czwartek, 17 sierpnia 2017

Dziewczyna na miesiąc. Lipiec - Sierpień - Wrzesień

Czasami jest tak, że ciężko napisać wstęp recenzji. Ja właśnie dziś mam taki dzień. Postanowiłam, że nie będę się silić, tylko od razu zaproszę Was na recenzję trzeciego tom cyklu Calendar Gilr „Dziewczyna na miesiąc. Lipiec – Sierpień – Wrzesień”.

Każdy, kto czytał dwa wcześniejsze tomy, ten wie, że Mia jest dziewczyną do towarzystwa i musi nią być jeszcze przynajmniej pół roku, by móc spłacić dług ojca. Oddała już pół miliona, ale zostało drugie tyle. Dziewczyna nie może narzekać na brak zainteresowania, a chętnych do spędzenia z nią miesiąca jest wielu. W tej części Mia odwiedzi kolejne piękne miejsca. Lipiec spędzi w gorącym Miami razem z gwiazdą muzyki hip - hop Antonem Santiago. W jego najnowszym teledysku zagra seksowną uwodzicielkę. Sierpień to Teksas, tam Mia wciela się w rolę zaginionej siostry Maxwella Cunninghama, który ma rok, by odnaleźć swoją siostrę, inaczej straci połowę swojego ogromnego majątku. Ten miesiąc będzie dość dziwny dla dziewczyny, poczuje, jak to jest mieć cudowną rodzinę i odkryje pewne tajemnice. A we wrześniu pojawiają się komplikacje. Jesteście ciekawi co tym razem wydarzy się w życiu Mii? Ja tylko mogę Wam powiedzieć, że będzie się działo.

Muszę przyznać, że Audrey Carlan zaskakuje mnie z tomu na tom i mam wrażenie, że ta część jest jak do tej pory najlepsza. Autorka uciekła od utartego schematu, który pojawiał się w poprzednich częściach i teraz zaczyna się dziać dużo więcej. Oczywiście nie uważam, że w tamtych częściach mało się działo, jednak teraz w życiu Mii pojawiają się nieprzewidziane komplikacje. Nie mogę zbyt dużo napisać Wam o tym tomie, no naprawdę nie mogę, chociaż bym chciała, ale jeżeli polubiliście poprzednie części, to tym bardziej ta przypadnie Wam do gustu. Mnie autorka nie raz zadziwiła, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, a to tylko i wyłącznie jest na plus. Podoba mi się także to, że to nie jest zwykły typowy romans, choć wiemy, że serce Mii okupuje pewien mężczyzna, którego poznaliście już w tomie pierwszym.

To, co odróżnia tę część od innych, to mniejsza ilość scen seksu, mam wrażenie, że autorka tym razem skupiła się bardziej na akcji, która jest niesamowicie dynamiczna. Naprawdę nie raz zostałam zaskoczona i nie wierzyłam, w to, co czytam. Myślę, że ta zmiana wyszła tylko i wyłącznie na dobre, bo nie ma nic lepszego niż zaskoczony i zadziwiony czytelnik. Narratorką oczywiście jest Mia i ja kolejny raz miałam problem z jej niektórymi decyzjami, ale to taki jej urok i choć jest tak inna od bohaterek, które pojawiają się w książkach, to ja ją niesamowicie polubiłam. Może nie każdy będzie miał podobne odczucia niż moje, ale dla mnie Mia jest postacią bardzo skomplikowaną , ale w tej części bardzo się przed czytelnikiem odsłania, pokazując swoje prawdziwe uczucia.

Tym razem książka także została podzielona na części i dzięki temu czyta się ją w zastraszającym tempie, a różnorodność zleceń, jakie dostaje Mia niesamowicie ciekawi. Styl autorki jest niesamowicie lekki, dialogi ciekawe, dla mnie nie potrzeba nic więcej.

Seria ta jest na pewno inna, bardziej odważna i kontrowersyjna. Jednak ja ją uwielbiam i polecam fankom romansów i erotyków, bo na pewno każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Te powieści to coś nowego, świeżego i jak dla mnie idealnego.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Booksenso.


wtorek, 15 sierpnia 2017

Morderstwo i cała reszta - Marta Reich

Co prawda długie, zimowe wieczory odeszły w niepamięć, (niestety kolejne widać już na horyzoncie), ale na dobry kryminał zawsze się znajdzie czas. Zazwyczaj chęć rozwikłania łamigłówki kryminalnej sprawia, że nie sposób przerwać czytania, nie dobrnąwszy do końca. Jednak Marta Reich postarała się, abyśmy mieli zajęcie na dobrych kilka dni (w moim przypadku nawet miesięcy :) ), pisząc ponad 800 stronicową powieść. Mogę sobie wyobrazić, że debiutujący autor obawia się, aby coś mu nie umknęło, czegoś nie pominął, ale bez obaw, ta historia i intryga, po prostu wymagała tak dużego nakładu pracy.

„Młoda redaktorka poczytnego pisma dla kobiet „Madame”, Pola Białohorska, niespodziewanie otrzymuje od szefa polecenie przeprowadzenia wywiadu z Elżbietą Wojnowicz, jedną z najbogatszych kobiet w Polsce. Kilka dni później okazuje się, że bizneswoman zostaje zamordowana. Atmosfera wokół wywiadu, niespodziewana śmierć kobiety i inne niepokojące wydarzenia dają Poli coraz bardziej do myślenia i każą jej rozpocząć własne śledztwo. Wkrótce dziewczyna staje się świadkiem kolejnych dramatycznych zdarzeń, a poszukiwania prowadzą ją i na warszawskie salony, i do podejrzanych spelunek w zakazanych częściach miasta. A gdy na swojej drodze spotyka Alexandra Hemminga, tajemniczego obcokrajowca o niejasnej przeszłości, sprawy komplikują się jeszcze bardziej…”

Marta Reich to warszawianka, która studiowała ekonomię, romanistykę i nauki polityczne w Wielkiej Brytanii. Zajmuje się marketingiem kosmetyków, w wolnych chwilach pisze, czyta, gotuje, odwiedza wystawy i spędza czas podobnie jak wiele młodych kobiet.

Zagadka morderstwa jednej z najbogatszych kobiet w Polsce Elżbiety Wojnowicz, pozwoliła młodej dziennikarce Poli Białohorskiej uczynić użytek z własnych zapędów detektywistycznych. Rozwiązanie łamigłówki zawiodło ją na salony polskiej elity, a w szczególności tak zwanej „warszawki”, którą autorka opisuje z humorem i pewną ironią, ale bez zbytniej złośliwości. Pola to osoba zdecydowana i umiejąca owinąć sobie wokół palca nawet policję w osobie funkcjonariusza Bartka, który czasami świadomie, czasami mniej pozwala jej na wkraczanie we własne kompetencje. Czy cięty język i nietuzinkowa osobowość to atuty, które pomogą w rozwikłaniu tej zagadki kryminalnej?

Morderstwo i cała reszta posiada dobrze skonstruowaną intrygę kryminalną, której nie sposób samemu rozwikłać. Autorka kluczy i wodzi za nos czytelnika, aby zaskoczyć go nieprzewidywalnym zakończeniem. Mnogość wątków i bohaterów drugoplanowych potęguję wrażenie zagmatwania fabuły, z czym momentami miałam problemy. Marta Reich pisze lekkim i przystępnym językiem, aczkolwiek niepozbawionym niuansów charakterystycznych dla wprawionego już pisarza, pomimo tego, że to jej debiut. Na uwagę zasługują również dowcipne dialogi, które świadczą o niebanalnym poczuciu humoru autorki.

Fani powieści kryminalnych powinni zapamiętać nazwisko autorki, bo myślę, że usłyszymy o niej jeszcze nie raz. Z tego, co wiem, Marta Reich wydała niedawno kolejną książkę, więc jak widać, nie zasypia gruszek w popiele. I bardzo dobrze. Jeśli kolejne dzieło będzie przynajmniej równie dobre, jak „Morderstwo i cała reszta”, będziemy mogli mówić o nowej gwieździe kryminałów na pisarskim firmamencie. Polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Oficynka.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Kolonia - Tana French

Tana French to autorka, której literacki debiut niesamowicie mnie pochłonął, więc gdy tylko w propozycjach recenzyjnych zobaczyłam jej kolejną książkę, wiedziałam, że to będzie mój wybór. Czy dobrze postąpiłam biorąc tę książkę. Czy Tana French kolejny raz zafundowała mi niesamowitą czytelniczą przygodę? Zapraszam na recenzję.

W Broken Harbour doszło do morderstwa, nie żyje dwójka dzieci, ojciec, a matka w stanie krytycznym walczy o życie. Śledztwem zajmuje się doświadczony detektyw z dublińskiego wydziału zabójstw Mick Kennedy. To policjant bardzo doświadczony, dbający o wszystkie najdrobniejsze szczegóły, w każdym prowadzonym dochodzeniu. Jednak morderstwo w Broken Harbour jest inne niż wszystkie dotychczasowe, bo choć morderca zostaje złapany już po kilkudziesięciu godzinach, to nic do końca nie jest pewne, a pytania i wątpliwości mnożą się, jak grzyby po deszczu. Sprawy nie ułatwia fakt, że miejsce zbrodni jest ściśle związane z detektywem. To stamtąd ma najwspanialsze, ale i najgorsze wspomnienia, bo to miejsce związane jest z jego prywatną życiową tragedią. Dla Kennedy'ego ta sprawa to możliwość powrotu na szczyt. Czy mu się to uda? Czy może ta dziwna sprawa ściągnie go na samo dno. O tym musicie przekonać się sami.

„W prawdziwym świecie zbrodnia rzadko musi wyważać drzwi, by wtargnąć w czyjeś życie. 99 razy na 100 wkracza, ponieważ ludzie otwierają drzwi i ją zapraszają.”

Tana French to pisarka, która urodziła się w USA, ale wychowywała się w Irlandii, Malawi i we Włoszech. Obecnie mieszka w Dublinie, gdzie ukończyła teologię oraz studia aktorskie. Jest autorką sześciu bestsellerowych powieści Zdążyć przez zmrokiem, Lustrzane odbicie, Bez śladu, Kolonia, Ściana sekretów i Ostatni intruz.

Uwielbiam kryminały, bardzo często po nie sięgam, w szczególności wtedy, gdy mam przesyt romansami lub powieściami obyczajowymi. Po prostu lubię książki, które zmuszają moją głowę do myślenia, a dzieje je tak tylko wtedy, gdy zabieram się czytanie dobrego kryminału lub thrillera. Jedną książkę Tany French miałam już za sobą, więc jako tako wiedziałam czego się spodziewać. Niestety początek książki mnie rozczarował, nie mogłam wkręcić się w fabułę, a wszystko ciągnęło się mi jak flaki z olejem, przez głowę nawet przeleciała mi myśl, by odłożyć książkę na półkę i wrócić do niej za jakiś czas. Jednak fabuła wydawała mi się na tyle interesująca, że czytałam dalej i wiecie co? W pewnym momencie tak się wciągnęłam w wir wydarzeń, że nawet nie wiem, kiedy znalazłam się na samym końcu. Może i akcja książka nie pędzi na łeb, na szyję, ale mimo trudnego początku spędziłam przy niej wspaniale czas. Pojawia się za to sporo zadziwiających zwrotów akcji, a tajemnica, goni tajemnicę. Naprawdę ciężko wydedukować kto jest napastnikiem i co tak naprawdę wydarzyło się w małym domku w Broken Harbour. To kolejna powieść Tany French, która zabiera czytelnika w głąb ludzkiej psychiki, a ja osobiście uwielbiam takie wycieczki.

Dużym atutem tej powieści jest postać detektywa Micka Kennedy'ego. Autorka poświęciła mu wiele uwagi, a on sam staje się bliski czytelnikowi. Jest to bohater pełen tajemnic, ale powoli otwiera się przed czytelnikiem, zdradzając coraz więcej. Praca jest dla niego najważniejsza, w każdej sprawie stara się trzymać rękę na pulsie, za to jego życie rodzinne to całkiem inna bajka. Problemy piętrzą się niemiłosiernie, ale detektyw cały czas rozwiązuje je połowicznie, spychając je na dalszy plan. Jest to naprawdę bardzo ciekawa postać, a autorka bardzo wnikliwie przedstawiła jego portret psychologiczny. W książce pojawia się wielu ciekawych bohaterów, ale to Mick jest najbardziej interesujący. 

Jeżeli lubicie skandynawskie kryminały, to ta powieść jest dla Was idealna. Tana French skrupulatnie opisuje przebieg śledztwa i jego wszelkie komplikacje. Nie nastawiajcie się na akcję pędzącą w nie wiadomo jakim tempie, bo w tej książce wszystko dzieje się powoli i na wszystko jest czas. Jeżeli to Was nie przeraża, to polecam Wam ją z czystym sumieniem, ja po początkowym znużeniu, zostałam niesamowicie wciągnięta w głąb fabuły. Taka powolna akcja ma swoje plusy, dzięki temu czytelnik niesamowicie angażuje się w całe śledztwo.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.





Misja wywiad z Kasią Haner

Mamy dla Was kolejną Misję wywiad. Tym razem mieliście okazję przepytać naszą Kasię Haner. Pytań było dużo i wiele z nich się powtarzało, w związku z czym Kasia odpowiedziała  osobom, które jako pierwsze je zadały. Pytania, które najbardziej przypadły Kasi do gustu są autorstwa  (mojej imienniczki ;)) Bernadety Wawrzyniak. Tym samym Bernadeta wygrywa trzecią część serii "Na szczycie. Nieczysta gra". Gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.

Zapraszamy na wywiad.

Sandra Witkowska

1.Gdybyś mogła przypisać sobie autorstwo jednej książki, która by to była?
Nigdy nie chciałabym przypisać sobie autorstwa książki, której nie napisałam. Powieści, które piszę muszą być tylko i wyłącznie moje i to nigdy się nie zmieni.

2. Pisząc książkę myślisz o tym ile "ma mieć stron"?
Nie, raczej nie kalkuluję, bo strony wordowskie i tak inaczej wychodzą w druku.


Iza Wyszomirska

1. Kasiu, seria "Miłość w rytmie rocka" już samą nazwą wskazuje, jaką tę miłość przedstawiasz - szaloną, namiętną, emocjonalną... A czy w życiu realnym jest ona dla Ciebie podobna czy bardziej spokojna?

Moja miłość jest zupełnie inna, ale każdy ma swój sposób na szczęście. Bywają chwile szalone, namiętne, emocjonalne, ale najważniejsze jest, by znaleźć złoty środek i żeby odpowiadało to także tej drugiej osobie.

2. Czy którąś z Twoich powieści uważasz za najbardziej emocjonalną? Czy może jest to po równo rozłożone? ??

Trudno mi ocenić, bo w każdej mojej powieści występuje mnóstwo emocji. Podczas pisania każdej z nich bywały chwile, że się śmiałam, płakałam, więc na pewno nie wybiorę jednej. Jak dla mnie we wszystkich jest coś wyjątkowego i mam nadzieję, że moi czytelnicy też to zauważają, bądź dopiero zauważą.


Agnieszka E. Rowka

1) Czy przyjęłaby Pani zaproszenie na przyjęcie urodzinowe jednego z czytelników gdyby takie napłynęło? ;)

Zależy kto to by był J Utrzymuję kontakt z wieloma moimi czytelnikami i gdyby była to właśnie taka osoba, to na pewno bym to przemyślała.

2) Gdyby mogła Pani cofnąć czas i zacząć swoje życie od początku, to co by Pani zmieniła, jak by wyglądało?

Nie chciałabym zaczynać życia od początku. Mamy jedno życie, więc trzeba uczyć się na błędach, a nie zastanawiać się, co by było gdyby. Jestem też przed trzydziestką i liczę na to, że jeszcze wiele przede mną:)


Żaneta Haberka

1.Pierwsze to jak jest możliwe pisanie w tak szybkim tempie, twoje książki powstają jedna po drugiej a do tego coraz lepsze ;-)

Piszę od kilku lat, więc mam spory zapas tekstów :) Od dawna tak naprawdę nie poświęcam temu tyle czasu, co kiedyś, ale niedługo się to zmieni. Od września będę autorką na pełen etat i nie mogę się tego doczekać :) Nadrobię braki, muszę też dokończyć wiele już zaczętych powieści. No, sporo pracy przede mną:)

2. Drugie to jaka jest twoja ulubiona książka innego autora i dlaczego?

Nie mam jednej ulubionej. Kocham np. Harrego Pottera i Christiana Greya. Niezła mieszanka, co?:)


Mariola Zofia Laura Marszałek

1. Kto jest dla Pani autorytetem w życiu prywatnym, a kto w życiu artystycznym / literackim - czyją twórczość ceni sobie Pani wyżej niż innych autorów książek / poezji / obrazów / rzeźb? A może nie ma takich ludzi, w Pani życiu?

Autorytetem są dla mnie moi rodzice i najbliższe mi osoby, ale Kasia – autorka nie ma autorytetów. Podziwiam wielu autorów, ale to raczej na stopie, że lubię czytać ich twórczość, a nie na kimś się wzorować. Staram się stworzyć coś swojego, swój własny styl.

2. Co Pani czuje czytając recenzje swoich książek - zarówno te pozytywne jak i negatywne - oraz co Pani z nich wynosi dla samej siebie i swojej przyszłej działalności literackiej?

Uwielbiam czytać recenzje pozytywne, ale także te negatywne. Wiele mi to daje, bo dzięki nim wiem, co podoba się czytelnikom, a nad czym muszę jeszcze pracować. I o ile pozytywne recenzje sprawiają mi radość, to te negatywne (o ile to nie jest hejt) wiele mnie uczą, a ja te rady biorę sobie do serca.

Małgorzata Grzywa

Czy pisząc ma Pani chwile zwątpienia? Np. Dlaczego i po co to robię? Sama piszę, wiec wiem, ale spytam: Czy pani bohaterowie od początku pisania maja przypisane konkretne role?

Bywają gorsze dni i wtedy faktycznie zastanawiam się, po co mi to wszystko? Ale wtedy przypominam sobie, jak ogromną radość sprawia mi pisanie i motywuję się do tego, że przecież moim marzeniem jest zmienić pasję w pracę, więc wszystkie smutki odstawiam na bok i piszę dalej.
Moi bohaterowie żyją swoim życiem, ale tak, najczęściej od początku przypisuję im konkretne role, które czasami wymykają mi się spod kontroli, ale zawsze staram się to wszystko jakoś seksownie naprostować:)


Joanna Wiewióra

1. Jakie to uczucie wydać takie fantastyczne książki i móc je zobaczyć na liście bestsellerów?

Fantastyczne! :D To uczucie, którego nie da się z niczym porównać. Smak sukcesu jest pyszny:)

2. Czy zastanawiała się kiedyś Pani nad tym jakby wyglądało Pani życie, gdyby nie pisała Pani książek?

Nie chcę o tym myśleć, bo na ten moment nie wyobrażam sobie, co by było gdybym nie pisała :)


Ewelina Dębska

1. Czy swoich bohaterów upodabniasz do swojej osoby lub kogoś znajomego?

Nie, moi bohaterowie są wymyśleni. Ich ceny fizyczne wzoruję najczęściej na pierwowzorze, którego szukam wśród aktorów, modelów itp. ale nigdy na kimś kogo znam. A ich osobowość to całkowita fikcja i moja wyobraźnia.


Sabina FK

1.Zastanawia mnie tytuł, czy jest on w jakiś sposób związany z Pani prywatnym życiem? lub może rozczarowaniem jakiego Pani doświadczyła?

Nie wiem o który tytuł dokładnie chodzi, ale tytuły moich książek nie są powiązane z moim życiem prywatnym. To całkowita fikcja.


Nela Radon

1. Piszesz same erotyki, nie myślałaś by zostać ambasadorką jakieś marki prezerwatyw, żeli nawilżanych lub gadżetów erotycznych, które mogły by być sprzedawane jako dodatek do książek? :D

Nie myślałam, ale niedawno dostałam propozycję stworzenia różnego rodzaju gadżetów. Rozważam tę propozycję :)

2. Czy zdarzyło Ci się brać wolne w pracy żeby pisać bo tak dobrze Ci szło, że nie chciałaś przerywać? :)

Zdarzyło się, ale ciiiiii…!


Robert Czyżycki

1.Pisze Pani specyficzną literaturę - erotyki. Skąd pomysł na taki właśnie rodzaj literatury?

Piszę to, co sama najbardziej lubię czytać i co mi odpowiada. Pomysł pojawił się nagle, ale nadal lubię zagłębiać się w te klimaty, stąd tak dużo erotyki w moich powieściach. Dla tych, którzy nie przepadają za taką ilością seksu w książkach mam dobrą wiadomość, moje kolejne powieści są zupełnie inne niż seria Na szczycie czy ta o Morfeuszu:)

2.Niestety nie miałem jeszcze okazji przeczytać żadnej z Pani książek, często jednak czytam posty i pisze Pani o fankach,
nigdy o fanach, czy to oznacza, że Pani książki są przeznaczone tylko dla kobiet?

Nie, nie są przeznaczone tylko dla kobiet, ale głównie dla nich. Z tego co wiem bardzo niewielu panów czyta moje powieści. Mogę ich policzyć na palcach jednej ręki .



Gośka Bujwid

Co lubisz robić w wolnym czasie (oprócz pisania i czytania bo to oczywiste :-D) ?

Lubię spędzać czas z rodziną. Ostatnio bardzo często urządzamy sobie wieczory z grami planszowymi. To mnie odpręża i relaksuje. Oprócz tego uwielbiam gotować, słuchać muzyki i oglądać filmy, na których praktycznie zawsze zasypiam .


Aneta Ciurkot

1. Gdyby nie pisarstwo kim by Pani była?

Kosmetyczką, pedagogiem, kuratorem? Może wizażystką? Na pewno kimś kim chciałabym być .


Jagoda Gindera

1. Ma Pani swoje ulubione słowo/słowa? Jeśli tak to jakie i dlaczego właśnie to? :)

Nie mam. Ogólnie raczej dużo mówię, ale nie mam jakiś specjalnie ulubionych słów.

2. Mówi się, że śmiech to zdrowie. A co Panią bawi i śmieszy.

Mam dość specyficzne poczucie humoru i często bawią i śmieszą mnie rzeczy, które na innych działają zupełnie inaczej. Ważne, że otaczam się ludźmi, którzy mają podobnie do mnie i przy nich mogę być sobą.


Patrycja Łukowska

1. Skąd u ciebie rodzą się takie pomysły?

Moje pomysły przychodzą same. Po prostu. I dzieje się to w najzwyklejszych sytuacjach. W pracy, w domu podczas robienia prania, podczas jazdy autobusem. Nagle coś przeskakuje w mojej głowie i rodzi się w niej pomysł. Nad tym nie da się zapanować.

2. Jeśli byś była reżyserką, to którą z twoich książek byś wyreżyserowała?

WSZYSTKIE! :D (śmiech)


Bożek Anna

Czy pamięta Pani to uczucie kiedy pierwszy raz pisała Pani książkę i czy pamięta Pani tą ogromną radość kiedy wydała się Pani pierwsza książka?

Oczywiście, że pamiętam, tyle, że gdy pisałam pierwszą książkę, to wtedy nie myślałam, że kiedykolwiek ją wydam. To bardzo fajne uczucie, bo z takich małych rzeczy stworzyłam marzenia, które konsekwentnie staram się realizować.


Ola Stemplewska

1.  Co sprawia, że na Pani twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech?

Czas spędzony z najbliższymi. Mój facet, który prawie codziennie mnie rozśmiesza. Dobre jedzenie. Dobra książka. Dobry film.
 
2.Jakie jest Pani najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?

Wakacje spędzane na mazurach pod namiotami. Kuchnia gazowa w środku lasu i ręcznie robione pierogi i pizza. Frytki jedzone na pomoście mazurskiego jeziora. Okrzyki z jednego brzegu jeziora i oczekiwanie na odpowiedź z obozowiska po drugiej stronie – to moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.


Aga Dubicka

Kasiu, Imiona bohaterów- loteria, lektura Wielkiej Księgi Imion czy masz jakiś inny sposób, dzięki któremu postacie w Twoich książkach dostają je takie, a nie inne?

U mnie to loteria. Gdy wymyślam danego bohatera, to po prostu coś musi zaskoczyć i wtedy wiem, że to właśnie TO imię pasuje do tej postaci. Często proszę o pomoc w wyborze moje czytelniczki, które są niezastąpione w tej dziedzinie i podsuwają mi zawsze mnóstwo fajnych propozycji.


Julia Anka Szostak

Gdybyś mogła być kimś z Twoich postaci książkowych to którą postać byś wybrała?

Mam swojego ukochanego faceta w rzeczywistości i nie zamieniłabym go na żadnego książkowego bohatera :)


Ewa Rajek

Ja mam tylko jedno. Czy EE będzie napisany z jego punktu widzenia?

Może, nigdy nie mówię nie


Anna Myrlak

Kasiu dlaczego akurat do NA SZCZYCIE czujesz większy sentyment niż do jakiejkolwiek innej swojej książki ?

Dlaczego akurat Na szczycie? Bo to moja pierwsza powieść, którą traktowałam jak „książkę” i którą postanowiłam wydać. Proces powstawania tej powieści był długi, więc ogromnie zżyłam się z bohaterami. Jest też kilka osobistych powodów, takich jak byłe przyjaźnie, które nawiązałam dzięki tej powieści, ale nie chcę wywlekać tego publicznie.



Iwona Rodziewicz

1.  Co Cię inspiruje Kasiu do pisania powieści typu " Morfeusz" czy " Na szczycie " ?

Inspirują mnie inne książki, filmy, muzyka, ale także fantazje i pragnienia kobiet, bo wiem, że wiele z nich chciałoby przeżyć takie historię. Ja tylko staram się to ubrać w słowa:)

2. Kiedy możemy spodziewać się kolejnych Twoich powieści? ??

Nowa seria pojawi się już na Walentynki 2018. To również będzie coś w mafijnym klimacie, ale zupełnie innego niż Morfeusz. Mam nadzieję, że Zakazany układ przypadnie Wam do gustu



Karolina Stachurska

1. Czy odczuwasz bezsilność w trakcie pisania . Kiedy wiesz iż to co stworzyłaś brakuje jednego elementu. Czy jest wtedy to dla ciebie porażka jako dla pisarza ?

Nie, jeszcze nigdy nie miałam takiego odczucia. Jeśli moja powieść nie jest skończona i nie mam pomysłu, jak ją uzupełnić, to po prostu odkładam ją na później. Wena nie wybiera i nie ma się co zmuszać do pisania. Pisanie na siłę to błąd i ja nigdy tego nie robię.


Bernadeta Wawrzyniak

1.Jeśli otrzymałabyś zaproszenie do programu Kuby Wojewódzkiego, to czy zgodziłabyś się je przyjąć i w nim wystąpić?

Raczej nie. Nie chciałabym tego rodzaju rozgłosu. Nie chce być celebrytą, chcę być pisarką.

2. Czy chciałabyś z kimś wspólnie napisać jakąś książkę?

Myślałam o tym już kilkukrotnie, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że chyba bym nie potrafiła pisać powieść z kimś innym. Może kiedyś zmienię zdanie, ale na razie nie biorę tego pod uwagę.


Iza Fidura

1.Co jest dla Pani w życiu najważniejsze.

Rodzina.


Anna Ka

1.  Do której wymyślonej przez Panią postaci porównałaby Pani samą siebie? :)

Do żadnej. Nie wzoruję swoich postaci na sobie, ale nie wykluczam, że kiedyś stworzę kogoś na swoje podobieństw:)

2.  Czy wie Pani co to jest ,,harissa" i jak smakuje?;-)

Wygooglowałam :D Chyba kiedyś to jadłam w jakimś tureckim kebabie, ale nie mam pewności czy to to J Smakowało mi!:)


Natalia Łabędź

Czy Twój pseudonim pod którym piszesz, ma związek z pewnym wspaniałym gitarzystą? ????

Oczywiście, że tak! Synyster Gates!


Beata Głąb

Pierwsze pytanie: wymień trzy niespełnione jeszcze marzenia, oczywiście związane z pisarstwem.

Nie chcę ich zdradzać, by nie zapeszyć, ale ja dopiero się rozkręcam, więc i marzenia mam niemałe (śmiech).

Drugie pytanie: zdradź tajemnicę, skąd czerpiesz pomysły na fabułę (chodzi mi dokładnie o zdarzenia, które przytrafiają się Twoim głównym bohaterom) :)

To po prostu dzieje się w mojej głowie. Nagłe BOOM i jest nowy pomysł. Zdarza się też, że ktoś mi coś podpowie, a ja potem to analizuję i wykorzystuję do swoich powieści. Ten proces jest tak skomplikowany, że naprawdę trudno mi to wyjaśnić. To może zrozumieć jedynie inny pisarz, czyli Ty Beatko:)

sobota, 12 sierpnia 2017

Anka Mrówczyńska - Terapia u doktorka

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, pewnej autorki, która często gości na naszym blogu, a już teraz możecie  przeczytać wywiad na blogu, tutaj macie link: http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/07/misja-wywiad-z-anka-mrowczynska.html 
 Jak myślicie o kim mówię? Ah, zgadliście! Mam tutaj na myśli Ankę Mrówczyńską, której najnowsza książka "Terapia u doktorka" miała premierę 31 lipca. Na wstępie chciałabym podziękować za podarowanie mi ebooka do przeczytania oraz zrecenzowania, bo czekałam na kontynuację "Młodego boga..." jak na szpilkach. Niestety praca trochę mi pokomplikowała czytanie i niestety książkę skończyłam później niż chciałam, ale byłam cała rozbrojona tym jak potoczyła się rzeczona "Terapia u doktorka". Jesteście ciekawi?  Zapraszam na recenzję jednej z najlepszych książek psychologicznych, które trafiły w moje ręce :)

"„Młody bóg z pętlą na szyi. Terapia u Doktorka” Anki Mrówczyńskiej to wspomnienia z pierwszej psychoterapii indywidualnej. Książka zawiera zapis 27 spotkań z terapeutą, które odbyły się na przestrzeni 10 miesięcy. „Terapia u Doktorka” jest znakomitym uzupełnieniem części pierwszej “Psychiatryk”, który polecany jest przez czołowe magazyny i portale psychiatryczne oraz psychologiczne nie tylko studentom studiów medycznych i psychologicznych, ale i wszystkim specjalistom zajmującym się szeroko pojętą ochroną zdrowia psychicznego. W “Terapii u Doktorka” znajdziemy pogłębioną wiedzę na temat życia Autorki, przyjrzymy się objawom zaburzeń oraz poznamy przyczyny, dla których Anka przerwała współpracę z terapeutą. Choć początkowo go idealizowała, pewne sytuacje sprawiły, że go zdewaluowała i definitywnie zerwała relację przez SMS. Jak przebiega leczenie osoby z zaburzeniem osobowości z pogranicza? Na jakie problemy musi być przygotowany terapeuta podczas sesji? Czego może spodziewać się pacjent? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedź w najnowszej książce Anki Mrówczyńskiej."

"Terapia u doktorka" to kontynuacja "Młodego boga...", gdzie autorka po przebytym leczeniu na oddziale zostaje "oddelegowana" do psychologa, który próbuje pomóc jej w dalszym leczeniu. Bardzo podobała mi się forma "dziennika", którą można było już zauważyć w "Młodym bogu...", i która przy tej tematyce sprawdza się idealnie. Dzięki temu dobrze się ją czyta, a jednocześnie dostarcza dużego bagażu emocjonalnego. Co mogę powiedzieć o swoich przeżyciach? Na początku miałam wrażenie, że książka będzie bardzo podobna do poprzedniej powieści autorki, którą czytałam "Borderline:Autoterapia" (jeśli nie czytaliście, polecam równie mocno ), która była napisana z lekkością i żarcikiem. Jak możecie się domyślić - myliłam się, gdyż książka z kartki na kartkę przynosiła coraz większe skoki humoru, który powoli przechodził w podobne odczucia jakie miałam przy czytaniu "Młodego boga...". Jeśli w książce było opisane coś złego to ja momentalnie czułam się z tym źle, przez co musiałam czasem robić sobie przerwy, gdyż było to zbyt dużo emocji.Oczywiście nic nie może się równać z przeżyciami z "Młodym bogiem...", którego na pewno nie zapomnę, a jeszcze do niego wrócę, chociaż wiem, że to nadal będzie ciężka przeprawa. Oczywiście nie mówię, że to źle, a wręcz przeciwnie, moim zdaniem to zaleta, aby czytelnik mógł zaangażować się emocjonalnie. Pod tym względem książka jest idealna i naprawdę daje do myślenia, możemy z niej coś wyciągnąć, czegoś się nauczyć. Koniec niestety był dla mnie najsmutniejszy, czułam z lekka porażkę, bo naprawdę trzymałam kciuki za "to" co niestety tam się wydarzyło. Jednocześnie jednak rozumiem i akceptuję  zmiany, które zaszły... (No kurcze trudno opowiedzieć to tak aby Wam nic nie zaspoilerować, po prostu MUSICIE  to przeczytać).

Polecam Wam tę powieść, ale oczywiście musicie mieć na uwadze, że jest to książka poruszająca ciężki temat i wiem to od znajomych, że nie każdy poradził sobie z takim bagażem emocjonalnym przy "Młodym bogu...". Oczywiście ta książka, nie jest tak mocna, ale i tak może pozostawić bałagan w głowie.
Więc jeśli lubicie takie książki, interesuje Was psychologia, to ta historia będzie dla Was idealna. Ja z całego serca polecam.

Dziękuję serdecznie za książkę autorce i mam nadzieje, że te marzenia się spełnią (nawet ze zdwojoną siłą :) )

środa, 9 sierpnia 2017

Dyskretne szaleństwo - Mindy McGinnis

Uwielbiam thrillery, lecz ciężko mi trafić na taki, który mnie w pełni usatysfakcjonuje. Gdy w propozycjach recenzyjnych dojrzałam "Dyskretne szaleństwo" Mindy McGinns, od razu wiedziałam, że będzie to książka, którą wybiorę. Czy był do dobry wybór? Czy historia Grace okazała się ciekawa? Zapraszam na recenzję.

Grace Mae od czasu, gdy rodzina umieściła ją w zakładzie dla obłąkanych wie, jak wygląda szaleństwo. Dziewczyna nie rozmawia z nikim, a w swoim sercu i umyśle pielęgnuje gniew. W tym okropnym miejscu dostrzega ją lekarz, który zajmuje się psychologią kryminalną i to on zauważa, że pod maską olbrzymiego gniewu, kryje się piękny umysł. Tym oto sposobem Grace staje się „asystentką” doktora Thornhollowa i odgrywając rolę obłąkanej, zbiera ślady zbrodni. Gdy pewnej nocy Grace wraz z doktorem trafia na ślad mordercy, u dziewczyny budzą się demony przeszłości i kolejny raz próbują doprowadzić ją na skraj szaleństwa. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi, co będzie dalej.

Napisać dobry thriller to szuka, jednak Mindy McGinnis się to udało. Fabuła została skonstruowana genialnie i w jednej chwili zostałam porwana w wir wydarzeń. Akcja książki dzieje się w XIX wieku, w szpitalu dla osób obłąkanych i już samo to przekonało mnie, że książka musi być dobra. Uwielbiam szaleństwo w takich właśnie powieściach, jednak nie każdy potrafi mnie zadowolić. Mindy McGinnis zdołała tego dokonać i stworzyła powieść, która w moim odczuciu jest wyśmienitą ucztą dla fanów tego gatunku literackiego. Uwierzcie mi, wiem, co piszę.

To jedna z takich książek, której fabuły nie można zbytnio zdradzić, bo przez przypadek można zdradzić zbyt wiele. Ale wyobraźcie sobie czasy, w których wszystko, co odbiegało od normy, było nie do przyjęcia, szczególnie w rodzinach majętnych i wpływowych. W takiej właśnie sytuacji była Grace, która zaszła w ciążę. Co najlepiej zrobić z osobą, która przynosi wstyd rodzinie? Najlepiej zamknąć ją w zakładzie dla obłąkanych. Od początku książki autorka wciąga nas w okrutne realia XIX wieku. Zakłady dla obłąkanych w tamtych czasach to nie to samo co teraz. Wtedy wszystko załatwiało się za pomocą przemocy, a ból i okrucieństwo było chlebem powszednim dla pacjentów. Dla Grace wybawieniem okazał się doktor Thornhollow, który dostrzegł, to czego wszyscy inni w zakładzie nie widzieli. Dzięki temu powstał detektywistyczny duet niczym z książek o Sherlocku Holmsie i ja zostałam tym urzeczona.

Mam nadzieję, że zaciekawiła Was ta moja dość krótka recenzja o tej książce. To naprawdę bardzo dobry thriller połączony z kryminałem. Książkę czyta się bardzo szybko, a ja na pewno przeczytam wszystkie inne książki tej autorki. Ta powieść zaskakuje i nie pozwala o sobie zapomnieć.
W ogóle nie jestem zdziwiona, osiągnęła status bestsellera.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Tania Książka.



W sieci uczuć - Aneta Krasińska (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

„W sieci uczuć” Anety Krasińskiej to kolejna powieść, którą trzeba koniecznie przeczytać. Osobiście czytałam wszystkie książki Anety i każdą kolejną wezmę w ciemno, bo wiem, że na pewno się nie zawiodę. Zapraszam na recenzję.

Kamila to młoda dziewczyna, która wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza tylko sobie i swojej ciężkiej pracy. Jej dzieciństwo nie było idealne, wychowywała ją praktycznie tylko matka, gdyż ojciec hazardzista nie interesował się w ogóle rodziną. Kamila postanowiła, że jej życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Dziewczyna idzie na studia, gdzie poznaje Tomasza. Razem z kilkoma innymi osobami tworzą zgraną paczkę, ale to Tomek jest chłopakiem na widok, którego drga jej serce. Jednak dla Kamili najważniejsza jest nauka, a poza tym boi się zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie. Po obronie pracy licencjackiej ich kontakt się urywa.

„Dała sobie słowo – nauka ponad miłość.”

Praca w szkole i zaoczne studia pochłaniają cały czas młodej kobiety, ale gdy poznaje Piotra, zaczyna się z nim spotykać. Jednak Piotr bardzo szybko okazuje się mężczyzną nieodpowiednim, a ich związek staje się toksyczny i dziewczyna kolejny raz przekonuje się, że mężczyźni są nic niewarci. Po obronie pracy magisterskiej wreszcie postanawia zawalczyć o własne szczęście, pakuje się i wyjeżdża do Berlina. Niestety nie wszyscy są zadowoleni z jej decyzji i przez to kobieta traci bliskich. Jak potoczą się jej dalsze losy? Czy emigracja okaże się wybawieniem? Przekonajcie się sami.

Jak napisałam wyżej, przeczytałam wszystkie książki Anety Krasińskiej i wszystkie rozgościły się w moim sercu. Każda z nich jest świetna i wszystkim polecam jej twórczość. Aneta nie boi się pisać o sprawach trudnych, bolesnych, czy nawet kontrowersyjnych. Z łatwością porusza trudne tematy i pisze o nich w sposób, który nie przytłacza czytelnika. „W sieci uczuć” to powieść troszkę lżejsza, ale tak samo dobra, jak pozostałe jej książki. Ja przepadłam już po przeczytaniu kilku stron i całą sobą chłonęłam historię Kamili. Aneta kolejny raz pisze o życiu, które bardzo często maluje się w ciemnych barwach i to tylko od nas zależy, czy pojawią się w nim kolory.

Autorka perfekcyjnie opisała proces dorastania młodej kobiety, która za wszelką cenę nie chciała powielać błędów swojej matki. Chciała, by jej życie wyglądało zupełnie inaczej, ale czy jest to możliwe, czy Kamila jest w stanie ułożyć swoje życie inaczej niż rodzicielka? Tym, co bardzo podoba mi się w książkach Anety, jest to, jak potrafi rozłożyć bohatera na czynniki pierwsze i bez oporów obnaża jego wszelkie wady i niedoskonałości. Przy tym nie ocenia i nie moralizuje.

Aneta Krasińska w dosadny sposób uświadamia czytelnika, jak duży wpływ na dorosłe życie człowieka ma jego dzieciństwo. Tak było w przypadku Kamili, która w każdym mężczyźnie widziała ojca i może gdyby zaufała Tomkowi jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej, a tak w jej życiu pojawił się ktoś, kto okazał się lustrzanym odbiciem jej taty.

W książce pojawia się motyw emigracji, która jest mi zupełnie obca, ale myślę, że opisując losy Kamili, autorka trafiła w samo sedno, bo wiem z opowiadań swoich kolegów i koleżanek, że za granicą Polak Polakowi wilkiem.

W moi odczuciu główna bohaterka została dobrze wykreowana, bo choć czasami zachowuje się łagodnie i potulnie, to są momenty, kiedy potrafi pokazać na co ją stać. Tak ja każdy z nas Kamila popełnia błędy, ale potrafi się na nich uczyć i wyciągać z nich wnioski. Każda powieść Anety Krasińskiej obfituje w bohaterów, którzy są tacy jak my, niezwykle ludzcy i prawdziwi i taka właśnie jest Kamila. Jest jedna malutka rzecz do której muszę się przyczepić, mianowicie zabrakło mi troszkę Tomasza, a chciałam go lepiej poznać, gdyż odegrał on sporą rolę w życiu naszej bohaterki.

„W sieci uczuć” to niewątpliwie powieść o poszukiwaniu szczęścia i własnego miejsca na ziemi. To kawał świetnej literatury, którą ja Wam serdecznie polecam.

P.S. Na żadnej książce Anety się nie zawiedziecie, a ja mam nadzieję, że Aneta nigdy nie przestanie pisać tak pięknych powieści, jak do tej pory.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.

Data wydania: 02.08.2017

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Bilet do szczęścia - Beata Majewska (Nasz Patronat Medialny)

„Czy przystojny prawnik z Krakowa odzyska utraconą miłość”

Każdy, kto czytał „Konkurs na żonę”, wie, że Łucja zakochała się bez pamięci w Hugonie, który niestety nie podzielał uczuć naiwnej dziewczyny. Zaręczyny, dziecko i ślub to tylko jego chytry plan, by odziedziczyć pokaźny spadek, który ustawi go na całe życie. Gdy dziewczyna dowiaduje się jakie pobudki kierowały mężczyzną i że cały ich związek, to tylko mistyfikacja, postanawia odejść. Niestety jej plany krzyżuje choroba ukochanej babci i Łucja postanawia dalej ciągnąć tę farsę. Ustala z Hajdukiewiczem, że na czas jej rekonwalescencji pozostanie w jego mieszkaniu. Hugo, który wreszcie zrozumiał, że to, co czuje do Łucji, to prawdziwa miłość, postanawia o nią zawalczyć. Czy mu się uda? Czy Łucja wybaczy mu wszystkie kłamstwa i ponownie zaufa? Przekonajcie się sami.

„Co sprawiło, że dał się porwać miłości? Przecież tak się pilnował. Od lat nawigował przez życie, unikając okazji do jej spotkania, a tu takie fiasko? Jak to możliwe, że się zakochał?

„Bilet do szczęścia” to kolejna książka Beaty, która skradła moje serce, wszystkie jej powieści uwielbiam, ale na dzień dzisiejszy to Bilet jest moim numerem jeden, więc jeśli jeszcze nie czytaliście „Konkursu na żonę” oraz jego kontynuacji, której recenzję właśnie czytacie, to szybciutko nadrabiajcie zaległości, bo to powieść godna uwagi. W ogóle muszę przyznać, że zostałam zaskoczona przez Beatę, bo przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego, niż dostałam, bo choć książka jest lekka w odbiorze, to w subtelny sposób zostały w niej zawarte życiowe prawdy. W piękny sposób zostaje nam pokazane, jak ważnym elementem życia człowieka jest przebaczanie, nawet takie po wielu latach, jaką moc ma zwykłe słowo przepraszam, które wypowiedziane szczerze i ze skruchą może odmienić czyjeś życie. To niewątpliwie powieść, która nie tylko bawi, ale po prostu uczy i uświadamia, że nie wszystko w życiu jest proste i łatwe i nie wszystko jest takie, jakie nam się wydaje.

Muszę troszkę napisać o bohaterach, którzy bardzo ewaluowali w tej części. Łucja już mnie nie irytowała, zmieniła się nie do poznania i ciężko było mi w niej odnaleźć tą naiwną i głupiutką dziewczynę, którą była. Teraz to prawdziwa kobieta, która wie, czego oczekuje od życia. Jednak chyba największą metamorfozę przeszedł sam Hugo, którego odmieniła miłość do Łucji. Na całe szczęście autorka nie zrobiła z niego ciepłych kluch, bo tego bym nie przeżyła. Jest inny, czuły, kochany, szczery, ale cały czas można jeszcze zaobserwować jego starą twarz. Kiedy trzeba, potrafi zacisnąć szczęki i pięści i to chyba mi się w nim najbardziej podobało. Wspomnę jeszcze o kochanej babci Zofii, która skradła moje serce, pokochałam ją niesamowicie, a jej powiedzonka chyba na stałe zagoszczą w moim domu. Bez niej ta książka nie byłaby taka wspaniała. Pojawiają się także nowi bohaterowie, ale jacy, już Wam tego oczywiście nie zdradzę. Chociaż myślę, że idzie się tego bardzo łatwo domyślić.

Beata Majewska pisze lekko i z ogromną przyjemnością czyta się każdą z jej książek, a „Bilet do szczęścia” pochłania czytelnika już od pierwszej strony. Sama z zapartym tchem śledziłam poczynania bohaterów i trzymałam kciuki, by Hugo mógł odzyskać miłość swojego życia, Czytając tę powieść, cały czas w głowie kołatało mi się stare porzekadło, które mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, bo Hugo jest tego najlepszym przykładem. Za pieniądze nie można kupić prawdziwej miłości, zaufania, nie można także odkupić win, do tego potrzebne jest serce, które jest największą wartością każdego człowieka.

Mogłabym o tej powieści pisać i pisać, ale myślę, że lepiej będzie, jak sami przeczytacie kontynuację losów Łucji oraz Hugona. Jestem pewna, że i Was pochłonie ona bez reszty, ponieważ to przepiękna historia o miłości oraz o sile przebaczania. To słodko – gorzka opowieść, która zmusza do wielu refleksji.
Gorąco polecam, bo to idealne uwieńczenie historii tej dwójki wspaniałych bohaterów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica.


Moja Lady Jane - Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows (Nasz Patronat Medialny)

„Moja Lady Jane” to powieść, która niesamowicie zaciekawiła mnie swoim opisem, a gdy dowiedziałam się, że mój blog obejmie ją patronatem medialnym, byłam wniebowzięta, bo czułam, że ta książka ma to „coś”. Czy moje przeczucia okazały się trafne? Zapraszam na recenzję.

Jane ma szesnaście i jest kuzynką Edwarda, obecnego króla Anglii. Niestety Edward jest chory i postanawia wydać Jane za mąż. Mogłoby się wydawać, że to normalna rzecz, ale nie w tej książce. Postanawia zaaranżować jej małżeństwo z Giffordem, który woli by mówiono na niego G. Można by rzec, że chłopak prowadzi podwójne życie i jest... tego Wam nie zdradzę. Jednak małżeństwo to nie jedyny problem Jane, gdyż zostaje ona zamieszana w intrygę, której celem jest obalenie króla Edwarda. Oczywiście dziewczyna nie ma o niej bladego pojęcia. Jak Jane wybrnie ze swoich problemów? Do czego doprowadzi ta zwariowana gra o tron? Przekonajcie się sami.

Jak zauważyliście, bardzo mało zdradziłam Wam z fabuły książki, tylko tyci, tyci Wam ją przybliżyłam, ale nie mogłam zrobić inaczej ponieważ jedna rzecz ciągnie za sobą kolejną, i w taki sposób opowiedziałabym całą książkę. Zdradzę jeszcze tylko, że to powieść z elementami fantasty, w której pojawiają się ludzie - Nieskalani oraz zmiennokształtni – Edianie. Choć bardzo bym chciała coś więcej napisać, to niestety tylko to musi Wam wystarczyć. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, no bo co to byłaby za przyjemność czytać książkę, której treść już znacie.

Muszę przyznać, że autorki niesamowicie mnie zaskoczyły, bo choć czułam, że książka będzie dobra, to chyba jednak nie byłam przygotowana na to co dostałam. A dostałam książkę genialną, rewelacyjną, którą mogę oceniać tylko i wyłącznie jak najwyżej. Autorki mają niesamowicie wybujałą fantazję i stworzyły historię, która pochłania już od pierwszej strony. I choć w książce występują postacie historyczne, to nie musicie znać prawdziwej historii, bo autorki stworzyły coś o wiele lepszego. To lekcja historii na wesoło, bo humoru w tej książce jest co niemiara i aż żałuję, że te panie nie uczyły mnie tego przedmiotu w szkole. Jest jeszcze jeden powód, dla którego to właśnie ta wersja losów lady Jane mi bardziej odpowiada, mianowicie zakończenie nie jest tak tragiczne, jak w rzeczywistości.

Jane to bohaterka, która momentalnie zyskała moją sympatię. To dziewczyna, która cały czas poszerza swoją wiedzę, a książki są jej przyjaciółmi.

„Jane kochała czytać. Nic nie sprawiało jej tak wielkiej przyjemności, jak ciężar opasłego tomu w rękach (…).

Myślę, że już teraz każdy z Was rozumie moją sympatię do tej osoby. Polubiłam także pana G, czyli Gifforda, który rozwalał mnie swoim poczuciem humoru i naprawdę nic tutaj nie wyolbrzymiam, bo zdarzało mi się wybuchać niekontrolowanym śmiechem. Dobrze, że moje dzieci już wiedzą, że gdy mama czyta, to wszystko jej możliwe, bo inaczej mogłabym zostać wzięta za osobę niespełna rozumu.
Chyba każdy bohater tej książki wywarł na mnie jakieś pozytywne wrażenie, a jest to sztuką, więc wielkie brawa dla autorek.

Pisanie książek w duecie jest nie lada wyzwaniem, a tutaj mamy aż trzy autorki. Zawsze mam obawy, gdy czytam takie powieści, jednak dziewczynom wyszło to genialnie, po prostu dobrały się idealnie. Każda z nich pisze lekko i chyba, gdyby na okładce nie było napisane, że są trzy autorki, to ja bym na to nie wpadła. Wszystkie mają świetne poczucie humoru, a i ironia nie jest im obca. Jak możecie się domyślić, każda z nich prowadzi narrację innego bohatera i dzięki temu poznajemy przemyślenia Jane, G oraz oczywiście Edwarda.

„Moja Lady Jane” to powieść koło której nie można przejść obojętnie. To tak jakby alternatywne zakończenie losów cudownej Jane. Znam jej prawdziwą historię, która jest niebywale zadziwiająca, ale i tragiczna. Czytałam o tym książkę i oglądałam film, więc tym bardziej z wielką przyjemnością przeczytałam powieść, która została napisana z lekkim przymrużeniem oka. To naprawdę świetne historyczne fantasty, które zaciekawi wielu z Was.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



piątek, 4 sierpnia 2017

Misja wywiad z Elżbietą Rodzeń

Dziś zapraszamy Was na wywiad z Elżbietą Rodzeń, ale najpierw wyniki. Autorka uznała, że najciekawsze pytanie zadała Iza Wyszomierska. Serdecznie gratulujemy i prosimy o  kontakt z naszym fan page. 


Edyta Chmura

1.Co jest najtrudniejsze w pracy pisarza? Kiedy, w jakich okolicznościach nadchodzi moment, że zapomina Pani, że pisanie jest pasją i kocha to Pani robić, a pojawia się myśl "chcę już przez to przebrnąć" ?

W momencie, kiedy pojawiają się terminy, uwagi, konieczność piątego przeglądania pliku po kolejnej korekcie. Gdy książka wreszcie ukazuje się na rynku, czuję już zmęczenie i tęsknię za chwilami spędzonymi sam na sam z moimi bohaterami.

2. W moim odczuciu Pani twórczość zdobyła szersze grono zachwyconych czytelników, gdy ukazała się "Dziewczyna o kruchym sercu". Tak na marginesie, Janka od razu pokochałam i głowię się teraz, jak mojego Jasia wychować na takiego fajnego chłopaka :)
 A w Pani odczuciu, która książka jest tą najważniejszą? 

„Dziewczyna o kruchym sercu” jest dla mnie szczególnie ważna. Pomysł tej historii chodził za mną od dawna, a potem pokochałam jej bohaterów. Trudno było mi pisać kolejną książkę, bo tak zżyłam się z Ulą i Jankiem.


1. Pisanie książek to przede wszystkim zabawa słowami połączona z emocjami autora. Gdyby nie potrafiła Pani opisać książki słowami, a chciałaby Pani przedstawić jej treść czytelnikom, to jakiej kreatywnej techniki by Pani użyła? I dlaczego właśnie tej konkretnej?

Może to nie do końca „kreatywna technika”, ale jeśli miałabym jakoś inaczej przekazać swoje historie, to zawsze marzyłam o tym, aby pokazać je w formie filmu. Kocham filmy na równi z książkami i wciąż mam nadzieję, że kiedyś zwróci się do mnie jakiś producent i zaproponuje napisanie scenariusza.

2. Czym dla Pani jest konwencja literacka? Czy zdarza się Pani łamać jej normy podczas pisania swoich książek czy raczej nie ma z Pani twórczością związku?

Staram się nie skupiać na zachowaniu konwencji, więc trudno mi powiedzieć, czy piszę zgodnie z nią, czy ją łamię. Koncentruję się głównie na bohaterach i pokazaniu ich historii w jak najlepszy sposób.


1.Jaki jest Pani ulubiony kolor?

Obecnie niebieski – turkusowy i granatowy. Jednak preferencje mi się zmieniają.

2. Bardzo mnie ciekawi tytuł „Dziewczyna o kruchym sercu”, jaki ma przekaz ta książka?

Głównym przekazem tej książki jest to, że czasem okazujemy więcej wsparcia, akceptując chorobę bliskiej osoby, niż wtedy, gdy zaciekle walczymy i staramy się znaleźć ratunek. Jest o tym, że najlepszym dowodem miłości może być zwykłe bycie przy kimś.


1. Czy lęka się Pani przyszłości, tego, co nieznane?

Tak. Może to wynika z mojej bujnej wyobraźni. Potrafię bardzo realistycznie wyobrazić sobie różne warianty „złych zakończeń”. Umiejętność snucia takich scenariuszy przydaje się przy pisaniu książki, ale niekoniecznie sprawdza się w życiu.

2. Co daje Pani siłę, chęć, by wstać rano z uśmiechem na ustach?

Obawiam się, że nie wstaję z uśmiechem na ustach. Zazwyczaj jest to ciężkie westchnienie. Jeśli mam z rana dobry humor, to wiąże się to z obecnością mojego męża, gdy mamy okazję wstawać o tej samej porze i spędzić ze sobą trochę czasu.


1. Mateusz z "Przyszłość ma twoje imię" w wieku 15-tu lat musiał zadbać nie tylko o siebie, ale i zająć się swoim młodszym bratem. Mogę tylko domyślać się, że łatwo nie miał. Czy to, że jest Pani pedagogiem-terapeutą, pomogło w tworzeniu tego wątku?

Postać Mateusza jest inspirowana prawdziwą historią chłopaka i jego ojca, z którymi miałam okazję zetknąć się kilka lat temu. Oczywiście jego losy książkowe to już moja wyobraźnia, bo nie wiem, co potem się z nim stało. Ale w pracy pedagoga mam okazję uświadomić sobie, że zdarzają się naprawdę paskudne rzeczy i dość często przyczyną tragedii młodych ludzi są niestety ich rodzice. Zanim zaczęłam pracę, wydawało mi się, że młody człowiek nie będzie chciał mówić o sobie przed kimś obcym, kto ma z nim robić jakieś testy. Jednak obecna rzeczywistość jest taka, że mało kto chce słuchać o problemach dzieciaków, więc gdy trafiają oni na osobę, która okazuje im zainteresowanie, potrafią się otworzyć.

2. W jednej z recenzji Pani najnowszej powieści przeczytałam, że stawia Pani swoich bohaterów przed trudnymi doświadczeniami życiowymi, przeszłością, która rzutuje na teraźniejszość. Osobiście, gdy czytam takie książki, wywołuje to we mnie całą masę emocji. A jak Pani zapatruje się na przeszłość i jej wpływ na teraźniejszość, na przyszłe życie? Czy zawsze warto z nią walczyć, roztrząsać czy może zamknąć ten rozdział i iść dalej? 

Myślę, że fajnie byłoby móc zostawić jakiś rozdział za sobą. Pewnie są ludzie, którym choć w pewnym stopniu się to udaje. U mnie niestety jest tak, że często coś do mnie wraca. Chyba wiąże się to z ludzką naturą, że jeśli coś mocno nas dotknęło, to ciężko wyrzucić to z pamięci. Czasem rany już nie bolą tak, jak na początku, ale wciąż się pamięta. Niektóre sytuacje zostawiają jednak trwałe rany i potem trzeba nauczyć się żyć pomimo ich istnienia. Wydaje mi się, że gdy zostawiamy wszystko, co bolesne za sobą, to w jakimś sensie pozbawiamy się części siebie.


1. Załóżmy, że mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Jaką by Pani wybrała i dlaczego?

Chciałabym zamieszkać w domu Garrettów z książki „Moje życie obok” H. Fitzpatrick. Nigdy nie miałam dużej rodziny, dlatego moim marzeniem byłoby znalezienie się wśród wielu kochających się ludzi.

2. Pani przepis na dobrą książkę to?

Uczciwie przeżyte przez autora emocje. Mam na myśli to, że autor musi umieć wyobrazić sobie, jak czuje się bohater, choćby nie wiem jak było to trudne. Zdarza mi się czytać książki, gdzie można wyczuć, że pisarz nie chce się zagłębiać w coś, o czym pisze. Opisuje historię bohatera, ale jest to tylko opis, a nie pokazanie jak bohater coś przeżywa. Wiem, że to bardzo trudne mierzyć się z emocjami, jakie wywołuje w nas los bohatera, ale wydaje mi się, że trzeba być uczciwym wobec czytelnika i jeśli się o czymś pisze, to nie wolno wybierać drogi na skróty.


1. Piękne tytuły to i treść bogata. Czy już następna w najbliższym czasie w podobnej tematyce? Skąd pomysł na takie tytuły ?

Książka, którą niedawno skończyłam pisać (jeszcze nie wiem, czy będzie wydana), to historia młodej kobiety, która jest zmuszona w jednej chwili zostawić wszystko, co posiada i uciekać na drugi koniec kraju. Znajduje pracę w charakterze opiekunki osoby niepełnosprawnej, jednak okazuje się, że jej podopieczny jest młodym i samodzielnym, choć jeżdżącym na wózku, zgryźliwym adwokatem.
Tytuły to już inna historia. Zazwyczaj długo nad nimi myślę, czasem pomaga mi ktoś z wydawnictwa.


1. Do której z książek (tak ogólnie ze wszystkich na świecie) ma Pani sentyment i dlaczego?

Największy sentyment mam do „Doktorów” E. Segala, czytałam tę książkę chyba siedem razy i znam już ją niemal na pamięć. Uwielbiam takie wielowątkowe historie młodych lekarzy, a w dodatku książka naszpikowana jest ciekawostkami i realiami środowiska akademickiego i medycznego lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie książka „Morze spokoju” K. Millaj. Do dziś bardzo dobrze pamiętam jej bohaterów i marzę o tym, aby móc przeczytać kolejne dzieło tej autorki.

2. Co by Pani robiła gdyby kiedyś zabrakło weny twórczej i nigdy nie mogłaby Pani napisać ani jednej książki? Wiem, że to najczarniejszy scenariusz ze wszystkich i tego Pani Nie życzę, ale chodzi mi o alternatywę dla pisania.

Pewnie skupiłabym się bardziej na pracy zawodowej i pasjach, na które kiedyś przeznaczałam więcej czasu. Interesują mnie hafty ludowe i jeden z obrusów, który nimi ozdabiałam, już kilka lat czeka, aż go skończę. Sporadycznie zdarza mi się jeszcze znaleźć czas na szydełkowanie i wykonywanie ozdób do domu, więc jeśli bym nie pisała, to pewnie zajęłabym się znów rękodziełem.


1. Który/która z wykreowanych bohaterów/bohaterek odzwierciedla samą autorkę - Panią? A która z postaci posiada cechy, które sama chciałaby Pani posiadać "u siebie"? 

Wszyscy bohaterowie mają coś ze mnie, choć podobno najwięcej swoich cech dałam Ulce z „Dziewczyny o kruchym sercu”. Obawiam się, że ma ona moją złośliwość i jest tak samo uparta, a przy tym ma takie same pasje jak ja. Natomiast chciałabym mieć taką siłę w sobie, jaką ma Paulina z „Nocy świetlików”.

2. Czy podczas pisania swojej pierwszej książki rodzina, przyjaciele i znajomi wspierali Panią? Czy może wręcz przeciwnie - nie widzieli sensu w tym co Pani robi i odradzali "zabawę w pisarza"?

Poza moim mężem, który bardzo mnie wspierał, nikt nie wiedział o tym, że piszę. Pod koniec powstawania rękopisu dowiedziała się o tym moja mama. Rodzina dowiedziała się praktycznie dopiero wtedy, gdy książka się ukazała. Zrobiłam tak dlatego, żeby nikt mi tej „zabawy w pisarza” nie odradzał. Gdyby się nie udało, nikt by się nie dowiedział.


1. Jak to jest z tym pisaniem? Czy to marzenie od dziecięcych lat, czy może splot jakichś życiowych okoliczności sprawił, że zaczęła Pani przygodę z twórczością literacką?

Kiedyś miałam takie marzenie, aby być jak Ania z Zielonego wzgórza. Zostać nauczycielką, pisarką i wyjść za mąż za najmądrzejszego chłopaka jakiego poznam. Wydawało mi się wtedy, że zostanie pisarką jest najmniej prawdopodobne, bo w szkole zawsze bardziej ciągnęło mnie do matematyki. Pisałam głównie dla siebie, a moje prace pokazywałam tylko jednej przyjaciółce. Pewnie na tym by się skończyło, gdybym pewnej jesieni nie musiała spędzić niemal samotnie w maleńkiej kawalerce i w podłym nastroju. Bardzo chciałam móc przenieść się do innego świata i to na dłużej, więc go sobie wymyśliłam.

2. Gdyby w tej chwili spotkała Pani Blankę i Mateusza, co by im Pani powiedziała, o co spytała?

Kiedyś oglądałam wywiad ze Stephenie Meyer, gdzie opowiadała jak miała przyjemność jeść kolację z aktorami grającymi w ekranizacji „Zmierzchu” po pierwszym dniu zdjęciowym. Z powodu małej ilości czasu, aktorzy zjawili się w restauracji w pełnej charakteryzacji i dla autorki było to szokujące przeżycie. Bohaterowie, którzy powstali w jej głowie, zostali przeniesieni do rzeczywistości i siedzieli obok niej. Chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji i móc zapytać o wrażenia aktorów, którzy graliby moich bohaterów.


1. Gdzie wybrałaby się Pani w poszukiwaniu nowych inspiracji do kolejnej książki i ile czasu chciałaby Pani tam spędzić?

Właściwie to już odbyłam pierwszą taką podróż, a drugą mam w planach. Bohaterka powieści, która teraz chodzi mi po głowie, pracuje w hotelach i najpierw chciałam ją wysłać na wyspy greckie (byłam tam w maju, i pobyt był wspaniały, więc stanowczo zbyt krótki). Następnie akcja przeniesie się do Austrii i przyznam szczerze, że mam ogromną ochotę poczuć klimat i smak tego kraju. Byłoby wspaniale, gdybym po kilku dniach zwiedzania mogła zaszyć się w góralskiej chacie i tam móc pisać, ale ta wizja pozostanie pewnie tylko w sferze marzeń.

2. Czy istnieje w życiu coś, o czym nigdy by Pani nie napisała swojej książki, i dlaczego?

Kiedyś czytałam książkę, której fragment obszernie opisywał sposób balsamowania zwłok („Nie jestem seryjnym mordercą”) i wiem, że sama bym o tym nigdy nie napisała. Wolałabym też nie poruszać tematów, które mogłyby poddać komuś niebezpieczną myśl – taką o samobójstwie, albo robieniu krzywdy drugiemu człowiekowi.


1. Proszę mi powiedzieć, o czym łatwiej, prościej pisać: o swoich osobistych przeżyciach, uczuciach przelanych na życie bohatera, czy może o zupełnie "obcych" doznaniach, które "należą" wyłącznie do wykreowanej postaci?

Najlepiej pisać o czymś, z czym się zetknęło, ale nie jest to coś, co jest obecnie naszą osobistą tragedią. Trudno też pisać o szczęściu innych, kiedy właśnie takiego szczęścia pragnie się dla siebie. Dobrze jednak mieć pojęcie o tematach, które się porusza i potrafić odnieść się do nich w emocjonalny sposób, mieć na ten temat swoje zdanie.


1. Jak znajduje Pani czas na pisanie książek w dzisiejszych zabieganych czasach?

Z trudem. Czasem zdarza mi się wstawać wcześniej, żeby pisać przed pracą, albo kończyć pisanie, kiedy już ledwo widzę na oczy. Kiedy kończę książkę, ograniczam inne obowiązki, co oznacza, że w domu jest nie sprzątnięte, a na obiad jemy tylko to, co można szybko przygotować. Niestety zmęczenie często ogranicza możliwości twórcze i wtedy trzeba się jakoś mobilizować, żeby napisać kolejne zdanie. Najprzyjemniejszym doświadczeniem jest to, gdy pod koniec urlopu mam ochotę pisać właściwie cały dzień, choć przez to, że piszę na urlopie, praktycznie mój mózg nie odpoczywa.

2. Czy wzoruje Pani postaci z książek na realnych osobach, które może Pani zna?

Raczej na ich historiach, choć nigdy tak do końca. Często inspiruje mnie to, z czym się stykam, ale nie chciałabym opisywać życia i konkretnej osoby, bo to blokuje wyobraźnię, a pierwowzorowi bohatera może nie spodobać się to, co o sobie przeczyta.


1. Chciałabym zapytać o Pani zainteresowania pozapisarskie. Czym jeszcze się Pani interesuje?

Interesuje mnie kultura ludowa i rękodzieło (sama też się tym zajmuję), wystrój dawnych polskich wnętrz. Uwielbiam piec i lubię inspirować się przepisami na słodkości z różnych regionów i innych krajów. Ze sportu interesuje mnie taniec i łyżwiarstwo figurowe (co przełożyło się na tematy zawarte w moich książkach). Niestety już nie trenuję tańca, ale może jeszcze kiedyś…

2. Jaki jest Pani ulubiony pisarz?

Jeśli mam wskazać tylko jednego pisarza, to oczywiście będzie to Erich Segal. Czasem mam wrażenie, że nikt o nim nie słyszał, ale prawda jest taka, że trudno nie znać dzieł autora scenariusza do filmu „Love story”. Jednak ten autor to nie tylko ta prosta i ponadczasowa historia o miłości. Jego książki są napisane z największą starannością i miłością do bohaterów. Żałuję tylko, że wszystkie już dawno przeczytałam i to nie jeden raz.