Nigdy nie mówię nigdy - Marta W. Staniszewska (PATRONAT MEDIALNY PRZEDPREMIEROWO)

Z pewnymi autorkami jest tak, że z niecierpliwością czeka się na każdą kolejną premierę, a gdy ta nastąpi, to bierzemy książkę w ciemno, bo z góry zakładamy, że nas nie zawiedzie. Marta Staniszewska to swojego rodzaju pewniak jeśli chodzi o gatunek romans. Czytałam każdą jej książkę i do tej pory nie miałam do powiedzenia ani złego słowa. No, może oprócz tego, że na kolejne swoje powieści długo każe nam Marta czekać, ale zazwyczaj... Było warto. Co się więc stało tym razem? Zaraz Wam wszystko wyjaśnię.

Opis z okładki:

Trzydziestoletnia, atrakcyjna bizneswoman z sukcesami zdecydowanie nie pozna mężczyzny, po którym spodziewa się tylko i wyłącznie najgorszego. Mężczyźni nie są jej potrzebni do życia, wierzy, że miłość to sterta bzdur i zbędna fatyga. Jeśli więc jesteś wystarczająco bezczelny i odważny zaryzykuj odrzucenie i zdobądź jej serce… 

Pochłaniająca opowieść o kobiecie i mężczyźnie którzy po życiu nie oczekiwali niczego, a dostali znacznie więcej niż tylko przelotny romans.

Naprawdę nie wiem od czego zacząć, bo ta książka mnie... Znudziła. Naprawdę. Wiecie, że nie jestem najlepsza w krytykowaniu, zwłaszcza koleżanek po piórze, ale tutaj Marta najnormalniej w świecie dała ciała. Opis zwiastował naprawdę świetną historię, taką jakie lubię, z wyrazistą i pewną siebie bohaterką, a Samantha to takie flaki z olejem. Niby pani projektantka wnętrz, wie czego chce, a jednak nie wie. Schemat goni schemat. Główny bohater - Henry, miał być arogancki i bezczelny, więc liczyłam, że, gdy te dwa żywioły się spotkają, to będzie pożar, tsunami, tornado, a tu wyszło jakoś tak... Nijak. No i te intrygi. Ja od razu wszystkiego się domyśliłam. Nie wiem? Może jako autorka Królowa Dramatów mam za duże wymagania? Wiedziałam, że w pewnym momencie pojawią się problemy, bo nie może być słodko, ale tutaj... Jejku, to było takie banalne i infantylne... Wybacz mi, Marto, ale naprawdę tym razem nie trafiłaś do mojego serducha. Mam nadzieję, że kolejna Twoja książka wywrze na mnie dużo lepsze wrażenie.

I na koniec dodam tylko, że ten cały akapit wyżej, to żart! :) Każde słowo należy zrozumieć na opak. 

Słowem wyjaśnienia:

Nasza Samantha, to kobieta z krwi i kości. Charakterna! Nie irytująca, nie infantylna, a naprawdę fajna babka. Jedna z niewielu bohaterek, które da się szczerze lubić. Wie czego chce, ma świetną pracę, którą kocha, cel w życiu, ale cholernie boi się miłości, i choć się do tego nie przyznaje, to w głębi serca jej pragnie. Z góry skreśla facetów, bo nie wierzy, że może być z kimś szczęśliwa, ale gdy trafia na Henrego...

Henry - świetny facet, od razu go polubiłam. Nie muszę dodawać chyba, że jest przystojny. Ma własny klub, więc kobiety i imprezy nie są dla niego czymś od czego stroni, ale od pierwszej chwili w której ujrzał Samanthę wiedział, że to coś więcej. Że ta kobieta nie będzie mu obojętna. I tu zaczyna iskrzyć. Od samego początku.

Fabuła wciągnęła mnie od pierwszej strony, ale faktycznie wiedziałam, że coś w końcu musi się wydarzyć, tyle że nie przewidziałam kompletnie niczego. Jestem beksa, więc i tutaj zdarzyło mi się uronić kilka łez. I to niejeden raz. 

No i sceny... Momenty! Ja podziwiam to, jak Marta pięknie operuje słowem. Jej styl z książki na książkę jest coraz lepszy. I nie tylko ja tak uważam, więc liczę, że autorka w końcu w to uwierzy.

Dodatkowo "Nigdy nie mówię nigdy"  to Spin off serii “Nigdy…", a tak naprawdę trzecia część, ale z nowymi bohaterami. Nie obawiajcie się jednak klątwy kolejnego tomu, bo historia Samanthy i Henrego jest równie gorąca i wciągająca, jak poprzednie. 

No i okładka! Najlepsza ze wszystkich z tej serii.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten mały żarcik na początku i doczytacie recenzję do końca. Nie pozostaje mi już nic innego, jak kolejny raz polecić Wam książkę Marty Staniszewskiej. To pozycja obowiązkowa dla każdej fanki romansów erotycznych!

Za możliwość przeczytania dziękuję autorce i wydawnictwu Psychoskok.



7 komentarzy:

  1. No to mnie nabrałaś, Kaśka😂😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Od razu będzie wiadomo, kto przeczytał recenzję, a kto nie :-D
    Odnośnie książki- czuję się zaintrygowana ;-)
    Buziaki :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja, a książka oczywiście bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Intrygująca recenzja. Muszę przeczytać tą serię, jeszcze nie miałam okazji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie czytałam nic tej autorki, muszę nadrobić

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger