czwartek, 31 sierpnia 2017

Siostra burzy - Lucinda Riley

„Siostra burzy” Lucindy Riley to już drugi tom rewelacyjnego cyklu Siedem sióstr. Zakochałam się w części pierwszej tego cyklu i ta miłość trwa nadal, bo historia Ally jest magiczna i niesamowicie wciągająca. Zapraszam na recenzję.

„Nastrojowa, pełna magii saga rodzinna”

Drugi tom serii opowiada o Ally, która zawodowo zajmuje się żeglarstwem, i która miłość do morza przedłożyła nad miłość do muzyki. Dziewczyna jest drugą z kolei adoptowaną córką tajemniczego milionera Pa Salta. Ally nie może pogodzić się z tym, że gdy jej ukochany ojciec umierał, ona spędzała upojne chwile z ukochanym i nie była wsparciem dla najbliższych. Ojciec zostawił także i dla niej wskazówki dotyczące jej pochodzenia, ale dziewczyna na razie musi się skupić na regatach, w których bierze udział wraz z ukochanym. Jednak, gdy w jej życiu wydarza się kolejna tragedia, postanawia podążyć za wskazówkami, jakie zostawił dla niej Pa Salt. Dzięki temu wyrusza do Norwegii i poznaje historię swojej prababki Anny Landrvik, która była blisko ze słynnym norweskim kompozytorem. Jakie fakty odkryje Ally z przeszłości swojej rodziny? O tym musicie dowiedzieć się sami.

Na samym początku muszę Wam napisać, że jestem oczarowana tym cyklem. W Polsce ukazały się dopiero dwa pierwsze tomy, a ja już przepadłam z kretesem i jak narkoman na głodzie czekam na kolejne części. W tym tomie nadal zadajemy sobie mnóstwo pytań. Kim tak naprawdę był Pa Salt? Dlaczego zmarł w tak tajemniczych okolicznościach? Dlaczego adoptował same dziewczynki? Dlaczego sióstr miało być siedem? Gdzie jest siódma siostra? Pytań dużo, a odpowiedzi wciąż brak, bo choć pojawia się kilka małych wskazówek, to pobudzają one tylko jeszcze bardziej ciekawość i chęć odkrycia wszystkich kart.

W tej części poznajemy historię Ally, która w odróżnieniu od najstarszej siostry Mai, jest niesamowicie energiczna i pewna siebie. Te cechy troszkę zanikają, kiedy dziewczyna dowiaduje się o śmierci ukochanego ojca, ale gdy Ally zagłębia się w historii Anny, wszystko wraca na właściwe tory. W ogóle jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak autorka zróżnicowała wszystkie siostry. Każda z nich jest inna i wyjątkowa, więc naprawdę niecierpliwie czekam na kolejne części, bo jestem przekonana, że wszystkie będą świetne i tak samo wciągające. Dodatkowym plusem tego cyklu jest to, że każdą część można czytać osobno, bez znajomości wcześniejszych tomów, gdyż pierwsze kilkadziesiąt stron to takie przypomnienie tego, co wydarzyło się na początku części pierwszej.

Akcja książki rozłożona jest na dwóch płaszczyznach czasowych, teraźniejszość to historia Ally, a przeszłość to historia jej przodkini, Anny. Obydwie te historie pochłonęły mnie bez reszty i myślę, że z Wami będzie podobnie. Powieść poprzeplatana jest muzyką klasyczną, co dodało jej niesamowitej delikatności i lekkości. Naprawdę jest to wyjątkowa książka, którą koniecznie musicie przeczytać.

Lucinda Riley w bardzo zgrabny sposób połączyła ze sobą wątki romantyczne, obyczajowe i historyczne. Wszystko jest dopracowane w najdrobniejszym szczególe i dopięte na ostatni guzik. Do niczego nie można się doczepić i czuję ogromną radość, gdy mam okazję czytać tak dobrze napisane książki, wtedy aż mam ochotę przenieść się w głąb fabuły i jak niemy bohater obserwować wszystko z boku. Teraz czekam na kolejną część i historię Star, siostry, która bardzo mnie intryguje.

„Siostra burzy” to bez wątpienia bardzo emocjonująca powieść, która dostarcza wielu wrażeń i pobudza wyobraźnię. Dla mnie to po prostu literacki MAJSTERSZTYK!

Polecam!

Zapomniałam wspomnieć o okładce, która znów skradła moje serce. Jest piękna i niesamowicie tajemnicza.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.




środa, 30 sierpnia 2017

Edukacja Sebastiana. Korepetycje z miłości - Jane Harvey-Berrick

„Dałeś mi miłość.
Dałeś mi siebie.
Niczego więcej nie pragnę...”

Na pozór życie trzydziestoletniej Caroline wydaje się idealne. Jako żona lekarza wojskowego ma wszystko, o czym marzy wiele kobiet. Jednak Caroline w swoim małżeństwie jest nieszczęśliwa, dla męża jest tylko służącą, spełniającą wszystkie jego zachcianki. Brakuje jej miłości i ciepła drugiej osoby. Gdy po dziewięciu latach kolejny raz przenosi się z mężem do bazy wojskowej w San Diego, nie wie, że jej życie wywróci się do góry nogami, a to wszystko za sprawą siedemnastoletniego Sebastiana, z którym zaprzyjaźniła się, gdy był on małym chłopcem. Teraz to młody, przystojny i seksowny nastolatek, za którym ogląda się wiele dziewczyn. Pomiędzy tą dwójką wybucha pożądanie i rodzi się zakazane uczucie. Co będzie dalej? Przekonajcie się sami.

„Niepewnie objął mnie w tali, tak delikatnie... Przyciągnęłam do siebie jego głowę i ponownie pocałowałam. Tym razem oddał pocałunek z większą pasją, a język wślizgnął mi się do ust. Zachęcona, wsunęłam dłoń w jego dżinsy, a on cały się spiął. Czułam, jak bardzo jest gorący; nagość pod materiałem spodni okazała się podwójnie podniecająca. Z ust Sebastiana wydobył się przeciągły jęk pożądania...”

Na samym początku muszę się Wam przyznać do tego, że bardzo długi czas zabierałam się za czytanie tej książki. Wszystko przez to, że opisany w niej temat jest bardzo, ale to bardzo kontrowersyjny, a nawet można i rzec, że niemoralny. Bałam się, że będę oceniać tę powieść jako matka nastolatka i że skreślę tę historię już na samym początku. Na całe szczęście tak się nie stało i jestem pod ogromnym wrażeniem tego, w jak subtelny sposób autorka to wszystko przedstawiła. Obawiałam się niesmaku, ale niepotrzebnie. Oczywiście zdarzały się momenty, kiedy miałam ochotę potrząsnąć Caroline i wykrzyczeć jej w twarz, że to, co robi, jest złe, szczególnie wtedy, kiedy Sebastian zachowywał się jak dziecko, bo choć to chłopak, który przez sytuację rodzinną musiał szybko dorosnąć, to jednak miał dopiero siedemnaście lat i było to często po nim widać. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób może mieć problem z takim tematem, ale nie oszukujmy się, takie rzeczy zdarzają się w rzeczywistości, czy nam się to podoba, czy nie.

Uważam, że największym atutem tej powieści są bohaterowie. Autorka włożyła wiele pracy, by wszystkie postacie były ciekawe, złożone, a przede wszystkim, żeby każda z nich była inna i wyjątkowa na swój sposób. Nie piszę teraz tylko o głównych bohaterach, tyczy się to wszystkich bez wyjątku. Osobiście bardzo lubię taką różnorodność. Oczywiście nie każdego da się lubić, ale co to byłaby za książka, gdyby każdy był ideałem? Moim ulubieńcem został Sebastian i przyznam szczerze, że wcale nie dziwię się, że Caroline straciła dla niego głowę, bo to chłopak niezwykle uroczy, nieśmiały i można u niego zaobserwować wiele cech typowych dla nastolatków. Serce mi się ściskało, gdy czytałam o tym, co działo się w jego domu, jak traktowali go rodzice, którzy już dawno zaplanowali mu całe życie. Już jako młody chłopak musiał dorosnąć i zatroszczyć się o siebie. On także złakniony był miłości, której nie otrzymał nawet od rodziców. Postać Caroline przy Sebastianie wypadała dosyć blado, jak dla mnie była ona momentami po prostu nudna. Rozumiałam ją w kwestii tego, że bała się o to, że jej romans z nastolatkiem wyjdzie na jaw, a jej będzie groziło więzienie, ale to jej niezdecydowanie czasami doprowadzało mnie do szewskiej pasji.

To, co bym zmieniła w tej powieści, to ilość stron. Uważam, że gdyby było ich o sto mniej, to nic by się nie stało, bo czasami miałam wrażenie, że czytam jedno i to samo, co było dla mnie monotonne i nużące.

„Edukacja Sebastiana. Korepetycje z miłości” to słodka – gorzka opowieść o potrzebie miłości i bliskości drugiego człowieka. Mnie osobiście ta powieść skłoniła do refleksji nad ludzkimi wyborami, które nie zawsze są moralne. Długo zastanawiałam się nad różnicą wieku między bohaterami i chyba nic mądrego nie wymyśliłam, więc wszystkie przemyślenia zachowam dla siebie. Muszę przyznać, że autorka wie, jak napisać zakończenie, by czytelnik niecierpliwie wyczekiwał kontynuacji. Ja już przebieram nóżkami, by poznać dalsze losy Caroline i Sebastiana. Jeżeli lubicie nietypowe i trudne historie miłosne, to ta powieść będzie dla Was idealna.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Wróć za mną - A. Meredith Walters

Większość z Was pewnie wie, jak to jest, gdy autor serwuje nam zakończenie książki takie, że chce się krzyczeć, gryźć, a nawet w akcie desperacji kogoś pobić. Tak było ze mną kilka miesięcy temu, gdy przeczytałam „Twoim śladem” A. Meredith Walters. Książka okazała się genialna, ale zakończenie pozostawiło mnie w strasznym zawieszeniu i niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji, by poznać dalsze losy Maxxa oraz Aubrey. Troszkę musiałam poczekać, ale zdecydowanie było warto, bo „Wróć za mną” to idealne uwieńczenie historii tej dwójki pogubionych bohaterów. Zapraszam na recenzję.

Nałóg narkotykowy prawie doprowadził Maxxa do śmierci. Chłopak cudem przeżył, ale zrujnowało to jego życie, a jedyna osoba, która była światłem w jego mroku, odeszła. Jednak Maxx postanowił zawalczyć o nowe lepsze życie i o Aubrey, dziewczynę, którą pokochał całym sercem. Aubrey już raz posłuchała serca i wplątała się w toksyczny związek z Maxxem, teraz chce zadbać o siebie i ruszyć naprzód, ale bez Maxxa i jego demonów. Tylko, czy to będzie takie łatwe? Na początku będzie jej się to udawało, ale chłopak po wyjściu z odwyku kolejny raz pojawi się w jej życiu. Tym razem będzie chciał jej udowodnić, że jest jej wart, a uczucie, którym ją obdarzył, jest wyjątkowe i przede wszystkim prawdziwe. Ze wszystkich sił będzie się także starał odzyskać utracone zaufanie, a to okaże się nad wyraz trudne. Czy ich historia ma szansę na happy end? Czy miłość wygra z nałogiem? Tego wszystkiego musicie dowiedzieć się sami.

„Uderzenie w twarde dno było łatwe. Natomiast wyczołganie się z powrotem okazało się prawie niemożliwe.”

A. Meredith Walters to bestsellerowa autorka powieści dla młodzieży. Problem uzależnień, który porusza w swoich książkach, nie jest jej obcy, gdyż kiedyś pracowała jako konsultantka terapeutyczna dla uzależnionych oraz zmagających się z różnymi problemami nastolatków. Mieszka w Anglii wraz z mężem oraz córką.

Uwierzcie mi, że naprawdę niecierpliwie oczekiwałam tego tomu, cały czas nie mogłam się pogodzić z zakończeniem pierwszej części i byłam ciekawa, czy ta dwójka wreszcie będzie szczęśliwa, czy Maxx pokonana uzależnienie i jakie Aubrey poniesie konsekwencje tego, że związała się z członkiem grupy uzależnień. Oczywiście na wszystkie te pytania uzyskałam odpowiedzi, ale muszę się przyznać, że autorka sprawdzała moją cierpliwość na wszelkie możliwe sposoby i nic mi nie ułatwiała, ale ja lubię takie oczekiwanie, za to nienawidzę, gdy już na samym początku autor zdradza wszystkie karty. Tutaj tego nie ma, informację dozowane są małymi porcjami, by czytelnik wraz z bohaterami mógł przeżywać wszystkie ich wzloty oraz upadki. Przyznam się Wam także, że trochę obawiałam się tej części, bo czasami zdarza się tak, że gdy czekam bardzo na jakąś książkę, to ona mnie zawodzi, jednak Meredith Walters stanęła na wysokości zadania i dała mi to, czego oczekiwałam.

Tym razem nie zdradzę Wam zbyt dużo z fabuły książki, po prostu sami musicie się przekonać, jakie ta historia ma zakończenie. Ta część także jest bardzo emocjonująca, ale czy można pisać o walce z uzależnieniem i o walce o miłość i zaufanie bez emocji? Myślę, że nie! Autorce kolejny raz udało się trafić do mojego serca i nie raz w moich oczach pojawiały się łzy wzruszenia. To naprawdę doskonałe uwieńczenie historii Maxxa i Aubrey. To walka z ich demonami, walka o miłość i szczęście.

Kreacja bohaterów wyszła autorce świetnie, są oni niezwykle prawdziwi i charakterystyczni. Odniosłam wrażenie, że tym razem Meredith Walters bardziej skupiła się na postaci Maxxa, poznajemy teraz jego prawdziwą twarz, bez maski uzależnienia, która dawała mu niesamowitą pewnością siebie. Śmiem nawet twierdzić, że Maxx otwiera przed czytelnikiem duszę, byśmy mogli poznać jego dobre i wspaniałe wnętrze. To tak naprawdę młody mężczyzna, zagubiony w otaczającym go świecie, który walczy z najgroźniejszym przeciwnikiem, jakim jest uzależnienie. Czy wygra tę walkę, gdy z każdej strony pojawiają się pokusy? Na pewno będzie się starał, dla siebie, dla Aubrey i dla Landona.

„Budziłem się co rano ze ściśniętym z nerwów żołądkiem, a moje myśli dryfowały ku narkotykom. Rachunkom. Tysiącom scenariuszy, w których mogłem nawalić.”

Jeżeli chodzi o Aubrey, to muszę przyznać, że jej kreacja bardzo mnie zaskoczyła. Myślałam, że dziewczyna od razu wybaczy Maxxowi i od razu kolejny raz mu zaufa. Jednak zaszła w niej ogromna zmiana i dziewczyna zaczęła wreszcie myśleć o sobie i o swojej przyszłości. Przed nią także walka z demonami przeszłości. Czy je pokona? Tego Wam nie zdradzę.

„Musisz uzmysłowić sobie trudności, żeby uzmysłowić sobie, gdzie powinnaś się znaleźć. Jestem przekonana, że to, jak reagujemy w najbardziej przygnębiających chwilach naszego życia, świadczy o tym, jakim człowiekiem tak naprawdę jesteśmy.”

„Wróć za mną” to słodko – gorzka opowieść o miłości, przyjaźni, o zaufaniu, o dawaniu drugiej szansy, a przede wszystkim o ciężkiej walce z nałogiem. Autorka uświadamia czytelnikowi, że uzależnienie nie kończy się w dniu, w którym weźmiemy ostatnią działkę, o nałogu myśli się każdego dnia i walczy się z nim do samego końca naszych dni. Najważniejsze to mieć motywację, siłę i wiarę w to, że nam się uda.

Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Ya.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Czerwień rubinu - Kerstin Gier

Każdy kto choć trochę mnie zna, ten wie, że przepadam za literaturą młodzieżową, a jeżeli jeszcze jest to lekka fantastyka, to po prostu jestem wniebowzięta. Gdy ujrzałam nowe wydanie pierwszego tomu Trylogii Czasu, to wiedziałam, że koniecznie muszę go przeczytać. Kilka lat temu trafiła w moje ręce chyba ostatnia części tej trylogii, więc mogę powiedzieć, że twórczość Kerstin Gier zaczęłam poznawać od końca. Zawsze miałam nadzieję, że poznam tę historię od początku, jednak w natłoku recenzyjnych egzemplarzy, nie miałam czasu, by tego dokonać. Na całe szczęście dzięki wydawnictwu Media Rodzina, które wydaje tę trylogię w nowych, oryginalnych i pięknych okładkach udało mi się wreszcie przeczytać tom pierwszy, więc zapraszam Was na recenzję „Czerwieni rubinu”.

Gwen to całkiem przeciętna nastolatka, ale pochodzi z nieprzeciętnej rodziny. Jej kuzynka Charlotta jest nosicielką genu, który w wieku szesnastu lat umożliwi jej podróże w czasie. Tylko czy na pewno to Charlotta ma ten gen? Niespodziewanie to Gwen przenosi się w czasie i zostaje objęta opieką przez tajną organizację. Dziewczyna dostaje do wykonania tajną misję, a jej kompanem w „podróżach” jest arogancki, ale zarazem przystojny Gideon de Villiers. Misja ta może zmienić życie wszystkich członków dwóch rodzin obdarzonym genem podróży w czasie. Czy Gwen pozwoli sobą manipulować? Czy wypełni zadanie? Jaką rolę w jej życiu odegra Gideon? Przekonajcie się sami.

„Kerstin Gier to niemiecka autorka powieści dla kobiet i powieści młodzieżowych. Sukces Trylogii Czasu z dnia na dzień zrobił z niej jedną z najlepiej sprzedających się pisarek niemieckojęzycznych.
Studiowała edukację biznesową i psychologię komunikacji, próbowała swoich sił w wielu miejscach pracy, by w 1995 roku zacząć pisać powieści dla kobiet. Aktualnie mieszka wraz z mężem i synem w okolicach Bergische Land.”

„Czerwień rubinu” to niezwykła powieść, która po prostu mnie oczarowała i od razu pochłonęła w głąb fabuły. Po prostu przepadłam z kretesem. Jeszcze raz podkreślę, że uwielbiam powieści młodzieżowe i na całe szczęście rzadko trafiam na takie, które mnie nie porywają. Kerstin Gier stworzyła naprawdę coś fajnego i wyjątkowego, bo podróże w czasie nie są zbyt popularnym wątkiem w literaturze, jaką czytam. Powieść jest wielowątkowa, pełna dziwnych postaci, a tajemnice piętrzą się na każdym kroku. Dodaje to niesamowitego smaczku całej historii, bo nigdy nie wiadomo, czym autorka nas zaskoczy na kolejnej stronie. Poza tym akcja książki jest dynamiczna, dużo się dzieje i pojawiają się elementy zaskoczenia. Naprawdę uwielbiam takie książki i cieszę się, że już niedługo ukaże się drugi tom „Błękit szafiru” też w nowej cudownej okładce.

Narracja poprowadzona jest z perspektywy Gwen, dzięki temu poznajemy tę nastolatkę na wskroś. To dziewczyna niezbyt rozgarnięta, która ma problemy, jak większość nastolatek. Przez gen, który powinna mieć jej kuzynka, Gwen zostaje rzucona na głęboką wodę i musi sobie radzić bez doświadczenia i przeszkolenia do podróży w czasie, które przeszła Charlotta. Przyznam, że jej postać momentami mnie irytowała, ale koniec końców bardzo ją polubiłam. Muszę wspomnieć także o Gideonie, bo to postać, która przypadnie do gustu wielu czytelniczkom, ja często wzdychałam do tego młodego człowieka ;). To bohater bardzo przystojny i arogancki, a takich lubię najbardziej. W powieści tej jest wiele ciekawych postaci, ale nie będę ich wszystkich Wam wymieniać, by nie psuć Wam całej zabawy.

„Czerwień rubinu” to powieść romantyczna i zabawna, przy której spędziłam miło czas. Jak widzicie dużo do szczęścia mi nie potrzeba... wystarczy dobra książka z elementami fantasty, w której pojawia się wątek miłosny. Jeżeli ktoś z Was jeszcze nie czytał Trylogii Czasu, to ja ją Wam serdecznie polecam, bo to naprawdę kawał fajnej literatury dla młodzieży, ale i osoby starsze się nie zawiodą, sama jestem tego dobrym przykładem.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

sobota, 26 sierpnia 2017

Poszukiwani, poszukiwany - Małgorzata Falkowska (Nasz patronat medialny)


Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki jak do jeża, ale nie zrozumcie mnie źle, nie z powodu treści książki czy autorki. Po prostu miałam ochotę na zupełnie coś innego, ostatnio „kręci” mnie bardziej literatura faktu, biografie. Tym większe było moje zdziwienie, że książka wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Miałam już przyjemność czytać poprzednie dwie części tej serii (jeśli tak można powiedzieć) i zaciekawiło mnie, jak potoczą się losy pozostałych z sześciu przyjaciółek. Nie zawiodłam się i w rezultacie jestem zadowolona, że poświeciłam jej swój już lekko nadwyrężony czas i że nie był to czas stracony.

„Do czego zdolna jest kobieta, aby zajść w ciążę? W zasadzie dwie kobiety… Po przygodach Berki i jej noworocznym postanowieniu: Mąż potrzebny na już oraz magicznej odmianie egocentrycznej Zosi z Gorzej być (nie) może nadszedł czas na nie… Jola i Monika postanawiają założyć rodzinę. A czym byłaby rodzina bez dziecka, dokładniej dzieci? Partnerki za namową przyjaciółek wpadają na coraz dziwniejsze pomysły, prowadzące do zajścia w ciążę, które – jak na nie przystało – kończą się absolutnym fiaskiem. Jednak ciąża to nie wszystko, kiedy pojawiają się coraz to nowe problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Jak sobie poradzą przyjaciółki w trudnych dla nich chwilach? Czy ich starania będą wystarczające, aby spełnić marzenie o szczęśliwej rodzinie?”

Streściłam tę historię pokrótce koleżance i stwierdziła, że temat dość kontrowersyjny i wiecie co.... strasznie się zdziwiłam. A wiecie dlaczego? Dlatego, że Małgosia Falkowska opisała tę historię w taki sposób, że kontrowersyjna to byłoby ostatnie, co przyszłoby mi do głowy. Wzięłam to za coś najnormalniejszego na świecie, choć podejrzewam, że spore grono osób może myśleć inaczej. Wiem, że w obliczu tego, w jakim kierunku zmierza dziś świat (szczególnie nasz kraj) może się okazać, że jestem niepoprawna politycznie ;), ale szczerze: mam to gdzieś, taki jest mój światopogląd i chyba nic i nikt nie będzie w stanie go zmienić. Chyba się trochę zagalopowałam i moja recenzja idzie w złym kierunku :D, więc do rzeczy.
„Poszukiwani, poszukiwany” to kolejne perypetie sześciu „oryginalnych” przyjaciółek, które nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć. Zderzenie sześciu zgoła odmiennych osobowości i charakterów, (żeby nie powiedzieć charakterków :) ), powoduje niemałe trzęsienie ziemi :) Tym razem to Jola i Monika są bohaterkami historii, która zrodziła się w głowie autorki. Poszukiwania potencjalnych kandydatów...... na dawców nasienia (wiem, brzmi fatalnie, ale dokładnie tak to wygląda) ;) przysparza wielu zabawnych sytuacji. Dziewczyny tworzą udany związek i zamierzają go dopełnić dziećmi, a najlepiej od razu dwójką. Czy uda im się spełnić marzenie o posiadaniu rodziny? O tym musicie przekonać się sami.

Mam wrażenie, że Małgorzata Falkowska ponownie trochę podniosła poprzeczkę. Według mnie to chyba najlepsza część tej serii. Autorka porusza wiele kwestii dotyczących współczesnych młodych kobiet oraz aktualnych problemów doczesnego świata i naszego kraju. Jej wrażliwość i doskonałe poczucie humoru sprawiają, że ta słodko-gorzka historia pozwala czytelnikowi doskonale utożsamiać się z bohaterami książki. Na pewno niejedna z nas odnajdzie cząstkę siebie w postaciach, jak i w sytuacjach występujących w tej powieści.
Autorka niezmiennie posługuje się lekkim i przystępnym stylem. Powiem więcej, ta dziewczyna potrafi naprawdę dobrze pisać, przede wszystkim tak, aby zainteresować i zaciekawić czytelnika, a czy właśnie nie o to chodzi?

Jednego jednak nie mogę wybaczyć Małgosi Falkowskiej, a mianowicie zakończenia. Pozostawiła mnie z wielkim znakiem zapytania w głowie i opadniętą szczęką. To powinno być karalne!!! ;) No cóż, nie pozostało mi nic innego jak czekać na kontynuację historii i mam nadzieję, że czas oczekiwania będzie jak najkrótszy, czego sobie i Wam życzę. Polecam z czystym sumieniem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf i autorce.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Bez uczuć - Mia Sheridan

Gdy dowiedziałam się, że w sierpniu wychodzi kolejna powieść Mii Sheridan, to wiedziałam, że koniecznie będę musiała ją przeczytać, gdyż powieści tej autorki zawsze trafiają do mojego serca. Mis Sheridan to autorka, która może i pisze trochę schematycznie, jej historie są odrobinę odrealnione, ale bez wątpienia są piękne i pełne emocji. Czy „Bez uczuć” to kolejna powieść autorki, która szturmem podbiła moje serce? Tego dowiecie się z mojej recenzji. Zapraszam.

„Miłość, która rani, czyni nas silniejszymi.”

Nastoletnia i nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Jako dorosły mężczyzna stał się wyrachowany, a jego głównym celem stała się zemsta na Lydii i jej bracie, który przed laty odebrał mu godność i potraktował jak psa.
Przed laty życie Lydii wyglądało zupełnie inaczej, była bogata, czuła się bezpieczna i kochana. Teraz niestety fortuna się odwróciła, firma znalazła się na skraju bankructwa, a Stuart okazał się mężczyzną, który nie potrafi wyprowadzić firmy z długów. Czy to odpowiedni czas, by Brogan zrealizował swój plan zemsty? Czy miłość pokona nienawiść? Czy można wybaczyć błędy sprzed lat? Przekonajcie się sami.

„Mia Sheridan to autorka bestsellerów New York Timesa, USA Today i The Wall Street Journal. Jej pasją jest tworzenie miłosnych historii o ludziach, którzy są sobie przeznaczeni. Mia wraz z rodziną mieszka w Cincinnati w stanie Ohio.”

Jako wierna fanka Mii Sheridan z ręką na sercu oświadczam, że „Bez uczuć” to powieść warta uwagi. Autorka kolejny raz mnie nie zawiodła i zafundowała mi kilka wspaniałych i emocjonujących godzin, które spędziłam z Broganem i Lydią. Oczywiście książka ta oparta jest na relacji love – hate, którą niezwykle uwielbiam, bo dzięki niej dostaję całą paletę emocji, które odczuwam całą sobą. To kolejna książka, która ma niesamowitą głębię, a miłość bohaterów nie jest uczuciem płytkim i powierzchownym. Myślę, że tak o miłości potrafi pisać tylko Mia.

Uważam, że Mia Sheridan posiada dar pisania historii pięknych i wzruszających, a naprawdę nie każdy autor to potrafi. Ja zakochałam się w jej twórczości po przeczytaniu „Bez słów”, książki, która w moim odczuciu jest fenomenem. Może „Bez uczuć” nie jest tak porywająca, ale ma głębie i niesie przekaz, że między miłością a nienawiścią jest cienka granica, a umiejętność wybaczania ma zbawienny wpływ na serce oraz duszę.

Autorka w swoich książkach za każdym razem porusza tematy trudne oraz bolesne i tak oczywiście było także tym razem. Pojawia się bieda, mezalians, prostytucja, alkoholizm, narkomania, jest tego naprawdę sporo, jednak Mia potrafi o tym pisać w sposób lekki, nieprzytłaczający czytelnika. Sztuką jest także stworzenie bohaterów, którzy niesamowicie zapadają w pamięć, szczególnie męska ich część. Brogan to postać bardzo złożona i pełna sprzeczności, bo choć sam wie, czym jest bieda i głód, choć pomaga osobom ubogim, to z drugiej strony to bezwzględny biznesmen, który myśli tylko i wyłącznie o zemście, na kobiecie i jej rodzinie, która jest jego jedyną miłością. To bohater zagubiony, wrażliwy o pięknym sercu, który niestety karze siebie za swoje wybory i uważa, że nie zasługuje na miłość oraz wybaczenie. Bardzo go polubiłam, choć przyznam, że czasami irytował mnie swoją niekonsekwencją.

„Nie ma znaczenia, czy na to pozwolisz czy nie. Ja i tak ci wybaczam. I tak... cię kocham.”

Mia Sheridan ze smakiem opisuje sceny seksu pomiędzy bohaterami, są one zmysłowe, subtelne, pełne namiętności i pożądania. To po prostu uczta dla zmysłów i znów napiszę, że nie każdy autor, to potrafi, a jej przychodzi to z niesamowitą łatwością i lekkością.

Mnie książka bardzo się podobała i polecam ją wszystkim fanom twórczości Mii. Wiem, że zbiera ona także niepochlebne recenzje, ale ile ludzi, tyle opinii i jest to coś normalnego. To, co podoba się mi, nie musi podobać się innym. Dla mnie to bardzo dobra powieść o miłość, nienawiści, o lojalności względem rodziny pełna namiętności i gorących scen uniesień.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.


środa, 23 sierpnia 2017

Miłość, która przełamała świat - Emily Henry

„Miłość, która przełamała świat” Emily Henry to powieść, która zaciekawiła mnie swoim opisem, a jej minimalistyczna okładka skradła moje serce. Jesteście ciekawi, jakie wrażenie wywarła na mnie ta książka? Jeżeli tak, to zapraszam na recenzję.

Natalie spędza lato w swoim rodzinnym mieście, to ostatnie takie leniwe wakacje, gdyż dziewczyna jesienią zaczyna studia. Wszystko w jej życiu wygląda w miarę normalnie, ale w pewnym momencie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle robią się czerwone, obok jej łóżka zaczyna przesiadywać stara kobieta, która snuje opowieści, a park, który rozciągał się koło przedszkola, znika. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego i ma rację. Pewnego razu odwiedza ją tajemnicza postać, która przekazuje jej dziwną wiadomość „masz tylko trzy miesiące, aby go uratować”. Następnej nocy dziewczyna spotyka chłopca o imieniu Beau i wtedy, czas i przestrzeń przestają istnieć. Istnieją tylko oni...

Czasami mam tak, że zanim zacznę czytać książkę, to wiem, że będę miała względem niej wielkie oczekiwania. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale tak jest i już. Akurat przy tej książce myślę, że stało się tak, przez tajemniczy opis i tak samo tajemniczą okładkę. Już teraz napiszę Wam, że moje oczekiwania w pełni zostały zaspokojone, bo jest to powieść wyjątkowa, fascynująca i inna od tych, które do tej pory czytałam. Myślę, że mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że ta książka jest najlepszą młodzieżówką, jaką czytałam. Dopiero po przeczytaniu książki dowiedziałam się, że jest to debiut Emily Henry i byłam w niemałym szoku. Oby więcej takich debiutów.

Ogromnym atutem tej powieści jest jej inność, jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem na fabułę i bardzo mnie to cieszy, gdyż uwielbiam powiew świeżości w literaturze. Autorka stworzyła książkę, którą czyta się w zastraszającym tempie, gdyż akcja cały czas jest dynamiczna. Spodobało mi się zawarcie w książce wielu indiańskich legend, które były niesamowicie ciekawe i chłonęłam je całą sobą. Emily Henry stworzyła niebanalną opowieść o miłości oraz o przeznaczeniu, ale opisała to w sposób taki, jakiego jeszcze nie znałam. Po prostu wszystko w tej książce jest inne, inne, ale bezapelacyjnie warte przeczytania. Na pewno sięgnę po kolejne książki autorki, bo wiem, że warto i czuję, że i następnym razem się nie zawiodę.

Kolejny atut tej powieści to postać Natalie. Jest to bohaterka, która momentalnie zyskała moją sympatię. To dziewczyna trochę zagubiona, która nie do końca wie czego chce, lecz mimo tego jest bardzo odważna. Jak każda nastolatka boryka się z problemami takimi, jakie mają dziewczyny w jej wieku, ale nie to spędza jej sen z powiek. Natalie bowiem widzi inne światy, a to już jest coś „nienormalnego”. Oczywiście na uwagę zasługuje również Beau, bez którego ta historia byłaby niepełna, to ciekawa i intrygująca postać.

Jeżeli lubicie książki z elementami fantastyki, to koniecznie musicie przeczytać historię Natalie i nie martwcie się, że to książka dla młodzieży, bo ja do młodzieży już dawno się nie zaliczam, a spędziłam przy niej świetnie czas. To niesamowicie emocjonująca opowieść, która chwyta za serce, To przepiękna historia o miłości, która przełamała świat.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Ya.

Dance, sing, love. Miłosny układ - Layla Wheldon (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Znacie to uczucie, gdy zaczynacie czytać jakąś historię i od razu wiecie, że Wam się spodoba? Następnie dowiadujecie się, że zostanie ona wydana, widzicie okładkę i wszystko zaczyna grać jeszcze bardziej. Tak było w przypadku Dance. Sing. Love. Miłosny układ autorstwa Layli Wheldon. Ja tę historię czytałam już trzy razy. Najpierw na Wattpadzie, potem w wersji pdf, którą dostałam od autorki, a teraz w końcu mogłam wziąć w ręce wersje papierową i znowu zagłębiłam się w historii Livii i Jamesa. Co sprawiło, że debiutancka powieść młodej polskiej autorki jest takim hitem? Ponad dwa miliony wyświetleń na platformie Wattpad, status TOP Empiku na długo przed premierą, szaleństwo wśród blogerek i fanów... Ktoś pomyśli, ale jakim cudem? Przecież książek tego typu jest mnóstwo, więc dlaczego właśnie ta powieść święci takie tryumfy? Jeśli chcecie poznać moje zdanie na ten temat, to serdecznie zapraszam do zapoznania się z opinią na temat Dance. Sing. Love. Miłosny układ. 

Livia kocha taniec od zawsze. To jej pasja bez której nie potrafi normalnie funkcjonować. Dziewczyna jest ambitna i zdecydowanym krokiem zmierza do wyznaczonego celu. Pewnego dnia jej grupa taneczna zostaje wynajęta do współpracy przy europejskiej tracie koncertowej piosenkarza Jamesa Sheridana. Chłopak okazuje się być aroganckim, zapatrzonym w siebie dupkiem. Gwiazdorzy i uważa się za kogoś lepszego niż inni. Livia nie rozumie zachwytów swoich koleżanek z zespołu nad piosenkarzem z wielkim ego i na początku między nimi nie ma nawet cieniutkiej nici porozumienia, ale z czasem... Jak to się mówi? Kto się czubi...? :) Niestety, nasz boski James nadal żywi uczucie do swojej byłej z którą łączy go bardzo toksyczna i destrukcyjna więź, ale gdy Livie orientuje się, że zdążyła się już w nim zakochać, jej serce nie chce słuchać i wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. 

Opisałam fabułę bardzo ogólnie i w wielkim skrócie, gdyż nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów i odbierać  radości z czytania. A uwierzcie mi ta historia przenosi czytelnika w inny świat. Akcja dzieje się podczas trasy koncertowej po Europie, tak więc poznajemy Paryż, Rzym, Londyn, a to wszystko przeplatane jest tańcem, pasją, muzyką i problemami młodych zagubionych ludzi, którzy wydają się być kompletnie  różni, a jednak ciągnie ich do siebie. I to wcale nie jest słodka i piękna miłość, bo czasami zakochujemy się w kimś, kto nie jest dla nas odpowiedni, ale rozum i serce nie chcą ze sobą współpracować. Wtedy podejmujemy złe decyzje, wybaczamy to czego normalnie byśmy nie wybaczyli, próbujemy zapomnieć o problemach i oderwać się od rzeczywistości sięgając po alkohol. Każdy kolejny dzień to walka z własnymi myślami, żal do samego siebie i tej drugiej osoby. Zazdrość, złość, nienawiść, namiętność to nie są składniki udanego i pięknego związku, dlatego w tej powieści nie znajdziecie słodkich kwiatków i serduszek. 

Dance. Sing. Love. poruszyło we mnie wszystkie możliwe emocje. Śmiałam się i płakałam. Przeklinałam Livi i Jamesa, a za chwilę im kibicowałam. Próbowałam z nimi rozmawiać, ale mnie nie słuchali. Nic nie było tak, jak chciałam. NIC! I za to oddaję hołd Sandrze (autorce), bo potrafiła stworzyć taką historię, która totalnie mną zawładnęła. No i zakończenie... Mogę się nie wypowiadać na jego temat? I nie chodzi o to, że jest z nim coś nie tak, a o to, że... JAK TAK MOŻNA? JAK MOŻNA ZOSTAWIĆ NAS W TAKIEJ NIEPEWNOŚCI????!!!! Wiem, to czysta hipokryzja, bo sama często zostawiam swoje czytelniczki z taką niepewnością, ale takie prawo autora i tylko dlatego wybaczam Sandrze to, że złamała mi serce i zafundowała kilka stanów przedzawałowych :) 

A tak na poważnie, jestem ogromnie dumna, że mamy w Polsce takie młode i zdolne pisarki, bo styl i warsztat Sandry są naprawdę dobre. Czyta się lekko i z przyjemnością. Sceny płyną, aż chce się więcej i więcej. I na to WIĘCEJ niecierpliwie czekam, a z dobrych źródeł wiem, że drugi tom już się tworzy i najprawdopodobniej będzie wydany w następnym roku. 

Na okładce znajdziecie też moją rekomendację, którą napisałam z ogromną przyjemnością, a nasz blog objął tę powieść patronatem medialnym.


Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Helion (Editio Red)

Misja Wywiad z Anetą Krasińską

Dziś zapraszamy Was do zapoznania się w wynikami naszej kolejnej Misji Wywiad.
Tym razem na Wasze pytania odpowiadała Aneta Krasińska autorką m.in. "W siei uczuć"!
Pani Aneta uznała że najciekawsze pytania zadał jej Agnieszka E. Rowka i to właśnie do niej powędruje ta książka. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt przez nasz fp.

Małgorzata Wójcik
1. Jaka książka w największym stopniu wpłynęła na Pani życie, dlaczego?

Uwielbiam, jeśli książka mnie zmusza do refleksji. Pozostaje wtedy ze mną na dłużej. Powracam do niej w myślach i zastanawiam się nad życiem. Taką książką jest „Inny chłopiec” Willy’ego Rassella. Powieść dosłownie mną wstrząsnęła i sprawiła, że po dwudziestu latach przeczytałam ja ponownie i emocje wcale nie były mniejsze. Jest to rewelacyjny przykład powieści, która pokazuje, jak niewiele potrzeba, by zniszczyć drugiego człowieka. Podejrzenia, insynuacje mogą sprawić ból, ale przede wszystkim obrócić o 180stopni bieg zdarzeń.

Beata Górniewicz

1.Jak to jest z tym pisaniem? Czy to spełnione marzenie z dzieciństwa, czy może jakiś przypadek sprawił, że sięgnęła Pani po pióro?

Decyzja o  napisaniu powieści zrodziła się dość spontanicznie, choć dojrzewałam do niej latami. Zawsze znajdowałam mnóstwo wymówek, by nie zacząć, a z tyłu głowy wciąż miałam słowa męża, bym spróbowała. W końcu dałam za wygraną i napisałam kilkanaście stron, by dał mi święty spokój, ale tak się nie stało. Zaczęłam pisać kolejne rozdziały, nieśmiało podsyłając je najbliższym mi osobom i z zapartym tchem czekając na ich opinie. Tak się zaczęła moja przygoda w roli autorki powieści.

Iza Wyszomirska
1. Kamila z "Sieci uczuć" wyjeżdża do Berlina. Czy uważa Pani, że życie w wielokulturowym kraju jest trudniejsze niż to w Polsce? 😊

Uważam, że życie w wielokulturowym mieście jest bardzo interesujące. Sama pamiętam swój krótki pobyt w Londynie. Dosłownie chłonęłam wszystko to, co działo się wokół mnie. Nowi ludzie, ich zachowanie, poglądy, z którymi można dyskutować, wszystko to robiło na mnie wrażenie. Oczywiście nie można pominąć też nieporozumień wynikających z tego, że mieszają się różne kultury i wpływy. Na pewno życie w takim miejscu jest wyzwaniem i sprawdzianem dla nas i naszych zasad.

Barbara Pawlik
1. Czy gdyby zabrano długopis zabrano kartki związano ręce i powiedziano pani nie pisz - czy serce targało by się uczuciem walki o ta jedynie piękna rzecz przelewania pomysłów na kartkę czy uspokoiło by się i poddało innemu toku życia?

Pisanie to przyjemność, odskocznia od rzeczywistości, a czasem ucieczka od prozy dnia, zatem gdyby mnie pozbawiono możliwości pisania, musiałabym sobie znaleźć inne zajęcie. Na pewno nie poddałabym się i nie poprzestała na umartwianiu…

Agnieszka E. Rowka

1.Miłość czy nienawiść - które jest Pani zdaniem silniejszym uczuciem.

Myślę, że od miłości do nienawiści wystarczy krok. Ta ostatnia jest w stanie zniszczyć wszystko, co stoi na jej drodze. Nie liczy się z żadnymi uczuciami. Jest ślepa, a przez to tak silna i trudna do pokonania. Może trwać latami, a wciąż podsycana, prze do przodu.

Sabina FK

1. Która z Pni książek,zawiera najważniejsze chwile z prywatnego życia. Jeśli jest taka, to która i co opisuje,że zechciała się Pani nią podzielić z czytelnikami ?

Żadna z książek, które napisałam nie pokazuje mojego prywatnego życia. Owszem, sięgam do własnych doświadczeń, ale luźno je wiążę z fabułą. Uważam, że moi bohaterowie są o wiele bardziej ciekawi niż ja.

Marysia Ski
1. Czy w swoich książkach zdarzyło się aby któryś z bohaterów lub bohaterek mówił jakieś wyrażenie bądź zwrot , którym Pani lubi się posługiwać?

Raczej nie mam typowych zwrotów i moi bohaterowie też ich nie mają, ale jest to świetny pomysł, który postaram się wykorzystać.

Anna Bednarek Zawisza
1.Gdyby miała Pani udzielić kilku rad początkującym pisarzom, jakie byłyby to rady?

W pisaniu bardzo ważna jest odwaga i to w całym procesie. Najpierw, żeby w ogóle uwierzyć w swoje możliwości. Później, żeby wierzyć w historię, którą się opisuje. Dalej ważna jest wiara i przekonanie w to, że ktoś to zechce przeczytać. Nastepnie potrzeba odwagi, by szukać wydawnictwa, które doceni to, co im zanosimy. A na koniec nie można przyjmować do siebie złośliwej krytyki, w której nie ma prawdy. Trzeba otaczać się ludźmi życzliwymi, którzy podpowiedzą, którą drogę wybrać, aby trafić do celu.

Katarzyna Różalska
1. Ciekawi mnie jak postrzega Pani swoich kolegów i koleżanki po fachu, kogo Pani szczególnie podziwia wśród polskich współczesnych pisarzy, kto najbardziej zaskoczył, zwrócił uwagę nietypowym pomysłem na fabułę? Czy polscy pisarze bardziej się wspierają czy rywalizują ze sobą?

Lubię czytać polskich autorów, chociażby dlatego, żeby się od nich uczyć. Uwielbiam powieści sensacyjne Marcina Ciszewskiego i kryminały Mariusza Czubaja. Panowie piszą zupełnie inaczej niż kobiety, dlatego lubię podpatrywać ich warsztat. Sama unikam też sztampowości, dlatego chętnie czytam powieści, które mają w sobie to coś i są oryginalne. Jeśli chodzi o relacje miedzy pisarzami to bywa różnie. Wszyscy jesteśmy ludźmi i często mamy różne cele, do których chcemy dojść…

Janusz Fo
1. Marzycielka, która czerpie z życia garściami i ma tysiące pomysłów na minutę czy dobrze zorganizowana, poważna i trzeźwo patrząca na świat - który z opisów lepiej Panią opisuje?

Pewnie wbrew oczekiwaniom napiszę, że jestem zdecydowanie bardziej uporządkowana i racjonalnie patrzę na świat, choć to wcale nie przeszkadza mi marzyć i mieć bujną wyobraźnie. Gdybym nosiła głowę w chmurach, nie napisałabym ani słowa, bo najzwyczajniej w świecie nie miałabym na to czasu. Praca pisarza to bardzo wymagające i wyczerpujące zajęcie, w którym nie ma miejsca na chaos. Potrzebna jest dyscyplina i świetna organizacja pracy własnej.

2. Jaki pisarz/pisarka jest dla Pani autorytetem, czy chciałaby Pani nawiązać z nim/nią współpracę i stworzyć powieść?

Trudno mi wskazać jedną osobę. Mam kilku autorów, których cenię…

Joanna Wiewióra
1. Czy ma Pani jakiś szczególny sentyment bądź darzy specjalnym uczuciem którąś z Pani napisanych książek czy wszystkie je traktuje tak samo?

Ze względów sentymentalnych najważniejsza jest dla mnie pierwsza powieść, którą wydałam, czyli „Finezja uczuć”. To był mój debiut i pierwsza możliwość zetknięcia się z rynkiem wydawniczym, dlatego z zapartym tchem czekałam, jakie będą opinie czytelników. Tym, bardziej, że długo zastanawiałam się, czy wydawać pod własnym nazwiskiem. Muszę przyznać, że obawiałam się krytyki. Dzisiaj nie żałuję podjętej decyzji, bo spotykam się z ogromnym wsparciem i życzliwością czytelników.

Marian Kluka
1. Czy śnią Ci się bohaterzy Twoich książek . Pozdrawiam

Dokładnie tak jest. Często zasypiam i budzę się z moimi bohaterami. Dzięki temu nabierają cech realnych postaci i niejako ozywają w mojej świadomości.

Eugenia Bondaruk
1. Pytanie jedno w którym momencie powstaje tytuł książki

Tytuł to dla mnie najtrudniejszy element. Zazwyczaj bywa tak, że korzystam z podpowiedzi moich przyjaciół, którzy czytają powieść zaraz po tym, jak powstaje. A drugi sposób, to najpierw jest tytuł, a później treść.

Olga Nowak
1. Czy ma pani swojego książkowego idola?

Jeśli chodzi o idola jako autora, to lubię niektóre książki Paula Coelho, Mitcha Alboma, Marcina Ciszewskiego czy Mariusza Czubaja.

Kinga Zdanowska

1. Dlaczego?( Dlaczego czytasz i piszesz, czemu to a nie co innego?) 😇📚

Decyzja o  napisaniu powieści zrodziła się dość spontanicznie, choć dojrzewałam do niej latami. Zawsze znajdowałam mnóstwo wymówek, by nie zacząć, a z tyłu głowy wciąż miałam słowa męża, bym spróbowała. W końcu dałam za wygraną i napisałam kilkanaście stron, by dał mi święty spokój, ale tak się nie stało. Zaczęłam pisać kolejne rozdziały, nieśmiało podsyłając je najbliższym mi osobom i z zapartym tchem czekając na ich opinie. Tak się zaczęła moja przygoda w roli autorki powieści, ale robię też wiele innych rzeczy: szydełkuję, robię na drutach, kiedyś nawet śpiewałam w zespole…

Bardzo dziękuję za tyle cennych pytań, które skłoniły mnie do refleksji nad tym, dlaczego w ogóle piszę. Niestety zwycięzca może być tylko jeden…




Aneta Krasińska

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Wzgórze niezapominajek - Anna Bichalska

Z twórczością Anny Bichalskiej już kiedyś się spotkałam, niestety było to spotkanie nieudane. Jednak ja nigdy nie przekreślam autora po jednej przeczytanej książce i gdy w propozycjach recenzyjnych dostrzegłam jej powieść, to postanowiłam, że nadszedł czas, by znów dać jej szansę, tym bardziej że „Wzgórze niezapominajek” to książka całkiem inna niż „Czarci most”. Jak było tym razem? Czy najnowsza powieść autorki mnie usatysfakcjonowała? Zapraszam na recenzji.

Lena miała już zaplanowane życie, miał być wspaniały ślub i cudowne życie z ukochanym. Jednak narzeczony okazał się świnią i plany Leny legły w gruzach. Na pocieszenie został jej słodki psiak, któremu uratowała życie. Kobieta, by nabrać dystansu do całej sytuacji, postanowiła wyjechać do ukochanej babci i tam spróbować wyleczyć nie całkiem złamane serce. Jednak i tam nie zaznała spokoju, gdyż jej przyjaciółka Julia, która zmarła przed rokiem zostawiła jej tajemniczy list i kilka wskazówek, które miały doprowadzić Lenę, do odkrycia tajemnic, które dotyczą bezpośrednio jej, Julii i jeszcze kilku bliskich jej osób. Czy Lena odważy się podążyć za wskazówkami? Czy będzie chciała poznać prawdę, nie tylko o sobie? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

„Anna Bichalska urodziła się w 1983 roku na Podlasiu. Obecnie mieszka w Ełku. Kocha zwierzęta i gitarowe brzmienia. Od dziecka uwielbia czytać książki, szczególnie klasykę baśni i grozy. Zadebiutowała powieścią „Czarci most”.

Cieszę się, że skusiłam się na najnowszą powieść Anny Bichalskiej, autorka zaskoczyła mnie tą historią i choć wiem, że nie powinnam tej książki porównywać z jej debiutem, to jednak to zrobię. Wiem, że to dwa całkiem inne gatunki literackie, ale „Czarci most” miał wiele mankamentów, bo choć lubię fantastykę, nawet bardzo ją lubię, to ta książka w ogóle do mnie nie trafiła. We „Wzgórzu niezapominajek” autorka pokazała, na co ją stać. Jej styl niesamowicie ewoluował i widać to na każdym kroku. Dialogi są idealne, a opisy nie nużą, tylko zaciekawiają. Naprawdę sztuką jest napisać opisy, przy których nie będę się nudziła, a Annie Bichalskiej się to udało. Już tylko za to mogę jej pogratulować. Poza tym historia Leny i bliskich jej osób jest bardzo wciągająca, mnie zajęło tylko kilka godzin przeczytanie tej książki i z chęcią przeczytałabym więcej.

Głównym wątkiem powieści są tajemnice rodzinne sprzed lat, ale pojawia się także wątek miłosny, który jest idealnym dopełnieniem całej historii. Uwielbiam powieści obyczajowe, w którym właśnie przewija się wątek miłosny, więc mogę rzec, że autorka „zrobiła mi dobrze”. W książce pojawiają się także wątki kryminalne i zapewniam Wam, że są one bardzo ciekawe. To jedna z takich książek, której zakończenie potrafi zadziwić, więc tym bardziej warto ją przeczytać.

Głównym atutem tej powieści są bohaterowie, którzy są autentyczni i prawdziwi, czasami aż do bólu. Nie są oni nawet trochę wyidealizowani, każdy z nich ma swoje zalety i wady. Główną bohaterką jest oczywiście Lena, ale każda z postaci ma ogromny wkład w tę historię, więc nie będę nikogo Wam opisywać. Zapewniam Was za to, że prawie do każdej z postaci poczujecie sympatię, bo to osoby takie jak my i łatwo się z nimi utożsamić.

Autorka w swojej książce porusza temat trudny i bolesny, mowa tutaj o śmierci. Ukazuje także, jak każdy na swój spokój mierzy się z bólem po stracie i uświadamia czytelnikowi, jak w takich momentach ważna jest rodzina i najbliżsi.

Jest to naprawdę piękna książka i ja Wam ją serdecznie polecam. Tajemnice, zagadki i miłość to esencje tej powieści.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.


Alicja Masłowska - Burnos - Osobliwość ciszy

Dzisiejsza recenzja będzie recenzją książki autorki, którą już znacie. Dla nowszych czytelników przedstawię ją od razu na wstępie. Dzisiaj porozmawiamy sobie o najnowszej powieści Alicji Masłowskiej - Burnos, która jest ostatnią już częścią Trylogii Ciszy, na którą czekałam kilka długich miesięcy. Czy powieść mi się spodobała tak jak poprzednie? Czy mogę ją uznać za dobre zwieńczenie historii? Tego dowiecie się zaraz. Zapraszam zatem na recenzję "Osobliwośi ciszy".
"„Osobliwość ciszy” jest ostatnią częścią z entuzjazmem przyjętej przez czytelników „Trylogii ciszy”. Autorce po raz kolejny udało się zaskoczyć w taki sposób, aby do ostatnich kart nie ujawnić jak finalnie potoczą się losy głównych bohaterów. W tej odsłonie Masłowska-Burnos dzieli czas fabularny na dwie części, na przeszłość i teraźniejszość, co zdecydowanie buduje napięcie, a fabuła wciąż zachowuje swój logiczny przebieg i spójność narracji, dzięki czemu Czytelnik wciąż nie gubi się w ciekawie zaplątanej treści.Początkowo w prologu poznajemy kilkunastoletnią Majkę, która jest po tragedii rodzinnej, co rzutuje na całe jej dorosłe życie skomplikowaną naturę i postępowanie. Następnie mocno rozbudowany zostaje wątek osadzony w Opolu, w latach zanim Karewicz zaczęła pracę dla „Medicalu”. Poznajemy mechanizm działania układów i korupcji, napędzającej się niczym niezahamowaną pychą i bezkarnością Lenkiewicza i jego kompanów. Wszystkie elementy układanki zaczynają w przerażający sposób do siebie idealnie wręcz pasować, skłaniając tym samym do poważnej refleksji. Parę kochanków czeka niebezpieczeństwo, oraz bardzo trudne doświadczenia…Wątek kryminalno-sensacyjny zdecydowanie w ostatniej części jest najmocniej rozbudowany, a elementy pięknych aczkolwiek czasami trudnych miłosnych opisów idealnie w jego wkomponowane."

Autorka już od pierwszej części książki kupiła mnie swoim stylem i dozowanymi informacjami, oraz aurą tajemniczości. Umiała bardzo sprytnie połączyć thriller psychologiczny z erotykiem i wszystko, było takie "niewymuszone". Tym razem przy czytaniu "Osobliwości ciszy", która jest trzecią już ostatnią częścią, miałam wrażenie, że to wszystko jest wywrócone o 180°, że nie tak to zostawiłam, kończąc drugą część, że to jest coś zupełnie innego, co nie do końca mi podpasowało. Miałam wrażenie, że główny wątek, który był w pierwszej i drugiej części, nagle został odsunięty na dalszy plan i go w ogóle nie ma. Oczywiście na samym początku narracja jest poprowadzona przez inną osobę, ale w ogóle ona mnie nie wciągnęła. Była moim zdaniem przynudzająca. Oczywiście wreszcie się dowiedzieliśmy, od drugiej strony co motywowało "drugą stronę konfliktu", ale nie umiałam kompletnie w to wsiąknąć całą sobą. Do połowy książki, fabuła ciągnęła się mi i ciągnęła. Było to wszystko takie jak już mówiłam "odrealnione". Dopiero tak w połowie, książka nabrała kopyta i było widać to światełko, które widziałam w poprzednich częściach. Trochę szkoda, bo pod koniec wreszcie się to rozpędziło, a tu bum! Skończona książka, przez co zostawiła mnie ona z uczuciem konsternacji  i niedosytu.

Co do bohaterów, są świetnie rozpisani, uwielbiam postać Mai Karewicz, chociaż przy tej ważnej osóbce zrobiła się z niej lekka klucha... Ale to zrozumiałe w jej stanie :) Nie mogę za to odżałować śmierci jednego bohatera, którego darzyłam dużą sympatią i naprawdę ciężko zniosłam ten zabieg, który zastosowała tutaj autorka. Ten rozwój fabuły, będę przebolewać jeszcze przez dłuuugie miesiące i szybko się z tego nie otrząsnę.

Czy polecam trzecią część "Trylogii Ciszy"? Polecam mimo wszystko, wszystkim, którzy przeczytali pozostałe części. Ja niestety bawiłam się na początku dość kiepsko, ale potem było troszkę lepiej, jednak uważam, że książka ma troszkę zepsuty potencjał i nie dorasta poprzedniczkom do pięt.

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Psychoskok.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Misja Wywiad z Patrycją May

Witajcie, dzisiaj kolejna misja wywiad. Tym razem na nasz celownik trafiła Patrycja May, autorka książki "Pamiętnik ze starej szafy". 

Miło nam też ogłosić, że dzisiejszą misję wygrywa Jagoda Gindera! Gratulujemy i prosimy o kontakt z naszym FP :)





Jagoda Gindera 

1.Pamiętnik to rzecz bardzo osobista, to wręcz intymne zapiski, których nie powinien widzieć nikt oprócz osoby prowadzącej pamiętnik. Jak pani uważa: czy czytanie cudzego pamiętnika jest etyczne? A co z kwestią prywatności, do której każdy ma prawo? Czy są sytuacje, które „upoważniają” rodzica do przeczytania pamiętnika dziecka (np. dziecko ma myśli samobójcze a rodzic chce poznać dlaczego i pomóc dziecku uporać się z problemem ? Czy gdyby Pani miała okazję przeczytać pamiętnik swojego dziecka zrobiłaby to Pani?

Jeśli ktoś ma ochotę pokazać komuś pamiętnik czy go opublikować w takiej lub innej formie, to jest jego sprawa. Natomiast nie ma takiego upoważnienia, by czytać cudzy pamiętnik, listy, smsy i jakąkolwiek korespondencję. Jeśli rodzic musi czytać cichaczem pamiętnik dziecka albo żona myszkować w korespondencji małżonka, to oznacza, że ich wzajemne relacje są mocno zaburzone. Jeśli byłoby to w ramach „ratowania” dziecka, to rodzi się pytanie, gdzie byli rodzice albo jak są postrzegani, jeśli dzieciak woli pisać o tym w pamiętniku, zamiast przyjść i porozmawiać z matką czy ojcem. Każdy, ale to każdy człowiek na ziemi ma prawo do intymności, spraw, które są tylko jego własne i ktoś, kto ingeruje w ten świat, jest w moich oczach skończony. Ani troska, ani obawa, ani zazdrość nie upoważnia do czegoś takiego. Koniec. Kropka.

2.Interesuje mnie tytuł powieści bo przyznam, że jest bardzo interesujący. Skąd pomysł na taki właśnie tytuł? Pojawił się po napisaniu powieści czy jeszcze przed rozpoczęciem pisania wiedziała Pani jak zatytułuje swoją książkę? I dlaczego właśnie szafa a nie jakikolwiek inny mebel – umieszczenie w tytule szafy to przypadek czy starannie przemyślany wybór? :)

Tytuł powstał, gdy już książka została zatwierdzona do druku i tak jakoś podczas jazdy samochodem wpadł mi do głowy.



Bernadeta Rohda 

1.Pamiętnik to amatorska książka pisana prosto z serca, to ksiażka bardzo intymna, osobista o swoich emocjach, odczuciach i wrażeniach dnia codziennego, o tym, o czym nie chcemy zapomnieć. O czym najbardziej lubiła Pani pisać w swoim pamiętniku?

W pisaniu pamiętnika nie byłam najlepsza, bo nie byłam szczera do końca. Zawsze z tyłu głowy miałam, że kiedyś ktoś to przeczyta i nie ma sensu rozczulać się nad trądzikiem i tą francą z ósmej B. Chociaż kompletnie nie wyglądam na taką osobę, ale mam swoje tajemnice i uczucia o których nikt, ale to absolutnie nikt nie wie. Zostawiając ślad na papierze, miałabym poczucie, że zdradzam te sekrety. Są takie sprawy o których nie można pisać nawet w pamiętniku.

2.Czy pamiętnik może być formą terapii dla osoby go piszącej? I jakie według Pani jako Autorki może mieć zalety dla kogoś, kto go tworzy?

Dla mnie to żadna terapia, tylko przyjemność z pisania. Pisałam z chęci pisania, a najlepiej zaczynać od historii prawdziwych, by móc skoncentrować się na formie, a nie treści. Natomiast nie mogę wypowiadać się za innych. Jeśli komuś to pomaga, to świetnie.



Mariola Zofia Laura Marszałek 

1.Kto jest dla Pani autorytetem w życiu prywatnym, a kto w życiu artystycznym/literackim - czyją twórczość ceni sobie Pani wyżej niż innych autorów książek/poezji/obrazów/rzeźb? A może nie ma takich ludzi, w Pani życiu?

Ojciec w życiu prywatnym, w artystycznym nie mam nikogo takiego. Nie dlatego, że jestem taka zadufana w sobie i nikt nie wydaje mi się wystarczająco dobry, ale uważam, że każdy powinien dążyć w tej materii do własnej formy wyrazu, stylu etc.

2.Co Pani czuje czytając recenzje swojej książki- zarówno te pozytywne jak i negatywne - oraz co Pani z nich wynosi dla samej siebie i swojej przyszłej działalności literackiej?

Na razie czytałam dobre recenzje. Poczekam na te gorsze i wtedy będę mogła powiedzieć o odczuciach. Jednak, jak w każdej dziedzinie życia, konstruktywna krytyka uczy, krytyka w ordynarnym stylu bez uzasadnienia – podcina skrzydła.



Joanna Wiewióra 

1.Czy pisała Pani kiedyś swój własny pamiętnik i chwała to przed wszystkimi, żeby nikt się do niego nie dorwał i nie przeczytał Pani najskrytszych sekretów?

Kiedyś pisałam, ktoś nieupoważniony go przeczytał, więc spaliłam zapiski i stwierdziłam, że będę zostawiała na papierze tylko to, co może przeczytać każdy.

2.Czy zmieniłaby Pani coś w swoim życiu, bądź co jest Pani największym marzeniem, które chciałaby Pani aby się spełniło?

Gdybym mogła cofnąć czas być może nie popełniłabym kilku fatalnych w skutkach błędów. Chciałabym, żeby kiedyś pisanie było moim zawodem.



Izunia Raszka

1.Jeśli mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści, jaką by Pani wybrała i dlaczego? A może żadną?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Może w dzieciństwie. Tak, wtedy chciałam się przenieść do świata Pippi Langstrumpf, ale wydaję mi się, że bardziej stało się to pod wpływem filmu.

2.Pani przepis na dobrą książkę?

Hm…To może powiem, jaka książka jest idealna do czytania według mnie. Wartka akcja, narracja nie narzucająca sposobu myślenia o bohaterze, a pokazanie go w różnych sytuacjach, niepokorni bohaterowie i fabuła, która ma ręce i nogi.



Gośka Bujwid 
1.Skąd pomysł na książkę? Znalazła Pani czyjś pamiętnik?

Nie znalazłam, ale postanowiłam opisać kilka ciekawych (moim skromnym zdaniem) przygód w takiej formie. 

2.Czy ukrywała Pani coś przed kimś co było dla Pani ważne? Jeśli tak to z jakiego powodu nie mogła Pani powiedzieć tej osobie o tym?

Oczywiście, że ukrywałam i nadal mam swoje sekrety. Jeśli one są dla mnie ważne, niekoniecznie muszą być dla innych. Powód? Widocznie nie chciałam. Mam prawo mieć tajemnice i pozwalam je mieć innym. Nie wiem, dlaczego niektórzy chcą wiedzieć wszystko o drugim człowieku. Do czego jest im to potrzebne? Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma ochotę coś mi opowiedzieć, to może to zrobić, natomiast, jeśli ma chęć zatrzymać to dla siebie, naprawdę nie robię z tego problemu. Podobnej postawy oczekiwałabym także od innych w stosunku do siebie. Jak słyszę „no świnia jesteś, no weź powiedz”, to nóż mi się w kieszeni otwiera, że tak powiem. 


Agnieszka E. Rowka
1.Jakie najbardziej szalone marzenie chciałaby Pani zrealizować? Skok na bungee, wyprawa w kosmos...?

Na bungee skoczyłam raz, za drugi podziękuję. O tak, mam takie marzenie. Dobry, wygodny samochód i podróż autostradą panamerykańską, jakieś dwadzieścia tysięcy kilometrów.

2.Z czego do tej pory jest Pani najbardziej dumna?

Chyba z tego, że udało mi się przetrwać w tym świecie nie podkładając nikomu tak zwanej świni po to, by osiągnąć jakieś korzyści. Jeśli już zachowałam się paskudnie, to pod wpływem emocji. 



Edyta Chmura 
1.Co w pisaniu książek jest najbardziej ekscytujące? Co Pani daje pisanie? 

Pisanie to ćwiczenie umysłu, zabawa, emocje.

2.Czy maj jest Pani ulubionym miesiącem? A może lubi Pani zimę? ;)

Najpiękniejszy miesiąc to maj. Idealna temperatura, drzewa obsypane kwiatami i zielona trawa. Maj mógłby trwać przez cały rok. Może jedynie brakowałoby mi truskawek i czereśni.


Ola Stemplewska
1.Z którym pisarzem najchętniej wybrałaby się Pani na kolację i dlaczego akurat z nim?

Niestety, osoba z którą wybrałabym się na kolację, już nie żyje. Jednak może w zaświatach uda mi się poznać osobiście Joannę Chmielewską.

2.Co Panią najbardziej motywuje?

Wolność. 


Ewelina Eweluśka
1.Powraca Pani do przeszłosci czy zostawia ją za sobą?

To zależy. Jeśli są to momenty piękne albo zabawne, to przypominam je sobie bardzo często. Złe zakopuję pod jabłonką. 

2.Jak odbiera Pani krytykę Pani ksiazek?

Było już podobne pytanie, więc i odpowiedź będzie podobna. Na razie czytałam jedyne dobre. Oczywiście mam świadomość, że to zapewne się zmieni, ale dopóki nie zobaczę, to nie będę snuła hipotez na temat swojego sampoczucie.

Wszystko, co w Tobie kocham - Samantha Young

Uwielbiam książki Samanthy Young i choć cykl Hart's Boardwalk, różni się trochę od poprzednich książek autorki, to ja momentalnie zakochałam się w małym nadmorskim miasteczku Hartwell. Urzekła mnie jego prostota i ludzie, którzy w nim mieszkają. Zapraszam na recenzję drugiego tomu tego cyklu, czyli „Wszystko, co w Tobie kocham”.

„Witamy ponownie w Hartwell, spokojnym, nadmorskim miasteczku, idealnym miejscu, gdzie można uciec od wszystkiego i znaleźć uczucie, na które wcale nie czekałeś...”

Uporządkowany świat Bailey Hartwell zaczyna drżeć w posadach. Jej związek z Tomem przechodzi kryzys, rodzina Devlinów kolejny raz knuje, by przejąć budynki przy promenadzie, a znienawidzony przez nią Vaughn Tremaine budzi w niej uczucia inne niż nienawiść. Kobieta nie wie co o tym myśleć, ale wie, że taki bogaty i wpływowy mężczyzna jak Vaughn nie jest dla niej. Mężczyzna też ma z tym problem, bo zadziorna Bailey podoba mu się już od dawna, jednak boi się ją uwieść, bo jest przekonany, że na pewno by ją skrzywdził. Czy ta dwójka ma szansę na wspólną przyszłość? Przekonajcie się sami.

Samantha Young to autorka poczytnej serii One Dublin Street. Mieszka w Szkocji. Jest niedościgłym wzorem w kreowaniu scen miłosnych. Urzekające pary i wciągające histrie ich związków sprawiają, że czytelniczki kochają jej książki. Jej powieści często goszczą na listach bestsellerów New York Timesa i USA Today.

„Wszystko, co w Tobie kocham” to drugi tom cyklu Hart's Boardwalk, ale głównych bohaterów poznaliśmy już w tomie pierwszym, który opowiadał historię Jessiki i Coopera. Już wtedy można było wyczuć dziwne napięcie, które pojawiało się, gdy ta dwójka się spotykała i przyznam szczerze, że bardzo czekałam na tę część, bo wiedziałam, że będzie ona właśnie o Bailey i Vaughnie. Autorka już w pierwszej części świetnie nakreśliła sobie zarys tej historii i teraz w pełni go wykorzystała. Uwielbiam, gdy bohaterowie na początku znajomości nie pałają do siebie sympatią, a tutaj jest to świetnie przedstawione, gdyż główni bohaterowie nie znoszą się już od kilku dobrych lat, czyli od momentu, gdy Vaughn otworzył ekskluzywny hotel w Hartwell i stał się konkurencją dla Bailey. Ale jak to mówią... Kto się czubi, ten się lubi... i to stare porzekadło idealnie sprawdzia się w przypadku tej dwójki. Pierwsza część tego cyklu bardzo mi się podobała, poza tym mój blog objął ją patronatem medialnym, ale część druga w moich oczach jest zdecydowanie lepsza. Pochłonęła mnie ta historia bez reszty i przeczytałam ją podczas jednego podejścia.

Bailey i Vaughn to bohaterowie niezwykle ciekawi i intrygujący, każdy z nich skrywa swoje własne tajemnice z przeszłości, które utrudniają im okazywanie prawdziwych uczuć. Oboje muszą nauczyć się w pełni sobie ufać, by uczucie, które między nimi się pojawiło, mogło ich połączyć. Bailey, to dziewczyna z charakterem, zadziorna i zawsze mówiąca to, co jej ślina na język przyniesie. Poza tym jest bardzo opiekuńcza, stara się pomagać wszystkim swoim przyjaciołom i dbająca o mieszkańców Hartwell. Vaughn to mężczyzna, który do Hartwell uciekł przed przeszłością, miał zostać chwilę, ale przez rudowłosą piękność jego krótki pobyt zamienił się w lata. Cały czas odstawał od społeczności tego małego miasteczka, ale postanowił zrobić wszystko, by stać się jego częścią. Tylko, czy to wystarczy, by Bailey otworzyła przed nim serce?

Oczywiście nie tylko ta dwójka bohaterów zasługuje na uwagę, bo Samantha Young stworzyła całą plejadę świetnych postaci. Kolejny raz możemy spotkać się z Jessicą, Cooperem i resztą najbliższych przyjaciół Bailey. Poza tym autorka kolejny raz naprowadza nas, na to o kim będzie kolejny tom i uwierzcie mi na słowo, warto na niego czekać, bo historia tej dwójki już teraz wydaje się niebywale ciekawa i pełna tajemnic. O kogo mi chodzi? No przecież Wam nie zdradzę.

To, co mnie urzekło w tym cyklu, to to, jak autorka ukazała społeczność małego miasteczka, gdzie każdy każdego zna. Każdy wzajemnie niesie sobie pomoc, a przyjaźnie są prawdziwe i zbudowane na solidnych fundamentach. Tam każdy stanie za sobą murem, nie pozwalając skrzywdzić sąsiada, czy przyjaciela. To historia, która opowiada o przyjaźni i o miłości, która pojawia się nie wiadomo skąd. To opowieść pełna namiętności, wypełniona po brzegi pożądaniem, które już od pierwszych stron iskrzy między bohaterami.

Ja Wam tę powieść serdecznie polecam.

P.S. Czy tylko mnie kręci nazwisko Tremaine?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.

Misja Wywiad z Violettą Domagałą

Dziś zapraszamy na wywiad z energiczną Violettą Domagałą! Autorką powieści o kontrowersyjnym tytule "Zamordować dziecko", ta właśnie książka powędruje do Agnieszki Szwenk za zadanie najciekawszego pytania. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni. 


Mariola Zofia Laura Marszałek
 1. Co Panią popchnęło do napisania tak kontrowersyjnej zdaniem niektórych książki "Zamordować Dziecko"? Nie bała się Pani tego co będą mówić, o co oskarżać i z jaką siłą znieważać przeciwnicy takiej tematyki? 

Chciałam zająć się wreszcie pisaniem, a temat , jaki zamierzałam przedstawić wydał mi szalenie interesujący i właśnie kontrowersyjny , który był, jest i oczywiście będzie zawsze aktualny….ponieważ dzieciobójczynie były, są i zawsze będą …Tak skonstruowany jest  świat i trzeba to przyjąć do wiadomości.

2. Co było podwalinami / fundamentem tematyki jaką Pani wybrała w książce "Zamordować Dziecko" - jakiś tekst historyczny, wspomnienia byłej obozowiczki, historia zamieszczona na łamach innej książki, a może Pani własne przemyślenia odnośnie macierzyństwa i podejmowania decyzji przez matki w trudnych niejednokrotnie beznadziejnych sytuacjach?

Fundamentem , na którym oparłam powieść był tekst historyczny odnośnie akcji rozgrywającej się w XVI wieku a także wspomnienia Żydówki ze Słowacji.

Beata Czajka
1. Jak długo Książka "siedziała" w głowie, zanim została przelana na papier? Czy długo czekała na wydawcę? I w końcu, ile czasu zajęło jej napisanie? Książka zbiera bardzo dobre recenzje (same dobre!) czy nie bałaś się porażki? Od razu wierzyłaś w jej sukces?❤❤

Zanim miałam czas , by ją napisać minęły 24 miesiące od pomysłu na książkę  a wydawcę znalazłam, kiedy tylko ów pomysł mi zaświtał. Uznano, że książka jest warta wydania. Nie bałam się porażki, ponieważ jestem optymistycznie nastawiona do swojej pracy. Wiem , że książka jest dobra i ta wiedza w zupełności mi wystarczy. Recenzje fakt, są dobre, fachowe i rzeczowe recenzje, natomiast opinie czytelników są różne, bo tyle ich , ile ludzi na świecie. To nie powieść dla ślepych zwolenników Kościoła , gdyż poruszam drażliwe tematy, które są niewygodne a ludzie boją się przykrej, powiedzianej dosłownie prawdy  i nie dla osób, które są antysemitami. Poza tym trzeba mieć otwarty umysł czytając moją powieść. To też nie dla zwolenników ckliwej , romantycznej literatury.

2. Czasami mam wrażenie, że "wszyscy" czytają kryminały. Nie wołałaś, jako debiut, wybrać bardziej poczytnego gatunku, by wyrobić siebie ’’markę”?

A ja mam wrażenie , że ludzie czytają tylko o miłości, kryminały i science fiction. Na debiut wybrałam to, co mnie interesuje i na czym się znam. Jestem prawnikiem więc temat , który jest przewodni w książce – proces sądowy – chciałam świetnie napisać i tekst ten jest dobry. Nie zamierzałam nigdy napisać książki, bo ludzie lubią czytać to czy tamto. Napisałam to, co ja chciałam napisać, nie pod publiczkę, tylko , by mieć świadomość , że napisałam fajną książkę historyczną, coś co jest ambitne i tyle.

3. Wiadomo, że od naszych bliskich bardzo dużo zależy... Czy rodzina wspierała Cię przy pisaniu? Czy wierzyła w Twój talent? Czy wręcz przeciwnie-słyszałaś Violka daj siebie spokój, i tak się nie uda... kto był szczęściarzem i przeczytał ja jako pierwszy? 

Tak, moja rodzina wspierała mnie bezustannie, mój cudowny Mąż, moje dzieci , moi rodzice…mam to olbrzymie szczęście , że w mojej rodzinie nie używa się określeń – DAJ SOBIE SPOKÓJ, I TAK SIĘ NIE UDA…to ja mogę  tak tylko o sobie mówić, ale mój najukochańszy Mąż wierzy we mnie jak inni w Boga, hihi. Nikt nigdy nie wątpił, że książka będzie jedyna w swoim rodzaju, a już na pewno będzie budzić skrajne emocje, różne odczucia i tak też się stało…i bardzo dobrze . Mój Mąż czytał każdy kawałek , który napisałam i udzielał mi cennych wskazówek.

4. Na końcu, skąd wybór tematyki? Dlaczego aspekt matki? 

Taki był mój plan. To jest mocne i kontrowersyjne.

Agnieszka E. Rowka
1. Jakie jest Pani największe marzenie jeżeli chodzi o pisanie książek?

Jeżeli chodzi o pisanie książek, to zawsze chciałabym pisać wspaniałe powieści historyczne, inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, ambitne, wyjątkowe i kontrowersyjne, które dają do myślenia i wywołują tsunami emocji.

2. Czy miała Pani kiedyś taki etap, w którym odrzuciła Pani pisanie na jakiś cza by ponownie do niego powrócić? Jaka była przyczyna i co to wniosło?

Nie miałam takich sytuacji, z wyjątkiem jednej, kiedy byłam w szkole podstawowej. Nauczycielka polskiego odrzuciła moje „wypociny’’ , gdyż zbytnio przypominały WICHROWE WZGÓRZA.

3. Woli Pani odpoczywać w górach czy nad morzem i dlaczego tam?

Lubię wypoczywać wszędzie tam, gdzie jest bajecznie na przykład  w Prowansji, Hiszpanii, i w pięknym kraju , w którym mieszkamy.

4. Z kim chciałaby Pani popłynąć na bezludna wyspę na tydzień i dlaczego akurat ta osoba a nie inną?

Oczywiście odpowiedź będzie zawsze ta sama . To mój Mąż a dlatego, że to najwspanialsza osoba na świecie, którą znam. Facet do tańca i do różańca, z którym można kraść konie.

5. Którą z Pani książek najbardziej chciałaby Pani obejrzeń na dużym ekranie?

Tę, którą akurat piszę .

Izunia Raszka
1. Załóżmy, że mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Jaką by Pani wybrała i dlaczego?

Przeniosłabym się najchętniej do średniowiecza , w Zachodniej Europie . Jestem z zamiłowania mediewistką stąd taki a nie inny wybór. Móc z bliska przyjrzeć się tej fascynującej epoce,  byłoby cudownym przeżyciem.

2. Pani przepis na dobrą książkę to?

Mieć dobry pomysł.

3. Jaka była mała Viola? Jakie nawyki zostały Pani do dziś?

Była pilna uczennicą, dla której świadectwo z paskiem było priorytetem, lubiącą oglądać filmy o XIX –wiecznej Anglii i białych damach, czytać książki o starożytnym Egipcie i archeologicznych odkryciach a także rozczytywać się o średniowiecznej Europie, oglądać katalogi o innych państwach. Chciałam uczyć się języków obcych  i znam trzy na razie. Wszystkie pozostały do dziś, nawet ulubione potrawy z dzieciństwa gotuję teraz dla swoich juniorów.

Marta Gasperowicz
1.Czy w następnych książkach zamierzasz utrzymywać podobną tematykę? Mam na myśli obozowa lub ogólnie historyczną.

Dokładnie, moje książki będą powieściami historycznymi, opartymi na prawdziwych wydarzeniach. Tylko taka ambitna tematyka, poparta ogromną wiedzą mnie interesuje i tutaj nic się nie zmieni.

2.Co Cię skłoniło do wyboru takiej tematyki?

Miałam taki plan i pomysł. Nie ma co się doszukiwać.

Marysia Ski
1. Czy tak w sumie drastyczny tytuł jest w celu zwiększenia sprzedaży książki czy jego użycie znajduje uzasadnienie w treści?

Chciałam, by książka miała mocny tytuł, bo o takim się pamięta, taki tytuł zostaje w pamięci. Tytuł ma odzwierciedlenie w treści, to oczywiste.

Joanna Wiewióra
1. Co Pani lubi a czego nie w swojej pracy?

Uwielbiam wszystko, co związane jest z pisaniem. Każda chwila spędzona nad książkami naukowymi, opracowaniami , materiałami to czysta przyjemność a wymyślanie sytuacji fikcyjnych, by je wpleść pomiędzy fakty historyczne  to świetna zabawa .

2. Jak wygląda Pani dzień w pisaniu książki?

Jak każdy inny. Rano zawożę dzieci do szkół, potem jogging po plaży. Śniadanie, ulubiona kawa z cytryną i zasiadam do czytania materiałów i pisania. Lubię też pracować w nocy, do samego rana  

Bożek Anna
1.  Nie czytałam Pani książki zamordować dziecko to pewnie triler? Od dawna Pani pisze?

Nie, to nie jest thriller. To powieść historyczna, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. To moja pierwsza książka. Napisałam ją w ubiegłym roku. Teraz pracuję na drugą, również historyczną , o najstraszniejszych wydarzeniach , jakie miały miejsce w Zachodniej Europie, w XIII wieku.

Agnieszka Szwenk
1.  Co Cię skłoniło do wyprowadzki z Polski i czemu akurat Irlandia?

Powiem tak : Kocham Europę i od dziecka marzyłam , by mieszkać poza granicami Polski. Jestem zachwycona tym, jaka ona jest piękna, urzekająca i cudowna. To moje życie i moja bajka  Ukończyłam studia prawnicze na Uniwersytecie Wrocławskim, specjalizacja prawo międzynarodowe . Zdobyłam ogromne doświadczenie w międzynarodowych firmach zajmujących się logistyką, spedycją i transportem w Europie Zach., dlatego też między innymi piszę i mówię w trzech językach : hiszpańskim, angielskim i niemieckim. W tym wypadku praca była dla mnie czystą przyjemnością . Tak więc moja kariera zawodowa obracała się zawsze w konkretnych biznesowych dziedzinach. Niezmiernie podniecało mnie życie na wysokich obrotach, a nawet na zbyt przyspieszonych zajmując się niezwykle satysfakcjonującymi rzeczami, których w mojej pracy nigdy nie brakowało, a szczerze mówiąc było aż za dużo tych ekscytujących stresów, od których człowiek zaczyna powoli cierpieć na bezsenność i uzmysławia sobie stopniowo swą poddańczą zależność od zatrudniających go firm. Nieustające, nerwowe myślenie o pracy i niekończącym się perfekcjonizmie , profesjonalizmie, które zaczyna zatruwać życie poskutkowało, na szczęście, podjęciem decyzji o diametralnej zmianie dotychczasowego życia  ☺ Obecnie mieszkamy z dwójką młodszych dzieci daleko od Wrocławia, w cudownym kraju, gdzie życie jest dla nas zdecydowanie piękniejsze. Tutaj jest wspaniale a widoki zapierają dech w piersi. Irlandczycy to najmilsi ludzie pod słońcem ( razem z Hiszpanami, na spółkę , hehe ) . Tak przyjacielskich , i sympatycznych ludzi to ze świecą szukać. To nasz dom i nasze życie .Oby nigdy nic się nie zmieniło.

Barbara Pawlik
1.  Co jest dla pani największym szczęściem ? marzeniem?  Spełnieniem?

Największym szczęściem jest mój Mąż, zdrowe dzieci i moje życie. Marzeniem , by zawsze być zdrową i by zdrowa była moja rodzina oraz by pisać ekscytujące powieści historyczne. Spełnieniem ? Całe moje wspaniałe życie i moja rodzina.