reklama

środa, 1 marca 2017

Making faces - Amy Harmon

Amy Harmon, to kolejna autorka, która szturmem podbiła moje serce. Jej powieści Prawo Mojżesza oraz Pieśń Davida plasują się bardzo wysoko na mojej czytelniczej liście, więc bez żadnych obaw sięgnęłam po Making faces, powieść, która całkiem niedawno ukazała się na naszym wydawniczym rynku. Czy kolejny raz zostałam usatysfakcjonowana? Czy Amy Harmon wywołała we mnie lawinę emocji, które uwielbiam podczas czytania? Zapraszam na recenzję.

W małym miasteczku, gdzie każdy, każdego zna, mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich młody zapaśnik, Ambrose Young, przed którym kariera stała otworem. Przystojny, błyskotliwy i śmiały, nie zauważył, że nieśmiała Fern Taylor obdarzyła go uczuciem szczerym i tak silnym, że nawet czas oraz ogromna odległość nie była w stanie go zniszczyć. Fern uważała, że jest brzydka i że nigdy taki chłopak jak Ambrose nie zwróci na nią uwagi. Nie zdawała sobie jednak sprawy, jak piękne było jej wnętrze.
Ambrose po zakończeniu szkoły postanowił, że nie pójdzie na studia. Chciał od życia więcej, więc postanowił zaciągnąć się do wojska i wyjechał na wojnę. Wraz z nim pojechało czterech jego przyjaciół. Po jego wyjeździe serce Fern krwawiło z bólu, lecz dziewczyna cierpiała w milczeniu i kochała dalej, choć młody żołnierz nie wiedział nic o tym uczuciu. Czy, ta historia ma szansę na happy end? Czy po powrocie z okrutnej wojny Ambrose będzie taki sam jak wcześniej? Przekonajcie się sami.

„Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?”

„Making faces”, to przepiękna, mądra i wartościowa powieść. Uwielbiam wszystkie książki Amy Harmon, jednak „Making faces” od teraz jest moim numerem jeden. Żałuję, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki, bo to powieść, którą naprawdę warto i trzeba przeczytać. To historia, o której się nie zapomina, a bohaterowie wgryzają się w serce oraz pamięć i zostają tam na wieki. To przepiękna opowieść o poszukiwaniu miłości, prawdziwej przyjaźni, o akceptacji siebie oraz innych, o bólu, odrzuceniu, stracie, wybaczaniu oraz śmierci, która czeka każdego z nas. To książka, która ma duszę i niesie bardzo ważne przesłanie, które dotyczy akceptacji drugiego człowieka. Nieważny jest wygląd, najważniejsze jest wnętrze, czyli dusza oraz serce, które jest prawdziwym obliczem każdego człowieka. Tę powieść czyta się sercem, ona nie bawi, ona porusza do głębi i zmusza do wielu refleksji nad kruchością ludzkiej egzystencji oraz nad wyborami, które odmieniają życie.

„Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy przestają się zamazywać, ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.”

Ogromnym atutem tej powieści są bohaterowie, którzy są niezwykle naturalni oraz prawdziwi. Autorka poświęciła każdemu z nich wiele czasu oraz uwagi i mam tu na myśli naprawdę wszystkich bohaterów, bez wyjątku. Oczywiście prym wiedzie Fern oraz Ambrose. On jest miejscowym przystojniakiem, który urodę odziedziczył po biologicznym ojcu, który był Włochem. Zapaśnik przed którym kariera stoi otworem. Jednak Ambrose postanowił iść inną drogą i zaciągnął się do armii. Wraz z przyjaciółmi pojechał na wojnę, która zmieniła wszystko w jego życiu. Po powrocie otoczył się murem i odizolował się od ludzi oraz świata. Fern od zawsze uważała się za miejscową brzydulę i w skrytości serca marzyła o przystojnym kapitanie szkolnej drużyny zapaśniczej. Nie zdawała sobie sprawy, że jej piękno jest w jej wnętrzu. Po powrocie Ambrose'a z wojny postanowiła, że udowodni mu, że jego piękno też tam się znajduje. Nie mogę nie wspomnieć także o Bailey'u, kuzynie i najlepszym przyjacielu Fern, który urodził się z dystrofią mięśniową i całe życie żył z wyrokiem. Jego marzeniem było zostać bohaterem, wtedy czułby się spełniony i gotowy na to, co przyniesie mu los. Bailey, to chyba najbardziej sympatyczna postać w całej tej historii. Jest także Rita, piękna dziewczyna i przyjaciółka głównej bohaterki, która dokonała w życiu kilku złych wyborów, które okazały się tragiczne w skutkach. Są również przyjaciele Ambrose'a, waleczni żołnierze, którzy postanowili walczyć za swój kraj. O bohaterach mogłabym pisać i pisać, gdyż naprawdę każdy z nich jest godny uwagi i zapamiętania.

„Prawdziwe piękno, takie, które nie blaknie i nie umiera, wymaga czasu. Wymaga napięcia. Wymaga niewiarygodnej wytrwałości. To krople, które jedna po drugiej budują stalaktyt; to trzęsienia ziemi, które tworzą łańcuchy górskie; to fale uderzające nieustannie o brzeg, które łamią skały i wygładzają twarde krawędzie. A z tej gwałtowności, wrzawy, wściekłego wycia wiatru i szumu wody rodzi się coś lepszego, coś, co w innych okolicznościach nie mogłoby zaistnieć.”

„Making faces”, to naprawdę przepiękna, mądra i wartościowa powieść, którą polecam Wam z całego serca. Emocje dławią prawie na każdej stronie, a serce rozpada się na kawałki ze smutku, żalu, bezradności i niesprawiedliwości. To nie jest bajka ani tanie love story. To historia, która mogłaby przydarzyć się w prawdziwym życiu... a może już gdzieś się wydarzyła. Ta powieść uczy, że piękno znajduje się we wnętrzu człowieka, jednak czasami musi wydarzyć się coś bardzo złego, by można było je dostrzec. To zachwycająca opowieść o życiu, prawdziwej miłości i o przyjaźni, która trwa aż po grób.

Nieczęsto mam książkowego kaca, jednak Amy Harmon mi go zafundowała.

Takiej książki jak ta się nie zapomina!

Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.

5 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie.

    Pozdrawiam.
    Kasia z Ebookowych recenzji

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o niej a zapowiada się ciekawie ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna historia, pokochałam Fern i Ambrose :) i muszę wspomnieć że nie obyłam się bez chusteczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było podobnie :) Nie przypominam sobie żadnej książki przy której tak dużo bym płakała :)

      Usuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.