postaci, a gdybym miała wyróżnić jedną z nich byłaby to Nira, której cięty język i komiczny wygląd staruszki był powalający.

Książka miała dużo humoru tak samo jak jej  pierwsza część, do tego usiana była wojskową strategią i polityką. Połączenie idealne! 
 Na moje nieszczęście autor przyjął taktykę "O widzę, że lubisz tę postać... *pyk*...zabita", przez co często musiałam odłożyć książkę chociaż na sekundkę i po prostu uspokoić swoje myśli.

Kończąc, polecę Wam i tę część z ręką na sercu. Jest to na prawdę świetne, godne uwagi fantasy, do którego jeszcze przez długie lata będę wracać i zaczytywać się z zachwytem od nowa i od nowa. 

Polecam!

Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Rebis i mam nadzieję, że trzecia część zostanie szybko u nas wydana :)

sobota, 30 lipca 2016

Kalejdoskop wspomnień - Gaja Kołodziej


Czy warto całe życie uciekać przed swoimi lękami, obawami, a nawet miłością? Czy warto tracić miesiące i lata z obawy przed odrzuceniem. Przecież przeznaczenie i tak nas odnajdzie, bo przed nim nigdzie się nie ukryjemy. Zapraszam na recenzję najnowszej powieści Gai Kołodziej „Kalejdoskop wspomnień”.

Aniela po kilku latach nieobecności wraca do Polski. Z lotniska miała ją odebrać mama, jednak nieszczęśliwy wypadek nie dopuszcza do tego spotkania. W czasie podróży do Warszawy mama Anieli odniosła śmiertelne obrażenia w wypadku samochodowym. W życiu dziewczyny było już dużo smutku, samotności i rozczarowań, a śmierć matki doprowadza ją na skraj wyczerpania psychicznego. Aniela nie wiedząc co zrobić udaje się do swojej „przyszywanej” ciotki i jej syna Adriana, z którym się wychowywała.

„Drżącą dłonią sięgnęłam do dzwonka do drzwi, wcześniej trzykrotnie spytawszy samą siebie, czy jestem na to gotowa. Odpowiedź za każdym razem była jednakowa – nie jestem.”

Czy zderzenie z przeszłością przed, którą tak mozolnie uciekała okaże się dobrym pomysłem? Czy dziewczyna wreszcie wyrzuci z siebie skrywane uczucia? Czy może śmierć matki pogrąży dziewczynę i Aniela kolejny raz ucieknie przed człowiekiem, który jest dla niej wszystkim? Odpowiedzi na wszystkie te pytanie znajdziecie w najnowszej powieści Gai Kołodziej.

Gaja Kołodziej jest powieściopisarką, psychologiem oraz tłumaczem. W 2013 roku założyła Instytut Sztuki Literackiej, którego celem jest promowanie czytelnictwa i wspieranie nowych talentów literackich. Oprócz pisania rozwija również inne pasje. Podróżuje po świecie, trenuje Taekwondo oraz Krav Mage, a także uczy się języka koreańskiego.

„Kalejdoskop wspomnień” zaczyna się bardzo smutnym akcentem – śmiercią matki głównej bohaterki. Ale to właśnie ta śmierć zmusza Anielę by zmierzyła się z przeszłością oraz uczuciem, przed którym uciekała pięć długich lat. Spotkanie z Adrianem nie będzie łatwe lecz tylko on będzie potrafił ukoić jej ból i smutek. Będzie jak słońce w pochmurny dzień, i dzięki niemu w tych trudnych chwilach Aniela będzie potrafiła się czasami uśmiechać. Jak potoczą się dalsze losy tej dwójki? Czy Aniela upora się z wszystkimi swoimi demonami? Czy zrozumie, że siła człowieka tkwi w jego odwadze? Tego musicie dowiedzieć się sami, a uwierzcie mi na słowo, że warto zagłębić się w tej opowieści.

W powieści tej narratorem jest Aniela i to jej oczami poznajemy jej przeszłość oraz teraźniejszość. Jak sam tytuł mówi książka ta to kalejdoskop wspomnień Anieli. Autorka zamieściła wiele retrospekcji z życia dziewczyny, dzięki którym krok po kroku zaznajamiamy się z uczuciem, którym zaczyna darzyć Adriana oraz poznajemy także wszystko to co wydarzyło się jej po wyjeździe do Wiednia. Jak dla mnie świetny pomysł, który przybliża czytelnikowi wszystkie wcześniejsze wydarzenia z życia młodej kobiety.

„Kalejdoskop wspomnień” to piękna, smutna oraz wzruszająca historia, która miejscami potrafi poruszyć do łez. Autorka we wspaniały sposób pokazuje nam, że nie warto zagłuszać głosu serca, że czasami lepiej postawić wszystko na jedną kartę, odważyć się na ten jeden krok, niż latami tęsknic za miłością swojego życia. Miłością, którą przez własny upór można kolejny raz utracić. Jednak najważniejsze to wreszcie przejrzeć na oczy i pójść ścieżką życia, na końcu, której odnajdziemy szczęście. Bo przecież po deszczu musi zaświecić słońce...

Świetni bohaterowie, świetna fabuła! To po prostu bardzo dobra książka!

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.










czwartek, 28 lipca 2016

Monika A. Oleksa- Samotność ma twoję imię



Co jakiś czas zdarza się taka książka, którą zarówno chce się skończyć jak i nie. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Tak właśnie było w przypadku „ Samotność ma twoje imięMoniki A. Oleksy.
Jak sam tytuł wskazuje jest to powieść, w której głównym wątkiem jest wspomniana wcześniej samotność. Samotność Ewy, dojrzałej kobiety, która w dalszym ciągu pała uczuciem do mężczyzny, który już dawno spisał ją na tzw. straty. Ewa zamiast miłości w sercu nosi samotność, która w pewien sposób blokuje jej życie uczuciowe do tego stopnia, iż 42 - letnia kobieta nie dopuszcza do siebie myśli by być  z kimkolwiek. Jedynym towarzyszem życia w jej lubelskim mieszkaniu jest kotka Tosia. Jej ukochana i wiekowa już babcia Hanna cały czas martwi się iż po jej odejściu Ewa ostanie całkiem sama. Co prawda w Anglii mieszka jej siostra Magda, jednak to wciąż daleko, a najlepsza przyjaciółka Dorota ma też swoją rodzinę oraz obowiązki, i nie zawsze jest w stanie rzucić wszystko by pomóc Ewie.

Jednak SAMOTNOŚĆ Ewy nie jest jedyną, którą przybliża nam autorka.

