reklama

środa, 27 stycznia 2016

Złodziejka marzeń -Anna Sakowicz

 Miałam niekłamaną przyjemność zaznajomić się z historią, która jest kolejnym dowodem na to, że życie zaczyna się po czterdziestce. ;) Ehhh aż chciałoby się rzucić wszystko w cholerę, spakować walizkę (tak jakbym mało się ich napakowała w swoim życiu) i pognać przed siebie. Tylko dokąd? Ale czy to ważne dokąd? Czy zastanawialiście się kiedyś, czy gdzieś są miejsca i ludzie, których jeśli nie zobaczycie i nie poznacie to może coś stracicie, może coś Was ominie? Ja mam tak często, ale czy rzeczywiście odważyłabym się na taki krok?

"Joanna to czterdziestoletnia nauczycielka samotnie wychowująca nastoletnią córkę Lusię. Zmęczona pracą zawodową postanawia iść na urlop zdrowotny i zacząć realizować swe marzenia. Zamiast odpoczywać, musi jednak wyjechać, by zaopiekować się chorą ciocią. Pobyt w Starogardzie Gdańskim okazuje się pełen niespodzianek. Joanna zaczyna pisać, prowadzi "śledztwo" dotyczące przystojnego sąsiada i udziela się w hospicjum, przede wszystkim jednak wskutek tych doświadczeń całkowicie odmienia swe życie."


"Złodziejka marzeń" to druga, po zbiorze humoresek "Żółta tabletka", książka Anny Sakowicz. Autorka jest  absolwentką filologii polskiej, filozofii i edukacji filozoficznej oraz edytorstwa współczesnego. Prowadzi również dwa blogi: www.kuradomowa.blogujaca.pl i www.annasakowicz-blog.pl, więc śmiem twierdzić, że pisanie nie jest jej obce.:) W historii Joanny dopatrzyłam się sporo zbieżności z biografią Anny Sakowicz, są to fakty powszechnie znane, jak i również takie, o istnieniu których, ja posiadam wiedzę. Skąd? Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą ;) "Złodziejka marzeń" to historia przypominająca trochę Rozlewisko, Grocholę i generalnie literaturę tego typu. Nie będę ukrywać, że lubię właśnie tego typu książki. Czterdziestolatka, mama nastoletniej bardzo rezolutnej córki, wywraca swoje życie do góry nogami, zmieniając miejsce zamieszkania. Próba zaklimatyzowania i integracji z mieszkańcami nowego miejsca, uruchamia lawinę zabawnych sytuacji. Z pozoru lekko i przyjemnie. Jednak nie do końca. Autorka porusza również ważne i trudne tematy. Opisując swój wolontariat w hospicjum dla dzieci, zmusza nas do refleksji nad nieuchronnością losu. Zostajemy zetknięci z chorobą, cierpieniem, bezsilnością rodziców w obliczu śmiertelnej choroby własnego dziecka, ale i z siłą i bezkompromisową wolą walki dzieci. Ponadto zainspirowano mnie ponownie albo może przypomniano mi, że kiedyś miałam zamiar zostać dawcą szpiku kostnego i tym razem to będzie chyba ten ostateczny impuls do zrobienia tego kroku. Kim jest tytułowa Złodziejka marzeń? Myślę,że każda z nas odnajdzie cząstkę siebie w bohaterce tej powieści. Joanna to kobieta "po przejściach" jak niejedna z nas, targana emocjami, jednak z dużym dystansem do siebie. Lekko szalona, z poczuciem humoru, mająca takie same rozterki życiowe jak tysiące innych kobiet.
Napisana lekkim językiem powieść może rozbawić do łez, ale i poruszyć nasze serca. Czegóż chcieć więcej? Żeby jednak nie było tak słodko do końca, muszę wyznać, że miałam jeden mały problem podczas czytania. Mianowicie irytowało mnie, "nazywanie rzeczy po imieniu" i nie chodzi mi wcale o wulgaryzmy, które były zręcznie zakamuflowane, ale o używanie niektórych określeń, które bardzo przypominają mi styl Joanny Chmielewskiej, a z moją mistrzynią nikt nie może się równać. ;) Jednak to niewielkie "przewinienie" nie było w stanie odebrać mi przyjemności z jaką zagłębiałam się w historię Joanny. Jak wspominałam  już wcześniej ktoś mógłby powiedzieć: "ale to już było", niemniej jednak, zawsze przyjemnie dowiedzieć się, że ktoś inny przeżywa podobne rozterki i zmaga się z podobnymi problemami jak my. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, której premiera już za kilka dni. Polecam serdecznie!



Ps. Zapomniałabym : Życie naprawdę zaczyna się po czterdziestce ;)

2 komentarze:

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.