niedziela, 10 grudnia 2017

O zmierzchu - Ewa Ostrowska

Z twórczością Ewy Ostrowskiej nigdy nie miałam styczności, a to autorka, która wydała kilkadziesiąt książek w tym powieści obyczajowych, kryminałów oraz książek dla dzieci i młodzieży. Ja przygodę zaczynam z jej ostatnią powieścią, którą napisała przed śmiercią, czyli z „O zmierzchu”. Zapraszam na recenzję.

„Studium zdrady, pogardy i wszechogarniającej ciemności”

To powieść o trzech przyjaciółkach, które znają się od najmłodszych lat. Historia trudna i do bólu prawdziwa, która opowiedziana jest z perspektywy jednej z nich, czyli chorej na depresję Małgorzaty. To historia, która mogłaby przydarzyć się każdemu.

„Ewa Ostrowska (1938 – 2012) – pisarka i dziennikarka, tworząca także pod pseudonimem Brunon Zbyszewski oraz Nancy Lane. Autorka kilkudziesięciu książek, w tym wielu dla dzieci i młodzieży, a także powieści obyczajowych, kryminałów i thrillerów.”

Małgorzatę poznajemy, gdy jest już sześćdziesięcioletnią staruszką, cierpi na depresję i nie ma ochoty żyć. Jej życie było pasmem nieszczęść i kobieta została sama.  Za sprawą jej wspomnień wracamy do czasów PRL-u. Ja sama zdążyłam liznąć tego ustroju, bo kiedy się on zakończył, to miałam dziewięć lat. Dla wielu był to niedobry czas. I właśnie do tych lat wracamy z Małgorzatą i poznajemy ją i jej przyjaciółki...

Początek książki miałam straszny, był on dla mnie straszny chaotyczny i nie mogłam w ogóle wkręcić się w fabułę, na całe szczęście po kilkudziesięciu stronach wszystko stało się dla mnie jasne, przejrzyste i przepadłam z kretesem. Na pewno nie jest to książka dla każdego, bo nie jest ona łatwa, trzeba ją czytać w dużym skupieniu i nie bać się trudnych bolesnych tematów i lat PRL-u. Ja lubię zagłębiać się w historii naszego kraju, a nie często mam okazję czytać takie książki, które zawierają wiele ciekawych historycznych faktów. To powieść niewątpliwie ciężka, melancholijna, smutna i niewątpliwie strasznie realistyczna. To taka historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę, a Małgorzata to bohaterka, którą mógłby być każdy. W książce dzieje się naprawdę dużo i zapewniam Was, że trzeba czytać ją niezwykle uważnie, na pewno nie można przeczytać jej na  jeden raz, tylko trzeba dawkować ją sobie powoli, bo ta historia potrafi przytłoczyć. To książka ukazująca wszelkie oblicza depresji, zdrady,  miłości matki do córki i przyjaźni, takiej prawdziwej przyjaźni, do przysłowiowej grobowej deski.

Nie chcę zbytnio pisać Wam o samej fabule książki, bo sami wiecie, że tego nie lubię, ale zapewniam Was, że ta historia dostarczy Wam mnóstwa emocji, bo to powieść, która bardzo porusza, ale na całe szczęście daje także nadzieję.

Mnie ta książka zachwyciła i skłoniła do wielu refleksji. Nie polecam jej każdemu, bo nie każdy się w niej odnajdzie. Myślę, że to najlepsza lektura dla osób, które lubią historię, lubią lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte, a przede wszystkim osobom, które nie boją się trudnych tematów i emocji, które niejeden raz potrafią niesamowicie przytłoczyć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

Nowe życie - Ewelina Kościelniak (PATRONAT MEDIALNY)

„Droga do zrozumienia, czym jest życie, bywa długa i kręta”

„Ania i Daniel poznają się na wakacjach. Ona jest młodą, skromną nauczycielką, on – dobrze zarabiającym lekarzem. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna kochają swoją pracę, w której z oddaniem poświęcają się dla dobra drugiego człowieka. Zakochują się w sobie i wszystko wskazuje na to, że ich miłość zakończy się happy endem. Okazuje się jednak, że dobro drugiego człowieka postrzegają zupełnie inaczej, a ich światopoglądy znacznie się różnią. Ta odmienność dotyczy nie tylko wizji świata, sposobów patrzenia na rzeczywistość, ale przede wszystkim systemów wyznawanych wartości. Ich relacja przeradza się w wojnę sumień…" 

Uwielbiam książki, które są dla mnie totalnym zaskoczeniem, a niestety rzadko na takie trafiam. Jednak powieść „Drugie życie” Eweliny Kościelniak zaskoczyła mnie totalnie, bo po opisie nastawiona byłam na powieść o trudnej miłości pomiędzy bohaterami. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to faktycznie książka o miłości, ale jednocześnie książka poruszający bardzo trudny i kontrowersyjny temat, jakim jest... no cóż, tego Wam nie zdradzę. Nadmienię tylko, że to temat, o którym w ostatnim czasie jest dość głośno i który dotyczy moralności i naszego własnego sumienia. Książka oczywiście zaskoczyła mnie na plus i jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Powieść tę mogłabym podzielić na dwie części, pierwsza z nich jest dość spokojna i ukazuje nam uczucie między bohaterami, ale druga jest zupełnie inna, tutaj dostajemy całą gamę emocji, a akcja nabiera tempa. Pojawiają się problemy, trudne decyzje, walka z własnym sumieniem  i moralne dylematy. Nie spodziewałam się także takiego zakończenia, które dla mnie okazało się niezwykle piękne i wzruszające.

Głównym atutem tej powieści są bohaterowie, który zostali nakreśleni przez autorkę bardzo wiarygodnie i autentycznie. Przyznam szczerze, że bardzo ich polubiłam, nawet Daniela. Nie potępiałam go i w pewnym sensie rozumiałam to, czym się zajmował. Bardzo spodobała mi się także jego przemiana i całkowite przewartościowanie swojego życia. To bohaterowie, którzy dostarczyli mi naprawdę wielu emocji, tych dobrych, ale także tych złych i to właśnie dzięki ich trudnym i niezwykle autentycznym decyzjom książka nabrała ogromnego realizmu.

„Stwierdziła, że świat zupełnie już zatracił wszelkie wartości w tym ciągłym pędzie  do szczęścia, spełnienia i kariery. Wielu z jej znajomych tak bardzo buntowało się i okazywało sprzeciw w sprawach dotyczących zakładania rodziny, że z czasem wszystko stanęło na głowie. To ci, którzy postanowili zostać rodzicami, stawali się obiektem kpin i współczucia...”

Na pewno nie jest to powieść jakich wiele, nie ma w niej nic przekoloryzowanego, czy wyidealizowanego, to po prostu prawdziwe życie, które często ma słodko – gorzki smak, bo problemy, które dotykają bohaterów nie są błahe, lecz niezwykle istotne i tylko od nich zależy, jak podejmowane decyzje wpłyną na ich przyszłość i całe późniejsze życie. To powieść, którą pokochacie, albo znienawidzicie, ale zapewniam, że naprawdę warto ją przeczytać i poznać piękną, ale i smutną historię Ani i Daniela.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

sobota, 9 grudnia 2017

Spisek scenarzystów. Paloma - Wojciech Nerkowski


Ostatnimi czasy nie miałam za wiele okazji do czytania kryminałów i w końcu nadarzyła się sposobność. „Spisek scenarzystów. Paloma” to komedia kryminalna, której tłem jest plan filmowy pewnego serialu. Niecodziennie mamy okazję do podpatrywania telewizji „od kuchni”, a ta książka jak najbardziej daje ku temu sposobność.

„Producentka serialu kryminalnego, zwana przez współpracowników Palomą, popełnia samobójstwo. Dwójka scenarzystów nie wierzy w oficjalną wersję zdarzeń. Zbyt wiele osób z ekipy filmowej miało motyw, żeby ją zabić. Scenarzyści rozpoczynają prywatne śledztwo, w którym pomaga im znany aktor celebryta. Krok po kroku odsłaniają sieć powiązań w show-businessie, skrzętnie skrywane skandale i namiętności. Rzeczywistość miesza się bohaterom z serialową fikcją, a wszystko pół żartem, pół serio. Policja nie traktuje ich poważnie, do czasu aż w ekipie serialu dochodzi do kolejnego morderstwa.

Czy trójka detektywów amatorów okaże się skuteczniejsza od policji?”

Wojciech Nerkowski jest scenarzystą filmowym i telewizyjnym, współtworzył tak popularne seriale, jak „Brzydula”, „Singielki”czy „Na Wspólnej”. Zajmuje się również tłumaczeniem literatury anglosaskiej i jest wykładowcą scenopisarstwa. To tłumaczy dużą znajomość kulis powstawania seriali i programów telewizyjnych, co na pewno okazało się bardzo pomocne przy pisaniu tej powieści.

Muszę przyznać, że na początku wynudziłam się okropnie i byłam bliska zrezygnowaniu z czytania. Brak dynamizmu dawał się bardzo we znaki. Jednak po jakimś czasie, akcja zaczęła się rozkręcać i postanowiłam dać szansę książce. Głównym atutem tej powieści jest dobrze skonstruowana intryga kryminalna. Klucząc i zapędzając niejednokrotnie czytelnika w ślepe uliczki, autor poprowadził ją tak, aby do końca nie było łatwe rozwiązanie zagadki, a zakończenie zaskakujące.

Jestem osobą z dużym poczuciem humoru, co wcale nie znaczy, że łatwo mnie rozśmieszyć, dlatego nie bardzo przekonało mnie nazwanie tej książki komedią kryminalną. W tej kategorii mam swoich faworytów i jak do tej pory nikt nie był w stanie ruszyć ich z czołowych miejsc mojego prywatnego rankingu ulubionych komedii kryminalnych i ich autorów. Mimo to z niekłamanym zaciekawieniem dałam się ponieść autorowi przez meandry szołbiznesu, który został opisany zabawnie, z lekką ironią i przekąsem, jednak nie wyrządzając nikomu krzywdy.

Nie mogę nie wspomnieć o całkiem przyzwoitej kreacji bohaterów. Lekko postrzelone rodzeństwo Leśniewskich, celebryta Artur i wielu innych bohaterów drugoplanowych to pełnokrwiste i wielobarwne postaci, które Wojciech Nerkowski swoim lekkim stylem osadził w powieści i które mają w niej swoje nienaruszalne miejsca.

„Spisek scenarzystów. Paloma” to lektura z tych lekkich i przyjemnych, niestety nie za wiele wniosła do mojego życia i zapewne mogłabym się bez niej obejść. Jednak to tylko moja subiektywna ocena i jestem pewna, że książka znajdzie swoich odbiorców. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Dziewczyna mojego brata - K.A. Linde

„Dziewczyna mojego brata” to powieść, której opis bardzo mnie zaintrygował, więc oczekiwałam po niej sporo dobrego. Liczyłam na gorący romans pełen namiętności, miłości i oczywiście kilku dramatów, po których mógłby nastąpić szczęśliwy happy end. Czy to dostałam? Zapraszam na recenzję.

Emery kiedyś była dziewczyną jednego z braci Wright – Landona, który jednak rzucił ją i wyjechał na studiach. Po latach, gdy jej życie znów się posypało, Emery wróciła do rodzinnego miasteczka i wtedy swój urok rzucił na nią najstarszy Wright, czyli Jensen. Przy pierwszym spotkaniu mężczyzna nie rozpoznał w Emery byłej dziewczyny swojego brata, ale wiedział, że to kobieta, którą musi zdobyć. Jednak nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie Emery wywróci jego życie do góry nogami i na pewno nie będzie przygodą na jeden raz. Tylko co na to wszystko Landon? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„K.A. Linde to nowa gwiazda wśród autorek poruszających powieści obyczajowych. Dotychczas napisała serię Avoiding, która znalazła się na liście bestsellerów „USA Today” oraz serię All That Glitters, a także siedem innych powieści. Zapalona podróżniczka, czytelniczka i amatorka okazyjnych zakupów, mieszka w Chapel Hill w Karolinie Północnej, z mężem i dwoma cudownymi psami.”

„Dziewczyna mojego brata” to pierwszy tom serii Mrs. Wright, który  niestety nieco mnie rozczarował. Pomysł na fabułę książki był naprawdę super, ale niestety z wykonaniem sprawa ma się zupełnie inaczej. Początek był bardzo fajny i nawet nie przeszkadzało mi to, że Emery nie okazała prawie żadnych emocji po zakończeniu trzyletniego związku, po prostu przymknęłam na to oko, ale niestety później było coraz więcej takich momentów, które były dla mnie dziwne i mało prawdopodobne. Nie będę o nich tutaj pisać, ale naprawdę było ich sporo. Poza tym problemy i tajemnice bohaterów były bardzo, ale to bardzo przerysowane, często w tego rodzaju książkach jest dużo przekoloryzowań, które mi nie przeszkadzają, ale niestety w tej powieści było to dość nienaturalne. Kolejna rzecz to dialogi między bohaterami, które jak dla mnie były na poziomie uczniów szkoły średniej i często miałam wrażenie, że to książka o nastolatkach, a nie o osobach dorosłych, bo sam Jensen miał ponad trzydzieści lat. Nie tylko dialogi między głównymi bohaterami były właśnie takie, bo chyba najbardziej irytowały mnie rozmowy Emery i jej przyjaciółki Heidi, w których bardzo często nazywały siebie sukami i zdzirami i choć wiem, że to miały być żarty, to było to dla mnie dość niesmaczne. Przez to wszystko nie poczułam żadnej więzi z bohaterami i właśnie nad tym chyba najbardziej ubolewam, bo gdybym obdarzyła ich jakimikolwiek uczuciami, to wiele minusów poszłoby w niepamięć.

Może Was zaskoczę, ale przeczytam kolejną część z nadzieją, że będzie dużo lepsza i już w ogóle nie będę musiała pisać o tym, co mnie się nie podobało, a jak widać wyżej, było tego naprawdę sporo. Jedyna taka prawdziwa rzecz, która znalazłam w tej książce to namiętność i pożądanie między bohaterami, które było naprawdę silne i wręcz namacalne.

Oczywiście każdy z Was może tę powieść odebrać zupełnie inaczej, więc ja oczywiście nie zniechęcam Was do lektury i z chęcią nawet chętnie podyskutuję, jeżeli ktoś z Was odbierze tę historię w całkiem inny sposób. Nie przekreślam autorki i na pewno przeczytam kolejne tomy, by poznać dokładnie wszystkich braci Wright.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.



piątek, 8 grudnia 2017

Misja Wywiad z Ewą Dudziec

Tym razem na Wasze pytania w Misji Wywiad odpowiedziała Ewa Dudziec, autorka powieści pt. Wizaż śmierci. Egzemplarz za najciekawsze pytanie trafia do Karoliny Adamczak. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt z naszym fan page.

Zapraszamy do lektury wywiadu.

Ewelina Łukawska


1. Czy trudno było zacząć pisanie powieści? A może to nie początek był najtrudniejszy?

Ma Pani rację, to nie początek był najtrudniejszy. Kiedy w głowie pojawiła się pierwsza scena i nabrała określonego kształtu, wystarczyło założyć nowy plik i zacząć pisać. Trudniej
było wytrwać do końca, znaleźć siłę, żeby pisać dalej i nie rzucić tej historii w połowie.  Najtrudniejsza jednak jest promocja książki już po wydaniu, szukanie księgarni, organizacja spotkań, pilnowanie sprzedaży, itd.

2. Broń i Kobieta to ciekawe połączenie, mężczyźni różnie na nie reagują. Uważa Pani, że kobiecie wypada używać broni, choćby hobbystycznie na strzelnicy?

Nie widzę już nic nadzwyczajnego w takim połączeniu. Kobieta to też człowiek :) i nie wiem, dlaczego ktokolwiek ma odmawiać nam robienia tego, w czym jesteśmy dobre lub sprawia nam przyjemność, bez różnicy, czy jest to strzelanie, pisanie książek, gotowanie, czy naprawa samochodów, etc.

Karolina Adamczak
 1.Gdyby wylądowała Pani na bezludnej wyspie, jaką książkę chciałaby Pani mieć przy sobie?

W tej chwili zabrałabym cały komplet książek o Wiedźminie. Już od dłuższego czasu przymierzam się do ponownego przeczytania sagi. Jednak najchętniej wzięłabym wielki
zeszyt i zapas atramentu. 

2.Gdyby na jeden dzień (może tydzień) mogłaby Pani wcielić się w wybraną postać literacką (niekoniecznie swojego autorstwa) to kto by to był i dlaczego?

W książkach jeszcze nie trafiłam na taką postać. M.in. dlatego zaczęłam pisać, bo czasami chcę być wszechstronną czarodziejką i za „pstryknięciem palcami” rozwiązywać problemy.

3. W jaki sposób zachęciłaby Pani osobę, która rzadko sięga po książki (tak, tak są tacy), aby zapoznała się z Pani twórczością?

Mam takiego jednego w domu. :) Nie lubię nikogo do niczego zmuszać, ale chyba najlepszą zachętą dla innych niech będzie fakt, ze mój „anty-czytelnik” „Wizaż śmierci” przeczytał w dwóch podejściach, a opowiadania wchłania nawet w kilkanaście minut.


Kinga Grabowska 
1. Czy pisząc książkę wie Pani od początku, jaki będzie nosiła tytuł, czy przychodzi to z czasem?

Tytuł przychodzi z czasem. Najpierw jest zarys fabuły, postaci, początkowe rozdziały, czasami luźne sceny, które potem układają się w całość. Czasami wymyślam sobie jakiś roboczy tytuł, żeby łatwiej było nazwać pliki z tekstem. Dopóki powieść lub opowiadanie nie zostanie opublikowane, tytuł może się zmienić.

2. Czy jest jakiś temat, sprawy o których nigdy by Pani nie napisała? Jeśli tak, to jakie?

Polityka.

Barbara Pawlik

1. Co jest pani największym marzeniem odnośnie książek?

Bardzo proste marzenie, które przewija się niemal na każdym szkoleniu zawodowym – czyli stwierdzenie, żeby robić to, co się lubi. Chciałabym się utrzymywać ze swoich książek. I żeby
inni pisarze i artyści też mogli godnie żyć ze swojej pracy twórczej.

2. Czy sprawiała pani ta książka jakieś trudności w pisaniu?

To nie jest moja pierwsza książka, którą zaczęłam pisać, ale pierwsza, którą skończyłam i doprowadziłam do wydania. Trudnością było niepoddanie się i wytrwanie do samego końca.

Joanna Wiewióra
1. Czy widziałaby się Pani w pracy jako detektyw i miała na tyle odwagi, by kogoś śledzić potajemnie i robić zdjęcia?

Po odpowiednim przeszkoleniu pewnie nie miałabym z tym problemów. Teraz jednak bez uprawnień nie chciałabym się narażać na oskarżenia o stalking. 

2. Jak wyglądają Pani przygotowania do wydania nowej książki czy jest Pani spokojna czy pełna nerwów zanim książka trafi na półki księgarń?

Aktualnie redaguję nową książkę we własnym zakresie, więc do wydania jeszcze długa droga. I w tej chwili nie myślę o dalszych krokach. Jednak w niedługim czasie chcę przygotować dwa zbiory opowiadań. Jeden – to już dawno obiecana antologia tekstów z bloga „Czekoladki z pieprzem”. Oczekiwanie na odpowiedź od wydawców chyba zawsze jest stresujące.

Agnieszka Ewelina Rowka

1. Czy marzyło się Pani dostać do wymarzonego zamku na świecie z kilkoma najbliższymi osobami na poznanie tajemnic? Tylko Pani, pani towarzysze i zamek. 

Należę do fanów cyklu powieści fantasy „Miecz Prawdy”. Organizujemy co roku przynajmniej jeden zlot, czasami udaje się również zrobić jakiś larp, podczas którego np.: trzeba zająć teren drużyny przeciwnej. Przy każdym naszym spotkaniu jest coraz więcej osób, które mają własne stroje fantasy, zbroje itp. Sama mam suknię czarodziejki, gorset, a teraz poluję na skórzane spodnie i buty. O odbijaniu zamku z przyjaciółmi za jakiś czas będę pisać w powieści fantasy.

2. Jak Pani wspomina swój pisarski debiut?

Jeszcze nie wspominam, dla mnie on ciągle trwa. Chociaż minęło już prawie pół roku od premiery, cały czas pracuję nad promocją „Wizażu śmierci”.

Tomasz Roszczenko
1. Jaką piosenkę metalową puściłaby Pani po zdobyciu Góry Kościuszki na jej szczycie, i dlaczego?

Niedawno redagując nową powieść, trafiłam na cytat z mojego ulubionego utworu METALLIKI, który jest dobry chyba na każdą ważną okazję - „And nothing else matters”.

Marzena Konczerewicz 

1. Czy w Pani powieści są wątki związane z Podlasiem?

„Wizaż śmierci” Podlasiem stoi. :) Spora część akcji rozgrywa się w Białymstoku, okolicznych Sowlanach i w Puszczy Białowieskiej, wspominam także o Puszczy Knyszyńskiej koło Supraśla. To moje rodzinne rejony, które znam najlepiej i tam właśnie najłatwiej było mi umieścić bohaterów. Jednak wspominam też o innych wschodnich regionach Polski.

Kasia Godefroy
1. Co dalej z Beatrycze i tajemniczym panem od telefonu?

Na ostatnim spotkaniu autorskim przyznałam się, że napisałam półtorej strony potencjalnego początku drugiej części, jednak na tym fragmencie się zatrzymałam i jeszcze nie wiem, co dalej.
W tej chwili skupiam się na następnej książce, która jest zupełnie odrębną historią, w innym klimacie, świecie i z innymi bohaterami.

czwartek, 7 grudnia 2017

Przyrodni brat - Penelope Ward

„Dziewczyna nie powinna pragnąć tego, kto ją dręczy...”

Greta była cichą i spokojną nastolatką, której życie miało swój własny miarowy rytm. Jednak wszystko się zmieniło, gdy do jej rodzinnego domu wprowadził się Elec, jej przyrodni brat. Chłopak od samego początku wziął sobie dziewczynę za cel i jak tylko mógł, to uprzykrzał jej życie. Greta nienawidziła tego jak Elec się do niej odnosił, ale jednocześnie czuła do niego dziwne przyciąganie i fascynację jego osobą. Mogłoby się wydawać, że chłopak nie czuł nic do Grety, ale było zupełnie inaczej. Pewnej nocy oboje przekroczyli granice, która zmieniła ich życie już na zawsze. Niestety następnego dnia Elec wyjechał... Po siedmiu latach niespodziewana tragedia doprowadziła do spotkania, które wywróciło ich życie do góry nogami...

„Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę: moja przeszłość spotkała się z teraźniejszością. Ta, która nie była mi pisana, stała twarzą w twarz z tą, która poskładała moje serce.
Lewa dłoń Grety była wolna od biżuterii; na jej palcu nie było pierścionka z diamentem. Gdzie był jej narzeczony, albo mąż...”

Penelope Ward to autorka powieści, które zajmują wysokie miejsca na listach bestsellerów czasopism „New York Times”, „USA Today” i „Wall Street Journal”. Jej książki sprzedały się w ponad milionie egzemplarzy, a jej czwarta powieść „Przyrodni brat” zajęła pierwsze miejsce na liście serwisu Amazon za rok 2014 w kategorii niezależnie publikowanych książek w wersji elektronicznej.

Mówi się, nie oceniaj książki po okładce i przy powieści Penelope Ward to powiedzenie sprawdziło się idealnie, bo gdybym sugerowała się okładką, to nigdy przenigdy nie przeczytałabym tej książki i straciłabym naprawdę świetną historię. Penelope Ward zapewniła mi ogrom emocji już od samego początku i nie opuszczały mnie one do ostatniej strony. Historia Eleca i Grety okazała się naprawdę wspaniałą czytelniczą ucztą i rewelacyjnie spędziłam przy niej czas. To świetnie skonstruowany romans, który opisany został na dwóch płaszczyznach czasowych, najpierw poznajemy bohaterów, którzy jako nastolatkowie czuli do siebie niechęć, ale także wzajemne przyciąganie, później mamy spory przeskok czasowy, bo dopiero po siedmiu latach doszło do ich kolejnego spotkania, które wprowadziło do ich ustabilizowanego życia zamęt. Dużym plusem jak dla mnie okazało się to, jak autorka w pewnym momencie przedstawiła mi punkt widzenia Eleca, była to dla mnie chyba najbardziej emocjonującą częścią książki i pozwoliła zrozumieć decyzje, które podejmował chłopak w młodym wieku.

„Byłeś najlepszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mogła powiedzieć, że byłeś jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu, ale jak do tej pory mam tylko ciebie.” 

Naprawdę nie spodziewałam się, że ta historia tak mocno mnie pochłonie, bo choć to typowy romans, to jednak autorce udało się napisać go tak, że przepadłam z kretesem. Sama kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze i szybko zyskali oni moją sympatię. 

Jeżeli lubicie romanse, w których prym wiodą trudne relacje między bohaterami, to ta powieść jest dla Was idealna. Autorka uświadomiła mi, że przed przeznaczeniem nie można uciec nawet, jeżeli bardzo by się chciało. Jedynym minusem tej książki jest, jej długość, bo 270 stron to zdecydowanie za mało.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.

środa, 6 grudnia 2017

Casanova. W świecie uwodziciela - Laurence Bergreen

Chyba każdy chociaż raz w życiu słyszał o Casanovie, czyli największym uwodzicielu w dziejach świata. Na jego temat nakręcono wiele filmów i napisano wiele biografii. Dziś zapraszam Was na recenzję najnowszej z nich „Casanova. W świecie uwodziciela“, którą napisał Laurence Bergreen.

„Nad wszystko kochał kobiety. I kłopoty. Mało brakowało, a jego barwne życie zakończyłoby się w Polsce“

Giacomo Casanova urodził się 2 kwietnia 1725 roku w Wenecji, mieście, które wówczas było kolebką rozpusty. Jako małe dziecko uchodził na opóźnionego w rozwoju i nikt nie podejrzewał, że zostanie pisarzem, wynalazcą, szpiegiem i przede wszystkim najsławniejszym uwodzicielem swoich czasów. Legenda głosi, że wystarczyło ponoć kilka minut , by przypadkowo poznana panna chciała spędzić upojne chwile z tym wspaniałym uwodzicielem. Jednak to nie żadna kobieta była najwierniejszą towarzyszką życia Giacomo Casanovy, bo była nią choroba weneryczna. Chyba to wcale nie jest dziwne. Casanova zmarł   4 czerwca 1798 roku na zakażenie układu moczowego.

„Gdyby sam papież przyłapał ich in flagranti, nie przestaliby. Pobłogosławiłby ich przecież, czyż nie? Znaleźli odpowiednie miejsce w altanie, gdzie darń uformowana była na kształt łóżka „Patrzyliśmy na nią i roześmialiśmy się. Bez wątpienia było to łoże“. Nadeszła ich chwila „Spoważnieliśmy, popatrzyliśmy sobie w oczy, rozpięliśmy ubrania. Serca waliły nam w piersi, a dłonie pospieszyły, by ugasić naszą niecierpliwość“.“

Laurence Bergreen podczas pisania biografii Casanovy posłużył się napisanymi przez niego pamiętnikami, które sprzedano Bibliotece Francuskiej za dziewięć milionów dolarów, to rekordowa kwota, ale to nic dziwnego, gdyż uznano je za francuski skarb narodowy. Giacomo Casanova swoje pamiętniki napisał kilka lat przed śmiercią i udokumentował w nich swoje normalne życie i wszystkie podboje miłosne. Najdziwniejsze jest to, że Casanova wcale nie był zbyt urodziwym mężczyzną, ale jednak żadna kobieta nie potrafiła mu się oprzeć. Na milion sposobów potrafił wykorzystać swój urok i czar.

Przyznam się Wam szczerze, że nigdy nie interesowała mnie zbytnio historia tego uwodziciela, znałam suche fakty, które zna większość z Was. Do książki podchodziłam także bardzo sceptycznie, gdyż biografie nie są gatunkiem literackim, po który sięgam z wielkim uśmiechem na twarzy. Jednak powiedziałam sobie, że Casanova to taka postać, której trzeba dać szansę i wiecie co, cieszę się, że tak zrobiłam, bo Giacomo okazał się bardzo ciekawym i interesującym człowiekiem. Naprawdę nie wiedziałam o nim wielu rzeczy. Nie wiedziałam, że był pisarzem, nie wiedziałam, że przetłumaczył na francuski Iliadę, nie wiedziałam, że napisał kilka tomów o historii Polski i nie wiedziałam, że był geniuszem matematycznym. Niewątpliwie był to człowiek niezwykle inteligentny o duszy uwodziciela, hazardzisty i awanturnika. Cieszę się, że przeczytałam tę powieść, bo dzięki niej całkiem inaczej spojrzałam na tego mężczyznę. Zawsze kojarzył się mi tylko z romansami, hulankami i uwodzeniem, a nie wiedziałam o nim wielu istotnych faktów. 

Wspomnę także o tym, że autor nie posiłkował się tylko na pamiętnikach Casanovy. By napisać książkę, korzystał z wielu innych historycznych źródeł, dzięki temu stworzył bardzo ciekawy i wyrazisty obraz ówczesnej Europy.

Cieszę się, że dałam tej książce szansę. Na pewno o niej nie zapomnę, bo autor zafundował mi niesamowitą przygodę podczas, której poznałam historię tego intrygującego uwodziciela. Książka zapewniła mi wiele godzin niesamowitej rozrywki. To powieść pełna pikanterii, erotyki i dobrego humoru, Myślę, że fani powieści historycznych będą w stu procentach usatysfakcjonowani. Dla mnie rewelacja!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Horyzont.