Małżeństwo Mateusza i Martyny przechodzi właśnie kryzys i oboje nie wiedzą jak poradzić sobie z nowym nieznanym im uczuciem, w końcu są ze sobą 17 lat! Siedemnaście długich, pełnych miłości, pasji i oddania lat. Mają dwójkę dzieci i tworzą naprawdę fajną rodzinę.

Janina po śmierci męża nie jest w stanie zaakceptować tego iż została (tak zgadliście J) sama, w dalszym ciągu czuje jego obecność w ich mieszkaniu i kurczowo trzyma się by tego nie stracić. Danuta i jej mąż niby są razem, a jednak oddzielnie. Kobiecie wciąż kochającej mężczyznę swojego życia, trudno się z tym pogodzić i zaakceptować fakt, na jaką próbę wystawia ich życie.

Akcja książki rozgrywa się w malowniczym Lublinie, mamy również wyjazdy do Dąbek, Kazimierza Dolnego a nawet do krajów Europejskich.

Ewa razem z Pawłem prowadzi szkołę tańca, gdzie uczą dzieciaki coraz mniej modnych tańców ludowych, przez co ich interes i pasja życiowa stoi pod znakiem zapytania. Z odsieczą przybywa Andrzej Pałka który lekko unowocześniając i wprowadzając niewielką dyscyplinę pomaga odżyć dziedzictwie, które zostało Ewie po zmarłej matce.

Jednakże wspólna praca przybliża Ewę do nielubianego z początku Andrzeja, wspólne wyjazdy, imprezy przybliżają ich od siebie, ale nie zamierzam zdradzać wam jak potoczą się losy tej „pary”. Powiem tylko, że za Ewą w pewnym momencie ugania się aż 3 facetów! I muszę szczerze przyznać że podczas lektury zastanawiałam się co jest grane (jestem od bohaterki o prawie połowę młodsza a 3 facetów za mną nie biega L J )

Uwielbiam książki które zmuszają mnie do swego rodzaju refleksji. Tak również miałam z „Samotność ma twoje imię” . Wiele razy podczas lektury musiałam choć na chwile odłożyć ją na bok i zastanowić się jak JA postąpiłabym w danej sytuacji. I powiem wam, że niekiedy ta chwila się przedłużała i to bardzo.

Szczerze mogę polecić powieść Moniki A. Oleksy każdej osobie, która od książki oczekuje czegoś więcej niż tylko pięknej okładki, przebrnięcia przez tekst i szybkiego zapomnienia bohaterów. Ja wiem, że tę książkę zapamiętam na długo, a tego szukam w pozycjach, z którymi spędzam czas.
Za możliwość przeczytania dziękuje wydawnictwu Zysk i S-ka

Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Data wydania: 30.09.2014r.

środa, 27 lipca 2016

Zanim zgasną gwiazdy - Martyna Senator (nasz patronat medialny)

Zapraszam na recenzję najnowszej powieści Martyny Senator "Zanim zgasną gwiazdy", którą nasz blog objął patronatem medialnym.

Wojtek budzi się w szpitalu. Nie pamięta niczego, ani nikogo. Dwadzieścia lat jego życia jest dla niego wielką czarną dziurą. Pamięta jedynie sen, który miał przed wybudzeniem. Mała dziewczynka wręczyła mu w nim klepsydrę i powiedziała, że musi uratować pewną dziewczynę nim piasek w klepsydrze się przesypie. Jeżeli nie zdąży, dziewczyna umrze. Wojtek nic z tego nie rozumie, a mała dziewczynka zaczyna pojawiać się w jego snach coraz częściej. Przyjaciele próbują przywrócić Wojtkowi pamięć, niestety przynosi to marne rezultaty. Życie Wojtka zaczyna robić się coraz dziwniejsze i coraz bardziej skomplikowane. Przedziwne sytuacje jakie mają miejsce, zostają uznane za halucynacje związane z urazem i zażywanymi lekami. Tylko czy to na pewno halucynacje? Czy może dziewczynka istnieje naprawdę? Wszystko zaczyna komplikować się bardziej, gdy chłopak poznaje Milenę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy to właśnie ją ma uratować? Wojtek zaczyna pomagać dziewczynie i budzą się w nim głębsze uczucia, niż tylko chęć pomocy. W pewnym momencie chłopak sobie wszystko przypomina... i zaczyna się zaciekły wyścig z czasem, gdzie stawką jest życie...

Jestem pod ogromnym wrażeniem najnowszej powieści Martyny Senator. Książka ta jest zachwycająca, zaskakująca i do samego końca trzyma w napięciu. Mam nadzieję, że autorka pokusi się o napisanie kolejnej powieści z wątkiem fantastycznym, gdyż idealnie odnalazła się w tym gatunku literackim. Wszystko jest dopracowane i zapięte na ostatni guzik, czyli tak jak powinno być. Uwielbiam, gdy autor potrafi mnie zaskoczyć i gdy kolejne kartki powieści czytam z otwartymi ustami, nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę. Tak właśnie było w przypadku "Zanim zgasną gwiazdy", a to chyba najlepsza rekomendacja, by sięgnąć właśnie po tę pozycję.

Nie mogę i nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły książki, gdyż jedno słowo za dużo i popsuję Wam całą przyjemność z czytania, a nie taki jest mój zamiar. Musicie sami na własnej skórze poczuć wszystkie zaskakujące zwroty akcji oraz napięcie, które cały czas będzie towarzyszyć dwójce głównych bohaterów.

Musicie uwierzyć mi na słowo, że autorka stworzyła niebanalną historię o sile miłości, o oddaniu oraz o poświęceniu względem drugiego człowieka. Martyna Senator w swej książce pokazuje nam czym tak naprawdę jest miłość, jaką ma siłę i, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko by ocalić osobę, która jest dla nas całym światem. Osobiście jestem zachwycona tą opowieścią, a bohaterów pokochałam całym sercem.

Autorka bardzo wyraziście nakreśliła bohaterów w swojej powieści, nie tylko tych głównych, ale także wiele uwagi poświęciła bohaterom drugoplanowym. Każda postać jest niezbędnym elementem całej układanki i wnosi wiele do fabuły książki.
Styl autorki jest bardzo lekki oraz przyjemny w odbiorze, przez co książkę czyta się zdecydowanie za szybko. Podczas czytania nie zdajemy sobie sprawy, że nieuchronnie zbliża się koniec. Osobiście wcale by się nie obraziła gdyby książka była bardziej obszerna i bym mogła jeszcze chwilę dłużej przebywać w świecie Wojtka oraz Mileny.

Martyna Senator to bardzo zdolna młoda autorka, która w każdej ze swych książek potwierdza swój niesamowity talent. Jestem przekonana, że historia Wojtka oraz Mileny, pochłonie Was bez reszty, a bohaterowie skradną Wasze serca. "Zanim zgasną gwiazdy" to powieść, która zapada w pamięci czytelnika, w mojej zostanie już na zawsze.

Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytani książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.






piątek, 22 lipca 2016

Małgorzata Rogala - Dobra matka

"Dobra matka" Małgorzaty Rogali to kolejny kryminał, który ostatnio trafił w moje ręce. W chwili gdy rozpakowałam paczkę, moja babcia spojrzała na okładkę oraz na nazwisko i stwierdziła: "O! Ta Pani na prawdę świetnie pisze". Po takiej rekomendacji babci moje wymagania do co tej powieści wzrosły o dobre kilka stopni. Dlatego szybko wzięłam się za lekturę, by sama wyrobić sobie o niej zdanie.

"Dobra matka" to drugi tom z cyklu "Agata Górska i Sławek Tomczyk", który został bardzo dobrze przyjęty przez czytelników.

Czy wiesz, co może się stać, gdy nie pilnujesz swojej prywatności?

Opis:

W Lesie Kabackim zostaje zastrzelona młoda kobieta, matka kilkuletniej dziewczynki. Niedługo po tym w podobnych okolicznościach ginie druga kobieta – także matka. Obie ofiary nieustannie dzieliły się prywatnością swoją i swoich dzieci. Tuż przed śmiercią każda z nich otrzymała tajemniczą wiadomość o treści „bądź dobrą matką”.

Policjanci Agata Górska i Sławek Tomczyk prowadzą skomplikowane i wielowątkowe śledztwo, podczas którego odkrywają wiele brudnych tajemnic sprzed lat. Poza schwytaniem seryjnego mordercy starsza aspirant Agata Górska będzie musiała zmierzyć się także ze swoją przeszłością…


Zacznijmy zatem od fabuły, która okazała się bardzo ciekawa, wciągająca, aczkolwiek po jakimś czasie dość przewidywalna. Mimo wszystko nie nudziłam się, a na małe niedociągnięcia przymykam oko, dlatego książkę czytało mi się z wielką przyjemnością.


Autorka ma bardzo dobry styl i nie można się do tego przyczepić. Temat przewodni fabuły tej powieści jest teraz bardzo na topie, gdyż chodzi o nasze dane prywatne, które zamieszczamy w sieci. Każdy bezmyślnie wrzuca do Internetu zdjęcia, informacje o sobie i swoich rodzinach, nie myśląc o tym jak poważne może nieść to za sobą konsekwencje.


Moim zdaniem połączenie tego tematu z tematem prostytucji i biurokracji był strzałem w dziesiątkę. To coś co przykuło moją uwagę, bo tak naprawdę mogło wydarzyć się w realnym życiu, a delikatnie zaznaczony wątek obyczajowy dodał temu wszystkiemu autentyczności.


Bohaterzy są bardzo różni, ale naprawdę dobrze wykreowani. Szczególnie, że z perspektywy każdego z nich mogliśmy przeczytać parę stron i stworzyć swój własny obraz sprawy, który zmieniał się i rozwijał z kartki na kartkę. Każdy szczegół był ważny, a najmniejsze drobiazgi potem okazywały się ważnym elementem całej układanki.


"Dobra matka" to godna uwagi pozycja dla fanów kryminałów, ale nie tylko. Dostarcza ona wielu emocji oraz niewiadomych, a dodatkowo chwilami może nawet rozbawić. Mam nadzieję, że na kolejną część nie przyjdzie nam długo czekać, bo autorka zakończyła w najgorszym dla mnie momencie i pozostawiła duże nienasycenie. Za to duży plus!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




środa, 20 lipca 2016

W objęciach nocy - Sandra Brown

„W objęciach nocy” Sandry Brown, to pierwszy tom Sagi rodziny Colemanów. Jako, że uwielbiam książki tej autorki, czym prędzej zabrałam się za czytanie tej powieści. Czy kolejny raz zostałam usatysfakcjonowana przez Sandrę Brown? Zapraszam na recenzję.

Dwudziestoletnia Lydia Bryant ucieka przed przeszłością, która dla niej była dramatem. Jest w ciąży, która jest wynikiem gwałtu. Kiedy sama w lesie zaczyna rodzić, chce umrzeć. Lecz to nie ona umiera, lecz jej nowo narodzone dziecko. Umierającą Lydię znajduje przez przypadek dwóch chłopców, zabierają ją do wozu, który razem z karawaną zmierza do Teksasu. Ich matka z zaangażowaniem opiekuje się dziewczyną, a gdy przy porodzie umiera Victoria Coleman, wpada na pomysł by to Lydia została mamką dla małego Lee. Ross Coleman będzie zafascynowany dziewczyną, lecz jego zachowanie względem niej będzie zupełnie inne. Będzie ją uważał za dziwkę i osobę niegodną by zajmować się jego dzieckiem. Co się stanie, gdy obudzi się w nim pożądanie…
Lydia i Ross skrywają mroczne tajemnice z przeszłości. Przeszłości, która niestety ich dopadnie. Jak się potoczą ich losy? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„W objęciach nocy” to książka całkiem inna niż te, do których przyzwyczaiła mnie autorka, można ją zaliczyć do gatunku romansów historycznych. Każdy, kto mnie, choć troszkę już zna, ten wie, że lubię czasami zatracić się w takiej właśnie literaturze.
Czy Sandra Brown spodobała mi się w takiej odsłonie? Zdecydowanie tak! Choć nie ukrywam, że początek lektury był dla mnie ciężki, akcja toczyła się zbyt wolno, ale im dalej, tym było lepiej, i po kilkudziesięciu stronach nie byłam wstanie oderwać się od książki.

Styl Sandry Brown cały czas jest lekki i przyjemny w odbiorze, wszystkie jej książki czyta się naprawdę bardzo szybko. W tej książce autorka pokazuje nam jak w odległych czasach postrzegane były kobiety. Kobieta niezamężna, spodziewająca się dziecka uważana była za panienkę lekkich obyczajów, tylko nieliczne grono osób dopuszczało do siebie myśl, że kobieta mogła zostać zhańbiona. Możemy tylko się cieszyć, że nie żyjemy w tamtych czasach.

„W objęciach nocy” to naprawdę bardzo fajna historia o trudnej miłości. Naszych bohaterów połączy ze sobą przypadek, a uczucia, które najpierw pojawią się między nimi, nie będą należeć do najmilszych. No, ale przecież wiemy jak cienka granica oddziela nienawiść od miłości, a w przypadku Lydii i Rossa, tak właśnie będzie, nienawiść zmieni się w płomienną i gorącą namiętność oraz miłość. Jednak droga do ich szczęścia nie będzie usłana różami, gdyż odnajdzie ich niechciana przeszłość…

Jeżeli jesteście fanami twórczości Sandry Brown, to ta powieść powinna znaleźć się na Waszej czytelniczej liście!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.



wtorek, 19 lipca 2016

Venla - J.K. Johansson (trzeci tom cyklu Miasteczko Palokaski)

Ostatni tom cyklu Miasteczko Polakaski pt. Venla w stu procentach spełnił moje oczekiwania. Chciałam by coś mnie zaskoczyło, chciałam się bać i do końca rozwiązywać z Mią zagadki zaginięć młodych dziewczyn z miasteczka. Otrzymałam wszystko to, czego oczekiwałam, a nawet więcej.

Nie mogłam doczekać się momentu, aż odkryję wszystkie tajemnice, które autorzy tak zwinnie zagmatwali w całym cyklu Miasteczko Polakaski. W tej części wszystkich niewiadomych jest tak dużo, że sama nie wiedziałam co wydarzy się za chwilę. Mia znajduje w bagażniku swojego psychiatry zwłoki kobiety, a zagadki zniknięcia Noory nadal nie udało się rozwikłać. Dziewczyna poszła na tajemnicze przyjęcie i nigdy z niego nie wróciła. Na dodatek młoda policjantka odkrywa w lesie kolejne ciało kobiety, która ma przy sobie charakterystyczny wisiorek z aniołkiem. Wszystko sprowadza się do przeszłości Mii, do detektywa który prowadził śledztwo zaginięcia jej siostry. Sprawy zapętlają się, gmatwają i mieszają nam w głowach, by w końcu doprowadzić do finału, który jest naprawdę zaskakujący. Co więcej... Mamy tu happy end, ale przyznam szczerze, że czegoś takiego się totalnie nie spodziewałam. 

Po przeczytaniu całego cyklu mogę śmiało stwierdzić, że nie żałuję czasu poświęconemu na lekturę. Z każdą częścią było coraz lepiej, wciągałam się bardziej i z niecierpliwością czekałam na to jak to wszystko się zakończy. Miałam też przeróżne przemyślenia na temat aktywności w sieci i oddziaływania mediów społecznościowych na młode osoby. Lubię kryminały, thrillery, a tutaj mamy naprawdę fajne połączenie tych gatunków. To co na początku wydawało mi się oczywiste, w późniejszych częściach stało się zupełnie inne. Przyznam szczerze, że cykl Miasteczko Palokaski to była dla mnie miła odskocznia od romansów i erotyków, których ostatnio czytam (i piszę) najwięcej. Element zaskoczenia, to coś co najbardziej lubię w powieściach każdego gatunku, bo najgorzej jest czytać i wiedzieć co wydarzy się za chwilę. Tutaj nie miałam takiego poczucia ani razu.

Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam całą serię Miasteczko Palokaski. Laura, Noora i Venla to świetna trylogia, która przypadnie do gustu czytelnikom lubującym się w literaturze z gatunku kryminał, thriller, a także fanom filmu i serialu Miasteczko Twin Peaks.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Mąż potrzebny na już - Małgorzata Falkowska (nasz patronat medialny - przedpremierowo)

Kolejny raz mam okazję recenzować książkę, którą nasz blog objął patronatem.  Rzecz warta jest zachodu, w końcu nie zawsze ma się okazję czytać o własnej imienniczce ;). I jak w związku z tym nie pokusić się o porównania i doszukiwania  podobnych cech charakteru lub wręcz zdarzeń, w których bohaterka bierze udział?
Szukałam i szukałam.... ale czy znalazłam? Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą ;)


"Lekka komedia z nutą romantyzmu, opowieść o sześciu przyjaciółkach z dzieciństwa, które mimo różnych zawodów i zainteresowań wspierają się w ważnych momentach życia. 28-letnie singielki, dzielące swoje sekrety od czasów podstawówki, kłócą się o wszystko, ale postanawiają kibicować Bernadecie w realizacji ambitnego planu. Coroczna zabawa w postanowienia noworoczne staje się dla niej początkiem trudnej drogi w poszukiwaniu męża. Jej perypetie ukazują, jak ciężko w XXI wieku znaleźć idealnego kandydata, mimo wielu możliwości, jakie daje nam świat. Bernadeta w każdym napotkanym mężczyźnie widzi przyszłego męża, ale kolejne związki przynoszą rozczarowania."

"Mąż potrzebny na już" to lekka  powieść komediowa, młodej debiutującej autorki Małgorzaty Falkowskiej. Właścicielki znakomitego poczucia humoru, wnikliwej obserwatorki ludzkich zachowań i otaczającej nas rzeczywistości.

Sześć przyjaciółek, sześć różnych charakterów i coroczna zabawa sylwestrowa w wymyślanie postanowień noworocznych. Jedna z dziewczyn, a zarazem główna bohaterka i narratorka powieści, za wyzwanie postawiła sobie, wyjście za mąż w nadchodzącym roku. I oto mamy gotowy scenariusz na zabawną komedię romantyczną o słodko- gorzkim "posmaku". W kraju w którym statystycznie na jednego mężczyznę przypada średnio więcej niż jedna kobieta, nie jest łatwo o odpowiedniego kandydata. Taka dysproporcja sprawia, że płeć żeńska musi wkładać wiele wysiłku w  znalezienie partnera, ale od początku wiadomo było, że lekko nie będzie. Poszukiwania potencjalnego pretendenta do miana męża przysparza wiele zabawnych sytuacji, a autorka nie omieszkała napisać z przekąsem o mężczyznach i wytknęła im kilka wad. Co wcale nie oznacza, że my kobiety zostałyśmy przez nią za bardzo gloryfikowane. Przykładem jest Zośka, brunetka o zachowaniu stereotypowej blondynki.
Jak to w życiu bywa, znowu potwierdza się stara prawda, że pod latarnią najciemniej. Bernadetta (Berka) posuwa się do najdziwniejszych sposobów na znalezienie faceta, a wystarczyło dobrze rozejrzeć się wokół siebie.
W dalszej części książki możemy obserwować perypetie przyszłych małżonków, związane z przygotowaniami do ślubu i wesela. I również tutaj mamy do czynienia z zabawnymi sytuacjami, ale niestety również z prozą życia i naszą polską szarą rzeczywistością.

Książkę można śmiało porównać do "Dziennika Bridget Jones" co biorąc pod uwagę triumfy jakie powieść ta święciła na świecie, można uznać za komplement. Autorka bardzo wyraziście nakreśliła swoich bohaterów i gwarantuję, że nie jedna z nas odnajdzie cząstkę siebie wśród zachowań i charakterów bohaterek książki. Styl autorki zasługuje na szczególną uwagę i pochwałę, co jak często podkreślam pisząc recenzję książek debiutujących autorów, nie jest rzeczą oczywistą.

Jestem przekonana, że jeszcze nieraz będziemy mieli okazję,
czytać powieści Małgorzaty Falkowskiej. Mam nadzieję, że pani Małgorzata nie skupi się tylko na pisaniu lekkich komedii podobnych do wyżej opisanej powieści, ale wykorzysta potencjał swego niewątpliwie dobrego stylu na spróbowanie sił w innych gatunkach literackich.
"Mąż potrzebny na już" to  w moim mniemaniu bardzo dobry debiut i oby takich więcej, czego sobie i Wam z całego serca życzę.
Polecam i gwarantuje, dobrą zabawę.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.


 

Misja Wywiad z Martą W. Staniszewską


Zapraszamy na Misję Wywiad z Martą W. Staniszewską :) Osobą, która według autorki zadała najciekawsze pytanie jest... Edyta Chmura. Edycie serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.


Iza Wyszomirska
1. W serii "Nigdy..." połączyła Pani elementy sensacji, romansu i literatury erotycznej. Który z nich sprawił Pani najwięcej trudności, a może kosztował więcej emocji?

Ogromnie lubię pisać sceny erotyczne, mam do nich masę serca i sprawiają mi one przyjemność :) Niestety najtrudniejsze nadal pozostają elementy sensacyjne. Myślę, że po pierwsze dlatego, że czytam wciąż za mało powieści sensacyjnych, a po drugie trzeba mieć do nich talent. Mój najwyraźniej pokierował się w inną stronę ;)

2. W serii "Nigdy..." podeszła Pani do tematu seksu i erotyki na luzie i bez zbędnego przerysowania, opisując sceny miłosne z wyczuciem, smakiem, a jednocześnie sprawiając, że są gorące i rozpalające zmysły. Czy trudno było Pani, zważywszy na to, że zewsząd atakuje nas nagość, wulgaryzm, brak jakichkolwiek zahamowań, oddać ten aspekt w taki a nie inny sposób?

Na początek dziękuję <3 Nie jest łatwo znaleźć balans pomiędzy porno, a erotyką. Nieraz żartuję, że książki erotyczne to takie porno dla kobiet, ale prawda jest taka, że to co piszę to wg mnie bardziej opowieść o fascynującej i gorącej miłości dorosłych i świadomych (najczęściej) swojej seksualności ludzi. Oczywiście w jednej książce sceny seksu są ostrzejsze, bo tego wymaga tło historii lub sytuacja, a w innej kochankowie będą wielbić swoje ciała bez jakichkolwiek wulgaryzmów - delikatnie i z podziwem. Taki rodzaj relacji starałam się narysować w najnowszej książce „I obiecuję ci miłość…”, która wchodzi na rynek jesienią.

Edyta Bat
 1. Literatura erotyczna, której element pojawia się w Pani książkach, może nieść ze sobą bardzo różny przekaz, np. moralizatorski, a czasami instruktażowy. Wszystko uzależnione jest od czytelnika i jego wyobraźni. Ale czy według Pani, jako autorki, wątki erotyczne w Pani książkach również można w jakiś sposób sklasyfikować?

Ciekawe pytanie. Nie staram się pisać instruktaży - sama niewiele wiem. Piszę to, co czuję i jak widzę relacje dwojga ludzi. Czy można ją traktować instruktażowo? Pewnie odrobinę tak. Szczególnie mężczyźni mogliby z tej literatury wyciągnąć coś dla siebie, gdyby tylko spróbowali. Opisuje ona, w wielu przypadkach, jak kobieta chciałaby być traktowana, co sprawia jej przyjemność, gdzie dotknąć, co powiedzieć. Według mnie mężczyźni są zbyt nieśmiali i powściągliwi w kontakcie ze swoimi kobietami. Wstydzą się swoich emocji i odruchów, czują za niestosowne mówienie kobiecie sprośnych słów do ucha. Szkoda. Może gdyby spróbowali przeczytać dobry erotyk, coś drgnęłoby we właściwym kierunku.

2. Ocena książki po okładce z pewnością nie jest najbardziej obiektywna, chociaż to właśnie ona ma ogromny wpływ na wybór danej powieści i powinna posiadać to „coś”. Okładki Pani książek z pewnością to „coś” posiadają, a jest nim ogromny magnetyzm. Dlatego chciałabym zapytać, czy to Pani jest ich autorką, a jeśli tak, to czym kierowała się Pani przy ich tworzeniu?

Na koncie mam dwie powieści i trzecią praktycznie w druku. We wszystkich tych przypadkach wydawnictwo poszło za moimi wskazówkami i wyborami i wspólnie tworzyliśmy okładki. Jednak to ja wybierałam zdjęcia na tło. Chciałam, aby okładka pokazywała dosadnie wnętrze książki. To jest erotyk i nie ma co udawać, że jest czymś więcej. Moją intencją było, aby czytelniczka sięgając po tę książkę wiedziała, czego się spodziewać. Właśnie dlatego „I obiecuję ci miłość…” ma zupełnie inną, delikatniejszą okładkę i - mam nadzieję - równie sugestywną.


Edyta Chmura
1. Czy zszokowała Pani swoje najbliższe otoczenie wydaniem powieści erotycznej? Czy to nasze pruderyjne społeczeństwo nie zaczęło na Panią podejrzliwie zerkać ;)?

Na początku tak. Ludzie patrzyli na mnie trochę jak na kosmitę. Na szczęście amerykańska literatura mocno już przetarła szlaki i teraz reakcje otoczenia to bardziej podziw, niż zdziwienie.

2. Mam wrażenie, że obecnie modne są podziały, tworzenie kategorii, zaszufladkowanie, np. dzielenie literatury na kobiecą i tą dla mężczyzn. Co Pani o tym sądzi? Do kogo kieruje Pani swoje książki?
Pozdrawiam!

