reklama

niedziela, 25 czerwca 2017

Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec - Audrey Carlan

„Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec” to pierwszy tom serii Calendar Girl. Zapraszam na recenzję.

Mia potrzebuje pieniędzy, by spłacić dług, który zaciągnął jej ojciec. Kwota jest kolosalna, a przestępcy grożą jej rodzinie. Dziewczyna jest zdesperowana, ale wie, że musi pomóc ojcu i uratować swoją rodzinę. Zatrudnia się więc w firmie ciotki, jako ekskluzywna dziewczyna do towarzystwa, by móc co miesiąc spłacać ratę długu. Wystarczy, że każdy miesiąc spędzi z bogatym mężczyzną i będzie miała na comiesięczną ratę. Proste? Łatwe? Przekonacie się sami.

„Audrey Carlan to autorka bestsellerów uzależniona od czytania, mieszka w California Valley razem z mężem i dwoma synami, w których zakochuje się codziennie od nowa. Spod jej pióra wychodzą książki odpowiadające jej preferencją czytelniczym, czyli szalone i pełne namiętności historie miłosne.”

„Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec” to powieść, która jest tak jakby podzielona na trzy części i na trzy odrębne historie, które łączy główna bohaterka. Mia z każdym mężczyzną spędza jeden miesiąc, za który muszą słono zapłacić, a jeżeli oczekują od dziewczyny czegoś więcej, wiąże się z tym dodatkowa opłata, dla nich to żaden problem, bo każdy z nich jest znany i bogaty. W styczniu poznajemy Westona Charlsa Channinga, który jest światowej sławy scenarzystą. Mężczyzna zatrudnia Mię, by strzegła go przed zalotami kobiet, które gotowe są na wszystko, by trafić do świata show biznesu. Byłam zachwycona tą częścią o Westonie, chciałabym jeszcze o nim przeczytać i tak po cichu mam nadzieję, że moje marzenia się spełnią. W lutym poznajemy Aleca Duboisa francuskiego malarza, który zatrudnia ją, by została jego muzą i pozowała do jego obrazów. Ta część jakoś mi nie przypasowała i trochę się na niej wynudziłam. Ostatni miesiąc to marzec. Mia zostaje zatrudniona przez Anthony'ego, który jest bokserem i spadkobiercą bogatej włoskiej rodziny. Dziewczyna ma udawać jego narzeczoną, gdyż mężczyzna nie chce, by jego najbliżsi dowiedzieli się, że jest gejem. Każda część kończy się listem, który dziewczyna zostawia mężczyznom, w którym pisze, jak miło spędziła z nimi czas. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, bo te listy były niezwykle prawdziwe i po prostu muszę przyznać, że mnie wzruszały. Każdy napotkany mężczyzna czegoś ją uczy i kobieta zaczyna rozumieć, czym jest miłości, przyjaźni oraz szczerości.

Autorka pokusiła się na prowokacyjny temat w swojej książce, gdyż jak wiemy dziewczyna do towarzystwa, nie jest normalną pracą, jaką ma każdy z nas. Może z tego powodu książka ta nie nadaje się dla każdego, jednak ja już po przeczytaniu kilku stron przepadłam i z zapartym tchem śledziłam poczynania głównej bohaterki, tym bardziej że chyba jeszcze nigdy nie czytałam książki z taką fabułą. Mia na samym początku wydała mi się taką biedulką, do której momentalnie poczułam współczucie i nie mogłam się pogodzić z tym, do czego musiała się posunąć, by spłacić długi ojca. Jednak to wyobrażenie bardzo szybko zastąpiła irytacja i niejednokrotnie nie mogłam zrozumieć jej postępowania i podejmowanych decyzji. Irytujące bohaterki nie są tym, co lubię, jednak tutaj sprawdziło się to idealnie i nigdy nie wiadomo było jaką decyzję podejmie Mia, więc okazało się to plusem i książka, która na samym początku wydawała mi się erotykiem, jakich wiele znajduje się ranku wydawniczym, okazała się czymś innym, nowatorskim, po prostu niesamowicie wciągającym.
Każdy bohater został przez autorkę przedstawiony w bardzo dokładny sposób, dzięki temu żaden z nich nie tracił na wyrazistości i każdego z nich bardzo łatwo było mi obdarzyć sympatią.

Oczywiście jest to erotyk, więc nie zabraknie scen seksu, które działają na zmysły i doprowadzają krew do wrzenia. Nie zawsze odpowiada mi to, jak autorzy opisują zbliżenia bohaterów, jednak Audrey Carlan udało się to perfekcyjnie i nie mam w tym aspekcie żadnych zastrzeżeń.

Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko dzięki prostemu stylowi, jakim posługuje się autorka oraz różnorodnością zleceń, jakie otrzymuje Mia. Cały czas coś się dzieje, choć troszkę gorzej było z mężczyzną lutego, jest to jednak drobny szczegół, który w ogóle nie zmienił mojej opinii o tej powieści. Na uwagę zasługują także dialogi, które są pełne emocji i bardzo oddają charakter bohaterów.

Podsumowując: Na pewno jest to powieść dla osób dorosłych, dla mężczyzn, jak i kobiet. Osobiście miło spędziłam przy niej czas i czekam na część trzecią, bo drugą mam już przeczytaną i już niebawem podzielę się Wami także opinią o niej.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Booksenso.

sobota, 24 czerwca 2017

Jesteś moją obsesją - Federico Moccia

Federico Moccia to autor, który czasami trafia w mój czytelniczy gust i jego książki pochłaniam w kilka godzin, ale niestety kilka razy także sparzyłam się na jego twórczości. Gdy w moje ręce wpadła jego najnowsza powieść wydana w Polsce, od razu zabrałam się za czytanie. Czy zostałam usatysfakcjonowana? Czy Federico podbił moje czytelnicze serce? Zapraszam na recenzję książki „Jesteś moją obsesją”.

„Kobieta może być dla ciebie wszystkim, sensem twojego życia, obsesją, twoim nieszczęściem.”

Giovanni to człowiek sukcesu, spełniony zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Wydał kilka powieści, które osiągnęły status bestsellerów, ma piękną żonę i cudowną małą córeczkę. Mogłoby się wydawać, że ma wszystko, by być szczęśliwym człowiekiem, ale czy na pewno?
Pewnego wieczoru otrzymuje na facebooku wiadomość, która bardzo go intryguje. Nadawcą jest tajemnicza kobieta, która przedstawia się jako Luna. Mężczyzna podejrzewa, że jest to jedna z jego fanek i nawiązuje z nią niewinną korespondencję. Kobieta nie zdradza na swój temat zbyt wiele informacji, a niewinna wymiana wiadomości z dnia na dzień przekształca się w intrygującą wirtualną znajomość i w rezultacie staje się obsesją. Rozmowy z kobietą stają się coraz bardziej namiętne oraz intensywne i stają się nieodzownym elementem każdego dnia pisarza. Kim tak naprawdę jest Luna i skąd wie tak dużo o życiu mężczyzny? Przekonacie się sami.

„Na facebooku nazywa się Luna, ale wiem, że nie jest to jej prawdziwe imię. Sama je wybrała, poinformowała mnie o tym w taki sposób, jakby chciała dać mi coś do zrozumienia. Może to postać z książki, którą powinienem znać, albo ze sztuki teatralnej, z filmu, z obrazu czy fotografii. Jednak nie znalazłem na jej koncie nic, co naprowadziłoby mnie na jakąś podpowiedź.
Wiem natomiast, że to co przeczytałem, spodobało mi się. Było piękne. Nie mam na myśli oszałamiającego piękna, które charakteryzuje niektóre kobiety, tylko tę subtelną umiejętność zawładnięcia umysłem mężczyzny, jego pragnieniami, marzeniami i wreszcie sercem.
To właśnie przytrafiło mi się z Luną.”

„Jesteś moją obsesją” to powieść, w której autor opisuje kilka dni z życia Giovanniego, który po otrzymaniu wiadomości od tajemniczej Luny, zaczyna z nią wirtualną znajomość. Kobieta bardzo go intryguje, a wiadomość od niej skłania go do wielu refleksji nad życiem, nad sensem miłości i wierności. Odniosłam wrażenie, że książka miała być tajemnicza, niestety dla mnie taka nie była, bardzo szybko domyśliłam się, kim jest Luna, a zakończenie nie powaliło mnie na kolana. Powieść ma 184 strony, a ja czytałam ją kilka dni, ale po prostu nie mogłam wkręcić się fabułę, brakowało mi akcji, za mało się działo. Książka składa się z teraźniejszości i wspomnień pisarza, tych wspomnień pojawia się zdecydowanie za dużo i momentami byłam nimi przytłoczona. W powieści pojawia się wiele pięknych cytatów i przemyśleń, które skłaniają do refleksji, jednak to za mało bym została nią oczarowana.

