poniedziałek, 19 lutego 2018

31 korytarzy - Agata Rybka

„Kiedy wszystko bezlitośnie dzieli warto zamknąć oczy i poszukać głębiej!”

„16-letnia Amelia zaczyna naukę. Wiecznie rozdrażniona uczennica wyróżnia się wśród koleżanek wyzywającym ubiorem i mocnym makijażem. Przez problemy z chorą mamą, strach przed kontaktami z rówieśnikami oraz konflikt z nauczycielką geografii dziewczyna trafia do szpitala. Z pomocą przychodzi Ula, jej przyjaciółka, oraz 38-letni nauczyciel matematyki, Witold. Mimo że Amelia z początku nie pała sympatią do profesora, między głównymi bohaterami rozwija się silne uczucie.”

Bardzo, ale to bardzo zaintrygował mnie opis tej książki, bo niesamowicie lubię kontrowersyjne tematy, a romans uczennicy z nauczycielem oczywiście do takich należy. Mimo, że to debiut Agaty Rybki, byłam pełna nadziei i wiecie co, w ogóle się nie zawiodłam. Autorka napisała do bólu prawdziwą i przepełnioną emocjami historię nastoletniej Amelii i dojrzałego mężczyzny Witolda. Jak wcześniej napisałam ta historia mogłaby wydarzyć się naprawdę, bo czy nie słyszymy o takich sytuacjach kiedy do dorosły mężczyzna interesuje się nastolatką, czy nie słyszymy, że jakaś nastolatka zadurzyła się w swoim nauczycielu. Ja sama chodząc do szkoły miałam taki obiekt westchnień, ale tylko na westchnieniach się zakończyło. Tutaj jest inaczej, bo pomiędzy tą dwójką rodzi się uczucie i nawiązują romans. Czy to coś złego? Według mnie tak, gdyż ja patrzę przez pryzmat matki, a moja córka jest właśnie w wieku Amelii. Dla mnie taka sytuacja jest nie do pomyślenia, ale wiem, że nie jest to nic nowego i świat przepełniony jest takimi sytuacjami.

Autorka jest młodziutka, bo urodziła się w 1995 roku i naprawdę jestem pełna podziwu dla jej odwagi i do tego, że nie bała się rozpocząć swojej pisarskiej przygody od tak kontrowersyjnej książki. Jednak jeżeli mam być tak do końca szczera, to ten temat, ten romans, to jedynie takie tło całej tej historii. Uważam, że najbardziej autorka skupiła się na trudnych relacjach rodzinnych bohaterów, na potrzebie miłości i byciu kochanym i potrzeby bycia dla kogoś najważniejszym na świecie. 

Glówni bohaterowie nie są idealni, mają wady, problemy i troski. Amelia to nastolatka, która wychowuje się bez ojca, mieszka z matką i z psem. Dziewczyna ma swój styl, który nie odpowiada jej matce. Codziennie rano dochodzi do awantur, a matka potrafi wyzywać ją od dziwek. Kiedy dziewczyna zaprzyjaźnia się Ulą, doświadcza tego, czego nigdy nie zaznała od własnej matki. To tam czuje czym jest miłość i rodzinne ciepło. Jeżeli chodzi o Witolda, to autorka przedstawiła go jako postać negatywną, ale ja chyba tak do końca nie potrafiłam odebrać go w ten sposób. Momentami było mi go po prostu szkoda. Mężczyzna tkwił w małżeństwie, które zostało zawarte pod presją rodziny, a teraz przechodzi ogromny kryzys. Już teraz wicie dlaczego szukali ciepła w swoich ramionach? Mam nadzieję, że tak. Oboje przekroczyli granicę, której nigdy nie powinni przekroczyć. Czy poniosą konsekwencje swoich decyzji? Tego Wam nie zdradzę.

Naprawdę jestem pod wrażeniem tej książki. Autorka nie boi się pisać o trudnych i kontrowersyjnych tematach, o scenach seksu, które są opisane dosadnie i niezwykle prawdziwie. To zdecydowanie najlepszy debiut jaki do tej pory czytałam i mam nadzieję, że Agata Rybka wyda więcej książek. Powieść ta nie należy do najłatwiejszych, ale warto dla niej poświęcić czas, tym bardziej, że zakończenie powaliło mnie na kolana, wbiło w ziemię i odebrało mi mowę. To świetna powieść obyczajowa z wyraziście zarysowanym wątkiem erotycznym. Chcę więcej takich książek.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.


niedziela, 18 lutego 2018

Kryształowe serca - Augusta Docher (PATRONAT MEDIALNY)

Zapraszam na recenzję naszego patronatu medialnego „Kryształowe serca” Augusty Docher. Mam nadzieję, że autorka mnie nie zabije, za to, że recenzja jest dopiero teraz ;) 

Fabiana to studentka, która zarabia jako fotomodelka. Ma chłopaka, z którym niestety dzieją się dziwne rzeczy i przez to oddalają się od siebie. Gdy dziewczyna dostaje propozycję kilkutygodniowej sesji zdjęciowej na Ukrainie, odrzuca ją, bo nie chce nigdzie wyjeżdżać sama. Od tego momentu w jej życiu zaczyna się źle dziać, a na końcu zostaje porwana. Zostaje wywieziona na Lazurowe Wybrzeże i co tu dużo mówić, jest traktowana jak księżniczka. Porywacz okazuje się kazachskim miliarderem i gangsterem w jednym, który dba, by dziewczynie nigdy niczego nie brakowało. Fabiana może mieć wszystko prócz wolności i prawdy, dlaczego została porwana. Jednak Fabiana to uparta osóbka i się nie poddaje w dążeniu do prawdy. Czy prawda okaże się wybawieniem? Co dziewczyna zrobi, gdy zrozumie, że zakochała się w swoim porywaczu? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Jak wiecie, czytam wszystko, co napisze Augusta Docher i dałabym sobie rękę uciąć, że już niczym mnie nie zaskoczy, bo przecież pisze świetne powieści obyczajowe, fantastykę, a nawet erotykę. Ale jednak tak się stało i mogę tylko pochylić czoła, bo jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem „Kryształowych serc”. Każda jej książka jest świetna, ale ta jest genialna. Poza tym ostatnio u mnie na topie są właśnie takie książki brutalniejsze, mroczniejsze i pełne tajemnic. Tutaj dostałam wszystko i naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem nieprzewidywalnej fabuły i świetnie skonstruowanych bohaterów. Przez połowę książki dumałam, dlaczego Karim ją porwał, dlaczego otaczał ją taką opieką i choć na jeden trop wpadłam dość szybko, to reszta była dla mnie totalnym zaskoczeniem. W tej książce znalazłam wszystko, co lubię, więc Augusto jak będziesz pisać takie książki, to Cię po prostu ozłocę.

Akcja książki nie pędzi na łeb na szyję, ale toczy się własnym miarowym rytmem, by w odpowiednim momencie przyspieszyć i wywołać dreszcz grozy. To naprawdę świetnie skonstruowana historia o przestępczym świecie, w którym nie każdy musi być tym złym. To także opowieść o uczuciu, które samo zaskoczyło bohaterów i od którego nie potrafili uciec. Bardzo mi się spodobało, że to wszystko między nimi rodziło się powoli, a nie spadło jak grom z jasnego nieba.

Na uwagę zasługują także bohaterowie, którzy zapadają w pamięci i to nie tylko Ci główni, ale i drugoplanowi. Autorka wykreowała ich w naprawdę świetny sposób, każdego z nich poznajemy z wielu stron, każdy z nich jest wielowymiarowy i pełen sprzeczności. Przez większość cześć książki każdy z nich jest dla nas zagadką i nigdy nie wiemy, jak zachowają się w danej sytuacji. Ta książka nie jest typowym romansem ani erotykiem, bo choć jest miłość, pojawiają się sceny seksu, to także pojawia się wątek sensacyjny, a nawet obyczajowy. Dla mnie to powieść idealna i czekam na więcej, bo choć uwielbiam inne książki Augusty, to jednak ta idealnie trafiła w mój gust i do mojego serca. Karim to bohater, który swoim postępowaniem nie raz doprowadzał moją krew do wrzenia, ale tak jak pisałam już w niejednej recenzji, lubię takich złych bohaterów, bo wywołują oni we mnie wiele skrajnych emocji.

Polecam Wam tę powieść z całego serca i jestem przekonana, że się nie zawiedziecie. To Augusta Docher, jakiej jeszcze nie znacie, więc jeżeli jeszcze nie czytaliście tej książki, to szybko naprawiajcie ten błąd, bo koniecznie musicie poznać trudną i tajemniczą historię Fabiany i Karima.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Siostra Cienia - Lucinda Riley

Siedem sióstr to jedna z najlepszych sag rodzinnych, jakie do tej pory czytałam. Za sobą mam już trzy tomy i każdy z nich napisany jest na takim samym poziomie. Autorka wie jak zaciekawić czytelnika, by ten cały czas chciał więcej. Zapraszam na recenzję „Siostry cienia”

„Sześć sióstr. Choć urodziły się na różnych kontynentach, wychowały się w bajecznej posiadłości Atlantis na prywatnym półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec, nazywany przez nie Pa Saltem, nadał im imiona mitycznych plejad.

Każda ułożyła sobie życie po swojemu  i rzadko mają okazję spotkać się wszystkie razem. Do domu ściąga je niespodziewana śmierć ojca, który zostawił każdej list i wskazówki mogące im pomóc w odkryciu własnych korzeni. I odpowiedzieć na pytanie, co się stało z siódmą siostrą.”

W tej części bliżej poznajemy Star, a właściwie Asterope. Dziewczyna całe swoje życie przeżyła w cieniu jednej sióstr – CeCe. CeCe zawsze nad nią dominowała, a Star podporządkowywała jej się we wszystkim. I choć dziewczyna nigdy nie narzekała, to dało się wyczuć, że relacja z siostrą stała się dla niej toksyczna. Na całe szczęście Star dorosła do decyzji, że najwyższy czas wziąć życie w swoje ręce. List, który zostawił dla niej ojciec, tylko utwierdził ją w tej decyzji. Idąc za jego wskazówkami kobieta trafiła do małego londyńskiego antykwariatu, którego właścicielem był Orlando Forbes. Star rozpoczęła tam pracę i trafiła na ślad Flory MacNichols, która najprawdopodobniej była jej krewną.

„Lucinda Riley w wieku dwudziestu czterech lat, napisała swoją pierwszą powieść, "Lovers and Players", w oparciu o swoje doświadczenia jako aktorki. Następnie napisała siedem kolejnych powieści pod pseudonimem Lucinda Edmonds, które zostały przetłumaczone na czternaście języków .
Na czas odchowywania czwórki dzieci zawiesiła karierę pisarską. 
Następna książka "Dom orchidei", została opublikowana przez Penguin w listopadzie 2010 roku. Osiągnęła nr 1 w Norwegii , Danii i Niemczech i oczywiście lista bestsellerów New York Timesa. Do tej pory sprzedała ponad półtora miliona egzemplarzy na całym świecie .
Lucinda z rodziną mieszka w Norfolk, w Anglii i na południu Francji.”

Gdy kończę czytać każdą z części tej wciągającej, hipnotyzującej i pełnej tajemnic sagi, czuję się jak narkoman na głodzie, bo wiem, że znów muszę czekać na kolejny  tom, ale warto czekać, bo Lucinda Riley stworzyła genialne historie, które wciągają już od pierwszej strony. Oczywiście ta część również rozłożona jest dwóch płaszczyznach czasowych i równolegle poznajemy historię Star i jej krewnej Flory MacNichols. Ta historia z przeszłości pomoże Star wyjść z cienia siostry i otworzyć się na miłość.

Autorka w każdym tomie odkrywa przed nami kolejne karty, ale także dokłada pytań i tajemnic. Osobiście uwielbiam takie tajemnicze i zagadkowe  książki. Poza tym powieść ta napisana jest pięknym językiem, który wręcz hipnotyzuje i zachwyca. Tym razem także wraz z Star przeżywałam jej historię i chłonęłam ją całą sobą. Uwielbiam, gdy duszą mogę przenieść na karty powieści i jako niemy obserwator uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. 

Nie będę już bardziej przybliżać Wam fabuły książki, bo wszystko, co bym napisała będzie spojlerem. Musicie uwierzyć mi na słowo, że historia Star jest tak samo fascynująca, jak jej sióstr. Lucinda Riley kolejny raz mnie nie zawiodła i zaserwowała mi dwie niesamowicie interesujące historie. Autorka bardzo zgrabnie połączyła ze sobą wątki obyczajowe, romantyczne i historyczne i dzięki temu to wszystko stworzyło idealną i spójną całość. Mnie ta powieść urzekła i oczarowała.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


piątek, 16 lutego 2018

Tyran - T.M. Fraizer





Na tę powieść czekałam jak na zbawienie. Byłam ogromnie ciekawa, jak autorka dalej poprowadziła fabułę i co tym razem czekało na bohaterów. Zapraszam na recenzję „Tyrana” T.M. Frazier.

„Doe zaczyna sobie przypominać kim jest.
King ze wszystkiego na świecie najbardziej pragnie dwóch rzeczy: Doe i zemsty.”

Po odejściu Doe, King zrozumiał, że popełnił największy błąd w życiu. Stracił ukochaną, a i tak nie odzyskał córki. Poza tym kolejny raz zaczęło grozić mu niebezpieczeństwo, gdyż Isaac nie był jego jedynym wrogiem. Mężczyzna postanowił rozprawić się ze swoim wrogiem, a potem sprowadzić do siebie Doe, jedyną kobietę, która potrafiła rozpalić w nim uczucia i nie wyobrażał sobie bez niej dalszego życia. Dla Doe powrót do domu okazał się bardzo trudny. Dziewczyna nie pamiętała nikogo, a jakąkolwiek więź czuła jedynie do swojego małego synka. Jej serce rwało się do Kinga, ale nie potrafiła wybaczyć mu tego, że ją przehandlował. Tanner cały czas próbował odzyskać jej względy, ale Doe wiedziała, że kocha tylko Kinga. Gdy zaczęły wracać do niej wspomnienia, Doe zaczęła przeczuwać, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy King kolejny raz ją uratuje? Czy w ogóle jest szansa, by byli jeszcze razem? O tym musicie przekonać się sami.

Nie zdajecie sobie sprawy, jak czekałam na tę powieść. Autorka zostawiła mnie w takim zawieszeniu, że momentami myślałam, że wyjdę z siebie. Mój stos książek do recenzji sięga nieba, ale i tak musiałam zabrać się „Tyrana”, by poznać dalsze losy Kinga i Doe. Przeczytałam ją w kilka godzin i aż żal było mi się z nimi rozstać. Śmiem nawet twierdzić, że ta część jest lepsza niż poprzedniczka i nie chodzi mi tutaj o styl, który według jest na takim samym poziomie, ale o dynamiczną akcję, dramaty i sporą dawkę tajemnic. Cały czas coś się dzieje i co chwila czytelnik zostaje zasypywany ważnymi informacjami z życia bohaterów. Ja przepadłam i zatraciłam się w tej historii, ale naprawdę czasami lubię taką ostrą jazdę bez trzymanki, dziki i perwersyjny seks i wulgarny język, a tego tutaj mi nie zabrakło. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to jestem nimi po prostu zachwycona. Oczywiście na pierwszym miejscu był i będzie King. Mężczyzna o mrocznej przyszłości, który dla ukochanej kobiety był w stanie nawet zabić. To taki bohater, który momentami nawet mnie potrafił wystraszyć i na moim ciele pojawiała się gęsia skórka. Cóż poradzić, ale od zawsze uwielbiałam takich złych, niebezpiecznych i mrocznych mężczyzn. Nawet teraz, gdy sięgam pamięcią do czasów, kiedy byłam piękna i młoda, to zawsze w moim otoczeniu było więcej łobuzów niż miłych i grzecznych chłopców. Jeżeli chodzi o Doe, to bardzo podobało mi się jej zachowanie. Dziewczyna nikomu się nie podporządkowała, potrafiła postawić na swoim i wiedziała, czego pragnie od życia. W tym tomie pojawił się nowy, ważny bohater, czyli Tannera, chłopak, z którym Doe miała syna. Nie mogę zbyt dużo o nim napisać, ale uwierzcie mi na słowo, że będzie on odpowiedzialny za wiele złych sytuacji.

Historia Doe i Kinga mnie oczarowała i przepadłam w niej z kretesem. Nie znajdziecie w niej serduszek, kwiatków, ani przesłodzonych wyznań miłosnych, bo King to bardziej taki jaskiniowiec, który prędzej by coś obsikał zaznaczając swoją własność ;) Mam nadzieję, że pozostałe książki autorki będą tak samo świetne, bo już teraz czekam aż Wydawnictwo Kobiece, wyda kolejną z nich. Jeżeli lubicie książki mroczne, miejscami brutalne, ale opowiadające także o pięknej i prawdziwej miłości, to King i Tyran będą dla Was idealne. Autorka zaskoczyła mnie samym zakończeniem, bo naprawdę nie spodziewałam się, że wszystko tak się ułoży.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu. 

czwartek, 15 lutego 2018

Zakazany układ - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY RECENZJA PREMIEROWA)



Dziś zapraszam Was na premierową recenzję „Zakazanego układu” K.N. Haner. Wiem, wiem, znów pewnie ktoś powie lub napisze, że moja recenzja jest mało obiektywna, bo Kasia to moja przyjaciółka, ale wiecie co, mam to w nosie, bo „Zakazany układ” to powieść, która obroni się sama, bez moich ochów, achów i wychwalań. Jeżeli mi nie wierzycie, to przekonajcie się sami. Naprawdę warto!

Nicole żyła w chorym i toksycznym związku z mężczyzną, który zaopiekował się nią po śmierci jej rodziców. Lecz pewnego dnia, gdy kolejny raz została pobita, nie wytrzymała i postanowiła ze sobą skończyć. Samobójstwo wydało się jej jedynym rozwiązaniem jej problemów. Dziewczyna udała się nad urwisko, by z niego skoczyć. W tym samym czasie, w tym samym miejscu grupa gangsterów dokonywała egzekucji, a Nicole stała się jej naocznym świadkiem. Oszołomiona dziewczyna próbowała uciec, ale nie miała żadnych szans w starciu z niebezpiecznymi mężczyznami i siłą została zabrana do domu szefa mafii – Marcusa Accardo. Początkowo była tam więźniem błagającym o śmierć, ale z czasem jej strach oraz niechęć zamienił się w fascynację przystojnym gangsterem. Koniec końców zgodziła się na układ, który zaproponował jej Marcus, dotyczący wyeliminowania jego największego wroga – Aleksandra Modano. Niestety mafijny świat rządzi się własnymi prawami i gdy w grę zaczną wchodzić uczucia, wszystko się pokomplikuje. Niebezpieczeństwo będzie się pojawiać na każdym kroku, a jeden błąd może doprowadzić do strasznej tragedii.

Czy Nicole i Marcus mają szansę na miłość? Czy w bezwzględnym świecie mafii jest miejsce na głębsze uczucia? 

„Nigdy nie byłem zakochany, ale ja nie jestem zdolny do miłości. Miłość to słabość, a ja nie mogę sobie na nią pozwolić.” 

WOW, tylko takie słowo ciśnie mi się na usta po lekturze „Zakazanego układu” i uwierzcie mi na słowo, że z tym nie przesadzam. Czytałam już tę powieść dawno temu, kiedy Kasia podsyłała mi pojedyncze rozdziały, a teraz jeszcze raz ją sobie przypomniałam i mogę z ręką na sercu oznajmić Wam, że to najlepsza książka, jaką do tej pory napisała Kasia. Normalnie aż ciężko mi to pisać, bo jak wiecie, dla mnie zawsze numerem jeden było Na szczycie, do którego mam ogromny sentyment, ale takie są fakty i myślę, że każdy kto zna jej całą twórczość, po prostu ze mną się zgodzi. Ta powieść jest całkiem inna od wszystkiego, co wyszło spod jej pióra, bo choć w Morfeuszu pojawia się wątek mafii, to w żadnym stopniu nie można tych książek do siebie porównać. Tutaj przesiąkamy brutalnym, gangsterskim światem, w którym rozlew krwi i śmierć, jest czymś zupełnie normalnym. Zostało to przez Kasie naprawdę idealnie przedstawione i jak dołożyć do tego romans między bohaterami, ich zawiłe uczucia i trudne decyzje, to stworzyło to genialną całość, która pochłania czytelnika i wciąga do tego niebezpiecznego świata. A i może wielu z Was zadziwię, ale „Zakazany układ” nie jest przepełniony scenami seksu, aż trudno w to uwierzyć, bo Kasia przyzwyczaiła nas do tego, że jej książki ociekają erotyką, a tu taki psikus. Osobiście jestem z tego zadowolona, bo wszystko w tej powieści jest wyważone, idealnie dopracowane i nic niczego nie przytłacza. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to jestem ich kreacją zachwycona. Każdy nich jest wyrazisty, charakterystyczny, ma wady oraz zalety. I nie puszę tutaj tylko o głównych bohaterach, bo tak samo zostały potraktowane postacie drugoplanowe, jak np. Gaz. Oczywiście najwięcej uwagi dostało się Nicole i Marcusowi i powiem Wam, że to pierwsza bohaterka Kasi, która mnie nie irytowała, a jak wiecie, Kasia lubi tworzyć bohaterki, które ma się ochotę zabić ;) Nicole jest całkiem inna i choć też czasami mnie denerwowała, to i tak ją polubiłam, ba nawet ją podziwiałam za jej odwagę, za charakterek, ostry język i pazurki. Jeżeli chodzi o Marcusa, to już na samym początku poznajemy go jako bezwzględnego szefa mafii, który nie wierzy w miłość, a seks nie jest dla niego problemem, bo kobiety czytaj dziwki, same rozkładają dla niego nogi. Gdy poznaje Nicole, kobieta go fascynuje i nie może uwierzyć, że jedynym czego pragnie, jest śmierć. Tak na moje oko Marcus tak do końca nie był zły, bo w niektórych momentach widać było jego inną twarz. Ja uwielbiam takich bohaterów twardych, złych i bezwzględnych, więc jak dla mnie był on idealnym książkowym bohaterem. 

„Zakazany układ” to powieść, która trzyma w napięciu od samego początku, aż do ostatniej strony. To książka przepełniona emocjami tymi złymi, ale także i dobrymi. Osobiście uwielbiam takie książki, które mnie fascynują, intrygują i nie pozwalają o sobie zapomnieć. To historia o miłości w świecie brutalnych gangsterów, którzy za nic mają uczucia drugiego człowieka. To powiem literackiej świeżości, którą musicie poczuć na własnej skórze. Zakończenie wbije Was w fotel i myślę, że niejedna z Was będzie miała ochotę udusić Kasię.

Gorąco polecam!

Na koniec walnę jeszcze trochę prywaty, a co mi tam! 

Cieszę się Kasiu, że Cię poznałam, że zostałyśmy przyjaciółkami i cieszę się z Twoich sukcesów. Mam nadzieję, że będzie ich tylko więcej <3

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Kasi i Editio Red.

środa, 14 lutego 2018

Cudowny chłopak - R.J. Palacio




„Wszyscy jesteśmy wyjątkowi”

August to chłopiec, który jest niezwykle inteligentny. Jednak jego życie jest zupełnie inne niż większości z nas, bowiem urodził się on ze zmutowanym genem, przez który miał zdeformowaną twarz i zanim skończył dziesięć lat, przeszedł aż dwadzieścia siedem operacji. Chłopiec cały czas otoczony był opieką i bezwarunkową miłością rodziny, ale nadszedł czas, kiedy musiał pójść do szkoły i musiał zmierzyć się ze światem pełnym chamstwa,uprzedzeń i ludzkiej podłości. Na całe szczęście nie tylko to spotkało go w szkole, bo poczuł tam także, czym jest prawdziwa przyjaźń. Szkoła bardzo odmieniła Augusta, ale czy jeszcze ktoś na tym skorzystał i inaczej spojrzał na świat?  O tym przekonajcie się sami.

„R.J. Palacio mieszka z mężem, dwoma synami i psami w Nowym Jorku. Przez ponad dwadzieścia lat pracowała jako dyrektor artystyczny i grafik, projektując okładki książek, czekając na odpowiedni moment w życiu, by samej stać się pisarką. Pewnego dnia, kilka lat temu, przypadkowe spotkanie z niezwykłym dzieckiem przez sklepem z lidami zainspirowało ją do napisania "Cudownego chłopaka".” 

„Cudowny chłopak” to powieść, o której nie zapomnę chyba nigdy. To prawdziwa i pięknie napisana historia o chłopcu, który mimo swojej ułomności i ludzkiej podłości, potrafił zjednać sobie ludzi, bo choć wiele razy było źle to on potrafił się podnieść i być ponad docinkami, ponad podłymi komentarzami. Szkoła okazała się dla niego prawdziwym wyzwaniem, musiał bardzo szybko dorosnąć i stać się samodzielnym. To była dla niego nowość, bo wcześniej widział siebie tylko oczami najbliższych, którzy go kochali.

Przyznam się Wam szczerze, że powieść tę odebrałam bardzo osobiście i wróciłam wspomnieniami do czasów kiedy moja córka chodziła do gimnazjum, a jak wiecie, przeważnie każda klasa musi mieć chociaż jednego kozła ofiarnego. Wtedy akurat trafiło na moją córkę i szkoda, że ona nie potrafiła być taka jak August i że nie miała takich obrońców jak on.

Książka jest bardzo emocjonująca i naprawdę nie raz polały się z moich oczu łzy. Płakałam nad porażkami Augusta, ale także cieszyłam się z jego sukcesów. Myślę, że jest to książka, która powinna zostać lekturą obowiązkową w szkołach podstawowych, by uczyć młodzież empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Przecież każdy z nas jest inny, każdy inaczej wygląda. Nie powinno mieć to dla nas żadnego znaczenia, bo najważniejsze jest wnętrze, więc nie oceniajmy ludzi po wyglądzie, nie krzywdźmy ich, tylko najpierw ich poznajmy i wtedy wystawiajmy oceny. Mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce i tak samo jest z nami. Inne niż nasze ciało, może skrywać prawdziwe piękno, które nie jest widoczne na pierwszy rzut oka, wystarczy trochę wysiłku z naszej strony, by je dostrzec. 

"Może przyjmiemy w życiu nową zasadę... zawsze bądź ciut lepszy niż trzeba."

Powieść ta niewątpliwie skłania do refleksji i nie pozwala o sobie zapomnieć. Na pewno dam ją moim dzieciom do przeczytania, mimo tego, że oglądali film. To piękna, pełna ciepła i humoru opowieść  przywracająca wiarę w drugiego człowieka. Pamiętajcie… każdy z nas jest wyjątkowy, nieważne jak wygląda, gdzie mieszka i ile ma na koncie… każdy z nas jest cudem. 

"Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat."

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros.

Cud na Piątej Alei - Sarah Morgan

Pewnie już nie raz pisałam, że bardzo lubię twórczość Sarah Morgan, ale co mi tam napiszę to jeszcze raz. BARDZO LUBIĘ TWÓRCZOŚĆ SARAH MORGAN ;) „Cud na Piątej Alei” to trzeci tom cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Poprzednie tomy przypadły mi do gustu, a jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Eve to nieuleczalna romantyczka i wieczna optymistka, która patrzy na życie przez różowe okulary. Gdy umiera jej babcia, kobieta zdaje sobie sprawę, że nie ma już żadnej bliskiej rodziny i czuje się samotna. Eve chce znaleźć prawdziwą miłość tak jak jej przyjaciółki, które są szczęśliwie zakochane. Na domiar złego nadchodzi Boże Narodzenie, które jest trudnym czasem dla osób samotnych. Eve postanawia napisać list do Świętego Mikołaja, w którym prosi go o romans. Kobieta przekonuje się, że czasami trzeba uważać, o co się prosi… Zbieg okoliczności sprawia, że śnieżyca nad Nowym Jorkiem więzi ją w mieszkaniu z cynicznym autorem kryminałów, których nie cierpi. Co może wyniknąć ze spotkania dwóch tak różnych osobowości? O tym przekonajcie się sami.

Sarah Morgan kolejny raz mnie nie zawiodła, choć przyznam szczerze, że początek książki był dla mnie mało ciekawy. Na całe szczęście im dalej tym było lepiej, więc ogólnie jestem bardzo usatysfakcjonowana. Jak to zwykle w takich książkach bywa, fabuła nie jest zbyt skomplikowana ani odkrywcza, ale została napisana tak, by zaciekawić czytelnika. Lubię, gdy w książkach pojawia się motyw, w którym bohaterowie są razem gdzieś uwięzieni i tutaj dostałam tego namiastkę.

Najciekawszą postacią był dla mnie Lucas, pisarz kryminałów cierpiący na stały brak weny, dopiero spotkanie z Eve ją w nim obudziło. Oczywiście kobieta stała się dla niego kimś więcej i bardzo fajnie obserwowało mi się o rodzące się pomiędzy nimi uczucie. Jeżeli chodzi o Eve to momentami mnie irytowała, była zbyt ufna i płaczliwa. Sama taka nie jestem i nawet w życiu realnym takie cechy denerwują mnie u ludzi. Mimo tych wad i irytacji, w które mnie wpędzała i tak ją polubiłam i kibicowałam jej w drodze do szczęścia.

„Cud na Piątej Alei” to bardzo fajna komedia romantyczna, przy której miło można spędzić czas. Mogłabym nawet napisać, że to taka współczesna opowieść o Kopciuszku, który nagle trafił na swojego księcia. Oczywiście na zabraknie w niej bohaterów z poprzednich części, bo dziewczyny to takie przyjaciółki aż do śmierci. Ja mimo małych zgrzytów świetnie spędziłam przy niej czas, więc mogę ją Wam tylko polecić. Mam nadzieję, że i Wam spodoba się historia romantycznej Eve i cynicznego Lucasa.

Na sam koniec przyczepię się do jednej rzeczy, mianowicie do okładki, która w ogóle nie współgra z treścią. Święta, zamieć śnieżna, a na okładce wiosna. Strasznie mnie to uwierało podczas czytania i do tej pory mi nie przeszło. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

wtorek, 13 lutego 2018

The Perfect Game #2. Zmiana - J. Sterling (PATRONAT MEDIALNY RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)




„Jeśli przegapia się miłość, przegapia się życie.”

„Jack pojawił się u mnie w nocy, po sześciu miesiącach braku kontaktu. Trzymał dwanaście czerwonych róż. Powiedział, że jest mu przykro, że mnie kocha i chce wszystko naprawić. Cała moja złość o jego planowane małżeństwo i udawaną ciążę z Chrystle, postanowienie, że nie chcę więcej widzieć tego faceta, ulotniły się na sam jego widok. Zapragnęłam zaprosić Jacka z powrotem do swojego życia, ale musiałam wiedzieć jedno – że tym razem zostanie ze mną na zawsze.” 

Po zakończeniu „Rozgrywki” byłam święcie przekonana, że to już koniec i nie ma więcej żadnych tomów. Na całe szczęście się pomyliłam, bo okazało się, że autorka na prośbę fanów napisała kolejną część. Ja jestem z tego zadowolona, ale wiem, że niektórzy twierdzą, że jest to część napisana na siłę. Nie zgodzę się z tym, bo w tym tomie autorka bardzo dużo nam wyjaśniła i uzupełniła istotne luki z tomu pierwszego. Książka zaczyna się w momencie, w którym Jack kolejny raz pojawił się w życiu Cassie i w pierwszej kolejności dowiadujemy się co się z nim działo przez ostatnie sześć miesięcy, jak tęsknił oraz w jaki sposób starał się unieważnić swoje małżeństwo, by z czystą kartą wrócić do ukochanej. Pomiędzy wspomnieniami obserwujemy, jak ich związek rozkwitał na nowo i widzimy kolejne przeszkody, jakie los rzucał im pod nogi. Bo choć Jack to teraz zupełnie inny człowiek, to nie miał wpływu na wiele spraw i nie zawsze mógł chronić Cassie. Jack dostał się NY Mets, a jego życie stało się pożywką dla tabloidów i szukających sensacji paparazzi, na każdym kroku był obserwowany, a co za tym idzie także i Cassie. Kobieta nie mogła sobie z tym poradzić, a gwoździem do trumny okazało się pojawienie byłej żony Jacka. Czy ich związek przetrwał? Czy poradzili sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

„Zmiana” to powieść, która na pewno jest bardziej dojrzała niż „Rozgrywka”, przede wszystkim za sprawą głównych bohaterów, którzy dojrzeli do pewnych decyzji i postanowili na nowo sobie zaufać i zbudować trwały i pewny związek. Największa zmiana zaszła w Jacku, który dla Cassie był w stanie zrobić naprawdę wiele. To ona była kobietą jego życia, dla której był nawet gotów zrezygnować z własnych marzeń. Jeżeli chodzi o Cassie, to dziewczyna, która mimo tego, że miała u swojego boku miłość życia, nie potrafiła się odnaleźć w jego świecie. Ciągle śledziła portale plotkarskie i przejmowała się każdą niepochlebną opinią na swój temat. Nie raz było mi jej szkoda, bo każdy z nas wie, jak okrutni potrafią być ludzie w internecie. Oczywiście w książce nie mogło zabraknąć brata Jacka i przyjaciółki Cassie, pomiędzy którymi także zrobiło się gorąco, ale to już chyba temat na inną książkę.

Książka napisana jest lekko i z ogromną przyjemnością płynie się przez jej karty. To idealna powieść na długie zimowe wieczory, która opowiada o prawdziwej miłości, która potrafi znieść wiele, która uskrzydla i dodaje siły. To także opowieść o nowym niełatwym początku, o przyjaźni, która jest równie ważna, jak miłość, o zaufaniu oraz walce z przeciwnościami losu. Wszystko to zostało okraszone ogromną dawką namiętności i pożądania, które nie raz doprowadzało moją krew do wrzenia. W książce dużo się dzieje, jest wiele zawirowań i kilka dramatów. We mnie historia tej dwójki bohaterów wywołała wiele emocji i nie potrafiłam odłożyć jej na półkę. Mam nadzieję, że z Wami będzie podobnie.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Premiera 15.02.2018

Na dnie duszy - Anna Sakowicz (PRZEDPREMIEROWO, PATRONAT MEDIALNY)

W końcu i moje ukochane miasto rodzinne Stargard doczekało się swojego piewcy, a właściwie piewczyni w osobie stargardzianki Ani Sakowicz. W swojej najnowszej powieści „Na dnie duszy” autorka umieściła akcję fabuły w dużej mierze w Stargardzie, przybliżając wygląd miasta, ale również zabierając nas w sentymentalną podróż po Stargardzie sprzed 30 i 40 lat.
Nasz blog ma przyjemność jako jedyny obejmować książkę patronatem medialnym, choć łatwo nie było go zdobyć, ale tym większa satysfakcja z jego posiadania.

„Rozalia, Donata i Inga.

Trzy pokolenia kobiet żyjących w różnych czasach. Mają swoje rodziny, domy, codzienność. Każda z nich ma też swoje emocje, pragnienia, radości… Kiedy ich marzenia zderzają się z rzeczywistością, myślą, że tak musi być, że takie jest życie, że jest to, co jest.

Jednak z biegiem lat zauważają, że jest o wiele więcej. To, co naprawdę ważne, jest głęboko ukryte na dnie każdej duszy… Często zostaje tam na zawsze. A czasem trzeba je znaleźć i wydobyć za wszelką cenę i ze wszystkich sił. Nieważne bowiem, ile błędów popełniliśmy, ale że wciąż chcemy je naprawiać.

Pozornie zwyczajna historia, jakich wiele, a jednocześnie pełna niespodziewanych zwrotów akcji, dawnych tajemnic i zaskakujących wyborów.

Ta intrygująca opowieść pochłonie cię bez reszty i zadziwi niejeden raz! Bo dla każdego ta sama przeszłość wygląda inaczej… „

No i w końcu nadszedł ten dzień! Dzień, w którym mogę powiedzieć, że piszą o mnie w książkach!!! Czas umierać! :D Oczywiście to żart grubymi nićmi szyty, ale w jakimś stopniu między innymi moja skromna osoba, zainspirowała autorkę do umieszczenia w książce kilku wpisów.
Zapewne nie jest już żadną tajemnicą, że znamy się z Anią od najmłodszych lat. Wychowałyśmy się na tym samym osiedlu, w tym samym bloku, na jednym piętrze dosłownie drzwi w drzwi po sąsiedzku.:) Dzielimy wiele cudownych wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to nasze podwórko (ale nie tylko) stawało się areną dla naszych dziecięcych fantazji tych zwyczajnych, jak i tych, które przyprawiały naszych rodziców o bezsenne noce :)

„Inicjacja nastąpiła tuż za blokami, na poligonie wojskowym. Ktoś wyciągnął paczkę papierosów. Zaśmiali się, że teraz czas na sporty, bo sport to samo zdrowie. Jeden papieros odpalony przez dziewczynę o krótkich jasnych włosach w koszulce w paski wędrował z ust do ust. Co chwilę rozlegało się kaszlnięcie, ale najważniejsze, że za papierosem szła torebka z cukierkami. Czekoladopodobny wyrób o lekko miętowym zapachu smakował wtedy najlepiej na świecie. Każdy chciał zagryźć nikotynę. Od tego dnia Inga i Paweł zostali członkami osiedlowej bandy składającej się z czterech dziewczyn i dwóch chłopaków w różnym wieku – od siedmiu do dwunastu lat.”

Śmiem twierdzić, że ta „dziewczyna o krótkich jasnych włosach” to mogłam być ja, a nasza „banda podwórkowa” to były właśnie cztery dziewczyny i dwóch chłopaków. Jak widać, tworząc fabułę do tej książki, Ania miała sprawę ułatwioną, wystarczyło sięgnąć pamięcią wstecz do czasów dzieciństwa i przelać wspomnienia na papier. ;)
I choć okres naszego dzieciństwa przypada na siermiężne lata PRL-u to gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym niczego ani jednego dnia, ani nawet jednej godziny. To był świetny czas i cieszę się, że dzieliłam go z kimś takim jak Ania Sakowicz. Ehh marzy mi się wehikuł czasu….

Pomijając Stargard i moje koligacje z autorką oraz fakt, że w związku z tym bardzo trudno być obiektywnym, rzetelnie i uczciwie chcę przyznać, że Ania stworzyła naprawdę świetną historię. Książka różni się od tego, co do tej pory wyszło spod pióra autorki, ale napisana jest w takim samym charakterystycznym dla niej stylu. Niebanalna historia rodzinna opowiadana przez babkę jej córkę i wnuczkę. Historia, w której seniorka rodziny, na swój pokrętny sposób, poprzez uknutą przez siebie intrygę, próbuje przekazać rodzinie, aby nie zapomnieli o tym, co jest w życiu najważniejsze.
Anna Sakowicz stworzyła nietuzinkowych, pełnokrwistych bohaterów, którzy potrafią wywołać najprzeróżniejsze emocje, nie pomijając tych najbardziej skrajnych. Od wzruszenia, przez zażenowanie, aż po najprawdziwszą złość.

„Na dnie duszy” to bardzo mądra książka mówiąca przede wszystkim o wybaczaniu. O tym, jak ważne jest rozliczenie się z przeszłością po to, aby żyć w zgodzie z samym sobą. Opowiada również o tym, jak daleko idące konsekwencje ma to, w jakich relacjach rodzinnych byliśmy wychowywani. Pokazuje jak czasy i kultura, w jakiej dorastaliśmy, niejednokrotnie definiuje nas samych i to jakimi zostajemy rodzicami.

Ta książka nie pozostawi Was obojętnych, ale również sprawi, że zaczniecie zadawać sobie pytania. Pytania, na które odpowiedzi musicie szukać na dnie własnej duszy…

"Kiedyś czytała wiersz Ericha Frieda Co jest. Pamiętała
go doskonale. Można się bać, podawać wszystko
w wątpliwość, twierdzić, że to bez sensu, ale miłość
zawsze uparcie i niezmiennie powtórzy, że „jest, co
jest”. I może właśnie o to chodzi, by doceniać to, co się
ma, a nie szukać dziury w całym? Gdyby mogła, powiedziałaby
to babce. Jest, co jest, i trzeba się z tego
cieszyć!"

Polecam gorąco! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Edipresse Książki.