Rzeczywiście podziały są modne, ale ja wspieram tę tendencję. Moje książki kieruję głównie dla kobiet. Jestem zwolenniczką „odcięcia” różnic pomiędzy kobietą i mężczyzną grubą kreską. Płeć to nie coś, co powinno się rozmywać i mieszać. Nie rozumiem mężczyzn w rurkach, dziwią mnie kobiety w męskich ubraniach i fryzurach. Nie znaczy to, że nie akceptuję, ale nie uważam tego za naturalne. Moim (oczywiście subiektywnym zdaniem) nie wszystko jest dla wszystkich, a tak zwane równouprawnienie to wymysł kogoś, kto nie lubi kobiet. Ja chcę być traktowana jak słabsza płeć, chcę by mi otwierano drzwi, ustępowano przejścia i podawano płaszcz! Ostatnio tendencje są jednak zgoła przeciwne.

Agnieszka Kosińska
1. Literatura erotyczna ostatnio "ma wzięcie". Pisząc książkę z tego gatunku wyszła Pani naprzeciw realizacji swoich marzeń, statystykom czytelnictwa, podszeptom bliskich czy był może zupełnie inny powód?

Pisać swoje książki rozpoczęłam po przeczytani trzydziestu czy czterdziestu innych erotyków. Któregoś dnia pomyślałam, że ja napisałabym to inaczej i samo się stało. Nie myślałam wtedy o wydawaniu książki, nie myślałam o statystykach. Pisanie w moim przypadku to zbieg okoliczności a nie wytwór zaplanowanej koncepcji.

2. Taki jeden moment w trakcie pisania tych książek, którego Pani nigdy nie zapomni?

Scena z windą w pierwszej części „Nigdy”. To dla mnie najważniejsza scena ze wszystkich książek, dlatego że została napisana jako pierwsza, i to wokół niej później powstała cała powieść. Wróciłam do domu i usiadłam do laptopa, a usta cieszyły mi się jak wariatowi. Słowa popłynęły i tak to się zaczęło.

Aneta Adamczuk
1.       Zapewne jest osoba, której nigdy się nie zapomni, kto to taki i skąd pomysł na historie książki?

To tajemnica, ale ta osoba przypadkiem (choć ona o tym nie wie) była kluczem, który otworzył we mnie zapadkę z talentem pisarskim ;) Pewnie nigdy się też niestety nie dowie o swoim udziale w moim sukcesie.

Joasia Rutkowska
 1. Skąd inspiracja ;-) na gatunek erotyczny ;-) Może zaczerpnięcie inspiracji z konkretnych książek?

Chyba tak, ogromny wpływ na moją twórczość wywarła seria Cross’a. Natomiast trzecia książka to już kawałek mnie, bez wpływów z zewnątrz.

2. Ulubiona książka to...? ;-)

Ostatnio? Ewangelia według Lokiego. Z erotycznych, dotychczas przeczytanych, najbardziej lubię „Żar nocy” Sylvi Day. Connor to facet, jakiego chciałabym zobaczyć w progu, po otwarciu drzwi ;) Ech, mam nadzieję, że mój mąż tego nie przeczyta, bo nie da mi spokoju :D

Sylwia Kostecka
1. Szczęście to ...?

Nie znam definicji, zapewne dla każdego jest czymś innym. To takie górnolotne stwierdzenie, ale chyba najważniejsze, aby odnajdować szczęście w małych rzeczach i przyjemnościach. Ja wciąż się tego uczę.

2. Wspomnienie z dzieciństwa, które pamięta Pani do dziś?

Mam ich wiele. Najbardziej lubię wspomnienia z moim tatą, który odszedł, gdy miałam dziewięć lat. Staram się je pielęgnować, żeby nie zniknęły. Lubię to, kiedy razem z tatą byliśmy na wakacjach, ja rozchorowałam się na ospę wietrzną, a tata malował mnie gencjaną i naklejał naklejki na twarz, robiąc ze mnie kotka z łatkami ;)

Izunia Raszka
1. Gdyby nie pisanie, to?

Moja „kariera” pisarska rozpoczęła się późno - była tworem dorosłego życia. Nie wiem co robiłabym, gdyby nie to. Na pewno miałabym więcej czasu wolnego :) może biegałabym częściej, może spędzałabym więcej czasu z córką. Mam nadzieje, że nie ma mi tego bardzo za złe, lub kiedyś zrozumie moją potrzebę spędzania czasu przed ekranem komputera.


niedziela, 17 lipca 2016

Przekroczyć granice - Katie McGarry

                                 
       „ZŁY CHŁOPAK                 
   ZAGUBIONA DZIEWCZYNA.
  BYLI SOBIE PRZEZNACZENI”

W przeszłości Echo była przebojową dziewczyną, miała grono przyjaciół i przystojnego chłopaka. Wszystko się zmieniło po dramatycznych przeżyciach, które spotkały dziewczynę i pozostawiły na jej rękach mnóstwo blizn. Nikt nie wie, co przydarzyło się Echo i dlaczego z wesołej, szalonej i lubianej dziewczyny stała się outsaiderką. Sama Echo nie pamięta, co się dokładnie stało, wyparła z pamięci koszmar, którego była bohaterką. Na terapii u szkolnego psychologa poznaje Noah'a Hutchinsa, który boryka się z własnymi demonami przeszłości. Po śmierci rodziców, którzy zginęli w pożarze, tuła się po rodzinach zastępczych. Nie jest chłopakiem ani grzecznym ani idealnym, a dziewczyny są dla niego tylko jednonocnymi przygodami. Jednak chce się zmienić dla swoich braci, by móc ich częściej widywać, a po skończeniu szkoły zostać ich opiekunem prawnym. Echo będzie  pomagać mu w nauce, by poprawił swoje oceny. Początkowa wrogość między nastolatkami po pewnym czasie zmieni się w przyjaźń, a później nawet w miłość. Tylko czy dwójka młodych ludzi tak pokaleczonych przez los ma szansę na szczęśliwy związek? Czy tajemnice, które skrywają nie staną na ich drodze do szczęścia? I najważniejsze pytanie, ile Echo jest w stanie zaryzykować dla chłopaka, który nauczył ją na nowo kochać?

Tak młodzi, a tak dotknięci przez los…

„- To nie mija – rzekłem. – Ból. Rany się zabliźniają i nie zawsze masz wrażenie, jakby haratał cię nóż. Ale kiedy najmniej się tego spodziewasz, pojawia się ból, który ci przypomina, że nic już nigdy nie będzie takie samo.
(…)
Wpatrywałem się w pulsującą świetlówkę na suficie. Włączała się. Wyłączała. Włączała. Żałowałem, że nie istnieje przycisk wyłączający mój ból.”

Katie McGarry to amerykańska pisarka, specjalizująca się literaturze z gatunku Young Adult. Uwielbia muzykę i programy reality. Przekroczyć granice to pierwsza część cyklu powieści o nastolatkach.

"Przekroczyć granice" to przepiękna, cudowna oraz wspaniała powieść. Powieść, które szponami łapie za serce i porusza najgłębsze pokłady wrażliwości.  Autorka potrafi zmiażdżyć czytelnika emocjami, które wyzierają z każdej strony, a my zatracamy się świecie pełnym bolesnych wspomnień oraz przepięknej siły miłości. Miłości, która potrafi zdziałać cuda.

Poznajemy dwójkę nastolatków, których los nie oszczędzał, wręcz obszedł się z nimi w okrutny sposób. Blizny szpecą ich ciała, a rany na duszy nie chcą się zagoić. Ona chce poznać prawdę o dniu, kiedy jej ciało oszpeciły blizny, a on chce odzyskać braci, którzy są w innej rodzinie zastępczej niż on. Oboje chcą, by do ich świata pełnego bólu, wkradło się choć trochę normalności. Ich spotkanie nie było przypadkiem, to było przeznaczenie. Odnaleźli się po to, by nawzajem uleczyć swoje dusze i zacząć żyć na nowo, pozostawiając przeszłość z dala za sobą.

„- Co się dzieje między nami?
Nie wiem. Przejechałem dłonią po włosach, po czym zerknąłem na Echo. Spod koszuli był widoczny kawałek dekoltu. Cholera seksowna jak diabli. Pragnąłem jej, i to bardzo. Czy jedna noc, nawet gdyby mi się oddała, by wystarczyła? Echo i tak była już dla mnie jak twardy narkotyk. Taki, których z premedytacją unikałem – crack, heroina, metaamfetamina. Taki, który mieszał ci w głowie, wślizgiwał się do krwiobiegu i pozostawiał bez sił, bezradnego..."

Tej książki się nie czyta, tę książkę się pochłania w mgnieniu oka, mimo, że ma aż prawie pięćset stron. Razem z bohaterami przezywamy ich wzloty oraz upadki. Miejscami sami odczuwamy ich ból, który jest nierozłącznym elementem ich życia.

Styl autorki jest bardzo lekki oraz przyjemny, naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, kiedy znajdujemy się na ostatniej stronie i orientujemy się, że to niestety już koniec. Ja, tą powieśc oraz jej bohaterów pokochałam całym sercem. Echo za jej odwagę w dążeniu do celu, za to jak czasami potrafiła pokazać pazur i postawić na swoim, a za co pokochałam Noah'a… chyba za całokształt. Za to jakim był człowiekiem, za jego opiekuńczość względem Echo oraz najmłodszych braci. Autorka pokazała, że pozory mylą, zawsze warto poznać drugiego człowieka, by go ocenić.

Echo i Noah przeżyli już swoje piekło na ziemi, teraz czas by w ich życiu pojawiło się szczęście…

Polecam Wam tę powieść z całego serca. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie i pokochacie historie Echo i Noah'a, tak jak ja. Autorka pokazuje nam, że zawsze warto być sobą, zadowalać siebie, a nie „pseudo” przyjaciół. Że warto walczyć o normalność w życiu, i przekraczać granice naszego strachu, ograniczeń oraz słabości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.



piątek, 15 lipca 2016

Jak się nie zakochać - Nina Majewska-Brown

„Jak się nie zakochać” to już trzecia część serii o życiowych perypetiach Niny, kobiety po przejściach, której los do tej pory nie oszczędzał. Czy wreszcie w jej życiu pojawi się słońce i wymarzona stabilizacja? Zapraszam na recenzję.

Nina po stracie najbliższych osób, cały czas próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Stosunkowo jej się to udaje, jednak ciągle coś idzie nie tak. Względny spokój poukładanego według jej własnych reguł życia, co chwilę burzą upierdliwi teściowe, dzieci, opiekunka a nawet najlepsza przyjaciółka. Co się stanie, gdy na horyzoncie pojawi się przystojny mężczyzna? Czy Ninie uda się nie zakochać? Przecież w jej życiu nie ma już miejsca na kolejnego mężczyznę. Tylko czy na pewno?

Nina Majewska – Brown to absolwentka wydziału polonistyki na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza, przez lata pracowała w różnych wydawnictwach, a obecnie wychowuje synów i prowadzi dom.

Uwielbiam cykl Nina Braun, autorka każdą kolejną częścią potrafi mnie niesamowicie zaciekawić. Perypetie Niny mimo jej życiowych problemów są niezwykle zabawne, a sama Nina to nasza polska Bridget Jones. Sytuacje, które jej się przydarzają, wywołują niekontrolowane wybuchy śmiechu, a nieraz nawet doprowadzają do łez.

„Będę musiała wysiąść z auta w rozpaczliwie czerwonej piżamie w zieloną kratkę i pozwolić, by połowa rodziców ze szkoły i sąsiadów, zwalniających z ciekawością w oczach, dokładnie się przyjrzała deseniowi na moich nogawkach oraz pogiętej karoserii. Cholera! Gorzej być nie może.
Spoglądam w lusterko i okazuje się, że może!
W tylną klapę wbił się radiowóz! Chryste Panie, czy mam dokumenty?
Udaję otępiałą i zszokowaną, by jak najdalej odwlec moment, gdy będę musiała opuścić samochód…”

Takich zabawnych sytuacji jest w książce wiele.

Bardzo spodobała mi się kreacja bohaterów i to wszystkich, bez wyjątku. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny i realistyczny. Łatwo nam się z nimi utożsamić i obdarzyć ich różnymi uczuciami, sympatią, współczuciem a nawet antypatią, która przeznaczona była dla „uroczej teściowej”. Oczywiście autorka najbardziej  skupiła się na głównej bohaterce. Nina to normalna kobieta, wiele takich żyje gdzieś obok nas. To matka, wdowa, synowa, przyjaciółka, kobieta nieidealna oraz zdradzona przez mężczyznę, którego myślała, że znała jak własną kieszeń. Myślę, że wiele z nas, choć w jednym punkcie mogłoby się z nią utożsamić. Po stracie męża oraz syna nie poddała się i zaczęła żyć na nowo, mimo bólu, który ciągle jej towarzyszył. Nina to twarda kobieta, która wiele musiała przejść by na nowo poczuć jako taką stabilizację w swoim życiu. Czy pojawienie się w jej życiu mężczyzny, kolejny raz wywróci jej życie do góry nogami? Czy Nina jest gotowa na to by w jej domu znowu walały się męskie skarpety?

