poniedziałek, 15 lutego 2016

Ósmy kolor tęczy - Martyna Senator (patronat medialny)



Rzadko zdarza mi się, że oceniam książki po okładce, jednak w tym przypadku od samego początku byłam przekonana, że najnowsza powieść Martyny Senator pt. „Ósmy kolor tęczy”, na pewno mnie nie rozczaruje. Spójrzcie tylko… ta okładka jest po prostu przepiękna, więc z ogromną przyjemnością zabrałam się za lekturę. Wcześniej nie znałam twórczości Pani Martyny, ale to nic straconego, bo lubię poznawać nowych polskich autorów.

Co mogę napisać Wam o tej książce? Może to, że jestem oczarowana, zachwycona i totalnie zauroczona. Czy to odpowiednia rekomendacja, by po nią sięgnąć? Jeśli nie, to zaraz postaram się przekonać Was, że „Ósmy kolor tęczy”, to przecudowna powieść o tym jakie życie potrafi być okrutne, by za chwilę totalnie nas zaskoczyć.

Lilka – nasza bohaterka, jest niewidoma. Wzrok straciła kilka lat wcześniej na skutek wypadku samochodowego w którym zginęła jej mama. Powiem szczerze, że do tej pory nigdy nie czytałam powieści opisanej z perspektywy niewidomego i jestem pod ogromnym wrażeniem. Lilka jest przecudną osobą, a świat postrzega zupełnie inaczej niż my. Pamięta jak wygląda rzeczywistość, ale teraz może jedynie wyobrażać ją sobie na „tablicy”, którą ma w głowie. Lilkę poznajemy  w momencie, gdy podczas wakacji zaczyna nadrabiać materiał i przygotowywać się do zdania matury. Indywidualny tok nauki pozwala jej zamykać się w swoim świecie, a Lilka praktycznie nie wychodzi z domu. Dziewczyna obwinia się o śmierć mamy, a ta trauma nie pozwala jej iść na przód. Dziewczyna nie robi z siebie ofiary, moim zdaniem jest bardzo dzielna, ale przez swoją wrażliwość staje się po prostu nerwowa, czasami wybuchowa i emocjonalnie reaguje w różnych sytuacjach. Tak właśnie poznajemy Tomka – kolegę ze studiów siostry Lilki - Patrycji, który niefortunnie wypowiada komentarz na temat przyjaciela Lilki - Mikołaja, a Lilka od razu skreśla chłopaka, nic o nim nie wiedząc.

Zrządzenie losu sprawia, że to właśnie Tomek będzie nowym korepetytorem Lilki z fizyki i chcąc nie chcąc Lilka będzie musiała spędzać z nim czas. Domyślacie się co będzie dalej? Uwierzcie mi, że trudno tutaj przewidzieć co stanie się na następnej stronie. W dodatku Tomek też skrywa pewien sekret, który jest ważnym szczegółem tej powieści. Czyta się z ciekawością i wypiekami na twarzy, i ciągle chce się więcej i więcej…

„Wcześniej patrzyłam na otaczającą mnie rzeczywistość jak na barwny obraz. Teraz odbieram ją każdym ocalałym zmysłem. Nie patrzę na ogień, tylko wygrzewam się w jego cieple. Nie upajam się widokiem kwiatów, tylko rozkoszuję się ich zapachem. Na sycę oczu wypiekami babci, tylko delektuję się ich smakiem. Każde doznanie jest mocniejsze i bardziej wyraziste. Moja wyobraźnia dostała paletę barw, o jakiej mi się nie śniło, a jednak nie ma dnia, abym nie tęskniła za tym dawnym życiem, w którym niebo bywało szare, a wschód słońca nie zawsze zapierał dech w piersiach.

Ósmy kolor tęczy”, to powieść, która wzbudza w człowieku przeróżne uczucia. Raz śmiałam się z zabawnych dialogów i prób Tomka, gdy próbował opisać Lilce, to co dzieje się w koło. Chmury jak grube owce totalnie mnie rozbawiły. Innym razem współczułam jej i Tomkowi, a moje serce ściskało się w ogromnym żalu i niesprawiedliwości jaka dotknęła Lilkę i jej rodzinę, oraz tego cudownego chłopaka. Może jestem wrażliwa, ale ta książka doprowadziła mnie do łez i to niejednokrotnie. Zaczynając czytać nie spodziewałam się tego, co „zrobi” ze mną najnowsza powieść Martyny Senator.

Autorka posługuje się tak pięknym i lekkim językiem, że czyta się szybko i płynnie, a jednocześnie masz ogromną satysfakcję, że możesz być malutką częścią tej przepięknej historii. Świat opisywane przez Lilkę (a tym samym przez autorkę) jest inny, ale jakże piękny, chociaż chwilami bardzo smutny. Ogromnie polubiłam Tomka i siostrę Lilki oraz Klaudię, ale wszystkie postacie zostały wykreowane naprawdę dobrze i można się z nimi zżyć. Empatia, to słowo, które pierwsze nasuwa mi się, gdy myślę o tym co czułam czytając tę powieść.  A zakończenie? Płakałam okrutnie i ledwo mogłam skończyć czytać, a potem potrzebowałam dobrych kilku chwil, by się uspokoić… i kolejnych dni na ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie.

Ósmy kolor tęczy”, to nie jest kolejny romans, to nie new adult czy kolejna obyczajówka, to… COŚ WIĘCEJ. To wyższy poziom, który wywołuje w czytelniku tyle emocji, że trudno zapanować nad własnymi odczuciami.  Autorka zaskakuje, wzrusza, skłania do refleksji i daje nam odczuć tak szeroki wachlarz wrażeń, że z mojej strony składam Pani Martynie ogromne gratulacje, bo dawno jakakolwiek książka nie wywarła na mnie, aż tak ogromnego wrażenia. Jestem przeszczęśliwa, że mogłam przeczytać „Ósmy kolor tęczy” jeszcze przed premierą, a nasz blog i fan page będą dumnym patronatem medialnym tej cudownej powieści. 



SERDECZNIE POLECAM! 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Videograf.

Premiera: 15 luty 2016

1 komentarz:

  1. O, muszę przeczytać, koniecznie!
    Uwielbiam takie powieści.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.