czwartek, 23 listopada 2017

Grzech - Max Czornyj

Jak wiecie, uwielbiam debiuty, więc z ogromną przyjemnością zabrałam się za lekturę „Grzechu” Maxa Czornyja. Nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele, bo kryminał, czy thriller to gatunek, który naprawdę sprawia początkującym autorom wiele kłopotu. Takie powieści muszą wciągać już od pierwszej strony i muszą mieć to „COŚ”, co sprawia, że fabuła książki jest ważniejsza niż obiad, czy spanie. Czy Max Czornyj sprawił, że zapomniałam o bożym świecie? O tym przekonacie się, czytając moją recenzję.

„W Lublinie dochodzi do serii zaginięć. Ktoś porywa kobiety, a ich rodziny otrzymują tajemnicze listy. Do sprawy zostaje przydzielony wybuchowy komisarz Eryk Deryło.
Gdy znalezione zostają pierwsze zwłoki, na miasto pada strach, a presja wywierana na lubelską policję rośnie.
Tropy mnożą się i plączą. Krąg podejrzanych się poszerza.
Strach przeradza się w panikę. Ciało kobiety zostało okrutnie zbezczeszczone, z rozmysłem upozowane i porzucone na jednym z lubelskich cmentarzy. Morderca przez cały czas znajduje się o krok przed ścigającą go policją. 
Do sprawy włącza się Miłosz Tracz, profiler mający za zadanie przygotować portret psychologiczny sprawcy.

Czy okoliczności, w jakich porzucane są ciała, mają znaczenie? A może wyraźne, bluźniercze nawiązania do symboliki religijnej stanowią jedynie próbę zmylenia pościgu?
Jedno jest pewne, zapłatą za grzech jest śmierć.”


Max Czornyj urodził się w 1989 roku. Studiował prawo  w Polsce, ale także i we Włoszech. Lubi stare wino, spleśniałe wino i samochody bez dachu. „Grzech” to jego debiutancka powieść, którą mam nadzieję, zwojuje polski rynek wydawniczy.

„Albowiem zapłatą za grzechy jest śmierć”
                                                                                    Rz 6,23

W ostatnim czasie przeczytałam kilka dobrych kryminałów, ale zdecydowanie nie tak dobrych, jak „Grzech” Maxa Czornyja. Autor zaskoczył mnie pomysłem, fabułą, a nawet bohaterami. I może ktoś powie, że takie coś już było, że takich książek jest sporo na na naszym rynku wydawniczym i wiecie co? Ja się z tym zgodzę, ale sztuką jest napisać coś, co wydaje się nam znajome i nas zainteresować, a tym bardziej zaintrygować, a Maxowi się to udało w stu, a może i dwustu procentach. Książka trzyma w napięciu od początku do samego końca, akcja jest dynamiczna, cały czas coś się dzieje i nie ma mowy o żadnej nudzie. Ja czytając tę książkę, przepadłam w świecie sadystycznego mordercy, świecie policji, która każdego dnia walczyła z czasem i w świecie nadziei, że zaginione kobiety odnajdą się całe i zdrowe.

„Grzech” zdecydowanie nie jest powieścią dla osób wrażliwych i delikatnych. Bo choć Max Czornyj nie wdaje się zbytnio w szczegóły przy opisach zbrodni, to każdemu słowu nadaje taki wydźwięk, że wyobraźnia czytelnika działa na najwyższych obrotach i to, co nie zostało napisane, bardzo łatwo nam sobie dopowiedzieć i wyobrazić. Uwierzcie mi na słowo, że te wyobrażenia w ogóle nie należą do przyjemnych, ale czego można się spodziewać po chorym i sadystycznym mordercy.

Rozdziały są krótkie i napisane z perspektywy kilku bohaterów, dzięki temu możemy poznać myśli policji, mordercy, osób porwanych, a także męża jednej z zaginionych. Jest to świetnym zabiegiem, bo pozwala nam poznać tych bohaterów dogłębnie i wraz z nimi przeżywać ich dramaty i chore pomysły psychopaty. Autor cały czas nas zwodzi, niepokoi i zaskakuje prawie na każdej stronie. To właśnie takie książki są czytelniczą ucztą dla każdego książkomaniaka.

Bardzo polubiłam postać komisarza Deryło, bo wydał mi się on niezwykle autentyczną postacią. To taki policjant z jajami, który dla pracy i rozwiązania sprawy był skory poświęcić wiele. Zagadką okazała się dla mnie postać Miłosza Tracza, policyjnego profilera, który miał za zadanie przygotować portret psychologiczny sprawcy i albo coś przegapiłam, albo dopiero w kolejnych częściach tego cyklu uda się mi go rozszyfrować.

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem i jestem przekonana, że Max Czornyj tak jak i mnie porwie was do świata psychopatycznego mordercy. Mnie ta powieść nie raz zmroziła krew w żyłach, a serce doprowadziła na skraj zawału. Katarzyna Puzyńka twierdzi, że to znakomity kryminał i ja się z nią w pełni zgadzam. Teraz muszę czekać na kolejną część, ale wiem, że warto.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.

Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą - praca zbiorowa (PATRONAT MEDIALNY)

Gdy za oknem coraz szybciej zapada zmrok, wszyscy czujemy, iż nadchodzi właśnie ten magiczny Świąteczny czas. Jednak nie dla każdego ten okres jest czymś bezgranicznie wyjątkowym. 
Taką osobą jestem ja i nawet, gdy ktoś zada mi to pytanie: Dlaczego nie lubisz świąt?
Odpowiadam: Nie, tyle że nie lubię, po prostu nie czuje tej całej ’’magii” świąt.
Pomyślicie: No cóż, idealna osoba do napisania recenzji i rekomendacji do świątecznej książki.

Nie ukrywam, że moment, w którym dowiedziałam się, do czego będę pisać rekomendację, lekko mnie zaskoczył, ale i ucieszył. Właśnie dlatego uwielbiam to, co robimy tu z dziewczynami. Musimy przełamywać własne bariery, by jak najlepiej ocenić zarówno dla Was, jak i dla Autora jego dzieło, potrzebujemy odciąć się od własnych opinii/przeżyć byśmy, jak najlepiej mogły prowadzić tego bloga.


Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą” to zbiór świątecznych opowiadań polskich pisarzy. 
Wydawnictwo Videograf zaproponowało dziesięciu autorom stworzenie świątecznych historii, byście mogli właśnie z nimi spędzić magiczne i niezapomniane święta.


Postanowiłam przybliżyć Wam jedynie dwie z nich. Chce, byście mogli sami od początku do końca, przeżyć te cudowne historie w zimowej aurze.

Jedną z nich, która wzięła udział w tworzeniu „Czasu cudów” jest Patrycja May, którą mam nadzieje już znacie, gdyż jej „Pamiętnik ze starej szafy” objęłyśmy patronatem (jak nie czytaliście to marsz, bo warto!), tym razem stworzyła „Niecichą noc

To historia o pewnej polskiej rodzinie, której dwójka z trójki dzieci wyemigrowała, w różne strony świata. Jak wiadomo, gdy dzieci dorastają i do tego rozjeżdżają się po świecie, układając sobie nowe życie, święta z rodzicami schodzą na dalszy plan. Nie zawsze pojawia się możliwość, by te cudowne dni spędzić, ze wszystkim których się kocha… 

Na kilka dni przed Wigilią Świąt Bożego Narodzenia Jasiek, jak i Maryla informują swoją matkę, że zamierzają powrócić do domu na kilka, tych rodzinnych dni. I wszystko zaczyna układać się jak w bajce. Perspektywa Świąt, gdy przy rodzinnym stole zasiądą: rodzice z trójką dzieci, japońską narzeczoną syna, zięciem i wnukiem oraz starą przygłuchą ciotką, przewraca spokojne życie trójki osób do góry nogami.

„Niecicha noc” jest to opowieść, w której pierwsze skrzypce gra, rodzinna bezwarunkowa miłość. Wigilia to najważniejszy wieczór w roku, ale tylko gdy spędzamy go w gronie bliskich nam osób. Patrycja May pięknie opisuje nam magię Świąt Bożego narodzenia.  Doskonale pokazuje, że całe przedświąteczne przygotowania, prezenty, jedzenie i choinka nie są najważniejsze, liczy się tylko to by spędzić ten wyjątkowy czas razem.


Kolejną z autorek która stworzyła świąteczną historie, jest Łucja Wilewska, jej książkę również objęłyśmy  patronatem, a było to „Ósme niebo”. Do „Czasu cudów” napisała „Doktora z alpejskiej wioski

Każdy z nas (przynajmniej tak zakładam) ma w rodzinie bądź wśród znajomych kogoś, czyje urodziny przypadają akurat w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Takiej osoby wśród tylu opowiadań nie mogło zabraknąć.

Hania swoje trzydzieste urodziny będzie obchodzić w pierwszy dzień Świąt. Jest prawie szczęśliwa, pisze prawie, bo sama Hania, chyba nawet nie jest tego pewna.

Samotna też nie jest, ale uczucie jej i Kamila nie jest do końca określone, ich związek, choć niespełna roczny dla niej ma wielkie znaczenie. Poznała już rodzinę swego wybranka, a święta i urodziny to idealna okazja, by w końcu przedstawić go swoim najbliższym. Stare ciotki w końcu będą musiały przestać gadać, że zostanie starą panną.

Tak właśnie Hania wiąże swoją przyszłość z Kamil, tylko czy Kamil jest tego równie pewien?

Przecież idą Święta, jej urodziny wszystko powinno iść w dobrym kierunku. Jednak nie każda miłość kończy się happy endem, ale każde Święta dają nadzieje w końcu to czas cudów i „Doktor z Alpejskiej wioski” może znaleźć się w Polskim domu.

Łucja Wilewska pokazuje nam piękno odnajdywanej miłość oraz to, że czasem nawet bardzo blisko jest ktoś, kto może odmienić nasze życie o sto osiemdziesiąt stopni. Odnalezienie tej właściwej osoby i to w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia sprawia, że ten magiczny czas staje się wyjątkowy.  

Tak jak przeczytaliście na początku, jestem z tych, co nie czują tej całej magii świąt, ale mogę z ręką na sercu powiedzieć Wam, że dzięki tym opowiadaniom już nie mogę się doczekać tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia.


Wiem, że będę na nie patrzeć z zupełnie innej strony niż dotychczas, odnajdywać te małe i niby nieistotne, a tak piękne  rzeczy oraz gesty, które urzekły mnie, gdy na spokojnie usiadłam z „Czasem cudów”.


Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Videograf

Zdobyć Rosie. Czas próby - Kirsty Moseley

Dziś zapraszam Was na recenzję „Zdobyć Rosie. Czas próby” Kirsty Moseley, czyli kontynuację powieści „Zdobyć Rosie. Początek gry”.

Jeżeli czytaliście poprzednią część, to już wiecie, że Rosie i Nate po wielu wzlotach i upadkach postanowili być razem. Nate jest w stu procentach przekonany, że Rosie to ta jedyna i że to właśnie z nią chce zbudować przyszłość. Poza tym Nate przeszedł diametralną zmianę i z podrywacza zmienił się w odpowiedzialnego mężczyznę, który jest podporą dla swojej kobiety i jej synka. Jednak Rosie trudno w pełni się zaangażować i cały czas wstrzymuje się od deklaracji miłości. To wszystko za sprawą przeszłości, która nie daje dziewczynie o sobie zapomnieć. Czeka ich ciężka próba. Czy ją przetrwają?

Uważam, że ta część jest zdecydowanie lepsza od swojej poprzedniczki. Dużo więcej się w niej dzieje, ale chyba i tak zabrakło mi jakiegoś zaskoczenia, czy nieoczekiwanego zwrotu akcji. Dużym plusem jest to, że Nate przestał mnie irytować, a to dla mnie bardzo ważne, bo w poprzedniej części miałam czasami ochotę go udusić. Bardzo spodobała mi się zmiana, jaka w nim zaszła, bo naprawdę stał się odpowiedzialnym mężczyzną, który wie, czego chce od życia. I choć może nie jest to książka, która pochłania bez reszty, to ja świetnie spędziłam przy niej czas. Ale cóż poradzić na to, że lubię książki Kirsty i chyba przeczytam każdą, która ukaże się na naszym rynku wydawniczym.

Tak jak poprzednio książka prawie w całości napisana jest z perspektywy Nate'a, a jak wiecie, ja bardzo lubię zagłębiać się w męskich umysłach, które skrywają wiele tajemnic. Dzięki temu możemy także dużo lepiej poznać Nate'a i staje się on nam bardzo bliski. W książce pojawiają się także rozdziały z perspektywy Rosie, może nie ma ich zbyt dużo, ale dzięki nim lepiej nam zrozumieć jej postępowanie i ostrożność względem związku z mężczyzną jej marzeń.

Jeżeli miałabym wybrać najlepszego bohatera tej powieści, to zdecydowanie byłby to DJ. Ten mały chłopiec nie tylko skradł serce Nate'a, ale i moje.

Jeżeli lubicie twórczość Kirsty Moseley, to myślę, że historia Nate'a i Rosie przypadnie Wam do gustu. Ja spędziłam miło przy niej czas i uważam, że z Wam będzie podobnie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.  

środa, 22 listopada 2017

Dziewczyna ze złotej klatki - Anna Szafrańska (PATRONAT MEDIALNY)

„O miłości, która wszystko przetrzyma”

Mogłoby się wydawać, że życie osiemnastoletniej Amelii Raczyńskiej jest idealne. Dziewczyna ma obrzydliwie bogatych rodziców, mieszka w ogromnej rezydencji pełnej służby i ochrony, uczęszcza do najlepszego prywatnego liceum, a pieniądze nie są dla niej żadnej problemem, po prostu ma wszystko. Tylko czy na pewno? Mimo że Amelia może kupić wszystko, to jednak jest coś, czego nie może mieć, mianowicie wolności i własnego zdania. Jej życie jest już całe zaplanowane. Po ukończeniu szkoły zaręczyny z przystojnym, ale chamskim Igorem Staszewskim, potem ślub, dzieci itd. Niestety rodzicie planując życie córki, nie zapytali jej o zdanie, a Amelia chciałaby żyć jak normalna nastolatka, popełniać własne błędy, spełniać marzenia, a przede wszystkim poznać smak miłości. Gdy w jej liceum zostaje przeprowadzany remont, Amelia postanawia na miesiąc przenieść do normalnej szkoły. Tam poznaje Roberta, który staje się jej bliski. Jednak sieć kłamstw, w którą mota się dziewczyna, może zniszczyć rodzące się między nimi uczucie i doprowadzić do katastrofy.

„Nazywam się Amelia Sybilla Raczyńska.
Mam osiemnaście lat i kończę drugą klasę o profilu humanistycznym w Prywatnej Szkole Roberta Schumana. Mam kochającą siostrę, wspaniałego starszego brata, oziębłych rodziców i szofera Józefa – fantastycznego staruszka uwielbiającego wyścigi konne.
W moim nastoletnim życiu nie mogę być normalną dziewczyną.
Nie mam ambicji ani marzeń.
Nie wiem, co to prawdziwa miłość.
I nie wiem, czy kiedykolwiek ją spotkam...”

„Dziewczyna ze złotej klatki” to kolejna powieść Anny Szafrańskiej, która mnie oczarowała. Wiem, że Ania pisze świetnie, bo pokochałam jej twórczość już po przeczytaniu jej debiutu, ale i tak nie byłam przygotowana na to, co dostałam w jej najnowszej powieści. To książka, która jest po prostu świetna, cudowna, genialna. Historia Amelii pochłonęła mnie już od pierwszej strony i z zapartym tchem śledziłam jej losy, a uwierzcie mi na słowo, że w książce dzieje się naprawdę dużo. Ania jest mistrzynią w serwowaniu emocji i w zaskakiwaniu czytelnika i nie ma mocnych, by domyślić się, co znajdzie się na kolejnej stronie, a tym bardziej jakie będzie zakończenie. Przyznam się Wam szczerze, że gdy czytałam kilkadziesiąt ostatnich stron, to rwałam sobie włosy na głowie, bo nie mogłam uwierzyć, że Ania taki okrutny los zgotowała swoim bohaterom. 

To nie jest cukierkowy romans jakich wiele, to historia o trudnej miłości, o pogoni za marzeniami, o ucieczce w normalność oraz o zasmakowaniu wolności i prawdziwego życia. To powieść, która w pewnym momencie doprowadziła mnie do łez, ale zostałam tak przytłoczona emocjami, że było to ode mnie silniejsze. Poza tym moje łzy świadczą tylko i wyłącznie o tym, że książka jest emocjonująca... po prostu idealna. 

Ogromnym plusem tej powieści są bohaterowie i to nie tylko ci pierwszoplanowi, bo autorka poświęciła wiele pracy każdej z postaci i bardzo dokładnie przybliżyła nam rodziny głównych bohaterów. Pokazała relacje, jakie ich łączą, co pozwoliło mi poznać każdego z nich od podszewki. Każdy z nich jest inny, każdy z nich ma swoje wady, zalety i tajemnice. Niełatwo jest stworzyć plejadę tak różnorodnych postaci, ale Ani Szafrańskiej wyszło to idealnie.

Zapomniałam dodać, że w książce pojawia się wątek sensacyjny, który zaskakuje i mrozi krew w żyłach. Zapewniam Was, że z zapartym tchem będziecie śledzić nie tylko walkę bohaterów o miłość, ale także o życie...

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem. To piękna opowieść o miłości, o marzeniach, pełna tajemnic, lęku i bólu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i wydawnictwu Novae Res.

Bezkres nadziei - Joanna Jax ( Przedpremierowo, patronat medialny)

W czasie drugiej wojny światowej wiele osób dzieliło losy podobne do bohaterów cyklu „Zemsta i przebaczenie”, jednak Joanna Jax posiada dar opowiadania w niezwykły sposób historii zwykłych ludzi, wkładając w nie wiele serca, emocji i tego czegoś, co sprawia, że nie chcemy się od nich uwolnić.

„Piąty tom cyklu "Zemsta i przebaczenie" II wojna światowa dobiega końca. Europa podnosi się ze zgliszcz i czuć powiew wolności. Jednak nie dla wszystkich oznacza to koniec kłopotów, a z biegiem czasu następuje głęboki podział nowego świata. Los rozdziela czwórkę bohaterów i każdego z nich stawia przed trudnymi wyborami i wyzwaniami, a brzemię wojny odciska na ich życiu bolesne piętno. Czy uda się pokonać rosnące mury, a miłość i przyjaźń wygrają z nienawiścią i egoizmem, gdy ludzkie ścieżki wyznacza historia? Ucieczki nazistów, stalinowskie rządy, kołymskie gułagi i walka o władzę, a gdzieś pomiędzy toczące się życie zwykłych ludzi.”

Okres tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej to niemniej bolesna karta w historii naszego kraju niż sama wojna.
Warszawa w przeważającej części leży w gruzach , mieszkańcy borykają się z brakiem mieszkań i panującym głodem. Prawie każdy stracił kogoś bliskiego. Bohaterowie powieści zmagają się z konsekwencjami wojny. Sytuacja polityczna i społeczna kraju zmienia się diametralnie, co wpływa na losy naszych protagonistów. Każdy z nich stara odnaleźć się w nowej sytuacji, ale każdemu z nich reżim rządów Stalina utrudnia powrót do normalnego życia. Alicja zmaga się z następstwami swoich poczynań i decyzji, jakie podejmowała w czasie wojny, również dla Igora jego dawne ideały, w które przestaje powoli wierzyć, wystawiają mu rachunek. Hanka zaczyna nowe życie w Londynie, a Emil w swoim stylu zaczyna przystosowywać się do egzystencji na gruzach zniszczonej Warszawy, jednak troski przysparza mu zaginięcie Szymka.

Po raz kolejny Joanna Jax w nieodmiennie dobrym stylu, z pieczołowitością, nader wiarygodnie i realistycznie odtworzyła powojenną rzeczywistość. W bardzo prosty i przyswajalny sposób daje nam swoistą lekcję historii. Myślę, że dla młodszego pokolenia, ale i dla osób, które do tej pory stroniły od tej dziedziny, jest to bardzo dobra droga do poznania wielu faktów historycznych i polubienia książek tego typu.

„Bezkres nadziei” to już piąta część „Zemsty i przebaczenia” co uświadomiło mi, że nieubłaganie zbliżamy się do końca tego cyklu. Choć czekanie na kolejne części było trudną lekcją cierpliwości, tak pożegnanie z bohaterami będzie jeszcze trudniejsze. Nawiązując do tytułu tego tomu, pozwolę sobie przytoczyć fragment wiersza:

„Bez nadziei-nie da się żyć,
bez nadziei-nie warto być,
bez nadziei- nie można kochać
bez nadziei-nie byłoby nas! (…) „

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Videograf.

wtorek, 21 listopada 2017

Misja Wywiad z Niną Reichter

Zapraszamy Was na nasz kolejny wywiad. Tym razem w Misji wzięła udział Nina Reichter autorka cyklu powieści pt. "Ostatnia spowiedź" oraz "Love Line". I właśnie tą książką autorka postanowiła nagrodzić Joanne Wiewiórę za zadanie jej najciekawszego pytania. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt przez nasze fp. w ciągu 3 dni.




Daria Kowalczyk
1. Czy jest na świecie takie miejsce do którego by się Pani przeniosła bez zastanowienia? A może znalazła Pani już swój azyl, swoje zacisze, do którego uwielbia Pani wracać po dalekich podróżach i nie wyobraża sobie Pani żadnej przeprowadzki?

Kiedyś nie wahałabym się przy odpowiedzi na to pytanie – powiedziałabym, że gdybym mogła, wróciłabym do Australii. Jednak z wiekiem człowiek obrasta w doświadczenia i we wspomnienia, ale też w niechęć do zmian. Ostatnio na wakacjach z mężem odwiedziliśmy Los Angeles – miasto, do którego chciałam się przenieść. Wydawało mi się to proste, tyle razy przecież się przeprowadzałam. A jednak, gdy spacerowałam po tamtejszych ulicach, okazało się, że coraz ciężej mi wyobrazić sobie zmianę przyzwyczajeń, otoczenia. Widziałam, że wiele rzeczy będzie mi przeszkadzać. Na przykład ilość bezdomnych i niewyobrażalne korki. I tak – czar prysł. Ale być może gdybym odwiedziła jakiś egzotyczny raj, np. Tajlandię, zamarzyłabym, żeby tam mieszkać? Nie było mnie tam, więc nie wiem.

2. Co pomaga skupić się Pani pisząc książkę? Ma Pani jakieś ulubione piosenki, ulubioną herbatę czy coś podobnego, dzięki której ma Pani wenę do pisania?

Kiedyś pomagały mi ulubione papierosy. Zresztą udowodniono, że nikotyna przyśpiesza procesy zachodzące mózgu. No ale paląc książki pisze się szybciej, tylko krócej.  Więc pozbyłam się nałogu. Herbaty nie pijam, nie lubię. Lubię za to waniliową kawę, która zwykle towarzyszy mi przy pisaniu, tylko wtedy popijam ją trochę nieuważnie i kończy się na tym, że wypijam sześć filiżanek. Przy muzyce piszę rzadko, a jeśli już to przy konkretnym utworze, który służy jako podkład muzyczny do danej sceny. Ustawiam go wtedy na playliście i zapętlenie. I potem tak leci przez dwa dni.

Krystian Pawłowski
1. Jak Ci idą lekcje śpiewu?

Po czterech lekcjach nauczycielka (ze znudzenia albo litości dla samej siebie) oddała mnie pod skrzydła innej osoby. To chyba wystarczy za odpowiedź.

2. Który znany mężczyzna (aktor, piosenkarz, sportowiec itp.) podoba Ci się ze względu na wygląd fizyczny?

Hm. Dawno o tym nie myślałam. To zależy. Czasami podobają mi się mężczyźni bardziej męscy, jak Jason Mamoa, Josh Holloway czy Artur Boruc - a innym razem delikatniejsi, ale ciekawi, w typie Kuby Gierszała. Można chyba powiedzieć, że w mężczyznach podobają mi się skrajności.  Nie lubię półśrodków.

Karolina Adamczak
1. A ja zapytam o to jaką książkę wzięłaby Pani ze sobą na bezludnej wyspę?

Pielgrzyma Terry’ego Hayes’a. Albo Dallas 63’ Stephena Kinga. Między tymi dwoma chyba musiałabym losować.

2. Gdyby miała Pani możliwość napisania biografia, czyją chciałaby Pani napisać?

Jamesa Camerona.

Aneta Ciurkot
1. Czy w wieku szkolnym lubiła Pani czytać książki? Jeśli tak to jaka była Pani ulubiona?

Nie. Jeżeli szkoła wpaja coś skutecznie, to właśnie niechęci do książek. Proszę spojrzeć na listę lektur. W podstawówce przyniosłam do domu cienką książeczkę –„Antka” Bolesława Prusa. Byłam jeszcze wtedy pilną uczennicą, więc uważałam, że lektury bezwzględnie należy czytać. Do dziś pamiętam chwilę, gdy otwarto piec z Rozalką i przeczytałam zdanie: „W głębi pieca leżał trup ze skórą czerwoną, gdzieniegdzie oblazłą.”
Czytałam je osiem razy, zanim dotarło do mnie, co się właściwie stało. Przez następne dwa lata nie otworzyłam żadnej książki. Czy jako dziesięciolatka zadumałam się nad losem dzieci wiejskich w XIX wieku, co było pewnie celem tej lektury? Niekoniecznie. Zastanawiałam się natomiast, czy powinnam ufać swoim rodzicom, skoro Rozalkę zabiła jej rodzona matka. Myślę, że osoba układająca listę lektur, która zaproponowała tę książkę dzieciom, była idiotą.
Ponownie zaczęłam dużo czytać dopiero w wieku trzynastu lat, kiedy podczas przerwy przyjaciółka (z błyszczącymi i nieco nawiedzonymi oczami) wcisnęła mi książkę do ręki i powiedziała: „Musisz to przeczytać.” To był Harry Potter. 

2. Gdyby musiała Pani napisać własną definicję słowa ROMANS jakby ona brzmiała?

Nie wiem, czy moja definicja różniłaby się znacząco od tej przyjętej. Natomiast bez względu na gatunek dobra historia to taka, o której myślimy jeszcze długo po jej zakończeniu.

Małgorzata Adamczuk
1. Co by Pani powiedziała osobie która nie przepada za typowymi ''romansidłami''. Jak przekonałaby Pani taką osobę do sięgnięcia po ''Love Line'', a może przeciwnie, odradzałaby Pani?

Nie nazwałabym LOVE Line romansem, prędzej obyczajem. W dodatku myślę, że osobie, która pochłania typowe romansidła LOVE Line w ogóle się nie spodoba. Nie znajdzie ona tego, do czego jest przyzwyczajona -bohaterowie nie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, a kartki nie drżą od płomiennych wyznań. Pojawia się za to warstwa psychologiczna, kilka refleksji społecznych.

Ewelina Łukawska
1. Czy pisanie książek było Pani odwiecznym marzeniem?

Nie. Ale pamiętam, że w wieku trzynastu lat rozgłaszałam wszystkim, że napiszę książkę. Chodziło o podręcznik do chemii (do dziś nie wiem dlaczego; może dlatego, że chemii wtedy się jeszcze nie uczyłam, więc nie miałam jak się przekonać, że będę z niej fatalna). Ale to był epizod. A potem wpadłam na pomysł, że piszę autobiografię o dość niegramatycznym tytule. Ale wymyśleniu tytułu się skończyło.

2. Gdyby miała Pani wehikuł czasu użyłaby go Pani? Jeśli tak, to w jakim celu?

Nieużycie go byłoby strasznym marnotrawstwem. I tchórzostwem, prawda? Myślę jednak, że nie cofnęłabym się w czasie. Wolałabym zerknąć w przyszłość.

Justyna Polok
1.Czy jest Pani zadowolona z tej książki ?

Generalnie jak najbardziej, a jednak gdybym mogła dziś edytować sceny, to w dwóch poczyniłabym pewne zmiany. To chyba taka bolączka ludzi twórczych. Bardzo rzadko jesteśmy całkowicie zadowoleni z efektów swoje pracy. I zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie gdybym powiedziała Wam, o jakie szczegóły chodzi, kazalibyście mi narysować sobie mi kółko na czole.  No ale tak już jest.

2.Czy planuje Pani napisanie kolejnej książki?

Pewnie.

Ewelina Eweluśka
1. Jaki jest Pani sposób na trafienie do serca swego wybranka?

Nie celować.

2. Dlaczego wybrała pani romanse a nie np. obyczajówkę czy thriller do pisania książek? Co Panią do tego skłoniło?

LOVE Line jest obyczajem; romans rozwija się w tej książce trochę obok. W ogóle – nie skupiam się tak bardzo na gatunku, a na zjawisku, jakie chcę w danej książce opisać. W Ostatniej spowiedzi skupiłam się między innymi naciskach, jakie rodzice wywierają na dorastające dzieci oraz na tym, że każdy wybór, nawet ten pozornie właściwy, pociąga za sobą konsekwencje. W LOVE Line chcę ukazać destrukcyjną siłę mediów społecznościowych, szkodliwość prasy kobiecej, podwójne standardy dotyczące płci. Staram się pisać o tym, co mnie zadziwia, porusza, denerwuje. Tematów szukam wśród spraw, które miały na mnie jakiś wpływ. A potem dopasowuję fabułę, która pomaga mi ten problem uwidocznić.

Izunia Raszka
1. Czy ciężki był research do Love Line?

Nie był trudny, ale to dlatego, że wszystko, co opisane jest w książce mieści się w granicach moich zainteresowań. Tricki psychologiczne, o których mowa w książce, były mi wcześniej znane - jedyne, co musiałam zgłębić to styl kierowania rozmową, jaki do swoich podbojów wykorzystują PUA.

2. Jakie ma Pani rytuały związane z pisaniem?

Mam jeden. Choć to raczej warunek, nie rytuał. Włączam internet.

Kinga Grabowska
1. Jak za pomocą trzech słów opisałaby Pani swoją książkę "Love Line"?

Niebanalna, błyskotliwa, dająca do myślenia.

2. Czy jest jakiś temat, którego nie podjęłaby się Pani poruszyć pisząc kolejną książkę?

Trochę boję się traum. Pisania o emocjach związanych z tragicznymi wydarzeniami, których nie przeżyłam. Ale wtedy najczęściej po prostu poświęcam więcej czasu, by się przygotować.

Joanna Wiewióra
1. Czy miała Pani kiedyś takie przeczucie, że jak napisze książkę to albo wydawnictwo jej nie będzie chciało wydać lub czytelnicy jej nie będą chcieli mieć na własnej półce?

Nie. Czasami mam przeczucie, że dany fragment, element lub wybór bohatera się nie spodoba – ale przecież nie wszystko się musi podobać. Poza tym nie da się napisać książki odpowiedniej dla wszystkich i interesującej każdego w takim samym stopniu. Wiadomo, że nastolatka zaczytująca się w Cassandrze Claire nie zachwyci się tym samym co kobieta czytająca Moyes, a tym bardziej Munro. Gusta są różne, świadomość czytelnicza również.

Adrianna Cholma
1. Czy kiedy pisałaś Leztze Beichte, wyobrażałaś sobie tę historię w postaci książki?

Na początku – nie. Po zakończeniu – jak najbardziej. Ale wyobrażałam ją sobie w czarno białych okładkach, podobnych jak w serii „Szeptem”. Nie wiem dlaczego.

2. Czy bohaterowie Love Line są wzorowani na osobach realnych, jak w przypadku Ostatniej Spowiedzi?

Wzorowani nie. Inspirowani – prędzej.

Natalia Wójcik
1. Jaka jest Pani ulubiona książka?❤️

Bardziej odpowiednie byłoby pytanie o dziesięć ulubionych książek  Mówiłam o „Pielgrzymie” i „Dallas”, więc wymienię jeszcze „Zanim się pojawiłeś”, „Gwiazd naszych wina”, „Jeden dzień”. Ale ponieważ czytam książki tak różne gatunkowo, ciężko je ze sobą porównywać, a co dopiero wybrać tę najbardziej wzruszającą lub najlepszą. Ale średnio co trzy lata znajduję książkę, która trafia u mnie na najwyższą półkę.

Marzenia Kaliny - Aneta Krasińska (PATRONAT MEDIALNY)

Chyba już wiecie, że Aneta Krasińska to autorka, której twórczość uwielbiam i mogę brać w ciemno wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. To autorka, która w przepiękny i prawdziwy sposób pisze o prawdziwym życiu, a jej książki pełne są uczuć i emocji, więc to oczywiste, że nie mogłam nie przeczytać jej najnowszej powieści „Marzenia Kaliny” i dzisiaj zapraszam Was na recenzję tej właśnie książki.

W powieści przeplatają się ze sobą losy trzech bohaterek, które na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Są w różnym wieku i z odmiennym bagażem doświadczeń, mają zupełnie inne zainteresowania oraz usposobienie. Tym, co je łączy, jest pragnienie posiadania rodziny, którą utożsamiają ze szczęściem. 

Kalina ma cudowną pracę, kochającego męża i własny dach nad głową. Wydawać by się mogło, że nic więcej nie potrzeba młodym ludziom do szczęścia. Nic bardziej mylnego… 

Lena to nastolatka poturbowana emocjonalnie przez los, jaki zgotowali jej rodzice. Skrzywdzona przez najbliższych i osamotniona, staje się łatwym celem dla człowieka, który chce wykorzystać jej niewinność… 

Elżbieta jest dojrzałą kobietą. W młodości spotkała mężczyznę, który odcisnął piętno na jej życiu. Dramatyczna decyzja dotycząca dziecka wciąż głęboko tkwi w jej podświadomości i nie pozwala normalnie funkcjonować … 

Okrutny los drwi z kobiet, a feralny wypadek splata ich historie… 

„Marzenia Kaliny” to kolejna książka Anety Krasińskiej, która pokazuje prawdziwe życie i realne problemy, z którymi zmaga się niejedna z nas. Aneta to autorka, która o ludzkich dramatach pisze w sposób niewyobrażalnie ludzki i szczery, dzięki temu jej książki czyta się z niewyobrażalną przyjemnością, a w bohaterkach bardzo łatwo odnaleźć część siebie. W swojej najnowszej powieści splata losy trzech kobiet, które łączy jedno... każda z nich pragnie szczęśliwej i kochającej rodziny. Dla niektórych to niewiele, ale dla tych kobiet, jest to najważniejsze. Każda z nich ma swoje wzloty i upadki, z którymi radzi sobie na swój własny sposób, nie zawsze taki, który się sprawdza.

"Każdy dzień to zmaganie człowieka z przeciwnościami losu. Jego marzenia i rozterki przeplatają się ze sobą, tworząc ciasno splecioną pajęczynę, która sprawia, że chce się żyć i wciąż podążać do celu. Czasem jednak pajęczyna zaczyna się rwać, a jej naprawa wymaga niebywałej zręczności i ogromu chęci." 

Jedną z głównych zalet twórczości Anety Krasińskiej jest język, jakim operuje. Jej powieści mimo wielu trudnych tematów zawsze napisane są lekko, dzięki czemu czyta się je z ogromną przyjemnością. Poza tym wszystko jest spójne, na temat i co najważniejsze nie ma zbędnych opisów, których tak nie lubię. Sztuką jest pisać o życiu, o problemach, z którymi zmaga się niejedna z nas i tego nie przekoloryzować. Jednak Anecie Krasińskiej się to udaje i zawsze czytając jej książki, czuję się tak, jakby historie bohaterów działy się gdzieś koło mnie, dzięki czemu zawszę mogę, całą sobą się w nie zaangażować.

„Marzenia Kaliny” to niesamowicie głęboka powieść, pełna uczuć i emocji. Bohaterki otwierają nam oczy na wiele istotnych spraw i skłaniają nas do refleksji odnośnie życia i własnego postępowania. To książka dająca nadzieję na lepsze jutro, a tego najbardziej potrzebuje każdy z nas. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.