reklama

niedziela, 15 maja 2016

Kobieta o imieniu Liz - Krystian Warzocha

"Kobieta o imieniu Liz" to debiutancka powieść Krystiana Warzochy, po której spodziewałam się wiele. Ciekawy blurb i intrygująca okładka, dały mi nadzieję na naprawdę bardzo ciekawą lekturę. A jak było w rzeczywistości? Zapraszam na recenzję.

Liz jest tłumaczką w prężnie rozwijającej się firmie. Jej znakiem rozpoznawczym jest burza ciemnych włosów. Pewnego wieczora zostaje uratowana z opresji przez przystojnego nieznajomego. Na pierwszy rzut oka widać, że oboje są sobą zafascynowani, a po kilku dniach przez przypadek spotykają się w ulubionej kawiarni Liz. Niestety niespodziewany telefon przerywa urocze spotkanie. Liz uważa, że to już koniec i więcej się nie spotkają, jednak podczas kolejnej wizyty w kawiarni znajduje tajemniczy liścik. Czy ich spotkanie było przypadkiem? Czy może przeznaczeniem? Czy ta znajomość zaowocuje jakimś głębszym uczuciem? Odpowiedzi na te pytanie odnajdziecie czytając "Kobietę o imieniu Liz".

"Krystian Warzocha - chemik, który w życiu próbował już wiele. osoba pełna skrajności. Artystyczna dusza, pełna potężnej wyobraźni, owinięta w analityczny, ścisły umysł, Najważniejsza dla niego jest rodzina, której oddaje się całkowicie. Szczęśliwy, gdy w zaciszu domowego ogniska może dać się pochłonąć mrocznym wizjom Briana Lumley,a albo analizować setki dowodów z bohaterami stworzonymi przez Jeffreya Deaver,a."

Przyznam się Wam szczerze, że po przeczytaniu debiutu Krystiana Warzochy, nie mam pojęcia co mogłabym napisać, by nie skrzywdzić autora. Niestety zawsze lepiej wychodzi mi pisanie dobrych recenzji, te złe to nic miłego i zawsze ciężko przychodzi mi pisanie niepochlebnych opinii. Jednakże muszę być obiektywna, i napisać to co czuję i czułam podczas czytania tejże powieści.

Autor wymyślił naprawdę bardzo ciekawy pomysł na fabułę, z której mogło wyjść coś niesamowitego i zapierającego dech w piersiach. Niestety coś poszło nie tak, i książkę z wielkim trudem doczytałam do końca. A tak wiele nadziei wiązałam z tą powieścią.

Krystian Warzocha poruszył w swojej książce wiele ważnych i trudnych tematów, jednak w moim odczuciu zostały one opisane pobieżnie, tak by tylko było co przeczytać. I mimo że książka jest pełna momentów radości jak i wzruszeń, to we mnie nie obudziła ona żadnych emocji. Podczas lektury czułam się po prostu obojętna, a to w mojej ocenie bardzo ważne kryterium tego, jak oceniam daną powieść.

Kreacja bohaterów też nie wyszła autorowi zbyt dobrze. Cały czas strasznie mnie irytowali, ci główni bohaterowie jak i drugoplanowi, okazali się mało realni i wręcz przerysowani, a wewnętrzne monologi głównej bohaterki po kilkudziesięciu stronach zaczęłam po prostu omijać. 

Moim zdaniem ta historia jest prawdopodobna, ale w takim wydaniu, jakie zaserwował nam Krystian Warzocha, jest mało wiarygodna, nieatrakcyjna, niezbyt wciągająca i po prostu nużąca.

"Kobieta o imieniu Liz" to książka, którą po prostu odkładam na półkę i raczej do niej nie wrócę. Wiem jednak, że jeżeli pan Krystian wyda kolejną książkę, to przeczytam ją z czystej ciekawości, bo nigdy nie skreślam autora po jednym niezbyt udanym dziele, które w dodatku jest debiutem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.



6 komentarzy:

  1. Mimo wszystko jestem tej pozycji ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej jestem za tym byś ją przeczytała :)

      Usuń
  2. Lubię wyrabiać sobie własną opinię, mimo że książka komuś się nie spodobała. Zawsze szukam pozytywów w danej pozycji. Sięgnę po Kobietę o imieniu Liz z czystej ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak samo :) Niestety ta pozycja w moim odczuciu oprócz ciekawego pomysłu na fabułę nie ma nic co mogłoby być plusem. I niestety bardzo nad tym ubolewam, bo byłam strasznie zaintrygowana tą powieścią.

      Usuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.