wtorek, 4 lipca 2017

Misja Wywiad z Anną Sakowicz

Po raz drugi wspólnie z Wami mieliśmy możliwość przeprowadzić naszą Misję Wywiad z Anną Sakowicz, jeśli nie  widzieliście pierwszej misji to koniecznie musicie to nadrobić! Tymczasem nadmienię tylko iż autorka za najciekawsze pytanie uznała te które zadała Bernadeta Rohda i to włąśnie do niej trafi jej powieść "Już nie uciekam"! Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.


Beata Górniewicz
1.Co spowodowało, że zaczęła Pani pisać; czy było to marzenia z dzieciństwa, czy może jakiś zbieg życiowych okoliczności to sprawił?
To było moje marzenie od dzieciństwa. Zawsze chciałam być pisarką. Jako nastolatka zapisałam trzy zeszyty opowieścią o miłości do gitarzysty z zespołu Europe. Potem razem z bratem pisałam „Dżumę”, ale kiedy dowiedziałam się, że już ktoś stworzył taką powieść, zapał minął. Mam w szufladzie kilka powieści z czasów młodzieńczych. Nigdy nie wyszły (i nie wyjdą) poza szufladę. Kiedyś bardzo bałam się krytyki. Obawiałam się, że ktoś mi powie, że nie powinnam pisać. To by mnie pewnie załamało i faktycznie przestałabym to robić.
Chyba właśnie ze strachu przed krytyką nigdy nie pokazywałam moich prób literackich. Chowałam je do szuflady, nie chwaliłam się koleżankom. Dopiero przeprowadzka w nowe miejsce, brak pracy i założenie bloga mnie ośmieliło. Zrozumiałam, że nie da rady pisać bez konfrontacji z czytelnikiem. Tak się więc zaczęło – najpierw krótkie posty, potem opowiadania i humoreski, wreszcie powieści.

2.Gdyby dziś spotkała Pani bohaterów "Już nie uciekam" i wcześniejszych części, co by im Pani powiedziała, o co spytała?
Nie wiem, to trudne pytanie. Być może gdybym spotkała Joannę, powiedziałabym jej, że zrealizowałam jej plany wydania bajki o leniusiołkach. Myślę, że byłaby zadowolona, bo honorarium ze sprzedaży książki trafi do dzieci chorych na białaczkę. Dokładnie tak, jakby chciała Asia. Może spytałabym ją o kolejne pomysły na bajki dla dzieci? Mogłabym wtedy zrealizować jej marzenia.

Robert Czyżycki
1.Interesuje mnie pani warsztat pracy. Pisarza w trakcie pracy wyobrażam sobie siedzącego za biurkiem, na którym znajduje się sterta papierów i maszyna do pisania oraz kilka kubków po kawie. W nogach jakiś kocur...To tak pewnie z jakichś starszych wiekiem lektur mam takie skojarzenia... Jak wygląda Pani otoczenie podczas tworzenia, co Pani lubi mieć, co przeszkadza itp.?
Opisał Pan idealnie stan mojego biurka. Maszynę do pisania zastąpił laptop, ale na pewno mam stertę papierów, jakieś książki, z których wcześniej robiłam research, jeden kubek po kawie (wynoszę je na bieżąco). Kot oczywiście też jest. Zawsze mi towarzyszy podczas pisania. Bywa też, że przenoszę się z laptopem w różne miejsca w domu. Czasami siadam na łóżku, czasami na balkonie, a bywa też, że pracuję przy toaletce w pokoju córki. Lubię od czasu do czasu zmienić otoczenie. Ważne, żeby była cisza. Nigdy nie słucham w trakcie pracy muzyki (rozprasza mnie). Nie lubię też, gdy ktoś jest ze mną w pokoju (wyjątkiem jest kot). Najlepsza jest samotność. W dodatku musi być pogrążona w ciszy.
2.Szczęście to pojęcie względne, dla jednych to zdrowie bliskich, dla drugich dobry samochód i pokaźna suma na koncie, dla trzecich dobra praca.. A czym dla Pani jest to szczęście?
Szczęście dla mnie to rodzina i oczywiście zdrowie bliskich. To podstawa. A dodatkiem do tego jest miłość męża, szczęście mojej córki i możliwość robienia tego, co daje satysfakcję.

Bernadeta Rohda
Bardzo mi miło, że mogę zadać Pani pytania.
1.Uwielbia Pani bawić się konwencją literacką. Czy często zdarza się Pani łamać normy literackie, by stworzyć coś zupełnie nowego? 
Faktycznie lubię bawić się konwencją literacką, lubię aluzję, groteskę i czarny humor. Jednak stosuję je zazwyczaj w opowiadaniach. Jeżeli chodzi o dłuższe formy, moim ulubionym gatunkiem jest powieść obyczajowa, a tu chyba zabawa konwencjami nie znalazłaby zrozumienia u czytelnika, ponieważ jego oczekiwania do tego typu książek są chyba zupełnie inne.

2.Każdy z nas ma w sobie coś z dziecka. Jaka była mała Ania? Czy wplata Pani w książki motywy ze swojego okresu dzieciństwa czy raczej kieruje się dorosłością i obserwacjami z niej wynikającymi?
W książkach głownie wykorzystuję to, co obserwuję jako dorosła osoba. Jednak dzieciństwo każdego z nas kształtuje, ma więc wpływ na to, jak odbieramy świat jako dorośli ludzie, więc trudno to oddzielić. Obecnie piszę powieść, w której faktycznie pojawi się kilka zdarzeń z mojego dzieciństwa. Cofam się w swojej opowieści do lat siedemdziesiątych-osiemdziesiątych, w dodatku przenoszę się do mojego rodzinnego miasta (Stargardu), więc chcąc nie chcąc, mała Ania ma tu wiele do powiedzenia. Wsłuchuję się w jej głos.

Marysia Ski
1.Czy naprawdę można dotrzeć do postawy "Już nie uciekam?". Czy faktycznie człowiek ma w sobie aż tyle siły?
Myślę, że tak. Ważne, żeby znaleźć swoje miejsce i wewnętrzny spokój. Na swoim przykładzie mogę napisać, że jeżeli wreszcie człowiek ma poczucie bezpieczeństwa i oparcie w bliskich, nie musi uciekać. Zresztą pewnie zależy, od czego chcemy uciec. Mnie tytuł powieści kojarzył się z ucieczką przed przeszłością. Nie da się wymazać całkowicie z pamięci, tego co się wydarzyło, ale można to zaakceptować. Nie zmienimy przecież tego, co już minęło.

Nela Radon
1.Jaki wpływa na Pani życie miało zostanie tzw. kura domową?
Oj, bardzo duży! Nawet nie przypuszczałam, że aby zrealizować swoje największe marzenie o pisaniu, będę musiała najpierw zostać kurą domową. Długo to nie trwało, bo po roku założyłam firmę i zaczęłam pracować, potem pisać, ale ten krótki czas, kiedy poczułam się stereotypową kurą domową, miał ogromne znaczenie. Zmotywował mnie do działania, do założenia bloga, do wyjścia poza szufladę. Dla kogoś, kto przez całe dorosłe życie pracował na etacie, to było trudne doświadczenie. Okazuje się jednak, że życie potrafi być bardzo przewrotne i ważne, żeby drobne „niedogodności” przekuć w coś wartościowego.
2.Jakie rady dałaby Pani kurom domowym, żeby nie zwariowały? Czy pisanie może być antidotum na to?
Dla mnie pisanie zawsze było antidotum na problemy. Nie wiem, czy może pomóc wszystkim. Chyba każdy powinien znaleźć swoją odskocznię, swój wentyl bezpieczeństwa. A kurom domowym poradziłabym właśnie poszukania sobie czegoś, co da im spełnienie. Jeżeli się okaże, że jest to pieczenie ciasta, to niech pieką, jeżeli malowanie obrazów, niech malują. W zajmowaniu się domem nie ma nic złego, ale trzeba znaleźć czas dla siebie, na swoje pasje. Inaczej człowiek się cofa, z czasem staje się sfrustrowany, a to nie jest dobre dla nikogo.

Asia Aft
Pani Aniu moje pytania:
1.Czy tytuł książki "Już nie uciekam" ma coś wspólnego z pani ucieczką do innego nowego życia?
Pewnie ma. Uciekałam przed swoją przeszłością. Bałam się wielu rzeczy. Myślałam, że już nigdy nikomu nie zaufam, bo zostałam mocno zraniona. Okazało się, że nie trzeba uciekać przed ludźmi, przed bliskością itp. Zrozumiałam, że można zaufać po raz drugi, a przeszłość trzeba zaakceptować, pogodzić się z nią, przecież nawet jeżeli wydarzyło się coś traumatycznego, to nie cofniemy czasu. A to zdarzenie na pewno nas ukształtowało, może uwrażliwiło, może nauczyło empatii, a może wzmocniło kręgosłup moralny. Nie wiem, ale staram się szukać w tym czegoś pozytywnego (choć czasami to jest bardzo trudne, bo na przykład nie da się zracjonalizować utraty dziecka).
2. Jakie to uczucie trzymać w rękach swoją własną wydaną książkę?
To niesamowite uczucie! Płakałam, kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki swoją powieść. I pomimo tego, że mam na koncie już siedem książek, to i tak wzruszam się, kiedy kolejna przychodzi z drukarni. Książka jest takim namacalnym znakiem naszej wyobraźni, naszych emocji i wrażliwości.

Izabela Watoła
1.Przed czym uciekamy najczęściej? Czy to jest prawidłowe wyjście? Czy jednak należy zmierzyć się z problemem i jakoś go rozwiązać?
Uciekamy przed problemami, ale też przed przeszłością. Oczywiście ucieczka zawsze jest daremna. Problemy trzeba rozwiązywać, ucieczka nic nie da, a wręcz przeciwnie, może tylko je pogłębić. Przed przeszłością też nie da się uciec, nie da się wymazać z pamięci tego, co było. Powinno się ją „przerobić”, zrozumieć i zaakceptować.

Jadwiga Roggeband-Krajewska
1.Aniu, czy pomysł na książkę bierzesz z życia ( one są takie prawdziwe, życiowe)
Zawsze przy każdej książce inspiracja pochodzi z codziennego życia. Myślę, że to najlepsze źródło „natchnienia”. Oczywiście nigdy nie przenoszę zdarzeń jeden do jednego, raczej służą mi tylko jako zaczątek refleksji nad jakimś problemem. Ale obserwuję też ludzi, to jak mówią, jak się zachowują, jak gestykulują w niektórych sytuacjach, to pomaga podczas pisania. Oczywiście również podsłuchuję rozmowy. Dialog powinien brzmieć w książce naturalnie. Czytelnik wyłapie każdą sztuczność, a sztuczność przeszkadza w emocjonalnym zaangażowaniu się w losy bohaterów.
2. Czy zdarza Ci się pomylić życie codzienne z fikcją książkowa
Hm… Chyba jeszcze mi się nie zdarzyło, ale być może to jest przede mną. Nie pomyliłam nigdy prawdziwego życia z fikcją, ale bywało, że miałam wrażenie, iż na przykład komplikując życie bohaterce, czułam, że krzywdzę prawdziwego człowieka. Tak było z Baśką z „Szeptów dzieciństwa”. Płakałam, przeżywałam przez kilka tygodni, że muszę ją skrzywdzić. To może się wydawać dziwne, ale czułam się naprawdę podle. Ta bohaterka stała się tak bardzo realna, że moje emocje mnie w pewnym momencie przerosły.

Joanna Wiewióra
Witam.
1. Jak wyobraża siebie Pani za 10 lat? Czy dalej jako pisarkę czy może zupełnie kogoś innego?
Mam nadzieję, że za dziesięć lat dalej będę pisać. To mój sposób na życie, chciałabym, żeby tak zostało. Przynosi mi to wiele satysfakcji.
2. Czy ma Pani jakieś wymarzone miejsce, w którym chciałaby Pani się znaleźć i przy okazji stworzyć kolejną wspaniałą książkę?
Jest takie jedno miejsce, w którym chciałabym popisać. To dom po byłym założycielu arboretum w Wirtach. Raz zostałam tam zaproszona przez obecnych właścicieli. Zauroczyło mnie to miejsce. Chyba pierwszy raz poczułam, że dom do mnie mówi. Jego zapach, wyposażenie były tak niezwykłe, że po powrocie do swojego domu, długo nie mogłam zasnąć. Miałam wrażenie, że historie kotłują się w głowie. Ciągle słyszałam skrzypiące deski pod stopami… Pięknie by było usiąść tam i popisać. Mam nadzieję, że właściciele pozwolą mi kiedyś tam trochę popracować.



2 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za pytania. To była czysta przyjemność. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za wywiad i za obszerne odpowiedzi . :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.