Chaos - L.J. Shen

Chaos - L.J. Shen

„Rosie 
Podobno życie to piękne kłamstwo, a śmierć jest bolesną prawdą. Zgadzam się z tym. 
Nikt nigdy nie sprawił, że poczułam się tak żywa, poza facetem, który nieustannie przypomina, że mój zegar tyka. 
On jest moim błyszczącym, zakazanym owocem. 
Uderzającym błędem, przeciwieństwem mojej dosadności, bezwstydności i szczerości. 
Jest również byłym chłopakiem mojej siostry.
Ale zanim mnie osądzicie, powinniście wiedzieć jedno: 
Ja pierwsza go zobaczyłam. Pierwsza zapragnęłam. Pierwsza pokochałam. 
Jedenaście lat później wkroczył do mojego życia i zażądał drugiej szansy. 
Dean Cole chce być moim jeźdźcem miedzianym. Mój rycerz w lśniącej zbroi w końcu się zjawił. Oby nie za późno. 
Dean 
Podobno najjaśniejsze gwiazdy gasną najszybciej. Zgadzam się z tym. 
Ona sprawia, że moje myśli płoną. 
Jest wyszczekana, złośliwa i ma wielkie serce. 
W świecie, w którym wszystko jest nijakie, ona świeci niczym Syriusz. 
Jedenaście lat temu los nas rozdzielił. 
Ale niech tylko spróbuje zrobić to ponownie. 
Dobranie się do niej nie będzie łatwe, nie bez powodu jednak nazywają mnie Szatanem. 
Rosie LeBlanc jeszcze zobaczy, jaki jestem waleczny. 
A zdobycie jej będzie moim najsłodszym zwycięstwem.” 

No tu dużo pisać drygi tom cyklu Święci grzesznicy jest tak samo dobry jak pierwszy, a może nawet i i lepszy. Tym razem poznajemy historię Rosie i Deana, czyli bohaterów, których poznaliśmy już w pierwszym tomie. Rosie to siostra Millie, a Dean to przyjaciel Brutala i były chłopak Mille. Obawiałam się tego tomu i tego, że dostanę odgrzewanego kotleta, jednak na całe szczęście się pomyliłam, bo choć historia jest czasami dość przewidywalna, to udało się też autorce nie raz mnie zaskoczyć. Jeżeli czytaliście poprzedni tom, to wiecie, że Rosie choruje na nieuleczalną chorobę, jaką jest mukowiscydoza. Troszkę bałam się, jak autorka pociągnie ten wątek, by nie był on sztuczny i mało prawdziwy, ale moje obawy były na wyrost, bo wszystko zostało opisane bardzo naturalnie i prawdziwie. Autorka bez zbędnych ubarwień opisała, z czym zmagają się osoby dotknięte mukowiscydozą, na co mogą sobie pozwolić i jak radzą sobie z wiedzą, że ich czas jest policzony.

„Co sprawia, że czujesz się żywa?
Bawienie się różnym rodzajem ognia. Popełnianie błędów. Przyznawanie się do nich. Przyznawanie się do siebie. Branie tego, czego chcę, i sprawianie, że będzie moje. Nawet jeśli nie jest. Nawet jeśli nigdy nie będzie.”

Oczywiście nie mogę zapomnieć o Deanie, którego w ogóle nie polubiłam w poprzednim tomie. Jednak teraz, gdy poznałam jego historię, spojrzałam na niego zupełnie z innej strony. Oczywiście to nie tak, że od razu stał się cudownym i kochanym facetem. Tak zdecydowanie nie było. Jego serce zamieszkiwał mrok i mężczyzna niestety zmagał się z uzależnieniami, które niszczyły go nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Od lat kochał Rosie, jednak nie taki pisany był im los. Czy teraz gdy spotkali się po latach, uda im się być razem? Czy pozwolą sobie na uczucia, które przez lata chowali na dnach własnych serc? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale zapewniam Wam, że ta książka dostarczy Wam wielu emocji, a historia w niej opisana zostanie z Wami na długi czas.

„Co sprawia, że czujesz się żywa?
Walka. By oddychać. By żyć. I nie odpuszczać.”

„Chaos” to naprawdę bardzo fajny romans z elementami erotyki. Scen seksu, jak i rozmów o seksie jest całkiem sporo, bo Dean to bardzo, bardzo, bardzo zboczony i napalony na Rosie mężczyzna. Na całe szczęście nie jest to wszystko przytłaczające i wszystko zostało opisane z dużym wyczuciem i smakiem, mimo tego, że autorka posługiwała się dość wulgarnym językiem. I choć dialogi między bohaterami prawie cały czas ociekały pożądaniem, to były także niesamowicie zabawne, bo zarówno Dean, jak i Rosie mieli dość cięte języki. Aaaaaa i muszę wspomnieć, że w książce znajdziecie fragmenty biblii. Jesteście zaskoczeni? Ja byłam i to bardzo.

„Co sprawia, że czujesz się żywa?
Dean. Dean Cole sprawia, że czuję się żywa.”

Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem. Autorka kolejny raz udowodniła mi, że potrafi pisać wciągające, zaskakujące i emocjonujące romanse. Świetnie sprawdziła się tutaj naprzemienna narracja, która umożliwiła mi zajrzenie do głów głównych bohaterów. Rozdziały z perspektywy Rosie momentami rozdzierały moje serce, bo jej myśli, w których godziła się z losem, były strasznie emocjonujące. 

To naprawdę piękna historia o miłości, na drodze, której piętrzyło się mnóstwo kłód, a największą z nich była śmierć… Czy ta historia ma szansę na HAPPY END?

„Co sprawia, że czujesz się żywa?
Uczucie, że już niedługo… taka nie będę.” 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.
Playboy za sterami - Vi Keeland, Penelope Ward (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

Playboy za sterami - Vi Keeland, Penelope Ward (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

„Przed dokonaniem najważniejszego wyboru w swoim życiu należy się zastanowić. Najlepiej pojechać gdzieś na kilka dni i porządnie wszystko przemyśleć. W takiej sytuacji ani ognisty flirt, ani spontaniczny wypad do Brazylii u boku przystojnego podrywacza nie jest dobrym pomysłem. Nawet jeśli ten podrywacz jest pilotem pełnym nieziemskiego czaru, a przy tym ma naprawdę słodki dołeczek w brodzie.

Kendall Sparks poznaje Cartera Clynesa na lotnisku w takim właśnie momencie. I podejmuje najgorszą z możliwych decyzji — wdaje się w emocjonujący flirt. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to nie może się dobrze skończyć. Co gorsza, wkrótce odkrywa, że jest zauroczona tym wysokim, ciemnowłosym playboyem. I jest gotowa ruszyć za nim w najdziwniejsze zakątki świata, aby mu towarzyszyć, bo staje się coraz bardziej uzależniona od magnetycznej osobowości Cartera. I kocha go miłością, która każe jej widzieć w nim mężczyznę na dobre i złe, ojca swoich dzieci, z którym chce zbudować prawdziwy dom.

A Carter jest przecież playboyem i podrywaczem, czyż nie?”

Od dawna już wiem, że Vi Keeland i Penelope Ward tworzą duet doskonały, a Playboy za sterami jest pozycją obowiązkową, dla wszystkich fanów romansów i erotyków. Już po przeczytaniu kilku stron, wiedziałam, że jest to historia dla mnie idealna, która mnie zafascynuje, rozbawi do łez i świetnie spędzę przy niej czas. Autorki odwaliły kawał świetnej roboty i mogę Wam tę powieść tylko i wyłącznie polecić. To genialny romans z intrygującą i wciągającą fabułą, w którym oczywiście znajdziemy elementy komedii oraz wyrazistych i nietuzinkowych bohaterów, z którymi nie sposób się rozstać. Ja przepadłam i zatraciłam się w tym zmysłowym świecie i wiecie co? Myślę, że z Wami będzie podobnie.

"Już wcześniej wyrosły ci skrzydła, teraz musisz tylko nauczyć się latać."

Kreacja bohaterów wyszła autorkom jak zawsze perfekcyjnie. Każdy z nich jest inny, bardzo charakterystyczny i nawet troszeczkę zwariowany. Przyznam się Wam szczerze, że na samym początku nie polubiłam Kendall, wydawała się mnie ona snobistyczną dziewczyną z bogatego domu. Jednak na całe szczęście było to tylko złudne wrażenie i bardzo szybko zmieniłam zdanie na jej temat. Nie zazdrościłam jej sytuacji, w której się znalazła i na pewno nie chciałabym być na jej miejscu. Jeżeli zaś chodzi o Cartera no to cóż… to kolejny bohater, który zawładnął moim i tak już przepełnionym sercem. To mężczyzna na maksa korzystający z życia, który za maską playboya i podrywacza skrywa swoje prawdziwe oblicze, które niestety prawie nikomu nie jest znane. Oczywiście to, że Carter ukrywa za maską swoje prawdziwe ja, powiązane jest z wydarzeniami z przeszłości, z którymi mężczyzna cały czas się zmaga.

„Playboy za sterami” to gorący i namiętny erotyk, który uwiedzie Was swoją zmysłową fabułą. Scen seksu jest sporo, ale nie obawiajcie się, bo nie są one dominującą częścią tej historii, bardziej są miłym, rozpalającym zmysły i pobudzającym wyobraźnię przerywnikiem. Poza tym autorki opisały je niezwykle subtelnie, z wyczuciem i ogromnym smakiem, a to według mnie jest najważniejsze. 

Polecam Wam tę powieść z całego serca, bo to piękna, zmysłowa, namiętna i pełna humoru historia o prawdziwej miłości. To książka niezwykle zaskakująca, emocjonująca i także pouczająca, więc koniecznie musicie ją przeczytać.

Czy jesteście gotowe na gorący romans z seksownym pilotem? Ja zrobiłam ten ryzykowny krok i zatraciłam się bez reszty w tej zabawnej, zaskakującej i pełnej emocji historii. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.
Lucyfer - Jennifer L. Armentrout

Lucyfer - Jennifer L. Armentrout

„Julia Hughes przez całe życie postępuje ostrożnie. Wszystko się zmienia, gdy otrzymuje bolesną lekcję. Postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie. W barze poznaje bardzo przystojnego Taylora.
Niesamowicie bogatych braci de Vincent łączy mroczna reputacja. Zatrudniają Julię, aby opiekowała się ich siostrą, która wróciła do domu po tajemniczym zniknięciu przed laty. Opiekunkę rozpraszają w pracy czyhające w rezydencji niebezpieczeństwo, a także seksowny Lucian.
Praprababka de Vincentów twierdziła niegdyś, iż mężczyźni z ich rodu mogą zakochać się tylko raz w życiu. Najwyraźniej nadeszła kolej Luciana. Nowo poznana kobieta nie powinna jednak dowiedzieć się o niektórych sekretach rodziny.
Tymczasem w posiadłości dochodzi do tajemniczej śmierci ojca braci. Czy Julii i de Vincentom uda się rozwiązać zagadkę?”

„Lucyfer” to powieść, z którą mam malutki problem, bo choć historia najmłodszego z braci de Vincent ogólnie się mi podobała, to jednak mam względem niej kilka zastrzeżeń. 

Niewątpliwie jest to książka, w której znajdziecie oryginalną i niebanalną historię  pełną tajemnic, sekretów, pożądania, namiętności i humoru przez duże H. Mnie autorka wciągnęła w głąb fabuły już od pierwszych stron i z przejęciem śledziłam losy bohaterów. Bardzo spodobał się mnie wątek legend związanych z rodziną de Vincent, duchów i szaleństwa, które dotykało kobiety z tej rodziny. Jeżeli chodzi o akcję w książce, to muszę się do niej troszkę przyczepić. Uważam, że w pewnych momentach robiło się nudno, a autorka za bardzo skupiała się na relacjach pomiędzy Lucianem i Julią, pomijając inne ciekawe wątki. Jednak końcówka w sumie wynagrodziła mi te niedociągnięcia, bo choć już w połowie książki domyśliłam się, jak to może wyglądać, to i tak pojawił się spory element zaskoczenia. 

Jeżeli chodzi o bohaterów to z nimi też mam niestety malutki problem. Oczywiście polubiłam ich, a Lucyfer kupił moje serducho swoim niebanalnym humorem oraz ogromną pewnością siebie, to jednak uważam, że  autorka w oszczędny sposób pokazała nam jego mroczną naturę i w tym przypadku zabrakło mi jakiegoś efektu wow. To mężczyzna, który nie czeka na miłość, wystarcza mu dobry seks, a kobiety, które z nim sypiają, mogą liczyć tylko na jednonocne przygody. Jeżeli chodzi o Julię, to jest to kobieta dobra, uczynna, bezinteresowna, spokojna, ale czasami i ona potrafiła pokazać pazury. Kobieta stała się obsesją Lucyfera i mężczyzna cały czas dążył do tego, by ją uwieść. Czuł do niej ogromne przyciąganie i przy niej obudziły się w nim, nieznane mu do tej pory uczucia. Pragnął chronić kobietę i czuł się za nią odpowiedzialny… Muszę jeszcze wspomnieć o dwóch starszych braciach de Vincent, czyli o Gabrielu i Devlinie, którzy do samego końca zostali dla mnie wielką zagadką. Autorka poskąpiła nam o nich informacji, ale uważam, że postąpiła dobrze nie odkrywając nam wszystkich kart. Tak po cichu Wam powiem, że bardzo czekam na tom o Devie, bo to chyba najbardziej skryty, tajemniczy i mroczny z braci. 

Uważam, że głównym atutem tej książki jest je humor. Przekomarzanki bohaterów są naprawdę bardzo zabawne i czytając je, nie raz śmiałam się pod nosem. Oczywiście w środku znajdziecie także sporo odważnych scen seksu, które autorka opisała z niewyobrażalnym smakiem. Uwierzcie mi na słowo, że mnie czasami takie sceny nudzą, często je omijam, bo mało który autor potrafi mnie w tym temacie jeszcze zaciekawić i zaskoczyć. Jednak Jennifer L. Armentrout się to udało i sceny, które opisała, czytałam z wypiekami pojawiającymi się na mojej twarzy. 

 Muszę nadmienić jeszcze, że nie wszystkie wątki zostały przez autorkę zakończone, ale mam nadzieję, że ich ciąg dalszy pojawi się w kolejnych tomach, bo czuję przez to lekki niedosyt.

„Lucyfer” to powieść, która ma swoje plusy i minusy, jednak w ogólnym rozrachunku oceniam ją dobrze. Fajnie spędziłam przy niej czas i czekam na kolejne tomy, by lepiej poznać dwóch pozostałych braci de Vincent. To historia, w której nie zabraknie Wam emocji, mnie zakończenie wycisnęło łzy z oczu, a tego się w ogóle nie spodziewałam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.
Misja Wywiad z Marią Zdybską

Misja Wywiad z Marią Zdybską

Serdecznie zapraszamy na Misję Wywiad z Marią Zdybską. Najciekawsze według autorki pytanie zadała Sandra Oleszczuk. 

Sandrę prosimy o kontakt na maila stawska19@gmail.com. Na wiadomość czekamy trzy dni, później nagroda przepada. W treści wiadomości prosimy wpisać dane do wysyłki oraz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.


Beata Musiał 

1. Jak przekonałaby Pani osobę, która twierdzi, że nie lubi gatunku fantasy do przeczytania Pani książki? 

Ciężka sprawa. Fantastyka nie jest dla każdego i doskonale rozumiem osoby, które zupełnie nie potrafią się przemóc do przeczytania czegoś z tego gatunku, to przecież sprawa bardzo indywidualna. Myśl o wmieszaniu nierealnych elementów do fabuły, jest często w oczach takich osób równoznaczne z tworzeniem tekstu przeznaczonego dla dzieci, infantylnego, niewiele wnoszącego do ich dorosłego spojrzenia na życie. Ja natomiast głęboko wierzę, że magia jest nieodłączną częścią naszej natury i nawet nasze obecne racjonalne i technologiczne społeczeństwo nie potrafi się jej zupełnie pozbyć. Człowiek potrzebuje magii, potrzebuje oderwania się od ponurej rzeczywistości, a sięgając do mitycznych symboli i znaczeń, możemy też lepiej zrozumieć siebie i innych wokół nas, spojrzeć na wszystko z nieco innej perspektywy, złapać dystans. Jako dzieci jesteśmy wychowywani na fantastyce, słuchamy opowieści o smokach i księżniczkach.  „Wyspa Mgieł“ jest właściwie taką „pobrudzoną bajką“, nową wersją historii o zagubionej dziewczynie i wspaniałym księciu oraz złym, wygnanym magu. To też opowieść o poszukiwaniu własnej ścieżki, pokonywaniu ograniczeń i wychodzeniu z błędów. Myślę, że każdy, kto lubi motyw podróży, literaturę przygodową i raczej nietypowy romans, znajdzie w Wyspie coś dla siebie, a poza tym, warto czasami w życiu spróbować czegoś nowego, prawda?

2. Skąd czerpie Pani pomysły tworząc barwne postacie i niesamowite wątki?

Świetne pytanie i przy okazji bardzo trudne, bo chyba każdy pisarz miałby trudność z jednoznaczną odpowiedzią. Wydaje mi się, że po prostu w taki sposób pracuje mój umysł. Od dziecka miałam w głowie całą masę niestworzonych historii, zawsze układałam niezbyt mądre wierszyki, piosenki, sama sobie opowiadałam bajki. Nie potrzebowałam do tego nawet jakiejś specjalnej zachęty czy impulsu, być może po prostu zawsze widziałam w świecie coś jeszcze i to, że ostatecznie zaczęłam pisać fantastykę było chyba nieuniknione.

Dagmara Pilarczyk 

1. Czy pisanie było pani pasją od zawsze? 

Tak. Chociaż „na serio“ piszę stosunkowo krótko, nawet bardzo krótko, porównując się do innych znanych mi pisarzy, którzy debiutowali mniej więcej w tym samym czasie. Jako dzieciak uwielbiałam czytać i tworzyć własne historie. Mniej więcej do czasów liceum pisałam, raczej nieregularnie, ale jednak dość często. Potem skupiłam się na tak zwanym prawdziwym życiu, zrobiłam studia, zaczęłam dużo podróżować, pochłonęła mnie praca. Marzenie o pisaniu wróciło do mnie nagle, pod wpływem kilku ważnych wydarzeń. Zabrałam się wtedy za całkiem nowe historie, z nowym podejściem i z większym życiowym doświadczeniem, a teraz nie potrafiłabym już przestać pisać.

2. Jak wyobraża sobie pani następne 2 lata swojego życia?

O! Zabrzmiało poważnie! Mam masę planów i drugie tyle marzeń. Jeżeli chodzi o kwestie pisarskie to najbliższy plan przewiduje dokończenie serii Krucze serce. Obecnie pracuję nad trzecim, ostatnim tomem i wprost nie mogę się doczekać, kiedy postawię tę ostatnią kropkę. Z drugiej strony oczywiście trochę się tego momentu boję, bo bardzo się zżyłam z bohaterami Wyspy i jakaś część mnie wcale nie chce się z nimi rozstawać. Myślę, że po zakończeniu Wybrzeża snów zapadnę na jakiś czas na pisarską depresję, bo wkładam w tą historię całe serce. Na szczęście kolejne projekty już czekają w kolejce, ale na razie nie mogę zdradzać szczegółów. Co do życia poza pisaniem - mam kilka ambitnych planów podróżniczych, w większości dotyczących kierunków północnych. Trzymajcie za mnie kciuki!

Sandra Oleszczuk 

1. Niektórzy pisząc słuchają muzyki, inni muszą mieć koniecznie ciszę, jedni popijają kawę inni herbatę. Jak wygląda proces przygotowania się do pisania u Pani?

Chyba jestem raczej niewymagająca, bo nie mam typowych rytuałów bez których nie mogłabym pisać. Zdarzało mi się pisać w pociągu, na dworcu, w hotelu, na lotnisku, w samolocie, a nawet podczas baaaaardzo nudnej konferencji. Kocham muzykę, więc często mi towarzyszy podczas pracy, Wyspa ma zresztą nawet własną plejkę na Spotify i cały muzyczny klimat, który mi się z nią kojarzy. Piszę głównie wieczorami, dlatego najczęstszym napojem, który mnie napędza jest herbata. Ostatnio lubuję się w czarnej, z goździkami i sokiem malinowym mojej mamy. Coś wspaniałego!

2. Złota rada dla osoby, która zaczęła pisać i ma połowę książki, a nie może wymyślić co dalej i nie potrafi się zmusić by do niej usiąść i dokończyć.

Uśmiałam się czytając to pytanie! (oczywiście bez złośliwości! Świetnie znam te pisarskie zmagania, to naprawdę wymagająca pasja!) Zmuszanie się do pisania nie działa, a przynajmniej takie jest moje doświadczenie. Jeżeli ci nie idzie, po prostu odstaw ten projekt i zacznij pisać coś, co będzie sprawiało ci przyjemność, na pewno masz masę niewykorzystanych pomysłów, które chowają się po kątach i czekają na swój dzień. Prędzej czy później zatęsknisz za starym tekstem, a jesli nie, to znak, że się zwyczajnie nie nadaje, albo trzeba go przepracować, podejść do niego z innej perspektywy, albo… napisać od nowa. Wydaje mi się też, że każda taka pisarska blokada z czegoś się bierze, czasami z zapętlenia fabularnych wątków, braku pomysłu na rozwiązanie określonej kwestii, zmęczenia historią, a niekiedy to trochę autosabotaż, albo reakcja obronna na krytykę. Według mnie, w pisaniu najważniejsza jest realizacja własnej pasji i radość, zastanów się więc, co ci przeszkadza w kontynuowaniu pracy. Czasami okazuje się, że autor sam na sobie wywiera zbyt dużą presję i w ten sposób staje się swoim najgorszym wrogiem. Dobrze w takich chwilach porozmawiać z kimś, kto również pisze i może cię wysłuchać, zrelaksować się, poczytać i wracać do pracy!


Kasia Kam 

1. Co lub kto zachęcił(o) Panią do napisania książki? I dlaczego akurat fantasy?

Nie powiedziałabym, że coś zachęciło mnie do pisania książki, pisanie to raczej potrzeba, zupełnie realne, organiczne wręcz pragnienie wyrzucenia z siebie historii, która siedzi w głowie. Wybór gatunku też był dla mnie bardzo naturalny, uwielbiam fantastykę i wszystko co się z nią wiąże i to właśnie takie historie przede wszystkim uwielbiam czytać, czy oglądać na ekranie. Poza tym uważam, ze fantastyka daje ogromne możliwości twórcy i pozwala na poprowadzenia czytelnika w zupełnie nowe światy. Dla mnie to jest chyba największa frajda, a zarazem największe wyzwanie.

2. Długo zbierała się pani, by opublikować pierwszy rozdział na Wattpad? Czy to wyszło tak 'na spontana'?

Hmm… i tak i nie. Konto na Wattpadzie założyłam jako czytelnik i przez długi czas w ogóle nie zastanawiałam się nad publikacją. Skończyłam pisać Wyspę i rozważałam czy powinnam dalej coś z tym tekstem zrobić. Któregoś dnia, wattpadowa znajoma podrzuciła mi jeden rozdział pisanego wówczas opowiadania z prośbą o ocenę. Zapytałam, czy mogę wprowadzić drobne zmiany, zgodziła się, więc odesłałam jej nieco podrasowany tekst. Poprawki bardzo się jej spodobały i natychmiast zaczęła mnie dopytywać o to, czy coś piszę, a jeśli tak, to dlaczego tego nie publikuję. Właściwie to był chyba punkt przełomowy, bo pomyślałam, że mogę sprawdzić, czy Wyspa komukolwiek się spodoba i dość spontanicznie wrzuciłam do sieci prolog. Potem, jeden po drugim, opublikowałam część początkowych rozdziałów, a pozytywne reakcje czytelników dały mi potężnego kopa do dalszego działania.

Monika Mąka 

1. Każdy wie, że książek, które są już wydane, nie da się już poprawić, dodać jeszcze jednego zdania, zmienić szyk itp. Gdyby miała Pani jeszcze szansę zmienić coś w "Wyspie Mgieł", co by to było?

Oczywiście, że znalazłyby się takie fragmenty, czy nawet niektóre wątki, które chętnie bym poprawiła. Ale tak nie można, staram się tak nie myśleć, bo rozpamiętywanie błędów to najkrótsza droga do pisarskiej blokady. Wolę skupiać się na rozwoju i stale poprawiać styl, dla mnie droga zawsze wiedzie w górę! W chwilach zwątpienia, przypominam sobie, że Wyspa to mój literacki debiut i dowód na to, że marzenia naprawdę się spełniają, dlatego wybaczam jej niedociągnięcia i mam nadzieję, że historia, którą opowiadam, spodoba się czytelnikom na tyle, że nie będą skupiać się na drobnych potknięciach. 

2. Jakie rady dałaby Pani młodym, aspirującym twórcom, którzy marzą o zadebiutowaniu na rynku książkowym, ale wciąż natykają się na trudności? :D

Och, tych rad jest cała masa, a ja sama nadal czuję się w pisarskim świecie jak dziecko i nieustannie uczę się czegoś nowego! Najważniejsze, to się nie poddawać. Brzmi jak truizm, ale pisanie to trudna dziedzina i ogromna konkurencja. Ja jestem jednak żywym dowodem na to, że marzenia się spełniają! Jeżeli miałabym doradzić coś konkretnego, to na pewno warto startować w konkursach pisarskich, starać się o publikację krótszych tekstów, wyrabiać sobie nazwisko, jeszcze zanim postaramy się o wydanie powieści. Mądra rada, od kogoś, kto zrobił wszystko zupełnie na odwrót, ale podobno wyjątki potwierdzają regułę!

Joanna Wiewióra 

1. Jaki jest ulubiony gatunek książki jaki lubi Pani czytać? 

Fantastyka. Zdecydowanie. Wiem, jestem zapewne monotematyczna, ale to jest mój ukochany gatunek i estetyka. Nie ograniczam się oczywiście do fantasy, bo bardzo lubię też science fiction czy space operę, kiedyś zaczytywałam się w horrorach, od zawsze i na zawsze uwielbiam też mitologie różnych kultur. Nie potrafię też przestać czytać Szekspira, kocham go na zabój i chętnie do niego wracam, porównuję przekłady, czasami nawet ambitnie sięgam do oryginału. Pamiętajmy jednak, że Szekspir także używał czasem motywów fantastycznych.

2. Kiedy była Pani małą dziewczynką, jakie było największe Pani marzenie? I czy się spełniło czy dalej czeka na spełnienie?

Miałam całą masę niesamowitych marzeń! Chciałam na przykład zostać archeologiem, ale nie takim zwykłym nudziarzem pracującym w muzeum, tylko nowym Indianą Jonesem, z kapeluszem, biczem i śmiertelnie niebezpiecznymi przygodami. Marzyłam też o locie w kosmos, chciałam mieć własnego konia, mieszkać na wyspie, podróżować i zwiedzić cały świat! I owszem, jednym z tych marzeń było też pisanie książek – to mi się akurat udało, bardzo dużo też podróżuję, więc nie jest źle, archeologią interesuję się do dzisiaj, a cała reszta tych najbardziej szalonych marzeń na razie czeka na swój dzień.

Martyna Karkosza 

1. Czy tworząc głównych bohaterów wzorowała się Pani na kimś, postacie są całkowicie wymyślone czy raczej są odzwierciedleniem danej osoby?

Niektóre postacie na pewno mają pewne cechy podejrzane u prawdziwych osób, żadna nie jest jednak kopią jeden do jeden realnej osoby. To byłoby po prostu zbyt nudne! Lubię obserwować ludzi i mimo pewnej wrodzonej nieśmiałości znajduję też przyjemność w poznawaniu nowych osób, słuchaniu o ich życiu, marzeniach, problemach. Jeżeli czyjaś osobowość robi na mnie wrażenie, jest szansa, że ją potem gdzieś częściowo wykorzystam. Zawsze jednak wykorzystuję prawdziwe osoby bardziej jako inspirację, tworzę postacie będące zlepkami różnych charakterów i zawsze dodaję im też coś od siebie. Jeżeli szukacie więc w realnym świecie Raidena, to bardzo mi przykro – on po prostu nie istnieje (a nawet jeśliby istniał, to nie mogłabym wam zdradzić gdzie go szukać!)

2. Czy fabułę miała Pani z góry wymyśloną od początku do końca czy kreowała ją Pani na bieżąco?
Jestem bardzo ciekawa Pani książki, po opisie wydaje się świetna ?

To może dość dziwne, ale fabuła, albo jej ogólny zarys pojawił się w mojej głowie jako całość, chociaż oczywiście szczegóły, niektóre wątki poboczne były (i są nadal, bo pracuję właśnie nad ostatnią częścią!) dopracowane podczas pracy. W trakcie pisania nieustannie towarzyszy mi pragnienie, żeby opowiedzieć tę historię do końca i wprost nie mogę się doczekać dnia, kiedy czytelnicy dostaną całą kruczą trylogię. Bardzo dziękuję, za miłe słowa! 

Ewa Recka 

1. Gdyby mogła Pani napisać książkę w duecie to z kim? 

Obawiam się, że się do tego nie nadaję. W tak zwanym normalnym życiu chętnie pracuję w zespole i chyba nie najgorzej mi to wychodzi, ale pisanie wydaje mi się czynnością tak absolutnie intymną, że po prostu nie mogę sobie wyobrazić pracy z innym autorem nad wspólnym tekstem. Podejrzewam, że mogłoby się to skończyć katastrofą, kiedy zbyt mocno starałabym się narzucić moje zdanie, więc na razie nie planuję takiej współpracy. Z drugiej strony może taki eksperyment byłby w gruncie rzeczy interesującym doświadczeniem? Niewykluczone, że kiedyś podejmę się tego wyzwania, może bardziej dla zabawy niż z zamiarem stworzenia dłuższej formy. Wtedy do współpracy wybrałabym pewnie Alicję Wlazło, którą uwielbiam i która ma totalnie inny od mojego styl i warsztat. Nasz wspólny tekst mógłby więc być naprawdę ciekawy. 


2. Czy przy pisaniu radzi się Pani kogoś bliskiego czy też polega Pani tylko na swojej opinii?

Traktuję pisanie jako coś całkowicie osobistego, dlatego nigdy nie szukam rad czy opinii w trakcie pracy nad tekstem. Dopiero, gdy skończę, mogę z kimś pogadać. Czasami dopada mnie natomiast zupełnie irracjonalne pragnienie, żeby podzielić się z całym światem danym fragmentem napisanego tekstu. Ze względu na ryzyko spoilerów, staram się tego nie robić, ale osoby, które mnie czytają i obserwują na mediach społecznościowych pewnie dobrze wiedzą, że niezwykle łatwo jest ze mnie wyciągnąć takie pisarskie zwierzenia i w gruncie rzeczy mam w tych kwestiach słabą siłę woli. Staram się oczywiście kontrolować i z tym walczyć, ale jest to bardzo trudne, zwłaszcza, gdy napiszę coś, co mnie szczególnie poruszyło.

Katarzyna Lis 

Które motywy mitologiczne są dla Ciebie największą inspiracją?

Świetne pytanie! Fascynuje mnie wszystko to co wiąże się z granicami i liminalnością, tym co „pomiędzy”, „obok” i „na rubieżach”. Moje ulubione mitologiczne kręgi znaczeń wiążą się z motywem przejścia, granicami, zwłaszcza tymi pomiędzy życiem i śmiercią, dobrem i złem, duszą i ciałem, religią i magią. Uważam po prostu, że to co najciekawsze zdarza się właśnie w tych granicznych momentach, przy drzwiach, w momencie jakiejś zmiany, odnowy, dlatego wybieram często właśnie te symbole i nawiązuję do tych bóstw, które są z nimi powiązane. Fascynuje mnie również motyw zstąpienia do zaświatów i w tej tematyce na pewno jakiś dłuższy tekst napiszę (a może nawet już to robię?). Nic dziwnego, że w mój debiutancki cykl wykorzystuje właśnie motyw kruka, który ma silne powiązania ze wszystkimi wymienionymi obszarami; kruk jest często przedstawiany jako posłannik bogów i łącznik pomiędzy światem ludzkim a boskim, ziemią i zaświatami, ma silne związki z magią i wiedzą tajemną i symbolizuje odrodzenie.

Zapadnij w serce - Ginger Scott

Zapadnij w serce - Ginger Scott

„Po tragicznych wydarzeniach z przeszłości Rowe próbuje poukładać sobie życie na nowo. Chociaż każdego dnia towarzyszy jej strach, który zostawia głębokie blizny na duszy, dziewczyna decyduje się na odważny krok. Wyjeżdża na studia z dala od rodzinnego domu.

Kiedy na drodze dziewczyny staje przystojny Nate, Rowe powoli rozważa wyjście ze swojej skorupy. Zaprzyjaźnia się z popularnym sportowcem, skrycie zastanawiając się, czy jest warta czegoś więcej.

Czy jest gotowa zakochać się na nowo i pozwolić, aby ktoś pokochał ją? Czy uda się jej pogodzić z przeszłością i zacząć żyć bez strachu?”

„Zapadnij w serce” to kolejna piękna, wzruszająca i chwytająca za serce powieść Ginger Scott. Ja zakochałam się w tej historii oraz w jej bohaterach i myślę, że z Wami będzie podobnie.  

W książce poznajemy Rowe, na pozór normalną nastolatkę, która właśnie rozpoczęła studia. Jednak Rowe mierzy się ze straszną przeszłością, a studia to jej pierwszy krok ku normalności. W jej życiu wydarzyło się coś bardzo złego, co na jej ciele i na psychice pozostawiło trwałe blizny… Studia były odważnym krokiem, dziewczyna musiała mierzyć się ze strachem i z lękami, bo demony przeszłości atakowały ją na każdym kroku. Jednak decyzja o wyjeździe z domu nie była wcale taka zła, gdyż w życiu dziewczyny pojawili się nowi przyjaciele i Nate, który stał się dla niej kimś bliskim. Tylko, czy Rowe była gotowa na nowe uczucie? Czy czuła się godna miłości? I najważniejsze pytanie, czy udało jej się zapomnieć o traumatycznych przeżyciach sprzed kilku lat i czy dała sobie szansę na nowy start? 

Uważam, że to naprawdę bardzo dobra książka z dobrze napisanym i rozwiniętym głównym wątkiem. Niby wszystko już było, jednak ja odczułam w tej historii oryginalność i powiew świeżości. To jedna z takich książek, przy której będziecie się śmiać, ale i będziecie płakać nad losem głównej bohaterki. Wiecie co, przez takie książki uważają mnie w domu za wariatkę, ale mam to w nosie, bo właśnie takie historie ZAPADAJĄ W SERCU na długi czas, a to, że moje emocje podczas czytania widać jak na dłoni, jest znakiem na to, że to bardzo dobra i co najważniejsze emocjonująca historia. 

Kreacja bohaterów wyszła autorce perfekcyjnie. Każdy z nich jest inny, wyrazisty i charakterystyczny. Polubicie każdego z nich, bo tak prawdę powiedziawszy, nie ma w tej książce negatywnych postaci, nawet wredna Paige okazała się osobą dobrą i współczującą, a na samym początku na taką nie wyglądała. Oczywiście prym wiodą Rowe i Nate, bo to jest ich historia. Nate to taki chłopak, którego pokocha niejedna w Was. Cudowny, wspaniały o złotym sercu i nad wyraz dorosły. Jego pojawienie się w życiu zagubionej Rowe było niczym przeznaczenie. To dzięki niemu dziewczyna zaczęła myśleć, że może jej się udać i że znów może kochać i być kochana. Jeżeli chodzi o Rowe to strasznie jej współczułam, bo nigdy nie chciałabym doświadczyć tego, co przeżyła ta młoda dziewczyna i myślę, że z Wami będzie podobnie.

„Zapadnij w serce” to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie jest to typowa opowiastka o nastolatkach, o życiu studenckim i o imprezach do białego rana. To książka prawdziwa i poruszająca trudne i bolesne tematy. To piękna historia pełna bólu, rozgoryczenia, traumatycznych przeżyć, ale i dająca prawdziwą nadzieję.
Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
Konkurs!

Konkurs!

Kochani, dziś przychodzimy do Was z fantastycznym konkursem, w którym do rozdania mamy aż trzy pakiety książek. Zasady konkursu jak zawsze są bardzo proste, wystarczy, że:

*dodacie nasz blog do obserwowanych
*w komentarzu napiszecie, który pakiet chcecie wygrać i dlaczego
Będzie nam także miło jeżeli polubicie nasz facebookowy fan page Literatura kobieca-co czytać? oraz fp autorek.

Konkurs trwa do 27 listopada, a wyniki pojawią się w ciągu trzech dni. Czas oczekiwania na nagrody to trzydzieści dni i wysyłamy je tylko na terenie Polski. Zastrzegamy sobie prawo do zmian w regulaminie konkursu. Wygrywają trzy osoby. Biorąc udział w konkursie, wyrażacie zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez osoby prowadzące bloga. Powodzenia!





Dom na wrzosowej polanie - Halina Kowalczuk (PATRONAT MEDIALNY)

Dom na wrzosowej polanie - Halina Kowalczuk (PATRONAT MEDIALNY)

„Zdrada męża i utrata pracy to wydarzenia, które mogą przewrócić życie do góry nogami. Tak właśnie dzieje się w przypadku Aliny. Jej nowe życie rozpoczyna się w malowniczej wiosce u podnóża Tatr, gdzie ma szansę zacząć wszystko od nowa. Nieświadomie wkracza do krainy legend i niezwykłych historii z przeszłości, stając się ich częścią. Spotyka też niezwykłego mężczyznę. Marcin ukrywa jednak przed nią tajemnicę, która może zaważyć na ich wspólnej przyszłości…
Czy kolejny mężczyzna ją zdradził i okłamał?
Czy grozi jej niebezpieczeństwo?
Czy stara legenda znajdzie swoje zakończenie?”

Hanna Kowalczuk kolejny raz mnie nie zawiodła i oddała w moje ręce cudowną powieść obyczajową z pięknym wątkiem romantycznym oraz elementami metafizyki. Możecie mi wierzyć lub nie, ale już po kilku przeczytanych stronach przepadłam w tej historii bez reszty. To naprawdę piękna i wciągają historia, która pozwala czytelnikowi przenieść się na karty powieści, by z boku obserwować wszystkie poczynania bohaterów. Osobiście uwielbiam, gdy tak się dzieje, bo wtedy i historia i jej bohaterowie stają się bliscy mojemu sercu i przeżywam ją tak, jakbym była naocznym światkiem wszystkich wydarzeń. W książce znajdziecie także wspaniałe legendy o naszych ukochanych Tatrach, opisy pięknych widoków i sporą dawkę humoru, więc nawet tylko dlatego warto sięgnąć po tę powieść.

Autorka stworzyła bardzo fajnych bohaterów, z którymi bardzo łatwo można się utożsamić. To postacie z krwi i kości z wadami i zaletami jak każdy z nas. Nieidealni, popełniający błędy i jak najbardziej ludzcy. Nie każdy autor potrafi stworzyć takich bohaterów, ale Halinie Kowalczuk zawsze się to udaje. Najbardziej polubiłam Alinę, choć nie ukrywam, że  na samym początku jej naiwność bardzo mnie irytowała, później było dużej lepiej i kobieta bardzo zyskała w moich oczach.

"Czasami bywa tak, że musimy doznać przykrości, szoku, niepowodzeń, aby potem doświadczyć czegoś odwrotnego. Ból duszy powoduje, że zaczynamy doceniać to, co mamy..." 

Dom na wrzosowej polanie to powieść o trudnych końcach, ale i także o trudnych początkach. Mnie autorka kolejny raz kupiła tą historią i z utęsknieniem czekam na jej kolejną książkę.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lucky.
Poniżenie - Stylo Fantome (PATRONAT MEDIALNY)

Poniżenie - Stylo Fantome (PATRONAT MEDIALNY)

„Osiemnastoletnia Tatum O’Shea jest naiwną, nieśmiałą, niezbyt zamożną dziewczyną. Dwudziestotrzyletni Jameson Kane to inteligentny i bogaty uwodziciel. Przeżywają wspólnie jedną noc, jedną falę namiętności. Był to jeden błąd, po którym Tate musi odnaleźć się w rzeczywistości bez rodziny, pieniędzy oraz Jamesona.

Siedem lat później Jameson ponownie pojawia się w jej życiu. Tate, w której żyłach nie płynie już ani kropla naiwności czy nieśmiałości, jest w końcu gotowa na tę relację. Jameson również się zmienił: ku uciesze młodej kobiety stał się wulgarny, a jego cięty język mógłby z łatwością przeciąć ją na pół. Tatum pragnie się zabawić i udowodnić, że nie jest tą samą kobietą, którą niegdyś uwiódł. Bohaterowie rozpoczynają grę pełną coraz bardziej wyrachowanych posunięć.

Jednak granica pomiędzy grą a rzeczywistością zaczyna się rozmywać. Tate uzmysławia sobie, że pseudonim Jamesona, Demon, nie jest przypadkowy. Czy uda się jej wygrać, zanim komuś stanie się krzywda? Czy może Jameson pokona Tate i raz na zawsze pozbawi ją wszelkich uczuć?”

Poniżenie to dark romance w najlepszym wydaniu. To książka mocna, brutalna, mroczna i zdecydowanie popieprzona na maksa. Emocje, których mi dostarczyła, są po prostu nie do opisania. Tatum i Jameson zaczęli grę, grę namiętną, ale bezuczuciową i na pewno brutalną. Postawili sobie w niej jasne granice, żadnych uczuć i zobowiązań. Ale przecież jak wiemy, czasami i najzimniejsze skute lodem serce może zacząć czuć. Tylko niestety nie każdy ma wtedy odwagę by iść za głosem serca i by nagiąć własne zasady, wtedy po prostu najlepszą obroną jest atak i krzywdzenie drugiego człowieka. Gra naszych bohaterów okazała się tragiczna w skutkach, ale tego, co się wydarzyło, oczywiście Wam nie zdradzę. Zakończenie książki pozostawiło mnie w ogromnym szoku i naprawdę zbierałam szczękę z podłogi. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kolejny tom, bo chyba wtedy bym zwariowała. To, co wyróżnia tę powieść na tle innych z tego gatunku, to jej wielka nieprzewidywalność, uwierzcie mi, że naprawdę nie raz będzie przewracać strony ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, a na Wasze usta będą cisnęły się słowa… ja pierdzielę, co tu się odwala... 

Na pewno nie jest to książka dla grzecznych dziewczynek, które szukają w romansach pięknych, baśniowych i cukierkowych historii. Ta opowieść jest naprawdę bardzo, ale to bardzo hardcorowa, pełna mroku, brutalna, ale i także przepełniona zwierzęcym pożądaniem, nieokiełznaną namiętnością i zapierającymi dech w piersi doznaniami. Nie mnie oceniać układ, w którym znaleźli się główni bohaterowie, bo przecież na świecie jest wiele perwersji seksualnych. Myślę, że w tych czasach to, że ktoś odczuwa przyjemność i satysfakcję, zadając komuś ból nie jest wcale takie dziwne. Poza tym bohaterowie to dorosłe osoby, które świadomie i bez żadnego przymusu zdecydowały się na taki układ. Może książka stanie się dla kogoś inspiracją? Ja na pewno nie byłabym tak odważna.

Kreacja bohaterów jest po prostu mistrzowska i to nie tylko tych głównych, ale i drugoplanowych. Każdy z nich jest wielowymiarowy, charakterystyczny i niezwykle wyrazisty. Poza tym każdy z nich ma w sobie jakiś mrok i demony ukryte na dnie duszy. Każdy z nich wzbudza w czytelniku wiele skrajnych emocji, ale nie każdego z nich da się polubić. Jednakże każdy z nich jest bardzo ważny w tej opowieści i zapewniam Was, że dzięki nim wszystkim ta książka jest tak dobra i tak pochłaniająca. Uważam, że najbardziej pozytywną postacią był Sanders, asystent Jamesona. Mężczyzna małomówny i pełen tajemnic, który zapewne da nam się bardziej poznać w kolejnej części. Jeżeli chodzi o głównych bohaterów, to przyznam się Wam szczerze, że nie rozgryzłam ich do samego końca i oboje są dla mnie nadal ogromną zagadką.

Poniżenie to powieść, która przeniesie Was do popieprzonego świata pełnego brudnych myśli, perwersyjnego seksu oraz chorej fascynacji. To książka, która Wami wstrząśnie, zszokuje i na pewno nie da o sobie zapomnieć.

Zdobędziesz się na odwagę i wkroczysz do tego świata?

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.
Drogi Martinie - Nic Stone (PATRONAT MEDIALNY)

Drogi Martinie - Nic Stone (PATRONAT MEDIALNY)

„Justyce McAllister jest jednym z najlepszych uczniów w roczniku i planuje studia na renomowanym uniwersytecie – ale dla policjanta, który właśnie zakuł go w kajdanki, nie ma to żadnego znaczenia. Choć Justyce opuścił niebezpieczną dzielnicę, w której się wychował, nie może uciec od szyderstw dawnych kolegów i drwin uczniów z nowej szkoły. Pomocy szuka w naukach Martina Luthera Kinga. Ale czy są wciąż aktualne? Żeby się przekonać, Justyce zaczyna pisać do niego listy. Pewnego dnia wybiera się na przejażdżkę ze swoim najlepszym przyjacielem Mannym. Opuszczają szyby, podkręcają muzykę… na tyle głośno, że wywołują furię u jadącego obok białego gliniarza po służbie.”

Powieść Drogi Marinie jest debiutem literackim Nic Stone i stwierdzam, że jest debiutem bardzo udanym. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, a historia w niej zawarta cały czas siedzi w mojej głowie. Autorka poruszyła temat rasizmu, który chyba nikomu nie jest obcy, poza tym historia Justyce’a McAllistera mogłaby wydarzyć się naprawdę (a może już się gdzieś wydarzyła), bo takich młodych czarnoskórych chłopaków, którzy na własnej skórze doświadczyli rasizmu, na pewno jest bezliku. Główny watek dotyczący Justyce’a jest fikcją literacką, jednak w książce znajdziecie także wiele autentycznych wydarzeń przedstawiających zbrodnie na tle rasistowskim i to chyba opisy tych wydarzeń, o których de facto słyszałam nie raz w telewizji, wywarły na mnie największe wrażenie. To historia, która naprawdę na długi czas zagości w Waszych głowach i skłoni Was do wielu refleksji. Cieszę się, że zostałam wychowana w bardzo tolerancyjnej rodzinie, która nigdy nikogo nie oceniała po kolorze skóry… przecież to nie kolor skóry, czyni nas człowiekiem.

"Za każdym razem, gdy włączam wiadomości i słyszę o kolejnym zastrzelonym czarnym, dociera do mnie, że ludzie widzą we mnie zagrożenie, a nie istotę ludzką." 

Bardzo fajnym pomysłem okazało się pisanie przez Justyce’a listów do Martina Luthera Kinga, który jak wiemy, jest bardzo ciekawą i godną uwagi postacią historyczną. Martin Luther King był liderem ruchu praw obywatelskich, działał na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów, domagał się zniesienia dyskryminacji rasowej, a w 1964 roku zdobył pokojową nagrodę Nobla.

Ta zaledwie 199 stronicowa książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i dała mi sporo do myślenia. Autorka w prawdziwy, czasami brutalny sposób przedstawiła mi rzeczywistość czarnoskórych osób mieszkających w Ameryce. I mimo że ta książka nie poraża ilością stron, to nie łudźcie się, że przeczytacie ją w pięć minut. Sama często zatrzymywałam się, przetrawiałam to, co przeczytałam i niejednokrotnie odczuwałam silne wzburzenie.

Drogi Martinie to bardzo mądra i pouczająca książka. Koniecznie musicie ją przeczytać!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.

Lato z ciotką spirytystką - Danuta Korolewicz (PATRONAT MEDIALNY)

Lato z ciotką spirytystką - Danuta Korolewicz (PATRONAT MEDIALNY)

„Magda, studentka z Torunia, spędza wakacje u ciotki spirytystki w malowniczym miasteczku, pracując na zastępstwo w miejscowej bibliotece. Spokój letnich dni zaburzają przerażające wydarzenia, w których centrum nagle znajduje się dziewczyna. Wraz z przyjaciółką rozpoczynają ryzykowne śledztwo na własną rękę…

Czy w sennym miasteczku nad Wisłą działa przestępczy gang?

I czy Magda oprócz rozwiązania zagadki kryminalnej znajdzie… miłość?”

Najnowsza powieść Danuty Korolewicz to bardzo fajna komedia z wątkiem kryminalnym. To taka książka, przy której nie sposób się nudzić i tylko i wyłącznie świetnie spędza się przy niej czas. Jest to naprawdę zabawna historia, która opowiada perypetie Magdy, która spędza wakacje u swojej ciotki spirytystki. Tak naprawdę nie są to takie normalne wakacje, gdyż dziewczyna dostaję pracę w małej bibliotece. Jej ciotka Waleria w każdy czwartej organizuje seanse spirytystyczne, na których spotyka się miejscowa elita. Zapowiada się ciekawie prawda? Na jednym z takich seansów dzieje się coś dziwnego… Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co takiego się wydarzyło i co wspólnego ma z tym wszystkim Magda, musicie przeczytać tę wciągającą i zabawną powieść.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze. Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje Waleria, która jest bohaterką oryginalną i dość nietypową, a jej niecodzienne zainteresowania wnoszą do książki coś nowego i niesamowicie ciekawego. Autorka nie poskąpiła uwagi żadnemu z bohaterów, bo zarówno główne postacie, jak i te drugoplanowe są wyraziste oraz charakterystyczne i każda z nich wnosi do tej opowieści coś swojego i zarazem ważnego.

W książce pojawia się także wątek miłosny. Jaki? Tego już Wam nie zdradzę ;) Opisując go, za dużo bym Wam zdradziła, a nie taki jest mój zamiar.

Lato z ciotką spirytystką to powieść, przy której naprawdę będziecie się świetnie bawić, a uśmiech do samego końca nie będzie schodził Wam z twarzy. To świetna komedia z zaskakującym wątkiem kryminalnym. Będzie tajemniczo, będzie zaskakująco, a nawet i emocjonująco, czyli tak jak lubię najbardziej. To lektura idealna na każdy czas. Dobra zabawa gwarantowana!

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lucky.
Echo - E.K. Blair (PATRONAT MEDIALNY)

Echo - E.K. Blair (PATRONAT MEDIALNY)

„Podobno najdłuższe zarejestrowane echo rozbrzmiewało siedemdziesiąt pięć sekund, ale zapewniam cię, że tym razem potrwa to o wiele dłużej. Ogłuszający huk stłumił wszystkie dźwięki i pogrążył otaczający mnie świat w ciszy, pozwalając, by echo zniszczeń przetrwało znacznie, dłużej niż było to zamierzone.

To echo będzie podążać za mną wszędzie, niszcząc mnie… i niszcząc ciebie. Chcesz odpowiedzi? Ja też.”

O Echo, czyli drugim tomie serii Czarny Lotos nie napiszę Wam nic, oczywiście chodzi mi o to, że nie napiszę nic z fabuły książki, bo wszystko byłoby ogromnym spoilerem, a nie chcę psuć Waszej przyjemności z czytania. 

Początek książki jest dość spokojny, a nawet rzekłabym nostalgiczny, gdyż do głównej bohaterki dociera, że swoimi diabelskimi czynami i okropnym planem zemsty zniszczyła wszystko… Straciła nie tylko znienawidzonego męża, ale także przyrodniego brata, który był dla niej opoką i ostoją w najmroczniejszych momentach życia oraz mężczyznę, który był jej niespodziewaną miłością i wprowadził do jej mrocznego życia odrobinę światła i nadziei. Przyznam się Wam szczerze, że ten początek bardzo mnie zaskoczył, bo w swojej głowie miałam ułożony całkiem inny scenariusz. Jednak po kilkudziesięciu stronach nastąpiło wielkie BUM i znów zaczęło się dziać…

Myślę, że ta część jest jeszcze bardziej pokręcona, a emocji jej w niej tyle, że starczyłoby na pewno na wypełnienie nimi kilku książek. Akcja nieziemsko dynamiczna, momentami czułam się, jakbym pędziła kolejką górską, która nie może wyhamować. Z każdej strony byłam bombardowana informacjami, jedne tajemnice zostały wyjaśnione, ale na ich miejscu pojawiały się nowe. Ta książka naprawdę namiesza Wam w głowach i na pewno nie tak łatwo o niej zapomnicie. Autorka znów postawiła na zakończenie, które zostawiło mnie w zawieszeniu, ale niestety cierpliwie muszę czekać na kolejny tom.

Echo to powieść, która przetoczyła się przez mnie niczym emocjonalne tornado. To naprawdę dobra książka pełna mroku, brutalności, intryg i kłamstw. Znajdziecie w niej także wątek miłosny, który ja nazwałabym chorym, bo relacja między bohaterami do normalnych nie należy. Ale przecież jak wiemy, miłość ma wiele twarzy, a poza tym miłość od nienawiści oddziela naprawdę bardzo cienka granica. Tylko, czy na pewno można kogoś kochać i nienawidzić zarazem?


„Echo” to powieść, która szokuje, wprawia w osłupienie i na pewno dostarcza wielu mocnych wrażeń. Spodoba się osobom, które mają dosyć mdłych romansów z cukierkowatymi bohaterami. Skoki adrenaliny gwarantowane. Jestem przekonana, że przez długi czas nie zapomnicie tej historii. Ja czekam na kolejny tom, bo znów chcę trafić do tego mrocznego i popieprzonego świata.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.
Sponsor - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

Sponsor - K.N. Haner (PATRONAT MEDIALNY, RECENZJA PREMIEROWA)

„Kalina wiedzie niemal idealne życie. Ma cudownych rodziców, energiczną rezolutną siostrę i wiele planów na przyszłość. Oprócz tego nie wdaje się w relacje damsko-męskie, bo najnormalniej w świecie nie ma na to ani czasu, ani ochoty. Wszystko się zmienia pewnego dnia, gdy jadąc rowerem na uczelnię, wjeżdża w auto pewnego mężczyzny.

Nathan na pozór nie ma żadnych problemów. Pieniądze, własna firma i wysoki status społeczny ułatwiają mu kontakty z kobietami. Nie zależy mu jednak na stałym związku, ale raczej na spełnianiu własnych zachcianek i fantazji. Nie spodziewa się, że najzwyklejsza dziewczyna na świecie wywróci jego świat do góry nogami.

Co się stanie, gdy serce przestanie słuchać rozumu? Kalina i Nathan będą błądzić w krainie niedomówień i niepewności, ale rodzące się między nimi uczucie przyniesie nadzieję na lepsze jutro. Czy to wystarczy, by Nathan zmienił swoje przyzwyczajenia? Może to Kalina będzie dyktować warunki? W tej grze nie ma jasnych zasad, są tylko najciemniejsze zakamarki miłości, która wbrew pozorom nie jest prosta.

Historia o dziewczynie, która oprócz miłości nie ma nic, i o mężczyźnie, który ma wszystko oprócz miłości.”

„Sponsor” to jedna z tych książek Kasi, którą miałam przyjemność czytać wcześniej we fragmentach. Oczywiście teraz jeszcze raz przypomniałam sobie tę historię , bo jak wiecie, dobre książki można czytać dwa razy, trzy razy, albo i więcej…

Czy Kasia Haner może nas jeszcze czymś zaskoczyć? Zapewniam Was, że tak, bo jeżeli każdą swoją kolejną książką zaskakuje mnie, to na pewno zaskoczy i Was. Sponsor to powieść, która znów ukazuje zupełne inne oblicze Kasi, inne i oczywiście lepsze. Jednak nie bójcie się, bo tak naprawdę to ta sama Kasia, która jest niekwestionowaną Królową Dramatów i która wywołuje w czytelniku ogrom emocji. Jestem przekonana, że i tym razem podczas czytania, będzie kląć na czym świat stoi, będzie rwać sobie włosy z głowy i nie raz będziecie zbierać szczękę z podłogi. No, ale przecież Hanerowa pisze tak, by obudzić w czytelniku mordercze instynkty, na tym polu nic się nie zmieniło ;)
Pisząc recenzje jej książek, zawsze podkreślam, że Kasia cały czas szlifuje swój warsztat i nie osiada na laurach. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

Głównym atutem tej historii są jej bohaterowie. Kalina to skromna, wrażliwa i czasami dość naiwna młoda dziewczyna, która musiała objąć opiekę nad czteroletnią siostrą. Chyba nikogo nie zdziwię, pisząc, że to bohaterka niezwykle irytująca, ale przecież to znak rozpoznawczy Kasi ;) Jednak to także dziewczyna, która bardzo dzielnie walczy z przeciwnościami losu i stara się zapewnić byt swojej młodszej siostrze. Kalina chciałaby zawsze mieć kontrolę nas własnym życiem, ale jak wiemy, życia nie idzie zaplanować... Nathan to drań, arogancki dupek i kobieciarz lubiący sprawować kontrolę. Boi się zaangażowania, bo uważa, że nie umie kochać. Woli mieć utrzymanki, z którymi uprawia tylko nieobowiązujący seks. Czy poznając Kalinę, nieczuły drań odkryje w sobie nieznane pokłady miłości? 
I Nathan i Kalina wzbudzają w czytelniku wiele skrajnych emocji. Dzielimy z nimi ich smutki i radości, wzruszamy się oraz kibicujemy im w pojawiającym się między nimi uczuciu. I mimo tego, że każdy z nich ma wady, każdy z nich potrafi wkurzyć, czy zirytować, to ja ich naprawdę polubiłam, a Nathan skradł kawałek mojego serca.

Ta historia to naprawdę rollercoaster emocji i wrażeń. Zakończenie Was zaskoczy i na pewno od razu będziecie chciały poznać dalszy ciąg tej hipnotyzującej, magnetycznej i wciągającej opowieści. 

Sponsor to powieść, w której oczywiście znajdziecie dramaty, gorące sceny seksu oraz wyrazistych i charakterystycznych bohaterów, którzy nie raz doprowadzą Was do szewskiej pasji. Muszę jeszcze nadmienić, że książka jest dość nieprzewidywalna, więc naprawdę przygotujcie się na wiele niezapomnianych wrażeń. Do lektury polecam winko lub inne trunki wyskokowe, wtedy łatwiej nie zwariować ;) Kasia wie, jak banalną historię zamienić w coś wyjątkowego, o czym przez długi czas nie można zapomnieć. To kolejny literacki sztos…, który gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Kasi i Editio Red.
Until Nico - Aurora Rose Reynolds

Until Nico - Aurora Rose Reynolds

„Gdyby nie zgubiony telefon, Sophie Grates nigdy nie poznałaby Nica Maysona. Chłopak mógł wzbudzać lęk umięśnioną, wysportowaną sylwetką i licznymi tatuażami. Natomiast skromna, nieco nieśmiała, pracowita i bardzo poukładana Sophie zupełnie do niego nie pasowała. Była cichą szkolną bibliotekarką o trudnej przeszłości, podkochującą się w filmowym gwiazdorze i marzącą tylko o spokojnym życiu. Gdy pojawił się Nico, mroczny łowca nagród, który zwrócił jej telefon i za chwilę skradł jej serce, jej uporządkowany świat stanął do góry nogami.

Dla Nica od początku było jasne, że Sophie jest kobietą jego życia. On, który dotąd nie umawiał się z dziewczynami, tylko z nimi sypiał, stał się nagle łagodny, cierpliwy, kochający. Otoczył dziewczynę opieką i czułością, pragnąc tylko, by czuła się przy nim bezpiecznie. Ta słodka istota już po krótkim czasie zdała sobie sprawę, że poza tym wytatuowanym mięśniakiem nie istnieje dla niej żaden inny mężczyzna. I że dla niego może wyjść poza swoje ograniczenia, okazać odwagę, zmierzyć się z mroczną tragedią, która kiedyś zniszczyła jej pierwszą miłość...”

Until Nico opowiada historię ostatniego z braci Mason. Bardzo czekałam na ten tom, bo Nico wydawał się mnie tym najbardziej niepokornym i tajemniczym bratem… Tak jak i Asher, Trevor i Cash nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, ale czy miał szansę z rodzinną legendą?

„Nigdy wcześniej nie pozwoliłem, by jakaś kobieta na mnie wpływała, nigdy nie obchodziło mnie, co one mylą, mówią lub robią. Przez całe życie słuchałem o poznaniu tej jedynej i zawsze myślałem, że to stek bzdur. To znaczy do czasu, aż Asher poznał November, Trevor się ogarnął i zdobył Liz, a potem Cash zaczął być z Lilly. A później poczułem to na własnej skórze, gdy zobaczyłem Sophie.” 

Niewątpliwie jest to powieść lekka i przyjemna w odbiorze, która nie raz doprowadzi Was do uśmiechu na twarzy. Pojawia się w niej także sporo scen seksu, więc osoby, które lubią, gdy ich krew zostaje doprowadzana do wrzenia, na pewno będą usatysfakcjonowane. Bardzo spodobała mi się kreacja Nico (jak i każdego z braci), gdyż uwielbiam takich samczych i władczych bohaterów, którzy lubią postawić na swoim, a kobiety traktują jak własność, ale i najcenniejszy skarb. Postać Sophie także została bardzo dobrze nakreślona, dziewczyna cały czas borykała się z demonami z przeszłości i to właśnie Nico pomógł jej się z nimi rozliczyć i je odgonić. Razem tworzyli świetną parę i z uśmiechem na ustach czytałam ich historię.

„Until Nico” to książka, przy której na pewno miło spędzicie czas. To historia, która opowiada o miłości, przyjaźni, o trudnej i bolesnej przeszłości oraz przede wszystkim o sile przebaczania. Poruszająca, emocjonująca, idealna na jesienne wieczory. 

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.
Księżniczka popiołu - Laura Sebastian

Księżniczka popiołu - Laura Sebastian

„Theodosia miała sześć lat, kiedy jej kraj został zaatakowany, a jej matkę, Królową Ognia, zamordowano na jej oczach. Tego dnia Kaiser odebrał jej rodzinę, kraj i imię. Theo została koronowana na Księżniczkę Popiołów, otrzymując hańbiący tytuł, miała się wstydzić w nowym życiu spędzonym jako więzień.

Przez dekadę była niewolnicą we własnym pałacu. Znosiła niezliczone akty przemocy i kpiny ze strony Kaisera i jego dworu. Była bezsilna, a przeżyć w nowym świecie udało jej się tylko dzięki zakopaniu głęboko w swoim wnętrzu dziewczyny, którą była wcześniej.

Pewnej nocy Kaiser zmusza ją do zrobienia czegoś niewyobrażalnego. Z krwią na rękach i nadzieją na odzyskanie utraconego tronu, Theo zdaje sobie sprawę, że przetrwanie już jej nie wystarczy. Posiada przy tym broń – umysł ostrzejszy niż jakikolwiek miecz. Przez dziesięć lat Księżniczka Popiołów patrzyła, jak plądrowano jej kraj i niewolono naród. Teraz to wszystko ma się jednak skończyć…”

„Księżniczka popiołu” to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i świetnie spędziłam przy niej czas. To książka przepełniona emocjami, które dla czytelnika stają się wręcz namacalne. Odczuwamy ból, cierpienie i zmagamy się z wszystkimi dylematami bohaterów. Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i już teraz niecierpliwie czekam na kolejny tom. 

Akcja książki jest według mnie taka w sam raz. Nie wlecze się zbytnio, ale też nie pędzi na łeb na szyję, bombardując czytelnika wydarzeniami i informacjami. Autorka wszystko wyważyła i rozłożyła w czasie, a to bardzo przypadło mi do gustu. Poza tym nie liczcie na jakieś spektakularne zwroty akcji, bo ich tutaj nie znajdziecie. Nie jest to żadnym minusem, gdyż autorka położyła nacisk na działania wedle planu i akurat tutaj bardzo się to sprawdziło. 

W książce pojawia się także wątek miłosny, który jednym przypadnie do gustu, a innym niestety nie. Dlaczego tak piszę? Ponieważ będzie to trójkąt miłosny, który nie wszystkim zawsze odpowiada. Sama czasami mam z tym problem, jednak do tej opowieści pasował mi on idealnie. Jak możecie się domyślić, to Theo będzie miała dylemat, bo poczuje uczucie do dwóch niesamowicie różnych od siebie młodych mężczyzn. Jeden z nich to przyjaciel z dzieciństwa, który stoi po tej samej stronie co dziewczyna, a drugi to syn jej największego wroga. Ten wątek okazał się dość nieprzewidywalny i z chęcią zabrałabym się już za kolejny tom, by przekonać się, jak dalej autorka to wszystko pociągnęła.

Bardzo spodobała się mi kreacja głównych bohaterów i każdego z nich obdarzyłam sympatią, choć nie ukrywam, że Theo nie raz irytowała mnie swoim niezdecydowaniem. 

Myślę, że Księżniczka popiołu przypadnie do gustu fanom powieści młodzieżowych, w których pojawiają się elementy fantastyki. Zdecydowanie jest to książka, która dostarcza wielu emocji i wrażeń. Przepadłam w tej historii z kretesem i już teraz chcę więcej.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.
Misja Wywiad z Alicją Wlazło

Misja Wywiad z Alicją Wlazło

Serdecznie zapraszamy na Misję Wywiad z Alicją Wlazło. Najciekawsze według autorki pytanie zadała Jolanta Ostaszewska. 

Izę prosimy o kontakt na maila stawska19@gmail.com. Na wiadomość czekamy trzy dni, później nagroda przepada. W treści wiadomości prosimy wpisać dane do wysyłki oraz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.




Ewelina Nawara 

Droga Alicjo, nieśmiało pytam, kto jest Twoim ulubionym, polskim pisarzem. Drugie pytanie, w podobnym klimacie, kto jest Twoim ulubionym blogerem książkowym? Odpowiadaj śmiało, ani ja, ni Maria nie będziemy zaglądać do odpowiedzi.

Tak, jestem pewna, że nie zajrzycie! (śmiech) Oczywiście uwielbiam Was obie, Ewelinko i Marysiu, mam nadzieję, że w to nie wątpicie!

Odpowiem po kolei, jeśli chodzi o ulubionego polskiego pisarza odpowiedź nasunęłam mi się bardzo szybko. Mianowicie jest to Michał Gołkowski – nie dość, że uwielbiam jego „Komornika“ to ogromnie podoba mi się sposób, w jaki promuje siebie i swoje dzieła. Jest otwarty, pewny siebie, a zarazem przystępny w stosunku do swoich fanów. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie, ponieważ do tej pory nie było mi dane spotkać go osobiście.

Jeśli natomiast chodzi o blogera, nie potrafię jednoznacznie stwierdzić – uwielbiam blog Eweliny, oczywiście, ale również Kasi z Niekulturalnie, gdzie porusza naprawdę interesujące kwestie, a także recenzuje mangi. Kocham Papierową Łowczynię oraz Dominikę z Atramentowych Książek za optymizm obu dziewczyn i miłość do literatury. Cenię Aleksandrę 
z Demonicznych Książek, która jest jedyna w swoim rodzaju… Mogłabym długo wymieniać!


Lenka Schleigther 

Co Cię ujęło w literaturze fantasy, że zdecydowałaś się napisać książkę właśnie  w tym nurcie?

Literatura fantastyczna istnieje w moim życiu odkąd skończyłam dwanaście lat i nie wyobrażam sobie, że kiedyś jej zabraknie. W pewnym momencie zdecydowałam, że sama pragnę tworzyć historie pełne magii i przygód, bohaterów, którzy nie poddają się przeciwnością losu, nawet jeżeli oznacza to przeniesienie do obcego świata.

Jednak najbardziej ujmuje mnie w fantasy fakt, iż tak naprawdę nikt nie narzuca żadnych reguł czy granic – to my, twórcy, sami je tworzymy, a dzięki temu odczuwamy wolność w pełni. Kocham to uczucie, gdy siedzę przed pustą kartką i wiem, że mogę dosłownie wszystko!


Marcin Litwiniuk 

Gdyby znalazła się Pani w świecie wykreowanym w mroku, to w jakiej roli?
Byłoby miło gdyby uzasadniła Pani swą odpowiedź.

Powiem szczerze, że to trudne pytanie. Z jednej strony chciałabym oczywiście wstąpić w szeregi Zaprzysiężonych, jednak wiedząc, jaką cenę trzeba zapłacić za przynależność do ich grupy, zastanowiłabym się dwukrotnie. Magia kusi, ale nie jest warta tak wielkich poświęceń. Dlatego chyba mimo wszystko wolałabym zostać człowiekiem, ale silnym, który w razie zagrożania, 
poradzi sobie w każdej sytuacji. Chociaż nie powiem, z chęcią odwiedziłabym Apon i usłyszała krzyk wielobarwnych pawi, a może przeszłabym przez portal do rodzinnego świata Bolvarka i odkryła, jakie tajemnice skrywa jego przeszłość.

Beata Musiał 

Czy uważa Pani, ze literatura fantasy bardziej przyciąga mężczyzn, zarówno pisarzy, jak i czytelników, jaki jest sekret książek tego typu i ich popularności wśród płci przeciwnej?

Bardzo możliwe, że dzieje się właśnie tak, jak napisałaś. A może jest to spowodowane tym, iż my, kobiety chcemy tchnąć zbyt wiele emocji i przeżyć do książek fantastycznych, podczas gdy niekoniecznie takie podejście może okazać się właściwym? Mam wrażenie, że książki napisane 
przez mężczyzn są konkretniejsze, pełne mięsa, że tak powiem, a zarazem – właśnie dzięki braku nadmiernego roztkliwiania się nad bolączkami bohaterów – pozostawiają spore pole dla wyobraźni czytelników. Przyznam, że sama często wolę sięgać po literaturę pisaną przez mężczyzn, co więcej próbuję czerpać jak najwięcej z ich dzieł i połączyć nowe doświadczenia wraz z moim indywidualnym kobiecym stylem pisania. Ciekawa jestem mieszanki, jaka z tego powstanie. Z pewnością będzie wybuchowa! (śmiech)

Czy pisanie opowieści o magicznej stronie życia daje twórcy większą przyjemność, niż pisanie historii o romantycznej miłości?

Ostatnio pisałam właśnie oba typu historii i dzięki temu jestem na świeżo z tematem. Przyznam,  że muszę odpowiedzieć – nie wiem. Każdy typ powieści daje inny rodzaj przyjemności, co więcej każdą historię, czy to fantastykę, czy romans (choć również nietypowy), dostosowuję do własnego charakteru. Mieszam, dodaję, dopisuję sceny, wzmacniam atmosferę, tak aby opowieść wciągnęła mnie do granic – wtedy zyskuję pewność, że czytelnikom również się spodoba.

Jednak rzeczywiście w fantastyce jest coś takiego, pewna wolność, można rzec - niezmierzona, 
której nie doświadczymy podczas odwzorowywania świata rzeczywistego w historii 
romantyczniej osadzonej w obecnych realiach. Fantastyka pozwala nam, twórcom, rozwinąć 
skrzydła i wznieść się niezwykle wysoko, niebo zostawiając daleko w tyle.

Krzysztof Piersa 

Gdyby Netflix zekranizowałby "Mrok" to kogo widziałabyś w obsadzie.

Wreszcie mogę się podzielić nowym pomysłem! Powiem Ci, że wcześniej miałam spory 
problem z aktorką, która mogłaby zagrać Laureen, żadna nie pasowała mi w stu procentach. 
Ostatnio  jednak przeglądałam sieć i natrafiłam na zdjęcia z filmu Wonder Woman. I to właśnie odtwórczynię  głównej roli, Gal Gadot, obsadziłabym jako Lori. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego – wystarczy spojrzeć na jej świetną grę, a także nieprzeciętną urodę.

Natomiast jeśli chodzi o Sigarra – pozwolicie, że skupię się na tych dwóch głównych postaciach 
– nie mam jednego typu, natomiast uważam, że jego rolę mogli by z pewnością zagrać: Jason 
Momoa, Aidan Turner czy też Kit Harington.


Jolanta Ostaszewska 

Czy jest jakaś bajka ogólnie znana, którą zmieniłaby Pani w mroczną historię?

Raz próbowałam zmienić kopciuszka, jednak nie za bardzo mi to wyszło – miało to miejsce, gdy dopiero zaczynałam pisać. Teraz jednak z chęcią wzięłabym na warsztat bajkę o dziewczynce z zapałkami, chociaż nie wiem, czy wyszłaby mrocznie, czy może raczej utrzymałaby się bardziej 
w konwencji fantastycznej.

Co do mrocznej wersji z pewnością mogłabym zamienić w nią Czerwonego Kapturka, Małą 
Syrenkę czy też Pocahontas. Och, chciałabym napisać również kiedyś wersję Mulan, jednak 
obawiam się, że nie umiałabym stworzyć strasznej historii – zbyt mocno lubię główną 
bohaterkę oraz cenię jej odwagę.

Czy chciałaby Pani udać się w wyjątkową podróż, niekoniecznie w realne miejsca, mogą być 
z książki,filmu, jeżeli tak to dokąd i dlaczego?

Oczywiście, że bym chciała! Jak pewnie większość czytelników nie pogardziłabym podróżą do Hogwartu, Shire czy też Narnii. Jednak muszę przyznać, że najbardziej kuszą mnie moje własne powieści i światy w nich wykreowane, chciałabym się po prostu przekonać, czy opisałam 
wszystkie szczegóły wystarczająco dobrze i czy bohaterowie kiedyś się nie skrzykną i nie 
wypomną mi, że mogłam postarać się bardziej! (śmiech)

Klaudia Saternus 

Witaj, Alicjo. Co cię natknęło, aby napisać właśnie tę, a nie inną książkę?

Witaj, Klaudio!

To był impuls. Siedziałam na macierzyńskim i odczuwałam nudę, czytałam wtedy sporo książek, głównie fantastycznych. Większości nie pamiętam, ale z pewnością wśród ich autorów 
znaleźliby się: Trudi Canavan, Terry Pratchett cz też Cassandra Clare. Pewnego dnia poczułam, 
że pragnę tworzyć, zostawić coś po sobie, spróbować swoich sił, a w jakim innym gatunku 
miałabym spróbować, jeżeli nie w fantastyce? „Mrok“ jest powieścią o tyle dla mnie ważną, ponieważ jest pierwszą napisaną przeze mnie książką i to właśnie na nim uczyłam się warsztatu. Sądzę, że  dobrze się stało, iż zadebiutowałam właśnie tym tytułem.

Jakie ciekawe przygody i zdarzenia spotkały cię podczas jej tworzenia, które wpłynęły na losy bohaterów i które pomogły ci stworzyć coś o czym nawet nie pomyślałaś podczas jej tworzenia?

Niestety muszę cię zmartwić, ponieważ podczas pisania jestem zazwyczaj zamknięta w świecie książki i zwyczajnie nie pozostaje mi czasu na nic poza nią. Jednak przygody przeżywane 
na równi z bohaterami, zarowno „Mroku“, jak i innych powieści, wystarczają mi w zupełności.

Katarzyna Jankowska-Nelup 

Alicja, dołączam. Kiedy przyszli do Ciebie bohaterowie i jak to wyglądało?

Z „Mrokiem“ i jego bohaterami było inaczej niż z innymi powieściami. Tak naprawdę nie wołali mnie, nie nęcili, a przynajmniej nie z początku. Odnoszę wrażenie, że to raczej ja musiałam ich skusić, by zdecydowali się przyjść właśnie do mnie. Jednak dopiero stawiałam pierwsze kroki w pisarskim świecie i nie wiedziałam, jaki system jest tym najlepszym dla mnie. Teraz to do 
bohaterów należy zadanie, by zwrócić moją uwagę na tyle długo, bym zdecydowała się 
wrzucić jakiś tekst przed szereg innych. Pracuję teraz nad jedną powieścią, którą po prostu 
muszę napisać po ukończeniu „Obleczonych“, a tym samym przed rozpoczęciem prac nad 
trzecią księgą „Zaprzysiężonych“. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że jeśli jej nie napiszę, moje zdrowie psychicznie może poważnie przy tym ucierpieć! (śmiech)

I czy możesz zdradzić nam jaka była pierwsza wersja Mroku? Czy mocno różniła się od obecnej?

Pierwsza wersja „Mroku“ była straszna. Gorzej, tragiczna, a przynajmniej jeżeli chodzi o 
poziom językowy. Ukończyłam ją w ciągu około ośmiu, może dziesięciu miesięcy, jednak 
okazało się, że miałam tak niewypracowany styl, iż musiałam przepisywać całość od nowa. 
Dodam, że całość została napisana w pierwszej osobie liczby pojedynczej z perspektywy 
Laureen. Inni  bohaterowie nie zyskali wtedy jeszcze prawa głosu. Jestem w stanie stwierdzić, że pierwsza  wersja diametralnie różni się od powieści, którą znacie – na szczęście!


Ewelina Łukawska 

Gdyby mogła Pani cofnąć się w czasie zrobiłaby to Pani? Jeśli tak czy wykorzystałaby Pani to, by coś zmienić?

Miałam odpowiedzieć, że nie, ale potem przyszła do mnie jedna myśl, a wraz z nią jedno 
wydarzenie. W wieku dwunastu lat, próbowałam napisać powieść kryminalną, jednak 
przez słowa krytyki porzuciłam projekt. Tym razem bym tego nie zrobiła, ponieważ życie
 nauczyło mnie, by walczyć o swoje, chociażby nie wiem, jakie przeciwności zgotował nam przewrotny los!

Małgorzata Żebrowska 

Co robisz, gdy nie piszesz?

Czytam, rysuję, oglądam seriale, anime, czytam mangi, spędzam czas z rodziną, zajmuję się 
domem i na dodatek pracuję na pełen etat. Trochę się tego uzbierało, ale kocham każdy 
aspekt z mojego życia, czuję się spełniona, a przecież o to chyba w życiu chodzi, prawda?
Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger