wtorek, 24 października 2017

Zdobyć Rosie. Początek gry - Kirsty Moseley


Bardzo lubię książki Kirsty Moseley, więc z ogromną przyjemnością zabrałam się za czytanie „Zdobyć Rosie. Początek gry”. W tej części poznajemy historię Rosie i Nate'a, czyli  przyjaciół Anny i Ashtona, których poznaliśmy we wcześniejszych tomach serii Nic do stracenia. Czy autorka kolejny raz napisała historię ciekawą i wciągającą? O tym w mojej recenzji. Zapraszam.

Nate to niepoprawny podrywacz i łamacz kobiecych serc. Jego życie pełne jest przelotnych romansów i niezobowiązującego seksu. Mężczyzna zazdrości Annie i Ashtonowi szczęśliwego związku, ale wie, że on sam jeszcze nie do dorósł do tego, by się ustatkować i wytrwać w stałym związku. A może jednak...? Gdy na jego drodze pojawia się Rosie, przyjaciółka Anny, mężczyzna postanawia i ją „zaliczyć”, jednak Rosie to twarda sztuka i udaje jej się oprzeć urokowi Nate'a. Poza tym to kobieta, która nie szuka przelotnego romansu, bo potrzebuje mężczyzny, który da jej poczucie bezpieczeństwa i pokocha ją z całym bagażem z przeszłości. Oczywiście Nate łatwo się nie podda, ale czy uda mu się zdobyć piękną Rosie? Przekonajcie się sami. 

Tak jak napisałam wyżej, bardzo lubię książki Kirsty Moseley, przeczytałam wszystkie, które ukazały się w Polsce i żadna z nich mnie nie zawiodła. Niestety, jeżeli chodzi o „Zdobyć Rosie. Początek gry” to mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony książka mi się podobała, ale przez głównego bohatera muszę trochę zaniżyć jej ocenę. Jeżeli znacie książki tej autorki, to wiecie, że ma ona tendencję do przerysowywania męskich bohaterów i o ile w innych jej powieściach jakoś mi to nie przeszkadzało, to teraz za sprawą kreacji Nate'a momentami wychodziłam z siebie i rwałam włosy z głowy. Nawet nie wiem co o nim napisać, bo na język cisną mi się bardzo niecenzuralne słowa. Przez połowę książki zachowywał się jak jurny byczek, który myśli tylko o jednym, a przy tym robił to w tak słodki sposób, że naprawdę miałam problem, żeby to czytać. Do tego nazywał Rosie tak dziwnymi określeniami, że czasami czytałam je po kilka razy z nadzieją, że coś źle zostało napisane. Niestety morelko, herbatniczku, paseczku było na porządku dziennym. Na całe szczęście Nate gdzieś w połowie książki się zmienia, może i dalej jest zbyt cukierkowaty i mówi na Rosie „paseczku”, ale udało mu się zyskać moją sympatię i nawet zaczęłam mu kibicować w jego walce o serce kobiety. Trochę się rozpisałam na temat tego bohatera, ale mam nadzieję, że rozumiecie, że musiałam wyrzucić to z siebie.

Dosyć już tego mojego biadolenia, bo summa summarum książka mi się podobała , mimo nerwicy zafundowanej przez głównego bohatera (za to jednak spory minus). Autorka na pewno potrafi zaciekawić czytelnika, choć powieść napisana jest według utartych schematów i nie ma w sobie zbyt wielu tajemnic. Może zabrakło mi jakiegoś spektakularnego dramatu, ale czasami dobrze przeczytać coś, co nie doprowadza do płaczu. Na pewno sięgnę po kontynuację, bo jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy tej dwójki. 

Plusem tej powieści na pewno jest to, że dowiadujemy się, co dalej dzieje się w życiu Anny i Ashtona, bo kilka razy pojawiają się w tej historii. U nich wiele zmian, ale o tym cicho sza.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

12 komentarzy:

  1. Nie czytałam tej serii, ale zaciekawiła mnie.:)
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej autorki przeczytałam Chłopak który zakradł sie do mnie przez okno. Zasnatawialam sie nad innymi jej książkami ale jakos opisy mnie nie zachecaly. Czytając recenzje zastanowie sie nad nia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja lubię jej książki, ale uważam, że Chłopak był najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja, jak zwykle, jestem "do tyłu" z lekturami i już dwie książki tej autorki czekają na mojej półce i domagają się uwagi. Z tego, co napisałaś wnioskuję, że kreacja bohaterów jest ogromnie istotnym elementem powieści - Nate wzburzył Ci krew niekoniecznie we właściwy, pożądany sposób😉 "Zachowywał się jak jurny byczek" - określenie świetne! Widzę, że książka jest godna uwagi - silne emocje przy lekturze gwarantowane.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam tej serii, ale brzmi ciekawie;) Osobiście też nie lubię takich cukierkowatych określeń, więc pewnie omijałabym je wzrokiem:P

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nic nie czytałam tej autorki... Ale większość już mam jej książek także szukać teraz czasu trzeba...

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że dam szansę tej książce, chociaż moje spotkanie z "Nic do stracenia" nie skończyło się dobrze, bo książki nie dałam rady nawet dokończyć. Mimo to, że nie skreśliłam autorki i chcę przeczytać coś innego. Myślę, że to właśnie tę historię przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super recenzja.Uśmiechałam się czytając o męskim bohaterze.Koniecznie muszę poznać tą autorkę i jej twórczość.
    Pozdrawiam.
    czytanestrony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że większość z nas chciałaby mieć "u swojego boku" drugą osobę na której może polegać, której bezgranicznie ufa i która akceptują ją mimo wszystko i z całym bagażem z przeszłości.
    Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  10. No przyznam ze "paseczku" to dość dziwne okrslenie kobiety nieco śmieszne :D mimo że główny bohater jest zbyt słodki aż mdlący mogłabym stwierdzić to jednak to mnie nie zniechęca i chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam jedną książkę przeczytaną Kirsty Moseley a jest to "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno", i z przyjemnością zapoznam się z resztą jej książek wydanych w POLSCE. Zaciekawiły mnie te "dziwne określenia", tylko najpierw muszę zapoznać się z początkiem serii.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dotychczas nie czytałam żadnej książki spod pióra autorki, po super recenzji czuje, że to był błąd.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.