czwartek, 21 września 2017

Zachód słońca w Central Parku - Sarah Morgan

Bardzo lubię książki o miłości, więc to nic nadzwyczajnego, że takich recenzji na blogu jest najwięcej. No, ale cóż, jestem kobietą i zawsze całą sobą przeżywam takie historie. Trzymam kciuki za bohaterów, kibicuję rodzącym się uczuciom, a jak zakończenie ma happy end, to jestem w siódmym niebie. Ostatnio w propozycjach recenzyjnych trafiłam na książkę, której okładka wywarła na mnie duże wrażenie, a opis spotęgował ciekawość. Ta książka to „Zachód słońca w Central Parku” i dziś mam dla Wam jej recenzję. Zapraszam.

Frankie jest kobietą konkretną i rzeczową. Nie wierzy w związki i ich szczęśliwie zakończenia. Według niej każde małżeństwo rozpadnie się wcześniej lub później, a sama miłość prowadzi tylko do bólu i łez. Strasznie przeżyła rozwód rodziców i nie ma zamiaru powielać ich błędów. Ma pracę, którą uwielbia i cudowne przyjaciółki, na które zawsze może liczyć. Frankie przyjaźni się także z Mattem, który jest bratem Paige. Matt zmaga się z traumą po nieudanym związku i po kobiecie, która go oszukiwała. Gdy mężczyzna zaczyna interesować się Frankie inaczej niż przyjaciel, ta wycofuje się i ucieka w popłochu. Czy Mattowi uda się przebić przez mur, którym otoczyła się Frankie? Czy przeszłość nie stanie im na przeszkodzie? Przekonajcie się sami.

"Sarah Morgan uważa, że romanse to najbardziej satysfakcjonująca z rozrywek. Od dziecka chciała być pisarką i chociaż jej życie nie zawsze podążało w tym kierunku, wreszcie się udało. Jej powieści są optymistyczne, za co często dostaje podziękowania od swoich czytelniczek.
W swojej pracy łączy biznes z przyjemnością. Krytycy określają jej powieści mianem „seksownych i pełnych akcji”. Czy może być lepsza zachęta do czytania?" 

„Zachód słońca w Central Parku” to drugi tom cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Niestety nie wiem, jak to się stało, ale przegapiłam część pierwszą i koniecznie muszę ten błąd naprawić. Jeżeli ktoś z Was też nie ma poprzedniczki, to nie przejmujcie się, bo książkę można czytać bez obaw oddzielnie, gdyż tym razem poznajemy historię Frankie, kolejnej z trójki przyjaciółek.

To bardzo fajna komedia romantyczna, która wciąga od pierwszej strony. Już na samym początku zostajemy wciągnięci do codzienności głównej bohaterki i poznajemy jej przyzwyczajenia. Stopniowo także są odkrywane przed nami przyczyny jej kompleksów i uprzedzeń, dzięki temu bardzo łatwo nam zrozumieć jej stosunek do związków i do miłości. Myślę, że wiele z Was nie będzie miało problemu, żeby się z nią utożsamić, bo jest ona osobą niezwykle ciepłą, sympatyczną i delikatną. Bardzo ją polubiłam i cały czas kibicowałam Mattowi w walce o u uczucia Frankie. Poza tym Matt, to bohater, który bardzo szybko podbił moje serce, chyba najbardziej urzekła mnie w nim jego pewność siebie, która była jedynym sposobem, by obalić mur, którym otoczyła się kobieta. Jego wytrwałość była po prostu godna podziwu. 

„Nie można kochać kogoś, kto nie chce być kochany.” 

Książka zawiera w sobie wiele emocji, które dla czytelnika stają się bardzo namacalne i łatwo odczuwać je wraz z bohaterami. Jest radość, smutek, gniew, namiętność i pożądanie. Po prostu mieszanka idealna.

„Zachód słońca w Central Parku” to niesamowicie wciągająca historia o przyjaźni, miłości i pożądaniu. Więc jeżeli lubicie historie, przy których w Waszych brzuchach harcują motyle, to ta powieść będzie dla Was idealna. Ja spędziłam przy niej miło czas i na pewno sięgnę po inne książki autorki, gdyż myślę, że warto poznać całą jej twórczość.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

środa, 20 września 2017

Absolwentka - SJ Hooks

Bardzo zaciekawiła mnie historia zakazanego romansu pomiędzy profesorem Stephenem Worthingtonem i jego studentką Julią Wilde, więc niecierpliwie wyczekiwałam kolejnego tomu, by poznać ich dalsze losy. Długo czekać nie musiałam i dziś zapraszam Was na recenzję „Absolwentki”.

Jeżeli czytaliście „Debiutanta”, to wiecie, jak wyglądało życie Stephena przed poznaniem Julii. Wiódł on można by rzec bardzo nudny tryb życia, a jego każdy dzień wyglądał prawie tak samo. Wszystko się zmieniło, gdy poznał Julię, najbardziej wkurzającą studentkę na roku. Połączył ich romans, który opierał się tylko na seksie, i który skrzętnie ukrywali. Teraz ich związek przechodzi na wyższy poziom, a dziewczyna w pewnym momencie przeprowadza się do swojego kochanka. Stephen zaczyna rozumieć, że zakochał się w Julii, ale nie chce nic słyszeć o poważnych uczuciach. Czy go nie kocha, czy może tylko udaje? A podstawowe pytanie brzmi, czy jest gotowa na stały związek i czy jeden kochanek w zupełności jej wystarczy?

Bardzo byłam ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Stephena i Julii i przyznam, że sumie moja ciekawość została zaspokojona. Książka napisana jest tak jak jej poprzedniczka, czyli lekko i czyta się ją bardzo szybko. Myślę, że każdy, kto polubił część pierwszą i tym razem powinien zostać usatysfakcjonowany. W moim odczuciu ta część okazała się nieco słabsza, chyba oczekiwałam czego więcej. Chciałam po przeczytaniu powiedzieć WOW, ale to było świetne. Niestety właśnie zabrakło mi takiego bum... Niemniej jednak książka mi się podobała i wcale nie żałuję, że spędziłam przy niej czas.

Książka ta przypadnie na pewno do gustu osobom, które nie lubią ostrych i perwersyjnych scen seksu. Autorka zadbała o to żeby, takie sceny w jej wykonaniu były niezwykle delikatne, subtelne i napisane ze smakiem. Mnie osobiście bardzo to odpowiadało, bo dzięki temu książka wyróżnia się na tle innych z tego gatunku. Dzięki takim szczegółom autorce udało się odbiec od utartych schematów, poza tym tutaj nie mamy bogatego milionera i szarej myszki, którzy goszczą na kartach większości książek. Tutaj mamy całkiem odwrotną sytuację, to Julia jest tą stroną dominującą, a Stephen jest mężczyzną odrywającym arkana seksu.

Myślę, że najsłabszą stroną tej części okazali się bohaterowie. Miałam nadzieję, że w Stephenie zajdzie jakaś spektakularna zmiana, bo choć niewątpliwie stał się on kochankiem zaspakajającym pragnienia swojej kobiety, to niestety nie mogłam pogodzić się z tym, że dalej do niektórych spraw związanych z seksem podchodził z dystansem i z ogromną nieśmiałością. Jeżeli zaś chodzi o Julię, to straciła ona wiele ze swojej drapieżności i momentami wydawała się mi nijaka.

Całościowo książkę oceniam dobrze, bo mimo niedociągnięć dobrze się przy niej bawiłam. Historia Julii i Stephena jest inna i na pewno ciekawa. Uważam, że każdy z Was kto poznał początek tej historii, powinien poznać jej zakończenie...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.  

wtorek, 19 września 2017

Przyszłość ma twoje imię - Elżbieta Rodzeń

Znacie twórczość Elżbiety Rodzeń? Jeżeli nie, to koniecznie musicie zmienić ten stan rzeczy, bo to autorka, która pisze pięknie, wzruszająco i za każdym razem mnie zaskakuje. Teraz było podobnie, bo choć znam jej twórczość „od podszewki”, to nie byłam przygotowana na to, co dostałam w jej najnowszej książce pt. „Przyszłość ma twoje imię”. Momentami czułam się, jakby moje serce zostało wrzucane w maszynkę do mielenia mięsa, by za chwilę uformować się na nowo. To powieść, która ewidentnie trafi do młodszych, jak i starszych czytelników i na pewno wywrze na Was duże wrażenie. Dzięki autorce zafundowałam sobie nieprzespaną noc, sińce pod oczami i opuchnięte powieki, ale dla takich książek warto się poświęcać, a Elżbieta Rodzeń z każdą kolejną swoją powieścią wskakuje coraz wyżej, na mojej osobistej liście ulubionych autorów. Byle tak dalej Pani Elu. 

Blanka właśnie wyprowadziła się z domu, zaczęła studia i znalazła pracę. Jednak ciężko rozpocząć jej nowy rozdział w życiu, gdyż dziewczyna cały czas zmaga się z wydarzeniem z przeszłości. Nawet trzy lata po napadzie, źle radzi sobie z jego skutkami – boi się wejść do sklepu, a ludzki dotyk ją paraliżuje. Teraz szuka spokoju i zapomnienia, ale czy będzie jej to dane? Mateusz nigdy nie miał łatwego życia. Już jako młody chłopak musiał wziąć odpowiedzialność za swojego dużo młodszego brata i cały czas musiał walczyć o przetrwanie. Przeszłość pozostawiła na mim piętno i niestety chłopka nie radzi sobie z emocjami. Pierwsze spotkanie tej dwójki nie będzie należało do udanych, gdyż Blanka nakryje Mateusza w dwuznacznej sytuacji. Jednak wspólna praca i upór Mateusza nie pozwolą dziewczynie o nim zapomnieć. Czy dwójka tak poranionych osób będzie miała szansę na udany i szczęśliwy związek? Czy Blanka pogodzi się z tym, że Mateusz nie przepuścił żadnej dziewczynie z ich wspólnej pracy? Czy mają szansę na nowy wspólny start? Przekonajcie się sami.

„Pamiętaj o tym, co najważniejsze.”
Zacznij od nowa.
Twoja przyszłość jest biała jak śnieg.”

Elżbieta Rodzeń zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Noc świetlików”. Jest pedagogiem terapeutą. Pisze, bo historie, które rodzą się w jej głowie, nie dają jej spokoju, póki nie znajdą się na papierze. Uwielbia czytać, lubi zimowe spacery, nietuzinkowe filmy i dobrą herbatę (prócz spacerów, mamy wiele wspólnego). Wraz z mężem mieszka w małym domku pod lasem. 

Elżbieta Rodzeń – koniecznie zapamiętajcie to nazwisko, gdyż jestem w stu procentach pewna, że to autorka, która wyda jeszcze wiele cudownych i wspaniałych książek. Po przeczytaniu „Dziewczyny o kruchym sercu” od razu wiedziałam, że jej książki można brać w ciemno i być pewnym, że nie zostanie się rozczarowanym. To autorka, która mimo tego, że pisze stylem dość prostym, to trafia w czytelnicze serca, to mistrzyni przekazywania emocji i kreacji bohaterów, z którymi bardzo łatwo możemy się utożsamić. Do tego rozkłada swoich bohaterów na czynniki pierwsze i mamy ich idealne portrety psychologiczne, przy których sami zastanawiamy się nad sobą i własnymi problemami. 

Tym razem poznajemy historię Blanki i Mateusza, którzy w swoim życiu przeszli wiele. Blanka kiedyś spełniała swoje marzenia, jednak po napadzie, do którego doszło, trzy lata wcześniej nie potrafi się pozbierać. Miała nadzieję, że wyprowadzka, studia oraz praca pomogą jej na nowo cieszyć się życiem. Jej nowy sąsiad to Mateusz, chłopak z trudną przeszłością, który przed laty musiał walczyć o wikt i opierunek dla siebie i młodszego brata. Kiedy ta dwójka się poznaje od razu czuć między nimi chemię. Dzięki niemu Blanka się otwiera i inaczej reaguje na dotyk. Są po prostu niczym dwie połówki pomarańczy i pasują do siebie idealnie. On jest balsamem dla jej duszy i ciała, a ona lekarstwem na jego wewnętrzne mroki. Niestety oboje mają między sobą sekrety i tajemnice, które po ujrzeniu światła dziennego mogą wszystko zniszczyć. 

On jest słońcem, wokół którego kręci się mój świat. Jeśli ktoś mi go odbierze, znów zostanę w ciemnościach. 

„Przyszłość ma twoje imię” to bezapelacyjnie przepiękna powieść ukazująca rodzące się uczucie między bohaterami. Uczucie piękne  i krystaliczne niczym łza, ale czy nie taka powinna być właśnie miłość? Mateusz to bohater, którego niejedna z nas chciałaby mieć obok siebie, to chłopak, który nigdy nie zostawi w potrzebie i jak kocha, to raz i na całe życie. Przyznam się Wam, że czytałam tę powieść z zapartym tchem i chłonęłam każde słowo. Akcja książki toczy się własnym rytmem, nie ma zbędnego pośpiechu i gdy wydaje się nam, że już nic nie może się stać, że bohaterowie będą szczęśliwi, powraca bolesna przeszłość, która niczym tornado może zniszczyć wszystko, co stanie na jej drodze. Czy tak się stanie? Tego Wam oczywiście nie zdradzę. Autorka bardzo zaskoczyła mnie tym zwrotem akcji, bo nie wspomniałam o tym, że jest to powieść bardzo, ale to bardzo mało przewidywalna.

To powieść, która cały czas siedzi mi w głowie, bo choć minęło już kilka dni, odkąd skończyłam ją czytać, to nie potrafię zapomnieć tej historii i chyba nawet nie chcę jej zapomnieć. Na pewno do niej jeszcze kiedyś powrócę, bo do pięknych książek warto powracać. Podczas czytania czułam się jak na emocjonalnej kolejce górskiej, bo emocji w niej jest co niemiara. Książka wzrusza i przyznam szczerze, że nie raz w moich oczach pojawiały się łzy, a serce niemiłosiernie krwawiło. Wszystko mi w tej powieści zagrało i mogę ją tylko Wam polecić, jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

„Przyszłość ma twoje imię” to powieść o miłości, ale nie tylko takiej między kobietą a mężczyzną,  to także idealne przedstawienie miłości pomiędzy rodzeństwem, która jest niezwykle ważna. To powieść o przełamywaniu lęków i wspieraniu się w realizacji marzeń.  Historia Blanki i Mateusza niesie w sobie ważne przesłanie, mówiące o wybaczaniu, na które niestety nie zawsze każdy jest gotowy.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

poniedziałek, 18 września 2017

Pakistańska córka - Maria Toorpakai


„Nie pozwoliła, by islam zniszczył jej marzenia.”

Pakistan to jeden z krajów, na którego w ostatnim czasie zwrócone są oczy całego świata. Tam codzienność wygląda zupełnie inaczej niż np. w Polsce. Ludzie starają się żyć normalnie, codziennie chodzą do pracy, dzieci każdego ranka wybierają się do szkoły, a wokoło wybuchają samochody pułapki. Czy wyobrażacie sobie takie życie? Zapewne nie. Po przeczytaniu tej powieści wiem jedno, nie warto narzekać z błahych powodów, bo ludzie na świecie mają sto razy większe problemy niż dziura w ulubionej sukience. Niektórzy codziennie drżą o własne życie, muszą zmagać się ograniczeniami kulturowymi, a kobiety traktowane są gorzej niż psy. Na szczęście są też takie osoby, jak Maria Toorpakai Wazir, która wygrała pojedynek z islamskimi fanatykami i teraz walczy o to, by świat poznał losy zniewolonych kobiet.

„Nazywam się Maria Toorpakai Wazir. Pochodzę z jednej z najbardziej niebezpiecznych części Pakistanu. Mój dom to siedziba talibów. Kobiety wiodą tu bardzo nieszczęśliwe życie...”

Tam, gdzie wychowywała się Maria, kobiety miały wszystko zakazane. Nie mogły się edukować, nie mogły słuchać muzyki, nie było mowy, by same opuściły dom bez męskiego towarzystwa, nie mogły nawet same wybrać sobie ubrania. Kobiety nie mogły mieć własnych poglądów, a gdy któraś z nich została zgwałcona, to tylko i wyłącznie z własnej winy. Każda kobieta już od maleńkości uczona była uległości i posłuszeństwa. Na szczęście nie Maria... Jej rodzina również była głęboko wierząca, ale oni w odróżnieniu od większości traktowali swoje dzieci na równi i wspierali ich we wszystkich działaniach. Maria cały czas miała w nich oparcie nawet wtedy, gdy postanowiła grać w squasha. Dziewczyna podjęła wtedy gigantyczne ryzyko – ścięła włosy, owinęła piersi bandażami i zaczęła udawać chłopca. Ale czy miała inny wybór? Niestety, gdyby nie podjęła tego ryzyka, skończyłaby jak większość tamtejszych kobiet, poniżana, gwałcona i bita. Gdy talibowie zaczęli grozić jej śmiercią, uciekła do Kanady, ocalić życie i spełniać marzenia.

Maria Toorpakai udowodniła, jak wiele w życiu znaczą marzenia i ich realizacja. Jak ważna jest walka o swoje i że tylko ciężką pracą można osiągnąć sukces. Teraz kobieta znajduje się w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych kobiet grających w squasha. Żyje bez ograniczeń i dąży do tego, by cały świat poznał losy tych biednych kobiet. Czy osiągnęłaby to, gdyby nie jej wewnętrzna siła i hart ducha?

Po przeczytaniu "Pakistańskiej córki" mogę Wam napisać tylko, to... żebyście cieszyli się z tego, co macie, spełniali marzenia i walczyli o swoje. Codziennie narzekamy na nasz kraj, nie zdając sobie sprawy, że dla niektórych ludzi na świecie, to raj, w którym każdy może czuć się wolny, zasypiać bez strachu i żyć godnie, tak jak każdy człowiek na to zasługuje. Gorąco polecam Wam tę powieść, bo to książka mądra i niosąca za sobą ważny przekaz.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Michał Podbielski - Wojny Żywiołów. Przebudzenie Ziemi: Powstania


Ostatnie dwa tygodnie sierpnia mogłam przeznaczyć, na pełnoetatowe czytanie. W tym okresie zabrałam się za coś co znacie, albo kojarzycie. Chodzi mi tutaj o drugi tom pierwszej części Wojen Żywiołów Michała Podbielskiego. Dokładnie to "Wojny Żywiołów. Przebudzenie Ziemi: Powstania". Strasznie długi tytuł, co? :) 
Jak dobrze pamiętacie, pierwszy tom, podobał mi się, ale znalazłam w nim jeden mankament, który można powiedzieć, obniżył dla mnie wartość książki: nie było w niej zaczepienia dla głównego bohatera, a akcja była opisywana na każdego z bohaterów, przez co można było się naprawdę nieźle pogubić. Teraz dostałam drugi tom i pierwsze do czego mogłabym się przyczepić, to okładka, która pozostała nie zmieniona od pierwszej części, ale nie przynudzając...

Zapraszam was na recenzję gdzie dowiecie się co sądzę o drugim tomie pierwszej części :)

"Oblubieniec bogini ziemi poszukuje obiecanego w proroctwach Naczynia, które ma odmienić życie ludów Kontynentu Prerii. Będąc daleko od domu, nie zdaje sobie sprawy z tego, że zeszłoroczne wtargnięcie do Epicentrum właśnie rodzi daleko idące konsekwencje.
W tym samym czasie Kamiennoręki zbiera armię mającą wyrwać Wysokie Stepy z rąk Imperium Koralu. Podczas swych działań szybko przekonuje się, że wróg nie stanowi jedynych przeciwności, a natura ludzka potrafi przysporzyć problemów nawet wśród sprzymierzeńców.
Jaką rolę odegrają tu Szare Płaszcze? Czy bogini Wody zainterweniuje? Jakie siły zetrą się ze sobą i jaki będzie finał pierwszego tomu serii „Wojny żywiołów”?"

To, co dostałam w tej części było bardziej dopracowane (no oprócz okładki, o której już wspomniałam). Wszystko było, tak jakby bardziej poukładane, nie było takiego wielkiego misz - maszu, który zastałam w pierwszej części, a historia dla mnie zaczęła mieć ręce i nogi. Styl  bardzo trafny do tego typu literatury. Autor potrafił zaciekawić, a jednocześnie (nareszcie! ) przestał używać tej chłopskiej gwary, która była wcześniej i to dość często. Język stał się bardziej korzystny, widać w nim poprawę i to naprawdę dużą poprawę, a i w druku jest zdecydowanie mniej błędów, przez co książkę czytało się dużo lepiej. Na początku przeraziła mnie ilość stron (728), zwykle takie książki w jakiś sposób zrażają czytelnika i ja również miałam obawy, czy się nie zanudzę, ale miło zostałam zaskoczona, bo książkę, jak na fantastykę połknęłam baaardzo szybko a i pod sam koniec zapragnęłam więcej.

"... Ludzie mają inną mentalność. Nikt nie dba o dobro państwa, dla którego rozwoju teoretycznie pracuje. Każdy chce jak najwięcej dla siebie. To dlatego wyniszczają się nawzajem i umacniają własne pozycje zamiast połączyć siły dla wspólnego dobra..."

Co do fabuły, to na początku strasznie brakowało mi akcji fabularnej od strony Szarych Płaszczy, których szczerze polubiłam. Bardzo szybko jednak znalazłam kolejny wątek, który w pierwszej części mnie nie zachwycił, ale teraz czekałam na jego rozwinięcie. Chodzi tutaj o bardzo ciekawy wątek  Harty oraz Ghora, który mogłabym czytać cały czas. Także historia Namzisa zaczęła mi się podobać, była intrygująca i miejscami humorystyczna.

Gdybym miała podsumować to, co dostaliśmy w tym momencie od autora Michała Podbielskiego, to zdecydowanie powiem, że drugi tom pierwszej części bije na głowę poprzedni tom i jest dużo ciekawszy od poprzedniego. Więcej się w niej dzieje, nie panuje taki chaos, a wszystko jest bardziej poukładane. Zdecydowanie Wam polecam - warto było przedrzeć się przez pierwszą część, aby dostać taką kontynuacje ;)



Dziękuję za przeczytanie Autorowi.

niedziela, 17 września 2017

Książki. Magazyn do czytania

Ostatnio pisałam dla Was recenzję kalendarza i myślę, że nie była ona zła, więc nadszedł czas na kolejne wyzwanie. Poproszono mnie o napisane krótkiej opinii Książki. Magazyn do czytania, którego najnowszy numer ukazał się 5 września. Czy taki magazyn jest czymś, co mogłabym czytać regularnie? Czy artykuły są ciekawe? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w mojej krótkiej recenzji.

Magazyn ma 116 stron, więc całkiem sporo, poza tym nie każdego mogą zainteresować wszystkie artykuły, ale tym się nie martwcie, bo na samym początku znajduje się obszerny spis treści, który kilkoma słowami przybliża nam każdy artykuł, który znajdziemy w magazynie. Sama wybrałam ich kilka i przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Jesteście ciekawi, które to artykuły? Mam nadzieję, że tak, bo i tak Wam je wymienię: Gdzie znaleźć najlepsze porno – literackie śledztwo Marka Bieńczyka, Nowy Jork wcale nie jest cudem – z miastem mitem rozprawia się Nathan Hill, autor głośnych „Niksów”. A prowokuje go Katarzyna Surmiak – Domańska, Na prawo od Dana Browna – Paweł Sajewicz o autorach amerykańskich kryminałów, którzy chcieli się pozbyć Donalda Trumpa, Sendlerowa dla dorosłych – historia Ireny Sendlerowej to nie opowieść o słodkiej męczennicy, tylko o lewicującej choleryczce – dowodzi Joanna Tokarska – Bakir, Raj numer dwa – o kraju, do którego chcielibyście wyemigrować – opowiada Katarzyna Wężyk, Trzy tygodnie męki Toma Hanksa – słynny hollywoodzki aktor tej jesieni debiutuje jako prozaik, Wydawcy polecają. Ciekawe prawda? Myślę, że każdy z Was może w tym magazynie znaleźć coś, co Was zainteresuje.

Nie napisałam jeszcze o pewnym wywiadzie, który chyba zaciekawił mnie najbardziej. Mianowicie chodzi mi tutaj o wywiad z autorką Niną Reichter, z którą rozmawiała Agnieszka Groza. Nina Reichter zasłynęła trylogią Ostatnia spowiedź i teraz wreszcie po latach wraca z nową powieścią „Love Line”, którą miałam już okazję przeczytać, a mój blog objął ją patronatem medialnym. Powiem Wam tak w sekrecie, że to książka, na którą warto czekać. 

„Piszę o tym, co mnie zadziwia i porusza”

Wywiad dotyczy właśnie tej powieści i możemy się z niego dowiedzieć, czy np. akcja książki mogłaby się rozgrywać w Warszawie lub gdzie autorka poszukuje pomysłów na fabuły kolejnych książek.

Magazyn Książki zawiera naprawdę wiele ciekawych artykułów, wywiadów, a także znajdziecie w nim dużo zapowiedzi książkowych na najbliższe miesiące. Warto go więc przeczytać.

sobota, 16 września 2017

Niecne zamiary - Elizabeth Hoyt

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłam czytać romanse historyczne, niestety w ostatnim czasie zdarza mi się to coraz rzadziej i strasznie nad tym ubolewam. Jednak dzięki niezastąpionemu Wydawnictwu Bis zawsze jestem w nie dobrze zaopatrzona. Dziś zapraszam Was na recenzję pierwszego tomu cyklu Tajemnice Maiden Lane pt. „Niecne zamiary”.

Temperance Dews to młoda wdowa, która po śmierci męża poświęciła się prowadzeniu przytułku dla sierot w ubogiej dzielnicy Londynu. Pewnej nocy odwiedził ją lord Caire, który poprosił ją o pewną przysługę – kobieta miała zostać jego „przewodniczką” po tej szemranej dzielnicy. Temperance zgodziła się, jednak postawiła warunek. Mianowicie lord Caire miałby wprowadzić ją do towarzystwa, by mogła pozyskać sponsorów dla przytułku i dla dzieci, które tam przebywały. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że dzięki nocnym eskapadom z lordem, będzie jej groziło niebezpieczeństwo. Znajomość z tajemniczym i kontrowersyjnym arystokratą będzie także zgubna dla jej reputacji, ale dzięki niej kobieta odkryła prawdziwą siebie i uwolniła własne pragnienia. 

„Niecne zamiary” to bez wątpienia jeden z lepszych romansów historycznych, jakie do tej pory czytałam. A uwierzcie mi, że tych romansów były setki, a może i nawet tysiące, bo jako młoda dziewczyna czytałam je nałogowo.

Nie zdawałam sobie sprawy, że Christian Grey może być inspiracją dla tego typu literatury i byłam bardzo zdziwiona, gdy okazało się, że lord Caire, to bohater bardzo do niego podobny i lubiący perwersyjne zabawy seksualne. Podobny, ale zdecydowanie lepiej wykreowany i na pewno bardziej prawdziwy. Muszę przyznać, że kreacja tego bohatera wyszła autorce po prostu świetnie. Okazał się on samotnikiem, który posiadał tylko jednego przyjaciela, odgrodził się od uczuć i od ludzi, którzy w jakikolwiek sposób mogliby te uczucia w nim obudzić. Seks był dla niego tylko rozrywką, a i nie każda panna lekkich obyczajów potrafiła sprostać jego seksualnym fantazjom. Autorka idealnie przedstawiła jego złożony charakter, jego lęki i demony, które cały czas czaiły się pod skórą. Wszystko powoli zaczęło się zmieniać, gdy poznał Temperance, dziewczynę biedną skromną, ale bardzo namiętną, która w sobie dusiła swoje pragnienia. Sama uznawała siebie za rozpustną przez jeden błąd, który kiedyś popełniła. Ta dwójka bohaterów idealnie się uzupełniała, na początku oboje wykorzystywali się na każdym kroku, aż wreszcie później pojawiła się namiętność i pożądanie, no i oczywiście uczucia. Po prostu trafił swój na swego. 

Pojawił się także wątek kryminalny, który wraz z uczuciem pomiędzy bohaterami tworzył zgrabną i wciągającą całość. Była krew, były trupy i czające się zewsząd niebezpieczeństwo, czyli tak jak lubię. Cały czas towarzyszył mi dreszczyk emocji, a w takich książkach naprawdę jest to rzadkością.

To naprawdę bardzo fajna książka, którą mogę Wam polecić. Idealna na odstresowanie i spędzenie miłego południa, czy wieczora, tym bardziej że teraz za oknem szaro, buro i ponuro. Więc jeżeli lubicie romanse historyczne, jesteście gotowi poznać „Greya” z przeszłości, który zdecydowanie jest lepszy od pierwowzoru, to koniecznie musicie przeczytać „Niecne zamiary”. Ja przepadłam i odłożyłam tę powieść na półkę, dopiero gdy dotarłam do ostatniej strony. Teraz mam nadzieję, że uda mi się przeczytać kolejną część o jej siostrze i przystojnym złodzieju.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bis.

Misja Wywiad z Małgorzatą Falkowską



Dziś zapraszamy Was na Misję Wywiad z Małgorzatą Falkowską. Nagrodę za najciekawsze pytanie otrzymuje Ela H-ka. Gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.


Z książką w ręku 
1. W książce "Gorzej być (nie) może" zabrała Pani swoich bohaterów na krótką wycieczkę do Torunia, pokazując im najciekawsze miejsca. Czy zamierza Pani napisać powieść, której akcja toczyłaby się w mieście Kopernika? Kocham to miasto i chętnie wybiorę się z szalonymi bohaterami na spacer po Toruniu. Pozdrawiam. :)

Taka powieść już nawet powstała i to niejedna, choć chyba z tym szaleństwem mają mało wspólnego 😊 na więcej wieści trzeba niestety czekać 😊

Anna Czajkowska 
Nie znam Pani, ani Pani książek. Tym bardziej bohaterów i akcji. Jednakże chętnie poznałabym i miło spędziła czas przenosząc się do świata fikcji? Stąd też pytanie całkiem osobiste, ale i zawodowe: Jak długo jednorazowo spędziła Pani przy komputerze czy brulionie pisząc- tworząc książkę czy jej fragment? Tak bez ustanku - siada Pani na godzinkę, a z tej godzinki wyszło...

Chyba nie powinnam odpowiadać na to pytanie, bo raz siedziałam dwadzieścia godzin z przerwą na toaletę i zjedzenie kanapek.
Wydaje się dużo, ale minęło mi naprawdę szybko i przyniosło zadowalające efekty.

Agnieszka E. Rowka
1. Kogo z Pani daaaawnych krewniaczków chciałaby pani poznać osobiście gdyby była taka możliwość i co by to wniosło do pani życia?

I tu przypomina mi się historia z mojego życia, a w zasadzie z początków spotykania się z moim mężem. Kiedy dowiedziałam się, że ma nazwisko Falkowski, zaczęłam się cieszyć i pytać go: „ale Ty jesteś z tych Falkowskich?”. Biedak nie wiedział o jakich „tych” mi chodzi, ale ja wytłumaczyłam mu jako pilna studentka, że nijaki Falkowski przyczynił się bardzo w dziejach pedagogiki specjalnej w Polsce. No cóż do dziś nie wiemy czy jest z „tych” i to właśnie jego chciałabym spotkać  

2. Czy od zawsze ma Pani tyle do powiedzenia czy to przyszło tak z czasem :P Może była Pani taką skromną nieśmiała dziewczynką a dopiero po jakimś czasu stwierdziła Pani, że dość! Teraz mnie posłuchajcie! Pomaga takie wygadanie w życiu i pracy?

Ale kto powiedział, że ja nie jestem skromna? Jestem i jak chcecie to nagram Wam film o moich kompleksach i trudach, ale to byłby długi wywód. Życie nauczyło mnie, że mamy zbyt mało czasu, aby się przejmować więc ja się cieszę. A że dużo gadam… Ostatnio dość często słyszę, że mam słowotok, a pomyślcie, że ja tak mam z pisaniem też  Słowa jakoś same płyną, a ja im nie przeszkadzam. 
Czy wygadanie pomaga? Na pewno pomaga w wielu sytuacjach. Jakoś nie mam problemu, aby iść dopytać o coś, kiedy czegoś nie wiem (dodam, że jestem mistrzem w zadawaniu naprawdę głupich pytań). 

Mariola Rogowicz 
1. Komu w największym stopniu zawdzięcza Pani pomysły na swoje książki?

Chyba nie komu, a czemu?  mowa tu o śnie. Be wątpienia najwięcej pomysłów wpada mi do głowy właśnie wtedy, kiedy otulona szczelnie kołdrą przytulam się do męża. Możecie mi wierzyć lub nie, ale śpię z zeszytami i długopisem, bo często w nocy (po ciemku) zapisuję te moje złote myśli, których rano nie jestem często w stanie odczytać. 

2. Jaka Pani książka powinna doczekać się ekranizacji? (Pani zdaniem)

Chyba trzeba zacząć od „Męża”, bo był pierwszą częścią, a po niej pójdą kolejne. Nie ukrywam, że jest to moje ciche marzenie, ale kto mi tam zabroni widzieć siebie potykającą się na czerwonym dywanie w drodze na premierę filmu 

Edyta Synyszyn 
1. Czy opisane w Twoich książkach Gosiu historie i przygody bohaterek są czysto wymyślone,czy może jakieś fragmenty z życia bliskich osób lub swoje wpisałaś w książkę?

I tu zacytują słowa mojego taty, który powiedział ostatnio swojej siostrze „Ty uważaj, co przy niej mówisz, bo potem możesz to przeczytać”. Dodał, że już nie muszę zapisywać, bo mózg opanował opcję kodowania i chyba ma rację. Wiele sytuacji miało miejsce w rzeczywistości, część jest ubarwiona, ale wiele są żywcem wzięte. Moja rodzina skrupulatnie szuka tych fragmentów o nich, co w sumie jest niezłą zabawą.

Monika Mi
1. Dzień dobry, nie miałam jeszcze okazji poznać Pani twórczości. Ciekawa jestem jak długo czekała Pani na debiut literacki, co urzekło wydawnictwo w Pani twórczości?

Jak długo czekałam? Jejku chyba ze trzy tygodnie tylko, choć nawet po podpisaniu umowy czekałam na maila z wieścią, że to żart  ot, taka wiara w siebie  a co ich urzekło, to już nie do mnie pytanie. O to trzeba zapytać Wydawnictwo Videograf  (chętnie sama poznam odpowiedź) 

Honorata Jamroży 
1. Czy chciałaby Pani wcielić się w jakąś swoją bohaterkę?

Jejku to mogłoby być straszne doświadczenie. Każda z nich jest inna i każdą z nich lubię, choć bałabym się w którąkolwiek wcielić, bo wiem, jak mną dyrygują podczas pisania. 

2. Czy ma Pani chwile zwątpienia, w których myśli Pani sobie, że może jednak nie warto pisać książek?

Chwile zwątpienia? Żarty jakieś  czasem wątpię tylko w siebie, ale powiem kilka razy do męża „Wojtek, ale ja jestem beznadziejna” i już mi lepiej. Wiara wraca, a złe emocje odchodzą. Pisanie książek to na razie moja odskocznia, choć nie ukrywam, że chyba dojrzewam do myśli, że chciałabym z tego żyć 

Sylwia Waligóra
 1. Postrzegam Panią jako bardzo życzliwą i otwartą na czytelnika osobę. Czy kontakt z odbiorcami, czytelnikami Pani książek w jakiś sposób motywuje do dalszego tworzenia, lub ma wpływ na treść, problematykę książek? 
Pozdrawiam ?

Ja ogólnie jestem otwarta i mam problem z dotrzymaniem tajemnic, choć czasem się udaje. Dla mnie kontakt z Czytelnikami to najfajniejszy etap pracy autora  traktuję Was, jak kogoś bliskiego i dzielę się wszystkim, a Wy odwzajemniacie to. Niedawno jedna z blogerek napisała mi, że jestem najbardziej ludzkim autorem, jakiego zna, co chyba było komplementem 

Hanna Artychowska
1. Jaki jest Pani ulubiony zespół muzyczny?

Czekacie pewnie na jakieś szalone rytmy, a ja wyjadę z IL DIVO  Mam wszystkie płyty, a tej koncertowej to nawet nie odtwarzałam, aby się nie zarysowała przypadkiem.

2. Czyta Pani polskie czy zagraniczne książki, i dlatego?

W większości czytam polską literaturę, bo jest ona naprawdę dobra, choć nie mówię nie zagranicznej. Przecież teraz wyszła kolejna część Millennium, którą trzeba przeczytać, King też raczej nie jest Polakiem, a i Camilla Lackberg nie brzmi polsko. Jeśli jednak spojrzy się na moje książki to wybieram to co nasze. Wolę czytać o Kasi niż o Kate, o Warszawie, a nie jakimś Nowym Jorku. 

Jagoda Gindera 
1.Czy postacie Berki, Zośki i reszty przyjaciółek mają swoje pierwowzory? :)

Strach odpowiedzieć na to pytanie, bo wszyscy zaczną szukać Zośki  część cech faktycznie pochodzi od prawdziwych osób, ale tylko część. Nic nie jest kopiowane w 100%. 

2. Wolisz kawę czy herbatę? :D

Jeśli ktoś chce mnie zabić to niech poda mi kawę  pijam tylko herbatę i tu się nie ograniczam. Kto mnie zna, ten wie, że łyknę chyba wszystko 

Anna Bednarek Zawisza 
1. Kto Panią wspierał w wydaniu pierwszej książki, czy są osoby, którym chciałaby Pani szczególnie podziękować?

Jedyną osobą, która wiedziała, że piszę był mój mąż. Inni dowiedzieli się dopiero po pozytywnej  decyzji wydawcy. To właśnie mój mąż powiedział, żebym wysłała książkę dalej i jemu dziękuję, że stoję teraz na półkach. Bez niego pewnie „Mąż” siedziałby na komputerze aż do śmierci dysku 

2. Czy ma Pani takie marzenie, aby któraś z Pani książek pojawiła się na ekranie, jeśli tak to która to książka?

Podobne pytanie było powyżej, ale powtórzę, że chciałabym tego. Jeśli zatem jest tu jakiś reżyser czy scenarzysta to Falkowska jest gotowa, tylko nie wiem czy Polska również 

Joanna Bytomska 
1. Jak to się stało ze zaczęła Pani pisać książki?

Najprościej powiedzieć włączyłam Worda i pisałam, ale u mnie było trochę inaczej. Owszem włączyłam program, ale skłoniły mnie do tego problemy w życiu prywatnym. Do dziś mówię, że w najtrudniejszym momencie mojego życia pisałam komedię, z której ludzie się śmieją. Było tak, że pisałam i leciały mi łzy, ale to było łatwiejsze. Nie myślałam, byłam w moim szalonym świecie, aż do następnego dnia, kiedy to znów musiałam patrzeć na cierpienie bliskich mi osób. 

2. Co jest Pani największym marzeniem? ???

Marzy mi się domek z ogródkiem, gdzie będę mogła usiąść z mężem, a dookoła będą biegały dzieci i pies  

Katarzyna Chrobak 
1.Czy postaci dziewczyn z paczki mają swoje odpowiedniki w rzeczywistości??

Odpowiedź powyżej 

2. Która jest Pani najbliższa? ?

Nie mogę wybrać jednej, bo każda z nich jest dla mnie ważna, chyba dlatego z pojedynczej historii Berki szukającej męża teraz piszę czwarty tom i nie obiecuję, że to będzie koniec. 

Magdalena Flis 
1. Ile procent dialogów jest ściągnięte z życiowych sytuacji? W sensie humoru sytuacyjnego?

Nie jestem w stanie tego policzyć, ale na pewno dużo mniej niż połowa  Bez przesady, mam też bujną wyobraźnię. 

Olga Nowak 
1. My książkoholicy często utożsamiamy się z bohaterami różnych książek. Czy znalazła już Pani swoje drugie ja w literaturze?

Chyba takiej całkowitej Gośki to nie, ale w każdej książce szukać cząstki siebie  wydaje mi się, że wtedy historia staje się nam jeszcze bliższa.

Izunia Raszka 
1. Dlaczego "Poszukiwani, poszukiwany"? Ten tytuł kojarzy mi się z listem gończym za ciężką zbrodnie...

Chyba ktoś ma coś na sumieniu  dlaczego? Bo Monia i Jolka szukają najpierw ich, potem jego  a co do skojarzenia, to nawet okładka do tego nawiązuje i o to nam chodziło, a ja przecież lubię dziwne tytuły.

Żaneta Haberka
1. Nigdy nie miałam przyjemności z książkami tej autorki :D jedyne pytanie jakie bym jej zadała to jak w kilku zdaniach przekonałaby mnie żebym sięgnęła po jej książkę.

W tym jestem kiepska, ale spróbuję. Jeśli masz dystans do świata i ludzi, to moje książki będą dla Ciebie miłą odskocznią od szarej rzeczywistości, którą ja koloruję, dając Ci małą dawkę śmiechu. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli sama wyrobisz sobie opinię i się nią ze mną podzielisz (tylko uprzedzam, że może to być dłuższa wymiana zdań, bo ja zadaję dużo pytań) 

Magdalena Kö 
1. W jaki sposób pisze Pani książki? W natchnieniu czy raczej systematycznie kilka godzin dziennie?

Kto mnie zna, ten wie, że uwielbiam Mroza. I nie chodzi tu tylko o czytanie go, ale jego systematyczność. Regularnie obiecuję sobie, że będę pisać tyle i tyle dziennie, ale są różne zdarzenia w pracy czy w życiu i nie zawsze mi się udaje. Staram się jednak pisać często, bo wiem, że w mojej głowie rodzi się coraz więcej pomysłów, które nie będą dawały spać. Najtrudniej jest usiąść, potem już przepadam w świecie bohaterów.

Karolina Magdalena 
1. Co Panią urzekło w Toruniu, że postanowiła Pani zostać w nim na stałe?

Mój mąż <3 zakochałam się i tyle. Najpierw w Wojtku, potem dopiero w mieście. Czasem zastanawiam się, jakby to było gdybym wróciła do rodzinnego Włocławka, ale szybko mi mija, bo przecież tak widać chciał los, a ja się jemu kompletnie oddałam i nie żałuję 

Joanna Wiewióra 
1. Czy ma Pani jakiś wymagania jak ma wyglądać konkretna okładka Pani książki czy proponuje ją wydawnictwo?

Przy pierwszej książce to wydawca sam tworzył te „nogi”, o których ja mówię „moje nogi”, bo są poniekąd moje. Potem nastał czas Falkowskich pomysłów, na które chyba Videograf czeka, aby mieć trochę śmiechu. Ja mam wizję, które rysuję, jednak rozumiem je wyłącznie ja, bo talentu to ja za grosz nie mam  czasem na moim fp wrzucam taką moją wizję okładki, która wywołuje salwy śmiechu i się wcale temu nie dziwię  a uwaga w czwartej części mam w planie rysować…to dopiero będzie zabawa 

2. O czym nigdy w książce nie chciałaby Pani napisać. Jakiego tematu nie ,,przeskoczy " Pani bo jest ciężko o nim pisać?

Do niedawna powiedziałabym, że nie napiszę erotyka, ale w sumie mogłabym napisać komediowy erotyk, który z erotykiem miałby niewiele wspólnego. Jeśli chodzi o jakiś konkretny temat, to chyba takiego nie ma. Raczej lubię pisać o tym, co innym przychodzi trudno (prócz tego nieszczęsnego seksu…)

Danusia Cichocka 
1. Skąd wziął się pomysł na kierunek studiów i co doprowadziło do napisania pierwszej książki?

Kierunek studiów to nie przypadek. Już jak miałam trzynaście lat, wiedziałam, że chcę pracować z niepełnosprawnymi intelektualnie, ale nie wiedziałam, jak to się nazywa. Poszperałam i oto wyszła oligofrenopedagogika. A jak to się stało? No cóż, pomógł mi chłopiec z Zespołem Downa, który pewnego dnia powiedział mi „dzień dobry”. Wtedy moje troski stały się mniejsze, bo przecież ona ma trudniej, a się uśmiecha. 
Do napisania książki doprowadziła mnie sytuacja życiowa. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale mi naprawdę pisanie pomogło, choć wtedy nie myślałam, że będzie z tego prawdziwa książka.

Ania Lebioda 
1. Jak to jest wpływać,poprzez swoje książki na wyobraźnię,życie czytelników ? :)

Na wyobraźnie cudownie <3 kocham wiadomość od Czytelników (szczególnie te teraz, kiedy piszą, że mnie zabiją za zakończenie „Poszukiwanych”). Czy wpływam na życie? Tego nie wiem, ale wierzę, że mimo wybuchów śmiechu moje książki skłaniają ludzi też do przemyśleń. 

Mariusz Mario 
1. Jakie ludzkie zachowania budzą w Pani gniew i sprzeciw, czy widząc je reaguje Pani?

Jak ja nie lubię dyskryminacji… aż mnie ciarki przechodzą, wiedząc ile w Polakach jest nietolerancji na jakąkolwiek inność. A przecież świat mógłby być taki piękny, gdyby się wszystkich traktowało równo. 

2. Kto jest najważniejszą osobą w Pani życiu?

Najwięcej czasu spędzam oczywiście z mężem i nie wyobrażam sobie, jaki byłby mój świat bez niego, ale są też rodzice, brat, bratowa, Zuzia, dziadkowie, „Miśki” i Dominika  Oni sprawiają, że moje życie jest udane.

Kamila Babińska 
1. Jakie osoby są pierwszymi czytelnikami pani książki, zanim trafi w ręce wydawnictwa i osób, które oszlifowują ten diament?

Sandra, Magda i Daria, to najbliższe ze znanych mi blogerek i to one często pierwsze wiedzą, co piszę i pomagają podjąć wybór z tym, co dalej. Nie ukrywam, że traktuję je, jak przyjaciółki i cieszę się, że moje pisanie sprawiło, że się poznałyśmy. Gdyby nie „Mąż” pewnie byśmy się nigdy nie poznały, a tak…no cóż potrafimy pisać godzinami i gadać  Dziękuję, że jesteście <3

Małgorzata Rolla 
1. Czy chciała by Pani aby książki zostały przeniesione na ekran.

No gdzie ten reżyser, jak już trzeci raz pytają o ekranizację  

Agnieszka Kamińska
1. Czy boska Falkowska poświęci każdemu kolorowi kredki osobną książkę? ?

Ula ze Sztukatera napisała kiedyś boska Falkowska i tak się ciągnie, a ja nie będę się wychylać, bo mi się podoba  Co do kredek, to kończymy na białym, ale dzieci zadają jeszcze inne pytania i jeśli tylko Wydawnictwo Tadam zechce to poznacie na nie odpowiedzi  

Karolina Magdalena 
1. Jakiego polskiego autora mogłaby Pani polecić?

Jednego? To nie jest możliwe 
Ja stworzę całą listę i ominę Mroza, bo go polecać już nie trzeba. Ale jest moja kochana Sylwia Trojanowska, Ania Dąbrowska, K.C. Hiddenstorm, która mnie nawróciła „fantastycznie”, Iza Milik, Robert Małecki z mojego Torunia czy Kasia Puzyńska, na której książki wyczekuję  Moja lista jest dużo dłuższa, ale pisanie jej zajęłoby zbyt dużo miejsca.

Ela H-ka 
1. Jak wyobraża sobie Pani swoje czytelniczki?

Nie chcę nikogo urazić, ale wyobrażam sobie je, jak samą siebie. Trochę szalone, z głową w chmurach, ambitne, ale bez przesady, bo jakoś trzeba żyć. 

Dziękuję za pytania i możliwość udzielenia na nie odpowiedzi. Tych przekonanych do mnie zapraszam na mój fp, a tych nieprzekonanych także, bo co im tam szkodzi dać się przekonać  

piątek, 15 września 2017

Zła Julia - Leisa Rayven

Kilka miesięcy temu pisałam dla Was recenzję „Złego Romea” link. Książka niesamowicie mi się podobała i niecierpliwie oczekiwałam kolejnej części, by dowiedzieć, jak dalej potoczą się dalsze Cassie i Ethana, którzy spotkali się po latach. Byłam bardzo ciekawa, czy Cassie mu wybaczy i czy Ethan odzyska jej zaufanie. Ciekawiła mnie także dalsza historia początku ich związku, bo nie poznaliśmy wszystkich faktów i cały czas zagadką było jego odejście od dziewczyny. Czy wszystko zostało wyjaśnione? Czy kolejny raz zostałam usatysfakcjonowana? Zapraszam na recenzję „Złej Julii” Leisy Rayven.

Minęło kilka lat od rozstania Cassie i Ethana, a kobieta nadal nie wie, dlaczego przed laty ją zostawił bez słowa wyjaśnienia, nie oglądając się za siebie. Kiedy ponownie pojawia się w jej życiu Cassie musi znaleźć w sobie dość siły, by udawać, że jest jej obojętny, choć serce i ciało rwie się do niego. Jednak dzięki sztuce, w której razem grają, Ethan ma sposobność, by zbliżyć się do Cassie. Kocha ją i chce ją odzyskać oraz jej zaufanie. Nie będzie to łatwe, ale Ethan się zmienił i na pewno nie podda się w tej walce. Cassie próbuje sobie wszystko poukładać w głowie i dalej przypomina sobie wydarzenia sprzed lat, ich rozstania i powroty. Wie, że nadal nie zna całej prawdy o mężczyźnie, który zawładnął jej sercem. Czy mają jeszcze szansę? Czy tym razem historia Romea i Julii skończy się szczęśliwie? Przekonajcie się sami.

„Ten mężczyzna symbolizuje dla mnie wiele rzeczy. Był moim pierwszym prawdziwym przyjacielem. Moją pierwszą miłością. Pierwszym kochankiem. Stwórcą rozkoszy przerastających moje najśmielsze oczekiwania, autorem bólu większego niż uważałam za możliwy do zniesienia. To prawie niewyobrażalne, bym pogodziła te wszystkie jego wcielenia z mężczyzną, którym chce być. Z tym, który chce być dla mnie tym jedynym.”

Leisa Rayven mieszka w Australii wraz z mężem, dwoma synami i kangurem o imieniu Howrad. Pisania zawsze było jej pasją, chociaż marzyła także o karierze aktorki. W dzieciństwie uwielbiała pisać sztuki, w których obsadzała swoich znajomych.

Bardzo czekałam na tę część, gdyż autorka pozostawiła czytelników w zawieszeniu i to w momencie, który był bardzo ważny. Na całe szczęście „Zła Julia” zaczęła się dokładnie w tym samym miejscu, co skończył Romeo, więc mamy jasność sytuacji i poznajemy dalsze wydarzenia.

Uważam, że ta część jest napisana na takim samym poziomie co jej poprzedniczka, więc oczywiście wychodzi na to, że bardzo mi się podobała. Naprawdę mi się podobała, tym bardziej że autorka tym razem przemyciła w treści ogromną dawkę realizmu, który został zawarty w jednym z wątków. Mianowicie chodzi mi tutaj o ich związek, który okazał się związkiem toksycznym i wyniszczającym. Inicjatorem tej toksyczności był Ethan, który w przeszłości został skrzywdzony i niestety przełożyło się to na jego dalsze życie. Odnosiłam wrażenie, że oboje utknęli w tym związku i nie potrafili się z niego wydostać. Miejscami wydawało mi się, że relacja pomiędzy tą dwójką bohaterów, była niczym uzależnienie od drugiej osoby. Pojawiała się także zaborczość i zazdrość, a to wszystko razem wzięte, nie mogło wróżyć niczego dobrego. Odchodząc od Cassie, Ethan podjął najlepszą z możliwych decyzji, bo dzięki niej po latach mógł powrócić do jej życia całkiem odmieniony. Jednak nie tak łatwo jest odbudować utracone zaufanie...

Pojawiło się także sporo humoru, który niesamowicie bawił, może jest go troszkę mniej niż w poprzedniej części, ale uwierzcie mi na słowo, że niektóre sceny potrafiły doprowadzić mnie do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Najbardziej utkwiła mi w głowie pewna sytuacja z Jack'iem Avery w roli głównej, gdy dziewczyny na zajęciach odgrywały pewną rolę. Uwierzcie mi, że jak zaczęłam się śmiać, to ciężko było mi się uspokoić. Takich momentów jest więcej, ale chyba ta scenka rozbawiła mnie najbardziej.

Tak jak w poprzednim tomie akcja toczy się dwutorowo i poznajemy teraźniejszość oraz lata, gdy ta dwójka chodziła do szkoły teatralnej. Tych retrospekcji jest zdecydowanie więcej niż teraźniejszości, ale jest to koniecznością, by zrozumieć relację, jaka łączyła ich kiedyś i tym, co teraz dzieje się między nimi. Dodatkowym atutem jest to, że tym razem możemy zajrzeć do pamiętników Ethana, które pisał przez te wszystkie lata. Dzięki nim łatwiej zrozumieć jego zachowanie i odkrywamy, jak tak naprawdę był poraniony i pogmatwany oraz jak niewyobrażalnie cierpiał.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to nie mam do nich w sumie żadnych zastrzeżeń, są oni bardzo złożeni i każdy z nich dźwiga na swoich barkach własne demony. Mam tylko jedno "ale" do postaci Ethana, który w teraźniejszości momentami wydawał mi się zbyt idealny i przez to miałam wrażenie, że stracił wiele ze swojego wyjątkowego charakteru.

„Zła Julia” to niewątpliwie powieść pełna namiętności i pożądania. Pełna smutku, rozczarowań i łez. Bezapelacyjnie jest to książka, która chwyta za serce i na pewno jeszcze do niej kiedyś wrócę. 
Wiem, że zdania na temat tej książki są podzielone, jednak dla mnie najważniejsze, jest tylko to, że mi się podobała i mam nadzieję, że spodoba się i Wam.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.






Gra miłości - Huntley Fitzpatrick

„Magnetyczna opowieść o dwojgu pogubionych nastolatkach, których połączy niełatwa miłość”

Od czasu, gdy tata Alice Garrett miał wypadek i wylądował w szpitalu, dziewczyna ma cały dom na swojej głowie, musi także opiekować się młodszym rodzeństwem, które na pewno do aniołów się nie zalicza. Alice jest dziewczyną, która „na pewno” nie umówi się z przyjacielem swojego brata, który wlecze za sobą spory ciężar przeszłości. Tim Mason zdecydowanie nie jest materiałem na chłopaka. Pije, pali, ćpa, a przygodny seks jest dla niego normalnością. Cały czas także pakuje się w kłopoty i gdy kolejny raz zostaje wyrzucony ze szkoły i traci pracę, ojciec stawia mu ultimatum. Chłopak postanawia wyprowadzić się z domu i zatrzymuje się u Jase'a, brata Alice. Oboje znają się już od dawna, jednak dopiero teraz zaczyna się między nimi coś dziać. Wiedzą, że zakochanie się w sobie, nie jest najmądrzejsze, ale czy nie warto czasami pójść za głosem serca? Przekonajcie się sami.

Jestem pod dużym wrażeniem tej powieści, gdy zaczynałam ją czytać, byłam przekonana, że dostanę coś, czego pełno jest na księgarnianych półkach. Jednakże pomyliłam się i to bardzo, bo historia Alice i Tima nie jest cukierkową i przekoloryzowaną opowieścią o miłości, jakich wiele. Autorka naprawdę zaskoczyła mnie na ogromny plus, bo wiemy, że tak naprawdę życie nie jest usłane różami i czasami ma słodko - gorzki smak. Ta historia jest bardzo prawdziwa i mówi o problemach, które dotykają wielu z nas. Autorka uświadamia czytelnikowi, że każdy ma szansę na miłość, na spotkanie swojej drugiej połówki, nawet osoby, takie jak Tim, który boryka się z wieloma nałogami i ma ogromny bagaż z przeszłości. Czytając, niejednokrotnie w moich oczach pojawiały się łzy wzruszenia, ale także wiele razy uśmiech gościł na mojej twarzy. To naprawdę piękna opowieść pokazująca, że droga do prawdziwego uczucia nie zawsze jest łatwa, często okazuje się, że trzeba przebyć wyboisty szlak pełen rozczarowań i błędów, by odnaleźć miłość.

Bardzo spodobał mi się fakt, że autorka nie skupiła się tylko na relacji między bohaterami, więc jest uczucie, jest miłość, ale dużą uwagę poświęcono także rodzinie i więzom, które ją łączą oraz problemom, z którymi zmaga się Tim. Alice i Tim nie mają łatwego życia, a na ich barkach leży wiele obowiązków, zmagają się także z własnymi problemami. W ogóle bardzo polubiłam tę dwójkę bohaterów. Alice to odpowiedzialna, cierpliwa i pewna siebie dziewiętnastolatka, która musi otoczyć opieką swoje rodzeństwo. Tim ma siedemnaście lat, ogromne poczucie humoru i problemy, z którymi nie powinien borykać się nastolatek. Na domiar tego wszystkiego w jego życiu pojawią się kolejne zawirowania i chłopak będzie musiał zmierzyć się z zupełnie dla niego nową sytuacją. Muszę wspomnieć także o dzieciakach Garrettów, bo są oni po prostu niesamowici i dzięki nim czasami wybuchałam śmiechem. Musicie poznać ich koniecznie.

„Gra miłości” to naprawdę piękna historia pełna uczuć, rozczarowań, ale także nadziei. To powieść mówiąca o tym, że nikt nigdy nie powinien być sam, że we dwójkę wszystko staje się łatwiejsze, a przede wszystkim o tym, że razem jest się silniejszym i łatwiej uporać się z przeszłością i ruszyć dalej.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.  

Konkurs

Kochani, dziś przychodzimy do Was z konkursem, w którym możecie wygrać aż trzy nasz patronaty: "Konkurs na żonę" i "Bilet do szczęścia" Beaty Majewskiej oraz "Drugie dno" Jolanty Kosowskiej. Zasady konkursu są bardzo proste:

* w komentarzu pod postem wyraź chęć udziału w konkursie
* zostań obserwatorem naszego bloga

Będzie nam także miło, jeżeli polubicie fp Literatura kobieca - co czytać?, fp autorek Beata MajewskaJolanta Kosowska

Konkurs trwa do 25 września, a wyniki pojawią się w ciągu trzech dni. Czas na wysyłkę nagród to trzydzieści dni i wysyłamy je tylko na terenie Polski. Zastrzegamy sobie prawo do zmian w regulaminie konkursu.
Powodzenia!


czwartek, 14 września 2017

Misja Wywiad z Verą Eikon

Dziś zapraszamy na Misję Wywiad z Verą Eikon. Autorce dziękujemy za wszystkie odpowiedzi i informujemy, że "Przedpiekle" trafia do Marysi Ski. Gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp.

Izabela Wyszomirska

1. Z recenzji "Między prawami. Przedpiekle" zauważyłam, że bohaterowie Pani powieści niejednokrotnie przekroczą granice prawa. Czy tworząc powieść, która składa się głównie z wątków walki z przestępczością jakoś szczególnie się do tego Pani przygotowywała? Co było najtrudniejsze?

Antybohaterami moich powieści są: mordercy, gangsterzy i oszuści. Po drugiej stronie mamy więc bohaterów — z założenia dobrych — policjantów, agentów, prokuratorów. Ale świat nie jest jednowymiarowy, a ludzie nie są jednoznacznie dobrzy czy źli. (Zdarzają się oczywiście skrajne przypadki.) Bohaterowie nie stoją więc wyłącznie po stronie światła, walcząc ze złem zewnętrznym. Oni muszą stawić czoła złu, jakie zagraża im wewnętrznie.
Jeśli chodzi o przekraczanie granic prawa, powiem krótko — jestem zdania, że nasze polskie prawo karne jest zbyt łagodne i w wielu przypadkach nie gwarantuje kary miarodajnej do popełnionych zbrodni. Szczególnie jeśli mamy do czynienia ze zbrodnią o dużej szkodliwości społecznej, jaką jest na przykład handel narkotykami. Walka z nimi, aby była skuteczna, wymaga czasami nagięcia pewnych narzuconych przez procedury zasad. Nie można tego jednak uogólnia
. Każdy przypadek jest inny i należy go rozważać indywidualnie. Oczywiście, każdy kto decyduje się na przekroczenie granicy, ma pełną świadomość konsekwencji, jakie mogą z tego wypłynąć.
Przygotowanie się do pracy nie poprzedzało jej. Zagłębiam się w dany temat, gdy wymaga ode mnie tego fabuła. To ona jest najważniejsza i najtrudniejsza za razem — upewnienie się, że historia działa, ma sens i zadowoli czytelnika.

2. W swojej najnowszej powieści pokazała Pani powiązania pomiędzy polityką, policją i mafią. Granica między prawem, a bezprawiem może być bardzo cienka i tak naprawdę nigdy nie wiadomo gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. A jak Pani to widzi? Czy to wszystko już się zatarło?

Zdarza się, że ta granica się zaciera, jednak wtedy mamy do czynienia z gigantycznym problemem. Człowiek, który nie odróżnia dobra od zła, relatywista, stanowi duże zagrożenie dla otoczenia. Np. gangsterzy włoskiej mafii, nie uważają się za złych przestępców. W ich mniemaniu są przedsiębiorcami tworzącymi państwo w państwie, a złem jest dla nich otoczenie zewnętrze, próbujące zneutralizować ich działania.

Polityka, policja i mafia to środowiska bardzo oddzielne, przeciwstawne. Jednak rzeczywistość już nieraz pokazała nam, jak te światy potrafią się przenika
. Oficerowie osłaniający działania grup przestępczych, korupcje w urzędach, układy w ministerstwach, pozorowane samobójstwa — słyszymy o tych sprawach, czytamy o nich w gazetach. Nie wiadomo na jaką skalę zdarzają się podobne problemy, ponieważ dotyczą one również wymiaru sprawiedliwości. Widzę to czarno, ale nie beznadziejnie. Zawsze jest nadzieja, dopóki znajdują się ludzie gotowi walczyć z nieprawością.

Joanna Wiewióra
1. Ile lat miała Pani, gdy zaczęła się Pani przygoda z pisaniem i co do tego Panią skłoniło?

„Przygoda” to dobre określenie dla czynności pisania. Rzeczywiście pozwala nam ono przeżyć więcej, niż oferuje nam sama rzeczywistość. Zaczęło się wcześnie. Ja jestem jedną z tych piszących, którzy od dziecka wymyślają historie, przenosząc się do rozmaitych, fantastycznych światów. Przelewanie tych historii na papier zaczęło się, gdy miałam może 12-13 lat. Moją pierwszą próbą fabularną była krótka powieść grozy z pogranicza fantastyki. Dużo pisałam też wierszy. Tak że pisanie było dla mnie naturalną drogą wyrażania tego, co działo się w mojej duszy i głowie, a działo się sporo.


2. Jakie miejsce na ziemi jest Pani marzeniem, które chciała by odwiedzić i zobaczy?

Bardzo chciałabym odwiedzić Ziemię Świętą. Ponieważ mam jeszcze małe dzieci — a chciałabym, aby była to podróż duchowa, pełna skupienia i celebracji — muszę odłożyć ją na jeszcze kilka lat.


Karolina Magdalena
1. Kto jest Pani ulubionym autorem i za co go Pani ceni?

Już od wielu lat jest to Fiodor Dostojewski i nikomu jeszcze nie udało się go przebić. Uwielbiam jego gawędziarstwo, to jak swobodnie oprowadza nas po swoim świecie. Czytając go, można odnieść wrażenie, że siedzi obok nas i opowiada historie wyłącznie dla naszych uszu.

2. Dlaczego zdecydowała się Pani pisać pod pseudonimem?

Powody były bardzo praktyczne. Nie chciałam, by zapanował wokół mnie chaos i dezorientacja odnośnie tego, co i jak publikuję. Moje wcześniejsze powieści bardzo różniły się od serii „Między prawami”. Potraktowałam ją jak projekt, próbę nowego gatunku, jakości i sposobu publikowania.

3. Czy zamierza Pani wrócić do wypróbowanych już wcześniej gatunków, romansu i powieści obyczajowej, czy jednak kryminał to Pani droga?

Dla sprostowania chciałabym podkreśli, że nigdy nie napisałam romansu. Powieść „Hydra pamiątek” została określona jako „romans” przez wydawcę, jednak jest to powieść obyczajowo-filozoficzna, w której romans jest wątkiem.
Nie wykluczam, że oderwę się kiedyś od kryminału. Wszystko zależy od tego, jaka historia mnie znajdzie (bo głęboko wierzę, że to opowieść znajduje autora — nie odwrotnie). Na ten moment czuję się dobrze w kryminale i sensacji.

Marysia Ski
1. "Przedpiekle" czy to rodzaj stopniowania grozy, czy coś zupełnie innego?

„Przedpiekle” to przedsionek piekła. Piekło na ziemi. Historia o tym, jak okropny i okrutny los jest w stanie zgotować człowiek drugiemu człowiekowi. Różne są wyobrażenia piekła. Niektórzy ludzie uważają, że piekło to pustka, inni, że czekają nas tam męki fizyczne. Dla mnie jest to miejsce, w którym brat zwraca się przeciw bratu, w którym umierają najwyższe wartości, miejsce pozbawione Boga.

Agnieszka E. Rowka
1. Miłość czy nienawiść — czym pani walczy na co dzień?

Jednym z moich ulubionych cytatów jest mądrość mistrza Yody: „Strach wiedzie do gniewu. Gniew do nienawiści. Nienawiść powadzi do cierpienia.” Roztropnie byłoby więc unikać nienawiści. Ergo — miłość jest jedynym wyjściem.


2. Kto z Panią pojedzie na miesiąc na bezludną wyspę i dlaczego akurat ta osoba?

Oczywiście mój mąż, a z nami kilku autorów! Najlepiej wypoczywamy razem. Oboje też uwielbiamy czyta. Moglibyśmy więc wylegiwać się godzinami na plaży, pochłaniając kolejne lektury, jednocześnie ciesząc się swoim towarzystwem.

3. Ceni Pani ciszę i spokój czy raczej życie pełne zawirowań?

Spokój, spokój, spokój. A że los bywa przewrotny, a nawet złośliwy, zdarzają mi się zawirowania. Na szczęście zawsze są one takie, z jakimi jestem w stanie sobie poradzi.

Ewelina Eweluśka
1. Co Pani ceni najbardziej u innych osób?

Umiejętność niezależnego myślenia i poszanowanie dla cudzych opinii. Myślę, że obie umiejętności są na wagę złota w dzisiejszych czasach i każdy z nas powinien próbować je w sobie pielęgnować.

2. Które ze świąt jest Pani ulubionym?

Nie będę tu chyba oryginalna, kiedy powiem, że Boże Narodzenie. I nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego. Ale żeby było ciekawiej, powiem, że ogromne znacznie ma dla mnie okres Wielkiego postu. To czas wyjątkowy, podczas którego możemy dużo kontemplować i pracować nad umacnianiem swojego charakteru.

3.Gdzie chciałaby Pani pojechać na wymarzone wakacje?

To pytanie padło już wcześniej i odpowiedź jeszcze się nie zmieniła. Moim marzeniem jest podróż do Ziemi Świętej.

Kasia Sk
1. Czy pamięta Pani od czego wszystko się zaczęło, ten moment - "napisze książkę", co miało na to wpływ?

Nigdy nie było takiego "magicznego momentu". Pisanie ogólnie zaczęło się od krótkich form wierszowanych i zapisków w pamiętniku. Jeśli zaś chodzi o dojrzalsze powieści, to jest tak, że nagle znajduje mnie jakaś inspirująca scena i z niej rozwija się cała opowieść.

2. Jak zaczyna Pani pisać książkę, to czy ma już Pani ułożoną w głowie historie od początku do końca, czy tylko jakiś zarys, a dopiero przy pisaniu tworzy się cała reszta?

Pisanie powieści jest procesem twórczym, zaskakującym. Zaczynając pisać powieść, nigdy nie wiem, jaki będzie efekt końcowy. Bardzo często jest tak, że to bohaterowie prowadzą mnie od sceny do sceny. Są na tyle niezależni, że ich decyzje często wpływają na rozwój wydarzeń. Oczywiście zaczynam z pewnym zarysem, czasami planem na zakończenie, ale nigdy nie trzymam się do tego kurczowo.

3. Jak to jest z tytułem? Powstaje na końcu już po napisaniu książki, czy na samym początku i staje się hasłem przewodnim?

Zawsze mam jakiś tytuł roboczy, ale ten właściwy wyłania się z powieści. Powinien coś zapowiadać, wzbudzać zainteresowanie, być dźwięczny i łatwy do zapamiętania. Tytuł uważam za wisienkę na torcie!

środa, 13 września 2017

To, co zostawiła - Ellen Marie Wiseman

Ostatnio bardzo ciekawią mnie powieści, w których pojawiają się szpitale psychiatryczne. Niesamowicie mnie te książki wciągają, tym bardziej że nie zawsze osoba, która tam trafia jest obłąkana. Niedawno w moje ręce trafiła powieść Ellen Marie Wiseman „To, co zostawiła”. Autorka zupełnie mi nieznana, ale temat bardzo interesujący, więc postanowiłam dać jej szansę. Czy zostałam usatysfakcjonowana i zatraciłam się w odmętach szaleństwa? Zapraszam na recenzję.

Izzy Stone już jako dziecko doświadczyła ogromnej tragedii. Jej matka zabiła jej ukochanego ojca, a później trafiła do zakładu psychiatrycznego. Wtedy też zaczęła się jej tułaczka. Najpierw trafiła do babci, a później pojawiło się wiele rodzin zastępczych. Gdy była nastolatką, jej los się odmienił, gdyż trafiła pod dach ludzi, którzy wreszcie obdarzyli ją miłością. Gdy dziewczyna wraz z przybraną matką porządkowała walizki byłych pacjentów szpitala psychiatrycznego, trafiła na stos listów z 1929 roku, które skrywały tajemniczą historią Clary Cartwright. Clara zakochała się we włoskim emigrancie i kiedy chciała wyjść za niego za mąż, jej ojciec postanowił zamknąć ją w ośrodku dla obłąkanych. Ta historia nie będzie dawała jej spokoju. Dwie młode kobiety i dwie różne historie. A może jednak coś je łączy? Przekonajcie się sami.

„Przerażająca historia o demonach przeszłości i prawdzie czekającej , aby wyjść na jaw”

„Urodziła się w Three Miles Bay blisko północnego Nowego Jorku. Ellen ma niemieckie korzenie i choć na stałe
mieszka w Stanach Zjednoczonych, to właśnie germańska kultura i historia fascynują ją najbardziej. Często udaje się na wycieczki do Europy, skąd przywozi inspirację do pisania powieści. Prowadzi sielankowe życie, mieszkając z mężem i trzema niesfornymi psami w pobliżu jeziora Ontario. „

Na samym początku muszę napisać, że ta powieść przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Liczyłam się z tym, że przepadnę z kretesem, bo naprawdę uwielbiam takie książki, ale nie spodziewałam tego, co dostałam. A dostałam naprawdę rewelacyjną powieść, która miejscami wiała grozą i przerażała. 

Autorka przybliżyła nam historię dwóch dziewczyn, każda jest z innej epoki, więc raz znajdujemy się wraz z Izzy w 1995, a następnie cofamy się w czasie do roku 1926 i poznajemy historię Clary. Jeżeli miałabym wybrać, która opowieść wywarła na mnie większe wrażenie, to na pewno byłaby, to część o Clarze, której okazała się okrutną historią dziewczyny, która według ojca zakochała się w nieodpowiednim mężczyźnie i dlatego trafiła do zakładu dla obłąkanych. Uwierzcie mi na słowo, że to, co tam z nią się działo niejednokrotnie jeżyło mi włosy na głowie, można to określić jedynie mianem tortur. Takie właśnie kiedyś były psychiatryki. Ta historia okazała się niezwykle emocjonująca i na pewno nikt nie chciałby przeżyć tego, co ta dziewczyna.

„Każdego dnia modliła się, aby grabarz już wkrótce wykopał grób dla niej. Z wyjątkiem czasu przeznaczonego na posiłki oraz wyprowadzania do toalety dwa razy dziennie, spędzała dni i noce przykuta do łóżka.”

Rozdziały Izzy nie są wcale gorsze, też pojawia się w nich wiele emocji, bo już jako dziecko przeżyła wielką tragedię, która odcisnęła piętno na jej życiu. Matka zamordowała jej ojca i sama trafiła do zakładu psychiatrycznego. Gdy po latach dziewczyna znajduje tajemnicze listy, zaczyna się zastanawiać nad swoim dzieciństwem i tym co, tak naprawdę się wydarzyło.

Narracja jest trzecioosobowa i wiem, że nie każdy za nią przepada. Ja na całe szczęście nie mam z tym problemu, bo bardziej interesuje mnie fabuła książki, niż to, w jakiej narracji została napisana. 

Mam nadzieję, że choć trochę zainteresowałam Was tą książką, bo to naprawdę dobry thriller połączony z New Adult. To historia pełna tajemnic i mrocznych sekretów, które prędzej, czy później wychodzą na jaw. Jest to powieść pełna emocji, która skłania do wielu refleksji i potwierdza prawdę, że nie zawsze wszystko jest takie, jakie się nam wydaje, a każda historia może mieć drugie dno. 
Jeżeli lubicie historia smutne, ale dające nadzieję, to ta powieść jest dla Was idealna.

Na końcu książki znajduje się wywiad z autorką, który jest bardzo ciekawy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.