Skradzione laleczki - Ker Dukey, K. Webster (PATRONAT MEDIALNY)

Skradzione laleczki - Ker Dukey, K. Webster (PATRONAT MEDIALNY)

„Kogo kocha Benny? Swoje małe, słodkie lalki.
Póki są posłuszne i nie stają z nim do walki.
Dba, by były piękne. Włosy im układa
i na ich młode ciałka sukienki zakłada.
A gdy noc zapada do zabawy przystępuje.
Młodsza lalka uległa, starsza walczyć próbuje.
Lecz kiedy ta ulubiona od niego ucieka,
nie liczy się, że druga pozostać przyrzeka.
Serce pęka mu z rozpaczy, oczy ma pełne łez,
jego lalka musi wrócić, bądź jej życia nadszedł kres.”

Czternaście lat temu Jade i jej siostra Macy zostały porwane przez psychopatycznego Benny'ego, który uważał je za swoje laleczki. Dziewczynki przeżywały piekło na ziemi, ale po czterech latach Jade udało się uciec, niestety bez siostry. Od tamtej pory kobieta próbuje odszukać siostrę i mężczyznę, który zniszczył ją psychicznie. Jade nigdy nie zapomniała o tym, co zrobił jej Benny i przeszłość cały czas ma wpływ na jej przyszłość. Na domiar złego Benny wrócił, by odzyskać swoją niegrzeczną laleczkę… Czy mu się to uda? Czy ktoś będzie w stanie ochronić Jade przed tym psychopatą? Zacznie się walka, w której stawką będzie życie kobiety. Kto zwycięży? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Moja recenzja będzie krótka oraz zwięzła i mam nadzieję, że zaciekawię Was na tyle, że sięgniecie po tę powieść.

Na samym początku muszę Wam napisać, że nie jest to książka dla każdego, szczególnie nie przypadnie ona do gustu osobom wrażliwym, przez tematy, które dla niektórych mogą być obraźliwe i pisząc tak dosadnie miejscami obrzydliwe i odrażające. Na całe szczęście ja taką osobą nie jestem i książka bardzo, ale to bardzo mnie się podobała. Mogłaby nawet rzec, że ta pokręcona i popieprzona historia zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie wiem, jak wytrzymam, czekając na kolejną część. 

Wydaje mi się, że takiej historii nie było jeszcze na naszym rynku wydawniczym, a przynajmniej ja nie spotkałam się z tak skonstruowaną historią, która mimo wszechogarniającego mroku, niebywałej brutalności oraz okrutności fascynuje, zaciekawia i nie daje o sobie zapomnieć.

Fabuła książki została według mnie skonstruowana perfekcyjnie. Akcja toczy się dwutorowo, więc poznajemy teraźniejszość oraz przeszłość, czyli okres, kiedy to Jade była przetrzymywana przez Benny’ego. Muszę nadmienić, że ta przeszłość wywołała na mnie ogromne wrażenie i czasami aż włosy stawały mi dęba, gdy czytałam, przez co przechodziła kobieta, która w momencie porwania była jeszcze dzieckiem. W książce pojawia się także wątek dotyczący syndromu sztokholmskiego, który przez autorki został opisany bardzo realistycznie.

Autorki wykreowały naprawdę świetnych, wyrazistych i charakterystycznych bohaterów. Każdy jest inny i każdy wywołuje w czytelniku inne emocje. Na uwagę zasługuje oczywiście Jade, kobieta po traumatycznych przejściach, która na całe szczęście nie zachowywała się jak ofiara. Jade była odważna, silna i posiadała w życiu tylko jeden cel… dorwać Benny’ego i uratować siostrę.

„Skradzione laleczki” to powieść, która na pewno wami wstrząśnie i przeniesie Was do świata, którego zdecydowanie nie znacie. Na własnej skórze odczujecie ból i okrucieństwo, którego doświadczyła główna bohaterka.

Polecam i niecierpliwie czekam na kolejny tom, który na pewno będzie tak samo wciągający.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe.
Rywalka - Sandie Jones (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)

Rywalka - Sandie Jones (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)

„Ona, on i... jego matka
Pammie zachowuje się jak typowa zaborcza matka. Niechęć, jaką żywi do Emily, ukochanej Adama, z każdym dniem rośnie. Pammie wtrąca się w ich życie, psuje romantyczne chwile, a wreszcie – pod pretekstem choroby – wprowadza się do nich.

Stopniowo życie Emily zmienia się w koszmar. Adam zawsze staje po stronie matki, a im bliżej ślubu, tym bardziej oddala się od przyszłej żony. Kiedy Emily odkrywa, że to Pammie znalazła ciało poprzedniej narzeczonej syna, która zmarła w tajemniczych okolicznościach, uświadamia sobie, w jakim niebezpieczeństwie się znalazła...

A jeśli zagrożeniem jest ktoś inny?"


Dziś mam dla Was przedpremierową recenzję powieści Sandie Jones pt. „Rywalka”. Książka swoją premierę będzie miała czwartego lipca, ale mnie już teraz udało się ją przeczytać. Autorka kupiła sobie tą historią moje czytelnicze serducho, zakochałam się w jej stylu, lekkości przekazywania informacji i wywoływaniu dreszczyku emocji. To taka książka, dla której warto zarwać noc, bo wierzcie mi na słowo, że gdy zaczniecie ją czytać, to nic nie będzie w stanie oderwać Was od lektury. Historia wciąga w głąb fabuły i uwalnia dopiero na ostatniej stronie. I choć w książce nie znajdziecie porywającej akcji, dynamicznych zwrotów, to od początku do samego końca, będzie Wam towarzyszyło nieustające napięcie i dreszczyk emocji. Czytając, nie będziecie mogli doczekać się zakończenia, które de facto jest genialne i na pewno niejedną osobę wbije w fotel. Przyznam szczerze, że mnie ono totalnie zaskoczyło i w szoku byłam, że autorka tak łatwo wodziła mnie za nos.

Kreacja bohaterów pierwsza klasa i choć to Emily jest główną bohaterką, to  jednak na szczególną uwagę zasługuje Pammie, czyli teściowa z piekła rodem. Autorka naprawdę przedstawiała ją w taki sposób, że momentalnie ją znienawidziłam. Kobieta na pozór była miła, sympatyczna i kochana, ale w każdy możliwy sposób uprzykrzała życie Emily, tylko po to, by dziewczyna zostawiła jej syna w spokoju. Oczywiście Adam w zachowaniu matki, nie widział nic złego i Emily sama mierzyła się z tą wredną kobietą. Podziwiałam ją za to, że nie dała się stłamsić i mimo wszystko dążyła do ślubu z mężczyzną, który był tym jedynym i bez którego nie wyobrażała sobie życia.

Według mnie książka jest świetna i cudownie spędziłam przy niej czas. Autorka zaserwowała mi niezapomnianą czytelniczą ucztę, a zakończenie było niczym przysłowiowa wisienka na torcie. Historia Emily, Adama i jego okropnej mamusi jest pełna tajemnic, niedomówień i zapewni Wam sporą dawkę niezapomnianych emocji. Zapewniam Was, że to powieść, która wciągnie Was w wir wydarzeń i dostarczy niesamowitych wrażeń. Koniecznie musicie ją przeczytać.

Z całego serca polecam Wam tę powieść i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

Nie dajcie się zwieść pozorom, bo w tej książce nic nie jest takie, jak wydawało się na początku.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Sylwia
Misja Wywiad z K.N.Haner

Misja Wywiad z K.N.Haner


Zapraszamy do lektury kolejnej Misji Wywiad. Tym razem na Wasze pytania odpowiedziała nasza Kasia. Najciekawsze według niej pytanie zadała Ewelina Łukawska. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt w ciągu trzech dni na adres: stawska19@gmail.com



1. Co Pani lubiła robić najbardziej, kiedy była dzieckiem?

To było tak dawno temu, że już prawie nie pamiętam, ale bardzo długo bawiłam się lalkami Barbie. (śmiech) Lubiłam też pomagać rodzicom w kuchni i spędzać czas ze swoim rodzeństwem.

1. Relaks po wyczerpującym dniu w wannie czy aktywnie?

W wannie. Aktywność fizyczna nie jest moją mocną stroną. Niestety!

2. Ulubiony deser? 

Sernik z bezą cioci Joli. 😊

Bożena Osowiecka A ja trochę odprężająco: 
1. Jeśli wakacje to góry czy może morze?

Morze. Zdecydowanie morze. Kocham wodę i nie wyobrażam sobie wakacji w innym miejscu niż nad morzem, jeziorem itp.

2. Jeśli rozrywka to szalona balanga czy może wieczór w pachnącej kąpieli?

Planszówka ze znajomymi 😊



Czy planujesz swoją przyszłość? Jak wyobrażasz sobie siebie za dziesięć lat, czy poświęcisz się całkowicie pisaniu książek? Czy widzisz siebie w roli autorki scenariuszy filmowych, a może seriali?

Chyba każdy ma jakieś plany na przyszłość, ja również je mam. Za dziesięć lat mam nadzieję, że dalej będę pisać i spełniać swoją pasję. Już teraz prawie poświęciłam się pisaniu i to jest moja „praca”, którą kocham. Scenariusz filmowy? Serial? Nie, to raczej nie moja bajka.


Co zrobiłaby Pani, gdyby teraz do drzwi Pani domu zapukał Marcus   ?

A to dobre! Nie wiem, co bym zrobiła. Chyba dostałabym zawału! (śmiech)


1. Jakie ma Pani swoje książkowe Marzenie? Może chciałaby Pani napisać coś innego niż wszystko?

Innego niż wszystko? Oczywiście, że bym chciała wymyślić coś czego jeszcze nikt nie napisał, ale to nie jest takie proste. Zwłaszcza w gatunku romans, który charakteryzuje się powtarzalnymi schematami, ale zawsze staram się pisać prosto z serca i po swojemu, by wyrobić sobie swój własny styl. A moim książkowym marzeniem się nie podzielę, bo dążę do tego, by się spełniło i nie chcę zapeszać. 😊  


1.Czy napiszesz kiedyś książkę, w innym stylu, niż dotychczas?

W sensie, że nie typowo romans? Tak, mam w zanadrzu sporo pomysłów na nowe książki i nie będą to tylko romanse. 😊

2. I jak to robisz, że piszesz dla nas tak wspaniałe książki? 😊

Robię to, bo to kocham. Może to jest wyjaśnienie? 😊


1. Czy łatwo jest napisać powieść erotyczną?

Ja to po prostu lubię, więc nie jest to dla mnie jakiś wielki wyczyn. Jestem odważną, otwartą osobą i temat seksu mnie nie krępuje, ale wiem, że dla wielu innych autorów napisanie sceny miłosnej to nie lada wyzwanie. Z każdym po prostu jest inaczej.



1. Czy opisując swoich bohaterów wzoruje się Pani na kimś?

Tak, każdy mój bohater ma fizyczny pierwowzór w rzeczywistości, ale nie są to osoby, które znam, a modele, modelki, aktorzy, aktorki, itp. Tak jest mi po prostu łatwiej opisać daną postać, ale cechy charaktery zawsze są wymyślone.



1.Czy miewa Pani chwile zwątpienia i myśli Pani, że to całe pisanie nie ma sensu?

Oczywiście, że tak choć ostatnio jest takich chwil coraz mniej. Przestałam skupiać się na rzeczach na które nie mam wpływu i staram się dążyć do wyznaczonych przez siebie celów. Doskonalić się. Z tym całym pisaniem jest tak, że wystarczy jedna krytyczna opinia i można stracić wiarę w swoje umiejętności, ale w takich chwilach przychodzą wierni i oddani czytelnicy, którzy motywują do dalszej pracy. I to jest cudowne! 😊

2.Czy chciałby Pani przeżyć historie któreś ze swoich bohaterów? 

Nie, wolę swoje życie 😊 A tak poważnie, to lubię kreować ich rzeczywistość, ale nie chciałabym doświadczyć na własnej skórze tego, co oni. 


1. Co byś zrobiła gdybyś mogła spędzić jeden dzień z wybranym przez siebie bohaterem książki?

Chciałabym dostać się do Hogwartu i spędzić dzień z Hermioną 😊 Poznać te wszystkie magiczne zaklęcia, by potem wykorzystać je tutaj w naszym świecie. To byłoby cudowne! 😊

2. Gdybyś przez jeden dzień w prawdziwym życiu mogła być dowolną bohaterką/bohaterem z twojej książki, kogo byś wybrała, i dlaczego?

Oj, nie chciałabym być bohaterką swojej książki, bo one to naprawdę mają ciężko w życiu. Nie oszczędzam ich! 😊 A jeśli chodzi o faceta, to Morfeuszem bym mogła zostać na jeden dzień. Nie pytajcie dlaczego! 😊


1. Czy marzy Ci się kariera za granicami Polski? Może Azja, może jednak Ameryka, Europa...

Bardzo bym chciała, by moje książki były przetłumaczone na inne języki. Mam nadzieję, że wszystko przede mną! 😊


1.Skąd czerpiesz inspiracje do książek, czy wszystko w książkach jest fikcyjne czy może inspirujesz się też wydarzeniami ze swojego życia?

Inspiruje mnie dosłownie wszystko, ale fabuła, postaci, itp. zawsze są fikcyjne. Nie wplatam w fabułę wydarzeń ze swojego życia, choć podświadomie nadaję bohaterom cechy charakteru osób, które znam, lub moje własne, ale okazuje się to dopiero po jakimś czasie.

2.Od zawsze marzyłaś o tym, by zostać pisarką, jak to wszystko się zaczęło?

Nie, nigdy o tym nie marzyłam. W moim przypadku było tak, że po długiej przerwie od czytania znowu wciągnęłam się w ten fajny nałóg i dzięki temu w mojej głowie zaczęły powstawać różne historie, które pewnego dnia postanowiłam spisać. Długo pisałam tylko dla siebie i nie chciałam nikomu pokazywać swoich tekstów.

Sylwia Szczepańska Pani Kasia znana jest nie tylko ze świetnych książek skierowanych, w szczególności do kobiet, ale także ze swojej działalności na rzecz osób potrzebujących. Przekazała nie jedną książkę z własną dedykacją na bazarki charytatywne. I tutaj chciałabym w imieniu wszystkich bardzo Pani za to podziękować. Jest Pani WIELKA, Pani Kasiu.

To dla mnie zaszczyt, że chociaż w taki sposób mogę wspomóc osoby potrzebujące. Zawsze chętnie przekażę moją książkę na szczytny cel. 😊

Moje pytanie nr 1: Czy myślała Pani kiedykolwiek o spróbowaniu swoich sił w innym gatunku literackim ( np. w fantastyce), tak by trafić do szerszego grona czytelników?

Tak, myślę o tym od dłuższego czasu i taka książka na pewno prędzej czy później powstanie. Będzie to właśnie fantasy, ale oczywiście z wątkiem romansowym.

Pytanie nr 2: Gdyby miała Pani możliwość wybrania własnej książki do ekranizacji, która byłaby to i dlaczego?

Chyba każdy autor o tym marzy, a gdybym miała wybrać jedną to chętnie zobaczyłabym na dużym ekranie serię o Morfeuszu. 😊


1. Którą z książek pisało ci się najlepiej, i dlaczego właśnie ta? 

Nie mam jednej, którą pisało mi się najlepiej. Nigdy nie pisałam na siłę, więc jeśli nie mam weny na jedną, to biorę się za inną i wtedy zawsze dobrze mi się pisze. 😊

2. Teraz tak bardziej osobiste pytanie. Jak myślisz czy marzenia mogą się spełnić jeśli bardzo tego pragniemy, nawet jak całe życie mamy pod górkę? 

Tak, ja zdecydowanie wierzę w to, że marzenia się spełniają, a raczej, że to MY możemy je spełniać. Nic się samo nie wydarzy. Oczywiście każdy ma inne marzenia, różne cele i pragnienia, ale jeśli nie są to jakieś naprawdę niestworzone, nieprawdopodobne lub niemożliwe rzeczy to tak, uważam, że wszystko jest możliwe i życie może nas nagle pozytywnie zaskoczyć, nawet jeśli dotąd wszystko było pod górkę. Trzeba być pozytywnie nastawionym, dawać dobro, bo to wszystko do nas wraca.


1.  Jak najbliżsi zareagowali na takie dość ostre sceny w książkach, takie pierwsze ich wrażenie  😘 Piekielną miłość już przeczytałam, prezent na dzień matki. Powiem krótko świetna, wciągająca i totalnie nieprzewidywalna, ale w głowie została mi najbardziej seria na szczycie.  😘

Moja rodzina wspiera mnie od samego początku. Długo nikt nie wiedział, że ja w ogóle cokolwiek piszę, ale gdy im o tym powiedziałam, to nie ukrywałam, że są to romanse. Nikt nie miał nic przeciwko i mam w rodzinie i najbliższych pełne wsparcie. To dla mnie bardzo ważne.


1.Kasiu, co Cię skłoniło do pisania romansów/erotyków? Co Cię do nich zainspirowało? Lub kto? 

Na samym początku inspiracją dla mnie było oczywiście 50 Twarzy Greya. Odkąd wpadła mi w ręce ta książka zaczęłam nałogowo czytać romanse, a po jakimś czasie z czytelniczki stałam się pisarką. Nie od razu jednak wiedziałam, że wydam książkę. Pisałam sama dla siebie, potem dla niewielkiego grona dziewczyn poznanych w sieci na grupach o takich właśnie książkach. Ta przygoda trwa już od dobrych kilku lat i mam nadzieję, że tak szybko się nie skończy. 😊


1.Czy wierzy Pani w wenę, czy raczej w samodyscyplinę podczas pisania powieści?

Ja wierzę w wenę, bo jestem bardzo niezorganizowaną osobą i wątpię, że potrafiłabym się sama zmotywować do pisania. Takie chwile, gdy nagle w mojej głowie pojawia się nowy pomysł, albo gdy piszę daną powieść i nie mogę się oderwać, to dla mnie jak trans. Nie wytłumaczę tego inaczej. To musi być wena. 😊


1.Ostatnio pisałaś że nie masz weny i musisz przerwać na chwilę pisanie czy ona wróciła tak po prostu czy miało na to coś wpływ?

Tak, miałam problem z weną przez śmierć bliskiej mi osoby, ale wszystko powoli musi wrócić do normy, więc już jest lepiej i nadrabiam zaległości w pisaniu.

2.Trudno mi jest dzielić myśli między dwie książki dlatego zawsze kończę jakąś historię i dopiero zaczynam kolejną, natomiast wiem, że Ty piszesz na raz kilka książek. Jak Ty to robisz, nie myli Ci się co chciałaś napisać w jednej, a piszesz w drugiej?

Pisanie kilku powieści naraz to dla mnie wygodna opcja, bo gdy nie mam weny na jedną historię, to zaglądam do drugiej bądź trzeciej. Wena jest wybredna i nigdy nie wiem, co za pomysł i do której książki podeśle mi danego dnia. Czasami pomylę imiona, gdy piszę dany rozdział, ale potem zawsze go sprawdzam i poprawiam i z prawie zawsze udaje mi się wyłapać te błędy. Na szczęście do tej pory nie pomyliłam jeszcze fabuły, ale pewnie wszystko przede mną. 😊



1.Czy pomysły na książkę przychodzą Pani ( teoretycznie, według różnych  teorii   ) pod prysznicem lub siedząc przysłowiowo na kibelku  ? A może ma Pani jeszcze ciekawsze miejsce do inspiracji i tworzenia.

Oj, ze mną to tak różnie bywa, że pomysły wpadają mi naprawdę w dziwnych sytuacjach. Podczas jazdy autobusem, czy, gdy np. wstawiam pranie. Często też śnią mi się różne dziwne rzeczy, które potem zmieniają się w elementy fabuły. Nigdy nie wiem czy za chwilę nie wymyślę kolejnej książki! 😊


1.Najnowsza twoja książka która ukaże się (30 sierpnia, jak się nie mylę) inna niż poprzednie- skąd pomysł na coś nowego?

Pomysł na tę powieść narodził się niespodziewanie i w pierwszej chwili Zapomnij o mnie miało być standardowo romansem, ale pisząc zauważyłam, że tę książkę pisało mi się inaczej. Jest w niej coś…Innego. Nie chcę zdradzać za dużo, ale mam nadzieję, że to będzie miłe zaskoczenie dla czytelników. Premiera Zapomnij o mnie już 30 sierpnia!

2. I jeszcze jedno pytanko bardziej osobiste, co kochasz najbardziej?

Moją rodzinę i najbliższych. Nie ma nic ważniejszego od nich.


1.Czy przewidujesz osadzenie akcji którejś z powieści poza krajami anglosaskimi? Jeśli nie, dlaczego? A jeśli tak, jaki to będzie kraj?

Nie zastanawiałam się nad tym, ale fakt, fabuły większości moich powieści dzieją się w Stanach bądź na Wyspach Brytyjskich. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, to chyba przez to, że mogę ruszyć wyobraźnią, bo nigdy tam nie byłam, a marzy mi się pojechać. A czy wybiorę kiedyś jakiś inny kraj? Się okaże! 😊

2. Kiedy napiszesz książkę z polskimi realiami? (powieść, nie opowiadanie).

Szczerze? Na razie nie planuję całej powieści osadzonej w polskich realiach i nie wiem czy to kiedyś się zmieni.

Dziękuję wszystkim za pytania. Było ich tak wiele i część się powtarzała, więc jeśli ktoś zadał to samo lub podobne pytanie wcześniej, to odpowiadałam na nie w pierwszej kolejności i nie mnożyłam tych samych tematów. :)



Bez lęku - Mia Sheridan

Bez lęku - Mia Sheridan




„Sport był dla Holdena Scotta całym światem. Odnosił wielkie sukcesy, kibice go podziwiali i nie było kobiety, która by mu się oparła. Stracił wszystko, gdy poddał się destrukcyjnej sile sławy i wpadł w ramiona uzależnienia.

W willi położonej w głębi lasu, do której przywiózł go przyjaciel, z dala od wszystkich próbuje dojść do siebie i przewartościować swoje życie. Okazuje się jednak, że nie jest tam sam. W pobliżu posiadłości dostrzega dziewczynę w białej sukience. Niczym nocna lilia nieznajoma ukazuje się w blasku księżyca i znika. By zbliżyć się do niej, Holden musi najpierw zagłębić się w swoją przeszłość, od której chce uciec, i znaleźć odpowiedź na pytanie, kim naprawdę jest.

Zagubiona dusza. Anioł stróż. Marzenie. Światło w ciemności.

Kim jest Nocna Lilia?”

Na pewno już wiecie, że uwielbiam książki, które wychodzą spod pióra Mii Sheridan, więc to nic nadzwyczajnego, że przeczytałam jej kolejną książkę, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwartego. Myślałam, że autorka już niczym mnie zaskoczy, a jednak…

Opis książki wydaje się dość zwyczajny i pasowałby do wielu romansów, ale ta książka jest po prostu wyjątkowa, niezwykła, zachwycająca i tak inna od tego, co do tej pory czytałam. Historia zaczyna się dość zwyczajnie, jest on, jest tajemnicza ona i czuć, co dalej się wydarzy. Jednak im dalej, tym historia staje się coraz bardziej dziwna, nieprzewidywalna, miejscami mistyczna i bajeczna. Sama nie wiedziałam, co spotka mnie na następnej stronie, co tylko coraz bardziej pobudzało moją ciekawość. Jednak chyba i tak nie byłam przygotowana na to, co znajdę na ostatnich stronach i w samym epilogu. To było coś, co spowodowało, że zbierałam szczękę z podłogi i uświadomiło mi, że czasami nie potrafię czytać między wierszami. Poza tym do tej pory nie potrafię tak do końca odpowiedzieć sobie na pytanie, co w tej książce było prawdą, a co iluzją stworzoną przez bohaterów. Mia Sheridan znów udowodniła, jak wspaniałą jest autorką i utarła mi nosa, wodząc mnie za niego prawie na każdej stronie. Ta książka to literacki majstersztyk, ale przecież Mia już nie raz udowodniła, że potrafi pisać tak, by zaskoczyć, a tym bardziej zadziwić czytelnika. Dla mnie to jedna z jej lepszych książek, do której pewnie jeszcze nie raz powrócę.

„To, co wybieramy, należy do nas. Ale nie decydujemy o tym, co dźwigamy. Niektóre brzemiona są cięższe od innych, niektóre możemy kiedyś zrzucić, inne zatrzymujemy za zawsze. Nie mamy w tej kwestii wyboru, ale możemy podjąć decyzję, jak będziemy je nieść. Możemy przypiąć je do pleców i iść przez życie przygnieceni do ziemi ich ciężarem jak ktoś, kto powinien tkwić w dzwonnicy. A:bo możemy się wyprostować jak te afrykańskie królowe noszące plecione koszyki na głowach.”

„Bez lęku” to niewątpliwie romans, bo do takich książek przyzwyczaiła nas Mia, ale to także dramat psychologiczny. Autorka skupiła się na ludzkich emocjach, na zaburzeniach psychicznych oraz na radzeniu sobie z własnym życiem, po śmierci bliskiej osoby. Oczywiście w tej historii nie zabrakło miłości, oj nie, bo to ona jest fundamentem tej opowieści. Autorka uświadamia czytelnikowi, jak ważna jest miłość w życiu każdego człowieka i jaką ma moc. To miłość uchroniła bohaterów, dała im siłę i potrafiła wyrwać z mroku. 

„Happy end to nie zawsze życie bez skazy. Chyba nikt nie uważa, że szczęśliwe zakończenie oznacza brak nieszczęśliwych dni czy nawet nieszczęśliwych lat. Oznacza miłość na zawsze, pomimo wszystkich powodów, dla których jej brak byłby łatwiejszy.”

„Bez lęku” to książka, która tylko z pozoru wydaje się zwykłym romansem. To historia przepełniona bólem, szaleństwem i oczywiście miłością, która jest w stanie przetrwać największy sztorm i wyciągnąć z ciemności, w której nietrudno się zatracić. Brawo dla autorki. Mia Sheridan rozwinęła skrzydła i pokazała, na co ją stać.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
Zwłoki powinny być martwe - Agnieszka Pruska

Zwłoki powinny być martwe - Agnieszka Pruska



„Dwie nauczycielki postanawiają odpocząć w urokliwej leśniczówce koło Olsztynka. Zdeterminowane, by spędzić przyjemnie czas na zbieraniu grzybów, czytaniu i leniuchowaniu, wyruszają na wakacyjną wyprawę. Jednak zamiast grzybów znajdują w lesie… zwłoki. Od tego momentu ich urlop przeradza się w pasmo niespodziewanych wypadków, zapętleń akcji i poszukiwań. Bohaterki postanawiają bowiem samodzielnie złapać mordercę.”

Bardzo lubię twórczość Agnieszki Pruskiej, autorka zawsze potrafi mnie zaciekawić i przenieść na karty powieści. Czy i tak było tym razem? 

Na początku książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie. Bardzo szybko zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i z ciekawością przewracałam kolejne strony.  Niestety im dalej czytałam, tym bardziej się nudziłam, a sama fabuła niesamowicie mi się dłużyła i marzyłam tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się na ostatniej stronie. Jednak pod koniec zostałam mile zaskoczona, bo zakończenie wyszło autorce wyśmienicie i nie spodziewałam się, że tak to wszystko się potoczy. Więc reasumując, początek jest świetny, od połowy nieciekawie, ale kilkadziesiąt ostatnich stron znów wciągnęło mnie w głąb fabuły. 

Muszę szczerze Wam napisać, że miałam ogromny problem z głównymi bohaterkami, które momentami tak mnie irytowały, że aż miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy. Dorosłe kobiety, do tego nauczycielki, a czasami zachowywały się, jak nadpobudliwe nastolatki. 

„Zwłoki powinny być martwe” to komedia kryminalna, więc oczywiście znajdziecie w niej sporą dawkę humoru, który na całe szczęście śmieszy, przynajmniej było tak w moim przypadku, a nie zawsze autor potrafi mnie rozbawić. Wątek kryminalny ciekawy, na pewno zaskakujący i dość oryginalny, autorka z premedytacją wodziła mnie za nos, czym utrudniała mi rozwiązanie sprawy. Koniec końców nie udało mi się wpaść na trop mordercy, ale jest to tylko i wyłącznie plusem tej historii.

Agnieszka Pruska operuje bardzo lekkim stylem, który jest przyjemny w odbiorze i mimo tego, że środek książki nie był zbytnio ciekawy, to i tak książkę przeczytałam w zaskakującym tempie. Myślę, że każdy fan twórczości autorki powinien zapoznać się z tą lekturą. Ogólnie książka jest dobra, ale nie ukrywając pani Agnieszka ma na swoim koncie, wiele ciekawszych i bardziej wciągających historii. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.
Szpilki za milion - Izabela Szylko

Szpilki za milion - Izabela Szylko

„Jacek Sparowski tego samego dnia traci pracę, dziewczynę i dach nad głową. Kiedy wynajmuje pokój u ciotki przyjaciela i zostaje zatrudniony w nowej firmie, wydaje się, że pech wreszcie przestanie go prześladować. Ale prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają.
Lola Marini – polująca na bogatego męża celebrytka, prywatnie była żona Sparowskiego, która kiedyś perfidnie go wykorzystała – planuje szalony przekręt mający jej przynieść fortunę. Na dodatek zabójczo atrakcyjna i wyrachowana Lola chce wrobić w tę aferę przyjaciela Jacka.
Jacek postanawia więc go ratować, a przy okazji wyrównać rachunki ze swoją byłą żoną. Zaczyna się walka z czasem, mnożą się niespodzianki, a zagadek do rozwiązania wciąż przybywa.
Jak przechytrzyć oszustkę, kiedy największym przeciwnikiem jest własna uczciwość? W tym niełatwym zadaniu pomaga bohaterowi jego gospodyni – emerytowana policjantka, dla której przejście na ciemną stronę mocy również staje się życiowym wyzwaniem.
Dość szybko okazuje się, że w tym wyrafinowanym przekręcie bierze udział ktoś jeszcze, a główną rolę w komedii pomyłek odgrywają… drogocenne szpilki.”

Pewnie już nie raz pisałam, że bardzo lubię komedie kryminalne, przy których łapię oddech, relaksuję się i przede wszystkim  śmieję się jak opętana, a uwierzcie, rozbawić mnie nie jest wcale tak prosto. Z dużymi nadziejami zabrałam się za lekturę „Szpilek za milion” i koniec końców, jestem zadowolona, choć nie wszystko według mnie było, tak jak trzeba. Autorka wymyśliła bardzo fajną fabułę i wykreowała ciekawych bohaterów, ale niestety mnie w tej książce zabrakło humoru, a przynajmniej mnie nic nie śmieszyło. Może z Wami będzie inaczej i książka Was rozbawi, dla mnie sytuacje opisane przez autorkę były naprawdę mało zabawne. Na całe szczęście i tak książkę oceniam dobrze, bo autorka zadbała o to, by mnie mocno zaciekawić.

W książce cały czas coś się działo, dzięki czemu momentalnie zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i ani przez chwilę się nie nudziłam. To bardzo fajna historia, taka pozytywnie zakręcona, której głównym atutem są bohaterowie. Oczywiście głównym bohaterem jest Jacek, bardzo go polubiłam, a nawet mogłabym rzec, że się z nim zżyłam, przez co nie raz czułam się tak, jakbym była jedną z postaci tej ciekawej historii.

Mimo tego, że książki nie nazwałabym komedią kryminalną, bo niestety nie zaśmiałam się ani razu, to i tak świetnie spędziłam przy niej czas. Autorka wplotła w fabułę fajną zagadkę kryminalną, którą miała przemyślaną od początku do samego końca, a ja bardzo lubię tak dopracowane książki. „Szpilki za milion” to powieść pozytywnie zakręcona, zwariowana i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Przy lekturze tej książki złapałam oddech i niesamowicie wypoczęłam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda.

Sylwia
Andromeda - Anna Kasiuk (PATRONAT MEDIALNY)

Andromeda - Anna Kasiuk (PATRONAT MEDIALNY)

„Ważne, by umieć przegrywać z godnością i nauczyć się wygrywać z pokorą.”

„Judyta, inteligentna i piękna uczennica maturalnej klasy, ma wszelkie warunki ku temu, by błyszczeć w towarzystwie, a jednak uparcie trzyma się na uboczu. Napięcie wokół dziewczyny przybiera na sile, kiedy nauczycielka zadaje uczniom projekt, a Judyta ma go przygotować w parze z najprzystojniejszym uczniem, kapitanem drużyny koszykarskiej, z którym chodzi Ola. Bieg wydarzeń gwałtownie przyspiesza, gdy okazuje się, że Szymona i Judytę łączy o wiele więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać – namiętność, przeszłość i związane z nią tajemnice….„

Z twórczością Anny Kasiuk nie miałam wcześniej styczności, ale jako że uwielbiam poznawać naszych rodzimych autorów, dałam szansę jej najnowszej książce „Andromeda”. Powieść do tego stopnia mnie zafascynowała, że mój blog objął ją patronatem medialnym. Wiem, że muszę nadrobić inne książki autorki, tylko nie wiem, kiedy znajdę na to czas. 

„Andromeda” to powieść po prostu o życiu, które nie zawsze maluje się różowych kolorach, bardzo często rzuca kłody pod nogi i tylko od nas zależy, czy znajdziemy w sobie dość siły, by mimo tego przeć naprzód. O tym wszystkim przekonała się Judyta, główna bohaterka książki, która mimo nastu lat, musiała się już zmierzyć z ogromną tragedią. Strata, jaką poniosła dziewczyna, zmieniła jej pogląd na świat. Judyta skończyła ze starym złym towarzystwem, zmieniła szkołę, w której starała się być niewidzialna, stała się dobrą córką i nigdy nie chciała już zawieść zaufania swojego taty. Dnie spędzała w domu, czasami chodziła do schroniska, w którym była wolontariuszką i odwiedzała starszą panią w domu spokojnej starości. Jednak niespodziewanie do jej życia wkradł się Szymon, z którym musiała opracować lekturę. Chłopak od dłuższego czasu wodził oczami za Judytą, ale przez jej całkowitą izolację, nie miał możliwości, by się do niej zbliżyć. Częste spotkania zbliżają tę dwójkę do siebie, ale czy Szymon, to odpowiedni chłopak dla Judyty, która postanowiła zostawić przeszłość za sobą? Oczywiście tego Wam nie zdradzę, wszystkiego musicie dowiedzieć się sami.

Historia zawiera w sobie bardzo dużo emocji, pojawia się ból, żal, rozgoryczenie, ale także radość, szczęście i przede wszystkim miłość. Te emocje pojawiają się prawie na każdej stronie i bombardują czytelnika. Ja momentalnie wsiąkłam w tę opowieść i chłonęłam całą sobą historię Judyty i Szymona, który stał się kimś ważnym w życiu dziewczyny. Polubiłam tego chłopaka, który mimo tajemnic, które skrywał, był dla Judyty bardzo dobry i opiekuńczy. Razem tworzyli naprawdę wspaniałą parę. Od książki naprawdę nie sposób się oderwać, a sam epilog niesamowicie mnie zaskoczył. Chyba miałam nadzieję, że powieść skończy się zupełnie inaczej, ale dzięki ostatniemu zdaniu autorki, mam nadzieję na kolejną część, w której Judyta spełni obietnicę daną chłopakowi.

Muszę Wam także napisać kilka zdań o Eleonorze, którą Judyta odwiedzała w domu spokojnej starości. Była to przemiła i sympatyczna starsza pani, z której życiowych porad powinien naprawdę skorzystać każdy. Obdarzyłam ją ogromną sympatią i choć przez chwilę czułam się tak, jakbym znów miała babcię. Takie postacie potrzebne są w książkach, bowiem niosą one ciepło i ukojenie.

„Andromeda” to powieść, która chwyciła mnie za serducho i myślę, że przez długi czas o niej nie zapomnę. Dzięki autorce przeniosłam się na karty powieści i znów poczułam się jak nastolatka, która uczy się na błędach, zakochuje się na zabój i przeżywa niesamowite chwile uniesień. Tę powieść powinien przeczytać każdy bez wyjątku, bo choć opowiada ona o nastolatkach, którzy dopiero wchodzą w dorosłość, to niesie w sobie wiele prawd życiowych, wiele mądrości i niewątpliwie skłania do refleksji. To piękna powieść o zostawianiu przeszłości za sobą, o nadziejach i o miłości, która pojawia się nie zawsze wtedy, kiedy chcemy.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
Matylda - Karolina Wójciak

Matylda - Karolina Wójciak

W dzisiejszych czasach nietrudno być autorem. W dobie self publishing i wydawnictw vanity, wydanie książki nie jest już jakąś wielką sztuką. Pytanie tylko, czy każdy musi albo powinien być autorem? Panuje bowiem przekonanie, że taka forma wydawania książek jest gorsza, daje możliwość zaistnienia osobom, które raczej nie powinny w ogóle brać się za pisanie książek, mówiąc dosadniej wszelkiego rodzaju grafomanom i ludziom nieposiadającym talentu. Same książki również mocno odbiegają od standardów, chociażby poprzez znajdujące się w nich błędy. Stereotypy, czy jednak coś w tym jest?

Aby odczarować trochę złą passę takiej formy wydawania książek, proponuję Wam powieść debiutantki (chociaż może nie do końca debiutantki, bowiem to już jej druga książka) Karoliny Wójciak, którą autorka wydała właśnie sama. I jedno mogę Wam powiedzieć: w tym wypadku, talentu autorce nie można odmówić.

„Po dostaniu się na praktyki do korporacji Matylda jest przekonana, że jej życie wreszcie nabierze barw, zaś Kostkowi, który chwilowo przerwał studia i rzucił się w wir pracy, by zarobić na utrzymanie, wydaje się, że jest zaledwie o krok od zrealizowania swych planów. Tak niewiele potrzeba im do szczęścia…

Powieść o młodych ludziach, którzy mieszkając w wielkim mieście, zmuszani są do podejmowania trudnych decyzji. Każde z nich stara się przetrwać, stać się lepszą wersją samego siebie i osiągnąć coś w życiu. Tymczasem los rzuca im kłody pod nogi, zmieniając ich życie w lawinę beznadziejności. Postawieni przed wyborem, czy przyjąć los z pokorą, czy też zmieniać go na siłę, szukają dróg wyjścia, które niestety czasem kończą się ślepym zaułkiem.

Czy gdy traci się grunt pod nogami, wszystkie chwyty są dozwolone? Jak daleko można się posunąć w ucieczce przed bezlitosnym losem?”

Jak już zapewne wiecie, bardzo często podkreślamy, że stawiamy na debiutantów i już nie raz udało nam się odkryć naprawdę zdolnych autorów. Karolina Wojciak niewątpliwie należy do tej kategorii. Tak naprawdę niewiele o niej wiadomo, tylko tyle, że mieszka w Kanadzie i zadebiutowała książką „Tożsamość nieznana”. Z prywatnych wiadomości, jakie wymieniłyśmy między sobą, wiem jeszcze, że to bardzo mila i sympatyczna dziewczyna :)

Jej druga powieść Matylda to historia Matyldy i Kostka, dwojga młodych ludzi, stojących u progu dorosłego życia, które okazuje się, że nie będzie tak kolorowe, jakby tego chcieli. Kiedy ich drogi przecinają się, mogłoby się wydawać, że fabuła zmierza w kierunku typowego romansu, niestety, albo stety autorka nie postawiła na cukierkową historię miłosną, a raczej stworzyła dla swoich bohaterów świat, w którym musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Świat odarty z uczuć, trochę klaustrofobiczny, w którym brak miejsca na nadzieję, cyniczny i rządzący się własnymi regułami.
Wystawiani na próby, narażani na pokusy bohaterowie, dokonują trudnych wyborów niejednokrotnie tych na granicy moralności.
Na kartach książki przewija się wiele postaci drugoplanowych, które jak się okazuje w miarę upływu stron, są niezwykle istotne dla całej fabuły. Karolina Wójciak stworzyła plejadę wielobarwnych charakterów, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Powieść naładowana jest wszelkiego rodzaju emocjami od początku, aż po wbijające w fotel zakończenie, którego absolutnie się nie spodziewałam, a które jest potwierdzeniem na to, że fabuła jest zdecydowanie nieprzewidywalna.

Karolina Wójciak posiada niebywale lekkie pióro i dar do przykuwania uwagi czytelnika. Nie znajdziecie tu niepotrzebnych i nudnych opisów, zbędnych upiększeń czy przekoloryzowania. Jej styl jest bardzo konkretny i niezwykle sugestywny. I choć znalazłam kilka niedociągnięć, to jednak nie mają one absolutnie wpływu na odbiór książki. Mam wielką nadzieję, że Karolina nie poprzestanie na tych dwóch książkach, a co za tym idzie, jej warsztat pisarski będzie z pewnością ewoluował.

Ogólnie rzecz biorąc, książka mi się bardzo podobała i szczerze ją Wam polecam, ale tak naprawdę trudno jest oceniać autora po przeczytaniu jednej książki. Dobra wiadomość jest taka, że jestem już w posiadaniu pierwszej powieści Karoliny Wójciak i niebawem możecie spodziewać się kolejnej recenzji. Tymczasem „Matylda” zbiera bardzo dobre opinie i to właśnie do jej przeczytania bardzo Was zachęcam i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

Benia
Lawless - T.M. Frazier

Lawless - T.M. Frazier






Dziś zapraszam Was na recenzję „Lawless” T.M. Frazier. Jeżeli czytaliście moje poprzednie recenzje jej książek, to wiecie, że pokochałam jej twórczość i bohaterów, których wykreowała. Po Kingu nadszedł czas na Bear’a, czyli jego najlepszego przyjaciela, który w swoim życiu wycierpiał bardzo wiele…

„Thia jest zagubiona i desperacko potrzebuje pomocy. Bear zamknął ważny etap w życiu i nie radzi sobie z nową rzeczywistością.”

Jeżeli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to wiecie, że Bear odszedł z gangu motocyklowego, który był całym jego życiem. Mężczyzna nie radzi sobie w nowej sytuacji, a jego czas wypełniają używki i przypadkowe kobiety. Jednak wszystko zaczyna się zmieniać, gdy na jego drodze pojawia się Thia, młoda dziewczyna, którą pierwszy raz spotkał, gdy była jeszcze dzieckiem. Złożył jej wtedy pewną obietnicę, która niestety okazała się kłamstwem. Thia potrzebuje pomocy, a jedyną osobą, która może jej pomóc jest Bear. Pojawienie się Thii nie jest mężczyźnie na rękę, jest względem niej nieufny i podejrzliwy, poza tym nadal wolałaby topić smutki w alkoholu i narkotykach, by nie rozdrapywać ran z przeszłości. Jednak coś go do tej młodej dziewczyny przyciąga i postanawia się o nią zatroszczyć, by ją ochronić przed śmiertelnym niebezpieczeństwem. Czy mu się to uda? Czy dziewczyna uleczy jego duszę i serce? O tym musicie przekonać się sami.

Na tę książkę czekałam jak na szpilkach, bo wiedziałam, że historia Bear’a będzie tak samo dobra, a może nawet lepsza, niż dwie wcześniejsze części o Kingu. Autorce kolejny raz udało się mnie przenieść do mrocznego świata pełnego przemocy, brutalności, strachu oraz lęku, w którym miłość to towar dość deficytowy. Już pierwsze strony gwarantują wciągającą i hipnotyzującą lekturę, od której nie sposób się oderwać, ja przepadłam i zatraciłam się  w tym mrocznym świecie i z bijącym sercem obserwowałam walkę bohaterów o przeżycie oraz rodzące się między nimi uczucie. Poza tym T.M. Frazier kolejny raz zrobiła mi psikusa i zaserwowała takie zakończenie, które wbiło mnie w fotel, a szczękę zbierałam z podłogi, było ono dla mnie totalnym zaskoczeniem i teraz nie wiem, jak wytrzymam do sierpnia, czekając na następny tom. 

„Lawless” to powieść, którą koniecznie musi przeczytać każdy fan dobrych romansów. Autorka odwaliła kawał świetnej roboty, skonstruowała genialną i wciągają fabułę oraz stworzyła niebywale wyrazistych bohaterów. Bear skradł moje serce już we wcześniejszych częściach, ale teraz przejął już je chyba w całości. Ale cóż poradzić na to, że lubię takich bad boyów, którzy mają wiele na sumieniu, nie są idealni, dręczą ich demony przeszłości, ale w głębi są dobrymi ludźmi, mają piękne wnętrze i jak kochają to na zabój. Ten opis idealnie odzwierciedla Bear’a, który był poszarpany od środka, był w rozsypce i nie wiedział co ze sobą począć. Pojawienie się na jego drodze Thii było niczym wstrząs, który wybudził go z letargu i zmusił do jakiegokolwiek działania. Dziewczyna była dla niego zagadką, nie wierzył jej, ale z czasem zrozumiał w jak dużym, był błędzie. Thia to dziewczyna, w której życiu wydarzyła się ogromna tragedia, a jedynym mężczyzną, który mógł jej pomóc był Bear, który niestety na samym początku okazał się wielkim rozczarowaniem. Nic więcej już Wam nie zdradzę, ale zapewniam Was, że momentalnie obdarzycie bohaterów sympatią i przepadniecie w ich historii, a zakończenie pozostawi Was w ogromnym zawieszeniu i pełnych frustracji.

Zapomniałabym napisać, że oczywiście King i Ray są nieodzownym elementem tej historii, za co jestem autorce bardzo wdzięczna, bo spotkanie z tą wspaniałą parą było cudowne. Lubię, gdy w kolejnych tomach serii pojawiają się starzy bohaterowie, którzy już swoje problemy mają za sobą i cieszą się swoim szczęściem. Ale tutaj Kinga nie mogło zabraknąć, bo to przecież najlepszy przyjaciel Bear’a, są niczym bracia i jeden za drugiego oddałby własne życie. Tak po prostu wygląda prawdziwa przyjaźń.

Polecam Wam tę powieść z całego serca i gwarantuję, że się nie zawiedziecie. To emocjonująca jazda bez trzymanki po brutalnym świecie, w którym nie ma żadnych reguł i zasad, a miłość jest towarem deficytowym.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Sylwia
Między falami - Sarah Moss

Między falami - Sarah Moss

"Adam zajmuje się córkami i pisze książkę o historii katedry w Coventry. Pewnego dnia odbiera telefon ze szkoły swojej piętnastoletniej córki i dowiaduje się, że Miriam nagle upadła i przestała oddychać. Bez żadnej przyczyny. Od tej chwili Adam pogrąża się w wyczerpującym, przerażającym oczekiwaniu na to, co się może zdarzyć, na wyjaśnienia, których nikt mu nie może udzielić."

Bardzo rzadko wybieram książkę do recenzji po samej okładce, ale w przypadku „Między falami” Sarah Moss tak właśnie się stało. Po prostu zakochałam się w tej tajemniczej i przede wszystkim delikatnej okładce. Opis tylko potwierdził, że będzie to wyjątkowa książka, o której pewnie przez długi czas nie zapomnę. Przyznam, że troszkę obawiałam się tego, że przez temat, który poruszany jest w książce, jej lektura będzie dla mnie dość trudna, że wyzuje mnie z emocji, sprawi mi ból i przede wszystkim, że spędzę przy niej kilka dni. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, w jakim byłam błędzie. Powieść tę pochłonęłam w ciągu kilkunastu godzina, bo nie mogłam się od niej po prostu oderwać. Wszystko zostało opisane lekko, delikatnie, tak by nie przytłoczyć czytelnika.

Historia przedstawiona jest oczami Adama, kochającego ojca, dobrego męża, który zajmuje się całym domem, gdyż jego żona pracuje na pełen etat. Choroba córki wywraca życie jego i całej rodziny do góry nogami. Mężczyzna nie może pogodzić się z tym, co się stało i cały czas żyje w lęku, obawiając się, że komuś znów może przytrafić się to samo. Niestety wszystko to odbija się na jego relacjach z najbliższymi, bo Adam staje się nad wyraz opiekuńczy, co nie każdemu się podoba. Tylko czy to dziwne, że mężczyzna tak się zachowywał? Gdybym była na jego miejscu (na całe szczęście nie jestem) to zachowywałabym się tak samo, ale wiem, że każdy inaczej mierzy się z bólem i stratą.

„Między falami” to piękna powieść o rodzicielskiej miłości, o chorobie, o trudach wychowania, pełna bólu, lęku i obaw, które każdemu z nas nie są obce. To książka, którą naprawdę warto przeczytać.

The Foxhole Court - Nora Sakavic (PATRONAT MEDIALNY)

The Foxhole Court - Nora Sakavic (PATRONAT MEDIALNY)

„Neil Josten jest zapalonym graczem Exy, który podpisał kontrakt z drużyną Uniwersytetu Stanowego Palmetto. Niezbyt wysoki, ale szybki, posiada ogromny potencjał – jednak… jest też uciekinierem oraz synem groźnego przestępcy znanego pod pseudonimem Rzeźnik. 
Podpisanie kontraktu z drużyną uniwersytecką Lisów wydaje się więc ostatnią rzeczą, jaką chłopak taki jak Neil powinien robić. Drużyna jest bowiem znana szerszej publiczności; zdjęcia, na których znajdzie się jego wizerunek, mogłyby ściągnąć na niego niepotrzebną uwagę. Kłamstwa pozwolą mu zachowywać pozory jedynie tak długo, dopóki ktoś nie pozna jego prawdziwej tożsamości. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, będzie martwy. 
Ale Neil nie jest jedyną osobą w drużynie, która coś ukrywa. Jeden z nowych zawodników Lisów, to ktoś z jego przeszłości. Teraz, gdy ponownie się spotkali, Neil chce wykorzystać szansę, jaką zesłał mu los. Ostatnich osiem lat przetrwał dzięki ciągłej ucieczce. Może w końcu znalazł kogoś, dla kogo warto żyć i coś, o co warto walczyć.” 

„The Foxhole Cout” to pierwszy z trzech tomów cyklu  „All for the game”. Mam nadzieję, że kolejne tomy ukażą się bardzo szybko, ponieważ historia Neila i jego kolegów z drużyny pochłonęła mnie bez reszty. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki i dziękuję autorce za dostarczenie mi powiewu literackiej świeżości.

"To nie świat jest okrutny. Tylko ludzie, którzy na nim żyją." 

Głównym bohaterem jest Neil chłopak, który od lat ukrywa się i ucieka przed przeszłością. Gdy dostaje propozycję dołączenia do drużyny Uniwersytetu Stanowego Palmetto, jest w rozsypce, bo wie, że to dla niego ogromna szansa, ale granie w takiej drużynie jak Lisy, wiąże się także z dużą rozpoznawalnością. Nie myślcie przypadkiem, że Lisy są tak rozpoznawalni przez to, że świetnie grają, co to, to nie. Lisy to drużyna dość specyficzna, a jej członkowie, to tak jakby wyrzutki społeczeństwa. Każdy z nich ma mroczną przeszłość i skrywa tajemnice oraz sekrety. Neil jednak postanawia zaryzykować, choć wie, że szansa, którą dostał, może okazać się dla niego śmiertelnym niebezpieczeństwem. Już pierwsze dni w drużynie uświadamiają mu, jak brutalni, niebezpieczni i przebiegli potrafią być niektórzy z jego nowych znajomych… Czy podpisując kontrakt, Neil wydał na siebie wyrok, czy może dał sobie szansę na całkiem nowe życie?

„Kontrakt trenera Lisów stanowił przepustkę do tego, o czym zawsze marzył i umożliwiał uprawianie sportu, który kochał. Dzięki temu mógł jeszcze  trochę dłużej poudawać, że wiedzie normalne życie.”

Autorka w mistrzowski sposób wykreowała bohaterów, bo choć historia należała do Neila, to czasami nawet postacie drugoplanowe grały pierwsze skrzypce. Prawie każdego z nich poznajemy bardzo dobrze i im dalej czytamy, tym więcej sekretów wychodzi na jaw. Oczywiście nie dowiadujemy się wszystkiego, a najistotniejsze rzeczy poznamy zapewne dopiero w kolejnych tomach, których już teraz nie mogę się doczekać. Bohaterowie są bardzo różnorodni, każdy naprawdę jest inny i wyjątkowy. To nie są grzeczni chłopcy, to prawie dorośli mężczyźni przepełnieni gniewem i rozgoryczeniem, na ich barkach spoczywa wiele demonów, które ich niszczą i z którymi nie potrafią sobie poradzić.

"Demony przeszłości zaciskają szpony, nie uda ci się ich odgonić..."

Gdy zaczęłam pisać tę recenzję, zastanawiałam się jakiego słowa użyć, by najbardziej oddać nim charakter tej książki. Najczęściej na myśl przychodziło mi POPIEPRZONA i uważam, że naprawdę to słowo idealnie nadaje się do oceny tej książki. Oczywiście popieprzona, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, bo to książka, w której emocje wirują niczym tornado i atakują czytelnika z każdej strony. Akcja książki jest dynamiczna, cały czas coś się dzieje, momentami czułam jakbym i ja była częścią tej opowieści. To nie jest historia dla grzecznych dziewczynek, autorka postawiła na dość wulgarny język, który idealnie pasuje do bohaterów i wplotła w fabułę dużą dawkę mroku oraz brutalności.

Na potrzeby książki autorka wymyśliła nową dyscyplinę sportową Exy, która była dość brutalną grą drużynową, ale w stu procentach pasowała do bohaterów. Przyznam, że jestem pod wrażeniem tego, jak Nora Sakavic dobrze przemyślała sobie ten sport i z jaką dokładnością opisała jego zasady.

„The Foxhole Court” to genialna powieść z gatunku Young Adult, w którą autorka wplotła wątki sensacyjno-kryminalne. Na pewno nie jest to książka dla każdego i w szczególności polecam ją już pełnoletnim czytelnikom. Mnie ta historia pochłonęła, zafascynowała i po prostu chcę więcej… Niecierpliwie czekam na kolejne tomy, by kolejny raz wkroczyć do popieprzonego życia Neila Jostena i poznać jego dalsze losy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo NieZwykłe.


Prawo miłości - Whitney G. (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)

Prawo miłości - Whitney G. (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)


„Kiedy Andrew ostrzegał ją, że jest zimnym i bezdusznym draniem, który nigdy się nie zmieni, powinna była mu uwierzyć. Jednak teraz jest już za późno, bo Aubrey się zakochała.
Wydawało się, że wszystko między nimi się układa, ale Andrew wywinął taki numer, że, Aubrey oprócz miłości będzie musiała znaleźć w swoim sercu miejsce na nienawiść, bo nigdy mu nie wybaczy tego, co zrobił.
Andrew jest przekonany, że Aubrey da się zastąpić, więc wpada w wir przypadkowych randek. Jednak każda kobieta, do której chce się zbliżyć, przypomina mu blondwłosą piękność, w której oczach przeglądał się tyle razy. Chociaż wyrzucił Aubrey ze swojego życia, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo stała się dla niego ważna.
Czy Aubrey da kolejną szansę mężczyźnie, który tak głęboko ją zranił?”

Bardzo, ale to bardzo czekałam na ostatni tom serii Domniemanie niewinności, bo choć przeczuwałam, jak zakończy się ta historia, to i tak byłam ciekawa, co tym razem wymyśliła autorka. W moim odczuciu ten tom jest najlepszy, najbardziej emocjonujący, dużo więcej się  w nim dzieje i oczywiście poznajemy całą przeszłość Andrew, która niestety do najprzyjemniejszych nie należała. Dzięki temu łatwiej zrozumieć postępowanie mężczyzny , jego obrzydzenie względem kłamstwa oraz obawy i strach przed nowym uczuciem. Przyznam się szczerze, że jeden fragment, który dotyczył jego przeszłość, doprowadził mnie do łez, ale ze mnie już jest taka emocjonalna klucha. Oczywiście w tej części Andrew pójdzie po rozum do głowy i spróbuje odzyskać Aubrey, bez której nie wyobraża sobie dalszego życia. Czy mu się to uda? Chyba wiecie, że Wam tego nie zdradzę ;)

Jeżeli czytaliście moją recenzję poprzednich tomów tej serii, to wiecie, że bardzo polubiłam bohaterów i na całe szczęście nic w tej kwestii się nie zmieniło. W Andrew zaszła minimalna zmiana, nadal był pewny siebie, nieustępliwy, czasami dupkowaty, ale także zaczął okazywać prawdziwe uczucia i zrozumiał, że nie każda kobieta jest taka sama. Postanowił walczyć o miłość, choć jak możecie sobie wyobrazić, nie było to zbyt łatwe, bo Aubrey zniknęła. Kobieta wyjechała, by zapomnieć o mężczyźnie, którego pokochała i by zacząć spełniać swoje marzenia…W jej życiu pojawił się także ktoś nowy, ale czy będzie miał on szansę, gdy na scenę kolejny raz wkroczy seksowny prawnik?

Styl autorki jest prosty i bardzo lekki w odbiorze, książkę przeczytałam  w ekspresowym tempie, bo już na samym początku zostałam wciągnięta w głąb fabuły. Autorka zaciekawiła mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam odłożyć książki na półkę, póki nie znalazłam się na ostatniej stronie, troszkę żałuję, że to już koniec, ale tak to już jest, że wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Nadmienię jeszcze, że ten tom jest dłuższy, więc tym bardziej będziecie zadowolone.

„Prawo miłości” to powieść, która mnie uwiodła, zafascynowała, wzruszyła i niejeden raz rozbawiła. Autorka ma naprawdę świetne poczucie humoru, bawiłam się przy nim wyśmienicie. Historia Andrew i Aubrey wciąga już od pierwszej strony, nie można się z nią rozstać i po cichu obserwuje się poczynania bohaterów. Jestem na sto procent pewna, że tak jak i ja zatracicie się w tej historii.

„Prawo miłości” to zdecydowanie najlepsza część serii. Jestem przekonana, że prawdziwa twarz Andrew bardzo Wam się spodoba. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Premiera: 06.06.2018
Twoje zdjęcie - Melanie Moreland

Twoje zdjęcie - Melanie Moreland

„Nazywam się Adam Kincaid i jestem najlepszy w swoim fachu. Po śmierci rodziców postanowiłem doskonalić się w ich fachu, dlatego w tej chwili jestem najbardziej śmiałym niezależnym fotografem na świecie.
Być może niektórzy mają mnie za samotnika, ale nie dbam o to. Liczy się tylko dobre zdjęcie. Ale mimo że jestem dobry, wypadki chodzą po ludziach – i dzięki za to Bogu, bo dzięki jednemu z nich spotkałem właśnie ją. 
Alexandra Robbins. Moja opiekunka. Mój anioł.
Obiektyw mojego aparatu pokochał jej rude włosy i jasne, niebieskie oczy, dlatego też musiałem ją zdobyć. Szybko się okazało, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Pasowaliśmy do siebie zarówno pod względem fizycznym jak i emocjonalnym. Coś jednak było nie tak. Dziewczynę prześladowała jej przeszłość i choć starałem się ją uwolnić, to niezależnie od tego, jak bardzo się staram, za każdym razem ją tracę.
Teraz zamierzam ją odzyskać. I tym razem nie wystarczy mi jej zdjęcie – pragnę jej całej, ponieważ wiem, że łączy nas coś wyjątkowego…”

"Twoje zdjęcie" Melanie Moreland to powieść, na którą miałam chrapkę, gdy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach wydawnictwa. Niesamowicie zaintrygował mnie opis i przeczuwałam, że będzie to książka, która dostarczy mi wielu emocji i o której szybko nie zapomnę. Miałam rację, bo po prostu zakochałam się w tej historii i w jej bohaterach. Autorka napisała piękną powieść, która wzrusza, śmieszy, zachwyca i fascynuje. Przepadłam z kretesem i mam nadzieję, że na naszym rynku wydawniczym pojawi się więcej jej książek, bo moim zdaniem, to autorka, o której warto pamiętać.

W tej książce podobało mi się naprawdę wszystko, nawet okładka, która wielu osobom może wydać się oklepana, a nawet nijaka. Autorka stworzyła niesamowicie ciekawą i niebanalną fabułę, która wciąga już od pierwszej strony, a jeżeli do tego dodamy wyrazistych i nieprzerysowanych bohaterów, to otrzymujemy coś wręcz idealnego. Melanie Moreland zauroczyła mnie tą historią i aż żałuję, że skończyłam ją już czytać. 

Tak jak wyżej napisałam, autorka stworzyła naprawdę interesujących bohaterów, których już na samym początku obdarzyłam ogromną sympatią. Ally to dziewczyna miła, niezwykle sympatyczna, która oddała serce swojej pracy, bo tylko praca była jej świadomym wyborem. Dziewczyna należała do bardzo bogatej i wpływowej rodziny, dla której najważniejsze były tylko pozory. Od lat była obwiniana przez ojczyma, za śmierć brata, a wyrzuty sumienia niszczyły ją od środka. Całe jej życie, to ciągła kontrola ze strony matki oraz ojczyma i nawet jako dorosła młoda kobieta, miała mało do powiedzenia na temat swojej własnej przyszłości. Poznanie Adama było dla niej niczym wybawienie, ale niestety okrutny los kolejny raz sobie z niej zadrwił. Adam to taki bohater, który skradnie niejedno czytelnicze serce, jestem o tym po prostu przekonana. To znany fotograf, który nie wyobrażał sobie, że w życiu mógłby zajmować się czymś zupełnie innym. Ciągle był w drodze, by dokumentować zniszczenia, które były dziełem pogody. Nie raz ryzykował własnym życiem, ale kochał to, co robił, to było jego życie. Gdy poznał Ally jego świat wywrócił się do góry nogami, bo już po pierwszym spotkaniu czuł, że to jego bratnia dusza, jego miłość i przeznaczenie. Tylko że tak jak wspomniałam wcześniej, nie wszystko ułożyło się po ich myśli i mężczyzna kolejny raz musiał zawalczyć o miłość swojego życia. W książce pojawiają się jeszcze inni bohaterowie, jedni ważni, drudzy mniej ważni, ale na uwagę na pewno zasługuje jeszcze ciotka dziewczyny, kobieta o złotym sercu, która jako jedyna cieszyła się ze szczęścia Ally. O jej rodzicach nie będę nic pisać, bo na usta cisną się mi same niecenzuralne słowa, a nie chcę Was nimi zgorszyć.

"Spotkałem cię tylko kilka dni temu, Ally, ale czekałem na ciebie całe życie. Czekałem, aż mnie znajdziesz."

Narracja została poprowadzona w pierwszej osobie, czyli tak jak lubię najbardziej, a na dodatek to Adam był narratorem i to z jego perspektywy opowiedziana była prawie cała historia. Napisałam prawie cała, bo pod koniec książki pojawiło się kilka rozdziałów, w których to Ally zabrała głos. Muszę przyznać, że było to super pomysłem, bo całkiem inaczej czyta się książkę, kiedy to mężczyzna opowiada nam swoją historię i według mnie to jeden z wielu atutów tej książki. Poza tym książka została podzielona na dwie części. W części pierwszej obserwujemy rodzące się uczucie między bohaterami, a w części drugiej walkę Adama o Ally. To świetna książka obok, której nie można przejść obojętnie.

„Twoje zdjęcie” to powieść, w której fabuła nie jest całkiem słodka, sporo w niej bólu, cierpienia, rozterek i bardzo trudnych relacji rodzinnych. Autorka ukazuje czym tak naprawdę, jest prawdziwa miłość, która nie ocenia, nie krzywdzi i nie łamie człowieka. To naprawdę bardzo emocjonująca historia, która nie raz mnie wzruszyła i myślę, że z Wami będzie podobnie.
To idealna książka dla kobiet.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger