Na dnie duszy - Anna Sakowicz (PRZEDPREMIEROWO, PATRONAT MEDIALNY)

W końcu i moje ukochane miasto rodzinne Stargard doczekało się swojego piewcy, a właściwie piewczyni w osobie stargardzianki Ani Sakowicz. W swojej najnowszej powieści „Na dnie duszy” autorka umieściła akcję fabuły w dużej mierze w Stargardzie, przybliżając wygląd miasta, ale również zabierając nas w sentymentalną podróż po Stargardzie sprzed 30 i 40 lat.
Nasz blog ma przyjemność jako jedyny obejmować książkę patronatem medialnym, choć łatwo nie było go zdobyć, ale tym większa satysfakcja z jego posiadania.

„Rozalia, Donata i Inga.

Trzy pokolenia kobiet żyjących w różnych czasach. Mają swoje rodziny, domy, codzienność. Każda z nich ma też swoje emocje, pragnienia, radości… Kiedy ich marzenia zderzają się z rzeczywistością, myślą, że tak musi być, że takie jest życie, że jest to, co jest.

Jednak z biegiem lat zauważają, że jest o wiele więcej. To, co naprawdę ważne, jest głęboko ukryte na dnie każdej duszy… Często zostaje tam na zawsze. A czasem trzeba je znaleźć i wydobyć za wszelką cenę i ze wszystkich sił. Nieważne bowiem, ile błędów popełniliśmy, ale że wciąż chcemy je naprawiać.

Pozornie zwyczajna historia, jakich wiele, a jednocześnie pełna niespodziewanych zwrotów akcji, dawnych tajemnic i zaskakujących wyborów.

Ta intrygująca opowieść pochłonie cię bez reszty i zadziwi niejeden raz! Bo dla każdego ta sama przeszłość wygląda inaczej… „

No i w końcu nadszedł ten dzień! Dzień, w którym mogę powiedzieć, że piszą o mnie w książkach!!! Czas umierać! :D Oczywiście to żart grubymi nićmi szyty, ale w jakimś stopniu między innymi moja skromna osoba, zainspirowała autorkę do umieszczenia w książce kilku wpisów.
Zapewne nie jest już żadną tajemnicą, że znamy się z Anią od najmłodszych lat. Wychowałyśmy się na tym samym osiedlu, w tym samym bloku, na jednym piętrze dosłownie drzwi w drzwi po sąsiedzku.:) Dzielimy wiele cudownych wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to nasze podwórko (ale nie tylko) stawało się areną dla naszych dziecięcych fantazji tych zwyczajnych, jak i tych, które przyprawiały naszych rodziców o bezsenne noce :)

„Inicjacja nastąpiła tuż za blokami, na poligonie wojskowym. Ktoś wyciągnął paczkę papierosów. Zaśmiali się, że teraz czas na sporty, bo sport to samo zdrowie. Jeden papieros odpalony przez dziewczynę o krótkich jasnych włosach w koszulce w paski wędrował z ust do ust. Co chwilę rozlegało się kaszlnięcie, ale najważniejsze, że za papierosem szła torebka z cukierkami. Czekoladopodobny wyrób o lekko miętowym zapachu smakował wtedy najlepiej na świecie. Każdy chciał zagryźć nikotynę. Od tego dnia Inga i Paweł zostali członkami osiedlowej bandy składającej się z czterech dziewczyn i dwóch chłopaków w różnym wieku – od siedmiu do dwunastu lat.”

Śmiem twierdzić, że ta „dziewczyna o krótkich jasnych włosach” to mogłam być ja, a nasza „banda podwórkowa” to były właśnie cztery dziewczyny i dwóch chłopaków. Jak widać, tworząc fabułę do tej książki, Ania miała sprawę ułatwioną, wystarczyło sięgnąć pamięcią wstecz do czasów dzieciństwa i przelać wspomnienia na papier. ;)
I choć okres naszego dzieciństwa przypada na siermiężne lata PRL-u to gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym niczego ani jednego dnia, ani nawet jednej godziny. To był świetny czas i cieszę się, że dzieliłam go z kimś takim jak Ania Sakowicz. Ehh marzy mi się wehikuł czasu….

Pomijając Stargard i moje koligacje z autorką oraz fakt, że w związku z tym bardzo trudno być obiektywnym, rzetelnie i uczciwie chcę przyznać, że Ania stworzyła naprawdę świetną historię. Książka różni się od tego, co do tej pory wyszło spod pióra autorki, ale napisana jest w takim samym charakterystycznym dla niej stylu. Niebanalna historia rodzinna opowiadana przez babkę jej córkę i wnuczkę. Historia, w której seniorka rodziny, na swój pokrętny sposób, poprzez uknutą przez siebie intrygę, próbuje przekazać rodzinie, aby nie zapomnieli o tym, co jest w życiu najważniejsze.
Anna Sakowicz stworzyła nietuzinkowych, pełnokrwistych bohaterów, którzy potrafią wywołać najprzeróżniejsze emocje, nie pomijając tych najbardziej skrajnych. Od wzruszenia, przez zażenowanie, aż po najprawdziwszą złość.

„Na dnie duszy” to bardzo mądra książka mówiąca przede wszystkim o wybaczaniu. O tym, jak ważne jest rozliczenie się z przeszłością po to, aby żyć w zgodzie z samym sobą. Opowiada również o tym, jak daleko idące konsekwencje ma to, w jakich relacjach rodzinnych byliśmy wychowywani. Pokazuje jak czasy i kultura, w jakiej dorastaliśmy, niejednokrotnie definiuje nas samych i to jakimi zostajemy rodzicami.

Ta książka nie pozostawi Was obojętnych, ale również sprawi, że zaczniecie zadawać sobie pytania. Pytania, na które odpowiedzi musicie szukać na dnie własnej duszy…

"Kiedyś czytała wiersz Ericha Frieda Co jest. Pamiętała
go doskonale. Można się bać, podawać wszystko
w wątpliwość, twierdzić, że to bez sensu, ale miłość
zawsze uparcie i niezmiennie powtórzy, że „jest, co
jest”. I może właśnie o to chodzi, by doceniać to, co się
ma, a nie szukać dziury w całym? Gdyby mogła, powiedziałaby
to babce. Jest, co jest, i trzeba się z tego
cieszyć!"

Polecam gorąco! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Edipresse Książki.

12 komentarzy:

  1. Ha, ha :) Dziękuję! Blondynkę dobrze rozszyfrowałaś. :) Pisanie tej książki i przenoszenie się wspomnieniami w lata dzieciństwa, to była czysta przyjemność. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam 😀 Zawsze miałam głupie pomysły, ale między innymi dzięki temu mamy co wspominać 😉

      Usuń
    2. To było najlepsze dzieciństwo :)

      Usuń
  2. Mam rodzinę w Stargardzie chętnie zapoznam się z książką i z miastem w którym co wakacje spędzałam czas u wujków, cioć i kuzynów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy ponownie do Stargardu ☺️

      Usuń
  3. Chętnie przeczytam, moje lata dzieciństwa również przypadały w czasach PRL-u, trudne, ale dziś z perspektywy czasu piękne. Wróciły wspomnienia... I w książce jest coś o czym lubię czytać, historia opowiedziana przez trzy pokolenia kobiet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego ciekawa intryga jaką uknuła seniorka rodu..... z za grobu :)

      Usuń
  4. Jak już ten wehikuł czas skądś zdobedziesz to daj znać, sama chetnie przeniosę sie do czasów gdzie śnieg był po kolana, a latem z ognisk wracaliśmy całą bandą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale długa recenzja wow :o
    Dzięki może się skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pierwszy raz napisałam taką długą :D

      Usuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger