"Matki i córki" - Ałbena Grabowska

"Matki i córki" - Ałbena Grabowska


"MATKI I CÓRKI" - AŁBENA GRABOWSKA

Ałbena Grabowska to autorka, której nazwisko jest bardzo dobrze znane w świecie polskiej literatury. Stworzyła ona znaną sagę „Stulecia Winnych”, na podstawie której powstał serial. Przyznam szczerze, że nie czytałam jeszcze wspomnianej trylogii. Jednak, gdy dotarła do mnie zapowiedź najnowszej powieści, wiedziałam, że jest to książka dla mnie. A przynajmniej na to wskazywał jej opis. I tak oto doszło do mojego pierwszego spotkania z panią Ałbeną Grabowską.  Jakie wrażenie pozostawiło? O tym za chwilę…

Książka przedstawia historię czterech kobiet, które łączą więzi krwi - prababka, babka, matka i córka. Łączy je jeszcze jedno. Wszystkie zmagają się z przeszłością. Maria podążyła za mężem, który został zesłany na Sybir. Sabina była więźniarką obozu koncentracyjnego Ravensbruck. Przydzielono jej miejsce, gdzie dokonywano eksperymentów medycznych na kobietach. Magdalena straciła ukochanego i samotnie wychowywała córkę w czasach PRL- u. Z kolei najmłodsza z kobiet, Lila, żyje z piętnem dziecka niekochanego i uwikłanego w rodzinne tajemnice. Każda z nich staje przed trudem macierzyństwa w innych okolicznościach i dla każdej stanowi to doświadczenie przełomowe. W tym matriarchalnym domu pełno jest niewyjaśnionych tajemnic. Jedne sekrety mają jeszcze szanse ujrzeć światło dzienne, inne zaś zostały już zabrane do grobu. Lila zdobywa się na odwagę i postanawia rozwikłać historię rodzinną. Chce to zrobić nie tylko dla własnego dobra, ale przede wszystkim z troski o to, co przekaże swoim dzieciom. Na drodze do prawdy napotyka wiele przeszkód i kłamstw. Czy wystarczy odkryć własną przeszłość, żeby przezwyciężyć strach przed bliskością?

„Matki i córki” to historia czterech kobiet, których losy przeplatają się z historią XX wieku. Te kobiety to matki, które noszą na swoich barkach brzemię traumy. To w końcu też córki, które borykają się z przykrymi wspomnieniami, rodzinną historią i próbują odkryć własne korzenie.

Gdybym miała jednym wyrazem określić, jaka jest ta powieść to uznałabym, że jest ona po prostu piękna. Jednak i to słowo nie do końca mi pasuje, bo czy można tak określać historię pełną bólu i cierpienia? Piękny jest na pewno sposób przekazania smutnej historii. Styl i język Autorki jest bowiem wysublimowany. Ta niełatwa powieść składa się z czterech przeplatanych ze sobą narracji. Właśnie taki zabieg lubię w literaturze. Czytelnik ma możliwość poznać punkt widzenia wszystkich bohaterów i stopniowo odkrywać prawdę.

Z całego serca polecam książkę tym, którzy chcą odbyć emocjonalną podróż w czasie i poznać losy rodziny, w której relacje są pełne komplikacji. Lektura tej pozycji daje również możliwość obserwowania zmian w sposobach wychowania dzieci na przestrzeni lat.

"Świetnie się bawię w twoich snach" - Izabela Skrzypiec-Dagnan

"Świetnie się bawię w twoich snach" - Izabela Skrzypiec-Dagnan


"ŚWIETNIE SIĘ BAWIĘ W TWOICH SNACH" - IZABELA SKRZYPIEC DAGNAN



Kilka słów o fabule…
Bohaterami historii są Jula i Krystian. Dwoje ludzi, których łączy ogromna miłość. Wydawać by się mogło, że skoro jest uczucie to  nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tworzyć udany związek. Jednak w tym przypadku nic nie jest udane. A już na pewno nie związek, bo … ten nawet nie istnieje.  Jula kocha Krystiana, a Krystian kocha Julę. Niestety mimo to nie potrafią być razem. Dlaczego? Przez jeden nieprzemyślany krok, który wpłynął na ich życie.   Oboje podejmują próby poradzenia sobie z sytuacją. Ona stara się ukoić smutek, choć nie do końca jej się udaje. On tęskni, ale stara się ułożyć sobie życie na nowo. Na ich drodze pojawia się ktoś inny. Ktoś, kto ma być kołem ratunkowym w morzu miłosnych rozterek. Każde z nich stanie przed pytaniem, czy warto postawić wszystko na jedną kartę.

Gdy wzięłam do ręki książkę i zapoznałam się z opisem zamieszczonym na okładce, moje nastawienie było nieco sceptyczne. Nakreślenie fabuły jest krótkie i nie mówi zbyt wiele, a do tego objętość książki również nie jest duża. Stąd też moja pierwsza myśl, że może to być książka o „niczym”. Ot tak, z grubsza nakreślona historia, która z dużym prawdopodobieństwem nie poruszy mnie do głębi. Przeczytam szybko i równie szybko zapomnę. Jednak moje założenia okazały się niesłuszne, bowiem powieść zaskoczyła mnie swoim urokiem.

Książka należy do gatunku obyczajowego z dużą dawką romansu. Jednak wbrew pozorom nie sięgamy po banalną powieść o sielankowej miłości. Zamiast tego poznajemy historię o wygaszaniu uczucia, o pogodzeniu się z przeszłością i budowania na nowo swojej teraźniejszości. Poruszone zostają trudne wątki: skomplikowane relacje, popełniane błędy, tęsknota, stracone szanse i leczenie złamanego serca. Motywy tak znane z życia każdego człowieka, bez idealizowania. Dlatego też czytając historię bohaterów można poczuć z nimi bliższą więź.

Styl, jakim posługuje się Autorka jest dość nietypowy. Zdania są krótkie, pozbawione szczegółowych opisów. Rozdziały nie liczą wielu stron, bo zaledwie dwie-trzy. Książkę czyta się dobrze i bardzo szybko. Dodatkowy plus zyskała u mnie narracja, która prowadzona jest w pierwszej osobie. Dzięki temu poznajemy historię z punktu widzenia każdego z bohaterów.

Autorka stworzyła ciekawych bohaterów i wprowadziła czytelnika w ich historię. Książkowe postacie wzbudziły we mnie różne uczucia. Pierwszy raz w powieści tego gatunku to bohaterka irytowała mnie swoją osobą, a męska postać zyskała w moich oczach sympatię. To ona była tą złą, a on tym lepszym, choć miał też swoje za uszami. Dlaczego taka rozbieżność? Jula jest młodą dziewczyną, która w głowie ma mnóstwo szalonych pomysłów. Jest bardzo rozrywkowa, nie stroni od alkoholu, a przede wszystkim daleko jej do potrzeby stabilizacji. Z kolei Krystian to mężczyzna o spokojniejszym uosobieniu. To człowiek z pasją i ambicjami. Nie dało się go nie lubić.

Problem mam z oceną samego zakończenia powieści. Zdecydowanie było ono dla zaskoczeniem, ale czy pozytywnym? Sama nie wiem. Chyba wolałabym nieco inny kierunek finału.

Podsumowując, książka „Świetnie się bawię w twoich snach” to udany debiut Autorki. Lektura powieści była przyjemnie spędzonym czasem, dlatego szczerze polecam tym, którzy lubią zaczytywać się w obyczajówkach.


Walcząc z cieniami - Aly Martinez (PATRONAT MEDIALNY)

Walcząc z cieniami - Aly Martinez (PATRONAT MEDIALNY)


Pochodzę z rodziny wojowników. Od zawsze myślałem, że podążę za ich cieniami, stając się niepowstrzymany na ringu. Zmieniło się to w dniu, kiedy uratowałem życie kobiecie, którą kochałem, ale której nigdy nie mógłbym mieć.

Brat okrzyknął mnie bohaterem, a moją nagrodą stał się wózek.

Kiedy zostałem sparaliżowany, moje życie zamieniło się w koszmar.
Dopóki nie spotkałem jej.
Ash Mabie miała zapierający dech w piersiach uśmiech, który poskramiał moją wściekłość i żal. Pokazała mi, że nawet w najciemniejsze noce istnieją gwiazdy, chociaż czasami trzeba było leżeć w chwastach, żeby je zobaczyć.
Byłem zgorzkniałym dupkiem, który zakochał się w dziewczynie skłonnej do uciekania. Nie mogłem nawet chodzić, ale byłem gotowy spędzić całe życie, goniąc za nią.
A teraz prowadzę najcięższą walkę swojego życia i znalazłem się na skraju porażki.
Walczę z cieniami naszej przeszłości.
Walczę o odzyskanie swojej przyszłości.
Walczę dla niej.

„Walcząc z cieniami” to drugi tom cyklu On the Ropes. Tym razem poznajemy historię środkowego z trójki braci, czyli Flinta i dziewczyny o imieniu Ash. Przyznam się szczerze, że po skończeniu pierwszej części tego cyklu, byłam przekonana, że to właśnie ten tom będzie moim ulubionym, jednak teraz zmieniłam zdanie, gdyż historia Flinta skradła moje czytelnicze serducho. Flint jak reszta jego braci nie miał w życiu łatwo. Ciężkie dzieciństwo, nieszczęśliwa miłość, a na koniec wypadek, przez który zaczął jeździć na wózku. Chłopak się poddał i nie widział sensu, by walczyć o swoją przyszłość. Jednak wszystko zmieniło się w momencie, w którym na jego drodze pojawiła się tajemnicza Ash… Dziewczyna wywróciła jego życie do góry nogami i przede wszystkim nadała mu sens. Czy ta dwójka będzie razem? Czy pokonają wszystkie przeciwności losu i zapomną o przeszłości? Tego musicie dowiedzieć się sami.

 No i cóż ja mogę napisać o tej książce? Chyba tylko to, że autorka mnie zauroczyła, oczarowała i że po prostu zakochałam się w tej historii.  Autorka wiele razy złamała moje serce na pół, by na końcu poskładać je do kupy i całkowicie uleczyć. To historia, która zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny, która wzrusza, bawi i dostarcza niesamowitych wrażeń. Historia bohaterów jest pełna bólu, strachu, obaw i cierpienia. Lecz te wszystkie złe i pełne smutku chwile wymieszane są z momentami szczęścia i ogromnej radości. Podczas czytania nie raz wzruszenie ściskało mnie za gardło, a łzy pojawiały się w moich oczach. Ta historia niesamowicie Was poruszy i na pewno przez długi czas o niej nie zapomnicie.
Jestem pewna, że polubicie bohaterów, bo to osoby, których po prostu nie da się nie obdarzyć uczuciem, mimo tego, że Flint czasami był niezwykle irytujący i wkurzający, a i Ash potrafiła doprowadzić mnie do szewskiej pasji. Jednak pomimo tego wszystkiego pokochacie ich całym sercem, jestem o tym święcie przekonana.

 Polecam Wam tę powieść z całego serca. To przepiękna historia o miłości, o walce o lepsze jutro, ale przede wszystkim o nadziei, która zawsze umiera ostatnia. Obok tej książki nie możecie przejść obojętnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe. 
"Miłość na gigancie" - Anita Scharmach

"Miłość na gigancie" - Anita Scharmach


"MIŁOŚĆ NA GIGANCIE" - ANITA SCHARMACH

Zapraszam Was serdecznie na recenzję książki „Miłość na gigancie”. Czego się spodziewałam, a co dostałam wraz z lekturą powieści? O tym w dalszej części wpisu.

Magda Lewicka jest księgową, która odbiega od obrazu stereotypowej pani na tym stanowisku. Jej nosa nie zdobią wielkie okulary z grubym szkłem, a jej ciała nie odziewa garsonka z broszką. Ona jest kobietą atrakcyjną i zabawną, która zbliża się do trzydziestki. Jest też właścicielką kota Manfreda. Razem zamieszkują wynajmowaną kawalerkę. Futrzak Magdy to typ wędrownika, który lubi uciekać i zwiedzać okolice. W trakcie kolejnych poszukiwań czworonoga dziewczyna poznaje przystojnego Jakuba. Ogarnięta radością, że w jej życiu w końcu pojawił się ktoś płci przeciwnej, poznaje smaki szczęścia, którego od dawna poszukiwała. Okazuje się, że czasem wystarczy zgubić kota, żeby życie stanęło na głowie.

Wyrażenie swojej opinii zacznę od kilku słów o okładce i tytule. Biorąc do ręki książkę byłam niemal pewna, że sięgam po humorystyczną powieść, w której aż roić się będzie od śmiesznych i oderwanych od rzeczywistości sytuacji. I nie pomyliłam się aż tak bardzo, bowiem „Miłość na gigancie” to ciepła i zabawna opowieść. Jednak w tej lekkiej fabule pojawiają się również trudniejsze wątki. Przykładem tematu, który porusza serce może być historia matki, która sprawuje opiekę nad dorosłym, niepełnosprawnym synem. 

Na stronach powieści poznajemy życie młodej osoby. Jej świat, w którym jest miejsce na spontaniczną radość, ale i na troski codzienności. Wraz z bohaterami stajemy przed poważnymi problemami: nieplanowana ciąża, intrygi w pracy, brak własnego mieszkania, trudności finansowe, walka o życiową stabilizację, a przede wszystkim miłosne rozterki. Jednym słowem, sytuacje z życia wzięte, bez wybielania i cukrowania.

Plusem jest umiejętne wplatanie przez Autorkę humoru i satyry. Dialogi bohaterów niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy czytelnika. Wszystko to sprawia, że podczas lektury tej książki nie da się nudzić. Raz towarzyszy uśmiech, by po chwili uronić też łzę wzruszenia. Można tu znaleźć wszystkiego po trochu, ale z jednoczesnym zachowaniem odpowiednich proporcji.
„Miłość na gigancie” to książka mała objętościowo, której styl pisania dodatkowo sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Polecam tym, którzy szukają lektury umilającej długi jesienno-zimowy wieczór.

Powiedz tak! - Anna Szafrańska (PATRONAT MEDIALNY)

Powiedz tak! - Anna Szafrańska (PATRONAT MEDIALNY)

„Miłość to nie wszystko. Trzeba jeszcze zdobyć sympatię rodziny...

Wygląda na to, że Stefania w końcu odnalazła swoje miejsce na ziemi. Zdecydowała się na przeprowadzkę do Drzewicy, przyjęła oświadczyny Michała i stworzyła prawdziwą, rodzicielską więź ze swoją pasierbicą, małą Melanią. Tymczasem na kilka godzin przed uroczystym przyjęciem zaręczynowym w domu Michała pojawia się jego siostra, która najwyraźniej nie pała do Stefanii sympatią. Niechęci do kandydatki na synową nie kryją także rodzice Michała. A to dopiero początek problemów, które mogą okazać się początkiem końca tego związku...”

 „Powiedz Tak!” to książka, w której znajdziecie kontynuację losów Stefci oraz Michała. Jak zapewne już wiecie, uwielbiam twórczości Ani Szafrańskiej, a każda jej kolejna książka niebywale mnie zaskakuje. Ania przyzwyczaiła mnie do tego, że w jej książkach znajduje się dużo emocji, wrażeń i uczuć, które zalewają czytelnika z każdej strony. Oczywiście i tym razem mi tego nie zabrakło i z zapartym tchem śledziłam historię miłosną tej dwójki wspaniałych bohaterów.

W tej części w życiu bohaterów pojawia się wiele nowych zawirowań, bo choć kochają się nad życie, to rodzina Michała nie jest z tego zadowolona. Poza tym kolejny raz pojawia się była żona Michała, która próbuje odzyskać rodzinę. Oczywiście w książce pojawia się także kilka wątków pobocznych, które moim zdaniem idealnie wpasowały się w całość i jeszcze bardziej urozmaiciły całą historię.

Według mnie książka jest genialna, świetna, cudowna i wspaniała. Historia Stefani i Michała wciąga i fascynuje, ja zatraciłam się w niej już na samym początku i z bijącym sercem śledziłam poczynania tej dwójki bohaterów. Myślę, że jednym z głównych atutów tej powieści są lekkie i niewymuszone dialogi oraz bohaterowie, których obdarzyłam wielką sympatią. W książce pojawia się także kilka scen zbliżeń, które rozbudzają wyobraźnię, są gorące, namiętne, przepełnione erotyczną fascynacją i przede wszystkim pełne prawdziwej miłości.

Uwielbiam styl, jakim operuje Ania. Jest on niezwykle lekki, przejrzysty i przyjemny w odbiorze. Jej książek się nie czyta, tylko pochłania w całości, cały czas chcąc więcej i więcej. 

Ania opisała także pięknie relację, która połączyła Stefcię i Melanię, córkę Michała. Stefcia pokochała tę małą dziewczynkę całym sercem i to samo dostała od niej w zamian.

Polecam Wam tę powieść z całego serca, bo w moim odczuciu to najlepsza historia Ani, w której znajdziecie prawdziwe życie. Jestem przekonana, że historia Stefci oraz Michała przypadnie Wam do gustu i zapewni Wam moc niezapomnianych wrażeń. To książka o przyjaźni, o trudnej i bolesnej przeszłości i przede wszystkim o poszukiwaniu szczęścia, spokoju oraz miłości, która jest niesamowicie ważna w życiu każdego człowieka.

Gorąco, gorąco polecam! 
"Wczorajsza róża" cz. 2 - Daria Rajda

"Wczorajsza róża" cz. 2 - Daria Rajda


"WCZORAJSZA RÓŻA. NIC NIE ŁAMIE SIĘ TAK JAK SERCE" CZ. 2 - DARIA RAJDA




Po przeczytaniu pierwszej części książki cieszyłam się, że od razu mogę sięgnąć po drugą. Moja ciekawość o dalsze losy bohaterów została szybko zaspokojona. Czy może być coś lepszego dla czytelnika? J W książce powracają dobrze nam znani bohaterowie, ale mamy również okazję poznać nowych. Tych, których da się lubić i tych, których sympatią trudno obdarzyć.
Krzysiek i Magda nawet nie przypuszczali, że jeszcze kiedyś się spotkają. Od minionych  wspólnych wydarzeń, każde z nich podąża własną drogą i układa sobie życie według własnego scenariusza. On tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, a ona ma sekret, którego za wszelką cenę nie chce ujawnić. Wszystko zmienia się pewnego deszczowego dnia, gdy Magda niemalże wpada pod maskę samochodu Krzysztofa. Jest przemoknięta i wystraszona, a jej dziwne zachowanie wskazuje na to, że popadła w poważne tarapaty. Co tak usilnie ukrywa? Przed kim ucieka? I czy ta tajemnica sprawi, że dawna namiętność rozbudzi się na nowo? Jedno jest pewne – ich spotkanie rozpocznie ciąg nieoczekiwanych i niekiedy niebezpiecznych zdarzeń.
"Wczorajsza róża", zarówno część pierwsza i druga, to literatura obyczajowa i wydawać by się mogło, że skierowana raczej do kobiet. Jednak pozory mogą mylić. Owszem, mamy tu rozbudowany wątek miłosny,  ale nie jest on przedstawiony sielankowo i słodko. Przeplata się z wątkiem gangsterskim, w którym zawiera się sporo mafijnych porachunków. Dzięki temu akcja toczy się szybko i ciekawie. Autorka funduje nam emocje, które trzymają w napięciu do samego końca, a zakończenie kolejny raz zaskakuje czytelnika.
Dla mnie dużym plusem powieści jest umiejętne ukazanie przemian, jakie zaszły w bohaterach od ich ostatniego spotkania. W końcu od tamtego momentu tak wiele zdążyło się wydarzyć. W drugiej części książki widzimy, jak dojrzeli i zrozumieli na czym polega życie. Kolejny raz przekonali się, że nie jest ono kolorowe. Zmienili się, oboje. Autorka ciekawie wplątuje kilka wątków. Ten miłosny wprowadza nastrój romantyzmu, a kryminalny stanowi motor napędowy fabuły. Poza tym pojawia się tu również temat ojcostwa, nieudanego małżeństwa, przyjaźni i trudnych chwil w szpitalu, gdzie rozgrywa się walka o życie niewinnej istoty. Dzięki takiej wielowymiarowości, każdy może znaleźć coś dla siebie.
Podsumowując, druga część historii stworzonej przez Autorkę jest bardzo udaną kontynuacją. Daleko jej do efektu naciągania, który wyczuwalny jest, gdy twórcy brakuje już pomysłu. W przypadku „Wczorajszej róży” jest świeżo, dynamicznie i nieprzewidywalnie. Jeśli zatem szukacie dobrej polskiej literatury, która umili Wam czas i nie wpędzi w nudę, sięgnijcie koniecznie po tę powieść!

"Cymanowski Młyn" - Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda

"Cymanowski Młyn" - Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda




Autorami prezentowanej dziś książki o mrocznej okładce są Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda. Warto już na wstępie zaznaczyć, że ich powieści zaliczają się do kompletnie odmiennych gatunków. Ona pisze powieści z dobrymi zakończeniami, obyczajowe historie, w których zaczytują się Polki, a On specjalizuje się w literaturze grozy i fantasy. Połączenie tych dwóch sił i talentów zaowocowało powstaniem mieszanki gatunkowej, jaką jest „Cymanowski Młyn”.
Monika i Maciej Kaczmarkowie są małżeństwem od siedmiu lat. Jak donoszą psychologiczne badania i wszelkie portale poświęcone relacjom międzyludzkim, po tylu właśnie latach przychodzi do wielu par gość. Niemile widziany, ale zdarza się, że wcale nie jest nieproszony. W końcu bez powodu nie zawitałby do progu cudzego życia. KRYZYS. Tak też jest w przypadku bohaterów książki. Po kilku latach przestają znajdować wspólny język, zaczynają mieć odmienne zdania i preferencje. Pewnego dnia w ich skrzynce na listy czeka anonimowy prezent – voucher na dwutygodniowy pobyt w kaszubskim pensjonacie. Z okazywaną niechęcią, ale i skrywaną nadzieją, wyjeżdżają do Cymanowskiego Młyna. Pierwsze dni wskazują na to, że ich związek jest jeszcze do odratowania. Jednak chwile bliskości przerywa nagły wyjazd Macieja do Warszawy. Jeden telefon, który zmienił bieg zdarzeń. Opiekę nad Moniką przejmuje syn właściciela pensjonatu. Łukasz pod niemal każdym względem przypomina porzuconej kobiecie pierwszą miłość. Od tej pory dają o sobie znać demony z przeszłości. Zaczynają dziać się dziwne rzeczy, których nie sposób tak łatwo wyjaśnić. Na jaw wychodzą tajemnice, które dla dobra wszystkich nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Kim tak naprawdę jest Łukasz? Jakie tajemnice skrywa właściciel pensjonatu Jerzy Zawiślak? Czy małżeństwo Moniki i Macieja ma szanse na przetrwanie? I jaki udział w całej historii ma niepozorna dziewczynka ze starej fotografii z drogocennym naszyjnikiem na szyi? Wszystkie te sekrety z zapartym tchem można poznać na stronach powieści.
„Cymanowski Młyn” to książka, która swoją fabułą wciąga od pierwszej strony. Podczas czytania nie odczułam tego, że powieść została napisana przez dwóch autorów, którzy na co dzień piszą całkiem odmienne książki.
Historia rozpoczyna się jak typowa powieść obyczajowa, ale z każdym rozdziałem swój udział zaczynają mieć też inne gatunki. Pojawia się kryminał, groza, tajemnica, romans, odrobina erotyki i nieco psychologii. Całości dopełniają cechy thrillera, które momentami sięgają horroru.
Bez wątpienia jest to książka, która nieustannie zastanawia i nie pozwala łatwo przerwać czytania, by dokończyć później. W głowie czytelnika przelatują różne myśli, którym towarzyszy wiele emocji. Oczy, które stają się coraz większe, mówią „Ale jak to?”, „Dlaczego? To niemożliwe”.
"Czasem trzeba się spotkać twarzą w twarz z własnymi demonami...". Demonami przeszłości, bo idealizując to, co minęło, zamykamy się na to, co jest tu i teraz. Nie widzimy tego, co jest tuż obok. Wtedy górę może wziąć jakaś niewytłumaczalna siła, która przesiąka nasze życie, rządzi nim i manipuluje rzeczywistością. Jeśli jesteście gotowi poznać mroczne sekrety bohaterów, sięgnijcie po "Cymanowski Młyn". 
Willa pod czarnym tulipanem - Danuta Korolewicz

Willa pod czarnym tulipanem - Danuta Korolewicz



Recenzję książki zacznę wyjątkowo od kilku słów o okładce. Dlaczego? Ponieważ jej szata graficzna wprowadziła mnie w błąd. Od razu zaznaczę, że fakt ten nie jest żadną wadą.
Biorąc do ręki powieść i patrząc na ten urokliwy obraz willi otoczonej zielenią i spokojną wodą, byłam niemal pewna, że przeniosę się do miejsca, w którym panuje ciepło, a życie upływa w sielankowej atmosferze. Nic z tego! Okładka jest kojąca dla oczu, ale dalsze strony książki wprowadzają już klimat grozy, bowiem „Willa pod czarnym tulipanem” to powieść, której bliżej do literatury sensacyjnej niż obyczajowej. A przynajmniej na to wskazuje główny wątek kryminalny.

Lidia to młoda malarka, której talent zostaje doceniony przez znawców dziedziny. Pewnego dnia otrzymuje zagadkowe zaproszenie. Ma dołączyć do grupy, która spędzi weekend u tajemniczego hrabiego Tulipanowskiego w jego willi na niewielkiej prywatnej wyspie pośrodku jeziora. Na miejscu spotyka ją kolejne zaskoczenie. Okazuje się, że wśród zaproszonych jest też dawna miłość dziewczyny, Zbyszek. Załamanie pogody sprawia, że wysepka jest odcięta od świata. Odizolowani goście odkrywają coraz mroczniejsze sekrety miejsca. Z każdą chwilą tracą pewność, czy wrócą z tego wyjazdu żywi. Tym, co już wiedzą jest to, że wśród nich znajduje się morderca. Trudne chwile i ogarniający strach przed niebezpieczeństwem powoduje, że Lidia i Zbyszek ponownie zbliżają się do siebie. Czy stara miłość naprawdę nie rdzewieje? I najważniejsze, co takiego dzieje się w willi, której właścicielem jest hrabia? O ile ten człowiek rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje…

Książka napisana jest lekkim i swobodnym językiem. Taki styl powoduje, że czyta się ją szybko. Jednak mimo to znajdują się w niej momenty dobrze zbudowanego napięcia i niepokoju. Czytelnik staje przed zagadkowymi sytuacjami i razem z bohaterami stara się odkryć rozwiązanie. Na plusa zasługuje fakt, że przewidywanie zakończenia nie jest takie proste. Mnie się nie udało rozwikłać tajemnic z wyprzedzeniem, więc finał powieści przyniósł przyjemne zaskoczenie.

Walorem jest również ciekawe wprowadzenie motywów zaczerpniętych z minionych epok. Zagadkowe lustra, portrety pełne tajemnic, trucizny i rodzinne sekrety. Kwestie te dodawały historii niesamowitości.

W powieści pojawia się również wątek miłosny, który jest zdecydowanie drugoplanowy. Jednak ciekawie uzupełnia całość.

Jedynym mankamentem powieści, jaki dostrzegłam, jest jakość dialogów bohaterów. Sprawiają wrażenie chaotycznych, nienaturalnych i niekiedy trudno było zrozumieć sens wypowiedzi postaci. O ile narracja potrafiła wprowadzić atmosferę grozy, o tyle w samych dialogach zabrakło mi większej dynamiki.

Książka warta uwagi. Jej lektura może być przyjemnym sposobem na spędzenie jesiennego wieczoru.

Indygo - Camille Gale

Indygo - Camille Gale


Należy uważać o co prosimy w życiu.
Myślę, że do takiego wniosku doszła główna bohaterka nowej powieści Camille Gale pt. Indygo. Skye Evans agentka nieruchomości próbuje na nowo ułożyć sobie życie po bolesnym rozstaniu z mężem. Uważa, że jej życie jest nudne i chciałaby coś w nim zmienić i nawet nie przypuszcza jak jedna wizyta jej klienta wywróci jej życie do góry nogami.
Daniel pojawia się w biurze Skye w celu znalezienia nowego domu dla siebie i swojej rodziny. Jednak nasz główny bohater skrywa pewną tajemnicę, otóż On nie jest człowiekiem, a wilkołakiem. Od tego momentu niechcący wciąga Skye w świat nieludzi, gdzie przyjdzie im zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, a także ze swoimi uczuciami.

Autorka przenosi na świat, gdzie obok siebie żyją ludzie, wilkołaki, wampiry oraz inne stworzenia i pokazuje, że niezależnie od gatunku każdy z nas chciałby kochać i być kochanym.
Jestem osoba, która rzadko sięga po książki tego typu, ale muszę przyznać, że książka Camille Gale jest napisana tak dobrze, że wciągnęła mnie od samego początku.
Na pewno trzeba podkreślić, że na nudę tu nie można narzekać akcja rozwija się dość szybko i zaskakująco. Z każdym nowym rozdziałem nasi bohaterowie muszą radzić sobie nowym niebezpieczeństwem jak i swoimi uczuciami.

Powieść Indygo bardzo przyjemnie mnie zaskoczyła, mimo że do tej pory nie sięgałam po ten gatunek literatury. Historia Daniela i Skye jest napisana bardzo dobrze, polecam każdemu kto szuka ciekawej pełnej akcji książki, na pewno się nie zawiedzie ja ze swej strony mogę dodać tylko, że nie mogę doczekać się drugiej części.          
Wczorajsza róża - Daria Rajda

Wczorajsza róża - Daria Rajda

WCZORAJSZA RÓŻA - DARIA RAJDA

Książka, którą dziś recenzuję jest debiutem Autorki. I już na wstępie zdradzę, że debiutem bardzo udanym. Młoda pisarka, jaką jest Daria Rajda, poradziła sobie doskonale z wyzwaniem, którego się podjęła. W końcu napisanie książki to nie jest bułka z masłem. O czym jest jej debiutancka powieść?

Magda – stateczna dziewczyna, która ma w sobie wiarę w prawdziwą miłość, szczerość i wierność. Krzysiek – niepoprawny podrywacz, który traktuje niezobowiązująco bliższe relacje z kobietami, a jego związki nie trwają dłużej niż jedna noc. Dwie osoby, które są swoimi przeciwieństwami. Jedyne, co ich łączy to niechęć, którą czują wobec siebie. Jednak dystans ten nie trwa wiecznie. Wszystko zmienia się w trakcie sobotniej imprezy. To wtedy zatrzaskują się razem w hotelowym pokoju i wchodzą dla żartu w pewien głupi zakład, którego konsekwencje zdecydowanie nie będą takie śmieszne…
Jedna wspólna noc wprowadzi w życie bohaterów istną rewolucję. Rozpocznie ciąg wydarzeń, które odmienią ich życie i ich samych. Zostaną zmuszeni do kłamstw tak doskonałych, że niemal sami zaczną w nie wierzyć. Jak zakończy się ta pełna niedopowiedzeń i tajemnic historia? Kto okaże się zwycięzcą, a kto ofiarą? I czy w świecie pełnym fikcyjnych uczuć jest miejsce na prawdziwą miłość? Po odpowiedzi na to pytanie odsyłam do książki.

W powieści zostaje poruszony motyw „od nienawiści do miłości”. Temat znany z wielu historii książkowych i filmowych. Motyw, który zawsze zyskuje rzeszę odbiorców. W końcu, kto nie lubi, gdy relacje bohaterów przechodzą burzliwą drogę i ostatecznie w miejsce dotychczasowej nienawiści i chęci pozabijania się nawzajem, pojawia się bliskość, namiętność, a niekiedy nawet miłość. Po kilku pierwszych stronach obawiałam się, że mam przed sobą powieść schematyczną, „oklepaną”, znaną z innych książek, filmów czy nawet piosenek. Nic bardziej mylnego! ,,Wczorajsza róża" nie jest jednak prostą i zwyczajną opowieścią o miłości. Mamy tu skomplikowany  wątek i historię dwojga zagubionych ludzi. Dlatego też trudno zakwalifikować ją jedynie do gatunku obyczajowego. Mamy tu miłość, sensację, analizę psychologiczną postaci. Dzięki takiej wielowątkowości fabuła potrafi zainteresować odbiorcę i sprawić, że trudno jest odłożyć książkę „na później”.

„Wczorajsza róża” napisana jest lekkim językiem, dzięki czemu czas przy lekturze mija szybko i przyjemnie. Jednak ta pozorna swoboda potrafi dostarczyć też wielu emocji i napięć.

Mimo wielu wymienionych plusów ja zauważyłam również jedną wadę. W trakcie czytania przeszkadzały mi liczne wyprzedzenia (np. „nie wiedziałam jeszcze, że za chwilę …”, „nie przypuszczałam, że już niedługo to wszystko okaże się…”). Powodowały one, że w mojej głowie pojawiały się domysłu dalszego ciągu. Czasami były one trafne i odbierały możliwość zaznania zaskoczenia akcją. Na szczęście samego zakończenia nie udało mi się w żaden sposób przewidzieć.

Podsumowując, mogę śmiało stwierdzić, że “Wczorajsza róża” przypadła mi do gustu. Jest to lektura w sam raz dla kobiet, które lubią nieszablonowe romanse. Autorka zostawiła otwarte zakończenie fabuły i  w ten sposób zaprasza czytelnika do poznania dalszych losów bohaterów. Dla tych,
którzy chcą przyjąć zaproszenie, w sprzedaży dostępny jest już drugi tom powieści.
Bez litości i przebaczenia - Mariusz Leszczyński (PATRONAT MEDIALNY)

Bez litości i przebaczenia - Mariusz Leszczyński (PATRONAT MEDIALNY)

BEZ LITOŚCI I PRZEBACZENIA - MARIUSZ LESZCZYŃSKI (PATRONAT MEDIALNY)
„Bez litości i przebaczenia” to druga powieść w pisarskim dorobku Mariusza Leszczyńskiego. Jej lektura była moim pierwszym spotkaniem z tym Autorem. Od pierwszych stron przeniósł mnie on do Nowego Jorku i tam miałam okazję podążać za losami bohaterów.

To w tym wielkim mieście dochodzi do serii brutalnych zabójstw kobiet. Śledztwem zajmuje się detektyw Cane, ale jego poczynania w pewnym momencie utknęły w martwym punkcie. Dalszych rezultatów brak, a liczba ofiar wciąż rośnie. Sytuacja zmienia się, gdy kilkuletni chłopiec, Jon Belly, znika bez śladu. Co więcej, były agent DEA, Jon Milton, otrzymuje pewną zaskakującą przesyłkę. Co wspólnego z morderstwami ma jeden z nowojorskich policjantów, Jeremy Robertson? Czy detektyw Cane będzie w stanie odróżnić wrogów od przyjaciół? Czy uda się uratować chłopca? Jak bardzo musi nienawidzić kobiet człowiek, który torturuje je w tak okrutny sposób? „Zemsta jest rozkoszą bogów, sprawiedliwość jest ułudą, zapłatą jest śmierć”.

Tak, jak wspomniałam, to była moja pierwsza książka autorstwa Mariusza Leszczyńskiego i nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Język i styl, jakim została napisana, bardzo mnie zaskoczył. Pozytywnie. Opisy pobudzają wyobraźnię i pozwalają na zobrazowanie zdarzeń. Dzięki temu ma się wrażenie, że jest się bliżej wszystkich sytuacji. Dialogi bohaterów są dobrze formułowane i proste w odbiorze. Poruszane wątki wzbudzały sporo emocji. Było napięcie, niekiedy przerażenie, tajemniczość i refleksje, do jakich czynów zdolni są ludzie. Krótko ujmując, Autor włożył dużo pracy w stworzenie historii. Wszystko jest tu przemyślane i dopracowane.

Podczas czytania obawiałam się, że zawiłości niektórych fragmentów wprowadzą z czasem niepotrzebny chaos, ale moje uprzedzenia były niesłuszne. W odpowiednim momencie wszystko zostało połączone i wyjaśnione.

Pozycja zdecydowanie dla tych, którzy lubią mocny akcent kryminalny i sporą dawkę brutalności. Polecam tym, którzy chcą poczuć przyjemny dreszczyk grozy.

Wyrok - Karolina Wójciak (Patronat medialny, przedpremierowo)

Wyrok - Karolina Wójciak (Patronat medialny, przedpremierowo)

Wyrok to kolejna książka Karoliny Wójciak, która sprawiła, że jestem pod ogromnym wrażeniem nieprzeciętnej i nieograniczonej wyobraźni autorki. Fabuła tej książki jest jak gotowy scenariusz do filmu, taki jakiego nie powstydziłoby się nawet samo życie.

"CO ŁĄCZY SAMOTNĄ MATKĘ, PRZYSZŁĄ PANNĘ MŁODĄ I SKAZANEGO ZA MORDERSTWO?

Historia młodego mężczyzny odsiadującego WYROK 15 lat więzienia oraz dwóch silnych kobiet, które poznają smak miłości i odrzucenia. Wszyscy troje mierzą się z konsekwencjami podejmowanych decyzji.

Anita, po trudnym rozstaniu, szukając nowego startu, przeprowadza się do małego miasta, w którym poznaje mężczyznę swoich marzeń. Sielanka nie trwa jednak długo…

Pola, wychowana w dobrobycie, córka kandydatki na premiera, dowiaduje się od babci, że wiele lat temu w mieszkaniu naprzeciwko doszło do zagadkowego morderstwa. Zaintrygowana postanawia odszukać zabójcę. W ten sposób trafia do więzienia, gdzie poznaje Borysa, który od 10 lat każdy dzień spędza tak samo – zamknięty w ciasnej celi."

Karolina Wójciak, opisując wątek jednego z głównych bohaterów, który odbywa karę więzienia, zabiera nas w podróż w nieznane dla przeciętnego człowieka rejony. Zapewne nie wszystko w rzeczywistości działa tak jak w książce, niektóre fakty są "podkręcone" dla dobra fabuły, to mimo wszystko autorce należą się słowa uznania za doskonały research.
Odważnie i bezkompromisowo dotyka również kontrowersji związanych z polityką jak nepotyzm czy korupcja. I choć wątki te to fikcja literacka to wszyscy wiemy, że w otaczającej nas rzeczywistości nie są to ani nowe, ani niemożliwe zjawiska.

Bardzo cenię sobie w twórczości Karoliny jej umiejętność kreowania nadwyraz realnego świata. Niejednokrotnie podczas czytania jej książek zderzałam się z brutalną wręcz rzeczywistością oraz gęstym i mrocznym poniekąd klimatem. Jej powieść to słodko gorzkie historie często pozbawione happy endu, nierzadko szokujące i skłaniające do refleksji, takie, które pozostają z nami na dłużej. Podobnie jest z Wyrokiem. Choć nie brakuje w nim romantycznych uniesień to, bohaterowie konfrontowani są i z bolesną stroną miłości. Nie zostają im oszczędzone żadne uroki życia.

Pełnokrwiści bohaterowie zarówno ci główni, jak i ci drugoplanowi, z dobrze skonstruowanym rysem psychologicznym, wartka akcja z zaskakującymi zwrotami, znakomity pomysł na fabułę w połączeniu z bardzo sprawnym piórem, stawia Karolinę w równym rzędzie z autorami wytyczającymi światowe trendy.

Wyrok to moim skromnym zdaniem jedna z najlepszych książek Karoliny Wójciak, choć muszę przyznać, że nie czytałam jeszcze wszystkich, być może czas i kolejne książki zweryfikują moją opinię, oczywiście na rzecz kolejnej. Niemniej jednak polecam Wam ją z czystym sumieniem i gwarantuje, że podobnie jak ja nie będziecie mogli oderwać się od tej niebanalnej i niesztampowej historii.

Czekałam na ciebie - Magdalena Krauze (PATRONAT MEDIALNY)

Czekałam na ciebie - Magdalena Krauze (PATRONAT MEDIALNY)

„Paulina prowadzi spokojne życie: ma czułych rodziców, wspaniałych przyjaciół, satysfakcjonującą pracę. Jest zatwardziałą singielką i dotychczas żaden mężczyzna nie poruszył jej serca do głębi. Paulina wierzy jednak, że gdzieś tam czeka jej własne szczęśliwe zakończenie. Wierzy nawet wtedy, gdy jej najlepsza przyjaciółka Malwina zostaje nieoczekiwanie porzucona przez narzeczonego, a koleżanka z pracy popłakuje ukradkiem nad klawiaturą z powodu problemów małżeńskich. Nieoczekiwanie na progu redakcji i uporządkowanego życia Pauliny staje ON – Igor Gradecki, który w czasach szkolnych był jej wielką skrywaną miłością. Wtedy najfajniejszy chłopak w szkole, dziś przystojny interesujący mężczyzna, wywróci życie Pauliny do góry nogami.”

„Czekałam na Ciebie” to debiut Magdaleny Krauze. Mój blog objął tę powieść patronatem medialnym, więc już wiecie, że ta historia bardzo, ale to bardzo mi się podobała. Magda zaserwowała mi świetną lekturę, przy której wspaniale spędziłam czas i z ogromnym zainteresowaniem śledziłam losy wszystkich bohaterów. 

Główną bohaterką jest Paulina Jabłońska, singielka, która wiedzie normalne i spokojne życie. Pracuje w redakcji gazety, której szefem zostaje jej szkolna miłość Igor Gradecki, który na początku w ogóle jej nie poznaje. Oczywiście jak możecie się domyślić pomiędzy tą dwójką pojawia się niespodziewane uczucie i kiedy wydaje się, że wszystko zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu, na drodze do ich szczęścia pojawia się tajemnica Igora, która może wszystko zmienić…
Oczywiście w książce pojawiają się inni bohaterowie i ich wątki poboczne, które świetnie uzupełniają całą fabułę, ale ja wszystkiego nie będę Wam zdradzać.

Styl, jakim operuje autorka jest prosty, lekki i niesamowicie przyjemny w odbiorze. W książce sporo się dzieje, wszystko jest spójne i nie znajdziecie w niej niepotrzebnych zapychaczy, które nie wnoszą nic istotnego do fabuły. Bohaterowie są niezwykle wyraziści oraz charakterystyczni i jestem przekonana, że bardzo ich polubicie. Poza tym w książce pojawia się spora dawka dobrego humoru, który nie raz wywoływał uśmiech na mojej twarzy.

Magdalena Krauze oczarowała mnie historią Pauliny i Igora i myślę, że z Wami będzie podobnie. To świetna opowieść o miłości i przyjaźni i od razu dodam, że wątek przyjaźni między dziewczynami bardzo mi się podobał, bo tak właśnie powinna ona wyglądać… Książka wciąga od samego początku i tylko i wyłącznie można się w niej zatracić. Dostałam od Magdy naprawdę świetną opowieść pełną emocji, uczuć oraz wrażeń. 

Gorąco polecam! A już jutro premiera drugiego tomu.
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger