środa, 31 maja 2017

Ms. Manwhore - Katy Evans

„Piorunujący finał z Malcolmem Saintem w roli głównej, który skradł serce niejednej kobiecie.”

„Ms. Manwhore” to wspaniałe zwieńczenie historii o Malcolmie Saintcie i Rachel Livingstone. Jest to krótka, bo niespełna dwustustronicowa książka, ale dzięki niej kolejny raz możemy wkroczyć do świata pięknej miłości, zmysłowej namiętności i gorącego pożądania. To idealny finał tej bajkowej historii i każdy, kto przeczytał dwa wcześniejsze tomy, będzie w pełni usatysfakcjonowany tym zakończeniem. Osobiście uwielbiam, gdy autorzy dopisują takie krótkie zakończenia i kiedy jeszcze raz mogę spotkać się bohaterami, których polubiłam i poznać ich dalsze losy, bez dramatów, problemów i trosk.

Katy Evans kolejny raz urzekła mnie swoim lekkim stylem, kolejny raz pokazała mi, jak piękna potrafi być miłość i kolejny raz zauroczyła mnie swoją historią. Książkę czyta się zdecydowanie zbyt szybko, ponieważ już od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w wir przygotowań do wielkiego dnia, który na zawsze odmieni życie bohaterów. Autorka bardzo ciekawie poprowadziła główny watek i z bólem serca muszę stwierdzić, że żal mi się rozstawać z Malcolmem, bo to bohater, który niespodziewanie wkradł się do mojego serca i pewnie już tam zostanie. Jednak uważam, że ta „książeczka” to idealne pożegnanie z Rachel i Malcolmem i mam nadzieję, że może jeszcze ich spotkam w kolejnej książce z tej serii, która będzie o ich przyjaciołach.

Podsumowując, jest to książka pełna pasji, namiętności i pożądania. Każdy, kto poznał historię tej dwójki bohaterów, powinien ją przeczytać. Ja spędziłam przy niej wspaniałą godzinę i razem z Rachel i Malcolmem przeżywałam ich najważniejszy dzień w życiu. Żal mi się z nimi rozstawać, ale to naprawdę idealne zakończenie, które spodoba się każdemu i będziecie zadowoleni, że wraz z nimi uczestniczyliście w tej cudownej podróży.

Gorąco polecam!

P.S. Zakochałam się w okładce! Jest po prostu cudowna!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

wtorek, 30 maja 2017

Na szczycie. Nieczysta gra - K.N. Haner (PRZEDPREMIEROWO NASZ PATRONAT MEDIALNY)

„Na szczycie. Nieczysta gra” K.N. Haner to już trzeci tom cyklu Miłość w rytmie rocka. Osobiście mam ogromny sentyment do całej tej historii i jest ona dla mnie bardzo wyjątkowa. To właśnie dzięki „Na szczycie” poznałam Kasię i wiele innych świetnych osób. Jednak to z Kasią połączyła mnie miłość do książek... ona pisze, a ja czytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra i mam tę przyjemność, że zawsze jako pierwsza oceniam jej pracę, a czasami potrafię być bezlitosnym krytykiem. Cały cykl Miłości w rytmie rocka ma mieć aż pięć tomów, ale to właśnie tom trzeci zmiażdżył moje serce, podeptał duszę i pozbawił hektolitrów łez. Zapraszam na recenzję.

Ślub Rebeki i Sedricka jest uwieńczeniem ich miłości. Młodzi nie wyobrażają sobie życia bez siebie, a każda rozłąka jest pełna bólu i łez. Oboje chcą jak najszybciej mieć dziecko (o które starają się bardzo intensywnie) i wieść w miarę normalne życie. Tylko, czy to możliwe, gdy za męża ma się seksownego menadżera zespołu rockowego, który wraz ze swoim zespołem musi kolejny raz wyruszyć w długą trasę koncertową? Co się stanie, gdy pojawi się zazdrość? Czy wszystkie decyzje Reb będą przemyślane? Czy przeszłość kolejny raz wkroczy w życie tej dwójki? Pytań wiele, ale ja Wam nic nie zdradzę, wszystkie odpowiedzi odnajdziecie podczas lektury „Na szczycie. Nieczysta gra”, którą ja Wam serdecznie polecam.

„Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Czego mi jeszcze brakowało do szczęścia? Niczego. Miałam przy sobie wszystkich, których kochałam.”

Czy wystarczy, jeżeli napiszę, że ta powieść to emocjonalny rollercoaster? Na pewno nie! To emocjonalny tajfun, emocjonalne tornado, które przetacza się przez czytelnika. Królowa dramatu powróciła w wielkim stylu i kolejny raz udowodniła, że jej powieści pochłaniają bez reszty. Na pewno wielu z Was czeka na kontynuację losów Rebeki, Sedricka i chłopaków, bo o nich oczywiście Kasia nie zapomniała. Uwierzcie mi na słowo, że warto czekać, bo ta powieść jest genialna, świetna i gdy raz pozna się bohaterów, to ciężko się od nich uwolnić, są po prostu jak narkotyki, które uzależniają. Nie, żebym słodziła, bo nie taki mój zamiar, ale jeżeli przeczytaliście choć jedną część, to wiecie, co mam na myśli.

„Na szczycie. Nieczysta gra” to powieść, która już od pierwszych stron kipi namiętnością i elektryzuje erotyzmem, obok którego nie można przejść obojętnie. On nas dotyka, poraża, a każde doznanie bohatera jest wręcz namacalne. K.N. Haner potrafi pisać o seksie otwarcie i bardzo łatwo przychodzi jej obrazowanie tak intymnych sytuacji. Ta powieść to erotyka w najlepszym wydaniu, więc moi drodzy musicie przygotować się na ostrą jazdę bez trzymanki, bo sceny seksu rozpalą Was do czerwoności, krew zawrze w żyłach i jestem pewna, że niejedna z Was z chęcią zajęłaby miejsce Reb ;). Jeżeli dodamy do tego jeszcze różne trójkąty i czworokąty, to wyjdzie nam mieszanka istnie wybuchowa.

Oczywiście ta powieść to nie tylko sam seks, to przede wszystkim historia pięknej, ale trudnej miłości, to opowieści o dwójce bohaterów, tak różnych od siebie, a jednocześnie dla siebie idealnych, to także książka pełna tajemnic, które zbyt długo ukrywane potrafią ranić. Jeszcze raz podkreślę, że największym atutem tej powieści są emocje, emocje i jeszcze raz emocje, które zrobią z Was emocjonalną miazgę, ale i tak będziecie chcieli więcej.

"-Tak bardzo cię kocham, Sed i tak bardzo się boję... - wyznałam, patrząc prosto w jego oczy.
Zobaczyłam w nich tyle zrozumienia i współczucia.
-Damy sobie radę, maleńka. Ze wszystkim sobie poradzimy.
Przyrzekam, że pomogę ci, jak tylko będę potrafił, a gdy trasa się skończy, to będzie koniec. Koniec moich wyjazdów. Przyrzekam. Przyrzekam ci, Rebeko, że to ostatni raz. Błagam tylko byś dała mi szansę zakończyć pewne sprawy... - Chwycił moją twarz w dłonie i czule pocałował."

Kasia jest mistrzynią w kreowaniu swoich bohaterów. Każdy z nich jest niezwykle barwny, charakterystyczny oraz temperamentny i dzięki temu nie sposób o nich zapomnieć. Nie mówię teraz tylko o głównych bohaterach, bo nawet postacie drugoplanowe są przedstawione perfekcyjnie i dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Każdy z nich ma swoje wady i zalety, każdy jest inny, każdy ma swoją odrębną historię, która toczy się gdzieś obok głównego wątku. Oczywiście moim ulubieńcem jest Sed, którego uwielbiam za miłość, jaką obdarzył Rebekę, za jego dobre i szczere serce, lecz na tym idealnym wyobrażeniu niestety pojawi się rysa...

Jeżeli oczekujecie cukierkowego romansu, to ta powieść nie jest dla Was. Jeżeli boicie się odważnych scen seksu, to ta powieść nie jest dla Was. To powieść dla osób otwartych i bezpruderyjnych, których nic nie będzie w stanie zszokować i zadziwić.

„Na szczycie. Nieczysta gra” to niesamowicie emocjonująca kontynuacja losów Sedricka i Rebeki, która w moim sercu zasiała spustoszenie, a po zakończeniu, jakie zafundowała mi autorka, długi czas nie mogłam się pozbierać. Serdecznie polecam!

Współczuję wszystkim, którzy po zakończeniu lektury trzeciego tomu, będą musieli czekać na kontynuację...

P.S. Zaopatrzcie się w dużą ilość chusteczek, na pewno będą Wam potrzebne!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 29 maja 2017

Slatron. Przeznaczenie - Aleksandra Szymaniak

„Slatron. Przeznaczenie” Aleksandry Szymaniak to powieść, która dość sporo czasu spędziła w mojej recenzyjnej kolejce. Nie wiem, dlaczego tak się stało, gdyż fantastyka to gatunek literacki, który mogę czytać bez przerwy i chyba nigdy mi się nie znudzi. Jednak książka odczekała swoje, ale czy tego żałuję? Zapraszam na recenzję.

„Salamina w wieku sześciu lat została adoptowana. Jej pochodzenie owiane jest tajemnicą – nie wiadomo, kim byli jej rodzice ani gdzie się urodziła.
W dniu szesnastych urodzin okazuje się, że Salamina nie jest zwykłą nastolatką, Posiada niezwykłe moce, które będzie musiała nauczyć się kontrolować. Wszystko wyjaśni się podczas pobytu w szkole dla... postaci nadludzkich.”

Aleksandra Szymaniak urodziła się 22 września 2000 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Jej największą pasją jest pisanie książek oraz opowiadań. W wolnych chwilach oczywiście czyta, ale także ogląda amerykańskie seriale. Powieść „Slarton. Przeznaczenie”, czyli swój debiut literacki pisała przez półtora roku.

Na samym początku muszę się przyznać do tego, że byłam w szoku i nie dowierzałam, że autorka jest tak młodą osobą. Byłam bardzo ciekawa, czy tak młoda osóbka, jak Aleksandra, mogła napisać książkę, która zadowoli mnie – starego książkowego wyjadacza. I wiecie co? Po lekturze tej powieści mogę powiedzieć, że to dobry debiut, który jednak ma kilka wad, ale wszystko jest do dopracowania.

Muszę przyznać, że początek książki, bardzo, ale to bardzo przypominał mi Harrego Potera, tylko w żeńskiej wersji. Mamy tutaj młodą dziewczynę, tajemniczy list i szkołę, w której uczą się osoby obdarzone mocami. Prawda, że podobnie to brzmi? Jednak nie zniechęcajcie się, gdyż dalej tych podobieństw już nie ma, autorka stworzyła coś swojego, coś niebanalnego i bardzo ciekawie poprowadziła fabułę.

Aleksandra Szymaniak jak na swój wiek ma bardzo dojrzały styl i przede wszystkim potrafi się nim bardzo dobrze posługiwać. Gdybym nie przeczytała, ile ma lat, to na pewno nie naprowadziłaby mnie na to jej powieść. Oprócz stylu, który jest naprawdę dobry, autorka stworzyła także bardzo wyrazistych i charakterystycznych bohaterów, jednak niestety miałam problem, żeby ich polubić i tak naprawdę nie wiem, dlaczego tak się stało. Może dlatego, że w książce zabrakło mi emocji, które budują całą atmosferę? Momentami podczas czytania nie czułam niestety nic i tego mi najbardziej żal, bo emocje są niesamowicie ważne. Książka jest napisana dobrze, wciąga, akcja toczy się szybko i cały czas z ciekawością śledzimy losy bohaterów, tylko tych emocji brak...

W książce pojawia się także wątek miłosny, ale na całe szczęście nie jest on najważniejszy, tylko dzieje się  z boku i nie przytłacza całej fabuły i bardzo podobało mi się to, jak został on poprowadzony.

Uważam, że mimo tych niedociągnięć warto sięgnąć po tę powieść, bo autorka ma ogromny potencjał, łatwo można to stwierdzić już po przeczytaniu kilku pierwszych stron tej powieści. Myślę, że najbardziej książka ta nadaje się dla nastolatków, którzy są w podobnym wieku co główna bohaterka. Nie ukrywam, że i ja miło spędziłam przy niej czas, mimo tych minusów, które wymieniłam Wam wyżej. Jest to na pewno powieść pełna tajemnic, barwnych opisów, które niesamowicie pobudzają wyobraźnie i także problemów, z którymi borykają się nastolatkowie.

Aleksandra publikuje także swoje opowiadania na wattpadzie Kliknij tutaj

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


Leśna polana, Czerwień jarzębin - Katarzyna Michalak

Z twórczością Pani Kasi Michalak jest tak, że albo się ją kocha albo nienawidzi. Do tej pory słyszałam same skrajne opinie na temat powieści tej autorki, a samej jakoś nie po drodze mi było do obyczajówek wychodzących spod pióra Pani Kasi. Szczerze? Nie przepadam za tym gatunkiem, bo wydaje mi się taki trochę nijaki, ale doskonale rozumiem, że może się to podobać. Leśna trylogia to najnowsza seria w której skład wchodzi Leśna Polana, Czerwień jarzębin i Błękitne sny, które swoją premierę będą miały dopiero w wakacje. Chcecie wiedzieć, co sądzę o dwóch pierwszych tomach tej serii? Zapraszam na moją opinię. 

Z lekturą Leśnej polany nieco zwlekałam, gdyż bałam się, że potem będę musiała czekać na kolejną część, a bardzo tego nie lubię. Dlatego też, gdy otrzymałam przesyłkę z Czerwienią jarzębin, to od razu wzięłam się za lekturę obu części i wiecie co? Teraz żałuję jeszcze bardziej, bo zakończenie drugiego tomu pozostawiło mnie w zawieszeniu i kompletnie nie wiem, co wydarzy się w Błękitnych snach. 


Historia opowiada o trzech przyjaciółkach i braciach, którzy naznaczeni są piętnem przeszłości. Kobiety poznały się podczas leczenia psychiatrycznego, by poradzić sobie z tym, co spotkało je w życiu, a mężczyźni to  przyrodni bracia, których ojczym sadysta nigdy nie oszczędzał. Los sprawia, że drogi tej szóstki zostają splecione i wydawać by się mogło, że marzenia i miłość mają tak ogromną moc, że wszystko już będzie dobrze. Niestety, w tym przypadku tak nie jest i nie wiem, jak wygląda to w poprzednich powieściach tej autorki, ale tutaj mamy dużo sensacji, wiele brutalnych wręcz scen, mnóstwo dramatu i emocji od których aż puchnie głowa. I przyznaję szczerze, że całkiem mi się to podobało. 

Jestem zaskoczona tym, że seria z tak pięknymi, delikatnymi i subtelnymi okładkami skrywa w sobie tyle zła. Wszystko jest tutaj intensywne, mocne, ale w tym wszystkim znalazło się także miejsce na romantyzm, miłość, prawdziwą przyjaźń i jestem przekonana, że fanki literatury kobiecej na pewno znajdę w tych powieściach coś dla siebie. Bądź co bądź, Pani Kasia pisze dla kobiet, a wiele czytelniczek mimo że wydarzenia w książce wydają się być chwilami dość nieprawdopodobne, to utożsamiają się z bohaterami Leśnej trylogii. Życie przecież nie jest usłane różami, a lektura tej serii jest naprawdę lekka i przyjemna. 


Specyficzny styl Pani Kasi sprawia, że z przyjemnością pochłaniałam kolejne strony i choć niektóre opisy i metafory były chwilami dla mnie dziwne, nieco niezrozumiałe, a sploty wydarzeń bardzo nieprawdopodobne, to całość wypadła naprawdę nieźle. Autor ma ten komfort, że to on kreuje świat jaki chce przedstawić czytelnikowi i choć nie każdemu może się to podobać, to Pani Kasia Michalak jest jedną z tych autorek, która ma ogromną rzeszę fanek i ja osobiście bardzo ją podziwiam i szanuję za to co robi. 

Spędziłam naprawdę miłe chwile z dwoma tomami Leśnej trylogii i z przyjemnością przeczytam ostatnią część,bo ogromnie ciekawa jestem tego, jak zakończy się historia Gabrysi, Majki, Julii oraz Wiktora, Marcina i Patryka. Kibicuję im z całych sił i liczę na to, że po tylu huraganach, burzach z piorunami i licznych dramatach odnajdą szczęścia w swojej Leśnej Polanie.

Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak. 

czwartek, 25 maja 2017

Ironia losu - Katarzyna Misiołek

Ze wstydem muszę przyznać, że twórczość Katarzyny Misiołek do tej pory była mi obca. „Ironia losu” wpadła w moje ręce zupełnie przez przypadek, gdyż to nie ja miałam ją recenzować, a koleżanka z bloga. Jednak nie żałuję, że to ja miałam przyjemność przeczytać jej książkę, gdyż historia Marzeny bardzo szybko mnie zaciekawiła i z ręką na sercu mogę Wam już napisać, że to powieść godna uwagi. Zapraszam na recenzję.

„Marzena wierzy, że wciąż jeszcze ma kontrolę nad swoim sielankowym, od dawna poukładanym życiem. Mąż to jedno, kochanek to zupełnie inna bajka – tak sobie przynajmniej wmawia. Jednak uwikłana w romans z młodszym Jackiem, który zajmuje coraz więcej miejsca w jej życiu, dzień po dniu traci dobre relacje z najbliższymi, kłamie, kręci...
Mąż bardzo długo niczego nie podejrzewa. Kochanek robi się nachalny, wręcz toksyczny. Twierdzi, że jest w Marzenie zakochany, ale czy to na pewno miłość?”

Katarzyna Misiołek to z wykształcenia filolog polski. Przez kilka lat mieszkała w Rzymie. Po powrocie do kraju nawiązała współpracę z kilkoma wydawnictwami prasowymi, wcześniej bywała tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą. Interesuje się turystyką, psychologią, turystyką i medycyną niekonwencjonalną. Uwielbia kino i literaturę grozy.

Katarzyna Misiołek napisała niebanalną powieść o prawdziwym życiu, momentami do bólu prawdziwą. Poruszyła w niej także dość kontrowersyjny temat, jakim jest zdrada w małżeństwie. Temat kontrowersyjny, ale bardzo na czasie, gdyż zdrada w obecnych czasach jest na porządku dziennym. Teraz w związkach bardzo szybko pojawia się nuda i rutyna dnia codziennego. Tak właśnie jest w przypadku Marzeny, której niejedna kobieta mogłaby pozazdrościć męża i ustabilizowanego życia. Jednak Marzenie życie zaczyna wydawać się nudne i czegoś brakuje jej w małżeństwie, w konsekwencji tego wdaje się w romans z młodszym od siebie mężczyzną. Kobieta próbuje ciągnąć dwie sroki za ogon, ale czy mogło się to udać? Czy dla chwili zapomnienia warto niszczyć swoje dotychczasowe życie? Tego wszystkiego musicie dowiedzieć się sami.

Powieść ta jest bardzo ciekawa i niesamowicie wciąga już od samego początku. Autorka w niewyszukany sposób potrafi zaciekawić czytelnika, jej styl jest lekki, dzięki temu książkę czyta się bardzo szybko, mimo tego, że porusza naprawdę trudne tematy. Nie każdy autor w tak lekki sposób potrafi pisać o życiu i o sprawach, które niejednokrotnie są trudne i bolesne. Poza tym nic na siłę nie jest ubarwione, to naprawdę bardzo realistyczna historia w szaro – czarnych barwach.

Marzena to taka bohaterka, względem której miałam mieszane uczucia i nie mogłam zrozumieć jej postępowania. Na pewno to kobieta, która pogubiła się w życiu i dokonała nieodpowiednich wyborów. Myślę, że ta powieść to taka przestroga... czasami warto zastanowić się kilka razy nad krokiem, który może zniszczyć wszystko... Czy Marzena się opamięta?

„Ironia losu” nie jest cukierkową powieścią o miłości, to gorzka opowieść o zdradzie i jej konsekwencjach. Na pewno jest to powieść, która daje do myślenia i poucza. Polecam ją kobietom dojrzałym, które już trochę wiedzą o życiu i będą potrafiły docenić przekaz zawarty w książce.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

Oczy Wilka - Alicja Sinicka (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Są takie książki, które przyciągają nas do siebie okładką, są też takie, które ktoś nam poleca i namawia, byśmy je przeczytali. W tym przypadku jednak było zupełnie inaczej. Gdy dowiedziałam się o tej książce, kompletnie nie znałam jej okładki, a o autorce nie słyszałam. Przeczytałam jedynie opis i pomyślałam: MUSZĘ TO MIEĆ! Gdy kilka dni później dostałam z Wydawnictwa paczkę z tą książką, aż zaniemówiłam. Okładka była obłędna, opis intrygował i pomyślałam: TO BĘDZIE HIT. Ile w tym prawdy? Czy Alicja Sinicka  swoją debiutancką powieścią pt. Oczy Wilka skradła mi serce? Serdecznie zapraszam Was na moją opinię na temat tej książki.

Żadną tajemnicą jest to, że bardzo lubię czytać romanse. W tym przypadku jednak nie byłam pewna czy Alicja Sinicka zafunduje mi to, czego się spodziewałam i wiecie co? Bardzo się cieszę, że zostałam zaskoczona, bo o tej książce niewiele wiedziałam, a okazała się ona wciągającą od pierwszych stron lekturą, przy której spędziłam naprawdę miłe chwile. Co więcej, mogę śmiało przyznać, że Oczy Wilka to bez wątpienia jeden z lepszych debiutów, jakie czytałam, a z nimi, jak wiadomo bywa naprawdę różnie.

Powieść zaczyna się w momencie, gdy Lena,  młoda dziewczyna, która dopiero co skończyła studia, zaczyna nowy etap swojego życia. Przeprowadza się do innego miasta, zaczyna staż w dużej firmie, a wszystko po to, by odciąć się od przeszłości, której sporego fragmentu i tak nie pamięta, a tak naprawdę nie wie dlaczego. Los, a może przeznaczenie sprawiają, że pewnego dnia Lena wjeżdża autem w drugie auto, którego właścicielem jest mężczyzna z tytułowymi oczami wilka. Artur to facet owiany złą sławą w okolicy, ale nie można zaprzeczyć, że jest przystojny i oczywiście intryguje naszą Lenę. Jedno spojrzenie i zaczyna się tutaj dziwna gra, przepełniona tajemnicą, napięciem i przyciąganiem, któremu nasza bohaterka nie potrafi się oprzeć. Co z tego wyniknie? O tym musicie przekonać się sami, a ja gorąco Was do tego zachęcam.

Świetna. Lekka. Tajemnicza. Tak w trzech słowach mogę opisać tę powieść. I choć można wyczuć w niej wiele znanych nam z innych powieści schematów, to i tak zostałam zaskoczona, a autorka nieraz sprawiła, że moje serce zaczęło bić mocniej. Nie lubię określenia emocjonalny rollercoaster, ale to coś w tym rodzaju. To Tsunami, burza z piorunami, tornado, które wciąga nas w głąb fabuły i nie wypuszcza aż do samego zaskakującego zakończenia. 

Czytelniczki, które nie przepadają za erotykami mogą być spokojne, to nie jest aż TAKA książka, choć są momenty, w których i policzki potrafią zapłonąć, ale Alicja w tak delikatny sposób opisała intymne momenty, że powieść tą spokojnie można zakwalifikować jako new adult. Akcja jest dynamiczna, nic się tu nie dłuży i mimo że Oczy Wilka to ponad czterystu stronicowe tomiszcze, to czyta się bardzo szybko, a język jest lekki i kolejne strony "wchodzą" wręcz same. Dodatkowo znajdziecie tu naprawdę mnóstwo humoru, a perypetie naszej bohaterki przyprawią Was o ból brzucha ze śmiechu. Ja bawiłam się naprawdę dobrze! Lena nie jest typową bohaterką tego typu powieści, a jej niezdarność i nieokrzesanie są naprawdę urocze. Sytuacje, które wynikają z jej zachowania są komiczne, a to dodatkowo sprawia, że lektura Oczu Wilka jest naprawdę lekka i przyjemna. 




Jestem bardzo szczęśliwa, że odkryłam kolejną polską autorkę, która pisze ciekawie, dobrze i ma nowe pomysły. Debiut na takim poziomie zwiastuje tylko, że Alicja Sienicka ma po prostu prawdziwy talent do tworzenia takich historii, a ja zdecydowanie sięgnę po kolejną jej powieść.

Nasz blog objął Oczy Wilka patronatem medialnym i jest to dla nas ogromny zaszczyt! 

Nie pozostaje mi nic innego jak serdecznie polecić Wam Oczy Wilka. Jeśli macie ochotę na lekką, ciekawą i typowo kobiecą lekturę, to Oczy Wilka spełnią Wasze oczekiwania. Gwarantuję! 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


środa, 24 maja 2017

Trzy godziny ciszy - Patrycja Gryciuk

Czasami trafiam na takich autorów, w których twórczości zakochuję się już po przeczytaniu kilku stron ich powieści. Do tego grona bezapelacyjnie należy Patrycja Gryciuk, która rozkochała mnie „Planem”, zauroczyła „450 stronami” i zaskoczyła swoją najnowszą powieścią, czyli „Trzema godzinami ciszy”. Jesteście ciekawi, jak odebrałam tę książkę? Zapraszam na recenzję.

Po latach Patrycja rzuca dotychczasowe życie i przyjeżdża do Gourdon, małej miejscowości na południ Francji. To właśnie tutaj spędziła najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa. To tutaj poznała miłość swojego życia, Marnixa, który najpierw był przyjacielem jej i jej brata bliźniaka. I to tutaj wydarzyła się tragedia, która dręczy kobietę po dzisiejszy dzień. Patrycja bardzo skrupulatnie opowiada historię swojego życia, począwszy od dziecięcych lat i przybliża sytuację, która skłoniła ją do powrotu do Francji i do bolesnej przeszłości.

„Pisałam do niego listy. Dużo listów. Na początku mi odpisywał, potem coraz rzadziej. Aż do momentu, kiedy przysłał mi czystą białą kartkę ze swoim imieniem w prawym dolnym rogu. Pustka na tym papierze przerażała bladością. Do dzisiaj widok białej kartki wywołuje we mnie strach i nie chodzi o brak pomysłu na nowe książki...”

Patrycja Gryciuk pochodzi z Legnicy. Od zawsze marzyła o zostaniu pisarką. Obecnie mieszka we Francji, gdzie pracuje jako nauczyciel języka francuskiego i uczy obcokrajowców w międzynarodowej szkole w Genewie. Żona i matka dwóch synów. Często podróżuje. Jest entuzjastką ekologii i idei slow – life. W 2013 roku ukazała się jej debiutancka powieść pt. „Plan”, następie „450 stron”, a niedawno „Trzy godziny ciszy” i to właśnie tej książki recenzję dziś czytacie.

"Trzy godziny ciszy” skończyłam czytać już jakiś czas temu, ale nie mogłam od razu napisać recenzji. Musiałam tę powieść, przetrawić, przeanalizować, gdyż historia ta cały czas siedziała mi w głowie. Niewątpliwie jest to książka zupełnie inna niż wcześniejsze książki Patrycji, inna i zdecydowanie najlepsza. Dopracowana i przemyślana w najdrobniejszym szczególe. Na pewno jest to powieść dość trudna, przy której niejednokrotnie musiałam się zatrzymać, by na spokojnie zastanowić się nad tym, co przeczytałam. Powieść trudna, ale nie można się od niej oderwać, choć muszę przyznać, że czytałam ją kilka dni, by dawkować sobie informacje i emocje, których nie brakuje, a czytelnik chłonie je całym sobą.

Powieść ta, to jedna wielka tajemnica i uwierzcie mi na słowo, że nie ma szans, by samemu wpaść na to, jakie może być jej zakończenie, bo Patrycja w mistrzowski sposób wodzi czytelników za nos. Więc myślę, że nie ma co, bawić się w książkowych detektywów, tylko czytać i chłonąć każde słowo, które wlewa się w duszę i serce. Niewątpliwie jest to powieść pełna bólu, tęsknoty i szaleństwa. Główna bohaterka funduje nam emocjonalną podróż do swojej przeszłości, pełną bólu, łez, ale także przebłysków radości i szczęścia.

Patrycja to bohaterka bardzo zgorzkniała, która cały czas rozdrapuje bolesne rany na swojej duszy i sercu. Jest rozczarowana swoim życiem, nie potrafi zostawić przeszłości za sobą, a teraźniejszość też maluje się jej w samych czarnych kolorach. Ma niesamowicie kruchą psychikę i sama wraz z nią momentami zatracałam się w szaleństwie. To także postać, z którą choć chciałam, to nie mogłam się utożsamić, jednak było mi jej ogromnie żal, bo zdaję sobie sprawę, że można kochać na zabój i żyć tylko i wyłącznie dzięki miłości. Dla Patrycji całym światem był Marnix, który niestety odszedł...

Miałam przyjemność przeczytać wszystkie książki autorki i z premedytacją mogę napisać, że „Trzy godziny ciszy” to najlepsza powieść w jej twórczym dorobku. Dla mnie Partycja Gryciuk jest mistrzynią w tym, co robi. Jej język i styl ogromnie ewoluowały, a ja mogę się tylko przed takim talentem pokłonić.

Patrycja Gryciuk napisała powieść piękną, wyjątkową, która zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny, bo to właśnie emocje są w niej najważniejsze. Na pewno nie jest to książka dla każdego, bo to powieść trudna, przy której wielokrotnie trzeba się zatrzymać.

Polecam z całego serca!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Misja Wywiad z Agnieszką Opolską

Dziś zapraszamy na Misję Wywiad z Agnieszką Opolską, w której to Wy zadawaliście autorce pytania. Zdaniem autorki najciekawsze pytanie zadała Edyta Bat i do niej powędrują dwie książki Agnieszki: "Anna May" i Róża" Edyto bardzo Cię prosimy o kontakt na naszym fp.




Małgorzata Rolla

1. Czy jakakolwiek recenzja dobra czy zła wpłynęła na Pani pisanie?

Uczę się gruboskórności i dystansu, tego, że ludzie schlebiają lub krytykują, nawet nie przeczytawszy mojej książki. Nie wszyscy muszą lubić moją literaturę. Szczerość jest dla mnie najważniejsza. Jeśli dostaję konstruktywne uwagi, staram się wcielać w życie nowe rozwiązania. Mądra i budująca krytyka wpływa na moje pisanie.


Bernadeta Rohda

1. "Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie." To cytat z książki Cień wiatru. Jak te słowa rozumie Pani, będąc autorką książek? Czy rzeczywiście książki odzwierciedlają duszę autora?

Zacznę od tego, że mam słabość do Cienia wiatru, to najlepsza powieść Zafona. Jedną z głównych postaci jest tajemniczy pisarz – Julian Carax. Pamiętam, że podczas czytania pomyślałam sobie, iż pisanie jest uzewnętrznieniem duszy. Twierdzę, że pisarz może napisać tylko to, co ma w sobie. Nie ma prawdy w pisaniu, którego pisarz nie umie w sobie przypomnieć lub przeżyć. I nie mówię, że wszystkiego trzeba doświadczyć, choć, nie oszukujmy się, najlepsi autorzy to ci, których mieli ciekawe życie ;)

2. Dostaje Pani od swojego wydawcy nie lada zadanie. Ma Pani napisać książkę do ludzi z zamierzchłych czasów. Jaką epokę literacką by Pani wybrała i jakie wartości tym czytelnikom chciałaby Pani przekazać? Co byłoby inspiracją dla powieści z tej wybranej epoki???

To byłoby dla mnie wyzwanie :) Zapewne musiałbym się do tego przygotować i zrobić dobry research. Myślę, że największą przyjemność sprawiłoby mi pisanie o czasach dekadencji. W ramach przygotowań wybrałabym się do Francji i chciałabym poczuć atmosferę bohemy artystycznej, czytając Kwiaty zła Charlesa Baudelaire’a gdzieś w pubie na Montmartre. Dekadentyzm to nurt filozoficzny, który powstał u schyłku wieku dziewiętnastego i dwudziestego, kiedy ludzie przeżywali strach przed nadejściem końca świata.  Dzisiejszy świat wydaje mi się bardzo powierzchowny. Ludzie nie zagłębiają się w siebie, zagubieni gonią za czymś, co na koniec życia okazuje się najmniej istotne. Chcą podróżować, a gdy wreszcie są na emeryturze, mają problemy z chodzeniem. Myślę, że moją książką chciałabym wstrząsnąć czytelników pytaniem: „ Co jest naprawdę ważne? Jak wyglądałyby twoje ostatnie dni życia? Z kim byś je spędził?”. 

Iwona Bednarek 

Jest Pani młodą kobietą i choć nie przeczytałam jeszcze Pani książek, to już ich krótka "zapowiedź" bardzo mnie zaciekawiła mądrym, życiowym spojrzeniem na życie. Ciekawa jestem, czy Pani powieści są tylko i wyłącznie wytworem wyobraźni i weny literackiej, czy raczej doświadczeniami życiowymi?

Moje książki to fikcja literacka, ale nie zaprzeczę, że czerpię ze swoich doświadczeń, które skrupulatnie przepracowuję i zmieniam. Róża jest zainspirowana moim rocznym pobytem we Francji, gdzie pracowałam z ludźmi bezdomnymi.  Dlatego akcja powieści dzieje się w Lille we Francji, w Maison, domu dla bezdomnych, który istnieje naprawdę. 

Robert Czyżycki

1. Czy pisząc książki jest Pani jak malarz, który nie pozwala nawet zerknąć na zarys obrazu, dopóki go nie skończy, czy jednak chętnie podsuwa Pani części tekstu bliskim, aby wysłuchać ich sugestii?

Charles Bukowski napisał wiersz Znaczy chcesz być pisarzem?. Przytoczę jego fragment:

…jeżeli najpierw musisz przeczytać to żonie,

swojej dziewczynie albo chłopakowi,
rodzicom czy komukolwiek,
nie jesteś gotów.

Ja widać nie jestem gotowa na bycie pisarką, często chcę wysłuchać krytyki, aby wiedzieć czy powieść dobrze się czyta, czy jest intrygująca. Najwidoczniej nie jestem zbyt pewna siebie…


Edyta Bat

1. Wielu polskich czytelników po macoszemu traktuje książki rodzimych twórców. Z księgarnianych półek wybierają utwory zagranicznych autorów. Czy kiedykolwiek spotkała się Pani z takim zjawiskiem i w czym dopatruje się Pani jego ewentualnej przyczyny?

Z cholernej polskiej mentalności. My, Polacy, uznajemy kunszt pisarza dopiero wtedy, gdy zaczynają go doceniać inni. Najlepiej jak książka zostanie przetłumaczona i doceniona za granicą. Zdarza się też, że polscy autorzy piszą pod pseudonimami zagranicznych autorów. Żyjąc za granicą, dostrzegam to, że ludzie nie przyznają się do swojej polskości. Rodzice nie uczą dzieci języka polskiego, wstydzą się, że są Polakami. Ta mentalność częściowo wynika z czasów, kiedy ludzie patrzyli na zachód jak na El Dorado. Pamiętam, jak moja mama jechała do Katowic z Ostrowca po meblościankę, czy kiedy ukradkiem jadłam łyżkę cukru pudru, bo nie było w domu cukierków. Z zachodu przyjeżdżały markowe ciuchy, wyśmienite czekolady od dalekich krewnych, banany. Zachód kojarzył nam się z czymś dobrym, z czymś o czym marzyliśmy.
Na szczęście wszystko się zmienia, także myślenie o zagranicznych pisarzach jako „lepszych niż rodzimi”. Moi czytelnicy cenią właśnie to, że umieszczam akcje swoich powieści w małopolskich miejscowościach. Coraz częściej też słyszę, że polska powieść przeżywa renesans. 

2. Wiosna przychodzi wraz z wieloma swymi oznakami. Gdyby posiadała Pani możliwość jednodniowej przemiany w któryś z jej zwiastunów, to na co padłby Pani wybór i dlaczego?

Zostałabym motylem.

Joanna Wiewióra 

1. Czy tworząc postaci z książek wzoruje się Pani na osobach z Pani życia osobistego, bądź osobach, które Pani wcześniej poznała na swojej drodze, czy stara się Pani je tworzy od podstaw w trakcie pisania danej książki?

Dobra książka to świetna fabuła i wyraźni, ciekawi bohaterowie. Jeśli bohater nie jest interesujący, nikt nie będzie chciał czytać książki. Kiedy piszę, mam zawsze konkretną osobę przed oczami, niekoniecznie kogoś, kogo znam. Może to być aktor, ktoś z kręgu dalekich znajomych czy nawet przypadkowo spotkana w autobusie osoba. Ale często zdarza mi się wybierać prototyp z własnego otoczenia. Zmieniam imię, wygląd, dodaję coś charakterystycznego. Czasami łączę kilka osób w jedną. W mojej pierwszej książce Lukas – przyjaciel Anny, homoseksualista – tak naprawdę ma aż trzy prototypy. 

2. Czy przy pisaniu książki ma Pani wszystko poukładane w głowie i przelewa myśli na papier (bądź na klawiaturę), czy pisze Pani, a następnie wprowadza miliony poprawek?

Zależy. Anna May to najbardziej spontaniczna z moich książek. Niczego nie ustaliłam na początku, żyłam fabułą i bohaterami. Dlatego poprawiałam ją setki razy, wyrzuciłam z książki tonę tekstu, napisałam łącznie trzy zakończenia. Róża była znacznie bardziej uporządkowana, nie chciałam przez pół roku tkwić w błocie tekstu.
Myślę, że mogę się nazwać spontaniczną pisarką. To największa frajda, kiedy moi bohaterowie zaskakują mnie w trakcie pisania, podejmując swoje własne decyzje, a ja tylko idę za nimi i staram się ratować sytuację :D

Edyta Chmura 

1. Relacje międzyludzkie są na tyle skomplikowane, że mogą stanowić niewyczerpane źródło inspiracji. Pisze Pani o problemach międzyludzkich, obliczach miłości, reakcjach w zaskakujących, bolesnych chwilach jak choroba czy śmier
 i zapewne o wielu innych sytuacjach, znanych nam z autopsji. Czy chciałaby Pani, aby jej książki stały się dla czytelników drogowskazem, co zrobi
, wsparciem, bo innych też doświadcza los... Po prostu czymś więcej, niż rozrywką, oderwaniem się od rutyny?

Uważam, że literatura ma różne oblicza. Może służyć rozrywce, ale może też prowokować do głębokich przemyśleń. Pisanie jest dla mnie czymś bardzo ważnym i chciałabym, żeby to co piszę, też było ważne. W momencie kiedy stwierdzę, że moje pisanie jest po nic, przestanę to robić. 

W swoich książkach poruszam tematy, które mnie zajmują, między innymi relacje międzyludzkie, poszukiwanie sensu, szczęścia, miłość. Ale też rodzina, zagubienie, życie bez korzeni, śmierć. Nie wiem, czy moje książki są drogowskazem. Chyba jeszcze nie. Na razie zadaję pytania i szukam, tak jak moi bohaterowie.  

2. Życie z pasją jest łatwiejsze czy trudniejsze od tego bez niej?

Pasja to wielki dar, który wcale nie ułatwia życia. Przymus tworzenia to ciągła walka, próba znalezienia równowagi pomiędzy szaleństwem kreowania a normalnością. To wybieranie między sobą a innymi. 

Samanta Skrzypczak 

1. Najpierw pani nadaje tytuł książki, a potem pisze treść, czy raczej na odwrót?
Co pani bierze pod uwagę, nadając ten tytuł?

Nie znoszę nadawać tytułów swoim książkom. I raczej nie myślę o nich, dopóki nie zakończę pisania. Annę May wymyślił redaktor mojej książki, bo trzeba było ją jakoś zatytułować przed wysłaniem na konkurs, a potem cała seria „Sztuka miłości(ą)” szła imionami bohaterek. Tak naprawdę zmierzę się z tytułami przy nowej serii. 


Beata Górniewicz 

1.Gdyby Pani w tej chwili spotkała bohaterów swoich książek, co by im Pani powiedziała?

Chodźmy się upić.

2.Mieć czy być?

Mieć i być.

Jagoda Gindera 

1. Co jest najprzyjemniejsze w pracy pisarza? Co jest najtrudniejsze? :)

Najprzyjemniejsze jest życie w świecie fikcji razem z bohaterami. Najtrudniejsze jest, kiedy wychodzę z tego świata i muszę funkcjonować w normalności, a normalność mi przeszkadza.

2. Jak w kilku słowach zachęciłaby Pani czytelnika do sięgnięcia po Pani książki? 

Zawsze mam trudność z takimi zadaniami. Może tak: 
Anna May to opowieść o namiętności, sztuce, poszukiwaniu korzeni. Książka napisana dowcipnym językiem, pełna dramatycznych zwrotów akcji. Czyta się jednym tchem. Moi czytelnicy twierdzą, że w dniu gdy zaczęli czytać Annę, nie ugotowali obiadu, bo nie mogli się oderwać.
Za to Róża to głęboka opowieść o bezdomności serca. Jest to najsmutniejsza książką, jaką napisałam, dlatego polecam ją osobom, które szukają w literaturze czegoś więcej niż rozrywki. 

Anna Jeziorska 

1. Czy zawsze Pani marzyła o pisaniu książek? 

Kiedy byłam małą dziewczynką, napisałam z moją koleżanką z ławki romans (który, mam nadzieję, nigdy nie ujrzy światła dziennego). Można powiedzieć, że gdzieś głęboko w sobie przeczuwałam, że będę pisać powieści. W czasach liceum pisałam zbuntowaną poezję w stylu: „wypijmy proste wino”. Potem długo nic i dopiero około trzydziestki wróciła mi chęć pisania. 

2. Jakie ma Pani hobby oprócz książek, bo zakładam, że są autorzy, którzy Panią inspirują?

Maluję. Malarstwo jest tłem dla moich powieści. 

Justyna Ernest 

1. Nie da się ukryć, że malarstwo jest dla Pani w życiu ważne. A jak traktuje Pani pisanie książek – jako pracę, czy raczej hobby? 

Pisanie to moje drugie życie. Fikcja literacka to wymiar, który mnie bez reszty pochłania. Nie liczę na razie na profity z pisania. Literatura, tak jak i sztuka w ogóle, to ciężki kawałek chleba. Na razie jest to moja pasja, ale liczę, że pewnego dnia to się zmieni. 

2. Czy po tym jak napisała Pani swoją pierwszą książkę, stosunek ludzi z Pani otoczenia – rodziny czy znajomych – do Pani osoby uległ w jakimś stopniu zmianie?

Nie. Nie robię z tego „halo”, więc ludzie traktują mnie normalnie. 

Monika Katarzyna Weronika Kosmalska 

1.Czy długo pisała Pani książkę?

Anna May – dwa lata. Róża – sześć miesięcy. Moja nowa, dwutomowa powieść Ari – ponad rok. 

Dziękujemy Agnieszce za poświęcony czas :)


wtorek, 23 maja 2017

Nic do stracenia. Początek - Kirsty Moseley

Uwielbiam książki Kirsty Moseley, więc gdy tylko w propozycjach recenzyjnych ujrzałam jej nową powieść, wiedziałam, że muszę ją mieć. To autorka, która w piękny i emocjonujący sposób pisze o miłości, o przyjaźni, a jej książki niejednokrotnie doprowadzają mnie do łez? Jak było tym razem? Czy dostałam to, czego oczekiwałam? Zapraszam na recenzję „Nic do stracenia. Początek”

Anna razem ze swoim chłopakiem spędza swoje szesnaste urodziny w klubie. To był jej wymarzony prezent, więc Jack załatwił fałszywe dowody osobiste, bo przecież czego nie robi się z miłości. Niestety wieczór, który miał być wyjątkowy, zmienił się w koszmar przez przypadkowo spotkanego Cartera Thomasa, handlarza broni i narkotyków. Dziewczyna zostaje przez niego porwana i więziona w jego mieszkaniu przez kilka miesięcy. Po odnalezieniu Anny i po złożeniu przez nią zaznań mężczyzna trafia do więzienia, z którego wysyła dziewczynie listy z pogróżkami. By zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na urząd prezydenta postanawia zatrudnić dla nie ochronę. Nowym ochroniarzem zostaje przystojny komandos SWAT , Ashton Taylor, który by nie wzbudzać podejrzeń ma udawać jej chłopaka. Czy tak pokaleczona przez los dziewczyna, zaufa mężczyźnie, który na pierwszym miejscu ma jej bezpieczeństwo? Czy połączy ich coś więcej? Zagrożenie pojawia się kolejny raz, gdy okazuje się, że wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna i oprawca dziewczyny może wyjść na wolność. Jeżeli tak się stanie to i Annie i Ashtonowi grozić będzie niewyobrażalne niebezpieczeństwo. Jesteście ciekawi, co będzie dalej? Jeżeli tak, to koniecznie przeczytajcie tę powieść.

„Kirsty Moseley to amerykańska autorka powieści młodzieżowych. Odniosła ogromny sukces, publikując początkowo swoje powieści w internecie. W ciągu kilku lat jej książki sprzedały się w oszałamiającej liczbie 720 00 egzemplarzy. Jej powieść „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” stała się absolutnym hitem wśród polskich nastolatek.”

Powieść ta zaczyna się bardzo tragicznie, autorka uświadamia czytelnikowi jak kilka minut, może wywrócić życie do góry nogami. Jak wspaniałe życie może zamienić się w koszmar, który nawet po latach nie blaknie i ciągle przywołuje koszmary. Jednak zawsze trzeba wierzyć i mieć nadzieję, że lepsze jutro nadejdzie, u Anny pojawi się Ashton, który według mnie był jej prywatnym „aniołem stróżem” który za wszelką cenę próbował przywrócić w jej życiu słońce. Czy mu się to udało? Ja Wam tego oczywiście nie zdradzę.

„Nic do stracenia. Początek” to powieść niezwykle emocjonująca no ale każda z powieści Kirsty, jest właśnie taka. I może choć troszkę napisana jest schematycznie, to nie ma to wpływu na odbiór, gdyż książka niesamowicie wciąga i pochłania bez reszty. Osobiście uwielbiam takie młodzieńcze historie, choć sama już nastolatką nie jestem. Jednak zapewniam Was, że książki tej autorki może czytać każdy, bez względu na wiek.

Narracja poprowadzona jest naprzemiennie, choć więcej rozdziałów jest z perspektywy Anny. Bardzo lubię te zabieg stosowany przez autorów, gdyż męski punk widzenia jest dla mnie fascynujący i z niesamowitą przyjemnością zawsze zagłębiam się w ich przemyśleniach.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze. Szczególną uwagę muszę zwrócić na Annę, która była dla mnie bardzo wiarygodną postacią. Kirsty niezwykle precyzyjnie pokazała walkę dziewczyny z przeszłością i ukazała, jaki wpływ ma ona na codzienność i jak może niszczyć życie. Jeżeli chodzi o Ashtona to jest to dla mnie kolejny cudowny i wspaniały bohater, który szturmem podbił moje serce.

Styl, jakim operuje autorka, jest niezwykle prosty, a przede wszystkim przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, według mnie za szybko, a po zakończeniu czuje się ogromny niedosyt. Na całe szczęście kolejna część ukaże się już niebawem, więc bardzo szybko zaspokoję swój czytelniczy apetyt.

Polecam tę powieść czytelnikom młodszym oraz starszym. To piękna i wzruszająca historia, która momentami potrafi doprowadzić do łez. To powieść o radzeniu sobie dramatyczną przeszłością, o przyjaźni i miłości, ale także o pokonywaniu własnych słabości oraz lęków.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.  

poniedziałek, 22 maja 2017

Noc sztyletników - Adam Węgłowski

Kryminał to gatunek literacki, po który sięgam dość często, w szczególności wtedy, gdy mam przesyt romansów i powieści obyczajowych. Gdy dostałam do recenzji powieść „Noc sztyletników” Adama Węgłowskiego, nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, gdyż to autor, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Jednak, że jestem osobą, która bardzo lubi poznawać twórczość nowych autorów, z zapałem zabrałam się za czytanie. Czy Adam Węgłowski trafił w mój literacki gust? Zapraszam na recenzję.

„Kamil Kord przyjeżdża do Londynu z wizytą do dawno niewidzianego przyjaciela Nikodema Ponara. W tym czasie Kuba Rozpruwacz dokonuje coraz brutalniejszych ataków. W Whitechapel wybucha panika, policja miota się w poszukiwaniu mordercy, a wzajemnym oskarżeniom nie ma końca.
W trakcie własnego śledztwa Kord i Ponar odkrywają wśród polskich emigrantów pewnego sztyletnika. Jaka jest jego rola w tej historii?”

Adam Węgłowski to dziennikarz miesięcznika „Focus Historia”, swoje artykuły publikował także w „Tygodniku Powszechnym”, „Śledczym”, „Zwierciadle” i „W Podróży”. Autor powieści „Przypadek Ritterów”. To miłośnik tajemnic historii, zagadek kryminalnych i powieści detektywistycznych w stylu retro.

Akcja książki toczy się w Londynie w roku 1888 i muszę przyznać szczerze, że jeszcze chyba nigdy nie czytałam kryminału, który byłby osadzony w tych latach. Zawsze wybieram powieści, które toczą się we współczesności, wyjątkiem są romanse historyczne. Jednak autor mnie przekonał, że i dobry kryminał można osadzić w tak późnych latach, a ja z niekłamaną przyjemnością go przeczytałam. Zapewniam Was także, że na pewno przeczytam wcześniejszą książkę autora, bo jeżeli choć w połowie będzie tak dobra, jak „Noc sztyletników” to będę wniebowzięta.

Chyba każdy słyszał o Kubie Rozpruwaczu, który w brutalny sposób mordował kobiety, które parały się najstarszym zawodem świata. Czasami zdarzało się także, że wycinał im organy. Jedni znają tę historię dobrze, inni trochę mniej. Ja właśnie należę do tej drugiej grupy, ale dzięki tej powieści poznałam temat lepiej i na pewno zgłębię go jeszcze bardziej, bo bardzo mnie zainteresował.

Powieść zaczyna się od sceny, kiedy zostaje powieszony dwudziestoczteroletni zabójca. Tylko, czy to na pewno on? Ja Wam tego nie zdradzę, ale zapewniam Was, że jest to książka pełna dynamicznej akcji, nie ma miejsca nawet na odrobinę nudy. Cały czas pojawia się napięcie, pytania się piętrzą, a odpowiedzi brak. Na pewno jest to powieść mało przewidywalna i z zapartym tchem śledziłam poczynania Korda i Ponara, których życie narażone jest na coraz większe niebezpieczeństwo.

Podsumowując, polecam tę powieść fanom kryminałów, jestem pewna, że się nie zawiedziecie. Dla mnie to świetny kryminał, w którym autor bardzo realistycznie nakreślił Londyn w czasach niepewności i strachu. Osobiście bardzo cenie realizm w czytanych książkach, więc jest to dla mnie ogromnym plusem.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

piątek, 19 maja 2017

Miłość z nutą imbiru - Agnieszka Olejnik

Nie każdy autor potrafi w prosty i naturalny sposób pisać o rzeczach trudnych i bolesnych, bez zbędnego ubarwiania i koloryzowania rzeczywistości. Jednak czasami trafiam na książki takich autorów jak Agnieszka Olejnik, która zachwyciła mnie swoim stylem i historią opisującą prawdziwe życie, które nie zawsze ma słodki smak. Zapraszam na recenzję „Miłości z nutą imbiru”, drugiego tomu cyklu „Wszystkie smaki świata”.

Ewa po nieudanym małżeństwie próbuje na nowo ułożyć swoje życie z Andrzejem. Przy nim znów czuje, że żyje, czuje się piękna i pociągająca. Niestety szczęście nie trwa długo, gdyż z Anglii wraca żona Andrzeja i mężczyzna przestaje być z Ewą szczery, przez co zaczynają oddalać się od siebie. Czy uda się uratować ten związek? Czy zawalczą o siebie? Tego Wam nie napiszę, ale zdradzę, że na horyzoncie pojawi się kolejny przystojny mężczyzna.
Ewa także znów martwi się o Klaudię, ale dziewczyna nie chce szczerze porozmawiać z matką, kobieta nie mając innego wyjścia, zaczyna potajemnie śledzić bloga córki. Czy tam znajdzie odpowiedzi? Czy Klaudia wreszcie odnajdzie siebie? Czy w końcu będzie szczęśliwa? Przekonajcie się sami.

„Agnieszka Olejnik to polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. Święcie wierzy, że to od bliskości drzew. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka – odwiedziła m.in. Czrnogórę, Bośnię, Rumunię, Estonię, Sycylię, zjechała całą Skandynawię, by dotrzeć do Nordkapp. Tatry kocha miłością niemal romantyczną. Prowadzi bloga „Barwy i smaki mojego życia”, gdzie opowiada nie tylko o książkach, ale także o fotografowaniu przyrody, zdrowej kuchni i pysznych nalewkach.”

„Miłość z nutą imbiru” to cudowna i wartościowa kontynuacja losów Ewy. To powieść o prawdziwym życiu, o troskach oraz o marzeniach, które ma każdy z nas. Autorka porusza w niej dość trudne tematy, jakimi są: homoseksualizm, czy depresja poporodowa. Jednak nie obawiajcie się, że przygniotą Was problemy bohaterów. Zapewniam Was, że tak się nie stanie, gdyż Agnieszka Olejnik w swojej książce zachowała lekkość, ciepło i przede wszystkim dużo dobrych emocji.

Powieść ta jest wielowątkowa, autorka nie skupia się tylko na życiu i problemach głównej bohaterki, której życie kolejny raz daje w kość. Klaudia przeżywa kolejne młodzieńcze fascynacje, Tamara poznaje uroki macierzyństwa i nawet Andrzej musi zmierzyć się ze swoim problemem. Żaden z tych wątków nie został potraktowany przez autorkę po macoszemu, każdy bohater i jego historia jest ważną częścią tej powieści. Poza tym bohaterowie są bardzo wiarygodni i prawdziwi, dzięki temu bardzo łatwo czytelnikowi nawiązać z nimi więź i się z nimi utożsamić. Jednak tak, jak i w poprzedniej części najbliżej emocjonalnie było mi do Ewy i całym sercem przeżywałam z nią jej wzloty oraz upadki. Podziwiałam ją za jej hart ducha i za to, jak radziła sobie ze wszystkimi problemami.

Polecam Wam tę powieść z całego serca. To przepiękna opowieść o prawdziwym życiu, o marzeniach, o pragnieniach, pełna trudnych wyborów i rozterek, które spotykają wielu z nas. Książka skłania także do wielu refleksji nad życiem, nad samym sobą oraz nad ludźmi, którzy nas otaczają.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


środa, 17 maja 2017

Saga czasu przemiany. Ósme niebo - Łucja Wilewska (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Niewątpliwie okładki książek mają w sobie coś magicznego i potrafią zahipnotyzować czytelnika. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że można wybierać książki po okładce, ale teraz zdarza mi się to coraz częściej, więc kiedy dojrzałam powieść Łucji Wilewskiej, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Okładka mnie zafascynowała, a opis jeszcze bardziej podsycił mój apetyt na tę historię. Dostałam także szansę, by mój blog objął ją patronatem medialnym. Czy piękna okładka znalazła swoje odzwierciedlenie wewnątrz książki? Zapraszam na recenzję.

„Historia dwudziestokilkuletniej pracowniczki krakowskich centrów outsourcingowych, Łucji, której szara, korporacyjna rzeczywistość zmienia się nie do poznania po tym, gdy we śnie tajemniczy wampir o wzroście koszykarza i wyglądzie blond anioła ratuje jej życie. Wampir ma na imię Mikael, a Łucja zakochuje się w nim i usilnie szuka sposobu na to, by ponownie się z nim zobaczyć. Tymczasem dostaje propozycję pracy w nowej firmie, Corporate Wings BPO. Z pozoru typowa korporacja okazuje się wyjątkowym miejscem: szef rekrutacji, Adam, przyjmuje do pracy przede wszystkim lightworkerów: osoby obdarzone duszami upadłych aniołów i istot pozaziemskich.
To opowieść o dorastaniu, poznawaniu prawdziwego siebie, nauce szanowania własnych granic. To historia o wyborze pomiędzy dwoma mężczyznami, pomiędzy namiętnością a miłością. To droga poprzez samego siebie, która prowadzi do odkrycia wyjątkowego skarbu, jakim jest każdy z nas. To pierwszy tom opowieści o miłości i aniołach, a zarazem pierwszej polskiej sagi o lightworkerach.”

Jest jedno słowo, które idealnie określa tę powieść, a mianowicie GENIALNA. Z ręką na sercu zaświadczam, że nie przesadzam i bardzo rzadko oceniam książki tak wysoko. Uwielbiam książki z wątkiem paranormalnym i cały czas wydaje mi się, że niczym już nie można mnie zaskoczyć, jednak Łucji Wilewskiej się to udało i jestem dla niej pełna podziwu, tym bardziej że to jej debiut, debiut idealny. Anioły to postacie, które wręcz kocham i chyba nigdy nie znudzą mi się książki o nich, więc ta historia momentalnie trafiła do mojego serca i duszy.

To, co najbardziej mnie urzekło w tej powieści, to to, że fabuła została osadzona w polskich realiach, w naszym pięknym Krakowie. Przeważnie akcje książek o takiej tematyce dzieją się gdzieś daleko za oceanem. Tutaj mamy polską rzeczywistość bohaterowie są naszymi rodakami i wszystko to tworzy świetną spójną całość.

W powieści tej pojawia się trójkąt miłosny i przyznam Wam się szczerze, że zbytnio za takimi układami nie przepadam, wtedy często zgrzytam zębami i wyzywam na czym świat stoi, że bohaterka nie może się zdecydować, albo wybiera nie tego mężczyznę, którego ja bym wybrała. Jednak w tym przypadku wszystko mi pasowało i teraz nie wyobrażam sobie, że mogłoby tego wątku zabraknąć, tym bardziej że Łucja miała nie lada orzech do zgryzienia. Wątek miłosny został bardzo dobrze poprowadzony, było zmysłowo, namiętnie, a przede wszystkim intrygująco. Kogo wybierze Łucja, Mikaela, czy może Adama? Co wygra, namiętność, czy może miłość? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Styl, jakim operuje autorka, jest bardzo lekki oraz przyjemny w odbiorze, podczas czytania miałam wrażenie, jakbym płynęła przez karty powieści, a zakończenie nadeszło zdecydowanie zbyt szybko. Po prostu mogłabym tę powieść czytać bez końca.

„Saga czasu przemiany. Ósme niebo” to niebanalna i oryginalna powieść o ludziach i aniołach. To historia o miłości, o trudnych wyborach, o akceptowaniu prawdy o sobie, pełna uczuć i motywacji. Łucja Wilewska napisała powieść, która wciąga od pierwszej strony i cały czas chce się więcej. Miłość, namiętność, niebezpieczeństwo i istoty nadprzyrodzone. Czy trzeba czegoś więcej?


Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.

wtorek, 16 maja 2017

Konkurs na żonę - Beata Majewska (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Beata Majewska, którą większość z Was kojarzy jako Augustę Docher, to autorka, której książki biorę w ciemno. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, a historie, jakie opisuje, pochłaniają mnie bez reszty. Czy jej najnowsza powieść „Konkurs na żonę” urzekła mnie jak wszystkie pozostałe? Zapraszam na recenzję.

„Przystojny trzydziestolatek szuka żony. Czy przy okazji znajdzie miłość?”

Hugo Hajdukiewicz to młody prawnik, który na gwałt musi zmienić stan cywilny, w innym wypadku przejdzie mu koło nosa ogromny spadek, który zostawił wuj. Ślub przed trzydziestką i dziecko to warunki jakie zostały zapisane w testamencie. Tylko co zrobić, gdy na horyzoncie nie ma żadnej panny, która nadawałaby się na żonę? Wraz z przyjacielem wpada na genialny plan... i organizują konkurs na żonę idealną.
Dzięki konkursowi poznaje młodziutką i nieśmiałą studentkę Łucję Maśnik, której bardzo szybko się oświadcza i zapewnia o swoim wielkim uczuciu. Niczego nieświadoma i zakochana dziewczyna przyjmuje oświadczyny, wierząc w dobre intencje mężczyzny. Hugo jest niezwykle zadowolony i czuje, że wszystko jest na jak najlepszej drodze do zrealizowania jego matrymonialnego planu. Co zrobi, gdy wszystko zacznie wymykać się spod kontroli? Czy wbrew sobie można się zakochać? Czy Łucja odkryje, dlaczego Hugo jej się oświadczył? Tego wszystkiego musicie dowiedzieć się sami.

Beata Majewska (Augusta Docher) to mama, żona, córka i siostra. Plastyczka, księgowa, manikiurzystka i pisarka. Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman. Polka, Ślązaczka. Tradycjonalistka modyfikowana. Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości i wspaniały człowiek. Na swoim koncie ma już kilka wydanych powieści i cały czas pisze, by jej fani mieli co czytać.

„Konkurs na żonę” to bardzo fajna powieść miłosna, którą czyta się w zastraszającym tempie. Książka niesamowicie wciąga już od pierwszej strony i nie można odłożyć jej na półkę, póki nie pozna się zakończenia tej pogmatwanej historii dwójki bohaterów. Akcja toczy się w miarę spokojnie, ale nie obawiajcie się, nudy nie ma, za to jest ciekawie, zabawnie, tajemniczo i romantycznie. Wiedziałam, że Beata mnie nie zawiedzie i „Konkurs na żonę” będzie kolejną książką, którą zaliczę do ulubionych. No, ale cóż, Beata to autorka, która sprawdza się w każdym gatunku literackim, napisała już książkę z wątkiem paranormalnym, napisała erotyk, który ocieka seksem, więc i romans musiał okazać się świetny. Cieszę się, że są w Polsce autorzy, których książki mogę brać w ciemno, bo wiem, że się nie rozczaruję.

Powieść ta jest bardzo, ale to bardzo zabawna za sprawą Łucji, która jest ogromną gadułą i potrafi zagadać człowieka na śmierć. Buzia jej się nigdy nie zamyka i dzięki temu nieraz pokładałam się ze śmiechu.

„Jeżeli jej nie przerwiesz, opowie ci cały dzień z detalami, nawiąże do dzieciństwa, swoich przyjaciółek, ich chłopaków, jak się mamuty w węgiel kamienny zamieniały, a ty po prostu zasypiasz bez konieczności sięgania po prochy.”

Kreacja bohaterów wyszła autorce naprawdę bardzo dobrze, są oni niezwykle prawdziwi i wiarygodni w swoim zachowaniu. Hugo to mój ulubiony bohater, choć pewnie niektórzy z Was się ze mną nie zgodzą. Ja polubiłam go już od samego początku, gdyż lubię takich bad boyów, którzy wiedzą, czego chcą od życia i po trupach dążą do celu. Hugo to mężczyzna cyniczny, na pozór zimny jak stal, dla którego liczy się tylko to, czego on chce. Żona miała być dla niego tylko środkiem do celu w dążeniu do zdobycia upragnionego spadku. Nie przewidział tylko jednego? Jak zmieni się jego życie, gdy pojawi się w nim Łucja.
Łucja Maśnik to młodziutka i bardzo nieśmiała studentka, którą po śmierci rodziców wychowywała babcia i to ona wpoiła jej, że w życiu najważniejsza jest rodzina, nieważny jest status społeczny i grubość portfela. To dziewczyna spokojna, skromna, ale czasami potrafi podnieść głos i postawić na swoim. Oboje są niczym dzień i noc i mogłoby się wydawać, że w ogóle do siebie nie pasują. Jednak w moim odczuciu są dla siebie stworzeni i idealnie się uzupełniają. Co wyniknie z „Planu Żona”? Ja Wam nie zdradzę, ale zapewniam Was, że warto się przekonać.

Styl, jakim operuje Beata Majewska, jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się w zawrotnym tempie, a zakończenie pozostawia niedosyt i chce się więcej. Ogromnym plusem tej powieści są dialogi, które są bardzo naturalne, a także niewymuszone poczucie humoru, które momentami rozbawia do łez. Powieść pełna emocji, tych dobrych i tych złych i dzięki temu bardzo łatwo utożsamiać się z bohaterami.

„Konkurs na żonę” to powieść, którą mogę Wam polecić z czystym sumieniem. To lekka i przyjemna w odbiorze komedia romantyczna, którą czyta się z ogromnym zainteresowaniem. To słodko – gorzka opowieść o miłości, pełna tajemnic i skrywanych sekretów.

Polecam!

Za możliwości przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica.


Dominika Rosik - Projekt Królowa

Dzisiaj przedstawię Wam debiutancką powieść Dominiki Rosik pt. "Projekt królowa", którą bardzo chętnie wzięłam do recenzji, ponieważ wydawała mi się książką z gatunku młodzieżówka fantasy, a ostatnio nie czytałam nic z tego rodzaju. Zaintrygowała mnie od samego początku opisem, jaki i bardzo estetyczną okładką. Z taką właśnie zachętą, po prostu zabrałam się za tę książkę i wzięłam udział w Projekcie Królowa.

Jesteście ciekawi, co Projekt królowa kryje w sobie? A może sami chcecie wejść do Projektu, tylko jeszcze się zastanawiacie? Zapraszam do recenzji, a wszystkiego się dowiecie!

"Osiem osób. Tajemniczy ogród zimowy. I eksperyment, którego nigdy nie zapomną…

Godzina 17.00. Emily budzi się w podziemiach szpitala psychiatrycznego. Poznaje siedem osób, których nigdy wcześniej nie spotkała. Nikt nie pamięta poprzedniej nocy. Telefony oraz komputery zostały zablokowane. Z każdą godziną sytuacja zaczyna się pogarszać. Pojawiają się kolejne niewiadome i dzieją się rzeczy, których nie da się logicznie wyjaśnić. Ktoś zmusza bohaterów do gry na śmierć i życie...

Prawda? Złudzenie? Żart? Efekt choroby psychicznej jednego z bohaterów? A może wszystkich? Jedno jest pewne. Uczestnicy eksperymentu muszą poddać się regułom gry, żeby znaleźć wyjście z obiektu. Zwłaszcza, gdy wychodzi na jaw, że każda z uwięzionych osób kłamie.

Wraz z bohaterami pozwól się wciągnąć w mroczne miejsce pełne sekretów, plątaniny wizji oraz niedoskonałej pamięci. Obserwuj, jak budzą się demony przeszłości, rodzi się miłość, przyjaźń, nienawiść oraz strach. I przede wszystkim odpowiedz na najważniejsze z pytań: Gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna iluzja?"



"Życie jest wędrówką przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. My jesteśmy wędrowcami. I właśnie spotkaliśmy się w połowie czasu"

Dominika Rosik bardzo staranie nakreśliła plan fabularny. Od razu wprowadziła nas w atmosferę tajemnicy,  a nawet  grozy przed nieznanym. Czytając książkę  czułam tę niepewność bohaterów, czułam ich strach i wszystkie te emocje, które się przewijały z narracji jednego bohatera na następnego. Było to niesamowite, bo przy moim ostatnim spotkaniu z fantastyką młodzieżową, takiego odczucia nie miałam. Całą fabułę mogłabym troszkę porównać do kolejki górskiej. W książce kilka razy mamy taki "wjazd pod górkę", który kumulował w sobie napięcie i to tak bardzo, że czułam to aż we wszystkich mięśniach, a potem nagle "gwałtowny zjazd", w bardzo szczególnych momentach książki (niestety nie mogę nic więcej powiedzieć, żeby nie spojlerować). 

Styl autorki jest natomiast bardzo prosty, nie było tutaj jakiegoś przekombinowania, dzięki temu książkę czytało się dobrze i szybko.

Co mi się jeszcze bardzo podobało, to dobrane cytaty do każdego rozdziału, te cytaty były tak niezwykłe, że chciałabym wszystkie naraz tutaj wykorzystać. 

Gdybym miała wybrać 3 bohaterów, którzy przypadli mi do gustu i na pewno będę ich dobrze wspominać, to Alexander, Emily i George (właśnie w takiej dokładnie kolejności). Moim zdaniem to oni najbardziej się wyróżniali. Alexander i George okazali się zupełnie kimś innym niż jak ich poznawaliśmy na samym początku, a Emily była po prostu charakterna. Alexandra natomiast miałam ochotę schrupać i był on moim faworytem między "walką samców". Szczerze? Ja nadal nie rozumiem dlaczego autorka wybrała  Matthew'a do poprowadzenia fabuły w niektórych momentach książki, był on najbardziej schematyczną postacią w całej książce. Nie miał w sobie nic ciekawego, co mogłoby zachwycić moje czytelnicze wymogi. Była to kolejna postać męska, którą bardzo często można spotkać w książkach. Moim zdaniem brakowało mu charakteru takiego, jaki posiadał na przykład Alexander. George za to był dla mnie największym zaskoczeniem w książce, szczególnie kiedy zaczął dowodzić grupą, zobaczyłam zupełnie inną osobę i to było naprawdę ogromne "WOW". Nie spodziewałam się tego po nim, szczególnie, że autorka sama go wykreowała na takiego faceta, którego jedyną pasją jest siłownia. Absolutnie bez wyrazu. Najbardziej brakowało mi natomiast rozdziału ze strony Jiana, który był matematycznym geniuszem. Fajnie by było poznać jego myśli na temat całego projektu i naprawdę brakowało tutaj jego spojrzenia na całą rozgrywkę. 

Z postaci została jeszcze Katia, o której wole nie mówić, bo postawiłabym ją najchętniej koło Matthew'a oraz Britta i Olafa, którzy byli najmniej wyraźnymi postaciami w książce, w sumie gdyby nie to, że Britta miała jedną "przypadłość" to raczej bym jej nie zapamiętała.

Polecam Wam tę powieść z całego serca. Ja na pewno będę czekała na następne części tej trylogii, szczególnie po tak wywrotowym zakończeniu, którego nadal nie mogę przetrawić, chociaż już od kilku dni książka przeczytana leży na półce. To dobra fantastyka młodzieżowa z elementem psychologii i matematyki, która pokazuje, że ten szkolny przedmiot może być całkiem fajny.

Jeszcze raz polecam, polecam i polecam!


Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Zysk i S-ka

sobota, 13 maja 2017

Rzeka tęsknoty - Joanna Jax (Przedpremierowo, Nasz Patronat Medialny)

Kolejny raz jestem pod ogromnym wrażeniem nieprzeciętnej i nieograniczonej wyobraźni Joanny Jax. Umiejętność tworzenia tak realistycznej rzeczywistości, w tym wypadku wojennej, to prawdziwy dar od Boga, którego strasznie zazdroszczę. Cieszę się, że przed nami jeszcze trzy kolejne części tego cyklu i tym samym jeszcze długo będę mogła obcować z moimi ulubionymi bohaterami.

"Kolejne lata wojny odzierają mieszkańców Europy ze złudzeń na rychłe jej zakończenie. Nie tylko na terenie Polski ludzie stykają się z okrucieństwem, także wycieńczająca wojna na wschodzie odkrywa barbarzyńskie praktyki, gdzie pojęcie człowieczeństwa zostaje zdewaluowane i ludzkie życie wydaje się nie mieć wartości. Los rozdziela czwórkę bohaterów i stawia przed nimi kolejne wyzwania, a brzemię wojny odciska na nich głębokie piętno. Czy uda im się pokonać piętrzące się przeszkody? Czy miłość i przyjaźń wygrają z nienawiścią i egoizmem, gdy ludzkie ścieżki wyznacza historia? Kiedy biografie naznaczone są bólem i krwią, każdy stara się ocalić to, co jeszcze dobrego tli się w człowieku."

Pożoga wojenna trwa i wciąż zbiera swoje żniwo. Bohaterowie powieści próbują odnaleźć się w wojennej rzeczywistości, choć śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Pod wpływem traumatycznych przeżyć "stają się innymi ludźmi", dojrzewają, zmieniają się ich wartości i priorytety. Igor i Walter zaczynają wątpić w swoje ideały, Alicja już inaczej postrzega swoją miłość do Juliana, a Emila dopadają wyrzuty sumienia. Jednak czy ktoś taki jak Emil Lewin ma w ogóle sumienie? Czy może to kolejna próba usprawiedliwienia swoich niemoralnych czynów?

"Rzeka tęsknoty" to już trzecia część cyklu "Zemsta i przebaczenie", jeszcze bardziej emocjonująca, pełna niespodziewanych zdarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Joanna Jax utrzymuje poziom poprzednich części, a nawet skłonna bym była powiedzieć, że jeszcze wyżej podniosła poprzeczkę. Bardzo sprawnie łączy fikcję literacką z prawdą historyczną. Powieść obfituje w mnogość bohaterów szczególnie tych drugoplanowych, którym autorka poświęca dużo uwagi, maksymalnie rozwijając ich wątki, które w naturalny sposób łączą się w doskonałą całość.

Historia ta, jak już sam tytuł sugeruje, przepełniona jest tęsknotą. Uczucie to wręcz wylewa się z kart powieści. Tęsknotą za bliskimi, za normalnością, o którą trudno podczas wojny i jeszcze za czymś bliżej nieokreślonym, co dało się wyczytać "między wierszami" i co wprowadzało momentami niebywale melancholijny nastrój. Przynajmniej takie były moje odczucia.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment artykułu o Joannie Jax, który ukazał się w Rzeczpospolitej. Autorka bardzo ujęła mnie tym zdaniem i utrwaliła ogromny szacunek, jakim ją obdarzam.

"Dziś braku pewności po autorce nie widać. Jak twierdzi, zdołała go przekuć w pokorę i szacunek wobec czytelników. – Wiem, co im się podoba, ale też wiem, co ich czasem potrafi wkurzyć. Cały czas słucham głosów konstruktywnej krytyki i staram się je brać pod uwagę. Piszę w końcu dla czytelników, a nie do szuflady – tłumaczy swoje zaangażowanie."

"Rzeka tęsknoty" to bardzo dobra i warta przeczytania kontynuacja cyklu "Zemsta i przebaczenie". Doskonałe połączenie powieści historycznej, przygodowej i romansu. Ze szczyptą sensacji i tajemnicy. To niezwykła i nietuzinkowa powieść i jestem przekonana, że kolejne części będą równie ciekawe i godne polecenia, czego sobie i Wam życzę.


Za możliwość  przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Videograf.