czwartek, 21 września 2017

Zachód słońca w Central Parku - Sarah Morgan

Bardzo lubię książki o miłości, więc to nic nadzwyczajnego, że takich recenzji na blogu jest najwięcej. No, ale cóż, jestem kobietą i zawsze całą sobą przeżywam takie historie. Trzymam kciuki za bohaterów, kibicuję rodzącym się uczuciom, a jak zakończenie ma happy end, to jestem w siódmym niebie. Ostatnio w propozycjach recenzyjnych trafiłam na książkę, której okładka wywarła na mnie duże wrażenie, a opis spotęgował ciekawość. Ta książka to „Zachód słońca w Central Parku” i dziś mam dla Wam jej recenzję. Zapraszam.

Frankie jest kobietą konkretną i rzeczową. Nie wierzy w związki i ich szczęśliwie zakończenia. Według niej każde małżeństwo rozpadnie się wcześniej lub później, a sama miłość prowadzi tylko do bólu i łez. Strasznie przeżyła rozwód rodziców i nie ma zamiaru powielać ich błędów. Ma pracę, którą uwielbia i cudowne przyjaciółki, na które zawsze może liczyć. Frankie przyjaźni się także z Mattem, który jest bratem Paige. Matt zmaga się z traumą po nieudanym związku i po kobiecie, która go oszukiwała. Gdy mężczyzna zaczyna interesować się Frankie inaczej niż przyjaciel, ta wycofuje się i ucieka w popłochu. Czy Mattowi uda się przebić przez mur, którym otoczyła się Frankie? Czy przeszłość nie stanie im na przeszkodzie? Przekonajcie się sami.

"Sarah Morgan uważa, że romanse to najbardziej satysfakcjonująca z rozrywek. Od dziecka chciała być pisarką i chociaż jej życie nie zawsze podążało w tym kierunku, wreszcie się udało. Jej powieści są optymistyczne, za co często dostaje podziękowania od swoich czytelniczek.
W swojej pracy łączy biznes z przyjemnością. Krytycy określają jej powieści mianem „seksownych i pełnych akcji”. Czy może być lepsza zachęta do czytania?" 

„Zachód słońca w Central Parku” to drugi tom cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Niestety nie wiem, jak to się stało, ale przegapiłam część pierwszą i koniecznie muszę ten błąd naprawić. Jeżeli ktoś z Was też nie ma poprzedniczki, to nie przejmujcie się, bo książkę można czytać bez obaw oddzielnie, gdyż tym razem poznajemy historię Frankie, kolejnej z trójki przyjaciółek.

To bardzo fajna komedia romantyczna, która wciąga od pierwszej strony. Już na samym początku zostajemy wciągnięci do codzienności głównej bohaterki i poznajemy jej przyzwyczajenia. Stopniowo także są odkrywane przed nami przyczyny jej kompleksów i uprzedzeń, dzięki temu bardzo łatwo nam zrozumieć jej stosunek do związków i do miłości. Myślę, że wiele z Was nie będzie miało problemu, żeby się z nią utożsamić, bo jest ona osobą niezwykle ciepłą, sympatyczną i delikatną. Bardzo ją polubiłam i cały czas kibicowałam Mattowi w walce o u uczucia Frankie. Poza tym Matt, to bohater, który bardzo szybko podbił moje serce, chyba najbardziej urzekła mnie w nim jego pewność siebie, która była jedynym sposobem, by obalić mur, którym otoczyła się kobieta. Jego wytrwałość była po prostu godna podziwu. 

„Nie można kochać kogoś, kto nie chce być kochany.” 

Książka zawiera w sobie wiele emocji, które dla czytelnika stają się bardzo namacalne i łatwo odczuwać je wraz z bohaterami. Jest radość, smutek, gniew, namiętność i pożądanie. Po prostu mieszanka idealna.

„Zachód słońca w Central Parku” to niesamowicie wciągająca historia o przyjaźni, miłości i pożądaniu. Więc jeżeli lubicie historie, przy których w Waszych brzuchach harcują motyle, to ta powieść będzie dla Was idealna. Ja spędziłam przy niej miło czas i na pewno sięgnę po inne książki autorki, gdyż myślę, że warto poznać całą jej twórczość.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

środa, 20 września 2017

Absolwentka - SJ Hooks

Bardzo zaciekawiła mnie historia zakazanego romansu pomiędzy profesorem Stephenem Worthingtonem i jego studentką Julią Wilde, więc niecierpliwie wyczekiwałam kolejnego tomu, by poznać ich dalsze losy. Długo czekać nie musiałam i dziś zapraszam Was na recenzję „Absolwentki”.

Jeżeli czytaliście „Debiutanta”, to wiecie, jak wyglądało życie Stephena przed poznaniem Julii. Wiódł on można by rzec bardzo nudny tryb życia, a jego każdy dzień wyglądał prawie tak samo. Wszystko się zmieniło, gdy poznał Julię, najbardziej wkurzającą studentkę na roku. Połączył ich romans, który opierał się tylko na seksie, i który skrzętnie ukrywali. Teraz ich związek przechodzi na wyższy poziom, a dziewczyna w pewnym momencie przeprowadza się do swojego kochanka. Stephen zaczyna rozumieć, że zakochał się w Julii, ale nie chce nic słyszeć o poważnych uczuciach. Czy go nie kocha, czy może tylko udaje? A podstawowe pytanie brzmi, czy jest gotowa na stały związek i czy jeden kochanek w zupełności jej wystarczy?

Bardzo byłam ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Stephena i Julii i przyznam, że sumie moja ciekawość została zaspokojona. Książka napisana jest tak jak jej poprzedniczka, czyli lekko i czyta się ją bardzo szybko. Myślę, że każdy, kto polubił część pierwszą i tym razem powinien zostać usatysfakcjonowany. W moim odczuciu ta część okazała się nieco słabsza, chyba oczekiwałam czego więcej. Chciałam po przeczytaniu powiedzieć WOW, ale to było świetne. Niestety właśnie zabrakło mi takiego bum... Niemniej jednak książka mi się podobała i wcale nie żałuję, że spędziłam przy niej czas.

Książka ta przypadnie na pewno do gustu osobom, które nie lubią ostrych i perwersyjnych scen seksu. Autorka zadbała o to żeby, takie sceny w jej wykonaniu były niezwykle delikatne, subtelne i napisane ze smakiem. Mnie osobiście bardzo to odpowiadało, bo dzięki temu książka wyróżnia się na tle innych z tego gatunku. Dzięki takim szczegółom autorce udało się odbiec od utartych schematów, poza tym tutaj nie mamy bogatego milionera i szarej myszki, którzy goszczą na kartach większości książek. Tutaj mamy całkiem odwrotną sytuację, to Julia jest tą stroną dominującą, a Stephen jest mężczyzną odrywającym arkana seksu.

Myślę, że najsłabszą stroną tej części okazali się bohaterowie. Miałam nadzieję, że w Stephenie zajdzie jakaś spektakularna zmiana, bo choć niewątpliwie stał się on kochankiem zaspakajającym pragnienia swojej kobiety, to niestety nie mogłam pogodzić się z tym, że dalej do niektórych spraw związanych z seksem podchodził z dystansem i z ogromną nieśmiałością. Jeżeli zaś chodzi o Julię, to straciła ona wiele ze swojej drapieżności i momentami wydawała się mi nijaka.

Całościowo książkę oceniam dobrze, bo mimo niedociągnięć dobrze się przy niej bawiłam. Historia Julii i Stephena jest inna i na pewno ciekawa. Uważam, że każdy z Was kto poznał początek tej historii, powinien poznać jej zakończenie...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.  

wtorek, 19 września 2017

Przyszłość ma twoje imię - Elżbieta Rodzeń

Znacie twórczość Elżbiety Rodzeń? Jeżeli nie, to koniecznie musicie zmienić ten stan rzeczy, bo to autorka, która pisze pięknie, wzruszająco i za każdym razem mnie zaskakuje. Teraz było podobnie, bo choć znam jej twórczość „od podszewki”, to nie byłam przygotowana na to, co dostałam w jej najnowszej książce pt. „Przyszłość ma twoje imię”. Momentami czułam się, jakby moje serce zostało wrzucane w maszynkę do mielenia mięsa, by za chwilę uformować się na nowo. To powieść, która ewidentnie trafi do młodszych, jak i starszych czytelników i na pewno wywrze na Was duże wrażenie. Dzięki autorce zafundowałam sobie nieprzespaną noc, sińce pod oczami i opuchnięte powieki, ale dla takich książek warto się poświęcać, a Elżbieta Rodzeń z każdą kolejną swoją powieścią wskakuje coraz wyżej, na mojej osobistej liście ulubionych autorów. Byle tak dalej Pani Elu. 

Blanka właśnie wyprowadziła się z domu, zaczęła studia i znalazła pracę. Jednak ciężko rozpocząć jej nowy rozdział w życiu, gdyż dziewczyna cały czas zmaga się z wydarzeniem z przeszłości. Nawet trzy lata po napadzie, źle radzi sobie z jego skutkami – boi się wejść do sklepu, a ludzki dotyk ją paraliżuje. Teraz szuka spokoju i zapomnienia, ale czy będzie jej to dane? Mateusz nigdy nie miał łatwego życia. Już jako młody chłopak musiał wziąć odpowiedzialność za swojego dużo młodszego brata i cały czas musiał walczyć o przetrwanie. Przeszłość pozostawiła na mim piętno i niestety chłopka nie radzi sobie z emocjami. Pierwsze spotkanie tej dwójki nie będzie należało do udanych, gdyż Blanka nakryje Mateusza w dwuznacznej sytuacji. Jednak wspólna praca i upór Mateusza nie pozwolą dziewczynie o nim zapomnieć. Czy dwójka tak poranionych osób będzie miała szansę na udany i szczęśliwy związek? Czy Blanka pogodzi się z tym, że Mateusz nie przepuścił żadnej dziewczynie z ich wspólnej pracy? Czy mają szansę na nowy wspólny start? Przekonajcie się sami.

„Pamiętaj o tym, co najważniejsze.”
Zacznij od nowa.
Twoja przyszłość jest biała jak śnieg.”

Elżbieta Rodzeń zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Noc świetlików”. Jest pedagogiem terapeutą. Pisze, bo historie, które rodzą się w jej głowie, nie dają jej spokoju, póki nie znajdą się na papierze. Uwielbia czytać, lubi zimowe spacery, nietuzinkowe filmy i dobrą herbatę (prócz spacerów, mamy wiele wspólnego). Wraz z mężem mieszka w małym domku pod lasem. 

Elżbieta Rodzeń – koniecznie zapamiętajcie to nazwisko, gdyż jestem w stu procentach pewna, że to autorka, która wyda jeszcze wiele cudownych i wspaniałych książek. Po przeczytaniu „Dziewczyny o kruchym sercu” od razu wiedziałam, że jej książki można brać w ciemno i być pewnym, że nie zostanie się rozczarowanym. To autorka, która mimo tego, że pisze stylem dość prostym, to trafia w czytelnicze serca, to mistrzyni przekazywania emocji i kreacji bohaterów, z którymi bardzo łatwo możemy się utożsamić. Do tego rozkłada swoich bohaterów na czynniki pierwsze i mamy ich idealne portrety psychologiczne, przy których sami zastanawiamy się nad sobą i własnymi problemami. 

Tym razem poznajemy historię Blanki i Mateusza, którzy w swoim życiu przeszli wiele. Blanka kiedyś spełniała swoje marzenia, jednak po napadzie, do którego doszło, trzy lata wcześniej nie potrafi się pozbierać. Miała nadzieję, że wyprowadzka, studia oraz praca pomogą jej na nowo cieszyć się życiem. Jej nowy sąsiad to Mateusz, chłopak z trudną przeszłością, który przed laty musiał walczyć o wikt i opierunek dla siebie i młodszego brata. Kiedy ta dwójka się poznaje od razu czuć między nimi chemię. Dzięki niemu Blanka się otwiera i inaczej reaguje na dotyk. Są po prostu niczym dwie połówki pomarańczy i pasują do siebie idealnie. On jest balsamem dla jej duszy i ciała, a ona lekarstwem na jego wewnętrzne mroki. Niestety oboje mają między sobą sekrety i tajemnice, które po ujrzeniu światła dziennego mogą wszystko zniszczyć. 

On jest słońcem, wokół którego kręci się mój świat. Jeśli ktoś mi go odbierze, znów zostanę w ciemnościach. 

„Przyszłość ma twoje imię” to bezapelacyjnie przepiękna powieść ukazująca rodzące się uczucie między bohaterami. Uczucie piękne  i krystaliczne niczym łza, ale czy nie taka powinna być właśnie miłość? Mateusz to bohater, którego niejedna z nas chciałaby mieć obok siebie, to chłopak, który nigdy nie zostawi w potrzebie i jak kocha, to raz i na całe życie. Przyznam się Wam, że czytałam tę powieść z zapartym tchem i chłonęłam każde słowo. Akcja książki toczy się własnym rytmem, nie ma zbędnego pośpiechu i gdy wydaje się nam, że już nic nie może się stać, że bohaterowie będą szczęśliwi, powraca bolesna przeszłość, która niczym tornado może zniszczyć wszystko, co stanie na jej drodze. Czy tak się stanie? Tego Wam oczywiście nie zdradzę. Autorka bardzo zaskoczyła mnie tym zwrotem akcji, bo nie wspomniałam o tym, że jest to powieść bardzo, ale to bardzo mało przewidywalna.

To powieść, która cały czas siedzi mi w głowie, bo choć minęło już kilka dni, odkąd skończyłam ją czytać, to nie potrafię zapomnieć tej historii i chyba nawet nie chcę jej zapomnieć. Na pewno do niej jeszcze kiedyś powrócę, bo do pięknych książek warto powracać. Podczas czytania czułam się jak na emocjonalnej kolejce górskiej, bo emocji w niej jest co niemiara. Książka wzrusza i przyznam szczerze, że nie raz w moich oczach pojawiały się łzy, a serce niemiłosiernie krwawiło. Wszystko mi w tej powieści zagrało i mogę ją tylko Wam polecić, jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

„Przyszłość ma twoje imię” to powieść o miłości, ale nie tylko takiej między kobietą a mężczyzną,  to także idealne przedstawienie miłości pomiędzy rodzeństwem, która jest niezwykle ważna. To powieść o przełamywaniu lęków i wspieraniu się w realizacji marzeń.  Historia Blanki i Mateusza niesie w sobie ważne przesłanie, mówiące o wybaczaniu, na które niestety nie zawsze każdy jest gotowy.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

poniedziałek, 18 września 2017

Pakistańska córka - Maria Toorpakai


„Nie pozwoliła, by islam zniszczył jej marzenia.”

Pakistan to jeden z krajów, na którego w ostatnim czasie zwrócone są oczy całego świata. Tam codzienność wygląda zupełnie inaczej niż np. w Polsce. Ludzie starają się żyć normalnie, codziennie chodzą do pracy, dzieci każdego ranka wybierają się do szkoły, a wokoło wybuchają samochody pułapki. Czy wyobrażacie sobie takie życie? Zapewne nie. Po przeczytaniu tej powieści wiem jedno, nie warto narzekać z błahych powodów, bo ludzie na świecie mają sto razy większe problemy niż dziura w ulubionej sukience. Niektórzy codziennie drżą o własne życie, muszą zmagać się ograniczeniami kulturowymi, a kobiety traktowane są gorzej niż psy. Na szczęście są też takie osoby, jak Maria Toorpakai Wazir, która wygrała pojedynek z islamskimi fanatykami i teraz walczy o to, by świat poznał losy zniewolonych kobiet.

„Nazywam się Maria Toorpakai Wazir. Pochodzę z jednej z najbardziej niebezpiecznych części Pakistanu. Mój dom to siedziba talibów. Kobiety wiodą tu bardzo nieszczęśliwe życie...”

Tam, gdzie wychowywała się Maria, kobiety miały wszystko zakazane. Nie mogły się edukować, nie mogły słuchać muzyki, nie było mowy, by same opuściły dom bez męskiego towarzystwa, nie mogły nawet same wybrać sobie ubrania. Kobiety nie mogły mieć własnych poglądów, a gdy któraś z nich została zgwałcona, to tylko i wyłącznie z własnej winy. Każda kobieta już od maleńkości uczona była uległości i posłuszeństwa. Na szczęście nie Maria... Jej rodzina również była głęboko wierząca, ale oni w odróżnieniu od większości traktowali swoje dzieci na równi i wspierali ich we wszystkich działaniach. Maria cały czas miała w nich oparcie nawet wtedy, gdy postanowiła grać w squasha. Dziewczyna podjęła wtedy gigantyczne ryzyko – ścięła włosy, owinęła piersi bandażami i zaczęła udawać chłopca. Ale czy miała inny wybór? Niestety, gdyby nie podjęła tego ryzyka, skończyłaby jak większość tamtejszych kobiet, poniżana, gwałcona i bita. Gdy talibowie zaczęli grozić jej śmiercią, uciekła do Kanady, ocalić życie i spełniać marzenia.

Maria Toorpakai udowodniła, jak wiele w życiu znaczą marzenia i ich realizacja. Jak ważna jest walka o swoje i że tylko ciężką pracą można osiągnąć sukces. Teraz kobieta znajduje się w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych kobiet grających w squasha. Żyje bez ograniczeń i dąży do tego, by cały świat poznał losy tych biednych kobiet. Czy osiągnęłaby to, gdyby nie jej wewnętrzna siła i hart ducha?

Po przeczytaniu "Pakistańskiej córki" mogę Wam napisać tylko, to... żebyście cieszyli się z tego, co macie, spełniali marzenia i walczyli o swoje. Codziennie narzekamy na nasz kraj, nie zdając sobie sprawy, że dla niektórych ludzi na świecie, to raj, w którym każdy może czuć się wolny, zasypiać bez strachu i żyć godnie, tak jak każdy człowiek na to zasługuje. Gorąco polecam Wam tę powieść, bo to książka mądra i niosąca za sobą ważny przekaz.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Michał Podbielski - Wojny Żywiołów. Przebudzenie Ziemi: Powstania


Ostatnie dwa tygodnie sierpnia mogłam przeznaczyć, na pełnoetatowe czytanie. W tym okresie zabrałam się za coś co znacie, albo kojarzycie. Chodzi mi tutaj o drugi tom pierwszej części Wojen Żywiołów Michała Podbielskiego. Dokładnie to "Wojny Żywiołów. Przebudzenie Ziemi: Powstania". Strasznie długi tytuł, co? :) 
Jak dobrze pamiętacie, pierwszy tom, podobał mi się, ale znalazłam w nim jeden mankament, który można powiedzieć, obniżył dla mnie wartość książki: nie było w niej zaczepienia dla głównego bohatera, a akcja była opisywana na każdego z bohaterów, przez co można było się naprawdę nieźle pogubić. Teraz dostałam drugi tom i pierwsze do czego mogłabym się przyczepić, to okładka, która pozostała nie zmieniona od pierwszej części, ale nie przynudzając...

Zapraszam was na recenzję gdzie dowiecie się co sądzę o drugim tomie pierwszej części :)

"Oblubieniec bogini ziemi poszukuje obiecanego w proroctwach Naczynia, które ma odmienić życie ludów Kontynentu Prerii. Będąc daleko od domu, nie zdaje sobie sprawy z tego, że zeszłoroczne wtargnięcie do Epicentrum właśnie rodzi daleko idące konsekwencje.
W tym samym czasie Kamiennoręki zbiera armię mającą wyrwać Wysokie Stepy z rąk Imperium Koralu. Podczas swych działań szybko przekonuje się, że wróg nie stanowi jedynych przeciwności, a natura ludzka potrafi przysporzyć problemów nawet wśród sprzymierzeńców.
Jaką rolę odegrają tu Szare Płaszcze? Czy bogini Wody zainterweniuje? Jakie siły zetrą się ze sobą i jaki będzie finał pierwszego tomu serii „Wojny żywiołów”?"

To, co dostałam w tej części było bardziej dopracowane (no oprócz okładki, o której już wspomniałam). Wszystko było, tak jakby bardziej poukładane, nie było takiego wielkiego misz - maszu, który zastałam w pierwszej części, a historia dla mnie zaczęła mieć ręce i nogi. Styl  bardzo trafny do tego typu literatury. Autor potrafił zaciekawić, a jednocześnie (nareszcie! ) przestał używać tej chłopskiej gwary, która była wcześniej i to dość często. Język stał się bardziej korzystny, widać w nim poprawę i to naprawdę dużą poprawę, a i w druku jest zdecydowanie mniej błędów, przez co książkę czytało się dużo lepiej. Na początku przeraziła mnie ilość stron (728), zwykle takie książki w jakiś sposób zrażają czytelnika i ja również miałam obawy, czy się nie zanudzę, ale miło zostałam zaskoczona, bo książkę, jak na fantastykę połknęłam baaardzo szybko a i pod sam koniec zapragnęłam więcej.

"... Ludzie mają inną mentalność. Nikt nie dba o dobro państwa, dla którego rozwoju teoretycznie pracuje. Każdy chce jak najwięcej dla siebie. To dlatego wyniszczają się nawzajem i umacniają własne pozycje zamiast połączyć siły dla wspólnego dobra..."

Co do fabuły, to na początku strasznie brakowało mi akcji fabularnej od strony Szarych Płaszczy, których szczerze polubiłam. Bardzo szybko jednak znalazłam kolejny wątek, który w pierwszej części mnie nie zachwycił, ale teraz czekałam na jego rozwinięcie. Chodzi tutaj o bardzo ciekawy wątek  Harty oraz Ghora, który mogłabym czytać cały czas. Także historia Namzisa zaczęła mi się podobać, była intrygująca i miejscami humorystyczna.

Gdybym miała podsumować to, co dostaliśmy w tym momencie od autora Michała Podbielskiego, to zdecydowanie powiem, że drugi tom pierwszej części bije na głowę poprzedni tom i jest dużo ciekawszy od poprzedniego. Więcej się w niej dzieje, nie panuje taki chaos, a wszystko jest bardziej poukładane. Zdecydowanie Wam polecam - warto było przedrzeć się przez pierwszą część, aby dostać taką kontynuacje ;)



Dziękuję za przeczytanie Autorowi.

niedziela, 17 września 2017

Książki. Magazyn do czytania

Ostatnio pisałam dla Was recenzję kalendarza i myślę, że nie była ona zła, więc nadszedł czas na kolejne wyzwanie. Poproszono mnie o napisane krótkiej opinii Książki. Magazyn do czytania, którego najnowszy numer ukazał się 5 września. Czy taki magazyn jest czymś, co mogłabym czytać regularnie? Czy artykuły są ciekawe? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w mojej krótkiej recenzji.

Magazyn ma 116 stron, więc całkiem sporo, poza tym nie każdego mogą zainteresować wszystkie artykuły, ale tym się nie martwcie, bo na samym początku znajduje się obszerny spis treści, który kilkoma słowami przybliża nam każdy artykuł, który znajdziemy w magazynie. Sama wybrałam ich kilka i przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Jesteście ciekawi, które to artykuły? Mam nadzieję, że tak, bo i tak Wam je wymienię: Gdzie znaleźć najlepsze porno – literackie śledztwo Marka Bieńczyka, Nowy Jork wcale nie jest cudem – z miastem mitem rozprawia się Nathan Hill, autor głośnych „Niksów”. A prowokuje go Katarzyna Surmiak – Domańska, Na prawo od Dana Browna – Paweł Sajewicz o autorach amerykańskich kryminałów, którzy chcieli się pozbyć Donalda Trumpa, Sendlerowa dla dorosłych – historia Ireny Sendlerowej to nie opowieść o słodkiej męczennicy, tylko o lewicującej choleryczce – dowodzi Joanna Tokarska – Bakir, Raj numer dwa – o kraju, do którego chcielibyście wyemigrować – opowiada Katarzyna Wężyk, Trzy tygodnie męki Toma Hanksa – słynny hollywoodzki aktor tej jesieni debiutuje jako prozaik, Wydawcy polecają. Ciekawe prawda? Myślę, że każdy z Was może w tym magazynie znaleźć coś, co Was zainteresuje.

Nie napisałam jeszcze o pewnym wywiadzie, który chyba zaciekawił mnie najbardziej. Mianowicie chodzi mi tutaj o wywiad z autorką Niną Reichter, z którą rozmawiała Agnieszka Groza. Nina Reichter zasłynęła trylogią Ostatnia spowiedź i teraz wreszcie po latach wraca z nową powieścią „Love Line”, którą miałam już okazję przeczytać, a mój blog objął ją patronatem medialnym. Powiem Wam tak w sekrecie, że to książka, na którą warto czekać. 

„Piszę o tym, co mnie zadziwia i porusza”

Wywiad dotyczy właśnie tej powieści i możemy się z niego dowiedzieć, czy np. akcja książki mogłaby się rozgrywać w Warszawie lub gdzie autorka poszukuje pomysłów na fabuły kolejnych książek.

Magazyn Książki zawiera naprawdę wiele ciekawych artykułów, wywiadów, a także znajdziecie w nim dużo zapowiedzi książkowych na najbliższe miesiące. Warto go więc przeczytać.

sobota, 16 września 2017

Niecne zamiary - Elizabeth Hoyt

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłam czytać romanse historyczne, niestety w ostatnim czasie zdarza mi się to coraz rzadziej i strasznie nad tym ubolewam. Jednak dzięki niezastąpionemu Wydawnictwu Bis zawsze jestem w nie dobrze zaopatrzona. Dziś zapraszam Was na recenzję pierwszego tomu cyklu Tajemnice Maiden Lane pt. „Niecne zamiary”.

Temperance Dews to młoda wdowa, która po śmierci męża poświęciła się prowadzeniu przytułku dla sierot w ubogiej dzielnicy Londynu. Pewnej nocy odwiedził ją lord Caire, który poprosił ją o pewną przysługę – kobieta miała zostać jego „przewodniczką” po tej szemranej dzielnicy. Temperance zgodziła się, jednak postawiła warunek. Mianowicie lord Caire miałby wprowadzić ją do towarzystwa, by mogła pozyskać sponsorów dla przytułku i dla dzieci, które tam przebywały. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że dzięki nocnym eskapadom z lordem, będzie jej groziło niebezpieczeństwo. Znajomość z tajemniczym i kontrowersyjnym arystokratą będzie także zgubna dla jej reputacji, ale dzięki niej kobieta odkryła prawdziwą siebie i uwolniła własne pragnienia. 

„Niecne zamiary” to bez wątpienia jeden z lepszych romansów historycznych, jakie do tej pory czytałam. A uwierzcie mi, że tych romansów były setki, a może i nawet tysiące, bo jako młoda dziewczyna czytałam je nałogowo.

Nie zdawałam sobie sprawy, że Christian Grey może być inspiracją dla tego typu literatury i byłam bardzo zdziwiona, gdy okazało się, że lord Caire, to bohater bardzo do niego podobny i lubiący perwersyjne zabawy seksualne. Podobny, ale zdecydowanie lepiej wykreowany i na pewno bardziej prawdziwy. Muszę przyznać, że kreacja tego bohatera wyszła autorce po prostu świetnie. Okazał się on samotnikiem, który posiadał tylko jednego przyjaciela, odgrodził się od uczuć i od ludzi, którzy w jakikolwiek sposób mogliby te uczucia w nim obudzić. Seks był dla niego tylko rozrywką, a i nie każda panna lekkich obyczajów potrafiła sprostać jego seksualnym fantazjom. Autorka idealnie przedstawiła jego złożony charakter, jego lęki i demony, które cały czas czaiły się pod skórą. Wszystko powoli zaczęło się zmieniać, gdy poznał Temperance, dziewczynę biedną skromną, ale bardzo namiętną, która w sobie dusiła swoje pragnienia. Sama uznawała siebie za rozpustną przez jeden błąd, który kiedyś popełniła. Ta dwójka bohaterów idealnie się uzupełniała, na początku oboje wykorzystywali się na każdym kroku, aż wreszcie później pojawiła się namiętność i pożądanie, no i oczywiście uczucia. Po prostu trafił swój na swego. 

Pojawił się także wątek kryminalny, który wraz z uczuciem pomiędzy bohaterami tworzył zgrabną i wciągającą całość. Była krew, były trupy i czające się zewsząd niebezpieczeństwo, czyli tak jak lubię. Cały czas towarzyszył mi dreszczyk emocji, a w takich książkach naprawdę jest to rzadkością.

To naprawdę bardzo fajna książka, którą mogę Wam polecić. Idealna na odstresowanie i spędzenie miłego południa, czy wieczora, tym bardziej że teraz za oknem szaro, buro i ponuro. Więc jeżeli lubicie romanse historyczne, jesteście gotowi poznać „Greya” z przeszłości, który zdecydowanie jest lepszy od pierwowzoru, to koniecznie musicie przeczytać „Niecne zamiary”. Ja przepadłam i odłożyłam tę powieść na półkę, dopiero gdy dotarłam do ostatniej strony. Teraz mam nadzieję, że uda mi się przeczytać kolejną część o jej siostrze i przystojnym złodzieju.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bis.