Morderstwo przy Rue Dumas - M.L. Longworth

Morderstwo przy Rue Dumas - M.L. Longworth

„Kiedy dziekan Wydziału Teologii na Uniwersytecie w Aix zostaje znaleziony martwy, sędzia Verlaque nie może wyjść ze zdumienia. Profesor Moutte miał właśnie ogłosić nazwisko zdobywcy prestiżowego stypendium, a także mianować swojego następcę, który zamieszka w budzącym powszechne pożądanie apartamencie w siedemnastowiecznej rezydencji. Na długiej liście podejrzanych znaleźli się potencjalni beneficjenci stypendium i inne osoby bliskie profesorowi, jednak Verlaque wątpi, że ktokolwiek spośród gorliwych studentów lub ich zdesperowanych nauczycieli jest zdolny do morderstwa. Musi więc kopać głębiej. Z pomocą Marine oraz jej dzielnej matki Verlaque odkrywa świat, który jest bardziej skomplikowany niż polityka uniwersytetu.”

„Morderstwo przy Rue Dumas” to drugi tom porywającej serii „Verlaque i Bonnet na tropie“. Pierwszego tomu nie czytałam, a szkoda, bo choć mamy tutaj do czynienia z nową intrygującą zagadką kryminalną, to jednak wątki bohaterów toczą się dalej. Na całe szczęście nie przeszkodziło mi to w czytaniu, ale jeżeli będziecie mieć ochotę na ten tytuł, to zachęcam Was jednak do sięgnięcia najpierw po Śmierć w Chateau Bremon, czyli pierwszy tom ten serii.

Fabuła książki została bardzo ciekawie poprowadzona i wciąga już od pierwszej strony. Osobiście bardzo lubię kryminały, a autorce udało się trafić w mój gust do tego stopnia, że książkę pochłonęłam zaledwie w dwie godziny. Fabuła książki nie opiera się tylko na fajnie skonstruowanej zagadce kryminalnej, bo autorka przemyciła do powieści także wiele opisów pięknych widoków oraz smacznego jedzenia, którego na marginesie okropnie w ostatnich miesiącach mi brakuje. Dzięki tym wspaniałym opisom z chęcią wybrałabym się na wycieczkę do Francji, by na własne oczy ujrzeć te piękne miejsca. Mimo sporej dawki opisów akcja książki jest dość dynamiczna, historia nie nudzi, tylko wręcz przeciwnie wciąga w głąb fabuły. Poza tym autorce udało się dość sprawnie wodzić mnie za nos, dzięki temu zakończenie okazało się dla mnie totalnym zaskoczeniem. Na pewno pokuszę się na kolejny tom, by lepiej poznać bohaterów i zatracić się  kolejnej kryminalnej zagadce.

Uważam, że jest to książka, którą warto przeczytać, bo ja świetnie spędziłam przy niej czas. Może dzięki niej spędzicie wakacje w Prowansji...


Bang - E.K. Blair (PATRONAT MEDIALNY)

Bang - E.K. Blair (PATRONAT MEDIALNY)

„Mówią, że ten, kto mści się na drugiej osobie, traci część swojej niewinności. 
Ale ja nie jestem niewinna. 
Już od dawna. 
Zostałam okradziona z niewinności. Odebrano mi los, który był mi pisany. Duszę, z którą przyszłam na świat. Rubinowe serce osadzone w życiu pełnym nadziei i marzeń.
To wszystko odeszło.
Przepadło.
Nigdy nawet nie miałam wyboru. 
Opłakuję tamto życie. Rozpaczam nad każdym „co by było, gdyby...”. 
Ale z tym już koniec. 
Jestem gotowa odebrać to, co zawsze mi się należało.
Jednak każdy plan ma jakiś słaby punkt. Czasem jest nim serce.”

„Bang” to jedna z takich książek, którą pokochacie lub znienawidzicie. Ja podczas czytania nie wiedziałam, czy mam czytać dalej, czy może lepiej, gdybym rozszarpała książkę na drobne strzępy, by więcej do niej nie powrócić. Autorka zawarła w niej tak dużo emocjonujących rzeczy, że momentami czułam się nimi dość silnie przytłoczona. Ta książka jest niczym emocjonalne tornado, które w zawrotnym tempie przetacza się przez czytelnika i nie ma chwili na oddech, bo cały czas jesteśmy bombardowani nowymi informacjami i atakowani nieoczekiwanymi zwrotami akcji. W książce cholernie dużo się dzieje, ze strony na stronę robi się coraz mroczniej, pojawia się coraz więcej tajemnic i sekretów. To historia pełna mroku, która szokuje czytelnika na każdej stronie. Zdecydowanie jest to książka unikatowa i nietuzinkowa. To dobre połączenie thrillera psychologicznego, dark erotyka i znajdziemy tutaj również szczyptę prawdziwego romansu… Dużo tego wszystkiego, ale uważam, że autorce udało się, zgrabnie to wszystko połączyć i stworzyło to fajną wciągającą całość.

Nie napiszę Wam nic o fabule książki, bo cokolwiek bym napisała, byłby to spoiler, a po co mam psuć Wam przyjemność z czytania. To dziwna, pogmatwana książka, która swoją popieprzoną fabułą uwiedzie niejednego czytelnika. Na pewno nie jest ona przewidywalna, bo nawet ja stary książkowy wyjadacz nie przewidziałam wszystkich ruchów głównej bohaterki. Zakończenie wprowadziło mnie w stan totalnego osłupienia i niecierpliwie czekam na kolejną część, by znów trafić do mrocznego świata Elizabeth…

Nie będę rozpisywać się o bohaterach, napiszę tylko krótko o Elizabeth. To bohaterka, której w pewnym sensie współczułam, ale nie potrafiłam zrozumieć jej chęci zemsty. Oczy cały czas przesłaniała jej nienawiść, która do tego stopnia ją zaślepiła, że nie myślała racjonalnie, a jej decyzje były tragiczne w skutkach. Dopiero gdy dojrzała prawdę i zrozumiała wiele rzeczy, spojrzałam na nią przychylniejszym okiem. Męską część bohaterów przemilczę, ale zapewniam Was, że każdy z trójki panów dostarczy Wam wielu emocji.

„Bang” to książka, która szokuje, wprawia w osłupienie i na pewno dostarcza wielu mocnych wrażeń. Spodoba się osobom, które mają dosyć mdłych romansów z cukierkowatymi bohaterami. Skoki adrenaliny gwarantowane.

Czy zemsta naprawdę ma słodki smak? Przekonajcie się o tym, czytając „Bang”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe.

Sylwia

Przeklęci Święci - Maggie Stiefvater

Przeklęci Święci - Maggie Stiefvater

„Olbrzym, pastor z głową kojota, mężczyzna porośnięty mchem i kobieta, na którą zawsze pada deszcz – wszyscy przybyli do sennego i tajemniczego miasteczka Bicho Raro w oczekiwaniu na cud. Zamieszkuje je rodzina Soria, wśród której od wieków rodzą się święci, a pątnicy zmierzają do nich z najdalszych zakątków kraju. 
Beatriz, Joaquin i Daniel są kuzynami i postanawiają zawalczyć o swoją przyszłość. Chcą zmierzyć się z rodzinną legendą oraz przekleństwem. Pozornie niedostępna i zimna Beatriz uważa, że nie dotyczą jej porywy serca. Joaquin jako tajemniczy Diablo, Diablo oddaje się pasji prowadzenia nielegalnej rozgłośni radiowej. Daniel – mianowany przez rodzinę świętym z Bicho Raro – zdaje się czynić cuda dla wszystkich poza sobą. 
Nad pustynne Kolorado nadciąga mrok, który można pokonać tylko wtedy, jeśli ma się odwagę spojrzeć w głąb siebie i zmierzyć się z własnymi uczuciami. Jak cuda odmieniają los pątników, tak los rodziny Soria odmieni się wraz z przybyciem do miasteczka Pete'a Wyatta i historią pewnej miłości.”

Maggie Stiefvater podbiła moje czytelnicze serce serią Wilkołaki z Mercy Fall. Od tamtej pory czytam wszystko, co wychodzi spod jej pióra i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Z ogromną ciekawością zabrałam się za jej najnowszą powieść, która ukazała się na naszym rynku wydawniczym. Każdy, kto zna jej twórczość, wie, że to autorka, która ma specyficzny styl, a niektóre z jej książek są dość dziwne, inne i niekiedy trudno jednoznacznie je ocenić, a „Przeklęci Święci” to właśnie jedna z takich powieści. To także jedna z takich książek, którą czytałam na raty, czytałam po kilkadziesiąt stron dziennie, bo więcej nie dawałam rady, tylko nie zrozumcie mnie źle, książka mnie nie nudziła, bo ona ma taki swój leniwy urok i brak w niej jakiejś oszałamiającej akcji. Nie oczekujcie, że znajdziecie w niej wybuchające fajerwerki, bo akcja w ogóle nie jest dynamiczna, ona toczy się leniwie swoim własnym tempem. W ogóle uważam, że w tej książce to nie akcja jest najważniejsze, ją trzeba czytać bardzo uważnie, nie raz czytając między wierszami, skupiając się na cudach i na pewno trochę na wierze. Autorka w piękny sposób uświadamia czytelnikowi, jakie skutki może przynieść brak wiary w siebie i pokazuje, że zawsze bez względu na wszystko należy walczyć z mrokiem oraz należy walczyć o swoją godność i o siebie.

„Jednak wszyscy mamy w sobie mrok. Rzecz w tym, ile zdołamy pomieścić w sobie światła.” 

Książka napisana jest dość chaotycznie, więc naprawdę podczas czytania potrzebne jest duże skupienie i przerwy, by przetrawić i poukładać sobie w głowie to, co zostało przeczytane. Zdecydowanie jest to oryginalna powieść, która fascynuje magicznym światem i historią bohaterów. Rozumiem, że nie każdemu musi się spodobać, bo każdy odbierze ją zupełnie inaczej. Jednak na mnie wywarła ona duże wrażenie i skłoniła do wielu refleksji nad życiem moim i otaczających mnie ludzi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros.
Wszystko przed nami - Samantha Young

Wszystko przed nami - Samantha Young

„W pogoni za marzeniami, pełna nadziei i wiary w słuszność swojego wyboru, Nora O’Brien przenosi się z Indiany do Szkocji. Doznaje jednak rozczarowania i po trzech bezowocnych latach spędzonych w nowym kraju czuje tylko żal i poczucie winy.

Dopóki w jej życiu nie pojawia się seksowny Szkot, Aidan Lennox.

Kilka lat starszy obyty w świecie producent muzyczny i kompozytor, wydaje się zupełnie nie pasować do Nory. Tymczasem wbrew pozorom odnajdują w sobie iskrę, której im brakowało. Łączy ich wspólny śmiech i namiętność, dające im siłę do dalszych zmagań z życiem, mimo bolesnych doświadczeń z przeszłości.

Niestety, kiedy życie wymierza Aidanowi kolejny cios, ten nie szuka wsparcia u Nory, ale znika z jej życia. Kolejna bolesna strata budzi w Norze ukryte siły. Gniew i ból popychają ja naprzód, pomagają odzyskać kontrolę nad życiem i śmiało podążyć za marzeniami.

Studia, występy na scenie teatralnej – wszystko układa się według jej zamierzeń. Koncentruje się na swoich celach, starannie unikając emocjonalnych zawirowań.

Nie jest to jednak łatwe. Zwłaszcza że znów pojawia się Aidan i z niewiadomych powodów żywi do niej głęboką niechęć, a nawet wypowiada jej wojnę.”

Samantha Young to autorka, którą zna na pewno większość z Was. Ja zawsze z ogromną przyjemnością zabierałam się za lekturę jej książek i w sumie nigdy się nie rozczarowałam. Więc kiedy jakiś czasu temu w moje ręce wpadła jej powieść „Wszystko przed nami”, byłam przekonana, że i tym razem dostanę książkę, która powali mnie na kolana i dostarczy wielu emocji. Niestety rzeczywistość okazała się zupełnie inna, bo książka mnie niestety rozczarowała. To pierwsza książka Young, która się mnie nie spodobała, bo choć autorka tak jak zawsze porusza trudne tematy, to według mnie cała ta historia była zbyt grubymi nićmi szyta i wyszła z tego niestety zbyt ckliwa opowiastka, która w ogóle nie trafiła do mojego czytelniczego serca. Nie ukrywam, że pomysł na fabułę był fajny, ale coś poszło nie tak i po prostu czytając tę książkę, miałam wrażenie jakby napisał ją ktoś inny, a nie jedna z moich ulubionych autorek. Jej książki zawsze czytałam na jednym wdechu, a tym razem męczyłam się prawie tydzień i z bólem serca muszę napisać, że nie mogłam przebrnąć przez tę historię.

Ogromne zastrzeżenia mam do kreacji bohaterów, według mnie autorka strasznie ich przerysowała, przez co stali się mało naturalni. Zachowanie Nory doprowadzało mnie chwilami do nerwicy i nie raz miałam ochotę nią potrząsnąć. Ja naprawdę rozumiałam, że dziewczyna nie miała lekko, że podjęła kilka złych decyzji, ale przepraszam, to nie był powód do tego, by cały czas użalać  i litować się nad sobą. Dziewczyna karała się, jakby popełniła nie wiadomo, jakie grzechy, a przecież każdy z nas jest człowiekiem, który popełnia błędy. Jeżeli chodzi o Aidana to z nim też miałam problem, bo choć irytował mnie dużo mniej niż Nora, to też brakowało mi w nim naturalności i jego wszelkie zachowania były zbyt przerysowane. Uważam, że najlepiej poradziła sobie autorka z postaciami drugoplanowymi, które były najbardziej prawdziwe w tej książce.

Wszystko przed nami to powieść nie przypadła mi do gustu, ale musicie pamiętać, że to tylko moja subiektywna opinia. Jestem przekonana, że niejednemu z Was książka się spodoba, tym bardziej że ma prawie same dobre oceny. Do mnie niestety autorka nie trafiła tą historią i oczekuję po jej książkach czegoś zdecydowanie lepszego.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki. 

Sylwia
Misja Wywiad z Moniką Joanną Cieluch

Misja Wywiad z Moniką Joanną Cieluch


Dziś zapraszamy Was na kolejną Misję Wywiad. Na pytania odpowiedziała Monika Joanna Cieluch, autorka wyjątkowego debiutu pt. Miłość szeptem mówiona. Egzemplarz tej powieści powędruje do Edyty Chmury, która według autorki zadała najciekawsze pytanie. 

"Miłość szeptem mówiona". Skąd taki tytuł? Czy o miłości nie powinno mówić głośno i z radością? A może gdy już człowiek w nią zwątpi boi się właśnie głośno o niej mówić? Co Pani sądzi na ten temat?
Zgadzam się. Miłość jest majestatyczna i z pewnością zasługuję, by Sudety mówiły o niej głośno i z radością - jak pięknie Pani zauważyła. Ale co w przypadku, gdy jest zakazana? Gdy zamiast dodawać skrzydeł, to je podcina? Czy można wysławiać miłość, która swoim istnieniem rani osoby trzecie? I czy wówczas, to wyjątkowe uczucie , pełne magii, nie traci swojego uroku?  
Gdyby się tak głębiej zastanowić, to dochodzi się do wniosku, że nie ma łatwej odpowiedzi na to pytanie. I właśnie dlatego tytuł brzmi " Miłość szeptem mówiona" W mojej powieści bohaterowie nie mieli lekko. Tak naprawdę żaden z nich nie dostąpił miłości w tej najczystszej i najbardziej wyjątkowej postaci. Nikt nie mógł głośno jej sławić. Mogli, co najwyżej, cichutko ją sobie szeptać...


Czy myślała Pani o napisaniu kiedyś innego gatunku książki? Jeśli tak, to jaki?
Oczywiście. Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie myśl, by spróbować napisać kryminał. Problem tkwi nie tyle w braku odwagi, czy wiary w swoje umiejętności, bardziej na przeszkodzie stoi brak możliwości zaczerpnięcia informacji w instytucji policji i sądu. Kto wie, może kiedyś się uda...
Czy w książce zamknęła Pani swoje wspomnienia, by uchronić je przed upływającym czasem i zapomnieniem?
Niektóre tak. Nie są to oczywiście główne wątki historii, ale gdzieś pomiędzy jej wersami skrywają się moje wspomnienia z dzieciństwa, chociażby takie, jak odcięcie obcasa z kaloszy Nowaka, który następnie służył Tomkowi, Wiktorowi i Majce za krążek do hokeja. 
Z rzeczy dla mnie bardziej istotnych, które chciałam zachować zarówno w treści powieści, jak i w swojej pamięci, to zapach i smak polskiej wsi za którą się tęskni i którą docenia się tylko wówczas, gdy los zmusi nas do emigracji i życia poza granicami kraju. Stąd postać Zosi i jej szacunek do ojczyzny jak i jej historii

1. Czy mile wspomina Pani swoją pierwszą, dziecięcą miłość?

1 Może wydać się to śmieszne, ale zupełnie jej nie pamiętam. Z natury byłam tak kochliwym przedszkolakiem, że mój obiekt zauroczenia zmieniał się z każdym dniem. 

2. Co jest najtrudniejsze w pisaniu książki? Zacząć czy zakończyć? A może  rozbudować fabułę?

2 Mnie osobiście największą trudność sprawia nie tyle sama fabuła, co podążanie za jej założeniami. Rozpoczynając  pracę nad nową historią na ogół znam początek i koniec, ale wszystko to, co wydarzy się po drodze, często zaskakuje nawet mnie samą.

1. Czy jest jakiś temat, którego Pani nie poruszyłaby nigdy w swoich kolejnych książkach?
2. Komu pierwszemu dała Pani do przeczytania swoją książkę?

1 Nie ma takiego tematu. Jeśli w głowie pisarza zrodzi się historia, która natrętnie męczy go dniami i nocami, to chociażby starał się wyrzucić ją z umysłu i tak poniesie porażkę. 
Natomiast inną kwestią jest podjęcie próby napisania powieści opartej na tematyce, której autor nie czuje. Ciężko jest z satysfakcją pisać o czymś co jest nam obce lub zwyczajnie mamy mały zakres wiedzy z danego tematu. Reasumując, jeśli nie poruszyłabym jakiejś kwestii w swoich powieściach, przyczyna zapewne leżałaby w słabej znajomości tematu i braku dostępu do materiałów pozwalających ową powieść napisać.

2 Moimi pierwszymi odbiorcami byli czytelnicy portalu wattpad.com. Mieli oni okazję poznać losy Margatet i Zosi już trzy lata temu, skrywane pod tytułem " One time kozie death"
Czy skrywa Pani jakąś tajemnicę, której nie chciałaby wyjawić za żadne skarby świata?
Długo myślałam nad tym pytaniem i doszłam do wniosku, że udzielenie odpowiedzi nie jest łatwe, ponieważ każdy z nas, gdzieś na dnie serca, w najgłębszych zakamarkach duszy skrywa swoje tajemnice. I nie muszą to być sprawy dużego kalibru, ale rzeczy drobne i przypisane tylko nam. Ciche wyznania, czułe słowa, dręczące nas myśli, obawy i plany, często wspomnienia...Są one dla nas tak ważne, że aż wyjątkowe...Z czasem stały się naszymi tajemnicami, którymi nie chcemy się dzielić by np nie zapeszyć, by nie pozwolić dać się okraść z ich wyjątkowości, by nie doświadczyć ingerowania w nie osób trzecich. Patrząc na to pytanie w taki oto sposób, śmiało mogę napisać: Tak, mam tajemnice, których nie chciałabym wyjawić za żadne skarby świata.
1. Czy marzy Pani o adaptacji filmowej, którejś z książek. Może jest już jakaś propozycja?

2. Czy myśli Pani, że kiedyś się uda wkroczyć na rynek zagraniczny i Pani książki będą tłumaczone na inne języki?

Póki co, nie otrzymałam propozycji adaptacji swojej powieści, ale jeśli mogłabym się rozmarzyć i dopuścić do siebie myśl o ewentualnej ekranizacji losów moich bohaterów, zgodziłabym się na pewno. Bez wątpienia byłaby to kolejna przygoda życia, tylko....Biedny ten, który podjąłby się tego zadania. Nie miałby ze mną lekko, zapewne zbyt upierdliwie czepiałabym się najmniejszych szczegółów.

2 Nie sądzę, żeby któraś z moich powieści wkroczyła na zagraniczny rynek, a już tym bardziej został przełożona na inne języki.


Czy bardziej ceni Pani spotkania z czytelnikami np. w klubach lub bibliotekach czy częsty kontakt z fanami na fp i blogach? Czy kiedyś ktoś  z grona znajomych lub z członków rodziny rozpoznał siebie w postaci z Pani książki?
Myślę, że  dla autora każde spotkanie z czytelnikiem jest ważne, bez względu na to, w jaki sposób się ono odbywa. Mieszkając na stałe poza granicami kraju kontakt z czytelnikami jest znacznie utrudniony. Wówczas tak naprawdę w przewadze ogranicza się on do kontaktu za pomocą mediów społecznościowych, co w rzeczy samej jest błogosławieństwem.
Na chwilę obecną nikt z bliskich mi osób nie znalazł swojego odbicia w mojej powieści, co w gruncie rzeczy jest zabawne, gdyż kreując niektórych bohaterów nadawałam im cechy, które posiadają moi bliscy. Jako ciekawostkę dodam, że większość imion bohaterów przewija się także w mojej rodzinie.
1. Margaret wstydzi się polskich korzeni. Opinie o Polakach są ogólnie mało korzystne, nawet my sami nie potrafimy być patriotami (generalizuję, ale tak chyba w większości przypadków po prostu jest). Czy Pani cieszy się, że jest Polką czy jednak widzi więcej wad w naszym narodzie?
2. Gdyby w swojej rodzinie natrafiła Pani na tajemnicę sprzed lat, nie wiedząc, jak poważne konsekwencje może przynieść jej ujawnienie, drążyłaby Pani temat, aż prawda ujrzałaby światło dzienne czy zostawiłaby Pani tajemnicę w spokoju?

1 Mieszkam na Wyspach już ponad trzynaście lat i chociaż może wydać się to nieprawdopodobne, odnoszę wrażenie, ze to właśnie emigracja obudziła we mnie silny patriotyzm - w myśl zasady, że trzeba coś stracić, żeby móc docenić. Jako Naród mamy piękną historię, jedną z ciekawszych w Europie i na świecie. Historię, w której Polacy wielokrotnie udowadniali swój patriotyzm i miłość do Polski. Żywię przekonanie, że gdyby los ponownie wystawił nas Polaków na próbę( mam nadzieję, że to nigdy nie nastąpi) stanęlibyśmy na wysokości zadania, będąc ponad podziałami politycznymi, za cel stawiając sobie bezpieczeństwo Ojczyzny. Jeśli zaś chodzi o postrzeganie Polaków na świecie, to z doświadczenia wiem, że ceni się nas za zawodowe profesje, zdolność do ciężkiej pracy i inteligencję. Ja osobiście cenię sobie w rodakach umiejętność zjednoczenia się w trudnych chwilach. Na zakończenie dodam, że jako matka dwójki dzieci, które urodziły się i żyją poza granicami naszego kraju, kładę ogromny nacisk na wychowanie ich w poczuciu przynależności do Polski, zawsze powtarzając, że należy szanować symbole narodowe. Pamiętajmy o naszej historii, opowiadajmy o niej dzieciom w sposób dla nich przystępny, bo " Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie "
2 Zdecydowanie drążyłabym temat. Odkrywanie tajemnic, zwłaszcza tych rodzinnych, jest bardzo ekscytujące. Jestem przekonana, że nie zasnęłabym spokojnie, dopóki nie rozwiązałabym zagadki.


Czytałam pewną recenzję, gdzie "Miłość szeptem mówiona" nazwana jest "historią przyjaźni ubranej we wszystkie odcienie miłości"... Czy przyjaźń jest dla Pani ważna? Czy uważa Pani, że przyjaciele są nam potrzebni po to, by kiwać głowami słuchając naszych słów, czy raczej po to, by uderzyć w twarz swoją bezgraniczną szczerością?
Przyjaźń to nie ciągłe głaskanie po głowie, czy też poklepywanie po plecach. W przyjaźni chodzi o szczerość i bezinteresowne wsparcie. To od przyjaciela chcesz usłyszeć : "ogarnij się i przestań beczeć, świat zna większe tragedie i jeszcze nieraz skopie ci tyłek. Popraw koronę, jutro będzie lepiej." I to magiczne zdanie wypowiadane ustami przyjaciela : dzwoń, pisz, wpadaj o każdej porze dnia i nocy.”
Tak, bardzo cenię sobie przyjaźń. Posiadanie kogoś, przed kim możemy odsłonić swoją duszę, jest jak dobijanie do bezpiecznej przystani po zakończonym rejsie na wzburzonym morzu. Czujesz się bezpieczny...

1.Czy w trakcie pisana pomaga pani słuchanie muzyki, jeżeli tak to jakiej? A może woli pani ciszę w trakcie pracy ? 2. Jaka jest Pani ulubiona rozrywka/karuzela gdy jest Pani w wesołym miasteczku?
Nigdy nie pisałam w ciszy. Miłość szeptem mówiona” zrodziła się na telefonie w przerwach w pracy, w kolejce do lekarza, w samolocie, w trakcie gotowania gdzieś pomiędzy obiadem a kolacją. Czy pomaga mi muzyka? Czasami tak. Zdarzyło mi się usłyszeć piosenkę i przy jej nutach pozwolić swoim rozważaniom na swobodne dryfowanie po bezgraniczu wyobraźni. Wątek Zosi i Piotra, zrodził się właśnie w taki sposób, na skutek piosenki Z. Wodeckiego, którego uwielbia moja mama. Gdy z głośników popłynęły słowa „ (..)czy nie stanie w nich czasami ta dziewczyna z warkoczami/tamten chłopak ze skrzypcamiwszystko przybrało wyraźnego kształtu. Stąd moje wyobrażenie Zosi, jako kobiety z białym warkoczem i Piotra, mężczyzny kochającego grę na skrzypcach.
Jeśli chodzi o wesołe miasteczko, to zupełnie szczerze przyznam, że ze wszystkich atrakcji najbardziej lubię watę cukrową. Nigdy nie przepadałam za karuzelami, owszem, czasami dam się namówić na odrobinę szaleństwa, ale tylko wówczas, gdy atrakcja nie wiruje wokół własnej osi z zawrotną prędkością.

Ona to wie - Lorena Franco

Ona to wie - Lorena Franco

„Spokojne osiedle pod Barceloną.
Ignorowana przez męża, uzależniona od alkoholu i środków uspokajających Andrea spędza całe dnie na obserwowaniu przez okno życia sąsiadów.
A zwłaszcza idealnego małżeństwa mieszkającego po drugiej stronie ulicy. Beznadziejną rutynę przerywa zniknięcie sąsiadki z naprzeciwka. Alkohol i tabletki to nie najlepsze połączenie. Andrea nie może mieć pewności, czy to, co widzi i słyszy, rzeczywiście się dzieje, czy rodzi się w jej zamroczonym umyśle. A może to wytwór fantazji niespełnionej pisarki?
Mimo to chce odkryć prawdę. Nawet wtedy, gdy sama zaczyna się czuć coraz bardziej zagrożona. Zwłaszcza wtedy.”

Gdy zaczęłam czytać tę powieść, poczułam wszechogarniające mnie deja vu, bo książek z uzależnionymi od używek podglądaczkami i ze znikającymi sąsiadami było już wiele, więc obawiałam się, że dostałam kolejną powtórkę z rozrywki. Na całe szczęście tak się nie stało, bo autorce udało się mnie zaciekawić, zaserwowała mi ciekawą zagadkę i raz dwa zostałam przeniesiona na słoneczne ulice Hiszpanii. Poza tym chyba jeszcze w żadnej książce nie spotkałam się z czymś takim, żeby każdy bohater nie był tym, za kogo się podawał. Historia bardzo mnie zaciekawiła i przeczytałam ją w dwa dni, a do chudzinek to ona nie należy, bo ma prawie 500 stron. Jednakże w moim przypadku dwa dni, to i tak długo, ale o tym napiszę więcej trochę później.

„Ona to wie” to książka, która ma swoje plusy, ale i także minusy. Najbardziej podobało mi się to, że naprawdę ciężko było domyślić się, co kto wie, bo każdy coś ukrywał i przez to każdy mógł być podejrzanym. Autorka kreacją bohaterów z premedytacją wodziła mnie za nos, mieszając w głowie do tego stopnia, że do samego końca nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nią nie jest. Jest dla mnie naprawdę dużym plusem, bo uwielbiam, gdy podczas czytania moje szare komórki muszą pracować na najwyższych obrotach i choć w tym wypadku nie udało się mi dojść prawdy, to autorka i tak zaserwowała mi wiele niezapomnianych wrażeń.

"Wszyscy nas widzą, ale mało kto wie, kim jesteśmy"

Fabuła książki jest naprawdę ciekawa, a styl autorki lekki i plastyczny. Niestety uważam, że nic by się nie stało, gdyby książka miała chociażby 150 stron mniej, gdyż moim zdaniem niektóre fragmenty były zbędne, a czytanie ich było dla mnie dużą męczarnią, bo ciągnęły się jak faki z olejem. Niemniej jednak w większości książki, akcja była dynamiczna, choć nie ukrywam, że nie pędziła na łeb na szyję, a samo zakończenie było dla mnie dużym zaskoczeniem.  I chyba właśnie to zakończenie zrekompensowało mi ciągnące się i nużące fragmenty.

Myślę, że jest to powieść, która przypadnie do gustu fanom thrillerów psychologicznych. Ja mimo kilku niedociągnięć fajnie spędziłam przy niej czas i myślę, że sięgnę po inne książki autorki, jeżeli ukażą się na naszym rynku wydawniczym. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


180 sekund - Jessica Park

180 sekund - Jessica Park

„Allison Dennis przeszła przez tak wiele rodzin zastępczych, że nauczyła się do nikogo nie przyzwyczajać. Adoptowana w wieku szesnastu lat nie wierzy w trwałość związków między ludźmi, jednak na trzecim roku college’u odkrywa, że nie może się wiecznie ukrywać.

Pewnego dnia Allison zostaje wplątana w jeden z uczelnianych eksperymentów. Nagle na oczach gapiów musi spędzić sto osiemdziesiąt sekund z chłopakiem, którego nigdy wcześniej nie widziała. Wynik doświadczenia zaskakuje zarówno ją, jak i Esbena Baylora, gwiazdę mediów społecznościowych. 

Moc eksperymentu niespodziewanie przytłacza i jednocześnie elektryzuje dwoje nieznajomych. Zachęcona przez przyjaciółkę, Allison próbuje dociec czy to, co połączyło ją z Esbenem jest prawdziwe – i czy może wreszcie uwierzyć w siebie, w innych, w miłość.”

Czy w 180 sekund można zmienić pogląd na świat? Czy w 180 sekund można się zakochać? Czy 180 sekund to wystarczający czas na zburzenie murów otaczających serce? 

„Wystarczyło sto osiemdziesiąt sekund, by w jej życiu wszystko się zmieniło”

Eksperyment społeczny, którego autorem był Esben wywrócił świat Allison do góry nogami. Dziewczyna nie zdawała sobie prawy, że zaledwie 180 sekund może tak ją odmienić i że poczuje ogromne przyciąganie do tego nieznajomego chłopaka. Przytłoczona uczuciami, o których istnieniu już dawno zapomniała, uciekła i chciała kolejny raz zaszyć się w swoim świecie, ale na całe szczęście dzięki jedynej przyjaciółce tak się nie stało… Czy dziewczyna, która prawie całe swoje życie spędziła w rodzinach zastępczych, będzie, potrafiła ponownie zaufać i kogoś pokochać? Czy odkryje swoją wartość i zrozumie, że nie wszyscy muszą zawsze ją porzucać?

Historia Allison i Esbena już na samym początku chwyciła mnie w swoje szpony i trzymała w nich już końca.  Naprawdę zatraciłam się w tej opowieści i z zapartym tchem obserwowałam poczynania bohaterów. Nie ukrywam, że książka miejscami była naiwna, miejscami dość przewidywalna, a kilka sytuacji było mało prawdopodobnych, ale naprawdę w ogóle mi to nie przeszkadzało. Autorka tą historią kupiła moje czytelnicze serce, zapewniła mi wiele wrażeń i dostarczyła ogromnej dawki emocji. Poza tym autorka poruszyła kilka tematów, które nie są mi obce, więc niejednokrotnie w moich oczach pojawiały się łzy wzruszenia. 

Bardzo spodobała się mi kreacja bohaterów i już na samym początku obdarzyłam ich sympatią. Allison to dziewczyna, która w swoim życiu przeszła wiele, od urodzenia była przenoszona z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Dopiero w wieku szesnastu lat została adoptowana i zyskała prawdziwy dom. Niestety i tak cały czas czuła się mało wartościowa i nie potrafiła otworzyć się przed Simonem, czyli tatą. Żyła w swoim własnym świecie, mając tylko jedną przyjaciółkę, którą poznała podczas pobytu w jednej z rodzin zastępczych. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy na jej drodze pojawił się Esben fantastyczny chłopak, który pragnął pomagać wszystkim dookoła. Niestety i on skrywał swoje tajemnice, które mogły zniszczyć to, co tak pięknie i prawdziwie się zaczęło. 

Styl, jakim operuje Jessica Park, jest niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze. Książka przepełniona jest emocjami, czasami odnosiłam nawet wrażenie, że to właśnie emocje są najważniejsze w tej historii i mimo tego, że mogę tę książkę nazwać trochę naiwną, to te emocje są w niej nad wyraz prawdziwe i chwytają za serce. Naprawdę autorce nie raz udało się poruszyć najczulsze pokłady mojej wrażliwości, a nie każdy autor to potrafi. Zapewniam Was, że przy tej powieści nie raz się wzruszycie, ale to taka słodko-gorzka historia o miłości, o prawdziwej przyjaźni, o zaufaniu, które jest fundamentem każdego związku, o szukaniu własnego miejsca na ziemi oraz o potrzebie bliskości, czyli czymś, czego potrzebuje każdy z nas…

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem, bo myślę, że spędzicie przy niej świetnie czas. Ja zatraciłam się w tej historii i choć według mnie książka jest trochę przekoloryzowana, to i tak można wyciągnąć z niej niejedną lekcję i spojrzeć inaczej na wiele spraw.

Polecam, bo z tak fajną literaturą kobiecą miło spędza się czas.

Sylwia
Wszystkie pory uczuć. Lato - Magdalena Majcher

Wszystkie pory uczuć. Lato - Magdalena Majcher

„To miało być najpiękniejsze lato w życiu Joasi. Sen o rodzinie, o jakiej zawsze marzyła właśnie się spełnił. Razem z Maćkiem doczekali się dziecka. Jednak Joasia nie potrafi cieszyć się macierzyństwem a zamiast spodziewanego szczęścia ogarnia ją coraz większy lęk…

Czy bliscy w porę zorientują się, że młoda matka cierpi na depresję poporodową?

Czy Joasia pozwoli sobie pomóc, zanim będzie za późno?”

Magdalena Majcher, to autorka, której książki wywołuję we mnie wiele różnorakich emocji. Każda z jej powieści jest emocjonalną petardą, bo autorka nie boi się w nich poruszać tematów trudnych i bolesnych.  Polecam cykl Wszystkie posty uczuć każdemu bez wyjątku i teraz zapraszam na recenzję ostatniego tomu pt. Lato.

„Opowieść o macierzyństwie pełnym sprzecznych emocji.”

Macierzyństwo nie jest łatwą sprawą, a depresja poporodowa dotyka co dziesiątą kobietę. Sama jestem tego dobrym przykładem, bo i mnie ona dopadła. Może nie trwała ona u mnie tak długo, jak u Joasi, czyli głównej bohaterki, ale była i już prawie doprowadziła mnie do skraju wytrzymałości. O depresji poporodowej mówi się bardzo mało, kobiety się jej wstydzą, ale także bardzo często nie wiedzą, co im jest. Czują się gorsze, czują się złymi matkami, a rodzicielstwo nie wygląda tak, jak opisywały to podręczniki. Czasami nawet najbliżsi nie dostrzegają sygnałów i bagatelizują sprawę. Moim zdaniem każda kobieta powinna wiedzieć, że depresja poporodowa nie jest powodem do wstydu i jak najszybciej szukać dla siebie pomocy, bo niestety niekiedy może ona doprowadzić do niewyobrażalnej tragedii.

Wszystkie pory uczuć to naprawdę genialna i świetnie napisana seria, ale chyba ten ostatni tom wywarł na mnie największe wrażenie i poruszył mnie do głębi. Autorka pokłoniła się przed problem, który dotyka wielu kobiet i opisała go niesamowicie realistycznie. Czytając czułam wszystko to, co Joasia i łączyłam się z nią w jej chwilach zwątpienia i słabości. Według mnie sztuką jest pisać tak, by każdym słowem trafiać do serca czytelnika, a Magdalenie Majcher się to udało. Książka jest niezwykle prawdziwa, to po prostu samo życie, które nie zawsze maluje się w różowych kolorach, bardzo często przybiera odcienie szarości, które na całe szczęście prawie zawsze można rozgonić.

„Lato” to powieść, w którą włożono ogrom pracy i czuć to już od pierwszej strony. Język, którym została napisana, jest lekki i mimo poruszanego tematu niezwykle przyjemny w odbiorze. Znajdziecie w niej także szczyptę humoru, który bardzo fajnie wpływa na lekturę i dzięki niemu, choć na chwilę odsuwamy się od trudnych problemów bohaterki. Według mnie to najlepsza część tej serii, która wielokrotnie mnie wzruszyła i przywołała wiele wspomnień z mojego macierzyństwa. 

Kochane pamiętajcie, że nie ma matek idealnych, każda z nas rodząc ukochane dziecko, tak naprawdę nie wie nic i uczy się wszystkiego na własnych błędach. Nie przejmujcie się, gdy coś wam nie wychodzi, pozwólcie sobie na chwile słabości, wypłaczcie się, kiedy tego potrzebujecie i nie bójcie się prosić o pomoc. Macierzyństwo jest pełne wyzwań i wyrzeczeń, wie o tym każda matka i powinna o tym wiedzieć każda przyszła mama…

Gorąco polecam Wam tę powieść i niecierpliwie czekam na kolejne książki autorki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

Sylwia
Wszystko, czego pragnę - J. Daniels

Wszystko, czego pragnę - J. Daniels

„Luke Evans to łamacz kobiecych serc.
Nie chciałam dawać mu mojego. Nie, skoro nie chciał się zaangażować. Dał mi tyle, dokładnie tyle, ile potrzebowałam, żeby się w nim zakochać. Powtarzam to sobie, by przekonać o tym samą siebie. Ale przecież znam prawdę.
Zakochałabym się w nim nawet na odległość.
Podarowanie Luke'owi mojego serca było najłatwiejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek uczyniłam. Naiwnie pragnęłam więcej z nadzieją, że on chce tego samego co ja. Próbuję go nienawidzić. Próbuję o nim zapomnieć. Ale to wcale nie jest takie proste. Miłość to bezwzględna suka, a ja jestem jej najnowszą ofiarą.
Tessa Kelly to modliszka.
Gdy na ciebie spojrzy, nie tylko zjada twoje serce, lecz także duszę. To, co było między nami, było idealne, prawdziwe. Było spełnieniem moich marzeń. Ale ona to zniszczyła. Zniszczyła nas. Próbuję jej nienawidzić. Próbuję o niej zapomnieć. Ale to wcale nie jest takie proste. Miłość jest dla ludzi, którzy mają nadzieję, a ja nie mam już żadnej.” 

Pierwszy tom serii Alabama Summer był dla mnie totalnym rozczarowaniem, ale postanowiłam, że dam szansę kolejnym częściom, bo jak coś zaczynam, to lubię to kończyć. I choć druga część jest już o innych bohaterach, więc spokojnie mogłabym ją sobie odpuścić, to czułam, że będzie ona lepsza. Czy mój czytelniczy nos i tym razem miał rację?  On bardzo rzadko się myli, więc miał rację i przy książce spędziłam bardzo fajnie czas.

Luke’a i Tessę poznaliśmy już w poprzedniej części i mieliśmy możliwość obserwować początki ich związku, a także i jego koniec. Teraz po roku od tamtych wydarzeń żadne z nich nie potrafi o sobie zapomnieć. Nie pomaga nienawiść, którą się obdarzyli, nie pomaga unikanie siebie nawzajem, a także nie pomagają przygody na jedną noc. Oboje wiedzą, że mimo nienawiści łączy ich jeszcze coś innego, do czego boją się przyznać i myślą, że kiedyś może zniknie. Jednak nie zdają sprawy z mocy miłości, która nigdy się nie poddaje i prawie zawsze zwycięża. 

Książka jest naprawdę dobra, tym razem autorka się do niej bardziej przyłożyła i co najważniejsze nie przekoloryzowała i nie przesłodziła jej zbyt mocno. Bohaterowie są fajni, choć nie ukrywam, że zachowanie Tessy nie raz doprowadzało mnie do szewskiej pasji i momentami odnosiłam wrażenie, że myśli nie tym, co trzeba. Luke’a polubiłam od samego początku, bo już w pierwszej części wydał mi się niezwykle ciekawą postacią, mimo tego, że czasami nie mogłam zrozumieć jego egoistycznego postępowania. W tym tomie dowiecie się także, co dalej słychać u Mii i Bena, a dzieje się u nich naprawdę dużo.

„Wszystko, czego pragnę” to książka, która idealnie nadaje się na jedno leniwe popołudnie, ja naprawdę spędziłam miło przy niej czas. Cieszę się, że tym razem autorka mnie nie rozczarowała i szybko zabieram się za kolejne części, które leżą na mojej półce.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Edipresse Książki.
Without Merit - Colleen Hoover

Without Merit - Colleen Hoover

„Siedemnastoletnia Merit na pewno nie ma normalnego życia. Jej schorowana matka mieszka w piwnicy,
a ojciec na górze – z nową żoną i dziećmi z obu małżeństw. Jej siostra bliźniaczka, śliczna Honor, to chodzący ideał, a brat Utah – nieznośny perfekcjonista. Merit czuje, że jest ich zupełnym przeciwieństwem, że wciąż robi coś nie tak, jak powinna, a na dodatek stale przydarza jej się coś złego.
Najbardziej bolesne są dla niej jednak kolejne tajemnice, które coraz bardziej oddalają od siebie członków rodziny. W tym sekret samej Merit: dziewczyna zakochuje się w chłopaku swojej siostry. Sytuacja zaczyna ją przerastać. Rezygnuje ze szkoły, zaszywa się w domu i po cichu „znika z własnego życia”, a w końcu postanawia opuścić dom na zawsze. Jednak jej plan nie wypala i musi zdecydować… czy może dać drugą szansę nie tylko swojej rodzinie, ale również sobie.”

Uwielbiam twórczość Colleen Hoover i po jej książki mogę sięgać w ciemno, więc zawsze, gdy widzę zapowiedź jej kolejnej powieści, cieszę się jak małe dziecko. Jakiś czas temu na naszym rynku wydawniczym ukazała się jej kolejna książka Without Merit, która uwiodła mnie samą okładką, a dość dziwny i tajemniczy opis tylko i wyłącznie podsycił moją ciekawość. Czy to kolejna historia, która wywołała we mnie ogrom emocji? Oczywiście, że tak, bo na tym polu Hoover nigdy nie zawodzi. Książka zaczyna się dość leniwie i przyznam szczerze, że miałam maleńki problem, by wkręcić się w fabułę, jednak na całe szczęście taki był tylko początek i później na maksa zostałam wciągnięta w wir wydarzeń.

Zdecydowanie jest to inna książka niż te, do których przyzwyczaiła mnie autorka, a jej lektura nie jest wcale lekka i łatwa. Autora pochyliła się nad problem, który dotyka wiele osób i który niestety nie zawsze jest zauważany, a nawet dość często jest bagatelizowany. Merit żyje w dość nietypowej rodzinie, wraz z ojcem, rodzeństwem i macochą mieszka w kościele, który ojciec przerobił na dom. Już samo to jest dziwne, a na dodatek jej matka także mieszka z nimi, bo zajmuje piwnicę, w której mieści się jej lokum. Dziwna rodzina, ale cóż przecież każdy ma prawo żyć, tak jak chce. Tylko, że niestety rodzina ma mnóstwo tajemnic, a każdą z nich zna Merit. Dziewczyna dusi się nimi i nie ma o tym z kim porozmawiać, a tajemnice coraz bardziej ją przytłaczają i dołują, przez co bardziej zamyka się w sobie. Dopiero, gdy na jej drodze staje Sagan, który wyciąga do niej pomocną dłoń, dziewczyna zaczyna rozumieć, że ma problem, z którym sama sobie nie poradzi. Tak prawdę powiedziawszy, to cała rodzina Vossów ma problemy, które niszczą ich od środa, a ciężary tajemnic odbierają radość życia…

"Mam tego dość. Mam dość tajemnic i mam dość kłamstw. I męczy mnie to, że jestem jedyną osobą w tym domu, która musi zachowywać wszystkie sekrety." 

Colleen Hoover kolejny raz zapewniła mi literacką ucztę i dostarczyła mnóstwa wrażeń. To Hoover w nowym, ale niezmiennie dobrym wydaniu i z czystym sumieniem polecam ją wszystkim jej fanom. Książka przepełniona jest emocjami, niekoniecznie tymi dobrymi, podczas czytania nie raz czułam frustrację i bezsilność, byłam zła, rozgoryczona i wściekła. Momentami trudno było mi zrozumieć zachowanie poszczególnych członków rodziny, ale końcówka książka otworzyła mi oczy na wiele spraw i wtedy wszystko stało się dla mnie zupełnie jasne.

"Nie każdy błąd zasługuje na konsekwencje. 
Czasem jedyne, na co zasługuje, to przebaczenie" 

Without Merit to książka niezwykle prawdziwa, głęboka i przede wszystkim poruszająca. Autorka znów udowodniła mi, że nie boi się pisać o rzeczach trudnych i niezwykle bolesnych, a każde słowo, które przelała na papier, trafiło wprost do mojego serca. W tej książce nie znajdziecie pięknej i cukierkowej historii miłosnej, autorka skupiła się na czymś zupełnie innym, pochyliła się nad problem, który dotyka coraz więcej osób. Mam wrażenie, że dzięki temu historia Merith i jej rodziny może pomoże komuś, kto tej pomocy będzie potrzebował. To piękna i wartościowa opowieść, która poruszy Wasze serca i nie da o sobie zapomnieć.

Gorąco polecam! Colleen Hoover nigdy nie zawodzi!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Sylwia
Wyniki konkursu!

Wyniki konkursu!




Kochani, miło nam ogłosić, że w konkursie z okazji pół miliona wyświetleń na blogu wygrywa nr 15, czyli Monika Brombosz. 

Monice serdecznie gratulujemy i prosimy o przesłanie danych do wysyłki na adres stawska19@gmail.com. 
Po upływie trzech dni nagroda przepada.
....i wyjechać w Bieszczady. Thriller z Domaniewskiej - Sara Taylor (Patronat medialny)

....i wyjechać w Bieszczady. Thriller z Domaniewskiej - Sara Taylor (Patronat medialny)

Nigdy jeszcze nie miałam okazji czytać takiej książki, a szczerze mówiąc, do tej pory raczej unikałam literatury tego typu. Nigdy również nie miałam do czynienia z korporacją i taki świat jest mi zupełnie obcy. Im bardziej zagłębiałam się w treść książki "...i wyjechać w Bieszczady", tym intensywniej w mojej głowie kiełkowała myśl, że korporacja to stan umysłu. Czy moja ocena jest słuszna? Przekonajcie się sami.

"Ta książka to zwierciadło, które w sarkastycznym, nieco przerysowanym i przede wszystkim krzywym odbiciu, przedstawia niekiedy gorzki, ale jednocześnie uniwersalny i odarty z różnorakich dekoracji obraz współczesnych: dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatków."

Sara Taylor to młoda debiutująca pisarka. Sama od wielu lat jest związana zawodowo z korporacją, więc zapewne wie, o czym pisze.
Jak wiadomo, początki nie zawsze są łatwe, ale śmiem twierdzić, że debiutancka książka, jak i kariera pisarska Sary Taylor wyglądają całkiem obiecująco.
Autorka z dystansem i sporą dozą ironii opisała świat korporacji, a dokładniej mówiąc warszawski Mordor, gdzie znajduje się największe w Warszawie skupisko zagranicznych korporacji. Autorka właściwie nie tyle skupia się na samych zasadach działania takich firm, ile oprowadza nas po meandrach ludzkiej natury, a ściślej mówiąc natury ludzi tam pracujących.

"...i wyjechać Bieszczady" to książka, która uświadomiła mi, że świat, w którym żyję, absolutnie nie przystaje do tego, który opisała Sara Taylor, w którym ludzie mają całkiem inne priorytety i odniosłam wrażenie, że zatracili zdolność spostrzegania swoich, ale i cudzych potrzeb. Rywalizując między sobą, rzadko kiedy tworzą przyjacielskie relacje. Kult pieniądza przesłania im czasami własne wartości i cele, brak możliwości realizowania się w życiu prywatnym, wyzwala frustrację. To są "skutki uboczne" tej pracy, które często doprowadzają do wypalenia zawodowego. Autorka postarała się przedstawić je z dystansem i trochę prześmiewczo w taki sposób, aby nikogo nie odstraszyć.

W książce tej nie znajdziecie konkretnej fabuły, ale znajdziecie obraz człowieka, jakim ja chyba nie chciałabym być. Sara Taylor w nad wyraz lekki, ale sugestywny sposób zobrazowała zachowania ludzi, którzy w bardzo prosty sposób stają się trybikami w wielkiej korporacyjnej machinie.
Mam nadzieję, że autorka spróbuje swoich sił również w innym gatunku literackim i jestem przekonana, że z jej zaskakująco „dojrzałym” jak na debiutantkę stylem, który zdecydowanie jest atutem, ma duże szanse na powodzenie.
Polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Autorskiemu.

Blogerzy polecają!

Blogerzy polecają!

Someday, somewhere - anywhere, unfailingly, you'll find yourself, and that, and only that, can be the happiest or bitterest hour of your life." - Pablo Neruda 
Ten cytat rozpoczyna najnowszą powieść Brittainy C. Cherry i nadaje on sensu całej tej powieści. Główną bohaterką tej książki jest Grace Harris, córka pastora, złota dziewczyna Chester, ale także zdradzona, porzucona żona, matka, której nigdy nie było dane przytulić swojego dziecka. Gdy jej życie się rozpadło, dom, który miał być miejscem, w którym się zestarzeje, został sprzedany,
wraca do rodzinnego miasteczka. Grace liczyła, że wyliże tam rany, ogarnie swoje uczucia, jednak życie z taką matką jak jej, w mieście takim jak Chester jej na to nie pozwala. W najgorszym czasie jej życia na jej drodze stanął Jackson Emery, który jest drugim głównym bohaterem tej książki. Znienawidzony przez mieszkańców miasteczka, nazywany nasieniem zła w ich idealnej wspólnocie, żyje w osamotnieniu. Jackson Emery nie potrzebuje nikogo, jego serce otoczone jest wielkim, grubym murem nie do przebicia. Dlaczego więc ten zły chłopiec pomógł księżniczce Chester? Kolejna cudowna powieść Brittainy C. Cherry trafiła w moje ręce. Kolejna jej powieść, która skradła moje serce — bez pytania, bez ostrzeżenia. Nie spodziewałam się, że ta książka mnie tak poruszy, jednak ta historia poruszyła wszystkie czułe nuty w moim sercu — wzruszyła, rozśmieszyła, złamała moje serce i poskładała je na nowo. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na polskie wydanie tej książki, bo wierzę, że spodoba się ona wielu z Was. Jeśli tylko czytacie po angielsku, to nie zastanawiajcie się i przeczytajcie Disgrace już teraz.
Ewelina Nawara My fairy book world




"Paleta marzeń to niesamowita opowieść o pięknej i trudnej miłości, przepełniona ogromnymi emocjami, uczuciami, a także wspaniałym humorem. Wielokrotnie się przy niej głośno zaśmiałam, ale i momentami wzruszyłam. Cudowna historia w przepięknej oprawie. Czego mogą chcieć więcej kobiety na wakacje? Polecam z całego serca, nie zawiedziecie się!" 
Daria Skiba Kraina książką zwana



Elżbieta Rodzeń skradła moje serce „Dziewczyną o kruchym sercu”. Później była cudowna „Zimowa miłość” i chwytająca za serce „Przyszłość ma twoje imię”. W końcu światło dzienne ujrzało „Przyciąganie”. To historia o przyjaźni, miłości, życiu w lęku i byciu zmuszonym do ciągłego oglądania się za siebie, o walce o lepsze jutro, która czasami bardzo boli. O przełamywaniu własnych słabości, trudnych wyborach, podejmowaniu decyzji i mierzeniu się z ich konsekwencjami. To złożona, skomplikowana historia, która daje nadzieję i zmusza do refleksji nad tym, co dla nas jest w życiu najważniejsze. Autorka poruszyła ważne i trudne tematy, które są niestety często spotykane na co dzień i jeszcze częściej zamiatane pod dywan. Nikt za bardzo nie chwali się tym, że jest ofiarą przemocy domowej. Nie każda ofiara jest nawet tego świadoma, co robi z nią jej oprawca, będący zazwyczaj bardzo bliską osobą. Niezbyt często mówi się także o tym, z jakimi trudnościami w życiu codziennym, zarówno w domu, jak i poza nim, spotykają się osoby niepełnosprawne, poruszające się na wózkach. Jak często ułatwienia, które są dla nich przygotowane, są dla nich upokarzające, stygmatyzują je lub powodują nadmierne zwracanie na nich uwagi. Na te wszystkie kwestie w swojej książce zwróciła uwagę autorka. Polecam Wam „Przyciąganie” bo to piękna i wartościowa książka, skłaniająca do przemyśleń. 
Katarzyna Olchowy Kulturantki.pl
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger