Czerwony parasol - Wiktor Mrok

Czerwony parasol - Wiktor Mrok

„Zimowa Moskwa. Siedemnastoletnia Tatiana, wracając z treningu gimnastyki, nie wie jeszcze, że jej życie za chwilę zmieni się nieodwracalnie. Kiedy w swoim domu, w zamożnej dzielnicy miasta, znajduje brutalnie zamordowanych rodziców i siostrę, nie pozwala sobie na rozpacz. Działa instynktownie, wiedziona twardym sportowym charakterem. Zabezpieczona przez ojca,
odkrywa w domowej skrytce tajemnicze ampułki i pendrive’a. Los nie dał jej wyboru − musi dorosnąć, musi podejmować decyzje, od których zależy jej życie i dużo, dużo więcej. Czy wykaże się bezwzględnością? Czy będzie potrafiła zabić z zimną krwią? Liczy się wykonanie zadania.”

Jak już wiecie, uwielbiam czytać debiuty  i naprawdę bardzo często biorę do recenzji książki debiutujących autorów. Przeważnie trafiam na same perełki, a jak było tym razem? Poza tym lubię kryminały i thrillery, które są dla mnie ogromną odskocznią od książek, które przeważnie mają za zadanie tylko i wyłącznie umilanie mojego czasu. „Czerwony parasol” to powieść, która w połowie spełniła moje wszystkie oczekiwania. Początek miałam dość ciężki i nie mogłam za bardzo odnaleźć się w fabule, wszystko było dla mnie dość chaotyczne i mało zrozumiałe. Na całe szczęście po kilkudziesięciu stronach tak się wkręciłam, że czytałam książkę w każdej wolnej chwili. Zdecydowanie jest to książka dość specyficzna, a do stylu autora trzeba się przyzwyczaić i albo się go polubi, albo znienawidzi. Jak możecie się domyślić, ja należę do tej pierwszej grupy i odpowiadało mi to, jak książka została napisana, choć wiem, że niektórzy z Was mogą nie polubić zbyt dojrzałego stylu autora.

„Czerwony parasol”to powieść oparta na faktach, ale mnie bardzo trudno było rozróżnić, co było prawdą, a co fikcją literacką. Akcja książki rozwija się stopniowo i dopiero po jakimś czasie nabiera tempa, dostarczając wielu emocji, napięcia i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Powieść ta odsłania metody tajnych służb specjalnych i przedstawia wątki historyczno - polityczne. Jako ciekawostkę napiszę, że znajdziecie w niej także wątek miłosny, który był dla mnie dużym zaskoczeniem. Czy mi się podobał? Zdecydowanie tak, chociaż, jak dla mnie był on trochę zbyt „rozwleczony” i przez to akcja książki tak jakby stanęła w miejscu.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to mam z nimi mały problem, gdyż niepotrzebnie autor ich zbytnio wyidealizował, przez co wydawali się mało realistyczni, sztuczni i nijacy. Strasznie mnie to irytowało.

Mimo tych kilku wad uważam, że książka jest dobra i naprawdę wkręciłam się w fabułę. Ta powieść to fajna sensacja, to trzymający w napięciu thriller, a także opowieść o miłości. Jeżeli lubicie takie książki, to polecam.

Piotr Adamczyk - Powiem Ci coś

Piotr Adamczyk - Powiem Ci coś


Na tę książkę natknęłam się naprawdę przypadkiem. Gdyby nie propozycja wydawnicza to ta pozycja kompletnie by mnie ominęła, a ja sama straciłabym kawał dobrej książki. Jak pewnie wydedukowaliście już sobie, przyciągnął mnie najbardziej opis, chociaż okładka jest w pewien sposób też przykuwająca. To tyle z mojego wstępu, ponieważ już nie mogę się doczekać, aby napisać Wam o moich wrażeniach po tej książce! Zapraszam serdecznie na recenzje!

Na pierwszym planie poznajemy pisarza, który jest bardzo samotny, chociaż można powiedzieć (na moje oko), że powodzi mu się w życiu, wynajmuje pokój studentce malarstwa. Tulinka - bo tak pieszczotliwie ją autor nazywa w książce, to dziewczyna z pasją, ale i małą tajemnicą. Między tą dwójką rodzi się uczucie, a  za to na "drugim planie" poznajemy historię kryminalną, która w jakiś sposób (ah, ale bym wam powiedziała! ) łączy się z tą parką zakochanych.

To jest moja pierwsza przeczytana książka Piotra Adamczyka i powiem Wam, że czuję się z tym źle, że wcześniej nie znałam książek tego Autora. To co opisał w książce "Powiem ci coś" wgryzło się we mnie i odejść nie może.
Powiem Wam, że na początku traktowałam ją jako taką lekką lekturę, prowadzoną jak pamiętnik, przez co myślałam, że główny bohater jest przy mnie, siedzi i opowiada mi to wszystko przy kawce/herbatce (niepotrzebne skreślić :)). Całość ma taki lekko sielski klimat  i gdzieś tam klei się jakaś sprawa kryminalna, na którą ja na początek przyznam szczerze, w ogólnie nie zwróciłam zbytniej uwagi. Przez to, trochę przytępiło to moje zmysły, aż w końcu w jakimś momencie, postanowiłam jeszcze raz przeczytać wszystkie rozdziały "kryminalne". 

Powiem też Wam, że takie poprowadzenie fabuły było bardzo ciekawym elementem w tej książce, wiecie, coś się działo, a my jednocześnie nie popadaliśmy w rutynę. Jedyne co, bardzo w tej książce nie podobały mi się te bardzo krótkie "rozdziały" i przeskakiwanie z jednej myśli na drugą.  Rozumiem zamysł tego i w sumie na początek traktowałam to jako zaletę, ale później zaczęła mnie taka narracja trochę męczyć. Natomiast całość książki muszę podsumować na duży, duży plus.

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, każdy czymś się różnił, i każdy miał bardzo ciekawą historie, dzięki czemu książka nie była nudna, można było też wiele się dowiedzieć z takich dość dziwnych rzeczy, ale to zobaczycie gdy złapiecie się za tę książkę! ❤️
Bardzo wam polecam! To bardzo ciekawy kawałek literatury, który polecę każdemu! Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Dziękuję za możliwość przeczytania wydawnictwu Dobra Literatura ❤️

Oskarżyciel, Niewinna - Whithey G.

Oskarżyciel, Niewinna - Whithey G.

Dziś mam dla Was recenzję dwa w jednym. Postanowiłam od razu napisać o „Oskarżycielu” i o "Niewinnej" Whitney G, czyli dwóch pierwszych tomach cyklu Domniemanie niewinności. Nie przepadam za pisaniem zbiorowych recenzji, ale tutaj naprawdę nie opłacało mi się pisać oddzielnych opinii z dwóch powodów. Po pierwsze drugą część czytałam zaraz po pierwszej, a drugi chyba najważniejszy powód, to taki, że książki te są niczym nowelki, bo każda z nich ma zaledwie sto kilkanaście stron. Myślę, że rozumiecie, o co mnie chodzi, więc zapraszam na recenzję.

„Czy można wybaczyć kłamstwo, kiedy w grę wchodzi pożądanie?”

Andrew Hamilton to zabójczo przystojny prawnik, który nie wchodzi w bliskie relacje z kobietami, interesują go tylko przygody na jedną noc. Gdy na czacie dla prawników poznaje Alyssę, zaczyna często z nią korespondować. Dziewczyna jest dla niego jedną wielką niewiadomą i choć ich rozmowy stają się coraz bardziej odważne, to Alyssa nie chce się z nim spotkać, twierdząc, że w ogóle nie jest w jego typie. Gdy na staż do jego biura zgłasza się piękna i ponętna dziewczyna o imieniu Audrey, Andrew bardzo szybko orientuje się, że jest, to właśnie kobieta, z którą się zaprzyjaźnił, i z którą miałby ochotę robić wiele sprośnych rzeczy.
Niestety jest jedna rzecz, której przystojny prawnik nigdy nie wybacza i jest KŁAMSTWO. Czy dla Audrey zmieni swoje postępowanie? O tym przekonajcie się sami.

Na samym początku muszę nadmienić, że po otworzeniu przesyłki, przeraziła mnie objętość książek, bo każda z nich ma zaledwie ponad sto stron. Myślę, że jest to dużym minusem i o wiele lepiej byłoby, gdyby z dwóch tomów powstał jeden, ale to tylko takie moje gdybanie. Zastanawiałam się także, czy autorce udało się, na tak małej ilości stron umieścić, to co najważniejsze i czy będę w stanie dobrze poznać bohaterów. I wiecie co? Moje obawy były na wyrost, bo historia tej dwójki bohaterów okazała się świetna, a tym bardziej dopracowana w każdym szczególe.

Bardzo polubiłam bohaterów nawet Andrew, który momentami zachowywał się po prostu jak dupek. Jednak na jego usprawiedliwienie napiszę, że mężczyzna został zraniony w przeszłości i przez to brzydził się kłamstwem, miał problem z zaufaniem jakiejkolwiek kobiecie i za nic na świecie nie chciał się wiązać. Tylko nie wiedział, że na jego drodze stanie tak piękna kobieta, jak Audrey, która sporo namiesza mu w głowie. Audrey, to dziewczyna bardzo ambitna, która dążyła do wyznaczonych celów i mimo przeszkód spełniała swoje marzenia. Nie dogadywała się z rodzicami, którzy nie popierali w stu procentach drogi, którą dziewczyna chciała podążać i przez to nie wspierali jej w realizacji marzeń.

Styl autorki jest prosty i bardzo lekki w odbiorze, książki czyta się w ekspresowym tempie, mnie przeczytanie tych dwóch części zajęło zaledwie półtorej godziny. Mogłabym chyba nawet stwierdzić, że czasami mniej znaczy lepiej, bo naprawdę mimo tego, że te dwa tomy to dwieście stron tekstu, to autorka przekazała w nich to, co najważniejsze, a tym bardziej niesamowicie mnie zaciekawiła i niecierpliwie czekam na kolejny tom. Książki te przepełnione są napięciem seksualnym, pożądaniem, namiętnością, humorem, a na deser znajdziecie w nich tajemnicę z przeszłości Andrew. 

Jeżeli lubicie lektury lekkie, przyjemne i mało zobowiązujące, to cykl Domniemanie niewinności będzie dla Was idealny. Mnie pochłonęła ta historia i czekam na więcej. 

Polecam! To świetna nowość!

Kobiety wzdychają częściej - Agata Przybyłek

Kobiety wzdychają częściej - Agata Przybyłek

„Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest mieszkać pod jednym dachem z mężem, obłędnie przystojnym wuefistą i byłym narzeczonym?

Zuzanna właśnie znalazła się w takiej sytuacji. Gdyby tego było mało, do Jaszczurek przyjeżdża ekipa telewizyjna, by nakręcić film o wypadku, który zdarzył się tuż pod jej domem! Zuzanna niespodziewanie zostaje gwiazdą filmową i nie jest tym zachwycona…”

Bardzo lubię twórczość Agaty Przybyłek i cieszę się, że moja recenzyjna kolejka wreszcie pozwoliła mi zagłębić się w dalszych przygodach Zuzanny. Pierwsza część skończyła się dość dramatycznie i przez długi czas nie wiedziałam, co dalej namąciła autorka w życiu kobiety i reszty bohaterów. Teraz już wszystko wiem i uwierzcie mi na słowo, że i tym razem życie Zuzanny wywróciło się do góry nogami. Nie będę przybliżać Wam zbytnio fabuły, bo wiem, że na pewno sporo z Was nie czytało części pierwszej, a nie chcę bezsensownie spojlerować. Tym razem w życiu i w sercu kobiety zapanował totalny chaos. Tomeczek dalej próbował zawrócić jej w głowie, do tego był Teodor, który zwierzył jej się z tego, dlaczego przed laty zostawił ją prawie przed ołtarzem, no i mąż, który bardzo szybko wrócił do starych nawyków i zostawiał kobietę, by kusił ją diabeł ;) Na domiar wszystkiego do Jaszurek przybyła ekipa telewizyjna, która chciała nakręcić o Zuzannie film dokumentalny dotyczący wypadku, w którym ucierpiała. Prawda, że sporo tego wszystkiego? Ale to i tak nie wszystko, bo mniejsze problemy będą pojawiać się w życiu kobiety sukcesywnie.

Książka jest niesamowicie ciekawa, fabuła wartka i naprawdę raz, dwa idzie wsiąknąć w tę historię. Poza tym Agata Przybyłek pisze z niesamowitym humorem, co ogromnie uwielbiam w książkach, bo mimo tego, że poruszane są czasami trudne tematy, to wszystko opisane jest w taki sposób, że momentami idzie boki zrywać. Styl, jakim operuje autorka, jest niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze, dialogi świetne, a opisy nie nudzą, lecz zaciekawiają. 

Bardzo polubiłam Zuzannę i cały czas trzymałam kciuki, by jej życie rodzinne i miłosne znów wpadło na prawidłowy tor. To ona jest główną bohaterką i to jej autorka poświęciła najwięcej uwagi, dzięki temu można ją poznać od podszewki. W książce jest sporo postaci, ale myślę, że jeszcze Ludwik i Teodor zasługują na kilka słów ode mnie. Polubiłam tych facetów, choć nie wiem, czy jak zacznę czytać koleją część, to nie zmienię zdania na temat Ludwika, czyli męża Zuzanny. To mężczyzna, który momentami mnie irytował, zwalając, wszystko na głowę żony, ale bardzo szybko potrafił swoim zachowaniem zmienić moje podejście do niego. Jeżeli chodzi o Teodora, to stwierdzam, że było mi go żal. Cały czas było widać, że uczucia, które żywił do Zuzanny przed laty, nie osłabły i momentami wypływały na wierzch. Nie wiem, czy nie złamię swojej świętej zasady i nie zacznę czytać kolejnej części pozakolejkowo, bo naprawdę zakończenie namąciło mi w głowie ehhhh.

„Kobiety wzdychają częściej” to świetna powieść obyczajowa ze sporą dawką humoru. Gwarantuję Wam, że nie raz wybuchniecie niekontrolowanym śmiechem. To świetna książka o prawdziwym życiu, o najbliższych, ale przede wszystkim o miłości.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Zawiedzione nadzieje - Mari Jungstedt

Zawiedzione nadzieje - Mari Jungstedt



Cześć! Długo zabierałam się do recenzji książki "Zawiedzione nadzieje", ale w końcu postanowiłam, że muszę zacząć. Bardzo czekałam na tę książkę, bo w końcu uwielbiam kryminały, a skandynawskie kryminały, to jest to, "co misie lubią najbardziej". Podzielę się z Wami moimi odczuciami, co do tej pozycji, więc zapraszam na recenzję.

"Po suto zakrapianym alkoholem wieczorze spędzonym w „Szwedzkim pubie” zamordowana zostaje Linda Andersson. Policja podejrzewa o dokonanie tej zbrodni męża ofiary, Bengta, gdyż oboje małżonkowie pokłócili się ostro tego wieczora. Ma on jednak dobre alibi, więc szybko zostaje wypuszczony z aresztu. Kiedy kilka dni później w podobnie okrutny sposób zamordowany zostaje właściciel pubu i zarazem przewodnik turystyczny, z którym żona Bentga miała romans, policja znów go podejrzewa. Śledztwo przybiera zupełnie inny obrót, gdy dochodzi do całej serii ataków bombowych na ośrodki turystyczne na Gran Canarii. Szwedzka dziennikarka Sara Moberg próbuje wraz ze swoim przyjacielem, norweskim byłym policjantem, Kristianem Wede, na własną rękę wyjaśnić te wszystkie zagadkowe incydenty."

Zacznijmy od stylu autorki. Z tego co zdążyłam zauważyć niektórzy piszą, że autorka ma bardzo lekki styl, ale ja przy lekturze tej książki czułam się znudzona, a samo czytanie szło mi bardzo opornie i nie miałam z niego żadnej przyjemności. Nie mówię tutaj, że Marie źle pisze. O nie, autorka ma dobry styl, umie poprowadzić naprawdę ciekawie dialogi, ale to nie wystarczy. Jedną rzeczą, która bardzo mocno mnie nużyła były strasznie długie opisy przyrody. Czasami miałam wrażenie, że czytam jakąś książkę podróżniczą, a nie kryminał, który ma mnie mocno wciągnąć. Jednym z problemów tej książki jest też bardzo "płytko" ukryta tajemnica. Przez narracje "teraz - kiedyś" już na tacy mamy podane, kto to zrobił i możemy też się domyślić z jakiego powodu. To zniszczyło moim zdaniem cały potencjał tej książki i wszystkie moje pozytywne doznania, ponieważ po opisie liczyłam na coś więcej. Na WOW, które mnie zaskoczy i wbije w fotel. Tak się niestety nie stało. 

Bohaterowie mieli swoje dobre i złe momenty w tej fabule. Jednym z takich bohaterów, który w sumie był epizodyczny - był Bengt, mąż zamordowanej Szwedki, który nie pamiętał nic z wieczoru poprzedzającego tragiczne wydarzenie. Jego uczucia zostały bardzo dobrze rozpisane, a  zagubienie tej postaci można było odczuć przez karty powieści. Za to bardzo, ale to bardzo zawiodły mnie postacie Sary Moberg oraz Kristiana Wede. Rozdziały których byli bohaterami ciągnęły mi się niebywale. Moim zdaniem te postacie były bardzo sztuczne, nie było czuć żadnych emocji bijących od nich, do tego leżały jeśli chodzi o ich psychologię.

Cóż, jeśli miałabym podsumować tę książkę, to powiedziałabym, że tytuł tej recenzji brzmiałby dokładnie jak książka, czyli "zawiedzione nadzieje", bo takie miałam odczucia po przeczytaniu powieści, której potencjał tak brutalnie został zniszczony.

Czy polecam? Mnie ona nie przekonała, ale jeśli będę miała możliwość sięgnięcia po inną książkę autorki, to zrobię to, aby dać jej drugą szansę. Może po prostu trafiłam na tę gorszą pozycję?

Za przeczytanie dziękuję Wydawnictwu Bellona.

Fallen Crest. Akademia - Tijan

Fallen Crest. Akademia - Tijan

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Tijan nie należało do udanych, ale jestem osobą, która przeważnie daje kolejną szansę, więc zabrałam się za czytanie „Fallen Crest. Akademia”. Czy po przeczytaniu tej książki, zmieniłam zdanie na temat twórczości Tijan? Zapraszam na recenzję.

„Czy dziewczyna, której na niczym nie zależy, i którą niemal wszyscy zawiedli poczuje coś innego niż nienawiść?”

Kiedy rodzice Sam rozeszli się, dziewczyna wraz z matką zamieszkała u jej nowego faceta. Wtedy także do życia dziewczyny wkroczyli synowie biznesmena - Logan i Mason Kade. Jednak po ostatnich zawirowaniach w swoim życiu, których naprawdę było sporo (bo rozstanie rodziców to dopiero początek góry lodowej) Sam nie zamierzała nawiązywać z nimi żadnej bliższej relacji, poza tym za wszelką cenę nie chciała, by ktokolwiek się dowiedział, że teraz mieszka w jednym domu ze „sławnymi” braćmi. Niestety nie zawsze życie układa się tak, jak chcemy i często z nas sobie żartuje, więc zadrwiło sobie z Sam, bo dziewczyna po jakimś czasie nawiązała bliższy kontakt z braćmi, a jeden z nich wkradł się także do jej serca… Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.

"Tijan swoją karierę z pisarstwem rozpoczęła stosunkowo późno. Jednak nie przeszkadza jej to tworzyć powieści, które kochają czytelniczki na całym świecie. Jest bestsellerową autorką „New York Timesa”, „USA Today” i „Wall Street Journal”. Pisze przede wszystkim romanse, zarówno serie, jak i standalone’y. Prywatnie jest właścicielką cocker spaniela, którego kocha ponad wszystko, partnerką mężczyzny, od którego jest absolutnie uzależniona i pióroholiczką – ma niepohamowany apetyt na pisarstwo!"

Na samym początku muszę się Wam przyznać, że z wielkimi obawami zabrałam się za tę książkę, bo tak jak napisałam wyżej, moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki było bardzo nieudane. Do tego doszło sporo niepochlebnych recenzji, na które wpadłam zupełnie przypadkiem, a jak wiecie, nie czytuję ich zbyt często. Jednakże książka miło mnie zaskoczyła, bo choć zawiera kilka elementów, do których mogłabym się przyczepić, to jednak historia tych młodych bohaterów pochłonęła mnie na kilka ładnych godzin. Sporo osób porównuje tę powieść do serialu Plotkara, ale jako że liczę już sobie kilkadziesiąt wiosen, to ten serial jest mi zupełnie obcy. Ja akurat tę książkę mogłabym przyrównać do Mody na sukces (to oglądałam w odległej młodości ;)) w wersji young i o dziwo nie jest to minusem, ale zdecydowanie plusem tej historii. W tej książce dzieje się tyle, że czasami ciężko za czymkolwiek zdążyć, dramat goni dramat i naprawdę nie ma chwili, by choć na chwilę odsapnąć, by nabrać w płuca powietrze i powiedzieć… o ja pierdzielę, co tutaj się dzieje! 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to przyznam, że jedyną osobą, którą dane jest nam dobrze poznać, jest Sam. I choć może nie obdarzyłam jej wielką sympatią, to na pewno w jakimś stopniu ją polubiłam. Sam to dziewczyna, która wszystko ma w nosie, nie przejmuje się tym, co myślą o niej inni, ma okropne stosunki z matką (którą osobiście nazywałam nieczułą i wredną… możecie się domyślić, co miało być dalej), czasami odnosiłam wrażenie, że w jej głowie zamontowany jest przełącznik, którym wyłączała swoje emocje. Dziewczyna wiele przeszła w bardzo krótkim czasie i te wszystkie sytuacje miały wpływ na jej podejście do życia i zachowanie. To także dość irytująca bohaterka, ale ja już na takie się uodporniałam. Jeżeli chodzi o braci Kade, to autorka poskąpiła nam informacji i naprawdę nie wiem o nich zbyt wiele. Logan to ten weselszy z braci, lubi się zabawić, a seks taktuje jak każdą inną normalną rzecz. Za to o Masonie to już chyba nic nie wiem, jest on dla mnie ogromną zagadką i mam nadzieję, że w kolejnym tomie autorka bardziej przybliży mi jego postać. Oczywiście w książce pojawia się mnóstwo bohaterów, jedni są ważni, drudzy mniej, ale pół dnia zajęłoby mi opisywanie większość z nich.

Mnie naprawdę ta książka się podobała, mimo tego, że wiele sytuacji, które opisała autorka, na pewno nie wydarzyłoby się w rzeczywistości. Więc jeżeli lubicie trochę poplątane historie, to Fallen Crest. Akademia”, będzie dla Was idealna. Będzie się śmiać, będziecie się wkurzać i na pewno niecierpliwie będzie wypatrywać kolejnej części.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Siostrzyczka - Sue Fortin

Siostrzyczka - Sue Fortin

W ostatnim czasie czytałam bardzo dużo romansów i powieści obyczajowych, a jako że nie lubię zbyt długo siedzieć w jednym gatunku literackim, to musiałam go sobie zmienić. Padło na książkę, którą dostałam od wydawnictwa Harper Collins, czyli thriller psychologiczny „Siostrzyczka” Sue Fortin. Uwielbiam takie książki i mam ich za sobą naprawdę dużo. Czy autorce udało się mnie czymś zaskoczyć? Zapraszam na recenzję.

„DWIE SIOSTRY
JEDNA MÓWI PRAWDĘ
DRUGA MA OBSESJĘ”

Clare ma życie o jakim zawsze marzyła. Kochający mąż i dwie cudowne córeczki, to dla niej cały świat. W jej życiu brakuje tylko jednej osoby – ukochanej siostry, którą przed laty zabrał ojciec i ślad po niej zaginął. Kobieta przez wiele lat razem z matką szukała zaginionej Alice, ale nigdy nie wpadła na żaden trop. Gdy po latach matka Clare dostaje list od zaginionej córki, bardzo szybko namawia ją, by odwiedziła ich wszystkich w Anglii. Po przyjeździe Alice euforia, która towarzyszyła Clare, bardzo szybko opada. Wszyscy wzdychają, jaka to ona jest wspaniała, ale Clare czuje, że dzieje się coś niedobrego. Nikt jej słucha i nie wierzy w jej podejrzenia, a Clare zaczyna zdawać sobie sprawę, że Alice próbuje ukraść jej życie…

„Siostrzyczka” to powieść, którą przeczytałam w jeden wieczór, nie potrafiłam się od niej oderwać i już po przeczytaniu pierwszej strony dałam się wciągnąć jej wartkiej i dynamicznej akcji. Książka robi wrażenie, choć przyznam, że autorka posłużyła się pomysłami, wykorzystanymi przez naprawdę wielu autorów. Przez to książka stała się dla mnie dość przewidywalna i bardzo szybko połapałam się, o co chodzi, ale nie ukrywam, że w pewnym momentach udało się autorce mnie zaskoczyć. W książce pojawia się wiele napięcia, wiele tajemnic, niedomówień i kłamstw i mimo tego, że podejrzewałam, jakie będzie zakończenie, to i tak dałam się porwać wszystkim wydarzeniom z życia Clare i kibicowałam jej w dojściu do prawdy.

Myślę, że autorka skupiła się najbardziej na całej intrydze dotyczącej odnalezionej siostry, a przez to niestety ucierpieli na tym bohaterowie. Odniosłam wrażenie, że zostali oni przedstawieni bardzo powierzchownie i niestety zabrakło mi w nich realizmu i ich dobrego portretu psychologicznego. Oczywiście główną bohaterką jest Clare i jej autorka poświęciła sporo uwagi, ale naprawdę wokół niej cały czas kręciło się sporo postaci, którzy byli nieodzownym elementem tej historii i myślę, że i im autorka powinna poświęcić choć trochę czasu, by stali się oni wiarygodni i dopełnili swoimi osobami tę pełną napięcia historię.

„Siostrzyczka” to powieść, którą polecam najbardziej osobom, które dopiero wkraczają do świata thrillerów psychologicznych, choć myślę, że i starzy wyjadacze świetnie spędzą przy niej czas. Książka jest pełna napięcia, tajemnicza i momentami mroczna, czyli taka, jakie lubię najbardziej i mimo że jest dość przewidywalna, to i tak zatraciłam się w jej fabule. Na pewno przeczytam jeszcze inne książki autorki, by mieć szerszy obraz jej twórczości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Harper Collins Polska.
Weteran - Katy Regnery (PATRONAT MEDIALNY)

Weteran - Katy Regnery (PATRONAT MEDIALNY)





Czy jest ktoś, kto nie zna Pięknej i Bestii pięknej baśni, która pokazuje prawdziwą miłość, uczy i wzrusza? Ja w tej baśni jestem zakochana od dziecka, wiele razy ją czytałam, a ile razy oglądałam film, nie jestem w stanie zliczyć. Często zastanawiałam się, czy taka miłość, jak ta baśniowa miałaby szansę przetrwać w prawdziwym świecie, ale dzięki Katy Regnery nie muszę już nad tym rozmyślać. Zapraszam na recenzję „Weterana” książki, która jest współczesną wersją Pięknej i Bestii. Czy i Wy tak jak ja zakochacie się w tej historii?

Savannah Carmichael przez swoją ufność straciła szansę na wymarzoną karierę dziennikarki śledczej w Nowym Jorku. Po swoim upadku wróciła do rodzinnego miasta i postanowiła pomóc siostrze w przygotowaniach do ślubu. Gdy kobieta straciła nadzieję na lepsze jutro, otrzymała ciekawą propozycję, poproszono ją o napisanie artykułu o jakimś interesującym człowieku. Kobieta nie zastanawiała się zbyt długo i postanowiła przeprowadzić wywiad z miejscowym odludkiem Asherem Lee, weteranem wojennym, z którym wojna nie obeszła się łaskawie. Okaleczony mężczyzna wrócił do domu już osiem lat temu, ale od tego czasu nie wychodził z domu. Każdy z mieszkańców miasteczka szanował jego prywatność i nikt nigdy go nie niepokoił. Dzień, w którym na progu jego domu stanęła Savannah Carmichael, wywrócił jego życie do góry nogami. Asher nie wierzył, że jeszcze kiedykolwiek będzie szczęśliwy, że będzie cieszył się z tego, że żyje, a tym bardziej nie wierzył, że się zakocha… Czy i dla nich będzie szansa na szczęśliwe zakończenie? O tym przekonajcie się sami.

Kiedy wydawnictwo Niezwykłe postanowiło wydać „Weterana” Katy Regnery wiedziałam, że go przeczytam, bo o tej książce słyszałam wiele dobrego. Czułam, że będzie to powieść, która mnie nie zawiedzie, która dostarczy mnie wielu emocji, a przede wszystkim wiedziałam, że będzie to książka opowiadająca niesamowicie piękną i mądrą historię. Czy miałam rację? Oczywiście, że tak! Przepadłam w tej historii z kretesem, pokochałam bohaterów (w szczególności Ashera) i wiem, że przeczytam wszystkie książki autorki, które ukażą się na naszym rynku wydawniczym. 

Ashera naprawdę nie sposób nie pokochać, a wszystko to za sprawą jego pięknego wnętrza i szczerego serca. Autorka idealnie oddała jego ból, cierpienie i inne emocje, które towarzyszyły mu dzień w dzień przez osiem lat. Z drżącym sercem obserwowałam zmianę, jaka w nim zachodziła, jak powoli otwierał się na życie i na kobietę, która dostrzegła w nim coś więcej niż tylko zniekształconą twarz. Jeżeli chodzi o Savannah to kobieta, która została zdradzona i oszukana przez mężczyznę, z którym planowała swoją przyszłość. Nie szukała miłości, ale czy z sercem można wygrać? Z Asherem pasowali do siebie idealnie, oboje zagubieni, szukający ukojenia i zrozumienia. Niestety jeden błąd Savannah zrujnował ich związek. Czy dostaną kolejną szansę?

W książce pojawia się także trochę odważnych scen miłosnych, ale autorka opisała je niezwykle prawdziwie i z ogromnym smakiem. Czasami zdarza się, że takie sceny są przerysowane i przekoloryzowane, ale tutaj tego nie znajdziecie. Poza tym styl autorki jest bardzo lekki i przez książkę po prostu się płynie. Czyta się ja szybko, chyba nawet zdecydowanie za szybko, bo ja nawet nie wiedziałam kiedy, znalazłam się na ostatniej stronie. 

„Weteran” to przepiękna historia o prawdziwej miłości, mówiąca o tym, że to nie wygląd, a piękne wnętrze jest najważniejsze w każdym człowieku. Czasami za piękną maską znajdziemy bestię, a innym razem bestia może okazać się księciem na białym koniu. To naprawdę wspaniała i emocjonująca opowieść, w której ból i cierpienie miesza się ze szczęściem i radością. Autorka uświadomiła mi, jak ważna jest akceptacja samego siebie i jakie cuda potrafi zdziałać miłość.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.

Magia ukryta w kamieniu - Katarzyna Grabowska (PATRONAT MEDIALNY)

Magia ukryta w kamieniu - Katarzyna Grabowska (PATRONAT MEDIALNY)

Cieszę się, że coraz więcej polskich autorek pisze fantastykę, którą uwielbiam. Nasze autorki mają wiele świetnych i nowatorskich pomysłów, które przelewają na papier, a ja dzięki temu mam co czytać. Tym razem zatraciłam się w magicznym świecie najnowszej powieści Katarzyny Grabowskiej, która znana jest także jako Katarzyna Stachowiak. Zapraszam na recenzję „Magi ukrytej w kamieniu”.

"Julia za sprawą magii zostaje przeniesiona ze współczesnej polskiej wsi wprost do tajemniczej krainy zatopionej, zdawałoby się, w mrokach średniowiecza. Dzielni rycerze, piękne damy, rytualne uczty, łowy na skrzydlaki, wielka tajemnica i miłość, która pojawia się niespodziewanie i skutecznie może skomplikować życie. Trudne wybory, walka z własnym sumieniem i odwieczny dylemat pomiędzy tym, co słuszne, a tym, czego pragnie serce. Jak Julia odnajdzie się wśród tak odmiennych dla siebie realiów? Czy zdoła powrócić do domu? Czy odkryje sekret Mateo, którego imię wszyscy wypowiadają z lękiem?" 

Przyznam się bez bicia, że do tej pory nie znałam twórczości autorki, ale opis tak mnie zaintrygował, że musiałam poznać jej pióro, by wiedzieć, czy warto sięgnąć po inne jej książki. Poza tym muszę się Wam przyznać do tego, że we mnie cały czas drzemie mała dziewczynka i jak widzę książkę, w której znajdują się rycerze (zawsze marzyłam, że jakiś jeden przyjedzie do mnie na białym koniu), to jestem wniebowzięta i koniecznie muszę ją przeczytać. Oczywiście nie wiedziałam, czego mogę się po tej książce spodziewać, ale mój wytrawny czytelniczy nos kolejny raz mnie nie zawiódł. Autorka idealnie trafiła w mój gust i stworzyła świetną historię, od której nie potrafiłam się oderwać. Zostałam przeniesiona do świata pełnego rycerzy, niebezpieczeństwa, tajemnic i miłości. Mnie to w zupełności wystarczyło, bym przepadła w tej opowieści z kretesem.

Styl autorki jest niesamowicie lekki i barwny, a co za tym idzie, książkę czyta się w zastraszająco szybkim tempie. Sama poświęciłam jej tylko chyba pięć godzin, bo jak najszybciej chciałam poznać zakończenie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaką miałam minę, gdy na tym końcu się znalazłam, jak się we mnie zagotowało i jaką miałam ochotę kogoś udusić, bo okazało się, że ta cudowna książka nie zamyka się w jednym tomie, aby ciekawość czytelników była jeszcze większa, autorka napisała takie zakończenie, że chyba umrę w oczekiwaniu na kolejny tom. No ale cóż dobrych rzeczy nigdy nie jest za wiele, więc można uznać, że to tylko i wyłącznie pozytyw.

Katarzyna Grabowska stworzyła naprawdę ciekawą historię, którą upiększają wspaniałe opisy miejsca, w których znalazła się Julia, dzięki temu bardzo łatwo mogłam sobie to wszystko wyobrazić i chłonąć klimat tej cudownej, ale i niebezpiecznej krainy.

Autorka stworzyła bardzo ciekawych i interesujących bohaterów. Prym oczywiście wiedzie Julia, która jest główną bohaterką, i którą bardzo, ale to bardzo polubiłam, mimo jej wad, których kilka się znalazło. To dziewczyna niesamowicie kochliwa, uparta, która ma zawsze rację, a przede wszystkim bardzo impulsywna. To jej zachowanie niejeden raz doprowadzało mnie do szewskiej pasji i uwierzcie mi na słowo, że gdyby władca Burii nie obdarzył jej sympatią, to dziewczyna raz-dwa trafiłaby na stos. W książce pojawia się także kilku przystojnych rycerzy, którzy chciał, nie chciał, stracili głowę, dla pięknej i dziwnej nieznajomej.

"Magia ukryta w kamieniu" to powieść, która przeniesie Was do bajkowego świata pełnego rycerzy, niebezpieczeństw, tajemnic i miłości, która skomplikuje wiele spraw. Mnie ta historia oczarowała i dostarczyła wielu emocji. Mam nadzieję, że z Wami będzie podobnie. Gorąco polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Videograf.
Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach - Amy Schumer

Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach - Amy Schumer


Dziś zapraszam Was na recenzje książki, która trafia do mnie całkowicie przypadkiem i szczerze muszę wam przyznać, ze gdy dowiedziałam się, iż skoro jest już u mnie, to muszę ją przeczytać i zrecenzować, nie byłam z tego zbytnio zadowolona...



Dziewczyna z tatuażem na lędźwiachAmy Schumer, bo o tej książce mowa,  jest autobiografią jednej z najbardziej znanych amerykańskich stand-uperek, aktorki telewizyjnej i kinowej oraz osobowości telewizyjnej.

Stand-up uwielbiam, biografii nienawidzę. Tak bardzo ich nie lubię, że w księgarni szerokim łukiem omijam te działy. Nigdy nie mogę zrozumieć, dlaczego i po co ludzie czytają prywatne zwierzenia innych ludzi, a na dodatek ci ludzie sami tego chcą. Godzą się na to, by ktoś pisał o ich życiu bądź sami o nim piszą. Dla mnie to takie wpychanie się do czyjegoś życia. Po prostu nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem.

Po tym jakże ciężkim i trudnym (przynajmniej dla mnie) wstępnie, muszę przyznać jedno, ta książka jest świetna. Mimo całej mojej niechęci do biografii wiem, że nie będę w stanie napisać o niej złego słowa. Jeżeli wszystkie takie są, to chyba powinnam zmienić swoje podejście do tego typu literatury.
Pierwsze dwa zdania, jakie w niej przeczytałam brzmą tak:
Brett włączył jakąś muzę i poszliśmy do łóżka. Właściwie to on mnie do niego wepchnął w ramach gry przedwstępnej, którą faceci uprawiają często w celu zakomunikowania:  "Przygotuj się, bo biorę teraz sprawy we własne ręce i zaraz odlecisz, mała!"
Już wtedy pomyślałam, to nie będzie zwykła książka. Autorka bezpardonowo opowiada o swoim życiu. Blaskach i cieniach sławy o tym, jak ciężko było jej - jako kobiecie przebić się w świecie stand-upu. O swoich miłostkach, związkach na dłuższą i krótszą chwilę, rodzeństwie i wsparciu, jakie zawsze miała w rodzinie.

Można by uznać, iż jej życie to przykład książkowego american dream. Jednak znajdziecie tam też trudniejsze tematy, Amy pisze również o tym, jak została wykorzystana przez swojego partnera, o kobietach które zostały zastrzelone podczas seansu jej własnego filmu pt. „Wykolejona” i które zawsze są przy niej. O chorym ojcu,  o tym, jak jego choroba zmieniła życie całej rodziny.

Autorka pozwala nam też poznać dawną siebie. Mającą 13, 18, 20 i 22-lata. Dzieląc się fragmentami swoich pamiętników, pokazuje jak zmieniało się jej spostrzeganie świata. Z nastolatki interesującej się kolegami ze szkoły do kobiety, która rozpoczyna dorosłe życie na własny rachunek.

Jako że zawód, który sobie wybrała to twardy orzech do zgryzienia, dowiadujemy się jakimi dziwnymi profesjami zajmowała się Amy Schumer, nim świat stand-upu poznał się na jej talencie.

Po lekturze „Dziewczyny z tatuażem na lędźwiach” mogę stwierdzić, że Amy jest osobą bardzo zdystansowaną wobec siebie, bez tego ta książka z pewnością by nie powstała w takiej formie. Tak przyjemnej i prostej, jak gdyby czytelnik siedział z nią na kanapie i po prostu słuchał historii o jej życiu. Tak się czułam przez cały czas, gdy tylko miałam tę książkę w ręku.

Jestem przekonana, iż „Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach” jest książką idealną dla każdego! Zabrałam ją ze sobą na jeden z moich studenckich zjazdów. Dałam do ręki dwóm koleżankom, z  informacją by przeczytały pierwsze zdanie w rozdziale „Tata”. Obie parsknęły śmiechem, tak na ludzi działa Amy Schumer!

Jeśli macie ochotę pośmiać się trochę z tej kobiety, dowiedzieć się jak na jej ciele znalazł się tatuaż na lędźwiach. Jak również poczytać o tym, czym dla rodziny -chorego, jest SM i jak wiele ludzi walczy ze zbyt łatwym dostępem do broni, to ta książka jest dla Was.

W tym momencie muszę bardzo serdecznie podziękować osobie z Wydawnictwa Kobiecego, która przez przypadek spakowała „Dziewczynę z tatuażem na lędźwiach” do paczki adresowanej do mnie, a nie do Sylwii. Bo wiem, że na długo zostanie ona w mojej pamięci.

Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Kobiecemu.

Bez pożegnania - Mia Sheridan

Bez pożegnania - Mia Sheridan




Dziś zapraszam Was na recenzję książki jednej z moich ukochanych autorek, czyli Mii Sheridan. Autorka skradła moje czytelnicze serce historią Archera i Bree z powieści „Bez słów” i już wtedy wiedziałam, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Słowa dotrzymuję i na swoim koncie mam wszystkie jej książki, które ukazały się na naszym rynku wydawniczym, więc dziś zapraszam Was na moją opinię o „Bez pożegnania”. Czy i ta historia wywarła na mnie ogromne wrażenie? Przekonajcie się sami.

„Byli braćmi – bliźniakami – i choć kochałam obu, moje serce należało tylko do jednego z nich.”

Lia Del Valle to córka ubogiej emigrantki z Meksyku. Dziewczyna całe życie czuła się jak wyrzutek, przez to, że wraz z mamą klepała biedę. Jednak nie była całkiem sama, gdyż przyjaźnią obdarzyła ją dwójka chłopców – Preston i Cole. Jej mama przez jakiś czas pracowała na farmie u ojca chłopaków i to wtedy pomiędzy tą trójką nawiązała się prawdziwa przyjaźń. Gdy Preston stał się nastolatkiem, zrozumiał, że czuje do Lii coś więcej niż tylko przyjaźń, jednak złożona obietnica, przez lata powstrzymywała go przed zrobieniem pierwszego kroku. Lia od zawsze wiedziała, że to Preston jest tym, którego kocha, ale myślała, że dla niego jest tylko przyjaciółką i cierpiała w milczeniu. Gdy po latach wreszcie zrozumieli, że nie potrafią bez siebie żyć, wszystko zaczęło iść ku dobremu. Niestety pewnego dnia Lia wyjechała bez słowa, zostawiając Prestona z ich malutkim synkiem. Dlaczego dziewczyna postanowiła uciec? Czy po powrocie uda się jej odzyskać rodzinę? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Moje recenzje książek Mii Sheridan zawsze są pełne ochów i achów, ale to niekwestionowana mistrzyni romansów, której twórczość po prostu kocham i uwielbiam. Poza tym to autorka, która nie boi się tworzyć bohaterów z krwi i kości i odchodzi od stereotypu pięknych i wymuskanych postaci, które spotykamy we większości książek. Dzięki temu jej powieści stają się bardzo realne i bardzo łatwo można utożsamić się z bohaterami. Tym razem mamy do czynienia z Lią, córką ubogiej emigrantki z Meksyku, dla której bieda i niedostatek to chleb powszedni oraz z Prestonem, synem dobrze sytuowanego farmera, który nie boi się ciężkiej pracy i wie, że swoją przyszłość złączy z rodzinną farmą. To naprawdę jest dużym atutem książki, bo lubię, gdy bohaterowie, to osoby prawdziwe, którzy mają tak jak my dużo na głowie, i które wiedzą jak wygląda prawdziwe życie.

Oczywiście głównym wątkiem w książce, jest uczucie pomiędzy bohaterami, które autorka opisała naprawdę w piękny sposób. Widzimy, jak przyjaźń zmienia się w miłość i jak bohaterowie zmagają się sami ze sobą i ze swoimi uczuciami. Książka pełna jest namiętności, czułych gestów i ukrytego pożądania. Jednak autorka nie skupiła się tylko i wyłącznie na tak miłym wątku, jak miłość między bohaterami, bo poruszyła w książce kilka ważnych tematów. Jeden z nich, który moim zdaniem jest najważniejszy, to segregacja rasowa i szykanowanie ze względu na pochodzenie. Autorka z brutalną szczerością pokazała, jak niesprawiedliwi potrafią być ludzie w swojej ocenie, jak potrafią dokopać i niszczyć ludzi, którzy nie mieszczą się w ich kanonach społeczeństwa. W książce znajdziecie jeszcze jeden naprawdę ważny temat, ale o nim nic nie napiszę, bo bym od razu zaspoilerowała. Myślę, że podczas lektury domyślicie się o co mi chodziło.

Mia Sheridan kolejny raz udowodniła, w jak piękny i emocjonujący sposób potrafi pisać o miłości, o ludzkich dramatach, o skomplikowanych relacjach rodzinnych oraz o braku zrozumienia. To kolejna jej książka, która dostarczyła mi mnóstwa emocji, która niejednokrotnie doprowadziła mnie do wzruszenia, i która rozbiła moje serce na milion kawałków. To powieść, która porusza i nie daje o sobie zapomnieć i choć dalej najbardziej kocham historię Archera i Bree, to jednak opowieść o Prestonie i Lii wywarła na mnie duże i pozytywne wrażenie, więc śmiało mogę powiedzieć, że „Bez pożegnania” zajmuje u mnie drugie medalowe miejsce. Teraz czekam na kolejną książkę Mii i wiem, a nawet jestem przekonana, że mam na co czekać.

Gorąco polecam!

Pragnienia Elżbiety - Aneta Krasińska (PATRONAT MEDIALNY)

Pragnienia Elżbiety - Aneta Krasińska (PATRONAT MEDIALNY)

Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnej książki Anety Krasińskiej pt. „Pragnienia Elżbiety”. To już drygi tom wciągającego cyklu Małe tęsknoty. Jak już pewnie wiecie, uwielbiam jej twórczość, bo to autorka, która pisze o prawdziwym życiu, nie bojąc się przy tym trudnych i niejednokrotnie bolesnych tematów. 

Opis:
„W drugiej części trylogii Małe tęsknoty spotykamy znajome już bohaterki: Kalinę, Elżbietę i Lenę. Pewnego dnia przewrotny los przypadkowo splótł ze sobą ich losy i wywrócił ich życie do góry nogami. Każda na własną rękę usiłuje się pozbierać i rozliczyć z demonami przeszłości. Elżbieta po wypadku zapada w śpiączkę i choć nie ma z nią kontaktu, ona sama odbywa podróż w przeszłość, do wydarzeń z młodości, które położyły się cieniem na całym jej życiu.
Kalina traci dziecko i dręczona wyrzutami sumienia nie jest w stanie wrócić do pracy, która do tej pory dawała jej mnóstwo satysfakcji. Dodatkowo żyje w ciągłym lęku, że trafi do więzienia za spowodowanie wypadku.
Lena, najmłodsza z bohaterek, wciąż ma problemy z budowaniem relacji. Nie znajduje wspólnego języka z rówieśnikami, nie lubi chodzić do szkoły. Kiedy spotyka dużo starszego od siebie Adama, przez chwilę wierzy, że teraz wszystko w jej życiu się zmieni. Niestety, ten związek zwiastuje wyłącznie kłopoty…
Czy kobiety będą umiały stawić czoło przeciwnościom i pierwszy raz w życiu powiedzieć, że są szczęśliwe?”

Najnowszą powieść Anety Krasińskiej przeczytałam już dawno temu, gdyż pisałam polecajkę na okładkę książki, teraz jednak przed napisaniem recenzji, kolejny raz do niej zajrzałam. Wiedziałam, że kolejna odsłona losów tych trzech cudownych kobiet na pewno mnie nie zawiedzie i miałam stuprocentową rację. Nie ma co się dziwić, bo Aneta potrafi pisać o życiu, o ludzkich troskach, problemach i dramatach w sposób niezwykle prawdziwy. „Pragnienia Elżbiety” to właśnie taka powieść, na kartach, której znajdziemy prawdziwe życie, które nie zawsze maluje się w różowych kolorach i często ma gorzko-słodki smak. Cierpienie kobiet jest dla nas wręcz namacalne, każda z nich boryka się z czymś zupełnie innym, ale tak samo ważnym. Z takimi problemami spotyka się codziennie wiele osób, jedni radzą sobie z nimi lepiej, inni gorzej. Problemy, dramaty i troski były, są i będą i tylko od nas zależy, jak sobie z nimi poradzimy i czy znajdzie się przy nas osoba, która podniesie na duchu i wyciągnie pomocną dłoń. 

Aneta Krasińska stworzyła powieść, w której z niebywałą dokładnością pisze o bólu, o samotności, o stracie, ale także o walce o lepsze jutro. Poza tym kreacja bohaterek wyszła autorce rewelacyjnie. Już w poprzedniej części obdarzyłam kobiety ogromną sympatią, ale chyba dopiero teraz tak naprawdę się z nimi utożsamiłam i wraz z nimi przeżywałam ich dramaty i odczuwałam ich emocje. To prawdziwe kobiety z krwi i kości, które są takie jak my, posiadają swoje wady, zalety i choć życie nie raz daje im w kość, to one walczą i nie poddają się. Czy naprawdę o nas kobietach, mówi się… słaba płeć? ;)

Książka skłania do wielu refleksji i do spojrzenia na wiele spraw z zupełnie innej strony. To już chyba taki znak rozpoznawczy twórczości Anety, bo zawsze, gdy kończę czytać, którąkolwiek z jej książek, w głowie roi mi się od pytań i analizuję wiele spraw.

„Pragnienia Elżbiety” to niesamowicie prawdziwa powieść, przepełniona uczuciami i emocjami, które poruszają najczulsze struny w sercu i duszy. To niebanalna historia, która skłania do wielu refleksji i daje nadzieję na lepsze jutro. Właśnie takie historie pisze prawdziwe życie. 

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.
Przytulajka - Praca zbiorowa

Przytulajka - Praca zbiorowa

Często podkreślam, że nie lubię opowiadań, które są dla mnie po prostu za krótkie. Jednak gdy zobaczyłam „Przytulajkę”, w której wszystkie opowiadania dotyczą zwierzaków, wiedziałam, że mimo swoich oporów i tak ją przeczytam. Czy był to dobry wybór? Zapraszam na recenzję.

„Przytulajka” to trzynaście opowiadań, które napisały nasze rodzime autorki. Z twórczością kilku z nich miałam już styczność i przyznam, że było to także jednym z powodów, przez który sięgnęłam po tę książkę. Oczywiście główny powód to temat tych opowiadań, czyli zwierzęta, nasze pupile domowe. Sama jestem strasznym zwierzolubem, w moim domu zawsze były zwierzęta, psy, papugi, kanarek, chomik, świnka morska, a nawet żółw. Teraz mam tylko psa, ale moja miłość do zwierzaków była i jest ogromna. Autorki odwaliły kawał świetnej roboty, każda z nich stworzyła historię, która zaciekawia i którą z przyjemnością się czyta. Przyznam szczerze, że nie wszystkie opowiadania podobały mi się jednakowo, ale każde z nich miało swoje przesłanie i puentę. Nie będę pisać, które okazały się dla mnie najlepsze, bo myślę, że każdy w tej antologii znajdzie coś dla siebie. Generalnie oceniam tę książkę bardzo dobrze, bo opowiadania, które się w niej znalazły, są niezwykle ciepłe, pozytywne, wzruszające i pełne uczuć. Jedno z nich doprowadziło mnie do łez i bardzo chwyciło za serce i tutaj chyba zdradzę, kto tę historię napisał, bo naprawdę wkradła się ona do mojego serca. Tą autorką jest Izabela M. Krasińska i jej „Szczęściarz”. Według mnie to najlepsze opowiadanie z całej książki, ale takich perełek jest w niej o wiele więcej. Jestem też przekonana, że po ich lekturze inaczej spojrzycie na zwierzęta. 

„Przytulajka” to naprawdę nie lada gratka dla miłośników zwierząt oraz naszych polskich autorek. Jestem przekonana, że opowiadania przypadną Wam do gustu, a ich lektura dostarczy Wam niezapomnianych emocji. Ja tę antologię gorąco polecam i lecę przytulić mojego psa, którego kocham nad życie. Pamiętajcie, że zwierzęta kochają miłością bezwarunkową.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Małgorzata Rogala - Grzech zaniechania

Małgorzata Rogala - Grzech zaniechania

Na kryminały Małgorzaty Rogali czekam zawsze ze zniecierpliwieniem. Jej książki są idealną mieszanką kryminału i obyczajówki, którą ja kupuję w ciemno. Dlatego, gdy podczas robienia zapowiedzi zobaczyłam, że wreszcie wychodzi "Grzech zaniechania", prawie wyskoczyłam z radości z mojego fotela. Zapraszam Was na recenzję najnowszej książki Małgorzaty Rogali.

"Pracownica ośrodka terapeutycznego znajduje leżące na posadzce, zakrwawione zwłoki swojej szefowej – psychiatry Antoniny Brzozowskiej. Na miejsce zbrodni wezwani zostają starsza aspirant Agata Górska i komisarz Sławek Tomczyk. Sprawa z pozoru prosta komplikuje się wraz z przeglądaniem kolejnych akt pacjentów Brzozowskiej. Rozszerza się krąg podejrzanych i trudno jest policjantom znaleźć punkt zaczepienia.

Dochodzenie dodatkowo utrudnia fakt, że Michała Stępnia, byłego partnera Agaty, zamordowano. Policjantka zostaje uwikłana w grę, której reguł nie zna i w której nie obowiązują żadne zasady fair play.

Czy parze śledczych uda się wyjść z kryminalnych porachunków bez szwanku? Czy zdołają złapać mordercę, nim dla wszystkich będzie za późno?"


Dużo nie będę się rozpisywać nad stylem Małgorzaty Rogali, ponieważ mam wrażenie, że zawsze w tym temacie powiem to samo. Szczególnie, że książki tej autorki czytam bardzo namiętnie. Więc tak pokrótce dla nowych osób: Małgorzata Rogala, zawsze zachwycała mnie świetnym połączeniem obyczajówki z kryminałem. Czyta się to lekko i szybko, a autorka potrafi świetnie zrównoważyć te dwa gatunki tak, aby czytelnik nie miał przesytu. Fabuła moim zdaniem zawsze jest określona ciekawie, ale jeśli szukacie jakiś misternych zagadek to raczej ich tutaj nie znajdziecie - chociaż Autorka od czasu do czasu umiała mnie zaskoczyć. Osadzenie akcji i całego dochodzenia w ośrodku terapeutycznym było bardzo ciekawym zabiegiem, ale jeszcze ciekawszą akcją,  moim zdaniem, było drugoplanowe dochodzenie w sprawie byłego partnera głównej bohaterki - Michała Stępnia. To tutaj moim zdaniem autorka najbardziej zaskoczyła i przykuła uwagę czytelnika. "Grzech zaniechania" czytało mi się bardzo dobrze i mam nadzieję, że będzie więcej takiej akcji w następnych książkach o Agacie Górskiej.

Co do bohaterów, to bardzo ich polubiłam już przy dochodzeniu w sprawie "Dobrych Matek". Od razu kibicowałam Agacie i Sławkowi i cieszy mnie fakt, że te postacie idealnie do siebie pasują i w życiu prywatnym i w życiu zawodowym. Bardzo czekam na rozwinięcie wątku w sprawie ich pracy, oraz tego jak szefostwo się dowie o ich związku. Gdybym miała powiedzieć do jakiej postaci mogłabym się porównać, to byłaby to zdecydowanie Agata z tą jej porywczością i łakomstwem. Tutaj  też zdania nie zmieniłam od czasu przeczytania mojej pierwszej książki tej autorki.

Bardzo polecam! "Grzech zaniechania" trzyma poziom, jak i poprzednie części. To kryminał który na pewno podbije serca każdemu kto lubi książki obyczajowo - kryminalne, gdzie krew nie leje się hektolitrami, ale mimo wszystko fabuła dalej umie zaciekawić.  Mam nadzieje, że na następne części długo nie będziemy musieli czekać.

Dziękuję za przeczytanie, Wydawnictwu Czwarta Strona

A gdyby tak... - Sylwia Trojanowska (PATRONAT MEDIALNY)

A gdyby tak... - Sylwia Trojanowska (PATRONAT MEDIALNY)

Sylwia Trojanowska to autorka, która zawładnęła moim czytelniczym sercem i której książki mogę brać w ciemno, bo wiem, że na pewno się nie zawiodę. Dziś zapraszam Was na recenzję jej najnowszej powieści „A gdyby tak...”, którą nasz blog objął patronatem medialnym.

„Czy może nas zaskoczyć nasza własna przeszłość?”

Zuzanna Stawska i Aleksander Baczyński spotykają się po latach. Teraz oboje mają po czterdzieści lat i nieudane małżeństwa za sobą. Aleksander kiedyś złamał jej serce, jednak teraz chce to naprawić. I gdy już wszystko idzie ku dobremu, na ich drodze staje tajemnica z przeszłości, która rozwala ich świat. Czy się pozbierają? Czy mają szansę być razem? Przekonajcie się sami.

„Nigdy nie stawiaj na szali swojego szczęścia. Nie musisz nim płacić za cudze winy”

„Sylwia Trojanowska to optymistka, pasjonatka pozytywnego myślenia i cieszenia się każdą chwilą. Wielbicielka podróży dalekich i tych bliskich. Uwielbia góry, obcowanie z przyrodą, muzykę filmową i dobrą herbatę (w dużych ilościach!). Kiedy nie pisze, spełnia się jako trener biznesu i coach. Wraz z mężem Tomaszem i synem Alanem mieszka w ukochanym Szczecinie, na skraju Puszczy Bukowej.” Od siebie jeszcze dodam, że to cudowna i pełna ciepła kobieta z sercem na dłoni. Mam z Sylwią wiele wspólnego, odkryłyśmy to podczas długich rozmów, ale o tym cicho sza!

„A gdyby tak...” to powieść, która bardzo mnie zaskoczyła, bo choć wiedziałam, że książka będzie genialna, że mnie poruszy, że wywoła we mnie multum emocji, to nie zdawałam sobie sprawy, jakie tematy zostały w niej zawarte. To zdecydowanie dojrzalsza książka Sylwii, w której zostały poruszone trudne sprawy i tematy tabu. To opowieść, która rozbiła moje serce na milion kawałków, doprowadziła mnie do łez już na samym początku i rozgniotła mnie emocjonalnie. Naprawdę nie spodziewałam się tego po tej książce, czasami nie wierzyłam w to, co czytam, a i nie raz miałam ochotę udusić autorkę. Nie zdradzę Wam zakończenia, ale przyznam się, że ostatni rozdział czytałam trzy razy i za każdym razem wzruszenie ściskało mnie za gardło. To po prostu kolejna świetna książka Sylwii Trojanowskiej, którą koniecznie musicie przeczytać, bo obok tej historii nie można przejść obojętnie.

Autorka świetnie przedstawiła bohaterów, którzy byli niezwykle prawdziwi i jak każdy z nas zmagali się z wieloma problemami. Zuzanna, jak i Aleksander przeszli w swoim życiu wiele i choć ich problemy niejednokrotnie były inne, to ja tak samo mocno je przeżywałam. Bardzo polubiłam Zuzę, a z Aleksandrem na samym początku miałam delikatny problem, nie mogłam go do końca rozgryźć, ale na całe szczęście okazał się wspaniałym, cudownym i kochającym mężczyzną. Na uwagę zasługują także przyjaciółki kobiety, czyli Alina i Agnieszka, które także borykały się sercowymi problemami oraz z życiem, które nie zawsze ma słodki smak. Poza tym przyjaźń kobiet została opisana w tak piękny sposób, że aż im zazdrościłam tego, że siebie miały, że zawsze mogły na siebie liczyć i nigdy by siebie nie zostawiły w potrzebie. Miłość i przyjaźń to fundamenty tej książki.

„Miłość należy się każdemu, kto ma odwagę po nią sięgnąć.”

Jest jeszcze jedna rzecz, która wywarła na mnie niesamowite wrażenie, mianowicie chodzi mi o piękne opisy Szczecina. Uwierzcie mi, że gdy je czytałam, to oczami autorki widziałam te wszystkie piękne miejsca, które wiele znaczyły dla bohaterów i przypominałam sobie swoją ostatnią podróż do tego pięknego miasta.

Muszę jeszcze wspomnieć o tym, że  główna bohaterka nazywa się tak samo, jak ja, a na dodatek nosi imię mojej córki, więc tym bardziej książka zostanie w moim sercu na długi, długi czas.

„A gdyby tak...” to powieść, którą tylko i wyłącznie mogę Wam polecić. To przepiękna historia o miłości, przyjaźni o drugich szansach i przeznaczeniu. To nie jest żadna przesłodzona opowieść jakich wiele, ta książka to prawdziwe życie, które nie zawsze maluje się jasnych barwach i choć takie historie nie zdarzają się często, to jednak mają miejsce. Przyznam się Wam szczerze, że nie wiem, jakbym postąpiła na miejscu Zuzy i Aleksandra, ale wiem jedno… miłość to piękne i silne uczucie, które rządzi się własnymi prawami. 

Gorąco polecam!
Papierowa księżniczka - Erin Watt

Papierowa księżniczka - Erin Watt




Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnej książki, która wzbudza sporo kontrowersji w czytelniczym świecie. Jedni ją kochają, inni nienawidzą, a jak to jest ze mną? Tego wszystkiego dowiecie się z mojej recenzji.

Siedemnastoletnia Ellie jest sama, jej mama nie żyje, a ojca nigdy niedane było jej poznać. Często przeprowadza się z miasta do miasta, ledwo wiążąc koniec z końcem. Życie jej nie rozpieszcza, ale dziewczyna stara się jak może i marzy, że kiedyś i dla niej nadejdzie lepsze jutro. Gdy w jej życiu pojawia się Callum Royal, który twierdzi, że jest jej prawnym opiekunem, Ellie trafia do świata bogactwa i luksusu, który tylko na pozór jest idealny. Synowie Calluma już od pierwszego dnia nienawidzą dziewczyny i próbują zmienić jej życie w piekło. Jednak jeden z braci wywiera na Ellie ogromne wrażenie i chcąc nie chcąc dziewczyna czuje do niego fascynację i ogromne przyciąganie. Rodzina Royalów skrywa wiele tajemnic, ale czy Ellie jest gotowa poznać wszystkie z nich? Czy uczucie do niebezpiecznego Reeda ściągnie ją na dno? Przekonajcie się sami.

„Jeśli teraz wyjedziesz, nic ci nie będzie. Pozwolimy zatrzymać ci wszystko, co dał ci tata, i żaden z  nas nie będzie cię niepokoił. Ale jeśli zostaniesz, zniszczymy cię tak, że będziesz się stąd jeszcze wyczołgiwać.”

„Papierową księżniczkę” przeczytałam już jakiś czas temu, ale długo zastanawiałam się, co o niej napisać, męczyło mnie także to, dlaczego tyle osób ma złe zdanie o tej książce. Sama czytam od lat, a na swoim koncie mam już pewnie tysiące przeczytanych książek i w tej pozycji nie znalazłam niczego takiego, co mogłoby zmienić mój światopogląd, oburzyć mnie, czy zniesmaczyć. Przecież to najzwyklejsza fikcja literacka, więc tę powieść trzeba tylko i wyłącznie czytać z przymrużeniem oka i nie brać nic na poważnie. Ja rozumiem, że bohaterowie, to młode osoby, które robią rzeczy, jakich większość z nas nie robiła, ale naprawdę według mnie nie jest to żadnym problemem, a tym bardziej minusem tej książki. To tak jakby siedemnastolatek przeczytał Greya i momentalnie wkręcił się w wyuzdany świat BDSM. Według mnie autorki stworzyły bardzo fajną historię, która wciąga już od pierwszej strony. Ja momentalnie przepadłam w świecie bogactwa, przepychu, skrywanych tajemnic, namiętności i pożądania. Zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, ale ja lubię tak pokręcone historie, które zaskakują, zadziwiają, są przepełnione odważnymi scenami i nie ma w nich tematów tabu. Poza tym autorki ze smakiem opisały każdą taką scenę i choć czasami zdarza mi się omijać takie opisy to tym razem wszystko czytałam z ogromnym zainteresowaniem.

„Papierowa księżniczka” to powieść, która skradła mój czas, nie potrafiłam się z nią rozstać, bo musiałam szybko dotrzeć do zakończenia, które tak prawdę powiedziawszy, doprowadziło mnie chyba do depresji, bo nie tego się spodziewałam. Autorki mnie zaskoczyły i teraz niecierpliwie wyczekuję kolejnej części, by poznać dalsze losy Ellie oraz pokręconych i ciut niebezpiecznych braci Royals. 

Poza tym autorki poruszyły w niej dość dużo trudnych i niezwykle prawdziwych tematów tj. hazard, seks w młodym wieku, narkotyki, alkohol i przemoc ta fizyczna, ale także psychiczna, która chyba boli najbardziej. Na całe szczęście wszystko to zostało opisane bardzo lekko, więc te tematy nie przytłaczają i nie dominują w fabule. 

„Papierowa księżniczka” to powieść, którą Wam polecam, bo moim zdaniem to świetna historia mówiąca o tym, że pieniądze szczęścia nie dają, one są tylko dodatkiem, bez którego niestety nie da się żyć, ale ich duża ilość może doprowadzić do wielu nieszczęść. To świetny romans, który umilił mi czas. Polubiłam bohaterów mimo ich wad, poza tym czuję, że każde zachowanie chłopaków ma swoje drugie dno, które poznamy w swoim czasie.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Wszystkie pory uczuć. Zima - Magdalena Majcher

Wszystkie pory uczuć. Zima - Magdalena Majcher

Dziś zapraszam na recenzję drugiego tomu cyklu Wszystkie pory uczuć Magdaleny Majcher „Wszystkie pory uczuć. Zima”. Myślałam, że już wiem, czego mogę się spodziewać po twórczości pani Magdy i że na pewno już niczym mnie nie zaskoczy. Teraz mogę tylko odszczekać te słowa, bo książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i totalnie mnie zaskoczyła. 

„Rodzinna tajemnica i skomplikowane siostrzane relacje.”

Róża całe swoje życie poświęciła pracy w domu dziecka oraz opiece nad siostrą. Zawsze skupiała się na innych, zapominając o sobie. Teraz ma szansę odmienić swoje życie, wychodzi za mąż i ma nadzieję, że wreszcie będzie szczęśliwa. To także czas na ostateczny rozrachunek z przeszłością. Tylko, czy Różna znajdzie w sobie tyle odwagi, żeby zrobić ten krok? O tym przekonajcie się sami.

"Magdalena Majcher (ur.1990) - autorka powieści obyczajowych, recenzentka, blogerka, copywriter i redaktorka. Ma to niebywałe szczęście, że robi w życiu to, co kocha: pisze, nie tylko książki. Jej recenzje, wywiady i artykuły ukazują się regularnie w portalach internetowych i w prasie, a opowiadania są publikowane w czasopismach kobiecych.
Jej motto życiowe brzmi: "Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia"." 

Różę poznaliśmy już w poprzednim tomie tego cyklu. To ona pracowała w domu dziecka, w którym przebywała Hania. Już wtedy bardzo polubiłam jej postać, ale nie podejrzewałam, że kobieta od lat męczy się z demonami przeszłości. Jestem czytelnikiem głodnym wrażeń, więc takie zawirowania z życia bohaterów są dla mnie wręcz idealne. Ta część bardzo różni się od swojej poprzedniczki, nie tylko poruszanym tematem, ale także czasami, do których przeniosła nas autorka. Wracając do przeszłości Róży, autorka cofnęła nas do lat PRL-u i przybliżyła skomplikowaną relację, jaka łączyła siostry i wydarzeń, które wtedy miały miejsce.  Poza tym autorka bardzo prawdziwie opisała lata osiemdziesiąte i czasami miałam wrażenie, że pani Magda sama to wszystko przeżyła, wszystko widziała, prała pranie w niezapomnianej Frani, czy stała w długich kolejkach do sklepu. Oczywiście nie było to możliwe, ale to tylko świadczy o pracy, jaka została włożona w tę powieść.

„Wszystkie pory uczuć. Zima” to genialna powieść obyczajowa połączona z elementami kryminału. Nie każdy autor, który łączy gatunki, potrafi mnie zadowolić, ale Magdalenie Majcher udało się to w stu procentach. Historia Róży, a także jej siostry Miłki dostarczyła mi wielu emocji, a przede wszystkim niezapomnianych wrażeń. 

Akcja książki nie pędzi na łeb na szyję, toczy się swoim własnym tempem, skupiając się na przeżyciach i wspomnieniach z przeszłości. Uwielbiam styl, jakim operuje autorka, jest on lekki, plastyczny, przyjemny w odbiorze i choć mimo tego, że tematy poruszone w książce nie należą do łatwych, to czyta się ją w ekspresowym tempie, bo chce się jak najszybciej poznać zakończenie.

Magdalena Majcher napisała niebanalną i niezwykle wartościową powieść o ludzkich słabościach, rozterkach, tajemnicach oraz o potrzebie szczęścia i miłości. To przepiękna historia, którą naprawdę warto przeczytać.

Polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i wydawnictwu Pascal.

Dolina spokoju - Joanna Jax (Premierowo, nasz patronat medialny)

Dolina spokoju - Joanna Jax (Premierowo, nasz patronat medialny)



I tak oto dobiegła końca moja przygoda z bohaterami genialnej sagi „Zemsta i przebaczenie”. „Dolina spokoju” to doskonałe zwieńczenie tego cyklu, który już na zawsze będzie mieć specjalne miejsce zarówno w mojej biblioteczce, jak  i w moim sercu.

Choć wojna zakończyła się definitywnie, to dla naszych bohaterów nie zakończyła się walka. Dla jednych o przetrwanie, dla innych o miłość, a jeszcze innych o wybaczenie.
Alicja nadal znajduje się w obozie na Kołymie, gdzie po raz kolejny musi uciekać się nawet do tych najgorszych sposobów na przetrwanie, dokonuje wyborów czasami i tych na granicy moralności. Hanka wiedzie dostatnie życie w Ameryce jednak i ona szybko przekonuje się, że blichtr i splendor to nie jest to, co daje szczęście. Julian próbuje odnaleźć spokój w Szwajcarii, lecz jego myśli cały czas zaprząta niepokój o Alicję, ale i poczucie niesprawiedliwości związane z sytuacją, jaka panuje w kraju. Igor z całych sił próbuje wywiązać się ze swoich obowiązków wobec komunistów i żyje nadzieją na rychłe zakończenie współpracy z nimi i odnalezienie powrotnej drogi do serca Hanki. Walter przedłożył pracę nad swoje szczęście, ale może i jemu przyszłość da nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Emil w swoim zwyczaju próbuje wieść w miarę dostatnie życie na zgliszczach Warszawy, ale sumienie nie daje mu spokoju. Czy będzie w stanie zmienić swoje postępowanie i przekonać do siebie wybrankę swojego serca?

„Ostatni tom sagi "Zemsta i przebaczenie". Bohaterowie próbują odpowiedzieć sobie na pytania, co jest w życiu najważniejsze i czym dla nich jest prawdziwe szczęście. Niektórym z nich przyjdzie zapłacić za to najwyższą cenę, a tkwiące w ludzkich duszach demony kolejny raz dadzą o sobie znać. Inni po wielu życiowych dramatach odnajdą spokój i swoje miejsce na ziemi. Dla kogo los okaże się łaskawy, a kogo nie oszczędzi? Jak wiele determinacji musi mieć w sobie człowiek, by poświęcić tak wiele dla miłości? Czym jest prawdziwa przyjaźń w egoistycznym, brutalnym świecie? Co zwycięży – zemsta czy przebaczenie?”

Z "Doliny spokoju" uzyskałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Pytania, które piętrzyły się z każdą kolejną częścią cyklu. Emocje sięgnęły zenitu, a wszystkie klocki układanki wróciły na swoje miejsce. I choć nie wszystkie wątki skończyły się tak, jakbym chciała, mimo to autorce jak zwykle udało się osiągnąć efekt zaskoczenia. Nasi bohaterowie przebyli długą drogę, aby w końcu znaleźć się w miejscu, jakie przewidziała dla nich autorka. Dla jednych zakończenie jest szczęśliwe dla innych mniej, ale myślę, że każdy dostał to, na co sobie zapracował.

Już po raz ostatni Joanna Jax zabrała mnie w podróż do czasów, o których my możemy dowiedzieć się tylko z filmów, z książek, z lekcji historii lub ze wspomnień naszych dziadków i pradziadków. Naszym fundamentalnym zadaniem jest ocalić od zapomnienia te tragiczne wydarzenia, które pochłonęły miliony ludzkich istnień i nie dopuścić do tego, aby ludzkość doświadczyła ich ponownie. Dzięki takim książkom jak saga "Zemsta i przebaczenie", w której autorka z wielką starannością zadbała o fakty historyczne, odmalowała bardzo realistycznie tamten okres, kolejne pokolenia mogą czerpać wiedzę o drugiej wojnie światowej.

Ciężko się rozstać z ulubionymi bohaterami i żyć bez perspektywy na kolejną część, ale Joanna Jax na pewno nas nie pozostawi "osamotnionych". W przygotowaniu już kolejna zapewne genialna pozycja, a na mnie czeka jeszcze „Dziedzictwo von Becków”, z czego ogromnie się cieszę. Zachęcam gorąco tych, którzy śledzili losy Alicji i spółki do zapoznania się z zakończeniem cyklu, a tym którzy jeszcze nie czytali, polecam z czystym sumieniem całą sagę "Zemsta i przebaczenie". Gwarantuje Wam, że się nie zawiedziecie i podpisuje się pod tym obiema rękami.

Dziękuję Joannie Jax i Wydawnictwu Videograf za możliwość przeczytania tak wspaniałego cyklu.

Srebrny łabędź - Amo Jones

Srebrny łabędź - Amo Jones




„Nie jestem ani martwy, ani żywy, nie jestem czymś, co mała Madison może ukryć. Ale kiedy to dobiegnie końca, ty będziesz martwa.

Zegar właśnie odmierza czas. Gra właśnie się zaczęła.”

Madison Mongomery wiodła normalne życie typowej nastolatki, do czasu, gdy jej matka dopuściła się zbrodni, zabiła kochankę męża i popełniła samobójstwo. Wtedy życie dziewczyny zmieniło się diametralnie. Jej rodzina była na językach wszystkich i Madison nie mogła sobie z tym poradzić. Gdy jej ojciec ponownie się ożenił, zapadła decyzja o przeprowadzce, która oznaczała dla dziewczyny zmianę szkoły i otoczenia, po prostu nowy start. Madison trafiła do prywatnej szkoły, w której rządziła grupa niepokornych chłopaków należących do tajemniczego Elite Kings Club. Ich przywódcą był niebezpieczny i niezwykle przystojny Bishop, który na każdym kroku bacznie obserwował Madison. Czego od niej chciał? Czy grupa chłopaków miała względem niej jakiś plan? W głowie dziewczyny pojawiało się coraz więcej pytań, na które nikt nie chciał udzielić jej odpowiedzi. Wszystko było strasznie dziwne, a na dodatek jeden z chłopaków okazał się synem, jej macochy. Czy dowie się, czym tak naprawdę jest Elite Kings Club? Czy będzie bezpieczna? O tym musicie przekonać się sami.

„Srebrny łabędź” to powieść, która ma wielu zwolenników, jak i przeciwników, ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy, bo historia Madison i tajemniczego klubu niesamowicie przypadła mi do gustu. Książka nie jest idealna, bo można w niej znaleźć kilka minusów, ale uwierzcie mi na słowo, że tak się wkręciłam w ten pokręcony, tajemniczy i niebezpieczny świat, że w ogóle nie wpłynęły one na moją ocenę tej książki. Oczywiście wspomnę o tych niedociągnięciach, ale troszkę później, bo teraz mam zamiar powzdychać. Autorka stworzyła świetną fabułę osnutą aurą tajemniczości, która cały czas kręc się i wokół legendarnego Elite Kings Club, którego członkowie są niebezpiecznymi ludźmi, od których dobrze trzymać się z daleka, którzy ustalają swoje własne zasady, a przede wszystkim decydują o życiu innychi. Książka pełna jest mroku, niepokoju, niebezpieczeństwa, ale i także magnetycznego pożądania. Uwielbiam historie, które dostarczają mi dreszczyku grozy, w których nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem, w których jest mnóstwo niewiadomych, a bohaterowie nie są ideałami, są brutalni, nieprzewidywalni i nigdy nie wiem, jaki będzie ich kolejny ruch. To wszystko znalazłam w „Srebrnym łabędziu” i teraz tylko niecierpliwie czekam na kolejny tom, bo samo zakończenie książki niewiele rozjaśniło mi w głowie.

„Sekrety są bronią, a spustem milczenie.”

Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że ich męska część została przedstawiona idealnie. Każdy z nich jest tajemniczy i od każdego od razu czuć niebezpieczeństwo. To taki typ, przed którym matki przestrzegają swoje córki, ale tych chłopaków naprawdę trzeba się bać. Łączy ich jedna wielka tajemnica i wszyscy należą do klubu, o którym krążą legendy. Autorka w tej części najbardziej przybliża nam postać Nate’a i Bishopa, którzy są w sumie najważniejsi w życiu Madison. Ja o dziwo polubiłam chłopków, mimo ich brutalności, chamstwa i nieprzewidywalności. Jeżeli chodzi o Madison, to według mnie była najsłabszym ogniwem tej książki. Okropnie mnie irytowała, a czasami jej zachowanie wydawało mi sie absurdalne i irracjonalne. W ogóle na samym początku autorka przedstawiła ją jako osobę zagubioną, nieśmiałą, która ma problemy z zawieraniem znajomości, a czytając dalej, było zupełnie inaczej. Jednak mimo tego wszystkiego i tak ją polubiłam i z ciekawością obserwowałam, jak autorka pogmatwała jej życie.

Jest jeszcze jedna rzecz, do której muszę się doczepić. Mianowicie chodzi mi o pewną sytuację, która miała miejsce już na samym początku książki. Była ona dla mnie totalnym zaskoczeniem, bo taka sytuacja nigdy, przenigdy nie mogłaby mieć miejsca w rzeczywistości, o takich rzeczach po prostu się wie dużo wcześniej, a tutaj autorka z bardzo ważną informacją dotyczącą przyszłości Madison, wyskoczyła jak Filip z konopi. Oczywiście nie napiszę Wam, o co chodzi, ale myślę, że podczas czytania sami dojdziecie do takich wniosków jak ja.

Mimo wszystko ja Wam tę powieść serdecznie polecam, mnie książka wchłonęła do swojego dziwnego i pokręconego i zagmatwanego świata pełnego niebezpieczeństwa, tajemnic i mroku. Chyba nigdy nie czytałam książki o podobnej fabule, więc tym bardziej bardzo łatwo zatraciłam się w tej historii. Zapewniam Was, że nic w tej książce nie jest przewidywalne i każdy z Was razem z Madison będzie odkrywał kolejne tajemnice. Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło i niecierpliwie wyczekuję maja, bo jak najszybciej chcę poznać odpowiedzi na pytania, które piętrzą się w mojej głowie. Jestem przekonana, że to powieść, która rozpali Wasze zmysły i nie da o sobie zapomnieć.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
Misja Wywiad z Anetą Krasińską

Misja Wywiad z Anetą Krasińską




Zapraszamy na Misję Wywiad z Anetą Krasińką. Najnowszą powieść autorki wygrywa Katarzyna Różalska. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp, w ciągu trzech dni.



Barbara Pawlik
1. Pisanie to radość, która daje szczęście a wiec czy zdarzyło się ze gdzieś myśl twórcza przyszła w nocy kiedy się już zasypało i np. trzeba było wstać światło zapalić i zapisać ,. Żeby nie uleciała z wiatrem myśl Czy właśnie takie sytuacje miały miejsce lub podobne ?

Zawsze, kiedy jestem w fazie pisania, moi bohaterowie towarzyszą mi prawie cały czas. To z nimi zasypiam i otwieram oczy, ale nigdy przez nich nie zarywałam nocy. Wolę być wyspana, kiedy mam pracować. 


Justyna Grzesikowska-Szewczyk
Moje pytanie do Pani Anety brzmi: "skąd wzięła się pasja do pisania książek?" I "czy ona jest tak duża,że byłaby Pani w stanie zgodzić się bo na propozycję ekranizacji jednej z nich, dostając takową propozycję od znanego reżysera/rki i kto to w Pani marzeniach mógłby by być, jeżeli taki istnieje." Pozdrawiam ciepło Justyna. 

Szczerze powiedziawszy, mocno bym się zastanawiała nad ekranizacją. Obawiałabym się, że scenarzysta wprowadzi dużo zmian, a reżyser będzie chciał stworzyć swoją własną opowieść. Wiele książek w ten sposób straciło swój urok. Jeśli już bym się zdecydowała, to reżyser musiałby być wrażliwą osobą, która dogłębnie rozumiałaby moje przesłanie. 

Joanna Wiewióra
1. Nawiązując do tytułu książki ,,Pragnienia Elżbiety " - jakie jest Pani największe pragnienie, bądź może je już Pani spełniła?

Moim pragnieniem jest osiedlenie się w Hiszpanii. Jeszcze nie wiem czy to będą wyspy, czy kontynent, ale to tam chciałabym się zaszyć i pisać, pisać i jeszcze raz pisać. 


Elżbieta Kmieć
1. Bohaterka powieści jest kobieta, moją imienniczką, dlaczego główna postać dostała to wspaniałe imię?

Rzeczywiście Elżbieta to piękne imię, dlatego cieszę się, że jedna z moich bohaterek je nosi. Imiona moich bohaterek dobieram w specyficzny sposób. W każdym z nich musi się znaleźć litera “l”. Nie pamiętam skąd się ten warunek wziął, ale póki co udaje mi się tego trzymać. Wydaje mi się, że wtedy imiona mają w sobie coś magicznego i pięknie brzmią. 

Magdalena Faltyn
1. Czy w swoje książki wprowadza pani wątki ze swojego życia lub życia bliskich?

Jako takich historii nie opisuję, bo nie zajmuję się pisaniem biografii, ale niektóre wątki czy sytuacje miały miejsce w życiu moim lub moich znajomych. Być może dlatego niektórzy twierdzą, że książki są życiowe. 


Ewelina Łukawska
1. Gdyby ktoś zaproponował Pani podróż życia byłaby Pani w stanie porzucić swoje dotychczasowe życie, by spełnić marzenia?

Jestem realistką, więc nie wierzę w przypadkowe i bezinteresowne działanie osób trzecich. Poza tym nie mogłabym porzucić wszystkiego i po prostu wyjechać. Raczej planuję swoje podróże, by uniknąć rozczarowań. Ale ta cząstka mnie, która odpowiada za marzenia została połechtana tym pytaniem, dlatego chciałbym doświadczyć takiego kłopotu :) 


EP EP
1. Pisarz to wolny zawód. Jak Pani mobilizuje się do pisania? Ma Pani jakieś stałe godziny pisania, czy może czeka Pani na wenę?

Faktycznie pisanie wymaga dużo samodyscypliny i uporu. Nawet jeśli bardzo się to lubi, to jest to wyczerpujące zajęcie i nie ma w nim miejsca na rozkojarzenie czy gorszy dzień, bo najzwyczajniej w świecie nic z tego nie będzie. Wtedy lepiej w ogóle nie siadać przed komputerem, tylko wyjść na spacer. Weny nie mam tylko wtedy, gdy ktoś skutecznie podetnie mi skrzydła. Potrzebuję chwili, żeby się pozbierać i znowu siadam do pisania. 


Grażyna Stando
1. Adaptację jakiej książki uważa Pani za najlepszą i dlaczego?

Niestety nie jestem fanką adaptacji, dlatego nie lubię ich oglądać. Póki co nie znalazłam takiej, która podbiłaby moje serce. Kocham książki i nie lubię porównywać swojej wizji z wizją reżysera. 

Katarzyna Różalska
1. Zainteresował mnie wątek Leny, wykluczonej przez rówieśników i szukającej akceptacji u starszego od niej Adama. Czy da się dotrzeć do nastoletnich buntowniczek, aby przestrzec przed takimi znajomościami? Przecież one i tak wiedzą lepiej. Znajdę podpowiedź w Pani książce? :)

Nastolatki to taka tykająca bomba i nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie, dlatego trzeba zachować czujność. Kochać i szanować, ale jednocześnie pytać i nie dać się zbyć zdawkowymi odpowiedziami. Każdy człowiek jest inny, dlatego nie ma jednej recepty dla wszystkich, ale nigdy nie można się poddać i przestać walczyć o swoje dziecko. Myślę, że Lena jest przykładem dziewczyny, która wiele przeszła w bardzo młodym wieku i zupełnie się pogubiła, a czy uda jej się pozbierać, to okaże się w ostatniej części. 

2. Czy łatwiej jest Pani pisać książki jednotomowe czy te zaplanowane na kilka części?
Pozdrawiam :)

Książki jednotomowe pisze się o wiele łatwiej, gdyż łatwiej zapamiętać i nie pogubić się w fabule. Z sagą zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że zakończenie się rozjedzie i trzeba będzie wprowadzić wiele zmian w treści. A później trzeba czytać i poprawiać, poprawiać i poprawiać… Ale kiedy wreszcie praca będzie zakończona, to satysfakcja gwarantowana. 

Ewelina Rybicka
1. Gdyby miała Pani okazję spotkać się z pisarzem nawet z dalekiej przeszłości, kto by to był i dlaczego akurat on/ona?

Gdybym miała się spotkać z pisarzem z przeszłości to chciałabym poznać klasyków: Mickiewicza i Słowackiego. Fascynuje mnie język i środki wyrazu, którymi się posługiwali. A że panowie za sobą nie przepadali, to tym bardziej chciałbym ich postawić naprzeciw siebie. To mogłoby być ciekawe doświadczenie. 




Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger