niedziela, 26 marca 2017

Carpe diem - Diane Rose (NASZ PATRONAT MEDIALNY - PRZEDPREMIEROWO)

Zacznę nietypowo, bo od tego, że czekałam na wydanie tej książki naprawdę dobrych kilka(naście) miesięcy. Doskonale pamiętam dzień w którym Diana napisała do mnie i w tajemnicy zdradziła, że ma szansę wydać swoją pierwszą powieść. Kibicowałam jej w tym od samego początku, czytałam fragmenty, miałam zaszczyt doradzać w wyborze okładki i razem z Dianą przeżywałam cały proces wydawniczy. Może dlatego czuję się trochę jak matka chrzestna Carpe diem i nie pozostaje mi nic innego, jak serdecznie zaprosić Was na moją opinię na temat powieści, która od samego początku skradła moje serce. 

Rosalie Heart to młoda kobieta, której zostało jedynie 600 dni życia. Nasza bohaterka nie jest jednak typem osoby, który użala się nad sobą, a wręcz z sarkazmem i dystansem podchodzi do swojej choroby. Dziewczyna nie planuje dalekiej przyszłości, bo doskonale wie, że najpewniej jej nie doczeka. Jej chore serce jest przeszkodą, by mogła korzystać z życia tak jakby chciała, ale pewnego dnia na jej drodze pojawia się czarujący i przystojny lekarz o imieniu Daniel i... wszystko się zmienia. 

I żeby Was to nie zmyliło, bo Carpe Diem to nie jest przesłodzony romans z happy endem. Carpe diem to powieść z przesłaniem, pełna mądrych życiowych prawd oraz ukazująca, jak wielka i ważna jest siła miłości, braterstwa i przyjaźni. Autorka bardzo pięknie opisała nie tylko rodzące się między głównymi bohaterami uczucie, ale także relacją Rosalie z jej bratem Jamesem, który jest postacią bardzo pogodną, ma boskie poczucie humoru i cały czas wspierał naszą bohaterkę oraz motywował ją do działania. Ja przeżywałam wszystko co dzieło się w powieści, a pod koniec tak płakałam, że miałam ochotę zamordować Dianę za to co mi zrobiła. I dokładnie tak jej napisałam chwilę po tym, jak skończyłam czytać, a było to koło czwartej nad ranem, a ja z emocji nie mogłam zasnąć. To doskonały dowód na to, że ta historia żyła we mnie i nadal tak jest, bo w myślach układam sobie dalsze scenariusze i nawet pytałam Dianę czy planuje drugą część, ale napisała mi, że niestety nie. Takie jest jednak prawo autora i ja serdecznie gratuluję Dianie za to, że stworzyła tak niezwykłą i wciągającą powieść, która wywarła na mnie ogromnie wrażenie oraz wywołała we mnie cały wachlarz tych najlepszych emocji, jakie możemy przeżywać podczas czytania. 

Język i styl autorki jest naprawdę dobry, ale niczego innego się nie spodziewałam, bo czytam teksty Diany i wiem, że są one świetnie. Wyjaśnię, że Diana jest także (a może przede wszystkim) blogerką, a nasza znajomość zaczęła się właśnie w taki sposób. Ja ogromnie cenię sobie jej zdanie i fajnie było zamienić się miejscami, a to, że miałam przyjemność czytać książkę przedpremierowo i co więcej, napisać do niej rekomendację i objąć patronatem medialnym, to dla mnie największe wyróżnienie. 


Dodam jeszcze, że w Carpe diem najbardziej podobało mi się to, w jaki sposób Diana poruszyła problem walki z chorobą. Zrobiła to w sposób naprawdę budujący i pokazujący, że warto walczyć i wierzyć w to, że wszystko może się wydarzyć, zmienić, że może stać się cud, bo cuda naprawdę się zdarzają. I tego musimy się trzymać! 

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po debiutancką powieść Diane Rose, której premiera odbędzie się już 6 kwietnia.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Videograf. 

sobota, 25 marca 2017

Róża - Agnieszka Opolska

„Są dni kiedy czujesz, jak niebo spada ci na głowę, bo ktoś cię bardzo zranił. Pragniesz znaleźć się jak najdalej, odszukać sens, zacząć od nowa. Tylko jak zacząć od nowa?”

Życie Róży (Karoliny) od najmłodszych lat nie należało do udanych. Najpierw śmierć matki, później ojca, po której trafiła do rodziny zastępczej i z której później zabrał ją Filip, brat jej ojca, zapalony podróżnik. Róża zawsze czuła się samotna i porzucana przez najbliższe jej osoby, więc kiedy poznała Daniela, liczyła, że jej życie się odmieni, będzie miała cudownego męża i dzieci. Marzenie o małżeństwie się spełniło, jednak cały czas brakowało ukochanego dziecka, którego nie chciał Daniel, tłumacząc to tym, że o dziecko postarają się, kiedy staną finansowo na nogi. Jednak niespodziewanie Daniel zaczął odsuwać się od żony i może wszystko zostałoby tak jak, jest, gdyby Róża nie odkryła jego tajemnicy. Choroba wujka i tajemnica męża zmusiły Różę do podjęcia trudnej życiowej decyzji. Decyzji, która odmieniła życie wszystkich bohaterów. W głowie kobiety zrodził się plan, który bardzo szybko wprowadziła w życie. Nie oglądając się za siebie odeszła i wyjechała do Lille we Francji, gdzie zatrzymała się w schronisku dla bezdomnych, które prowadził przyjaciel jej wujka – Christopher. Czy to właśnie tam odszuka swoje szczęście? Czy małżeństwo uda się uratować? Czy Róża odnajdzie samą siebie? Przekonajcie się sami.

„[...] Trzeba puścić to, co się kocha i czekać, aż do ciebie wróci [...]”

„Agnieszka Opolska to socjolożka, malarka, pisarka. Urodziła się w 1982 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po studiach zamieszkała w Lille, gdzie pracowała w domu dla bezdomnych Magdala. Przez ponad 12 lat związana z Tarnowem i Krakowem. Studiowała grafikę na ASP w Krakowie. Obecnie wraz z rodziną przebywa w Wielkiej Brytanii. Prowadzi własne przedszkole. Jest autorką powieści Anna May, która zdobyła pierwsze miejsce w konkursie Literacki Debiut Roku 2015.”

Żałuję, że dopiero teraz spotkałam się twórczością Agnieszki Opolskiej, bo to autorka, której książki powinien przeczytać każdy, bez wyjątku. Na mojej półce od roku stoi jej debiut autorski, czyli „Anna May” i teraz wiem, że jak najszybciej muszę przeczytać tę książkę. Przyznam także całkiem szczerze, że „Róża” to jedna z lepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam.

„Róża” to wspaniała powieść obyczajowa. Powieść piękna, smutna, pełna bólu, ale także dająca nadzieję. Agnieszka Opolska w przepiękny i naturalny sposób obnaża ludzkie słabości, ujawnia skrywane tajemnice i odsłania dusze swoich bohaterów. Powieść wciąga już od pierwszej strony i z zapartym tchem śledzimy losy Róży i osób, które pojawiają się na jej drodze. Autorka stworzyła bardzo emocjonującą historię, od której nie sposób się oderwać. Sama spędziłam przy niej kilka fantastycznych godzin i w tym czasie nie liczyło się dla mnie nic ani nikt. Nie ma w niej grama przewidywalności i na każdej stronie jesteśmy zaskakiwani wydarzeniami i poczynaniami różnych bohaterów. Przy lekturze tej powieści nie będziecie się śmiać, za to gwarantuję Wam, że nieraz wzruszenie ściśnie Wasze gardła. Jest to powieść bardzo refleksyjna, zmuszająca do myślenia o własnym życiu, własnych wyborach i osobach, które nas otaczają. Książka bardzo prawdziwa i życiowa, bo choć to fikcja literacka, to wokół nas jest pełno takich osób jak Róża, Christopher, czy Theo, każdy z własnym bagażem doświadczeń, marzeniami i pragnieniami.

Autorka stworzyła plejadę prawdziwych bohaterów, bo choć książka przede wszystkim dotyczy Róży, to autorka poświęciła dużo czasu każdej z postaci. Każdy z nich ma swoją wyjątkową historię, która wzrusza i momentami chwyta za serce. Każdy z nich zasługuję na uwagę, ale nie będę ich wszystkich opisywać, bo zajęłoby mi to wiele czasu. Myślę, że lepiej będzie, jak sami ich wszystkich poznacie i wyrobicie sobie o nich własne zdanie. Niewątpliwie każdy z nich jest inny, ale łączy ich wiele, potrzeba miłości, akceptacji i każdy z nich pragnie uwagi drugiego człowieka.

Naprawdę widać, że Agnieszka Opolska włożyła wiele pracy i serca w swoją powieść. Wszystko w niej jest dopracowane, a nawet dopieszczone w najdrobniejszym szczególe Na uwagę zasługuje piękna, przykuwająca wzrok okładka, pomiędzy którą znajduję się cudownie napisana powieść, w której znajdziemy wiele szkiców, które zapewne są dziełem autorki. Agnieszko, należą ci się ogromne brawa, bo książka ta, to kawał dobrej roboty i możesz być pewna, że zdobyłaś nową fankę i przeczytam wszystko, co wyjdzie spod twego pióra.

„Róża” to niewątpliwie oryginalna i niebanalna powieść. Autorka porusza w niej wiele trudnych tematów tj. bezdomność, alkoholizm, śmierć, brak zaufania, czy zdrada i wszystko to zostało bardzo precyzyjnie opisane, wywołując w czytelniku smutek, żal a czasami nawet i łzy. Książka bardzo prawdziwa, zmuszająca do wielu refleksji i zawierająca niejeden wartościowy przekaz. Historia Róży nie jest wesołą opowiastką jakich wiele. Tylko, czy życie zawsze maluje się w różowych kolorach? To historia o samotności, pragnieniu bycia kochanym, o stracie bliskich osób, poświęceniu i nowym starcie, który nie zawsze jest łatwy i bezbolesny. To naprawdę taka prawdziwa historia, która mogłaby spotkać każdego z nas.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

piątek, 24 marca 2017

Biała - Dominika Olbrych

„Biała” to debiut literacki Dominiki Olbrych. Przyznam szczerze, że z ogromną przyjemnością zabieram się za czytanie debiutów naszych rodaków, choć nie zawsze jestem z nich zadowolona. Jak było tym razem? Czy Dominika napisała kawał dobrego fantasty? Czy może to kolejna książka, o której szybko zapomnę? Zapraszam na recenzję.

Helias, to kraina mieszcząca się pomiędzy dwoma wymiarami, która na nieszczęście jej mieszkańców wpada w ręce Rejgasa. Rejgas i jego armie Złych terroryzują mieszkańców, sieją śmierć i spustoszenie. Wybawieniem dla ludności tego świata jest Wybraniec, który jako jedyny ma szansę, by pokonać armię Zła. Jednak nie jest on w stanie zrobić tego sam i by dać sobie czas, planuję intrygę, która zmienia życie Simi. Dziewczyna, która z tym wszystkim nie powinna mieć nic wspólnego, zostaje rzucona w sam środek wydarzeń i to od niej będzie zależało, czy plan Wybrańca będzie miał szansę na powodzenie.

„Dominika Olbrych – dwukrotnie wygrała ogólnopolski konkurs literacki Gai Kołodziej SCRIBO ERGO SUM, fascynuje ją muzyka klasyczna i filmowa oraz języki obce. „Biała” to pierwszy tom sagi o mieszkańcach Heliasu.”

„Biała” to młodzieżowa powieść fantasty, która może również zainteresować starszych czytelników, takich jak np. ja. ;) Dominika Olbrych w swojej książce stworzyła świat (Helias), który bardzo minimalistycznie został przez nią przedstawiony, dla mnie nie jest to problemem, gdyż wtedy moja wyobraźnia szaleje i to, co nie zostało napisane, rodzi się w mojej głowie. Jednak zdaję sobie sprawę, że niektórzy czytelnicy mogą mieć pod tym względem zastrzeżenia, za zbyt ogólne potraktowanie tematu. Autorka poprowadziła bardzo dobrze wątek wojny, która toczy się pomiędzy ludem Heliasu, a Rajgasem i jego armią Złych. Konflikt między nimi jest bardzo wiarygodny i na całe szczęście nic nie zostało na siłę naciągane, a sama autorka w odpowiednich momentach potrafiła wprowadzić napięcie i przyspieszyć akcję.

W powieści pojawia się także wątek miłosny, który w moim odczuciu został ciekawie poprowadzony i choć nie jest on na pierwszym planie, to na pewno jest bardzo ważny. Ros, przyjaciel Simi z dzieciństwa, który przed laty bronił ją przed ojcem, teraz jest strażnikiem i w tym trudnym czasie zostaje jej opiekunem. Oboje wiedzą, że uczucie, które połączyło ich jako dzieci, przetrwało lata. Jednak Simia nie może wybaczyć mu tego, że ją porzucił i boi się kolejnego odrzucenia, a poza tym Ros jako strażnik nie może się z nikim wiązać. Bardzo spodobała mi się postać Rosa i bardzo go polubiłam, gdyż to ciepły i cierpliwy młody mężczyzna. Natomiast Simia swoim zachowaniem momentami doprowadzała mnie na skraj irytacji. Mimo swoich dwudziestu lat bardzo często zachowywała się jak dziecko i nieraz miałam ochotę nią potrząsnąć. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach tej sagi, Simia stanie się bardziej dojrzała i zmieni się jej zachowanie. Na uwagę zasługuje także postać Wybrańca, czyli Fala, która chyba najbardziej mnie intrygował i jestem ciekawa, jak dalej autorka poprowadzi jego wątek.

Jednak mam też jedno zastrzeżenie. Moim zdaniem autorka na jednych wątkach skupiła się zbyt mocno, a inne zostały potraktowane pobieżnie i coś, co zaczynało mnie zaciekawiać, nie satysfakcjonowało mnie do końca, gdyż w pewnym momencie temat się urywał. Może to tylko moje odczucie, ale coś mi tu nie zagrało.

Mimo małych niedociągnięć książka mi się podobała, a zakończenie przyjemnie mnie zaskoczyło i teraz niecierpliwie będę wyczekiwała kolejnego tomu.

Jeżeli lubicie książki fantasty, to warto zapoznać się z tą historią, gdyż Dominika Olbrych naprawdę ma duży potencjał i szczerze wierzę, że w jej kolejnej książce już do niczego nie będę mogła się przyczepić.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

wtorek, 21 marca 2017

Zimowa miłość - Elżbieta Rodzeń

Twórczość Elżbiety Rodzeń poznałam, gdy w moje ręce trafiła „Dziewczyna o kruchym sercu” jej autorstwa. Książka ta wywołała we mnie wiele emocji, pokochałam bohaterów, a sama autorka i jej twórczość wkradła się do mojego serca. Wtedy w recenzji napisałam, że o tej historii nigdy nie zapomnę i wiecie co? Tak się stało, gdyż bohaterowie cały czas żyją w mojej głowie. Już wtedy wiedziałam, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Gdy w zapowiedziach odkryłam, że w lutym wychodzi jej nowa powieść „Zimowa miłość”, było więcej niż pewne, że zdobędę ją do recenzji, by podzielić się z Wami moimi wrażeniami i odczuciami. Czy i tym razem Elżbieta Rodzeń zafundowała mi emocjonalną jazdę bez trzymanki? O tym w mojej recenzji.

„Jedna chwila może zmienić wszystko...”

Anna i Michał poznali się na studiach medycznych. Najpierw zrodziła się między nimi przyjaźń, która bardzo szybko zamienia się w piękną i prawdziwą miłość. Niestety sielanka tej dwójki nie trwała zbyt długo, a wszystko przez decyzję, którą podjęła Anna. Decyzję, która rozdzieliła ich na wiele długich lat.
Szesnaście lat później Anna jest dyrektorem kliniki chirurgii plastycznej, a Michał pracuje w szpitalu dziecięcym. Mieszkają w tym samym mieście, lecz próbują się unikać. Przypadkiem spotykają się na konferencji poświęconej chirurgii plastycznej u dzieci. Czy Anna odważy się wyjawić, dlaczego odeszła od niego przed laty? Czy jest dla nich jeszcze szansa? Przekonajcie się sami.

Elżbieta Rodzeń zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Noc świetlików” (której przyznam szczerze, nie udało mi się jeszcze przeczytać), a dwa lata później wyszła jej kolejna powieść „Dziewczyna o kruchym sercu”. Jest pedagogiem terapeutą, pracuje w poradni psychologiczno – pedagogicznej. Pisze, bo historie, które rodzą się w jej głowie, nie dają jej spokoju, póki nie znajdą się na papierze. Uwielbia czytać, lubi zimowe spacery, nietuzinkowe filmy i dobrą herbatę. Mieszka w małym domku pod lasem, z mężem, który zawsze jest jej pierwszym czytelnikiem.

„Zimowa miłość” to książka, której sam tytuł sugeruje, że dostaniemy opowieść o miłości, ale uwierzcie mi na słowo, że ta historia miłosna jest piękna, cudowna, wzruszająca i pochłonęła mnie już po przeczytaniu pierwszej strony, nie wspominając o tym, że momentalnie się wzruszyłam. Naprawdę rzadko zdarzają się książki, na które czekam, ale jest kilkoro autorów/autorek, którzy wzięli w posiadanie moje czytelnicze serce. Jedną z nich bezapelacyjnie jest Elżbieta Rodzeń, której książki wywołują we mnie ogrom emocji, a przecież o to chodzi.

Odnoszę wrażenie, że pani Elżbieta urodziła się po to, by pisać książki, gdyż widać w jej pracy serce i szacunek do czytelnika. Wszystko jest idealnie dopracowane, dialogi świetne poprowadzone i najważniejsze, że nie ma zbędnych opisów, które czasami są napisane tylko po to, by zapchać książkę. Takie książki jak „Zimowa miłość” mogę czytać zawsze i wszędzie. W ogóle podczas czytania tej historii nasunęła mi się pewna myśl, a mianowicie, że z wielką przyjemnością obejrzałabym ekranizację tej powieści, bo to zdecydowanie materiał na świetny film.

Styl jakim operuje autorka, jest niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze, a historia wchłania w głąb fabuły bez ostrzeżenia. Spędziłam przy niej całą niedzielę i nie żałuję ani jednej minuty, którą poświęciłam historii Anny i Michała, bo to naprawdę książka godna uwagi, obok której nie można przejść obojętnie. Narracja poprowadzona jest z perspektywy Anny i to właśnie jej odczucia i emocje przenikają na wskroś czytelnika oraz chwytają za serce. W poprzedniej recenzji książki pani Elżbiety napisałam, że jest ona niczym malarz, który maluje słowem prawdzie życie usłane emocjami, które zna każdy z nas i przyznaję z ręką na sercu, że jest tak cały czas.

Autorka w swojej książce opisuje teraźniejszość i przeszłość bohaterów, dzięki temu zaznajamiamy się z historią, która wydarzyła się lata temu i doprowadziła do rozstania głównych bohaterów.

Elżbieta Rodzeń w swojej powieści porusza trudne tematy, które mogą dotknąć każdą z kobiet i dzięki temu bardzo łatwo jest utożsamić się z Anną i zrozumieć decyzję, którą podjęła dla dobra Michała, nie patrząc na siebie. Decyzję, która jak się później okazało, nie była wcale najlepsza. Autorka uświadamia czytelnikowi, że wybory, jakich dokonujemy, mają ogromny wpływ na życie innych ludzi, niestety nie zawsze korzystny.

„Zimowa miłość” to przepiękna historia miłosna, która w niewyobrażalny sposób chwyta za serce. To opowieść o miłości, o przyjaźni, o błędnych decyzjach i ich konsekwencjach, ale przede wszystkim o życiu, na które każdy z nas ma wpływ.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



Magdalena Bieniek - Oddział dzienny

Zawsze, gdy słyszy się słowa "Oddział dzienny", pierwsze co przychodzi nam na myśl to Szpital Psychiatryczny. Gdybyśmy poszli dalej tym tokiem myślenia, zapewne dojdziemy w końcu  do choroby psychicznej. Dużo osób myśli, że do tego szpitala, trafiają tylko osoby chore psychicznie. A jak jest naprawdę? Jak naprawdę wygląda oddział dzienny w takich szpitalach?
Książka Magdaleny Bieniek, idealnie przybliża nam ten temat.

"... Niezręczne było mówienie o swej niepewności, ale jednocześnie pocieszające, że nie jest się w tej sytuacji samemu..."


"Oddział dzienny" to książka, w formie pamiętnika, opisująca 12 tygodni z życia i uczestnictwa na oddziale, która zawiera wiele zdjęć z różnych ćwiczeń plastycznych, oraz opisami i przemyśleniami Pani Magdaleny.
Książka jest napisana bardzo prostym językiem. Historia jest bardzo prawdziwa, zmuszająca do wielu refleksji nad  sobą i własnym życiem. Czytając, odnosi się wrażenie, jakby poznawało się od nowa prawdę o życiu..

W książce pojawia się wiele postaci, ale nie będę ich tutaj opisywać - pozostawię Wam poznawanie każdej dziewczyny z osobna. Dodam tylko, że każda osoba pojawiająca się w książce,  wzbudzała we mnie bardzo różne reakcje. Osobiście bardzo wczułam się w tę książkę, tak bardzo, że postanowiłam troszkę iść tokiem myślenia każdej z bohaterek.

Co mi się bardzo spodobało, to, to, że praktycznie każde opisywane ćwiczenie plastyczne, które odbywały się na zajęciach, były przedstawione na fotografiach. Wiem, to takie niby mało znaczące, a jednak cieszy. Był to miły przerywnik, pomiędzy większymi dawkami emocji.

Polecam, polecam, polecam. Książka dała mi zupełnie inny obraz oddziału dziennego w szpitalu psychiatrycznym i teraz zdaje sobie sprawę z tego, jak mylne miałam założenie o tym, co tam się dzieje. Mam nadzieje, że i Wam książka przypadnie do gustu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

poniedziałek, 20 marca 2017

Wygraj pakiet książek od Novae Res

Dziś mamy dla Was konkurs, w którym możecie wygrać pakiet książek od Wydawnictwa Novae Res: "Na szczycie. Gra o miłość", "Banda. Ryder i Eileen", "Boys from hell" oraz "Klątwa przeznaczenia". By mieć szansę wygrać ten wspaniały pakiet, wystarczy, że:

*zostaniesz obserwatorem naszego bloga
*w komentarzu zgłosisz się do zabawy
*polubisz fp Literatura kobieca - co czytać?
*polubisz fp sponsora nagrody Novae Res - Wydawnictwo innowacyjne


Konkurs trwa do 1 kwietnia, a wyniki pojawią się w ciągu trzech dni. Nagrody wysyłamy w ciągu 30 dni, na terenie Polski. Zastrzegamy sobie prawo do zmian w regulaminie konkursu. Anonimowe komentarze nie będą brane pod uwagę.

Powodzenia!








Nakarm mnie - Julita Strzebecka (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Czasami zastanawiam się, jak daleko mogą posunąć się ludzie, by spełnić swoje fantazje, potrzeby i zachcianki. Na całym świecie znane są przeróżne fetysze i odchylenia od normy, a ja jakoś specjalnie się tym nie interesowałam, ale gdy dostałam propozycję zrecenzowania debiutanckiej powieści Julity Strzebeckiej pt. "Nakarm mnie" bardzo zaintrygował mnie sam tytuł, a opis książki podsycił mój "apetyt" na tę powieść. Sama całe życie jestem "na diecie" i jak każda kobieta mam kompleksy i narzekam, że coś chciałabym zmienić. I wiecie co? Debiut Pani Julity dał mi do myślenia, a ja długo nie zapomnę o "Nakarm mnie".

Nasza główna bohaterka Joanna jest grubaską. Po rozwodzie przestała zwracać uwagę na to co i ile je, a smutki i stresy zajada fast foodami i niezdrowym jedzeniem. Kobieta jest wysoko postawionym dyrektorem finansowym, więc materialnie radzi sobie świetnie, ale doskonale widzi, że tyje, a jej ciało zaczyna buntować się przed nadmiarem tłuszczów i cukrów, jednak nie potrafi się opanować. Objada się i traci nad tym kontrolę, a tym samym wpędza się w jeszcze większe kompleksy, nie akceptuje swojego "nowego" ciała. Pogarszający się stan zdrowia zmusza ją jednak do podjęcia walki i może się wydawać, że lekarz specjalista to dobry wybór, ale w tym przypadku spotkanie z Wiktorem, lekarzem bariatrą, okazuje się dla niej zgubne. Dlaczego? Bowiem Wiktor jest oszustem, który swoją specjalizację wykorzystuje do tego, by poznawać otyłe kobiety i... dalej je tuczyć. Takie osoby fachowo nazywa się feedersami, tuczycielami, dokarmiaczami. Joanna staje się jego ofiarą, czuje się bezpieczna i  zaczyna odzyskiwać wiarę w siebie, bo Wiktor upewnia ją w tym, że kocha jej ciało, każdą fałdę i rozstęp, że każdy dodatkowy kilogram to skarb. Brzmi szokująco? Uwierzcie mi, że takie właśnie jest! Jak ostatecznie skończyła się te historia? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale zachęcam do sięgnięcia po tę powieść, która porusza tak kontrowersyjny i trudny temat jakim jest relacja z człowiekiem, którego interesuje tylko otyłe ciało, który obdarza kogoś fałszywą miłością, by spełniać swoje chore fantazje i zachcianki. 

Ciekawość, złość, szok - to trzy słowa, które przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tej książce. Pani Julita pokazała nam, jak trudna jest walka z nałogiem, a jednocześnie jak łatwo się w niego wpędzić. Szukanie pomocy u specjalisty wydaje się być dobrym rozwiązaniem, ale w tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Szczerze, to nie jestem w stanie pojąć rozumowania Wiktora. Dla mnie to chory i obrzydliwy człowiek. Z drugiej jednak strony trochę rozumiem Joannę, bo każdy chce być akceptowany i kochany. Uzależnienie od drugiej osoby, to też bardzo ciężki temat, a tutaj to nierozerwalne połączenie. Tucznik uzależnia od siebie swoją ofiarę, by zaspakajać swoje wypaczone potrzeby. 

Temat takich relacji, to temat rzeka i trudno mi zebrać myśli, bo nadal jestem ogromnie poruszona tą książką. Jestem też zła, że aż tak emocjonalnie zaangażowałam się w tę historię, bo teraz ciągle o niej myślę, a to "wina" autorki, która w naprawdę dobry sposób ukazuje nam tę relację i bez cenzury opisuje szczegóły, które dla mnie są naprawdę szokujące. Pokazuje jak ważna jest relacja z drugim człowiekiem, ale toksyczne związki i wykorzystywanie drugiej osoby, oraz manipulacja mogą mieć katastrofalne skutki. 

Jestem pełna podziwu dla Pani Julity, że odważyła się poruszyć tak kontrowersyjny temat. Dla osoby, która tak jak ja nie interesowała się tego typu fetyszami, to będzie naprawdę duży szok, ale polecam Wam tę powieść ku przestrodze. Mnie skłoniła ona do wielu refleksji, ponieważ nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak wiele możemy stracić przez uzależnienie. I nie mam tu na myśli jedynie feedersów, a ogólnie problemów z uzależnieniem od "czegoś", "kogoś". Zdrowa relacja z drugim człowiekiem, to jedna z najważniejszych spraw w naszym życiu, ale osoby słabe psychiczne bardzo łatwo mogą paść ofiarą jakiegoś  zwyrodnialca, który poprzez uzależnienie, kłamstwa i manipulacje realizuje swój chory i obrzydliwy plan. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam ten kontrowersyjny, ale naprawdę doskonały debiut Pani Julity, który nasz blog objął patronatem medialnym. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Replika.