To, co mi się podobało, to to, jak prawdziwie opisał autor media społecznościowe, które dla niektórych osób są niezbędne do normalnego funkcjonowania i bardzo dokładnie ukazał ciemną stronę internetu. Uświadomił mi także, jak niewinna wirtualna znajomość może wpłynąć na codzienne życie i niekiedy przerodzić się w obsesję. Główny bohater ma wszystko, czego tylko może pragnąć mężczyzna: jest poczytnym pisarzem, ma cudowną żonę i córeczkę, nie powinien chcieć niczego więcej od życia, a jednak... Ta powieść to też taka przestroga, bo nigdy nie wiemy, kto siedzi po drugiej stronie monitora.

Powieść ta nie powaliła mnie na kolana i muszę przyznać, że po opisie liczyłam na coś więcej. Jednak jest to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia, więc jeżeli lubicie książki tego autora, to może warto się na nią skusić.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję  Księgarni dadada.pl



Misja Wywiad z Dominiką Rosik


Dzisiaj mamy dla Was kolejną Misję Wywiad. Tym razem na wasze pytania odpowiedziała Dominika Rosik autorka debiutanckiej książki "Projekt Królowa", której recenzje możecie przeczytać u nas na blogu.

Chcemy też pogratulować Izabeli Szymańskiej, która wygrała egzemplarz "Projektu Królowa", prosimy o kontakt z naszym FP  :) 
  
A tymczasem zapraszamy do czytania! 




Hanna Artychowska
 
1. W dobie obecnych czasów piszę się książki na komputerze, raczej maszyna to przeżytek.  Jeśli miałaby Pani pisać "ręcznie" co by Pani wybrała, i dlaczego? Długopis, ołówek, pisak, cienkopis, pióro wieczne, kulkowe? A może gęsie, jak prawdziwa Królowa? ;)

Wybrałabym pióro wieczne, ponieważ kojarzy mi się z elegancją. Poza tym jestem znana z okropnego charakteru pisma. Mam przeczucie, że wieczne pióro zmusiłoby mnie do uporania się z tą przypadłością ;)


2.  Co Panią kieruje przy pisaniu: myśl, o czym czytelnik chciałby przeczytać czy pisze Pani historię płynące z wnętrza duszy zabarwioną wyobraźnią? :)

Pisząc “Projekt Królowa” absolutnie poddałam się wyobraźni i było to cudowne uczucie! Siadałam przed komputerem i po prostu zapisywałam swoje myśli. Zdecydowanie trudniej jest w trakcie pisania kontynuacji – teraz wiele czasu spędzam na analizowaniu uwag czytelników, a także na własnych przemyśleniach. To oczywiście trochę odbiera przyjemność z pisania, ale mam wielką nadzieję, że przyczyni się do powstania lepszej powieści.



Izabela Szymańska

1.  Jestem ogromnie ciekawa jaka jest ulubiona Pani książka, taka do której lubi Pani wracać, która zapadła Pani głęboko w pamięć?

Moje serce należy do “Ani z Zielonego Wzgórza”. Uwielbiam jej perypetie, poczucie humoru oraz nieposiadającą granic wyobraźnię! Mam swoje ulubione fragmenty tej powieści i często do nich wracam. Na mojej liście ukochanych książek można również znaleźć: “Cień wiatru”, “Mistrz i Małgorzata”, “Mały Książę”, “Akty wiary”, “Nagrody”,  “Jeździec Miedziany” oraz wiele, wiele innych.


2.  Czytając można zachwycić się nie tylko pięknymi słowami, ale i tajemniczością, niepokojem odczuwanym po zmroku, ale także szczyptą magii, która przenika do realnego świata. Czy w codziennym życiu zdarza się Pani odczuwać tę magię, tak namacalnie? :)

Wyczuwam magię w każdej chwili, w której patrzę na swoje dzieci. Ich uśmiech, radość oraz łatwość okazywania uczuć sprawia, że mój świat staje się piękniejszy. Ponadto potrafię całkowicie oderwać się od rzeczywistości, gdy czytam coś naprawdę fascynującego. Zapominam o smutku, złych chwilach oraz zmęczeniu. To magia!



Bernadeta Rohda

1. Czytając opis książki nasunęła mi się myśl przywołująca nawiązanie do filmu Piła. W Pani powieści również bohaterowie będą walczyć o swoje życie. Czy rzeczywiście kierowała się Pani filmem?

Prawdę mówiąc nie oglądałam filmu “Piła”, ale z opisu wynika, że jest to raczej krwawy film. Nie zaliczyłabym mojej powieści do krwawej.


2. W życiu każdy z nas poddawany jest eksperymentom. Czy każdego dnia musimy walczyć  o nasze być albo nie być? Co Pani sądzi na ten temat? Czy musiała kiedyś Pani podjąć ważną decyzję wbrew sobie?

Na to pytanie można odpowiedzieć różnie w zależności od interpretacji. Patrząc globalnie na świat powiedziałabym, że mamy wielkie szczęście, iż żyjemy w spokojnym kraju, w którym nie musimy się bać zamachów terrorystycznych, nie brakuje nam wody, czy jedzenia. W skali mikro jest trochę inaczej – z pewnością każdy z nas walczy o coś, na czym mu zależy – o utrzymanie rodziny, pracy, realizację własnych potrzeb, marzeń. Czy musimy to robić? Pewnie moglibyśmy odpuścić. Czy warto? Tego nie wiem. Tak już skonstruowany jest ten świat. Wszystko zależy od tego, czy to, co robimy przynosi nam szczęście i przewyższa koszty, które musimy ponieść, by je osiągnąć. W swoim życiu nie zostałam postawiona przed trudnym wyborem; zawsze mogłam podejmować decyzje zgodne z moim sumieniem.  Jakbym się zachowała w sytuacji, w której musiałabym postąpić wbrew swoim zasadom? Nie mam pojęcia! “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – pisała Wisława Szymborska. Reszta to tylko wyobrażenia.



Robert Czyżycki

1.  Czy pisząc książkę jest Pani jak malarz, który nie pozwala nawet zerknąć na zarys obrazu dopóki go nie skończy, czy jednak chętnie podsuwa Pani część tekstu bliskim, aby wysłuchać ich sugestii?

Piękne pytanie! Chciałabym odpowiedzieć, że czułam się jak artystka i nie pozwalałam, żeby podpatrywano mnie w trakcie pracy. Jednak zgodnie z prawdą – pisząc “Projekt Królowa” nieustannie podsuwałam mężowi fragmenty do czytania. Jestem osobą bardzo niecierpliwą, więc chciałam szybko usłyszeć jego opinię (która niekoniecznie pokrywała się z moją wizją). Obecnie już tego nie robię – pokazuję mu tekst dopiero po ukończeniu całości, tak, by widział, do czego zmierzam i aby oszczędzić jego czas. To samo tyczy się przyjaciół oraz bliskiej rodziny – otrzymują skończony tekst do weryfikacji.  


2. Praca pisarza daje satysfakcję, ale jest też wyczerpująca. Czy miewa Pani kryzysy twórcze?

Pisanie “Projektu Królowa” było dla mnie cudowną odskocznią od codziennych obowiązków. Może z tego powodu nie miewałam kryzysów twórczych. Siadałam i pisałam, pomysły płynęły i nie było momentu, w którym miałabym problem z kontynuacją akcji. Inaczej wygląda sprawa z kolejnymi tomami – teraz zdecydowanie mogę przyznać, że miewam kryzysy twórcze, ale sądzę, że wynikają one ze zbyt dużej wagi przywiązywanej do chęci ulepszenia warsztatu. Dużo czasu poświecam na zastanawianie się, czy można coś lepiej napisać, czy fabuła jest wciągająca, czy może warto zmienić bieg wydarzeń… 



Sylwia Waligóra

1. Przyznaję szczerze, że książki nie czytałam, czego żałuję. Fascynuje mnie etap tworzenia książki - czy podczas pisania towarzyszą Pani jakieś stałe rytuały, zwyczaje, czynności, bez których nie może Pani zasiąść do pracy? Jeśli tak, to jakie?

Myślę, że takie rytuały mogłyby się pojawić, gdybym pisała systematycznie. Jestem mamą dwójki dzieci i mój czas na pisanie jest ograniczony. Najczęściej piszę, kiedy dzieci śpią. Trudno w takich warunkach o schemat. Jednak każdorazowo przy złapanej chwili dla siebie – w zależności od pory dnia – mam przygotowaną dobrą kawę albo zieloną herbatę.




Ola Stemplewska

1. Żyjemy w czasach, w których bardzo ciężko nam zaakceptować siebie, wciąż widzimy w sobie jakieś wady, zawsze znajdzie się jakiś drobiazg, który byśmy zmienili. Stąd moje pytanie: lubi Pani siebie?

To prawda. Sądzę, że szczególnie nam, kobietom, trudno jest akceptować siebie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wizerunek kobiet kreowany przez media. My same również nie ułatwiany sobie zadania, ponieważ jesteśmy niezwykle krytyczne wobec siebie, a także innych kobiet. Niestety nie należę tu do wyjątków. Zdarzają się chwile, w których myślę, że powinnam coś zmienić, być inna, być kimś innym, ale mam to szczęście, że w takich momentach patrzę w oczy swoich najbliższych i widzę w nich zupełnie inne oblicze siebie – takie, które naprawdę uwielbiam. Możliwe, że to jest recepta na szczęście: patrzeć na siebie oczami tych, którzy nas kochają.



Izabela Dembna

1.  Skąd zaczerpnęła Pani pomysł na tytuł?

Projekt oczywiście wziął się od głównej idei powieści, czyli eksperymentu. Natomiast tytułowa “Królowa” – cóż, tego nie mogę zdradzić, zachęcam do zapoznania się z książką!


2. Z jakim/jaka pisarka/pisarzem chciałaby Pani zjeść kolację i dlaczego akurat ta osoba?

Spotkałabym się z Carlosem Ruizem Zafónem i zapytałabym go, jaką książkę wybrałby z Cmentarza Zapomnianych Książek. Jestem bardzo ciekawa, jakim człowiekiem jest autor, którzy stworzył tak wyjątkową, niepokojącą, mroczną i jednocześnie piękną powieść. Z niecierpliwością czekam na “Labirynt Duchów”!   





Nela Radon

1. Przerażająca okładka, skąd pomysł na nią? Czy oddaje ona treść książki?

Okładka jest zasługą Pana Mariusza Kuli – to on jest pomysłodawcą i twórcą. Kruk stanowi ważny symbol w powieści – jest posłańcem wiadomości, łącznikiem pomiędzy światami – tym rzeczywistym, oraz tym, który jest zaledwie urojeniem, parodią, prowokacją. W powieści kruki umieszczone są również w logo kliniki psychiatrycznej – jako znak nauki, inteligencji.  

Spotkałam się z opinią, że okładka sugeruje książkę fantasy, albo literaturę grozy, lecz zdecydowanie ani jednym, ani drugim nie jest. Trudno mi to jednak ocenić jako autorowi. Ja jestem zadowolona z okładki i podziwiam talent Pana Mariusza!


2. Jak zachęciłaby mnie Pani do przeczytania Projektu Królowa, gdybym nie lubiła fantasy? :)

“Projekt Królowa” to mieszanka science fiction, thrillera psychologicznego oraz romansu. Jeśli lubisz tajemnice, niepewność oraz świat, w którym granica pomiędzy rzeczywistością a fikcją zaciera się – moja książka jest dla Ciebie!



Gośka Bujwid

1. Jak Pani zaczęła przygodę z pisaniem? Kiedy to się stało było jakieś natchnienie czy po prostu tak nagle?

Przed urodzeniem dzieci bardzo dużo pracowałam i w trakcie zajmowania się córką brakowało mi aktywności zawodowej. Uznałam, że jest to idealny czas, by spróbować czegoś nowego. Nie miałam wielkich oczekiwań, spodziewałam się wręcz, że najbliżsi mnie wyśmieją, tymczasem spotkałam się z całkiem odmienną reakcją. To właśnie dzięki wielkiemu wsparciu rodziny oraz przyjaciół odważyłam się napisać powieść. Nie jestem w stanie wyrazić słowami mojej wdzięczności wobec nich, ponieważ zawdzięczam im odkrycie pasji pisania, a także zrealizowanie marzenia.


2. Jest jakieś szczególne miejsce gdzie lubi Pani pisać, gdzie łatwiej przychodzą pomysły?

W związku z tym, że muszę dostosować się do warunków (a przede wszystkim nastrojów) panujących w mojej rodzinie – niestety nie mam stałego miejsca, w którym mogę pisać. Jednak zdecydowanie najbardziej lubię tworzyć w swoim salonie, obok olbrzymiego regału z książkami.



Joanna Wiewióra

1. Czy pisząc książkę ,,Projekt Królowa" miała Pani już zaplanowaną całą książkę, czy też w trakcie pisania przelewała Pani na papier bądź komputer swoje myśli?

Na bieżąco przelewałam swoje myśli do komputera. Główny motyw książki miałam w głowie, ale wątki poboczne wymyślałam w trakcie pisania.


2. Jak wyobraża sobie Pani swoje życie tak za 10-15 lat? Czy dalej jako pisarka czy może już jako zupełnie ktoś inny?

Jednego, czego jestem absolutnie pewna to fakt, że życie jest nieprzewidywalne. Gdyby ktoś zapytał mnie pięć lat temu, czy napiszę kiedyś książkę – odpowiedziałabym, że jest szalony. Miałam zaplanowaną ścieżkę zawodową, którą chciałam podążać, ale życie zdecydowało inaczej. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało mi się w pełni wykorzystać nagły zwrot wydarzeń i jestem z tego powodu szczęśliwa. Czy za 10, 15 lat będę pisać? Marzę o tym! Oczywiście będę do tego dążyć doskonaląc swój warsztat. Czy będę w przyszłości pisarką? O tym zdecydują już czytelnicy. A przede wszystkim ich serca.



Małgorzata Adamczuk

1. Jestem ciekawa jak Pani dba o włosy że tak pięknie się prezentują jak przystało na królową? :-)

Dziękuję za komplement! Myślę, że to zasługa fotografa. W rzeczywistości moje włosy nie prezentują się tak pięknie ;)

środa, 21 czerwca 2017

Bad mommy. Zła mama - Tarryn Fisher

Od czasu do czasu lubię przeczytać dobry thriller psychologiczny, więc gdy w propozycjach do recenzji otrzymałam „Bad mommy” Tarryn Fisher nawet przez sekundę się nie zastanawiałam nad tym, czy ją brać, czy nie. Czułam, że to książka idealna dla mnie, tym bardziej, że już sam opis dostarczył mi dreszczyku emocji. Czy miałam rację? Czy książka mnie usatysfakcjonowała? Zapraszam na recenzję.

Jolene i Darius są szczęśliwym młodym małżeństwem i rodzicami dwuletniej Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się kobieta o imieniu Fig i bardzo szybko zaprzyjaźnia się z młodymi rodzicami. Mogłoby się wydawać, że to najnormalniejsza sytuacja w świecie, jednak z czasem zachowanie Fig staje bardzo dziwne. W swoim domu gromadzi rzeczy takie same jak u Jolene i Dariusa, kupuje nawet takie same ubrania jak sąsiadka. O co chodzi Fig? Kto tak naprawdę jest obiektem jej obsesji? Przekonajcie się sami.

„Jak daleko się posuniesz, aby zawładnąć czyimś życiem?”

Tarryn Fisher to autorka bestsellerowych powieści dla kobiet. Pisarka mieszka z rodziną w Seattle. Uwielbia deszczowe dni, coca – colę i uważa, że Instagram to nowy Facebook. Wraz ze swoją przyjaciółką prowadzi blog o modzie.

Przyznam szczerze, że wcześniej nie czytałam książek Tarryn Fisher, choć kilka z nich mam na swojej półce. Po przeczytaniu „Bad mommy. Zła mama” jestem w stu procentach pewna, że jak najszybciej nadrobię zaległości, bo to autorka, która pisze doskonale i wie jak zaciekawić czytelnika. „Bad mommy. Zła mama” to powieść, którą mogę określić jedynie jako świetną, wspaniałą, a nawet genialną. Dawno nie czytałam tak dobrego thrillera psychologicznego, który z mojego mózgu zrobił miazgę. Niewątpliwie jest to powieść emocjonująca, pokręcona, pełna napięcia, zaskakująca, szokująca, a przede wszystkim nieprzewidywalna i to właśnie ta nieprzewidywalność jest ogromnym atutem tej książki. Bardzo cenię sobie autorów, którzy potrafią pisać tak, by czytelnik do samego końca pozostawał nieświadomy, a każda czytana strona była niespodzianką. Nic w niej nie jest takie, jakie wydaje się nam na początku. Książka ta naprawdę zasługuje na każde ochy i achy, które wyżej napisałam, bo jest to jeden z lepszych thrillerów, jaki do tej pory czytałam.

Nie zdradzę Wam nic, kompletnie nic z fabuły książki, bo boję się, że zbyt dużo bym odsłoniła. Nawet opis napisałam bardzo oszczędnie, by nie psuć Wam przyjemności z czytania, bo naprawdę jedno słowo za dużo i po ptakach. Musicie uwierzyć mi na słowo, że jest to powieść warta każdej sekundy, minuty i godziny, poza tym czyta się ją niesamowicie szybko, sama przepadłam w głąb fabuły już po kliku przeczytanych stronach. Napiszę tylko, że książka jest podzielona na trzy części i w każdej z nich inny bohater jest narratorem. Moim zdaniem to świetny pomysł, bo od podszewki poznajemy każdego z nich, a ich myśli i przemyślenia są dla nas otwartą księgą.

Autorka ma bardzo specyficzny styl, barwny, tajemniczy, po prostu w minimalny sposób dozuje czytelnikowi informacje. Najważniejszą zaletą tej powieści są opisy przemyśleń bohaterów, które wprowadzają czytelnika w tę pokręconą fabułę, a w moim przypadku sprawiły, że czułam się tak, jakbym stała z boku każdej postaci i była niemym obserwatorem ich poczynań.

„Bad mommy. Zła mama” to niewątpliwie szokująca historia, którą Wam polecam z czystym sumieniem. Myślę, że nie tylko fani thrillerów psychologicznych znajdą w niej coś dla siebie. Tarrryn Fisher stworzyła genialną powieść, która już od pierwszej strony chwyta czytelnika w swoje szpony.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


wtorek, 20 czerwca 2017

Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

Jak już większość z Was wie, Kirsty Moseley to autorka, której książki bardzo lubię, bo choć są one w szczególności przeznaczone dla nastolatków, to ja jako osoba, która ma już kilkadziesiąt wiosen na karku, zawsze znajduję w nich coś ciekawego i interesującego. Dziś zapraszam Was na recenzję kontynuacji powieści „Nic do stracenia. Początek”, czyli „Nic do stracenia. Wreszcie wolni”.

Ojciec Anny Spencer został wybrany prezydentem, od tej chwili życie dziewczyny jeszcze bardziej stało się mniej anonimowe. Z tego powodu Ashton Taylor ma więcej na głowie, a jego zadanie ochrony dziewczyny staje się coraz bardziej skomplikowane, tym bardziej że chłopak darzy dziewczynę uczuciem. Niebawem odbędzie się proces Cartera Thomasa, który jest realnym zagrożeniem dla młodej dziewczyny. Anna wie, że gdyby kolejny raz wpadała w jego ręce, jej piekło by powróciło. Czy razem z Ashtonem wymkną się niebezpieczeństwu? Czy ich miłość przetrwa wszystko? Przekonajcie się sami.

„Kirsty Moseley to amerykańska autorka powieści młodzieżowych. Odniosła ogromny sukces, publikując swoje powieści w internecie. W ciągu kilku lat jej książki sprzedały się w oszałamiającej liczbie 720 00 tysięcy egzemplarzy. Jej powieść „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” stała się absolutnym hitem wśród polskich nastolatek.”

Bardzo się cieszę, że zbyt długo nie musiałam czekać na kontynuację losów Anny i Ashtona, gdyż zakończenie poprzedniego tomu nie było dość satysfakcjonujące i nie ukrywam, że wolałabym, żeby książka nie była podzielona. Jednak na całe szczęście historię tej dwójki mam już za sobą i muszę przyznać, że i ta opowieść autorki przypadła mi do gustu. Pierwsza część była bardzo fajna, a część druga w moim odczuciu okazała się chyba jeszcze lepsza. Autorka tym razem postawiła na dynamiczną akcję, pojawił się także dreszczyk emocji oraz rosnące napięcie. Oczywiście nie można zapomnieć, że to historia miłości dwójki młodych ludzi, jednak ich uczucie nie przytłacza i idealnie współgra z resztą fabuły.

Dla mnie książka okazała się bardzo emocjonująca i bardzo zżyłam się z bohaterami, w których zaszła niewyobrażalna zmiana. Ashton stał się wreszcie takim prawdziwym, twardym mężczyzną i teraz rozgościł się w moim sercu jeszcze bardziej. Postać Anny niezwykle mi się spodobała już w poprzedniej części, bo bardzo realistycznie została przedstawiona. Autorka w moim odczuciu idealnie pokazała obraz dziewczyny skrzywdzonej, nieradzącej sobie w codziennym życiu. Teraz Anna przeszła też ogromną zmianę, zaczęła ufać Ashtonowi i dzięki niemu zrodziła się w niej chęć do życia i przychylniej zaczęła spoglądać w przyszłość.

Bardzo lubię twórczość Kirsty Moseley, więc to normalne, że polecam Wam tę powieść. Historia Anny i Ashtona jest bardzo emocjonująca, pełna napięcia i pięknej miłości. Myślę, że przypadnie do gustu niejednej z Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.




poniedziałek, 19 czerwca 2017

Wyniki konkursu urodzinowego

Miło nam ogłosić, że zwyciężczynią naszego konkursu jubileuszowego z okazji drugich urodzin bloga zostaje Teresa Kłos-Zakrzewicz z numerem 8!!! Teresa otrzymuje w nagrodę trzy książki autorstwa Barbary Freethy.
Gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.

Wszystkim innym  bardzo dziękujemy za miłe życzenia urodzinowe i wzięcie udziału w konkursie.


Michał Podbielski - Wojny Żywiołów. Przebudzenie Ziemi: Udręczeni

Dzisiaj przedstawię Wam debiut z gatunku fantastyki, którą ostatnio pochłaniam z wielką przyjemnością. Długo zabierałam się do napisania recenzji, przepraszam Was za to, ale musiałam sobie to wszystko wsadzić do odpowiednich "szufladek", przemyśleć tę pozycję dogłębnie (szczególnie że książka zostawiła mnie z małą niespodzianką, o której napisze w dalszej części recenzji). Teraz jestem wreszcie gotowa, aby opowiedzieć Wam coś o tej książce. Zastanawiacie się teraz pewnie, jaka to powieść, kogo? Już Wam mówię.

Dzisiaj opowiem Wam o debiucie Michała Podbielskiego "Wojny Żywiołów. Przebudzenie ziemi: Udręczeni"!

"W świecie, którym rządzą dwa żywioły, Ogień i Woda, rodzi się nowa siła. Właśnie następuje przebudzenie Ziemi. Żądne podbojów Imperium Koralu, będące pod opieką samej Pani Wody, porządkując własne prowincje, jest ślepe na nowe zagrożenia. W tym samym czasie na odległym kontynencie czciciele nadejścia bogini Ziemi wyruszają na świętą pielgrzymkę do opanowanego przez potwory, mistycznego Epicentrum. Rodzą się kolejne wielkie siły, a to wszystko, to dopiero początek..."

Zaczynając od początku, podobał mi się bardzo sposób, w jaki powieść została wydana. Często zwracam uwagę na takie elementy. W pierwszej części "Wojen Żywiołów" fajną sprawą była graficznie wyrysowana mapa z Imperium Koralu oraz Kontynentem Prerii, było to też bardzo pomocne, bo mogłam sobie to jeszcze bardziej zwizualizować w głowie. Z takich właśnie szczegółów, spodobał mi się również spis postaci.

Tutaj przejdźmy do kolejnej kwestii. Powieść zawiera bardzo dużo postaci i tak naprawdę nie ma tutaj przewodniego bohatera, na którym jest skupiona cała uwaga. Pierwszy raz też spotkałam się z tyloma postaciami, które mają swój własny "akapit". Właśnie dlatego spis postaci, był tutaj bardzo dobry pomysłem. Dzięki temu fabuła trzymała się kupy i nawet jak coś czasem pokręciłam, wracałam do początku i zaglądałam, aby sobie to uporządkować. Aczkolwiek co do tak dużej ilości postaci, to chyba nie za bardzo podszedł mi taki sposób prowadzenia fabuły. Wprowadzał trochę za dużo zamieszania i bardzo często można było się pogubić. Szczególnie że to nie były 2-4 postacie ze swoim "akapitem", ale kilkanaście. Fajnie było przeczytać "coś nowego" pod tym względem, aby chociaż wyrobić sobie opinie.

Przy tak prowadzonej fabule, muszę powiedzieć, że zdecydowanie podobał mi się styl autora. Był prosty, a jednocześnie umiał zaintrygować czytelnika. Do gustu przypadła mi także część "humorystyczna", a przy wątkach z Szarymi Płaszczami bawiłam się wspaniale. Autor, świetnie prowadził dialogi między postaciami, mimo tego, że nie skupiał  się na jednej postaci, jednak możemy przy tych dialogach poczuć się, jakbyśmy poznawali bohaterów dogłębnie, dzięki czemu, niektóre postacie zyskały naprawdę w moich oczach i ciężko było mi się z nimi rozstać.

Jak już wymieniłam kilka razy tę "frakcje" to już wiecie, że będę pisała o "Szarych płaszczach", a szczególnie o bohaterach, którzy mnie ujęli swoimi dialogami i kreacją.

Tęcza, jak i Iskra byli właśnie takimi postaciami. Magiczne moce, doskonałe dopasowanie jak na bliźniaki, a do tego przy nich nie mogło być nudno. Mogłabym godzinami rozmawiać o tych akcjach, które rozbawiły mnie z ich udziałem, ale tego nie zrobię tylko dlatego, abyście byli ciekawsi książki. Byli oni też najbardziej wyróżniający się z całej grupy, a do tego w typie bohaterów, których lubię. Skuteczni, a jednocześnie śmieszni. Dlatego warto dla nich sięgnąć po tę powieść, aby poznać tych dwóch "świrów" i Magów Ognia.

Jeśli ktoś lubi wielopostaciową i wielowątkową fabułę, to będzie się czuć przy tej książce bardzo dobrze. Mimo tego, że książka mi się podobała, to prowadzenie fabuły było średnie... ale i tak polecam!

Dziękuję za możliwość przeczytania autorowi!