Ja jestem zauroczona tą powieścią. Książka ta opowiada o życiu, które dotyczy każdego z nas, widzimy jak wady można zamienić w zalety i jak cieszyć się najdrobniejszymi detalami, które pojawiają się niespodziewanie. Na duży plus zasługuje także styl jakim operuje autorka. Książka ta porusza trudne tematy, ale napisana jest w prosty sposób i bardzo łatwo trafia do czytelnika. Nie mogę również zapomnieć o humorze, który przewija się na kartach tej powieści. To taki typowy rozweselacz, mimo, że Nina czasami wcale nie ma do śmiechu.

Przy recenzji poprzednich części czepiałam się troszkę, zawsze znajdowałam jakiś mały minus, w tej części tego nie ma, wszystko jest tak jak powinno być, by zaciekawić i porwać w głąb fabuły czytelnika. Jestem zachwycona, zauroczona i mam nadzieję, że będzie kolejna część o życiowych perypetiach Niny Braun.

Mogę Wam tę książkę polecić z czystym sumieniem, ale najpierw zapoznajcie się poprzednimi częściami, jestem przekonana, że na pewno się nie zawiedziecie. A w okładkach każdego tomu można się zakochać!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis. 




wtorek, 12 lipca 2016

Rewizja - Remigiusz Mróz

„Rewizja” Remigiusza Mroza to już trzeci tom o przygodach przebojowej pani adwokat Joannie Chyłce. Wcześniejszymi tomami zostałam „kupiona” przez autora. A jak było tym razem? Czy to kolejna książka, od której nie potrafiłam się oderwać? Zapraszam na recenzję.

Joanna Chyłka po głośnym odejściu z kancelarii Żelazny&McVay, pracuje w centrum handlowym, gdzie zajmuje mały boks i udziela tanich porad prawnych. Nie jest to praca jej marzeń, ale w obecnej sytuacji to i tak dużo więcej niż się mogła spodziewać. Podczas jednego z takich dyżurów, spotyka Cygana, którego żona oraz córka zostały zgwałcone oraz zamordowane w bestialski sposób. Jak było do przewidzenia głównym podejrzanym zostaje Bukano, a na jego niekorzyść przemawia zebrany na miejscu zbrodni materiał genetyczny, który należy do niego. Prokuratura stawia zarzuty, a towarzystwo ubezpieczeniowe wstrzymuje wypłatę milionowej polisy. Chyłka postanawia bronić Bukano w procesie karnym, jak i cywilnym. Tylko czy to jedynie chęć pomocy? Czy może chęć utarcia nosa byłym pracodawcom, gdyż w sprawie cywilnej ubezpieczyciela będzie bronił adwokat z byłej kancelarii. A może to decyzja podjęta tylko i wyłącznie pod wpływem alkoholu, którego Chyłka uważa w ostatnim czasie za niezbędnego przyjaciela? I najważniejsze pytanie... Czy Bukano rzeczywiście jest niewinny? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi w „Rewizji” Remigiusza Mroza.

WYŚMIENITA, tak mogę określić najnowszą powieść Remigiusza Mroza o kolejnych prawniczych przygodach Joanny Chyłki oraz Kordiana Oryńskiego, idealnego duetu, którego drogi niestety na jakiś czas musiały się rozejść. Każdy z nich wybrał inną drogę. Z Chyłką wygrało sumienie i zdradzając tajemnice klienta skazała się na prawniczą banicję. Czy Konrad pójdzie w ślady swej byłej patronki? Czy może ważniejsza okaże się kariera i pieniądze? Nic Wam nie zdradzę, ale wierzcie mi na słowo, że będzie się działo.

Jestem pod ogromnym wrażeniem kreacji bohaterów, którzy z tomu na tom cały czas ewoluują. Uwielbiam tak barwne postacie, które cały czas czymś mnie zaskakują, niekoniecznie pozytywnie. Chyłka w tej części stąpa po kruchym lodzie, igrając ze zdrowiem oraz z życiem. Alkohol zaczął przejmować nad nią kontrolę i widać, że kobieta ma olbrzymi problem. Momentami miałam ochotę nią potrząsnąć, dać kopa i przemówić do rozsądku. Wychodzi także coraz więcej sekretów z przeszłości Joanny, które można by rzec, są wręcz dramatyczne. Jeśli zaś chodzi o Kordiana to przez długi czas miałam ochotę go zamordować, przez jego zachowanie względem Chyłki, z którą był kiedyś dość blisko. Na szczęście później wiele się wyjaśnia i mogłam bardziej przychylnym okiem spojrzeć na młodego aplikanta.

„Rewizja” to nie tylko bardzo dobra powieść kryminalna, to książka, która pokazuje jak ważne jest dążenie do prawdy oraz jak polska społeczność dyskryminuje mniejszości rasowe, które zamieszkują nasz kraj. Główny podejrzany jest Romem i w stu procentach zgadzam się z autorem, że każdy Rom uważany jest za złodzieja, mordercę oraz gwałciciela. Co złego by się nie stało, a w pobliżu byłby Cygan, to momentalnie on staje się winnym... ot taka nasza mentalność. Autor pokazuje nam również, jak ważna w naszym życiu powinna być tolerancja względem drugiego człowieka i uświadamia nam, że nie każdego trzeba mierzyć tą samą miarą.

Akcja książki toczy się wielotorowo oraz z naprzemienną narracją między Chyłką, a Oryńskim, a to jest to co uwielbiam w czytanych książkach. Tym razem wspaniale było poznać myśli Kordiana, który był po innej stronie niż Chyłka.

Remigiusz Mróz ma niesamowity talent do lawirowania między wątkami i wprowadzania nas czytelników w błąd. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć co znajdziemy na kolejnej stronie, a to dodaje całej powieści aury tajemniczości. Oczywiście tak jak w poprzednich tomach zakończenie jest całkowicie nieprzewidywalne i z chęcią chciałoby się czytać od razu kolejną część. Ale niestety tak łatwo nie jest i muszę dalej ćwiczyć mą cierpliwość.

Remigiusz Mróz to autor, którego powieści hipnotyzują i wciągają w głąb fabuły. Śmiem nawet stwierdzić, że jest on jednym z najlepszych polskich autorów młodego pokolenia.

Polecam Wam serdecznie wszystkie książki Remigiusza Mroza i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.