Birthday girl - Penelope Douglas (PATRONAT MEDIALNY)

„Jordan
Przygarnął mnie, gdy nie miałam dokąd iść. Nie wykorzystuje mnie, nie rani ani o mnie nie zapomina. Nie traktuje tak, jakbym była niczym. Nie bierze mnie za pewnik. Nie sprawia, że czuję się zagrożona. Nie zapomina o mnie. Śmieje się razem ze mną. Patrzy na mnie. Słucha. Broni. Zauważa. Czuję na sobie jego oczy, gdy razem jemy śniadanie. Kiedy wraca z pracy, moje serce zaczyna bić szybciej na dźwięk parkującego na podjeździe samochodu. Muszę to zatrzymać. To się nie może wydarzyć. Siostra powiedziała mi kiedyś, że porządni faceci nie istnieją, a nawet jeśli na jakiegoś trafię, to i tak pewnie będzie zajęty. Sęk w tym, że to nie Pike Lawson jest zajęty. Tylko ja.

Pikei
Przygarnąłem ją, bo myślałem, że jej pomagam. W zamian czasem coś ugotuje i trochę posprząta. Jasny układ. Szybko zrozumiałem, że to wcale nie będzie takie proste. Muszę się powściągać, by o niej nie myśleć i przestać wstrzymywać oddech za każdym razem, gdy trafiamy na siebie w domu. Nie mogę jej dotknąć i nie powinienem tego pragnąć. Jednak za każdym razem, kiedy nasze ścieżki się przecinają, ona coraz bardziej staje się częścią mnie. Nie możemy sobie na to pozwolić. Ma dziewiętnaście lat, a ja trzydzieści osiem. Jestem ojcem jej chłopaka. I tak się niefortunnie składa, że oboje właśnie wprowadzili się do mojego domu.” 

„Brithday girl” to powieść, której się troszkę obawiałam, bo zawsze się lękam, gdy w książkach pojawia się wątek miłosny, w którym bohaterów dzieli duża różnica wieku. Zawsze mam obawy, jak go odbiorę, gdyż sama mam córkę, która już za kilka miesięcy stanie się osobą pełnoletnią i zawsze podczas czytania książki z takim wątkiem, boję się, że to moja córka zastąpi mi główną bohaterkę. Już raz tak się stało i zbyt dobrze nie wspominam spotkania z historią zawartą w powieści. Na całe szczęście w tym przypadku moje obawy były na wyrost, gdyż autorka wszystko opisała subtelnie, z wyczuciem i przede wszystkim smakiem. Sam wątek zakazanego uczucia został przedstawiony w taki sposób, że nie przytłacza i nie wywołuje zniesmaczenia, gdyż miłość pomiędzy bohaterami nie pojawia się jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. To uczucie pojawia się powoli, każdego dnia dojrzewając, by w kulminacyjnym momencie wybuchnąć. Oboje wiedzą, że nie powinni być ze sobą, że nie powinni darzyć się uczuciem, by nie krzywdzić innych, ale nie są w stanie wygrać z uczuciami, które szaleją w ich sercach. Pełni obaw i lęków stawiają wszystko na jedną kartę. Czy był to dobry wybór? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„Czas mija szybciej od wystrzelonej kuli, a strach podsuwa nam wymówki. Pragniemy ich, bo wstrzymują nas od zrobienia tego, co powinniśmy zrobić. Nie wątp w siebie, nie podważaj własnych decyzji i nie pozwól, alby strach cię przed czymś powstrzymał. Nie bądź leniwa. Nie rób niczego, opierając się tylko na tym, jak szczęśliwi będą przez to inni. Po prostu to zrób, dobrze?”

Bohaterowie są cudowni. Jestem przekonana, że polubicie Jordan i pokochacie Pikei’a. Mnie ten mężczyzna skradł serce, no ale kurczę to naprawdę cudowny facet. Nie jest ideałem, nie jest milionerem, ale jest mężczyzną, który jest w stanie podbić serce niejednej kobiety. Pikei ma już za sobą lata młodości, w których popełniał wiele błędów, teraz to facet ustatkowany, który próbuje na nowo ułożyć swoje relacje z synem, od którego się oddalił. Krok po kroku próbuje odbudować łączące ich więzi, a jednym z takich kroków jest propozycja wspólnego mieszkania. Cole wprowadza się do ojca wraz ze swoją dziewczyną Jordan. Cole nie jest chłopakiem idealnym, to leń, nierób i leser. Niestety nie polubiłam go, ale pod koniec książki zmieniłam o nim zdanie. Jego wcześniejsza postawa wynikała z wielu czynników, o których lepiej nie będę Wam wspominać. Gdy w domu Pikei’a pojawiła się Jordan, mężczyzna poczuł, że to właśnie tutaj jest jej miejsce. Dziewczyna zajmowała się domem, coraz bardziej zbliżając się do zakazanego mężczyzny. Z każdym dniem tygodniem i miesiącem coraz bardziej odczuwali wzajemne przyciąganie, a gdy doszło do pierwszego zbliżenia, oboje wiedzieli, że nie ma już odwrotu… 

„Birthday girl” to powieść, która uwodzi, zniewala i od której nie sposób się uwolnić. To grzeszna książka, która rozpala zmysły, a napięcie seksualne pomiędzy bohaterami doprowadza krew do wrzenia. Dzięki tej książce inaczej spojrzałam na romans pomiędzy nastolatką, a starszym mężczyzną, autorka rzuciła mi na niego nowe światło i zamieniła go w coś fascynującego i tylko troszkę zakazanego…

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.

3 komentarze:

  1. Początkowo nie miałam tej książki w planach, ale coraz bardziej mnie zaczyna do niej ciągnąć... Może akurat kiedyś spróbuję :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moge sie doczekac az poczytam ta ksiazke :)
    Pozdrawiam,
    Pola z https://czytamytu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Copyright © 2014 Kobiece Recenzje , Blogger