poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Trudne światło - Thomas Gonazlez

„Nieszczęście jest jak wiatr. Zjawia się w sposób naturalny i nieprzewidziany. Wystarczy chwila, by podmuch połamał gałęzie drzew, ale nie jest w stanie wyrwać ich z korzeniami. Ta metafora doskonale oddaje życie Davida.

David, uznany malarz, w swoim domu w Kolumbii wraca do chwil, które wszystko zmieniły. Wypadek Jacobo. Podróż do kliniki w Portland. Ostatnie dni z Sarą.
Jaki będzie jego ostatni obraz: czarno-biały czy jednak pełen barw?”

Czasami trafiamy na swojej drodze na książki, które w sercu zostawiają ślad i o których ciężko zapomnieć. Dla mnie taką książką okazało się „Trudne światło” Tomasa Gonzaleza. Powieść, którą wzięłam zupełnie w ciemno, nie znając autora, sugerując się tylko i wyłącznie dość tajemniczym opisem. Przepadłam w tej historii już na samym początku, a im dalej czytałam, tym bardziej byłam wzruszona, a moje serce krwawiło z bólu. Głównym bohaterem i narratorem książki jest David, malarz, który opowiada nam historię swojego życia. Wspomina swoją żonę Sarę, która była miłością jego życia, ale przede wszystkim opowiada o wypadku swojego syna Jacobo. Nie mogę Wam niestety nic  więcej zdradzić, ale uwierzcie mi na słowo, że dawno nie czytałam tak pięknej i chwytającej za serce prozy. Podczas czytania wiele razy czułam się, jakbym została wrzucona w emocjonalny wir, który szalał w moim sercu, w mojej duszy i w głowie. Książka jest krótka, bo ma zaledwie dwieście stron, ale autor zawarł w niej wszystko, to co najważniejsze i otulił to ogromnym ładunkiem emocjonalnym, który na całe szczęście całkowicie mnie nie przytłoczył. 


„Smutek jest czymś nieruchomym: jest płynny, zmienny, a jego płomienie, bardziej niebieskie niż pomarańczowe i czerwone, czasem przeraźliwie bladozielone, torturują człowieka raz z jednej strony wewnątrz ciała, raz z drugiej, czasem palą całe wnętrze, i to tak mocno, że zaczynasz krzyczeć w milczeniu jak na sławnym obrazie Muncha, gdzie człowiek stojący na moście wydaje z siebie krzyk.”

Trudne światło to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam w tym roku. To przepiękna historia o najpiękniejszym uczuciu jakim jest miłość, o bólu, o stracie i o przyjaźni. Sztuką jest pisać tak pięknie, jak Tomas Gonzalez, tak zachwycać i wkradać się do czytelniczych serc. Ja przepadłam w tej historii i myślę, że z Wam będzie podobnie.
To genialna nowość wydawnictwa Znak. 

Gorąco polecam!

8 komentarzy:

  1. Tak zachęcająco piszesz o tej książce,że mam ochotę natychmiast ją przeczytać.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrząc na okładkę nie kupiłabym jej.. a często zwracam na to uwagę... A Ty ja tak zachwalasz, że nie da przejść się koło tego obojętnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie nie zwróciłabym na tę książkę większej uwagi, ale po Twojej opinii dopisuję ją do swojej listy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka mało zachęcająca ale jaka treść! Nie spodziewałam się i na pewno będę na nią polowała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam autora i wahałabym się czytać w ciemno tę historię. Na szczęście zawsze mogę liczyć na Twoją opinię, na której na pewno się nie zawiodę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Sylwia ma wadę. ...
    Taką że wszystko bym przez nią przeczytała a wszystko przez jej recenzje!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Po recenzji książki mam przeczucie, że bez zadrapań na duszy po jej przeczytaniu nie wyjdę. Nie wiem czy to dobrze ale może kiedyś się przekonam ......

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.