reklama

środa, 16 listopada 2016

Uwikłani. Hudson - Laurelin Paige

„Uwikłani. Hudson” Laurelin Paige to powieść, po którą bałam się sięgnąć i cały czas odkładałam ją na później. Chyba obawiałam się tego, co ma do powiedzenia Hudson. Wiedziałam, że autorka obnaży jego wnętrze i pozwoli nam zajrzeć w głąb jego duszy oraz serca. Jednak teraz wiem, że moje obawy były na wyrost i cieszę się, że poznałam tę historię z perspektywy samego Hudsona Pierce'a. Zapraszam na recenzję.

Chyba każdy kto poznał trylogię „Uwikłani” zadawał sobie pytanie dlaczego Hudson jest jaki jest. Dlaczego manipuluje ludźmi, prowadzi z nimi swoje gry i dlaczego w jego życiu tak ważną rolę odgrywa Celia. W czwartej części, która jest niewątpliwym smaczkiem dla fanów tej serii, autorka odkrywa wszystkie karty i pokazuje prawdziwą twarz Hudsona Pierce'a. Czy Wam się ona spodoba? Tego nie wiem, ale wiem, że koniecznie musicie poznać jego punk widzenia.

Laurelin Paige podzieliła swoją książkę na dwie części – PRZED i PO. Oczywiście PRZED to wszystkie wydarzenia, które wydarzyły się zanim Hudson poznał Alaynę. Jest to przeszłość, której do tej pory nie znaliśmy. Hudson przedstawiony jest jako mężczyzna zimny, niedostępny, którego serce zastępuje kawałek lodu. Nie interesują go bliższe relacje z kobietami, wystarcza mu sam seks bez zobowiązań. W tej części pojawia się także bardzo rozbudowany wątek z Celią, z którego dowiadujemy się co tak naprawdę wydarzyło się między nimi i jak rozpoczęła się ich gra.

Część PO, rozpoczyna się w momencie kiedy Hudson po raz pierwszy widzi Alaynę i co wtedy czuje...

„[...]
-Ona się nazywa Alayna Withers.
Wzdycham, wkurzony tym, że Celia zauważyła moje zainteresowanie. W tej samej chwili czuję uścisk w piersi. Znam jej imię! To nic wielkiego, a poza tym wszyscy w tym pomieszczeniu też na pewno to wiedzą. Ale mnie wystarcza ta jedna, drobna informacja o niej. Wymawiam to imię cicho pod nosem. Zaznajamiam się z nim. Czuję jego smak na języku.
Pomieszczenie nadal jest zaciemnione, a scena stanowi jedyne oświetlone miejsce. Ja jednak mam wrażenie, że otaczająca mnie ciemność się rozprasza.
I nagle widzę światło.”

Nie nastawiajcie się, że w tej części dostaniecie same „odgrzane kotlety”, bo choć pojawia się wiele sytuacji, które były w poprzednich częściach, to są one okrojone, a za to pojawia się wiele nowych scen, które pokazują Hudsona w zupełnie innym świetle. Oczywiście nie zabraknie też Celi, która misternie uknuła całą intrygę przeciwko Alaynie. Przyznam się Wam, że ta postać cały czas mnie irytowała, ale teraz już wiem, że gdyby nie ona, to miłosna historia Hudsona i Alayny nie byłaby tak intrygująca oraz fascynująca.

Laurelin Paige cały czas trzyma poziom, a książka wciąga już od pierwszej strony. Teraz żałuję, że tak długo czekałam, by poznać męski punkt widzenia tej całej opowieści. Przykro mi także, że to już moje ostatnie spotkanie z tymi bohaterami, ale jestem przekonana, że autorka jeszcze nieraz mnie zaskoczy w swoich innych powieściach.

Jeżeli jesteście ciekawi jaki naprawdę jest Hudson i chcecie poznać jego mroczną przeszłość, to koniecznie musicie przeczytać tę część, która da Wam odpowiedzi na wiele pytań.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



3 komentarze:

  1. książka super-bardzo fajne podsumowanie całej serii-polecam

    OdpowiedzUsuń
  2. Obecnie czytam drugi tom Uwikłąnych i przyznam, że to właśnie na relacje Hudsona czekam najbardziej ;)
    Zapraszam na mój fanpage https://www.facebook.com/justboooks

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.