Dziewczyna, którą znał - Tracey Garvis Graves - Fragment powieści

1


Annika
CHICAGO 
Sierpień 2001


Ze wszystkich miejsc, w których mogłam na niego wpaść, los wybrał właśnie Dominick's. Kręcę się przy lodówkach, szukając truskawek do porannego smoothie, gdy nagle gdzieś po mojej prawej stronie słyszę niepewnie brzmiący męski głos.
– Annika?
Kątem oka dostrzegam wyraz jego twarzy. Chociaż minęło dziesięć lat, od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, a ja często nie rozpoznaję ludzi, gdy się ich nie spodziewam, tym razem nie mam wątpliwości. Wiem, że to jest on. Czuję nadchodzące drżenie, jakby ciche dudnienie odległego pociągu, i jestem wdzięczna za zimny powiew od strony lodówek, jako że temperatura mojego ciała nagle podskoczyła. Mam ochotę zapomnieć o truskawkach i skierować się prosto do wyjścia. Wciąż jednak w mojej głowie niczym mantra pobrzmiewają słowa Tiny: „Nie uciekaj od odpowiedzialności. Bądź sobą”.
Biorę nierówny oddech, który ledwie dociera do moich płuc, po czym odwracam się w jego stronę.
– Cześć, Jonathan.
– To naprawdę ty – mówi.
Uśmiecham się.
– Tak. 
Moje włosy, niegdyś długie do pasa i zazwyczaj „wołające szczotkę”, teraz proste i lśniące, ledwie sięgają mi do ramion. Dopasowana bluzka oraz obcisłe spodnie, które mam na sobie, bardzo różnią się od mojej garderoby z czasów college'u, składającej się głównie z sukienek oraz spódnic o dwa numery za dużych. To ta odmiana prawdopodobnie tak go uderzyła.
On natomiast, mimo swoich trzydziestu dwóch lat, wciąż wygląda dla mnie tak samo: ciemne włosy, niebieskie oczy, szerokie ramiona pływaka. Nie uśmiecha się, lecz jego brwi nie są zmarszczone. Chociaż znacznie poprawiłam swoją umiejętność odczytywania ludzkich emocji i innych niewerbalnych znaków, nie potrafię stwierdzić, czy jest zły albo czy czuje się zraniony. Ma prawo i do jednego, i do drugiego.
Postępujemy krok do przodu, by się uściskać, ponieważ nawet ja zdaję sobie sprawę z tego, że po tak długim czasie – i po tym wszystkim, co razem przeszliśmy – po prostu tak wypada. Gdy tylko mnie obejmuje, nagle czuję się bezpieczna. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Zapach chloru, który kiedyś na stałe przylegał do jego skóry, zniknął zastąpiony aromatem lasu, na szczęście nie tak ciężkim ani mdlącym.
Nie mam pojęcia, dlaczego przyjechał do Chicago. Prestiżowa firma z Nowego Jorku świadcząca usługi finansowe zgarnęła Jonathana z Illinois, zanim jeszcze atrament zdążył wyschnąć na jego dyplomie, gdy to, co kiedyś było planami dla dwojga, zmieniło się w karierę solową.
Odsuwamy się od siebie. 
– Byłam pewna, że mieszkasz… Jesteś tu w sprawach biznesowych? – Potykam się o własne słowa.
– Już ponad pięć lat temu przeniosłem się do biura w Chicago – mówi. 
To niesamowite, że przez cały ten czas, kiedy poruszałam się po mieście, które teraz nazywam domem, nigdy nie przypuszczałam, że moglibyśmy na siebie wpaść, że w ogóle istnieje taka możliwość. Ile razy byliśmy oddaleni od siebie zaledwie o mile, w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy? Jak często był tuż za mną lub przede mną na zatłoczonym chodniku? A może jedliśmy kiedyś w tej samej restauracji?
– Moja mama potrzebowała kogoś, kto będzie nadzorował jej opiekę – wyjaśnia.
Jego mamę spotkałam co prawda tylko raz, ale to wystarczyło, bym polubiła ją jak własną. Miło było zobaczyć, po kim Jonathan odziedziczył dobroć.
– Pozdrów ją ode mnie.
– Zmarła kilka lat temu. Demencja. Lekarz mówił, że prawdopodobnie cierpiała na nią już od dawna.
– Nazywała mnie Katherine i zawsze gubiła gdzieś klucze – mówię, ponieważ doskonale to pamiętam. Teraz jej zachowanie nabiera sensu.
Reaguje krótkim skinieniem głowy.
– Pracujesz w śródmieściu? – pyta.
Zamykam drzwi lodówki, trochę zażenowana tym, że zostawiłam je otwarte przez cały ten czas.
– Tak, w bibliotece imienia Harolda Waszyngtona.
Na jego twarzy po raz pierwszy gości uśmiech.
– Całkiem nieźle.
Panuje niezręczne milczenie. Jonathan zawsze brał na siebie prowadzenie rozmowy, ale tym razem mi nie odpuszcza. Cisza staje się ogłuszająca.
– Miło było cię spotkać – wypalam. Mój głos wydaje się bardziej piskliwy niż zazwyczaj. Czuję ciepło na twarzy i żałuję, że jednak nie zostawiłam otwartych drzwi lodówki.
– Ciebie również.
Kiedy odwraca się, by odejść, uczucie tęsknoty uderza we mnie tak mocno, że uginają się pode mną kolana. Zbieram się na odwagę.
– Jonathan?
Kiedy odwraca się w moją stronę, dostrzegam lekko uniesione brwi.
– Tak?
– Miałbyś ochotę czasem gdzieś wyskoczyć? – Czuję napięcie, gdy powracają wspomnienia. Mówię sobie, że to niesprawiedliwe w stosunku do niego, już dość zrobiłam.
Waha się przez chwilę.
– Jasne, Anniko. – Wyciąga długopis z wewnętrznej kieszeni płaszcza, a następnie sięga po kartkę z listą zakupów, którą trzymam w ręku. Na tylnej stronie zapisuje numer telefonu.
– Niedługo zadzwonię – obiecuję.
Kiwa głową z obojętnym wyrazem twarzy. Prawdopodobnie myśli, że tego nie zrobię. Nie winię go za to.
Ale zadzwonię. I przeproszę. Zapytam, czy moglibyśmy zacząć od nowa. Czyste konto, tak mu powiem.
Pragnę zastąpić jego wspomnienia o dziewczynie, którą znał, całkiem nowymi – o kobiecie, którą się stałam.


2


Annika
CHICAGO 
Sierpień 2001 


Podczas mojej pierwszej sesji terapeutycznej z Tiną, pięć minut zajęło mi przyzwyczajanie oczu do panującego w pokoju półmroku. Kiedy w końcu udało mi się zobaczyć wszystko wyraźnie, zdałam sobie sprawę, że efekt ten był zamierzony, a wszystko w pomieszczeniu zostało ustawione w taki sposób, aby oddziaływało uspokajająco. Jedynym źródłem światła była lampa z kremowym abażurem stojąca w rogu, która rzucała na ścianę cienie. Meble pokryte brązową skórą były miękkie jak masło pod opuszkami palców, a pokrywający podłogę gruby dywan zachęcał do zrzucenia butów, by rozkoszować się dotykiem jego miękkich, puszystych włókien. 
– Spotkałam Jonathana – mówię Tinie na mojej cotygodniowej wizycie, zanim jeszcze zdąży zamknąć drzwi. Siada na fotelu, a ja osuwam się na kanapie. Jej poduszki otulają mnie, jak zawsze łagodząc mój niepokój związany z byciem tutaj. 
– Kiedy?
– W ostatni wtorek. Gdy wracałam z pracy, wstąpiłam do Dominick's. I on tam był.
Spędziłyśmy wiele godzin, rozmawiając o Jonathanie. Na pewno jest ciekawa tego, co jej powiem, jednak wyraz jej twarzy jak zawsze pozostaje dla mnie zagadką.
– Jak było?
– Przypomniałam sobie, jak mówiłaś, co powinnam zrobić, jeśli kiedykolwiek go spotkam. – Rozpogadzam się, siadając trochę wyżej, mimo że kanapa usilnie próbuje mnie pochłonąć.
– Przeprowadziliśmy rozmowę. Była krótka, ale przyjemna.
– Jeszcze kilka lat temu nie zdobyłabyś się na to.
– Jeszcze kilka lat temu uciekłabym tylnym wyjściem i zaszyła się na dwa dni w łóżku. – Gdy w końcu wróciłam do domu, czułam się wyczerpana. Pomimo tego, że chciałam zapomnieć o żalu, który czułam z powodu śmierci matki Jonathana, rozpłakałam się jak bóbr, ponieważ on teraz nie ma już żadnego rodzica. Nie pomyślałam nawet o tym, by powiedzieć mu, jak bardzo jest mi przykro. Mimo zmęczenia tej nocy długo nie mogłam zasnąć.
– Myślałam, że jest w Nowym Jorku.
– Był, ale przeniósł się tutaj, by opiekować się swoją mamą, zanim zmarła. Tak naprawdę to wszystko, co wiem.
Pojawienie się Jonathana było tak niespodziewane, tak nieprawdopodobne, że nie zdążyłam zadać mu wielu pytań, które dopiero później przyszły mi do głowy. Z opóźnieniem zrozumiałam, że nie wiem nawet, czy on jest żonaty. Zwyczajne opuszczenie wzroku na palec serdeczny w poszukiwaniu obrączki jest tego rodzaju rozwiązaniem, na które zawsze wpadam po fakcie. W przypadku Jonathana – dwa pełne dni później.
– Jak sądzisz, co działo się w głowie Jonathana wtedy, gdy zobaczył cię w tamtym sklepie?
Tina doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężko mi zrozumieć, co czują inni ludzie, więc jej pytanie nie jest dla mnie zaskoczeniem. Przez te dziesięć lat, kiedy ostatnio widziałam Jonathana, wielokrotnie wspominałam ostatnie tygodnie naszego związku, odtwarzając w głowie ostatnią wiadomość, jaką mi zostawił. Tina pomogła mi spojrzeć na te wydarzenia oczami Jonathana i to, co sobie wówczas uświadomiłam, sprawiło, że poczułam wstyd. 
– Nie wydawał się zły ani zraniony – mówię, wiedząc, że nie jest to odpowiedź na jej pytanie. Tina dokładnie zna obraz sytuacji, więc równie dobrze to ona mogłaby mi powiedzieć, co czuł Jonathan. Ona po prostu chce usłyszeć moje zdanie. W naszych sesjach najbardziej cenię to, że swobodnie decyduję o przebiegu rozmowy, więc Tina nie będzie naciskać. W każdym razie nie za bardzo. 
– A jaki się wydawał?
– Chyba obojętny. Uśmiechnął się, gdy wspomniałam o bibliotece. Już zaczynał odchodzić, gdy zapytałam go, czy nie chciałby gdzieś czasem wyskoczyć. Dał mi swój numer.
– Zrobiłaś naprawdę duże postępy, Anniko. Powinnaś być z siebie dumna.
– Chyba nie wierzy, że do niego zadzwonię.
– A zadzwonisz?
Choć czuję niepokój, gdy wyobrażam sobie ścieżkę, którą zamierzam podążać, odpowiadam stanowczo:
– Tak.
Przyglądam się wyrazowi jej twarzy i choć nie mogę być całkowicie pewna, to wydaje mi się, że dostrzegam zadowolenie.

5 komentarzy:

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger